Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Syria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Syria. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 lipca 2026

Sendecki ma rację w sprawie Watykanu :)

 


Powyżej: abp Marcel Lefebvre ze swoim przyjacielem, prezydentem Irlandii Eamonem de Valerą. Obaj byli ekskomunikowani. De Valera w 1922 r., za... sprzeciw wobec traktatu irlandzko-brytyjskiego.

Stolica Apostolska ogłosił w tym tygodniu, że można wyświęcać biskupów bez zgody papieża - pod warunkiem, że jesteście Xi Jinpingiem lub jednym z jego podwładnych z Komunistycznej Partii Chin. Wówczas, ani Was, ani wyświęconych biskupów nie spotkają żadne konsekwencje. Co więcej, Watykan będzie z Wami utrzymywał "dialog" i podpisywał porozumienia. Co innego, jeśli jesteście tradsowską grupą w stylu Bractwa Św. Piusa X - wówczas jesteście straszliwymi schizmatykami.

Sami piusowcy raczej mało się tym przejmują - wszak na dokumencie ekskomuniki nie ma podpisu papieża  (który powiedział jedynie, że jest mu "przykro") tylko podpis turbogejowskiego kardynała Fernandeza, który dokonał wyraźnego nadużycia nakładając ekskomunikę na wiernych FSSPX (do tego nie wyjaśniając, kogo zalicza do wiernych). Gdy w 1054 r. doszło do wielkiej schizmy wschodniej, papież nałożył ekskomunikę tylko na patriarchę Konstantynopola i podległych mu biskupów, a nie na wiernych obrządku bizantyńskiego... Tym większym nadużyciem jest twierdzenie Fernandeza, że sakramenty udzielane przez "schizmatyków" są nieważne - przecież Kościół uznaje choćby śluby prawosławne. Z powodu tych uchybień proceduralnych ta ekskomunika może być za pontyfikatu kolejnego papieża łatwo uznana za "niebyłą". Gdyby zwierzchnicy FSSPX byli złośliwcami, to mogliby wynająć dobrego żydowskiego prawnika i pozwać kardynała Fernandeza. Wyobraźcie sobie w tej roli Roya Cohna: wycofujesz ekskomunikę, albo filmy o twoich zachowaniach seksualnych będą na Netflixie!

Ironią losu jest to, że gdyby lefebvryści przeszli en masse na prawosławie, czy anglikanizm, to by nie byli oficjalnie nazywani schizmatykami, tylko "braćmi odłączonymi", z którymi trzeba prowadzić dialog ekumeniczny. Skoro już jednak FSSPX została uznana za grupę schizmatycką, to zgodnie z posoborową logiką należałoby zalecać interkomunię z lefebvrystami, uznawać sprawowane przez nich sakramenty, zapraszać ich na konferencje ekumeniczne i raz w roku obchodzić w Kościele "Dzień Lefebvryzmu", podczas którego hierarchowie będą namawiać wiernych do odwiedzania "lefebvrystycznych" świątyń.

Generalnie z ekskomuniki cieszą się dwie grupy: 1) Katolickie libki, które zwykle przekonują, że Kościół powinien być inkluzywny, zdecentralizowany i otwarty na ludzi o różnych wrażliwościach, a poza tym ekskomunika to jakiś relikt mrocznego średniowiecza, bo przecież wszyscy ludzie są równi, a różne drogi prowadzą do Boga, więc nie można nikogo wykluczać i stygmatyzować. (Zabawne, że używają argumentu o "automatycznej ekskomunice" wobec FSSPX, a jednocześnie dostają ostrego bólu dupy, gdy mowa "automatycznej ekskomunice" wobec komunistów i proaborcyjnych polityków.) 2) Katoliccy koncesjonowani tradsi, którzy na co dzień narzekają, że Kościół upada, biskupi to moderniści, a jednocześnie cieszą się z tego, że ci sami moderniści niszczą konkurencyjną grupę tradsowską. 

Obie te grupy mocno mnie odpychają kulturowo. To przez nich katolicka nauka społeczna leży i kwiczy, a przekaz głoszony przez Kościół jest coraz mniej atrakcyjny. Młodzi mężczyźni chodzący do kościoła, słyszą tam, że mają za dużo seksu (podczas gdy często nie mają go wcale). Słyszą różne pierdoły sprzed 100 lat o "godności kobiety" - pisane przed pięcioma ostatnimi falami feminizmu - i są pouczani, że powinni wszystko poświęcić dzieciom. Do standardów homiletyki należą też opowiastki o jakiś brutalnych patusach z IQ szympansa, którzy się nawrócili w więzieniu i pójdą do Nieba, choć powinni być zutylizowani na Ziemi. Później młodzi ludzie widzą relację z wizyty papieża na Lampeduzie i jojczenie nad losem żywej broni biologicznej, która płynie do Europy na pontonach, by srać na ulicach, żyć z zasiłków, kraść, gwałcić i zabijać białych. Dodajmy do tego wątki ekologiczne i rytualne potępienie zbrojeń oraz kary śmierci. I "dworcową", patodeweloperską architekturę współczesnych kościołów. To coraz mocniej przesłania ludziom liczący 2 tysiące lat dorobek cywilizacyjny Kościoła.

To ja już wolę usłyszeć takie kazanie jak poniżej! Mówcie co chcecie, ale jest lepsze od tego nudziarstwa, co zwykle płynie z ambon. :) 

Nie miałbym też nic przeciwko przeciwko proboszczom takim jak ks. Henryk Jankowski czy biskupom takim jak Sławoj Leszek Głódź. Od dawna powtarzam: abp Głódź na papieża!


Zauważyłem, że dla współczesnego Kościoła godne pochwały jest prowadzenie "dialogu" z niemal wszystkimi: z prawosławnymi, protestantami, Żydami, muzułmanami, hinduistami, buddystami, szamanistami, libkami, komunistami, feministkami, gejami, transami, furrasami czy satanistami. Z "dialogu" są wykluczone tylko dwie grupy: lefebvryści i ezoterycy. Zajmujesz się badaniem zjawisk paranormalnych? Usłyszysz od katolickich publicystów i sporej części księży, że jesteś satanistą. Co więcej Tekieli napisze, że ćwicząc karate czy nawet tai-chi zyskasz od demonów supermoce jak z "Dragon Ball" :) Dlaczego więc taki nacisk jest kładziony na wykluczenie obu grup z Kościoła? Bo obie dotknęły pewnych części prawdy - tyle, że z innych perspektyw. Obie grupy wierzą w świat nadprzyrodzony, teocentryczny i "duchocentryczny". Tymczasem liberalny, posoborowy Kościół ma być antropocentryczny. "Katolickie" feministki chciałby Kościoła waginocentrycznego, a lobby gejowskie dupocentrycznego. No i przez te środowiska Kościół znalazł się w wiadomym miejscu...

Czy kryje się za tym jakiś plan geopolityczny? Peter Thiel ostatnio oskarżył papieża Leona XIV o bycie nie tyle agentem, co "pożytecznym rezonatorem" komunistycznych Chin. Jego zdaniem, nauczanie papieża wymierzone w sztuczną inteligencję ma prowadzić do tego, by Zachód przegrał wyścig technologiczny z Chinami. Jest to zbieżne choćby z tym, że powiązane z Pekinem NGO-sy organizowały protesty w USA przeciwko budowie centrów przetwarzania danych, doprowadzając do anulowania projektów wartych dziesiątki miliardów dolarów. Papieskie przesłanie, by "rozbroić AI" nie będzie miało żadnego wpływu na chińskich wojskowych, ale może utrudnić USA budowanie broni opartych na sztucznej inteligencji.

Ktoś sobie zażartował, że Trump powinien wykorzystać aferę z FSSPX, by ogłosić Leona XIV antypapieżem, przeprowadzić w Watykanie specjalną operację wojskową i zainstalować tam swojego papieża. 

A ja przypominam, że ks. Natanek nie został ekskomunikowany :)

***



Tymczasem w Iranie zaczął się państwowy pogrzeb ajatollaha Chameneiego. Jego trumna była ultralekka i mała. Przywieziono ją samochodem-chłodnią. Na pogrzebie nie pojawił się Modżtaba - nawet w formie kartonowej. Wcześniej nie było go na pogrzebie żony. Ghalibaf zasiadł przy krześle, na którym postawiono portret szyickiej trójcy - Chomeiniego, Chameneia i Modżtaby. A przed portretem białe róże, sugerujące pokój. "Spoczywajcie w pokoju". Modżtaba pewnie nie żyje, lub nie jest w stanie się pokazać publicznie lub jest w areszcie domowym. Ghalibaf zabawnie odgrywał scenę płaczu nad trumną Najwyższego Przywódcy - aż Araghczi spojrzał się na niego w wiele mówiący sposób. Nie było za to Ahmadinedżada...


Na pogrzebie pojawili się przywódcy Kurdów, którzy ukradli wcześniej broń i Starlinki przekazane irańskiej opozycji. Vahidi wypełzł z bunkra na pogrzeb. Najwyższy sędzia Ejai ma stracić stanowisko. Wewnątrz reżimowej ekipy dochodzi do sporów - w rządowej telewizji przerywane są wypowiedzi na żywo. Jeden z generałów IGRC zginął w wypadku samochodowym. Babak nazywa Ghalibafa najwyższym rangą człowiekiem Trumpa w Iranie i zasugerował, że to on przyczynił się do likwidacji Chameneia. Amerykanie mieli natomiast uratować Ghalibafa przed izraelskim spiskiem mającym prowadzić do zestrzelenia jego samolotu. (Niedawno jego samolot dokonał nieplanowanego lądowania w Meszchedzie.) Irańscy komentatorzy piszą o trwającej transformacji ustrojowej, w której Korpus Strażników Rewolucji jest obciążeniem dla kraju. Chodzą plotki, że mają pozwolić nosić bikini dziewczynom na wyspie Kisz...

Tymczasem w Iraku, nowy premier (chwalony przez Trumpa) wziął się za szyickie milicje. Doszło w zeszłym tygodniu do wojskowego rajdu na Zieloną Strefę w Bagdadzie i aresztowania 47 skorumpowanych szyickich polityków. Internet obiegły zdjęcia piramidek banknotów i sztabek złota zgromadzonych pod portretami ajatollachów. Jedna szyicka deputowana miała  biustonosz i majtki ze złota. Sunnici powiedzą, że to nie jest prawdziwy islam...

A tymczasem w Syrii - pomijając jeden niedawny zamach przeprowadzony przez ISIS oraz starcia ze wspieranymi przez Izrael narkotykowymi dilerami od Hidżriego -  miejscowe dziewczyny  bawią się bez hidżabów przy muzyce Charli XCX. Tarczyński z rozpaczy potnie sobie kabanosy...



I nie tylko...


***


"Tajne pieniądze nazistów", czyli najnowsza książka Waszego Ulubionego Autora, zbiera już pierwsze recenzje, choćby tą - napisaną przez Pawła Skuteckiego. "Dobra, wartościowa książka, której brakowało na rynku. Efekt długich i żmudnych poszukiwań, prac analitycznych i redakcyjnych Huberta Kozieła zasługuje na dyskusję. I miejsce na półce."  Witold Gadowski, w końcówce swojej pogadanki, również gorąco polecił tę książkę.

sobota, 7 marca 2026

Tydzień wojny z Iranem - krety w reżimie, dekapitacje, irański odwet i strategia wyjścia

 


"To nie jest i nigdy nie miała być uczciwa walka. Uderzamy w nich, gdy leżą" - Peter "Homelander" Hegseth, sekretarz wojny USA.

Najwyższy Przywódca ajatollah Ali Chamenei został wysłany do Piekła. To już pewne i od dawna oficjalnie potwierdzone. Jego zgon wywołał wybuch radości zarówno wśród zwykłych Irańczyków jak i wśród Syryjczyków oraz jojczenie wśród szyickich sekciarzy, lewarów i gaśniczaków. Zgromadzenie Ekspertów - jedyne ciało mogące wybrać jego następcę - zostało zbombardowane. Nie wiadomo ilu z tych mułów zginęło w tym ataku. Irański reżim twierdzi, że nikt, bo głosowanie nad wyborem nowego przywódcy odbyło się online. Początkowo pojawiły się doniesienia, że Zgromadzenie wybrało na nowego Najwyższego Przywódcę Modżtabę Chameneia, syna dotychczasowego przywódcy. To koleś, który wcześniej zajmował się zarówno finansami ojca jak i bezpieką. (W ramach powiększania majątku rodziny Chameneich masowo wywłaszczano zwykłych Irańczyków z ich domów, mieszkań i ziemi. Sam majątek Chamenich był szacowany na 100 mld - 200 mld USD.) Równolegle pojawiły się też przecieki, że Modżtaba zginął. Zdementowano też to, że już został wybrany na Najwyższego Przywódcę. Pojawiła się nawet narracja, że nie jest on zainteresowany tym stanowiskiem, bo "chce się oddać nauce i kulturze"! Wyniki głosowania Zgromadzenia Ekspertów miały być ogłoszone po pogrzebie Alego Chameneia, ale pogrzeb przesunięto "na świętego nigdy"... Nie wiadomo więc, co się dzieje z Modżtabą. Zapewne krajem rządzi Ali Laridżani, a tymczasowe władze - w tym prezydent Pezeszkian to jedynie figuranci. 

Śmierć Najwyższego Przywódcy Alego Chameniego była skutkiem tego, że uwierzył on w propagandę amerykańskich demokratów mówiącą, że "Trump zawsze się wycofuje". Po wielu tygodniach spekulacji dotyczących zamiarów amerykańskiego prezydenta, Chamenei poczuł się na tyle bezpiecznie, by zebrać 50 swoich najbliższych współpracowników na śniadaniu w swojej oficjalnej rezydencji w Teheranie. Według oficjalnej wersji, Mosadowi udał się go namierzyć, bo kilka lat wcześniej zhakował rosyjski system monitoringu video zainstalowany w Teheranie. Inne doniesienia mówiły jednak, że Izraelczycy dokonali nalotu, po wskazówce przekazanej przez CIA. W grę wchodziły więc informacje pozyskane przez Amerykanów od osobowego źródła informacji.


W kręgu podejrzanych znalazł się generał Esmail Qaani, dowódca sił al-Quds (którymi dowodzi od 2020 r., czyli od likwidacji gen. Soleimaniego). Dziwnym trafem przeżył on w 2024 r. uderzenie lotnicze na bunkier Hasana Nasrallaha w Bejrucie. Przeżył też w 2025 r. falę izraelskich uderzeń dekapitacyjnych. Nie został też zabity w ataku na siedzibę Chameneia. W arabskich mediach pojawiły się wczoraj doniesienia, że generał Qaani został zabity przez irański reżim za zdradę. Izraelskie źródła donosiły natomiast, że został ewakuowany do Izraela.

Może było tak jak w poniższym filmie:






Dziwne rzeczy działy się też wokół byłego prezydenta Mahmuda Ahmadinedżada. Jego dom został zbombardowany pierwszego dnia wojny. Wydawało mi się to dziwne, gdyż Ahmadinedżad stanowił w ostatnich latach wewnętrzną opozycję wobec reżimu. Otwarcie mówił choćby o dużym zinfiltrowaniu irańskich tajnych służb przez Mosad. Donoszono w ostatnich dniach o jego śmierci. Nagle okazało się jednak, że koleś nadal żyje i ma się dobrze. Irańska opozycja spekulowała, że zawarł on układ z Mosadem. W 2009 r. "The Telegraph" donosił, że rodzina Ahmadinedżada nosiła wcześniej nazwisko Sabourdżian, co oznacza tkacza szali modlitewnych i jest uznawane w Iranie za żydowskie. Ciekawie brzmi w tym kontekście fragment Sunny mówiący że Dajjal (islamski "antychryst") będzie miał wśród zwolenników 70-tych Żydów z Isfahanu noszących... perskie szale.

Być może mamy do czynienia z przypadkami bardzo podobnymi jak w "Czerwonej Jaskółce".

O silnym zinfiltrowaniu irańskiego reżimu świadczy choćby to, że izraelskie służby bardzo dokładnie znały rozkład bunkra Chameneiego i wiedziały nawet, jakie plakaty wiszą tam na ścianach. Bunkier ten został wczoraj zbombardowany przez 50 izraelskich myśliwców. Ataku dokonano, bo pojawił się tam "wysokiej rangi cel". Oficjalnie chodzi o szefa biura Chameneia, ale coś mi się wydaje, że to za mało, by rozpocząć takie akcje.

Izraelczycy oraz Amerykanie kontynuują uderzenia dekapitacyjne, likwidując kolejnych reżimowych oficjeli. Równają z ziemią kolejne bazy wojska, Korpusu Strażników Rewolucji, siedziby bezpieki, policji i milicji basiji, lotniska, składy amunicji, radary oraz wyrzutnie rakiet. Irańska obrona przeciwlotnicza - oparta na rosyjskiej i chińskiej technologii - po raz kolejny okazała się całkowicie bezbronna. (Choć trzeba przyznać, że omal nie zestrzeliła własnego Miga.) Większe straty Amerykanom zdołał pomyłkowo wyrządzić jeden kuwejcki pilot myśliwca, który zestrzelił 3 F-15. Irańskie lotnictwo jest głównie niszczone na ziemi, choć zdarzyło się jedno zestrzelenie w powietrzu - izraelski F-35 trafił irańskiego, szkoleniowego Jaka-130. Było to pierwsze w historii zestrzelenie samolotu załogowego dokonane przez F-35.



Jak dotąd Amerykanie koncentrowali się na bombardowaniu celów znajdujących się na irańskim wybrzeżu, a Izraelczycy atakowali Teheran i kilka innych miast. Amerykańskie B1 i B2 uderzały w cele ukryte pod ziemią. Amerykańskie bombardowania będą się zapewne przesuwały głębiej w stronę wnętrza kraju.

Systematycznie niszczona jest irańska marynarka wojenna. Choć niektórzy rozkwiniali wcześniej, na podstawie filmu "I pet goat 2", że Irańczycy w okolicach 2 marca zatopią Amerykanom lotniskowiec USS Abraham Lincoln, to jak na razie jedynym zatopionym "lotniskowcem" jest irański "dronowiec" Shahid Bagheri. W pobliżu Sri Lanki, amerykański okręt podwodny, storpedował irańską fregatę Dana - wywołując tym straszny ból dupy o młodych modelarzy udających "ekspertów" od wojny. No bo jak to, tak torpedować wrogie okręty bez ostrzeżenia? Zupełnie jakby ich wiedza o historii wojskowości zatrzymała się na roku 1913... Zatopienie Dany podziałało odstraszająco, więc załogi kolejnych dwóch fregat wybrały internowanie - jedna na Sri Lance, druga w Indiach. 

Zbombardowano port Jask będący siedzibą flotylli Korpusu Strażników Rewolucji, w skład której wchodziły głównie małe jednostki. Mimo to, Irańczykom udało się trafić kuwejcki tankowiec podmorskim dronem. 

Irański odwet jak dotąd wyrządził znikome straty Izraelowi. (Amerykanom zniszczył kilka drogich radarów i zabił sześciu żołnierzy w bazie w Kuwejcie.) Skupił się on bowiem na państwach arabskich. Iran w kilka dni zbombardował ich więcej, niż Izrael w całej swojej historii. Uderzono nie tylko w saudyjskie rafinerie, katarskie instalacje naftowe, dubajskie międzynarodowe lotnisko pasażerskie i drogie hotele, czy w bloki mieszkalne w Bahrajnie. Rakiety i drony spadały też na Oman (kraj, który pośredniczył wcześniej w negocjacjach!), Kuwejt, Irak, Syrię, Jordanię, Cypr i Azerbejdżan. (Irańczycy twierdzą co prawda, że uderzenie dronowe w lotnisko w azerskim Nachiczewaniu było izraelskim "false flag", ale azerskie służby rozbiły też siatkę dywersyjną Korpusu Strażników Rewolucji szykującą się do serii zamachów bombowych w Azerbejdżanie.) Strategia Iranu jest jasna - siać chaos w krajach arabskich, sparaliżować żeglugę w Zatoce Perskiej i międzynarodowy ruch lotniczy, doprowadzić do jak największego skoku cen ropy naftowej, tak by bogate arabskie monarchie i amerykańska opinia publiczna zmusiła Trumpa do przerwania wojny. Ta strategia już częściowo się sprawdza - ceny ropy wzrosły w tydzień o 35 proc., przebijając 90 USD za baryłkę. Drożeje też gaz i ceny nawozów.


Irańska strategia ma jednak swoje ograniczenia. Pierwszym z nich są zdolności do kontynuowania ostrzału rakietowego i dronowego. Izraelczycy przygotowywali się na 200 rakiet dziennie, a poleciało w ich kierunku 200 w ciągu tygodnia. Dane wyraźnie wskazują, że z każdym dniem spada liczba wystrzeliwanych przez Iran rakiet i dronów. Trzy czwarte ich wyrzutni rakietowych zostało przecież zniszczonych. Niektóre są porzucane przez załogi po strzale - bo są niszczone z powietrza nawet w ciągu czterech minut od odpalenia rakiety. Bombardowane są też składy rakiet i dronów. Wielu irańskich dowódców nie żyje, a dezercje ponoć przybierają na sile. Irański żołnierz na tym filmie mówi, że w jego jednostce zostały tylko dwie osoby - oficerowie nie żyją albo uciekli, a koszary są zniszczone. To ta słynna "zdecentralizowana obrona".

Irański reżim, swoimi działaniami odwetowymi zjednoczył też region w przekonaniu, że jest rakiem, który trzeba wyciąć. Arabia Saudyjska ponoć chce deeskalować konflikt, obawiając się ataków na swoje pola naftowe. Odwetowo uderzyła ponoć jednak w irańskie rurociągi. Nawet Katar - dotychczas dosyć przychylny irańskiemu reżimowi - stał się jego wrogiem. Irańczycy mają szczęście, że zestrzelono ich rakietę lecącą nad Turcją. Gdyby uderzyła w coś cennego, Erdogan zacząłby inwazję lądową i po kilku dniach tureckie wojska byłyby w Teheranie.

Irański prezydent Pezeszkian dzisiaj przeprosił państwa regionu, za bombardowania i obiecał, że ataki ustaną, dopóki te kraje same nie będą podejmować wrogich działań. Niedługo po jego przemówieniu, dron uderzył w lotnisko pasażerskie w Dubaju...

Paradoksalnie strategia Iranu uderza też w Chiny, które przecież większość swojej ropy importują z regionu Zatoki Perskiej. Ponadto naraża ona również statki z irańskiej i rosyjskiej floty cienia. 

Paradoksalnie najbezpieczniejszym krajem regionu stała się (nie licząc Turcji)... Syria. Syryjczycy pamiętają irańskiemu reżimowi masakry i bombardowania z czasów wojny domowej. Po likwidacji Chameneia, z syryjskich meczetów płynęło więc przesłanie, że zdechł tyran i trafił do Piekła. Syryjczycy śmieją się z reakcji szyickich fanatyków. Izraelczycy z Amerykanami rozwalili im najwyższego przywódcę, a na tym filmie irański dziadzio- silniczek krzyczy: przeklęci Ummajadzi! :)

Wspominałem wcześniej, że Iran jest obecnie krajem islamskim najwyżej w 30 proc. Poparcie dla reżimy jest jeszcze niższe (najwyżej 20 proc.) i skupia się głównie wokół resortowych rodzin i starych zidiociałych silniczków, będących tymi samymi debilami, którzy obalali szacha. Poza tym reżim sprowadził sobie imigrantów z Afganistanu i Pakistanu oraz bandytów z szyickich milicji z Iraku.

Cóż z tego jednak, że co najmniej 80 proc. narodu irańskiego jest przeciwko reżimowi, skoro rządząca krajem mniejszościowa sekta jest uzbrojona a zwykli Irańczycy nie? W styczniu terrorystyczna sekta pokazała, że nie ma żadnych skrupułów, by urządzić Irańczykom rzeź na ulicach. Oni traktują Iran jak kraj okupowany i nie oddadzą władzy dobrowolnie. Bombardowania niszczą im koszary i posterunki, ale to sprawia, że przenoszą się oni do szkół i szpitali. Liczą na to, że uczniowie, pacjenci i członkowie personelu medycznego będą ich żywymi tarczami. Jak na razie, w nalotach zginęło około 3 tys. funkcjonariuszy irańskiego aparatu "bezpieczeństwa". To oznacza, że dziesiątki tysięcy nadal terroryzują Irańczyków. Strzelają do ludzi, za to, że się śmieją na ulicach.

Zapewne za jakiś czas na irańskim niebie pojawią się drony. Będą one uderzały w skupiska basijich i strażników rewolucji na ulicach. Może do akcji włączą się śmigłowce - osłaniające z powietrza irańskich demonstrantów. 

Irańską wojnę można zakończyć na cztery sposoby:

1) Dostarczenie broni irańskiej opozycji, by sama dokończyła robotę. Broń jest niezbędna do przeprowadzenia rewolucji. Amerykanie mogą się jednak obawiać, że trafi ona w niewłaściwe ręce.

2) Inwazja dokonana przez stronę trzecią - na przykład irackich Kurdów. CIA i Mosad ponoć namawiają do tego ugrupowania kurdyjskie. Problem jednak w tym, że Barzani - przywódca irackich Kurdów chce się trzymać z dala od wojny. Porozumiał się w tej sprawie z Turcją. Mogą się ruszyć kurdyjscy komuniści z PJAK, ale mają najwyżej 5 tys. ludzi. Najwyżej zajmą część górskiego pogranicza i tyle. Wspieranie Kurdów jest ogólnie głupim pomysłem, bo uderzy w irańską opozycję (przeciwną separatyzmom) a reżimowi da do ręki "patriotyczne" argumenty.

Głupim pomysłem byłoby również wsparcie Mudżahedinów Ludowych (MEK), czyli marksistowsko-szyickich sekciarzy mających silne lobby wśród amerykańskich republikanów. Sekciarze z MEK byli przepędzani z opozycyjnych demonstracji. Protestujący studenci skandowali, że nie chcą szyickich mułłów, komunistów i MEK-owców. Irańczycy pamiętają, że Mudżahedini Ludowi brali udział w przejęciu kraju przez szyicką sektę w 1979 r. i że w czasie wojny z Irakiem stali po stronie Saddama.



3) Wysłanie ograniczonego kontyngentu lądowego do Iranu. Taką opcję ponoć rozważa Trump. Chodzi mu o oddziały specjalne, które zajęłyby kilka kluczowych obiektów i wsparły opozycję. Ciekawym scenariuszem byłoby również zajęcie Wyspy Kharg - dałoby kontrolę nad irańskim eksportem naftowym i zmusiło reżim do negocjacji.

4) Zamach stanu w Teheranie. Trump wielokrotnie dawał do zrozumienia, że to jego preferowany scenariusz - objęcie władzy przez kogoś z reżimu, kto zwróciłby się przeciwko rządom ajatollahów. Problem jednak w tym, że to musiałby być ktoś, częściowo akceptowalny dla islamskiej opozycji. Zmiotłaby ona wszelkich Pezeszkianów, Ruhanich i innych lipnych "reformistów". Ahamdinedżad? 

Libkowskie media przekonują, że obecna wojna to jakiś niezrozumiały kaprys Trumpa. Jak zwykle dostosowują one swój przekaz do niskiego poziomu umysłowego swoich odbiorców. Każdy, kto się interesuje geopolityką może bowiem dostrzec, że atak na Iran to część dłuższego procesu - eliminowania elementów moskiewsko-teherańskiej osi. Przed Iranem mieliśmy akcję w Wenezueli, potem zapewne będziemy mieć działanie przeciwko kubańskim komunistom. Zaczęło się to już jednak wcześniej. W czerwcu 2025 r. mieliśmy izraelsko-amerykańskie uderzenie na Iran. W grudniu 2024 r. Turcja i HTS obaliły reżim Assada. Wcześniej Izrael zdziesiątkował, osłabił i ośmieszył Hezbollah oraz w jednym ataku lotniczym rozwalił cały rząd Hutich. Nie byłoby tego, gdyby 7 października 2023 r.  Hamas - podpuszczony przez Rosję - nie zaatakował Izraela. Rosja oczywiście zrobiła to, by odciągnąć uwagę USA od wojny na Ukrainie, którą zaczęła po tym jak administracja Bidena spieprzyła odwrót z Afganistanu, wynegocjowany przez administrację Trumpa. Administracja Trumpa zaczęła natomiast osłabianie Iranu od likwidacji gen. Sulejmaniego w styczniu 2020 r. Likwidacja ta pozwoliła awansować generałowi Qaaniemu.

Pamiętajmy jednak, że to Iran zaczął tę wojnę - w 1979 r. Zamiast całować Cartera i Brzezińskiego po rękach, za to że pomogli mu obalić szacha - szyiccy bolszewicy wzięli na zakładników pracowników ambasady USA. Po Carterze przyszedł Reagan, który też był spolegliwy wobec Iranu. Sprzedawał mu broń w ramach afery Iran-Contra. Irański reżim odwdzięczał się porywając Amerykanów, wysadzając koszary marines, amerykańskie ambasady i samoloty pasażerskie. Bushowie pomogli Iranowi obalając Saddama. Iran się odwdzięczył dostarczając wraz z Assadem IED, za pomocą których zabito i raniono 80 proc. amerykańskich żołnierzy w Iraku.  Amerykanie przez ponad 40 lat byli niezwykli spolegliwi i cierpliwi wobec irańskiego reżimu. Skończyło się to w 2020 r., wraz z likwidacją gen. Sulejmaniego - odpowiedzialnego za ataki na amerykańskich żołnierzy w całym regionie.

Mimo zawirowań związanych ze skokiem cen ropy, wojna przeciwko Iranowi jest dużym ciosem dla Rosji i Chin. Tracą kolejnego sojusznika i zainwestowane tam miliardy. Tracą możliwość podpalania Bliskiego Wschodu. Cały świat widzi ile warte są ich zapewnienia o pomocy (choć zarówno Chiny jak i Rosja wsparły Iran m.in. zdjęciami satelitarnymi amerykańskich baz). Z "potężnej osi oporu" od Caracas po Pyongyang został sojusz komunistycznych cucków.

Na strasznego cucka wyszedł też brytyjski premier Keir Starmer. Irański dron trafił w Akrotiri - zamorskie terytorium Wielkiej Brytanii - a on ogłosił: "nie przyłączamy się do ataków na Iran, wyślemy na Cypr okręt, który wypłynie w trasę za tydzień". Postawa hiszpańskiego premiera Sancheza mnie natomiast nie dziwi - irański i wenezuelski reżim finansowały przecież hiszpańską lewicę. Chodzą plotki, że Sanchez był gejowską prostytutką. Marokańskie służby mu zhakowały telefon, a po tym zaczął on prowadzić politykę niezwykle spolegliwą wobec Maroka....

Ogólnie postawa zachodniej lewicy mocno kontrastuje z nastrojami wśród samych Irańczyków - zarówno tych przebywających w Iranie jak i na emigracji. Ci z Iranu oglądają bombardowania z dachów swoich domów przy piwie i grillu. Ci z diaspory organizują radosne demonstracje poparcia dla obalenia reżimu. (W Manchasterze miejscowe lewarstwo zorganizowało "ciche zgromadzenie" ku pamięci Chameneia, przy którym irańska emigracja zorganizowała imprezę :) Iranki całkiem nieźle tańczą, co wkurza zachodnie feministki.



U nas natomiast kwik i żałoba wśród dupoprawicowców. Lisicki, odłożył na chwilę "chłodny realizm polityczny oparty na sile" i emocjonalnie jojczy, że "jak mogli zabić irańskiego przywódcę!?". Pewnie nie ma świadomości tego, że ludzie Chameneia zabili wcześniej m.in. libańskiego prezydenta Rene Moawada. 

Hegseth stwierdził, że zlikwidowany został dowódca jednostki irańskiego wywiadu odpowiedzialnej za przygotowanie zamachu na Trumpa. Ponoć tego irańskiego resorciaka zastrzelono na ulicy w Teheranie. Toczy się obecnie proces Pakistańczyka, którego Iran wynajął w 2024 r. do zabójstwa Trumpa. Oskarżony twierdzi, że to Iran odpowiadał za zamach na Trumpa w Pennsylwanii w czerwcu 2024 r.
Nie wiem ile w tym prawdy, ale przeprowadzanie zamachów na przywódców innych państw to narzędzie stosowane w polityce międzynarodowej od czasów starożytnych. Nasi dupoprawicowcy (często z góry wykluczający to, że Rosja zabiła prezydentów Kaczyńskiego i Kaczorowskiego w Smoleńsku) nie powinni więc jojczyć, tylko się douczyć.




Wychodzi na to, że Trump jest pierwszym bliskowschodnim prezydentem USA. Nie tylko dlatego, że dwie swoje córki wydał za przedstawicieli bliskowschodnich narodów (jedną za Żyda, drugą za Libańczyka). Doskonale posługuje się językiem powszechnie rozumianym na Bliskim Wschodnie - językiem politycznym. Poza tym lubi złoto i słowiańskie blondynki...

Wyobraźmy sobie taką sytuację: w 1986 r. Amerykanie rozwalają gejnerała Jarucwelskiego, Kiszczaka, Milewskiego, Ciastonia, Płatka, Urbana i szereg innych komuchów. W Warszawie, zwykli Polacy okazują radość po atakach. W Paryżu, Londynie, Nowym Jorku, Chicago odbywają się radosne demonstracje polskiej diaspory. Miejscowe lewary i dupoprawicowcy są oburzeni "zabiciem przywódcy państwa" i twierdzą, że komunistyczny reżim cieszy się masowym poparciem w Polsce, a emigranci to tylko "banda reakcjonistów". Wyciągnięci z dupy "eksperci" tłumaczą w libkowskich mediach, że prezydent Kaczorowski wraz z nie żyjącym od 15 lat generałem Andersem chcą przywrócić w Polsce "feudalizm", "rządy kapitału", "Brześć, Berezę i getto ławkowe" i że Polacy z tego powodu staną murem za komuszym reżimem okupacyjnym. Jakaś kretynka w stylu Agnieszki Piwar publikuje zdjęcia polskich, antykomunistycznych emigrantów i pisze, by "zapamiętać twarze tych zdrajców". Absurdalne? Nie. To właśnie dzieje się na naszych oczach.

sobota, 28 lutego 2026

Epicka Furia i Ryczący Lew

 


Powyżej: oficjalna siedziba ajatollaha Chamenei w sobotę rano

Negocjacje w Omanie oraz zapowiedziana na 1-2 marca wizyta Rubio w Izraelu okazały się jedynie elementem planu "decepcji" strategicznej. Data ataku została ponoć już wyznaczona wiele tygodni temu i się w międzyczasie nie zmieniła. Amerykanie dali tej operacji wojskowej nazwę "Epicka Furia", a Izraelczycy "Ryczący Lew".

W noc przed atakiem, nad miastem Karadż pokazała się świetlista kula, która nie wydawała dźwięku. Czyżby kolejna tajna amerykańska technologia?

Uderzenie lotnicze zaczęło się w sobotę rano. Dosyć niekonwencjonalnie - już po wschodzie słońca. W ruch poszły zarówno rakiety Tommahawk i myśliwce. Irańska obrona przeciwlotnicza jak zwykle okazała się bezradna. Zbombardowano szereg baz Korpusu Strażników Rewolucji, baz lotniczych, baz irańskiej marynarki wojennej, siedziby resortów siłowych i sztabu generalnego, a także ośrodek nuklearny w Parchin. Bomby spadły też m.in. na Buszerę. Zniszczono "dziesiątki" irańskich wyrzutni rakiet.




W pierwszym uderzeniu bomby poszły m.in. na teherańską rezydencję Chameneiego. Reuter donosił o śmierci szeregu wysokich rangą dowódców Korpusu Strażników Rewolucji. Źródła izraelskie mówią, że zabito też wielu ministrów. Chamenei najprawdopodobniej był poza Teheranem, w bunkrze głęboko w górach. Pojawiły się niepotwierdzone doniesienia o śmierci: dowódcy Korpusu Strażników Rewolucji gen. Mohameda Papkoura, gen. Mohameda Yakiyura, dowódcy Gwardii Rewolucyjnej, ministra obrony Saleha Asadiego, szefa Rady Obrony Alego Shamkhaniego, głównego sędziego Mohseniego Ejei, a także byłego prezydenta Mahmuda Ahmadinedżada (którego dom zbombardowano). Irański reżim jednak twierdzi, że zarówno prezydent jak i dowódca armii oraz inni generałowie "są w pełnym zdrowiu".  Przeprowadzono też uderzenia w Iraku, w których wyeliminowano niektórych dowódców tamtejszych szyickich milicji.

Wstępne oceny izraelskich służb mówią, że Chamenei zginął. Czekamy na potwierdzenie...

Iran w odpowiedzi rozpoczął operację: Prawdziwa Obietnica 4. Pierwsze salwy rakietowe okazały się dosyć słabe, ale pojedyncze rakiety oraz drony Shahed trafiły m.in.: w amerykańską bazę morską w Bahrajnie. Spadły też one w Kuwejcie, Iraku, Katarze, ZEA, Arabii Saudyjskiej, Jordanii, Syrii a nawet w Azerbejdżanie. Irański reżim odpowiedział więc atakując niemal wszystkich na zachód od swoich granic. Prawdopodobnie udało im się zniszczyć radar i magazyn w amerykańskiej bazie w bahrajńskiej Manamie oraz radar w Katarze. Zginęła jedna przypadkowo osoba w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Nieliczne irańskie pociski nadleciały nad Izraelem. Gdzieniegdzie nawet spadły na ziemię i wyrządziły ograniczone straty materialne. 

Ataki na Iran spotkały się z radosną reakcją samych Irańczyków. Wiwatowali, śmiali się i wznosili okrzyki na cześć Szacha, widząc jak cele związane z reżimem wylatują w powietrze. Wiele mówiąca jest choćby spontaniczna reakcja irańskich gimbusów - jeden z nich krzyknął z radości "I love Trump!". Irańczycy dosłownie tańczą na ulicach. I trudno się temu dziwić po rzezi, jaką kilka tygodni temu reżim. Obiecana przez Amerykanów pomoc w końcu nadeszła.

Javid Shah! 

Cieszą się też Syryjczycy - widząc jak znów Izrael z Iranem okładają się rakietami. Ponoć sprzedawcy słodyczy z Damaszku są w stanie podwyższonej gotowości na wypadek śmierci Chameneiego. Będą wówczas celebracje na ulicach. 

Żydzi, Arabowie, Persowie - zjednoczyli się w radości z amerykańsko-izraelskich uderzeń w irański reżim. Ból dupy mają Ruscy, Chińczycy (którzy jednak się z tym mocno maskują) i eurocucki. Unijne rządy wzywają do "negocjacji" i "powstrzymania przemocy". Podczas rzezi na ulicach Teheranu też się nie popisali. Ostatecznie jednak pośrednio przyczynili się do ataku na Iran - pozwalając Amerykanom na korzystanie ze swojej przestrzeni powietrznej. (I dlatego Rubio był tak pojednawczy w Monachium - nie dlatego, że przestraszył się europejskiej demonstracji politycznej na Grenlandii.) Merz w przyszłym tygodniu będzie w Waszyngtonie rozmawiał z Trumpem o zakupach amerykańskiej broni, a nasze silniczki będą na rozkaz jego pachołków szczekać na USA. W TVP Info-w likwidacji - jakaś trzymają się propagandowych klisz wymyślonych przez akademickie komusze skamieliny i są zdziwieni, że zwykli Irańczycy cieszą się z ataku na reżim...

Trump nie zaczął tej wojny. On ma ją szansę zakończyć, niszcząc irański reżim. Wojna zaczęła się w 1979 r. W jej trakcie Irańczycy bezkarnie zabijali Amerykanów, wysadzali koszary marines i ambasady, brali zakładników, dostarczali IED irackim grupom zbrojnym... Dotychczasowe amerykańskie administracje traktowały Iran ulgowo, okładając go tylko sankcjami o różnej intensywności. Trump jest pierwszym, który wziął się do likwidacji teherańskiego reżimu - zaczynając w 2020 r. od odstrzelenia gen. Sulejmaniego.

Wyobraźcie sobie, że w 2001 r. poniższa ekipa dowiaduje się, że tym, kto zbombarduje Iran będzie koleś prowadzący reality show "The Apprentice"...



Sytuacja oczywiście jest dynamiczna. Świeże materiały codziennie (a czasem nawet dwa razy dziennie) na moim koncie na X-ie.

***

Tymczasem kanał youtubowy Joanny Lamparskiej ("legendy" jeśli chodzi o badanie tajemnic drugiej wojny światowej) opublikował wywiad z Waszym Ulubionym Autorem dotyczący jego książki "Demony nazistów". Enjoy!



sobota, 24 stycznia 2026

Turecka Republika Północnej Grenlandii

 


Obserwowanie w ostatnich dniach Światowego Forum Ekonomicznego w Davos było "absolutnym kinem". Nie tylko ze względu na nowy look Macrona przywodzący na myśl francuskie gangsterskie filmy z lat 60-tych...

Najwięcej rozrywki dostarczyło mi to, że różnego rodzaju Micki oraz "eksperci" sprowadzający OSINT do sprawdzania tego, co piszą Onet i "Wyborcza", zaliczyły spektakularny incydent kałowy. Nakręcali przez wiele dni histerię, że "już zaraz" zaczną spadać amerykańskie bomby na Grenlandię, a Polska musi wysłać wojska w obronie tej duńskiej kolonii. (Przy okazji Karolina Pajączkowska niestety potwierdziła krzywdzące stereotypy o biuściastych blondynkach.) Ostatecznie okazało się jednak, że cały ten spór o Grenlandię okazał się wrestlingowym teatrzykiem Trumpa, w którym mocno ośmieszyły się państwa Europy Zachodniej - najpierw wysyłając do ochrony tej kolonii przed Trumpem 38 żołnierzy zebranych z paru krajów, z których część (ta niemiecka) bardzo szybko się ewakuowała, później nakręcając histerię o nadchodzącej wojnie USA z UE, by na koniec otworzyć Amerykanom drogę do przejęcia Grenlandii w ramach tzw. mechanizmu cypryjskiego.

W Davos wynegocjowano bowiem, że amerykańskie bazy na Grenlandii  - istniejące i mające powstać w przyszłości - będą miały podobny status jak brytyjskie bazy na Cyprze (Akrotiri i Dhekelia). Będą więc terytoriami zamorskimi USA. Amerykanie, przy okazji budowy Złotej Kopuły, mogą więc przejąć kluczowe tereny na Grenlandii, pozostawiając Danii koszty utrzymywania swojej kolonii. Duński rząd był zaskoczony tym porozumieniem. Wygląda bowiem na to, że pryncypialna odmowa sprzedaży Grenlandii USA była błędem - mogli dostać co najmniej 700 mld USD i pozbyć się nierentownej kolonii, z którą nie bardzo wiedzą, co zrobić. A tak nie dostaną tej kasy, a Grenlandię i tak w dłuższej perspektywie stracą. Przypomina to historię z filmu "Aż poleje się krew".

A skoro już uzgodniono mechanizm cypryjski dla tej wyspy, to ruszyć do akcji powinien również Erdogan i utworzyć tam Turecką Republikę Grenlandii Północnej. Turcja dysponuje przecież własnym lotniskowcem oraz odpowiednio dużą armią i flotą, by przeprowadzić tam współczesny wariant operacji "Atilla". :)



Żarty, żartami, ale Trump po prostu kontynuuje starą jak Stany Zjednoczone politykę pozbawiania europejskich "mocarstw" ich posiadłości kolonialnych. Przejawem tej polityki były choćby groźby prezydenta Trumana, że Holandia zostanie wykluczona z Planu Marshalla, jeśli nie wycofa wojsk z Holenderskich Indii Wschodnich  (obecnej Indonezji). Przykładem tego były również groźby Eisenhowera, by Wielka Brytania i Francja przerwały agresję przeciwko Egiptowi. Nigel Farage porównał kryzys wokół Grenlandii do kryzysu sueskiego, ale oczywiście sytuacja była zupełnie inna. Wówczas Wielka Brytania i Francja były w stanie same przeprowadzić inwazję na odległy kraj w obronie swoich interesów ekonomicznych. Obecnie miałyby problemy ze skompletowaniem kilkutysięcznego kontyngentu ekspedycyjnego. Sześć amerykańskich niszczycieli klasy Arleigh Burke, dysponuje większą ilością wyrzutni rakietowych niż całe marynarki wojenne Niemiec, Francji i Włoch. Cięcia wydatków wojskowych dokonane po zakończeniu Zimnej Wojny przez państwa Europy Zachodniej przejawiały się nie tylko w redukcji liczby żołnierzy i sprzętu, ale też w dewastacji służb pomocniczych, bez których nie może działać prawidłowo choćby lotnictwo. Demonstracyjna europejsko-brytyjska wyprawa na Grenlandię (naruszająca umowę z 1951 r. regulującą obecność wojskową na tej wyspie) obnażyła kiepski stan europejskich sił zbrojnych i powinna wszystkim unaocznić, że narracja o strategicznej niezależności Unii Europejskiej jest propagandową mrzonką.




Baj de łej: W ostatnich tygodniach, Pentagon zatwierdził chyba ze siedem transakcji sprzedaży amerykańskiej broni dla Danii. "Osintowcy" jakoś tego nie zauważyli i snuli swoje wizje nadchodzącej wojny amerykańsko-duńskiej.


Amerykańscy decydenci: Trump, Vance, Rubio, Bessent i Lutnick, mówili w ostatnich dniach europejskim politykom, by w końcu uporządkowali sprawy obronności. Apelowali też do nich, by odeszli od samobójczej dla Europy polityki imigracyjnej oraz energetycznej. Co ciekawe, Amerykanom mocno wtórował Zełenski. Jego przemówienie w Davos było naprawdę roastem Europy Zachodniej. Wypominał jej wojskową słabość i dyplomatyczne niezdecydowanie. W wielu kwestiach przyznawał rację administracji Trumpa. Ten koniunkturalista czuje, skąd wieje wiatr. Ustawia się teraz bardziej pod Amerykanów - zachodnioeuropejskie libki będą miały z tego powodu zagwozdkę.

Obrotowością wykazał się też inny koniunkturalista - Mark Rutte, sekretarz generalny NATO i zarazem były premier Niderlandów. To on doprowadził do porozumienia w sprawie cypryjskiego mechanizmu na Grenlandii. Powiedział również, że można narzekać na Trumpa, ale faktem jest, że bez nacisków amerykańskiego prezydenta, wiele krajów NATO nie doszłoby do poziomu 3 proc. PKB wydatków na obronę. 




Trump prezentując swoją Radę Pokoju podziękował nieobecnemu wówczas na scenie prezydentowi Polski. Stwierdził, że "Karol Now-rocky" to "świetny gość, który wygrał ważne wybory". Spotkał się wcześniej z Nawrockim i potwierdził dalszą obecność wojskową USA w Polsce. Tusska na szczęcie w Davos nie było - pojechał sobie na ferie w Dolomity. Prosiniak-Kamysz spotkał się za to w kraju z szefem CIA i nie wiadomo, o czym rozmawiali. Wcześniej spotkał się z prezesem Palantira. Zwraca uwagę wypowiedź Prosiniaka o tym, że "Polska jest Transatlantykiem" łączącym Europę z USA. Zabrzmiało to trochę gombrowiczowsko :) Prosiniak powinien dodać: "Coś mi oczko tutaj strzela, zabij, ubij, idzie Grzela!" :)

Analizując samobójczą politykę Europy, warto zwrócić uwagę na sygnały, które napływały w ostatnich dniach. Starmer zatwierdził budowę gigantycznej chińskiej ambasady w centrum Londynu. Jedno z podziemnych jej pomieszczeń ma znajdować się kilka metrów od magistrali światłowodowej obsługującej londyńskie City. Macron mówił w Davos, że chce więcej chińskich inwestycji w Europie. Premier Kanady Mark Carney (były prezes Banku Anglii oraz Banku Kanady) wspomniał o Nowym Porządku Świata, w kontekście  podpisania porozumienia handlowego z Chinami. Można odnieść wrażenie, że o ile Kanadyjczycy (słusznie) nie chcą stać się kolejnym stanem USA, to dążą do tego, by swój kraj zmienić w kolejną chińską prowincję. Za rządów Justina Castro swobodnie budowały tam swoje wpływy chińskie triady, prowadzące interesy na wielką skalę z meksykańskimi kartelami i Hezbollahem. Justin Castro mocno też zmienił strukturę ludnościową Kanady, wpuszczając do niej miliony Hindusów z niższych kast, którzy srają na ulicach. Ciekawie, to co dzieje się z Kanadą przedstawiło Psyop Anime:



 

Kanadyjska armia ostatnio przeprowadziła grę sztabową mówiącą, że mogłaby stawiać opór wojskom amerykańskim przez dwa dni. Pamiętam jak w zeszłej dekadzie Marcin Rey oburzał się, że Waszczykowski skrytykował zachodnią politykę imigracyjną. Według Reya, obraził on tym ówczesnego kanadyjskiego ministra obrony, który był sikhijskim imigrantem, więc Kanada może nam nie pomóc w przypadku rosyjskiej inwazji. Mniejsza z tym, że sikhowie niezbyt lubią zarówno muzułmanów jak i hinduistów z niższych kast i przyznaliby rację Waszczykowskiemu. Sednem sprawy jest to, że Kanada i tak nie pomoże nam w wojnie z Rosją, bo jej siły zbrojne są zbyt małe, by mogła wysłać jakikolwiek kontyngent do Europy. To również skutek polityki wdrażanej przez lata przez tamtejszych libków. 

No niestety Trump w zeszłym roku całkowicie niepotrzebnie obrażał uczucia narodowe Kanadyjczyków, topiąc szanse wyborcze tamtejszej prawicy. Podobnie niepotrzebnie dał libkom amunicję w postaci głupiej wypowiedzi o żołnierzach NATO w Afganistanie. To jednak nie zmienia faktu, że w środowiskach lewicowo-liberalnych Europy jest silne lobby dążące do zerwania sojuszu z USA, zastąpienia NATO wspólną armią europejską oraz nowego resetu z Rosją i Chinami. Jak powiedział Bessent: niektórzy zdjęli maski. Trump musi natomiast grać na własny elektorat. Część środowisk republikańskich chciałaby "żadnych nowych wojen", a część chciałaby jeszcze większego zaangażowania militarnego USA w sprawie reszty świata, ale bez drażnienia innych w stylu chińskiej "wilczej" dyplomacji.

Warto również zwrócić uwagę na jeden z sukcesów Trumpa, który został przemilczany przez polskojęzyczne media.  Trump wymusił na Starmerze rezygnację z przekazania Wysp Czagos Mauritiusowi. Na jednej z tych wysp znajduje się wielka baza lotnicza Diego Garcia, bardzo pomocna choćby w razie potrzeby bombardowania Iranu. Mauritius to kraj mocno infiltrowany gospodarczo przez Chińczyków. Interwencję Trumpa w obronie bazy Diego Garcia pochwalił Nigel Farage.

Amerykanie gromadzą siły morsko-lotnicze, które mogą zostać wykorzystane w ataku na Iran. Jednym z hubów jest Jordania. W Szirazie padł kluczowy radar. Irańskie władze - tak jak przewidywałem - zaczęły pajacować. Ich parlament ogłosił oficjalny wyrok śmierci na Trumpa, na co amerykański prezydent oczywiście zwrócił uwagę. Izraelscy wojskowi zadeklarowali Amerykanom, że ich kraj gotów byłby przyjąć na siebie nawet salwę 700 irańskich rakiet, jeśli reżim w Teheranie upadłby.

Sam reżim jest obecnie w fazie pacyfikacji po protestach. 12 tys. zabitych okazało się bardzo ostrożnym szacunkiem. Władze przyznają się do 5 tys., a niezależne organizacje humanitarne szacują na co najmniej 14 tys. Zwykli Irańczycy mówią, że zabito co najmniej 30 tys.  Z rejestrów cywilnych w Iranie nagle wykreślono 45 tys. osób. Po ulicach irańskich miast grasują naćpani terroryści z szyickich milicji z Iraku i Pakistanu. Z Iranu wyciekają budzące grozę filmy z pacyfikacji protestów i z przepełnionych kostnic. Są też jednak filmy pokazujące, że irańscy powstańcy potrafili się ostro odgryźć resortowcom. Niektóre z tych filmów są drastyczne - choćby ten pokazujący bitego strażnika rewolucji rozebranego od pasa w dół. (Sądząc po mikro-katechoniku, to chyba dorwali jednego z silniczkowych zjebów rozlewających swój kał w komentarzach na tym blogu.) Nie słyszałem o tym, by Polacy w latach 80-tych podobnie potraktowali jakiegoś esbeka, milicjanta czy ormowca... Ostatnim momentem, gdy linczowano w Polsce ubeków, był czerwiec 1956 r. - wówczas dwóch z nich dosłownie wdeptano w peron poznańskiego dworca. Świadczy to o tym, że naród irański mimo wszystko jest bardziej żywotny od naszego - bo potrafi karać zdrajców i okupantów.

Lewarstwo nadal udaje, że w Iranie nie doszło do powstania ludowego przeciwko opresyjnemu reżimowi. Zgodnie ze stalinowską tradycją, w każdym zabitym demonstrancie widzi agenta CIA i Mossadu. Ma też straszny ból d... z tego powodu, że Irańczycy domagają się powrotu szacha. Przypominają więc absurdalną komunistyczno-islamską propagandę z lat 70-tych o strasznym Savaku używającym niedźwiedzi oraz gigantycznych wentylatorów do torturowania niewinnych komunistów i szyickich fanatyków. Zwykli Irańczycy pewnie myślą, że Savak był zbyt miękki. Wszak szef tej służby namówił szacha do ułaskawienia Chomeiniego, za co Chomeini odwdzięczył się skazaniem na śmierć owego szefa Savaku. Jakoś też nie widać, by feministki urządzały obecnie demonstracje w obronie irańskich dziewcząt katowanych, gwałconych i zabijanych przez funkcjonariuszów szyicko-bolszewickiego reżimu. (Stary pedryl Chomeini wręcz zalecał, by dziewice były gwałcone w więzieniach, bo w ten sposób będą miały zamkniętą drogę do raju. Wielu radykalnie lewicowych zjebów widzi w nim wciąż "wielkiego intelektualistę" i "bohatera, który się przeciwstawił amerykańskiemu imperializmowi".). Akademiccy "eksperci" nadal zaprzeczają też, że irańskie powstanie ma charakter monarchistyczny. "Bo szach nie ma w Iranie struktur partyjnych". Szkoda, że nie mam teraz linku do ciekawego wywiadu jakiego udzielił kilka lat temu Pahlavi... Alexowi Jonesowi, opowiadając jak jego propaganda dociera do Iranu i zdobywa tam poparcie. Pamiętam natomiast, jak w 2018 r., podczas swojej pierwszej wizyty w Gruzji, zauważyłem w Gori, przy muzeum Stalina, że jakiś gruziński dziadzio sprzedaje turystom magnesy przedstawiające m.in. Stalina z młodym szachem Rezą Pahlavim. Powiedział mi, że takie magnesy są bardzo chętnie kupowane przez Irańczyków. Widać więc było wówczas w Iranie nostalgię za dawnymi, przedrewolucyjnymi czasami. I akurat wówczas hasła powrotu szacha już zaczęły się pojawiać na antyreżimowych demonstracjach, co "eksperci" oczywiście pomijali, bo nie pasowało im to do treści podręczników sprzed 40 lat.

Specjalnego zainteresowania lewicy nie wzbudził też upadek Rodżawy, czyli quasi-państewka kurdyjskich komunistów z Syrii. Bydło na ulicach zachodnioeuropejskich miast robią za to kurdyjscy zadymiarze. SDF/YPG w sumie sama zainicjowała swoją klęskę. Amerykański ambasador Tom Barrack mówił im: porozumiejcie się z nowymi władzami Syrii. Ich guru Ocalan mówił im: porozumiejcie się z Turcją i nowymi władzami Syrii. Co zrobili ci komunistyczni debile? Sami zaczęli wojnę przeciwko centralnemu rządowi Syrii. Wojna ta była prowadzona na raty - za każdym razem, gdy SDF ponosiła klęski na froncie, zawierała porozumienie z władzami w Damaszku, które po kilku godzinach łamała, by znów dostać łomot na froncie. W wyniku tej genialnej strategii, SDF straciła w 48 godzin 80 proc. swojego terytorium. SDF się rozpadły, bo odszedł z nich komponent arabski, buntując się przeciwko politycznej tyranii kurdyjskich komunistów. Teraz przeciwko YPG buntują się asyryjscy chrześcijanie, którzy mają dość tego, że kurdyjscy komuniści profanują ich kościoły zamieniając je w stanowiska obronne. Przy okazji YPG straciła resztki poparcia w Pentagonie, bo jej dzielni bojownicy uciekając przed armią syryjską powypuszczali z więzień setki kolesi z ISIS. Rodżawa okazała się nieudanym projektem administracji Obamy. Padł mit o wielkiej wartości bojowej kurdyjskich komunistów. Ich wcześniejsze zwycięstwa nad ISIS były głównie skutkiem wsparcia zachodniego lotnictwa i sił specjalnych. Bez nich, YPG okazała się zbieraniną zindoktrynowanych nastolatków i nawet małych dzieci. Jakoś te słynne "feministyczne" oddziały nie uratowały Rodżawy, a dowódcy budowali sobie luksusowe bunkry za pieniądze z zachodniej pomocy...

Kurdyjscy komuniści liczyli na to, że uratuje ich Izrael - budując tzw. korytarz Dawida. W ich planie, Izrael miałby okupować pas ziemi szeroki na kilka-kilkanaście kilometrów idący od Wzgórz Golan, wzdłuż granicy jordańsko-syryjskiej i syryjsko-irackiej aż do Rodżawy. Problem w tym, że Izrael nie miał ochoty na realizację tego nierealnego planu. Asz-Szara zdołał na drodze dyplomatycznej uzyskać od Izraela zapewnienie, że nie będzie on interweniował w obronie kurdyjskich komunistów. Udana ofensywa na Rodżawę sprawiła, że wśród izraelskich polityków pojawiły się opinie, że czas zakończyć próby fragmentacji Syrii i dogadać się z nowymi, syryjskimi władzami. Ogólnie w regionie można usłyszeć opinię, że arabskim monarchiom podobało się to, że Izrael zmiażdżył Hamas i Hezbollah, osłabił Hutich i uderzył w zeszłym roku na Iran. Zarówno dla nich jak i dla Amerykanów, czerwoną linią był jednak zeszłoroczny atak Izraela na Damaszek. Tego Izrael nie powinien robić. 

Mieliśmy w Davos prezentację planu Jareda Kushnera dla Strefy Gazy. Co ciekawe, zaangażowały się w niego ZEA, które chcą zbudować w Gazie "smart city", w którym Palestyńczycy byliby poddani stałej inwigilacji. Na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej doszło do ciekawego ukształtowania się rywalizujących ze sobą bloków. Po jednej stronie ZEA, współpracujące z Izraelem oraz Indiami. Po drugiej Arabia Saudyjska, która zawarła nuklearny sojusz z Pakistanem i z Turcją. W obu blokach są kraje będące bliskimi sojusznikami USA.

Ciekawe, czy do podobnego podziału na rywalizujące bloki dojdzie również w Europie? Kluczowe mogą być ewentualne zmiany władzy w Polsce, we Francji i w Hiszpanii.

Tymczasem, Amerykanie oficjalnie przyznają, że mają "Direct Energy Weapons" , zapowiadają sprzedaż humanoidalnych robotów w tym roku i pokazują samolot wyglądający jak trójkątne UFO, Chińczycy znajdują na Księżycu nanorurki węglowe, a w Europie... feministyczna autorka twierdzi, że Szekspir był czarną kobietą. Różne drogi postępu...

I na koniec akcent historyczny - konfederacka prasa o Powstaniu Styczniowym (za profilem Dos Siestes).