sobota, 23 września 2017

Największe sekrety: Wrześniowy Biały Dym

Ilustracja muzyczna: Hans Zimmer - Supermarine - Dunkirk OST


Wiele poszlak w sprawie tego, co naprawdę zdarzyło się w 1939 r. leży na wierzchu. Niemal wszyscy historycy udają jednak, że one nie istnieją.



"Dnia 22 lub 23 lutego 1939 r. otrzymałem wiadomość, że dnia poprzedniego w mieszkaniu prof. Glasera odbyło się zebranie Frontu Morges z Popielem, Strońskim, Adamem Romerem, Ładosiem i innymi, lecz bez Sikorskiego. Referat wygłosił przybyły z Londynu Retinger. Treść była następująca: wojna będzie prawdopodobnie jeszcze w tym roku, na wschód, a nie na południe. Anglia da broń, pieniądze i pomoc wojskową, ale pod warunkiem, że Polska zmieni rządy" - to fragment wspomnień Józefa Gawliny, biskupa polowego WP w latach drugiej wojny światowej. Wspomnień wydanych w Polsce w 2004 r. i przemilczanych przez historyków, mimo zawartych w nich takich szokujących fragmentów. Ten strzępek relacji niesłychanie wiarygodnego świadka przypomniał niezmordowany dr Dariusz Baliszewski w artykule "Zdrada wrześniowa" zamieszczonym w numerze "Uważam Rze. Historia" (najlepszego polskiego popularnego pisma historycznego) z września 2017 r.

Zwróćmy uwagę na kluczowe fragmenty tej relacji. Oto w lutym 1939 r. przybywa z Londynu do Polski Józef Hieronim Retinger, niesłychanie mętna postać, prawdopodobnie agent MI6 a do tego najbliższy współpracownik gen. Władysława Sikorskiego. Spotyka się z czołowymi politykami Frontu Morges, organizacji opozycyjnej wobec władz sanacyjnych, ludzi, którzy będą później wchodzili w skład rządów Sikorskiego i Mikołajczyka. I mówi im: "Anglia pomoże Polsce, tylko wtedy jak obalicie obecny polski rząd".



We wspomnieniach bpa Gawliny przytoczonych przez dra Baliszewskiego znajduje się drugi równie ciekawy fragment. "Podczas mniej więcej równoczesnego pobytu ks. prymasa (Augusta Hlonda) w Rzymie przybył do niego w Watykanie ambasador francuski z pewnymi postulatami politycznymi, o których twierdził, że i tak zostaną one na przyszłej konferencji Episkopatu uchwalone. Istotnie na czerwcowej konferencji (w biurze Episkopatu Polskiego) wystąpił z tymi samym wnioskami ks. biskup Przeździecki. Prymas przypomniał sobie i nam interwencję ambasadora. Wnioski zostały odrzucone, przy czym prymas, metropolita Sapieha i arcybiskup Gall podkreślili, że Front Morges z masonerią współpracuje". (W tej relacji jest jeden wyraźny błąd - bp. Przeździecki nagle zmarł na początku maja 1939 r. Kto więc zgłosił wnioski podyktowane przez Francuzów?)






Wspomniany Front Morges był ugrupowaniem założonym przez Paderewskiego (finansowanego w czasie I wojny światowej przez J.P. Morgana), ale zdominowanym przez środowisko gen. Sikorskiego, które rzeczywiście - poprzez takich typów jak Retinger czy Stroński - miało wiele wspólnego z masonerią. Tego środowiska nie trzeba było namawiać do obalenia władzy sanacji. Chęć dokonania puczu była obok orientacji na "zgniły Zachód" jedynym jego spoiwem. Retinger składał Sikorskiemu tego typu życzenia: "Imieniny Pana Władysława, Dla całej Polski wielka sława! Gdy zdechnie Beck, Polska odżyje, Gen. Sikorski niech nam żyje". W dniach po śmierci Sikorskiego sanacyjne służby były postawione w stan gotowości - na wypadek, gdyby Czarny Gabinet gen. Sikorskiego i gen. Hallera próbował puczu. Wiadomo, że plany zbrojnego zamachu stanu były przez tę grupę snute. Ale kiepsko im to wychodziło. Sikorski obśmiewał plan Hallera mówiący o marszu "bezrobotnych" (a w zasadzie działaczy Stronnictwa Pracy) z Łodzi na Warszawę w stylu marszu Mussoliniego na Rzym. "Wielu uczestników tego marszu dostałoby po kilku kilometrach zadyszki" - wyzłośliwiał się Sikorski. Haller był zdolnym wojskowym, ale zabierał się do zamachów stanu jak ostatni pierdoła...




Ludzie, którzy wysłali Retingera do Polski mieli więc problem: Front Morges był zbyt słaby, by obalić sanacyjną dyktaturę. Zwłaszcza, że po wyzwoleniu Zaolzia, po zmuszeniu Litwy do nawiązania normalnych relacji i w obliczu nadchodzącej wojny z Niemcami, naród naprawdę się zjednoczył wokół marszałka Śmigłego-Rydza i ministra Becka. Witos rozmawiając z brytyjskim dyplomatą wskazywał, że jest szansa na pucz, bo "Gdańsk jest niemiecki i powinien zostać zwrócony Niemcom. Tylko niech go Beck im go zwraca, a my wówczas Becka obalimy" (cytat może być niedokładany, ale dokładnie w tym stylu wypowiedział się przywódca PSL). Beck jednak nie podarował Niemcom Gdańska, a w maju wygłosił swoje słynne przemówienie o honorze. Wobec tego interweniował francuski ambasador w Watykanie u prymasa Hlonda. Skoro kolesie z Frontu Morges nic nie potrafią, to niech lud przeciwko sanacji podburzy Episkopat. Biskupi uznali jednak, że nie będą się bawili w tę zdradziecką grę.


Wbrew mitom rozpowszechnianym przez współczesną neoendecję, Kościół w Polsce dosyć dobrze żył z sanacyjnymi władzami. Biskupi jawnie agitujący za opozycją, tacy jak znajomy Korfantego bp Adamski czy endecki biskup Łukomski, nie nadawali tonu reszcie Episkopatu. (Nie mówiąc już o ekstremalnym debilu bp Augustynie Łosińskim, który w Kielcach w 1914 r. pouczał komendanta Piłsudskiego, że "wy Teutoni", czyli legionowe chłopaki spod Tarnowa i Krakowa powinniście "szanować katolicyzm, bo naród polski jest katolicki". W 1935 r. zszokował wszystkich odmawiając księżom pożegnania trumny Marszałka przejeżdżającej przez Kielce. "Biskup Łosiński nie wywiesił wtedy flag żałobnych, a tylko flagi państwowe bez oznak żałoby, a także odmówił żądaniu władz bicia w dzwony kościelne. Wówczas członkowie Związku Legionistów i innych organizacji prorządowych weszli samowolnie na dzwonnicę katedry i zaczęli bić w dzwony. Biskup wysłał ludzi, którzy usiłowali temu przeszkodzić, ale bezskutecznie, po czym doszło do zamieszek. Podburzony tłum usiłował wedrzeć się do rezydencji biskupa, co zostało udaremnione dzięki interwencji policji". W pałacu biskupim wybito szyby. Debil Łosiński załamał się po tym psychicznie - nie przewidział, że reakcja społeczna na jego idiotyzmy będzie tak gwałtowna.) Prymas Hlond utrzymywał z sanacją bardzo poprawne stosunki a bp Bandurski sprawował rolę duchowego patrona środowisk legionowych. Sanacyjne władze zorganizowały triumfalne sprowadzenie do Polski trumny z ciałem św. Andrzeja Boboli, Marszałek Piłsudski zawsze miał w swoim mieszkaniu obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej a marszałek Rydz-Śmigły chętnie odwiedzał Matkę Boską Częstochowską na Jasnej Górze. Nawet taki neopoganin i antyklerykał jak wojewoda poleski płk Wacław Kostek-Biernacki znakomicie współpracował z biskupem pińskim Kazimierzem Bukrabą, o którym czytamy, że "w 1935 wezwał wiernych, aby w wyborach parlamentarnych zagłosowali na kandydatów bloku rządowego. W publicznych wystąpieniach gloryfikował marszałka Józefa Piłsudskiego." Choć endecja starała się wielokrotnie podlizywać Kościołowi, to biskupi obśmiali pomysł pochowania ateisty Dmowskiego w katedrze poznańskiej, obok symbolicznych grobowców pierwszych chrześcijańskich Piastów. Co by  nie powiedzieć o książętach Kościoła, to w czerwcu 1939 r. odmawiając udziału w grze obcych mocarstw przeciwko Polsce (w odróżnieniu od liderów Frontu Morges stawianych nam dzisiaj jako wzór prawicowości i patriotyzmu) wykazali się patriotyzmem. Prymas Hlond pisał wszak kiedyś: "masoneria to konspiracja zagraniczna, której na Polsce nic nie zależy, ale która potężnej Polski nie chce”. A sanacja, w osobie prezydenta Ignacego Mościckiego, przecież masonerię zdelegalizowała dekretem z dnia 22 listopada 1938 r. ...



Wróćmy jednak do sprawy wizyty Retingera z lutego 1939 r. Ten typ stworzony do bycia sługusem, powiedział, że Anglia pomoże Polsce w wojnie z Niemcami pod warunkiem, że zostanie obalony polski rząd. Ale po co elitom z Londynu była potrzebna wymiana rządu jakiegoś państwa w Europie Środkowo-Wschodniej? Co by zyskali wymieniając gen. Sławoja-Składkowskiego na gen. Sikorskiego? Historia pokazała, że zyskaliby polityka im do pewnego stopnia podporządkowanego w miejsce polityków zbyt niezależnych. Ale czemu stawiali sprawę tak na ostrzu noża? Mówili: nie pomożemy wam, jeśli nie zmienicie rządu. Gdyby chodziło im tylko o skierowanie niemieckiej agresji na Wschód, to przekazaliby jednak Polakom wraz z Francuzami trochę broni oraz innego wsparcia, by Polacy jak najdłużej wiązali niemieckie siły. Gdyby chcieli wojnę opóźnić, by się dozbroić, namawialiby Polskę do ustępstw wobec Hitlera, tak jak namawiali do ustępstw Czechosłowację. Zwróćmy również uwagę na datę: końcówka lutego 1939 r. Hitler nie zajął jeszcze Czech. Nie ma nawet też planów operacyjnych wojny z Polską. Chamberlain nie przyznał jeszcze Polsce gwarancji. Walery Sławek nie popełnił jeszcze samobójstwa. Beck nie wygłosił jeszcze przemówienia w Sejmie o honorze. Wojny da się uniknąć. Zresztą nawet rozmówcy Retingera zdają się być nieświadomi zagrożenia wojennego, bo londyński sługus mówi im "wojna będzie PRAWDOPODOBNIE JESZCZE W TYM ROKU". W Londynie domyślają się, że wojna będzie prawdopodobnie w 1939 r. Tymczasem w Warszawie już wiedzą, że na pewno będzie. W styczniu, podczas narady na Zamku Królewskim najwyższe władze II RP podejmują decyzję o pójściu na konfrontację z Niemcami, Płk Wenda mówi w Sejmie do opozycji, że "nie będziemy się z wami dzielić chwałą". Chodzi o chwałę wojenną. W marcu marszałek Śmigły-Rydz mobilizuje wojska. Jest szansa na uderzenie prewencyjne na Niemcy zajęte zajmowaniem Czech. Taką wojnę prewencyjną proponowaliśmy aliantom w 1938 r., 1936 r. 1934 r. - a nawet już w 1931 r. (kontakty Piłsudskiego z prezydentem Hooverem i gen. MacArthurem). Jak już wykazywałem w serii "Wrześniowa Mgła" - to my wspólnie z Amerykanami (plan "Red" generała MacArthura) zmusiliśmy Wielką Brytanię na pójście na konfrontację z Niemcami (odsyłam do zalinkowanych poniżej wpisów). Nie odwrotnie!

Flashback: Największe sekrety: Zanim zapadła Mgła - Cud Domu Windsorskiego

Flashback: Największe sekrety: Zanim zapadła Mgła - New Deal

Flashback: Największe sekrety: Prolog do Wrześniowej Mgły

Flashback: Największe sekrety: Wrześniowa mgła - Uderz póki czas!



Problem był w tym, że Wielka Brytania została zmuszona przez USA do wejścia do wojny, ale czuła się całkowicie do niej nieprzygotowana. Premier Neville Chamberlain zdołał przywrócić zdolność bojową RAF i w bardzo ograniczonym zakresie Royal Navy. Armia lądowa była jednak wyniszczona przez politykę oszczędności fiskalnych zaserwowaną jej przez Churchilla. Na lądzie Wielka Brytania musiała polegać na Francji. A francuski sojusznik nie chciał wchodzić do wojny, jeśli Niemcy nie będą związani na wschodzie - związani przez Rosjan. Francuzi uważali, że Niemcy to tacy nadludzie, że radę z nimi sobie dadzą jedynie mityczni rosyjscy nadludzie (syndrom 1812 roku?). Wielka Brytania i Francja próbowały się więc porozumieć z Sowietami. Sowieci zaś chcieli dwóch "korytarzy transportowych" przez Polskę - czyli faktycznej okupacji naszego kraju. Na to sanacyjne władze nie chciały się zgodzić. Dlatego powstał desperacki plan ich wymiany na rząd, który będzie potulny wobec Londynu, Paryża i Moskwy. Jeśli to się nie uda, należy Polsce pozwolić upaść. Tak by III Rzesza uzyskała wspólną granicę z ZSRR a Stalin mógł zdradziecko zaatakować Hitlera.
Część brytyjskich elit - w tym Churchill i Lloyd George - wręcz z entuzjazmem przyjęła agresję z 17 września 1939 r i już oczami wyobraźni widziała sowieckie czołgi pędzące na Berlin. Próby namowy Sowietów na "marsz wyzwoleńczy" trwały przez 1940 r. i pierwszą połowę 1941 r. Stalin konsekwentnie traktował jednak Churchilla z buta, bo po co się dogadywać z takimi przegrywami...

We wrześniu 1939 r. sprawa nie była jeszcze jednak całkiem przesądzona.



Za opisanym wyżej zdradzieckim scenariuszem opowiadała się jedynie część brytyjskich i francuskich elit. Nie całość. Moim zdaniem premier Chamberlain i część francuskich wojskowych myśleli, że sprawę można załatwić w 1939 r. - siłami Polaków i Francuzów zdusić w zarodku niemieckie niebezpieczeństwo. Takiego scenariusza zresztą obawiali się niemieccy generałowie. (Pamiętajmy, że Wielka Brytania i Francja mogły się wykpić z uczestnictwa w wojnie, a jednak 3 września wypowiedziały wojnę Niemcom.) Ówczesne działania wojskowe na Zachodzie dobrze zrekonstruował Leszek Moczulski w książce "Czytaliśmy Piłsudskiego". Lokalna ofensywa francuska, będąca rozpoznaniem bojem umocnień Linii Zygfryda, rozwija się zgodnie z planem. Na front jechała ciężka artyleria do niszczenia fortyfikacji oraz wojska trzeciego rzutu strategicznego (!). Wielu francuskich wojskowych było w bojowych nastrojach. W ostatniej chwili odwołał jednak natarcie gen. Maurice Gamelin  - francuski wódz naczelny. Zrobił to z nieznanych powodów. Coś go załamało a defetyzm rozsiewał i dezinformował politycznych zwierzchników już na konferencji w Abbeville 12 września. Gemelin w 1940 r. zachowywał się tak jakby zrezygnował z obrony Francji. Nie wiadomo co nim kierowało. Czy załamał się psychicznie, był przez kogoś szantażowany czy po prostu był kretem pracującym dla jakiś mrocznych sił... Moczulski zauważa, że Gamelin był związany z Partią Radykalną, mieszczańsko-liberlaną spadkobiercznią ruchu jakobińskiego. Został wypromowany na szczyt w wojsku, głównie po to, by pilnować gen. Maxime'a Weyganda, który był prawicowcem. Czyżby więc za gen. Gamelinem stała klika, która kontrolowała Bank Francji przez ponad sto lat aż do jego nacjonalizacji w latach 30-tych?

Flashback: Największe sekrety: Francja umarła w maju






Decydując się na nie pomaganie Polsce we wrześniu 1939 r. Francja i Wielka Brytania podpisały wyroki śmierci na swoje imperia kolonialne i na swoją mocarstwowość. To była prosta droga do Sedanu, Dunkierki, Mer-el-Kebir. klęski w Singapurze, utraty Indii, ewakuacji Mandatu Palestyńskiego, bitwy pod Dien Bien Phu, Suezu, bitwy o Algier, maja 1968 r., płonących paryskich przedmieść i "Dżungli" pod Calais. Tego jednak ci głupcy wówczas nie wiedzieli.  Winston Churchill - taki brytyjski Robert Larkowski - już przebierał swoimi tłustymi nóżkami, by wydrzeć dogorywającemu na raka Chamberlainowi stanowisko premiera...





A co robił gen. Sikorski? Jeździł za Naczelnym Wodzem Śmigłym-Rydzem czekając na nominację. Nienawidził Śmigłego i knuł jak go zdradzić, ale jednocześnie właził mu w d..., byle tylko dostać jakieś stanowisko. Ludzie ze spotkania z Retingerem 11 września 1939 r. knuli zamach stanu we Lwowie. Wspólnie z wysłannikami Sowietów. A Sikorski dotarł aż do Kut i jeszcze przed 17 września przekroczył granicę. Z dokumentów z kolekcji płka Wacława Lipińskiego wiadomo, że starosta stanisławowski wydał 13 września Sikorskiemu paszport wraz z rozkazem od Śmigłego-Rydza mianującym Sikorskiego dowódcą legionu polskiego we Francji. Sikorski nie okazał jednak wdzięczności ani patriotyzmu. Jerzy Giedroyć z niesmakiem obserwował jego knowania z Francuzami w ambasadzie w Bukareszcie. Jak wiemy, 18 września 1939 r., po przekroczeniu granicy z Rumunią, polskie władze zostały internowane. W sierpniu francuski marszałek Petain pisał do polskiego posła w Madrycie Mariana Szumlakowskiego, że we Francji zawiązał się spisek generałów mający na celu oddanie władzy w Polsce Sikorskiemu. Gdyby Polskie władze musiały się ewakuować do Rumunii, zostaną tam internowane a Sikorski utworzy nowy rząd. Depesza została ukryta przez ambasadora w Bukareszcie Rogera Raczyńskiego.  Plan zamachu stanu został wdrożony w życie a spiskowcy próbowali się porozumieć z Sowietami - poddając im m.in. Lwów. 20 września Sikorski ponownie pojawił się w Bukareszcie, gdzie dostał się drogą lotniczą. Skąd wracał? Według Bogdana Konstantynowicza z zajętej przez Sowietów Trembowli. Negocjacje chyba nie poszły, ale wkrótce potem utworzył w Paryżu nowy rząd.

Flashback: Największe sekrety: Wrześniowa Mgła - Bracia Słowianie

Flashback: Największe sekrety: Prometeusz - Willa Szczęścia

Nowy rząd, tworzony przez gen. Sikorskiego barwnie opisał Stanisław Cat-Mackiewicz:



"Ministrami bez teki zostali: generał Józef Haller i Aleksander Ładoś, pobożny katolik i notoryczny mason.W ogóle był to najbardziej masoński rząd, jaki kiedykolwiek miała Polska. Rząd ten nie był koalicją stronnictw i w ogóle powstawał w sposób uzależniony od okoliczności wojennych. Członkowie rządu byli członkami takich czy innych stronnictw politycznych, ale ich nie reprezentowali. „Co to jest emigracja?”– dowcipkował p. Stroński. –„Pierwsi trzej to ministrowie, reszta to petenci”. Seyda, przyjmując tekę, nie komunikował się ze Stronnictwem Narodowym, Stańczyk – z socjalistami, Haller z dewotkami, a Popiel ze Stronnictwem Pracy. Zresztą o tym ostatnim stronnictwie powiadał prezes Bielecki: „Wszystkie inne stronnictwa mają tu swoich przedstawicieli, jedynie Stronnictwo Pracy przyjechało in corpore”."



Powyżej: prymas Hlond podczas powojennej procesji Bożego Ciała z wiceministrem obrony narodowej, człowiekiem Berii, Piotrem Jaroszewiczem

Prymas Hlond, piszący kiedyś, że: "masoneria to konspiracja zagraniczna, której na Polsce nic nie zależy, ale która potężnej Polski nie chce” , jak podają oficjalne źródła: "10 września 1939 został ranny podczas nalotu na stację kolejową w Siedlcach[9]. 14 września przekroczył granicę Polski, udając się początkowo do Rumunii. Tam prezydent Ignacy Mościcki rozważał jego osobę jako kandydata na prezydenta. Zrezygnował z niej jednak, lecz desygnowany na to stanowisko Bolesław Wieniawa-Długoszowski chciał powierzyć mu urząd premiera, z czego prymas zrezygnował.
19 września 1939 przybył do Watykanu. Działał tu na rzecz sprawy polskiej poprzez przemówienia w watykańskim radiu, udzielając wywiadów prasie oraz wykorzystując swoje wpływy osobiste. W związku z przygotowaniami Włoch do wojny z Francją musiał opuścić Rzym. Od 9 czerwca 1940 do 6 kwietnia 1943 przebywał w Lourdes, gdzie informował przywódców Zachodu o sytuacji w okupowanej Polsce. Zmuszony przez rząd Vichy przeniósł się do opactwa w Hautecombe koło Aix-les-Bains. 3 lutego 1944 został aresztowany przez gestapo i internowany w Paryżu, a potem kolejno w klasztorach w Bar-le-Duc i Wiedenbrück (w Westfalii). W Paryżu był nakłaniany do podpisania kilku niemieckich odezw propagandowych skierowanych do Polaków w zamian za zwolnienie. Propozycje te spotkały się ze zdecydowaną odmową oraz oskarżeniem Adolfa Hitlera o spowodowanie tragedii narodu polskiego. August Hlond sformułował jednocześnie warunki, które w przyszłości określiłyby pojednanie między narodem polskim a niemieckim, uzależniając je od wyrzeczenia się przez Niemców zaborczych zamiarów (Drang nach Osten), naprawienia szkód i zajęcia pokojowej postawy wobec Polski i świata[10].Po wyzwoleniu przez Amerykanów udał się do Rzymu, skąd, mimo sprzeciwu rządu w Londynie, 20 lipca 1945 wrócił do Poznania."

Zwróćmy uwagę: prymas Hlond stawia Niemcom warunki i zachowuje się wobec nich bardzo wyniośle. I włos mu z głowy nie spada. A to znaczy, że oni z nim negocjują. Próbują go użyć jako pośrednika w rozmowach pokojowych z aliantami.

Minister Józef Beck w spisywanym podczas internowania w Rumunii "Ostatnim raporcie" umieścił tajemnicze i bardzo ostre oskarżenie:



Do najbardziej odpowiedzialnych za tragedię mojego kraju należy Watykan. Zbyt późno uświadomiłem sobie, że prowadziliśmy politykę zagraniczną służącą jedynie egoistycznym celom Kościoła katolickiego."

Co miał na myśli? Przecież hierarchia kościelna okazała się w 1939 r. lojalna wobec sanacyjnych władz i storpedowała próbę profrancuskiego zamachu stanu? Co niby ma wspólnego Wrzesień 1939 roku z Watykanem?! Czemu Watykan należy do "najbardziej odpowiedzialnych" (!) za tragedię narodu?! "Zbyt późno uświadomiłem sobie, że prowadziliśmy politykę zagraniczną służącą jedynie egoistycznym celom Kościoła katolickiego."

Poszlakę, która mogłaby to wyjaśnić przytoczyłem w pierwszym odcinku serii Prometuesz - "Zaczęło się na Kaukazie" :

"Francuska prof. Francoise Thom w swojej znakomitej książce "Beria. Oprawca bez skazy" drobiazgowo udowadnia, że Ławrentij Beria od pracy w gruzińskiej Czeka, GPU i OGPU w latach 20-tych, poprzez kierowanie partią w Gruzji a potem na całym Zakaukaziu w latach '30-tych, poprzez kierowanie służbami w latach 1938-1945, aż do końca sprawowania władzy w ZSRR w 1953 r., cały czas chronił i wspierał gruzińską, antykomunistyczną emigrację. (...) Kontakty z gruzińskimi emigrantami były o tyle ułatwione, że bazowały na związkach rodzinnych. Noe Żordania i Ewgenii Gegeczkori byli wszak krewnymi jego żony i zarazem przywódcami gruzińskiej emigracji w Paryżu. Byli oni w dobrych stosunkach z władzami Francji - wolnomularz Gegeczkori przyjaźnił się z socjalistycznym premieremLeonem Blumem. Jednocześnie ściśle współpracował z polskimi tajnymi służbami i Marszałkiem Piłsudskim. Od 1926 r. gruzińscy mieńszewicy byli finansowani przez Oddział II Sztabu Generalnego. Gegeczkori był jednym z głównych rozgrywających w stworzonym przez Oddział II i ppłka Charaszkiewicza Ruchu Prometejskim i jednym z twórców Konfederacji Kaukazu. Beria utrzymywał z tymi ludźmi kontakty za pomocą swoich osobistych agentów, takich jak np. szef rezydentury w Paryżu Aleksander Orłow, czy G. Gegelię, który był znanym działaczem gruzińskiej Partii Narodowo-Demokratycznej, choć od lat 30-tych cała emigracja doskonale wiedziała, że był agentem NKWD. Punktem kontaktowym był m.in. stambulski klasztor Notre-Dames-de-Lourdes należący do gruzińskich katolików meschetyńskich, zwanych "Frankami". Jego przeor, o. Szałwa Wardidze był w czasie I wojny światowej członkiem Komitetu Wyzwolenia Gruzji, a później łącznikiem między gruzińską emigracją a Stolicą Apostolską a także działaczem faszystowskiego, wspieranego przez Włochy, ruchu Tetri Giorgi. W tym klasztorze ludzie Berii spotykali się z przedstawicielami gruzińskiej emigracji a także przedstawicielami tureckich i niemieckich tajnych służb. Być może tą drogą Stolica Apostolska została poinformowana o szykowanym pakcie niemiecko-sowieckim, o którym informacje przekazała w styczniu 1939 r. znanemu masonowi, twórcy Ruchu Paneuropejskiego, hrabiemu Richardowi Coudenhowe-Kalergi."

Styczeń 1939 r. to moment,  w którym władze II RP decydują się na pójście na wojnę prewencyjną przeciwko III Rzeszy. Informacje o tajnych rozmowach niemiecko-sowieckich dotyczących podziału Europy były moim zdaniem czynnikiem decydującym przy podjęciu tej decyzji. Mieliśmy rozbić III Rzeszę wspólnie z aliantami zachodnimi, zanim Stalin wkroczy do akcji po stronie Niemiec. I prawie się udało.

Flashback: Największe sekrety: Zanim zapadła Mgła - Arbeitstag



Beck miał jednak poważne wątpliwości co do tego planu. Według Roberta Michulca, aż do sierpnia szukał dróg porozumienia z Niemcami - próby te trwały aż do prowokacji polegającej na skierowaniu Korpusu Interwencyjnego na Pomorze. Siedząc na rumuńskiej prowincji mógł mieć wyrzuty sumienia z tego powodu co się stało, ale w swoich wspomnieniach nie mógł napisać całej prawdy. Zasugerował więc tylko, że idąc na wojnę z Niemcami realizowaliśmy "egoistyczną politykę Kościoła Katolickiego".



 Kościoła kierowanego przez papieża Piusa XII, który realizował wielki plan zniszczenia antychrześcijańskiego, okultystycznego reżimu Hitlera. W planie tym przegrana kampania jesienna 1939 r. miała być detonatorem wojskowego, konserwatywnego zamachu stanu w Niemczech. Zbyt późno uświadomiłem sobie, że prowadziliśmy politykę zagraniczną służącą jedynie egoistycznym celom Kościoła katolickiego." - pisał Beck. Czy słusznie? W innym miejscu pisał wszak, że prowadził wówczas jedyną politykę jaka wówczas była możliwa.

***

Tajna wojna papieża Piusa XII przeciwko Hitlerowi zostanie opisana w następnym odcinku serii "Pontifex". Wciąż pozostaniemy w klimatach "Mafie, służby, loże i Szczęść Boże!". Ciekawe co na to by powiedział Grzegorz Braun a co Marian Kowalski? Bo jestem pewny, że taki skończony tuman jak Michał Bąkowski by tego nie zrozumiał...


sobota, 16 września 2017

Największe sekrety: Pontifex - Non abiamo bisogno

Ilustracja muzyczna : Linked Horizon - Shinzou wo Sasageyo! - Shingeki no Kyojin Seson 2 Opening 

Najbardziej poszukiwanymi specjalistami na świecie są obecnie faszyści. Zewsząd jesteśmy przekonywani, że demokratycznemu światu zagraża "Fa-fa-fa-faszyzm!". Problem jednak w tym, że podaż klasycznych faszystów jest zbyt mała w stosunku do popytu.W rolach faszystów próbuje się więc obsadzić wszystkich od Trumpa poprzez PewDiePie po żabę Pepe. (Gdybym był Wilkiem z Wall Street, rozkręciłbym prawdziwy faszystowski biznes - oparty na mechanizmie "pump and dump" :)



W latach 20-tych i 30-tych było nieco inaczej. Zarówno popyt jak i podaż faszyzmu się gwałtownie rozszerzały. Ekscytowanie się klasycznym, włoskim faszyzmem należało do dobrego tonu wśród światowych elit. Benito Mussolini był supergwiazdą porównywalną z Barackiem Obamą w pierwszej fazie jego rządów. "To największy geniusz naszych czasów!" - mówił o Duce Thomas Edison. "Niestety nie jestem supermenem takim jak Mussolini" - żartował sobie Mahatma Gandhi, skądinąd wielbiciel włoskiego faszyzmu. "Cóż za człowiek! Skradł me serce!... Faszyzm świadczy dziś usługi dla całego świata... Jestem pewien, że gdybym był Włochem byłbym z Tobą  całym swoim sercem od początku zwycięskich walk przeciw bestialstwu leninizmu." - pisał do Mussoliniego Winston Churchill. "Dla Benito Mussoliniego, od starego człowieka, który wita władcę, Bohatera Kultury" - napisał włoskiemu przywódcy w dedykacji dr Sigmund Freud. "Potrzebujemy człowieka takiego jak Mussolini" - mawiał Albert Henry Gary, jeden z założycieli koncernu US Steel. Podziwiali Mussoliniego zarówno Roosevelt jak i jego zafascynowany faszyzmem współpracownik gen, Hugh "Ironpants" Johnson i mówili zaufanym, że realizując New Deal opierają się m.in. na doświadczeniach faszystowskich Włoch. Lenin i Trocki narzekali, że stracili tak wielki talent jak Mussoliniego - jedynego przywódcę mogącego wywołać rewolucję we Włoszech. Cole Porter śpiewał zaś w swoim znanym szlagierze:

" You're the top! You're the Great Houdini!
You're the top!
You are Mussolini!"




Duce był więc dla amerykańskich i światowych elit oraz ludu podobnym celebrytą jak Henry Houdini, Rudy Valentino czy Ignacy Jan Paderewski. Idee Mussoliniego był  natchnieniem dla artystów - szczególnie dla wychwalających "masę, miasto, maszynę" włoskich futurystów. (Polecam scenę z filmu "Vincere" - wizytę Mussoliniego na wystawie futurystów - od 40:02. Futuryści marzyli o społeczeństwie funkcjonującym jak maszyna, o wierszach produkowanych w fabrykach i o sztuce tworzonej przez maszyny. Z pewnością spodobałaby im się dzisiaj Hatusne Miku, vocaloidy i Kizuna Ai :). Mussolini był człowiekiem znajdującym się w samej awangardzie postępu. Człowiekiem, który mówił przy tym, że zależnie od okoliczności jest konserwatystą albo rewolucjonistą.



Wszystko wskazywało, że będzie on największym w historii Włoch wrogiem Kościoła Katolickiego. Był ateistą i antyklerykałem pochodzącym z radykalnie socjalistycznej rodziny. Imię dostał na cześć meksykańskiego, antyklerykalnego prezydenta Benito Juareza. Nieustannie psioczył na chrześcijaństwo, napisał książkę pod tytułem "Kochanka kardynała", snuł teorie o romansie Jezusa z Marią Magdaleną i szokował chadeckich przeciwników swoim dowodem na nie istnienie Boga  (Prosił ich o zegarek - mówił przy tym: "Proszę się nie obawiać. Oddam. Nie jestem socjalistą" -  i następnie wzywał Boga, by go w ciągu kilku minut zabił. Gdy czas mijał, krzyczał: udowodnione! Bóg nie istnieje!). Jako współpracowników miał masonów odwołujących się do tradycji Garibaldiego i Mazziniego - tradycji, która znalazła się w 1848 r. i następnych dekadach na kursie kolizyjnym z papiestwem.

Flashback: Największe sekrety: Pontifex - Non expedit



Faszystowscy bojówkarze nie tylko zaś tłukli socjalistów i liberałów: spuszczali też łomot lokalnym działaczom chadeckim, członkom Akcji Katolickiej a nawet księżom. Zdarzały się pojedyncze przypadki śmiertelnych pobić księży dokonywane przez squadristów. Szczególnie lubował się w dręczeniu "klechów" Roberto Farinacci - partyjny boss z Cremony zwany "najpierwszym z faszystów". Wlewał schwytanym księżom olej rycynowy do gardeł. Wszystko wskazywało, że nadchodzą ciężkie dni dla Kościoła we Włoszech...

A jednak... Papież Pius XI w błyskotliwy sposób dogadał się z Mussolinim.



Pius XI, czyli kard. Achille Ratti, był wytrawnym dyplomatą ze stajni kard. Rampolli oraz papieża Benedykta XV. Benedykt XV posłał go jako swojego zaufanego człowieka do odradzającej się Polski, gdzie odgrywał on rolę pośrednika z prometejską siatką Piłsudskiego/Dzierżyńskiego.



Flashback: Największe sekrety: Pontifex - Pacem, Dei manus pulcherrimum

Flashback: Największe sekrety: Archanioł - Anioł Pomsty

Ratti naprawdę polubił Polskę i Polaków. Nabrał też w Warszawie przykładnych antysowieckich poglądów. Swoją rezydencję w Castel Gandolfo kazał ozdobić freskami przedstawiającymi Bitwę Warszawską 1920 r. A mimo to aż do 1927 r. prowadził tajne negocjacje z Sowietami poprzez nuncjusza w Berlinie Eugenio Pacellego, przyszłego papieża Piusa XII. Pius XI był zawodowym dyplomatą i jeśli widział szansę porozumienia z realnym lub potencjalnym wrogiem, starał się tę szansę w 100 procentach wykorzystać. I w ten sposób poprowadził po mistrzowsku rozgrywkę z Mussolinim,

Historia zbliżenia politycznego pomiędzy Duce i papieżem jest bardzo szczegółowo opisana w świetnie udokumentowanej książce Davida Kertzera "Papież i Mussolini".  Duce nie był doktrynerem i wiedział, że poparcie Kościoła i sparaliżowanie chadecji bardzo mu się przyda do utrwalenia władzy. Papież uznał zaś, że nadeszła pora na rozwiązanie kwestii rzymskiej i że jest szansa na chrystianizację rodzącego się faszystowskiego reżimu. Obie strony z równą pogardą patrzyły też nad dysfunkcjonalną włoską demokrację liberalną. Pole do porozumienia istniało i zarówno Duce jak i papież świetnie to wykorzystali. Zwieńczeniem kilkuletnich podchodów były Traktaty Laterańskie z 1929 r. kończące spór o Rzym i tworzące państwo Watykan.  Jak czytamy:




"Włosi z euforią przyjęli zakończenie sporu. W dniu podpisania traktatów lało jak z cebra, a mimo to tłumy zebranych na Lateranie do zdarcia gardeł wiwatowały na cześć Duce i papieża. Opuszczając pałac, prałat Giuseppe Pizzardo, prawa ręka Gasparriego, w nastroju euforii pozdrowił tłumy rzymskim salutem. Wieczorem w całym kraju rozdzwoniły się kościelne dzwony. Włosi, ozdobiwszy domy flagami narodowymi i watykańskimi, tłumnie wypełnili kościoły. Od Sycylii po Mediolan chóralnie wyśpiewali Te Deum. W ogarniętej wielką śnieżycą Bolonii do katedry wmaszerowali na mszę faszyści ze sztandarami. W Rzymie papież po mszy w bazylice św. Piotra wyjaśnił, jak doszło do historycznej ugody: „Niezbędny był opatrznościowy mąż, którego zesłał nam Stwórca, a który nie bratał się z liberałami". By upamiętnić 11 lutego, Watykan ustanowił ten dzień świętem narodowym, obowiązującym do dziś."

Trudno się dziwić temu entuzjazmowi: Kościół i ludzie wywodzący się z tradycji Mazziniego byli znów po jednej stronie i gotowi byli na wspólną walkę przeciwko liberalnej zarazie. Od czasu do czasu dochodziło między obiema stronami do zadrażnień. Przykładem na to był konflikt z 1931 r. wokół Akcji Katolickiej, którą faszystowskie państwo próbowało sobie podporządkować. Dochodziło wówczas nawet do tego, że faszystowscy milicjanci wdzierali się do lokali Akcji i demolowali je demonstracyjnie depcząc portrety Piusa XI. Papież wydał zaś krytykującą faszyzm encyklikę "Non abiamo bisogno". Mussolini wówczas postanowił się wycofać - zrzucił winę za ataki na Akcję na grupkę radykałów. Dokonał pokazowych czystek a spór wokół Akcji Katolickiej rozwiązano polubownie, obsadzono jej kadry ludźmi przychylnie nastawionymi do faszyzmu. To akurat nie było wówczas trudne: faszyzm miał bowiem olbrzymie poparcie we włoskim społeczeństwie. Reżim był lubiany za to, że dawał ludziom pracę, zapewniał przyzwoite wsparcie społeczne biednym, modernizował kraj, budował nowoczesne dzielnice mieszkaniowe, stworzył sieć autostrad, niszczył mafię, przywracał Włochom dumę z własnej historii... Wielu starszych Włochów wspomina z rozrzewnieniem przedwojenny faszyzm, jako jedyny  okres w historii Włoch w którym pociągi jeździły punktualnie. Kościół wiążąc się z Mussolinim chciał wykorzystać tą ogromną falę społecznego entuzjazmu, by chrystianizować państwo włoskie. Jak czytamy:




"Wszystkie faszystowskie jednostki otrzymały kapelanów. Ci w liczbie 2,5 tys. celebrowali msze wplecione w faszystowskie parady i wiece. O jednolity front we własnych szeregach zatroszczyli się biskupi, przywołując do porządku duchownych o antyfaszystowskich poglądach. Po ataku Mussoliniego na Abisynię kler zagrzewał naród do popierania dzielnej armii w wojnie z „dzikusami". Prym wiódł mediolański kardynał Schuster, notorycznie błogosławiący faszystom. W Watykanie mawiano, że „kardynałowi brakowało jedynie czarnej koszuli, bo linii partyjnej trzymał się jak najgorliwszy towarzysz".




Wojna w Etiopii cieszyła się olbrzymim poparciem włoskiego społeczeństwa  - wskazuje na to m.in. Goran Haag w swojej biografii Mussoliniego. Zwykli ludzie oddawali swoje obrączki małżeńskie, by wesprzeć wysiłek wojenny kraju. (W ceremoniach przekazywania obrączek i wymieniania ich na patriotyczne, stalowe brał udział wpomniany wcześniej kard. Idefonso Schuster, obecnie błogosławiony Kościoła Katolickiego.) Wbrew popularnym mitom, konflikt ten nie był wówczas traktowany jako kompromitacja Mussoliniego. Wojnę zaczęła przecież Etiopia, której wojska zaatakowały sporne obszary graniczne z Erytreą i zaczęły dokonywać tam czystek etnicznych. Wielu ekspertów wojskowych przepowiadało, że Włochom nie uda się podbić Etiopii, ze względu na piekielnie trudny teren i trudności logistyczne. To, że wojna została rozstrzygnięta w pół roku wywołało wówczas szok. Mitem jest również to, że światowa opinia publiczna zjednoczyła się w potępieniu inwazji na Etiopię. Czarnoskóra tancerka Josephine Baker publicznie chwaliła za nią Mussoliniego, argumentując to tym, że włoscy faszyści zniszczą feudalny reżim i wyzwolą czarnych niewolników trzymanych przez cesarza Hajle Selasjego. Entuzjazm po "zmyciu hańby Adui" był tak wielki, że jak pisze Goran Haag Mussolini mógł wówczas zrobić wszystko - wprowadzić dowolne zmiany ustrojowe, a naród, by to poparł.



Sojusz Ducego z Kościołem miewał też niestety ciemną stronę. Kościół (zamiast skupiać się na ważnych sprawach, typu międzynarodowe sojusze Włoch), naciskał w sprawie wprowadzania "brawarystycznych" zmian w moralności publicznej. Jak czytamy:
"Sprawa damskiej garderoby urosła do rangi spoiwa sojuszu. Watykan uporczywie domagał się od Mussoliniego zakazu uczestniczenia dziewcząt w zawodach gimnastycznych i występów półnagich tancerek w burleskach. Dyktator, prywatnie libertyn, bez szemrania spełniał papieskie zachcianki. Prasa kościelna chwaliła interwencję państwa uzdrawiającą włoskie społeczeństwo. Na wyrost. Co wyrzucono świętymi drzwiami, wracało trywialnie oknem. Na przykład właściciele kin, by zwabić publiczność, wpuszczali podczas przerw na scenę roznegliżowane girlsy."
O tym, by walczyć z dziewczęcą półnagością szczególnie zabiegał o. Pietro Tacchci-Venturi, główny pośrednik w kontaktach papieża z Mussolinim. Dziwnym trafem, Tacchi-Venturi był pederastą, który wpakował się niezłą aferę, po tym jak nastoletni kochanek dźgnął z zazdrości go nożem. Homoseksualistami było też dwóch papieskich majordomów-sekretarzy, tak że w Watykanie sobie żartowano, że za każdym razem, gdy papież pojawia się publicznie, jest otoczony przez pederastów.




Pomijając wątki obyczajowe, trzeba przyznać, że Stolica Apostolska zaangażowała się w bardzo ambitny projekt schrystianizowania nowoczesnego ruchu politycznego, który powstał częściowo w opozycji do chrześcijaństwa. Taką politykę realizowano nie tylko we Włoszech. Sztandarowym projektem tego typu był austrofaszyzm kanclerza Dolffussa, ekipa gen. Franco, "Nowy Porządek" prof. Antonio Salazara czy też ruch ustaszowski. O co mają do dzisiaj straszny ból d... różnego rodzaju liberalno-lewicowe przegrywy.



Co więc poszło nie tak? Mussolini, początkowo gardzący Hitlerem (nazywający go "pederastą"), podczas jednej z wizyt w Niemczech zobaczył coś, co go śmiertelnie wystraszyło. Zrozumiał, że europejski porządek zostanie całkowicie zmieciony przez Niemcy. Starał się więc zabezpieczyć Włochy przed katastrofą przeorientowując politykę na "obóz zwycięzcy". W ramach tych zabezpieczeń wprowadził antysemickie ustawy rasowe. Nie były one we Włoszech dobrze przyjęte, gdyż garstka miejscowych Żydów była zasymilowaną grupą, której wielu przedstawicieli angażowało się w ruch faszystowski już we wczesnej fazie jego działalności. Żydzi byli zasłużonymi towarzyszami partyjnymi. Takie ich potraktowanie zostało uznane za skrajną niewdzięczność ze strony Mussoliniego. Przeciwko ustawom rasowym protestował Kościoł - najmocniej profaszystowski kardynał Schuster. Pius XI wpadł w szok: Mussolini podążał w ślad za Hitlerem. A jak wiadomo Hitler i jego ekipa to byli w znacznej mierze nienawidzący "żydowskiego chrześcijaństwa" okultyści spod znaku takich organizacji jak Towarzystwo Thule, chcący na dodatek głupią wojną popsuć papiestwu projekt Nowej Europy. Kościół zaczął więc usilnie lobbować, by złagodzić ustawy rasowe, wyłączając z nich Żydów, którzy przeszli na katolicyzm. Reżim się jednak opierał. Kościół i państwo znalazły się na kursie kolizyjnym. Pius XI zlecił amerykańskiemu jezuicie napisanie encykliki potępiającej rasizm. Encyklika powstała, ale po tym jak Pius XI zmarł w lutym 1939 r. została schowana w archiwum. Czasy stały się zbyt niebezpieczne, by ją ogłosić... Głupi Niemcy znów szykowali się właśnie do tego, by zniszczyć Europę. Następcą Piusa XI został Eugenio Pacellii zawodowy watykański dyplomata i szpieg, faktyczny autor antynazistowskiej encykliki "Mit Brenender Sorge".  Rozpoczynał swoją rozgrywkę o uratowanie Europy...


***

Następny odcinek serii Pontifex będzie crossoverem z Wrześniową Mgłą. Pojawią się w nim nowe lub przeoczane fakty dotyczące rozgrywki z 1939 r....