Brytyjski premier Harold McMillan stwierdził, że każdy kto spędził więcej niż 10 lat w świecie szpiegów musi mieć poważne problemy z psychiką. Rzeczywiście, tajne służby przyciągają oryginałów i osoby chore psychicznie. Można wskazać tabuny szefów bezpieki z różnych państw, którzy nie byli normalni w ortodoksyjnym, filisterskim tego słowa znaczeniu. Można zdiagnozować ślady chorób psychicznych u wielu ziemnowojennych zdrajców, podwójnych agentów i dezerterów (choćby płk Michał Goleniewski podający się za cudownie ocalałego carewicza Aleksego). Na pewno przypadkiem godnym do zbadania przez psychiatrów był
William "Dziki Bill" Donovan - legenda amerykańskich służb, szef OSS, jeden z ojców CIA.

Donovan miał wielu wrogów: przede wszystkim wojskowych i szefa FBI J. Edgara Hoovera. Wojskowi i FBI widzieli w OSS groźną konkurencję dla własnych służb wywiadowczych. W przypadku Hoovera nakładała się na to również niechęć osobista. W latach '20-tych Donovan był jego zwierzchnikiem w Departamencie Sprawiedliwości i współpracowało im się fatalnie. W czasie wojny Hoover obsmarowywał więc "Dzikiego Billa" rozpowiadając, że jest sympatykiem komunizmu i osobą niekompetentną. Donovan odpłacał mu siejąc plotki, że Hoover to homoseksualista. Gejowskie skłonności Hoovera, wbrew popularnej legendzie nie zostały nigdy udowodnione, ale w oskarżeniach szefa FBI wobec Donovana było dużo prawdy. Szef OSS przyjmował do służby ludzi, którzy nie kryli się ze swoimi komunistycznymi poglądami - np. niemieckiego ekonomistę Juergena Kuczynskiego, sowieckiego a później enerdowskiego agenta. Gdy w 1942 r. wybrał się do Moskwy, biesiadował tam z kierownictwem sowieckiej bezpieki i po powrocie do Stanów podekscytowany ględził jaka to NKWD zajebista służba i że Amerykanie też powinni coś takiego mieć (!). Takie są korzenie późniejszej penetracji CIA przez sowieckie służby - hydry z którą walczył James Jesus Angleton.

A co do niekompetencji Donovana i jego ludzi, zacytujmy fragment książki Tima Weinera "Dziedzictwo popiołów" (podkreślenia autora bloga):
"„Miał
nieograniczoną wyobraźnię — powiedział David K. E. Bruce, jego prawa ręka,
późniejszy
amerykański ambasador we Francji, Niemczech i Anglii. — Bawił się pomysłami.
Z
podniecenia parskał jak koń wyścigowy. Biada oficerowi, który odrzucił projekt,
ponieważ
wydawał mu
się śmieszny lub co najmniej niecodzienny. Przez kilka bolesnych tygodni pod
jego
dowództwem sprawdzałem możliwość wykorzystania nietoperzy zebranych w jaskiniach
na Zachodzie
do zniszczenia Tokio" — miano je
zrzucić z samolotów z bombami
zapalającymi
przymocowanymi do grzbietów. Oto był duch OSS.
Prezydent
Roosevelt zawsze miał wiele wątpliwości co do Donovana. Na początku 1945
roku
rozkazał swojemu głównemu adiutantowi w Białym Domu, pułkownikowi Richardowi
Parkowi
juniorowi, żeby przeprowadził tajne śledztwo dotyczące operacji OSS czasu
wojny.
(…) Raport
Parka zniweczył możliwość istnienia OSS
jako części amerykańskiego rządu, obalił romantyczny mit, który stworzył Donovan, by chronić swoich szpiegów, i
zaszczepił w Harrym
Trumanie
głęboką i trwałą nieufność do tajnych operacji wywiadowczych. OSS wyrządziło
„poważną
krzywdę obywatelom, przedsiębiorstwom i interesom narodowym Stanów
Zjednoczonych",
stwierdzał raport. Park nie dał żadnego
przykładu działań, którymi Biuro Służb Strategicznych przyczyniło się do wygrania wojny, bezlitośnie natomiast
wyliczył wszystkie jego niepowodzenia. Szkolenie oficerów OSS było wedle niego „prymitywne i
słabo zorganizowane". Szefowie wywiadu
brytyjskiego uważali, że amerykańscy szpiedzy „miękną w ich rękach jak
wosk". W Chinach przywódca
nacjonalistów Czang Kaj-szek manipulował OSS dla własnych celów. Niemieccy szpiedzy
penetrowali działalność tej służby w całej Europie i Afryce Północnej. Japońska
ambasada w
Lizbonie odkryła, że ludzie OSS zamierzają wykraść jej książki szyfrów —
skutkiem
czego Japończycy zmienili szyfry i latem 1943 roku „doszło do przerwania
dopływu
ważnych
informacji wojskowych". Jeden z informatorów Parka stwierdził: „Nie
wiadomo, jak
wielu
Amerykanów na Pacyfiku padło ofiarą głupoty OSS". Fałszywe informacje
dostarczone
przez Biuro
Służb Strategicznych po upadku Rzymu w czerwcu 1944 roku zaprowadziły
tysiące
Francuzów w hitlerowską pułapkę na Elbie, napisał Park, a „w wyniku tych błędów
OSS i złej
oceny sił wroga zginęło około 1100 francuskich żołnierzy".
Park
atakował też w raporcie samego Donovana. Twierdził, że generał zgubił na
przyjęciu w
Bukareszcie
teczkę, którą „rumuńska tancerka przekazała Gestapo". Do OSS przyjmowano i
awansowano
na wyższe stopnie, nie kierując się zasługami, lecz starymi koleżeńskimi
koneksjami z
Wall Street i Social Register. Donovan wysyłał ludzi na samotne posterunki,
takie jak
Liberia, i zapominał o nich. Przez pomyłkę zrzucił komandosów do neutralnej
Szwecji. We
Francji skierował wartowników do pilnowania przejętego niemieckiego składu
amunicji, a
potem wysadził ich w powietrze."
Wiele niepochlebnych rzeczy o OSS można wyczytać również w znakomitej książce Williama Breuera "Nieznana wojna MacArthura". Ostatni Bóg Wojny, gen. Douglas MacArthur po przybyciu w 1942 r. do Australii stworzył własną, międzyaliancką organizację wywiadowczą AIB. Kierował nią jego szef wywiadu,
gen. Charles Willoughby (Niemiec o faszystowskich poglądach, posługujący się wcześniej nazwiskiem Karl Weidenbach, odznaczony przez Mussoliniego i przyjaźniący się z Primo de Riverą). AIB zatrudniała amerykański oraz australijski personel wywiadowczy, w tym wielu nissei - potomków japońskich imigrantów. Jej siatki - od Guadalcanal po Filipiny - osiągały niesamowite rezultaty w zbieraniu informacji o wrogu, miały też na koncie wiele brawurowych operacji dywersyjnych.

MacArthur i Willoughby podchodzili do problematyki tajnych operacji profesjonalnie a ludzi OSS uważali za niebezpiecznych dyletantów. Niepokoiło ich też to, że w OSS roiło się od lewicowych liberałów. Ostatecznie jednak gen. MacArthura do współdziałania z OSS zniechęciło spotkanie z Billem Donovanem. Szef OSS, w egzaltowany sposób przedstawił mu swój plan dokonania przełomu w wojnie. Plan ten sprowadził się do jednego: "ogłośmy, że Japończycy zaatakują Singapur i to będzie przełom w wojnie". Zażenowany MacArthur zakazał OSS działalności na swoim terenie.

OSS próbowała jednak wejść do królestwa MacArthura bocznymi drzwiami. Pewnego dnia do kwatery adm. Halseya na Nowej Kaledonii przybył wysłannik Donovana. Przedstawił się jako profesor, specjalista od Tybetu i od razu stwierdził, że jego wiedza bardzo się przyda na południowym Pacyfiku. Długo nie potrafił wyjaśnić o co mu chodzi, ale w końcu ponaglany przez Halsaya przyznał, że chce mu przedstawić rewolucyjny wynalazek: jednoosobową gumową łódź desantową.
- Czy mógłby Pan mi ją opisać? - spytał Halsey.
- No nie wiem, to sprawa ściśle tajna.... Nie wiem, czy Panu mogę zaufać admirale... - odparł profesor.
- Zapewniam Pana, że gwarantuje zachowanie tajemnicy...
- Ok. Kamień spadł mi z serca...
- No to, niech mi Pan opiszę ten wynalazek. Chętnie posłucham - nalegał Halsey.
- Ale... my jeszcze nie opracowaliśmy tej łodzi. Mamy tylko ogólny pomysł - bezceremonialnie wypalił wysłannik Donovana. Admirał Halsey wyprosił go z pokoju i od tej pory trzymał się z dala od ludzi z OSS...

W 1945 r., w ramach przygotowań do operacji "Downfall" (inwazji na Kyusiu i Honsiu) MacArthur był zmuszony współpracować z OSS. To wówczas ludzie Donovana zaproponowali mu nowy "genialny pomysł" na wygranie wojny. Wypuszczenie na brzegi Japonii tysięcy lisów pomalowanych fosforyzującą farbą. Lisy w japońskiej mitologii to zwierzęta demoniczne, potrafiące się zmieniać w ludzi, zwodzić ich oraz uwodzić. Planiści z OSS wymyślili sobie, że jeśli ryzykując życie tysięcy marynarzy dostarczy się fosforyzujące lisy na japońskie plaże, to przesądni Japończycy wezmą to za zły omen i podupadnie ich morale. MacArthur zauważył, że fosforyzująca farba może zostać zmyta przez morskie fale, gdy lisy będą płynąć do brzegu. OSS, by to sprawdzić przeprowadziła testy z lisami na jeziorze w stanie Michigan. Eksperymenty przyznały rację MacArthurowi i dopiero wtedy OSS zrezygnowała ze swojego kretyńskiego planu...

Powyżej: lis to wieloznaczna postać w japońskiej mitologii. Istnieją legendy o uwodzicielskich lisicach zamieniających się w piękne kobiety, potrafiące omotać potężnych feudałów. Taka właśnie "lisica o dziewięciu ogonach" (im więcej ogonów, tym większa moc) omotała Shingena Takedę, znanego feudalnego wodza z XVI w. Motyw lisich demonów jest mocno eksploatowany w japońskiej popkulturze - od "Kyubiego" z "Naruto", po Chizuru z "Kanokona". Poniżej: panienka przebrana za Miyamoto Chizuru (w lisiej formie) z serialu "Kanokon". :)