sobota, 17 lutego 2018

Największe sekrety: Samael - Triumf populizmu

Ilustracja muzyczna: Dominick A. Hecker - Leaves



Amerykanie już kiedyś wybrali Trumpa na prezydenta. No, może wyraziłem się nieprecyzyjnie. Wybrali na prezydenta kogoś, kto był połączeniem Trumpa, Duterte, gen. Mattisa, Alexa Jonesa i profesjonalnego wrestlingowca. Zrobili to w 1828 r. a ich wybrańcem był gen. Andrew Jackson.



Jackson, syn szkocko-irlandzkiego imigranta (ważne w kontekście pierwszego odcinka serii "Samael"), był zarówno weteranem politycznych starć jak i klasycznych wojen. Był kongresmenem, stanowym senatorem, sędzią stanowego Sądu Najwyższego a przy tym generałem milicji, traperem i awanturkiem. W 1815 r. odniósł zaskakujące zwycięstwo nad Brytyjczkami pod Nowym Orleanem. Na własną rękę rozpoczął wojnę hybrydową przeciwko Hiszpanii, podczas której zajął Florydę. Walczył też z Indianami a chodziły też słuchy, że gołymi rękami zabijał niedźwiedzie. Dzieci w szkółkach niedzielnych pytane kto zabił biblijnego Abla odpowiadały: "Andrew Jackson!".
Najcięższą wojnę Jackson stoczył jednak z lobby bankowym oraz establiszmentem politycznym Waszyngtonu. Był autentycznym populistą, który nie bał się rzucić wyzwania ówczesnemu amerykańskiemu Głębokiemu Państwu.



Jackson startował na prezydenta po raz pierwszy w 1824 r. I zdobył więcej głosów w kolegium elektorskim od swojego kontrakandydata  Johna Quincy'ego Adamsa z Partii Republikańsko-Demokratycznej. Miał 99 głosów, gdy Adams 84. Ale wobec nie zdobycia przez obu kandydatów wymaganej przewagi, doszło do głosowania w Izbie Reprezentantów. Ono zostało ustawione przez Adamasa i wpływowego kongresmena Henry'ego Claya. Adams został więc prezydentem a Clay jego sekretarzem stanu. Przed wyborami z 1828 r. zmieniono jednak sposób wyboru prezydenta na bardziej demokratyczny. Partia Republikańsko-Demokratyczna rozpadła się. Jackson był więc kandydatem Partii Demokratycznej a Adams Narodowej Partii Republikańskiej. (Jeśli tego jeszcze nie zauważyliście, to zarówno obecna Partia Demokratyczna jak i Partia Republikańska mają odległego przodka w klubach "jakobińskich" zakładanych przez ludzi Jeffersona.) Wybory wygrał Jackson.



Prowadził on kampanię pod hasłami wymierzonymi w bankierów. O finansistach mówił: "Jesteście gromadą jadowitych węży. Mam plan, by was całkowicie wykorzenić". Obietnicę zaczął spełniać.
Spośród 11 tys. federalnych urzędników zwolnił 2 tys. powiązanych z lobby bankowym. W 1832 r. ponownie wygrał wybory, miażdżąc wspartego 3 mln USD przez to lobby swojego kontrkandydata Henry'ego Claya. W styczniu 1835 r. Jackson w całości spłacił dług publiczny USA - był to jedyny tego typu przypadek w historii tego kraju. Pod koniec miesiąca prezydent stał się celem zamachu. Strzelał do niego brytyjski "niezrównoważony" artysta. Oba pistolety nie wypaliły a 67-letni Jackson rzucił się z pięściami na zamachowca, krzycząc: "Nie potrafisz lepiej strzelać sukinsynu!". Prezydenta powstrzymał przed pobiciem zamachowca kongresmen Davy Crockett. Jackson ważał, że za próbą zamachu stali bankierzy. Postanowił więc ich ostrzej zaatakować.





Licencja Drugiego Banku Stanów Zjednoczonych, kontrolowanego przez prywatny kapitał (głównie brytyjski) upływała w 1836 r., w końcówce kadencji Jacksona.  Kongres przedłużył licencję, ale prezydent zawetował tę decyzję. Szef banku centralnego Nicholas Biddle  groził wcześniej: "Jeśli Jackson zawetuje nowelizację, ja zawetuję Jacksona". Na odchodnym nagle ograniczył podaż pieniądza i wywołał kryzys finansowy znany jako "Panika 1837r." Recesja trwała z krótkimi przerwami siedem lat a bankierzy udowodnili w ten sposób, że prezydent miał rację starając się ich zniszczyć.



Andrew Jackson zmarł w 1845 r. a na nagrobku w swoim mauzoleum kazał wyryć napis: "Zniszczyłem banki". Jego ocena była jednak przedwczesna.




Następca Jacksona, prezydent Martin van Buren, próbował stworzyć system bankowości centralnej kontrolowany przez państwo. Nie udało mu się to z powodu oporu Kongresu.  Wybory z 1840 r. wygrał kandydat założonej przez Henry'ego Claya Partii Wigów, gen. William Henry Harrison, bohater wojny 1812 r. (Co ciekawe Partia Whigów miała korzenie m.in. w Partii Antymasońskiej!) . Henry Clay liczył, że będzie nim sterował, ale prezydent szybko się z nim pokłócił i nie chciał prowadzić polityki probankierskiej. Harrison zmarł ledwo po kilku tygodniach rządów. Jego następca John Tayler również nie chciał się słuchać Claya i został wyrzucony przez to z własnej partii. 



W 1849 r. wigowie znów wygrali wybory i prezydentem został gen.Zachary Taylor. On również szybko uniezależnił się od Claya i stwierdził, że sprawa  powołania nowego banku centralnego jest zamknięta. Taylor zmarł po kilku miesiącach rządów a w 1991 r. odkryto w jego szczątkach ślady arszeniku.



Pod koniec lat 40-tych XIX wieku w USA zaczął się boom gospodarczy. Był on skutkiem m.in. odkrycia wielkich złóż złota w Kalifornii.  W ówczesnych czasach dolar opierał się na złocie i srebrze, czyli jego podaż była ograniczana przez dostępne rezerwy tych kruszców. Podaż przez to była niewystarczająca jak na potrzeby gospodarki dysponującej rosnącymi mocami produkcyjnymi (przemysł na Północy rozwijał się dzięki protekcjonistycznej polityce zapoczątkowanej przez Hamiltona a stosunkowo wysokie płace oraz wielka dostępność ziemi pod uprawę przyciągały do USA rzesze imigrantów). Nagła "złota lawina" z Kalifornii umożliwiła gwałtowną ekspansję monetarną w USA znacznie przyspieszając wzrost gospodarczy. A jak te złoża złota znalazły się w granicach USA? W wyniku wojny hybrydowej zapoczątkowanej przez Andrew Jacksona. Pod koniec jego prezydentury, w 1836 r. dochodzi do secesji Teksasu z Meksyku. Buntują się amerykańscy osadnicy wspierani przez ochotników z USA takich jak np. kongresmen Davy Crockett (poległy pod Alamo). Teksańczycy wygrywają wojnę z Meksykiem a w 1845 r. Republika Teksasu zostaje przyłączona do USA. Z tego powodu dochodzi do wojny amerykańsko-meksykańskiej z lat 1846-48, w której wojska amerykańskie odnoszą zwycięstwo, wkraczają do Mexico City i zajmują szmat ziemi stanowiący obecny zachodni region USA. Wśród zdobytych terytoriów jest też Kalifornia, gdzie wcześniej amerykańscy osadnicy ogłosili powstanie republiki.



Rosnąca potęga gospodarcza USA coraz bardziej niepokoi europejskie mocarstwa. Rozpoczynają one działania mające na celu zniszczenie rodzącej się geopolitycznej konkurencji...

***



W marcu 2017 r. prezydent Donald Trump odwiedził Mauzoleum Andrew Jacksona i złożył hołd temu wielkiemu populiście. Ta wizyta wywołała spore zdziwienie, gdyż Mauzoleum to dotychczas odwiedzali niemal wyłącznie prezydenci będący demokratami z Południa a w ostatnich dwóch dekadach Andrew Jackson był na cenzurowanym jako prezydent "właściciel niewolników" i "zbrodniarz wojenny". Trump stwierdził, że "Jackson mógł zapobiec wojnie secesyjnej, gdyby pożył dłużej". Kazał też powiesić w swoim gabinecie portret tego prezydenta. Tymczasem za kadencji Obamy usunięto wizerunek Andrew Jacksona z 20-dolarówki zastępując go portretem XIX-wiecznej murzyńskiej aktywistki Harriet Tubman. Symbole czasem bardzo mocno przemawiają...

A w kolejnym odcinku serii "Samael": wojna secesyjna, Lincoln, pułapka zadłużeniowa, wojna hybrydowa przeciwko USA oraz dużo muzyki na banjo...


***

Amerykanie nie zrobili czegoś takiego bodajże od czasów wojny wietnamskiej: zbombardowali Ruskich. W Syrii, w amerykańskim nalocie, zginęło około 200 rosyjskich najemników z tzw. Grupy Wagnera a setka odniosła rany. Ciała wywożono z pola bitwy Kamazami. Amerykanie mieli przy tym pełną świadomość, że uderzają w Ruskich - w pobliżu saperzy z regularnej rosyjskiej jednostki budowali przeprawę przez Eufrat. Putin ponoć zachorował i odwołał oficjalne spotkania. Pewnie radzi się swoich ludzi, co robić dalej. Mam wrażenie, że od wyborów prezydenckich w USA jest zagubiony. Był umówiony z Hillary, że to ona wygra i będą odgrywać wspólnie teatrzyk: "my jesteśmy złymi Rosjanami napadającymi na różne postsowieckie państewka oraz wspierającymi straszliwych faszystów na Zachodzie, a my jesteśmy dobrymi liberalnymi globalistami, którzy wprowadzają swoje porządki w państwach zagrożonych agresją złych Rosjan. Każdy kto się przeciwstawia Putinowi będzie agentem zachodnich globalistów, a każdy kto się przeciwstawia Hillary i zachodnim globalistom będzie faszystą i agentem Putina. Wspólnie wrobimy nawet Trumpa we współpracę z Rosją, by Hillary wygrała wybory a ta narracja była korzystniejsza. A jak Hillary wygra wybory to zrobimy po cichu parę deali w stylu Uranium One, zniesiemy ustawę Magnickiego i odegramy jakąś pozorowaną wojenkę - np. rosyjską inwazję na Białoruś czy na Azerbejdżan". Coś się jednak popsuło, Trump wygrał wybory a Putin nie wie jaki jest scenariusz i ją mu rolę w nim obsadzono. Co z tego wyniknie? Jeszcze więcej chaosu. Ale jeśli Moskale odpowiedzą, to zapewne hybrydowo. Trzeciej wojny światowej nie wywołają z powodu najemników przeznaczonych na rozwałkę...

sobota, 10 lutego 2018

Największe sekrety: Samael - Hamilton i Jefferson

Ilustracja muzyczna: Hans Zimmer - Bane's Theme 


"Na pewno nie poczułeś terrorystycznego nastroju jaki pobudził Genet w 1793 r., gdy dziesiątki tysięcy ludzi wyszły na ulice Filadelfii, dzień po dniu grozili, że wywloką Waszyngtona z jego domu i wywołają rewolucję... Nic poza cudem nie mogło uratować Stanów Zjednoczonych przed fatalną rewolucją" - pisał w 1813 r. do byłego prezydenta Thomasa Jeffersona przyszły prezydent John Quincy Adams, syn prezydenta Johna Adamsa. To dosyć niezwykły list - oto bowiem dwóch prezydentów koresponduje sobie na temat nieudanej próby wywołania rewolucji czy też wojny hybrydowej w młodej amerykańskiej republice. Wspomniany w tym liście Edmond-Charles Genet, to francuski ambasador, który przybył do Filadelfii w kwietniu 1793 r. Oficjalnie miał wyegzekwować amerykańskie długi wobec dawnej francuskiej monarchii, zajął się jednak głównie rekrutowaniem ochotników do własnej milicji - oficjalnie do walki przeciwko Brytyjczykom. Stał się również patronem powstających w amerykańskich miastach Klubów Demokratyczno-Republikańskich, wzorowanych na klubach jakobińskich. John Quincy Adams twierdził, że "kluby te były tak perfekcyjnie związane z paryskimi jakobinami, że ich pochodzenia od wspólnego rodzica nie da się zaprzeczyć". Prezydent Waszyngton ostrzegał zaś, że "kluby te wstrząsną rządem do jego fundamentów". Rzeczywiście doszło do rewolucyjnego ferworu, którego przejawem była w latach 1791-1794 tzw. Rebelia Whiskey, bunt przeciwko podatkowi nałożonemu na bimber. Administracja Waszyngtona obawiała się jednak, że dojdzie do czegoś poważniejszego. Forsowała więc ustawę Alien and Sedition Act mającą chronić USA "przed szeroką, francuską konspiracją jakobińską i jej płatnymi agentami znajdującymi się nawet na wysokich stanowiskach w rządzie".



Prezydent Waszyngton osobiście był przekonany, że za tą nieudaną próbą rewolucji stali Iluminaci. W jednym ze swoich listów z 1798 r. wyraził niepokój, że "Iluminaci przybyli na amerykański brzeg". John Quincy Adams również domyślał się iluminackiej inspiracji wzmiankując, że kluby demokratyczno-republikańskie i jakobińskie miały wspólnego rodzica. W maju 1798 r. przyjaciel prezydenta Waszyngtona wielebny Jedediah Morse mówił: "Praktycznie cały cywilny i kościelny establiszment Europy został wstrząśnięty do fundamentów przez tą okropną organizację. Korzenie Rewolucji Francuskiej można powiązać z jej machinacjami a także wyjaśnić nimi do pewnego stopnia sukcesy francuskich armii. Jakobini są nie mniej nie więcej, ale otwartą manifestacją ukrytego systemu Iluminatów. Zakon ma swoje gałęzie i swoich emisariuszy w Amerce". Kilka miesięcy później Timothy Dwight, profesor Uniwersytetu Yale, pytał: "Czy nasi synowie będą uczniami Woltera i dragonami Murata a nasze córki konkubinami Iluminatów?"



Thomas Jefferson, jeden z Ojców Założycieli USA, poseł amerykański do Francji (1785-1789), pierwszy sekretarz stanu USA (1790-1793), drugi wiceprezydent USA (1797-1801), trzeci prezydent USA (1801-1809), twórca doktryny Imperium Wolności, był wielokrotnie oskarżany o bycie przywódcą amerykańskiej gałęzi Iluminatów. Podczas kampanii wyborczych przeciwnicy oskarżali go o jakobinizm, ateizm oraz uleganie europejskiej zarazie ideologicznej. Wielebny Morse otwarcie nazywał go "illuminatą", John Quincy Adams w jednym ze swoich listów wskazywał, że Jefferson wykorzystywał loże masońskie w USA dla celów illuminatów i kultu Lucyfera. Jefferson zawsze gwałtownie zaprzeczał takim oskarżeniom, ale z jakiegoś powodu publicznie bronił nominalnego założyciela Iluminatów Adama Weishaupta. Mówił, że to "nieszkodliwy filantrop", którego "prześladują tyrani i księża". Faktem jest również to, że założona w 1792 r. Partia Demokratyczno-Republikańska opierała się głównie na działaczach Klubów Demokratyczno-Republikańskich, które ambasador Genet próbował wykorzystać do wywołania rewolucji w USA. Później jego partia przekształci się w Partię Demokratyczną.

 Jefferson opierał się przede wszystkim na warstwach niższych i głosił egalitarne przesłanie. Co ciekawe nastawiał też elektorat przeciwko bankierom. "Jestem głęboko przekonany, że niebezpieczeństwo dla naszej wolności, jakie stanowią międzynarodowe instytucje bankowe, jest daleko większe niż groźba e strony wrogich armii. Bankierzy stworzyli już nową arystokrację pieniądza, lekceważąc lokalne rządy. Prawo do emisji pieniądza musi być wydarte z bankierskich rąk, musi ono należeć do właściwego suwerena - narodu"- pisał w 1802 r. Dlaczego rzekomy Iluminata miałby sięgać po taką retorykę? Trzeba to widzieć w kontekście ówczesnej walki politycznej.



Głównym przeciwnikiem Jeffersona był Alexander Hamilton, pierwszy sekretarz skarbu USA (1789-1795), twórca Partii Federalistycznej. Urodzony w Brytyjskich Indiach Zachodnich, wżenił się w arystokratyczną nowojorską rodzinę i odnosił sukcesy w branży bankowej. Łączyły go szerokie interesy z brytyjskimi bankierami a szczególnie z rodziną Baringów. Hamilton był więc jednocześnie reprezentantem interesów amerykańskich przemysłowców i finansistów z Północy (stąd jego polityka protekcjonistyczna, która de facto zbudowała potęgę gospodarczą USA) a także tych finansistów z londyńskiego City, którzy widzieli interes w inwestowaniu w dawnych koloniach amerykańskich. Jefferson był zaś bardzo mocno związany z Francją oraz iluminatami, którzy eksterminowali brytyjską agenturę we Francji podczas rewolucji. Jefferson starał się więc krzyżować szyki Hamiltonowi.



Do pierwszego ich starcia doszło w 1790 r. Hamilton zaproponował Waszyngtonowi stworzenie banku centralnego: Pierwszego Banku Stanów Zjednoczonych. Instytucja ta miała należeć w 80 proc. do prywatnego kapitału i udzielać pożyczek państwu. To był oczywisty przekręt. Ustawa ledwo co przeszła w Kongresie a Jefferson namawiał Waszyngtona do jej zawetowania. Prezydent dał się jednak przekonać Hamiltonowi, który użył argumentu, że inaczej kraj zbankrutuje i dojdzie do rewolucji. Ustawa została podpisana a przez następne pięć lat amerykański dług publiczny powiększył się o 8 mln dolarów. W ciągu kilkunastu lat brytyjscy inwestorzy - a szczególnie rodzina Baringów - zdobyli 70 proc. udziałów w banku. To brytyjski kapitał wyznaczał więc politykę pieniężną w USA. Miało to jednak swoje plusy. W latach 90-tych XVIII w., gdy pojawiło się ryzyko wojny USA z Francją, Baring sfinansował wielkie zakupy uzbrojenia dla amerykańskiej armii, W 1803 r.  sfinansował też zakup Luizjany przez USA od napoleońskiej Francji. Transakcja ta wzbudzała zresztą wielkie protesty w Wielkiej Brytanii - oto bowiem bank z londyńskiego City pomagał dostarczyć Napoleonowi pieniądze potrzebne na wojnę przeciwko Brytyjczykom i ich europejskim sojusznikom.



Hamilton był głównym przeciwnikiem Jeffersona w wyborach prezydenckich z 1800 r. Nie dostał się jednak do finałowej tury a w kolegium elektorskim jego głos przeważył o wyborze... Jeffersona. Hamilton chciał w ten sposób uniknąć wyboru na prezydenta Aarona Burra, którego nienawidził. Burr został wiceprezydentem u Jeffersona w latach 1801-1804 a wcześniej był główny politycznym rozgrywającym w Nowym Jorku. Należał tam do Klubu Demokratyczno-Republikańskiego ale też założył Bank of the Manhattan Company, który stał się jednym z "przodków" banku JPMorgan Chase. 11 lipca 1804 r. Burr zastrzelił Hamiltona podczas pojedynku. W 1807 r. Burr został oskarżony o zdradę: plan oderwania części terytorium od USA i hiszpańskich kolonii oraz zbudowania tam własnego państwa. Były wiceprezydent musiał udać się na wygnanie. Prawdopodobnie został w tą całą sprawę wrobiony. Raczej nie myślał o dokonaniu secesji części terytoriów USA, ale o wywołaniu antyhiszpańskiej wojny hybrydowej w Teksasie. Zeznania, które go obciążyły złożył gen. James Wilkinson, dowódca armii USA a zarazem... hiszpański agent.



Jefferson przez dwie prezydenckie kadencje bezskutecznie próbował zlikwidować Pierwszy Bank Stanów Zjednoczonych. Udało się to dopiero w 1811 r., gdy kończyła się 20-letnia ustawowa kadencja banku. W Kongresie przewagą jednego głosu zdecydowano o jej nie przedłużaniu. W Senacie doszło do remisu, więc wiceprezydent George Clinton oddał decydujący głos likwidujący bank centralny. Brytyjscy finansiści byli wściekli i zapowiadali, że Ameryka poniesie konsekwencje tego zuchwalstwa. Brytyjska flota zaczęła konfiskować amerykańskie statki i porywać obywateli USA do służby w marynarce. W USA odezwały się głosy ekspansjonistów wzywających do inwazji Kanady. W 1812 r. rozpoczęła się wojna amerykańsko-brytyjska.





To był dziwny konflikt. Amerykanie ponieśli klęskę na północy. Ich inwazja na Kanadę się załamała a brytyjskie wojska zajęły Waszyngton. Podpaliły Biały Dom w odwecie za zniszczenie przez Amerykanów jednego z kanadyjskich miasteczek. Mimo to nie doszło do rozstrzygnięcia militarnego. Brytyjczycy nie zdołali całkowicie zgnieść amerykańskiej armii. Co więcej, strategicznym fiaskiem zakończyła się ich próba zdobycia Nowego Orleanu. Klęskę zadał im tam gen. Andrew Jackson, późniejszy populistyczny prezydent. Na polu bitwy zginął dowódca brytyjskich sił inwazyjnych gen. Edward Pakenham. Umierając dawał rękami masońskie znaki wzywające "braci"...


Wkrótce potem rozpoczęły się negocjacje pokojowe w Gandawie. Jednym z pośredników była rodzina Baringów, która mocno na tej wojnie zarobiła. Pokój zawarto bez żadnych zmian terytorialnych. Amerykański dług publiczny wzrósł za to w ciągu trzech lat z 45 mln USD do 127 mln USD. Prezydent James Madison złożył w Kongresie wniosek o powołanie Drugiego Banku Stanów Zjednoczonych. Bank powstał rok później. Londyńskie City wygrało tę wojnę.

Jak pisał Lord Byron w "Don Juanie":

"Kto trzyma w ręku równowagę świata?
 Kto rządzi Kongresem: rojaliści czy liberałowie?
 Kto prowokuje patriotycznych sankiulotów Hiszpanii?
 (Z powodu których stare dzienniki europejskie "piszczą i dygocą".)
 Kto utrzymuje świat - stary i nowy - w cierpieniach lub rozkoszach?
 Kto wszystkich polityków wwodzi na śliskie tory?
 Czy cień szlachetnej odwagi Bonapartego?
 Nie. Żyd Rotszyld i jego chrześcijański kumpel - Baring".

Wojna o kontrolę nad podażą pieniądza w USA się jeszcze jednak nie skończyła. W nową fazę wprowadził ją prezydent Andrew Jackson. Ale o tym w następnej części serii Samael...

***

Apropos jeszcze sporu polsko-izraelskiego: Czy nie zastanawiała Was kiedyś kwestia tego, czemu organizacje żydowskie tudzież państwo Izrael przez ostatnie trzy dekady nie zwróciły się oficjalnie po "65 mld USD" roszczeń? Ekipa Jaruzelskiego u progu transformacji mocno wchodził im przecież w d..., a kolejne rządy III RP nie były zbyt asertywne w tej kwestii. Czemuż więc po te roszczenia nie sięgnięto choć np. Stanisław Michalkiewicz straszy nas od 20 lat, że już za chwilę każą nam dać te 65 mld a my jakoby rzekomo nie będziemy mieli wyjścia: albo oddamy, albo zmieniamy sojusze. No cóż, przez ostatnie 20 lat kamienice po 120-letnich Żydach odzyskiwali metodą "na kuratora" ludzie ze służb specjalnych i peerelowscy generałowie. Próby przejęcia "65 mld" byłyby więc wejściem na teren łowiecki potężnej mafii. Prawnik, który próbowałby przejąć kamienicę na rzecz Światowego Kongresu Żydów, czy podobnej organizacyjki, skończyłby jak Magnicki - trafiłby do więzienia pod lipnymi zarzutami, gdzie by mu się zmarło lub popełniłby samobójstwo. Kiedy reprywatyzacyjna mafia dostała po łapach, te organizacje poczuły że mogą wkroczyć na ten teren łowiecki. Państwo powinno więc pokazać im, że to niemożliwe. Biurokratycznymi szykanami zamknąć drogę do wszelkiej reprywatyzacji. I nie jojczyć po pozbawionych znaczenia, rutynowych, wysyłanych dla uspokojenia lobby, komunikatach Departamentu Stanu. Rodrigo Duterte się nimi nie przejmuje, a jak wiadomo jest ona obecnie największym obok Dalajlamy i Aung San Suu Kyi autorytetem moralnym na świecie.
.

sobota, 3 lutego 2018

Sabatejskie obozy zagłady

Wielokrotnie broniłem na łamach tego bloga państwa Izrael (zazwyczaj w jego konfliktach z ludami semickimi, UE oraz administracją Obamy), ale podłej i głupiej postawy izraelskich polityków (Netanjahu, Lapid, Livni...) oraz "historyków" (Zuroff) nie da się obronić i nie wolno bronić. To głupota i podłość w najczystszej postaci. Czyli coś, co zdarzyło się już 75 lat temu... 




Najważniejszą i najbardziej przemilczaną książką o Holokauście jest "The Scared and the Doomed: Th Jewish Establishment vs the Six Million" N.J. Nurembergera. Jej autor był prawicowym syjonistą, założycielem Canadian Jewish News i zarazem uczestnikiem prób ratowania europejskich Żydów w trakcie drugiej wojny światowej. Nuremberger oskarża przywódców społeczności żydowskiej w USA (głównie przedstawicieli liberalnego, progressywistycznego nurtu społecznego) oraz lewicowych syjonistów z Mandatu Palestyńskiego nie tylko o obojętność wobec Zagłady, ale również o sabotowanie prób ratowania Żydów dokonywanych przez prawicowych syjonistów spod znaku Żabotyńskiego oraz przez religijne organizacje żydowskie. Opisuje on m.in. jak z inicjatywy prominentnych przedstawicieli liberalnego establiszmentu ze Wschodniego Wybrzeża blokowano w amerykańskiej prasie ogłoszenia społeczne informujące Amerykanów o trwającym w Europie Holokauście, jak działacze Amerykańskiego Kongresu Żydów i Światowego Kongresu Żydów urządzali pikiety przed amerykańskimi siedzibami ortodoksyjnej organizacji Agudat oskarżając ją o to, że "pomaga Hitlerowi wysyłając jedzenie Żydom do gett w Polsce" (!), i prowadzili kampanię przeciwko "nielegalnej żydowskiej imigracji do Palestyny". Gdy przedstawiciele prawicowego ruchu Irgun próbowali lobbować w administracji Roosevelta za akcjami mającymi utrudnić Niemcom wymordowanie europejskich Żydów, przedstawiciele liberalnych organizacji żydowskich publicznie ich szkalowali jako "współpracowników Hiltera". Organizacja charytatywna Joint sabotowała wysiłki szwajcarskiego komitetu religijnych Żydów próbującego pomagać głodującej ludności w gettach. Doskonale przy tym sobie zdawano sprawę z tego, że Żydzi są mordowani na masową skalę. Dr. Nahum Goldmann, współtwórca Światowego Kongresu Żydów, na wewnętrznych naradach przyznawał, że prawdopodobnie wszyscy Żydzi w Europie, poza ZSRR i Wielką Brytanią zostaną zabici. Chaim Weizmann, brytyjski agent wpływu i późniejszy pierwszy prezydent Izraela, był oklaskiwany, gdy podczas konferencji w Szwajcarii na początku wojny mówił, że tylko 1-2 mln młodych żydowskich idealistów z Europy przetrwa a reszta Żydów "zniknie jak kurz".




Nuremberger opisuje również niemieckie próby "sprzedania" Żydów z Węgier i Słowacji aliantom. Stał za nimi Adolf Eichmann, który prawdopodobnie miał zielone światło od Himmlera, szukającego prób porozumienia z USA i Wielką Brytanią. Alianci nie byli jednak tymi ofertami zainteresowani. Brytyjczycy aresztowali wysłanych do Palestyny na negocjacje przedstawicieli słowackiej i węgierskiej społeczności żydowskiej. Podkablował ich do MI5 późniejszy izraelski premier Mosze Szaret. Widać tutaj pewne podobieństwa ze storpedowaniem misji Jana Karskiego. Karski miał nadzieję, że zainteresuje prezydenta Roosevelta. FDR ostentacyjnie jednak olał sprawę i okazywał Karskiemu, że nie interesuje go los polskich Żydów. Przerywał naszemu kurierowi pytaniami w stylu: "Czy to prawda, że w Polsce jest wiele koni?". Roosevelt doskonale wiedział o Holokauście a Zagłada do pewnego stopnia go nawet cieszyła. W 1944 r. powiedział przed spotkaniem z królem Arabii Saudyjskiej: "Co my możemy dać Arabom za ich ropę? Pewnie 6 mln europejskich Żydów". W domyśle: 6 mln martwych Żydów.


Jedną z najmocniej zaangażowanych osób w blokowanie inicjatyw mających pomóc europejskim Żydom w trakcie wojny był reformowany rabin Stephen Wise, współtwórca Światowego Kongresu Żydów. Blokował on nawet wysyłanie paczek żywnościowych do gett w Polsce. W ciekawym świetle jego działalność opisał rabin Marvin Antelman, autor dwutomowego dzieła "To elimininate the opiate" poświęconego sabbatajczykom-frankistom, czyli zwolennikom fałszywego mesjasza z XVII w. Sabbataja Zevi i XVIII-wiecznego kontynuatora jego dzieła Jakuba Franka. Antelman wskazywał w swoich dziełach na sabbatajskie źródła judaizmu reformowanego czyli judaistycznego modernizmu. Dotarł też do relacji mówiących, że reformowany rabin Wise, był utajonym członkiem Komunistycznej Partii USA. Sekretarka Wise'a Helen Rawlinson opisała w swoich wspomnieniach "Stranger at the Party" swój romans z tym żydowskim przywódcą. Jest w tej książce scena, w której reformowany rabin Wise uprawia z nią seks na stole konferencyjnym w swoim biurze i w trakcie stosunku cytuje te fragmenty psalmów, które sabbatejczycy w XVII w. cytowali w trakcie swoich ceremonii opartych na magii seksualnej. Ta kobieta nie mogła czegoś takiego zmyślić - musiałaby posiadać ogromną wiedzę na temat tej niszowej żydowskiej herezji, by podać właściwe fragmenty psalmów podczas ceremonii.



Zarówno Sabbataj Zwi jak i Jakub Frank wierzyli w kabalistyczną doktrynę odnajdywania "iskier bożych" w brudach tego świata. Temu miały służyć m.in. orgiastyczne ceremonie magiczne, podczas których dochodziło też do aktów pedofilii oraz kazirodstwa, temu miały też służyć fałszywe konwersje sabbatajczyków na islam, katolicyzm (Jakub Frank widział w Matce Boskiej Częstochowskiej Szechinę czyli żeńską część boskiej emanacji) oraz oświeceniowy racjonalizm. Działalność sekty Franka z oczywistych względów nie podobała się tradycyjonalistycznym rabinom. Frank podsrywał ich więc do władz kościelnych i państwowych, że zabijają chrześcijańskie dzieci na mace. Jego marzeniem było zniszczenie tradycyjnego judaizmu i zastąpienie go sabbateizmem. Przewidywał, że może to się stać w przyszłości w sposób brutalny - pisał m.in., że kiedyś będą w Europie palić Żydami w piecach. Wskazywał też, że w Polsce dokona się zbawienie świata.



Dzieje wyznawców Franka po jego śmierci to słabo zbadany rozdział historii. Dość powiedzieć, że o frankistowskie koligacje podejrzewano i Adama Mickiewicza, i twórcę żydowskiego oświecenia Mojżesza Mendelssohna, czy też Mojżesza Hessa, mentora Karola Marksa (nie są znane żadne powiązania rodzinne między Mojżeszem Hessem a Rudolfem Hessem, urodzonym w Aleksandrii w Egipcie. Hess to popularne w Niemczech nazwisko, przyjmowane też przez Żydów.) Wyznawcy frankizmu często przyjmowali na cześć swego mistrza nazwisko: Frank lub jego wariacje. Nie sugeruje rzecz jasna, że frankistowskich przodków mieli: generalny gubernator Hans Frank, protektor Czech i Moraw "Krvave Pes" Karl-Hermann Frank, mający marranów w rodzinie po stronie zarówno ojca jak i matki gen. Francisco Franco czy niejaki Frankerberger, bankier który jakoby rzekomo płacił alimenty babce Hitlera, będącej wcześniej jego pokojówką. Wszak wśród ofiar Holokaustu byli też i ludzie o nazwisku "Frank", np. Anna Frank, a gen. Franco uratował kilka tysięcy sefardyjskich Żydów.  Rabin Antelman był jednak przeświadczony o tym, że sabatejczycy-frankiści byli jedną z sił sprawczych Holokaustu. Według jego ustaleń Hitler został poczęty w Tish b' Av - w tradycyjnym judaiźmie najczarniejszy dzień upadku Pierwszej i Drugiej Świątyni, a także zgniecenia powstania Bar Kochby. W Tish b'Av w 1941 r. Himmler dostał zgodę na przeprowadzenie "Ostatecznego Rozwiązania" a w ten dzień w 1942 r. dokonano wielkiej deportacji Żydów z Getta Warszawskiego.



Jak powiedziała prof. Barbara Engelking-Boni: śmierć w trakcie Holokaustu była dla Żydów wydarzeniem "mistycznym" i "spotkaniem z Najwyższym". Śmierć w komorze gazowej, w płonącej stodole czy długie konanie z głodu w getcie "doświadczeniem mistycznym"? Zapachniało iście piekielnym swędem...



Historię Holokaustu znamy. Czy znają ją również w innych krajach? To zależy... W Izraelu początkowo Holokaust był przedmiotem wielkiego wstydu. Żydzi z Palestyny nie mogli zrozumieć jak ich europejscy ziomkowie mogli "tak łatwo dać się zabić". Ocaleni spotykali się często z drwinami. "Skąd masz taką chujową koszulkę? Z Auchwitz?". W Yad va Shem wycieczki szybko przemykały po salach z ekspozycją o Holokauście i zatrzymywały się na dłużej tylko w sali poświęconej powstaniu w Getcie Warszawskim. Wszystko się zmieniło po procesie Eichmanna, masowego mordercy ale i niewygodnego świadka wojennych prób handlowania żydowskimi zakładnikami. Holokaust zredefiniowano. Zaczęła dominować narracja mówiąca o tym, że był on szczytowym ekscesem antysemickiej kultury europejskiej. W tej wizji Holokaust był po prostu nieodłączną częścią cywilizacji złych gojów przed którymi Żydzi powinni się chronić. (Oczywiście nie każdy hołdował tej wizji. Spotkałem wielu Izraelczyków nie mających uprzedzeń wobec Europejczyków i Polaków. Co więcej, bardzo przyjaźnie do Polski nastawionych.) Holokaust nie był jednak prostym logicznym skutkiem "2 tysięcy lat europejskiego antysemityzmu". Był skutkiem decyzji podjętych przez Hitlera i naród niemiecki, który wyniósł go do władzy. Oraz ludzi, którzy go zainspirowali pomysłem Zagłady: w tym Stowarzyszenia Aufbau łączącego rosyjskich czarnoseccinych emigrantów, Niemców Bałtyckich i volkistowskich mistyków (o tym stowarzyszeniu kiedyś szerzej napisze) oraz arabskich sojuszników Hitlera. Sama decyzja o "Ostatecznym Rozwiązaniu" miała zaś zarazem podtekst zarówno ideologiczny jak i ekonomiczny.






Do dominującej narracji o Holokauście nie pasują też przypadki kolaboracji Żydów z niemieckimi nazistami podczas wojny: policja żydowska w gettach, "Trzynastka" czyli "żydowskie Gestapo", Chaim Mordechaj Rutkowski, żydowscy szmalcownicy. No i nie pasowały też fakty mówiące o polskiej pomocy udzielanej mordowanym Żydom w sytuacji, w której odwrócili się od nich wszyscy możni tego świata...

Zupełnie kuriozalnym przypadkiem na to jak błędna jest dominująca w Izraelu narracja na temat Holokaustu jest sprawa o. Daniela Rufeisena. Ten polski Żyd zbiegł z getta w Wilnie i ukrywał się w Mirze udając Polaka. Zatrudnił się jako tłumacz na posterunku niemieckiej żandarmerii, skąd kradł broń i zaopatrywał w nią Żydów z mirskiego getta. Uprzedził też ich o dacie deportacji, ale jeden z żydowskich agentów Gestapo zadenuncjował go Niemcom. Rufeisen uciekł i ukrył się klasztorze, gdzie nawrócił się na katolicyzm. Po wojnie został mnichem. W 1959 r. udał się do Izraela i jako Żyd poprosił o obywatelstwo. Odmówiono mu go i walczył przez wiele lat w sądach o możliwość bycia obywatelem państwa Izrael. W końcu przyznano mu obywatelstwo wpisując w rubryce narodowość: katolik (!). Jako katolicki duchowny i zarazem żydowski niepodległościowiec totalnie nie pasował do oficjalnej narracji...

Konfrontacja naszej narracji historycznej z ich narracją była więc tylko kwestią czasu. Czy chodzi o osławione 65 mld USD, które według Stanisława Michalkiewicza mają nam zabrać "Eskimosi"? Ten wątek z pewnością się pojawi. Ale nie powinniśmy czekać z założonymi rękami aż coś takiego się stanie. Trzeba robić swoje: przebijać się wszędzie ze swoim przekazem. A jak jakaś organizacja zwróci się do nas z roszczeniami, to pogonić ich na drzewo. Nic im nie musimy dawać. Wszelkie roszczenia zostały już uregulowane pomiędzy rządem PRL a rządami państw zachodnich. Nie ma żadnej podstawy prawnej dla nowych roszczeń. Co nam zrobią? Izrael nie wyśle przecież wojska do Polski i nie wprowadzi sam przeciwko nam sankcji w ONZ (a jesteśmy niestałym członkiem RB ONZ, więc procedujemy tam sprawy dotyczące Izraela). Izrael praktycznie już nie ma znaczących sojuszników w Europie. Amerykanie nie wycofają zaś nagle stąd wojsk, nie zrezygnują ze sprzedawania nam broni ani gazu łupkowego. Czy Jareda Kushnera obchodzi temat Holokaustu? A może Sorosa? No cóż, Sorosa obchodzi, pisał przecież, że 1944 rok w okupowanym Budapeszcie (skąd Eichmann masowo wówczas deportował Żydów do Auschwitz) był najpiękniejszym czasem jego życia. Jedyne co nas może spotkać, to propagandowy atak - czyli nic nowego. Gross może napisze nową książkę, ale temat Holokaustu ogólnie się społeczeństwom Zachodu już przejadł. Kręcą nawet z niego ostrą bekę w internecie. (Choćby w tej i w tej piosence.) O reakcjach na żydowską narrację islamizujących się społeczeństw europejskich już nawet nie wspomnę. W wielu krajach Azji, Afryki czy Ameryki Łacińskiej Hitler jest zaś czasem postrzegany jako bohater, który walczył przeciwko europejskim mocarstwom kolonialnym i Jankesom. U kogo może nam lobby roszczeniowe popsuć opinię? U europejskich i amerykańskich liberałów, u których już od dawna mamy ją zepsutą? A nawet jeśli nam spaprają opinię to, nie oznacza to, że będziemy płacić.



Czy Chorwacja coś płaci Żydom i Serbom za wymordowanie 800 tys. ludzi za czasów NDH? Nie a wielu Chorwatów gwiżdże sobie na narrację o tym Holokauście. Gwiżdże oczywiście na melodię piosenki "Jasenovac".

Polska nie jest słaba dlatego, że pisze się o "polskich obozach" w paru gazetach. To określenie "polskie obozy" pojawia się dlatego, że Polska jest słaba. Jeśli stanie się silniejsza, nikt nie będzie takich rzeczy pisał.