niedziela, 16 lipca 2017

Największe sekrety: Pontifex - Pacem, Dei manus pulcherrimum

Ilustracja muzyczna: Myth & Roid - Jingo Jungle (Youjo Senki openning)



"Wielkiemu Papieżowi czasów światowej tragedii, dobroczyńcy ludów, nie czyniącego różnicy między narodowościami czy religiami, jako wyraz wdzięczności - Wschód" - głosi napis na ufundowanym przez turecki rząd pomniku papieża Benedykta XV w Istambule. Benedykt XV, papież czasu wojny (pontyfikat w latach 1914-1922) z pewnością zasłużył sobie na taką pamięć swoimi wieloma inicjatywami pokojowymi i humanitarnymi, niezmierzoną dobrocią jaką okazywał skłóconym ludom walczącego świata. Dlaczego jednak jedyne tego typu uhonorowanie "apostoła pokoju" zostało postawione w muzułmańskiej Turcji i to jeszcze za życia papieża? Czemu uhonorowano Ojca Św., który interweniował u sułtana w obronie Ormian? (Którzy nie byli przecież tacy święci, jak ich ks. Isakowicz-Zaleski i Grzegorz Kucharczyk przedstawiają. Ormiańska V-ta kolumna mordowała w latach 1914-1915 tureckich i kurdyjskich cywili, jeńców i rannych żołnierzy z równym zapałem, co zdradzieckie mniejszości Polaków na jesieni 1939 r.)  Okazuje się, że papież i jego dyplomacja prowadzili tuż po wojnie działania wspierające pokonaną Turcję. To dyplomatyczne i wywiadowcze wsparcie szło bardzo daleko. (Antykościelny pisarz Deschner twierdzi, że Stolica Apostolska pomagała w dostawach broni dla rodzącej się republiki tureckiej. Nie znalazłem jednak niestety potwierdzenia tego.) Tak daleko, że wdzięczni Turcy postawili papieżowi pomnik.  Skąd taka sympatia wobec Turcji w Stolicy Apostolskiej? I to w czasie, gdy Turcy "sprzątali" kraj ze zdradzieckich, chrześcijańskich mniejszości?




Turcja była z w czasie wojny centrum międzynarodowych intryg i zarazem krajem, w którym losy wojny się rozstrzygnęły. To w Konstantynopolu, w 1914 r. Alexander Parvus przedstawił niemieckim tajnym służbom plan wywołania rewolucji w Rosji - plan za którym lobbował opisany w poprzedniej części serii "Pontifex" Bogdan Hutten-Czapski., adiutant Kaisera, doradca niemieckiego sztabu generalnego ds. polityki wschodniej, zaufany człowiek Watykanu w Rzeszy i zarazem syn współpracownika Mazziniego. Parvus wcześniej blisko współpracował z młodoturecką juntą, zdominowaną przez masonerię i zrobił majątek na dostawach broni dla Turcji. (Jeszcze wcześniej brał udział w prometejskiej prowokacji, czyli Krwawej Niedzieli w Petersburgu - wywołaniu Rewolucji 1905 r. Ponadto, wspólnie z Julianem Marchlewskim wydawał light novelki Stefana Żeromskiego.) 


Lobbystą na rzecz Turcji i ruchu młodotureckiego, zdominowanego przez masonerię, był Giuseppe Volpi, hrabia Misraty, jeden z najpotężniejszych włoskich przemysłowców tamtych czasów, twórca festiwalu filmowego w Wenecji. Volpi był jednym z głównych finansistów ruchu faszystowskiego, de facto kontrolerem Mussoliniego w pierwszych latach jego rządów, faszystowskim gubernatorem Trypolitanii oraz ministrem finansów. (Przypominam, że ruch faszystowski lubił się odwoływać do włoskich, rewolucyjnych nacjonalistów z XIX w. - Garibaldiego i Mazziniego.) Volpi był negocjatorem pokoju z Turcją po wojnie o Trypolitanię z lat 1911-1912. Jednocześnie finansował ruch młodoturecki, a po zamachu stanu dokonanym w Istambule przez młodoturków lobbował na Zachodzie o uznanie i wsparcie dla nowego reżimu. Ruch Młodych Turków już samą nazwą odwoływał się do Młodych Włoch i Młodej Europy Mazziniego. I tutaj natrafiamy na kolejne polskie powiązania. Łącznikiem pomiędzy rodzącym się ruchem młodotureckim a włoską masonerią był garibaldczyk, dyktator Powstania Styczniowego, polski i turecki generał Marian Langiewicz, znany w Turcji jako Langi Bey. W drugiej połowie XIX w. twórcą nowoczesnych tureckich służb specjalnych był Tadeusz Oksza-Orzechowski, przedstawiciel Rządu Narodowego w Stambule podczas Powstania Styczniowego, później łącznik między rządem Turcja a Austrią i.... Stolicą Apostolską! Turecki nacjonalizm de facto stworzył Polak, Konstanty Półkozic-Borzęcki znany w Turcji jako Mustafa Dżeleledin Pasza. Jak czytamy: "Dopiero w XIX w. na romantycznej fali Turcy zaczęli dostrzegać i doceniać narodowy pierwiastek w swojej historii. Mocno przyczyniła się do tego książka „Turcy dawni i współcześni" Konstantego Borzęckiego, polskiego imigranta znanego w Turcji jako Mustafa Dżelaleddin Pasza. W swoim dziele Borzęcki wykazywał, że Turcy są szlachetnym narodem aryjskim (nazywał ich Turkoaryjczykami), który dokonał w przeszłości wielu imponujących czynów, ale podupadł w wyniku zarażenia się semicką cywilizacją islamu, która odcięła go od europejskiej myśli. Borzęcki uczył Turków dumy z przynależności do własnego narodu. Zachował się egzemplarz jego książki z naniesionymi na marginesach uwagami młodego oficera Mustafy Kemala, który później został Atatürkiem, twórcą nowoczesnej, narodowej i świeckiej Turcji. Sam Atatürk był przykładem tego, jak mocno wymieszany był turecki tygiel etniczny. Miał niebieskie oczy, a w młodości włosy w kolorze blond. Jego matkę wspominano jako kobietę przypominającą „bułgarskie Słowianki", a wywodziła się ona z jednego z koczowniczych plemion z obecnego pogranicza Turcji, Bułgarii i Grecji. W pobliżu mieszkał turkijski lud Pomaków, który dawni polscy badacze uważali za potomków polskich jeńców. Niektórzy badacze wskazują natomiast, że ze strony ojca Atatürk mógł mieć przodków wywodzących się z sekty Dönmeh, żydowskiej grupy, która w XVII w. została zmuszona do przejścia na islam, ale potajemnie praktykowała kabalistyczne rytuały. Z szeregów tej sekty wywodziło się wielu przedstawicieli ruchu młodotureckiego, który na początku XX w. próbował przemienić Turcję w nowoczesne państwo odwołujące się do tradycji turkijskiej."



Czemu Turcja była tak ważna w planach Konspiracji Prometejskiej, włoskiej mazzinistycznej masonerii oraz Stolicy Apostolskiej? Bo blokowała morską drogę dostaw do Rosji, poprzez Cieśniny. Alianci próbowali nieudolnie odblokować tę drogę podczas bitwy o Gallipoli. Droga poprzez Bałtyk była zamknięta a pozostałe szlaki transportowe miały bardzo ograniczoną przepustowość. Rosja została wykończona w I wojnie światowej przede wszystkim gospodarczo, a było to możliwe dzięki zamknięciu dla niej Cieśnin Tureckich.




Benedykt XV był wielkim przyjacielem Polski. To jego człowiek, Bogdan Hutten-Czapski był inicjatorem Aktu 5 Listopada. To rady Hutten-Czapskiego sprawiły, że Kaiser i Ludendorff zdecydowali się odbudować polską administrację, szkolnictwo i wojsko. Nieprzypadkowo do Rady Regencyjnej wszedł abp Aleksander Kakowski.  W maju 1918 r. przybył do Warszawy specjalny wizytator apostolski kard. Achille Ratti, późniejszy papież Pius XI.  Miał on wspierać Polaków w odbudowie państwa i był przyjacielem Polski - znał m.in. Trylogię oraz "Irydiona" Słowackiego. Benedykt XV posyłając go nad Wisłę mówił mu, że Polska wkrótce powstanie z grobu jak Łazarz. Ojciec Św. korespondował również ze znanym "socjalistą, masonem, rozwodnikiem i bandytą z Bezdan" brygadierem Józefem Piłsudskim - tematem ich listów była m.in. postać św. Andrzeja Boboli. Dmowski mógł liczyć jedynie na spotkanie z kard. Gasparrim, który wyraźniej przy nim rżnął głupa (no chyba, że Dmowski konfabulował na ten temat...). Nie bez znaczenia było to, że generałem zakonu jezuitów papież uczynił polskiego arystokratę Włodzimierza Ledóchowskiego.



Stolica Apostolska nawigowała na dyplomatycznych wodach podczas Wielkiej Wojny bardzo sprawnie. Można zaryzykować twierdzenie, że gdyby Włochy pozostały przy Państwach Centralnych, to po wojnie mocarstwa zachodnie mogłyby ukarać dynastię sabaudzką przywróceniem Państwa Kościelnego. Włochy wybrały jednak Entantę. Ich ofensywa w Tyrolu załamała się po tym jak informacje o rychłym przystąpieniu Włoch do wojny przekazał Niemcom prałat von Gerlach, bliski współpracownik papieża Benedykta XV. Gerlach był później ścigany za szpiegostwo na rzecz Niemiec. Miał przekazywać ściśle tajne wiadomości Matthiasowi Erzbergerowi, przywódcy niemieckiej, katolickiej Partii Centrum. Były funkcjonariusz FBI Mark Riebling, w swojej znakomitej książce "Kościół Szpiegów", w 1918 r. Erzberger odwiedził generała jezuitów w Szwajcarii i przekazał im infromacje o szykowanej niemieckiej ofensywie "Kaiserschlacht" na Froncie Zachodnim. Informacja ta została przekazana do francuskiego sztabu generalnego poprzez jezuitę - Michela d'Herbigny - tak przynajmniej mówi powojenny niemiecki raport wywiadowczy. Erzberger został później zamordowany przez bojówkę Freikorpsu. Klęska wielkiej ofensywy z 1918 r. zdemoralizowała armię niemiecką i doprowadziła do upadku II Rzeszy. Papież Benedykt XV skomentował to: "Marcin Luter przegrał tę wojnę!".   Równie brutalnie skomentował upadek cesarstwa Austro-Węgierskiego. 8 listopada 1918 r. napisał: "Nikt rozsądny nie może przy tym obstawać, by przypisywać nam (z powodu upadku Habsburgów) boleść, która nie miałaby uzasadnienia".



Ogólnie podczas pierwszej wojny światowej episkopaty wszystkich walczących państw zagrzewały zwaśnione narody do boju i prześcigały się w okazywaniu patriotyzmu. W okopach zrodziła się przyjaźń między weteranami a kapelanami, co stało się zaczynem wielkich powojennych idei. Zmienić musiała się przez to polityka państw Europy Zachodniej do Kościoła. O ile przed pierwszą wojną światową katolików bardzo szykanowano we Francji i Włoszech, to w trakcie wojny skończono z tą polityką. We Francji mogła powstać wreszcie silna prawica a naród postawił votum za zwycięstwo w postaci bazyliki na Montmartre.By dowartościować Francuzów świętą ogłoszono Joannę d'Arc  Podobne procesy zaszły we Włoszech. Lud i politycy doceniali bardzo patriotyczną postawę Kościoła w trakcie wojny.  Kościół rozkwitał w powojennych latach w Europie Zachodniej - ludzie zrozumieli, że liberalna demokracja była ślepą uliczką. Rodziły się nurty takie jak "klerofaszym" austriackiego kanclerza Dollfussa mające na celu naprawę błędów i wypaczeń cywilizacji zachodniej. Obok katolickiej Polski, powstała też - dzięki tajnej wojnie oraz działaniom infiltracyjnym - wolna i katolicka Irlandia. W 1912 r. "Oesterreichs Katholisches Sonntagsblatt", główna austriacka gazeta katolicka, wieszczyła, że przyszła wielka wojna europejska doprowadzi do załamania europejskiego liberalizmu. "Wcale nie szkodziłoby to Europie, gdyby raz nareszcie, gruntownie przewietrzyć panujące w niej stosunki". I tak się stało.

Flashback: Największe sekrety: Apostoł infiltracji

W 1879 r. o. d'Alzon, założyciel zakonu asumpcjonistów pisał: "Państwo rosyjskie już długo nie przetrwa. Wydaje mi się, że rosyjski kolos gotów jest doznać konwulsji, ledwie dobiegnie kresu czas tureckiej władzy w Europie, co nie może już być odległe. Na tę chwilę musimy być przygotowani. Nihiliści dokończą swego dzieła zniszczenia i na tym gruncie, wymiecionym przez burze rewolucji, my wzniesiemy prawdziwy krzyż".  Tych "nihilistów" wspomagał m.in. Hutten-Czapski. Stolica Apostolska przyjęła pozytywnie wybuch rewolucji lutowej - oznaczała ona koniec szykanowania katolicyzmu w Rosji. Gdyby rewolucja nie przeszła w drugą fazę - bolszewicką, można by mówić o ogromnym sukcesie. Należy jednak pamiętać, że początek rządów bolszewików był Stolicy Apostolskiej oraz innych europejskich ośrodków władzy wielką niewiadomą. Watykan próbował więc prowadzić dialog z bolszewikami, a oni się od tego nie uchylali. Gotowi byli pójść na duże ustępstwa i starali się pokazywać swoją tolerancję. W pierwszych latach po rewolucji w Piotrogrodzie odbywały się więc publiczne procesje Bożego Ciała a w styczniu 1918 r. przewidywano powstanie biskupstw katolickich na Syberii. W Sowieckiej Rosji istniały placówki opiekuńcze finansowane przez Kościół Katolicki, w których wisiały portrety papieża.



 Gdy w sierpniu 1920 r. wojska bolszewickie zbliżały się do Warszawy, nuncjusz Ratti, wielki przyjaciel Polski był obok tureckiego posła, jedynym szefem misji dyplomatycznej, który nie ewakuował się z polskiej stolicy. Miał polecenie pozostania w niej, nawet jeśli zajmą ją bolszewickie hordy. Wówczas miał nawiązać kontakt z Feliksem Dzierżyńskim - członkiem prometejskiej konspiracji stojącym na czele bolszewickiego "rządu" Polski. Dzierżyński w tym czasie siedział na plebani w Wyszkowie i wąchał pantsu swojej młodszej siostry. Towarzyszyli mu: były dowódca wyprawy wywiadowczej do Wrót Agharthy w Tuwie Feliks "Lolicon" Kon i były współpracownik Parvusa Julian Marchlewski (nie wiem, jaki miał fetysz, może lubił "pułapki"?)  Jakoś proboszcza z miejscowej parafii nie rozstrzelali, ani nie wywłaszczyli, tylko sobie z nim przyjaźnie rozmawiali.... Wiele świadectw wskazuje na to, że Dzierżyński jako szef Czeka wyciągał z więzień polskich księży oraz innych naszych patriotów...



Dialog między Stolicą Apostolską a Kremlem trwał jeszcze w 1922 r. Podczas konferencji w Genui kard. Gasparii, watykański sekretarz stanu odbył bardzo serdeczną rozmowę z bolszewickim komisarzem Wacławem Worowskim. Na pożegnanie wręczył temu sowieckiemu gejowi czerwoną różę.... Mówimy o kardynale, który napisał katechizm, zachwalany obecnie przez Bractwo Św. Piusa X....



W kwietniu 1917 r. hiszpański ezoteryk Carlos Calderon zapisał w transie "13 maja będzie jednym z najszczęśliwszych dni dla dobrych dusz świata". 13 maja trzy duże portugalskie gazety "Jornal de Noticias", "O Primero de Janeiro" i "Libertade" zamieściły notkę o takiej samej treści. "Wojna i spirytualizm. Sensacyjne doniesienia". "Wczoraj otrzymaliśmy wiadomość, której treść przedrukowujemy. Porto, 11 maja 1917 r. Panowie Redaktorzy: Było anonsowane przez Duchy i różne grupy spirytystów, że w dniu 13 bieżącego miesiąca będzie podany fakt w związku z wojną, który wprawi w zdumienie wszystkich ludzi. Mam zaszczyt podpisać się. Spirytysta i dedykowany propagator prawdy Antonio",  13 maja 1917 r. trojgu pastuszkom, w portugalskiej miejscowości Fatima zaczęła się objawiać świetlista postać, która ujawniła później, że jest Matką Boską. Czas na objawienia był odpowiedni - Wielka Wojna i przeddzień rewolucji w Rosji. Miejsce jednak było niecodzienne. Portugalia była bowiem wówczas zadupiem Europy. Krajem, w którym od wojskowego zamachu stanu z  1910 r. panowała liberalna demokracja - czyli taki ustrój, w którym rządzą mafijni politycy nazywający siebie samych liberalnymi demokratami i nie chcą dopuszczać innych do władzy. W Portugalii panował wówczas głód i straszliwa bieda. Na polach Flandrii umierali portugalscy żołnierze wysłani tam przez swój głupi rząd za mglistą obietnicę udziału w rabunku niemieckich kolonii. Portugalskie władze, silnie zdominowane przez masonerię, prześladowały też katolików - czyli znaczną większość narodu. W atakach ich bojówek na kościoły zginęło więcej Portugalczyków niż na froncie. Objawienia w Fatimie budzą niepokój władz - masoński burmistrz miasteczka i szef policji grożą trojgu dzieci, że usmażą je we wrzącym oleju, jeśli nie zamilkną. 13 października 1917 r. dochodzi do Cudu Słońca - w obecności 100 tys. ludzi dochodzi do niewytłumaczalnego zjawiska. "Przy końcu spotkania Łucji i Najświętszej Maryi Panny, w chwili gdy Maryja zaczęła się unosić, a dziewczynka wykrzyknęła słowa „Popatrzcie na słońce!”, chmury się rozpierzchły odsłaniając słońce, które wyglądało jak ogromny srebrny dysk. Lśniło tak intensywnie, jak jeszcze nigdy, lecz jego blask nie oślepiał. Trwało to tylko chwilę. Ta ogromna kula zaczęła jakby „tańczyć”. Słońce było jakby gigantycznym ognistym kołem, kręcącym się szybko. Zatrzymało się na jakiś czas, zanim znów zaczęło kręcić się wokół swojej osi z oszałamiającą prędkością. Następnie zaczęło przybierać różowy kolor na krawędziach i ślizgać po niebie, wirując i rozsypując czerwone snopy płomieni. Światło to odbijało się na ziemi, na drzewach i krzewach, a także na twarzach ludzi i na ich ubraniach, przyjmując świetliste różnobarwne odcienie. Trzykrotnie ożywiona szaleńczym ruchem kula ognia zaczęła drżeć i trząść się. Wydawało się, że opadając ruchem zygzakowatym spadnie na przerażony tłum. Wszystko to trwało około dziesięciu minut. Na końcu słońce wspięło się znów wijącym ruchem do punktu, z którego zaczęło opadać, na nowo przyjmując swój spokojny wygląd i odzyskując zwykłą jasność swego światła.  Cykl objawień zakończył się.  Wielu ludzi zauważyło, że ich ubrania przemoknięte deszczem, od razu wyschły. Cud słońca został także zaobserwowany przez wielu świadków znajdujących się poza miejscem objawień, w promieniu około czterdziestu kilometrów."
Wielu sceptykom i liberałom obecnym na miejscu dosłownie puściły ze strachu zwieracze...



W ciągu kilku miesięcy rząd łagodzi politykę wobec Kościoła. Kilka lat później zostaje obalony w wyniku wojskowego zamachu stanu. Wojsko przekazuję władzę drowi ekonomii Antonio Salazarowi, który stawia w ciągu kilku lat portugalską gospodarkę na nogi i tworzy faszyzujący ustrój Estado Novo, który trwa w Portugalii aż do połowy lat 70-tych. Najświętsza Panienka (jeśli oczywiście przyjmujemy Jej istnienie oraz obecność podczas objawień w Fatimie) mówiąc, że depozyt wiary zostanie w Portugalii zachowany być może miała na myśli długie trwanie tamtejszego "złego, faszystowskiego" reżimu i nie dopuszczanie tam do władzy liberalnych pasożytów. Matka Boska miała też podczas tych objawień przewidzieć drugą wojnę światową i ostrzec przed "błędami Rosji". Trójka dzieci, która usłyszała od niej ten przekaz nie wiedziała wówczas nawet co to jest Rosja. Myśleli początkowo, że chodzi o Rossię, oślicę sąsiada... Przekaz jednak miał trafić nie tyle do nich, co do Stolicy Apostolskiej. Czyżby chodziło o to, by przerwać grę z bolszewikami, bo ona się nie uda?

***

W następnym odcinku cofniemy się nieco: do pontyfikatu Piusa IX, by odkryć korzenie tej rozgrywki. 

A ja się wciąż zastanawiam: jak na wpisy z tej serii zareagowałby Grzegorz Braun? Przepalenia obwodów mógłby doznać również niejeden liberalny bądź postkomuszy antyklerykał. Np. taka Magdalena Środa. Niedawno narzekała w pewnej fakenewsowej gazetce, że rząd nie słucha papieża Franciszka w kwestii nachodźców. Wcześniej, przez wiele lat pierdoliła o rozdziale Kościoła od państwa i o tym, by biskupów i papieży się nie słuchać. Środa porównuje też rządy PiS z PRL lat 80-tych, co jest o tyle kuriozalne, że wówczas przecież świetnie się odnajdywała i robiła karierę bodajże w partyjnej młodzieżówce. Zachował się nawet film, na którym tłumaczy młodzieży w Jarocinie, że zamiast słuchać jakiejś dziwnej zachodniej muzyki, powinna jechać na sianokosy. No, cóż skoro wyciągnięty głęboko z d... płk. Mazguła skanduje sobie "Solidarność, Solidarność" , to albo ci ludzie za bardzo weszli w rolę w tym teatrzyku albo mają poważną schizofrenię.

***

Mój tekst o prometejskim prezydencie Trumpie wywołał ciekawą reakcję. I to po prawicowej, antykomunistycznej stronie wierzącej w narrację CNN i Johna Podesty o tym, że "Trumpa zainstalował w Białym Domu Putin" i że tylko gen. Mattis może powstrzymać Trumpa przed dealem z Rosją. (A poza tym Trump jest be, bo nie jest podręcznikowym konserwatystą, ani nawet republikaninem od urodzenia.) Autor prowadzący bloga na łamach witryny zasłużonego Wydawnictwa Podziemnego pisze m.in.:"Oglądałem warszawski odczyt Trumpa w stanie, w którym wzrastające obrzydzenie walczyło z niekłamanym zdumieniem, ale nic nie przygotowało mnie na reakcję, jaką następnie znalazłem na polskim internecie. Niejaki Foxmulder napisał np., że „w zdjęciu prezydentów Dudy i Trumpa oglądających Rejtana Matejki jest coś bardzo symbolicznego, prometejskiego…” Czy to znaczy, że Duda z Trumpem niosą ogień dla zgnębionej ludzkości? Tylko przy czym tu Reytan? Darmo szukać wyjaśnień. Autor tego bełkotu, przedstawia się jako „głos radykalnego centrum” i „pacyficznych atlantystów”, co oczywiście pozbawione jest jakiegokolwiek sensu, poza dziecięcą uciechą w gromadzeniu sprzeczności. Nie wątpię, że Foxmulder znał kiedyś pobożną grzesznicę, która na rok przed urodzeniem zmarła, trzymając w ręku kwadratowe kółko. Trump, to w oczach autora „proimetejski [tak w oryginale] prezydent z turbosłowiańską [znowu: tak w oryginale!] żoną i córką”, który, jak przystało Odynowi i Wotanowi, obłapiał Walkirie, gdzie popadło."

No cóż, autor tej riposty pewnie uważa, że ironia to "królestwo zamieszkiwane przez Irokezów". Nie dziwi mnie więc to, że bierze zabawę konwencją śmiertelnie poważnie a przy tym nie wie czym był np. Ruch Prometejski i czym jest fenomem turbosłowiański. "Nie wątpię, że Foxmulder znał kiedyś pobożną grzesznicę" - no, takich nie brakuje. Jedna moja mocno zboczona dobra znajoma (fizycznie trochę w typie Megyn Kelly) pięknie się modliła pod figurą Matki Boskiej Fatimskiej... Zresztą historią zna wiele przypadków "pobożnych grzesznic" - np. wielokrotną morderczynię św. Olgę.  Ale złośliwości na bok, bo autor raczy nas bardzo wysublimowaną analizą strategiczną, np.:

"Trump jest jak Putin i oczywiście z nim mu będzie najłatwiej się dogadać, ale to wcale nie znaczy, że się dogadają, bo tacy ludzie także najłatwiej popadają w konflikt. " (Czyli autor nieświadomie potwierdził tezę jaką głoszę od dawna i jaką głosi m.in. Władimir Bukowski - Trump może być największym wrogiem karzełka Putina-Hujły.)

"Głównym osiągnięciem generała Mattisa w ostatnich miesiącach, jest stworzenie kurdyjskiej enklawy w Syrii przy aktywnej pomocy amerykańskich jednostek specjalnych, a także przekonanie liderów Arabii Saudyjskiej, że muszą bronić swego stanu posiadania." (Tak jakby bez gen. Mattisa Saudowie nie mieli zamiaru "bronić swego stanu posiadania".) 

"W moim głębokim przekonaniu, sowieci wpływali na wybory amerykańskie wielokrotnie w przeszłości, ale robili to w sposób subtelny i często przeciwny powszechnym oczekiwaniom. Klasycznym tego przykładem jest wybór Ronalda Reagana w roku 1980. Moim zdaniem, Kreml potrzebował wówczas autentycznego antykomunisty w Białym Domu, by móc uwiarygodnić przygotowywane przedstawienie pt. „upadek komunizmu”. " (Czyli Kreml jest wszechmocny i nie próbujcie się nawet przeciwko niemu buntować, bo zrobił nawet Reagana prezydentem.)

No, cóż wygląda na to, że moje tezy nie są aż takie szalone... W każdym bądź razie dziękuję za słowa krytyki. Rozważę je w sercu i umieszczę na blogu banner: "Reagan - kandydat Kremla".


sobota, 8 lipca 2017

Donald Trump: Prometejski prezydent?


W zdjęciu prezydentów Dudy i Trumpa oglądających wspólnie "Rejtana" Matejki jest coś bardzo symbolicznego, prometejskiego... Gdy je zobaczyłem, od razu przyszły mi na myśl wątki opisane w seriach "Archanioł" i "Prometeusz".

Zapewne już zdołaliście się zorientować, że podziały nie przebiegają obecnie między państwami czy nawet blokami państw, ale wewnątrz państw, pomiędzy wewnętrznymi grupami interesów budującymi międzynarodowe koalicje. Tak się akurat składa, że Trump reprezentuje wewnątrz amerykańskich elit frakcję, która walczy przeciwko tej frakcji, która nam przez wiele lat (dziesięcioleci?) mocno zaszkodziła. Frakcja, którą on zwalcza - liberalny establiszment - jest sprzymierzona z naszymi europejskimi pseudosojusznikami (czytaj: mniej lub bardziej ukrytymi wrogami). Jak też wielokrotnie wykazywałem, gra ona do jednej bramki z Rosją. Nie przypadkowo akcje destabilizacyjne CIA, Departamentu Stanu (szczególnie za czasów Hillary Clinton) i Sorosa często współgrały z putinowską strategią uderzania w niezależność państw naszego regionu.




Warszawskie przemówienie Trumpa brzmiało jak deklaracja wojny. "Zachód nie da się złamać!". Mówił, że znajdujemy się w komfortowej sytuacji, bo nasi przodkowie zostawili nam tyle osiągnięć cywilizacyjnych i technicznych. Możemy te osiągnięcia jednak stracić, jeśli nasz duch upadnie. Słowa o konieczności obrony wartości, które uczyniły Zachód wielkim, o Bogu, o potrzebie walki przeciwko "zagrożeniom czy to z południa, czy to ze wschodu" musiały brzmieć dla unijnego establiszmentu jak bluźnierstwo. Trump nie przypadkowo też tak uwypuklił w swoim przemówieniu wątek Powstania Warszawskiego (zapewne miał wsparcie jednego z wybitnych amerykańskich historyków wojskowości - np. Stevena Zalogi czy Roberta Forczyka) - to był sygnał dla Niemiec. Podobnie jak przypomnienie im o Holokauście i wspólnej agresji na Europę z Sowietami.  Przebijały się w nim wyraźne elementy prometejskie. "Poland will always prevail!" "Polska zawsze będzie panować!", "W Polakach można zobaczyć duszę  Europy!". Proimetejski prezydent z turbosłowiańską żoną i córką...



W ślad za tym poszły kolejne kroki w amerykańskiej ofensywie energetycznej w naszym regionie, kontrakty zbrojeniowe, ostrzeżenia wobec Rosji w kwestii Polski i Ukrainy i bardzo wyraźne wsparcie dla idei Trójmorza - bloku, którym jak dotąd zajmowały się (i to jedynie na pół gwizdka) Chiny.

Zdarzenia z Warszawy były olbrzymim pokazem amerykańskiej soft power. Trump mógł później na szczycie G-20 w Hamburgu protekcjonalnie klepnąć karzełka Putina-Hujłę w plecy. Miał bowiem wejście na szczyt jak MacArthur a karzełek Putin-Hujło był tylko petentem od miesięcy próbującym się z nim spotkać. I od razu poszedł wobec USA na ustępstwa w sprawie Syrii...

Zabawne, że karzełek Putin-Hujło lecąc do Hamburga omijał szerokim łukiem Polskę i kraje bałtyckie, chronione przez polskie lotnictwo. Czyżby bał się Macierewicza? :)


Amerykańscy oficjele musieli zresztą przeżyć w Europie szok kulturowy. O ile Polacy przywitali Trumpa przyjaźnie i wręcz entuzjastycznie (nie licząc małych, tragikomicznych protestów Zmiany i Razem oraz ględzenia nudnych "autorytetów" w "Wyborczej"), to Niemcy pokazały się jako kraj Trzeciego Świata. Widok podludzi demolujących Hamburg i tłumaczenia jednego z niemieckich oficjeli mówiącego, że "dopuszczają straty na obrzeżach, byle tylko ochronić szczyt" był chyba najlepszą ilustracją do warszawskiego przemówienia Trumpa :)

***

6 lipca byłem na Placu Krasińskich i z przyjemnością słuchałem przemówienia Trumpa. Miałem miejsce z dosyć dobrym widokiem na mównicę, więc oczywiście widziałem na żywo Przywódcę Wolnego Świata, Melanię a także Ivankę (wyłowiłem ją wzrokiem w sektorze dla vipów). Choć niektórzy przekonują, że była tam sama "pisowska hołota przywożona autokarami" i że "każdy poseł PiS rozdał 50-100 wejściówek", to ja akurat podjechałem tam metrem i nie miałem żadnej wejściówki, bo żadnych wejściówek po prostu nie było. Wejście na plac od strony ulicy Długiej zajęło mi z godzinę (tak wolno borowcy przepuszczali tłum przez bramki) a zapewne bardzo wielu ludzi nie zdążyło się tam dostać przed zamknięciem bramek. Na miejscu towarzystwo zróżnicowane pod względem wieku, stanu majątkowego, stylu i poglądów (w ramach szeroko rozumianej prawicy). Na miejscu odbyłem ciekawą rozmową z młodym kolesiem, który był na wymianie szkolnej w Detroit i miał okazję w trakcie kampanii wyborczej cztery razy być na wiecu Trumpa. Ogólnie, naprawdę warto było być świadkiem tego wydarzenia. Coś takiego się dzieje nie często.



***

A Ścios nadal drąży narrację "Trump człowiek Putina" :) Ten koleś przypomina mi trochę Marcelinkę Zawiszę z burżujsko-wielkomiejskiej partii Razem mówiącą, że "Trump to mizogin, seksista i rasista". Ale cóż, gdyby Trump dokonał zmasowanego ataku nuklearnego na Rosję, to Ścios pisałby, że to w interesie karzełka Putina-Hujły...

***

Od pewnej znanej mi osoby usłyszałem ciekawe porównanie. "Trump kojarzy mi się z Odynem/Wodanem, nordyckim bogiem mającym też swój odpowiednik u Słowian". "Dlaczego akurat z nim". "Jest gromowładny - ma atomową walizkę. Jego siła bierze się ze zbierania informacji. I jest też bogiem handlu". Pożartowaliśmy sobie później, że dwa kruki siedzące na ramionach Odyna to Jared Kushner i Steve Bannon a dwa wilki gnające przed nim to generał Mattis i generał Flynn. A karzełek Putin to karzeł Alberyk z wagnerowskiego "Złota Renu" i teraz mu Trump powie: "Te, karakanie, dawaj gazowy pierścień" :)


Powyżej: Odyn łapał Walkirie za...



sobota, 1 lipca 2017

Największe sekrety: Pontifex - E supremi apostolatus

Jaki jest największy problem Boga?

To, że zbyt mało ludzi w Niego wierzy

Jak temu zaradzić?

Tworząc okazje, do tego by ludzie uwierzyli

Ilustracja muzyczna: Hiroyuki Sawano - Eren the Coordinate - Attack on Titan Season 2 OST

Tylko czterech papieży zasiadających na Tronie Piotrowym przez ostatnie 500 lat zostało później uznanych świętymi. Św. Pius V - wielki reformator, którego imię jest ściśle związane z Soborem Trydenckim, Mszą Św. Wszechczasów i bitwą pod Lepanto. Św. Jan XXIII - papież soboru watykańskiego II-go (uznawanego przez katolickich dupoliberałów za początek chrześcijaństwa). Św. Jan Paweł II - charyzmatyczny papież-pielgrzym, Turbosłowiański Papież Tradycji Pierwotnej i zarazem mąż stanu, który przyczynił się do pokonania sowieckiego Imperium Zła a później stawał przeciwko złu trawiącemu Zachód. Jest też wreszcie w tym gronie Św. Pius X, papież sprawujący swój pontyfikat w latach 1903-1914, patron Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X (FSSPX) i katolickich tradycjonalistów.



Za jakie zasługi Giusseppe Melchiorre Sarto, Pius X został świętym?  Nie da się ukryć, że był papieżem-reformatorem. Dokonał zmian w brewiarzu, zreformował studia biblijne, Kurię Rzymską i śpiew gregoriański. Pozwolił dzieciom na przystępowanie do pierwszej Komunii Św. już w wieku siedmiu lat. Jednocześnie był twardym władcą Kościoła - potępił liberalnych pasożytów zwanych modernistami. Te kreatury chciały ogołocić wiarę z magiczności i przemienić ją w liberalno-lewackie nudziarstwa. (Udało się to do pewnego stopnia im po drugim soborze watykańskim - zwłaszcza w Europie Zachodniej.) "Zwolenników błędów należy dziś szukać nie już wśród otwartych wrogów Kościoła, ale w samym Kościele: ukrywają się oni – że tak powiemy – w samym wnętrzu Kościoła; stąd też mogą być bardziej szkodliwi, bo są mniej dostrzegalni" - pisał o tych szkodnikach.


Potrafił też postawić się światowym potęgom. Rosyjskiego ambasadora wyprosił za drzwi mówiąc: "Nie przyjmujemy pozdrowień i gratulacji od Rosji, która nie honoruje żadnego słowa danego nam i katolikom w Rosji". Był charyzmatycznym kapłanem a już za życia przylgnęła do niego opinia cudotwórcy- uzdrowiciela.



Nie był bynajmniej władcą Kościoła skupionym jedynie na kwestiach religijnych. Podczas wojny włosko-tureckiej z lat 1911-1912, wraz ze swoim sekretarzem na bieżąco sprawdzał codziennie frontowe raport. Ta wojna była jednym z ogniw w łańcuchu, który doprowadził do wybuchu pierwszej wojny światowej. Wiele przy tym wskazuje, że św. Pius X WIEDZIAŁ O TYM, ŻE MA DOJŚĆ DO GLOBALNEGO KONFLIKTU.



Gdy w 1912 r. omawiając sytuację na bałkańskich frontach sekretarz papieża stwierdził: "To pewnie zaczyna się już ta wojna, o której wielokrotnie mówiłeś", Ojciec Św. odparł: "Nie. Ona zacznie się dopiero w 1914 r." Gdy w maju 1914 r. Pius X żegnał kończącego swoją misję ambasadora Brazylii, powiedział mu: "Jakieź ma pan szczęście, że nie zobaczy strasznej wojny, która wybuchnie wkrótce w Europie". Gdy książę Karol Habsburg, późniejszy ostatni cesarz Austro-Węgier i święty, odwiedził papieża po swoich zaręczynach z Zytą Burbon-Parmeńską, Pius X powiedział mu, że bardzo się cieszy, że to on będzie następcą cesarza Franciszka Józefa. Karol próbował skorygować papieża mówiąc, że pierwszy w kolejce do tronu jest arcyksiążę Franciszek Ferdynand. Papież poradził mu wówczas nie przejmować się tym. Warto więc zapytać: skąd Pius X wiedział, że Franciszek Ferdynand nie zdoła zasiąść na tronie? Franciszek Józef I miał wówczas ponad 80 lat i mógł lada chwila umrzeć. Jedyną szansą na to, że Franz Ferdinand nie obejmie tronu było to, że sam nagle umrze. Czy Pius X wiedział więc, że arcyksiążę jest przeznaczony do likwidacji?



Franciszek Ferdynand musiał zginąć, bo swoją misją uczynił zapobiegnięcie wojnie pomiędzy Austro-Węgrami a Rosją. Słusznie uważał, że taka wojna byłaby końcem domów Habsburgów i Romanowów. Został zabity przez mafijną grupę wewnątrz serbskiego wywiadu wojskowego, sterowaną przez rosyjski wywiad wojskowy, mocno zinfiltrowany przez uczestników prometejskiej konspiracji, która stała za rewolucjami w 1905 i 1917 r. Serbski premier Nikola Paszić ostrzegał przed szykowanym zamachem Leona Bilińskiego, austro-węgierskiego ministra skarbu i zarazem gubernatora Bośni. Biliński, członek prometejskiej konspiracji i polskiego lobby w wiedeńskim rządzie, wyrzucił ostrzeżenie do kosza. Arcyksięciu Franciszkowi Ferdynandowi udającemu się z wizytą do Sarajewa zapewniono słabą ochronę a lokalne gazety publikowały wcześniej trasę jego przejazdu przez miasto. Nazwisko Bilińskiego, obok nazwiska ministra spraw zagranicznych Berchtolda, pojawia się później na proklamacji wojny wydanej Serbii przez Austro-Węgry.

Flashback: Największe sekrety: Archanioł - cz.1 Objawienie

Flashback: Największe sekrety: Kryptonim Βασιλευζ



Z depesz dyplomatycznych wysyłanych do centrali przez ambasadorów Bawarii i Austro-Węgier przy Stolicy Apostolskiej wynika, że Pius X i jego sekretarz stanu kardynał Rafael Marry del Val namawiali austro-węgierski rząd do ostrego stanowiska wobec Serbii. Sekretarz stanu prowokował nawet Austriaków mówiąc, że zbyt długo pobłażali Belgradowi. Ledwie co, bo w czerwcu Marry del Val podpisał "przełomowy" konkordat z rządem Paszicia. Nagłe namawianie Wiednia do wojny przeciwko Belgradowi wydaje się być więc na pierwszy rzut oka pozbawione sensu. Zwłaszcza, że w 1915 r. watykańska dyplomacja z jakiegoś powodu wstawiła się za grupą serbskich szpiegów, których chcieli rozstrzelać Austriacy. Serbskie tajne służby, które dokonały zamachu w Sarajewie, z jakiegoś powodu mogły liczyć na przysługę od Watykanu...



Takich dziwnych, "służbowych" powiązań jest w tej historii więcej. Przykładem na to jest postać hrabiego Bogdana Hutten-Czapskiego, szarej eminencji berlińskiego dworu, adiutanta i zarazem przyjaciela Kaisera Wilhelma II-go. Hutten-Czapski, jako jeden z kreatorów polityki wschodniej II Rzeszy był jednym z ludzi, którzy wskrzesili Polskę. Był też zaufanym człowiekiem Stolicy Apostolskiej. Negocjował zakończeniu Kulturkampfu, otrzymywał papieskie odznaczenia, a w II RP kierował polskim oddziałem Kawalerów Maltańskich. To on też poradził niemieckiemu sztabowi generalnemu przyjęcie planu Aleksandra Parvusa vel Israela Helphanda - czyli wywołania rewolucji w Rosji oraz podziału Imperium Carskiego wzdłuż granic etnicznych. Plan Parvusa był odświeżonym, XVIII-wiecznym planem brygadiera Józefa Sułkowskiego. Ojciec Bogdana Hutten-Czapskiego, Józef Napoleon Hutten-Czapski, był wysokiej rangi masonem, znanym rewolucjonistą i współpracownikiem Mazziniego.  Powtórzmy to: zaufany człowiek Watykanu w Rzeszy wspierał rewolucję bolszewicką oraz odbudowę państwa polskiego i był synem bliskiego współpracownika Mazziniego!



W tradycjonalistycznej, katolickiej literaturze często wskazuje się, że św. Pius X zwalczał masonerię i zablokował masonowi drogę na Tron Piotrowy. Owym masonem miał być kard. Mariano Rampolla, sekretarz stanu za pontyfikatu Leona XIII. Na konklawe z 1903 r. Rampolla zdobył wystarczającą ilość głosów, by zostać papieżem. Nie wypowiedział jednak formuły akceptacji wyboru, bo veto w imieniu cesarza Franciszka Józefa złożył krakowski kardynał Jan Puzyna. Ks. Malachi Martin w swojej książce "Keys of His Blood" pisał, że Franciszek Józef zablokował wybór Rampolli, bo Wiedniowi nie podobały się jego zbyt bliskie związki z Francją oraz to, że Rampolla rzekomo należał do loży masońskiej. Ks. Michał Poradowski pisał zaś, że Rampolla nie był jakimś tam szeregowym masonem, ale wysokiej rangi masońską eminencją z loży Zakon Świątyni Wschodu. Gdy zablokowano Rampollę, wybrano na papieża kandydata kompromisowego - patriarchę Wenecji Giusseppe Sarto, uchodzącego za przyjaznego Austro-Węgrom.

Sprawa z Rampollą była jednak dużo bardziej skomplikowana. Rzeczywiście, Państwa Centralne, nie mogły go lubić, bo realizował politykę odprężenia z Francją i Rosją. Realizował ją jednak w dość prowokatorski sposób. Namawiał dyplomatów z obu krajów, by Francja i Rosja zawarły sojusz i obiecywał niestworzone rzeczy rosyjskiemu ambasadorowi: m.in. że Stolica Apostolska będzie popierała rosyjską ekspansję na Bałkanach! Ambasadorowi Austro-Węgier chwilę potem mówił, że popiera austriackie wpływy w tym regionie. Jego zwierzchnik, papież Leon XIII podkręcał w tym czasie ego Wilhelma II porównując go do Karola Wielkiego i mówiąc mu, by był "mieczem Kościoła". Papieska dyplomacja zachowywała się wówczas jakby chciała podsycać ambicje mocarstw i napuszczać je przeciwko sobie.... Zachowywała się tak, jakby została przechwycona przez jakiś spiskowców chcących zburzyć cały europejski ład.

Ten "straszny mason" kard. Rampolla bynajmniej nie skończył kariery w 1903 r. Pius X uczynił go później szefem Świętego Oficjum, czyli urzędu mającego dbać o czystość wiary! Dodatkowo powierzył mu kierowanie watykańskimi archiwami i biblioteką. Rampolla pełnił te funkcję aż do swojej nagłej śmierci w grudniu 1913 r. Co więcej, ten "straszny mason" był mentorem późniejszych papieży Benedykta XV i Piusa XI. To on przyjmował też do watykańskich służb młodego księdza Eugenio Pacellego, późniejszego papieża Piusa XII.



W życiorysie Piusa X też mamy dziwne anomalie. Istnieje teoria mówiąca, że miał polskich przodków noszących nazwisko "Krawiec" (włos. "Sarto"). Jego ojcem miał być napoleoński weteran ze Śląska. Jakaś tajemnicza ręka zadbała o to, by wyczyścić metryki dotyczące papieskiego rodu zarówno we Włoszech jak i w Austrii.... Co chciano ukryć? Czyżby św. Pius X miał karbonarskich przodków? Czy był pierwszym polskim i zarazem pierwszym prometejskim papieżem?



Papież Pius X zmarł 20 sierpnia 1914 r., gdy przepowiadana przez niego wielka, europejska wojna dopiero się zaczynała. Kard. Marry del Val rozpowszechniał teorię, że serce pękło Ojcu Świętemu z powodu tego konfliktu.  Latem 1914 r. europejscy decydenci i opinia publiczna zgodnie przewidywali, że wojna będzie krótka, łatwa i zwycięska. Prawdopodobnie jedynie trzy osoby w Europie były przekonane, że będzie ona długą rzezią, która zniszczy imperia: stary brytyjski marszałek Horatio Kitchener, komendant Józef Piłsudski i św. Pius X. Trójka wielkich Wtajemniczonych.

***

Następny odcinek serii Pontifex będzie poświęcony Benedyktowi XV, watykańskiej dyplomacji w czasie pierwszej wojny światowej, Fatimie i temu jakie korzyści świat odniósł z wielkiej wojny.

Ciekawe, jak by tę serię skomentowali Grzegorz Braun i "Czerwony Hrabia" Jędrzej Zdzisław Stefan etc. Jabolowy?

***

Z rzeczy bardziej współczesnych: Nie wiem, czy zauważyliście, ale Project Veritas Jima O"Keefe'a nagrał jednego z producentów CNN mówiącego, że zarzuty o powiązaniach Trumpa z Rosją to czysty "bullshit", ale trzeba je podkręcać, bo to zwiększa oglądalność. Van Jones, jedna z szarych eminencji Partii Demokratycznej została zaś nagrana, gdy mówi, że cała sprawa rzekomej rosyjskiej ingerencji w amerykańskie wybory to "nothingburger", czyli lipa totalna. Wcześniej zarówno wysokiej rangi demokraci jak i republikanie, a także wielu ludzi służb mówiło to samo: nie ma żadnych dowodów na związki kampanii Trumpa z Rosją. Okazuje się też, że dochodzenie w sprawie gen. Flynna może być zemstą FBI za to, że on wcześniej wstawił się za jednym z agentów Biura procesujących się ze swoimi zwierzchnikami. To nie przeszkadza oczywiście różnym zjebom nadal snuć narracji "Trump=Putin". Ot np. Anne Applebaum, żona bardzo zasłużonego dla rosyjskich interesów ministra, pisze dzisiaj w znanej fakenewsowej gazetce, że "zarówno Trump jak i PiS służą Rosji". No tak, zapewne służenie interesom Rosji przejawia się w uderzaniu w rosyjskie interesy energetyczne, np. w Nord Stream II :) Tego typu narracja potwierdza moje spostrzeżenia z poprzednich wpisów, że zachodni liberałowie grają de facto do jednej bramki z Putinem-Hujłą. To golicynowska strategia rozwartych nożyc - jednym ostrzem jest mafijnym, rosyjski postkomunizm drugim mafijno-oligarchiczny transatlantycki liberalizm.