sobota, 3 sierpnia 2019

Hydra: Człowiek bez tożsamości


Ilustracja muzyczna: Radiohead - Creep

Spierając się współcześnie o sens Powstania Warszawskiego i polskich ofiar poniesionych w trakcie drugiej wojny światowej musimy cały czas mieć na uwadze, że wojna ta mogła potrwać jedynie kilka tygodni i już na jesieni 1939 r. (lub na wiosnę 1939 r., na jesieni 1938 r., na wiosnę 1938 lub na wiosnę 1936 r. lub nawet już w 1934 r.) zakończyć się klęską III Rzeszy. Nie stało się tak jednak dlatego, że Francja nie chciała się angażować w projekty wojny prewencyjnej przeciwko Niemcom, potem nie chciała pomóc swojemu polskiemu sojusznikowi, a w końcu w 1940 r. nie miała woli by się sama bronić przed niemiecką agresją. A dlaczego tak się stało? Bo mocno pracowali na to politycy tacy jak Robert Schuman, wychwalany pod niebiosa "ojciec założyciel" Unii Europejskiej, wzór cnót wszelakich i prawie święty. A w praktyce: ostatni polityczny cwel i totalna miernota.



Dlaczego tak brzydko się wyrażam o człowieku, na którego cześć są urządzane parady i którego się traktuje niemal jak proroka? By to wyjaśnić musimy się cofnąć do października 1925 r. Do traktatu z Locarno. Traktat ten dawał gwarancje nienaruszalności granicy francusko-niemieckiej i francusko-belgijskiej. Traktat nie dawał podobnych gwarancji dla granicy Niemiec z Polską i Czechosłowacją. To ten dokument był de facto główną przyczyną zamachu majowego. Marszałek Piłsudski widział w nim początek drogi do kolejnej wojny światowej. Francuski premier Aristide Briand dostał jednak za Locarno Pokojową Nagrodę Nobla. Gdy przedstawiał on traktat we francuskim Zgromadzeniu Narodowym mówił: "Koniecznym jest, by w Locarno powstała Nowa Europa... Niech duch solidarności zastąpi ducha podejrzliwości...". Wielu deputowanych zerwało się wówczas z miejsc i zaczęło mu ze łzami w oczach bić brawo. Wśród nich był Robert Schuman. Podczas tej samej debaty wykrzykuje z mównicy: "Zdobycze Locarno muszą przetrwać, nawet bez udziału Niemiec, nawet wbrew Niemcom!".


Niemal cała kariera polityczna Schumana aż do 1940 r. upływa pod znakiem walki o zachowanie ducha Rapallo i o rozbrojenie mentalne Francji. Gdy w marcu 1936 r. Niemcy remilitaryzują Nadrenię (wchodzą do niej bardzo ostrożnie, bojąc się francuskiej interwencji i są gotowi natychmiast się wycofać, jak tylko francuskie pułki wyjdą z koszar), przemawia w parlamencie: "Nie chcemy jakiejkolwiek polityki awanturniczej i nie żywimy żadnej wrogości wobec Niemiec". Deputowani biją mu brawa na stojąco.



Jean-Baptiste Emmanuel Zorg Nicolas Robert Schuman rzeczywiście nie czuł żadnej wrogości wobec Niemiec, ale też nigdy nie czuł się Francuzem. Urodził się w Luksemburgu (jego matka była stamtąd a pierwszym jego językiem był luksemburski) a szmat życia przeżył jako obywatel II Rzeszy. Mieszkał wówczas w Lotaryngii, czyli oderwanej od Francji prowincji. W hagiografiach Schumana wspominane jest często, że jako młody adwokat angażował się wówczas w działalność organizacji katolickich. Pomija się to, że organizacje te, tworzone z inicjatywy miejscowego niemieckiego biskupa miały przede wszystkim zwalczać francuski nacjonalizm wśród młodych Lotaryńczyków. Angażuje się on również w "chrześcijański pacyfizm" - zapewne inspirowany agenturalnie, gdyż mówiący o rozbrojeniu Francji. Stryj Schumana jest posłem do jednego z niemieckich parlamentów landowych ocenianym przez bezpiekę jako "absolutnie lojalny". W sierpniu 1914 r. Robert Schuman, mimo że jest uznany za niezdolnego do służby wojskowej, to jednak trafia w szeregi armii niemieckiej. Służy jako urzędnik na zapleczu, czyli jest jak to mówią Amerykanie jednym z "rear area mother fuckers". Już jednak w 1915 r. zostaje przesunięty do lokalnej administracji. W 1919 r. zostaje obywatelem Francji i wkrótce potem zostaje wybrany do parlamentu, gdzie aż do 1940 r. zachowuje się jakby był niemieckim agentem wpływu.






W 1940 r. zostaje mianowany ministrem ds. uchodźców. Jako minister podejmuje jedną ważną decyzję: opowiada się za utworzeniem rządu przez marszałka Petaine'a, przekazaniem mu nadzwyczajnych pełnomocnictw i kapitulacją przed Niemcami. Oczywiście wersja oficjalna mówi, że Francja była już wówczas pokonana i musiała się ratować. Jednakże np. płk Goutard w swojej znakomitej książce "1940. Wojna straconych okazji" drobiazgowo udowadnia, że Francja przegrała wówczas na swoje życzenia i że opór mógł być kontynuowany nawet po ewakuacji Dunkierki i przebiciu się niemieckich wojsk na południe. W czerwcu 1940 r. Niemcy tak właściwie bowiem kontrolowali jedynie niewielką część Francji. Co więcej Niemcy nie mieli nawet szans na zdobycie całego terytorium Francji - czyli m.in. departamentów algierskich i jej imperium kolonialnego. Część francuskich wojskowych proponowała wówczas zresztą przeniesienie rządu do Algieru i kontynuowanie stamtąd wojny. Francuski rząd uznał jednak, że lepiej trzymać się ducha Locarno i wspólnie z Niemcami budować europejską przestrzeń gospodarczą. Jednym z tych, który podjął taką decyzję, był Robert Schuman.










W polskiej Wikipedii, w notce dotyczącej Roberta Schumana znalazł się kuriozalny fragment:
"Pracował jako parlamentarzysta do roku 1940, kiedy Rząd Vichy umieścił go w areszcie domowym. Rok później Schuman uciekł z aresztu wraz z żoną oraz dziećmi i przyłączył się do ruchu oporu.
Walka z nazizmem dała mu duży autorytet, na tle innych polityków oskarżanych o kolaborację z Niemcami." Niemal wszystko jest w tym opisie kłamstwem. Rząd Vichy go w żaden sposób nie prześladował. Nawet chciał go zatrzymać w swoim składzie jako ministra. Schuman został aresztowany przez Gestapo po tym jak pojechał do Metz zniszczyć jakieś tajemnicze zapiski osobiste. Prawdopodobnie była to korespondencja z byłym niemieckim kanclerzem Heinrichem Brunningiem, który w 1934 r. wyemigrował do USA. Schuman po prostu się bał, że Niemcy wpadną na trop listów sprzed lat i że uznają go za wroga. Rzekomo jakiś tajemniczy niemiecki prawnik uchronił Schumana od wywiezienia do Dachau. Przez następne dwa lata przyszły "Ojciec Założyciel UE" przebywał w Rzeszy. Oficjalnie był uwięziony. Podczas tego uwięzienia cierpiał straszne katusze. Miał do dyspozycji komfortowe lokum, mógł spacerować po mieście, przyjmować gości, a nawet podróżować po Rzeszy. Niemcy byli tak mili, że założyli mu nawet kartę w bibliotece. Dwa razy odwiedzał go Joseph Bruckel, gauleiter Marchii Zachodniej. Po jednej z takich wizyt, Schuman po prostu wyprowadził się z miejsca "uwięzienia" i pojechał do Francji. A co robił we Francji? Ukrywał się w klasztorach i rozmyślał. Nie bardzo wiadomo, przed kim się ukrywał, bo Niemcy go nie szukali a resistance też pewnie nie.




Latem 1944 r. większość europejskiej części Francji zostaje wyzwolona a szeregi Ruchu Oporu gwałtownie rosną. Każdy chce się załapać na udział w Resistance i każdy deklaruje się jako zwolennik generała de Gaulle'a lub komunistów. (Beria w ten sposób magicznie przemienia gruzińskich żołnierzy z Ostlegionów w kombatantów komunistycznej partyzantki we Francji. :) Robert Schuman uznaje, że już jest bezpiecznie i wychodzi z klasztoru. Przykleja się do sztabu marszałka de Lattre-Tassigny i liczy na to, że powróci do kariery politycznej. Oficer polityczny od de Gaulle'a jednak w tym przeszkadza uświadamiając marszałka, że Schuman współtworzył Francję Vichy a potem całą wojnę "spędził w zakrystii". Schumanowi udaje się jednak wykpić przed komisją weryfikacyjną, która uznaje, że co prawda nie angażował się on w opór przeciwko Niemcom, ale też nie zwalczał Resistance, więc może wrócić do polityki. Ponownie zostaje parlamentarzystą a w latach 1947-1948 dwukrotnie premierem na kilka miesięcy. Niczym znaczącym się nie wyróżnia, poza gadaniem o Nowej Europie.



W latach 1948-1953 jest francuskim ministrem spraw zagranicznych. 9 maja 1950 r. ogłasza tzw. Deklarację Schumana.  To dokument inicjujący Europejską Wspólnotę Węgla i Stali, czyli pierwszą ze Wspólnot Europejskich. Czytamy w nim, że: "Umieszczenie produkcji węgla i stali pod wspólnym zarządzaniem zapewni natychmiastowe powstanie wspólnych fundamentów rozwoju gospodarczego, pierwszego etapu Federacji Europejskiej". Schuman firmuje tę deklarację jedynie swoim nazwiskiem. Piszą ją współpracownicy Jeana Monneta oraz amerykański dyplomata George Ball. A zostaje wydana na żądanie Departamentu Stanu. EWWiS jest wzorowana na newdealowskich rozwiązaniach z USA. Amerykanie wraz z ich agentem Monnetem wybrali Schumana jako marionetkę mającą stać się twarzą Ruchu Europejskiego. Prawdziwi decydenci są w cieniu.


W latach 1955-1961 Schuman formalnie kieruje Ruchem Europejskim finansowanym przez CIA a w latach 1958-1960 jest pierwszym przewodniczącym Zgromadzenia Parlamentarnego Wspólnot Europejskich. Umiera w 1963 r. i zostaje pochowany w byłym kościele templariuszy w Scy-Chazelles pod Metz.  W 2004 r. rozpoczyna się jego proces beatyfikacyjny. Pod względem papierologii jest on już domknięty. Brakuje tylko cudu wymaganego do potwierdzenia tego, że rzeczywiście jest on błogosławionym. Może zamiana wody w wino u Junckera się nada?

***

Lecę do Armenii a później do Gruzji. A po powrocie (ale nie od razu) kolejny odcinek serii Hydra: tym razem o Jeanie Monnecie, szefie Roberta Schumana i Waltera Hallsteina. 

sobota, 27 lipca 2019

Hydra: Reedukowany Niemiec

Ilustracja muzyczna: Heartbeat - Goblin Slayer OST



Często ostatnio słyszymy, że Ursula von der Leyen jest pierwszą od ponad 50 lat przedstawicielką Niemiec w fotelu przewodniczącego Komisji Europejskiej. Niemal nikt jednak nie wspomina, kto przed nią reprezentował Niemcy na tym urzędzie. Był to Walter Hallstein, były doradca kanclerza Konrada Adenauera, prawnik i zawodowy dyplomata. Był on szefem Komisji Wspólnot Europejskich w latach 1958-1967. W zasadzie był on pierwszym w historii przewodniczącym KE i położył ogromne zasługi dla integracji europejskiej. Można powiedzieć, że był jednym z Ojców Założycieli UE. Mimo wszystkich jego zasług, próżno szukać w Brukseli poświęconych mu ulic, placów, skwerów czy budynków. Ktoś przezornie uznał, że ta postać powinna pozostać w cieniu...



Hallstein przed wojną był uznawany za wschodzącą gwiazdę na prawniczo-akademickim fundamencie. W 1930 r., czyli w wieku zaledwie 29 lat został profesorem prawa prywatnego. W 1936 r. został dziekanem wydziału prawa Uniwersytetu w Rostocku (Roztoce) a w 1941 r. przeniósł się na Uniwersytet Frankfurcki, gdzie do 1944 r. kierował Instytutem Prawa Porównawczego i Gospodarczego. Współczesne źródła podają, że "trzymał się z dystansem do nazistów" i "prywatnie potępiał nazizm". Należał jednak do czterech narodowosocjalistycznych organizacji, w tym do Narodowosocjalistycznego Związku Prawników. W 1938 r. wraz z delegacją Związku i ministrem Hansem Frankiem odwiedził Rzym, gdzie brał udział w konferencji dotyczącej prawa nazistowskiego i faszystowskiego. Frank na zakończenie konferencji publicznie pochwalił Hallsteina za jego "wielki wpływ na narodowosocjalistyczne prawo". W styczniu 1939 r. Hallstein przemawiając na Uniwersytecie w Rostocku mówił: "Stworzenie wielkiej niemieckiej Rzeszy nie jedynie faktem politycznym, nie jest jedynie aktem Fuehrera o zasięgu uniwersalnym, lecz jest jednym z tych aktów, które zmieniają mapę Europy i stanowią odpowiedź na odwieczne pragnienie ludów i narodów (...), jest to również wydarzenie historyczne i akt prawny o najwyższym znaczeniu. Chodzi już nie tylko o odbudowanie starego, zniszczonego domu; w znacznie szerszym znaczeniu konieczne jest wzniesienie nowej budowli dla rozrastającej się rodziny". Hallstein głęboko wierzył więc wówczas w ideę Hitlera mówiącą o budowie w Europie jednego wielkiego rynku kontrolowanego przez Niemcy.


Powyżej: porucznik Walter Hallstein w Caen w 1944 r. 




Wprowadzenie tej idei w życie szło jednak Niemcom kiepsko. W obliczu klęsk wojennych, Hitler powołał do życia korpus narodowosocjalistycznych oficerów przywódczych, czyli nazistowską wersję sowieckich komisarzy politycznych w armii. W 1944 r. Uniwersytet we Frankfurcie zarekomendował 12 swoich wykładowców do tej służby. Wśród nich był Walter Hallstein. Wysłano go do Francji, gdzie dbał o prawomyślność żołnierzy i oficerów, przekonując ich do ostatecznego zwycięstwa. Pułk artylerii, do którego był przydzielony oficer polityczny Hallstein brał udział w walkach w Normandii. Pierwszy przewodniczący Komisji Europejskiej trafił do amerykańskiej niewoli 26 czerwca 1944 r. po kapitulacji Cherbourga. 



Początkowo trafił wraz z innymi jeńcami do obozu Lake Como w stanie Missisipi. Ktoś jednak zauważył, że wyróżnia się inteligencją, więc Hallsteina wysłano do specjalnego obozu reedukacyjnego w Ft. Getty na Rhode Island. Obóz ten działał w ramach programu "Sunflower" rozpoczętego z inicjatywy podsekretarza stanu w Departamencie Wojny Johna McCloya. McCloy, prawnik i finansista, doradca wszystkich prezydentów od Roosevelta do Reagana, późniejszy prezes banku Chase Manhattan, przewodniczący Rady ds. Stosunków Międzynarodowych (CFR) i członek Komisji Warrena, uważał, że spośród niemieckich jeńców można wyznaczyć ludzi, którzy będą rządzić powojennymi Niemcami. (A później jako Wysoki Komisarz w amerykańskiej strefie okupacyjnej sterował karierami swoich wybrańców.) Jeńców poddano więc reedukacji. Reżim w obozie Ft. Getty był łagodny a jeńcy spędzali czas na słuchaniu wykładów, studiowaniu książek i rozmowach z amerykańskimi profesorami. Przekonywano ich do dobrodziejstw amerykańskiego systemu i do słuszności globalistycznej wizji. Hallstein został zreedukowany i przypadł mu honor wygłoszenia przemówienia kończącego kurs. Po wojnie, amerykańscy koledzy zaprosili go do wykładania na Georgetown University.



W 1948 r. Hallstein poznał George'a Balla, amerykańskiego dyplomatę i bankiera, kontrolera niejakiego Jeana Monneta.  Ball to człowiek, który zredagował Deklarację Schumana z 1950 r. i parę punktów Traktatów Rzymskich z 1957 r.  I to właśnie on podpowiedział Adenauerowi, że niemieckiemu kanclerzowi przydałby się zdolny prawnik, taki jak Walter Hallstein. Prośbę Balla poparł Wilhelm Roepke, twórca ordoliberalizmu, były stypendysta Fundacji Rockefellera. Życzenie zostało spełnione a Hallstein został głównym doradcą Adenauera. A po Traktatach Rzymskich wyznaczono go na pierwszego szefa Komisji Wspólnot Europejskich.



Hallstein jako szef Komisji doprowadził do tzw. kryzysu pustego krzesła. Jego daleko idące federalistyczne idee, tak bardzo wkurzyły francuskiego prezydenta de Gaulle'a, że w latach 1966-1967 Francja bojkotowała obrady Rady Europejskiej. De Gaulle skarżył się, że Hallstein zachowuje się jak głowa państwa i nawet nie ukrywa tego, że chce przemienić Wspólnoty Europejskie w jeden wielki organizm państwowy. W 1972 r. Hallstein stwierdził, że Komisja Europejska powinna przejąć niemal monopol na władzę we Wspólnocie i wprowadzać prawa nie oglądając się na Radę Europejską, czyli szefów rządów państw członkowskich.

Do końca życia wierzył w europejską wizję. Ale to nie była jego wizja. Tę wizję włożono mu do głowy w amerykańskim obozie reedukacyjnym. Przekonano go tam, że amerykańska wizja jednego europejskiego państwa jest lepsza od wizji niemieckiej. I Hallstein głęboko wierzył, że Europa powinna stać się państwem federalnym wzorowanym na Stanach Zjednoczonych.

Flashback: Dies Irae: Ambasador Bullitt



Po co jednak było Amerykanom jedno, federalne państwo europejskie? Ambasador William Bullitt, wspominał jak w 1939 r. obserwował Europę z pokładu samolotu i myślał sobie o tych wszystkich "małych, śmiesznych państewkach", które rzucą się sobie do gardeł. Druga wojna światowa stała się znakomitą okazją do wypróbowania przez globalnych federalistów idei integracji państw w większe bloki gospodarcze (będące znakomitymi rynkami dla wielkich korporacji) będące etapem pośrednim ku światowej federacji. Ktoś musiał jednak wykonać tę pracę na miejscu. Znalazło się więc zapotrzebowanie na marionetki, które zostaną później nazwane Ojcami Założycielami Unii Europejskiej. I o tych właśnie marionetkach jest ta seria blogowa.

***

W następnym odcinku o pewnej totalnej szmacie i politycznym cwelu, na cześć którego urządza się dzisiaj parady i którego niektórzy chcą wynieść na ołtarze.



Czy będzie o Altiero Spinellim? Może wspólnie z de Gasperim i Andreottim :). Karoń robi z niego głównego spiritus movens integracji europejskiej a główni decydenci byli przecież w Nowym Jorku a ten gostek był po prostu przewerbowanym komuchem siedzącym głęboko w establiszmencie. Jego manifest to taka sama lipa jak manifest PKWN.


Nie przeszkodziło to jednak Karoniowi nagrać piosenki poświęconej Spinellemu. Jej tekst to m.in.:


"Spinelli, Spinelli ten jebany muthafucka
Może mi skoczyć na snacka – zwierzaka
Ta jego z Ventotene ekipa
Może szukać gówna na karoniowych śmietnikach...
Jeżeli się pokażesz ty jebana kurwo
Będziesz miał mordę obitą równo
Karoniowe giwery rozpierdolą ci maskę
A brukselskie świnie obciągną ci laskę (...)
Twoja żona, Ursula Hirschman, jest jebaną penerą
Robi laskę wszystkim karoniowym gangsterom (...)

Komercja komercja to mnie właśnie irytuje
Bawi się w to Spinelli ten mały chujek
Sprzedaje swoje gówno każdemu i wszędzie
Więc szykuję swój pistolet bo niedługo już tak będzie
Zamierzam to zmienić a gdy zacznę to robić
Nie będzie tłumaczeń, już nie zdążysz się obronić
Czy ty myślisz Spinelli, że jesteś może wielki
Że ja jestem twoim fanem i że kocham twe manifesty
Niestety tak nie jest a prawda jest taka
Że mam ochotę zmieszać cię z błotem
I całą tę kurwa ze Ventotene hołotę"."

***

Nie wiem, czy zdołam zrobić następny wpis jeszcze przed urlopem. A wybieram się tym razem do Armenii i znów do Gruzji. Ksiądz Isakowicz-Zalewski stoi u mnie pod blokiem i puszcza mi pod oknem na cały regulator System of a Down. 


sobota, 13 lipca 2019

Jeffrey Epstein - człowiek tajnych służb



Jeffrey Epstein, finansista niedawno zatrzymany za wykorzystywanie seksualne nieletnich dziewcząt na masową skalę, to poważny problem dla służb wywiadowczych. Co najmniej dwóch krajów.

Pod ostrzałem krytyków znalazł się przy okazji tej sprawy Alexander Acosta, sekretarz pracy w administracji Trumpa (dzisiaj zrezygnował ze stanowiska), a wcześniej jeden z prokuratorów, którzy negocjowali ugodę z Epsteinem w podobnej lolikońsko-dziwkarskiej sprawie. Vicky Ward, autorka bestsellerów o upadku Lehman Brothers i o rodzinie Kushnerów, twierdzi, że gdy ludzie z ekipy Trumpa dociskali Acostę w kwestii tej ugody (przesłuchując go przed dołączeniem do administracji), odparł on, że powiedziano mu, że Epstein należy do tajnych służb i ma się od niego odczepić. 

Modus operandi Epsteina był służbowy. W całej sprawie chodziło nie tyle o załatwianie dla siebie i kumpli nastoletnich panienek do zabawy, ile o zdobywanie materiałów do szantażu. Epstein wysłuchiwał relacji swoich dziewcząt dotyczących fetyszy seksualnych osób, którym je podsyłano. Na jego "Wyspie Orgii" były też ukryte kamery. (Ciekawe jakie materiały trzymał w swoim tajemniczym sejfie?) Ann Coulter twierdzi więc, że Epstein miał zapewne "państwowego sponsora".  



Tajemnicze są też źródła fortuny Epsteina. W latach 70-tych był on nauczycielem fizyki  i matematyki w elitarnym liceum w Nowym Jorku. (Mówimy o kolesiu, który wyleciał dwa razy ze studiów i nie miał przygotowania merytorycznego, by nauczać w takim miejscu. Czym więc się tam naprawdę zajmował?) Tam poznał rodziny traderów z banku Bear Stearns, co pozwoliło mu się zakręcić wokół tej instytucji. Szybko otworzył własny fundusz i stał się miliarderem. Do dziś za bardzo nie wiadomo, na czym zbił fortunę. Jedynym jego znanym klientem był miliarder Les Wexner, właściciel m.in. marki Victoria's Secret. Wexner miał ciekawe powiązania z wojskiem, o czym mówił m.in. George Webb. Wexner angażował się też mocno w projekty związane z życiem społeczności sabatejskiej żydowskiej w USA a zwłaszcza z kreowaniem jej przywództwa (Fundacja Wexnera). Prezydent George W. Bush zaprosił go w 2008 r. do oficjalnej amerykańskiej delegacji na obchody 70-lecia państwa Izrael. Wexner w 2012 r. mocno zaangażował się w finansowanie kampanii Mitta Romneya a w 2016 r. w kampanii Jeba Busha. W 2018 r. demonstracyjnie przeszedł do Partii Demokratycznej, w proteście przeciwko polityce Trumpa i białemu populizmowi.



Najbliższą współpracowniczką Epsteina w jego sieci prostytucji i szantażu była Ghislaine Maxwell, córka brytyjskiego potentata prasowego Roberta Maxwella. Maxwell pracował dla Mossadu, a pomagał również CIA w rozprowadzaniu za Żelazną Kurtyną programu Promis. Promis umożliwiał integrację różnych baz danych i pomagał bezpiece w inwigilacji, ale zawierał również "tylne wejścia" umożliwiające CIA i Mossadowi wejście do komputerowych archiwów służb, które go kupiły (a kupili go również "profesjonaliści" z kiszczakowskiej SB). Maxwell był równocześnie aferzystą finansowym i gdy jego spółkom zagroziło bankructwo zaczął szantażować Mossad. Został więc w listopadzie 1991 r. zabity przez specjalną ekipę z "Instytutu". Nie wiadomo dla kogo pracowała jego córka Ghislaine, ale ponoć sygnalizowała, że chce współpracować z FBI w śledztwie dotyczącym Epsteina. 



Oprócz Ghislaine Maxwell, z Epsteinem w jego zboczonym procederze współpracowało jeszcze kilka kobiet. Niektóre były wcześniej nastoletnimi panienkami do towarzystwa z jego "stajni". Ciekawym przypadkiem jest Nadia Marcinko, serbska modelka z licencją pilota. Ciekawe co wozi w swoich samolotach? A prawie bym zapomniał: jeden z samolotów użytkowanych przez Epsteina był też używany przez CIA, Departament Stanu i prywatną firmę wojskową DynCorp.. DynCorp. została złapana na prowadzeniu siatki dziecięcej prostytucji w Bośni a jej pracowników w Afganistanie nagrano, gdy zorganizowali sobie występ "tańczącego chłopca". Epstein podróżował zaś do Bośni i Kosowa.

Wróćmy jednak do osób, które szantażowano. Ujawniona została już "mała czarna książeczka adresowa", w której są numery telefonów osób, z którymi kontaktował się Epstein. Część z nich to kontakty biznesowe, część to mogą być całkiem niewinne kontakty towarzyskie. Jest tam trochę znanych nazwisk, m.in.: brytyjski książę Andrzej, Tony Blair, Ehuda Barak, były demokratyczny gubernator Nowego Meksyku Bill Richardson, miliarder David Koch, Peter Soros (bratanek George'a Sorosa), znany prawnik Alan Dereshowitz, Ralph Fiennes, Alec Baldwin, Courtney Love...



Z dokumentów, które wcześniej wyciekły wiadomo, że Bill Clinton był na Wyspie Orgii co najmniej 26 razy. (Przyznaje się do tylko czterech pobytów.) Zawsze gdy latał samolotem Lolita Express, na pokładzie były nieletnie panienki do towarzystwa. Tuż po aresztowaniu Espteina, ktoś ciągle usuwał z artykułu na Wikipedii poświęconemu Clintonowi wzmianki dotyczące tej afery. 
Przypominam, że Hillary nie wyzbyła się ambicji prezydenckich i wciąż realny jest scenariusz, że wystartuje jako kandydatka na wiceprezydenta np. u boku Pete Buttiegiega.



Co ciekawe razem z Clintonem na wyspę Epsteina latał Kevin Spacey. Wkrótce potem założył fundację "pomagającą" nastoletnim aktorom.



Jeszcze w 2015 r. Epstein był partnerem biznesowym Ehuda Baraka. Barak to były premier Izraela, były szef Amanu (izraelskiego wywiadu wojskowego) a zarazem człowiek bardzo silnie powiązany z amerykańskimi tajnymi służbami. Barak chce pokonać w najbliższych wyborach parlamentarnych Netanjahu. (I życzę mu powodzenia!)



Ciekawe wyniki dałoby też prześledzenie tego, komu Epstein dawał pieniądze na kampanie wyborcze. A dawał m.in. prominentnemu demokratycznemu senatorowi Chuckowi Schumerowi. (O priorytetach senatora Schumera mówi to, że o ile w USA jest uznawany za bardzo proaborcyjnego, to jednocześnie wspiera organizację Efrat zwalczającą aborcję w Izraelu.)



A co ze związkami Epsteina z Trumpem? Michael Wolff, w "Ogniu i furii" wspominał, że Trump w latach 80-tych ostro imprezował z Epsteinem oraz finansistą Tomem Barrackiem.  Są też relacje mówiące, że Epstein poznał Trumpa z Melanią Knavs.  Trump mówił w 2002 roku, że Epstein znany jest z zamiłowania do młodych panienek.  Utrzymuje jednak, że od 2004 r. nie utrzymują bliskich relacji. Co się stało, że je przerwali? Oskarżyciel posiłkowy reprezentujący ofiary Epsteina twierdzi, że Trump jako jedyny odpowiedział na jego telefon i udzielił mu pomocnych wyjaśnień. Pierwsze oskarżenie przeciwko Epsteinowi pojawiło się natomiast po doniesieniu złożonym przez jedną z dziewczyn zatrudnionych w Mar-a-Lago.

Dla tajnych służb wyciąganie sprawy Epsteina, by dowalić Trumpowi nie ma sensu. Służby w ten sposób (parafrazując pastora Chojeckiego) "nasrałyby sobie na stół". Epstein ponoć sygnalizował, że gotów jest współpracować ze śledczymi w zamian za łagodny wyrok. Możliwe więc, że ktoś mu to spróbuje wybić z głowy. Dosłownie. A może tak być, że sprawa zostanie skręcona. W ekipie prokuratorów badających sprawę Epsteina jest bowiem córka byłego szefa FBI Jamesa Comeya. Sędzia w tej sprawie wsadził wcześniej do więzienia Dinesha d'Souzę, autora filmów dokumentalnych o Obamie i Partii Demokratycznej. Sędzia ten był mianowany przez Clintona.

Pamiętajmy też, że nawet po odbyciu wyroku za pedofilię Epstein nie był bynajmniej traktowany jak "trędowaty". Wkrótce po wyjściu z więzienia wyprawił imprezę dla księcia Andrzeja. Po tym jak go w 2008 r. skazano, wciąż brylował wśród ludzi z Hollywood.



Warto też zapytać, czy Jeffrey Epstein był sabatejczykiem? Co to była za dziwna świątynia, jaką postawił na Wyspie Orgii? W sposób oczywisty nawiązywała ona do Meczetu Kopuły Skały na jerozolimskim Wzgórzu Świątynnym. Świątynia została udekorowana z zewnątrz posągami dziwnych "sów". Posąg sowy, jak wiemy, znajduje się też np. w Bohemian Grove. Sowa jest łączona z kultem Molocha - czyli "Króla","Pana",  któremu starożytni mieszkańcy Judy składali ofiary z dzieci.  W nowojorskiej rezydencji Epsteina znaleziono zaś rzeczy przywodzące na myśl "Milczenie Owiec". Sztuczne oczy przyczepione do ściany w korytarzu, realistyczna seks-lalka zwisająca spod sufitu, sztuczne piersi na ścianie. Epstein miał też niezwykły zestaw szachowy. Figury w nim były wzorowane na jego współpracownicach - wszystkie ubrane w seksowną bieliznę. Te szachy musiały być małym dziełem sztuki...

***



Zapewne to przeoczyliście, ale jakiś tydzień temu zmarł Ross Perot. Teksański miliarder, człowiek tajnych służb, który przeprowadził udaną operację wyciągnięcia zakładników z Iranu, niezależny kandydat na prezydenta w 1992 r. (który pomógł Clintonowi wygrać wybory).

sobota, 6 lipca 2019

Unijny stan gry + Łoszarik na dnie



Promowanie idei Imperium Europejskiego przez Tomasza Gabisia i część naszej prawicy zawsze uważałem za niesamowitą fanfaronadę. Ze względów historycznych trudno Polakom odnaleźć się w mitologii tego wymyślonego "imperium". Kult Degrella i jakiś niemieckich ciot od "rewolucji konserwatywnej" jest jedną wielką aberracją a sięganie po Habsburgów, Ludolfingów, Karola Wielkiego Zbrodniarza czy rzymskich cesarzy jest kanonizowaniem naszych dawnych wrogów. Nie ma też powodu, by propagować ideę "Imperium Europejskiego". Bo przecież jakie wspólne interesy ma Polska np. z Francją? Ostatnim razem było nam po drodze za czasów marszałka Focha. Interesem Niemiec, Francji czy Holandii jest to byśmy byli ich wiecznie uboższym zapleczem gospodarczym i strefą buforową na rosyjskim pograniczu. Niemcy to dla nas zaś skundlony karoliński bękart okupujący słowiańskie ziemie.



O ile prawicowa idea Imperium Europejskiego jest jedną wielką fanfaronadą, to współczesna lewicowo-liberalna Unia Europejska jest tej fanfaronady karykaturą. To widzieliśmy przy okazji kryzysu w strefie euro, kryzysu imigracyjnego, wojny na Ukrainie, brexitu i ostatniego podziału stołków na szczytach fasadowej władzy w UE.



Nie sądzę, by próba zrobienia Fransa Timmermansa (byłego funkcjonariusza holenderskiego wywiadu wojskowego i zarazem rzekomej ofiary pedofila ) nowym szefem Komisji Europejskiej była tylko przynętą dla państw V4. Bardzo się natrudzono, by jego kandydaturę uzgodnić a dla Niemców było wygodniejsze posługiwać się kimś takim niż plasować na to stanowisko Niemca. Po odrzuceniu Timmermansa, unijni decydenci (poza Junckerem) naprawdę się wkurzyli. Von der Leyen Niemcy traktują jako kandydatkę drugiej kategorii i nie są z tego wyboru zadowoleni. Jak zauważa dr Targalski sam fakt zmontowania przez Polskę koalicji miał prawo Niemców zaniepokoić. 



O von der Leyen można powiedzieć, że w latach 70-tych chroniła się w Londynie przed terrorystami z  gangu Baader-Meinhof. Nie jest tak zacietrzewiona ideologicznie jak Timmermans czy inny Guy. Czasem coś powie ostrzejszego na temat Rosji czy Chin.  Wiemy też, że wykazała się dużą niekompetencją w niemieckim Ministerstwie Obrony. Kontynuowała proces niszczenia Bundeswehry. Może wyrządzić więc podobne szkody Komisji Europejskiej, ale też możliwy jest scenariusz, w którym za jej plecami Komisją będzie rządzić jakiś Timmermans.



Baj de łej: Niemcy postanowili obciąć wydatki zbrojeniowe na lata 2020-2023. Zrobią to na złość Trumpowi :) No chyba, że planują narodowe samobójstwo. Coraz większą popularność w Niemczech zdobywa partia Zielonych, która dąży de facto do dezindustrializacji kraju. Rząd Merkel ogłosił już kilka lat temu rezygnację z energetyki nuklearnej, później rezygnację z węgla, wprowadził sporo chaosu swoją polityką energetyczną, uderzył ostrzejszymi normami ekologicznymi w swój przemysł motoryzacyjny, zaniedbał modernizację infrastruktury i nie stworzył warunków pozwalających na powstanie niemieckich wersji cyfrowych gigantów. Na dodatek szeroko otworzył kraj na inwazję imigrantów z mocno zapóźnionych cywilizacyjnie krajów.



Oczywiście tego typu działania budzą opór pewnej części społeczeństwa. Mieliśmy już w niemieckich siłach specjalnych próbę powtórki operacji "Walkiria", ostatnio odkryto zaś neonazistowski gang składający się z policjantów. Pojawia się też coś takiego jak "mały sabotaż". Wielu niemieckich kierowców nakleja na zderzaki wlepki z napisem "Pierdol się Greto!". To oczywiście odniesienie do pewnej upośledzonej umysłowo szwedzkiej dziewczynki, którą wielkie korporacje oddelegowały do prowadzenia dziecięcej krucjaty klimatycznej.

***


Rosja też ma problemy. Ot zapalił się jej pod wodą i zatonął awangardowy okręt podwodny Łoszarik. Zginęło 14 przedstawicieli elity floty - 7 z nich było kapitanami pierwszej rangi, 2 Bohaterami Rosji. Nie za bardzo wiadomo jakie zadania wypełniał Łoszarik. Są spekulacje, że miał podłączać się do podmorskich kabli telekomunikacyjnych. Ale łączy się go również z testami podwodnych dronów Posejdon. Katastrofa wywołała w każdym bądź razie duże zainteresowanie Amerykanów - wiceprezydent Mike Pence, nagle przerwał zaplanowaną krajową wizytę i wrócił do Białego Domu zapoznać się z sytuacją.

***



Nowe ciekawostki o tzw. "russian collussion". Deripaska twierdzi, że w latach 2009-2011 wydał 20 mln USD na próbę wydostania z Iranu byłego agenta FBI Roberta Levinsona. Został o to poproszony przez... dyrektora FBI Roberta Muellera. W zamian FBI pomogła mu się dostać do USA. O ile w 2006 r. odmówiono wizy Deripasce, to w 2009 r. przyznano mu specjalne wyłączenie z tego zakazu.



Joe Biden stwierdził zaś, że Rosjanie w 2016 r. nie mieszali się w amerykańskie wybory prezydenckie. Jego zdaniem, nie zrobiliby tego "pod okiem Baracka i moim".