sobota, 23 marca 2024

Rosja wygrywa z Rosją

 


Powyżej: Zidentyfikowano trzech pierwszych sprawców zamachu w Krasnogorsku.

Moją pierwszą reakcją na zamach na salę koncertową Crocus w Krasnogorsku pod Moskwą była myśl: "Coś im musiało nie stykać w prawdziwych wynikach wyborów prezydenckich... Zapewne oskarżą o to Rosyjski Korpus Ochotniczy".

Tak się akurat składa, że od ponad tygodnia w obwodach biełgorodzkim i kurskim walczą grupy dywersyjne takich okrytych chwałą jednostek jak Rosyjski Korpus Ochotniczy, Legion Wolna Rosja i Batalion Syberia. Pierwszego dnia tej operacji kremlowska propaganda twierdziła, że "wszystkich dywersantów zabito na granicy", ale dziwnym trafem donosi wciąż o "zwycięskich walkach" przeciwko nim. Sami rosyjscy ochotnicy wrzucają do netu fotki pokazujące ich obecność w różnych miejscowościach zaatakowanych regionów, a Rusnia nagle postanowiła ewakuować z obszarów przygranicznych 9 tys. osób. Można się więc domyślać, że rosyjska inwazja na Rosję nie została powstrzymana przez siły podległe Kremlowi.

Zapijaczony żul i zarazem dwunożny kawałek gówna Miedwiediew rzeczywiście obwinił "reżim kijowski" za wczorajszy zamach, a FSB twierdziła, że sprawcy "mieli kontakty na Ukrainie". Oczywiście ledwo co ich złapała. Do scenariusza przewidującego atak "ukraińskich faszystów" na teatr (czyli do mutacji scenariusza znanego z prowokacji na Dubrowce) kremlowska propaganda już dawna Moskali przygotowywała. Rosyjskie opozycyjne portale pisały natomiast o szykowanej nowej fali mobilizacji, w ramach której ma zostać powołanych 300 tys. osób. 

ALE...

"Putin" miał w piątek w nocy wystąpić z orędziem. Nie wystąpił. Nie miał więc z góry przygotowanej wersji propagandowej. 

Niedawno zapewniał on, że "nie będzie żadnych zamachów terrorystycznych w Moskwie". Oficjalnie zidentyfikowani sprawcy pochodzili z Tadżykistanu. Ledwo co, bo w zeszłym miesiącu, "Putin" spotkał się z tadżyckim prezydentem i zapewniał o wspaniałej współpracy z nim. Oczywiście to polityka Putina otworzyła szeroko drzwi do Rosji dla wszelkiego rodzaju imigrantów z Azji Środkowej, Bliskiego Wschodu i Afryki. Oczywiście część z tych imigrantów razem z Baćkoszenką i różnymi polskojęzycznymi agentami oraz pożytecznymi idiotami próbowała przerzucać przez naszą granicę. Karma więc wraca...

Co więcej FSB pozwalała rosyjskim muzułmanom jeździć do Syrii, by zasilać szeregi Państwa Islamskiego. A później pozwalała im wracać do Rosji. Oczywiście miała cały czas przeświadczenie o tym, że kontroluje sytuację. Tymczasem była zbyt zajęta ściganiem zwolenników Nawalnego oraz organizowaniem gejowskich orgii, by zajmować się islamskimi fundamentalistami. 

Do zamachu jakoby rzekomo przyznała się organizacja ISIS-K (czyli Państwo Islamskie Chorezmu), która jak dotąd walczyła głównie przeciwko talibom oraz Iranowi. To ona dokonała niedawnego zamachu na uroczystościach upamiętniających irańskiego gen. Sulejmaniego - w odwecie za który popierdoleni Irańczycy zbombardowali... iracki Kurdystan i Pakistan. 

Tak się akurat złożyło, że kilka tygodni temu amerykańskie tajne służby ostrzegły FSB, że ISIS-K szykuje zamachy w Moskwie, w tym na koncerty. FSB olała to ostrzeżenie, wobec czego Amerykanie wydali komunikat, w którym wzywali swoich obywateli, by unikali w Moskwie miejsc, w których zbierają się tłumy. Twitterowi analitycy pisali wówczas: "Ciekawe, czy rzeczywiście dojdzie do pierwszego ataku ISIS-K w Rosji."

Jurij Felsztyński twierdzi, że zanim Amerykanie ostrzegli Rosję przed zamachem szykowanym przez ISIS, FSB twierdziła, że Ukraińcy i NATO przygotowują zamach w Moskwie. To dało pewność Amerykanom, że sama FSB szykuje prowokację, więc zdecydowali się na ruch uprzedzający: publiczne ostrzeżenie przed zamachem w rosyjskiej stolicy. Takie to wielopiętrowe rozgrywki służb...

W nadchodzących dniach będziemy zapewne świadkami tego jak kremlowska propaganda będzie dokonywała fikołków i łamańców logicznych, by wykazać, że terroryści z Tadżykistanu byli powiązani z Czeczenami, Rosyjskim Korpusem Ochotnicznym, Nawalnym, ukraińskim wywiadem wojskowym, służbami specjalnymi Litwy, Rumunii, Polski, Francji, Wielkiej Brytanii oraz USA. 

Zachowanie cwelotrolli z Olgino jest równie przewidywalne. Będą pisać, że ISIS=CIA, Mossad i "banderowcy". Z góry więc ostrzegam: DARUJCIE SOBIE, BO JUŻ WIEMY, CO NAPISZECIE. NIECH NIKT NIE ODPOWIADA NA SPAMUJĄCE KOMENTARZE, BO BĘDĄ ONE USUWANE. Może tylko co głupsze zostawię, by się z nich pośmiać.

***

Ktoś w komentarzach pod poprzednim wpisem narzekał, że nie piszę ostatnio nic o wojnie w Strefie Gazy. A co mam pisać? Konflikt trwa już ponad pięć miesięcy. W jego trakcie Izrael zgruzował i zajął ponad dwie trzecie Strefy Gazy. Walki były monotonne i mało spektakularne, a z pola bitwy wyciekało niewiele filmów. Straty poniesione przez wojsko izraelskie przekroczyły 600 zabitych, więc można je uznać za "akceptowalne". Nie udało się jednak całkowicie zniszczyć Hamasu, pomimo zabicia części jego dowódców. Hamas ponownie przejmował kontrolę nad gruzowiskami opuszczanymi przez wojska izraelskie. Znaczna większość zakładników wciąż znajduje się w rękach Hamasu. Tych, których uwolniono, odzyskano głównie w wyniku negocjacji. Palestyńska ludność cywilna poniosła ciężkie straty, ale zapewne sporo mniejsze od tych podawanych oficjalnie. Te oficjalne są na pewno lipne - liczba zabitych rośnie tam zgodnie z algorytmem, niezależnie od tego czy danego dnia toczą się walki czy nie.  Bidenowi nie udało się obalić Netanjahu, ale Netanjahu wraz z Saudyjczykami nie może się doczekać obalenia Bidena, który traci poparcie z powodu swojego proizraelskiego stanowiska. Ogólnie większość rządów arabskich po cichu cieszy się z tego, że Izrael niszczy proirański Hamas.

Ogólnie: wojna Izraela z Hamasem nie jest naszą wojną i żadna z jej stron nie zasługuje na to, by jej kibicować. To jak obserwowanie walki gangów-kanibali na Haiti. Oczywiście w Europie Zachodniej się tym mocno ekscytują starciem bliskowschodnich plemion. No, ale skoro burmistrzem Londynu i premierem Szkocji są Pakistańczycy, a premierem Wielkiej Brytanii Hindus, no to trudno się dziwić, że czują się związani emocjonalnie z tym shitholem...

***

Nie wiem, czy w przyszłym tygodniu będę miał czas zrobić wpis, więc tradycyjnie życzę Szanownym Czytelnikom Wesołych Świąt Wielkanocnych!



sobota, 16 marca 2024

75 lat NATO

 


Wielu idiotów na Zachodzie dopytuje się: "Dlaczego NATO nie rozwiązało się po 1991 r. tak jak Układ Warszawski?" . Odpowiadam im więc: bo Układ Warszawski był totalnie podporządkowaną ZSRR organizacją wojskową dążącą do wywołania nuklearnej III wojny światowej, która nie spełniła swojego zadania, bo przegrała Zimną Wojnę. Wraz z bankructwem polityczno-gospodarczym Sowietów, skończył się też sens istnienia Układu Warszawskiego. NATO było natomiast stroną zwycięską w Zimnej Wojnie. Co więcej jego format - dosyć luźnej organizacji politycznej o celu obronnym - pozwolił mu na dostosowanie się do wyzwań postzimnowojennych. To, że szereg państw naszego regionu tak ochoczo dążyło do NATO w następnych dekadach jest chyba najlepszym dowodem na potrzebę istnienia takiej organizacji. Pchała je tam nie tylko obawa przed przyszłą recydywą rosyjskiego imperializmu, ale również drastyczne obrazki z licznych konfliktów w przestrzeni postsowieckiej i na Bałkanach. 

Rusnia często bóldupi, że "Zachód złamał przyrzeczenie", że nie będzie rozszerzał NATO na wschód. Takiego przyrzeczenia nie ma jednak w żadnym traktacie, ani innym akcie politycznym. Pojawiło się jedynie w rozmowie amerykańskiego sekretarza stanu Jamesa Bakera z Gorbaczowem w 1990 r. Ta luźna polityczna deklaracja była więc składana głowie państwa, które już nie istnieje. Narrację o tym jak NATO rozszerzało się wbrew Rosji również można potłuc o kant dupy, gdyż tak naprawdę zachodni przywódcy byli wówczas wobec Kremla mocno asekuranccy. O czym świadczyło choćby włączenie Rosji do współpracy z NATO w ramach Partnerstwa dla Pokoju i akt Rosja-NATO sprawiający, że państwa naszego regionu stały się na dwie dekady członkami sojuszu drugiej kategorii. 

Rassija w swojej propagandzie przedstawia NATO jako organizację agresywną stanowiącą dla niej ogromne zagrożenie militarne. (Ruska trollownia zaśmieca net nawet mapkami pokazującymi, że złowrogie NATO umieściło swoje bazy w... Kazachstanie i Korei Płn.)  Tym tłumaczy dlaczego napadła na Gruzję i Ukrainę - czyli na kraje nie nalężące do NATO i nie mające nawet szans przystąpienia do tej organizacji. Jak słusznie zauważyli jednak Michał Fiszer i Jerzy Gruszczyński, w swojej książce "Wojna w Ukrainie. Doświadczenia dla Polski", NATO jest organizacją polityczną, w której decyzje wymagają jednomyślności. Trudno sobie wyobrazić, by JEDNOMYŚLNIE podjęto tam decyzję o ataku na Rosję - zawsze znalazłoby się parę krajów, które by ją zawetowały, choćby Niemcy czy Węgry. Z tego samego powodu użycie Artykułu 5-go, mówiącego o kolektywnej obronie, nie oznacza tego, że NATO rzuci wszystko co ma do pomocy napadniętemu krajowi. Nie, to oznacza po prostu, że zbierze się odpowiednie gremium polityczne i zastanowi się, co robić dalej.

(Ale przecież NATO napadło na Jugosławię! - odezwą się onucowcy. Tak, ale wówczas doszło do jednomyślnej decyzji w sprawie bombardowań resztek Jugosławii, bo Miloszewicz tak sobie u wszystkich nagrabił. Serbia była izolowana dyplomatycznie a pod względem militarnym stanowiła drugoligowego gracza. Decyzji o jej zbombardowaniu nie towarzyszyły więc większe kontrowersje. Ponadto była to de facto jedyna agresywna wojna w całej 75-letniej historii NATO. Porównajcie to choćby z ilością wojen wywołanych przez Rosję w ostatnich trzech dekadach.)

W historyjki o tym, że NATO szykowało się do ataku na niepokalaną Rassiję mogą wierzyć jedynie milicyjno-esbeccy weterani akcji "Hiacynt" oraz inni debile o IQ klocka spuszczonego w kiblu. Państwa Europy Zachodniej należące do NATO przecież przez ostatnie trzy dekady się rozbrajały, doprowadzając swoje armię do żałosnego stanu. Bundeswehra, będąca niegdyś filarem NATO, stała się pośmiewiskiem. Wielka Brytania ma najmniejszą armię lądową od XVIII wieku. Francja jest zdolna wysłać na wojnę ledwie parę batalionów (no ale, przynajmniej ma broń jądrową). Takie rozbrojenie świadczy tylko o jednym: państwa Europy Zachodniej przestały w ostatnich trzech dekadach myśleć o ryzyku wojny konwencjonalnej, a przestawiały swoje armię na misje policyjne w Trzecim Świecie, tudzież różne akcje przeciwpowodziowe i wykopki. Za rządów pierwszego Tusska ten sam model był wprowadzany u nas przez ministrów Klicha, Siemoniaka oraz różnych gejnerałów Różańskich. 

Po rosyjskiej pełnoskalowej inwazji na Ukrainę pojawił się istny zalew deklaracji zachodnioeuropejskich polityków o tym, jak poważnie będą teraz oni podchodzić do kwestii obronności i jak szybko będą nadrabiać wieloletnie zaległości w tym zakresie. Jak na razie sprowadza się to głównie do księgowej ekwilibrystki i planów stworzenia nowej nadbudowy biurokratycznej w postaci wspólnej polityki zbrojeniowej UE. W praktyce są jednak tworzone plany dalszego... rozbrojenia Europy. Takim planem jest choćby analiza poświęcona "ekologicznym armiom" stworzona przez departament badań i analiz Sekretariatu Generalnego Rady Unii Europejskiej. Mówi on m.in., by zamiast wydawać pieniądze na nowe uzbrojenie, przeznaczać środki na zeroemisyjność koszar. Należy również zrezygnować z prowadzenia manewrów - zastąpić je szkoleniami w symulatorach oraz wyposażać żołnierzy w biodegradowalny sprzęt. 

Tego typu euro-kretynizmy są naturalną konsekwencją tego, że liberalna demokracja, to ustrój który sam się z czasem degeneruje, przechodząc w plutokrację lub nawet idiokrację. Degeneruje się on natomiast, bo jest on otwarty na różnego rodzaju pasożyty chcące wykorzystać jej słabości na swoją korzyść. Zapewne NATO działałoby o wiele lepiej gdyby było związkiem państw faszystowskich. Paradoksalnie jednak wiele państw Zachodu stało się już krajami quasi-faszystowskimi - w sensie silnych tendencji statolatrycznych. Ich statolatria jednak opiera się nie na armii, tylko na biurokracji oraz jest programowo wyprana z wszelkich nacjonalizmów. Polega na tym, że obywatele mają wykonywać nawet najgłupsze pomysły plutokratów i biurokratów - choćby różne polityki zeroemisyjności czy przyjmowania nachodźców z Trzeciego Świata - a jak się sprzeciwiają, to są przedstawiani jako "warchoły", "faszyści" czy "rasiści". (Obywatele więc autentycznie boją się aparatu biurokratycznego swoich państw.) W tym sensie agresywna Rassija jest tym rozlazłym biurokratom i ultrabogatym cwaniczkom potrzebna. Zachowując się w sferze międzynarodowej i wewnętrznej jak pijany żul jest ona odbierana powszechnie jako zagrożenie. Plutokracja i biurokracja nie traktuje go jako zagrożenia poważnego (no bo to przecież tylko pijany żul), ale zyskuje ważną broń propagandową. Może powiedzieć, za Tomaszem Piątkiem tudzież innym totalnym kretynem: jeśli nie podoba się wam nasza kretyńska polityka, to służycie Putinowi. W praktyce jest zupełnie odwrotnie.

Można więc powiedzieć: ROSJA TO PŁATNA KURWA LIBERALNEJ PLUTOKRACJI.

3,2,1... Ból dupy milicyjno-esbeckich onucowców w komentarzach większy niż podczas akcji "Hiacynt"...


Ps. Polecam wspomnianą książkę Michała Fiszera i Jerzego Gruszczyńskiego "Wojna w Ukrainie. Doświadczenia dla Polski". W bardzo przystępny sposób tłumaczone są tam cywilom różne militarne aspekty tego konfliktu. 

sobota, 9 marca 2024

Sumienie Hioba - opowieść o ks. Stefańskim (zamiast wpisu)

 Dzisiaj nie chcę mi się robić normalnego wpisu. Mam urodziny, a wczoraj bawiłem się z tej okazji do drugiej w nocy. Ponadto, na kilka godzin przed imprezą miałem przesyt w pisaniu. (Przy realizacji projektu, który mam nadzieję wyda owoce już za kilka miesięcy.) Zamiast produkować się dzisiaj z analizami strategicznymi lub historycznymi, lekko wypromuję film dokumentalny zrobiony przez mojego kolegę. "Sumienie Hioba. Rzecz o ks. Bolesławie Stefańskim", to opowieść o jedynym dowódcy oddziału Wyklętych (ROAK) będącym jednocześnie księdzem katolickim. Niestety to historia bez happy endu. Warto ją jednak poznać.


sobota, 2 marca 2024

Macron mieli ozorem jak gejnerał Skrzypczak

 


 A teraz wskażcie na tej mapie Awdijewkę...

Wypowiedź Macrona dotycząca wysłania wojsk NATO na Ukrainę została oceniona przez ekspertów jednoznacznie - jako sabotaż. Francuski prezydent nie stał się nagle bojowy. On po prostu wspomógł rosyjską propagandę i przy okazji zasabotował debatę dotyczą wysłania na Ukrainę bardziej ofensywnej broni takiej jak pociski Taurus. Choć wewnątrz NATO może toczyć się dyskusja na temat różnych planów ewentualnościowych (pomysły wysłania sił pokojowych NATO pojawiły się przecież już w marcu 2023 r.) , to takich rzeczy nie powinno mówić się publicznie. Chyba, że chce się dokonać sabotażu.

Nie mam wątpliwości, co do intencji Macrona, po tym jak podobnej wrzutki dokonał znany onucowiec - niemiecki kanclerz Stolec. Palnął on, że brytyjscy żołnierze pomagają Ukrom odpalać rakiety Storm Shadow. Jednocześnie do Russia Today wyciekła rozmowa oficerów Bundeswehry rozważających to jak rakiety Taurus mogą zostać wykorzystane go ataku na Most Krymski. Jak nie trudno się domyślić, przecieku dokonali zapewne sami Niemcy.

Kolejnym groźbom "Putina" mówiący o użyciu broni jądrowej przeciwko wojskom NATO na Ukrainie, towarzyszył zaś wyciek do fabiańskiego "Financial Timesa" rzekomych rosyjskich dokumentów z lat 2008-2014 opisujących warunki użycia taktycznej broni jądrowej w wyniku... chińskiej inwazji. Przewidują oni użycie tej broni po utracie przez Rassiję 20 proc. okrętów podwodnych lub trzech lotnisk. Oczywistym jest to, że Rusnia sama dokonała tego przecieku, by postraszyć Zachód.

Romuald Szeremietiew stwierdził:

"Są dwa scenariusze: mianowicie że prezydent Francji, mówiąc dosadnie, chlapnął coś, nie zastanawiając się za bardzo nad wagą tych słów, ale są też i tacy, którzy podejrzewają, że mamy do czynienia z próbą stworzenia alibi dla wymuszania na Ukrainie, żeby się poddała i przystąpiła do negocjacji z Rosją. Jak widać, propozycja rzucona przez Emmanuela Macrona o wysłaniu na Ukrainę armii nie znalazła uznania i poparcia innych państw Unii Europejskiej, co więcej, stanowczo wobec tego planu sprzeciwiły się Niemcy. Są też i tacy, którzy twierdzą, że Macron zrobił to, żeby powiedzieć, że chciał pomóc Ukrainie, ale skoro nikt nie chce się przyłączyć do tego projektu, to nie ma wyjścia, dlatego muszą zostać podjęte rozmowy pokojowe."

(koniec cytatu)

Obecna bojowość różnych Macronów  może więc po prostu przykrywać to, że chcą oni wymusić na Ukrainie rozejm, czemu służy dozowanie jej broni i amunicji. Nie mogą powiedzieć wprost, że chcą zamrożenia konfliktu, by nie narażać się opinii publicznej. Pamiętajmy również, że zależy im na zastąpieniu NATO przez jakąś mgławicową ekologiczną armię europejską. Wszelkie ich deklaracje powinny więc być traktowane z najwyższą podejrzliwością.

Jak można się spodziewać podczas tej perfidnej gry pojawią się różne wrzutki. Choćby o tym, że Polska chce wysłać własne wojska na Ukrainę. Wystarczy krótka wzmianka o tym na jakimś niszowym indyjskim czy greckim portaliku i podjęcie tej wrzutki przez niszowy polski portalik i jakiegoś zjeba z YouTube'a, by wywołać wśród naszych onucowców wzmożenie (m)oralne. Ja przy takich wrzutkach ziewam, bo pamiętam jak greckie portaliki pisały, że nasza 16 Dywizja Zmechanizowana walczy pod Bachmutem oraz to jak po likwidacji gen. Sulejmaniego duponarodowcy panikowali, że rychło znajdą się w okopach pod Teheranem.

Zadziwiająco rozsądnie wypowiada się w tej sprawie Kurak:


"Nikt Was nie będzie pytał, czy chcecie, czy nie chcecie wojny. Dlatego nie ma nic durniejszego do powiedzenia w kwestii wojny niż "na żadnej wojnie nie będą umierał". To jest zaproszenie dla wojny. Nie wiem co się dzieje, ale nagle pół Polski pierdzi takimi truizmami, nie zdając sobie sprawy, jak tym "ociepla klimat" wojenny."

oraz

"Skrajną głupotą byłoby nie dostarczanie Ukrainie amunicji do dalszej walki z Ruskimi. Nie ma i nie będzie większych gwarancji bezpieczeństwa dla Polski na granicy wschodniej niż Rusini napieprzający się między sobą."

a także:

"Okazuje się też, że narodowcy mają nową definicję Polski i Ojczyzny, generalnie jest to chujnia żydowska i kołchoz europejski. Jako zwykły Polak sądziłem i sądzę, że Polska to 1000 lat tradycji, wysiłku i krwi naszych przodków, moja rodzina, mój dom, rodziny i domy moich polskich sąsiadów, ale pewnie za mało jestem narodowy, bo jeszcze nic o strasznych podatkach i ZUS nie napisałem."

(koniec cytatu)

Ja natomiast pamiętam jak w pierwszej połowie zeszłej dekady poruszanie na tym blogu pewnych tematów wywoływało potężny ból dupy o różnych idiotów. Dostawali krwawej sraczki nie tylko z powodu pisania źle o Rosji oraz Iranie, czy też wskazywaniu, że w Smoleńsku doszło do zamachu. Pamiętam, że mieli nawet ból dupy z powodu pisania o dokonaniach dawnych piłsudczykó9w, Żołnierzy Wyklętych czy nawet o roli porucznika Palucha w wywołaniu Powstania Wielkopolskiego. Pisali, że "chce szczuć młodzież, by szła z butelkami benzyny na ruskie czołgi". Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, traktowali ten niszowy, hobbystyczny blog jako zagrożenie. Ciekawe czy jestem na jakiejś liście proskrypcyjnej?

Zastanawiałem się dlaczego tak bóldupią, ale teraz rozumiem, że dla Rosji (i nie tylko dla niej) największym zagrożeniem jest jeśli naród będący celem potencjalnej agresji ma silną, nacjonalistyczną tożsamość. Rosja nigdy nie zaatakuje państwa silnego takiego jak USA, Japonia czy choćby Finlandia. Będzie atakowała w pierwszej kolejności kraje małe - takie jak Gruzja, Mołdowa czy Estonia - by przypadkiem z nimi nie przegrać. Będzie atakowała też kraje, które uznaje za rozłożone od wewnątrz i pozbawione tożsamości - i zdecydowała się zaatakować Ukrainę bo za taki kraj ją uważała. (To mocno kontrastowało jednak z jej propagandą mówiącą, że Ukry - nawet rosyjskojęzyczne i wywodzące się z mniejszości narodowych - to krwiożerczy banderowcy.) To czy zaatakuje Polskę będzie zależało nie tyle od tego ile będziemy mieć czołgów i samolotów, ile od tego czy będzie nas postrzegała za naród silny, bojowy i nastawiony nacjonalistycznie czy za bandę rozmemłanych ciot i debili. Internetowe jojczenie w stylu "nie damy się wciągać w wojnę!", zwiększa więc prawdopodobieństwo tego, że wojna do nas w końcu dotrze.

***

Zajrzałem do "Military Balance 2024", co on mówi o ilości uzbrojenia, które posiadają Rosja i Ukraina. 

Wynika z niego, że w przypadku czołgów u Rosji wygląda to następująco:

MBT 1,750: 30 T-55A; 200 T-62M/MV; 100 T-64A/BV;
300 T-72A/AV/B/BA; 650 T-72B3/B3M; 150 T-80BV/U;
100 T-80BVM; 100 T-90A; 120 T-90M; (up to 4,000
T-55A/T-62M/T-62MV/T-72/T-72A/T-72B/T-80B/T-80BV/
T-80U/T-90/T-90A in store)
TSV ε8 BMPT

W przypadku dział samobieżnych:

SP 1,583: 122mm 130 2S1 Gvozdika; 152mm 1,328+: 600
2S3/2S3M Akatsiya; 120 2S5 Giatsint-S; 300 2S19/2S19M1
Msta-S; 300 2S19M2/2S33 Msta-SM; 8 2S35 Koalitsiya-SV
(in test); some 2S43 Malva; 203mm 125: 50 2S7M Malka;
75 2S7 Pion; (3,610 in store: 122mm 1,800 2S1 Gvozdika;
152mm 1,650: 750 2S3 Akatsiya; 750 2S5 Giatsint-S; 150
2S19 Msta-S; 203mm 160 2S7 Pion)

A samolotów:

AIRCRAFT 1,169 combat capable
BBR 129: 57 Tu-22M3 Backfire C; 1 Tu-22MR Backfire† (1
in overhaul); 31 Tu-95MS Bear; 27 Tu-95MS mod Bear;
6 Tu-160 Blackjack; 7 Tu-160 mod Blackjack; (3 Tu-160M
Blackjack in test)
FTR 188: 70 MiG-29/MiG-29UB Fulcrum; 88 MiG-31BM
Foxhound C; 12 Su-27 Flanker B; 18 Su-27UB Flanker C
FGA 433+: 14 MiG-29SMT Fulcrum; 2 MiG-29UBT
Fulcrum; 47 Su-27SM Flanker J; 24 Su-27SM3 Flanker;
19 Su-30M2 Flanker G; ε80 Su-30SM Flanker H; 102 Su-
34 Fullback; ε22 Su-34 mod Fullback; 111 Su-35S Flanker
M; 12+ Su-57 Felon; (4 MiG-35S Fulcrum; 2 MiG-35UB
Fulcrum in test)
ATK 257: ε24 MiG-31K; 68 Su-24M/M2 Fencer; 40 Su-
25 Frogfoot; ε110 Su-25SM/SM3 Frogfoot; 15 Su-25UB
Frogfoot
ISR 58: 4 An-30 Clank; up to 50 Su-24MR Fencer*; 2 Tu-
214ON; 2 Tu-214R
EW 3 Il-22PP Mute
ELINT 14 Il-20M Coot A
AEW&C 10: 2 A-50 Mainstay; 8 A-50U Mainstay
C2 24: 5 Il-22 Coot B; 11 Il-22M Coot B; 2 Il-80 Maxdome; 1
Il-82; 4 Tu-214SR; 1 Tu-214PU-SBUS
TKR 15: 5 Il-78 Midas; 10 Il-78M Midas
TPT 427: Heavy 126: 10 An-124 Condor; 4 An-22 Cock; 94
Il-76MD Candid; 3 Il-76MD-M Candid; 15 Il-76MD-90A
Candid; Medium 45 An-12BK Cub; Light 224: ε113 An-
26 Curl; 25 An-72 Coaler; 5 An-140; 27 L-410; 54 Tu-134
Crusty; PAX 32: 15 An-148-100E; 17 Tu-154 Careless
TRG 234: 35 DA42T; 87 L-39 Albatros; 112 Yak-130
Mitten*

do tego trzeba dodać lotnictwo morskie:

AIRCRAFT 208 combat capable
FTR 65: 9 MiG-31B/BS Foxhound; 21 MiG-31BM
Foxhound C; 17 Su-33 Flanker D; 18 Su-27/Su-27UB
Flanker
FGA 48: 19 MiG-29KR Fulcrum; 3 MiG-29KUBR
Fulcrum; up to 18 Su-30SM Flanker H; 8+ Su-30SM2
Flanker H
ATK 35: up to 30 Su-24M Fencer; 5 Su-25UTG Frogfoot
(trg role)
ASW 44: 12 Tu-142MK/MZ Bear F; 10 Tu-142MR Bear J
(comms); 15 Il-38 May; 7 Il-38N May
MP 7: 6 Be-12PS Mail*; 1 Il-18D
ISR 10 Su-24MR Fencer E*
SAR 4: 3 An-12PS Cub; 1 Be-200ES
ELINT 4: 2 Il-20RT Coot A; 2 Il-22 Coot B
TPT 49: Medium 2 An-12BK Cub; Light 45: 1 An-
24RV Coke; 24 An-26 Curl; 6 An-72 Coaler; 4 An-140; 9
Tu-134; 1 Tu-134UBL; PAX 2 Tu-154M Careless
TRG 4 L-39 Albatros

Po stronie ukraińskiej wygląda to natomiast następująco w przypadku czołgów:

MBT 937: 20 Leopard 1A5/1A5BE; 60 Leopard 2A4/2A5
(Strv 122)/2A6; 26 M-55S; 26 PT-91 Twardy; some T-62M/
MV; 200 T-64BM/BV/BV mod 2017; 520 T-72AMT/AV/
AV mod 2021/B1/B3/EA/M1/M1R; 80 T-80BV/BVM/U/
UK; some T-90A; 5 T-84 Oplot

dział samobieżnych:

SP 566: 122mm 125 2S1 Gvozdika; 152mm 167+: 120 2S3
Akatsiya; some 2S5 Giatsint-S; 35 2S19 Msta-S; some
Dana-M2; 12 M-77 Dana; 155mm 254: 4 2S22 Bohdana; 8
Archer; 20 AS90; 26 CAESAR 6×6; 17 CAESAR 8×8; 53
Krab; 90 M109A3GN/A4/A5Oe/A6/L; 28 PzH 2000; 8
Zuzana-2; 203mm 20 2S7 Pion

i samolotów:

AIRCRAFT 78 combat capable
FTR 49: ε24 MiG-29 Fulcrum; ε25 Su-27 Flanker B
ATK 21: ε5 Su-24M Fencer D; ε16 Su-25 Frogfoot
ISR 11: 3 An-30 Clank; ε8 Su-24MR Fencer E*
TPT 22: Heavy (7 Il-76 Candid non-operational);
Medium 1 An-70; Light ε21: 3 An-24 Coke; ε17 An-26
Curl; 1 Tu-134 Crusty
TRG ε29 L-39 Albatros

Widać więc topnienie ilości rosyjskiego sprzętu pancernego. Jednocześnie Rosja zachowuje dużą przewagę w powietrzu - i aż dziw bierze, że nie potrafi jej wykorzystać. Rosyjskie samoloty, podobnie jak w czasie drugiej wojny światowej, nie wychylają się poza linię frontu.  Kampanie bombowe są natomiast planowane w sposób amatorski. Rosyjskie samoloty spadają nawet daleko od linii frontu - rażone przez ukraińskie rakiety lub własną obronę przeciwlotniczą. Dla rosyjskich sił powietrznych (podobnie jak dla marynarki wojennej) ta wojna jest straszliwą kompromitacją.