sobota, 11 sierpnia 2018

Dies Irae: Soviet Rothschild




Ilustracja muzyczna: Johann Johannsson - The Beast - Sicario 2 OST

Lord Victor Rothschild z pewnością był człowiekiem wielu talentów. Był nie tylko finansistą, ale również wybitnym biologiem i fizykiem nuklearnym, znał się na historii sztuki oraz na psychologii. Spędził też kilka dekad w brytyjskich tajnych służbach. Nie zmienia to jednak faktu, że był też dwunożnym kawałkiem gówna.

Dlaczego go tak brzydko nazywam? Bo w pełni sobie na to zasłużył. Był ultrabogatym dupkiem, który działał na rzecz tego, by setki milionów ludzi z "plebsu" cierpiało nędzę pod butem sowieckiego komunizmu. Był dużo większym szkodnikiem od swoich przyjaciół z Cambridge: Kima Philby'ego, Anthony'ego Blunta, Guya Burgessa i Donalda MacLeana.



Anthony Blunt, późniejszy członek sowieckiej siatki szpiegowskiej z Cambridge, był korepetytorem Victora Rothschilda na drugim roku studiów. Zwerbował go uczelnianego stowarzyszenia Apostołów, skupiającego najbardziej perspektywicznych studentów z bogatych rodzin. Tam Rothschild zaprzyjaźnił się z pozostałymi członkami Piątki z Cambridge oraz z wykładowcą ekonomii Johnem Maynardem Keynesem. Nawiązał wówczas również kontakty z sowieckim fizykiem Piotrem Kapicą,który pracując w Cambridge zbierał dla sowieckich tajnych służb informacje  dotyczące brytyjskich odkryć naukowych. Rothschild przez wiele lat korespondował później z Kapicą, donosząc mu o zachodnich nowinkach technologicznych. Sam wtedy mocno fascynował się sowieckim systemem ekonomicznym. Napisał m.in. prace "Przyszłość komunizmu i sektora bankowego" oraz "Nadzieja dla nauki i komunizmu". Tego typu poglądy nie były w ówczesnych uczelnianych środowiskach patostreamerskich czymś odosobnionym. O wprowadzeniu systemu sowieckiego w Wielkiej Brytanii namiętnie dyskutowali przedstawiciele elit tacy jak Blunt i Philby. Rothschild uważał jednak ich dyskusje za amatorskie. On interesował się przede wszystkim konkretnymi rozwiązaniami mającymi służyć budowie komunizmu w Anglii.



Rothschild bardzo przyjaźnił się ze szpiegami z Siatki z Cambridge. Przyjaźń ta była tak daleko posunięta, że dzielił swoje londyńskie mieszkanie z Bluntem i Burgessem - znanymi turbogejami. (Sowieccy oficerowie prowadzący ciągle napominali Blunta i Burgessa, by nie mieszkali razem, bo naruszają w ten sposób zasady konspiracji. Ale jak widać skłonności brały górę nad zdrowym rozsądkiem.) Nie powinno więc nas dziwić, że Rothschild zarekomendował ważnemu politykowi Partii Konserwatywnej George'owi Ballowi Burgessa do pracy w MI6. Później Burgess zarekomendował do tej służby Philby'ego a do pracy w MI5 Rothschilda. Tak to się wzajemnie rekomendowali i wspierali.



Rothschild nie potrzebował jednak żadnej rekomendacji, znał się bowiem z premierem Winstonem Churchillem (od lat finansowanym przez jego rodzinę). W 1939 r. wręczył Churchillowi raport analizujący niemieckie przygotowania gospodarcze do wojny. Zrobił na tym polityku wielkie wrażenie i został skierowany na odcinek wojny gospodarczej. Skutecznie namierzał niemieckie spółki-przykrywki w Wielkiej Brytanii oraz pomógł brytyjskiemu przemysłowi przerzucić się z niemieckich na amerykańskich dostawców. Zaproszono go do szkolenia agentów amerykańskiego wywiadu cywilnego OSS. Jednocześnie Rothschild był zaangażowany w wielu ściśle tajnych programów badawczych, dotyczących m.in. radarów, broni chemicznej, biologicznej i nuklearnej. Wchodził m.in. w skład komitetu nadzorującego brytyjski program budowy bomby atomowej. Miał też wiedzę o amerykańskim projekcie nuklearnym - był przecież przyjacielem Lewisa Straussa, późniejszego szefa amerykańskiej Komisji Energii Atomowej i zarazem bankiera inwestycyjnego z Kuhn, Loeb & Co.



Australijski autor Roland Perry w swojej książce "The Fifth Man" dowodzi, że Lord Victor Rothschild był kluczową częścią Siatki z Acambridge i że przekazywał w trakcie wojny Sowietom ściśle tajne informacje dotyczące wszystkich najważniejszych brytyjskich projektów zbrojeniowych, w tym badań nuklearnych. W rosyjskich archiwach zachowały się dokumenty, jednoznacznie wskazujące na Rothschilda jako źródło informacji na te tematy. Rothschild m.in. przeprowadzał inspekcje bezpieczeństwa ściśle tajnych laboratoriów. Podczas jednej z takich wizyt, wyniósł magnetyczną tubę próżniową z laboratorium fizyka Marka Oliphanta. Sporządził w domu jej rysunek techniczny, który następnego dnia trafił do sowieckich służb. Tubę zwrócił Oliphantowi wraz z notatką, w której radził mu zwiększyć zabezpieczenia w laboratorium. Co ciekawe, Stalin pierwsze informacje o pracach nad bombą atomową dostał w październiku 1941 r. właśnie z Wielkiej Brytanii.

W trakcie wojny Rothschild nawiązał wiele ciekawych znajomości. Wspólnie z Arthurem Koestlerem, tworzył antynazistowską propagandę. Po wyzwoleniu Paryża, pracował w biurze MI6 urządzonym w rezydencji paryskich Rothschildów wspólnie z Philbym i późniejszym szefem MI5 Dickiem Whitem. Od 1973 r. zasiadał w Izbie Lordów, jako par Partii Pracy. W parlamencie zabierał głos jednak tylko dwukrotnie: raz w sprawie pasteryzacji mleka, a później w sprawie utworzenia państwa żydowskiego w Mandacie Palestyńskim. Angażował się we wspieranie ruchu syjonistycznego a także na finansowanie (wspieranego również przez CIA) pisma antystalinowskiej lewicy "Encounter" , w którym pracował m.in. Irving Kristol, jeden z twórców neokonserwatyzmu.



Po wojnie wielu funkcjonariuszy tajnych służb państw komunistycznych uciekło na Zachód. Dzięki zdobytym od nich informacjom zaczęła się zacieśniać pętla wokół Piątki z Cambridge. Tak więc w 1962 r. Flora Salomon, znana działaczka syjonistyczna i zarazem matka założyciela Amnesty International Petera Benensona (córka żydowskiego potentata z rynku złota, powiązanego z Rotszyldami) podzieliła się z Victorem Rothschildem swoją obserwacją, że jej przyjaciele Philby i Burgess chyba są sowieckimi szpiegami i chyba próbowali ją zwerbować dla KGB. Rothschild ponoć przekazuje tę informację do MI5. To specyficzny czas, w którym lojalność członków Piątki z Cambridge się rozpada. Każdy z nich, by odwrócić od siebie uwagę, zwraca uwagę na innych kolegów z siatki. Philby wkrótce ucieka do ZSRR. Blunt idzie na współpracę z MI5. (Jest chroniony aż do 1979 r. przez rodzinę królewską. Zwierza się, że jest nieślubnym synem króla Jerzego V. Jest przy tym pedofilem lubiącym dusić chłopców podczas gwałtów. Pomagał też blokować śledztwa dotyczące Jimmy'ego Saville'a.)

Rothschild jest przesłuchiwany, ale oczyszczony z zarzutów. Pułkownik Anatolij Golicyn mówi oficerowi MI5 Peterowi Wrightowi, że jego zdaniem Victor Rothschild odpowiada charakterystyce sowieckiego szpiega o pseudonimie "Eli". Niestety Golicyn nie pracował nigdy z agentami i nie znał ich tożsamości - zajmował się jedynie analizowaniem raportów wywiadowczych. W głupi też sposób uzasadnił swoje podejrzenia. Stwierdził, że Eli to imię żydowskie, więc pasuje do wysoko postawionego Żyda z MI5 a Rothschild jest przecież Żydem. Peter Wright wyśmiewa więc podejrzenia Golicyna.



Rothschild kontynuuje karierę szanowanego eksperta ds. bezpieczeństwa narodowego. Jest doradcą konserwatywnego premiera Edwarda Heatha, znanego pedofila , satanisty i ponoć również przedwojennego nazistowskiego szpiega. Namawia premiera, by szefem MI5 mianował Michaela Hanleya, znanego pedofila, podejrzewanego wcześniej o pracę na rzecz sowieckich tajnych służb.


Premier Margaret Thatcher uczyniła później Lorda Victora Rothschilda swoim nieoficjalnym doradcą ds. bezpieczeństwa. W 1986 r. oświadczył on: "Nie jestem  i nigdy nie byłem sowieckim szpiegiem."

W 1990 r. jego dusza spłynęła rurami kanalizacyjnymi do Szeolu. W 1993 r. sześciu byłych pułkowników KGB, w tym Jurij Modin, oficer prowadzący Piątki z Cambridge, przyznało, że Lord Victor Rothschild był częścią ich siatki szpiegowskiej. Mimo to historycy nadal udają, że Lord Rothschild był niewinny.

Syn Lorda Victora z drugiego małżeństwa, Amschel Mayor James Rothschild, stał się w 1996 r. w Paryżu ofiarą seryjnego samobójcy. Powiesił się na ręczniku przywiązanym do kranu w łazience. 

***

A w następnym odcinku serii Dies Irae, zajmiemy się pewnym sprytnym Chorwatem.

Everybody clap your hands!

(I klikajcie w reklamy na blogu)

***

 Garść ciekawostek z czasów współczesnych: Pamiętacie sektę NXIVIM powiązaną rodziną Bronfmanów i Fundacją Clintonów? Okazuje się, że byli w niej również synowie meksykańskich prezydentów! W tym syn prezydenta Carlosa Salinasa, czyli faktycznego dawnego szefa meksykańskiej mafii narkotykowej.

A tymczasem zwykli Chińczycy nadali Trumpowi ksywkę: Chuan Da Ye, co się da przetłumaczyć jako Potężny Dziadek. Jak psioczą w necie na Partię, to często piszą, że Potężny Dziadek Trump powinien zrobić porządek z tą bandą. Gdy wybuchł skandal ze skażonym szczepionkami, to pojawiały się głosy, by Trump zbombardował chińskie fabryki tych szczepionek :)

A tymczasem Alexandria Ocassio-Cortez, nadzieja radykalnie socjalistycznego skrzydła Partii Demokratycznej jeszcze kilka lat temu przedstawiała się jako "kapitalistka w stylu Adama Smitha"....


sobota, 4 sierpnia 2018

Tadeusz Grabianka: Polski Illuminat




Ilustracja muzyczna: Myth & Roid - Styx Helix

Moje serie blogowe się przenikają. "Wrześniowa mgła", "Dies Irae", "Prometeusz", "Pontifex", "Archanioł", "Samael". A to dlatego, że korzenie opisanych w nich wydarzeń były bardzo podobne. I dzisiaj chciałbym wrócić do korzeni. Bogdan Konstantynowicz - prawdziwy geniusz - zainspirował mnie do tego swoim najnowszym odkryciem...



W literaturze konspirologicznej już od końcówki XVIII w. często przewija się temat Zakonu Illuminatów. Miał on być jedną z głównych (jeśli nie główną) sprężyn światowej Rewolucji mającej prowadzić do globalnej, okultystycznej dyktatury. Niezależnie od tego jakie Illuminaci mieli naprawdę zamiary, pokazałem w serii Samael, że rzeczywiście mocno wpłynęli na przebieg Rewolucji Francuskiej, a także na amerykańską politykę przełomu XIX i XX w. Ostrzegał przed ich knowaniami m.in. pierwszy amerykański prezydent - gen. George Washington. W późniejszych dekadach Illuminaci zaczęli wywierać coraz silniejszy wpływ na amerykańską elitę za pomocą założonego przez siebie Bractwa Kości i Czaszki oraz pokrewnych grup.

 Flashback: Samael: Skradziona Rewolucja

Flashback: Samael: Hamilton i Jefferson

Flashback: Samael: Zagadka Liczby 322

W serii Archanioł opisałem natomiast współpracę polskiej konspiracji z ówczesnymi globalistami przy zniszczeniu carskiej Rosji i wywołaniu rewolucji bolszewickiej. W serii Prometeusz na przykładzie dziejów Ławrentija Berii pokazałem jak prometejska konspiracja próbowała kontrolować ZSRR i zniszczyć go od środka, gdy okazało się, że Moskwa odzyskała potęgę. W serii Pontifex wspominałem o związkach prometejskiej konspiracji z tajnymi służbami Stolicy Apostolskiej, która prowadziła oczywiście swoją grę. Teraz nadszedł czas na przedstawienie jednej z postaci, która prometejską konspirację tworzyła: Tadeusza Grabianki.



Grabianka, to urodzony w 1740 r. zamożny szlachcic z Podola, starosta liwski a przy tym człowiek będący pasjonatem ezoteryki. Z naukami tajemnymi zetknął się po raz pierwszy w młodości, na dworze Stanisława Leszczyńskiego w Lotaryngii. Był jednym z fanów szwedzkiego mistyka-spirytysty Emanuela Swedenborga, zajmował się również alchemią, kabalistyką i wszelkiego rodzaju modnymi wówczas ezoterycznymi nowinkami. W 1778 r. w Warszawie usłyszał o bawarskiej organizacji Illuminatów. Zapragnął się z nią zapoznać, więc rok później pojechał do Berlina i nawiązał kontakt z przedstawicielami tej sekty. Wstąpił do Illuminatów, szybko przeszedł wszystkie stopnie wtajemniczenia i zaczął nawet kształtować ideologie tej legendarnej spiskowej grupy!



Od 1784 r. pracował na rzecz Illuminatów w Rzeszy i we Francji. Brał więc udział w przygotowaniach do rewolucji francuskiej. Jego centrum działania był Avignon, do 1791 r. należący do posiadłości papieskich i nie będący częścią terytorium Królestwa Francji. Zakłada tam w 1786 r. Zakon Illuminatów Avigniońskich, czyli jedną z organizacji, powstałych po delegalizacji Illuminatów przez władze Bawarii. Do zakonu należało wielu prominentów: m.in.: Maria Wirtemberska - nieślubna córka króla Stanisława Augusta Poniatowskiego i zarazem siostra księcia Adama Jerzego Czartoryskiego (założyciela Hotelu Lambert i człowieka, który najpierw był doradcą cara Aleksandra I a później prowadził antyrosyjską rozgrywkę na skalę dwóch kontynentów!) oraz późniejszy król Szwecji Karol XIII (ostatni władca z dynastii Wazów, który adoptował jako nowego monarchę napoleońskiego marszałka Bernadotte).

Grabianka ogłasza się Królem Izraela i twierdzi, że Polacy to prawdziwy Naród Wybrany, który najpierw przejmie władzę w Rosji a później zdobędzie Jerozolimę. Na pierwszy rzut oka brzmi to dziwacznie, ale Grabianka bardzo intensywnie zaczyna werbować do swojej sekty ludzi z rosyjskiego establiszmentu. Jak czytamy:



"'Ponad Radą stał nieomylny „Król Nowego Izraela”, obdarzony nieograniczoną władzą, „bezgrzeszny wybraniec Boga i Marii”. Był nim Grabianka. Bito przed nim pokłony. W czasie „nabożeństw” służyli mu na kolanach nawet księstwo Wirtemberscy. Kandydaci na iluminatów poddawani byli szczegółowym badaniom połączonym z wypełnianiem kwestionariuszy ujawniających wszystkie ich stosunki, znajomości i związki. Rozbierano ich do naga i trzymano tak przez 12 godzin aplikując tajemniczy eliksir zagęszczający krew i wywołujący stan egzaltacji. Składali następnie uroczystą przysięgę. [...] Zastanawia fakt zjawienia się w Awinionie licznych Rosjan. Byli to naprzód admirał S.I. Pleszczejew i P.J. Ozjerow-Dzierżawin, a następnie — czemu uwierzyć trudno — dobrze znany Polakom ks. Repnin. Cytują go jako iluminata dwaj wybitni znawcy masonerii rosyjskiej A.N. Pypin i Michaił Longinow. [...] Na uwagę historyków iluminizmu zasługuje także tajemnicza Mme Bouche (z domu Isuard), przypomniana przez Bertiera de Sauvigny w „Le Figaro Littéraire” z 10 grudnia 1960 r. W 1819 r. wezwał ją do Petersburga car Aleksander I oczekujący od niej niezwykłych rewelacji. Wizytę przygotował Ferdynand ks. Wirtemberski za pośrednictwem niedoszłego jezuity Ferriera de Chivas. Powitana przez ministra oświaty hr. Golicyna, dotarła do cara, który na powitanie ucałował ją uroczyście w rękę. W czasie wielokrotnych spotkań spoufaliła się do tego stopnia, że bez ogródek karciła Aleksandra za wydalenie jezuitów z Rosji, unieważnienie małżeństwa wielkiego księcia Konstantego itp. Mme Bouche wypadła z łask carskich po roku na skutek nieporozumień ze znacznie od niej inteligentniejszą i przebieglejszą Mme de Krüdener. Nas interesuje jednak fakt, że początki pseudomistycznej kariery Mme Bouche sięgają 1789 r. i Awinionu. Pod wpływem „Comte Hostamp” (co równa się niewątpliwie pseudonimowi Grabianki: „hr. Ostap”) była jedną z członkiń „sekty iluminatów”. Po opuszczeniu Awinionu przez Grabiankę miała kierować grupą wyznawców wespół z lekarzem o zastanawiające podobnym nazwisku, dr. Bouge. Działalność jej ustała na skutek interwencji policji nie widzącej różnicy między domem publicznym a świątynią pod sterem Mme Bouche.''

"Karciła Aleksandra za wydalenie jezuitów z Rosji". Przypomnijmy, że Grabianka swoje centrum działalności umiejscowił na terytorium papieskim a miejscowa inkwizycja jakoś patrzyła przez palce na jego działalność. Podobnie jak bezpieka jakobinów i Dyrektoriatu, po tym jak Avignon został anektowany przez Francję. W 1799 r. , tuż przed zamachem stanu gen. Napoleona Bonaparte, Grabianka przenosi się do Petersburga. Jak czytamy:



"W sierpniu 1805 r. dotarł Grabianka do Petersburga, gdzie w teorii miał pilnować postępów sprawy rozwodowej. Przyjaciele awiniońscy przybyli przed nim utorowali mu drogę do miejscowych kół wolnomularskich i okultystycznych, mających wówczas ciekawe powiązania z mistykami niemieckimi i szwedzkimi. Sytuacja ich była trudna, gdyż w Rosji trwał zakaz uprawiania działalności wolnomularskiej i loże trwały w „uśpieniu”. (...)

Grabianka wszedł bez trudu w środowisko petersburskie w roli „apostoła awiniończyków”. Najgorliwszym jego poplecznikiem stał się Aleksander Leniwcow, a miejscem spotkań dom wdowy po admirale Pleszczejewie. Podejmowano go suto, dogadzano. Przemawiał ze swadą po francusku wplatając ulubione polskie powiedzonko „jak się zowie”. Leczył histeryczki cudownymi ziarenkami otrzymanymi od św. Jana Chrzciciela — gdy opuszczał więzienie paryskie. Zyskał ogromną popularność i wielu zwolenników, co potwierdza nawet na ogół mu niechętny Nikołaj Nowikow. W. H.(uczański?) pisze, że w Petersburgu portrety Grabianki były w wielkim „poszanowaniu” „u wielu znaczniejszych rodzin”.

Mafie, służby, loże i Szczęść Boże!


 

Carska "bezpieka" nie zasypia jednak gruszek w popiele i senator Nowosilcow (znany nam z "Dziadów" Mickiewicza) wpada na trop prometejskiego spisku. Pierre Pechard Deschamps, francuski sekretarz Nowosilcowa, sporządza raport o sekcie Grabianki. Jest w nim mowa o proroctwach Króla Izraela mówiących o tym, że w Rosji dojdzie do Rewolucji a car zostanie zabity razem z rodziną. To Bóg osobiście miał przepowiedzieć zagładę Romanowom. Grabianka miał też brać udział w spisku na życie cesarzowej Katarzyny Tłustej Niemieckiej Kurwy. 

Grabianka, podejrzewany o szpiegostwo na rzecz napoleońskiej Francji, trafia do więzienia w Twierdzy Pietropawłowskiej.  Tam w dziwnych okolicznościach umiera 6 października 1807 r. Zostaje pochowany w petersburskim, katolickim kościele Św. Katarzyny, obok nielubianego przez niego króla Stanisława Augusta "Kluchosława" Poniatowskiego. Mszę pogrzebową za jednego z przywódców Illuminatów odprawia biskup kamieniecki Franciszek Mackiewicz. 



Grabianka zmarł, ale jego dzieła nie dało się zabić. Stał się jednym z twórców odrodzenia kulturalnego w Rosji za Aleksandra I oraz inicjatorem odbudowy tajnych związków, które przez następne 100 lat pracowały nad obaleniem caratu. Z ludźmi Grabianki w Petersburgu kontaktował się Mickiewicz a Towiański jeździł do Avignonu szukać "ducha Grabianki".

***

Nie wiem, czy zauważyliście, ale Irańczycy szykują się na szczyt z Trumpem. Nie wierzcie w oficjalne dementi. Oni od miesięcy dogadują się z Amerykanami za pośrednictwem Omanu. Zależy im na tym, by uniknąć sankcji - waluta im się załamała, w kraju co jakiś czas wybuchają protesty społeczne... Irańczycy są zmuszeni rozmawiać. A najlepsze jest to, że o tych tajnych rozmowach nie został powiadomiony Izrael! No to teraz Michael Cohen, będzie sypał...

***

Niektórzy publikują moje wpisy za moją zgodą (Polish Club), inni robią to bez mojej zgody (ale podają przynajmniej źródło), ale zdarza się też, że niektórzy inspirują się moimi wpisami, by "publicystycznie zabłysnąć". Przypadkowo odkryłem takie "inspiracje" u  Piotra Górki, autora wpisów na portalu Pch24. O to np., tutaj wyraźne inspiracje wpisem o ambasadorze Bullicie i serią Zanim Zapadła Mgła. Nie mam mu tego za złe. Chciałbym nawet, by inspirował się on moją twórczością szerzej i napisał coś na podstawie serii Pontifex - a szczególnie odcinków poświęconych św. Piusowi X i bł. Piusowi IX - no, ale po tym dostałby pewnie zakaz publikowania na portalu z tego typu newsami. Może więc bezpieczniej będzie, gdy Piotr Górka zainspiruje się serią Prometeusz, albo serią Sny - np. odcinkiem z Elżbietą Bathory lub z czerwonym hrabią Jabłońskim?

sobota, 28 lipca 2018

Dies Irae: Baruch


Ilustracja muzyczna: Hans Zimmer & Junkie XL - The Red Caps Are Coming - Batman vs Superman OST

Jeśli ktoś zasługiwał w pierwszej połowie XX w. na miano amerykańskiej szarej eminencji, to był tą osobą bez wątpienia Bernard Baruch.



 Flashback: Samael - Abraham Lincoln: Pogromca Bankierów

Potomek żydowskich imigrantów z Polski, syn lekarza związanego z Konfederacją (należącego po wojnie do Ku Klux Klanu), zaczął karierę na Wall Street w 1899 r. i w wieku trzydziestu paru lat stał się milionerem. Do dzisiaj ten spekulant wzbudza podziw jako "rynkowy guru". Nie bez powodu nazywano go "samotnym wilkiem z Wall Street". Nie wiadomo jednak czy imprezował tak mocno jak filmowy "Wilk z Wall Street".

Ówczesna Wall Street była bardzo progressywistyczna. Finansowi potentaci dyskutowali między sobą o wprowadzaniu fabiańskiego socjalizmu w USA oraz szerokim strumieniem finansowali czerwonych radykałów.  W wyborach z 1912 r. progressywiści z Wall Street opowiedzieli się za Woodrowem Wilsonem. Baruch miał okazję brać udział w przygotowaniu kampanii tego polityka. Był również jednym z tych ludzi, którzy stali za kampanią wyborczą Teddy'ego Roosevelta - dywersją mającą odciągnąć głosy od Tafta i dać Wilsonowi zwycięstwo wyborcze.





Flashback: Steamroller - Birth of a Nation

Baruch doradzał prezydentowi Wilsonowi a w 1917 r. został przewodniczącym Rady Przemysłu Wojennego - rządowego ciała koordynującego produkcję, zamówienia i ceny w amerykańskim przemyśle wojennym. Decyzje Rady prowadziły z dnia na dzień do powstawania ogromnych fortun, lub o wypadaniu niektórych przedsiębiorców z interesu. (Współpracownikiem Barucha był wówczas Samuel Bush, dziadek prezydenta George'a H.W. Busha i pradziadek prezydenta George W. Busha) Baruch po wojnie musiał stanąć przed komisją Nye i zeznawać w sprawie machlojek robionych na rządowych zamówieniach zbrojeniowych. Bez większego skrępowania mówił, że to od niego zależało, czy armia lub flota dostaną potrzebny sprzęt, których front otrzyma priorytet i które państwo sojusznicze zostanie wzmocnione. Brał udział też w paryskiej konferencji pokojowej, a później doradzał prezydentom: Hardingowi, Coolidge'owi, Hooverowi i Rooseveltowi. Roosveltowski New Deal był w dużej mierze oparty na doświadczeniach Barucha z centralizacją produkcji w czasie I wojny światowej.


Flashback: Dies Irae - Żarłacz Churchill - The Darkest Asshole

Podczas kierowania Radą Przemysłu Wojennego Baruch zaznajomił się z pewnym polityczno-wojskowym szkodnikiem: brytyjskim ministrem ds. amunicji Winstonem Churchillem. W 1929 r. ostrzegał Churchilla, by wycofał pieniądze z giełdy przed krachem. Churchill nie posłuchał i musiał być później ratowany przed bankructwem przez ludzi Barucha. Na początku 1939 r. przyszły brytyjski premier pisał do niego: "Idzie wojna. Ty pewnie będziesz kierował wszystkim w USA".









Baruch doskonale zdawał sobie sprawę, że wojna nadchodzi. Był przecież jednym z tych, którzy ją planowali. Już w pierwszej połowie lat 30. wzywał do gromadzenia przez USA surowców strategicznych oraz przygotowywania gospodarki do nowego globalnego konfliktu. Tworzył wówczas też plany organizacji o nazwie "Narody Zjednoczone". Gdy USA przystąpiły do wojny Roosevelt powołał Biuro Mobilizacji Wojennej, na którego czele ustanowił senatora Jamesa F. Byrnesa. Baruch został doradcą Byrnesa, który był już wcześniej jego bliskim współpracownikiem politycznym. Mówiono wówczas, że trudno odróżnić, jaka myśl wypowiedziana przez Byrnesa była jego autentycznym przemyśleniem a jaka pochodziła od Barucha.



Wpływy Barucha obejmowały również wojsko. W 1939 r. prezydent Roosevelt mianował gen. George C. Marshalla szefem sztabu armii USA. Ten awans został dokonany ponad głowami 20 generałów dywizji oraz 14 generałów brygady. (W 1934 r. gen. Douglas MacArthur na wniosek inspektora armii zablokował wniosek Marshalla o awans.) Marshall szybko zwrócił się do Byrnesa o wprowadzenie ustawy wprowadzającej większą arbitralność w procedurach awansu. Dzięki tej zmianie legislacyjnej, Marshall mógł awansować w 1940 r. 4088 oficerów "rokujących na przyszłość". Jednym z nich był płk Dwight Eisenhower, wojskowy biurokrata, który pomimo braku jakiegokolwiek doświadczenia bojowego został mianowany dwa lata później alianckim naczelnym dowódcą w Europie. Tak się składało, że Eisenhower znał się od kilkunastu lat z Baruchem. Baruch był jego wykładowcą w Narodowej Akademii Wojskowej w Waszyngtonie i już wówczas dostrzegał w młodym oficerze "wschodzącą gwiazdę". Po latach Eisenhower wymusił na Akademii, by w jej siedzibie umieszczono popiersie Barucha - wcześniej żaden cywil nie został tam w ten sposób uhonorowany. Ike mówił, że "przez ćwierć wieku cieszył się przywilejem siedzenia u stóp Barucha i słuchania jego słów". Nic dziwnego więc, że korzystał z jego poparcia w trakcie kampanii prezydenckiej z 1952 r. i później, już jako prezydent.



Oficjalnie Baruch wycofał się z polityki w 1947 r., po tym jak ONZ, po wecie Sowietów, nie przyjęła jego planu stworzenia międzynarodowej organizacji, która przejęłaby kontrolę nad całą energetyką jądrową i bronią atomową. Nieoficjalnie jednak Baruch służył radą politykom z pierwszej ligii aż do swojej śmierci w 1965 r. Ludzie przez niego wypromowani dużo zaś namieszali w światowej historii. Np. gen. Marshall, który jako sekretarz stanu robił wszystko, by Czang Kaj Szek przegrał wojnę o Chiny i gen. Eishenhower, który nie poszedł z pomocą Węgrom w 1956 r.



Co kierowało Baruchem? Chciwość? Żądzą władzy? Chęć zmieniania świata? Wszystko to po trochu? Ben Hecht, znany amerykański scenarzysta, opisał w swoich wspomnieniach intrygujące spotkanie z Baruchem. Hecht był człowiekiem aż przesadnie podkreślającym swoją żydowskość. Pisał m.in., że jerozolimski lud z I w. e.ch. popełnił błąd krzyżując Jezusa, gdyż lepszym rozwiązaniem było wysłanie Go do Rzymu, tak by Rzymianie rzucili Go lwom na pożarcie. "Z mielonego mięsa nie dałoby się zrobić Mesjasza" - pisał Hecht. Gdy żydowscy bojowcy\terroryści zabijali brytyjskich żołnierzy w Palestynie w latach 40. Hecht pisał pełne nienawiści teksty, w których życzył niedawnym wojennym sojusznikom Ameryki śmierci w najgorszych męczarniach. Pewnego dnia u drzwi jego domu zjawił się Bernard Baruch. Pouczył Hechta, by był bardziej powściągliwy w słowach, bo w ten sposób można więcej osiągnąć. "Sam jestem żydowskim partyzantem strzelającym zza krzaka" - stwierdził. Mimo deklarowanej przez Barucha sympatii dla sprawy żydowskiej nic nie wiadomo o tym, by ten potężny człowiek pomógł w jakiś sposób europejskim Żydom zabijanym przez Niemców w czasach Holokaustu. Tak samo nie użył swoich ogromnych wpływów, by otwarzyć USA dla żydowskiej imigracji - ani przed wojną, ani w czasie wojny. Wielkie wpływy Barucha były natomiast dla Niemców ważnym argumentem za tezą, że Niemcy zostały wplątane do wojny przez "znajdującą się w żydowskich rękach Amerykę". Teza ta była zaś jednym z argumentów do rozpoczęcia Zagłady Żydów w Europie.





Flashback: Sabatejskie obozy zagłady


***

Wydaje się nam czasem, że zdarzenia sprzed 70 lat są już tylko historią. Ot opowieść o śmierci generała Pattona. Jak pisałem już na tym blogu, wiedza Pattona o kulisach operacji na froncie zachodnim była groźna dla Eisenhowera i Marshalla. Mogła pozbawić pierwszego z tych generałów szans na wygranie wyborów prezydenckich. Do wyborów mógł zaś stanąć Patton - i wygrać je w cuglach. I był to jeden z powodów, dla których Patton musiał zginąć.



Flashback: Śmierć Przedostatniego Boga Wojny

Tak się akurat złożyło, że Jean-Claude Juncker, wywodzący się z Głębokiego Państwa przewodniczący Komisji Europejskiej, podczas niedawnej wizyty w Białym Domu podarował prezydentowi Trumpowi... zdjęcie grobu gen. Pattona.

Aluzja aż nazbyt czytelna...

Baj de łej: generał Patton wierzył w reinkarnację.

***

A w następnym odcinku serii Dies Irae, wrócimy na chwilę do Londynu.

Everybody clap your hands!