sobota, 18 lipca 2026

Lindsey Graham patrzy z Nieba na bombardowania Iranu

 


Śmierć senatora Lindseya Grahama to prawdziwa strata. Był on bowiem człowiekiem  w pełni oddanym idei supremacji Zachodu i niszczenia geopolitycznych wrogów Ameryki. To był mąż stanu wiedzący, że polityka międzynarodowa opiera się na sile i odstraszaniu, a "złych gości" bombarduje się dla przykładu. Radość moskiewskiego oraz irańskiego reżimu ze śmierci tego człowieka mówi sama za siebie.

Co więcej, irański reżim w swojej propagandzie zaczął sobie przypisywać śmierć senatora Grahama. Tak samo onucowcy zaczęli tworzyć dezinfromacje o tym, że zginął on w zbombardowanej fabryce dronów na Ukrainie. To oczywiście bzdura, gdyż sam powrót Grahama z Kijowa do USA oraz jego śmierć są dobrze udokumentowane. Nie da się obecnie wykluczyć wersji, że został on w Kijowie otruty przez działających na rzecz Rosji zdrajców z otoczenia "little fuckera" Zełenskiego. Taka wersja nie zostanie jednak nigdy (z wielu przyczyn) potwierdzona oficjalnie.

Senator Graham był niewątpliwie znakomitym "drużynowym graczem". Choć w 2016 r. ostro krytykował Trumpa, to szybko wkradł się w jego łaski i służył mu radą. Militarystyczne oblicze tej administracji to w sporym stopniu jego zasługa. Graham mówił: "Nie ważne, czy jesteś izolacjonistą lub fanatykiem religijnym. Jeśli masz obok nazwiska literę "R", to będę Cię wspierał".



Graham był też jednym z... najbiedniejszych senatorów. Przez 31 lat obecności w polityce dorobił się majątku szacowanego na 1,5 mln USD. Był więc dwa razy biedniejszy od Berniego Sandersa i 20 razy biedniejszy od somalijskiej scamerki Ilhan Omar. Graham na swój majątek uczciwie zapracował. Był przykładem merytokratycznej kariery. Wywodził się z biednej rodziny, a wieku 21 lat został sierotą. Wziął na siebie finansowe utrzymanie nieletniej siostry - by nie trafiła do domu dziecka. Po studiach prawniczych został adwokatem wojskowym - bronił przed sądami personel sił powietrznych. Dosłużył się stopnia pułkownika, ale deklarował, że nigdy nie uważał się za weterana.



Przeciwnicy Grahama z upośledzonej umysłowo lewicy i prawicy wypominają mu, że był gejem. Tak, był gejem, ale nie za to go cenimy. Nie afiszował się ze swoją orientacją, grając "wiecznego kawalera". Pod każdym względem deklasował tych wszystkich "zawodowych gejów" robiących kariery polityczne na swojej orientacji.

Lindsey ogląda pewnie teraz z Nieba na bombardowania Iranu.



Zapewne cieszy go, że rozejm został złamany - przez samych Irańczyków, którzy zaczęli atakować dronami statki cywilne w Cieśninie Ormuz. Czy jednak oceniłby pozytywnie same bombardowania?

Z dostępnych filmów wynika, że Amerykanie skupiają się na młóceniu wysp w Cieśninie Ormuz oraz irańskich portów. Naprawdę niewiele widać jeśli chodzi o uderzenia w irański sprzęt wojskowy. Niszczona jest infrastruktura cywilna - która jednak była wykorzystywana przez Korpus Strażników Rewolucji do celów militarnych. Zdjęcia satelitarne pokazują też, że znów doszło do uderzeń w podziemne bazy w głębi Iranu. Wróciła też blokada morska Iranu. Tego typu kampania - sama w sobie - nie "sterroryzuje" jednak irańskiego reżimu. Rozwiązanie polityczne jest też wykluczone, gdyż z tym reżimem nie da się dogadać. USA są więc zmuszone do kontynuowania wojny, aż do zmiany reżimu - albo na frakcję gotową się z nimi dogadać, albo na władzę stworzoną przez szacha. Ma powrócić więc kampania dekapitacyjna, której pierwszym celem będzie Vahidi. Jak na razie irański reżim lekceważy ten scenariusz - a jednocześnie robi wszystko, by Izrael nie przyłączył się do nowej fali bombardowań.

Intrygująco wyglądają uderzenia lotnicze na mosty pod miastem Bandar Abbas. To kluczowy irański port. Amerykańskie bombardowania praktycznie odcięły go od reszty kraju. Nie mam sygnałów o planowanej operacji desantowej, ale teoretycznie można by go zająć i uczynić przyczółkiem dla opozycji. Powstanie rządu "wolnego Iranu" na terenie Bandar Abbas wywołało kolejną falę powstania Irańczyków przeciwko reżimowi. O nastrojach w Iranie może świadczyć to, że kilka dni temu ktoś podpalił meczet, w którym złożono truchło Chameneiego (wożone wcześniej po kraju ciężarówką z fińskiego supermarketu).

Irański reżim niedawno namawiał Hutich do ataków na żeglugę w Cieśninie Bab al Mandeb. Nagle jednak Pakistan zagroził, że ataki na Arabię Saudyjską uzna za powód ewentualnego włączenia się do wojny w obronie Rijadu. Wejście Pakistanu do akcji byłoby śmiertelnym ciosem dla irańskiego reżimu. 

***

Wasz Ulubiony Autor udzielił natomiast wywiadu kanałowi Sedno Historii. Jego najnowsza książka "Tajne pieniądze nazistów" jest też dostępna jako ebook.


sobota, 11 lipca 2026

Jełopy, które zgubiły Ukrainę

 


Powyżej: Obrazek z sowieckiej Ukrainy z 1932 r. Wygłodzony koń...

Nikt w ostatnich tygodniach nie zaszkodził Ukrainie tak jak ukraińscy "durnaliści" oraz internetowi komentatorzy (w wielu przypadkach piszący swoje wysrywy tysiące kilometrów od granic Ukrainy) przekonujący, że Polska to największy wróg Ukrainy, a Marszałek Piłsudski był dla Ukraińców zbrodniarzem niemal równym Stalinowi. Zdaniem tych nędznych kreatur, Piłsudski "zdradził Ukraińców, dokonując rozbioru Ukrainy wspólnie z bolszewikami", za co później OUN "słusznie" się mściła na "polskich okupantach". 

No cóż, banderowskie durnie - podobnie jak polscy endecy - nie są świadomi istnienia czegoś takiego jak chronologia. Chyba są istotami międzywymiarowymi, bo dla nich dzieje się "wszystko, wszędzie, na raz", a łańcuch wydarzeń historycznych się im dziwacznie plącze.

Tak się akurat złożyło, że Marszałek Piłsudski był JEDYNYM europejskim przywódcą, który pomógł Ukraińcom w REALNEJ walce o niepodległość. Zawarł oficjalny sojusz z Ukraińską Republiką Ludową Petlury i wysłał polskie wojska na Kijów. Z wielu przyczyn, nie udało się wówczas wywalczyć dla Ukrainy niepodległości militarnie. Główną z tych przyczyn było to, że ukraińskie chłopstwo nie chciało służyć w armii Ukraińskiej Republiki Ludowej i bić się o niepodległą Ukrainę. Kilkakrotnie więcej Ukraińców służyło u bolszewików, niż w armii URL (nie zapominajmy też o ukraińskich chłopach u anarchisty Nestora Machno). Po tym jak w 1917 r. palili ziemiańskie dwory, uznali, że pod rządami bolszewików będą gospodarować na swoim - niepodległość Ukrainy ich nie obchodziła. Bolszewicy podziękowali im później za tą postawę - kolektywizacją, Hołodomorem i masowymi represjami...

Problemem nie było więc to, że Piłsudski i Polska "zdradzili" Ukraińców, tylko to, że URL miała zbyt słabe siły, by wywalczyć wolną Ukrainą. Piłsudski i Polska starały się im w tym pomagać - nawet po traktacie ryskim pozwalając wojskom URL na dokonanie hybrydowej inwazji na sowiecką Ukrainę, a później patronując ruchowi prometejskiemu i szkoląc ukraińskich oficerów kontraktowych (takich jak Pawło Szandruk) w WP.

"Ale dokonaliście rozbioru Ukrainy wspólnie z Sowietami!" - jęczą banderowskie jełopy. Jakiego rozbioru? Granicę Polski na Zbruczu ustalono w układzie pomiędzy Polską a URL zawartym 21 kwietnia 1920 r.  To Ukraińska Republika Ludowa zrzekła się Lwowa, Małopolski Wschodniej i Wołynia na rzecz Polski. W podobny sposób jak Piemont w XIX w. zrzekł się Sabaudii oraz Korsyki na rzecz Francji  - w zamian za francuską pomoc w zjednoczeniu Włoch. W traktacie ryskim, sowiecka Ukraina po prostu uznała tę samą granicę. 

"Po traktacie ryskim, w odpowiedzi na zdradę Piłsudskiego, Ukraińcy rozpoczęli swoją walkę wyzwoleńczą przeciwko polskim okupantom" - twierdzą banderowscy debile. Pokazują, że znów nie znają własnej historii. Traktat ryski został podpisany 18 marca 1921 r. Tymczasem Ukraińska Organizacja Wojskowa (UWO), z której wyewoluowała później OUN, została założona w Pradze czeskiej 31 sierpnia 1920 r. To akurat był dzień bitwy pod Komarowem. Wojna polsko-bolszewicka nie była jeszcze do końca rozstrzygnięta. Wojska URL nadal walczyły po stronie Polski o wolną Ukrainę, m.in. broniąc Zamościa przed Armią Konną Budionnego. Co w tym czasie robiły jełopy z Ukraińskiej Organizacji Wojskowej - spiskowały jak to wbić Polsce i Ukrainie nóż w plecy. 

Nieprzypadkowo kongres założycielski UWO odbył się w Pradze czeskiej, stolicy państwa mocno sympatyzującego wówczas z bolszewikami. Sama UWO była finansowana przez Abwehrę, czyli niemiecki wywiad wojskowy, którego funkcjonariusze marzyli o wspólnej granicy Niemiec z bolszewicką Rosją. W marzeniach sponsorów UWO nie było miejsca na niepodległą Ukrainę! Miała być tylko Ukraina moskiewsko-sowiecka!

Największym wrogiem narodu ukraińskiego był w XX w. bez wątpienia reżim sowiecki. Zabił miliony Ukraińców choćby w trakcie Hołodomoru. Sojusznikiem ZSRR była wówczas Republika Weimarska. Otrzymywała ona z dużą zniżką zboże konfiskowane przez Sowietów Ukraińcom. Pieniądze, które dzięki temu oszczędzała wydawała m.in. na finansowanie UWO, która organizowała zamachy m.in. na Marszałka Piłsudskiego, prezydenta Wojciechowskiego, czy na umiarkowanych Ukraińców, chcących pokojowo organizować życie swojej społeczności w niepodległej Polsce. 

Kadry UWO tworzone były przez jełopów i przegrywów z Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej. Oni wcześniej przegrali wojnę z Polską o Lwów i Małopolskę Wschodnią, a później musieli połączyć swoje quasipaństewko z URL. Gdy jednak URL zaczęła współpracować z Polską, to się przeciwko temu zbuntowali. Najpierw poparli PRZECIWKO UKRAINIE Wielkorusów od gen. Denikina, a później bolszewików. Jełopy z Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej wyobrażali sobie Ukrainę bez Kijowa czy Odessy, ale nie mogli sobie jej wyobrazić bez Hrubieszowa i Sanoka...

Baj de łej: Jednym z oficerów Ukraińskiej Armii Halickiej, podległej ZURL był Ostap Steca. Zaczynał on w strzelcach siczowych, później walczył przeciwko Polakom w szeregach bolszewików, służył w Armii Czerwonej, by później stać się generałem LWP. To on w 1946 r. gorąco rekomendował masowe wysiedlenia Ukraińców z terenu Bieszczad, czyli późniejszą Akcję "Wisła". Sam był Łemkiem, a banderowcy zamordowali mu siostrę w Komańczy. 

Inny oficer UAH, porucznik Iwan Babij, został w II RP dyrektorem ukraińskiego gimnazjum akademickiego we Lwowie. Jełopy z OUN zarzucali mu z tego powodu "kolaborację z polskimi okupantami" i zabiły w 1934 r. Morderstwo to ostro potępił abp Szeptycki, będący przyjacielem Babija. Obecnie to gimnazjum we Lwowie nosi imię Bandery - zleceniodawcy zabójstwa Babija. Ot paradoksy ukraińskiej historii...

II RP nie była idealna, ale pozwalała Ukraińcom zachować kulturę, język, życie i majątek.  Działające przeciwko niej jełopy takie jak Kon(i)owalec i Bandera de facto działały na rzecz Związku Sowieckiego. Nawet epizod z Rusią Zakarpacką nie uświadomił im, że próba stworzenia państwa ukraińskiego w oparciu o III Rzeszę - szukającą sojuszu ze Stalinem - jest mrzonką. Takie państewko nie mogło powstać w realiach paktu Hitler-Stalin. A mimo to, jełopy z OUN stanęli w 1939 r. de facto w sojuszy ze Stalinem przeciwko narodowi ukraińskiemu... Obecnie neobanderowcy wypominają wołyńskiej AK taktyczne sojusze z Sowietami. Sami jednak de facto byli w takim sojuszu w 1939 r., czego przejawem była choćby zbrodnia w Mokranach - gdzie sowieccy sołdaci przekazali polskich jeńcom z Flotylli Pińskiej bandzie OUN, która ich wymordowała. Wypominanie przez przez banderowskich jełopów Polakom służby w batalionach niemieckiej policji pomocniczej na Wołyniu ma natomiast posmak komediowy - tego typu bataliony były bowiem o wiele liczniej zasilane przez Ukraińców i bardzo mocno były one zaangażowane zarówno w Holokaust jak i palenie polskich czy białoruskich wiosek. Kadry UPA stanowili w dużej mierze dezerterzy z tych splamionych krwią batalionów - z Szuchewyczem na czele. 

Rzeźnicy z UPA niczego strategicznie podczas wojny nie osiągnęły. Abstrahując od kwestii moralnych - dokonane przez nich ludobójstwo na Polakach nie miało większego sensu, gdyż Polaków z Wołynia i tak by wysiedlił Stalin. UPA - w odróżnieniu od AK - nie była w stanie opanować Lwowa. Potrafiła jedynie palić słabiej bronione polskie wioski. Ponadto, jełopy z UPA zabiły kilkakrotnie więcej ukraińskich cywilów - w tym nacjonalistów od Melnyka i Borowća! - niż sowieckich żołnierzy i funkcjonariuszy. Ich wkład w odrodzenie w przyszłości państwowości ukraińskiej był zerowy.

Sięganie po takich patronów w czasach współczesnych jest szkodliwe dla samej Ukrainy. Można je porównać do sytuacji, w której rząd Tusska robiłby kampanię promującą działaczy, którzy dymali psy w Kłodzku. Traktowanie banderyzmu jako ideologii jednoczącej państwo nie tylko skłóca Ukrainę z Polską, ale też naraża ją na konflikt z lobbym żydowskim oraz daje Rosji argument, że w Kijowie rządzą "naziści". W sumie Zełenski powinien za tą akcję dostać nie tylko order z Kremla, ale też od polskich środowisk wołyńskich. Nikt bowiem w ostatnich latach tyle nie zrobił dla rozpowszechnienia na świecie wiedzy o ludobójstwie wołyńskim, co Zełenski i Budanow. Oni przerobili nawet przedstawicieli mocno proukraińskich środowisk na "wołyniarzy"!

Przy okazji akcji ze zwracaniem orderów, przypomniał o swoim istnieniu były ukraiński prezydent Kuczma. Nikt chyba bardziej niż on nie symbolizuje tego, jak Ukraina przesrała swoje szanse na rozwój. W 1991 r. startowała z wyższym PKB per capita niż Polska, a obecnie ma ten wskaźnika na poziomie Mołdowy i Kosowa... Kuczma dostał niedawno w ukraińskim parlamencie medal imienia parlamentarzysty, któremu w latach 90-tych załatwił "wypadek samochodowy".

Narzekamy na naszą klasę polityczną, ale przykład Ukrainy pokazuje, że inni mają gorzej. Owszem, zbliżaliśmy się do standardów Janukowycza (niszczenie armii, rosyjska infiltracja tajnych służb itp.) w czasach pierwszego Tusska i jego resetu. Odeszliśmy jednak od tego za pomocą demokratycznych wyborów. Ukraińcy potrzebowali Majdanu. I właściwie Putin mocno skrewił, bo gdyby grał subtelniej, opanowałby Ukrainę metodami pokojowymi. Majdan był więc dla nas błogosławieństwem, za który powinniśmy być wdzięczni Ukraińcom. A dlaczego do niego doszło? Profesor Michał Klimecki twierdzi, że wśród Ukraińców mocno wzrosły europejskie aspiracje po mistrzostwach Euro 2012, które sprowadziły do ich kraju dużo kibiców i turystów z Zachodu. Zobaczyli, że można żyć inaczej. A kto załatwił Euro 2012 dla Polski i Ukrainy? Lech Kaczyński. No, ale banderowskie jełopy, w ramach zmieniania historii napiszą pewnie, że zrobiła to Angela Merkel wzruszona historią Szuchewycza... :)

***

Na blogu z recenzjami rocznicowo "Mord na Wołyniu" Marka Koprowskiego i krótki przegląd jego książek poświęconych tematyce konfliktu polsko-ukraińsko-sowieckiego.

Przypominam również o książce Waszego Ulubionego Autora.


sobota, 4 lipca 2026

Sendecki ma rację w sprawie Watykanu :)

 


Powyżej: abp Marcel Lefebvre ze swoim przyjacielem, prezydentem Irlandii Eamonem de Valerą. Obaj byli ekskomunikowani. De Valera w 1922 r., za... sprzeciw wobec traktatu irlandzko-brytyjskiego.

Stolica Apostolska ogłosił w tym tygodniu, że można wyświęcać biskupów bez zgody papieża - pod warunkiem, że jesteście Xi Jinpingiem lub jednym z jego podwładnych z Komunistycznej Partii Chin. Wówczas, ani Was, ani wyświęconych biskupów nie spotkają żadne konsekwencje. Co więcej, Watykan będzie z Wami utrzymywał "dialog" i podpisywał porozumienia. Co innego, jeśli jesteście tradsowską grupą w stylu Bractwa Św. Piusa X - wówczas jesteście straszliwymi schizmatykami.

Sami piusowcy raczej mało się tym przejmują - wszak na dokumencie ekskomuniki nie ma podpisu papieża  (który powiedział jedynie, że jest mu "przykro") tylko podpis turbogejowskiego kardynała Fernandeza, który dokonał wyraźnego nadużycia nakładając ekskomunikę na wiernych FSSPX (do tego nie wyjaśniając, kogo zalicza do wiernych). Gdy w 1054 r. doszło do wielkiej schizmy wschodniej, papież nałożył ekskomunikę tylko na patriarchę Konstantynopola i podległych mu biskupów, a nie na wiernych obrządku bizantyńskiego... Tym większym nadużyciem jest twierdzenie Fernandeza, że sakramenty udzielane przez "schizmatyków" są nieważne - przecież Kościół uznaje choćby śluby prawosławne. Z powodu tych uchybień proceduralnych ta ekskomunika może być za pontyfikatu kolejnego papieża łatwo uznana za "niebyłą". Gdyby zwierzchnicy FSSPX byli złośliwcami, to mogliby wynająć dobrego żydowskiego prawnika i pozwać kardynała Fernandeza. Wyobraźcie sobie w tej roli Roya Cohna: wycofujesz ekskomunikę, albo filmy o twoich zachowaniach seksualnych będą na Netflixie!

Ironią losu jest to, że gdyby lefebvryści przeszli en masse na prawosławie, czy anglikanizm, to by nie byli oficjalnie nazywani schizmatykami, tylko "braćmi odłączonymi", z którymi trzeba prowadzić dialog ekumeniczny. Skoro już jednak FSSPX została uznana za grupę schizmatycką, to zgodnie z posoborową logiką należałoby zalecać interkomunię z lefebvrystami, uznawać sprawowane przez nich sakramenty, zapraszać ich na konferencje ekumeniczne i raz w roku obchodzić w Kościele "Dzień Lefebvryzmu", podczas którego hierarchowie będą namawiać wiernych do odwiedzania "lefebvrystycznych" świątyń.

Generalnie z ekskomuniki cieszą się dwie grupy: 1) Katolickie libki, które zwykle przekonują, że Kościół powinien być inkluzywny, zdecentralizowany i otwarty na ludzi o różnych wrażliwościach, a poza tym ekskomunika to jakiś relikt mrocznego średniowiecza, bo przecież wszyscy ludzie są równi, a różne drogi prowadzą do Boga, więc nie można nikogo wykluczać i stygmatyzować. (Zabawne, że używają argumentu o "automatycznej ekskomunice" wobec FSSPX, a jednocześnie dostają ostrego bólu dupy, gdy mowa "automatycznej ekskomunice" wobec komunistów i proaborcyjnych polityków.) 2) Katoliccy koncesjonowani tradsi, którzy na co dzień narzekają, że Kościół upada, biskupi to moderniści, a jednocześnie cieszą się z tego, że ci sami moderniści niszczą konkurencyjną grupę tradsowską. 

Obie te grupy mocno mnie odpychają kulturowo. To przez nich katolicka nauka społeczna leży i kwiczy, a przekaz głoszony przez Kościół jest coraz mniej atrakcyjny. Młodzi mężczyźni chodzący do kościoła, słyszą tam, że mają za dużo seksu (podczas gdy często nie mają go wcale). Słyszą różne pierdoły sprzed 100 lat o "godności kobiety" - pisane przed pięcioma ostatnimi falami feminizmu - i są pouczani, że powinni wszystko poświęcić dzieciom. Do standardów homiletyki należą też opowiastki o jakiś brutalnych patusach z IQ szympansa, którzy się nawrócili w więzieniu i pójdą do Nieba, choć powinni być zutylizowani na Ziemi. Później młodzi ludzie widzą relację z wizyty papieża na Lampeduzie i jojczenie nad losem żywej broni biologicznej, która płynie do Europy na pontonach, by srać na ulicach, żyć z zasiłków, kraść, gwałcić i zabijać białych. Dodajmy do tego wątki ekologiczne i rytualne potępienie zbrojeń oraz kary śmierci. I "dworcową", patodeweloperską architekturę współczesnych kościołów. To coraz mocniej przesłania ludziom liczący 2 tysiące lat dorobek cywilizacyjny Kościoła.

To ja już wolę usłyszeć takie kazanie jak poniżej! Mówcie co chcecie, ale jest lepsze od tego nudziarstwa, co zwykle płynie z ambon. :) 

Nie miałbym też nic przeciwko przeciwko proboszczom takim jak ks. Henryk Jankowski czy biskupom takim jak Sławoj Leszek Głódź. Od dawna powtarzam: abp Głódź na papieża!


Zauważyłem, że dla współczesnego Kościoła godne pochwały jest prowadzenie "dialogu" z niemal wszystkimi: z prawosławnymi, protestantami, Żydami, muzułmanami, hinduistami, buddystami, szamanistami, libkami, komunistami, feministkami, gejami, transami, furrasami czy satanistami. Z "dialogu" są wykluczone tylko dwie grupy: lefebvryści i ezoterycy. Zajmujesz się badaniem zjawisk paranormalnych? Usłyszysz od katolickich publicystów i sporej części księży, że jesteś satanistą. Co więcej Tekieli napisze, że ćwicząc karate czy nawet tai-chi zyskasz od demonów supermoce jak z "Dragon Ball" :) Dlaczego więc taki nacisk jest kładziony na wykluczenie obu grup z Kościoła? Bo obie dotknęły pewnych części prawdy - tyle, że z innych perspektyw. Obie grupy wierzą w świat nadprzyrodzony, teocentryczny i "duchocentryczny". Tymczasem liberalny, posoborowy Kościół ma być antropocentryczny. "Katolickie" feministki chciałby Kościoła waginocentrycznego, a lobby gejowskie dupocentrycznego. No i przez te środowiska Kościół znalazł się w wiadomym miejscu...

Czy kryje się za tym jakiś plan geopolityczny? Peter Thiel ostatnio oskarżył papieża Leona XIV o bycie nie tyle agentem, co "pożytecznym rezonatorem" komunistycznych Chin. Jego zdaniem, nauczanie papieża wymierzone w sztuczną inteligencję ma prowadzić do tego, by Zachód przegrał wyścig technologiczny z Chinami. Jest to zbieżne choćby z tym, że powiązane z Pekinem NGO-sy organizowały protesty w USA przeciwko budowie centrów przetwarzania danych, doprowadzając do anulowania projektów wartych dziesiątki miliardów dolarów. Papieskie przesłanie, by "rozbroić AI" nie będzie miało żadnego wpływu na chińskich wojskowych, ale może utrudnić USA budowanie broni opartych na sztucznej inteligencji.

Ktoś sobie zażartował, że Trump powinien wykorzystać aferę z FSSPX, by ogłosić Leona XIV antypapieżem, przeprowadzić w Watykanie specjalną operację wojskową i zainstalować tam swojego papieża. 

A ja przypominam, że ks. Natanek nie został ekskomunikowany :)

***



Tymczasem w Iranie zaczął się państwowy pogrzeb ajatollaha Chameneiego. Jego trumna była ultralekka i mała. Przywieziono ją samochodem-chłodnią. Na pogrzebie nie pojawił się Modżtaba - nawet w formie kartonowej. Wcześniej nie było go na pogrzebie żony. Ghalibaf zasiadł przy krześle, na którym postawiono portret szyickiej trójcy - Chomeiniego, Chameneia i Modżtaby. A przed portretem białe róże, sugerujące pokój. "Spoczywajcie w pokoju". Modżtaba pewnie nie żyje, lub nie jest w stanie się pokazać publicznie lub jest w areszcie domowym. Ghalibaf zabawnie odgrywał scenę płaczu nad trumną Najwyższego Przywódcy - aż Araghczi spojrzał się na niego w wiele mówiący sposób. Nie było za to Ahmadinedżada...


Na pogrzebie pojawili się przywódcy Kurdów, którzy ukradli wcześniej broń i Starlinki przekazane irańskiej opozycji. Vahidi wypełzł z bunkra na pogrzeb. Najwyższy sędzia Ejai ma stracić stanowisko. Wewnątrz reżimowej ekipy dochodzi do sporów - w rządowej telewizji przerywane są wypowiedzi na żywo. Jeden z generałów IGRC zginął w wypadku samochodowym. Babak nazywa Ghalibafa najwyższym rangą człowiekiem Trumpa w Iranie i zasugerował, że to on przyczynił się do likwidacji Chameneia. Amerykanie mieli natomiast uratować Ghalibafa przed izraelskim spiskiem mającym prowadzić do zestrzelenia jego samolotu. (Niedawno jego samolot dokonał nieplanowanego lądowania w Meszchedzie.) Irańscy komentatorzy piszą o trwającej transformacji ustrojowej, w której Korpus Strażników Rewolucji jest obciążeniem dla kraju. Chodzą plotki, że mają pozwolić nosić bikini dziewczynom na wyspie Kisz...

Tymczasem w Iraku, nowy premier (chwalony przez Trumpa) wziął się za szyickie milicje. Doszło w zeszłym tygodniu do wojskowego rajdu na Zieloną Strefę w Bagdadzie i aresztowania 47 skorumpowanych szyickich polityków. Internet obiegły zdjęcia piramidek banknotów i sztabek złota zgromadzonych pod portretami ajatollachów. Jedna szyicka deputowana miała  biustonosz i majtki ze złota. Sunnici powiedzą, że to nie jest prawdziwy islam...

A tymczasem w Syrii - pomijając jeden niedawny zamach przeprowadzony przez ISIS oraz starcia ze wspieranymi przez Izrael narkotykowymi dilerami od Hidżriego -  miejscowe dziewczyny  bawią się bez hidżabów przy muzyce Charli XCX. Tarczyński z rozpaczy potnie sobie kabanosy...



I nie tylko...


***


"Tajne pieniądze nazistów", czyli najnowsza książka Waszego Ulubionego Autora, zbiera już pierwsze recenzje, choćby tą - napisaną przez Pawła Skuteckiego. "Dobra, wartościowa książka, której brakowało na rynku. Efekt długich i żmudnych poszukiwań, prac analitycznych i redakcyjnych Huberta Kozieła zasługuje na dyskusję. I miejsce na półce."  Witold Gadowski, w końcówce swojej pogadanki, również gorąco polecił tę książkę.