sobota, 16 marca 2019

Restituta: Pianista



Ilustracja muzyczna: Mark Petrie & Andrew Prahlow - Approaching the Summit

Marszałek Piłsudski jest przedstawiany we współczesnej Polsce zazwyczaj jako jakiś stary, aczkolwiek bardzo zasłużony pierdoła na koniu (co założył KPN :)  tudzież "masoński zbrodniarz i niemiecki agent, co w 1920 r. pojechał do kochanki". W podobnie nieszczęsny sposób został ukształtowany wizerunek Igancego Jana Paderewskiego. Jako zasłużonego pierdoły przy fortepianie, który swoją muzyką tak wzruszył prezydenta Wilsona, że ten poparł naszą niepodległość.Z jednego najpotężniejszych i najbardziej wpływowych ludzi w dziejach Polski, z człowieka mocno osadzonego w najściślejszym amerykańskim establiszmencie progressywistycznym, z ulubieńca Wall Street robi się jakiegoś roztargnionego staruszka brzdąkającego coś na fortepianie...



Jeśli będzie spacerować po warszawskim Parku Skaryszewskim im. Paderewskiego, zwróćcie uwagę na pomnik pułkownika Edwarda Mandella House'a. Został on postawiony tam po raz pierwszy w 1932 r., zniszczony za czasów stalinowskich i odbudowany w 1991 r. Za pierwszym razem jego budowę sfinansował Paderewski. Postawił go przecież swojemu przyjacielowi. Kim był pułkownik Edward Mandell House? W szkołach uczy się nas, że był doradcą prezydenta Woodrowa Wilsona, który namówił go do poparcia odbudowy państwa polskiego. To jednak tylko część prawdy. House był szarą eminencją, która zapewniła wybór Wilsona na prezydenta. Brał udział w intrygach mających na celu włączenie USA do I wojny światowej i wywołanie rewolucji bolszewickiej. Był finansistą z Wall Street o globalistycznych poglądach. Wyłożył swoją wizję świata w swojej powieści "Philip Dru. Administrator". Przedstawił się w niej zarówno jako młodego idealistę dążącego do stworzenia socjalistycznego rządu w USA jak i intryganckiego sentatora sterującego zza kulis prezydentem USA i całą jego administracją. W tej książce opisano pomysły, których część wprowadzono później w życie przy okazji rooseveltowskiego New Dealu.


 Flashback: Steamroller - Birth of a Nation

House pisał tam bez ogródek, że do Białego Domu wybierane są miernoty, którymi łatwo mogą sterować ludzie tacy jak on a w razie prób buntu, tych figurantów łatwo się pacyfikuje materiałami kompromitującymi. House zachowywał się dokładnie tak jak sam opisał w swojej powieści. Potrafił publicznie rugać prezydenta, gdy ten. np. był zbyt zmęczony, by udzielić wywiadu z odpowiednią treścią czy nie chciał poprzeć jakąś inicjatywy ustawodawczej. Czyż to nie intrygujące, że Paderewski się z kimś takim przyjaźnił i wystawił mu pomnik? Nie Wilsonowi, tylko House'owi, szarej eminencji?



Osobistym bankierem i sponsorem Paderewskiego w USA był John Pierpont Morgan, gigant amerykańskiej bankowości i zarazem kolejna wielka szara eminencja. Morgan zaczynał karierę biznesową od przekrętów na dostawach dla armii podczas wojny secesyjnej. Skupował zepsute karabiny, by później je odsprzedawać armii jako nowe. Później stworzył wielki bank J.P. Morgan & Co., miał udział w wywołaniu paniki bankowej z 1907 r. i stał za utworzeniem Rezerwy Federalnej. Stworzył również koncern General Electric oraz parę innych wielkich korporacji. Wszystkie jego biznesy finansowały później rewolucję bolszewicką, przemysł III Rzeszy i ZSRR a także pomagały w stworzeniu rooseveltowskiego New Dealu. Zmarł w 1913 r. i przekazał interes synowi J.P. Morganowi Jrowi. Z osobą jego syna wiąże się wiele mówiąca anegdota. W trakcie I wojny światowej francuski rząd szukał źródeł finansowania na rynku. Na specjalnej konferencji brytyjski premier David Lloyd George zaproponował Francuzom wielką emisję obligacji w Nowym Jorku. Francuzi spytali się, kto ją zorganizuje. Wówczas Lloyd George wstał od stołu, podszedł do drzwi, otworzył je  i wprowadził do sali J.P. Morgana reklamując jego bank. Premier Imperium zachował się jak lokaj amerykańskiego finansisty, u którego zadłużyły się w czasie wojny na gigantyczne sumy Wielka Brytania, Francja i Rosja. I właśnie ojciec tego finansisty był prywatnym bankierem Paderewskiego.



Przyjacielem Paderewskiego był również Andrew Carnegie, magnat stalowy, który mocno wspierał różne progressywistyczne projekty oraz ideę "globalnego pokoju". To on sfinansował m.in. powstanie Międzynarodowego Trybunału w Hadze. Finansował on również tzw. Plan Marburga mówiące, że rządy na całym świecie zostaną "zsocjalizowane", ale prawdziwa władza będzie znajdowała się w rękach finansistów utrzymujących pokój na świecie.



Niebezpieczne związki Paderewskiego można częściowo wytłumaczyć tym, że ten genialny muzyk był wówczas ogromnie popularnym celebrytą. Supergwiazdą na, którego koncerty ciągnęły tłumy a kobiety dostawały podczas jego występów przypływów erotycznych uniesień. Nie wiem nawet do jakiej współczesnej gwiazdy go porównać: przecież nie do Lady Gagi, Jaya Z, Mariny Abramović czy Marylina Mansona... Mimo wszystko jednak jego związki z najróżniejszymi szarymi eminencjami były niesamowite. To tak jakby np. w czasach Obamy Paweł Kukiz przyjaźnił się z Hillary Clinton, Johnem Podestą i na dodatek z prezesem Goldman Sachs i szefem Google.

Ilustracja muzyczna: Thomas Bergersen - One Million Voices 




Analizując bliskie związki Paderewskiego z nowojorskimi elitami trzeba zadać pytanie, czy wybierał się również z tymi ludźmi na imprezy takie jak na filmie "Oczy szeroko zamknięte"? Czy grał na nich na fortepianie otoczony gołymi, zamaskowanymi lasencjami?






W sumie to po co zadaje takie pytania? Przecież historycy dobrze wiedzą o tym, że Paderewski należał do Bohemian Club paramasońskiej organizacji, do której należy kalifornijski przybytek znany jako Bohemian Grove. Zjeżdżają tam ludzie z elit tacy jak rodzina Bushów, by brać udział w teatralnym rytuale wzorowanym na składaniu ofiar z ludzi dla Molocha. Od lat wokół Bohemian Grove krąży wiele teorii spiskowych mówiących o odbywających się tam okultystycznych rytuałach, orgiach, pedofilii i składaniu ofiar z dzieci. Oczywiście, spora część z tych teorii może być podłymi insynuacjami różnych frustratów, ale zdjęcia z epoki pokazujące rytuały w Bohemian Grove są intrygujące. Z rytuałów w tym przybytku robił sobie jaja Kevin Spacey w "House of Cards" - i jakiś czas później wyszło na jaw, że jest gejowskim gwałcicielem.


Paderewski na pewno nie był człowiekiem pruderyjnym. Jak czytamy: "za Paderewskim szalały kobiety, a i on odwzajemniał zainteresowanie niektórych z nich. Na długo zanim mowa była o jego działalności niepodległościowej, w 1884 roku poznał Helenę Modrzejewską, przy okazji otwarcia willi w Zakopanem. Efekt? Paderewski zakochał się w aktorce, choć wówczas był od niej kilkanaście lat młodszy. Modrzejewska zaproponowała Paderewskiemu wspólny koncert, a ten dzięki jej sławie zdobył pieniądze, by móc w efekcie wyjechać na studia do Wiednia."



Działalność Paderewskiego w czasie I wojny światowej, jego udział w wybuchu Powstania Wielkopolskiego, premierostwo oraz zasługi podczas Konferencji Wersalskiej są powszechnie znane. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę z tego, że w 1917 r. przedstawił on Wilsonowi projekt powołania Stanów Zjednoczonych Polski. A w listopadzie 1918 r. na objęcie stanowiska premiera Polski namawiał go brytyjski minister spraw zagranicznych Arthur Balfour. Ten od Deklaracji Balfoura.   Do Gdańska Paderewski przypłynął na pokładzie brytyjskiego okrętu wojennego. Niemcy panicznie bali się jego obecności na terytorium zaboru pruskiego, ale z jakiegoś powodu nie byli w stanie mu przeszkodzić w wizycie w Poznaniu. (No chyba, że próbowali to zrobić tak jak na filmie "Hiszpanka" i rzeczywiście odbył się pojedynek polskiego i niemieckiego maga...)



Władysław Studnicki przedstawił w swoich wspomnieniach Paderewskiego w sposób karykaturalny. Opisywał jak nieustannie do jego gabinetu wchodzili jacyś cwaniacy-lobbyści. Ale to może po prostu była konsekwencja jego bliskich związków z nowojorską branżą finansową? Rzadko się wspomina, że wojnę z bolszewikami wygraliśmy m.in. dzięki amerykańskim kredytom. A nasz kraj uniknął głodu dzięki ogromnej pomocy humanitarnej organizowanej przez misję Herberta Hoovera (późniejszego prezydenta, którego wcześniej Paderewski wspierał finansowo). W podzięce za tę pomoc postawiliśmy na warszawskim Skwerze Hoovera Pomnik Wdzięczności Ameryce. Mówiono o nim: "Z przodu cyce, z tyłu cyce, Polska wdzięczna Ameryce". :)



Prawą ręką Paderewskiego, jego powiernikiem i adiutantem, był Zygmunt Iwanowski, amerykański weteran Armii Hallera, ekscentryczny malarz i wolnomularz, który w latach 1922-1924 kierował Zakonem Rycerzy Prawa. Była to organizacja faszystowska i zarazem paramasońska. Z założenia miała opierać się na kombatantach Błękitnej Armii. Powstała w czasie kiedy kumple Paderewskiego z Wall Street zapewniali dobry PR podobnym organizacjom we Włoszech skupionym wokół Mussoliniego a w samych USA wykreowali Legion Amerykański - mający być początkowo bojówką na usługach administracji Wilsona. Zakonowi Rycerzy Prawa przyglądały się tajne służby II RP. (Ciekawy artykuł na ten temat napisała Anna Kargol.) Wiązały go np. z Pogotowiem Patriotów Polskich mającym związki z zamachem na Narutowicza. W szeregach Zakonu znalazł się syn Eligiusza Niewiadomskiego - podobnie jak Iwanowski, ekscentrycznego malarza. Co ciekawe, dokumenty tajnych służb mówią, że Iwanowski poprzez ten Zakon rekrutował ludzi do amerykańskiej organizacji masońskiej. W paramasońskim Zakonie byli też m.in. oficerowie Oddziału II SG z frakcji niechętnej Piłsudskiemu, księża i... działacze antymasońscy (którzy zapewne za pomocą propagandy antymasońskiej maskowali swoją przynależność do lóż).




Niejasne związki z tą siatką posiadał gen. Józef Haller - kolejny Wtajemniczony. Ten niezwykle zasłużony dowódca był synem galicyjskiego finansisty. Robił karierę austro-węgierskiego oficera zawodowego, ale w niejasnych okolicznościach zakończył służbę i zaczął intensywnie szkolić polskie organizacje paramilitarne do wojny hybrydowej przeciwko Rosji. Później stał się dowódcą II Brygady Legionów. Jego chwalebne czyny w trakcie wojny są powszechnie znane, ale niewiele osób zdaje sobie sprawę jak on dostał się w 1918 r. po bitwie pod Kaniowem, z Ukrainy do Francji. Otóż przebywał przez kilka miesięcy w bolszewickiej Moskwie, gdzie kierował Polską Komisją Wojskową. Nasz agent, "krwawy Feliks" Dzierżyński jakoś go nie wsadził na Łubiankę. Hallerowi udało się też przekroczyć front w Karelii i przez Murmańsk dostać się do Francji. Tam stanął na czele Armii Błękitnej - projektu polsko-francusko-amerykańskiego. (W armii tej służyło mnóstwo Polaków z USA.)

Flashback: Archanioł - Anioł Pomsty



W 1936 r. Paderewski patronował utworzeniu Frontu Morges - chadecko-masońskiej organizacji opozycyjnej walczącej z sanacją. We Froncie znalazł się gen. Haller, ludzie gen. Sikorskiego, Korfanty ale i gen. Żegota-Januszajtis. Oficjalnie celem Frontu była "walka o demokrację", ale w to nie wierzmy, bo zarówno Haller jak i Sikorski czy Januszajtis jakoś szczególnie w ten ustrój nie wierzyli (i słusznie). Nieoficjalnie chodziło o profrancuski i zapewne również prosowiecki zwrot w polityce zagranicznej Polski po obaleniu sanacji.Cel ten udało im się zrealizować we wrześniu 1939 r., chociaż próbowali wcześniej.

Flashback: Wrześniowy Biały Dym



Jak już pisałem na tym blogu: "Dnia 22 lub 23 lutego 1939 r. otrzymałem wiadomość, że dnia poprzedniego w mieszkaniu prof. Glasera odbyło się zebranie Frontu Morges z Popielem, Strońskim, Adamem Romerem, Ładosiem i innymi, lecz bez Sikorskiego. Referat wygłosił przybyły z Londynu Retinger. Treść była następująca: wojna będzie prawdopodobnie jeszcze w tym roku, na wschód, a nie na południe. Anglia da broń, pieniądze i pomoc wojskową, ale pod warunkiem, że Polska zmieni rządy" - to fragment wspomnień Józefa Gawliny, biskupa polowego WP w latach drugiej wojny światowej.(...)
We wspomnieniach bpa Gawliny przytoczonych przez dra Baliszewskiego znajduje się drugi równie ciekawy fragment. "Podczas mniej więcej równoczesnego pobytu ks. prymasa (Augusta Hlonda) w Rzymie przybył do niego w Watykanie ambasador francuski z pewnymi postulatami politycznymi, o których twierdził, że i tak zostaną one na przyszłej konferencji Episkopatu uchwalone. Istotnie na czerwcowej konferencji (w biurze Episkopatu Polskiego) wystąpił z tymi samym wnioskami ks. biskup Przeździecki. Prymas przypomniał sobie i nam interwencję ambasadora. Wnioski zostały odrzucone, przy czym prymas, metropolita Sapieha i arcybiskup Gall podkreślili, że Front Morges z masonerią współpracuje". 

Flashback: Wrześniowa Mgła - Bracia Słowianie

Flashback: Prometeusz - Willa Szczęścia




"11 września we Lwowie miał być obecny niejaki Iwan Sierow z NKWD - tak, ten sam. Ponoć chodził w mundurze polskiego pułkownika. " "Na porannym, w dniu 11 września, zebraniu uczestniczyli Karol Popiel, gen. broni Józef Haller, gen. M. Kukiel, redaktor Zygmunt Nowakowski (brat Tempki, szefa Stronnictwa Pracy na Śląsku). Był prezes Adam Kułakowski, pulkownik Boguslawski i gen. Lucjan Zeligowski. Już 11 wrzesnia 1939 roku Zygmunt Tempka vel Nowakowski widział też w gronie nowej wladzy gen. dyw. Sosnkowskiego." Na razie spiskowcy boją się występować otwarcie. Gen. Sikorski jeździ jednak w tę i z powrotem po Galicji Wschodniej konferując z różnymi ludźmi, a jego współpracownik Stanisław Stroński (...) 12 września jest już w Rumunii i gdzie wspólnie z Francuzami i obsadą naszej ambasady w Bukareszcie przygotowuje pułapkę mającą uniemożliwić ewentualną ewakuację rządu (Francuski ambasador w Warszawie Leon Noel już 9 września namawia nasz rząd, by jak najszybciej ewakuował się przez Rumunię do Francji. Marszałek Phillipe Petaine wysyła Śmigłemu-Rydzowi przyjacielskie ostrzeżenie przed zastawioną pułapką.) 19 września Stroński publicznie wyraża radość z samobójstwa starosty lwowskiego Biłyka. Biłyk był namawiany przez Sikorskiego do przyłączenia się do spisku."



W 1938 r. , na łamach giedroyiciowskiej "Polityki" były premier Leon Kozłowski, pisze, że Paderewski należy do "organizacji tajnej". Paderewski gwałtownie zaprzecza przynależności do wolnomularstwa. Po jego śmierci w 1941 r., w jego szwajcarskiej willi zostają jednak odnalezione masońskie insygnia.

***

Za chwilę dostanie mi się, że "atakuję prawicę". Rzeczywiście endecka narracja historyczna mnie kiedyś mocno irytowała. Ale jeszcze mocniej zaczyna mnie irytować narracja "lewicy niepodlegościowej".

Na tradycję dawnego PPS powołują się i towarzysze w rodzaju Czarzastego, i razemici, i środowisko "Obywatela" i dawni KPN-owcy w szeregach KODu i lewicowa część środowisk pisowskich. Wielu z nich robi z Marszałka Piłsudskiego wielkiego demokratę i tolerastę. Przeciwstawia go "tym strasznym faszystom". Ale jakoś pomijają to, co Piłsudski mówił o Sejmie i konstytucie-prostytucie. Zapominają, że gdy Daszyński robił szopkę z "nie otworzę Sejmu pod karabinami i bagnetami", to Piłsudski nazwał go starym durniem. Nie przytaczają tego, co Piłsudski mówił o postawie Żydów w 1920 r. I świadomie pomijają wszelkie działania Piłsudskiego podchodzące pod nacjonalizm.

Prawda jest taka, że Piłsudski po 1922 r. zwątpił w demokrację i wierzył, że republikę może uratować tylko dyktatura w rodzaju Sulli. Po zamachu majowym wielu durniów z PPS miało nadzieję na to, że zaczną się masowe czystki personalne w administracji, nacjonalizowanie wszystkiego co się da i eksperymenty ideologiczne. Zamiast tego Piłsudski zapewnił tym durniom darmowe wczasy w Twierdzy Brzeskiej, gdzie się nimi zaopiekował płk Kostek-Biernacki, były bojowiec PPS. Herman Lieberman dostał wpierdol od strażników już podczas transportu i musiał całować polską ziemię przepraszając ją za to, że w 1920 r. dogadywał się z bolszewikami.

Piłsudski powiedział, że wysiadł z czerwonego tramwaju na stacji Niepodległość. I miał rację, bo gdyby jechał dalej skończyłby w spierdolonym mentalnie, prosowieckim, oderwanym od rzeczywistości środowisku. Strach pomyśleć, co by zrobił gdyby np. widział dzisiaj środowiska łączące tradycje lewicy niepodległościowej z jakimś dogmatycznym sekciarstwem, zachodnimi korpoideologiami w stylu feminizmu i ekologizmu, pluciem na Żołnierzy Wyklętych i uwielbieniem dla komunistycznej Wenezueli. Wsadziłby durni do Berezy razem z Ubywatelami SB i "wesołymi chłopcami" z Fucklangi.

***

A w następnym odcinku serii Restituta przeniesiemy się na Ziemie Zachodnie.


sobota, 9 marca 2019

Restituta: Profesor Jajeczny



Stworzonymi przez niego pojęciami posługuje się w Polsce znaczna część prawicy i centroprawicy. Powołują się na niego tak różne osoby z różnych stron politycznych barykad. Do jego myśli odwołać się potrafi i piłsudczyk Romuald Szeremietiew, i dupoprawicowiec Marek Jurek, i przedstawiciel madaoprawicy Janek Bodakowski i takie kreatury jak Radek Sikorski czy Stefan Niesiołowski. Jest świeckim świętym prawej strony i szerokiego obozu narodowego. Jest nim, mimo tego, że w pewnym okresie swojego życia sprzeciwiał się niepodległości Polski. Feliks Koneczny - "wielki historiozof", "pogromca turańszczyzny" i piewca cywilizacji łacińskiej (zwanej przez Chehelmuta "syfilizacją judeo-łacińską).

Ilustracja muzyczna: Ryoshu - Last Yeager

Analizując jego twórczość, zazwyczaj pomija się okres przed pierwszą wojną światową, gdy był redaktorem naczelnym miesięcznika "Świat słowiański". W miesięczniku tym opublikowano wiele ciekawych artykułów, które współcześni turbochrześcijańscy apologeci Konecznego odrzuciliby ze wstrętem ze względu na pojawiające się w nich treści turbosłowiańskie. Okres ten jest jednak pomijany przede wszystkim na ówczesne, bardzo głębokie rusofilstwo Konecznego. Jak czytamy:



''Koneczny akcentował jako rzecz niepodważalną łączność Królestwa z Rosją, integralność państwa i znaczenie unormowania wzajemnych stosunków nie tylko jako naprawę krzywd dziejowych, ale przede wszystkim jako czynnik stymulujący dalsze procesy rozwojowe w Rosji i wzmacniający jej pozycję na arenie międzynarodowej. Tak więc w ujęciu Konecznego nadanie autonomii Królestwu to odnowienie unii polsko-rosyjskiej, unii niezbędnej dla obu narodów. Rosja — pisał w jednym z artykułów — musi dążyć na zachód, a my również musimy dążyć na wschód; oni potrzebują być w Europie, a my mieć pole działania kulturalnego i ekonomicznego. Ci, którzy są pomiędzy nami, Litwini i Rusini, byliby jak w kleszczach, w razie zupełnego rozdziału politycznego Polski od Rosji. Wszystkie te zagadnienia dadzą się załatwić tylko poprzez wspólną państwowość na całej sarmackiej równinie. Wiedziano o tym już w XVI wieku. [...] A więc nawet na wypadek upadku imperium rosyjskiego należy trzymać się rosyjskiej państwowości, celem przetworzenia jej na wspólną. [...] W swoim artykule Koneczny powoływał się na koncepcję polityczną Aleksandra Wielopolskiego i Włodzimierza Spasowicza, a także przypominał teorię Jerzego Moszyńskiego, upatrującego w Polsce łącznika cywilizacyjnego Azji i Europy, Rosji i Zachodu. Dla naszego autora niepodległość Polski mogła być przeszkodą w spełnieniu jej misji odrodzenia Słowiańszczyzny Wschodniej. Przypominając koncepcję unii z Rosją, powoływał się Koneczny na poglądy Moszyńskiego, który nawoływał do zgody Polaków, związku cerkwi rosyjskiej z głową Kościoła katolickiego, związku politycznego Rosji i Austrii."

Wspomniany tam Jerzy Moszyński był człowiekiem przekonanym, że Polska nie powinna odzyskać niepodległości. " Nadzieję pokładał w utworzeniu z Rosją jednego państwa słowiańskiego.(...) Wielokrotnie próbował utworzyć stronnictwo katolickie. Krytykował polskich konserwatystów za fałsz, wyparcie się wiary i niechęć wobec Rosji (Myśl polityczna z księgi dziejów, cierpień i pracy, 1894–1895). Oni natomiast, poinstruowani przez Stanisława Koźmiana, zawiązali zmowę milczenia i nie komentowali prac Moszyńskiego na łamach publikowanych przez siebie pism"



 Jak dalej czytamy: "Koneczny uważał, że przyjęcie zasad neosłowiańskich przez Rosję spowoduję zmianę jej polityki zagranicznej w kierunku antyniemieckim i w efekcie doprowadzi do rozerwania sojuszu Rzeszy Niemieckiej z państwem austro-węgierskim na rzecz związku tego ostatniego z Rosją i dalej Francją i Anglią. Wszystko zależało od tego, na ile uda się w samej Rosji zmniejszyć i wyeliminować wpływy pruskie, by w konsekwencji doprowadziło to do odrodzenia się jej w duchu słowiańskim, czyli, w jego rozumieniu, antyniemieckim. Z drugiej strony szanse powodzenia zależne były od konsolidacji państwa austriackiego wokół programu słowiańskiego i obalenia dualizmu węgiersko-niemieckiego."



Koncepcje te okazały się całkowicie nierealne. Rozczarowany postawą Rosji Koneczny zmienił więc front o 180 stopni i tuż przed pierwszą wojną światową stał się lojalistą CK-Monarchii. (Opis jego ewolucji jest przedstawiony na tym wykładzie.) Inna sprawa, że ciężko było być rusofilem u zarania I wojny światowej w Galicji. Można było trafić do obozu koncentracyjnego w Talerhofie czy na szubienicę...

W 1913 r. wygłosił wykład, którym wskazywał, że chodzi mu przede wszystkim o reorganizację Austro-Węgier, tak by stały się państwem Austro-Słowiańskim. W trakcie tej prelekcji powiedział wiele bardzo ciekawych rzeczy, ale też trochę kuriozów. Mówił wówczas m.in.:



""Sojusz prusko-madjarski, wymierzony w gruncie rzeczy przeciw Austryi (Cislitawii), dotyka w najbrutalniejszy sposób interesów polskich. Toteż nasz własny polski interes sprawia, że jesteśmy stroną interesowaną w złamaniu hegemonii madjarskiej na Węgrzech, a to tembardziej, że polityka ekonomiczna madjarska mieści w swym programie wyniszczenie materyalne Galicyi. (...)
Tu, w Austryi, prawdziwy warstat tej roboty politycznej. Nie Rosya, lecz austryaccy Słowianie są faktycznymi idei słowiańskiej sternikami i wykonawcami. Nowy okres rozkwitu państwa Habsburgów może nastać tylko przez zniesienie dualizmu i przyjęcie polityki słowiańskiej. O politycznem ciążeniu Słowian austryackich do Rosyi (z wyjątkiem „Rosyan galicyjskich) niema już mowy. Pewne zakłopotanie Wiednia udziałem Polaków w ruchu słowiańskim jest nader pocieszającym objawem, bo po zakłopotaniu musi przyjść – zastanowienie. I tu spada na nas zadanie, żeby przekonać Wiedeń do idei słowiańskiej, a samym zapewnić sobie zawczasu rolę odpowiednią w reorganizacyi monarchii, żeby nie spaść na szary koniec przy zmianie ustroju Austryi.(...) A gdy Austrya zdecyduje się wreszcie na politykę słowiańską, cóż mają na tę chwilę w programie swym nasi więksi od Mickiewicza patryoci? Może urządzić z Madjarami powstanie przeciw dynastyi? Może przyłączyć Galicyę do Węgier? – Zapewne, królestwo syonistyczne byłoby od razu gotowe!""



W międzyczasie Koneczny wykuwał swoją teorię o cywilizacjach. Zadanie miał o tyle ułatwione, że sporą jej część zerżnął od Rosjanina Nikołaja Danilewskiego, głównego teoretyka panslawizmu. Dokonał tylko pewnych modyfikacji i odwrócił kilka tez tego badacza. M.in. rozbił syfilizację łacińsko-germańską na cywilizację łacińską i niemiecką wersję cywilizacji bizantyńskiej a cywilizację słowiańską podzielił dobrą, zachodniosłowiańską wersję syfilizacji judeo-łacińskiej oraz złą, cywilizację turańską. Przedstawiciele akademickich elit II RP szybko jednak wyczuli hucpę w pracach Konecznego i posypały się ich ostre recenzje. Jak czytamy:

"Chodynicki ogłosił bardzo obszerną i krytyczną recenzję w 1930 roku na łamach „Kwartalnika Historycznego”. Postawił Konecznemu cztery podstawowe zarzuty: 1) brak należytej znajomości języka rosyjskiego, co fatalnie wpłynęło na interpretację źródeł ruskich; 2) nieścisłość w terminologii i używaniu pojęć; 3) niedostateczne uwzględnienie literatury polskiej i rosyjskiej; 4) dowolność wniosków, podawanych najczęściej bez uzasadnienia lub słabo umotywowanych. [...] Przechodząc do omawiania cywilizacji turańskiej, Chodynicki twierdził, że sama nazwa jest zupełnie błędna, a opiera się na mylnej teorii Maxa Müllera z połowy XIX wieku o językach turańskich. Teoria ta została przez lingwistów dawno zarzucona. Koneczny wprost zapytany, co rozumie pod tym terminem odpowiedział, że pisze tylko dla znawców przedmiotu, do których recenzent nie należy. Na koniec Chodynicki z bólem zaznaczał, że w kulturalnej polemice pewnych słów się nie używa : ''Nie reaguję na nie silniej ze względu na sędziwy wiek autora, oraz na jego niewątpliwe zasługi naukowe w pierwszej epoce jego twórczości. [...] Słusznie pisał prof. Koneczny, że bez badań źródłowych i ścisłego stwierdzenia i określenia faktów, cała nauka zawisłaby w powietrzu, zmieniając się w krótkim czasie na indywidualne pomysły, złożone z dowolnych domysłów. Ostatnie prace prof. Konecznego całkowicie potwierdzają ten pogląd. Wprawdzie autor cytuje źródła, lecz służą one tylko za kanwę, na której snuje swe historiozoficzne poglądy i do nich źródła nagina. Za młodości mej — pisze prof. Koneczny — ostrzegano mnie przed historiozofią, jako przed zarazą, która może wyjałowić mózg frazesami i zmarnować zmysł historyczny w badaczu przeszłości. Jaka szkoda, że prof. Koneczny nie poszedł za radą swych mistrzów.'' [...] Termin cywilizacja turańska nie był oryginalnym pomysłem Konecznego. Nawiązał on do pomysłu uczonego niemieckiego Maxa Miillera, który posługiwał się nim w połowie XIX wieku w rozważaniach językoznawczych. Od niego przejął go Franciszek Henryk Duchiński, który w swych zasadach dziejów Polski Moskwę nazwał turańską. Kazimierz Chodynicki sugerował daleko idące podobieństwa między tokiem wywodów historiozoficznych Konecznego, a wcześniejszą o kilkadziesiąt lat pracą Duchińskiego.''

(Dodajmy, że Koneczny naprawdę po łebkach potraktował w swoich pracach cywilizacje pozaeuropejskie: arabską, indyjską i chińską. Dwie ostatnie są zaś przecież starsze od judeo-łacińskiej i przy tym niezwykle bogate. Ale widać, nie miał od kogo przepisywać...)


Koneczny w środowiskach naukowych II RP znajdował się wyraźnie na uboczu. Jego krytyka obozu piłsudczykowskiego (któremu zarzucał turanizm) zwróciła na niego uwagę endecji, ale on sam od niej się dystansował. Bliżej mu było do środowisk związanych z gen. Sikorskim (też dawnym austriackim lojalistą). Wielkim paradoksem było to, że ten turbokatolik kumał się z tą masońską gromadą. W czasie drugiej wojny światowej jako sympatyk chadecko-"masońskiego" Stronnictwa Pracy  miał się znaleźć w strukturach organizacji konspiracyjnej Unia,  do której należał m.in. młody (papież) aktor Karol Wojtyła a którą kierował Jerzy Braun , stryj ojca Grzegorza Brauna. (Oczywiście nie mam nic przeciwko organizacji Unia. Była ona bardzo zasłużona i patriotyczna. Chce tylko zwrócić uwagę na to jakie paradoksy mogą kryć różnego rodzaju związki biograficzne. Sam Jerzy Braun miał też życiorys pełen paradoksów. Choć był straszliwie torturowany przez UB - stracił oko i wszystkie zęby - to w latach 1964-1971 był kontaktem operacyjnym SB w Rzymie.) Feliks Koneczny zmarł w 1949 r. śmiercią naturalną. UB jakoś średnio się interesowało tym "wielkim historiografem", choć np. grób takiego Ferdynanda Ossendowskiego rozkopano w styczniu 1945 r., by sprawdzić czy rzeczywiście zmarł.

O pracach Konecznego pewnie by pamiętali obecnie tylko specjaliści, gdyby nie dwóch ludzi: Jędrzej Giertych i Józef Kossecki. Znany sowietofil Giertych wywiózł prace Konecznego z PRL i rozpowszechnił je na emigracji. Równolegle w PRL rozprowadzał je i rozwijał Kossecki -  niezwykle aktywny TW SB ps. "X" i "Rybak" a przy okazji wykładowca Szkoły Oficerskiej MSW w Legionowie, Akademii Sztabu Generalnego, Wojskowej Akademii Politycznej i Wyższej Szkoły Nauk Społecznych przy KC PZPR, a w wolnej chwili ormowiec. Jeśli myślicie, że ci sowietofile propagowali idee Konecznego o turanizmie i syfilizacji judeo-łacińskiej z czystego altruizmu, to pewnie jesteście w błędzie...

Tak się składa, że za każdym razem gdy pojawiają się w Polsce pomysły na zrobienie czegoś idącego wbrew demokratycznemu i legalistycznemu lamerstwu, dupoprawica podnosi głos, że "nie, bo to standardy cywilizacji turańskiej". Każdy polityczny nieudacznik nie mogący zrozumieć np., że partie polityczne muszą być sprawnym organizacjami a nie klubami dyskusyjnymi jojczy, że "przegrał z turanizmem". Mamy niesłychanie wielu prawicowców narzekających, że nasz kraj jest r... przez wszystkich, ale jeśli zasugerować im r... innych państw (np. wspierając Państwo Islamskie w Niemczech czy Ukraińców przeciwko Rosjanom) to odpowiedzą, że nie "bo standardy cywilizacji łacińskiej nakazują nam prymat moralności nad polityką". To właśnie dziedzictwo Feliksa Konecznego. Jego wizja tak bardzo ciąży naszej prawicy, że skazujemy się na rolę wiecznych obrońców syfilizacji judeo-łacińskiej (która zwykle miała nas w d... i traktowała jako peryferie cywilizowanego świata), zamiast stworzyć konkurencyjną wizję w kontrze do idei rosyjskich i niemieckich. Np. wizję euroazjatyckiego sarmatyzmu czy łacińskiego-turanizmu. Skoro Węgrzy podkreślają swoją łacińsko-turańską tożsamość a Rumuni budują swój łaciński euroazjatyzm (co fajnie ostatnio opisywał Chehelmut), to czemu nie możemy my tego robić? Bo jakaś akademicka pierdoła napisała 100 lat temu, że cywilizacji łączyć nie wolno?




Tak się akurat składa, że polskość zawsze była mieszanką cywilizacyjną. Nie tylko łacińsko-turańską. Rzeczypospolita Obojga Narodów była też spadkobierczynią Rusi Kijowskiej - w o wiele większym stopniu niż peryferyjna i kolaborująca z Mongołami Moskwa. Bizantyńskie wpływy cywilizacyjne były zresztą u nas do XIII w. bardzo silne. Jesteśmy więc cywilizacją łacińsko-bizantyńsko-turańską. I powinniśmy być z tego dumni. Ale jak można oczekiwać dumy z własnych osiągnięć po ludziach, którzy sądzą, że Polska zaczęła się dopiero w 966 r. a wcześniej byliśmy jakimiś dzikusami, co wypełzły z bagien poleskich? Spora część naszej prawicy  broni syfilizacji judeo-łacińskiej (i jest niewolniczo wdzięczna Semitom za napisanie "Starego Testamentu") a nie potrafi dostrzec tego, że sami mieliśmy własną cywilizację, która z tymi elementami łacińskimi się stopiła. To nasi scytyjsko-sarmaccy przodkowie byli prawdopodobnie biblijnymi ludami Goga i Magoga. Tymi samymi, które mają według biblijnych proroctw spustoszyć Izrael podczas apokaliptycznego konfliktu.( Kolejny detal do historii odwiecznego polskiego antysemityzmu:). Dla turbochrześcijan to musi być przerażająca perspektywa :)



Powyżej: Przedstawiciele ludów Goga i Magoga dopuszczają się aktów antysemityzmu w czasach ostatecznych, Kielce 1946 r., koloryzowane.


***

A w kolejnym odcinku serii Restituta będzie o pewnym wybitnym pianiście i ludziach z Wall Street, z którymi był związany. 

***

Jacyś korporacyjni Social Justice Warriors wykupili przaśny magazyn porno "Twój Weekend" by go zamknąć i w ostatnim numerze straszliwie zaniżyli poziom tego periodyku umieszczając w nim jakieś nudne, feministyczne teksty i wywiady z mało znanymi celebrytkami. 
 Ale tak sobie pomyślałem, że zabawnie będzie w przyszłości tak postąpić z ich pismami. Np. wykupić "Tygodnik Powszechny", by umieścić w nim teksty ostro jadące po Soborze Watykańskim II, krytykujące (anty)papieża Franciszka z pozycji tradsowskich  i robiące bękę z krakowskiej "inteligencji", ze szczególnym uwzględnieniem Szymborskiej i Mrożka. I dać jeszcze fotorelację z ustawki krakowskich kiboli:)
Albo wykupić "Wyborczą" i dać na jedynce artykuł: "Ksiądz Jankowski przeleciał Adama Michnika". W środku: "Bolesław Gebert w aktach "Venony"", "Co Soros robił w 1944 r.", "Gejnerał Jarucwelski", "Wszystkie dowody na zamach w Smoleńsku", "Dlaczego "Bury" jest naszym bohaterem" i wywiad z Milo Yiannopoulosem pt. "Feminizm to rak". :)

sobota, 2 marca 2019

Restituta: HK-Stelle

Ilustracja muzyczna: Sybrid Music - Planinski Briz 



Gdy światowej sławy polskiego jasnowidza Stefana Ossowieckiego zapytano co się stało z zaginionym generałem Włodzimierzem Ostoją-Zagórskim, odpowiedział on oględnie: żyje i przebywa poza krajem. Czy Ossowiecki kłamał na zlecenie tajnych służb czy też mówił prawdę? Tak się akurat składało, że po zamachu majowym ten mistyk miał za złe Piłsudskiemu przelewanie krwi bratniej i nie miał powodu, by siać dezinformacje akurat w sprawie domniemanej zbrodni politycznej obciążającej obóz sanacji. A teorię mówiącą, że generał Zagórski zmienił tożsamość i wyjechał z kraju potwierdza kilka innych źródeł.



Zacznijmy od tego kim właściwie był generał Zagórski? Obecnie jest jednym z bohaterów endeckiej prawicy, choć nigdy nie miał z endecją nic wspólnego, a nawet działał w obozie, który ją zwalczał. Zagórski był przede wszystkim człowiekiem z cienia. Wysokiej rangi oficerem austro-węgierskiego wywiadu, czyli Evidentzbureau (dowodzonego kolejno, w latach 1903-1909 przez płka Eugena Hordliczkę, w latach 1909-1919 przez płka Augusta Urbańskiego von Ostrymiecz, w latach 1914-1917 przez płka Oskara von Hranilovica-Cvetassina i w latach 1917-1919 przez  płka Maxa Ronge), który przez pewien czas nadzorował HK-Stellen, czyli ekspozytury wywiadowcze w Krakowie, Przemyślu i Lwowie. Odpowiadał tam m.in. za projekty wojny hybrydowej przeciwko Rosji, czyli m.in. za wspieranie polskich i ukraińskich organizacji paramilitarnych. Podlegał mu m.in. Gustaw von Iszkowski, szef HK-Stelle we Lwowie w latach 1908-1912, z którym nawiązał w 1908 r. współpracę Józef Piłsudski.



Sprawa współpracy Piłsudskiego i jego organizacji z wywiadem austro-węgierskim została naświetlona już w wielu publikacjach począwszy od "Lodowej Ściany" Ryszarda Świętka. Ostatnio drobiazgowo opisał ją - a także całe relacje obozu Piłsudskiego z Austro-Węgrami - Jerzy Gaul w swojej znakomitej książce "Czarno-żółty miraż". Gaul wykazał w niej, że CK-służby były początkowo nie zainteresowane współpracą wywiadowczą z organizacją Piłsudskiego, ale tolerowały np. obecność szkoły bojowców PPS na swoim terytorium i nie przeszkadzała im działalność terrorystyczna tej organizacji wymierzona w Rosję. Współpracę sformalizowano dopiero w 1908 r., w związku z kryzysem wokół aneksji Bośni. Współpraca polegała na tym, że to nie Piłsudski, Walery Sławek i paru ludzi z ich otoczenia byli austro-węgierskimi TW, tylko na tym, że cała organizacja oddawała usługi austro-węgierskim tajnym służbom. Obie strony jednak do końca sobie nie ufały, co było widoczne chociażby podczas wyprawy kieleckiej latem 1914 r. Po wybuchu wojny relacje między austro-węgierskimi służbami a piłsudczykami mocno się ochłodziły. Ale dochodziło również do zadziwiających epizodów pokazujących na dużą wagę jaką Wiedeń przykładał do bądź co bądź niewielkiej grupki polskich rewolucjonistów. Wszak na jesieni 1914 r. Piłsudski został niespodziewanie przyjęty na audiencji u cesarza Franciszka Józefa. Człowiek dowodzący ledwo co formującą się brygadą u cesarza! Swoje wiedział adiutant kajzera Wilhelma II, hrabia Bogdan Hutten-Czapski, promując w 1915 r. Piłsudskiego wśród Niemców i nazywając go "polskim Garbialdim". Ojciec Hutten-Czapskiego był przecież bliskim współpracownikiem Mazziniego...

Flashback: Archanioł - Miecz Ognisty



Zainteresowaniu tajnych służb prometejską organizacją Piłsudskiego trudno się dziwić. Miała ona powiązania głęboko w Rosji, z których korzystały już wcześniej japońskie tajne służby. W 1912 r. kontakt z piłsudczykami nawiązał też turecki Komitet Jedności i Postępu, czyli młodotureccy, masońsko-sabatejscy rewolucjoniści. Na łamach prasy powiązanej z organizacjami strzeleckimi broniono wówczas Turcji przed "chrześcijańską propagandą". W tym czasie kumpel Hutten-Czapskiego, Giuseppe Volpi hrabia Misraty finansował młodoturków. Nad Bosforem przebywał zaś handlarz bronią i zawodowy prowokator, Aleksander Parvus, wspólnik Marchlewskiego i zarazem wydawca dzieł Stefana Żeromskiego. (Baj de łej: wiedzieliście, że Marchlewski zmarł w faszystowskich Włoszech?)



W Galicji działały oczywiście nie tylko polskie organizacje szykujące się do wojny hybrydowej przeciwko Rosji. Szkolili się do niej również Ukraińcy.(dokumenty Ochrany zawierają wzmianki o kontaktach Piłsudskiego z... Dmytro Doncowem, teoretykiem ukraińskiego nacjonalizmu, który wówczas twierdził, że niepodległe państwo ukraińskie może przeboleć utratę Galicji Wschodniej i Wołynia na rzecz Polski).



W Krakowie i Zakopanem przebywał również Lenin. (Miłość, miłość w Zakopanem! Oblewamy Trockiego szampanem! :) Oficjalna historiografia próbuje nas przekonać, że głównie zajmował się wówczas górskimi wędrówkami i pogawędkami ze św. Bratem Albertem, ale przecież wszyscy wiemy, że wówczas ten pederasta knuł jak w czasie wojny zadać Rosji cios od tyłu. Odwiedzał go tam również niejaki Stalin, kaukaski gangster i prowokator Ochrany, który robił wówczas karierę w partii bolszewickiej. (Stalin rozśmieszył Lenina opowiadając, że obsłużono go na odwal się w knajpie na galicyjskim dworcu kolejowym, bo mówił po rosyjsku.) Lenina odwiedzał również rywal Stalina w Ochranie - Roman Malinowski. W latach 1910-1912 mieszkał w Krakowie i kontaktował się z Leninem kuzyn Piłsudskiego Feliks Dzierżyński. O ciekawych kontaktach, jakie Lenin nawiązał na miejscu wiele mówi to, co się działo po tym jak w 1914 r. deportowano go do Szwajcarii: "Po wybuchu I wojny świat., pod niesłusznym zarzutem szpiegostwa na rzecz rządu carskiego, L. został aresztowany 8 sierpnia przez władze austr. i osadzony w więzieniu w Nowym Targu. Dzięki interwencjom licznych osób został wkrótce, 19 sierpnia, zwolniony z więzienia i mógł wyjechać do Krakowa, a pod koniec sierpnia z Krakowa do Szwajcarii. Wśród osób, które starały się o uwolnienie L. z więzienia, byli socjalist. posłowie do parlamentu austr. (Zygmunt Marek z Krakowa, Herman Diamand ze Lwowa, Wiktor Adler z Wiednia), z Zakopanego dr Kazimierz Dłuski i dr Andrzej Chramiec, Jan Kasprowicz  mieszkający wówczas w Poroninie, Władysław Orkan i być może jeszcze in. osoby".

Wśród osób wstawiających się wówczas za Leninem było kilka ciekawych postaci:



Zygmunt Marek - późniejszy poseł PPS, który "od 1907 kierował oddziałem Zagranicznego Związku Pomocy dla Ofiar Politycznych z siedzibą w Krakowie, zaś od 1910 był prezesem Krakowskiego Związku Pomocy dla Więźniów Politycznych (do organizacji tej należeli m.in. Maria Koszutska, Feliks Kon, Helena Radlińska, Max Adler, Otto Bauer, zaś współpracownikiem był Tomáš Masaryk).(...) W 1914 był zastępcą Strońskiego w Departamencie Organizacyjnym sekcji zachodniej Naczelnego Komitetu Narodowego z ramienia socjalistów[1] oraz zastępcą przewodniczącego prezydium Komitetu Obywatelskiego Polskiego Skarbu Wojskowego. (...) W maju 1926 prowadził zakończoną niepowodzeniem misję utworzenia rządu. 31 maja 1926 w imieniu ZPPS wysunął kandydaturę Józefa Piłsudskiego na prezydenta RP. Gdy ten po dokonaniu wyboru odmówił, 1 czerwca 1926 Zygmunt Marek sam wystartował w wyborach, uzyskując w Zgromadzeniu Narodowym 56 głosów.(...) 6 listopada 1928, w dyskusji nad preliminarzem budżetowym na rok 1929/30, wygłosił krytykę polityki Józefa Piłsudskiego. Zaatakowany słownie przez prezesa BBWR Walerego Sławka, 15 listopada doznał ataku apopleksji, który stał się jedną z przyczyn paraliżu. Od tej pory faktycznie nie sprawował mandatu".



Herman Diamand - "Od 1904 do 1931 reprezentował socjalistów polskich z trzech zaborów we władzach II Międzynarodówki i Socjalistycznej Międzynarodówki Robotniczej. Podzielał stanowisko Ignacego Daszyńskiego w kwestii m.in. demokratyzacji stosunków galickich, modernizacji gospodarczej kraju, ewolucyjnej realizacji celów socjalistycznych, odzyskania niepodległości, asymilacji Żydów. Popierał działalność militarno-polityczną Józefa Piłsudskiego. Od 1907 do 1918 posłował do wiedeńskiej Rady Państwa." W II RP to on był inicjatorem ustawy mówiącej o tym, że wszelkie kopaliny oraz rurociągi są własnością państwa.



Kazimierz Dłuski - "W październiku 1882 Kazimierz Dłuski udał się do Paryża z listem polecającym od Johanna Philippa Beckera, gdzie miał skontaktować się z Karolem Marksem. Marks był już wówczas ciężko chory i do spotkania nie doszło, Dłuski pozostał w Paryżu, gdzie ukończył kierunki nauk politycznych i medycynę[1]. Paryskie mieszkanie Dłuskich było otwarte dla emigrantów politycznych z Polski, ich gośćmi był m.in. późniejsi prezydenci RP: Stanisław Wojciechowski i Ignacy Mościcki[2]. Członek Gminy Narodowo-Socjalistycznej w 1888 roku[3]. (...) Był członkiem Ligi Narodowej[4]. W 1919 został oddelegowany przez Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego do składu Komitetu Narodowego Polskiego – w zastępstwie Ignacego Jana Paderewskiego został delegatem pełnomocnym na konferencji pokojowej w Paryżu[5]."



Władysław Orkan - wybitny młodopolski pisarz, podhalański regionalista, który miał jednak też w życiorysie epizod wojskowo-wywiadowczy. " Po wybuchu I wojny światowej wstąpił do Legionów Polskich i został przydzielony do Biura Prasowego Naczelnego Komitetu Narodowego. 15 lipca 1915 roku wyruszył z Piotrkowa na front w składzie 4 Pułku Piechoty. 20 sierpnia 1915 roku awansował na chorążego piechoty[3]. Po kampanii lubelskiej został odkomenderowany do służby Centralnym Biurze Ewidencyjnym Departamentu Wojskowego NKN. Od 1 września 1915 roku do 1 kwietnia 1916 roku pełnił służbę w placówce w Lublinie, a następnie w Komendzie Placu LP w Lublinie. Od 18 sierpnia 1916 roku do 7 grudnia 1917 roku w Biurze dla zbioru aktów i obrazów Legionów Polskich w Krakowie. Występował wówczas pod nazwiskiem „Władysław Orkan-Smreczyński”[4]. Władysław Orkan pisał dramaty, wiersze, powieści i nowele, utwory publicystyczne, w tym reportaż Drogą Czwartaków, w którym zawarł własne wspomnienia kapitana Legionów."



Jan Kasprowicz - kolejny oryginalny młodopolski twórca, który miał w swojej twórczości bardzo interesujący okres: " Ówczesna poezja Kasprowicza, przepełniona krzykiem i cierpieniem, określana bywa jako bluźniercza, „bogoburcza”[26] oraz katastroficzna. Jednocześnie jest ona bardzo erudycyjna[23] i hermetyczna[27], czytelna jedynie dla „niewielu szczęśliwych”[27], inkrustowana licznymi kryptocytatami i biblijnymi parafrazami[23]. Wcześniej poeta pałał nadzieją na „zreformowanie świata”, zbawienie klas pokrzywdzonych społecznie. Teraz − wręcz przeciwnie; pojawiają się nie tylko akcenty zwątpienia, ale wręcz zuchwałe bluźnierstwa nakazujące adorację Grzechu, a nawet mizantropia zrodzona z odrazy do „dzieci Adama” czy mizoginiczne aluzje do „pramatki Grzechu, jasnowłosej Ewy, z gadziną zdrady u swych białych stóp”[24]. Znamienne jest tu gnostyckie przekonanie poety, jakoby Ewę łączyć miał z rajskim wężem stosunek cielesny[23]. Kobiecymi bohaterkami hymnów Kasprowicza zostały wielkie biblijne grzesznice, takie jak Herodiada czy Salome. Kasprowicz przestał wierzyć wówczas w boskie wstawiennictwo obiecane przez Ewangelię. Dostrzegł samotność człowieka i okrucieństwo nieczułego, milczącego Boga. Miłość i pokój stały się „ogniem trawiącym”, „zabójczą tęsknicą” i „ślepym przerażeniem”. W Hymnach światem rządzi Szatan, któremu autor składa cześć i dziękczynienie, jako temu, który − w przeciwieństwie do Jahwe − zawsze był blisko człowieka." 

A ta niezwykła galeria postaci spiskujących przeciwko Staremu Światu - od Piłsudskiego po Dzierżyńskiego, zbierała się pod czujnym okiem austro-węgierskich tajnych służb i gen. Zagórskiego, świeckiego świętego naszej prawicy.



Gdy spełniły się nadzieje tego kłębowiska wywrotowców i wybuchła "wojna powszechna ludów", Zagórski został przydzielony do Legionów, gdzie szybko zaczął być postrzegany jako służbowy nadzorca tego przedsięwzięcia. Podpisywał się wówczas jako "von Zagorsky" i snobował się na austriackiego arystokratę. Zachowały się jego donosy kierowane do Wiednia, w których pisze m.in., że "Piłsudski wierzy w mrzonkę o niepodległej Polsce". Nie jest oczywiście jedynym takim służbowym "opiekunem" polskich rewolucjonistów.



Przed wojną bliskie relacje z ruchem strzeleckim nawiązał płk Tadeusz Rozwadowski,  który był człowiekiem tajnych służb. Pełnił wcześniej funkcję m.in. attache wojskowego w Bukareszcie i obserwatorem przy armii greckiej podczas wojny z Turcją. Później Rozwadowski skumpluje się na swoje nieszczęście z Zagórskim.



Człowiekiem tajnych służb był również gen. Stanisław Szeptycki, dowódca III Brygady Legionów, austro-węgierski gubernator wojskowy Lublina i późniejszy szef sztabu generalnego WP. Generał ten nie popisał się na froncie białoruskim w 1920 r., ale miał też zasługi, więc może dziwić, czemu Piłsudski powiedział mu: "Pan jest taka kurwa, co każdemu dupy daje!". Czyżby odnosiło się to do zmieniających się podległości służbowych Szeptyckiego? Był on wcześniej m.in. attache wojskowym Austro-Węgier przy kwaterze rosyjskiej armii w Mandżurii w trakcie wojny rosyjsko-japońskiej, oraz attache wojskowym w Rzymie. Czyżby później zaczął pracować dla innych służb, np. francuskich? Taką woltę wykonał przecież związany z nim gen. Władysław Sikorski, szef departamentu wojskowego NKN. Zachowały się papiery mówiące, że w trakcie pierwszej wojny światowej był agentem austriackim a w latach 20-tych agentem francuskim.

Dodajmy, że najbliższy współpracownik gen. Sikorskiego, Józef Retinger, agitował w 1917 r. we Francji przeciwko tworzeniu polskich oddziałów ( robił to w interesie Austro-Węgier i Niemiec) a później trafił do wspieranego przez II Rzeszę i Austro-Węgry, socjalistyczno-masońskiego Meksyku.



Historia Legionów jest opowieścią o nieustannym użeraniu się przez polskich idealistów ze sklerotyczną austriacką administracją wojskową i polskimi elitami reprezentującymi opcję prowiedeńską. Kulminacją tego konfliktu był kryzys przysięgowy, podczas którego Zagórski fatalnie zapisał się w pamięci legionistów.  Jak czytamy: "Zagórski był przez legunów był szczególnie pogardzany za bezkrytyczny lojalizm i służalczość wobec Niemców.  Gdy w roku 1917 doszło do kryzysu przysięgowego, gdy legioniści Piłsudskiego odmówili ślubowania na wierność cesarzom, Zagórski stanął po stronie zaborców szykanując opornych. Stojąc na czele 3 p.p. w obliczu odmowy złożenia przysięgi przez niektórych swoich żołnierzy, pozamykał niepokornych w lochach skazując na głodówkę. Gdy mimo tego nie udało się ich złamać, odesłał ich do internowania, przedtem odbierając obuwie. Ta postawa odbiła się nawet na pieśni legionów - "Pierwszej Brygadzie", którą w zmienionej formie właśnie jemu zadedykowano. Legioniści wspominali, że idącym na internowanie w Szczypiornie Polakom, Zagorski wygrażał: - "Szaleńcy! Wy zdechniecie!". W odpowiedzi idące boso kolumny ryknęły mu "Pierwszą Brygadę", a piątą strofę "Nie chcemy dziś od was uznania..." kończąc słowami "jebał was pies". Von Zagorski zadenuncjował także kilku oficerów legionowych, którzy w przebraniu zwykłych legunów chcieli dzielić niewolę na internowaniu w Szczypiornie. Byli wśród nich m.in. Biernacki, Skotnicki czy Dreszer. Zadenuncjowanych odesłano do obozu karnego w Havelbergu, gdzie byli brutalnie traktowani z torturami włącznie."



Kilka miesięcy później jasnym już było jednak, że CK-Monarchia wojnę przegra i że trzeba opuścić tonący okręt. Wielu zwolenników opcji wiedeńskiej wykorzystało więc kryzys związany z Traktatem Brzeskim i oddaniem Ukraińcom Chełmszczyzny do zmiany frontu. Zagórski próbował zmienić front dosłownie - wraz z Polskim Korpusem Posiłkowym pod Rarańczą. Był jednym z bohaterów tej śmiałej akcji, ale niestety nie zdołał się przebić. Ledwo uniknął kary śmierci z rąk Austriaków. Na jesieni 1918 r. pojawił się już jednak w Warszawie jako zastępca szefa sztabu generalnego gen. Rozwadowskiego. To jego podpisy znajdują się na dokumentach Operacji "Celestyn" czyli przygotowań do antyniemieckiej wojny hybrydowej w Wielkopolsce. (Przygotowań wdrożonych m.in. przez majora Mieczysława Palucha). 

Flashback: Por. Mieczysław Paluch  - pierwszy dowódca Powstania Wielkopolskiego



Zagórski i Rozwadowski mocno zasłużyli się w pierwszych latach odbudowy państwa, a nasza dupoprawica przypisuje drugiemu z nich wyłączną zasługę za zwycięstwo w Bitwie Warszawskiej 1920 r. Rozwadowski miał dowodzić polskimi wojskami na podstawie opracowanego przez siebie genialnego planu, w zastępstwie Piłsudskiego, których "tchórzliwie uciekł do kochanki". A jak było w rzeczywistości? Oddajmy głos gen. Rozwadowskiemu, który 15 sierpnia 1920 r. pisał do marszałka Piłsudskiego:

"Panie Komendancie!

Zamawiałem właśnie oficera z automobilem dla przesłania wiadomości ostatnich, gdy mi list pana Komendanta z dnia dzisiejszego doręczono.





Mam wrażenie ogólne, że cała akcja rozwija się bardzo korzystnie i że właśnie co do czasu mamy korzystne warunki, TAK JAK JE P. KOMENDANT PRZEWIDZIAŁ.  Dotychczas obawiałem się, że nas bolszewicy nie zaatakują dość serio, aby móc liczyć na wydatne uderzenie z flanki.  Tymczasem wypadki pod Radzyminem widocznie ich zachęciły, a umyślnie ociąganie się Sikorskiego również ośmieliło. UDERZENIE GŁÓWNE SIŁ PANA KOMENDANTA TRAFI WIĘC DOSKONALE, a lepiej że dopiero dopiero jutro rano ten atak wyruszy, byle był party silnie naprzód wypoczętymi siłami. Chcąc rychlej i 2 Armię wyzyskać przygotowałem ją już dziś wieczorem. 2 leg. z dow. 2 Armii w Kozienicach, 4 zaś brygadami w Górze Kalwarii i Piasecznej, skąd w miarę posuwania się 4 armii za pomocą kolejki łatwo będzie je można do Warszawy przeciągnąć. Więc i tutaj ZUPEŁNIE W MYŚL ROZKAZU PANA KOMENDANTA wykonanie jest już w toku.
Skoordynowanie akcji 4 i 3 Armii uważam za bardzo szczęśliwie pomyślane i mam nadzieję, że gen. Śmigły się wnet wysforuje i w dalszym ciągu przez Międzyrzecz i Drogiczyn będzie działał energicznie na tyły, odcinając bolszewików na wschód od Ostrowa, a kawalerią swą dążył aż do Narwi w kierunku na Łomżę. Uzgodnienie akcji 4 Armii z 1 DOSKONALE P. KOMENDANT PRZYGOTOWAŁ i proszę liczyć na to, że pozostając w ścisłym kontakcie wszystko przyspieszę tak, abyśmy od 17 rano byli tu gotowi do współdziałania (...) Uzgodnienie akcji 4-tej armii z 1-szą DOSKONALE P. KOMENDANT PRZYGOTOWAŁ i proszę liczyć na to, że pozostając w ścisłym kontakcie wszystko przyśpieszę tak, abyśmy od 17-tego rano byli gotowi do współdziałania, (...) W dalszym ciągu Sikorski będzie mógł zabrać ze sobą i 7-mą brygadę rezerwową przez Serock, podczas gdy 1-szą armię wzmocniłaby 4-ta dyw. Wyciągnięta przez Warszawę, która jako ostateczną rezerwę gen. Latinikowi podporządkować zamierzam W MYŚL WSKAZÓWEK PANA KOMENDANTA. (...) Duch w Warszawie dobry, a na froncie pełen otuchy. Radzymin mamy znów w ręku i ataki odparliśmy łatwo, bo wreszcie artyleria masowo tam działać rozpoczęła.

Załączając list gen.Weyganda proszę p.Komendanta chcieć przyjąć wyrazy głębokiej czci i prawdziwego przywiązania, od oddanego najposłuszniej Generała Rozwadowskiego."


Dodajmy, że gen. Rozwadowski opowiadał się za tym, by polska kontrofensywa wyszła nie znad Wieprza, tylko z okolic Garwolina, czyli by uderzenie było płytsze. 

No i lekką przesadą jest kreowanie gen. Rozwadowskiego na "zbawcę Lwowa", bo właściwie tym zbawcą był mocno dzisiaj zapomniany gen. Wacław Iwaszkiewicz. 

Flashback: Wacław Iwaszkiewicz - zapomniany acz wspaniały generał





Działalność gen. Zagórskiego po 1921 r. to już jednak mało chwalebne sprawy. Zaangażował się on bowiem w grubą aferę z przekrętami na wojskowych zamówieniach dokonywanych. Aferę wokół spółki Francopol, która sprowadzała z Francji lotniczy złom z I wojny światowej i wadliwe maski przeciwgazowe. Dupoprawica twierdzi, że ta afera była wyłącznie wymysłem sanacyjnej propagandy, "bo Zagórskiego nie skazały wolne sądy". Faktem jest jednak, że przekręty zostały wykryte jeszcze na długo przed majem 1926 r. przez francuskiego generała Leveque'a blisko związanego z gen. Sikorskim. W pobocznej sprawie skazano m.in. bohatera Rarańczy gen. Michała Rolę-Żymierskiego.  Podczas przewrotu majowego gen. Rozwadowski dowodził siłami rządowymi i opowiadał się za walką do końca. Gen. Zagórski zrzucał wówczas bomby na Warszawę (które zrobiły jednak małe szkody wojskom buntowników). Obaj po tym prewencyjnie trafili do aresztu, z którego po około roku wyszli, bez stawiania im jakichkolwiek zarzutów.



I tu dochodzimy do historii z zaginięciem gen. Zagórskiego. Wersja oficjalna mówi: "6 sierpnia 1927, w rocznicę wymarszu 1 Kompanii Kadrowej, obchodzoną przez legionistów na zjeździe w Szczypiornie, został odebrany z więzienia przez adiutanta marszałka Piłsudskiego, kapitana Lucjana Miładowskiego. Tego dnia rano o godz. 8.20, w dostarczonym mu ubraniu cywilnym, w towarzystwie kpt. Lucjana Miładowskiego wyjechał pociągiem osobowym nr 714 z Wilna do Warszawy. W stolicy miał stawić się do raportu u Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego. Ten jednak przebywał wówczas w Kaliszu. Zagórski został podwieziony na ulicę Flory, do rodziny, ale gdy przejeżdżał Krakowskim Przedmieściem powiedział, że chciałby wysiąść i pójść do łaźni. W okolicach łaźni Fajansa ślad po mężczyźnie się urywa."

Popularna wersja mówi, że gen. Zagórski został zamordowany przez piłsudczyków, bo chciał ujawnić dokumenty mówiące o współpracy Marszałka z austro-węgierskimi tajnymi służbami. Dariusz Ratajczak, bez podania żadnych źródeł, snuł wizję opartą na wersji zasłyszanej od "dobrze poinformowanej osoby": "Sławek przekazuje ofiarę osławionemu majorowi Zygmuntowi Wendzie (wtedy szefowi ochrony Piłsudskiego, po wybuchu wojny kierownikowi Obozu Zjednoczenia Narodowego) – dla zmiękczenia uporu. Ten przewozi nieszczęśnika do lokalu Strzelca przy ulicy Dobrej 2.Na Dobrej oprawcy związują Zagórskiemu ręce na plecach, obrzucają wyzwiskami, biją po twarzy, kopią i okładają szablami – zrazu płazem. Generał nie chce współpracować, zatem przypalają mu skórę papierosami, cygarami oraz kłują sztychem szabli. W torturowaniu Zagórskiego uczestniczyli (trudno ustalić, kto biernie, a kto czynnie): ppłk. Piątkowski i Józef Beck, major Wenda, kapitanowie Kowalski, Miładowski, Myśliszewski, Płaskowski oraz Łokietek. Na pewno, wbrew pogłoskom, wśród egzekutorów nie było Bolesława Wieniawy- Długoszowskiego.(...)
Zagórskiego dręczono w ten sposób przez kilka dni. Podczas jednej z tych szczególnych sesji generałowi udało się uwolnić i zdzielić krzesłem dwóch oprawców (trafili do szpitala). Wersja, tym razem niepotwierdzona, głosi, że w wynikłym zamieszaniu ofiara podbiegła do samego Piłsudskiego (a dyktator dyskretnie nocą odwiedził lub odwiedzał lokal Strzelca), policzkując go. Wtedy miał paść rozkaz: skończyć z nim… niech zabierze swą tajemnicę do grobu.
Jak było w tym konkretnym momencie – trudno powiedzieć, faktem natomiast jest, że śmierć Zagórskiego była straszna, rzeźnicza. Były dowódca lotnictwa został dosłownie rozsiekany szablami – do tego stopnia, iż ręce, którymi zasłaniał głowę wisiały na rękawach. Konającego dobił z pistoletu – strzał w tył głowy- major Wenda? Beck? Któryś z kapitanów? Zmasakrowane zwłoki najpierw przewieziono do Fortu Legionów przy szosie Grójeckiej, a następnej nocy do Wilanowa, gdzie zaszyte w worek obciążony kamieniami rzucono do Wisły."

Taka opowiastka o strasznych gojach napisana w klimacie J.T. Grossa...

A skąd niby pewność, że gen. Zagórski został zabity?



Jeśli sanacyjne tajne służby chciały go uśmiercić, mogły to zrobić na 1000 sposobów w więzieniu. A to dopadłby go seryjny samobójca, a to zadławiłby się kawałkiem chleba, a to dostał zawału serca...
One go jednak wypuszczają. Zagórski jest w dobrym humorze, na dworcu przyjaźnie wita się z "porywaczami"... Dziwne jest w ogóle to, że zostaje wypuszczony z więzienia bez stawiania mu jakichkolwiek zarzutów. Podobna rzecz spotyka kilka tygodni wcześniej jego przyjaciela gen. Rozwadowskiego. (Oczywiście niektórzy snują wersję o tym, że w dniu wyjścia z więzienia Rozwadowski został nakarmiony potrawką ze zmielonym szkłem lub pociętym końskim włosiem, ale zmarł przecież kilkanaście miesięcy później.) Wygląda więc na to, że gen. Zagórski pojechał do Warszawy po to, by negocjować z ludźmi Piłsudskiego. A co mógł negocjować? Ten człowiek oprócz szczegółów współpracy piłsudczyków z tajnymi służbami Austro-Węgier wiedział również o prometejskiej siatce, która pomagała przygotować Rewolucję Bolszewicką. Ta siatka (kuzyn Piłsudskiego Dzierżyński!) wciąż jeszcze działała i zachowanie tajemnicy jej istnienia była sprawą bezpieczeństwa narodowego. Sprawą, za którą można było zabić.

Ale skąd przeświadczenie, że gen. Zagórski został zabity? Dlaczego zakładamy, że negocjacje nie zakończyły się sukcesem i że Zagórski nie wyjechał pod zmienioną tożsamością np. do Panamy?

"Kontrowersje budziła sprawa listów adresowanych do Zarządu Kasyna Oficerskiego I Pułku Lotniczego oraz do Zarządu Funduszu dla wdów i sierot po Poległych Lotnikach, napisanych rzekomo przez Zagórskiego. Z ich treści wynikało, że zaginiony winny był dość dużą sumę pieniędzy. Przy czym dług był systematycznie spłacany aż do kwietnia 1927 r. Grafolodzy potwierdzili autentyczność korespondencji. Wątpliwości budził papier, na którym pisano te listy - niedostępny wówczas w Gdańsku, a używany przez berlińską policję. (...) Według powojennej relacji brat Zagórskiego miał powiedzieć, że generał nie zginął, tylko wyjechał do Egiptu i tam zajął się handlem. Według prof. Zbigniewa Wójcika Zagórski związany był z wywiadem francuskim i po uwolnieniu został przez ten wywiad wycofany."



To nie było zresztą pierwsze tego typu "zaginięcie" w rodzinie Zagórski. Brat generała, major Juliusz Ostoja-Zagórski również był funkcjonariuszem tajnych służb. Pracował m.in. w nowojorskiej rezydenturze pod przykrywką pracownika linii oceanicznych Hamburg-America Line (będącej dla niemieckich i austro-węgierskich służb tym samym, co później Aerofłot dla służb sowieckich i rosyjskich). W czasie I wojny światowej służył w legionowej kawalerii. Wikipedia podaje, że w 1923 r. zginął w tajemniczych okolicznościach w Gdańsku. W przedwojennej publikacji "Kartki z dziennika oficera I Brygady Legionów" wśród biogramów znalazła się poświęcona jemu notka, w której napisano, że "zaginął podczas komunistycznych zamieszek w Hamburgu w 1919 r.". Zagórscy byli naprawdę wyjątkową rodziną...



Za tym, że sprawa z gen. Zagórskim została przez piłsudczyków załatwiona polubownie może przemawiać również los gen. Józefa Rybaka. On również pracował w austro-węgierskich tajnych służbach i utrzymywał kontakty służbowe z Piłsudskim.Włos mu jednak z głowy w II RP nie spadł. Robił nawet wówczas w wojsku karierę. W latach 40-tych zainteresowała się nim bezpieka i na podstawie jego zeznań stworzyła jego pamiętnik mający bić w Piłsudskiego. Pamiętnik ten był mieszaniną prawdy i ubeckich zmyśleń. To był element bijącej w "sanacyjnych faszystów" operacji propagandowej rozkręcanej przez niekoronowanego stalinowskiego władcę PRL Jakuba Bermana. Operację rozpoczętą przez Bermana kontynuował znany gawnojed Jędrzej Giertych (ojciec Macieja i dziadek Romana), któremu pomagali agenci bezpieki tacy jak płk Aleksander Kędzior i mjr Marceli Kycia. A po nich historyjki te powtarzają zastępy szebes gojów Bermana...



Flashback: Giertychowie - sowieccy endecy


***

A w następnym odcinku serii Restituta: mało znane epizody w życiorysie największego piewcy syfilizacji judeo-łacińskiej.