Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Afganistan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Afganistan. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 sierpnia 2021

Biden się zesrał

 


Ilustracja muzyczna: Iron Biden - One

Pamiętacie może jeszcze jak kilka miesięcy temu różni "eksperci" przekonywali, że rządy Bidena będą czasem odbudowy potęgi Ameryki? No cóż, okazali się oni po raz kolejny debilami. I już chyba tylko Witold Repetowicz wierzy w to, że Biden będzie libkowskim mesjaszem :)

Joe Biden został już nazwany "monumentalną porażką" w "The Telegraph", biją w niego z prawej i z lewej strony politycznego spektrum, a jego działania w Afganistanie są oceniane jeszcze gorzej niż działania Busha.

Żeby była jasność: decyzję o wycofaniu wojsk USA z Afganistanu uważam za słuszną a za błąd to, że siedziały tam one przez 20 lat próbując budować państwowość kraju, w którym niemal zawsze panowała anarchia. Nie uważam też talibów za szczególnie duże zagrożenie dla świata - jeśli komuś zagrażają to głównie samym Afgańczykom. (Swoje argumenty podałem w tym wpisie.)

Uważam jednak, że administracja Bidena przeprowadziła wycofanie się z Afganistanu w najgorszy możliwy sposób - chaotyczny, bezplanowy i tworzący wrażenie totalnej słabości USA. Trump słusznie stwierdził, że nie był to odwrót, tylko kapitulacja. 

Naprawdę nie sądzę, by coś takiego mogło się wydarzyć za rządów poprzedniej administracji. Trump rozmawiając telefonicznie z przywódcą talibów, powiedział mu, że jeśli zrobią mu jakiś numer i złamią porozumienie pokojowe, to w pierwszej kolejności zmiecie z powierzchni ziemi jego wioskę. Trump miał opinię człowieka całkowicie nieobliczalnego - którą utwierdził zamieniając (ku rozpaczy różnych libków) gen. Sulejmaniego w mokrą plamę. Przywódcy talibów nigdy nie mogli być pewni, czy w momencie, gdy będą robić sobie konferencję prasową w pałacu prezydenckim w Kabulu, to "Orange Man" nie poślę im jakiejś rakiety. Afgańscy oficjele twierdzą teraz, że jeśliby Biden wstrzymał się z odwrotem o jeden miesiąc, to talibowie zmuszeni byliby do zawarcia porozumienia pokojowego na lepszych, bardziej kompromisowych warunkach.  

Sam proces ewakuacji został przeprowadzony w sposób idiotyczny. Za czasów Trumpa, gdy wojska koalicji wycofywały się z jakiegoś posterunku na afgańskiej prowincji, to najpierw ewakuowały cywilów współpracujących z ich armią. Teraz zupełnie o tym nie pomyślano a Pentagon nie wie nawet ilu Amerykanów jest na terenie Afganistanu.  Ewakuacja jest  de facto na łasce talibów. Wystarczyłoby, że pokryliby pas startowy ostrzałem z moździerzy i cała operacja posypałaby się. Cudzoziemcy będący w Afganistanie są więc de facto zakładnikami, podobnie jak Afgańczycy próbujący dostać się na lotnisko. Biały Dom stwierdził, że nie ma planów ewakuacji Amerykanów spoza Kabulu. Świat obiegły dramatyczne ujęcia pokazujące Afgańczyków próbujących dostać się do amerykańskich samolotów i spadających z nich kilkaset metrów na ziemią. 

Joe Biden spytany podczas wywiadu o te drastyczne filmy, odparł: Dajcie spokój, to było jakieś cztery, pięć dni temu! Twierdził też, że nikt nie zginął na lotnisku w Kabulu i że nie pamięta, by ktoś go ostrzegał, że afgańskie państwo tak szybko się załamie. Tymczasem ostrzegała go CIA, ostrzegał Pentagon a dyplomaci pisali do sekretarza stanu Anthony'ego Blinkena, że trzeba ewakuować wszystkich Amerykanów przed 1 sierpnia.  Analitycy z CIA wysyłali do Białego Domu kolejne plany ewakuacji - wszystkie zostały olane. Dodatkowo administracja Bidena ułatwiła talibom zadanie odcinając afgańskie lotnictwo od wsparcia technicznego. Reakcja Białego Domu na kryzys w Afganistanie była opóźniona o jakieś 72 godziny. Teraz każda z frakcji zrzuca winę na inną. Biden miał się nie słuchać doradców, tylko Kamali. Kamala twierdzi zaś, że nie zajmowała się Afganistanem, bo jej uwagę zajęło trzęsienie ziemi na Haiti. Departament Stanu dodatkowo się ośmieszył wysyłając talibom list (podpisany również przez UE, Honduras, Macedonię Północną i kilka innych krajów), w którym wzywa ich do respektowania praw Afgańczyków.


Nic dziwnego więc, że talibowie trollują Bidena. Powinni mu jednak być wdzięczni, bo zostawił im kupę nowoczesnego sprzętu wojskowego. 

Ilustracja muzyczna: Iron Biden - Hardwired


Biden twierdzi, że talibowie przeżywają teraz kryzys egzystencjalny. No zapewne tak, bo właśnie podbili niemal cały kraj i mają do przeprowadzenia krwawe czystki. Czeka też ich ciężka praca w postaci budowania koalicji politycznych - choćby z byłym prezydentem Hamidem Karzajem. Ruch mogą czekać też wewnętrzne podziały - bardziej anarchistyczne doły kontra wierchuszka (standard przy każdej rewolucji). Zaiste kryzys egzystencjalny. Ale to już nie są ci sami talibowie co w latach 1996-2001. Poszli oni trochę z duchem czasu, o czym świadczy choćby wygląd i wyposażenie żołnierzy ich jednostki specjalnej Badri 313 (na zdjęciu powyżej). Wyraźnie inspirowali się jakimś Blackwater. 

Tak jak wspominałem, teraz afgański pierdzielnik będzie porządkowany przez Pakistan oraz przez Chiny. Niech sobie Chińczycy wydają tam miliardy i wysyłają wojska do ochrony budowanych dróg i kopalń odkrywkowych. Ciekawie zagrała tam też Turcja (muszę ją pochwalić, skoro Repetowicz pisze, że Erdogan jest moim "bossem" - szkoda tylko, że mi płaci w lirach tureckich) pozycjonując się jako pośrednik a zarazem sojusznik Pakistanu

Sama utrata afgańskiego pierdzielnika przez USA nie jest aż taka straszna. Sposób w jaki Amerykanie stamtąd się wycofywali wywołał jednak wrażenie, że Ameryka jest słaba i rządzona przez zdemenciałego idiotę. Biden już został olany m.in. przez OPEC. To ośmieli też do działania Chiny, które już wysyłają sygnał do Tajwanu, że USA im nie pomogą. Tajwańczycy są jednak gotowi walczyć sami, czego Pekin nie rozumie i co może sprawić, że przesadzi on z prowokacjami zbrojnymi. Biden ostatnio powiedział, że USA będą bronić Tajwanu, co jednak zostało zdementowane i tylko powiększyło konfuzję. Na pewno USA będą miały utrudniony "zwrot ku Pacyfikowi". Rosja też będzie ośmielona słabością USA i może przetestować ich reakcję np. zajmując część czarnomorskiego wybrzeża Ukrainy. Paradoksalnie jednak sprawa Afganistanu może nieco przesunąć inwazję na Ukrainę. Rosja robi teraz dobrą minę do złej gry z Talibami, ale może się obawiać o sytuację na granicy Afganistanu z byłymi republikami sowieckimi. Rosyjska diaspora w tych republikach autentycznie się boi. Armia uzbecka czy kirgiska mogłaby sobie bowiem nie poradzić z talibami.

Naprawdę martwi mnie jednak, że Angela Merkel nie chce przyjąć do Niemiec co najmniej 1 mln Afgańczykom. Niemiecki system opieki społecznej, służba zdrowia i szkolnictwo na pewno by to wytrzymały. A miłośnicy tańczących chłopców bardzo wzbogaciliby tamtejszą społeczność LGBT. 


Sami talibowie odnieśli bez wątpienia ogromne propagandowe zwycięstwo. Jeden z ich liderów triumfalnie przypominał w pałacu prezydenckim w Kabulu, że siedział osiem lat w Guantanamo i że doczekał się wygranej. Niezależnie jak długa i trudna będzie walka, niezależnie od tego jak silny jest przeciwnik, nigdy nie jesteś z góry skazany na klęskę. Talibowie mają więcej mądrości do przekazania niż hordy tych wszystkich coachów-szarlatanów. Zwycięstwo talibów jest też klęską liberalnej demokracji, ale paradoksalniejest  zwycięstwem demokracji klasycznej. Według sondażu Pew, 99 proc. mieszkańców Afganistanu popiera przecież rządy prawa szariatu - czyli to co proponują im talibowie. Talibowie są na pewno okrutni i obskuranccy, ale nie odbiegają zbytnio od większości mieszkańców swojego kraju. Już są chwaleni za zaprowadzenie porządku na ulicach i powstrzymanie szabrowników od łupienia własności publicznej. 


Z tego co obserwuję, talibowie mogą też zyskać sympatię prawicowych antysystemowców na Zachodzie. Nie sposób się nie uśmiechnąć, gdy się słyszy jak rzecznik talibów, pytany o wolność słowa, przypomina, że Facebook stosuje cenzurę polityczną.  Nie da się ukryć, że liberalno-demokratyczne reżimy na Zachodzie przypominają coraz bardziej lustrzane oblicze talibów, z tymi swoimi fanaberiami ideologicznymi, cenzurą i seksualnymi obsesjami. Tak jak w 2001 r. wzywano do wojny przeciwko talibom, by "oswobodzić kobiety", tak talibowie mogą wzywać do dżihadu, by wyswobodzić zachodnich mężczyzn z tyranii feminizmu i marksizmu kulturowego. Być może więc alt-right uzna, że ci talibowie wcale nie są tacy źli...


Moim zdaniem talibowie popełniają jeden wielki błąd wizerunkowy. Niepotrzebnie wciskają kobiety w te kretyńskie burki. Lepiej żeby kazali im nosić przezroczyste lub cosplayowe ciuszki. Kawaii taliban szybko by się wówczas rozprzestrzeniał po świecie...


sobota, 14 sierpnia 2021

Dlaczego wszyscy umrzecie

 


Ilustracja muzyczna: Pikotaro - Everyone Must Die

W maju 2020 r. rosyjscy oligarchowie, wysokiej rangi urzędnicy oraz ich współpracownicy szczepili się w moskiewskim Instytucie im. Gamaleja EKSPERYMENTALNĄ szczepionką na Covid-19. Szczepionka ta nie tylko nie była wówczas jeszcze oficjalnie zatwierdzona do użytku w Rosji, ale nie zaczęły się jeszcze nawet jej badania pierwszej fazy. I jakoś żaden z nich nie wyraził obaw, że jest szczepiony eksperymentalnym preparatem, który może ich "zmodyfikować genetycznie", zabić, wysterylizować czy też sprawić, że się zesrają. Dlaczego? Ano dlatego, że ludzie bogaci często leczą się terapiami i lekami, które są jeszcze "eksperymentalne". Te leki działają, ale nie są one jeszcze dostępne dla zwykłych zjadaczy chleba, bo biurokraci z urzędów regulacyjnych nie przystawili jeszcze odpowiedniej pieczątki na świstku papieru. Plutokraci jednak ryzykują i sięgają po takie eksperymenty.

Zaszczepił się również najbogatszy mieszkaniec Rosji - Putin-Hujło. Niektórzy spekulują co prawda, że dostał zastrzyk z soli fizjologicznej lub inne placebo, ale to nie jest ważne. Car szczepiąc się przed kamerami dał sygnał poddanym, że zaszczepić się trzeba. Do tego potępił antyszczepionkowy sceptycyzm. Aluzję zrozumiano i zaszczepiono funkcjonariuszy resortów siłowych. W Moskwie wprowadzono na pewien czas paszporty covidowe. Na prowincji nawet o tym nie myślano, bo Kreml sra na rosyjską prowincję.

W Chinach latem zeszłego roku zaczęto szczepić przedstawicieli resortów siłowych. Program szczepień całej populacji wlókł się jednak i dopiero w ostatnich miesiącach ostro przyspieszył. O ile do maja podano 270 mln dawek szczepionek, to obecnie ich liczba sięgnęła 1,8 mld. W Chinach rozprzestrzenia się teraz wariant Delta i pomimo tego, że ponad 40 proc. populacji jest w pełni zaszczepione, to rząd sięga po drakońskie lockdowny. Trzeci pod względem wielkości morski terminal kontenerowy został tam zamknięty po wykryciu JEDNEGO zakażenia Covid-19. Co ciekawe Chińczycy o pojawieniu się w ich kraju Delty obwiniają rosyjskiego pasażera samolotu. 

Jeden z polskich liderów ruchu antylockdownowego, w internetowej wymianie myśli ze mną, napisał: "Gdyby był Chińczykiem, to bym się szczepił. Bo porządek musi być". W Chinach musi być porządek, a w Polsce widocznie powinna być anarchia tak jak w czasach saskich...

Kwestią, którą poruszam w tym wpisie nie jest  to, czy szczepionki są skuteczne przeciwko wariantowi Delta czy nie. Jakimś dziwnym trafem skok zachorowań mamy obecnie w Izraelu w pełni zaszczepionym w 60 proc. a nie w Autonomii Palestyńskiej, zaszczepionej w 8 proc. (Trzeba jednak brać pod uwagę to, że dane mogą być zafałszowne przez testy. Być może nawet 90 proc. wskazań tych testów jest gówno warte. W Izraelu robi się ich dużo więcej niż w Palestynie, i stąd pewnie nagle ten przyrost tysięcy zakażonych, z których umierają pojedynczy ludzie.) Kwestią, którą chce się zająć jest to, czy szczepionki przeciwko Covid-19 nadawałyby się do depopulacji ludzkości.

Jeśli porównujemy geografię szczepień z geografią wyborczą, to widzimy, że szczepień przeciwko Covid-19 unika się najczęściej na terenach, gdzie wygrywa prawica. Tam gdzie ludność jest nastawiona bardziej tradycjonalistycznie, bardziej religijna i bardziej nieufna do rządu, szczepień jest wyraźnie mniej. Masowo się szczepią za to liberalne wielkie miasta. Tę prawidłowość widać zarówno w Polsce, jak i w USA, Wielkiej Brytanii czy we Francji. Gdyby szczepionki zadziałały, tak jak myśli część antyszczepionkowców - czyli w ciągu trzech lat zabiłyby lub poważnie spustoszyły organizmy ludzi, którzy je przyjęli - to  w krótkim czasie zostałby wybity elektorat, który głosuje na libków/lewaków/illuminatów. Przetrwałby natomiast elektorat wrogo nastawiony do tych grup. Poza tym grupy przestępcze rządzące w Rosji i w Chinach eksterminowałyby własne siły zbrojne i funkcjonariuszy bezpieki. Czy ma to więc sens? 

Gdybym był illuminatą, rozegrałbym wszystko nieco inaczej:

Covid byłby zasłoną dymną. Wirus stworzony w chińskim laboratorium, za granty z instytutu dra Fauciego, byłby wykorzystany przede wszystkim jako element testu. Testu tego jak działają procedury medyczne, państwowe służby i propaganda na całym świecie.

Szczepionki też byłyby testem. Nie ważne, czy chroniłyby przed covidem czy nie. Nie ważne, czy wywoływałyby skutki uboczne, czy nie. Ważne byłoby to, kto ich nie będzie chciał przyjąć. W ten sposób zidentyfikowane zostałyby osoby nie ufające władzy, wierzące w teorie spiskowe, przedstawiciele elektoratu, którego należałoby się pozbyć. Na tych bardziej umiarkowanych wpływałoby się za pomocą zachęt i gróźb. A jednocześnie promowało najbardziej foliarskie teorie o szczepionkach, by utwierdzić w oporze tych najbardziej niepożądanych. Nie kosztowałoby wiele, by zapłacić jakimś doktorkom czy pielęgniarkom za opowiadanie kocopałów na YouTubie a zjeb w furażerce jeszcze by to podkręcił. (Zauważcie, że rządy jakoś nie wprowadzają przymusu szczepień na Covid-19. Zamiast tego stosują różne perswazje. Starają się, by zaszczepić jak najwięcej ludzi, ale nie wszystkich.)

A później przyszedłby dużo bardziej śmiercionośny wirus. Ten przed którym z chytraśnym uśmieszkiem na ustach przestrzega dr Fauci oraz inni "eksperci". Szczepionki chroniłyby właśnie przed tym wirusem trzymanym w lodówkach. Prawicowi antyszczepionkowcy zostaliby wybici nowym choróbskiem. Ci którzy przeżyliby, straciliby wiarę w dotychczasowe autorytety. Libki i lewactwo triumfowałoby mając zapewnione zwycięstwo w każdych wyborach w nadchodzących dekadach. Świat zostałby przebudowany. Build back better. Lewactwo i libkostwo, nic by nie posiadało na własność, wpierdalałoby zieloną pożywkę i było z tego powodu szczęśliwe. 


Ja tak bym to zrobił, gdybym był illuminatą. Ale może illuminaci to kretyni i trzymają się scenariusza, który został opisany na każdej foliarskiej stronce. 

***



Jakiś czas temu Joe Biden przyjął w Białym Domu 18-letnią piosenkarkę Olivię Rodrigo. Dziadzio z pewnością miał dużo frajdy będąc tak blisko niej. Z pewnością powiedział później współpracowników: "Może byśmy częściej zapraszali różne nastoletnie gwiazdki, które, by przychodziły tutaj... ehhhmm... promować.... różne rzeczy". Rodrigo (pół-Filipinka) powiedziała wówczas, że szczepionki są "good for you". Była to ciekawa aluzja. W swoim teledysku "good 4 you" Rodrigo odgrywa przecież licealną yandere odpierdalającą jakieś psychopatyczne akcje. Niezłe "mrugnięcie okiem". No, ale wchodzę już chyba w obszary typowe dla QAnona...

***

Tymczasem Afganistan sypie się szybciej, niż przewidywałem. W ambasadzie USA palą dokumenty i niszczą twarde dyski. A Talibowie wprowadzają całkiem ciekawe prawo karne - tarzanie przestępców w smole. Możemy uznać to za barbarzyństwo, ale w krajach takich jak Afganistan tylko takie kary się sprawdzają. Przydaliby się tacy Talibowie w zachodnioeuropejskich no-go zones...

U Huntera Bidena też ciekawie. Nagrano go, gdy zwierzał się dziwce, że rosyjscy dilerzy narkotykowi ukradli mu laptopa, na którym były "naprawdę szalone" filmy z nim w roli głównej. To już drugi laptop z kompromitującymi materiałami, który stracił prezydencki syn.

***

A za tydzień lub dwa będzie wpis poświęcony Watykanowi...


sobota, 24 lipca 2021

Co się stanie w Afganistanie? + Szary Ład

 


Ilustracja muzyczna: Olivia Rodrigo Duterte - good 4 you

Trwająca od 2001 r. międzynarodowa "misja stabilizacyjna" w Afganistanie kosztowała blisko 1 bln USD oraz życie 3,6 tys. żołnierzy koalicji (w tym 2,4 tys. Amerykanów i 44 Polaków), do czego trzeba doliczyć 3,9 tys. zabitych pracowników prywatnych firm wojskowych (od cieci i kierowców po najemników walczących z bronią w ręku) oraz 66 tys. funkcjonariuszy afgańskich sił bezpieczeństwa. Zabito zapewne ponad 60 tys. Talibów, ponad 2 tys. bojowników Al-Qaedy oraz około 2 tys. terrorystów z Państwa Islamskiego. Co w ten sposób osiągnięto? To, że Talibowie są znów o krok od zdobycia władzy nad Afganistanem.



Kontrolują oni obecnie blisko połowę spośród 400 dystryktów Afganistanu. Zwraca uwagę choćby to, że zdobyli kawał terenu na północy kraju - czyli tam gdzie przed 2001 r. rządził Sojusz Północny. Widać, że Talibowie wyszli daleko poza pasztuńskie tereny etniczne na południu i wschodzie. Talibowie kontrolują już 90 proc. obszarów przygranicznych i realizują strategię otaczania wielkomiejskich centrów. Afgańska armia i policja stawia Talibom desperacki opór w nielicznych miejscach. Ogólny obraz sytuacji jest jednak taki, że się ona po prostu rozpada. Tysiące żołnierzy uciekło już przez granicę. Opuszczone przez Amerykanów wielkie lotnisko w Bagram zostało po prostu rozkradzione przez cywilów już następnego dnia. Niektórzy więc kreślą już apokaliptyczny scenariusz, w którym ci straszliwi Talibowie pogrążą resztę regionu w ogromnym konflikcie, którego odpryskiem będą nowe zamachy z 11 września... Czy tak będzie jednak w istocie?

Na początek musimy odpowiedzieć na pytanie: kim właściwie są Talibowie? Michael Hastings w swojej znakomitej książce "Wszyscy ludzie generała" (której bohaterem jest m.in. gen. Michael Flynn) twierdzi, że za Talibów uznaje się de facto każdą grupę wieśniaków, która strzela do każdego, kto wchodzi do jej doliny. Można więc powiedzieć, że znaczna część tego ruchu ma oblicze "anarchistyczne". Ci ludzie chcą po prostu żyć tak jak żyli ich przodkowie i nie mieć nad sobą żadnej władzy centralnej. W Afganistanie przed socjalistycznym zamachem stanu gen. Dauda z 1973 r. panował konsensus mówiący, że rząd centralny udaje, że rządzi nad krajem a lokalne klany udają, że tę władzę uznają. W latach '70-tych ten układ zerwano i skończyło się to pięcioma dekadami wojen i chaosu. Fundamentalistycznie islamska ideologia Talibów tak bardzo też nie odbiega od mentalności większości Afgańczyków. Ok, w latach 70-tych Kabul był mekką hippisów, ale nie zapuszczali się oni na prowincję. A na prowincji czas się zatrzymał. Symbolem tego jest choćby to, że z przechwyconej komunikacji radiowej rebeliantów wynika, że często nazywali oni samoloty wojskowe koalicji "smokami". Naprawdę myśleli, że są atakowani przez ziejące ogniem potwory.

Wiarę w to, że w anarchiczno-islamskim Afganistanie (i ogólnie na szerokim Bliskim Wschodzie) można zbudować sprawne państwo demokratyczne jest chyba już podzielana jedynie przez "niepoprawnych idealistów" takich jak Witold Repetowicz. :) Skoro nie można takiego państwa zbudować w Polsce, to czemu mielibyśmy się łudzić, że Afganistanowi się uda?

Wróćmy jednak do kwestii tego, kim są Talibowie. Oprócz anarchistyczno-islamskich mas, mamy w tym ruchu wierchuszkę, która jest kontrolowana przez ISI, czyli pakistański wywiad wojskowy. Są doniesienia mówiące, że pakistańskie lotnictwo wojskowe wspiera Talibów podczas ich ofensywy. Nie jest żadną tajemnicą, że to Pakistan stworzył Talibów w latach 90. i później ich przez wiele lat wspierał. Po co to robił? By w Afganistanie nie powstał rząd sprzymierzony z Indiami. Afganistan jest dla Pakistanu elementem głębi strategicznej w ewentualnym konflikcie z sąsiadem. 

O kant dupy można więc potłuc opinie niektórych ekspertów mówiące, że zwycięstwo Talibów w Afganistanie stanowi zagrożenie dla ChRL.  Scenariusz mówiący o tym, że Talibowie rozpalą dżihad w Xinjiangu świadczy o oderwaniu od rzeczywistości "ekspertów" go kreślących. Po pierwsze, Ujgurski Region Automiczny to miejsce poddane najbardziej totalitarnej kontroli na świecie. Tam na każdym kroku są kamery, posterunki i bazy wojskowe. W domach Ujgurów są dokwaterowywane chińskie darmozjady mające za zadanie pilnować mieszkańców. Ujgurowie trafiają do obozów koncentracyjnych za byle głupstwo. Terroryzm islamski został tam już wiele lat temu wykorzeniony - o ile od początku do końca nie był kreacją chińskiej bezpieki. Po drugie, patron Talibów, czyli Pakistan, jest w kieszeni Chin. Chińczycy chcą wykorzystać Afganistan jako część swojego Nowego Jedwabnego Flaku - ale tu jestem bardzo sceptyczny, bo realnie oni bardzo niewiele łożą na swój "wielki projekt", wiele inwestycji realizowanych w jego ramach to zwykłe przekręty a na terenie Afganistanu plany infrastrukturalne mogą rozbić się o opór miejscowych "islamo-anarchistów".

Snucie prognoz mówiących, że Talibowie ruszą zaraz na republiki Azji Środkowej, również mija się z celem. Po prostu Pakistan im na to nie pozwoli. Sami Talibowie nie chcą zaś powtórki z 2001 r. i nie będą prowokować ani rosyjskiej, ani amerykańskiej, ani chińskiej interwencji. (Baj de łej: w 2001 r. deklarowali chęć wydania Osamy bin Ladena Amerykanom, desperacko próbując uniknąć inwazji.) Niedawno wysłali delegację do Moskwy i przekonywali, że chcą żyć w pokoju. Co więcej, Talibowie walczyli w ostatnich latach przeciwko Państwu Islamskiemu (kontrolującemu niewielki skrawek Afganistanu), więc uważają się za członków międzynarodowej koalicji antyterrorystycznej.

Zwolennicy wizji "golicynowskiej" będą teraz przekonywać o wielkim zwycięstwie osi Pekin-Moskwa-Teheran-Islamabad. Sprawa jest jednak bardziej skomplikowana. Jeśli Talibowie stanowią dla kogoś - poza samymi Afgańczykami - zagrożenie, to dla Iranu. Ale nie bezpośrednio militarne - tylko pośrednie, dotyczące społeczności szyickiej w Afganistanie oraz irańskich interesów. (Irański reżim jest jednak obecnie za bardzo zajęty strzelaniem do własnych obywateli protestującym przeciwko przerwom w dostawach prądu i wody.) W przyszłości Afganistan może stanowić punkt zapalny w relacjach między Iranem a Pakistanem. Może się więc bardziej przysłużyć USA niż dotychczas. Wszelkie plany budowy przez Amerykanów rurociągów z Azji Środkowej przez Afganistan do Pakistanu oraz wydobycia tam metali ziem rzadkich nie miały szans na sukces - ze względu na zbyt wysokie koszty związane z niedorozwojem infrastrukturalnym oraz anarchizacją Afganistanu. Kontrola nad Afganistanem też jedynie nieznacznie powiększyła amerykańskie wpływy w Azji Środkowej - zdominowanej przez Chiny i Rosję w stopniu nieodwracalnym. Mądrzejszą strategią byłoby w 2002 r. wycofać się i pozwolić Pakistanowi na przejęcie odpowiedzialności nad Afganistanem przy zaproponowaniu mu realnych korzyści gospodarczych oraz mediacji w konflikcie z Indiami.

Wojna w Afganistanie miała oczywiście swoje drugie dno, ważniejsze od całego tego geopolitycznego nudziarstwa - narkotyki. W 2000 r. w tym kraju makiem opiumowym było obsiane 82 tys. hektarów. W 2001 r. Talibowie rozpoczęli kampanię antynarkotykową, w wyniku której areał tej uprawy spadł do 8 tys. ha. W 2020 r. wynosił już 224 tys. ha. I tak był jednak mniejszy niż w 2017 r., czyli w roku, w którym wszyscy się obawiali, że ten straszny Trump wycofa wojska z Afganistanu. Wynosił wówczas 328 tys. ha. Afgańska produkcja opium była szacowana w 2020 r. na 6,3 tys. ton a do bezpośrednich producentów trafiło jakieś 350 mln USD. 90 proc. opium na globalnych rynkach pochodzi z Afganistanu. CIA musi więc płakać, że traci takie centrum produkcyjne - no chyba, że zawarła wcześniej jakiś układ z ISI...

Tezy, że przejęcie przez Talibów kontroli nad Afganistanem doprowadzi do nowego 11 września nie wytrzymują krytyki. Terroryści znajdujący się gdzieś na afgańskim zadupiu nie stanowią bowiem problemu dla Zachodu. Problemem są, ci którzy już mieszkają na Zachodzie - często już w którymś tam pokoleniu lub których wpuszcza się w wyniku liberalnej polityki migracyjnej. Ponadto zamachy z 911 zostały przeprowadzone z wielkim wsparciem służb specjalnych Pakistanu, Arabii Saudyjskiej i paru innych krajów oraz prawdopodobnie z przyzwoleniem amerykańskich służb. Talibowie mieli na nie podobny wpływ jak Studnicki na politykę III Rzeszy. 

***

Moim zdaniem więc zamiast niepokoić się tym, że Talibowie zdobyli jakiś "Bdziadabub", powinniśmy raczej szykować się na walkę z Zielonymi Talibami z Brukseli, którzy w ramach programu "Fit for 55" chcą przerzucić koszty "ratowania klimatu" na ludzi biednych i średniozamożnych, jednocześnie zwiększając sobie budżet na przeloty prywatnymi odrzutowcami. Dążą oni do podobnej sytuacji jak na Kubie - czyli, by obok opływającej w luksusy nomenklatury istniały spaueryzowane masy jeżdżące starymi samochodami (bo na nowe nie będzie ich stać) lub zdezelowanym transportem publicznym, nie wyjeżdżające za granicę i pokornie stojące w kolejkach po przydziałowy malutki skrawek mięsa czy jakiegoś sojowego produktu o smaku i wartościach odżywczych gówna. 

W to, że zależy im na "ratowaniu klimatu" nigdy nie uwierzę, gdyż wybrali oni najgłupszą możliwą strategię zielonej transformacji gospodarki. Prawdziwa strategia polegałaby na inwestycjach w energetykę atomową oraz awangardowe technologie takie jak zimna fuzja, energia punktu zerowego, antygrawitacja. Te technologie już zresztą istnieją i od dekad są wykorzystywane w "czarnych programach" zbrojeniowych USA - na co wskazywałem choćby w serii Phobos. Pamiętacie sprawę patentów dra Salvatore Paisa?

I tutaj dochodzimy znów do spraw "kosmicznych". Dr Steven Greer pisał, że istnienie obcych cywilizacji nie jest ujawniane ze względu na sprawę kontroli nad przełomowymi technologiami dającymi dostęp do niemal darmowej energii. Jego zdaniem, takie technologie zniszczyłyby przemysł naftowy. Moim zdaniem, motyw ukrywania istnienia obcych cywilizacji i przejętych od nich technologii (a także ukrywania istnienia zaawansowanych technicznie cywilizacji w zamierzchłej przeszłości) sprowadza się do Wielkiego Resetu. Gdybyśmy mieli powszechnie dostępne technologie tego typu, to nie mieliby pretekstu do wprowadzenia programu mającego powszechną pauperyzację społeczeństw. Transport byłby zeroemisyjny. Energetyka zeroemisyjna. Co więcej, dałoby się lepiej kontrolować pogodę. Nastąpiłaby też pewnie rewolucja w telekomunikacji, przemyśle, medycynie... W naszym zasięgu znalazłyby się surowce znajdujące na Księżycu, Marsie i planetoidach. Ale oznaczałoby to też utratę kontroli nad ziemskim folwarkiem przez siły dotychczas nim rządzące. Taka nowa rewolucja przemysłowa doprowadziłaby bowiem do powstania nowych elit i zakwestionowania całej dotychczasowej naszej wiedzy.


wtorek, 11 września 2012

Talibowie chcą pokoju i Amerykanów + Kulisy ataku na syryjski reaktor



Niemal na rocznicę 11 IX wyszedł bardzo ciekawy raport brytyjskiego Royal United Services Institute mówiący, że wielu dowódców talibów zgodziłoby się nie tylko na pokój w Afganistanie, ale również na wojskową obecność Amerykanów. Problem w tym, że nie chcą rozmawiać z rządem Karzaja, który słusznie postrzegają jako skorumpowany. Czy więc Amerykanie zdecydują się na obalenie swojego sojusznika, by wycofać się z twarzą z Afganistanu? Być może w przyszłości, ale nie teraz. Nie chcą tam jeszcze dodatkowo rozgrzebywać sytuacji. Poza tym, to nie średniej rangi talibscy dowódcy zdecydują kiedy nastanie pokój w Afganistanie. Tego nie zdecyduje nawet Muła Omar. To leży w kompetencji Islamabadu.

Tymczasem brytyjscy konserwatywni parlamentarzyści (byli wojskowi) przygotowali swój plan dla Afganistanu przewidujący... podział kraju na sektory rządzone przez lokalne społeczności przy asyście międzynarodowej. Bałkanizacja wydaje się być dzisiaj modnym trendem.

"New Yorker" zamieścił natomiast ciekawy materiał dotyczącego izraelskiego ataku na syryjski reaktor jądrowy w 2007 r. Pojawiła się tam sensacyjna informacja: po zbombardowaniu instalacji, do akcji wkroczyły siły specjalne Izraela zrzucone tam na spadochronach. To oni dokończyli dzieła zniszczenia (I tyle o jakości syryjskiej obrony przeciwlotniczej). Gazeta przekonuje, że do ataku doszło wbrew woli prezydenta Busha, ale w to nie chce mi się wierzyć. USA szykowały się już wówczas do rozprawy z Syrią. Biorąc pod uwagę obecne wydarzenia, można powiedzieć, że izraelskie uderzenie na syryjski reaktor było zbawienne dla regionu.

niedziela, 8 lipca 2012

Likwidacje uczestników operacji Samum




Zgon gen. Petelickiego nie jest pierwszym dziwnym zejściem z towarzysko-służbowego grona, w którym on się obracał. W latach 90-tych w tajemniczych wypadkach zginęło trzech agentów UOP biorących udział w operacji Samum. Każdy z nich 25 października (ponoć to jest rocznica tej akcji).
Oddajmy głos Leszkowi Szymowskiemu:

"Na trasie Bejrut – Damaszek ciężarówka staranowała samochód Jacka Bartosiaka. Zdarzyło się to 25 października 1996 r. Dokładnie dwa lata później w wypadku samochodowym w pobliżu Kairu zginął Andrzej Puszkarski. W 2002 r., również 25 października, śmierć poniósł Jerzy T. Jego ciało wyłowiono u wybrzeży Egiptu. Wszystkich trzech łączyło jedno: 25 października 1990 r. brali udział w tajnej operacji polskiego wywiadu, której celem było wywiezienie sześciu agentów CIA z Iraku.
Polski wywiad umożliwił wtedy Amerykanom również wywiezienie szczegółowych planów rozlokowania instalacji wojskowych w Iraku. Były one niezwykle istotne podczas rozpoczętej wiosną 1991 r. operacji „Pustynna burza" – wyzwolenia Kuwejtu spod irackiej okupacji. – Słyszałem o tym, że Saddam Husajn wyasygnował spore pieniądze na odnalezienie i wyeliminowanie osób, które brały udział w operacji polskiego wywiadu, bo było to zagranie mu na nosie – twierdzi jeden z żyjących uczestników akcji.

Przypadkowe wypadki
Pierwszy wypadek nie wzbudził specjalnych podejrzeń. Nie było żadnych świadków. To, że na pustej, nieoświetlonej drodze staranowano osobowy samochód, mogło być przypadkowe. Jacek Bartosiak, kapitan Urzędu Ochrony Państwa i szef rezydentury polskiego wywiadu w Syrii i Libanie, nie miał szans, by przeżyć. Wówczas nie dopatrzono się śladów wskazujących na zamach na jego życie. Sytuacja zmieniła się dwa lata później, gdy zginął Andrzej Puszkarski, który także był czynnym funkcjonariuszem wywiadu. „Allah nie dał mu przeżyć. Świadków wypadku nie było" – napisał policjant egipskiej drogówki. Pędzący samochód osobowy wypadł z jezdni i z ogromną prędkością uderzył w przydrożną barierkę. Staranował kilka słupków i zatrzymał się wbity do połowy w żelazne umocnienia. Egipscy ratownicy mogli tylko powiadomić polską ambasadę o śmiertelnym wypadku."


Moja teoria jest następująca: wszystkich trzech wystawiono irackim służbom. Kto ich wydał? A  która służba była ówcześnie mocno zaangażowana w sprzedaż broni na Bliski Wschód i przy tym była silnie zinfiltorwana przez Ruskich? Mała podpowiedź: pierwsza litera jej akronimu to "W", ostatnia to "I". 

***
Mała dygresja, dla rozluźnienia atmosfery: film "Essential killing" nie musi być taki głupi, jak to przedstawiają prawicowi recenzenci (zapewne podpuszczeni przez swoich opiekunów ze służb). Koncept w nim użyty to pomysł na dobrą sensację - i to nawet zbliżoną do realiów (Talib biegnący ośnieżonym mazurskim lasem niczym Stevek Seagall w "Na zabójczej ziemi" po lasach Alaski... Więzień uciekający z tajnego więzienia, niczym jakiś obcy ze Strefy 51. Zabrakło tylko motywu integracji taliba z miejscowymi, np. kibolami). Dobrym motywem mogłoby być również zabójstwo  wysokiej rangi oficera służb III RP przez taliba mszczącego się na nim za tajne więzienia.


środa, 16 maja 2012

Talibowie zabijają się nawzajem + Testowanie doktryny ASB


Wśród talibów ostre walki frakcyjne. Zastrzelono mułłę Mohammeda Ismaila, byłego szefa operacji militarnych tego ruchu. Zabito go za "nieautoryzowane" rozmowy z Amerykanami. Arsala Rahmani, były minister w rządzie talibów, a później senator w posttalibskim afgańskim parlamencie, został zastrzelony w centrum Kabulu za pośrednictwo w rozmowach rządu Karzaja i CIA z dawnymi towarzyszami broni. W zeszłym roku Motasim Agha Jan, talibski oficjel został ranny w zamachu zorganizowanym przez konkurencyjną frakcję. Widać więc, że wielu komendantów polowych chciałoby rozpocząć normalne życie jako parlamentarzyści, biznesmeni, wojskowi i lokalni watażkowie, ale kierownictwo ruchu - czyli pakistańskie ISI nie chce o tym słyszeć. Wkłada więc wiele wysiłku w storpedowanie sprawdzonej w Iraku amerykańskiej strategii "kupienia rebeliantów". Dla ISI Afganistan to zaplecze strategiczne na wypadek nuklearnej wojny z Indiami, więc stara się obalić rząd Karzaja (uznawany za proindyjski) i zainstalować tam swoje marionetki.

***

Amerykanie (wspólnie z Brytyjczykami i Izraelczykami) testowali niedawno swoją koncepcję Air-Sea Battle (szykowanej na Chiny) podczas wielkich manewrów na wodach Morza Śródziemnego i Oceanu Indyjskiego. Testowano m.in. przeciwdziałanie irańskiej blokadzie Ormuzu. I w tym kontekście należy widzieć również niedawne przerzucenie F-22 do ZEA. Jeśli Iran okaże się głupi, to ma szansę stać się poligonem tej koncepcji. Irańczycy zaczęli natomiast ćwiczyć desanty spadochronowe - z myślą o działaniach specjalnych, zapewne wewnątrz Arabii Saudyjskiej.



środa, 18 kwietnia 2012

Talib, który gapił się na kozy



Mohammed Ashan, dowódca oddziału afgańskich talibów, wprowadził terroryzm na nowe wyżyny. Nieoczekiwanie zgłosił się na amerykański posterunek z plakatem "wanted" ze swoją podobizną. Gdy potwierdzano jego tożsamość mówił: "Tak, tak! To ja! Mogę już dostać 100 dolarów nagrody?". "Jest oczywistym, że ten człowiek to imbecyl" - stwierdził jeden z amerykańskich żołnierzy.


środa, 21 marca 2012

Zamachowiec z Tuluzy namierzony!



BREAKING NEWS.... Francuska policja otoczyła dom zamachowca z Tuluzy. Dwóch policjantów rannych w strzelaninie. Jeśli mają właściwego człowieka, to oznacza, że nie mamy do czynienia z zawodowym zabójcą pracującym dla służb. Podejrzany jest 24-letnim Frankoalgierczykiem, islamskim fanatykiem, który rzekomo wykrzyczał policjantom oblegającym jego dom, że jest związany z al-Kaidą. Miał jeździć na pogranicze afgańsko-pakistańskie i ponoć został aresztowany w Kandaharze (tylko przez kogo?). Zabójstwa były zemstą za udział Francji w wojnie w Afganistanie oraz "śmierć palestyńskich dzieci".

Relacja na żywo, na portalu France 24, Le Figaro (fr.), Le Monde (fr.), na stronie Guardiana oraz Daily Telegraph. Gdy pisałem tę relację, pojawiły się wiadomości, że zamachowiec negocjuje z policją i wyrzucił przez okno pistolet.

UPDATE: BBC podaje, że sprawca nazywa się Mohammed Merrah. Po południu ma się poddać, jak tylko umieści w necie film z zamachu. Francuska policja przyznaje, że był obserwowany od lat (jak widać niezbyt skutecznie). Dzisiaj rano zadzwonił do France 24 i podał swoje motywy. 

wtorek, 6 marca 2012

Afgańscy tańczący chłopcy


TVP1 pokazała wczoraj mocny film dokumentalny "Tańczący chłopcy z Afganistanu" (do obejrzenia tutaj) opowiadający o zjawisku wykorzystywania seksualnego młodych chłopców-tancerzy przez (często bogatych i wpływowych) Afgańczyków. Film szokuje m.in. dlatego, że pokazuje jak szeroko rozpowszechniony i społecznie akceptowalny jest w Afganistanie homoseksualizm. W tym samym społeczeństwie, które tak bardzo oburza się incydentalnym niszczeniem Koranu i każe śmiercią apostatów z islamu. W dokumencie tym widzimy jednak afgańskich komendantów polowych mówiących bez żadnego skrępowania o swoich gejowskich skłonnościach.



 Spotkamy tam takie teksty: "Czy uprawiałeś seks z tym chłopcem? Nie, ale marzę o tym" lub "Rywalizacja o to, kto ma lepszego chłopca jest naszą wojskową tradycją". To zjawisko nie jest żadną nowością przyniesioną przez "zgniły Zachód". Tam jest ono tradycją pamiętającą czasy Sodomy i Gomory. Jeszcze zanim powstał ruch talibów (którzy znajdują przyjemność nie w seksie, ale w zabijaniu i w związku z tym rozwalali analnych kopulatorów tak jak wszystkich innych), o Kandaharze mówiono, że jest tam tylu pedałów, że ptak lecący nad tym miastem musi zasłaniać skrzydłem kuper.

Powyżej: zakaz pedałowania dla Afganistanu

 Myliłby się jednak ten, który upatruje w afgańskich gejach rozmemłanych, lewackich ciot w stylu Biedronia. To są bardzo męscy geje, którzy bez zmrużenia oka poderżną wrogowi gardło, zestrzelą śmigłowiec ze Stingera i wysadzą w powietrze konwój natowskich żołnierzy. Oni już posuwali specnazowców w kakao, gdy Biedroń oglądał "Bolka i Lolka". To geje pokroju Ernsta Roehma - gardzący kobietami, mniejszościami i słabeuszami weterani wielkiej i okrutnej wojny. W Europie byliby nazi-gejami, a nie jakimiś tam konserwatystami.prl :)

Ps. Ubawiłem się czytając wpis Chehelmuta poświęcony nazi-gejowi Karolowi Szymanowskiemu :)

Ps. 2. Przykład Afganistanu wskazuje, że jednak geje sprawdzają się w armii. Muszą to jednak być geje w stylu Roehma :)

Ps. 3. Na koniec ostro antygejowski kawałek Basa Tajpana. Gostek zapewne popiera bombardowania Afganistanu i nie lubi hrabiego Adama Wielkodupskiego. Aż dziw, że nie zabrało się za niego Stowarzyszenie "Nigdy Więcej!".

środa, 14 września 2011

Bohaterowie 11 IX: Haig Melketessian + Kurdyjska intryga + Palestyna jeszcze nie teraz



Haig Melketessian (w środku), Libańczyk pochodzenia Ormiańskiego, były żołnierz sił specjalnych libańskich falangistów i funkcjonariusz amerykańskich służb wywiadowczych - jeden z cichych bohaterów 11 IX. W 1986 r. opracował plan odbicia zakładników przetrzymywanych przez irańską agenturę w Libanie oraz  zniszczenia komórek terrorystycznych Islamskiego Dżihadu - plan został zawetowany w Waszyngtonie. W latach '90-tych Melketessian, jako pierwszy zidentyfikował system finansowania al-Kaidy znany jako hawala, odkrył również, że linie lotnicze Ariana Air działają dla talibów, przewożąc na tracie Afganistan-Dubaj heroinę, broń i ważnych terrorystów. Przedstawił plan przeciwdziałania i został... zjeb*any za to przez przełożonych z Waszyngtonu.  Tutaj przeczytacie więcej, o jego niezwykłej biografii.

***

Turcja grożąc Izraelowi morską konfrontacją jednocześnie prowadzi ofensywę przeciwko Kurdom, skoordynowaną z działaniami Iranu, USA oraz... kurdyjskiej administracji w Iraku (nie ma to jak wykańczanie konkurencyjnych lewicowych partyjek :). USA starają się odstraszyć Turków od konfrontacji z Izraelem mówiąc im, że mogą im wstrzymać dopływ danych wywiadowczych o Kurdach.

***

Wygląda na to, że Abbas zrezygnował z ogłaszania niepodległości Palestyny. Trudno się dziwić, naciskały na niego nie tylko USA, ale również Arabia Saudyjska i Egipt.

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Syria: cd. masakry + Pakistan: ISI daje amerykańskie sekrety Chińczykom + Afganistan: bohaterski gubernator



Wojska wierne Assadowi robią masakrę w Homs i Latakii. Mainstreamowe media i różni "działacze" to przemilczają, ale opór syryjskiemu dyktatorowi w Latakii stawiają palestyńskie milicje. Nie słychać nikogo, kto by bronił Palestyńczyków. Ciekawe, co nie?

NATO ma nowy plan na konflikt w Syrii. Zamiast interweniować, dostarczy rebeliantom broń via Turcja. Na bezrybiu i rak ryba, ale zapewne zanim Zachód zareaguje, będzie już po wszystkim.

Pakistańskie służby ISI dały Chińczykom zbadać wrak supertajnego amerykańskiego śmigłowca, który się rozbił podczas akcji przeciwko bin Ladenowi.

Abdul Basir Salangi, gubernator afgańskiej prowincji Parwan, pięknie się zachował podczas ataku komanda talibów na swoją siedzibę. Wyrwał ochroniarzowi broń z rąk i zastrzelił jednego z talibów. Salangi był w latach '80-tych dowódcą partyzanckim walczącym przeciw Sowietom.

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Seria niefortunnych zdarzeń: Seal Team 6, Arafat, gen. Younis...

I znowu gdy jestem za granicą dochodzi do dziwnych zgonów. Ale wszystko po kolei:



1) W sobotę nad Afganistanem został zestrzelony śmigłowiec, którym leciało 22 żołnierzy Seal Team 6, jednostki, która zabiła bin Ladena. Nie ma potwierdzenia, ale według nieoficjalnych informacji zginęli tam ci komandosi, którzy zlikwidowali Osamę. Możliwe tutaj są trzy opcje:

a) likwidacja wykonawców przez CIA - Osama zabity, ale nie pokażemy wam jego ciała, a osoby które pociągały za spust nie opowiedzą wam już o tym

b) zemsta pakistańskich służb

c) historia o zestrzeleniu śmigłowca to lipa - wykonawcy akcji dostali po prostu nową tożsamość

Co ciekawe, niektórzy spiskolodzy przewidywali, że komandosi z Seal Team 6 zginą w jakimś dziwnym wypadku.


2) Raport palestyńskiej komisji śledczej (kierowanej przez Czumę czy przez Kalisza?) wskazuje, że Arafat został otruty przez ludzi powiązanego z CIA palestyńskiego watażki z Gazy Mahmuda Dahlana (na zdjęciu wyżej). Mieli oni dostarczyć Arafatowi zatrute leki. Pytanie tylko skąd uzyskali tak zaawansowaną truciznę?



3) Szef sztabu libijskich rebeliantów gen. Abdel Fatah Younis nie został zabity ani przez agentów Kaddafiego, ani przez islamskich fundamentalistów. Jego śmierć była egzekucją dokonaną na rozkaz szefa Rady Narodowej, byłego ministra sprawiedliwości Mustafy Abdula Jalila. Jalil obawiał się scenariusza, w którym dojdzie do rozejmu z Kaddafim a gen. Younis stanie na czele rządu tymczasowego.

4) Syryjskie wojska masakrują Hamę. Turcja nie posłała swych wojsk do Syrii, chociaż grozi, że to zrobi. Przeszkodą dla interwencji okazała się niedawna dymisja całego szefostwa armii.

środa, 13 lipca 2011

Afganistan: zemsta ISI za bin Ladena



Po egzekucji Osamy bin Ladena zastanawiałem się jaka będzie odpowiedź pakistańskich służb ISI.
I teraz ją mamy: zastrzelenie Ahmada Wali Karzaia, mafijnego bossa i zarazem brata prezydenta Afganistanu (kariera od pomywacza do barona narkotykowego) to element większej akcji. Wcześniej mieliśmy następujące incydenty:

- atak na hotel Intercontinental podczas międzynarodowej konferencji bezpieczeństwa.

- wysadzenie w powietrze Dauda Duada, szefa policji na obszar północnego Afganistanu, tuż po jego spotkaniu z natowskimi generałami

- zabicie kilku amerykańskich doradców przez funkcjonariusza afgańskich służb bezpieczeństwa podczas wizyty w Kabulu szefa CIA Leona Panetty

- porwanie i egzekucja brytyjskiego żołnierza w kilka godzin po wizycie w tej samej bazie premiera Camerona

Te zamachy to nie efekt działań jakiś tam talibów z afgańskiego zadupia. To po prostu ISI daje do zrozumienia, że może się zemścić...

Ten cały odwrót z Afganistanu to chora idea - islamscy terroryści z całego świata uznają ją takie wycofanie się za swoje zwycięstwo i dowód na słabość Zachodu. To tylko ich zachęci do dalszych ataków - i nie tylko ich: Rosja, Chiny, Korea Płn. poczują się pewniej. W Afganistanie, dużym, górzystym i niedostępnym kraju między 2002 r. a 2007 r. walczyło średnio jakieś 30 tys. żołnierzy - mniej niż Niemców stacjonowało w czasie wojny. Za Petraeusa ich liczba sięgnęła 90 tys., z czego walczy pewnie połowa - bo Niemcy, Francuzi i reszta tego tałatajstwa nie wychodzi z baz. Brytyjczycy mają zakaz strzelania do talibów podkładających bomby przy drogach. Cała ta wojna jest prowadzona przez NATO jednym palcem. I cały czas walczymy z cieciami - talibami - zamiast uderzyć w ich pracodawców z ISI. Ale cóż pracodawcy mają broń jądrową, która należałoby im wcześniej zaiwanić...

Pomysł "afganizacji" konfliktu nie wypali - ci ludzie nie mają instynktu państwowego, a ten cały Karzai podcina gałąź na której siedzi. Wyprasza Amerykanów z kraju - a jak wyjdą to talibowie powieszą go jak Nadżibullaha.


Baj de łej, dzisiaj w Mumbaju doszło do zamachu bombowego. Przeprowadzono go akurat w urodziny jedynego żyjącego zamachowca, który w 2008 r. robił tam masakrę w hotelach. Ostatni zamach zbiegł się akurat z wizytą szefa ISI w Waszyngotnie. Ktoś robi Pakistańczykom psikusa? Indyjskie służby?

wtorek, 5 lipca 2011

Bailout dla Palestyny



Autonomia Palestyńska potrzebuje wsparcia finansowego, podobnie jak Grecja. Niby nic nowego - wszak terytorium zarządzane przez Fatah funkcjonowało od zawsze głównie dzięki "pakietowi stymulacyjnemu" przekazywanego mu przez Unię Europejską, USA, państwa arabskie oraz... Izrael (i nawet dzięki temu osiągało imponujące tempo wzrostu PKB). Problem w tym, że kryzys w strefie euro, "Arabska Wiosna Ludów" oraz meandry polityki Abbasa doprowadziły do tego, że strumień pieniędzy wyschnął a Autonomia znalazła się na krawędzi bankructwa.

I to rozwiązuje problem zaplanowanej na wrzesień akcji dyplomatycznej Abbasa przewidującej jednostronne ogłoszenie niepodległości przez Autonomię oraz poparcie tego kroku w ONZ przez koalicję z Rosją i Wenezuelą na czele. Jak już wielokrotnie pisałem: stworzenie państwa palestyńskiego jest od 20 lat celem amerykańskiej polityki na Bliskim Wschodzie. Problem w tym, że ani Waszyngton, ani Ankara, ani Rijad - nie chcą by to stało się TERAZ. Uważają, że należy poczekać jeszcze kilka lat - a na razie, póki Abu Mazen nie pójdzie po rozum do głowy, pieniędzy nie dostanie.

A pieniądze mogłyby się w razie czego wziąć: Arabia Saudyjska dokonała przecież bailoutu Jordanii wspomagając ją ponad 1 mld USD, by wygasić tam protesty społeczne.

Apropos bailoutów: ostatnio z Afganistanu uciekł do USA szef banku centralnego Abdul Qadir Fitrat (na zdjęciu poniżej). Ekipa Karzaja zarzuca mu, że doprowadził do upadku Kabul Bank, największego pożyczkodawcę w kraju. Fitrat twierdzi, że było odwrotnie - i chyba ma rację - to ekpia Karzaja rozłożyła ten bank, a Fitrat po prostu zbyt uważnie badał sprawę i musiał w obawie o życie uciekać z kraju.