sobota, 18 marca 2017

Największe sekrety: Prometeusz - Wallenberg

Ilustracja muzyczna: Steven Price - April 1945 (Fury OST)



Jeden z pozytywnych bohaterów znakomitej książki "Opcja niemiecka" Piotra Zychowicza był agentem NKWD. Mowa o księciu Januszu Franciszku Radziwille, XIII-tym ordynacie ołyckim, jednym z przywódców polskiego obozu konserwatywnego, senatorze BBWR i zwolenniku OZN. Przedstawiciel tego możnego rodu z Wielkiego Księstwa Litewskiego został aresztowany przez Sowietów we wrześniu 1939 r. Na Łubiance osobiście przesłuchiwał go Ławrentij Beria i jak wynika choćby z relacji Pawła Sudopłatowa przesłuchania te odbywały się w dobrej atmosferze. Książę Radziwiłł poszedł na współpracę z NKWD i został wypuszczony. Pretekstem była interwencja włoskiej rodziny królewskiej (Włochy Mussoliniego prowadziły do 1941 r. przyjazną politykę wobec ZSRR). Radziwiłł został wysłany do Berlina, gdzie spotykał się z Goeringiem oraz innymi przedstawicielami niemieckich elit. Lobbował u nich za złagodzeniem polityki okupacyjnej w Polsce i za porozumieniem Rzeszy z Polakami. Zychowicz, wierząc na słowo księciu Radziwiłłowi, twierdzi, że ordynat ołycki ze współpracy z NKWD się nie wywiązał i jedynie wysłał do Berii pocztówkę z pozdrowieniami (!). Czyżby? Beria z jakiegoś powodu uważał go za cennego agenta wchodzącego w skład jego osobistej sieci (czyli mogącego nie znajdować się w ewidencji NKWD) i na początku 1945 r. próbował go zrobić ministrem spraw zagranicznych lubelskiego rządu kolaboracyjnego.




Z relacji Sudopłatowa wiadomo zaś, że Radziwiłł był bliski kręgowi szpiegowskiemu w Berlinie w skład którego wchodziły m.in. znane aktorki, kochanki Goebbelsa, Olga Czechowa i Marika Rokk. Radziwiłł miał być pośrednikiem pomiędzy Berią i niemieckimi elitami. Warto więc zadać pytanie: na ile jego projekty porozumienia polsko-niemieckiego były projektami Berii?



Wspominałem już o tym jak NKWD pozwoliło premierowi Leonowi Kozłowskiemu na przekroczenie linii frontu i przejście na stronę niemiecką w jego misji utworzenia proniemieckiego rządu kolaboracyjnego w Polsce. Ułatwiło również kontakt kurierów organizacji Muszkieterowie z gen. Andersem w czasie, gdy Niemcy nacierali na Moskwę. W niektórych publikacjach poświęconych Muszkieterom znajdują się wzmianki o tym, że szef tej organizacji wywiadowczej utrzymywał niejasne związki z NKWD (np. takie stwierdzenia padają w "Kwaterze 139" Cezarego Leżeńskiego), obok kontaktów z Abwehrą i alianckimi służbami specjalnymi. Muszkieterowie już w 1940 r. przekazali rządowi londyńskiemu dokładne informacje o masakrze w Katyniu i dysponowali zadziwiająco dobrym wywiadem na terenie ZSRR. Zaangażowali się też w sprowadzenie do Polski via Budapeszt marszałka Śmigłego-Rydza i próby utworzenia proniemieckich władz w 1941 r.

W monumentalnej biografii Berii autorstwa prof. Francoise Thom jest obszerny rozdział poświęcony poufnym kontaktom Berii z Niemcami w trakcie wojny. Część z tych kontaktów była inicjowana na zlecenie Stalina. Np. na jesieni 1941 r. poprzez placówki dyplomatyczne w Sofii proponowano Niemcom państwa bałtyckie, Ukrainę i Białoruś w zamian za zawarcie pokoju. Sondaże na temat zaprzestania walk i nowego podziału Europy prowadzono również w 1943 r. i 1944 r. Na uboczu nich Beria prowadził jednak własną grę. Kontaktował się z niemieckimi elitami poprzez swoich ludzi z gruzińskiej emigracji. Emigracja ta była silnie reprezentowana w Berlinie i miała dojścia zarówno do kręgów wojskowych i Abwehry jak i do ministra Rosenberga oraz sfer partyjnych. Choć Beria krytycznie oceniał przerzut gruzińskich antykomunistycznych spadochroniarzy do ZSRR, to jednak starał się tych ludzi chronić.



Pierre de Villemarest, były oficer francuskiego wywiadu, człowiek, który zebrał po wojnie wiele relacji z pierwszej ręki od oficerów Abwehry i SD, w swojej znakomitej książce "Bormann i "Gestapo" Mueller na usługach Stalina", wskazał, że szef Gestapo Heinrich Mueller oraz reichsleiter Martin Bormann kontaktowali się w czasie wojny z Łubianką poprzez przewerbowanych agentów Czerwonej Orkiestry. Mueller miał mieć kontakty z sowieckimi tajnymi służbami już od 1927 r., gdy służył w bawarskiej policji. Był on policjantem, który tuszował sprawę śmierci siostrzenicy Hitlera Geli Rabaul. Bormann był sowieckim agentem według Reinharda Gehlena, pierwszego szefa BND a w czasie wojny szefa wydziału wywiadu wojskowego odpowiedzialnego za front wschodni. To samo mówiło wielu innych ludzi z tajnych służb niemieckich oraz z bloku wschodniego. De Villemarest miał okazję dwukrotnie spotkać Bormanna w południowych Niemczech po wojnie i wpadł na trop jego podróży do sowieckich stref okupacyjnych. Zdobył też relację Rudolfa Baraka, byłego szefa wywiadu komunistycznej Czechosłowacji mówiącą, że Mueller po 1945 r. był przetrzymywany w Czechosłowacji i służył Sowietom jako doradca. Na początku lat 50-tych się usamodzielnił i wyjechał do Wenezueli. Stamtąd porwały go czechosłowackie tajne służby. Były szef Gestapo miał umrzeć na początku lat 60-tych w ZSRR.



Według de Villemaresta Mueller i Bormann nie byli sowieckimi agentami w ścisłym tego słowa znaczeniu. Stanowili jednak polityczną opcję sowiecką we władzach III Rzeszy i prowadzili negocjacje z Łubianką, by ratować własną skórę i zagrabione majątki. Czemu jednak udawało im się prowadzić takie kontakty, choć wielokrotnie wpadały na ich ślad konkurencyjne frakcje ze służb? Zapewne ich kontakty odbywały się za wiedzą "góry". Amerykański autor Curt Reiss, w wydanej już w 1944 roku (!) książce "Naziści schodzą do podziemia" opisywał właśnie taki scenariusz. Jak czytamy: "Riess pisze, iż już w 1943 roku wysocy urzędnicy nazistowscy zaczęli przygotowania do klęski Rzeszy. Rozczarowani Hitlerem główni architekci jego systemu – Martin Bormann i Heinrich Himmler – stworzyli ściśle tajny program zejścia partii nazistowskiej do podziemia. Skoro wojna była już i tak przegrana, ważne stało się przetrwanie, aby kiedyś w przyszłości podjąć walkę na nowo. Niezwykle precyzyjny system miał przeniknąć struktury rządowe, administrację i usługi publiczne, a także współpracować z zawsze przychylnym mu wielkim biznesem." Wiadomo, że Himmler i jego akolita Schellenberg kontakowali się z zachodnimi tajnymi służbami w celu zawarcia pokoju. To samo robili przedstawiciele dogłębnie spenetrowanej i często sterowanej przez Himmlera konserwatywno-wojskowej opozycji. Wiadomo, że kontaktowali się m.in. z Allenem Dullesem, szefem OSS w Szwajcarii i późniejszym szefem CIA. Bliskim współpracownikiem Dullesa był wówczas amerykański dyplomata Noel Field - sowiecki szpieg i pośrednik w kontaktach między Berią a OSS i Titą. Prof. Thom wskazuje zaś, że spiskowcy z 20 lipca utrzymywali również kontakt z kręgami komunistycznymi i dążyli do tego, by po udanym zamachu na Hitlera i wprowadzeniu w życie planu ewentualnościowego "Walkiria" stworzyć w Niemczech rząd konserwatywno-chadecko-socjaldemokratyczny. Logiczną hipotezą jest więc to, że Bormann i Mueller działali w porozumieniu z Himmlerem, gdy utrzymywali kontakty z Berią poprzez Czerwoną Orkiestrę.



Tezę, że niemiecka opozycja była sterowana przez ichnią bezpiekę i Himmlera postawił Bogusław Wołoszański w swoich książkach takich jak "Największy wróg Hitlera". Moim zdaniem ma rację. A wszystkie zamachy na Hitlera zorganizowane od 1939 r. były przeprowadzane za wiedzą i zgodą SS a czasem nawet z jej uczestnictwem. To, że niemiecka opozycja była "prowadzona za rękę" przez Himmlera wyjaśnia np. dlaczego współpracujące z nią służby specjalne Stolicy Apostolskiej rządzonej przez "Młodego Papieża" Piusa XII miały dostęp do ludzi z SS z bezpośredniej ochrony Hitlera - o czym pisał Mark Riebling w "Kościele szpiegów". (Warto wspomnieć, że według Schellenberga nazwę antyhitlerowskiego spisku Abwehry "Schwarze Kapelle" powinno się tłumaczyć nie "Czarna Orkiestra", ale "Czarna Kaplica". Gestapo słusznie wiązało ten spisek z kościołem Jezuitów w Rzymie.) Himmler już w 1939 r. myślał o pozbyciu się Hitlera, zastąpieniu go jakimś figurantem i zawarciu pokoju z Zachodem.

Flashback: Największe sekrety: Idy Lipcowe - Miasteczko Venlo

Prof. Thom stawia śmiałą tezę, że Beria komunikował się z niemiecką opozycją w sprawie zamachów na Hitlera i zapewne z usunięciem Fuehrera miał być skoordynowany zamach na Stalina. Opiera się ona m.in. na zeznaniach o. Szałwy Beriszwilego, uczestnika gier wywiadowczych Berii z Niemcami, Włochami, Turcją i Stolicą Apostolską. Był on osobiście namawiany przez Berię do udziału w spisku, ale nie zgodził się z obawy przed konsekwencjami jakie nieudany zamach mógłby przynieść narodowi gruzińskiemu. Kwestia zamachów na Stalina w trakcie drugiej wojny światowej jest pokryta grubą warstwą dezinformacji - co jest w pełni zrozumiałe. Dochodziło jednak do pewnych niewyjaśnionych zdarzeń. Jak np. : "W 1942 na placu Czerwonym w Moskwie wojenny dezerter Sawielij Dmitrijew celnie ostrzelał jeden z kremlowskich samochodów. Zamachowiec ukrył się za pomnikiem Minina i Pożarskiego. Okazało się jednak, że ostrzelał współpracownika Stalina, Anastasa Mikojana. Po zatrzymaniu Dmitrijew zeznał, że był niemieckim agentem, jednak chciał zemścić się za los swój i innych żołnierzy radzieckich". Być może był to zwykły przypadek. Zapewne Beria był w tej kwestii ekstremalnie ostrożny i czekał aż najpierw Himmler wyeliminuje Hitlera. Gra była jednak coraz trudniejsza. W 1943 r. powiedział Pawłowi Sudopłatowowi, że Stalin kazał mu pełnić funkcję anioła stróża Hitlera. Sowiecki dyktator poważnie obawiał się, że zamach stanu w Rzeszy doprowadzi do pokoju separatystycznego Niemiec z Zachodem. Z konkurencyjnych źródeł (zapewne od aliantów zachodnich i z siatek kominternowskich z którymi kontaktowała się niemiecka opozycja) wiedział o spiskach na życie Hitlera. I jak wskazuje Mark Sołonin z obawie przed nimi wstrzymał w czerwcu 1944 r. ofensywę w Finlandii. Obawiał się, że wojna na Zachodzie się zakończy a front stanie na Wiśle lub na Bugu.

20 lipca 1944 r. doszło do zamachu na Hitlera w Wilczym Szańcu. "O całym zamachu wiedział Heinrich Himmler. Jego podwładni aresztowali na początku lipca 1944 roku dwóch działaczy opozycji, z którymi von Stauffenberg prowadził negocjacje, dotyczące sformowania nowego rządu. To dość dziwne, że oprawcom z gestapo nie udało się wyciągnąć z nich prawdziwych informacji. Najbliższy współpracownik Reichsfuhrera SS, Walter Schellenberg, dowiadywał się o przygotowaniach do puczu od swojego podwładnego, pułkownika Georga Hansena, szefa kontrwywiadu Abwehry. Informował go w czerwcu generał Fritz Thiele, z którym często rozmawiał o fatalnym prowadzeniu wojny przez "dowództwo Wehrmachtu". To on zadzwonił do Schellenberga kilka godzin po zamachu. - Wszystko poszło źle - powiedział. Schellenberg natychmiast odłożył słuchawkę, obawiając się podsłuchu. Poinformowany o wybuchu w Wilczym Szańcu Himmler kazał bezzwłocznie przygotować samochód z eskortą, po czym wyruszył do Gierłoży. Co dziwne, nie wydał koniecznych w takich sytuacjach rozkazów, takich jak postawienie w stan alarmowy służb policyjnych i sił SS. Skontaktował się za to z szefem Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy, Ernestem Kaltenbrunnera, nakazując mu, aby jak najszybciej przybył do Gierłoży z ekspertami od kryminalistyki. Najwyraźniej, pomimo sytuacji zagrożenia, Reichsfuhrerowi SS zależało przede wszystkim na zabezpieczeniu śladów."



W swoim wpisie Tajemnica Tannenbergu z serii Idy Lipcowe postawiłem hipotezę, że zamach z 20 lipca był udany. Hitler zginął w wyniku eksplozji bomby i został pochowany w Mauzoleum na Tannebergu, obok marszałka von Hindenburga jako gen. Korten. Alianci odrzucili jednak niemiecką propozycję pokojową. Nie po to wywołano wojnę, by Niemcy pozostały krajem suwerennym a Europa ocalała. To zmusiło Himmlera do uruchomienia planu B: zastąpienia Hitlera sobowtórem, stłumienia zamachu stanu i likwidacji niewygodnych świadków z opozycji. Nazistom pozostała już tylko przeprowadzenie ewakuacji strategicznej personelu, kapitału i technologii z Niemiec do "bezpiecznych przystani". Potrzebne było im na to kilka miesięcy - a kupili sobie czas stabilizując fronty dzięki klęsce Operacji Market Garden i Powstaniu Warszawskiemu.

Flashback: Największe sekrety - O jeden most za daleko i prawdziwa tajemnica Bilderbergu




Po tajnych spiskach mających na celu eliminację dwóch dyktatorów zostały jednak odpryski. Beria kontaktował się z Niemcami m.in. za pośrednictwem sowieckiej ambasador w Sztokholmie Aleksandry Kołłontaj (pochodzącej ze zrusyfikowanej polskiej szlachty z Ukrainy, mającej dwóch mężów polskiego pochodzenia) i bankierskiego rodu Wallenbergów. Wallenbergowie znajdowali się w samym centrum tajnej wojennej dyplomacji i odgrywali rolę pośredników między wszystkimi stronami. Jako miejsce spotkań z aliantami i przedstawicielami państw Osi służył im m.in. bazylejski Bank Rozliczeń Międzynarodowych, gdzie w trakcie wojny przyjacielsko sobie konferowali wysłannicy banków centralnych z walczących ze sobą państw. (Dobrze ten wątek opisuje Adam LeBor w książce "Wieża w Bazylei".) W tej tajnej dyplomacji kluczową rolę odgrywał Raoul Wallenberg - bardziej znany jako szwedzki dyplomata z Budapesztu, który uratował przed Niemcami i Strzałokrzyżowcami tysiące węgierskich Żydów.



17 stycznia 1945 r. Wallenberg został aresztowany w Budapeszcie przez funkcjonariuszy sowieckiego kontrwywiadu Smiersz. NKWD próbowało go ratować monitując, że Wallenberg jest jej agentem a fabryki należące do Wallenbergów dostarczają komponentów, bez których sowiecki przemysł lotniczy nie mógłby działać. Interwencja nie przyniosła skutku. Smiersz był służbą konkurującą z NKWD a jego szef Wiktor Abakumow (z pochodzenia Ormianin) miał ambicję usunięcia Berii i przejęcia całej władzy nad sowiecką bezpieką. (To właśnie Smiersz stworzył i kierował Informacją Wojskową, czyli formacją której służyli m.in. gejn. Wojciech Jarucwelski, Stefan Michnik i Zygmunt Bałwan. Piotr Gontarczyk dokonał niedawno ciekawego znaleziska: odkrył skargi na Informację Wojskową i Smiersz kierowane przez Berlinga do Żukowa. Jest oczywistym, że Berlingowi te skargi pisali jego nadzorcy od Berii.) Wallenberg został aresztowany właśnie po to, by wyjawić w śledztwie informacje o tajnych kontaktach Berii z Niemcami i z Amerykanami.



W styczniu 1945 r., równolegle z aresztowaniem Wallenberga, druga ekipa Smiersza (często w źródłach pojawia się NKWD, co ja też wcześniej błędnie cytowałem) szukała płka Mariana Steiffera - nieformalnego przywódcę polskiej emigracji na Węgrzech. Według dra Baliszewskiego Steiffer w 1941 r. pomagał sprowadzić do Polski via Budapeszt marszałka Śmigłego-Rydza i brał udział w tajnych polsko-niemieckich negocjacjach pokojowych. Baliszewski wskazuje, że w Budapeszcie istniał de facto drugi polski rząd emigracyjny, konkurencyjny wobec ekipy gen. Sikorskiego. Jak pisałem: "W maju 1941 r., w tym czasie, gdy w Budapeszcie toczą się tajne polsko-niemieckie rozmowy, z misją pokojową do Anglii, za wiedzą i z błogosławieństwem Hitlera, udaje się Rudolf Hess. Jego samolot rozbija się w Szkocji, Hess trafia do Tower, a jego brytyjscy partnerzy polityczni (frakcja związana z królem Jerzym VI) zostają skompromitowani. Hess opowiedział potem swojemu synowi Wolfowi Rudigerowi Hessowi, szczegóły swoje misji pokojowej. Przewidywała ona odwrót przez Niemcy ze wszystkich jak dotąd okupowanych terytorium. Czyli także z Polski i polskiego Pomorza. To dlatego Drugi Marszałek mógł wyznaczać na jesieni 1941 r. nowego wojewodę pomorskiego."

Flashback: Największe sekrety - Kwatera 139

21 stycznia 1945 r. NKWD aresztowało księcia Janusza Radziwiłła oraz grupę przedstawicieli innych polskich arystokratycznych rodów (Zamoyskich, Branickich, Lubomirskich, Sobańskich). Jak czytamy: "umieszczono ich w wagonie sypialnym i powieziono do Moskwy na dobrze znaną księciu Radziwiłłowi Łubiankę. Nie przebywali tam długo. Już 4 marca przewieziono ich do Krasnogorska i umieszczono w silnie strzeżonym budynku należącym do osiedla NKWD. Niemal 2 km dalej znajdował się obóz jeniecki nr 27, w którym przetrzymywano wyższych oficerów niemieckich i węgierskich. Byli tam również Włosi i Japończycy.
Dysponujemy relacjami kilku osób spośród arystokratycznej szesnastki, z których rysuje się ponury obraz beznadziejnej egzystencji w Krasnogorsku, w warunkach izolacji od świata zewnętrznego, niemożności nawiązania kontaktu z krajem i krewnymi przebywającymi na Zachodzie. Książę Janusz wspominał, że “rygory nie były zbyt surowe, traktowanie względnie poprawne”. Najbardziej dręczyła jednak niepewność jutra. “Minął rok, półtora – wspominał książę – nikt nie pofatygował się, aby poinformować, dlaczego są aresztowani, o co oskarżeni, czy wytoczona będzie sprawa sądowa, nic, absolutne milczenie”. (...)
Pewną zmianę przyniósł 22 września 1946 r., kiedy to arystokratyczną szesnastkę przewieziono do pobliskiego obozu. Umieszczono ich w budynku oddzielonym od reszty łagru, z osobnym wejściem do komendantury obozu. Informacji na temat pobytu na terenie obozu nr 27 dostarcza raport brytyjskiego dyplomaty. Rok później rozmawiał on z osobami, które wysłuchały relacji Izabelli Radziwiłłowej wkrótce po jej powrocie do Polski. Nie jest to więc relacja z pierwszej ręki, ale tak czy inaczej zasługuje na uwagę, zważywszy, że przeżycia w Rosji miała ona świeżo w pamięci. Księżna Izabella podkreślała, że w obozie, poza niemieckimi i japońskimi jeńcami wojennymi, przebywały również osoby poprzednio zatrudnione w zagranicznych placówkach dyplomatycznych w Berlinie, internowane przez władze sowieckie w maju 1945 roku. Co jednak najciekawsze, opowiadała, iż po przeniesieniu do obozu nr 27 warunki życia szesnastki uległy znacznej poprawie. Polaków traktowano z dużym respektem. Pomieszczenia, w których przebywali, były dobrze ogrzewane, nieźle ich karmiono, zapewniono nowe odzienie. Gdy zachorowała księżna Anna, pozwolono na wyjazd do moskiewskiego szpitala."

Można powiedzieć, że Beria uratował w ten sposób życie niemal wszystkim osobom z tej grupy. Aresztowanie było formą ochrony przed Abakumowem. Arystokratów wypuszczono w 1947 r. Janusz Franciszek Radziwiłł zmarł z przyczyn naturalnych w Warszawie w 1967 r. W 1972 r. jego zwłoki przeniesiono do grobowca Radziwiłłów w Wilanowie a ekipa Gierka urządziła mu wówczas oficjalny państwowy pogrzeb!


Dziwną atencją Radziwiłłów darzy również Aleksander Łukaszenka, wywodzący się z kagiebowskich kręgów przywódca Białorusi. W 2000 r. sprowadzenie trumien przedstawicieli tego możnego rodu do rodzinnej krypty w Nieświeżu miało bardzo uroczystą, państwową oprawę. Baćka spotykał się z przedstawicielami rodu Radziwiłłów. Za rządów Łukaszenki odnowiono na Białorusi wiele polskich zabytków: zamki w Nieświeżu (co prawda trochę skopano tutaj sprawę...), Mirze, Czerwony Kościół i kościół jezuicki w Mińsku, Ołtarz Rzeczypospolitej w katedrze w Grodnie, dworki Mickiewicza i Kościuszki... Gdy w 2011 r. odwiedzałem Białoruś, w miejscowej telewizji pokazywano, że na święto wojsk powietrznodesantowych do Witebska przyjechali oficerowie amerykańskiej 101-szej Dywizji Powietrznodesantowej. Wszystko to w kraju tego strasznego "ostatniego dyktatora Europy", który ma na koncie, według najmniej przychylnych mu szacunków, kilkanaście ofiar śmiertelnych (!). No cóż, jakby nie patrzeć Baćka zachowywał odrębność Białorusi od Rosji i psuł tym samym Ruskim strategiczne plany. Jak go zabraknie, to za nim będziemy tęsknić, tak jak on za Radziwiłłami...



***

W następnym odcinku serii Prometeusz - kolejne poszlaki dotyczące prawdziwych przyczyn Powstania Warszawskiego.


sobota, 11 marca 2017

Vault7, czyli to NSA zdemaskowała Podestę



W opublikowanych przez WikiLeaks dokumentach CIA znanych jako Vault7 znalazły się w większości rzeczy, o których było od dawna wiadomo. To, że z łatwością hakowane są urządzenia z Androidem i że smartfony oraz inteligentne telewizory Samsunga mogą szpiegować użytkowników 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu bywalcy konspiracyjnych stronek takich Infowars wiedzieli od wielu lat. To, że CIA prowadzi badania na temat hakowania samochodów i dokonywania w tym celu zabójstw wyglądających na zwykłe wypadki również było od dawna przedmiotem spekulacji (np. w przypadku śmierci dziennikarza Michaela Hastingsa, który w 2013 r. kontaktował się z WikiLeaks w sprawie historii uderzającej w CIA i skarżył się na "czarne śmigłowce"). Prawdziwą rewelacją z Vault7 są dokumenty wskazujące na istnienie programu Umbrage - bazy danych dotyczących technik hakerskich i śladów, jakie zostawiają poszczególne grupy. Wiedza z Umbrage pozwala CIA na dokonanie ataku hakerskiego i zostawienie śladów typowych dla np. rosyjskiej, chińskiej czy irańskiej grupy. I tutaj dochodzimy do kwestii rzekomej ingerencji hakerów w proces wyborczy w USA. CIA i FBI wskazały na to, że hakerzy pozostawili ślady typowe dla rosyjskiej grupy Fancy Bear - stemple czasowe ze strefy w której leży zachodnia Rosja, ślady wykorzystania rosyjskiej klawiatury z cyrylicą, użycie dostępnego za darmo w necie programu stworzonego przez Fancy Bear itp. John McAfee, jeden z potentantów z branży cyberbezpieczeństwa, zwracał uwagę, że atak hakerski dokonany przez GRU zostałby przeprowadzony bez zostawiania tak oczywistych śladów. Ppłk Tony Shaffer, były oficer amerykańskiego wywiadu, twierdzi, że ataki na serwery Narodowego Komitetu Demokratów (DNC) zostały przeprowadzone przez ludzi z NSA chcących, by na światło dzienne wyszły rzeczy ukazujące prawdziwe oblicze Hillary. Atak został spreparowany tak, by wyglądał na robotę rosyjskich hakerów. NSA jest od CIA dużo bardziej zaawansowana w szpiegostwie elektronicznym i taki program jak Umbrage jest dla niej łatwizną. Przypomnę, że według WikiLeaks maile DNC zostały przekazane przez zamordowane demokratycznego sztabowca Setha Richa (on mógł być tylko posłańcem NSA) a maile Podesty bezpośrednio od źródła z NSA.



Historia o rosyjskich hakerach, którzy pozbawili zwycięstwa biedną Hillary i doprowadzili do płaczu hollywoodzkie celebrytki i tysiące zidiociałych millenialsów, jest więc tylko dezinformacją stworzoną przez amerykańskie tajne służby po to, by ukryć, co się naprawdę wydarzyło w trakcie wyborów. Z nieoficjalnych informacji wynika, że FBI nie znalazła niczego obciążającego Trumpa i jego współpracowników w kwestii kontaktów z Ruskimi. Próbowano ostatnio grzać sprawę kontaktów prokuratora generalnego Jeffa Sessionsa z rosyjskim ambasadorem w Waszyngtonie Siergiejem Kislakiem. Sessions spotykał się z nim jednak jako członek Senackiej Komisji ds. Polityki Zagranicznej, czyli niejako w ramach obowiązków służbowych i to jeszcze zanim przyłączył się do kampanii Trumpa. Z Kislakiem spotykało się również wielu prominentnych demokratycznych polityków - w tym Chuck Schumer i Nancy Pelosi. Nawet wymieniali się prezentami. Podczas niedawnego przemówienia Trumpa w Kongresie Kislak zasiadał między... demokratycznymi kongresmenami. Przyjacielsko sobie z nimi gawędził w tym czasie, gdy z Sessionsa próbowano zrobić rosyjskiego agenta za jedno spotkaniem z tym sowieckim bucem.

Podobnie ma się prawdopodobnie rzecz z gen. Flynnem. Z nieoficjalnych informacji wynika, że jego rozmowa telefoniczna z Kislakiem o sankcjach wyglądała w ten sposób, że Kislak spytał się Flynna o  kwestię zniesienia sankcji  a Flynn mu odpowiedział, że nie może o tym rozmawiać. Odwołanie Flynna było prawdopodobnie zemstą CIA za to, że pokrzyżował on jej zamach stanu w Turcji. Flynn dostał ponad 500 tys. USD od tureckiego rządu za zbieranie informacji o siatce Gullena w USA.  Tureckie dochodzenie w sprawie zamachu stanu wykazało, zaś że gulleniści zatrudniali w swoich szkołach w Turcji i Azji Środkowej funkcjonariuszy CIA pod przykrywką. 



Media karmią nas ostatnio narracją, że ten straszny Trump bezpodstawnie atakuje Obamę za to, że rzekomo podsłuchiwano jego rozmowy w Trump Tower w trakcie kampanii wyborczej. Przecież to niemożliwe, by prezydent USA coś takiego robił a skoro służby zaprzeczają, że to robiły, to nic takiego nie miało prawa się wydarzyć. Tak samo nie było np. zamachu w Smoleńsku czy agenta Bolka. Zapominają, że swoich przeciwników politycznych podsłuchiwali m.in. Roosevelt i Kennedy a służby Obamy zostały już wielokrotnie przyłapane na inwigilacji zagranicznych przywódców. Czemu więc miałyby podsłuchiwać Trumpa. Zwłaszcza, że dwukrotnie w 2016 r. skierowały wniosek o założenie podsłuchu do sądu FISA. Pretekstem miała być lipna historia o tym, że serwery Trump Organization komunikowały się z serwerami Sbierbanku, czyli np. pomiędzy tymi serwerami rozchodził się mailowy spam. Pierwszy wniosek złożono w czerwcu 2016 r., tuż po spotkaniu Billa Clintona z prokurator generalna Lorettą Lynch, kolejny tuż po tym jak wyciekły maile Podesty. Te same media, które wyśmiewają Trumpa za "bezpodstawne oskarżanie Obamy", jeszcze kilka tygodni temu pisały o "informacjach z podsłuchów obciążających Trumpa i jego współpracowników".  O tym, że podsłuchy były mówią źródła z administracji Obamy, ludzie ze służb i były prokurator generalny z czasów Busha. O tym, że Obama podsłuchiwał Trumpa mówiła nawet demokratyczna kongreswoman Maxine Waters (ta idiotka, która twierdziła, że Putin wysłał wojska do Korei). Sprawa domniemanych kontaków Trumpa z Rosją została spreparowana przez służby Obamy, po to by był pretekst do podsłuchiwania republikańskiego kandydata w trakcie kampanii wyborczej i później sabotowania jego rządów. W Waszyngtonie otwarcie mówi się, że Obama kieruje "oporem". Pod koniec jego rządów stworzono w Departamencie Sprawiedliwości specjalny fundusz, przez który wyprowadzano pieniądze dla lewackich organizacji organizujących teraz protesty przeciwko Trumpowi. To rzuca światło na falę antysemickich incydentów przetaczającą się przez USA od wyboru Trumpa na prezydenta. Na jednej z takich prowokacji - fałszywej groźbie podłożenia bomby w centrum żydowskim - złapano czarnoskórego komunistę. 



Charakterystyczne jest to, że operację podsłuchową przeciwko Trumpowi rozpoczęto akurat po wycieku maili Podesty. Może dlatego wpadli w panikę, bo Tony Podesta dostał od Sbierbanku 170 tys. USD za przekonywanie administracji Obamy do poluzowania sankcji wobec Rosji? A może chodziło o Pizzagate? Od początku rządów Trumpa trwa w USA wielka akcja służb przeciwko siatkom pedofilskim. Zatrzymano w ramach niej ponad 1,5 tys. osób.  Jednym z nich był doradca Johna McCaina, polityka będącego obecnie kimś w rodzaju alternatywnego amerykańskiego prezydenta - jeżdżącego w miejsca takie jak Syria i składającego obietnice w imieniu rządu USA.

Wbrew jęczeniom idiotów takich jak pseudoprofesor Roman Kuźniar administracja Trumpa nie podjęła jeszcze żadnej znaczącej decyzji korzystnej dla Rosji. Wręcz przeciwnie - mamy początek nowego wyścigu zbrojeń, przerzut wojsk do Europy Środkowo-Wschodniej, nominacje rusosceptyków w administracji, szykująca się deregulacja przemysłu naftowego - co bystrzejsi obserwatorzy zauważają już, że Trump może się okazać w przypadku Rosji jastrzębiem.  Bo inaczej się po prostu nie da przy obecnym rozdaniu. Jedyny obszar współpracy z Rosją to obecnie Syria. Mieliśmy ostatnio szczyt amerykańskich, tureckich i rosyjskich generałów.  Ale Syria to bardzo grząski grunt, o czym świadczy choćby sytuacja wokół miasta Manjib i sprawa ofensywy na Rakkę.  Bez Flynna sprawa może się rypnąć totalnie. Z drugiej strony jednak korzystne dla nas wszystkich byłoby utknięcie Rosji w bliskowschodnim bagnie. Niech trzymają tam swoje wojska jak najdłużej. Ich straty - takie jak udany zamach bombowy na rosyjskiego generała, który stracił w wyniku niego obie nogi i oko - będą nas zawsze cieszyły. Martwi Ruscy też się czasem do czegoś przydają. Każdy Ruski zabity w obronie ruin Palmyry to Ruski, który nie trafi na front w Donbasie.


***


Ostatnie zdarzenia związane z wyborem Donalda Tusska na stanowisko starego/nowego van Rumpoya określiłbym mianem "gównoburzy". Przecież wiadomo, że Angela Merkel (Kaźmierczak) jest zadaniowana na to, by zmieniła Niemcy i całą Europę Zachodnią w eksploatowany przez globalistów Trzeci Świat, który nigdy nie będzie w stanie zagrozić potędze USA. Temu służy wywołany przez Merkel kryzys migracyjny. A taka marionetka jak Tussk jest idealnie stworzony do tego zadania. Brytyjczycy się skapneli o co chodzi i postanowili się ewakuować z pokładu, tuż po tym jak nie udało im się zablokować wyboru tego alkoholika Junckera na szefa Komisji Europejskiej.





Może się też okazać, że w maju dyskusja o stanowisku Tusska stanie się nieaktualna - bo Francja rozpieprzy UE. Jak dotąd klan Le Penów stanowił narzędzie francuskich tajnych służb do eliminowania słabych sztuk w socjalistycznym stadzie. Ale po tym jak ten dupek Hollande "cztery procent" (poparcie mniejsze niż dla Ozjasza Goldberga) rozpieprzył obóz socjalistów a Front Narodowy przejął tradycyjny, robotniczy elektorat, wszystko się może zdarzyć. Plan rozmontowania strefy euro przez Le Pen jest dobry, a przeciwko sobie może ona mieć w drugiej turze bankiera inwestycyjnego od Rothschilda lub centroprawicowego cwaniaczka, który otwarcie mówi, że zwolni setki tysiące osób z budżetówki. Jak myślicie, czy Francuzi zagłosują na kogoś, kto obiecuje im utratę pracy i cięcia socjalne? Przyjemnie posłuchać jak Marine Le Pen opierdala Merkel w Parlamencie Europejskim, ale oczywiście poważnym problemem jest dla nas prorosyjskość kandydatki francuskiego wywiadu wojskowego. Ta prorosyjskość nie ogranicza się jednak tylko do niej - jest stałą częścią francuskiej polityki od czasów Adolfa Thiersa i w pewnym sensie kontynuacją zgniłej tradycji "Generała Mikrofona" de Gaulle'a. Na francuskiego sojusznika nie ma co liczyć - tak jest odkąd obalono Napoleona. Biadolenie, że Francja pod rządami Le Pen nam nie pomoże nie ma większego sensu, bo i tak Francja by nam nie pomogła. Zresztą nie sądzę też, by Le Pen zdołała coś zrobić dla samej Francji. Tamten kraj mogą uleczyć chyba tylko rządy Rodrigo Duterte - tysiące młodocianych przestępców z przedmieść spieprzałoby wpław przez Morze Śródziemne do Algierii :))))

Baj de łej: w przypadku Francji jakoś lewica nie grzeje tego, że to mocarstwo może mieć pierwszego prezydenta kobietę. Oprócz Le Pen kandyduje tam również niejaka Cindy Lee - striptizerka reprezentująca Partię Przyjemności i prowadząca kampanię topless. Moim zdaniem byłaby znacznie lepszym przywódcą od Hollande'a.



***
A tak mi się ostatnio skojarzyło po 8 marca...




9-tego miałem oczywiście urodziny, a po wczorajszym imprezowaniu nie miałem jakoś ochoty na nowy wpis z serii Prometeusz...

sobota, 4 marca 2017

Największe sekrety: Prometeusz - Płatne Pachołki Rosji


Ilustracja muzyczna: TK from Ling Tosite Sigure  - Signal (91 Days opening)

Śmiertelność wśród pierwszych przywódców polskojęzycznej kompartii była bardzo wysoka. Jan Turlejski, wraz z pierwszą grupą inicjatywną PPR zginął 26 września 1941 r. w katastrofie lotniczej koło Wiaźmy. Druga grupa inicjatywna została zrzucona na spadochronach pod Wiązowną 28 grudnia 1941 r. W jej skład wchodzili: Marceli Nowotko, Paweł Finder, Bolesław Mołojec, Pinkus Kartin, Czesław Skoniecki i Maria Rutkiewicz. Członkowie tej siatki zostali wyposażeni przez NKWD w fatalnie podrobione dokumenty, które gwarantowały wpadkę już przy pierwszej kontroli przez żandarmerię i w polskie banknoty, które od kilku lat nie były już w obiegu. Nowotko i jego ludzie bardzo szybko się zorientowali, że ktoś w Moskwie życzy im śmierci. Przez pół roku unikali więc kontaktu z centralą tłumacząc to rzekomym zgubieniem radiostacji podczas skoku. Mieli podstawy do takich podejrzeń - podlegali Kominternowi a Beria się z kominternowcami nie lubił i starał się sabotować ich przedsięwzięcia.




Organizowanie komunistycznej dywersji okazało się trudniejsze, niż przypuszczano. Rekrutacja do oddziałów partyzanckich leżała totalnie. Dopiero później dawało się zwerbować jedynie grupę kryminalistów, nieco przedwojennych sowieckich kretów, trochę sowieckich sołdatów zbiegłych z obozów jenieckich, nieco Żydów błąkających się po lasach i kilku niezorientowanych politycznie chłopków-roztropków z totalnego zadupia. Sytuacja była tak zła, że Mołojec musiał jeździć do Francji i ściągać stamtąd weteranów Brygad Międzynarodowych. W 1942 r. PPR została dotknięta dwiema wielkimi falami aresztowania. Z 400 członków i sympatyków partii w Warszawie, Gestapo aresztowało 200. Wielu z nich załamało się w śledztwie i pomagało Niemcom w polowaniu na komunistyczną siatkę. Kartina, specjalistę od techniki radiowej, ktoś w inteligentny sposób wysłał na pewną śmierć, by organizował komórkę PPR w getcie. Szybko tego frajera tam zdradzono i wydano Gestapo.  Aresztowania objęły m.in. najbliższą rodzinę Nowotki a niemieccy śledczy dysponowali jego dokładnym rysopisem i wiedział, że posługuje się on sfałszowaną kenkartą na nazwisko Jan Wysocki. Co prawda ludzie Nowotki dostarczali Gestapo informacji o AK czy podziemiu narodowym, ale w Alei Szucha funkcjonował też departament zajmujący się komunistami - ludzie tam pracujący też chcieli zasłużyć na awanse i premie.




29 listopada 1942 r. (a nie 28-go jak mówi większość źródeł!) na rogu ulicy Przyokopowej i Kolejowej w Warszawie policja znalazła podziurawione kulami zwłoki człowieka, przy którym znaleziono kenkartę na nazwisko Jan Wysocki. To był Marceli Nowotko. Na miejscu znalezienia zwłok nie było żadnych śladów krwi, tak jakby ciało przeniesiono z innego miejsca. Kierownictwo nad partią szybko objął dowódca Gwardii Ludowej Bolesław Mołojec. Do przywódcy Kominternu Dymitrowa wysłano depeszę, w której Mołojec opisywał, że był świadkiem napadu "sikorszczaków" na Nowotkę i że sam ledwo uciekł z życiem. Mołojec nie mógł jednak wysłać tej depeszy, gdyż nie dysponował szyfrem. Jednocześnie prowadzono - bez wiedzy Mołojca - wewnątrzpartyjne śledztwo dotyczące śmierci Nowotki. Zeznania świadków były sprzeczne i często wyraźnie naciągane, a relacja najmocniej obciążająca Mołojca została złożona przez Helenę Wolińską - biuściastego tłumoka o mentalności taniej, nastoletniej kurewki. Śledztwo w oczywisty sposób było farsą, ale na jego podstawie wydano wyrok śmierci na Bolesława Mołojca i jego brata Zygmunta, szefa wywiadu Gwardii Ludowej. Pierwszy dowódca GL, były dowódca XIII Brygady Międzynarodowej, został zastrzelony 31 grudnia 1942 r. na ulicy Kamienne Schodki w Warszawie. Zygmunta wraz z jego dziewczyną wykończono w Kielcach podczas popijawy. Przez partię przetoczyła się fala zabójstw. Ginęli ludzie związani z Mołojcami, ich żołnierze, łączniki, przyjaciele. Moskwa wysłała do Polski nowego szefa PPR Barucha Cukiera vel Witolda Kolskiego. Złamał sobie nogę przy skoku spadochronowym. Wylądował na polu a miejscowi chłopi odmówili mu pomocy, choć oferował im dolary. Strzelił sobie w łeb. Partią kierowali Finder i Małgorzata Fornalska (kochanka Bieruta) - w listopadzie 1943 r. ktoś wydał ich jednak Gestapo, które ich rozstrzelało 26 lipca 1944 r. w ruinach getta. Wcześniej ktoś podkablował Niemcom też Janka Krasickiego, kanalię z lwowskiego Konsomołu, która wykonała wyrok na Bolesławie Mołojcu i sprowadziła do Warszawy Bieruta. Komuniści wykańczali się własnymi rękami. Kto jednak zainicjował ten łańcuch śmierci?



Barbara Sowińska, łączniczka i sekretarka szefa sztabu GL i późniejszego marszałka PRL Mariana Spychalskiego, ujawniła drowi Dariuszowi Baliszewskiemu, że to nie Mołojec ale Spychalski spotkał się z Nowotką 28 listopada 1942 r. w godzinach wieczornych. Do spotkania doszło na Żoliborzu, w pobliżu mieszkania Spychalskiego (mieszkał na Felińskiego). Dr Baliszewski zdobył również dotyczącą śmierci Nowotki relację płka Stanisława Sosabowskiego "Stasinka", syna generała Sosabowskiego. "Stasinek" był legendarnym żołnierzem Kedywu, osobą w najwyższym stopniu wiarygodną. Ujawnił on, że Nowotkę zastrzeliło dwóch likwidatorów z AK przebranych w mundury niemieckiej żandarmerii: Krzysztof Sobieszczański "Kolumb" i Jan Barszczewski "Janek". Rozkaz został wydany przez płka Antoniego Chruściela "Montera". Ta sama grupa dokonała później nieudanego zamachu na Bieruta. Nowotko został zastrzelony wieczorem 28 listopada 1942 r. na rogu Alei Wojska Polskiego i Wyspiańskiego na Żoliborzu. Ciało przewieziono stamtąd na Przyokopową i położono w rynsztoku w pobliżu baru "U Ciotki". Przechodnie myśleli, że to po prostu żul uciął sobie drzemkę. Ten rejon był też miejscem polowań na ludzi dokonywanych przez Karla Schmaltza zwanego "Panienką", dowódcy pobliskiego posterunku policji kolejowej. ("Panienka" został rozwalony przez Kedyw w marcu 1944 r.)



Wszystko wskazuje więc na to, że Nowotko został wystawiony likwidatorom z AK przez Spychalskiego ps. "Marek". Spychalski był też skonfliktowany z Mołojcem - ostentacyjnie olał jego rozkaz nakazujący mu wyruszenie do lasu wraz z oddziałem partyzanckim. Gdy Fornalska siedziała na Pawiaku przekazała na zewnątrz dramatyczny gryps mówiący, że partia została zinfiltrowana przez wroga a Niemcy wiedzą wszystko, co się dzieje wewnątrz. Mają w niej swojego człowieka i jest to "Marek"!

Marian Spychalski był architektem i przedwojennym działaczem KPP - partii, która była ostro zinfiltrowana przez sanacyjne tajne służby. Choć policja wiedziała o jego związkach z komunistycznymi siatkami, to mimo wszystko dostawał zlecenia architektoniczne od państwa a w 1939 r. prezydent Starzyński załatwił mu stypendium we Francji. Jak czytamy w oficjalnym źródle:

"Wrzesień 1939 roku spędza w Warszawie. Na początku okupacji Wydziału Planu Ogólnego, w tajemnicy przed Niemcami, kontynuuje pracę nad planami przebudowy stolicy uwzględniając zniszczenia spowodowane przez wrześniowe walki[16].8 grudnia 1939 roku przybywa do Lwowa po żonę Barbarę i córkę Hannę, które schroniły się w tym mieście po wybuchu drugiej wojny światowej. Nie podejmuje pracy w okupowanym Lwowie i decyduje się na nielegalny powrót do Warszawy przez „zieloną granicę” wraz z żoną i córką. Dochodzi do tego w sylwestrową noc 31 grudnia 1939 roku. 2 stycznia jest już w Warszawie[17]. Od 1940 roku pracuje społecznie w kierowanej przez Stanisław Tołwińskiego Pracowni Architektoniczno - Urbanistycznej przy Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. W Wydziale Planu Ogólnego pracuje do lata 1942 roku kiedy to schodzi do podziemia. (...)
Historyk Władysław Bułhak stwierdza, że Spychalski w czasach stalinowskich przyznał się w trakcie śledztwa prowadzonego przez X Departament Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego – co jednak w związku z metodami śledztwa, rzuca cień na wiarygodność zeznań – do współautorstwa w 1943 specyficznego donosu do Gestapo, zawierającego listę 48 osób – domniemanych przedstawicieli „żydokomuny” jako formy denuncjacji niewygodnych dla PPR osób związanych z gestapo i „aparatem reakcyjnego podziemia”. Bułhak podaje, że lista zawierała dużą grupę nazwisk przypadkowych, niemających jakichkolwiek powiązań ze strukturami podziemia. Niemal tyle samo było podejrzewanych przez struktury AK bądź NSZ o współpracę z okupantem. Pojedyncze osoby można określić jako zaangażowane na trzeciorzędnych pozycjach w działalność AK bądź NSZ (niektóre z nich były podejrzewane przez AK o jednoczesną współpracę z gestapo). Osoby z listy zostały w większości aresztowane przez gestapo[22] (...)

Od 19 września 1944 roku był prezydentem Warszawy z ramienia PKWN[27]. Jednocześnie pełnił funkcję przewodniczącego Rady Narodowej Warszawy. W listopadzie 1944 roku wraz z władzami Warszawy zostaje przyjęty przez Stalina[28]. W sprawozdaniu złożonym Krajowej Radzie Narodowej w dniu 31 grudnia 1944 występuje przeciwko planom przeniesienia stolicy do Łodzi, Krakowa albo Lublina i nie odbudowywania Warszawy. Składa wniosek o odbudowę Warszawy.


W 1945 roku organizuje pracę Biura Odbudowy Stolicy (BOS), na kierownika biura powołuje profesora Jana Zachwatowicza[13]. Jest również przewodniczącym Komitetu Wykonawczego Naczelnej Rady Odbudowy Warszawy[29].

W 1945 dwukrotnie otrzymał stopień generalski – generała brygady 6 lutego, generała dywizji 3 maja. W latach 1945–1949 był wiceministrem obrony narodowej i jednocześnie zastępcą naczelnego dowódcy Wojska Polskiego ds. polityczno-wychowawczych. Z ramienia PPR faktycznie nadzorował swego formalnego zwierzchnika - ministra Rolę - Żymierskiego[30]. Od 5 marca 1946 do 1 grudnia 1948 zastępca przewodniczącego Państwowej Komisji Bezpieczeństwa. Zwolennik realizacji idei armii ogólnonarodowej i wciągania do WP środowisk poakowskich i opozycyjnych oraz polonizacji korpusu oficerskiego. Jego polityka kadrowa w wojsku budziła krytykę strony radzieckiej. 10 marca 1948 roku ambasador ZSRR w Polsce w liście do ministra spraw zagranicznych ZSRR Mołotowa pisał, iż Spychalski należy do frakcji działaczy komunistycznych „uważających się za prawdziwych Polaków” skupionej wokół Gomułki. Zarzucał Spychalskiemu, że podejmuje decyzje personalne w wojsku polskim kierując się „uczuciem nienawiści do ludzi radzieckich”. Również Wydział Polityki Zagranicznej WKP(b) w swej analizie sytuacji w Polsce sporządzonej w kwietniu 1948 roku stwierdzał, że Spychalski prezentuje „nacjonalistyczne dążenia” przeprowadzając w wojsku akcję usuwania ze stanowisk dowódczych oficerów radzieckich[31]. (...)



Do 1948 roku Spychalski na posiedzeniach kierowniczych gremiów partyjnych popierał stanowisko Gomułki nawet wbrew wszystkim pozostałym członkom kierownictwa PPR (np. jeszcze w maju 1948 roku domagając się wraz z Gomułką odwołania Anatola Fejgina ze stanowiska zastępcy szefa Zarządu Głównego Informacji WP). Jednak latem 1948 roku nie został zaliczony do „prawicowo-nacjonalistycznej grupy Gomułki” odcinając się szybko od ówczesnego sekretarza generalnego i krytykując go wraz z innymi członkami BP PPR[33].

Od 1948 w Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, wszedł w skład najwyższych władz partii, został członkiem Komitetu Centralnego i Biura Politycznego KC. Na początku 1949 nakazano mu złożenie samokrytyki i 4 marca 1949 zmuszono do napisania listu do Biura Politycznego KC PZPR z prośbą o przeniesienie do innej pracy.

Od 1949 był ministrem – najpierw odbudowy (od kwietnia do maja), następnie budownictwa (od maja do listopada). W tym czasie oddana zostaje do użytku trasa W-Z, zakończono odbudowę Pałacu Staszica, Pałacu Radziwiłłów, odsłonięto pomnik Mikołaja Kopernika. Współpracował z ekipą inżynierów i architektów, którzy ratują obsuwający się kościół Świętej Anny. Plany odbudowy Grobu Nieznanego Żołnierza uzgadniał z architektem Zygmuntem Stępińskim (żołnierzem AK, uczestnikiem Powstania Warszawskiego) z którym pracował w okresie międzywojennym[13].

13 listopada 1949 został oskarżony o odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne i odsunięty od stanowisk państwowych i wykluczony z KC PZPR, pracował jeszcze jako architekt przy odbudowie Wrocławia. 13 maja 1950 aresztowany (przez Józefa Światłę, dyrektora Dziesiątego Departamentu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego), a 31 października 1951 pozbawiony immunitetu poselskiego; jego uwięzienie podano do publicznej wiadomości dopiero 8 sierpnia 1951. Oskarżono go o usiłowanie zmiany przemocą ustroju państwa polskiego. Zgodnie z książką Zbigniewa Błażyńskiego Mówi Józef Światło wysunięto przeciwko Spychalskiemu następujące zarzuty: współpracę z sanacyjnym wywiadem, współpracę z AK (dowodem miały być jego spotkania z bratem), donos do gestapo, zwalczanie komunizmu.W 1951 wszystkie jego utwory zostały wycofane z polskich bibliotek oraz objęte cenzurą[34].

(...)

Zwolniony z więzienia w marcu 1956 r. W lipcu tegoż roku ówczesny I sekretarz PZPR Ochab poinformował plenum KC o przywróceniu Spychalskiemu legitymacji partyjnej[37].

Od października 1956 r. był ponownie członkiem KC (do 1971) i Biura Politycznego KC PZPR (do 1970). Od przełomu październikowego był jednym z najbliższych współpracowników nowego I sekretarza PZPR Władysława Gomułki. W styczniu 1957 roku wybrany posłem na Sejm PRL z Poznania uzyskując 97,9 procent głosów poparcia. Członek delegacji partyjno - państwowej, która w maju 1957 roku udała się do Moskwy by na nowo ułożyć stosunki PRL - ZSRR[38].



Od października do listopada 1956 wiceminister obrony narodowej i szef Głównego Zarządu Politycznego WP, od listopada minister obrony narodowej (do 1968). 22 lipca 1957 został awansowany na generała broni. Od 1961 studiował w Akademii Sztabu Generalnego. W czasie gdy sprawował funkcję ministra obrony narodowej w WP powrócono do regulaminów i ceremoniału sprzed okresu stalinowskiego, odchodząc od wzorców przeszczepionych z ZSRR. Sformowano i rozwinięto wojska rakietowe, zwiększono rolę lotnictwa, przekształcono związki taktyczne w dywizje zmechanizowane, w 1967 przekształcono szkoły oficerskie w szkoły wyższe i wprowadzono obowiązek posiadania przez oficerów co najmniej średniego wykształcenia. Z dowództw i jednostek usunięto prawie wszystkich doradców i oficerów radzieckich. Przejawiał nieufność wobec oficerów radzieckich. Zachował się dokument zgodnie z którym zwracał uwagę, że lepiej w ogóle nie mieć w jednostkach wojskowych politycznych, niż mieć rosyjskich[39]. W drugiej połowie lat 60-tych negatywnie oceniany przez radzieckiego ambasadora jako minister obrony wysuwający na najważniejsze stanowiska antyradziecko nastawionych generałów[40].

7 października 1963 otrzymał od przewodniczącego Rady Państwa Aleksandra Zawadzkiego stopień wojskowy marszałka Polski. Był ostatnią osobą, której nadano ten stopień.

Od 17 czerwca 1958 roku kierował pracami Społecznego Funduszu Odbudowy Kraju i Stolicy. Z funduszy SFOSiK odbudowane zostały całkowicie lub odrestaurowane cenne obiekty polskiej kultury. W Warszawie były to między innymi: Pałac w Wilanowie, pałac Na Wodzie w Łazienkach, Pałac Staszica wraz z ulicą Nowy Świat, Pałac Kazimierzowski, pałac zwany „Królikarnią” przeznaczony na muzeum rzeźby Xawerego Dunikowskiego, kościół ewangelicki na Placu Małachowskiego, Teatr Wielki, szereg pomników – w tym:pomnik Kopernika, Mickiewicza, Chopina, Poniatowskiego, kolumna Zygmunta. Poza Warszawą: Stare Miasto w Gdańsku, Ratusz i Starówka w Poznaniu, Zamek Książąt Pomorskich w Szczecinie, częściowo Wawel w Krakowie, zabytki Sandomierza, Kazimierza nad Wisłą i Lublina[13][41]. (...)



W latach 1968–1970 Przewodniczący Rady Państwa PRL. W 1970, podczas oficjalnej wizyty Przewodniczącego Rady Państwa Marszałka Polski Mariana Spychalskiego w Pakistanie, doszło do zamachu na jego życie na lotnisku w Karaczi. Udało mu się ujść z życiem, zaś w wyniku zamachu dokonanego na płycie lotniska przez wjechanie ciężarówką w szpaler osób witających przybywającego Spychalskiego zginęło cztery osoby, w tym wiceminister spraw zagranicznych PRL Zygfryd Wolniak (zamachu dokonał obywatel Pakistanu, Mohammed Faruz Abdallah, kierowca Pakistańskich Linii Lotniczych)[42].

Marian Spychalski został odsunięty od polityki razem z ekipą Władysława Gomułki, co było następstwem wydarzeń na Wybrzeżu w grudniu 1970. (...)

Jego starszym bratem był Józef – późniejszy pułkownik piechoty Wojska Polskiego, dowódca Batalionu Stołecznego broniącego zachodniego odcinka Warszawy (Wola, Koło, Powązki) we wrześniu 1939 roku, od września 1942 roku Komendant Okręgu Krakowskiego AK, zamordowany w sierpniu 1944 w KL Sachsenhausen."

Bogdan Konstantynowicz zalicza łódzką rodzinę Spychalskich do stworzonej na Białorusi siatki, która przygotowywała rewolucję bolszewicką i odbudowę Polski. Jest ona genealogicznie powiązana z innymi uczestnikami tej siatki. Zarzuty bezpieki mówiące, że Marian Spychalski współpracował z sanacyjnym wywiadem, AK i Gestapo wydają się być prawdziwe. Współpraca z AK i Gestapo odbyła się jednak zapewne w ramach gry Berii przeciwko Kominternowi. 



Kampania antysemicka roku 1968 r. została rozkręcona przez Jaruzelskiego głównie po to, by pozbawić Spychalskiego stanowiska. Jak pisze Antoni Zambrowski:

"Za personalny symbol antysemickiej czystki owych lat uchodzi gen. Mieczysław Moczar (wł. Nikołaj Tichonowicz Diomko), agent sowieckich służb specjalnych i minister spraw wewnętrznych PRL w jednej osobie. Tymczasem czystka antysemicka rozpoczęła się pierwotnie w Ludowym Wojsku Polskim za sprawą gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Jej celem było opanowanie stanowiska ministra obrony narodowej PRL przez cieszącego się zaufaniem Moskwy gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Jak wiadomo, przed wydarzeniami październikowymi 1956 roku ministrem obrony PRL był sowiecki marszałek narodowości polskiej Konstanty Rokossowski. Pod naciskiem zrewoltowanych tłumów został on zdymisjonowany przez nowe kierownictwo partyjne i odesłany wraz z liczną grupą sowieckich generałów i oficerów do Kraju Rad. Jego miejsce zajął inż. Marian Spychalski, mianowany wkrótce marszałkiem. Nie cieszył się on jednak względami sowieckich generałów i ich agentury w LWP. Jego starszy brat byt wysokim oficerem Armii Krajowej. W okresie stalinowskim był długo więziony i w Moskwie sądzono, że nie ma dymu bez ognia. Pokpiwano w dodatku z jego kwalifikacji zawodowych (Spychalski z wykształcenia był architektem) i przezywano “harcerzem”. Na domiar złego nie mówił dobrze po rosyjsku. W Moskwie od lat czekano na okazję, by zastąpić Spychalskiego gen. Jaruzelskim. (...)



Istotnie czystka elementów żydowskich prowadzona była po wojnie sześciodniowej z rozmachem. Eliminowano autentycznych Żydów w wojsku, Polaków o żydowskich przodkach, Polaków ożenionych z Żydówkami oraz rdzennych Polaków pomawianych o żydowskie pochodzenie. Jak to określił mój kolega w celi więziennej na Mokotowie Piotr Żebruń: “nie ten Żyd – kto Żyd, lecz ten kogo Partia wskaże”. Zgodnie z wieloletnimi planami Moskwy jedną z pierwszych ofiar czystki antysemickiej stał się marszałek Marian Spychalski.
W komórce do dezinformacji ułożono o nim wymowny dowcip. Do jego mieszkania dzwoni ktoś i prosi do telefonu Mońka. Odbierający telefon informuje, że tu nie ma żadnego Mońka, lecz Maniek.
– W takim razie poproszę Mańka.
– Moniek, do telefonu.
Na zebraniach partyjnych oficerowie LWP krzyczeli, że nie będą służyć pod Mońkiem. Takie sceny odbywały się w obecności gen. Józefa Kuropieski – oficera skazanego na karę śmierci w okresie stalinowskim, później zrehabilitowanego. Za przeciwstawianie się postawom antysemickim został on później usunięty z wojska przez gen. Jaruzelskiego, mimo że gen. Jaruzelski wiele mu w swej karierze zawdzięczał.
Gdy Józef Kuropieska siedział w czasie II wojny w niemieckim oflagu, jego żona przechowywała w swym mieszkaniu wraz z własnymi dziećmi gromadkę żydowskich dzieci. W nagrodę została zaproszona w 1968 roku do Izraela, by odebrać medal instytutu Yad Vashem “Sprawiedliwy wśród narodów świata” i zasadzić własne drzewko. Ubecka propaganda wmawiała ludziom, że to marszałkowa Spychalska pojechała do Izraela, by odwiedzić tam swą rodzinę (Na ubeckie łgarstwa o rzekomym żydowskim pochodzeniu Mariana Spychalskiego i jego żony dali się nabrać nawet niektórzy historycy w III RP. Znałem dobrze rodzinę Spychalskich, stąd wiem, że to ubeckie banialuki).
Presja agentury sowieckiej była tak silna, że Władysław Gomułka był zmuszony do wycofania go z jego stanowiska ministerialnego. W proteście przeciwko antysemickiej kampanii podał się do dymisji Edward Ochab – dotychczasowy przewodniczący Rady Państwa. Na jego miejsce mianowano marszałka Spychalskiego, zaś jego następcą w MON został gen. Wojciech Jaruzelski. "



Robotnicze protesty z grudnia 1970 r. i masakra na Wybrzeżu były prowokacją SB i WSW, co bardzo drobiazgowo wykazał Henryk Kula w książce "Grudzień 1970, Oficjalny i rzeczywisty". W czasie tej prowokacji zdobywał esbeckie szlify niejaki "Bolek" i jego późniejszy najbliższy współpracownik. Tak to przeszłość łączy się z teraźniejszością...

***

Wspomniałem, że Beria nie lubił kominternowców. I to przekładało się również na podziały w sowieckim ruchu partyzanckim. Beria opowiadał się, by zrzucać na tereny okupowane jedynie małe, wyspecjalizowane oddziały wywiadowczo-dywersyjne. Był przeciwny masowemu ruchowi partyzanckiemu, który podlegał Pantalejmonowi Ponomarience i Partii. Raporty NKWD poświęcone sowieckim partyzantom są więc pełne donosów na ich niewłaściwą postawę ideologiczną a także opisów bandyckiej działalności partyzantów, dokonywanych przez nich rabunków i gwałtów a także dekownictwa i wojskowej niekompetencji. W terenie dochodziło czasem do małych wojenek - dowódcy podlegli NKWD ryli pod tymi ze Smiersza i z Partii. Pamiętajmy też, że o ile Beria i kilku jego współpracowników działało na rzecz rozwalenia ZSRR, to aparat NKWD był pełen ludzi nieświadomych tego celu. Stąd różne dziwne gierki, kombinacje i sojusze w terenie. I stąd takie przypadki jak Spychalski.






Na to nakładała się również kwestia kolaboracji z Niemcami. Gwałtowny rozwój sowieckiego ruchu partyzanckiego następuje dopiero od lata 1943 r., czyli w momencie, gdy Niemcy zaczynają się cofać a do lasu uciekają kolaborujące z nimi oddziały lokalnej policji pomocniczej. Znaczną większość partyzantów na terenach Rosji, Ukrainy i Białorusi stanowili dawni niemieccy kolaboranci, którzy uczestniczyli wcześniej w masowej rozwałce Żydów i operacjach antypartyzanckich. Ślady tego zjawiska były również na terenach Polski. I tak, jeden z oddziałów AL nosił oficjalną nazwę Była Załoga Treblinki i składał się z dawnych ukraińskich esesmanów! (Był z nim związany niejaki Łukaszuk...) Zresztą nawet w polskojęzycznej części komunistycznej partyzantki działy się wówczas zabawne walki frakcyjne, będące zapowiedzią późniejszego starcia frakcji określających siebie nawzajem "Żydami" i "Chamami". Weźmy taki mord w Ludmiłówce, gdzie oddział AL Grzegorza Korczyńskiego, zirytowany działalnością semickich towarzyszy i towarzyszek na własną rękę się zaaryzował:


"Jak opowiadali mieszkańcy łącznie tej nocy zabito 18-tu Żydów, których obdarto z ubrania. /…/ Ubraniami tymi podzielili się uczestnicy zabójstwa.”3 „Jeden z partyzantów, Wasik wszedł do bunkra i polecił znajdującym się tam Żydom wyjść. Z bunkra wyszło 9 względnie 10 osób /…/ Krótko z nimi rozmawiał „Grzegorz” następnie polecił im się rozebrać do bielizny. Korczyński, „Jastrząb” i ja rewidowaliśmy „Perlę” (Perla Flam) lecz nic przy niej nie znaleźliśmy. Do rozebranych kazał „Grzegorz” strzelać. Ja z „Jastrzębiem” względnie z (Edwardem Gronczewskim) „Przepiórką” strzelaliśmy do Perły.”4 Według innych zeznań Gronczewski po zamordowaniu Perli Flam, łączniczki PPR, zhańbił ją wsadzając w jej przyrodzenie kij. Ogółem w tym „polowaniu na Żydów” zabito blisko 100 osób. W lutym 1943 r. sąd partyjny kierowany przez sekretarza powiatowego PPR Grochalskiego skazał za zbrodnie Korczyńskiego na karę śmierci. Skazani gwardziści zamordowali sędziego. Wiosną 1943 r Korczyński został odwołany z terenu Lubelszczyzny, dowództwo po nim przejął Mieczysław Moczar. Po zakończeniu wojny Korczyński został w lipcu 1944 r. pierwszym szefem UB w Lublinie. Wykorzystał tę funkcję mordując przedstawiciela komisji próbującej wyjaśnić los ludności żydowskiej w Ludmiłówce. "

***

W następnym odcinku serii Prometeusz - Raul Wallenberg, Bormann, przewerbowani agenci Czerwonej Orkiestry i tajne negocjacje Berii z Niemcami...

***

Rozwalił mnie ten filmik. "Donald Trump ukończy system niemieckiego idealizmu". Ten nerd zrobił niesamowity ezoteryczny trolling!



Obejrzałem ten filmik wiele razy i analizuje go słowo po słowie. Wychodzi na to, że to nie jest wcale takie szalone jak na to wygląda. Filozofia niemieckiego idealizmu powstawała w reakcji na angielsko-szkocki empiryzm będący podbudową liberalizmu. Z niemieckiego idealizmu wywodziły się zaś protekcjonistyczne teorie Friedricha Lista - odsyłam do "Jałowego pieniądza" Michaela Jonesa. Tekst o wynurzeniu się Atlantydy i Thule należy traktować symbolicznie - jako powrót dawnej wiedzy mogącej przynieść prawdziwe rozwiązania technologiczne. Stąd też odwołania do "prawdy o UFO" jako paleoastronautycznego klucza do nowych technologii, ezoteryki, filozofii i mitologii:))))