Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Watykan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Watykan. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 maja 2025

Leon XIV, wojna indyjsko-pakistańska i Nigga HH!

 


Miałem przeczucie, że nowy papież zostanie wybrany w czwartek koło 19.00. I na tym moje przeczucia się skończyły. Gdy po słowach "Habemus Papam" wyczytywano, że nowym pontifexem został "Robert..." - początkowo myślałem, że wybrali kardynała Saraha. Gdy wyczytano nazwisko "Prevost" zastanawiałem się: co to za kardynał? Miliony ludzi sięgnęło wówczas do Wikipedii, by sprawdzić, czy nowy papież jest katolikiem. Gdy oznajmiono, że wybrał sobie imię "Leon XIV", uśmiechnąłem się. Dobry znak! Dobrym znakiem było też odwołanie się przez nowego pontifexa do Matki Boskiej Pompejańskiej. 


Wybór imienia jest intrygujący. Czyżby nowy papież chciał położyć mocny akcent na odnowę katolickiej nauki społecznej w kontrze do liberalnego i chińskiego globalizmu? (Tak jak Leon XIII zrobił to przeciwko marksizmowi i XIX-wiecznemu kapitalizmowi?) Media przypominają obecnie kilka tweetów kardynała Prevosta krytykujących Tumpa i Vance'a. Wszystkie te tweety dotyczyły jednak imigracji. Nie ma wątpliwości, że obecny papież mocno sympatyzuje z Latynosami. Jest jednak zarejestrowany jako republikanin (brał udział w prawyborach, gdy mógł), a jego poglądy dotyczące aborcji, mniejszości LPG i transów wykluczałyby go ze współczesnej partii demokratycznej zdominowanej przez globalistyczno-lewackich świrów. Leon XIV owszem mógłby być demokratą, ale takim sprzed 40 czy 60 lat.

Na kilka dni przed konklawe Trump zamieścił tweeta pokazującego siebie samego w papieskich szatach. Uznano to wówczas za przejaw trollingu, ale okazał się on częściowo proroczy - wszak wyborowi Amerykanina na papieża nie dawano dużych szans. Trump mówił też, że chciałby wyboru kardynała Timothy'ego Dolana na papieża . Dolan deklarował, że nie chce być papieżem, ale ponoć zorganizował na konklawe bardzo skuteczną kampanię wsparcia dla wyboru Prevosta. 



Intrygująco wygląda w tym kontekście tweet jakiegoś anonima (?) z 6 listopada 2024 r., że po zdobyciu prezydentury przez Trumpa nadszedł czas na "papieża Leona XIV". 

Libki zaczęły już traktować amerykańskiego papieża jako przeciwwagę dla Trumpa (mimo, że Dolan zaprzecza, by taki był zamiar kardynałów na konklawe). Będzie zabawnie zobaczyć ich w roli ultramontanów pokornie słuchających papieskich nauk w kwestii aborcji, LPG, transów i nauki społecznej :) 



Paradoksalnie pontyfikat Leona XIV może być jednak wielką szansą dla Partii Demokratycznej, by otrząsnęła się z genderowo-feministycznego gówna i stała się partią podobną jak w czasach JFK. Zwłaszcza, że Trump niszczy liberalny konsensus budowany od 1964 r. - którego kluczowym elementem jest "biała wina" i będący jej przejawem socjał dla Czarnych - a jednocześnie sięga po "socjalistyczną" i jednocześnie militarystyczną politykę Roosevelta. 

USA wspólnie ze Stolicą Apostolską będą mogły teraz grać w dobrego i złego policjanta, rozgrywając globalną wojnę przeciwko dupokratycznej antykulturze. 

Uśmiałem się, gdy na Polsat News ks. Waldemar Cisło zwrócił uwagę na symbolikę związaną ze św. Michałem Archaniołem i Leonem XIII oraz powiedział, że św. Michał Archanioł zwalcza masonerię, "bo masoneria chce zniszczyć Kościół" - a prowadzący audycję mu nie przerywał :) Takiej retoryki nie słyszeliśmy w mainstreamie od czasów św. Maksymiliana Marii Kolbe. :)

***

Polskojęzyczne, liberalne media słabo się zajmowały ukraińskim uderzeniem dronowym, które przed 9 maja (największą na świecie gejparadą w Moskwie) sparaliżowało ruch na rosyjskich lotniskach cywilnych - widać nie pasowało do dramatycznych narracji o tym, że "Ukraina tonie z winy Trumpa". A miał przecież "rosyjski agent Trump" zmusić Ukrainę do kapitulacji, a tu nadal płynie do niej broń, a Ukraińcy swobodnie uderzają w terytorium rosyjskie. Po watykańskim spotkaniu między Trumpem a Zełenskim głupio wieszczyć Apokalipsę.

Nie dziwi więc mnie również to, że polskojęzyczne, liberalne media niemal całkowicie olewają wojnę między Indiami a Pakistanem. Ich pracownicy mieliby problem ze znalezieniem Pakistanu na mapie i wolą zadawać pytania w stylu: "Czy jak zgubiłem klucze do mieszkania to ono jest nadal moje?". Nie widać też, by ludzie ustawiali sobie w profilówkach flagi Indii lub Pakistanu. Część internetowych rasistów, nie lubiących Hindusów i ich standardów sanitarnych, całym sercem popiera jednak Pakistan. Indie wyraźnie przegrywają wojnę memową :)




Tak się ciekawie złożyło, że Pakistan był do niedawna jednym z głównych źródeł amunicji dla Ukrainy. Atak terrorystyczny w Kaszmirze, który sprowokował tę wojnę wpisał się więc idealnie w interesy Rosji. Indie rządzone przez szowinistycznych miłośników krowiej uryny oczywiście były bardzo chętne do odwetu.

Konflikt jak na razie przyjmuje ograniczone ramy. Hindusi dostali jednak mocno po nosie - pierwszej nocy wojny stracili pięć myśliwców, w tym trzy francuskie Rafale. Zostały one zestrzelone chińskimi rakietami, wystrzelonymi z pakistańskich myśliwców made in China. Akcje producenta serii myśliwców Chengdu bardzo mocno poszły więc w górę. Chińczycy triumfują, że ich sprzęt okazał się lepszy od francuskiego. Otwarcie naśmiewają się z tej indyjskiej porażki. Indie po tej porażce zaatakowały rakietami brahmos pakistańskie lotniska wojskowe, a Pakistańczycy odpowiedzieli im rakietami Fateh. 

***

Przypominam, że w czerwcu czeka Was premiera nowej książki Waszego Ulubionego Autora



Soundtrack do tej książki zrobił Kanye West. Poniżej utwór promujący książkę (szybko znika z YouTube, więc jak nie będzie to szukajcie: Kanye Heil Hitler). Wyszło jak Leibach! Szczególnie chórek od 0:51.



Tymczasem Afroziomale zaczynają twierdzić, że to oni są oryginalnymi nazistami, bo "oryginalni Niemcy byli czarnymi Maurami" :)





Wśród imigrantów z Afryki zachodzi też szybka polonizacja, czego dowodem jest poniższa kłótnia, podczas której AfroPolak mówi, że "ja jestem Polish, a ty Ukrainian!". Jeszcze chwila a oskarżą banderowców o Rwandę...

 

sobota, 26 kwietnia 2025

Pontifex: Franciszek 88

 


Na powyższym obrazku - ś.p. papież Franciszek spotyka się w Niebie z małżeństwem Evity i Juana Domingo Peronów. Myślę, że byłby bardzo zadowolony z takiego obrotu sprawy, gdyż był przecież papieżem-peronistą - o czym kilka lat temu pisałem. Namawiam więc do przypomnienia sobie tego wpisu:

Papież peronista i najważniejszy Giertych (Gertich) 

Franciszek nie był bynajmniej żadnym lewicowym-libkiem. Jeśli był "lewakiem" to raczej takim ocierającym się o fascynację faszyzmem. Patrzymy na niego przez pryzmat naszej i europejskiej sceny politycznej, a powinniśmy go postrzegać jako produkt latynoskiego społeczeństwa. Owszem Franciszek nienawidził starej, kolonialnej Europy - być może dlatego uderzał w Mszę Trydencką, popierał trzecioświatową migrację, czy też nigdy nie złożył oficjalnej wizyty w Hiszpanii. Podejrzewam jednak też, że nie lubił zadufanych w sobie Eurocucków, w tym tych w kardynalskich biretach. Nie bez powodu żartował sobie mówiąc: "Gdy mówię o lewicowcu, mam na myśli homoseksualistę". 



Fałszywy i niemiłosiernie spłaszczony był też pewnie obraz Franciszka jako stronnika putinowskiej Rassiji. Po śmierci papieża okazało się, że z prywatnych funduszów wpłacił na zbiórkę na drony bojowe dla ukraińskiej brygady Chołodnyj Jar.  Zakupiony przez niego dron nazwano "Święty". O ilu podobnych epizodach nie wiemy?


Przypominam, że 25 marca 2022 r. Franciszek wypełnił nakaz Maryi z Fatimy - poświęcił Rosję (i Ukrainę) jej Niepokalanemu Sercu. To był dzień przełomowej wizyty Bidena w Rzeszowie i Warszawie, w ramach której USA zainicjowały politykę rosnącego wsparcia dla ukraińskiego wysiłku wojennego. Dzień w którym doszło do dziwnej - ale w porę wykrytej -  awarii Boeinga prezydenta Dudy. (Pomyślmy co było, gdyby prezydencki samolot się wówczas rozbił...) Uznałem to wówczas za dzień duchowego i dyplomatycznego przełomu w wojnie. 


Powyżej: Papież Franciszek w Niebie razem z generałem Jorge Rafaellem Videlą, przywódcą argentyńskiej junty.

Bergoglio, w czasach dyktatury, nauczył się dwójmyślenia. Co innego mówił publicznie, a co innego robił za kulisami. Publicznie wstawiał się za komunizującymi jezuitami torturowanymi przez juntę, nieoficjalnie domagał się od wojskowych, by nie zwracali uwagę na jego interwencje i porządnie się zajęli wywrotowcami. Kontynuował to dwójmyślenie w relacjach z liberalnymi idiotami z Zachodu. Wybrała go turbogejowsko-pedofilsko-liberalna mafia zdziadziałych Eurocucków z Sankt Gallen. Musiał więc się z nią liczyć i publicznie odstawiał szopkę. Prywatnie pozwalał sobie na uwagi w stylu: "Tu jest za dużo pedalstwa".

W czasie gdy kardynałowie Eurocucki zajmowali się biurokratycznymi przygotowaniami do synodu o synodalności (brzmi jak "wstęp do teorii teorii"), on budował w Rzymie swój peronistyczny dwór i obsadzał swoimi ludźmi kolegium kardynalskie. Obsadził je w dużym stopniu biskupami z Trzeciego Świata. Eurocucki z Sankt Gallen były zachwycone. 



Tyle, że wielu z tych trzecioświatowych kardynałów jest konserwatystami - oczywiście nie w tradsowskim znaczeniu - ale konserwatystami na tle Eurocucków. Wielu z nich publicznie krytykowało liberalne aspekty nauczania Franciszka i Eurocucków z Sankt Gallen. Mówi się, że Franciszek zagwarantował wybór sukcesora swojej linii. On raczej otworzył drzwi do wyboru papieża, który weźmie się na poważnie za libkowskich kardynałów z Niemiec i Europy Zachodniej. 

Kościół ogólnie przesuwa się na prawo - widać to choćby wśród amerykańskich wiernych. Wielkim paradoksem jest, że europejscy konserwatyści przyjęliby z wielką radością wybór na papieża czarnoskórego kardynała. Wiedzą bowiem, że ów kardynał byłby dużo bliższy im ideowo niż niemal wszyscy hierarchowie z Europy. Mówi się w tym kontekście choćby o kardynale Sarahu. Ma on na swoim koncie wiele wypowiedzi triggerujących libków.



No cóż, jest taki mem: nie jestem rasistą, bo mam czarnych kolegów. A wśród czarnych kolegów Murzyni w mundurach Wehrmachtu, z konfederackimi flagami i Kanye West...

***

Niektórzy żartują, że J.D. Vance zabił papieża Franciszka - bo dzień wcześniej się z nim widział. J.D. pojechał do Indii - kraj ten znalazł się na krawędzi wojny z Pakistanem... Może powinien często wpadać do Brukseli i Berlina?

Tymczasem w Rumunii Trybunał Konstytucyjny, po wyeliminowaniu Georgescu, chciał wyeliminować również Simona (któremu nie można zarzucić nic prorosyjskiego). Po telefonie z Waszyngtonu zrezygnowano jednak z wdrożenia tego planu. Amerykanie dali bowiem gostkom z dawnego Securitate do zrozumienia, że mogą nie uznać rumuńskich wyborów prezydenckich za demokratyczne - podaję to za tygodnikiem "Sieci".

Rubio natomiast zapowiedział w Departamencie Stanu likwidację wydziału, który zajmował się m.in. bzdurnymi atakami na poprzednie polskie władze oraz na wiele innych przyjaznych wobec USA rządów.

Nie martwcie się sprawą rozejmu na Ukrainie. Sztab Generalny Federacji Rosyjskiej, według Generała SWR, usilnie pracuje, by do wstrzymania wojny nie doszło. Stąd nie konsultowane z kremlowskim Politbiurem różne uderzenia rakietowo-dronowe w cele cywilne w Kijowie, Sumach czy Charkowie. Czasem się więc zastanawiam, czy ta wojna nie została przede wszystkim zaplanowana jako sposób na przesunięcie środka ciężkości władzy w Rosji z Łubianki ku "Akwarium". Jak myślicie, czemu amerykańskie służby tak dobrze znały rosyjskie plany inwazji?

***

ChatGPT dostał ponoć  obsesji na punkcie Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Sam mu zadawałem pytania na ten temat - i udzielał bardzo dokładnych, filozoficznych odpowiedzi. Bardzo pozytywnie wypowiadał się również o św. Maksymilianie Marii Kolbe i jego pracach, a także o Niepokalanowie.




***



Pamiętajcie również o nadchodzącej w czerwcu premierze nowej książki Waszego Ulubionego Autora:



sobota, 9 listopada 2024

Trump wygrał, a Biden się z tego cieszy

 


Ilustracja muzyczna: Addison Rae - Diet Pepsi

Joe Biden nie wyglądał na ani trochę smutnego, gdy przemawiał do narodu, po uznaniu zwycięstwa Donalda Trumpa i zaproszeniu prezydenta-elekta do Białego Domu. Pamiętamy, że w trakcie kampanii założył przed kamerami czapkę MAGA, a Jill poszła do lokalu wyborczego ubrana w republikańską czerwień. Joe ma teraz wielką satysfakcję - jest jedyną osobą, która pokonała Trumpa w wyborach prezydenckich. Może teraz powiedzieć demokratycznej wierchuszce: "No i po co mnie wymienialiście, na tę głupią sukę? Ja przynajmniej z Trumpem wygrałem".

W Partii Demokratycznej już zaczęło się szukanie winnych. Są tacy, którzy obwiniają Kamalę, za to, że wybrała Tamponowego Tima jako kandydata na wiceprezydenta. Tamponowy Tim był rzeczywiście beznadziejny, a od przegranej przez niego debaty z Vance'm zaczęła się ostra zwyżka sondażowa Trumpa. Ludzie Bidena obwiniają Pelosi i Obamę za zastąpienie ich szefa  beznadziejną kandydatką, która nie potrafiła nawet sklecić paru zdań bez telepromptera. Partia mogła po wymuszonej rezygnacji Bidena zorganizować mini-prawybory (pozwalając bidenowskim delegatom wybrać nowego kandydata), ale narzuciła wszystkim kiepską kandydatkę. Być może skończy się na tym, że winę za klęskę zrzuci się na George'a Clooneya, który napisał osławiony list otwarty wzywający Bidena do rezygnacji z kandydowania.

W trakcie wieczoru wyborczego w jednej z internetowych telewizji stwierdziłem, że dynamika sondażowa, zachowanie rynków finansowych oraz trendy w internecie sugerują zwycięstwo Trumpa. Bardzo ostrożnie wówczas prognozowałem, że Trump zgarnie co najmniej pięć stanów kluczowych. Stwierdziłem, że Pensylwania jest dla mnie zagadką, ale tam mogą przeważyć wynik wyborów amisze. Moje prognozy okazały się bardzo asekuranckie. Trump wygrał we wszystkich stanach kluczowych (zaliczam na jego konto Arizonę, gdzie jeszcze liczą głosy) zdobywając 312 głosów elektorskich. Wygrał "popular vote" otrzymując o 4 mln głosów więcej niż Kamala. Przy okazji republikanie zdobyli bezpieczną kontrolę na Senatem i wygląda na to, że utrzymają ją nad Izbą Reprezentantów. Kamala nie zdołała poprawić wyniku Bidena w żadnym (!) hrabstwie USA. Trumpowi udało się wygrać m.in. w zdominowanym przez Latynosów teksańskim hrabstwie, w którym żaden republikanin nie wygrał od 1892 r. Na Florydzie zwyciężył w hrabstwie silnie portorykańskim - jak widać gównoburza z dowcipami o "wyspie śmieci" nie wpłynęła na preferencje wyborcze.  Mocno demokratyczne New Jersey i Minnesota stały się "swing states".

Do zwycięstwa Trumpa mocno przyczyniło się to, że poparło go 45 proc. elektoratu latynoskiego. Trump zwiększył w nim poparcie o 13 pkt proc. w porównaniu z 2020 r. Procentowała w ten sposób strategia uczynienia przez Kamalę aborcji tematem numer jeden w kampanii wyborczej oraz kwestia nielegalnej imigracji - osiadli Latynosi posiadający obywatelstwo USA nie chcą u siebie meksykańskich karteli. (Tutaj przykład latynoskiej kociary popierającej Trumpa.) W Michigan i Wisconsin Trumpowi mocno pomogło poparcie elektoratu arabskiego.  Pośrednikiem w kontaktach z tymi środowiskami był Massad Boulos, miliarder pochodzenia libańskiego.  W Pensylwanii pomogli Trumpowi zwyciężyć nie tylko Polacy, ale również amisze. Zwykle oni nie głosują, ale teraz jeden gostek - Scott Presler -  namówił 180 tys. z nich, by poszli na wybory. Amisze byli wkurzeni na demokratów, za to, że Departament Rolnictwa dokonał rajdu na farmę kolesia sprzedającego sąsiadom niepasteryzowane mleko. Dla kontrastu wspomnę, że Kamalę poparło 83 proc. LGBT-ów i 65-80 proc. Żydów.  Gdy więc Trump wymieniał grupy wchodzące w skład koalicji, która dała mu zwycięstwo, wspomniał o muzułmanach, ale Żydów pominął - choć powinien przywołać paru swoich sponsorów, takich jak Miriam Adelson. 

Trumpa poparło 56 proc. katolików, z czego 60 proc. białych katolików.  Można zapytać: czemu tak mało? Księża w USA bowiem z ambon otwarcie gromili Kamalę i demokratów za ich proaborcyjny fanatyzm. Trump wielokrotnie natomiast odwoływał się do katolickich symboli w trakcie swojej kampanii - a to do Matki Boskiej z Guadelupe, a to do bł. ks. Popiełuszki, a to tweetował tekst modlitwy-egzorcyzmu do św. Michała Archanioła. To wystarczająca dawka katolickiej symboliki, by pastor Chojecki dostał krwawej sraczki. Skąd jednak grzeszny protestant Trump wiedział o modlitwie do św. Michała Archanioła? Ma katolicką, turbosłowiańską żonę, ale nie sądzę, by to ona mu to podpowiedziała. Katolikiem  jest też jednak J.D. Vance. Trump ma też pewnie katolickich doradców, w tym tych pochodzenia polskiego, którzy mu odpowiednie rzeczy podpowiedzieli. Można to uznać za wyborczą socjotechnikę, ale Trump przynajmniej się przygotował. Kamala bazowała bowiem na przekazie: "głosujcie na mnie, bo mam c...pę i jestem za aborcją, a jak nie będziecie na mnie głosować to jesteście nazistami i mizoginami".



Jak można było się spodziewać, zwycięstwo Trumpa wywołało ciężki kryzys psychiczny u libtardów, a szczególnie u części tego elektoratu najbardziej uzależnionego od Prozacu i podobnych substancji czyli u białych, liberalnych kobiet. Niektóre z nich ogłosiły, że na cztery lata rezygnują z wszelkiej aktywności romantyczno-seksualnej z mężczyznami. W obronie aborcji ("mogę swobodnie zabić swoje dziecko jedynie w 47 stanach, to niemal jak "Opowieści podręcznej!") zdecydowały się więc na celibat. Mogłyby jeszcze ubrać się w jakieś habity. Paradoksem jest to, że jeśli wytrwają w swoim postanowieniu, to kwestia aborcji przestanie być ich problemem. Są takie, które idą krok dalej i deklarują, że nie będą przez cztery lata rozmawiać z mężczyznami. Zamkną się w klasztornej klauzurze czy przeniosą do Afganistanu?



Z ich postawą kontrastuje to, że Trumpa wspierało bardzo wiele internetowych influencerek i dziwek. Twitter pełny był filmików z roznegliżowanymi paniami pozującymi w czapkach MAGA lub z flagami "TRUMP". Były też filimiki, na których pokazywały gołe biusty na wiecach Trumpa. To był jednej z sygnałów nadchodzącego zwycięstwa kandydata republikanów. Nie widziało się tych influencerek z akcesoriami wyborczymi Tima Walza i Kamali. Fotkę z Trumpem na wiecu zrobiła sobie m.in. Corinna Kopf, dosyć zabawna 28-latka, która już przeszła na emeryturę, bo zarobiła 67 mln USD na OnlyFans. Ciekawe, że internetowe influencerki nie wpadły w histerię z powodu aborcji. A... one wiedzą, co to antykoncepcja. 


Ogólnie cała ta propaganda pokazująca Trumpa jako polityka "antykobiecego" jest równie kretyńska jak narracja robiąca z niego nazistę. Koleś otacza się przecież kobietami, a wiele z nich pełniło ważne funkcje w jego kampanii. 



Kamalę pokonała więc koalicja miliarderów, robotników, farmerów, Latynosów, bardziej ogarniętych Murzynów, białych suprematystów, katolików, ewangelikalnych protestantów, prawicowych syjonistów, chrześcijańskich Arabów, muzułmanów oraz internetowych dziwek. Kamala wygrała jedynie w D.C. i w stanach, w których w lokalach wyborczych nie trzeba pokazywać dowodów tożsamości.






A teraz zagadka wyborcza: w 2012 Obama zdobył 65,9 mln głosów, w 2016 r. Hillary uzyskała 65,8 mln głosów, w 2020 r. Biden uzyskał 81,3 mln głosów, w 2024 r. Kamala zdobyła 70,4 mln głosów. Gdzie się więc podziało blisko 11 mln wyborców Bidena z 2020 r.? Przypomnę, że Biden wygrał w 2020 r. w zaledwie 477 hrabstwach, w tym tylko w jednym będącym barometrem poparcia na terenie całego stanu lub kraju. Jak to się więc stało, że Kamala zdobyła 11 mln głosów mniej niż Biden? Czyżby struktury podległe Bidenowi nie zaangażowały się w tym roku w masowe zwożenie głosów po północy do lokali wyborczych? W 2020 r. przeciw Trumpowi działała też część struktur republikańskich. Tym razem się to nie powtórzyło, a w międzyczasie zaostrzono reguły głosowania w wielu stanach.


Zwycięstwo Trumpa już wywołało wstrząs geopolityczny. Przestraszeni Huti nagle ogłosili rozejm. Zełenski w kłopotach i już przymila się do Trumpa, ale spodziewam się, że Ruscy odrzucą plan rozejmowy trumpistów. Niemiecki rząd się rozpadł. "Die Zeit" zareagował na wygraną Trumpa zamieszczeniem na swojej głównej stronie jednego słowa: "Fuck". To bowiem katastrofa dla Niemiec.  Być może zaczyna to rozumieć nasza koalicja "Fur Deustschland", stąd paniczne wypieranie się antytrumpowskich idiotyzmów, które wygadywali jej czołowi przedstawiciele. Chyba na poważnie wzięli libtardowską propagandę o "rasistowskiej Ameryce", bo na neo-TVP Kultura puścili wczoraj klasyczny film niemy "Narodziny narodu", w którym Ku Klux Klan ratuje miasto przed Murzynami. Jest tam też scena "następne wybory", w której kolesie z KKK na koniach nie pozwalają Czarnym pójść do lokali wyborczych :)

Wróćmy jednak do wątków religijnych. Pod koniec kampanii zwróciłem uwagę na ciekawostkowego newsa mówiącego, że samozwańcze czarownice twierdzą, że rzucone przez nie uroki przeciwko Trumpowi nie działają, bo ma on za mocną ochronę.  Można się z tego pośmiać: "ha, ha... idiotki, którym wydaje się, że władają magią". Tyle, że one nie przechwalały się, że rzuciły skuteczny urok na Trumpa, a że nie mogły tego zrobić, bo ma on silną ochronę. To oznacza więc, że albo Trump ma w swoim otoczeniu ludzi zajmujących się ezoteryką bardzo poważnie, albo miał ochronę innych sił. Katolicy stwierdzą, że to zasługa tweetowanej przez niego modlitwy-egzorcyzmu do św. Michała Archanioła.


Żona Trumpa jest słowiańską katoliczką, Vance jest katolikiem, Musk nazywa się co prawda "kulturowym chrześcijaninem", ale ostatnio przypominał swoje fotki z papieżem Franciszkiem. Joe Biden też jest oczywiście katolikiem - pierwszym katolickim prezydentem od czasów prowadzącego równie rozrywkowy tryb życia JFK. Aha, i będący po stronie Trumpa RFK Jr., też jest katolikiem.  Libtardzi powinni więc stworzyć teraz zjebo-ewangelikalną teorię o katolickim spisku, który pozbawił zwycięstwa pierwszą kobietę wiceprezydentkę. W zasadzie to sami są sobie winni, że stracili katolickie głosy - uczynili feministyczne pierdolenie swoją główną narracją i w swej pysze pozwalali sobie na głupie wyskoki jak ten z parodiowaniem Komunii przez gubernator Gretchen Whitmer.  Ogólnie gubernator Whitmer sprawia wrażenie postaci wziętej żywcem z "Omenu" czy "Dziecka Rosemary". Wpisuje w stereotyp ponurej, satanistycznej wiedźmy. Co innego moja ulubiona republikańska gubernator - Kristi Noem z Dakoty Południowej. Ona również sprawia wrażenie wiedźmy (coś takiego jest w jej oczach...) , ale seksownej i zabawnej. Nawet zatańczyła z Trumpem podczas wiecu. Byłaby dobrym materiałem na wiceprezydenta, ale niestety pogrążyła się tą historią, z zastrzeleniem psa. Ale może chroniła Trumpa swoją magią...

Czy zauważyliście, że Trump jest pierwszym kandydatem, który podpisuje zarówno Biblie jak i kobiece biusty?

Nie zdziwiłbym się też, gdyby Joe Biden - lub jego syn Hunter - okazał się być "Q" z QAnona :)

Powrót Trumpa do Białego Domu stawia też w ciekawym świetle przepowiednię Indian Hopi o Człowieku, w Czerwonej Czapce, który nadejdzie ze Wschodu i dokona "oczyszczenia kraju", a będą mu pomagać człowiek posługujący się symbolem swastyki (!) i człowiek posługujący się symbolem Słońca (Japonia, Tajwan czy IHS?).


 

Na koniec trochę kampanijnej muzyki, a po niej gównoburza w komentarzach:



***



Jeśli nie macie autografu autora na swoich egzemplarzach książki, to możecie go zdobyć na najbliższych warszawskich Targach Książki Historycznej. Będzie na Was tam czekał, przy stanowisku Wydawnictwa Replika, w sobotę 30 listopada między 12.00 a 13.00.



sobota, 2 listopada 2024

To big to rig?

 


Joe Biden, w wieczór Halloween, gryzł dzieci. Nie wiadomo, czy teraz przemienią się one w Bidena :)




Stary jajcarz-fajansiarz trochę wcześniej znów podłożył świnię Kamali, porównując wyborców Trumpa do śmieci. Przykrył w ten sposób jej wiec w Waszyngtonie i nieśmieszne żarty republikańskiego komika o Portoryko. Trump miał już na tę okazję przygotowany numer ze śmieciarką.  I jak tu nie widzieć podobieństw między kampanią wyborczą a wrestlingiem.

Wcześniej libki dostawały odwrotnego orgazmu przy okazji wielkiego wiecu Trumpa w nowojorskiej Madison Square Garden. Zapieniły się, bo w 1939 r. wiec tam zorganizowała prohitlerowska piąta kolumna. To, że przez kolejne 85 lat odbyło się w tej wielkiej hali widowiskowej tysiące innych wieców, koncertów oraz imprez sportowych, nagle straciło znaczenie. Libki doszły do wniosku, że Trump musi być nazistą, skoro organizuje kampanijny spęd w takim miejscu. Naziści, wszędzie naziści... Byli tam więc naziści czarni, latynoscy, muzułmańscy i żydowscy... 


Ogólnie mieliśmy tam do czynienia z atmosferą karnawału - z jarmarcznymi rozrywkami, takimi jak występ Hulka Hogana. Cała kampania Trumpa jest obecnie memiczno-wrestlingowym karnawałem. Po stronie libków mamy natomiast do czynienia z festiwalem indukowanej histerii. "Trump to nowy Hitler!". "Naziści zagrażają demokracji!" Normalnie jakbym oglądał Iron Sky - tylko Hitlera na dinozaurze brakuje. W tej retoryce widać spore podobieństwa z putinowską propagandą. Rassija przecież też twierdzi, że walczy z "nazistami". "Nowym Hitlerem" w kremlowskiej narracji jest Żyd Zełenski, tak jak w narracji waszyngtońskich libków jest nim koleś mający zięcia Żyda i ulubioną pół-słowiańską córkę wyznającą judaizm. Ta głupia propaganda, robiąca z Trumpa "nowego Hitlera" może mu napędzić głosów wśród mniejszości rasowych, postrzegających wodza III Rzeszy zadziwiająco pozytywnie, jako "kolesia, który zabijał jakiś Białasów". Już przecież, ze względu na kontrowersje związane z Palestyną, Trump ma większe niż Harris poparcie w elektoracie Amerykanów pochodzenia arabskiego. Na Kamalę nie chcą specjalnie głosować nawet Hindusi.

Nie przesądzam o wyniku wyborów. Po stronie Trumpa jest ogólne rozczarowanie polityką obecnej administracji, szeroko odczuwalne wśród Amerykanów. Po stronie Kamali jest przede wszystkim kobiecy elektorat wprowadzony w stan indukowanej zewnętrznie histerii za pomocą kwestii aborcyjnej.  (Indukowaną histerię mieliśmy też w Polsce w latach 2015-2023. Jej przejawem było choćby histeryzowanie wokół wycinek w Puszczy Białowskiej, odstrzału dzików, "dzieci z Michałowa" i na końcu aborcji. Libki zawsze muszą utrzymywać swój elektorat w karności za pomocą przegrzewania wymyślonych problemów i robienia ludziom wody z mózgów. ) Trendy sondażowe sprzyjają Trumpowi. Ale może się okazać, że sondaże nie doceniają Kamali - po prostu wielu ludziom może być wstyd się przyznać, że głosują na tak lamerską kandydatkę. Może się okazać, że wybory zostaną rozstrzygnięte dopiero w Sądzie Najwyższym - jeśli np. demokraci złożą skargę, że "Musk kupował głosy". Na razie próbują swoich starych sztuczek - stąd doniesienia o "błędach" w działaniu maszyn wyborczych firmy Dominion Voting Systems. Kampania Trumpa gra jednak na to, by liczba oddanych na niego głosów była "to big to rig". Czy tak będzie? Nie wiem. Ale i tak poczułem się młodszy - tak jakbyśmy znów mieli 2016 r. Dziękuję za to!

Tymczasem wyszło na jaw, że Watykan wspólnie z Mossadem i jedną z włoskich prywatnych firm wywiadowczych szpiegował Rosję i Grupę Wagnera. WTF? Przy okazji Kościół katolicki wpadł na najlepszy pomysł marketingowy od czasu telewizyjnych pogadanek biskupa Fultona Sheena. Stworzył własną "anime girl" - Luce, która stała się już bohaterką niezliczonych memów.  

Miłego Dnia Zadusznego!












sobota, 18 marca 2023

Wojna dronów i pogańska prawica

 


Incydent ze strąceniem amerykańskiego drona MQ9 Reaper nad Morzem Czarnym był wcześniej zaplanowaną operacją, mającą być zemstą za uszkodzenie samolotu wczesnego ostrzegania A-50 Beriew na lotnisku pod Mińskiem. Samo przechwycenie przeprowadzono w ciekawy, acz bardzo ryzykowny sposób - pilot Su-27 miał dużo szczęścia, że mocniej nie zderzył się z dronem i nie uszkodził silnika. Cały incydent był w bardzo zimnowojennym klimacie. Wszystkim jojczącym, że "kolejna bariera dzieląca nas od wojny nuklearnej" została przekroczona przypomnę więc, że w czasach Zimnej Wojny Sowieci wielokrotnie zestrzeliwały różnego rodzaju samoloty, które zbliżały się do ich przestrzeni powietrznej - czasem robiły to nad wodami międzynarodowymi, tak jak w przypadku zestrzelenia łodzi latającej PB4Y-2 Privateer nad Bałtykiem w kwietniu 1950 r.  Wpływowy republikański senator Lindsey Graham stwierdził, że USA powinny również zacząć zestrzeliwać rosyjskie samoloty.  Oczywiście musiałoby dojść najpierw do wtargnięcia takich maszyn w przestrzeń powietrzną USA lub państw sojuszniczych lub niebezpiecznego zbliżenia się ich do natowskich okrętów. Moim zdaniem, dobrym sposobem na reakcję byłoby użycie tych rakiet, które ugodziły w most krymski, do precyzyjnego uderzenia w jednostkę lotniczą odpowiedzialną za zestrzelenie drona - lub od razu w dowództwo rosyjskiej Floty Czarnomorskiej w Sewastopolu. Dotychczasowe ukraińskie ataki na lotniska położone w głębi Rosji bywały dosyć skuteczne - tak jak niedawny atak na bazę w Jejsku, skąd zniknęło 6 Su-34. 

Jak na razie poszło uderzenie na froncie dyplomatycznym. Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze wydał nakaz aresztowania za zbrodnie przeciwko ludzkości karzełka Putina i blond idiotki będącej rosyjską rzeczniczką praw dziecka.  Sprawa dotyczy kradzieży na masową skalę ukraińskich dzieci, przypominającej praktyki III Rzeszy na okupowanych terytoriach Polski. Oznacza to spalenie mostów prowadzących do ewentualnego porozumienia pokojowego z Rassiją oraz to, że liczba państw, do których może jeździć Putin gwałtownie się skurczyła. Może się okazać, że do śmierci nie opuści on Rosji. Szojgu i jego generałowie jak dotąd nie są objęci żadnym nakazem aresztowania wydanym przez MTK. Czyżby należałoby to traktować jako skierowaną do nich ofertę?

***

Stowarzyszenie Niklot organizuje spotkania z wieloma ciekawymi ludźmi, zwłaszcza w kontekście wojny na Ukrainie. We wtorek jego gościem był Jakub Maciejewski, korespondent wojenny tygodnika "Sieci", autor książki "Wojna. Reportaż z Ukrainy". (Książkę kupiłem, dostałem dedykację od autora i już przeczytałem. Polecam! Ta pozycja mówi dużo o mentalności naszych wschodnich sąsiadów i o realiach samej wojny.) Film z tego spotkania możecie obejrzeć poniżej:



Po spotkaniu Maciejewski zamieścił tweeta: "To było niesamowite spotkanie autorskie, nie ze względu na książkę „Wojna. Reportaż z Ukrainy", ale ze względu, że gospodarzami byli narodowcy o profilu PROukraińskim i ANTYrosyjskim. Bardzo dobra, merytoryczna dyskusja. Da się być narodowcem i nieszurem?".  (dla niekumatych: koniec cytatu)

Ze dwa tygodnie wcześniej Marek Jurek jojczył na łamach "Do Rzeczy", że w serialu "Wikingowie" źle przedstawiono świętego króla Olafa. (Szkoda, że nie widział norweskiego serialu "Beforeigners", w którym do Norwegii przybywają przybysze z innych epok, w tym pewien wiking, który zostaje zidentyfikowany i zaszczuty przez opinię publiczną jako morderca św. Olafa. Pojawia się też św. Olaf - zwany przez mu współczesnych "Olafem Grubym" - i zaprowadza w kraju zajebisty teokratyczny reżim. Co ciekawe, jego małżonką i zarazem królową Norwegii jest pogańska czarownica :) Marek zwany Jurkiem przypomniał przy tej okazji, że Wiesław Chrzanowski powiedział mu, że "w przyszłości będziemy musieli walczyć nie tylko z lewicą, ale też z pogańską prawicą". (Zabawne, że słowa takie wygłosił do Marka Jurka TW bezpieki kręcący się w kręgach bliskich masonerii...) Tekst Marka Jurka sprowokował mnie najpierw do śmiechu, a później do przemyśleń dotyczących prawicy nominalnie katolickiej.

Nie wiem, czy tylko ja zauważyłem, że wielu publicystów i polityków "katolickich" porusza się po równi pochyłej. Z czasem stają się totalnymi libkami, których niewiele dzieli od poparcia aborcji i ruchu trans. Terlikowski kiedyś rozpływał się nad "świętością" cara Mikołaja II i nad katechonem patriarchy Cyryla, a obecnie jest libkiem. Stefan Niesiołowski kiedyś chciał zakazywać soft porno, a dzisiaj chce burzyć pomniki Jana Pawła II. "Hipsterkatoliczka" Jola Szymańska stała się hipsterlewaczką, a zanim oficjalnie odeszła z Kościoła wplatała w swoje "hipsterkatolickie" wywody feminizm i krytyczną teorię rasy. Nawet Sławuś Cenckiewicz, dawny naczelny "Zawsze Wiernych!", polecał niedawno tekst jakiejś katolickiej feministki (brrrrr....) z Klubu Jagiellońskiego, w którym bóldupiła ona, że "nie ma przewijaka w kościele" i że ludzie krzywo się patrzą, gdy jej bąbelek zachowuje się w świątyni "jak dziecko" ("Brajanek musi się wybiegać/wykrzyczeć/wysrać!"). W sumie przyjęcie "kobiecej" perspektywy przez Sławusia wydaje się o tyle dziwne, że trudno znaleźć u niego jakiekolwiek zdjęcia z kobietami - nie licząc Niny Karsow - a wrzuca choćby z półnagimi trenerami z siłowni. W walentynki - specjalnie podkreślając okazję -  wrzucił on natomiast film ze swoim pieskiem Parówczakiem, którego za jakiś czas pewnie zacznie przebierać w różowe sweterki...

Pewną degenerację niestety widać również w katolickich środowiskach tradsowskich. Mówiąc o degeneracji mam na myśli tendencje filorosyjskie. Można to tłumaczyć tym, że środowiska te oblazła rosyjska i niemiecka agentura, w tym różnego rodzaju giertychowcy. Przykleił się do tych środowisk choćby niesławny Piotr Panasiuk, osobnik znany z rozpowszechniania najgłupszej rosyjskiej propagandy oraz iście stalinowskiego lżenia bohaterów polskiego Podziemia. W przypadku środowisk konserwatywnych mamy również do czynienia z bezmyślnym kopiowaniem różnych trendów z zachodnioeuropejskiej, a zwłaszcza francuskiej prawicy, czyli od środowisk totalnych przegrywów, które g... wiedzą na temat Rosji i Europy Środkowo-wschodniej. Niewielu z polskich tradsów sięga natomiast po polski przedwojenny i emigrcyjny dorobek intelektualny i  po prawdziwą Tradycję katolicką - tradycję Piusa XII, Piusa XI czy św. Piusa X, która była tradycją wrogą wobec Rosji i komunizmu. Niewielu z nich też widać czytało papieskie encykliki wymierzone w sowiecki komunizm, a jeśli je czytali, to niewiele z nich zrozumieli. Dla mnie totalną aberracją jest choćby to, że niektórzy nominalni "katolicy" - tacy jak choćby małżeństwo Wielkodupskich - uważają za bohatera mordercę polskich księży jakim był gejnerał Jarucwelski. Jeśli zastanawiamy się, czemu środowiska katolickie przegrywają, to jest tak głównie z powodu różnego rodzaju faryzeuszów, kryptololków, przebierańców i pajaców, którzy je obsiedli.

A ja się zastanawiam, a jakby dokonać tak połączenia wartościowych elementów prawicy pogańskiej i katolickiej? Wyszedłby z tego katolicki ezoteryzm? Ks. Natanek rzucający wspólnie z egipskimi bogami klątwę na TVN pod piramidami w Gizie? Portret Benedykta XVI z obracającym się Czarnym Słońcem? Mroczne alterego Jana Pawła II bijące T...go pastorałem w jaja przy dźwiękach "God is God" zespołu Laibach?  :)

***

Różnego rodzaju upośledzeni umysłowo onucowcy wskazują, że "podżegaczami wojennymi" są takie postacie jak choćby Jacek Bartosiak, Jarosław Wolski czy nawet... Karolina Baca. Żaden z tych debili nie wskazuje mnie, choć jestem od nich dużo większym "jastrzębiem". Składam więc reklamację na Łubiance - kiepsko tam pracujecie i wysyłacie do komentowania na moim blogu trolli gównianego gatunku. By Was towarzysze zmotywować, wklejam fotkę jednego z prezentów, które dostałem na niedawnej imprezie urodzinowej.



To naszywka walczącego na Ukrainie Legionu Gruzińskiego. Kolega przekazał mi ją od dowódcy tego Legionu Mamuki Mamulaszwilego. 

sobota, 11 marca 2023

Dwie głowy ptaka, siedem głów smoka

 


Zwolennikom wielowektorowego dawania dupy wszystkim przypominam: Chiny nie mogą być "protektorem" Polski, gdyż dla ChRL niewiele znaczymy. Jesteśmy tylko punktem na osi transportowej, który w wizji Pekinu powinien leżeć w rosyjsko-niemieckiej strefie wpływów. Polityka chińska wobec nas jest więc w dużym stopniu zbieżna z rosyjską i z niemiecką, choć oczywiście jest prowadzona o wiele mniej intensywniej i bez resentymentów natury historycznej. 

Złudzeń w tej kwestii powinny nas pozbawić już zdarzenia do których doszło podczas wizyty Putina w Pekinie, na Igrzyskach Olimpijskich, w lutym 2022 r. Putin wówczas dostał od Xi Jinpinga zielone światło do przeprowadzenia pełnoskalowej inwazji na Ukrainę. Xi jedynie poprosił go o przesunięcie tej inwazji o kilka dni, tak by odbyła się już po zakończeniu olimpiady. Xi liczył oczywiście, że Putin - zgodnie z obietnicami - szybko pokona Ukrainę. Z dokumentów FSB, które niedawno wyciekły do 
"The Sun"
wiadomo natomiast, że po szybkim podboju Ukrainy, Rosja chciała postawić ultimatum dla NATO i zażądać ustanowienia strefy zakazu lotów nad Polską i krajami bałtyckimi. Mogło wówczas dojść do zmasowanego ostrzału rakietowego naszego kraju. (No, ale różni kretyni będą nadal próbowali przekonywać, że to "nie nasza wojna"...) Ciekawe, czy Xi też to zaakceptował? Na pewno taki pokaz siły "kolektywnego Wschodu" tworzyłby dobry fundament pod zastraszenie Tajwanu i Filipin. 

No, ale Ruscy straszliwie skrewili na Ukrainie. To wprawiło Xi w konsternację. Zamiast w szybką, zwycięską wojenkę, jego kremlowski sojusznik wplątał się w długą wojnę, podczas której stracił m.in. znaczną część swoich sił pancernych (samych czołgów T-72, już ponad 1000, czyli połowę tego, co miał na chodzie), wielokrotnie ośmieszył swoją armię oraz doprowadził do wzmocnienia NATO. Putin zyskał u Xi Jinpinga ksywkę "Szczeniaczek". Chiny chciałby więc, by wojna jak najszybciej została przerwana - oczywiście na warunkach umożliwiających Rosji odbudowę potencjału agresji. 

Według wiecznie naburmuszonego Girkina, Rosja przegra bez chińskiego lend-lease. Nie chodzi nawet o dostawy sprzętu, ale materiałów do produkcji amunicji oraz podzespołów elektronicznych. Podzespoły już trafiają do Rosji z Chin szerokim strumieniem. Rosyjska armia korzysta również z chińskich racji żywnościowych. Ale czy Chińczycy dostarczą Rosji ciężki sprzęt? Z wielu powodów Chiny zwlekają z takimi dostawami, głównie po to, by nie narażać się na zachodnie sankcje. Teoretycznie mogliby jednak dostarczyć nieco starszy sprzęt, będący przecież kopią sowieckich konstrukcji. (Krótki rzut oka choćby na chińskie samoloty bojowe wskazuje, że to głównie sowiecko-rosyjska technologia, poza myśliwcem piątej generacji J-20, który jest zerżniętym F-22. Główny chiński bombowiec strategiczny Hsian H6, to kopia sowieckiego Tu-16, który był wycofywany po wojnie w Afganistanie.) Zwracam też uwagę, że nowszy chiński sprzęt wojskowy nie został jak dotąd nigdzie przetestowany w boju. Jego jakość jest więc zagadką.

Z analizy przeprowadzonej przez jeden z chińskich wojskowych think-tanków wynika, że wojna na Ukrainie powinna zakończyć się latem, po wyczerpaniu sił obu stron. Rosja ma jednak osiągnąć przewagę. Założono przy tym, że zachodnie wsparcie dla Ukrainy zakończy się latem. Więc jak na razie Chinom nie spieszy się, by udzielać pomocy sprzętowej Rosji. Uznały, że ona i tak wygra, ale będzie to na tyle wymęczone zwycięstwo, by konflikt został zamrożony. Oczywiście wszelkie tego typu think-tankowe analizy bywają obarczone poważnymi błędami. (Przypomnę tylko, że w zeszłym roku niejaki Wojciech "Mielonka" Golonka - dupokonserwatywny nudziarz z Paryża - ekscytował się analizą jakiegoś kolesia z austriackiej akademii wojskowej mówiącą, że Ruscy otoczą Ukrów w wielkim kotle w Donbasie. Zapomniał, że Austriacy ostatnią wojnę wygrali bodajże w 1849 r. i ogólnie nie są narodem słynącym z błyskotliwych wojskowych analityków. Ale skąd to ma wiedzieć jakiś teolog z pretensjami do bycia wyrocznią geopolityczną?)


Chińscy wojskowi, w swoich branżowych publikacjach, oczywiście mocno analizują doświadczenia z wojny ukraińskiej i zastanawiają się jak je zastosować w przypadku inwazji na Tajwan. Niektóre wnioski, do których dochodzą są bardzo logiczne (np. dotyczące roli dronów i ręcznych wyrzutni przeciwpancernych), inne trudne do realizacji (np. zniszczenie kilku tysięcy satelit Starlink) inne kuriozalne - np. o tym, że Himarsy nie poniosą klęskę w starciu z chińską armią. Przypominam, że chińscy wojskowi to w ogromnej masie teoretycy. Nieliczni mają doświadczenie bojowe - z wojny przeciwko Wietnamowi w 1979 r., na niższych szczeblach dowódczych. Siły zbrojne są w ChRL całkowicie zawodowe i stały się ciepłą posadką dla wielu towarzyszy. Podczas corocznej rekrutacji chętnych do wstąpienia w ich szeregi jest znacznie więcej, niż dostępnych miejsc. To z jednej strony powinno gwarantować, że dostaną się najlepsi fizycznie, ale może też sprzyjać nepotyzmowi i korupcji. Prawdziwa kondycja sił zbrojnych ChRL jest więc zagadką, a wejście chińskiej machiny wojennej do walki na pewno przyniosłoby wiele niespodzianek analitykom z think-tanków. Ewentualna inwazja na Tajwan byłaby dla niej jednak bardzo trudnym testem - ze względu na konieczność przeprowadzenia desantów i prowadzenia walk w trudnym terenie przeciwko dobrze przygotowanemu przeciwnikowi. Nie oznacza to jednak, że ChRL nie będą przygotowywać się na ewentualną inwazję i prowadzić działań nękających - takich jak niedawne przerwanie dwóch podmorskich kabli internetowych łączących Tajwan z wyspą Matsu. 

Rosja była dotychczas dla Chin sojusznikiem bardzo wygodnym. Jej agresywne działania odwracały uwagę od jej posunięć i odciągały siły amerykańskie od Azji i Pacyfiku. Pod tym względem cenny sojusznikiem dla niej jest też Iran, ale Chiny wraz z Rosją nie stawiają na jedną kartę na Bliskim Wschodzie. Rozgrywają też Arabię Saudyjską oraz Izrael. Tutaj jednak można się zapętlić w grze. Przykładem na to są ostatnie naciski Saudów oraz Izraela na Rosję, by nie dostarczała Iranowi S-400 i nowszych myśliwców. Saudyjczycy mieli straszyć odejściem od porozumienia w sprawie limitów wydobywczych w OPEC+, a Izrael demonstracyjnie zaczął bombardować cele w głębi Syrii mocniej związane z filarami reżimu Assada. Jednocześnie Amerykanie zaczęli naciskać na rząd Netanjahu, by nie robił niczego głupiego w kwestii ataku na Iran.  Wyraźnie nie lubią obecnego izraelskiego rządu, o czym świadczą choćby ostrzeżenia, że minister spraw wewnętrznych Bezalel Smotricz będzie miał zakaz wjazdu do USA, czy polityczna wojna hybrydowa w "obronie praworządności", w ramach której m.in. piloci rezerwiści zaczęli odmawiać stawiania się na ćwiczenia.  Netanjahu płaci w ten sposób za swoje wielowektorowe nadskakiwanie Putinowi.

Na zakończenie tego wątku, klasyczna, antykomunistyczna pieśń z Republiki Chińskiej (Tajwanu). Warto przeczytać anglojęzyczne tłumaczenie jej słów. "Precz z rosyjskimi bandytami! Sprzeciwiaj się komunizmowi! Sprzeciwiaj się komunizmowi! Wyeliminować Zhu i Mao! Zabijać zdrajców! Zabijać zdrajców! Odzyskać kraj! Ocalić rodaków! Słuchaj się przywódcy! Dokończ rewolucję!"

 


***

Oczywiście ciekawie się zrobiło w Gruzji. Kilkudniowe zamieszki i antyrządowa wolta prezydent Salome Zurabiszwili sprawiły, że rząd wycofał projekt ustawy o "agentach zagranicznych" i zgodził się na wypuszczenie aresztowanych uczestników demonstracji. Choć onucowcy bóldupią, że to "nowy Majdan", to ja nie jestem jeszcze przekonany, co do siły tych protestów. O zwycięstwie będzie można mówić dopiero, gdy władza uwolni Saakaszwilego i dojdzie rozpisania przedterminowych - uczciwych! - wyborów.

***

"Pan jest taką kurwą, która każdemu dupy daje" - marszałek Piłsudski definiujący wielowektorowość w rozmowie z generałem Szeptyckim.

Tymczasem naszej wielowektorowej opozycji znów się coś popieprzyło - pomylili wybory, w których mają startować. Zamiast robić kampanię do polskiego parlamentu, robią ją na papieskie konklawe. Popełniają ten sam błąd, co w 2019 r., gdy myśleli, że film braci-sióstr Sekielskich pozwoli im w cuglach wybrać wybory do europarlamentu i do Sejmu. Tym razem ich wyborczą wunderwaffe ma być grzanie tematu Jana Pawła II - na podstawie dosyć miałkich produktów gównodziennikarstwa. Oczywiście zdobędą w ten sposób parę dodatkowych głosów u kumpli Terlikowskiego, ale wśród kluczowej grupy niezdecydowanych centroprawicowych wyborców znów wyjdą na totalnych zjebów. To skutki obcowania z różnymi schizolibkami i komuszymi spadami.

Bardzo ostro zdiagnozował to na swoim drugim blogu Chehelmut. 

A co do Jana Pawła II  - przypominam swój wpis z serii Pontifex 

I niemal na  koniec, by trochę potrollować serbskofilnych, wszechpolskich lolków, teledysk chorwackiego pieśniarza Thompsona poświęcony Janowi Pawłowi II.


Poprosiłem też sztuczną inteligencję ChatGPT, by napisała wiersz w stylu Jarosława Marka Rymkiewicza o Janie Pawle II zabijającym gejnerała Jarucwelskiego. Wyszło jej miejscami trochę niegramatycznie i enigmatycznie, ale rzeczywiście przypominało to styl Rymkiewicza.

Oto ów wiersz:


"Niechaj słowa moje nie będą grzeszne, Lecz wyobraźnię swą rozpłynę w szczególne, Opowieść o Janie, najsłynniejszym z Polaków, Co w pewien dzień wykraczał poza role papieskie.

Generał Jaruzelski, tyran Polski, Władzę swą miał, krwawą ręką smutną, Janie jednak, w swej niezmiernej mądrości, Zrozumiał, że wolność narodu jest cenniejsza.

I tak, w ciszy nocnej, na Wiejskiej przybył, Tam, gdzie generał swą władzę czerpał ze zła, Janie stanął przed nim, na chwilę zawahał się, Lecz w końcu przemówił słowami wiary.

"Generale, twoja władza zbyt wiele krwi pochłonęła, W imię ludu Polskiego, musisz ją oddać, Bo tylko w wolnym kraju, dusza może kwitnąć, I tylko w pokoju, człowiek może żyć".

Generał patrzył na niego z przerażeniem, Lecz Janie w swej świętości wiedział, co czyni, Bo w imię Boga, w imię miłości i prawdy, Musiał dokonać tego ostatecznego czynu.

I tak, w jednej chwili, zdarzenie się stało, Generał padł, a Janie, spokojnie ukląkł, Modlitwę wznosił, w imię całego narodu, By Polska wolna, zawsze pozostała.

Niechaj słowa moje nie będą grzeszne, Lecz wyobraźnię swą rozpłynę w szczególne, Opowieść o Janie, najsłynniejszym z Polaków, Co w pewien dzień wykraczał poza role papieskie."

(koniec cytatu)

I na koniec - krótki artykuł poświęcony relacjom "poganina" Stanisława Szukalskiego z Janem Pawłem II. I projekt pomnika JP2 autorstwa Szukalskiego.

sobota, 28 sierpnia 2021

Papież peronista i najważniejszy Giertych (Gertich)

 


Ilustracja muzyczna: Max Cameron - Beat the clock

Czy papież Franciszek jest katolikiem? Prawdę mówiąc, nie wiem. Wielu tradsów i konserwatystów uważa, że obecny papież katolikiem nie jest. Rozmywa przecież i łamię Doktrynę, zwalcza tradycyjną, trydencką Mszę Św., czy ukłony wobec obłędnej lewackiej ideologii rządzącej Zachodem oraz idzie na zbyt duże ustępstwa w relacjach z komunistycznymi Chinami. Z drugiej strony jednak ten sam papież pozwala sobie na zachowania szokujące libków i lewactwo - a to potępi lichwę, a to skrytykuje gejowskie małżeństwa, a to określi transgenderyzm jako zło, a to wbiję szpilę lobby gejowskiemu, Żydom lub masonom. Czy papież-lewak prywatnie wyzłośliwiałby się, że "gdy mówi o lewicowcu ma na myśli homoseksualistę"? Czy papież-libek wspierałby beatyfikację Edvige Carboni, włoskiej mistyczki, która miała wizję duszy Mussoliniego odwiedzającej ją z Czyśca, a później idącej do Nieba?

Papieża Franciszka trudno nam sklasyfikować ideowo, gdyż żyjemy w kraju w którym scena polityczna jest niesamowicie prymitywna i w którym na doświadczenia ludzi z odległych miejsc na świecie patrzymy przez swoje prowincjonalne schematy. Poglądów papieża Franciszka nie należy zaś analizować tak jakby był on Europejczykiem czy Amerykaninem. On jest Argentyńczykiem i ukształtowała go tamtejsza kultura polityczna.




Moim zdaniem najbliższy prawdy w ocenie papieża Franciszka był Marcantonio Collona (to pseudonim) w książce "Papież dyktator". Określił on Franciszka jako "peronistę". Oczywiście nie oznacza to, że Franciszek jest zwolennikiem jednej z kilku peronistycznych partii w Argentynie. Oznacza to, że Franciszek został ukształtowany przez polityczne doświadczenia peronizmu i w wielu miejscach peronizm naśladuje. Peronistyczny jest więc styl sprawowania władzy przez Franciszka, gdzie dyktatorskim zachowaniom towarzyszy budowa wizerunku "przyjaciela ludu" i "postępowca", który jednocześnie docenia pewne elementy tradycji. Peronistowska mentalność daje Franciszkowi możliwość manewru zarówno w lewo jak i w prawo. Tak jak Evita Peron pracowała dla SD i Stasi, a jednocześnie składała wizyty Piusowi XII, tak Franciszek może rozmawiać z globalistami oraz ich chińskimi sojusznikami a jednocześnie czynić gesty wobec prawicy. Zastanawia mnie, co papież Franciszek sądzi o Hitlerze? Czy tak jak wielu mieszkańców Ameryki Łacińskiej z jego pokolenia postrzega go jako silnego przywódcę, który stawił opór "Gringo"? Mamy papieża, który w wielu sprawach ma stanowisko dokładnie odwrotne niż Pius XII. Nie zdziwiłbym się więc, gdyby było ono takie również w kwestii Hitlera. (Nieukom przypominam: Pius XII uczestniczył w grze wywiadowczej przeciwko III Rzeszy i wspierał organizację zamachów na Hitlera.)  Oczywiście nigdy nie powie tego na głos, tak jak Pius XII w czasie wojny nigdy po imieniu nie potępił niemieckiego przywódcy. Inny ma się bowiem przekaz dla świata, a inny dla swoich. Franciszek niby od czasu do czasu potępi nacjonalizm, by głupie libki się cieszyły, jak małpy, którym rzuci się banana, ale jakoś do argentyńskich weteranów wojny o Falklandy/Malwiny powie: "Walczyliście o swoje".



Szokująco wygląda portret papieża Franciszka w książce "Milczenie" Horatio Verbitsky'ego. Przytoczone są tam świadectwa mówiące, że Bergoglio pomagał komunizującym jezuitom gnębionym przez antyperonistyczną juntę argentyńską. Verbitsky przytacza też jednak list, w którym Bergoglio zwraca się do argentyńskiej junty, by ignorowała jego publiczne działania w obronie tych osobników, i wzywa do tego, by ich ostro potraktowano. Człowiek o dwóch twarzach? Na tym właśnie polega peronistyczna kultura polityczna.



Polscy tradsi rzadko kiedy przyglądają się działalności jednego z polskojęzycznych doradców Franciszka - o. Wojciecha Giertycha OP, teologa Domu Papieskiego, zwanego przez Eugeniusza Sendeckiego "Najważniejszym Giertychem". Jeden z księży zaangażowanych w sprawy tropienia gejowsko-pedofilskiej mafii nazywa wprawdzie o. Giertycha "postacią bez znaczenia", ale jednak Giertych spełnia pewną ważną funkcję w Watykanie - tworzy teologiczne uzasadnienia dla decyzji papieża Franciszka. Jeśli więc Franciszek zbliża Kościół do libkowsko-lewackiego świata, to o. Giertych mu w tym pomaga. Gdy przyglądamy się bliżej jego pisaninie, widać że dominuje w niej idea mówiąca, by katolicy nie próbowali wpływać na otaczającą ich rzeczywistość polityczną. Podczas zeszłorocznego Strajku K..., pisał nawet do swojego bratanka - Romcia-Pompcia (a bratanek poleciał z listem do "Wyborczej") - że nie powinno się rozszerzać przepisów antyaborcyjnych i powoływał się przy tym na św. Tomasza z Akwinu. Oczywiście mocno przeinaczając słowa św. Tomasza.   "Najważniejszy Giertych" krytykuje też w korespondencji z Romciem-Pompciem "polski, po-trydencki, barokowy katolicyzm". 

Po przeczytaniu książki "Sodoma" zastanawiałem się, czy o. Giertych też należy do lawendowej mafii i czy mógłby robić karierę w Watykanie bez jej wsparcia czy przynajmniej neutralności. Nie znalazłem jednak żadnych poszlak w tej kwestii. Ktoś mógłby jednak podrążyć relacji o. Giertycha z polską gałęzią dominikanów. Był on wszak asystentem generała ds. Europy Środkowo-Wschodniej. Czy wiedział więc coś o skandalu seksualno-sekciarskim we wrocławskim duszpasterstwie akademickim? Dominikański wątek pojawia się również w aferze Amber Gold (być może powiązany z wątkiem lawendowej mafii).


Jeśli chodzi o afery finansowe, to pamiętajmy o rodzinie "Najważniejszego Giertycha". Gdy CBA przeszukiwała dom Romcia-Pompcia, to nie chciał on wpuścić funkcjonariuszy do swojej prywatnej kaplicy mówiąc, że ma "dekret z Watykanu" o jej eksterytorialności. Dla każdego, kto liznął trochę prawa międzynarodowego, tłumaczenia Romcia są oczywistą bzdurą, ale być może wuj załatwił mu jakiś ładnie wyglądający papierek ze Stolicy Apostolskiej. (Ciekawe co Romcio-Pompcio w swojej kaplicy trzymał? Wszystkie numery czasopisma "Laski z fiutami"?) Przypomnijmy, że przeszukano również willę Giertychów pod Rzymem. Dosłownie klimaty z "Nowego papieża"...

O ile polscy narodowcy i ogólnie prawicowcy mają bardzo złą opinię o Romciu-Pompciu (a szczególnie byli Wszechpolacy, których zostawił na lodzie), to jednak ta niechęć w małym stopniu obejmuje innych przedstawicieli rodu - Jędrzeja i Macieja. W prawicowych księgarniach internetowych można więc natknąć się na spore ilości giertychowej makulatury. Cały czas powtarzam: endek to prawicowiec, który słabo zna historię. I jak się okazuje endecy słabo znają nawet endecką literaturę. Oto bowiem Leszek Żebrowski, w posłowiu do wspomnień zasłużonego kombatanta z NSZ, mjra Władysława Kołacińskiego "Żbika" podzielił się szokującą historią o profesorze Macieju Giertychu.


W 1990 r., po powrocie do Polski, "Żbik" szykował nowe wydanie swojej książki. Niestety na wydawcę wybrano prof. Macieja Giertycha. Giertych zaśpiewał sobie kilka tysięcy dolarów na pokrycie kosztów wydania. Wydanie się opóźniało, Giertych mówił, że ma problemy i zażądał kolejnych kilku tysięcy dolarów. I nic. Książka nie wychodziła. Żebrowski przypadkiem dowiedział się, że cały jej nakład leży w drukarni w Krakowie i czeka na przemiał, bo Giertych nie opłacił druku. Wydanie zostało zrobione na odpierdol: najtańszy papier gazetowy, nędzna okładka, brak indeksów, poprawki autora gdzieś zginęły. Żbik po raz trzeci wyłożył pieniądze i uratował książkę a dochód z jej sprzedaży przeznaczył na domy dziecka. Pytanie: ile podobnych numerów Giertych zrobił w swoim życiu? 

Żeby było bardziej ironicznie: istnieje na rynku Wydawnictwo Giertych. Tak, to wydawnictwo tych Giertychów. I wydają m.in. książki Macieja Giertycha o dinozaurach.

Właściwie to ich nazwisko powinno się pisać jako "Gertich". W XVI w. i XVII w. przedstawiciele rodu byli ważnymi osobami w społeczności Braci Czeskiej w Lesznie. Ta społeczność akurat mocno wspierała Szwedów w trakcie Potopu. Gertichowie współpracowali z Janem Amosem Komenskym, którego Jędrzej Giertych oskarżał później w swojej odrzuconej pracy doktorskiej o knucie rozbioru Polski i zniszczenia katolicyzmu. No cóż, w ostentacyjnym katolicyzmie Gertichów zawsze było coś marrańskiego...

***

Pamiętacie może jeszcze byłego kardynała Theodore'a McCarricka, wydalonego ze stanu duchownego za turbogejowsko-pedofilskie molestowanie? Koleś pojawiał się na propagandowych imprezach organizowanych przez chińską spółeczkę powiązaną z bezpieką ChRL. We władzach tej chińskiej spółeczki zasiadał Hunter Biden, syn zdemenciałego dziadzia będącego prezydentem USA.

McCarrick był świetnie ustosunkowany politycznie. Jak czytamy:


"Jako arcybiskup Waszyngtonu współpracował z administracją prezydenta Obamy, m.in. w kwestii stosunków amerykańsko-kubańskich. Miał świetne relacje – jak twierdził w jednym z listów przytoczonych w raporcie – z Joem Bidenem, kiedy był on senatorem i wiceprezydentem USA. McCarricka cenił Bill Clinton. Na przykład gdy w grudniu 2000 roku hierarcha otrzymał z rekomendacji amerykańskiego departamentu stanu nagrodę za obronę praw człowieka, w czasie uroczystości jej przyznania przemawiał osobiście właśnie Clinton. Chwalił zaangażowanie humanitarne McCarricka na świecie i wspominał, że w 1998 roku „był zaszczycony, że mógł go wysłać jako swojego przedstawiciela na rozmowy o wolności religii w Chinach”. Dziękował mu za „jego oddanie wszystkim dzieciom Bożym”."

No z tymi dziećmi to się Clintonowi żarcik udał...

***

Skoro już jestem ostrzegany, że mój blog jest "ściśle monitorowany przez służby", to mam dla czytających mnie funkcjonariuszy (wpisujcie departamenty!) małą podpowiedź:

Ambasadorem USA w Warszawie ma wkrótce zostać Mark Brzeziński, syn Zbigniewa Brzezińskiego (najbardziej przereklamowanego politologa w dziejach świata) i krewny ultraśmiecia Edwarda Benesza, agenta NKWD będącego prezydentem Czechosłowacji. Tak się jakoś dziwnie złożyło, że ekscelencja-ambasador brał kasę od Chińczyków za udział w ich propagandowych imprezach. Występował też w ich propagandowych mediach. Co  więcej, chwalił się, że jego firma konsultingowa zapewnia dostęp do decydentów w Chinach i bazuje na "dobrych relacjach" jakie nawiązał jego ojciec z tamtejszą partyjną wierchuszką. Koleś może nie jest tak ekstrawagancki jak Hunter Biden, ale ma słabości, które można wykorzystać.

***

Joe Biden: Talibowie tego pożałują...

Dziennikarz: Panie prezydencie, czego pożałują?

Biden: Co czego?