sobota, 17 października 2026

Jak wywołać panikę w kraju Grażynek i kukoldów

 


Wywołanie paniki w Polsce jest bardzo proste. Wystarczy paru gówniarzy z nożami. Nawet tylko dwóch zjebów, którzy kogoś zaatakują w szkołach. Następnie połączy się z nimi wszystkie podejrzane incydenty (zarówno działania różnych świrów jak i bandyckie napady), odpowiednio podkręci w mediach i mamy tabuny rodziców bojących się wysyłać dzieci do szkoły, rząd wysyłający policję do patrolowania szkół oraz nawoływania, by cenzurować internet i zakazywać posiadania noży. A do tego syreny alarmowe wyjące co godzinę w ramach "testów" i kretyńskie alerty RCB. 

Szczytem wszystkiego było odgrzebanie przez dziadersa Tusska starożytnej narracji o "brutalnych grach" będących rzekomo przyczyną masakr szkolnych. Może by to pyknęło ćwierć wieku temu - grało się wówczas w Baldur's Gate, Mytha, Dooma, Quake'a, Counterstrike'a, pierwsze GTA czy Carmagedon. Teraz takich gier już nie robią... Co Tussk wskazał jako przykład straszliwej, ociekającej krwią i flakami gry? Minecraft. Grę w której układasz klocki. To jest tak idiotyczne, że chyba mu to Maciej Giertych podpowiedział. (Koleś zapewne nigdy w nic nie grał, więc podpowiem mu spokojną, pozbawioną brutalności grę: Postal. Tam wykonujesz misje w stylu: kup mleko, czy zanieś papierek do urzędu. :) Dziwię się, że nie zaczął straszyć demonicznymi pokemonami i Marylinem Mansonem. Ciut żenujące jest to, że boomerstwo tak łatwo przeszło od deklarowania chęci wysyłania młodych ludzi w kamasze do bóldupienia o to, że młodzi grają w gry, w których wcielają się w żołnierzy i strzelają do innych. 

Oczywiście Tussk, nie mógł zmarnować okazji i zaczął znów stręczyć wprowadzenie cenzury internetu. Bo rzekomo bez niej nie będą w stanie zapobiegać masakrom w szkołach. Starszą panią, która napisała Owsiakowi "giń człowieku!" zlokalizowali błyskawicznie. Podobnie jak tego dziadzia, który rzekomo przygotowywał "zamach" na Tusska. Ale internetowych scamerów, ruskich dywersantów i pedofilów jakoś nie mogą zlokalizować. I jojczą, że za poprzedniego rządu za pomocą Pegasusa podsłuchiwano Rubcowa, ruskich dywersantów i Kokodziejczaka. Przynajmniej nie było wtedy szkolnych masakr i wymyślonych przez służby "zamachów", a jeśli chodzi o inwigilację Pegasusem, to się zgodzę, że była skandaliczna. Było jej skandalicznie za mało! Kokodziejczakowi to trzeba było zamontować kamerkę na katechonie, by wszyscy zobaczyli jak podawał kokainę "przez śluzówkę"...

Na zaprzyjaźnionym blogu Zapiski Czynione po Drodze opisano jak rosyjscy eksperci od psychomanipulacji internetowej inspirowali u siebie szkolne masakry - w ramach testów. My mieliśmy jednak w ciągu ostatnich 10 lat wiele przykładów podobnych psychomanipulacji. Znaczna część tego skretyniałego społeczeństwa znajdowała się w stanie indukowanej histerii. Libki wpadały w nią z powodu martwej wiewiórki na pniu drzewa, strzelania do dzików (!) czy zmiany zasad poruszania się dziennikarzy po Sejmie. Strzałem w dziesiątkę okazało się sięgnięcie przez rosyjskich specjalistów od psychomanipulacji po kwestię aborcji. Było to dla nich łatwe, gdyż mieli swoją agenturę wpływu  zarówno wśród Strajku K..., jak i w środowiskach pro-life. (Po co towarzyszka Suchanow jeździła do Moskwy? Dlaczego Lempart nazywała polskich żołnierzy "mordercami w mundurach"? Dlaczego Dzierżawski zajął się wzywaniem do zakończenia wojny na Ukrainie?) Histeria dotycząca aborcji okazała się szczególnie silna, gdyż jesteśmy społeczeństwem kukoldów, stawiającym w centrum życia rodzinnego i społecznego kobietę, nadmiernie ją idealizującym i gotowym do spełnienia wszystkich jej zachcianek. W latach 2021-2022 byliśmy krajem autentycznie zagrożonym wojną wywołaną przez Rosję, a co było w centrum debaty publicznej w latach 2021-2022? Aborcja. Problem pod względem statystycznym marginalny. Dla 60-letnich lampucer oraz imprezowych Julek, śliniących się do ciapersów zza białoruskiej granicy, był to jednak problem egzystencjalny, wręcz metafizyczny. 

"Ojejeju, jeju! Umrę w trakcie porodu!" - joczyły Julki. Trzeba było im odpowiedzieć: "W polskiej służbie zdrowia możesz umrzeć na tysiąc sposobów. Nie przejmuj się więc porodem. Jest dużo większe prawdopodobieństwo, że zdechniesz na SORze. A i tak twój zgon będzie tylko jedną jednostką statystyczną, bo twoje życie absolutnie nic nie wnosi do społeczeństwa, ani do historii".

Mądrym posunięciem ze strony rosyjskich specjalistów od psychomanipulacji jest również uderzanie w inny czuły punkt naszego skretyniałego społeczeństwa - w dzieci.  To przez dzieci "nie możemy mieć ładnych rzeczy". Jesteśmy jednym z najbardziej rozbrojonych narodów w Europie. Za każdym razem, gdy ktoś postuluje poszerzenie dostępu do broni palnej, jest uciszany argumentem: "Chcesz szkolnych strzelanin takich jak w USA?". Odpowiada wówczas merytorycznie, przytaczając statystyki obalające hoplofobiczne mity, ale jego argumenty giną w pisku 60-letnich Grażynek. Dominuje więc w narodzie postawa wyrażona najlepiej przez byłą premier Ewę Kopacz: "Jestem kobietą i wolę się zamknąć w domu, jak ktoś biega z nożem po ulicy". Kwestią ochrony dzieci przez brutalnymi treściami i pornografią (ale tylko tą heteroseksualną!) uzasadniane są również wszelkiego rodzaju projekty cenzurowania internetu. (Przykładem na to jest działalność prawicowego kukoldowskiego Stowarzyszenia Twoja Sprawa, które od lat postuluje wprowadzenie w Polsce cenzury w stylu brytyjskim. A przeciwko Netflixowi i propagandzie transów jakoś głośno ono nie protestuje...) Kupując w kasie samoobsługowej energetyka musisz czekać na panią z obsługi na potwierdzenie wieku - bo inaczej jakiś dzieciak kupiłby puszkę takiego napoju i się po niej posrał.... Troską o dzieci można uzasadnić nawet największe legislacyjne gnioty, takie jak Ustawa Debilka.

Napiszę rzecz niepopularną: zbytnio się dziećmi przejmujemy. W tradycji konfucjańskiej z tonącego okrętu ratuje się w pierwszej kolejności starców, bo ich doświadczenie jest niezastąpione. Dzieci są ratowane na końcu - bo jeszcze nic nie wiedzą, a jak zginą, to można zrobić nowe. No i Chińczyków jest miliard... Pamiętam jak kiedyś małą gównoburzę wywołały nalepki z tekstem "Twoje dziecko umrze". Mało kto doczytywał dalszy ciąg: "Tak jak my wszyscy". 

W pierwszym okresie wojny na Ukrainie irytowała mnie maniera podawania przez media, że w rosyjskich atakach zginęło "tyle i tyle dzieci". Nie mówiono o stratach wśród żołnierzy, w sprzęcie, czy infrastrukturze. Tylko o dzieciach. A tymczasem dla Ukrainy było korzystniej, gdy rosyjskie rakiety uderzały w przedszkola i szpitale położnicze, a nie w strategiczne mosty czy podstacje energetyczne. Fakt życia lub śmierci dzieci i kobiet na zapleczu nie miał bowiem żadnego znaczenia dla działań wojennych, a mógł być wykorzystywany w propagandzie pokazującej, że Moskale to barbarzyńcy. Napiszę cynicznie: gdyby rosyjska rakieta leciała ku Warszawie, wolałbym by trafiła w dom samotnej matki, a nie w elektrociepłownię "Kawęczyn".

Oczywiście takie cyniczne, "turańskie", obce syfilizacji judeo-łacińskiej i kukoldowskiej tradycji rycerskiej myślenie jest obce Polaczkom. Oni wciąż żyją w dawnych, boomersko-romantycznych czasach (czy raczej w ich mglistym, wyidealizowanym wspomnieniu). W czasach gdy na Titanicu elegancko puszczano przodem kobiety i dzieci do szalup ratunkowych, a w lodowatej wodzie zginęło wielu wartościowych mężczyzn - w tym John Jacob Astor IV i Benjamin Guggenheim. (Co ponoć zlikwidowało opozycję wobec powstania Rezerwy Federalnej). Zasada "mężczyźni ostatni opuszczają pokład" zawsze mnie dziwiła. Wyobraźmy sobie, że na tonącym statku mamy starego profesora bliskiego odkrycia lekarstwa na raka i bezdzietną dziewczynę przekładającą papierki w korpo, której jedynym zainteresowaniem jest oglądanie Netflixa. Zgodnie z tą kukoldowsko-rycerską zasadą, profesor ma się utopić, a bezwartościowa korpolasencja przeżyć. (Gdyby jednak był wybór pomiędzy Romciem Kuźniarem a Mróz-Gorgoniową, to oczywiście ratowałbym Mróz-Gorgoniową. Jest ona równie bezwartościowa dla nauki jak Kuźniar, ale przynajmniej dostarcza ludziom rozrywki - można się z niej pośmiać.) 

Kobiety traktowano z taką troską i zwyczajowo starano się je oszczędzać w czasie wojen, bo były wąskim gardłem przetrwania gatunku. Bez kobiet nie ma przecież dzieci. O ile mężczyzna jest w stanie zapłodnić niezliczone tabuny niewiast, to kobieta jest w stanie swojego całego życia urodzić, z dużym wysiłkiem, najwyżej kilkanaścioro dzieci. Ten fakt jest również obecnie podstawowym argumentem za tym, by kobiet nie wcielać do armii, a w razie wojny ewakuować. Ów argument już się jednak mocno zdezaktualizował. Dzisiaj kobiety nie rodzą już po 5 czy 10 dzieci. Rodzą po jedno, dwoje lub coraz częściej: zero. W ten sposób nie odbudują populacji po wojnie. Jeśli nie zamknie się przed nimi granic w czasie konfliktu, to wyjadą na Zachód i będą mieć tam dzieci z bezdomnymi Murzynami, ciapersami czy Hindusami. Dużo łatwiej odbudować demografię pozwalając, by jeden mężczyzna mógł zapłodnić (bez konieczności płacenia alimentów!) nawet i 150 sprowadzonych Filipinek czy Wenezuelek. Niektórzy się oburzą na takie "rozwadnianie krwi narodu", ale niech zwrócą uwagę na historyczne przykłady. Turcy przetrwali jako naród biorąc sobie kobiety z zewnątrz. Gdy mieszkali w pobliżu Chin mieli skośne oczy, a obecnie są biali a wielu z nich ma greckie, słowiańskie czy ormiańskie rysy twarzy. Zachowali jednak swoją kulturę, tożsamość i język. Hiszpanie rozszerzyli zasięg swojego języka i kultury na trzy kontynenty - łącząc się z miejscowymi kobietami. W nie tak odległej przyszłości dojdzie również opcja designerskich seksrobotów oraz zaprojektowanych genetycznie dzieci ze sztucznych macic. AI oraz roboty wykoszą też tyle miejsc pracy, że ludzi będzie po prostu zbyt dużo.

Nie dramatyzujmy więc z powodu aborcji. Ostatnio rozwalił mnie krótki klip z debaty studenckiej w USA. Jakaś Julka argumentowała, że w wyniku aborcji spadła przestępczość. Jej prawicowy dyskutant uświadomił jej natomiast, że znaczna większość aborcji w USA jest przeprowadzana u czarnych kobiet... Naprawdę nie mamy powodu, by zwalczać aborcję w Niemczech, Rosji, na Bliskim Wschodzie czy w Afryce. U nas jak najbardziej tak - jeśli w jej wyniku są zabijane zdrowe dzieci. Emocje społeczne wywołuje oczywiście kwestia aborcji/zabijania dzieci niepełnosprawnych. To dziwne, bo IQ u niektórych osób z zespołem Downa dochodzi do 70, więc bywa wyższe niż średnia dla niemal wszystkich krajów Afryki Subsaharyjskiej. Ponadto człowiek z taką przypadłością genetyczną nikogo nie napadnie, nie okradnie, ani nie będzie podpalał samochodów w czasie zamieszek. Życie typowej osoby z zespołem Downa jest więc 1000 razy bardziej wartościowe od życia typowego uczestnika imigranckich zamieszek w Paryżu. Julki jednak na widok Subsaharyjczyków się ślinią i są gotowe rodzić małych Georgów Floydów, ale myśl o urodzeniu Downa je przeraża...

Oczywiście wszyscy tak się przejmują "kaszojadami" ich psychicznym komfortem w szkołach, ale zupełnie ich nie obchodzi degradacja systemu edukacji. Degradacja celowa oraz postępująca w Polsce i na Zachodzie według planu przewidującego, że szkoła ma być miejscem nie tyle zdobywania wiedzy, co tresowania do konformizmu społecznego. Ponieważ w każdym społeczeństwie większość stanowią idioci, to szkoły publiczne są tak zaprojektowane, by mądre i utalentowane dzieci równały do masy kretynów. Ciekawie o tym pisał ostatnio w "Rz" Tomasz Derecki:

"ta zbieżność nie jest przypadkowa, lecz jest efektem polityki realizowanej konsekwentnie od lat na całym Zachodzie. Polega ona na degradacji edukacji publicznej do roli ośrodków psychologiczno-pedagogicznych w oparciu o zasadę „róbta, co chceta”.

Gdyby chodziło o prosty błąd, wystarczyłoby przeprosić i zmienić politykę oświatową. Tymczasem kolejne rządy z różnych opcji politycznych z niebywałą determinacją kontynuują przebudowę edukacji publicznej. Gotowe są nawet przy tym zapłacić wysoką cenę w postaci protestów młodzieżowych, wzrostu agresji, demoralizacji i obniżenia poziomu społeczeństwa. (...)

Być może nie jest to świadome działanie na szkodę społeczeństwa. Może to tylko uboczny skutek totalnej niekompetencji wybieralnych polityków demokratycznych, biurokratycznej inercji państwa oraz wypaczonego pragmatyzmu opartego na przekonaniu, że obniżanie wymagań szkolnych jest popierane przez wyborców. Nawet jeżeli tak jest i nie ma w tym premedytacji, nadal postrzegam niszczenie edukacji jako spisek przeciwko społeczeństwu.

Bowiem edukacja publiczna została pomyślana jako mechanizm umożliwiający awans społeczny. Czyli coś w rodzaju wentyla bezpieczeństwa dla niższych warstw społecznych. Chłop, któremu udało się zdobyć wyższe wykształcenie, awansował do grona inteligencji. Znaczny odsetek współczesnych polskich elit pochodzi z takiego właśnie awansu. I teraz ta droga awansu społecznego staje się coraz bardziej zamknięta.

Aby edukacja mogła pełnić tę rolę, musi być trudna i wymagająca. Nie może być łatwa, gdyż wtedy nie może być traktowana jako droga awansu społecznego. Im więc niższe wymagania stawiamy uczniom szkół publicznych, tym bardziej edukacja publiczna staje się bezwartościowa dla społeczeństwa.

A konsekwencją jest budowanie społeczeństwa kastowego. Z jednej strony są elity, a z drugiej plebs roboczy. A przepływ pomiędzy nimi jest niemożliwy po zniszczeniu edukacji publicznej. (...)

Frustracja młodzieży ma być łagodzona przez tabuny psychologów i terapie psychologiczne, a nieoficjalnie także przez ułatwiony dostęp do narkotyków oraz tolerowanie zachowań naruszających tradycyjne normy obyczajowe. To wszystko jednak działa do pewnego poziomu. Gdy ten próg zostanie przekroczony, zaczyna działać odwrotnie. Nawet ja nie mogę już słuchać języka psychologów. Gdy słyszę o dzieciakach, szkolnej traumie i wsparciu, narasta we mnie gniew. Nie chcę więc nawet myśleć, co czuje młodzież, gdy słyszy ten bełkot.

A do tego dochodzi imigracja, która zmienia oblicze młodzieży także pod względem wizualnym. Bo kasta władzy i kasta niższa mają się od siebie różnić nie tylko poziomem wykształcenia, ale również wyglądem i sposobem mówienia. Ja to nazywam latynizacją społeczeństwa europejskiego."

(koniec cytatu)

Oczywiście, by wyrwać się z tej pętli, trzeba zmienić nie tylko paradygmaty dotyczące edukacji. Trzeba też skończyć z wynoszeniem na piedestał kobiety i dzieci. Trzeba ostatecznie pogrzebać tę kukoldowską tradycję rycerską. Zrobić jej nowe Azincourt albo Nikopolis!

Lata temu przeczytałem w jednym z katolickich tygodników wywiad z grubą, semicką feministką Gail Dines, w którym stwierdziła ona, że "kultura porno" sprawia, że dorasta pokolenie, które będzie mniej wrażliwe na potrzeby kobiet i dzieci. Można to skwitować: i dobrze. Jeśli tak się stanie, to będzie można stwierdzić, że pornografia przynosi też pozytywne skutki. Będzie wielkim paradoksem jeśli reichizm doprowadzi do zniszczenia matriarchalnego kukoldystanu i powrotu iście renesansowego dziwkarstwa.

Wielkim paradoksem jest to, że kobiety zawdzięczają swoją wysoką pozycję w naszej cywilizacji nie żadnemu feminizmowi, a chrześcijaństwu i kulturze kukoldowsko-rycerskiej. Feministki, atakując chrześcijaństwo, uderzają więc w podstawy specjalnego statusu kobiet. Są oczywiście też katolickie feministki, których działalność wewnątrz Kościoła sprawia, że Kościół traci atrakcyjność w oczach młodych mężczyzn. Inny paradoks polega na tym, że feministki demonizują męski popęd seksualny. Tymczasem bez tego popędu, kobiety stałyby w hierarchii społecznej niżej od psów. Tak jak w rządzonym przez gejowskich talibów Afganistanie. Byłyby z nich "worki na spermę i inkubatory bierne" odziane w worki na śmieci od stóp do głów. 

***

O gównoburzy wokół Ukrainy, Trumpa i Rosji nie będę się rozpisywał, bo pewnie za kilka dni się ona uspokoi  - tak jak poprzednie gównoburze. Sama ilość rosyjskiego diesla, która ma trafić na rynek amerykański ma być aczej symboliczna. Tu nie chodzi więc o samo paliwo. Zapewne Putin coś obiecał Trumpowi w kwestii Iranu przed midtermsami. A kokainowy karzełek Zełenski i jego dyplomacja, coś pewnie znów spieprzyli. Nagle im jednak przypominano, że bez Starshielda i Starlinka nie mogą skutecznie prowadzić wojny. I tyle.

Co do Jemenu i Arabii Saudyjskiej, to przeczytałem ciekawą interpretację, że MBS bardziej niż Hutich boi się o to, by własne F-15 nie zbombardowały mu pałacu, w ramach ewentualnego zamachu stanu. Ten sam odwieczny problem wojsk większości państw Bliskiego Wschodu - armia z przyczyn wewnętrznych nie może być zbyt silna. 

W USA służby wzięły się za kongreswoman Ilhan Omar od somalijskich scamów. Są wątpliwości, co do uzyskania przez nią obywatelstwa - m.in. fałszerstwo daty urodzenia. Przy okazji wyszło też na jaw, że Omar kłamała na temat swojego ojca. Twierdziła przez wiele lat, że był on nauczycielem. Owszem był, ale wykładowcą w szkole wojskowym. Był pułkownikiem armii somalijskiej i bliskim współpracownikiem komunistycznego dyktatora Mohammeda Siada Barre.

***

Z okazji 80-tych urodzin Adama Mi...Mi...Mi....chnika recenzja książki "Narodowy komunizm po polsku. Partyzanci Moczara". Książka ta przedstawia Moczara w zadziwiająco dobrym świetle - zapewne wbrew intencjom autora.

Na koniec numer muzyczny:


W Brazylii mają jeszcze ciekawiej: Flavio Hipotetico. Po takich memach widać, że młodszy Bolsonaro wygra wybory z komunistycznym dziadersem Lulą.


sobota, 10 października 2026

Sny: Dzień Ujawnienia

 


Dywizjon artylerii przeciwlotniczej, Koszalin, 1965 r.

Noc na służbie wyraźnie dłużyła się kapralowi "Bolkowi". Siedząc w stróżówce, przy bramie koszar, próbował czymś zabić czas. Przydziałowy AK-47 stał w kącie, oparty o ścianę. Młody żołnierz z Kujaw trzymał w ręku książkę. Sylabizował tekst, wpatrując się w rzędy liter oświetlone słabą żarówką. Na okładce tej lektury widniały słowa: "Czesław Centkiewicz. Anaruk, chłopiec z Grenlandii" i rysunek małego Eskimosa. Choć ta lektura wydawała się "Bolkowi" trudna, to jednak mocno go wciągnęła i zawładnęła jego wyobraźnią.

Nagle żarówka zaczęła przygasać. - Co do chu... - rzucił "Bolek". Kątem oka dostrzegł, że światła zgasły w całej bazie. Wyszedł ze stróżówki, by sprawdzić korki. W tym momencie usłyszał nad sobą ciche, lekko metaliczne buczenie. Włosy mu naelektryzowane stanęły dęba, a furażerka zaczęła unosić się w powietrzu. On sam poczuł jakby stał się bezwładny. Omiótł go oślepiający snop białego światła.

***


Powoli zaczął otwierać oczy. Widział przed sobą mgłę z przebłyskami światła. I wysokie, chude, postacie z wielkimi głowami. Przez chwilę wydawało mu się, że mają one szarą skórę. Leżał nagi na jakimś podświetlonym stole. Wysoki szary obcy z dużymi, czarnymi, migdałowatymi oczami, zbliżył się do niego. - Ddddddddd.... - wydał z siebie odgłos i następnie włożył jeden ze swoich długich palców "Bolkowi" do tylnej dziury.

- Centkiewicz!!! - krzyknął przerażony "Bolek".

***

Grupa doradców, intelektualistów z Warszawy, nie mogła się nadziwić. "On nie może być przywódcą! Toż to analfabeta! Cały czas tylko mamrocze jakieś <<ddddddddd>> i rysuje kutasy!".



Nie zdawali sobie sprawy, że "Bolek" przekazywał w ten sposób przesłanie dla Ziemian w języku i alfabecie Kutanoidów.

***

Michał Kołodźwiejczak wyszedł nad ranem z latarką w dłoni. Zwabiło go tam metaliczne buczenie oraz jaskrawe, pulsujące światła, które szybko oddaliły się za horyzont. Nie wierzył własnym oczom. W jego polu kapusty jakaś potężna siła pozostawiła znak - wygniotła w nim wielkiego kutasa.



***

Sławek właśnie wrzucił na swoje media społecznościowe kolejne posty o Józefie Mackiewiczu i generale Sosnkowskim. Teraz postanowił wrzucić coś o swoim ukochanym piesku - Parówczaku.

- Kto jest najwspanialszym pieseczkiem na świecie? No kto? No wiadomo, że Parówczak! - mówiąc to przytulił się do swego pupila. - Właśnie wrzuciłem twoją fotkę w różowym sweterku. I w pelerynie w kolorze tęczy.



Pies się na niego spojrzał, błagając o litość.

- A teraz twoja fotka z analnym światełkiem LED, mieniącym się barwami tęczy i grającym piosenki Eltona Johna.

Parówczak poczuł się zbrukany.

- O sprawdzimy komentarze. 15 lajków od fanów, dwie uśmiechnięte buźki, 20 zdziwionych buziek, wyrazy poparcia od fanbazy, a także komentarz: "Twój pies Parówczak wygląda gejowsko" - Sławek aż stracił oddech z oburzenia. - Jak to gejowsko! Co za skurwysyn to napisał! "Fox"! Kurwa, dorwę go jak profesora Kieżuna! Zajebię go! Nie popuszczę!

Sławek spędził kolejne sześć tygodni w archiwach, szukając na Foxa brudów z czasów PRL. Dogłębnie przekopał się przez akta IPN, WBH, AAN oraz Instytutu Hoovera. Po sześciu tygodniach stwierdził:

- Te skurwysyn miał sześć lat, gdy powstawał rząd Mazowieckiego. Nic na niego nie ma! - dodając po chwili: - Sprawdzę jego ojca!

Po kolejnych sześciu tygodniach przekopywania się przez archiwa, doszedł do wniosku, że ojciec Foxa nie był w PRL nikim ważnym. Szukał więc materiałów na jego matkę. Po sześciu tygodniach pracy w archiwach, doszedł do takiego samego wniosku - nie była nikim ważnym. Kolejne sześć tygodni spędził na sprawdzaniu jego dziadków - z takim samym rezultatem. Zaczął więc analizować komentarze pod wpisami blogowymi Foxa. Jego uwagę zwrócił jeden z nich: "Batyr nie wygra wyborów, ty ufologu zajebany!".

- Więc jest ufologiem... - niepokojące myśli chodziły Sławkowi po głowie. Wgłębił się w lekturę jego serii Phobos. Przypomniał sobie jak "Bolek" wrzucił post zatytułowany "Przesłanie Ummitów". Coś mu zaczęło świtać...

Nagle usłyszał szmer pod drzwiami. Patrząc przez judasza nikogo nie zauważył, ale słyszał oddalające się kroki. Lekko uchylił drzwi. Na wycieraczce leżała duża koperta, a w niej stara, pożółkła teczka z pięczęciami WSW i tytułem "Gdynia 1959".

***

Nad Cmentarzem Prawosławnym na Woli zapadała ciemność. Padał deszcz ze śniegiem. Słychać było krok marszowy. To grupa półnagich, ubranych w skórzane spodenki i czapki, gejowskich zomowców niosła trumnę, a przed nią metalową, pięcioramienną gwiazdę,

Maria Teresa Kaszczak śpiewała na melodię "Alejandro" Lady Gagi:

Jarucwelski, Jarucwelski, Jaru-, Jaru-Cwelski,

Don't call my name, i'm not your Siwicki!

Don't wonna kiss, don't wonna touch,

Just smoke my cigarete and hush, Tuczapski!"

- Centkiewicz!!! - nagle "Bolek" przerwał jej występ.

***

Sławomir Memcem, lider Końpederacji, autystycznie perorował w telewizyjnym programie publicystycznym:

- To, co zrobił Jarosław Kwaczyński, to całkowite chamstwo! Jak mógł wykorzystać w celach politycznych moją chorobę! Jak mógł powiedzieć, że w drugiej klasie podstawówki, podczas biegu na wuefie zesrałem się w gacie!

- Ja srałem w polu! - wciął się marszałek Krzaczasty.

- Krucafuks! To już wiem, w co wdepnąłem za stodołą! - ożywił się Kołodźwiejczak.

- Ale... Jarosław Kwaczyński nie mówił o tym epizodzie... - wtrącił się zszokowany dziennikarz prowadzący program.

- To o czym mówił?

- O pańskim autyzmie...

- Aha...

Ewa Zającowa-Piernik oglądała ten program w aplikacji mobilnej. Aż się rozmarzyła. Wróciły wspomnienia. Chodziła do tej samej szkoły, co Memcen i była świadkiem tego, jak zrobił on kupę w gacie podczas zawodów sportowych. Uznała to za coś bardzo słodkiego. Podkochiwała się w nim wówczas. Podglądała również, gdy go myto o tym incydencie.

- Ah, to wtedy stałam się fetyszystką małych katechoników. Wyglądają  tak słodko, dziecięco - oddała się wspomnieniom, ale wkrótce naszła ją refleksja - Wielkie katechony mnie przerażają...

Gdy tak rozmyślała, drogę zaszedł jej wysoki koleś w płaszczu, o końskiej twarzy. To był mecenas Koniew. Zagaił do niej:

- Fi faj fu fa! Chcesz może dzieweczko zobaczyć coś naprawdę wielkiego?

Rozchylił płaszcz, wywołując spazmatyczny krzyk Zającowej-Piernik: Aaaaaaaaaaa!!!

- Pierwszy raz coś takiego widzisz? Podziwiaj! 

- Co robisz tej dziewczynie debilu! - krzyknął przechodzień.

- Stól ryja pisowcu! Mam immunitet i mogę pokazywać swojego Szczepana Twardocha komu chcę! - odkrzyknął Koniew. - A poza tym mam na oczach maskę Zorro. I nikt mnie w niej nie pozna! Hahaha! Jestem geniuszem zła!

- Aaaaaaa!!! - Zającowa-Piernik była autentycznie przerażona.

- Nikt na świecie nie ma tak dużego! Nawet Michelle Obama! - przechwalał się Koniew.

Dwa kilometry dalej, na dachu wieżowca, stał Michelle Obama. Rozpiął rozporek i wypuścił swojego katechona.

- Black Kutanga from Katanga... 

Katechon zaczął się rozwijać w pełną długość. Niczym dron FPV podążył do celu.

- Fi faj fu fa! A jak skończysz podziwianie mojego endeckiego katechona, to wspólnie przeliczymy głosy w wyborach prezydenckich!

- Aaaaaaa!!! - wydzierała się Zającowa-Piernik.

Nagle Koniewowi oczy niemal wyszły na wierzch. Coś wbiło mu się w tylną dziurkę. "Dzida?!" - pomyślał przez chwilę. Po chwili chciał krzyknąć: "I can't breathe!". Nie mógł jednak tego zrobić, bo katechon Michelle Obamy wychodził mu przez usta. Następnie skręcił w bok i po gombrowiczowsku zgwałcił Koniewa przez uszy. 

Zającowa-Piernik zemdlała z przerażenia.

Katechon Michelle Obamy leciał jednak dalej - wszak dopiero rozwinął się w ułamek swej pełnej długości.

Gershon Braun przemawiał na wiecu:

- Jeśli prawdą są insynuacje, że jestem sabatajczykiem-frankistą udającym polskiego katolika, to wielki czarny  katechon mi w oko!

TRZASK!!!

***

Po tym incydencie Żydzi uznali Gershona Brauna za swojego Mesjasza. Braun zaprowadził pokój na Bliskim Wschodzie i zasiadł na tronie w odbudowanej Trzeciej Świątyni. Czyli został Antychrystem. Ale nie wyprzedzajmy jeszcze za bardzo akcji...

***

Mecenas Koniew leżał na SORze- w Szpitalu Południowym, z obandażowanymi uszami i zadem do góry. Z głośników radiowęzła leciała piosenka Jasia Kapeli "VIP SOR u Kasprzyka". Śnił mu się koszmar ze strasznych, pisowskich, czasów. CBA przeszukiwała wówczas jego rezydencję. W prywatnej kaplicy, pod tabernakulum miał schowane kilka roczników magazynu "Laski z fiutami". By powstrzymać przeszukanie, zaczął mówić agentom CBA, że kaplica jest objęta immunitetem dyplomatycznym i że stanowi terytorium Stolicy Apostolskiej, po czym symulował zemdlenie - przed upadkiem mówiąc: "Koń kuleje!" i dla lepszego efektu popuszczając w spodnie.

- Aaaaaaa!!! - jęknął Koniew. Poczuł jak ktoś wsadza mu w tyłek rzeźbę autorstwa Bartłomieja Kurzei. 

- Doktorze Kasprzyk! Co pan robi! - mecenas nie mógł się otrząsnąć z szoku.

- Doktor Kasprzyk pracuje teraz w drugim szpitalu. Ja go zastępuje. Doktor Sendecki! A to za rozbicie LPR-u ty watykański WASPie! - wepchnął mu głębiej posążek.

- Ratunku!!! Medyka!!! Ratujcie mojego syna!!! - na SOR wbiegł senator partii rządzącej pchając na wózku swojego syna wyglądającego jak idiota. Syn ślinił się, jęczał, a smarki zwisały mu z nosa! - Doktorze!!! Ratuj!!! On ma wrastający napletek!

- Zaraz temu zaradzimy! - ochoczo oświadczył doktor Sendecki.

- Obrzezanie?

- Nie. Tu jest polski szpital narodowy. Tu nie będzie żadnego obrzezania. Lewatywa i płukanie żołądka!!! - zaordynował doktor Sendecki. Do sali wbiegł przebrany za pielęgniarkę "Jaszczur" (nie mylić z blogerem Jaszczurem) oraz sanitariusz Ludwiczek. Z dzikim śmiechem obskoczyli syna prominenta. Założyli mu na głowę żelazny nocnik i okładali ten "hełm" gumowymi, milicyjnymi pałami. Dziko wrzeszcząc popędzili z wózkiem ku schodom.

***

Tymczasem na jednym z placów zabaw w Warszawie leżało kilkumetrowe truchło olbrzymiego pająka.

Przed kamerą telewizyjną płakało lokalne aktywiszcze ekologiczne: - To był pająk Henio! Nikomu nie wadził! Przyszedł tutaj z Lublina! Książki pisał o Żydach!

Redaktor Gozdyła bawiła się z kotkiem, ciągnąc go za wąsy: - Boli? Nie? A tak? Teraz boli?

***

Był jednak ktoś, kogo nie śmieszyły żarty w serii "Sny". Był akurat na randce i usiłował zbajerować dziewczynę swoim słowotokiem:

- Więc, ci cholerni socjaliści z PiSu nie dali mi mieszkania za darmo. Przez to jestem sam i siada w Polsce demografia. Popieram Brauna, ale głosowałem na Rafała i ogólnie uważam, że jak powsadzają tych wszystkich pisowców do więzień, to będzie wolny rynek i dostanę mieszkanie za darmo i...

Siedząca naprzeciwko niego biuściasta panna strasznie się nudziła i kręciła w palacach pukle swoich rudych włosów. Dekolt odsłaniał krawędź jej koronkowego biustonosza.



- I w ogóle to Batyr był alfonsem i zaliczał panienki, a ja nie, więc trzeba policzyć głosy, a tak w ogóle to nie lubię blogu Foxa, ale codziennie na niego wchodzę , by się kłócić w komentarzach, bo nic nie mam do roboty, a telewizor mi nie odbiera sygnału cyfrowego..

- Chcesz się pierdolić, czy nie? - ruda piękność spojrzała na niego nieco skonfundowanym wzrokiem.

-  A Batyr to się skompromitował tym snusem i wizytą na Filipinach, no bo przez niego ci cholerni socjaliści z PiSu nie dali mi mieszkania i demografia przez to siada...

Dwie godziny później...

- To, że Batyr wziął sobie ksywkę Batyr świadczy, że był alfonsem, bo niby kto nosi pseudonimy? Żaden z pisarzy, na pewno nie Bolesław Prus... - siedział w szafie, popijając "Mountain Dew" i patrząc jak ruda biuściasta dziewczyna, z którą siedział w kawiarni, uprawia ostry seks z lokalnym działaczem Rozwoju Plus. Była bardzo głośna.

- O tak! Rżnij mnie! O tak dobrze! Nie przestawaj! Morawiecki był najlepszym premierem od czasów Jaroszewicza!  - (Miała na ścianie portrety Mateusza i Kornela Morawieckich, a na półce książki o Solidarności Walczącej oraz ekonomii solidarystycznej.)

- Trzask! Dostała potężnego klapsa w tyłek i poczuła szarpnięcie smyczą. 

- Od Jaroszewicza suko? Tylko od Jaroszewicza?!

- A masz rację... od Sławoja-Składkowskiego! Nie przestawaj! Rżnij mnie...

Tymczasem z szafy dochodziło:

- Na szczescie powrót pisowskich spierdolin do władzy nie grozi. I takie miernoty jak piszacy tutaj pisowscy rodzyniarze moga juz tylko stękać w komentarzach o zlym Tusku. Pis w sondazach ma 17% poparcia, a wedlug przeciekow z badan opinii zleconych przez nich samych nawet spada do 16-15%, drugi pis, czyli Niedorozwój minus nie przekracza nawet progu wyborczego. Ale zapomnialem przeciez, ze ty i inni komentujacy tutaj zyjecie w alternatywnej rzeczywistosci gdzie Tusk ucieka przed armią takich spierdolin umyslowych do Brukseli.

Godzinę później siedział samotnie przy stoliku w knajpie popijając piwo "Goy Slop" i kontynuował swój monolog:

- Idąc twoją pokraczną logiką rodem z mediów pisowskich, które o ekipie obecnie rządzącej krzyczały, że to "Koalicja deweloperska"...

Do jego stolika podeszła amerykańska biuściasta blondyna:

- Hi sweety! I'm Sydney Sweeney...

- Ja zajmuje sie realnymi zyciowymi sprawami jak rozwalanie mieszkalnictwa przez pis ktory jest caly czas na pasku deweloperow a ciebie zajmuja takie sprawy jak ziobro na emigracji czy wymyslone ataki Tuska na ściek pod nazwa republika. Twoj swiat polityczny to dyrdymaly dla zaczadzonych propaganda i kreacja tematow zastepczych... - nie przerywał słowotoku.

***

- Jaki obraz tym razem chcesz zaprezentować naszym widzom? - spytał Sławka redaktor Michał Rachoń w swoim jak zwykle mocno spóźnionym porannym programie "Republika Tajnych Służb".




- "Chrzest Chrystusa" Aerta De Geldera. Obraz początków XVIII wieku  - referował Sławek.

- Czemu akurat on.

- Bo sugeruje on, że ludzkość od tysięcy lat widziała na niebie fenomen, który nazywamy dzisiaj UFO, lub według nomenklatury Sił Powietrznych USA - UAP.

- Dlaczego chcesz akurat poruszać tak kontrowersyjny temat?

- Bo dotarłem do arcyciekawych materiałów pokazujących w nowym świetle sprawę "Bolka". Część z nich za chwile zostanie wyświetlona na led-owym wallu w tym studiu. 

W tle zaczęły się pojawiać unikalne nagrania wraku UFO z Roswell i ciał obcych, zdjęcia z innych katastrof UFO, film ze spotkania z obcymi w bazie Holloman i dokumentacja innych przypadków.




- Proszę Państwa, tylko w Republice, pokazujemy po raz pierwszy dowody na to, że nie jesteśmy sami we Wszechświecie...

- Co więcej, obcy wielokrotnie wpływali na naszą historię... Mamy na ten temat dokumentacje sięgającą zarówno czasów II RP...




- Jak i PRL...

Na wallu wyświetlony został zapis z kamery przemysłowej dokumentujący jak w 1978 r. Edward Gierek pokazał Krzysztofowi Krawczykowi zwłoki obcych trzymane w pojemnikach w bazie lotniczej w Gdyni Babich Dołach. To byli obcy z katastrofy UFO w porcie w Gdyni z 1959 r.

- To dlatego Gierek został obalony przez SB i WSW w sierpniu 1980 roku... - wyjaśniał Sławek. - A kto wówczas odegrał czołową rolę w tej operacji? 



Było czarno-białe zdjęcie Mieczysława Moczara i Grzegorza Korczyńskiego zrobione przy wraku UFO pod Rąblowem w 1944 roku.

- Frakcja moczarowska dążyła do ujawnienia wielkiej tajemnicy kontaktów ludzkości z obcymi cywilzacjami... To dlatego doszło do prowokacji w postaci Marca '68 i Grudnia '70 - głos Sławka rozbrzmiewał w studiu.


- W tej chwili inne stacje z całego świata retransmitują nasz sygnał. Prawda o tych wielkich tajemnicach,  prawda o dziejach ludzkości i o naszej przyszłości wychodzi na jaw. Republika dzieli się z nią na żywo, podczas gdy TVP w likwidacji nadaje materiały o pieskach i kotkach! Mamy dzisiaj Dzień Ujawnienia! - Rachoń nie mógł ukryć dumy.

- Ów Dzień Ujawnienia ma też znaczenie religijne... - kontynuował Sławek.

Na wallu pojawił się obraz powitania nordyckich obcych przez ks. Henryka Jankowskiego przed kościołem św. Brygidy.


- Sprawa "Bolka" okazała się jednak kluczem do wszystkiego... - kontynuował Sławek.

Wyświetliły się akta pokazujące, że "Bolek" był wielokrotnie porywany przez Obcych i stał się ich agentem. Jego słowa o tym, że "to SB dla mnie pracowała" i że "Bolek był maszyną" okazały się prawdą.

Na wallu pojawiło się zdjęcie z 1993 roku przedstawiające "Bolka", generałów i biskupa Sławoja Leszka Głodzia jedzących z obcymi obiad na poligonie w Drawsku Pomorskim.


"Bolek", oglądając to w telewizji (retransmitowany sygnał Republiki w TVN-ie), miał łzy w oczach. Cicho łkając wycedził przez zęby: Centkiewicz...

- Dlaczego jednak uznałeś, że powinniśmy to dzisiaj wszystko ujawnić? - kontynuował Rachoń.

Sławek wyraźnie się pobudził i zaczął perorować: 

- Podczas przekopywania się przez kilometry archiwów dotyczących UFO natrafiłem na jedną naprawdę wstrząsającą rzecz. Odkryłem, że bloger Fox, w swojej serii Phobos podał błędną datę dzienną katastrofy UFO pod San Augustin, w Nowym Meksyku w 1947 r. I poza tym rąbnął się w cytowaniu jednego przypisu. Pomyślcie o tym! Jaką niewiarygodną mendą zatruwającą umysły młodzieży - notabene gorszą od profesora Kieżuna - jest ten cały Fox. Udowodnienie tego - podania błędnej daty dziennej i błędu w cytowaniu przypisu - zajęło mi wiele miesięcy pracy w archiwach.  To pokazało jednak, jak seria Phobos była niewiarygodna i nie mająca wiele wspólnego z prawdą, a jak pisał nieoceniony Józef Mackiewicz: "Tylko prawda jest ciekawa".

***

Niemal wszystkie obrazki do tego odcinka zostały wygenerowane przez meta.ai. Obrazek z biuściastą rudą dziewczyną wygenerował natomiast Perchance.

3,2,1 do bólu d... w komentarzach :)

sobota, 3 października 2026

Czekając na listopad

 


Irańscy decydenci wykazali się nieznajomością amerykańskiego systemu politycznego i za bardzo zaufali waszyngtońskiej wersji "silniczków" wierzących w to, że listopadowe wybory "połówkowe" do Kongresu będą wiekopomnym wydarzeniem, od którego zacznie się liczyć nowa era w dziejach Wszechświata, a nawet Multiwersum. Zwrócili im ostatnio na to uwagę Bessent, Rubio i sam Donald Trump. Sekretarz skarbu i sekretarz stanu stwierdzili, że Irańczycy źle zinterpretowali system polityczny USA. Trump przypomniał natomiast, że nigdzie nie kandyduje w tych wyborach. On już został wybrany. W listopadzie obsadzona zostanie część miejsc w Izbie Reprezentantów, Senacie i we władzach stanowych. Owszem, demokraci mają bardzo duże szanse na zdobycie większości w Izbie Reprezentantów i spore na przejęcie Senatu. (Choć trzeba brać poprawkę na to, że sondaże są mocno zrypane - te w stanach tradycyjnie republikańskich mówią o zwycięstwach demokratów, a w stanach tradycyjnie demokratycznych o zwycięstwach republikanów.) Zmiana władzy w Kongresie nie oznacza jednak, że zmieni się rząd. Władza wykonawcza w USA należy w pełni do administracji prezydenckiej. Izba Reprezentantów ma przede wszystkim władzę budżetową - może utrudniać życie administracji, ale trudno sobie wyobrazić, by na przykład znacząco cięła wydatki wojskowe. Senat zatwierdza nominacje i traktaty międzynarodowe. Prezydent może natomiast zaczynać i prowadzić wojny bez zgody Kongresu, zlecać tajne operacje i sprawować władzę za pomocą rozporządzeń. W kwestiach międzynarodowych ma ogromną swobodę. Amerykańskie silniczki oraz eurocucki jarają się tym, że po zwycięstwie demokratów zostanie wszczęta procedura impeachmentu wobec prezydenta. Nie wiedzą, że impeachment to coś równie skutecznego jak Trybunał Stanu w III RP. W pierwszej kadencji poddano Trumpa tej procedurze dwukrotnie. I co? I g... Odwołanie prezydenta wymaga większości kwalifikowanej w Senacie. Nawet jeśli uda się odwołać Trumpa, to wówczas prezydentem zostanie J.D. Vance. Jeśli później odwołają Vance'a, to prezydentem zostanie koleś, którego on wcześniej wybierze na swojego wiceprezydenta. 

Irański reżim myślał, że podsycając kryzys naftowy doprowadzi do przegrania przez republikanów wyborów "połówkowych". Nie zastanowił się jednak, co te wybory rzeczywiście mogą zmienić. A mogli po prostu zawrzeć w kwietniu lub maju jakieś lipne porozumienie z USA, zyskać poluzowanie sankcji i po prostu poczekać do wyborów prezydenckich w 2028 r. A tak stracił swój największy atut - kontrolę nad Cieśniną Ormuz. Eksport ropy z rejonu Zatoki Perskiej sięgnął we wrześniu 16,5 mln baryłek dziennie.  Czyli wrócił niemal do poziomu sprzed wojny. Niemal, bo Iran jest jedynym krajem regionu, który ropy nie eksportuje - z powodu amerykańskiej blokady morskiej. 20 jego tankowców dryfuje sobie po azjatyckich wodach. Oczywiście, tranzyt naftowy przez Cieśninę Ormuz nie powrócił jeszcze do normalności. To niebezpieczna robota.  Choć Amerykanie zapewniają ochronę dla konwojów naftowych, to 1 na 20 statków może zostać zaatakowanych i trafionych. Przez Cieśninę Ormuz przepływają jednak już nawet gazowce z ładunkami LNG. Siły Kosmiczne USA ponoć zapewniły lasery, które zestrzeliwują irańskie drony. Zastosowano też systemy wykrywania ciepła, które lokalizują miejsca wystrzeliwania rakiet.

Gospodarka Iranu cierpi z powodu sankcji. Sprawiły one m.in., że w ciągu tygodnia ruch na międzynarodowym lotnisku w Teheranie spadł o 42 proc. Do sankcji przyłączają się nawet Turcja i Pakistan. (Ten drugi wysłał do Arabii Saudyjskiej 30 tys. - 40 tys. żołnierzy.)  Nawet radykalni przedstawiciele reżimu przyznają, że dotychczasowa "strategia oporu" zawiodła i są pesymistyczni, co do przyszłości republiki islamskiej.



Trump ponoć powiedział doradcom, że spodziewa się wznowienia bombardowań Iranu w listopadzie, po wyborach "połówkowych".  Ku Bliskiemu Wschodowi płynie lotniskowiec USS Theodore Roosevelt i dodatkowa grupa ekspedycyjna marines licząca 9 tys. - 10 tys. żołnierzy. Dopłyną tam w połowie listopada. Wówczas, na Morzu Arabskim mogą jednocześnie się znajdować trzy amerykańskie lotniskowce.  By uspokoić Saudyjczyków, Amerykanie wysłali im dwie baterie rakiet Patriot. To zapewne nie wystarczy, ale wygląda na to, że kroi się jakaś skoordynowana akcja wojskowa z udziałem państw regionu. Na początku września, w amerykańskiej bazie w Niemczech, dowódca CENTCOMu konferował z dowódcami sił zbrojnych: Izraela, Arabii Saudyjskiej, ZEA, Bahrajnu, Kataru, Kuwejtu, Jordanii oraz Egiptu. Ponoć planowana jest m.in. duża ofensywa przeciwko Hutim. W międzyczasie Netanjahu wraz z szefem Mossadu odwiedził przywódcę ZEA w Dubaju.

Później grupa jakiś czarno-brązowych jełopów próbowała dokonać zamachu na bazę bombowców strategicznych Fairford w Wielkiej Brytanii. Jakiś lokalny, wiejski rasista zauważył ich jednak jak kręcili się po krzakach i zadzwonił na policję. Terrorystycznych brownoidów-jełopów wolny brytyjski sąd wypuścił następnie za kaucją.

Później omański pilot próbował porwać i rozbić samolot linii FlyDubai lecący z Dubaju do Tel Avivu. Dzięki bohaterstwu innego pilota oraz kilku pasażerów, udało się uniknąć tragedii. Ponoć Mosad zaniedbał wcześniejsze sprawdzenie omańskiego pilota... Omańskie linie lotnicze wcześniej odmówiły zatrudnienia tego pilota, ze względu na jego jawnie ekstremistyczne poglądy.

Tymczasem trwa nacisk na komunistyczną Kubę. Wyciekły dokumenty pokazujące, że SOUTHCOM szuka rezerwistów do służby policyjnej, medycznej i innych ról pomocniczych na tej wyspie w nadchodzących czterech miesiącach. Zobaczymy też wkrótce, jak potoczą się wybory w Brazylii. Bez pieniędzy z USAID i z kartelami narkotykowymi pod presją, lewicowym kandydatom w Ameryce Łacińskiej coś kiepsko szło w ostatnich kilkunastu miesiącach... Niektórzy nawet żartują, że bez pieniędzy z USAID ustały huragany w Zatoce Ameryki/Meksykańskiej.

Z sukcesem dla USA zakończyła się też niedawno sprawa Grenlandii - zawarciem bezterminowego porozumienia USA, Danii oraz lokalnego rządu grenlandzkiego, które zadowala wszystkie strony, a wyłącza Chiny oraz Rosję z inwestycji na tym terytorium. A różne Micki i Kamizele chcieli tam wysyłać polskich żołnierzy do obrony przed wrażą, rasistowską Ameryką... Odnosi się do nich powiedzenie Karola Zbyszewskiego: "I jak pan teraz wygląda? Jak ch... wielbłąda!".

Po drodze mieliśmy wizytę Xi Jinpinga w Waszyngtonie, podczas której przedłużono rozejm supermocarstw. Ponoć Xi - obserwując wojny na Ukrainie i na Bliskim Wschodzie - uznał, że Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza nie jest gotowa do przeprowadzenia inwazji na Tajwan. Chce więc poczekać na wynik tajwańskich wyborów w 2028 r. Przy okazji wyszło na jaw, że Xi miał jakieś problemy ze zdrowiem - na co wskazywały żądania Chińczyków dotyczące organizacji szczytu. Miał mu zostać udostępniony specjalny pokój do odpoczynku między spotkaniami.

Ukry ostatnio pokazały - w ramach operacji "Vivaldi", że manewr czołgowy wciąż jest możliwy do przeprowadzenia. W ramach tej operacji zrzucili też za linią frontu uzbrojone roboty, które zabiły mnóstwo Ruskich. Rosyjskie sołdaty uciekając porzuciły w błocie relikwie księcia Dymitra Dońskiego, czyli kolesia, który wsławił się biorąc udział w mongolskiej wojnie domowej i dostał od chana podziękowania za pokonanie buntownika w bitwie na Kulikowym Polu. Ruskie miały nieszczęście walczyć przeciwko Azowowi, który wziął sporo jeńców. Sołdaty w atakowanych odcinkach były już i tak zdemoralizowane z powodu fatalnych warunków okopowych i niewielkich dostaw żywności. Rosyjskie siły rakietowo-dronowe natomiast chyba trochę lepiej się przygotowały na jesienno-zimową kampanię bombardowań Ukrainy.  Każda godzina alarmu lotniczego kosztuje gospodarkę ukraińską 45 mln USD.  Tymczasem, rosyjski Tu-95, który wystrzelił rakietę, która niedawno spadła na Lubelszczyźnie (a miała dolecieć do zakładów Mesko w Kraśniku) rozbił się na rosyjskim Dalekim Wschodzie...

To chyba jednak cud, że państwo ukraińskie nadal istnieje, bo ekipa Zełenskiego wraz z walczącymi ze sobą frakcjami w służbach specjalnych mocno ciągnie je w dół - o czym barwnie pisze Maciek w Zapiskach Czynionych po Drodze. Ostatnio ukrakowa "dyplomacja" wkurwiła Koreańczyków. Ukry ujawniły bowiem tajną operacją prowadzoną wspólnie z seulskimi służbami polegającą na przekazywaniu Koreańczykom z Południa północnokoreańskich jeńców. Lewicowy południowokoreański prezydent Lee Myung-bak opowiada się akurat za próbami normalizacji relacji z Pyongyangiem, więc te ukrackie rewelacje zaszkodziły jego polityce. Zażądał od "little fuckera" Zełenskiego oficjalnych przeprosin. Ukraki przeprosiły w swoim stylu, czyli uruchamiając armię internetowych idiotów, zarzucającym Koreańczykom m.in.... masakrę nankińską. Zaczęli też nazywać Koreę Południową "Polską Azji", co Koreańczykom bardzo się spodobało i sprowokowało wysyp memów poświęconych przyjaźni polsko-koreańskiej. Co mnie oczywiście cieszy jako orędownika rozwijania relacji Polski z Dalekim Wschodem. Teraz Koreańczycy się śmieją, że Ukraki nie dostaną ich nowoczesnych systemów antydronowych...




Europa żyje groźbą w postaci działań rosyjskich sabotażystów. Problem jednak w tym, że Europa - m.in. w wyniku polityki Angeli "Stasi" Merkel - nawpuszczała do siebie i wyhodowała w kolejnych pokoleniach miliony sabotażystów, którzy niszczą jej cywilizację od środka. Dowody na to mamy choćby we Francji, gdzie "młodzi ludzie protestują, domagając się lepszej edukacji". Protesty te polegają na paleniu szkół i samochodów strażackich, a także na ogólnym polowaniu na białych ludzi. Wszystko to oczywiście pod algierskimi i palestyńskimi flagami. (Można przyjąć, że palestyńska flaga jest na Zachodzie symbolem zjebanych, agresywnych lewackich i brązowych ekstremistów.)  Do zamieszek przyłączył się nawet czarnoskóry, skrajnie lewicowy burmistrz jednej z podparyskich miejscowości. Gdybym był Francuzem, głosowałbym na tego, kto obieca ich deportacje do Strefy Gazy - w zamkniętych kontenerach, rozgrzanych od śródziemnomorskiego Słońca, z kilkoma przestrzelinami, by się tam wszyscy nie podusili. A jak już dotrą na miejsce, niech się nimi zajmą Izraelczycy... Baj de łej: gdyby ta dzicz robiła coś podobnego w większości krajów muzułmańskich, to tamtejsza policja, by po prostu do nich strzelała ostrą amunicją, a tych, którzy by przeżyli masakrę wpakowano by do naprawdę ciężkich więzień, gdzie czekałyby ich tortury, głód i żywot cwela. Dlatego w Dubaju mogą mieć ładne rzeczy, a w Paryżu nie.

Drobna dygresja: Po obaleniu reżimu Assada ustał napływ uchodźców z Syrii. Kryzysu imigracyjnego z 2014 r. dałoby się więc uniknąć, gdyby zachodnie mocarstwa zbombardowały w 2012 r. assadowskie wojska. Niestety przeciwko tym bombardowaniom działało wówczas potężne lobby. Upadku Assada nie chciał przede wszystkim Izrael - który dogadywał się w tej sprawie z Rosją - oraz administracja Obamy. Polecam zapoznać się z wypowiedziami izraelskich, amerykańskich i brytyjskich oficjeli na ten temat, zebranych przez konto x-owe Xumas.  Przy okazji ów OSINT-owiec zebrał sporo wypowiedzi irańskich reżimowych decydentów wyraźnie przyznających, że Iran pomógł USA w obaleniu rządów Talibów w Afganistanie oraz w zniszczeniu saddamowskiego Iraku. Po raz kolejny okazuje się więc, że proassadowskie, niebinarne płciowo aktywiszcza z Fucklangi, to szebes goje...

W Stanach Zjednoczonych też są niestety oznaki zjebania społecznego. Przykładem na to sprawa egzekucji Christy Pike. 31 lat temu porwała ona, torturowała (wraz z jakimiś Murzynami) koleżankę z klasy. Wycięła jej na ciele satanistyczny symbol, rozstrzaskała czaszkę i wzięła sobie kawałek tej czaszki na pamiątkę. Była sadystyczną morderczynią bez szans na resocjalizację, co udowodniła próbując zabić w więzieniu inną więźniarkę. Pike poprosiła, by jej egzekucję przeprowadziła w całości kobieca ekipa od śmiertelnych zastrzyków. Ta ekipa DEI ową egzekucję spieprzyła. Głupia satanistyczna sucz trafiła więc pod respirator w stanie krytycznym. Nie rozumiem, czemu udzielono jej pomocy medycznej, zamiast wstrzyknąć jej jeszcze mocniejszą dawkę trucizny lub pęcherzyk powietrza. Głupie libki się jednak nad nią litują. 

Równolegle wybuchła w USA gównoburza wokół rzekomego gwałtu w domu jednego z bractw na Uniwersytecie Cornella. Dziewczyna miała tam zostać odurzona i zgwałcona przez siedmiu kolesi - których tożsamość ujawniono. Problem jednak w tym, że po rzekomym gwałcie zeznała ona policji, że seks był w pełni dobrowolny i całkowicie dobrowolnie również ćpała. Dwa lata później zmieniła zdanie i uznała, że to był jednak gwałt, bo zrobiło się jej przykro, że nie została zaproszona na przyjęcie haloweenowe, bo koleżanki uznają ją za dziwkę. Teraz jest ona tłumaczona, że wzięła udział w gangangu, bo podobał jej się jeden z jego uczestników, a wyraziła zgodę na kolejną rundkę seksu zbiorowego, bo "po gwałcie zapadła na hiperseksualność". Jeden z internetowych rasistów zauważył, że jedyną różnicą między tą dziewczyną z Cornella a Bonnie Blue, jest to, że ta pierwsza nie zmonetyzowała swojego gangbangu.

Przy okazji wyszło na to, że Candance Owens miała cztery konta na lesbijskich portalach randkowych i zdradzała swojego męża z kobietami. Ktoś zażartował, że twierdząc, że żona Macrona ma penisa, ona po prostu liczyła, że wyłudzi jej nagie zdjęcia... Mówiąc jednak poważnie: to i jej powiązania biznesowe to kolejne poszlaki wskazujące, że to prowokatorka służb, która w pewnym momencie została przez nie kupiona.

Ciekawą obserwację miała natomiast Klaudia Krynicka:


"Brauniary - w większości to skrajne feministki, do tego najbardziej zawistne, maniakalne, agresywne, histeryczne, teatralnie pruderyjne, przerażająco wścibskie, nienawidzące mężczyzn kreatury. Często będąc blisko lub po 30-stce są nadal bezdzietnie, pogubione i sfrustrowane. Nie znoszą moich treści, bo nie znoszą czytać prawdy o sobie. Według nich o kobietach należy mówić albo dobrze, albo wcale. Najwięcej wyzwisk i bluzgów dostaję od nich, nie od lewaczek. To kobiety, które w imię własnego egoizmu robią z męża pantofla, a kiedy przyjdzie rozwód i podział majątku, bez większych skrupułów rozjeżdżają go w sądzie - wszystko oczywiście pod płaszczykiem miłości do „tradycyjnej rodziny, wartości, ojczyzny i Boga”. Brauniary liczą na to, że wystarczy nie popierać aborcji i pojawiać się w niedzielę w kościele, żeby automatycznie uznawać je za ultrakonserwatywne i z definicji antyfeministyczne. Nic bardziej mylnego, nie dajcie się nabrać. Dlatego też nie jestem w stanie przełknąć projektu Korwin - Braun. Skala utajonych feministek popierających Brauna jest po prostu zbyt odpychająca. "

***

A za tydzień może odcinek serii Sny. Obrazek poniżej odnosi się do jego fabuły.


Pamiętajcie też o blogu z recenzjami i książce Waszego Ulubionego Autora.