sobota, 11 listopada 2017

Największe sekrety: Pontifex - Cichy Pucz

Ilustracja muzyczna: Beat the Clock - The Young Pope OST






Benedykt XVI sprawiał wrażenie papieża "nie z tej epoki". Uznawany za konserwatystę walczącego wcześniej przez ponad dwie dekady z lewicowymi herezjami, "Pancernego Kardynała", strażnika Doktryny, obejmował władzę nad ziemskim Kościołem w czasach, w których takie rzeczy kojarzyły się z "przedsoborowymi mrokami średniowiecza" (bo jak przekonują liberalni teologowie, średniowiecze skończyło się dopiero na soborze watykańskim II). Podobnie jak Jana XXIII postrzegano go więc jako "przejściowego papieża", który porządzi parę lat a później zrobi miejsce liberalnemu, progressywistycznemu Pontifexowi. Chodziły zresztą słuchy, że wybrano go, by uniknąć wstąpienia na Tron Piotrowy domniemanego szefa watykańskich służb specjalnych kard. Tarcisio Bertone (wyobraźcie sobie reakcję w domu Eugeniusza Sendeckiego, gdyby doszło do takiego wyboru :). Swoje zrobiło też to, że wielu progressywistów znało go jeszcze z czasów soboru, gdzie Ratzinger reprezentował liberalnych, niemieckich  szkodników z Grupy Reńskiej. Mówiono wówczas na niego Raat Singer, czyli "Soborowy Śpiewak". Ten niezwykle inteligentny teolog zorientował się jednak, że soborowa "reforma" prowadzi do destrukcji i stał się najbliższym współpracownikiem Jana Pawła II. Kontestował zresztą część jego decyzji - np. w sprawie ekskomunik rzuconych na biskupów Bractwa Św. Piusa X. Jako papież Ratzinger zaczął wdrażać program stopniowego wycofywania się z posoborowych błędów i wypaczeń. Pozwolił na ponowne odprawianie mszy trydenckiej, zdjął ekskomuniki z biskupów FSSPX, powściągnął ekumenizm (a nawet ekumenistów zraził do siebie komentarzami na temat morderczej natury islamu) a w jego nauczaniu brakowało progressywistycznych wtrętów. Zaczęła się więc wojna psychologiczna przeciwko papieżowi. Dosrywano mu w mediach, walono w kurię (i kard. Bertone) przeciekami, pokazywano jako nazistę a biskupi otwarcie sabotowali jego decyzje (np. w kwestii mszy trydenckiej). Benedykt XVI stał się niewygodnym papieżem  a każdy dzień jego pontyfikatu wywoływał podobne spazmy nienawiści u liberałów jak prezydentura Trumpa.



Nic dziwnego więc, że planowano "zmianę reżimu" w Watykanie. Wskazywać na to mogą wykradzione maile Johna Podesty, znanego waszyngtońskiego lobbysty (prowadzącego szeroko zakrojone interesy z rosyjskimi podmiotami), późniejszego szefa kampanii Hillary Clinton, wielkiego miłośnika pizzy i dzieci, a przy kolesia bawiącego się w okultystyczne zabawy (podczas jednego z rytuałów, w których mazał po ścianie własną krwią zmieszaną z kałem, wdało mu się zakażenie w palec :).W szeregu wiadomości pocztowych z 2012 r. Podesta oraz inni współpracownicy Hillary Clinton (która była wówczas sekretarzem stanu USA) dyskutują na temat konieczności doprowadzenia do „katolickiej wiosny", czyli zmian w Kościele równie rewolucyjnych jak przewroty i wojny domowe wywołane w ramach „arabskiej wiosny" (w których jak wiadomo maczały palce Departament Stanu i CIA). Z dyskusji tej wynika, że Kościół miałby przyjąć w wyniku tej rewolucji bardziej lewicowo-liberalne stanowisko na wiele kwestii społecznych. Nie minął rok od tej dyskusji, a ówczesny konserwatywny papież Benedykt XVI niespodziewanie abdykował.



Abdykacja ta wywołała wiele domysłów. Z dokumentów NSA wynika, że agencja ta na przełomie 2012 i 2013 r. inwigilowała Watykan. Podsłuchiwała m.in. telefon papieża Benedykta XVI. I najprawdopodobniej szpiegowała też konklawe. Na kilka dni przed rezygnacją Benedykta XVI zablokowano międzynarodowe transakcje z Bankiem Watykańskim, w związku z podejrzeniami dotyczącymi prania brudnych pieniędzy przez ten bank. Po ogłoszeniu przez papieża zamiaru abdykacji, nagle tę blokadę zniesiono. Włoski dziennikarz Maurizio Blondet wskazywał, że to był element szantażu mający zmusić papieża do ustąpienia. Czyżby więc ktoś z zewnątrz zagroził, że zrobi z Banku Watykańskiego mini-Lehman Brothers i zada w ten sposób ogromny cios dla prestiżu Stolicy Apostolskiej? Być może elementem nacisków była też sprawa ks. Georga Ratzingera, brata papieża, który przez wiele lat kierował chórem chłopięcym w Regensburgu, w którym dochodziło na pedofilii i sadystycznych rytuałów? Czy próbowano też sięgnąć po ostrzejsze środki? Wener Mauss, legendarny niemiecki detektyw-superszpieg twierdzi, że brał udział w zduszeniu mafijnego spisku mającego na celu otrucie Benedykta XVI. Włoska mafia była wcześniej wykorzystywana przez lożę P2 do "brudnej roboty".



Do największych wrogów Benedykta XVI należał belgijski, ultraliberalny kard. Godfried Danneels. Kardynał Danneels przyznał później w swojej biografii, że zorganizował „grupę podobną do mafii" sprzeciwiającą się polityce papieża Benedykta XVI. Grupa ta była nazywana "mafią z Sankt Gallen" i została założona w 1996 r. przez szwajcarskiego biskupa Ivo Fuerera (!). Jej członkowie tworzyli plany "zdecentralizowanego Kościoła po Jana Pawle II".Do grupy tej należał m.in. argentyński kardynał Jorge Maria Bergoglio SI, którego grupa próbowała umieścić na Tronie Piotrowym już w 2005 r. Udało się to w 2013 r. Gdy na balkonie Bazyliki Św. Piotra pojawił się nowy papież - Franciszek, towarzyszył mu kard. Danneels. 



Przyjrzyjmy się bliżej postaci tego belgijskiego hierarchy. Kard. Danneels to emerytowany arcybiskup Antwerpii, prymas Belgii w latach 1979-2010. Znany był głównie z bardzo daleko idącej tolerancji wobec homoseksualistów i pedofilów. Jak pisze Grzegorz Górny:

"Szczególne miejsce na mapie belgijskiej pedofilii zajmuje Brugia, gdzie do 2010 roku biskupem był Roger Vangheluwe. Musiał wtedy ustąpić ze stanowiska, ponieważ udowodniono mu pedofilię. Wykorzystał seksualnie m.in. swojego bratanka, gdy ten miał zaledwie pięć lat. Później molestował go nawet po tym, jak został już biskupem. Kiedy sprawa miała wyjść na jaw, ówczesny prymas Belgii kardynał Godfried Danneels nakłaniał ofiarę do milczenia. W materiałach tzw. Komisji Adriaenssensa, powołanej przez władze kościelne do zbadania sprawy pedofilii wśród księży, znajduje się 475 zgłoszeń dotyczących tego procederu. Nazwisko Godfrieda Danneelsa pojawia się w około 50 dokumentach – w kontekście tuszowania afer.
Warto też wspomnieć, że “ukochanym dzieckiem” i “oczkiem w głowie” prymasa Danneelsa było Centrum Dojrzałych Powołań Kapłańskich w Antwerpii. Z czasem zamieniło się ono niemal w klub gejowski. Po licznych skandalach zostało w 1999 roku zamknięte, a jego dyrektor ks. Marc Gesquiere popełnił później samobójstwo. Komentatorzy religijni w Belgii byli przekonani, że po tych wszystkich skandalach Godfried Danneels raz na zawsze usunie się z życia publicznego. Tymczasem 13 marca 2013 roku pojawił się u boku Franciszka w logii bazyliki św. Piotra, gdy ogłaszano wynik konklawe. Później Franciszek zaprosił go osobiście na obrady Synodu Biskupów ds. Rodziny jako swojego specjalnego gościa.

(...)

W 1984 roku ­– gdy prymasem Belgii był kardynał Godfried Danneels – katolicki ksiądz Jozef Barzin założył w Antwerpii działającą jawnie i ogłaszającą się w mediach Ekumeniczną Grupę Roboczą Pedofili. Dziś twierdzi on, że była to tylko grupa samopomocy. Jednak deklaracja ideowa tej organizacji nie pozostawia wątpliwości. Można w niej przeczytać, że celem istnienia formacji jest “podnoszenie świadomości Kościoła o zjawisku pedofilii, przekazywanie informacji oraz przeciwdziałanie uprzedzeniom”. Kościół miał stał się “miejscem spotkań dla pedofilów w celu wymiany poglądów (…) w duchu otwartości, szacunku i niezawodności.”
W największym katolickim tygodniku w Belgii “Kerk & Leven” (Kościół i Życie) rozprowadzane były wówczas broszury z nowej dziedziny naukowej, tzw. “pedophile study”, w których można było przeczytać m.in.: "Wiele kontaktów seksualnych między osobami starszymi i dziećmi nie musi być szkodliwych, są też kontakty seksualne, które są przyjemne i cenne dla dzieci.
Dojrzały mężczyzna próbujący umieścić swego penisa w pochwie dziewczynki lub odbycie chłopca, w większości przypadków wie, że to będzie bolało dziecko. Dlatego więc pedofile często rezygnują z tego. Co więc robią? Rozmawiają, śmieją się razem, wspólnie grają itp. Kochający się nawzajem pedofile i dzieci czują się dobrze ze sobą. Pokazują swoje genitalia. Dorośli masturbują chłopca lub dziewczynkę, albo zadowalają się oglądaniem dziecka i pozwalaniem, by ich masturbowało."
Autorzy broszury rozpowszechnianej przez katolicki tygodnik “Kerk & Leven” uspokajali rodziców:
"Przyjaźń między pedofilem a dzieckiem nie powinna być powodem do paniki. Nie ma również żadnych powodów do obaw. Nawet gdy się dowiesz, że w ich związku dochodzi do kontaktów seksualnych. Trzeba mieć zaufanie do swojego dziecka. Jeśli twój syn lub córka czują się w tym związku dobrze, to znaczy, że związek ten nie jest szkodliwy.""

(koniec cytatu)



W 2010 r. policja znalazła w domu kardynała Danneelsa akta sprawy znanego pedofila-mordercy Marca Dutroux. Dutroux twierdził, że jedynie dostarczał dzieci na pedofilskie przyjęcia uczęszczane przez przedstawicieli belgijskich i europejskich elit. (Tak się akurat składa, że w mailach marzącego o „katolickiej wiośnie" Johna Podesty konspirolodzy dopatrzyli się pedofilskich słów kodowych, mających jakoby rzekomo wskazywać, że Podesta uczęszczał na podobne imprezy „z pizzą, ping-pongiem i bogatym wyborem serów".) Część zeznań pokrzywdzonych została skompilowana w książce "Dossier X". Znalazły się tam opisy pedofilsko-sadystyczno-satanistycznych rytuałów z udziałem przedstawicieli belgijskich elit (na liście podejrzanych byli też członkowie belgijskiej rodziny królewskiej). Część z tych osób była powiązana z tajnymi służbami i uczestniczyła w budowie siatek Gladio. Powiązany był zaś z nimi pułkownik armii USA Michael Aquino, specjalista od wojny psychologicznej, twórca satanistycznej Świątyni Seta, łączony z szeregiem skandali pedofilsko-satanistycznych w USA. (Co ciekawe, z działalnością płka Aquino jest łączony dziwny zgon brytyjskiego konspirologa Maxa Spiersa, do którego doszło w zeszłym roku w Warszawie.)



Z ciekawymi ludźmi się kumplowali promotorzy "kościoła otwartego" i kard. Bergoglio...



Gdy kard. Bergoglio został papieżem, mało zorientowani lewacy wypominali mu niejasną rolę w argentyńskiej "brudnej wojnie". Oskarżenia opierały się na książce "Milczenie" Horacio Verbitzky'ego. Verbitzky nie był autorem obiektywnym. Był bliskim współpracownikiem skonfliktowanej z kard. Bergoglio argentyńskiej prezydent Cristiny Fernandez de Kirchner a wcześniej wysokiej rangi członkiem grupy terrorystycznej Montoneros. Książke "Milczenie" przygotował jednak bardzo rzetelnie a fragmenty dotyczące Bergoglio są tam tylko drobną częścią. Verbitzky przytoczył zarówno relacje tych, którzy mówią, że Bergoglio donosił na lewackich księży jak i tych, którzy uważają, że ich ratował z rąk bezpieki. Najważniejsze są jednak dokumenty. W książce przytoczono list, w którym przyszły papież Franciszek wstawia się u władz za dwoma lewackimi jezuitami oraz pismo, w którym Bergoglio twierdzi, by nie zwracać uwagi na jego poprzedni list wysłany dla zmyłki, i by nie dawać paszportów umożliwiających ucieczkę z kraju tym dwóm jezuitom. 



W książce Verbitzky'ego przytoczona jest też wiele mówiąca scena. Późniejszy papież Franciszek spotyka się z adm. Masserą, jednym z przywódców argentyńskiej junty. - Jak leci Bergoglio? - lekceważąco go pyta admirał. - Jak leci Massera? - odpowiada mu jezuita. Tak się akurat złożyło, że adm. Massera był członkiem loży P2 znanej nam z poprzednich odcinków serii "Pontifex".




W 2015 r. włoski watykanista Antonio Socci opublikował książkę „Czy to naprawdę Franciszek?", w której postawił tezę, że wybór kardynała Bergoglio na papieża nie tylko był wynikiem spisku grupy liberalnych kardynałów, ale był też wadliwy pod względem proceduralnym. Według niego, podczas konklawe złamano konstytucję apostolską „Universi Dominici Gregis" regulującą zasady wyboru papieża. Bezprawnie anulowano bowiem czwarte i piąte głosowanie, które nie poszło dobrze dla kard. Bergoglio. Został on wybrany dopiero w szóstym głosowaniu, które zgodnie z konstytucją apostolską nie miało prawa się odbyć tego samego dnia, co poprzednie. Jednego dnia może dojść tylko do czterech głosowań w trakcie konklawe. Artykuł 76 tego dokumentu wyraźnie zaś mówi, że w przypadku takich błędów proceduralnych, wybór papieża uznaje się za niebyły i nieważny.
Sławomir Cenckiewicz, omawiając książkę Socciego w 2015 r. na łamach „Plusa Minusa" pisał: „Bezprecedensowa (bo sprawa Celestyna V z XIII wieku była zupełnie inna) rezygnacja Benedykta XVI owiana jest wciąż tajemnicą. Zrezygnował przy milczącym aplauzie większości hierarchów, z których jeden – kardynał Romeo – podczas podróży do Chin prorokował nawet jego rychłą śmierć... Nie namawiany przez nikogo do zmiany decyzji, osamotniony Benedykt XVI odleciał z Watykanu do Castelgandolfo, by odpocząć, oczekiwać na wyniki konklawe i zakończenie remontu jego nowej rezydencji, po czym wrócił do Rzymu. Powody jego rezygnacji są niejasne, a nawet mało poważne (utrata sił fizycznych i duchowych – sic!), a w dodatku teologicznie i kanonicznie wątpliwe.
Zdaniem Socciego papież zrezygnował ze sprawowania urzędu, ale nie z papiestwa, czego potwierdzeniem mają być zadziwiające słowa Benedykta XVI z 27 lutego 2013 r. o tym, że przyjęcie posługi Piotrowej jest „na zawsze", a „decyzja o rezygnacji z czynnego sprawowania posługi nie odwołuje tego"! Na skutek tego powstała sytuacja trudna do zinterpretowania: jest papież Franciszek i papież emeryt Benedykt XVI, który zachował białą sutannę (początkowo tłumaczono to brakiem czarnej), imię papieskie, nie całuje następcy w Pierścień Rybaka, mieszka na Watykanie, pojawia się publicznie, a jego portret towarzyszy dorocznej odnowie przysięgi Gwardii Szwajcarskiej...
Z jakiegoś powodu Pan Bóg utrzymuje Benedykta XVI w niezłym zdrowiu i kondycji. On sam – również z jakichś powodów – zachował przy sobie atrybuty i symbole papiestwa. Zaś Franciszek nie tylko to toleruje, ale i mówiąc o sobie, że jest jedynie „biskupem Rzymu", jakby ustępuje miejsca Benedyktowi XVI."



Papież Franciszek zyskał miano "papieża SJW". Dużo miejsca poświęca w swoim nauczaniu poświęca ekologii, feminizmowi, otwieraniu się na masową nielegalną imigrację czy Donaldowi Trumpowi. Po zwycięstwie wyborczym Donalda Trumpa, papież Franciszek został nazwany nawet przez „Wall Street Journal" „nowym przywódcą światowej lewicy". Mamy więc początek "katolickiej wiosny" wymarzonej przez Podestę. Nie ma się co łudzić - w obecnej sytuacji Watykan jest ośrodkiem politycznym, który nie jest nam przyjazny. 

Problem jednak w tym, że poglądy papieża Franciszka są równie przestarzałe jak Hillary Clinton. Pasowałyby do świata, w którym Hillary niszczyłaby cywilizację zachodnią, ale nie pasują do świata, w którym rozpoczęła się populistyczna rewolta i fronda wewnątrz elit. Idee papieża Franciszka oraz stojącej za nim grupy z Sankt Gallen zmierzają na śmietnik historii. Być może więc ktoś przestawi wajchę w Watykanie i następny papież będzie alt-rightowym, młodym papieżem zza Oceanu Piusem XIII? A może w końcu doczekamy się chińskiego papieża? Ja jestem za. 




***

To nie ostatni odcinek serii "Pontifex". Będzie jeszcze jeden związany bardziej z "metafizycznymi" sprawami i także korzeniami chrześcijaństwa. Disciplina Arcani. Odłożę go jednak nieco w czasie. W przyszły weekend będę akurat w Londynie, spotykać się z tamtejszą finansjerą :)

***

Nawiązując nieco do wątku z Gladio i P2. "Wyborcza" opublikowała niedawno artykuł o strasznym włoskim neofaszyście Roberto Fiore. Jak zbudował on imperium biznesowe i jak jeździ do Rosji i bierze pieniądze od ludzi Putina. Skoro FSB daje mu pieniądze, to oznacza, że topi je w błocie. Fiore to bowiem człowiek włoskich tajnych służb, członek siatki Gladio. Nawet się z tym specjalnie nie kryje: jego jedna z firm nosi nazwę Gladio Consulting. Tak samo jest pewnie z innymi przedstawicielami "proputinowskiej prawicy" którą nas nieustannie straszą. Ci ludzie pracują dla służb swoich krajów a do Moskwy jeżdżą w celach szpiegowskich i by doić finansowo rosyjskie tajne służby. To odwrócona operacja "Trust". W latach 60-tych na podobnej zasadzie holenderskie tajne służby założyły partię maoistowską - po tym jak rząd im obciął funduszę, ratowali się kasą z Pekinu.

***

Przy okazji tej całej akcji #meetoo przypomniał mi się fragment znakomitej książki Michaela Hastingsa "Wszyscy ludzie generała". Jeden z oficerów od gen. Flynna opowiadał w niej jak jedna amerykańska dziennikarka pokazała cycki żołnierzom oddziału specjalnego, bo chciała się z nimi zabrać na patrol. Inna lecącą śmigłowcem w Afganistanie trzymała się cały czas za biust. Spytana czy coś jej dolega, odparła, że jej implanty marzną. - Chcesz dotknąć? Bardzo proszę! - położyła rękę żołnierza na swoich buforach. Była wówczas znaną prezenterką telewizyjną. I to raczej nie była Megyn Kelly...

sobota, 4 listopada 2017

Największe sekrety: Pontifex - 13 maja

Ilustracja muzyczna: |Sea Wall - Blade Runner 2049 OST

"Po co wybierać, skoro można mieć obie?"
     św. Jan Paweł II





Pewnego dnia, podczas audiencji generalnej w Watykanie, w tłumie znalazła się opętana kobieta, która strasznie krzyczła i bluźniła. Jan Paweł II spojrzał na nią i powiedział tylko: "Idź sobie pokrzywiony. przeklęty staruchu!". Rozległ się lament: "Przecież wiesz, że wobec ciebie nic nie mogę, jesteś zbyt mocny!". Przerażony demon uciekł a kobieta się natychmiast uspokoiła. "Jesteś zbyt mocny". O. Malachi Martin w swojej znakomitej książce "Zakładnicy diabła" opisał szereg przypadków trudnych egzorcyzmów. Zmagań z Szatanem trwających przez wiele dni, tygodni a czasem nawet miesięcy. Zmagań nie zawsze zwycięskich. A tutaj JP2 w kilkanaście sekund zmusza demona do ucieczki, mówiąc mu lekceważące: "idź sobie pokrzywiony, przeklęty staruchu!". Mówi to tak, jakby demona widział fizycznie i wyśmiewał się z jego wyglądu. Demon odpowiada mu: "jesteś zbyt mocny".  Kim wobec tego był Jan Paweł II?



Na pewno był  Wtajemniczonym. Znana jest relacja mówiąca o tym, że w 1953 r., podczas górskiej wycieczki ze studentami odprawił Mszę św. "twarzą do ludu". Powiedział zdziwionym towarzyszom wędrówki, że za kilka lat zostaną wprowadzone właśnie takie zmiany w liturgii. Skąd to wiedział? W 1953 r. był jeszcze "szeregowym" księdzem, odciętym za Żelazną Kurtyną, który w Rzymie spędził tylko dwa lata (1946-1948) na studiach. W 1953 r. na Stolicy Piotrowej zasiadał Pius XII i takich zmian nie planował, podobnie zresztą jak jego następca Jan XXIII.



Z pewnością Karol Wojtyła nie był też pięknoduchem, tylko pragmatykiem znakomicie poruszającym się w szarym świecie tajnych służb i dyplomacji. Szef CIA William Casey (Kawaler Maltański) odwiedzając w latach 80-tych papieża Jana Pawła II był zdziwiony tym, że na półkach jego biblioteczki znajdowały się publikacje dotyczące strategii wojny nuklearnej oraz zbrojeń. Casey pokazywał mu zdjęcia satelitarne m.in. instalacji wojskowych państw Układu Warszawskiego a papież komentował je jak znawca. To oczywiście nie jedyny przypadek flirtu papieża z tajnymi służbami. Jan Paweł II potrafił też znaleźć kanał porozumienia z Mossadem podczas śledztwa w sprawie zamachu z 1981 r. Za przekazane informacje nagrodził Żydów wizytą w rzymskiej synagodze, ale nie przeszkadzało to temu, że w latach 90-tych jego dyplomacja ostro knuła przeciwko Izraelowi mocno angażując się w projekt przekazania jerozolimskiego Starego Miasta pod kontrolę międzynarodową.



Był też Papieżem Tradycji Pierwotnej. Niczym Wielki Mag jeździł po całym świecie, by odnajdywać iskry tej "zapomnianej, pradawnej wiedzy". Spotykał się z Dalajlamą, indiańskimi szamanami, hinduskimi guru i kapłanami voodoo z Afryki, tak jakby wierzył w suficki czy sabatejski dogmat o tym, że boskie cząstki istnieją w każdej religii. Nazywając Żydów "naszymi starszymi braćmi w wierze" dosłownie zaś cytował Towiańskiego. Jednocześnie był papieżem mocno dowartościowującym ludowy, magiczny katolicyzm. Często widziano w Janie Pawle II "(turbo)Słowiańskiego Papieża" przepowiedzianego przez Juliusza Słowackiego.

"Pośród niesnasek Pan Bóg uderza
W ogromny dzwon,
Dla słowiańskiego oto papieża
Otworzył tron.
Ten przed mieczami tak nie uciecze
Jako ten Włoch,
On śmiało, jak Bóg, pójdzie na miecze;
Świat mu — to proch!

Twarz jego słowem rozpromieniona,
 Lampa dla sług,
Za nim rosnące pójdą plemiona
W światło, gdzie Bóg.
Na jego pacierz i rozkazanie
Nietylko lud —
Jeśli rozkaże, to słońce stanie,
Bo moc — to cud!"






Na ile prometejski był Wojtyła? Niewątpliwie Jan Paweł II napsuł sporo krwi Kremlowi, choćby swoją "dywersją ideologiczną" za Żelazną Kurtyną czy też uderzeniem w marksistowską teologię wyzwolenia w Trzecim Świecie.  Miał też jednak własną koncepcję Nowego Porządku Świata, idącą wbrew koncepcjom liberalnych globalistów z Zachodu. Widać to było w jego nauczaniu społecznym. Nie zapominajmy jednak, że w latach 90. były również próby chrystianizacji postkomunizmu. Kościół był niestety jedną z sił, które "klepnęły" transformację ustrojową a w zamian uzyskał pewne korzyści. Być może te próby chrystianizacji postkomunizmu sprawiły, że SLD jakoś specjalnie się nie chciało walczyć o wprowadzenie w Polsce ideologicznych fanaberii z Zachodu, mógł zaistnieć taki fenomen jak Radio Maryja i zdołano zbudować w Kraju Priwislańskim pewną mentalną tarczę przeciwko "multikulti". Zaowocowało to też jednak zjawiskami negatywnymi takimi jak np. afera Stella Maris, ukrywanie przez kapelana WSI w Katedrze Polowej sztabek złota należących do znanego polityka PSL Jana B., czy dyrygowanie przez aba Głodzia chórem pijanych komuszych generałów śpiewających kolędy. Niewątpliwe Kościół mocno wspierał też integrację krajów naszego regionu z UE. Znakomicie owocuje to teraz, Wyszehradzka Czwórka stawia opór wobec polityki budowania "Eurabii". Taki fajny psikus zrobił Jan Paweł II papieżakowi Franciszkowi...



Jeśli chodzi o wewnątrzkościelną politykę, Janowi Pawłowi II można bardzo wiele zarzucić z pozycji konserwatywnych i tradsowskich. Opis tej krytyki znacznie wykracza poza ramy tego wpisu, ale ogólnie można stwierdzić, że posoborowa "destrukcja" była w Kościele kontynuowana. To jednak tylko część prawdy. O. Malachi Martin w swojej książce "Windswept House" zauważył jedną kluczową rzecz: kard. Wojtyła żyjąc pod komunizmem i stykając się z władzami PRL nauczył się gry na przeczekanie. Zarówno w relacjach z partyjnymi sekretarzami jak i z kościelnymi modernistami miło się uśmiechał, wiele obiecywał, dużo deklarował, podpisywał nic nie znaczące papierki, chodził na ustępstwa, ale realizował strategię Kwintusa Fabiusza Cunctatora. Skoro nie mógł zaatakować systemu od frontu, ani nawet od flanki, to przeciągał starcie tak długo, by przeciwnik sam umarł śmiercią naturalną. Udało się to z komunizmem i w pewnej mierze również z kościelnym modernizmem.



Z punktu widzenia modernistycznych spiskowców Jan Paweł II żył za długo. Za jego pontyfikatu nie udało im się wprowadzić zmian polegających na rozmontowaniu instytucji papiestwa i jeszcze większej deformacji religii katolickiej. Pontyfikat Jana Pawła II trwał prawie 27 lat. Do tego należy doliczyć prawie 8 lat rządów jego następcy Benedykta XVI, który poczuł się na tyle pewnie, by zacząć cofać część posoborowych zmian. Okres rządów teamu Wojtyła-Ratzinger zaczynał się wtedy, gdy w USA rządził Jimmy Carter, kończył za czasów Baracka Obamy. Świat się mocno przez ten czas zmienił, ale papiestwo przetrwało a wielu soborowych modernistów (tych od intronizacji Lucyfera) trafiło w tym czasie prosto do Piekła. Prometejski, turbosłowiański papież Tradycji Pierwotnej ocalił więc Kościół już przez samo to, że tak długo żył.



I nie dał się zabić, choć zorganizowano ponoć na niego ponad 20 zamachów. Na śmierci Jana Pawła II zależało bardzo wielu osobom. Od komunistów, poprzez liberalnych globalistów do kościelnych modernistów. I moim zdaniem, przykładem tej zbieżności interesów był zamach z 13 maja 1981 r. przeprowadzony na Placu Św. Piotra w Watykanie. Agca miał powiązania z tajnymi służbami i to nie jednymi. O ile tzw. bułgarskie ogniowo było fabrykacją CIA (do czego przyznał się później dyrektor Agencji Robert Gates), to amerykańskie służby miały dowody na udział GRU w spisku, które później z niewiadomych  zataiły. Jak czytamy:

"Kengor ujawnił, że dotarł do „supertajnych materiałów wywiadu amerykańskiego”, dotyczących próby zamordowania 13 maja 1981 r. na placu Świętego Piotra w Rzymie Jana Pawła II przez tureckiego zamachowca Mehmeta Alego Agcę.Informacje te - zdaniem Kengora - potwierdzają rolę sowieckiego wywiadu wojskowego GRU, kierowanej przez Jurija Andropowa (późniejszego przywódcę ZSRR) policji politycznej i wywiadu KGB w zamachu na Ojca Świętego.
W swojej książce amerykański politolog dowodzi, że prezydent Ronald Reagan i ówczesny dyrektor CIA William Casey od początku podejrzewali, że w przygotowanie zamachu byli zamieszani przywódcy Związku Sowieckiego.
Podejrzeń Reagana i szefa CIA nie podzielają pracownicy amerykańskiego wywiadu, Departament Stanu oraz tzw. „pragmatycy” w Białym Domu. Dyrektor CIA William Casey, zdając sobie sprawę z takiego nastawienia elit politycznych do podejrzeń prezydenta Reagana, zarządził, jak powiedział Kengor w wywiadzie dla „Daily Signal”, „prawdziwie supertajne dochodzenie prowadzone przez dwie dzielne kobiety”.
O tym supertajnym śledztwie w sprawie powiązań sowieckiego wywiadu z tureckim zamachowcem wiedziało oprócz prezydenta i Williama Caseya tylko kilku najbardziej zaufanych agentów CIA.
Śledztwo potwierdziło podejrzenia amerykańskiego prezydenta i polskiego papieża. "


"Szare Wilki" organizacja, do której należał Agca była częścią tureckiej siatki Gladio organizowanej przez miejscowy wywiad wojskowy MIT (siatki rozbitej dopiero przez Erdogana). Agca zdobył broń użytą w zamachu w Austrii, od członka lokalnej siatki Gladio. Swobodnie też przemieszczał się po Europie Zachodniej, pod okiem tajnych służb. Jak wskazałem w poprzednim wpisie z serii "Pontifex", wielu biskupów biorących udział w soborowych działaniach dywersyjnych było powiązanych z lożą P2, będącą centrum zarządzania włoską siatką Gladio. W 1980 r. powiązany z P2 i Głębokim Państwem premier Giulio Andreotti przekazał do Watykanu ostrzeżenie mówiące, że papież jest w niebezpieczeństwie i trzeba wzmocnić jego ochronę, gdyż papieska działalność denerwuje wiele środowisk międzynarodowych. Moim zdaniem owe środowiska międzynarodowe nie było wyłącznie środowiskami komunistycznymi. Zaistniała wspólnota interesów pomiędzy Sowietami a liberalnymi globalistami z Zachodu. A zamach z 13 maja był skutkiem tego nieformalnego paktu (Bush-Andropow?). Może więc Agca nie konfabulował mówiąc, że zamach zlecili biskupi z Watykanu? "Nie wiem, kto włożył pistolet w rękę strzelca, wiem jednak, kto zmienił lot kuli…" - mówił zaś Jan Paweł II wskazując, że został ocalony przez Matkę Boską Fatimską w dzień jej święta. 13 maja okazał się dla niego magiczną datą.

***

Ten odcinek serii Pontifex pojawił się z tygodniowym poślizgiem, bo następnego dnia po publikacji poprzedniego miałem nagłą awarię domowego komputera. Może więc ktoś wreszcie  przeczytał serię "Pontifex" ze zrozumieniem :)



No cóż, popularny (i wzbudzający skrajne reakcje) youtuber Eugeniusz Sendecki, twórca Telewizji Narodowej, od lat przestrzega nas przed Służbami Bertone. Tak nazywa watykańskie tajne służby a nawet jakiś żartowniś użył tej nazwy w Wikipedii. Czy jest to jednak nazwa słuszna? Wiadomo, że przez większą część pontyfikatu Jana Pawła II służbami tymi kierował abp Luigi Poggi, ale w 1998 r. przeszedł on na emeryturę. Możliwe więc, że kierownictwo służb rzeczywiście objął kard. Tarcisio Bertone, który był też watykańskim sekretarzem stanu i osobą odpowiedzialną za publikację Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej. To na kardynale Bertone wzorowano postać watykańskiego sekretarza stanu w "Młodym Papieżu". Jest w tym serialu scena, w której papież, sekretarz stanu i grupa kardynałów pojawia się w domu lipnego włoskiego stygmatyka. Szur pyta się: "Czym tłumaczyć obecność Waszych Świętobliwości w moim domu?". Kardynał sekretarz stanu odpowiada mu: "Powodem naszej obecności jest to, że nas wkurwiłeś!". Ciekawe czy taką akcję kardynał Bertone zrobił Sendeckiemu? :))))))




W każdym bądź razie kard. Bertone stracił stanowisko za rządów papieża Franciszka. Kto go zastąpił? Sendecki twierdzi, że... o. Wojciech Giertych OP ze znanej sowiecko-endeckiej rodzinki Giertychów. Jeśli to jakimś cudem prawda, to naprawdę źle się dzieje w Watykanie...


A następny odcinek serii "Pontifex" zostanie poświęcony wydarzeniom w Stolicy Apostolskiej z ostatnich latach. Do lektury zaprasza kard. Bergoglio, władca Jeziora Tipicaca...

***

Odnosząc się do ostatnich wydarzeń ze świata:

1) Oskarżenie Paula Manaforta przez Roberta Muellera dotyczy spraw, do których miało dojść na długo przed kampanią wyborczą w USA. Chodzi o to, by Manaforta złamać oskarżeniami o pranie brudnych pieniędzy i uchylanie się od płacenia podatków. Złamany Manafort ma fałszywie oskarżyć Trumpa o współpracę z Rosją. Okazuje się jednak, że ze współpracy z Rosją powinien się wytłumaczyć śledczy Mueller. Ten były szef FBI miał bowiem swój udział w aferze Uranium One. Zasiadał w komisji, która zatwierdziła nabycie przez Rosatom 20 proc. amerykańskich złóż uranu.
Zostało też już udowodnione, że to kampania Hillary Clinton zapłaciła firmie Fusion GPS za skompilowanie lipnego dossier oskarżającego Trumpa o związki z Rosją.  W wątku dotyczącym rosyjskich reklam wyborczych na Facebooku i w Google, okazało się, że wiele z tych reklam miało uderzać w Trumpa już po wyborach.  Ponadto pojawiły się poszlaki, że chińskie tajne służby miały udział w rozpowszechnianiu dezinformacji o bliskich związkach kampanii Trumpa z Rosją. Potwierdza się więc to, co cały czas pisałem: Sowieci wspólnie z liberalnymi globalistami spiskują przeciwko Trumpowi.

2) Pojawiła się ciekawa teoria, że Paddock był handlarzem broni pracującym dla tajnych służb. Transakcja mu nie wyszła, został zabity w jej trakcie (odkryto dla kogo pracuje), a ludzie z ISIS dokonali masakry.

3) Akcja #MeToo przyjęła już absurdalne formy. Oto bowiem jakaś aktoreczka poskarżyła się, że została straszliwie zmolestowana przez 93-letniego George H. W. Busha, który porusza się na wózku inwalidzkim. Molestowanie miało polegać na tym, że starszy pan opowiedział jej sprośny dowcip. Żałosny lans przypominający skarżenie w podstawówce "proszę pani a Jędrzej Zdzisław Stefan powiedział słowo dupa". Ciekawe czy będą też wałkować w mediach to, że Judi Dench obnażyła się przed Kennethe Branagh? Ciekawe czy Branagh puścił na nią pawia?

Za tonami lansu i dezinformacji w tej serii seksafer kryją się jednak ciekawe wątki. Np. Kevin Spacey. O tym, że jest pedofilem żartowano sobie w "Family Guyu" w 2005 r. a nawet w grze Call of Duty: Advanced Warfare.   Okazuje się też, że Spacey wspólnie z Billem Clintonem latał samolotem "Lolita Express" na prywatną wyspę miliardera-pedofila Jeffreya Epsteina.

Wyszło też na jaw, że jeden z zarządzających funduszami Sorosa miał w Nowym Jorku prywatny loch do sadystycznych seks-igraszek, Oczywiście płacił różnym panienkom za to, że jej torturował, ale często tłukł je zbyt mocno (np. uszkadzając im implanty w piersiach) i przy okazji pochwalił się, że zgwałcił swoją córkę.


sobota, 21 października 2017

Największe sekrety: Pontifex - Ecclesia delenda est


"Jak się miewa papież?"
   Giulio Andreotti


Ilustracja muzyczna: Eren the coordinate - Shingeki no Kyojin season 2 OST

Gdy kard. Agustin Bea powiedział świeżo wybranemu papieżowi Janowi XXIII o życzeniu Piusa XII, by wznowić Sobór Watykański I, papież Roncalli odpowiedział: "A co, sobór ma mnie uczynić jeszcze bardziej nieomylnym?". Minęło kilka miesięcy i Ojciec Święty zmienił zdanie o 180 stopni. Zdecydował o zwołaniu Soboru Watyńskiego II-go, wydarzenia które "odnowiło" bądź w innej interpretacji "rozwaliło" Kościół. Jan XXIII niemal na pewno nie chciał Kościoła rozwalać. Był zawodowym dyplomatą (i być może również człowiekiem tajnych służb), który wcześniej przez wiele lat wiernie wypełniał wolę kolejnych konserwatywnych papieży. Nie myślał o żadnej rewolucji, tylko o zmianie strategii. Dostosowaniu jej do warunków politycznych, tak jak to wcześniej robili Pius XII, Pius XI, Benedykt XV, św. Pius X, Leon XIII i bł. Pius IX.



Z pozoru powodów do większej zmiany strategii nie było. Kościół był potężny i dynamicznie się rozrastał. Nowych wiernych przybywało zarówno w europejskich koloniach jak i w USA. Z Kościołem godzili się intelektualiści i demokratyczni politycy. Kościół był opoką przeciwko zagrożeniu globalnym komunizmem i cichym patronem nowej Europy Zachodniej. Za tą fasadą krył się jednak ferment intelektualny i narastający bunt duchownych przeciwko Rzymowi i tradycji. Do seminariów i na katolickie uniwersytety przenikały nowoczesne trendy intelektualne - w tym te najbardziej toksyczne. Gdy wszystko to było trzymane żelazną ręką a na wolnomyślicielskich duchownych sypały się kary, wszystko się jeszcze jakoś trzymało i sprawnie działało. A jednak...



O. Malachi Martin, znany watykański insider, były współpracownik kard.Bea, opisał ówczesną atmosferę w swojej wydanej na początku lat 70-tych książce "Three popes and the cardinal". Pisał o tym, że hierarchowie tacy jak Bea czy Roncalli mieli poczucie oderwania Kościoła od rzeczywistości społecznej i chcieli, by sobór był wielkim wydarzeniem mającym pomóc znaleźć nową definicję człowieka - tak jak to zrobiono w czasach renesansu i oświecenia. Tak jak to zrobiło chrześcijaństwo u schyłku Imperium Rzymskiego. O. Martin porównywał sytuację w Kościele z sytuacją w USA, nazywając przy tym Amerykanów "świnkami morskimi historii". Miał wrażenie, że równolegle przeprowadzano w Stanach Zjednoczonych i Watykanie podobny eksperyment. Schemat był mniej więcej taki sam: konserwatywny Pius XII - nowe nadzieje związane z Janem XXIII - chaos pontyfikatu Pawła VI, konserwatywna epoka Eisenhowera- nowe nadzieje związane z JFK - szok i chaos epoki Lyndona Johnsona. Grzeczne dziewczynki z lat 50-tych zamieniające się w uzależnione od heroiny, prostytuujące się hipiski. Prawowierni jezuici stający się lewackimi terrorystami spod znaku teologii wyzwolenia. Jan XXIII zmarł ledwie parę miesięcy przed JFK i nie miał szansy obserwować sił, które wprawił w ruch. Tak jak JFK był tymczasowym przywódcą. Mówiono, że wybrano go po to, by dał kapelusz kardynalski arcybiskupowi Montiniemu, umożliwiając wybranie go na swojego następcę. (Pius XII z jakiegoś powodu pomijał Montiniego przy nominacjach kardynalskich, choć Montini brał udział w jego tajnych intrygach dyplomatycznych.) Paweł VI zaś widząc gwałtowną transformację Kościoła mówił o dymie szatańskim, który dostał się do Świątyni Pańskiej. Miał zapewne wrażenie, że sobór wymknął mu się spod kontroli. Paweł VI mówił przecież: "Kościół znajduje się w godzinie niepokoju, samokrytyki, można by nawet powiedzieć – samozniszczenia. To jest jakby wewnętrzny wstrząs, (...) którego nikt po Soborze nie oczekiwał".

O szkodliwym dziedzictwie Soboru Watykańskiego II pisało już bardzo obszernie wielu autorów, głównie związanych z tradsowskim skrzydłem Kościoła. Zainteresowanych ich argumentami odsyłam do książek: Józefa Mackiewicza ("W cieniu krzyża" i "Watykan w cieniu czerwonej gwiazdy"), o. Malachiego Martina (np. "Jezuici"), Michaela Davisa (np. "Liturgiczne bomby zegarowe soboru watykańskiego II"), Romano Amerio, abpa Marcela Lefebvre'a czy ks. Karola Stehlina. Przytoczenie i omówienie tych argumentów znacznie wykracza poza ramy tego wpisu.
Autorzy ci często jednak nie rozumieją podstawowej kwestii: decyzje podjęte na soborze watykańskim drugim świadczyły o tym, że Kościół chciał dokonać podobnego manewru z dostosowaniem się do powszechnie obowiązującego ustroju, tak jak robił to wielokrotnie w przeszłości. Tym razem miał się dostosować do globalistycznego, zachodniego liberalizmu. I pośrednio do komunizmu. 



Zbliżenie Kościoła z komunizmem? Czy to aby nie przesada? Niestety, nie. W 1962 r. doszło do Porozumienia z Metz - układu pomiędzy Stolicą Apostolską a ZSRR (reprezentowanym przez sterowany przez KGB Patriarchat Moskiewski) przewidującego, że komunizm nie zostanie potępiony na soborze a w zamian kagiebowska cerkiew zaangażuje się w ekumeniczne zbliżenie z Watykanem. Stolica Apostolska nic na tym nie zyskała, jedynie dała sygnał, że "może się wcześniej myliliśmy w ocenie komunizmu". Sygnał, który bardzo szybko zaowocował rozwojem marksistowskiej teologii wyzwolenia w Trzecim Świecie i na Zachodzie. W latach 60-tych i 70-tych nagle więc pojawili się latynoamerykańscy biskupi pieczętujący się sierpem i młotem w oficjalnych dokumentach i jeżdżący po instrukcje na Kubę. Brazylijski arcybiskup Camara zaczynał kazania od wznoszenia lewej pięści w powietrze i okrzyku "Jestem marksistą!". Gdy agent KGB, eugeniczny nazi-marksista Salvador Allende został prezydentem Chile (dzięki głosom chadeków) w katedrze w Santiago biskupi śpiewali z tej okazji "Te Deum" i dziękowali temu klonowi Castro za jego... antyaborcyjną postawę. Nic dziwnego więc, że szeregowi księża garnęli się do marksistowskich partyzantek. Jezuici z Nikaragui nawet zajmowali później kluczowe stanowiska w reżimie sandinistów. Na Bliskim Wschodzie dochodziło zaś do mariażu marksistowsko-chrześcijańsko-nacjonalistycznego wśród miejscowych księży. Np. bp Hilarion Capucci został w 1974 r. przyłapany na szmuglu broni dla palestyńskich, marksistowskich terrorystów. Podobne zidiocenie dotykało również zachodnich jezuitów. Typowym przypadkiem był ks. Daniel Berrigan SI, radykalny amerykański aktywista, który podkładał bomby i próbował porwać Henry'ego Kissingera.

Ocieplenie na linii Kościół-marksiści, było jednak tylko pochodną ocieplenia na linii Kościół-liberalni globaliści. O ile Piusowi XII mogło się wydawać, że ZSRR się rozpadnie po śmierci Stalina (prometejski agent Beria o mało co do tego nie doprowadził), to Jan XXIII i Paweł VI uznali, że Zachód i Blok Sowiecki będą koegzystować ze sobą przez wiele dekad. Nie opłacało się więc podsycać oporu przeciwko Sowietom, tylko szukać z nimi dróg porozumienia. A nawet wypracowania jakiegoś pośredniego ustroju między zachodnim kapitalizmem a sowieckim komunizmem. W myśl popularnej na Zachodzie teorii konwergencji.




Otwarcie Kościoła na globalistyczny liberalizm skutkowało również zwycięstwem relatywizmu. Skoro wszystkie religie są dobre i prowadzą do Boga, to po co trzymać się dawno ustalonych dogmatów? Wystarczy tylko przeprosić za inkwizycję, antysemityzm, mizoginię oraz inne prawdziwe lub domniemane grzechy Kościoła a będziemy żyli w pięknym tolerancyjnym świecie. Nieustanne dawanie sygnałów, że Kościół powinien być zarządzany kolegialnie doprowadziło do tego, że lokalne episkopaty uznały, że mogą mieć polecenia papieża głęboko w d...  Doszło do bezprecedensowego rozluźnienia dyscypliny w Kościele. Na to nałożył się proces "odmagicznienia" Kościoła. By religia trwała, musi posiadać element magiczny, ludowy, działający na wyobraźnię. Biskupi i teologowie z Zachodu wydali temu elementowi wojnę. Tajemnicza, tworzona przez stulecia liturgia została zastąpiona liturgią "wspólnej uczty" wypłukaną z wszelkiej tajemnicy. Spotkania grup religijnych zamieniły się w socjologiczne i psychologiczne pogadanki. Księża częściej mówili o pokoju na świecie i ekologii niż o Niebie, Piekle i cudach. Powtórzono ten sam błąd, który w ślad z kalwinami popełniło wiele protestanckich wspólnot - misterium oddziaływające na wyobraźnię zamieniono w liturgię pustki. Skutkowało to pustoszejącymi kościołami. Liberałowie i tak nie mieli przecież powodu, by przychodzić do świątyni a umiarkowanych i konserwatystów do udziału w zreformowanej liturgii zniechęcono. I trudno się dziwić temu zniechęceniu - wszak zaoferowano wiernym produkt gorszej jakości a zmiany wprowadzano zbyt szybko.

Zmiany przeprowadzone w trakcie soboru watykańskiego II były czymś w rodzaju Operacji "Walkiria" w Watykanie. Dokonywano ich często na przekór woli papieża Pawła VI, który był wobec nich zupełnie bezsilny. Kto za to odpowiadał? Wśród inicjatorów była tzw. grupa reńska. Jak czytamy:

"Na Soborze była grupa około 250 do 270 biskupów, którzy chcieli bronić Tradycji Kościoła i którzy potem zrzeszyli się w Coetus Internationalis Patrum. Przeciw nim stała jednak grupa liberalnych kardynałów i biskupów, którzy stworzyli tzw. sojusz reński. Nazwa „sojusz reński” pochodzi stąd, że jego przywódcami byli prawie wszyscy biskupi, których biskupstwa leżą nad Renem. Grupa ta była bardzo dobrze zorganizowana i codziennie zalewała Sobór drukami, w których instruowano biskupów, jak mają głosować. Większość biskupów była niezdecydowana i byłaby gotowa wesprzeć konserwatystów, stanęła jednak po stronie liberałów, ponieważ widziała, że przywódcy „sojuszu reńskiego” są osobistymi przyjaciółmi papieża, a niektórzy z nich – jak kardynałowie Dopfner, Suenens i Lercaro – zostali mianowani moderatorami Soboru.



Ks. Hans Küng, teolog frakcji postępowej, wyraził raz podczas Soboru swą radość z tego, że marzenie małej mniejszości urzeczywistniło się na Soborze: „Nikt, kto był tutaj na soborze, nie powróci do domu takim, jakim tu przybył. Samemu nigdy nie spodziewałbym się tak wielu śmiałych i wyraźnych oświadczeń biskupów”42. W międzyczasie okazało się, jakiego ducha dzieckiem jest Küng. Obok nieomylności papieża i Bóstwa Chrystusa neguje on większość chrześcijańskich dogmatów, tak, że nawet posoborowy Rzym odsunął go od nauczania.
Nie lepiej ma się sprawa z ks. Karlem Rahnerem, który – chociaż ostrożniej – rozpowszechnia w swych pracach podobne poglądy, za co został już przez Piusa XII ukarany. Na Soborze Watykańskim II osiągnął on olbrzymi wpływ, a Ralph Wiltgen nazywa go nawet najbardziej wpływowym teologiem na Soborze. „Ponieważ stanowisko niemieckojęzycznych biskupów było przejmowane przez sojusz europejski (tj. sojusz reński), a stanowisko sojuszu było przejmowane przez Sobór, tylko teolog, którego opinie stały się opiniami biskupów niemieckojęzycznych, mógł wpływać na przyjmowanie tych opinii przez cały Sobór. Na Soborze był jeden taki teolog – ks. Karl Rahner SI”43.
Dla Karla Rahnera tradycyjna nauka Kościoła była tylko „plusowym monolityzmem” oraz „szkolną teologią”. Jakie usposobienie miał on wobec Magisterium Kościoła okazuje się z listu, jaki napisał 22 II 1962 r. w związku z przetłumaczeniem jego Małego słownika teologicznego: „Właśnie pisze Scherer, czy jestem za czy też przeciwko temu, by zrobiono włoskie tłumaczenie słowniczka. Język włoski jest z pewnością szczególnym problemem ze względu na bonzów i obrońców prawowierności w Rzymie; dlatego me pisma nie zostały przetłumaczone na włoski. Z drugiej strony jestem znowu umocniony w mej pozycji. Można by też powiedzieć, że słowniczek jest tak skonstruowany, że ci ludzie nic z niego nie zrozumieją i dlatego nie znajdą tego, co w nim się mówi przeciwko ich ograniczeniu44. Kiedy prefekt Świętego Oficjum kard. Ottaviani podczas przemówienia na Soborze w trosce o tradycję Kościoła przekroczył przeznaczony na przemówienie czas i mikrofon został mu po prostu wyłączony, to w taki oto sposób skomentował to Rahner w liście do Vorgrimlera z 5 XI 1962 r.: „O tym, że Alfrink odebrał Ottavianiemu mikrofon, gdyż ten za długo mówił, a ponadto ludzie zaczynali klaskać (co należy do rzadkości), usłyszysz z pewnością. Motto: Schadenfreude (’radość z cudzego nieszczęścia’) jest najczystszą radością”45.

(...)



Jaką rewolucję w Kościele oznacza Sobór, określił jeden z jego przedstawicieli. Kardynał Suenens nakreślił zbieżność między Soborem a rewolucją francuską, mówiąc że Sobór jest rokiem 1789 w Kościele, a teolog soborowy o. Y. Congar OP porównał go do rewolucji bolszewickiej: „Kościół w sposób pokojowy przeprowadził swą rewolucję październikową”"




Spory udział w tej soborowej Operacji "Walkiria" mieli również włoscy kardynałowie. A szczególnie abp Annibale Bugnini, kontrowersyjny ojciec nowego rytu Mszy Św.  Abp Bugnini był masonem, którego nazwisko widniało na liście wysokich rangą wolnomularzy w Watykanie skompilowanej przez włoskiego dziennikarza Mino Pecorellego. Pecorelli został zabity w 1979 r. Był członkiem loży masońskiej Propaganda Due (P2) stanowiącej serce włoskiego Głębokiego Państwa. P2 zrzeszała ludzi ze służb specjalnych, wojskowych, finansistów, biskupów i mafiozów. Kierował ją Licio Gelli , ale niektórzy sugerowali, że prawdziwym jej przywódcą był wielokrotny premier Giulio Andreotti. Lożę P2 wiązano z aferą w Banku Watykańskim, śmiercią bankiera Roberto Calviego i mafijnego finansisty Michaele Sindony,  zabójstwem premiera Aldo Moro, zamachem bombowym na dworzec kolejowy w Bolonii w 1980 r.,  czy zestrzeleniem samolotu pasażerskiego nad Usticą.  P2 realizowała strategię napięcia, która miała doprowadzić do marginalizacji skrajnych ugrupowań politycznych we Włoszech (komunistów i neofaszystów) a zarazem umocnić władzę chadecko-socjalistycznego establiszmentu. Członkami P2 byli też członkowie argentyńskiej junty, ale organizacja robiła też interesy z sandinistami.

Krótkie podsumowanie działalności loży P2 dał Paolo Sorentino w początkowej scenie znakomitego filmu "Il Divo" opowiadającego o Andreottim. (Oglądać od 2:30).





P2 była włoskim filarem siatki Gladio, organizacji mających tworzyć ruch oporu w Europie na wypadek sowieckiej inwazji. Siatki tego typu powstawały z inicjatywy amerykańskich tajnych służb w krajach NATO i były kontrolowane przez lokalne tajne służby. We Francji tworzyli ją np. dawni bojownicy ruchu oporu, w Wielkiej Brytanii dawni żołnierze SAS, w Austrii miejscowi socjaliści, w Grecji i Turcji wywiad wojskowy... We Włoszech rola ta przypadła P2. Sama loża służyła jednak tylko jako wykonawca woli amerykańskich tajnych służb. Skoro więc to P2 osaczyła Pawła VI i zorganizowała watykańską Operację "Walkiria", czyli przeinaczyła sobór watykański II, to możemy powiedzieć, że to CIA stała za zmianami w Kościele w latach 60-tych i 70-tych. Był to wielki eksperyment społeczny wpisujący się w trendy wdrażane ówcześnie w USA. Eksperyment ten nie do końca się powiódł, bo Paweł VI nie chciał się podłączyć do eugenicznych planów depopulacji Trzeciego Świata snutych przez liberalny, globalistyczny establiszment.



Loża P2 była łączona ze śmiercią papieża Jana Pawła I. Brytyjski autor David Yallop w swojej książce "W imię Boże" twierdził, że Jan Paweł I dostał dossier dokumentujące jej działalność w Watykanie, w tym aferę Banku Watykańskiego i z tego powodu został otruty. O. Malachi Martin w swojej powieści "Windswept House" idzie krok dalej - sugeruje, że dokumenty dotyczyły "sytuacji mające wpływ na stan Kościoła" od pewnej ceremonii przeprowadzonej 29 czerwca 1963 r. w Watykanie. Miała to być ceremonia... intronizacji Szatana.




Martin utrzymywał, że do takiego zdarzenia rzeczywiście doszło i że do Kościoła zdołał wniknąć kult satanistyczny, który był odpowiedzialny m.in. za wiele przypadków rytualnej pedofilii. Sugerował (oczywiście zmieniając podejrzanemu nazwisko w swojej książce), że jednym z prominentnych kryptosatanistów był kard. Joseph Bernardin, długoletni arcybiskup Chicago. Bernardin był liberałem i gejem oskarżanym o molestowanie kleryków. Prezydent Barack Hussein Obama twierdził, że nauczanie kardynała Bernardina bardzo mocno na niego wpłynęło. Co ciekawe archidiecezja Chicago opłaciła w 1986 r. udział młodego Obamy w konferencji poświęconej metodom Saula Alinsky'ego dotyczącym organizowania społeczności.



O. Martin w "Windswept House" twierdził, że dokumenty dotyczące tego satanistycznego kultu po śmierci papieża Jana Pawła I trafiły w ręce kardynała kamerlinga Jeana-Marie Villota. Villot był masonem z loży P2. Zmarł nagle na "zapalenie płuc" w marcu 1979 r. Papieżem wtedy był już Polak Karol Wojtyła, który dla liberalnych globalistów oraz ich komunistycznych sojuszników okaże się wyjątkowo twardym orzechem do zgryzienia...

Pontyfikat św. Jana Pawła II będzie tematem kolejnego odcinka serii "Pontifex". A w międzyczasie zapraszam do lektury "Uważam Rze Historia", w tym prometejskiego artykułu poświęconego Feliksowi Edmundowiczo Dzierżyńskiemu.