sobota, 22 kwietnia 2017

Największe sekrety: Prometeusz - Purim 1953

Ilustracja muzyczna: Myth & Roid - Jingo Jungle - Youjo Senki Opening

Saga of Beria the Evil




Stalin był nazywany przez swoich klakierów "Wielkim Językoznawcą". Na tytuł ten "zasłużył" publikując w 1950 r. artykuł "O zagadnieniach językoznastwa", w którym krytykował z pozycji marksistowsko-leninowskich teorie językoznawcy Nicholasa Marra. Urodzony w Gruzji Marr przedstawił w 1896 r. tzw. teorię jafetycką mówiącą, że język gruziński (a także baskijski oraz albański) ma wspólne korzenie z hebrajskim. Świadczyć miało o tym choćby to, że pierwotną nazwą Gruzji była "Iveria", nazwa niepokojąco podobna do "ivrit" czyli "Hebrajczyk". Stalin publicznie skrytykował teorię Marra, ale tak naprawdę w nią uwierzył. Nakazał by usunąć nazwę "Iveria" z wszelkich gruzińskich testów i piosenek ludowych. Jednocześnie zaczął się dystansować od gruzińskości i publicznie deklarować, że czuje się Rosjaninem (często mówił "My Rosjanie...").
Perspektywa wspólnych korzeni Gruzinów i Żydów musiała być dla niego koszmarem - w głębi serca głęboko bowiem nienawidził "Jewriejów" (choć potrafił się nimi pragmatycznie posługiwać). W młodości pomstował na to, że wśród jego mieńszewickich przeciwników jest mnóstwo "Danów, Akselrodów i innych obrzezanych fiutów", później mierzył się z Trockim oraz innymi starymi bolszewikami pochodzenia żydowskiego a poza tym bardzo wielu Żydów przewinęło się w historii jego teczki z Ochrany.



Wielkim paradoksem jest więc to, że Stalin przyczynił się do powstania państwa Izrael. Ambasador Gromyko  (etniczny Białorusin) głosował za podziałem Palestyny i niepodległością Izraela w ONZ. Sowiecki pozwolili też na dostawy broni dla młodego państwa żydowskiego, w tym produkowanych w Czechosłowacji myśliwców, będących kopią niemieckich Messerschmitów Me-109. Pozwolili też na masową imigrację Żydów z bloku komunistycznego. Sowieckie służby nawet organizowały pogromy (Kielce 1946) mające nakłonić niezdecydowanych Żydów, by spieprzali do Palestyny. Bardzo szybko doszło jednak do proarabskiego zwrotu w polityce ZSRR. (Jeden z techników z czechosłowackiej fabryki Avii, Żyd z pochodzenia, ze złością wspominał jak w 1948 r. musiał odkręcać z myśliwców tabliczki z hebrajskimi oznaczeniami i przykręcać arabskie.) Większość badaczy tłumaczy to tym, że Stalin rzekomo zawiódł się na Izraelu. Liczył, że będzie on jego "lotniskowcem na Bliskim Wschodzie" a decydenci z Tel Avivu wybrali jednak bliższe stosunki z Francją i USA. Stalina miało szczególnie wkurzyć to, że tłumy moskiewskich Żydów pojawiły się na spotkaniu z izraelską minister spraw zagranicznych Goldą Meier. Pierre de Villemarest, autor cenionych książek dotyczących służb wywiadowczych (w latach 40-tych agent francuskich służb w Niemczech), twierdził jednak, że poparcie udzielone Izraelowi przez Stalina było częścią gry. Najpierw ZSRR pomagał stworzyć "imperialistyczny przyczółek" na Bliskim Wschodzie a po tym szczuł Arabów przeciwko Amerykanom "popierającym syjonistów" i jednocześnie wyciągał rękę do porozumienia do byłych nazistów, których cała masa doradzała różnym rządom w państwach arabskich i Ameryce Łacińskiej.



Teorię tę potwierdza chronologia. W tym samym czasie, gdy ZSRR oficjalnie popierał walkę Izraela o niepodległość, zaczynał u siebie antyżydowską czystkę. Do pierwszych aresztowań w tej czystce dochodzi w grudniu 1947 r. W styczniu 1948 r. Abakumow przedstawia Stalinowi zeznania mówiące, że znany aktor Salomon Michoels, przewodniczący Żydowskiego Komitetu Antyfaszystowskiego jest agentem amerykańskim i syjonistycznym. Stalin wydaje niezwykle emocjonalny rozkaz: Michoels ma zostać zatłuczony siekierą owiniętą w mokrą kurtkę a później rozjechany ciężarówką. (Odtwarza w ten sposób jednocześnie zabójstwo swojego ojca, Kamo i Trockiego). Kilka dni później Michoels ginie pod kołami ciężarówki w Mińsku. Sekretarz Komitetu Szachno Epstein zostaje wkrótce potem otruty. Do aresztów MGB trafia plejada żydowskich literatów należących do tej organizacji - wszyscy przechodzą ciężki śledztwo. Zarzuca im się pracę dla syjonistów, Amerykanów i Brytyjczyków oraz próbę oderwania Krymu od ZSRR.



To pośrednie uderzenie w Berię. Były szef NKWD był inicjatorem powołania Komitetu w 1941 r. Oficjalnie miał on mobilizować poparcie dla sprawy sowieckiej w USA, nieoficjalnie służyć jako kanał do nawiązywania kontaktów przez Berię z amerykańskimi decydentami. Pierwszymi szefami Komitetu mieli być działacze Bundu z Polski - Henryk Erlich i Wiktor Alter. Stalina nabiera jednak podejrzeń do całej sprawy i nakazuje Berii wtrącić ich z powrotem do więzienia. Alter i Erlich zostają straceni jako "hitlerowscy szpiedzy". Na czele Komitetu zostaje postawiony Michoels, pod którego kierownictwem organizacja ta prowadzi do odrodzenia kulturalnego i religijnego życia żydowskiego w ZSRR. W 1944 r. proponuje ona stworzenie na Krymie Żydowskiej Republiki. To był również pomysł Berii. Liczył, że zdoła w ten sposób sprowadzić na wybrzeże Morza Czarnego amerykański kapitał. Zrobić tam nowe Las Vegas czy Atlantic City, a później zrealizować podobny projekt w Gruzji. Beria nawiązywał tutaj do projektu przedstawionego przez ambasadora Romana Knolla - sanacyjnego, prometejskiego dyplomatę, których chciał przesiedlić polskich Żydów nad Morze Czarne po pokonaniu ZSRR. Beria mógł wiedzieć, że projekt żydowskiego Krymu jako pierwszy przedstawił w 1923 r.... Stalin chcąc się przypodobać Kamieniewowi i Zinowiewowi. W latach 40-tych Stalin potraktował jednak odgrzanie tego projektu jako prowokację i ją odrzucił.




Stalinowi nie podobało się również to, że Michoels zbliżył się do jego dalszej rodziny. Uznał, że węszy na temat jego przeszłości. Wcześniej wsadził do łagru żydowskiego reżysera Aleksieja Kaplera, który wdał się w romans w jego córką Swietłaną.  I akurat w tym przypadku miał rację. Kapler "sowiecki Polański" miał wówczas ponad 40 lat, Swietłana miała 14. Wódz zabrał się również za czyszczenie rodzin swoich podwładnych. W 1949 r. łagru trafia m.in. Polina Żemczużyna, żydowska żona Mołotowa. 30 grudnia 1949 r. nagle zostają wysiedleni wszyscy Żydzi z Kuncewa i Dawidkowa, miejscowości położonych obok daczy Stalina.



W 1949 r. aresztowany zostaje w Czechosłowacji Noel Field, sowiecki szpieg w amerykańskim Departamencie Stanu. W czasie wojny Field był prawą ręką Allena Dullesa, szefa OSS w Szwajcarii i łącznikiem między Berią a amerykańskimi służbami. Field pod wpływem tortur zaczyna sypać innych ludzi Berii. Montowana jest sprawa łącząca zachodnie i nazistowskie służby oraz Fielda z Titą, Gomułką, Spychalskim, węgierskim komunistą Laszlo Rajkiem i czechosłowackim aparatczykiem żydowskiego pochodzenia Rudolfem Slanskym (jednym z przywódców Słowackiego Powstania Narodowego). Slansky zostaje oskarżony o syjonizm a jego proces jest elementem kampanii antysemickiej w Czechosłowacji.



W 1951 r. Stalin podczas wizyty u swojego lekarza, doktora Winogradowa dzieli się swoimi podejrzeniami na temat spisku lekarzy kremlowskich. Wśród żydowskich lekarzy miała się zawiązać konspiracja celowo trująca sowieckich dygnitarzy. Stalin, na podstawie zeznań technik rentgenowskiej Lidii Timaszuk (tajnej współpracowniczki MGB), twierdzi, że żydowscy spiskowcy zabili Żdanowa, "sowieckiego Goebbelsa" Szczerbakowa i Dymitrowa. Abakumow dostaje polecenie znalezienia ich wspólników we władzach ZSRR. Nie pali się jednak do tego zadania, tak jak nie palą się jego sukcesorzy - wiedzą, że Stalin może za parę lat umrzeć i nie chcą narazić się potencjalnemu jego następcy. To kunktatorstwo kosztuje Abakumowa życie - w 1951 r. zostaje aresztowany i szybko stracony za "krycie syjonistów". 1951 r. to też początek sprawy megrelskiej - fali aresztowań w Gruzji wśród ludzi Berii. Pętla zaciska się wokół "głównego zdrajcy".



Na początku 1953 r. Stalin przygotowuje się do resetu systemu. Nakazuje zniszczyć dowody swoich zbrodni - przede wszystkim masowe groby. Komsomolcy zostają zmobilizowani, by wycinać z archiwalnych numerów gazet w bibliotekach wszystko, co może stawiać w negatywnym świetle Stalina.




W styczniu 1953 r. MWD drukuje w 1 mln egzemplarzy broszurkę "Czemu nieuniknione jest usunięcie Żydów z przemysłowych centrów kraju". 13 stycznia, w piątą rocznicę zabójstwa Michoelsa, "Prawda" informuje o aresztowaniach wśród kremlowskich lekarzy winnych otrucia wielu działaczy partyjnych. Służby specjalne są oskarżone o "brak czujności". W Birobidżanie i na Nowej Ziemi stawiane są na masową skalę baraki mogące pomieścić łącznie setki tysięcy ludzi. Stalin tworzy specjalną Komisję ds. Deportacji, na której czele stawia Michaiła Susłowa. Jego zastępcą zostaje N.N. Poliakow, który przyznaje po latach, że według pierwotnych planów Stalina deportacja Żydów miała się zacząć już w lutym 1953 r., ale przesunięto ją z powodu opóźnień przy sporządzaniu list Żydów. Skorygowany "rozkład jazdy" przewidywał, że proces lekarzy kremlowskich odbędzie się 5-7 marca. 11-12 marca oskarżeni mieli zostać powieszeni na Łobnym Miestie, dawnym miejscu egzekucji na Placu Czerwonym. Później miały rozpocząć się "spontaniczne" pogromy a Stalin jako "obrońca Żydów" miał ich przesiedlić na Nową Ziemię i do Birobidżanu. Deportacją miał kierować Łazar Kaganowicz - żydowski współpracownik Stalina, który wcześniej bez żadnych oporów poparł skazanie swojego brata na śmierć. W terenie deportację mają organizować przedstawiciele młodego pokolenia partyjnego - np. Leonid Breżniew, który dostaje zadanie rozwiązania kwestii żydowskiej w Mołdawii.



Stalin osobiście zredagował skierowany do siebie list otwarty sowieckich, żydowskich inteligentów, w którym znalazł się apel o deportację wszystkich Żydów w "bezpieczne miejsca". Apel był masowo przez nich podpisywany - tylko kilka osób się wyłamało. Ilia Erenburg zwrócił się listownie do Stalina, czy powinien podpisać. Nie dostał odpowiedzi. Podpisać lisu nie chciał Lew Mechlis, były główny politruk Armii Czerwonej (który po klęsce na Krymie przepraszał Stalina mówiąc; "Rozwal ten głupi żydowski łeb!"). 14 lutego 1953 r. "Prawda" poinformowała o jego śmierci na zawał serca. Stalin podczas popijawy z Chruszczowem powiedział mu, że robotnicy powinni dostać pałki do rąk, by spuścić wpierdol Żydom. Gdy na jednym z zebrań ze współpracownikami poruszono temat trudności technicznych podczas deportacji, Stalin zbył to mówiąc: "Połowa z nich i tak umrze w drodze". W lutym nakazał ministrowi obrony Bułganinowi ściągnąć do Moskwy oraz innych dużych miast tysiące wagonów bydlęcych. 17 lutego 1953 r. sowiecki wódz przyjmował u siebie indyjskiego ambasadora Krishnę Menona, ostatniego cudzoziemca, jakiego widział przed śmiercią. Menon zapamiętał, że Stalin maniakalnie rysował wilki. (Wilki były dla Stalina symbolem wrogów - podczas jednej z popijaw ze współpracownikami puszczał im na przemian płytę z nagranym wilczym wyciem i płytę z pieśniami w jidysz. ) Stalin pytał się też Menon o czystość językową w Indiach.



W styczniu Stalin zaczął rozpowszechniać plotkę, że Beria jest Żydem. Zeznania aresztowanych megrelskich generałów mówiły, że chcieli oni oderwać Gruzję od ZSRR. Na ich zeznaniach Stalin naniósł uwagi: "Uderzyć w głównego Megrela" i "Śmierć wszystkim megrelskim bandytom!". Gotowy był rozkaz deportacji na Syberię wszystkich Megrelów. W oczach sowieckiego dyktatora Megrelowie i Żydzi zlali się w jedno. Na ulicach Tbilisi pojawiły się oddziały kozackie. Miały one szablami i nahajkami zapędzać Gruzinów do bydlęcych wagonów...

Beria musiał działać.

W 1953 r. żydowskie święto Purim, obchodzone na cześć zabójstwa perskiego dygnitarza planujące eksterminację Żydów, wypadało 28 lutego 1953 r.

***

Kolejny odcinek serii "Prometeusz" będzie poświęcony temu co się wydarzyło w nocy z 28 lutego na 1 marca 1953 r.

***

A co do spraw bieżących: Jeśli nie wiecie kim jest Roger Stone, to gówno wiecie o Ameryce Trumpa. A o tym gostku niedawno zrobili ciekawy film dokumentalny.

sobota, 15 kwietnia 2017

Największe sekrety: Prometeusz - Kiedy znowu będzie wojna



25 kwietnia 1945 r. w pobliżu miasta Torgau nad Łabą spotkali się amerykańscy i sowieccy zwiadowcy. Dwóch żołnierzy z sojuszniczych armii podało sobie ręce. Legenda mówi, że jeden z nich był czarnoskóry a drugi był Azjatą. O ile Afroamerykanie rzadko wówczas trafiali na pierwszą linię walki, to w Armii Czerwonej rzeczywiście często można było wówczas spotkać sołdatów o skośnych oczach. Biała męska populacja ZSRR była wówczas mocno wyniszczona i kraj sięgał bardzo głęboko do swoich rezerw demograficznych - po poborowych którzy ledwo rozumieli komendy wydawane w języku rosyjskim, nigdy nie widzieli dużego miasta i wywodzili się z ludów, których carska administracja bała się wcielać do armii. "Wyzwalane" narody miały skojarzenia ze średniowiecznymi najazdami tatarskimi.

Ilustracja muzyczna: Taylor Swift - Wildest Dreams



Gen. George Patton, legendarny, okryty chwałą dowódca amerykańskiej 3-ej Armii, mówił wówczas, że USA powinny uzbroić Hunów (tak w czasie I wojny światowej nazywano Niemców) przeciwko Mongołom (czyli Sowietom), zanim Mongołowie zaatakują. Po takich uwagach został prewencyjnie przesunięty na boczny tor, do kierowania armią historyków wojskowości. Gen. William Donovan idący w odstawkę szef likwidowanej służby wywiadowczej OSS uznał jednak, że Patton będzie groźny po powrocie do kraju, gdzie będzie głośno mówił jak naprawdę ta wojna przebiegała, kim są sowieccy sojusznicy i kto popełnił jakie błędy w alianckim dowództwie. Jak wskazuje amerykański historyk Robert Wilcox w swojej książce "Cel Patton", Donovan zawiązał spisek na życie gen. Pattona wspólnie z Sowietami. Argumentował, że Patton może wywołać III wojnę światową. Przedostatni Bóg Wojny dostał jednak o tym spisku ostrzeżenie - mjr Steven Skubik z wywiadu wojskowego poinformował go o szykowanych zamachach. Dostał te informacje od środowisk ukrainskich - Stepana Bandery, gen. Pawło Szandruka (oficera przedwojennego Wojska Polskiego, dowódcy Ukraińskiej Armii Narodowej, odznaczonego przez gen. Andersa orderem Virtuti Militari) i prof. Romana Smal-Stockiego z Ruchu Prometejskiego. Powoływali się oni na wiedzę od swoich wtyczek w NKGB, czyli prawdopodobnie ostrzeżenie pochodziło od ludzi Berii. Pattonowi udało się wybrnąć z dwóch prób zamachów, został ranny w ostatnim, przeprowadzonym przez Douglasa Bazatę, zabójcę z OSS i ostatecznie otruto go w szpitalu.

Flashback: Największe sekrety - Śmierć Przedostatniego Boga Wojny



Po drugiej stronie powstającej Żelaznej Kurtyny zwolenników III wojny światowej było dużo więcej. Sowieccy marszałkowie pytali, czemu musieli się zatrzymać na Łabie. Sztemienko i Wasilewski mieli wszak gotowe plany zajęcia reszty Niemiec, Francji i Włoch. Po latach Stalin wspominał w rozmowie z szefem Francuskiej Partii Komunistycznej Mauricem Thorezem, że celem Sowietów było dojście do Paryża. Latem 1945 r. poważnie myślano na Kremlu czy nie rzucić "400 dywizji" dalej na Europę. Kwestią wywołującą największe dyskusje nie było to, czy to zrobić, tylko jak szybko zrobić. Otrzeźwienie przyszło podczas Konferencji Poczdamskiej. Stalin został powiadomiony przez Berię o tym, że Amerykanie przetestowali broń o ogromnej sile rażenia - bombę atomową. Wkrótce potem USA przeprowadziły kolejne testy bomby - w Hiroszimie i Nagasaki. Stalin słusznie uznał, że zrzucając tak potężną broń na kraj, który szukał możliwości honorowej kapitulacji, chcieli oni przede wszystkim odstraszyć Sowietów przed głupimi pomysłami takimi jak kolejny "marsz wyzwoleńczy" na Europę. I skutecznie odstraszyli.



W trakcie wojny nieufność Stalina do Berii rosła. Podsłuchano jak w 1943 r. Stalin nazwał go po gruzińsku "zdrajcą". Przez ostatnie dwa lata wojny stopniowo ograniczał mu uprawnienia, reorganizując tajne służby i tworząc mu konkurencję w postaci Smierszu. W podbitych krajach doradcy z NKWD zawsze byli dublowani przez doradców ze Smierszu, którzy pilnowali ich prawomyślności. Ludzie Abakumowa szukali dowodów na zdradę ludzi Berii. Stalin nie pozbył się jednak Berii całkowicie, gdyż w 1941 r. partyjna wierchuszka wyrwała mu część władzy a uderzenie w Berię mogłoby zachęcić ją do konsolidacji oporu, Beria mógł zachować gdzieś za granicą materiały z teczki Stalina z Ochrany a poza tym czasem bywał przydatny - dostarczał dobrych informacji na temat amerykańskiego programu atomowego. Informacji, opatrzonych często sceptycznymi komentarzami, ale prawdziwych. W sierpniu 1945 r. Beria został więc odsunięty od służb (gdzie zachował jednak swoje wtyczki) i oddelegowany do projektu budowy sowieckiej bomby atomowej. Zdawał sobie sprawę, że jeśli w ciągu kilku lat nie podoła zadaniu, nic go nie uratuje.



Wkrótce po tym jak Beria został odsunięty od służb specjalnych, doszło do paraliżu sowieckiej działalności szpiegowskiej w USA. Wstępem do tego wstrząsu był dziwny epizod z 1943 r. Do FBI trafił list, w którym wskazywano szefa sowieckiej rezydentury Wasilija Zarubina oraz jego żonę jako niemieckich i japońskich agentów. Wspominano w nim, że Zarubin ma problemy psychiczne po tym jak brał udział w egzekucjach polskich oficerów w Katyniu. Wymieniono również nazwiska innych członków sowieckiej siatki szpiegowskiej, np. Grigorija Chajfeca i Earla Browdera oraz wskazano w jaki sposób można ich zmusić do współpracy. W 1944 r. przeszedł na stronę Amerykanów sowiecki agent Wiktor Krawczenko - niespecjalnie go ścigano. We wrześniu 1945 r. zdezerterował szyfrant sowieckiej ambasady w Ottawie Igor Guzenko i wydał kanadyjskim służbom niemal całą sowiecką siatkę szpiegostwa nuklearnego. Dzięki niedbalstwu sowieckich szyfrantów (wielokrotnemu wykorzystywaniu tych samych jednorazowych kombinacji kodowych) Amerykanom udało się zaś złamać kody używane przez tajne służby ZSRR.  Mieli sporą część ich agentury na talerzu - rozpracowywali ją w ramach programu Venona.W 1945 r. zdezerterowała z sowieckiej siatki Elisabeth Bentley, która wystawiła później FBI 80 agentów. Na odchodnym Beria zarządził, by wstrzymać operację szpiegostwa nuklearnego w USA i wykorzystywać sprzyjających Sowietom zachodnich naukowców jedynie do propagandy rozbrojeniowej. Od listopada 1945 r. do września 1947 r. praktycznie nie było już sowieckiego szpiegostwa w Stanach Zjednoczonych. Beria i Mierkułow zostawiali następcom zrujnowany wywiad.



Sam nie potrzebował już świeżych informacji dotyczących bomby atomowej. Materiał zgromadzony w latach wojny był wystarczający. Jerrold i Leon Schecter w książce "Kompromitujące sekrety Ameryki" wskazali, że największy problem sowieckim kadrom naukowym zgromadzonym przez Berię (Igorowi Kurczatowowi, Andriejowi "Ekstremalnemu Pojebowi" Sacharowowi) stworzyło tłumaczenie anglojęzycznych terminów technicznych na rosyjski. Najlepsze sowieckie kadry były mocno zapóźnione wobec zachodniej nauki i przez cztery lata biedziły się nad zrozumieniem o co chodzi z tą całą bombą atomową. Dla sporej części z nich praca w tajnych ośrodkach badań nuklearnych była rodzajem wakacji. Dobrze karmiono a Beria pozwalał na swobodę badań i wymianę myśli. Wciągał do projektu też naukowców szykanowanych przez partyjnych ideologów oraz akademickie mendy - m.in. genetyków sprzeciwiających się tezom Miczurina i Łysenki.



W trakcie drugiej wojny światowej funkcjonariusze sowieckich służb byli zszokowani tym jak chętnie i entuzjastycznie zachodni naukowcy przekazywali im nuklearne sekrety. Ludzie tacy jak Klaus Fuchs, Morris Cohen, Harry Gold, David Greenglass, Theodore Hall, Allan Nunn May, Morton Sobell czy Bruno Pontercovo szpiegowali dla Sowietów nie biorąc za to ani kopiejki. To dla ich oficerów prowadzących było aż zbyt piękne, by było prawdziwe. Długo podejrzewano więc, że cała historia z bombą atomową to tylko aliancka operacja dezinformacyjna mająca sprawić, by ZSRR marnował siły i środki na nierealny projekt.



A co mogli sobie pomyśleć, gdy z sekretami dotyczącymi brytyjskiego programu nuklearnego i radaru zgłaszał się do nich baron Victor Rothschild? Według australijskiego historyka Rollanda Perry'ego, ów nestor bankierskiego rodu, człowiek z samego serca brytyjskiego establiszmentu, długoletni oficer MI5 i doradca kilku rządów, był sowieckim szpiegiem.  Przyznał mu to w latach 90-tych Jurij Modin, były oficer prowadzący Piątki z Cambridge, z którą Rothschild się przyjaźnił. (To on rekomendował przyjęcie Anthony'ego Blunta do MI5.) Oskarżony arystokrata pieniądza ze łzami w oczach w 1986 r. zaprzeczał, że był szpiegiem ZSRR. Oczyszczała go osobiście z zarzutów Margaret Thatcher.



Chyba najlepszym dowodem na to, że technologię nuklearną celowo przekazano ZSRR są "Dzienniki majora Jordana".  Mjr George Jordan był jednym z oficerów realizujących lotniczą część dostaw Lend-Lease do Związku Sowieckiego. Prowadził on skrupulatne notatki na temat swojej pracy i tego, co wywożono tą drogą z USA. Z jego zapisków wynika, że do Sowietów trafiały w ten sposób materiały rozszczepialne. Zdarzało mu się nielegalnie kontrolować sowieckie przesyłki dyplomatyczne i znajdował w nich dokumentację dotyczącą projektu "Manhattan". Informował o tym zwierzchników a po wojnie składał zeznania w tej sprawie w Kongresie. Za transfery technologii obwiniał głównie Harry'ego Hopkinsa, najbliższego doradcę prezydenta Roosevelta. Ale można powiedzieć, że Hopkins nie był jedyny. To była świadoma polityka mająca na celu wsparcie ZSRR w roli mocarstwa zagrażającemu reszcie świata, tak by USA mogły przejąć kontrolę nad kapitalistyczną częścią świata. Jak to obrazowo ujął Robert Kiyosaki: Związek Sowiecki dostał wszystko od USA, nawet bombę atomową, a kiedy przestaliśmy go żywić, upadł a Zimna Wojna się skończyła.



Przecieki odbywały się jednak w obydwie strony. W październiku 1947 r, zbiegł na Zachód G. A. Tokajew, wysokiej rangi funkcjonariusz sowieckich służb, współpracownik Berii. Ostrzegał, że Stalin szykuje III wojnę światową i przekazał zachodnim służbom informacje o sowieckim programie rakietowym. W lutym 1948 r. sir William Stephenson, były łącznik między brytyjskimi oraz amerykańskimi służbami, poinformował Amerykanów, że we wrześniu 1949 r. ZSRR będzie miał bombę atomową. Przyznał, że mają kreta w sowieckim programie nuklearnym. W lipcu 1948 r. Klaus Fuchs ostrzegał MGB, że MI6 ma szpiega w programie atomowym ZSRR. 29 sierpnia 1949 r. pod Semipałatyńskiem przeprowadzono pierwszy test sowieckiej bomby atomowej RDS-1. Gen. Nikołaj Własik, szef ochrony Stalina, stwierdził później, że szykował się wówczas do aresztowania Berii. Bomba została z sukcesem przetestowana na tydzień przed planowaną datą aresztowania. Stalin odwołał nakaz pojmania byłego szefa NKWD. Beria ocalił życie i wrócił do łask.



Stalin posiadając bombę atomową poczuł się wszechmocny. Przygotowania do kolejnej wojny światowej prowadzone były nieprzerwanie od 1945 r., co zaowocowało m.in. kolejnym wielkim głodem w ZSRR w drugiej połowie lat 40-tych, falami czystek w wojsku, wśród inteligencji, w partii (sprawa leningradzka), gwałtowną rozbudową przemysłu ciężkiego i coraz większym podporządkowaniem, terroryzowaniem i zmilitaryzowaniem krajów satelickich. Po pierwszym udanym teście nuklearnym, wszystkie te procesy przyspieszyły. W lutym 1950 r. wydłużono służbę wojskową w siłach lądowych z dwóch do trzech lat, w lotnictwie do czterech, w marynarce wojennej do pięciu. Wciąż w armii służyli nie zdemobilizowani żołnierze powołani w trakcie wojny. Przeprowadzono pierwsze manewry w Arktyce i rozmieszczono na Czukotce 14-tą Armię Powietrznodesantową mającą zaatakować Alaskę. W MGB powołano Biuro nr. 1 mające dokonywać ataków dywersyjnych, sabotażu, zamachów terrorystycznych za granicą oraz likwidować zachodnich przywódców. Opracowano plany uderzenia na amerykańskie bazy w Europie i na porty zachodniego wybrzeża USA.Na pacyficznym wybrzeżu ZSRR zbudowano stocznię mogącą wypuszczać dwa krążowniki i cztery łodzie podwodne rocznie. Rozpoczęto prace na atomowymi okrętami podwodnymi, śmigłowcami bojowymi, odrzutowymi oraz turbośmigłowymi bombowcami a także rakietami dalekiego zasięgu. W styczniu 1951 r. na konferencji w Moskwie odbyła się konferencja przywódców partii komunistycznych i szefów sił zbrojnych całego bloku. Marszałek Sztemienko mówił o gotowości do 1953 r. zbudowania wojsk potrzebnych do pokonania NATO. Marszałek Rokossowski wskazywał, że PRL mogą być one gotowe dopiero w 1956 r. Stalin mu przerwał mówiąc: "Jeśli Rokossowski może zagwarantować, że przed 1956 r. nie będzie wojny, można pozostać przy poprzednim planie, ale jeśli nie, lepiej przyjąć propozycję Sztemienki." Zapowiedział też, że ma zamiar zająć całą Europę. W listopadzie 1951 r. zaczęto w ZSRR szkolić enerdowskich pilotów wojskowych i rozpoczęto program forsownej militaryzacji NRD. Hillary Minc mówił do jednego ze swoich podwładnych: "Musimy być przygotowani na najgorsze. Wojna może wybuchnąć za rok, najdalej za dwa lata. Przestawiamy gospodarkę na produkcję wojenną". Sowieckie wydatki na zbrojenia wzrosły o 60 proc. w 1951 r. i o dodatkowe 40 proc. w 1952 r. Stan liczebny Armii Czerwonej wzrósł z 2,9 mln żołnierzy w 1949 r. do 5,8 mln w 1953 r. W 1952 r. Stalin nakazał szybko sformować 100 dywizjonów bombowców odrzutowych i wielkiego zgrupowania pancernego w Europie Środkowej mającego dokonać "tacyńskiego" rajdu na lotniska NATO w Niemczech.
Wiara części Żołnierzy Wyklętych w rychłą III wojnę światową była więc w pełni racjonalna...



Przygrywką do konfrontacji na pełną skalę była wojna koreańska. Podjęto decyzję o jej wywołaniu po teście nuklearnym z sierpnia 1949 r. Z inicjatywą wyszedł Mao, który uważał, że taki konflikt będzie oznaczał ogromny transfer technologii wojskowej z ZSRR do Chin.




Grubego Kima nie trzeba było do tego namawiać. Amerykanie we wrześniu 1949 r. wycofali zresztą wojska z Korei Płd. a sekretarz stanu Dean Acheson stwierdził, że Korea leży poza amerykańską rubieżą obronną na Pacyfiku. Lepszego zaproszenia do ataku nie było trzeba. 25 czerwca 1950 r. północnokoreańska armia runęła na Seul. We wrześniu 1950 r. uciekała na Północ pobita przez Ostatniego Boga Wojny gen. Douglasa MacArthura. Do akcji musieli wejść Chińczycy i sowieckie lotnictwo. Stalin uznał, że zwyciężył a Korea pokazała słabość armii amerykańskiej. Nie mógł się bardziej pomylić. Amerykanie oraz ich sojusznicy wielokrotnie pokazali tam swoją wyższość - jedynie oligarchowie z Waszyngtonu nie pozwolili im na zmiażdżenie komuny. Jak później zeznał w Kongresie płk Philip J. Corso, ta wojna była realizacją strategii NSC "nie wygrywać". Konflikt miał być utrzymany bez rozstrzygnięcia. Jak zauważył Yanis Varoufakis w "Globalnym Minotaurze" pozwolił on Amerykanom odbudować gospodarkę Japonii oraz innych krajów Azji w ramach systemu z Bretton Woods. Stalin myślał jednak, że wygrywa. W październiku 1952 r. przyjmował Czou En-laja i poinformował go o swoich planach podboju Europy. Czou stwierdził, że ChRL chce zbudować armię liczącą 3,2 mln żołnierzy. Stalin odparł: "To jest minimum". Czou mówił też o 150 pułkach lotniczych. "To za mało, potrzeba 200" - odrzekł sowiecki dyktator.

Cała partyjna wierchuszka była świadoma, że wojna będzie oznaczała jej koniec. Monitowali do Stalina, że kraj nie jest przygotowany do wojny. On ich zbywał. Wiedział, że ma niewiele czasu a chciał się zapisać w historii jako zdobywca Europy. Zanim zrealizuje te plany będzie musiał się jednak pozbyć ludzi, którzy pamiętali w jakim stylu dowodził krajem i wojskiem podczas drugiej wojny światowej. Szykowała się powtórka z 1937 roku...

***

Podkomisja dra Berczyńskiego opublikowała ciekawą i dobrze zrobioną prezentację, która przekonała do teorii zamachowej ostro antypisowską prof. Staniszkis (do obejrzenia tutaj). Stwierdzono tam, że w jednej z 20 pobranych próbek znaleziono ślady ładunku inicjującego "bomby termobarycznej". Krytycy albo mówili, że przecież wybuch nie został zarejestrowany na nagraniach rozmów z kokpitu - które to nagrania znamy w kilku sprzecznych ze sobą wersjach, różniących się długością zapisu, pełnych anomalii i będących kopiami łaskawie nam udostępnionymi przez rosyjskie służby, którym jak wiadomo należy zawsze ufać. Reagowano też w stylu "bomba termobaryczna, ha ha ha, co to k...wa jest?". Nie wymagający wiele wysiłku rzut oka do Wikipedii pozwala się dowiedzieć, że z amunicji termobarycznej korzystają siły zbrojne m.in. Rosji, USA i Wielkiej Brytanii. Wielokrotnie używano jej w konfliktach zbrojnych i akcjach antyterrorystycznych, np. przy szturmie szkoły w Biesłanie. Rosyjskie siły powietrzne dysponują rakietami z głowicami termobarycznymi. Pułk wyposażony w taką amunicję 10 kwietnia 2010 r. akurat prowadził niespodziewane ćwieczenia jakieś 35 km od Smoleńska.
Co ciekawe, nikt, nawet białoruski astronom Paweł Artymowicz i dr Lasek, nie zakwestionował tego, że w jednej z próbek znaleziono ślady ładunku inicjującego. Nikt nie powiedział: "To nie były ładunek inicjujący, tylko damskie perfumy, kiełbasa lub kamień filozoficzny". A to o tyle interesujące, że moi informatorzy już kilka lat temu wskazywali że Tupolew został zestrzelony rakietą z głowicą termobaryczną. Pisałem o tym tu i tu. Opisali to również autorzy znakomitej książki "Zbrodnia smoleńska. Anatomia zamachu".

O całej sprawie dobrze napisał bloger Matka Kurka.

" Sam byłem jednym z tych, którzy niemądrze wierzyli w pomoc „sojuszników”, ale przecież wystarczy na chwilę ochłonąć, by zrozumieć oczywistą rzecz. Gdyby w Smoleńsku doszło do zwykłego wypadku, to nagrania z satelity dostarczyliby sami Ruscy i Tusk dla świętego spokoju pokazałby materiały z USA, czy innych części świata. Nic takiego się nie stało za PO i nic takiego się nie dzieje za PiS.

Wniosek? Prosty i dramatyczny jednocześnie, Smoleńsk to nie wypadek, ale tak poważna sprawa, że Ruscy i Amerykanie siedzą cicho, bo co oznacza potwierdzenie planowanego strącenia samolotu NATO wiemy wszyscy. Mamy do czynienia ze sprawą, która nie tylko dla Polaków jest wielką tajemnicą, ale z oczywistych względów wiele dowodów jest skrywanych przed światem, ponieważ konsekwencje ich ujawnienia byłyby co najmniej nieprzewidywalne. Parę dni temu publicznie napisałem, że realnie możemy zrobić dwie rzeczy i te dwie rzeczy jesteśmy ofiarom, rodzinom i Polsce winni.W całości musi być zniesiony szmelc wyprodukowany przez Millera i Laska, jako oficjalna wersja polskiej strony. W ramach tej czynności muszą być oczyszczeni polscy piloci i postawione pod ścianą pijane „szympansy” z ruskiej wieży. Rzecz jasna mówię tu o wskazaniu winnych, bo realnie nie ma żadnych szans na osądzenie ruskich kontrolerów. Druga sprawa to właśnie konsekwentne wydobywanie faktów, wszelkimi dostępnymi metodami, co na szczęście się dzieje. "

A czy zauważyliście, że wiele osób, które rozkręca narrację "Trump=rosyjski agent" jednocześnie uważa, że Rosjanie w Smoleńsku nie zrobili absolutnie nic podejrzanego?

***

Święta Wielkanocne są świętami nadziei. I w tą nadzieję warto wierzyć. Kto by się pięć lat temu spodziewał, że w USA będzie rządził prezydent wywołujący krwawą sraczkę u lewicowych liberałów z całego świata i który później sprawi, że na taką przypadłość zapadną prorosyjscy idioci? Kto by się spodziewał, że Angela Merkel przeczyta Manifest Andersa Breivika i rozpocznie wojnę rasowo-religijną w Europie? Trzeba więc mieć nadzieję, bo historia jeszcze nie raz nas wszystkich zaskoczy.
I tej nadziei, a także miłych, rodzinnych Świąt Wielkiej Nocy życzę Wam, moim Czytelnikom.