Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Państwo Islamskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Państwo Islamskie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 marca 2024

Rosja wygrywa z Rosją

 


Powyżej: Zidentyfikowano trzech pierwszych sprawców zamachu w Krasnogorsku.

Moją pierwszą reakcją na zamach na salę koncertową Crocus w Krasnogorsku pod Moskwą była myśl: "Coś im musiało nie stykać w prawdziwych wynikach wyborów prezydenckich... Zapewne oskarżą o to Rosyjski Korpus Ochotniczy".

Tak się akurat składa, że od ponad tygodnia w obwodach biełgorodzkim i kurskim walczą grupy dywersyjne takich okrytych chwałą jednostek jak Rosyjski Korpus Ochotniczy, Legion Wolna Rosja i Batalion Syberia. Pierwszego dnia tej operacji kremlowska propaganda twierdziła, że "wszystkich dywersantów zabito na granicy", ale dziwnym trafem donosi wciąż o "zwycięskich walkach" przeciwko nim. Sami rosyjscy ochotnicy wrzucają do netu fotki pokazujące ich obecność w różnych miejscowościach zaatakowanych regionów, a Rusnia nagle postanowiła ewakuować z obszarów przygranicznych 9 tys. osób. Można się więc domyślać, że rosyjska inwazja na Rosję nie została powstrzymana przez siły podległe Kremlowi.

Zapijaczony żul i zarazem dwunożny kawałek gówna Miedwiediew rzeczywiście obwinił "reżim kijowski" za wczorajszy zamach, a FSB twierdziła, że sprawcy "mieli kontakty na Ukrainie". Oczywiście ledwo co ich złapała. Do scenariusza przewidującego atak "ukraińskich faszystów" na teatr (czyli do mutacji scenariusza znanego z prowokacji na Dubrowce) kremlowska propaganda już dawna Moskali przygotowywała. Rosyjskie opozycyjne portale pisały natomiast o szykowanej nowej fali mobilizacji, w ramach której ma zostać powołanych 300 tys. osób. 

ALE...

"Putin" miał w piątek w nocy wystąpić z orędziem. Nie wystąpił. Nie miał więc z góry przygotowanej wersji propagandowej. 

Niedawno zapewniał on, że "nie będzie żadnych zamachów terrorystycznych w Moskwie". Oficjalnie zidentyfikowani sprawcy pochodzili z Tadżykistanu. Ledwo co, bo w zeszłym miesiącu, "Putin" spotkał się z tadżyckim prezydentem i zapewniał o wspaniałej współpracy z nim. Oczywiście to polityka Putina otworzyła szeroko drzwi do Rosji dla wszelkiego rodzaju imigrantów z Azji Środkowej, Bliskiego Wschodu i Afryki. Oczywiście część z tych imigrantów razem z Baćkoszenką i różnymi polskojęzycznymi agentami oraz pożytecznymi idiotami próbowała przerzucać przez naszą granicę. Karma więc wraca...

Co więcej FSB pozwalała rosyjskim muzułmanom jeździć do Syrii, by zasilać szeregi Państwa Islamskiego. A później pozwalała im wracać do Rosji. Oczywiście miała cały czas przeświadczenie o tym, że kontroluje sytuację. Tymczasem była zbyt zajęta ściganiem zwolenników Nawalnego oraz organizowaniem gejowskich orgii, by zajmować się islamskimi fundamentalistami. 

Do zamachu jakoby rzekomo przyznała się organizacja ISIS-K (czyli Państwo Islamskie Chorezmu), która jak dotąd walczyła głównie przeciwko talibom oraz Iranowi. To ona dokonała niedawnego zamachu na uroczystościach upamiętniających irańskiego gen. Sulejmaniego - w odwecie za który popierdoleni Irańczycy zbombardowali... iracki Kurdystan i Pakistan. 

Tak się akurat złożyło, że kilka tygodni temu amerykańskie tajne służby ostrzegły FSB, że ISIS-K szykuje zamachy w Moskwie, w tym na koncerty. FSB olała to ostrzeżenie, wobec czego Amerykanie wydali komunikat, w którym wzywali swoich obywateli, by unikali w Moskwie miejsc, w których zbierają się tłumy. Twitterowi analitycy pisali wówczas: "Ciekawe, czy rzeczywiście dojdzie do pierwszego ataku ISIS-K w Rosji."

Jurij Felsztyński twierdzi, że zanim Amerykanie ostrzegli Rosję przed zamachem szykowanym przez ISIS, FSB twierdziła, że Ukraińcy i NATO przygotowują zamach w Moskwie. To dało pewność Amerykanom, że sama FSB szykuje prowokację, więc zdecydowali się na ruch uprzedzający: publiczne ostrzeżenie przed zamachem w rosyjskiej stolicy. Takie to wielopiętrowe rozgrywki służb...

W nadchodzących dniach będziemy zapewne świadkami tego jak kremlowska propaganda będzie dokonywała fikołków i łamańców logicznych, by wykazać, że terroryści z Tadżykistanu byli powiązani z Czeczenami, Rosyjskim Korpusem Ochotnicznym, Nawalnym, ukraińskim wywiadem wojskowym, służbami specjalnymi Litwy, Rumunii, Polski, Francji, Wielkiej Brytanii oraz USA. 

Zachowanie cwelotrolli z Olgino jest równie przewidywalne. Będą pisać, że ISIS=CIA, Mossad i "banderowcy". Z góry więc ostrzegam: DARUJCIE SOBIE, BO JUŻ WIEMY, CO NAPISZECIE. NIECH NIKT NIE ODPOWIADA NA SPAMUJĄCE KOMENTARZE, BO BĘDĄ ONE USUWANE. Może tylko co głupsze zostawię, by się z nich pośmiać.

***

Ktoś w komentarzach pod poprzednim wpisem narzekał, że nie piszę ostatnio nic o wojnie w Strefie Gazy. A co mam pisać? Konflikt trwa już ponad pięć miesięcy. W jego trakcie Izrael zgruzował i zajął ponad dwie trzecie Strefy Gazy. Walki były monotonne i mało spektakularne, a z pola bitwy wyciekało niewiele filmów. Straty poniesione przez wojsko izraelskie przekroczyły 600 zabitych, więc można je uznać za "akceptowalne". Nie udało się jednak całkowicie zniszczyć Hamasu, pomimo zabicia części jego dowódców. Hamas ponownie przejmował kontrolę nad gruzowiskami opuszczanymi przez wojska izraelskie. Znaczna większość zakładników wciąż znajduje się w rękach Hamasu. Tych, których uwolniono, odzyskano głównie w wyniku negocjacji. Palestyńska ludność cywilna poniosła ciężkie straty, ale zapewne sporo mniejsze od tych podawanych oficjalnie. Te oficjalne są na pewno lipne - liczba zabitych rośnie tam zgodnie z algorytmem, niezależnie od tego czy danego dnia toczą się walki czy nie.  Bidenowi nie udało się obalić Netanjahu, ale Netanjahu wraz z Saudyjczykami nie może się doczekać obalenia Bidena, który traci poparcie z powodu swojego proizraelskiego stanowiska. Ogólnie większość rządów arabskich po cichu cieszy się z tego, że Izrael niszczy proirański Hamas.

Ogólnie: wojna Izraela z Hamasem nie jest naszą wojną i żadna z jej stron nie zasługuje na to, by jej kibicować. To jak obserwowanie walki gangów-kanibali na Haiti. Oczywiście w Europie Zachodniej się tym mocno ekscytują starciem bliskowschodnich plemion. No, ale skoro burmistrzem Londynu i premierem Szkocji są Pakistańczycy, a premierem Wielkiej Brytanii Hindus, no to trudno się dziwić, że czują się związani emocjonalnie z tym shitholem...

***

Nie wiem, czy w przyszłym tygodniu będę miał czas zrobić wpis, więc tradycyjnie życzę Szanownym Czytelnikom Wesołych Świąt Wielkanocnych!



sobota, 2 listopada 2019

Matrioszka: Konwergencja


Pułkownik Philip J. Corso był 19 razy odznaczanym weteranem II wojny światowej (frontu afrykańskiego i włoskiego), Korei i Zimnej Wojny.  Gdy w 1944 r., w wieku 29 lat, został szefem amerykańskiego kontrwywiadu wojskowego w Rzymie (na ziemi swoich przodków), bardziej doświadczeni i starsi od niego funkcjonariusze brytyjskich tajnych służb, śmieli się z jego młodego wieku. Przestali się śmiać, gdy dzięki działaniom Corso została zlikwidowana siatka niemieckich dywersantów. Zlikwidowana we włoskim stylu: w bocznych zaułkach "zakazanych" dzielnic. Corso w ramach swojej pracy widywał się m.in. z papieżem Piusem XII i abpem Montinim, czyli późniejszym papieżem Pawłem VI. 



W czasie wojny w Korei służył w sztabie gen. MacArthura i przekonał się tam, że Sowieci i Chińczycy byli nieustannie karmieni przeciekami tajnych informacji z Waszyngtonu. Potem pracował w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego w administracji Eisenhowera, w Biurze ds. Obcej Technologii w Pentagonie (obcej w znaczeniu "zagranicznej") a po przejściu w stan spoczynku przez wiele lat doradzał senatorowi Stromowi Thurmondowi (niesamowitej postaci - weteranowi kampanii europejskiej z 82 Powietrzdnodesantowej, gubernatorowi Karoliny Płd. w latach 1947-51, kandydatowi na prezydenta w 1948 r., senatorowi w latach 1954-2003). W latach 90. Corso składał przed Kongresem zeznania, w których twierdził, że część amerykańskich jeńców z Korei trafiła do Gułagu na Syberię a rząd USA to zatuszował. (Jego zeznania wywołały wściekłą reakcję senatora Johna McCaina) Corso cytował też konkretne dyrektywy Rady Bezpieczeństwa Narodowego z czasów Trumana i Eisenhowera nakreślające amerykańską zimnowojenną strategię mówiącą, by "nie wygrywać" w takich wojnach jak Korea czy Wietnam i wykorzystywać te wojny jak okazję do wprowadzania zmian społecznych.  Pułkownik Corso był dobrym antykomunistą. A w swoich kontrowersyjnych wspomnieniach (o których będzie więcej w następnej serii blogowej...) napisał m.in., że "w trakcie Zimnej Wojny CIA była lojalna wobec KGB a KGB wobec CIA".



Corso twierdził, że organizacje wywiadowcze takie jak CIA, KGB czy MI6, są w pierwszej kolejności lojalne wobec siebie samych. Na drugim miejscu stawiają lojalność wobec swojemu szpiegowskiemu rzemiosłu. Na trzecim lojalność wobec wrogów. A dopiero na ostatnim lojalność wo wobec własnych państw. Przesada? Jego zwierzchnik z Pentagonu, gen. Arthur Trudeau (bohater bitwy pod Pork Chop Hill), omawiając z nim pewną arcytajną rzecz mówił: "siły powietrzne chcą się do tego dorwać, bo myślą, że się to im należy, marynarka wojenna chce to mieć, bo chce ona dla siebie wszystko, co mają siły powietrzne, a CIA też tego chce, by szybko przekazać to Sowietom". W Pentagonie i w wojskowych służbach panowała więc wówczas głęboka nieufność dotycząca CIA. Zbyt dużo było wycieków informacji z tej agencji, zbyt dużo dezinformacji zaserwowała ona kolejnym administracjom prezydenckim.



Latem 1962 r. jeden ze znajomych płka Corso z Rady Bezpieczeństwa Narodowego pokazał mu kopie zdjęć lotniczych pokazujących sowieckie rakiety na Kubie. Powiedział mu, że CIA zaleca prezydentowi Kennedy'emu, by ten nie reagował zbyt ostro! Corso spotkał się potem z prokuratorem generalnym Robertem Kennedym i zapoznał go z licznymi przypadkami przekazywania prezydentowi przez CIA fałszywych informacji. JFK nie posłuchał co prawda rad gen. Curtisa "Bombs away!" LeMaya, mówiących, że należy zbombardować sowieckie wyrzutnie, ale zdecydował się na skuteczne rozwiązanie pośrednie: morską blokadę Kuby i publiczne ujawnienie obecności na niej sowieckich rakiet balistycznych.



A incydent z 1960 r., z zestrzeleniem samolotu szpiegowskiego U2 nad Swierdłowskiem? Prezydent Eisenhower chciał ograniczyć program lotów U2 nad Związkiem Sowieckim, bo był świadom tego, że Sowieci zdobyli lepsze rakiety przeciwlotnicze, umożliwiające zestrzeliwanie tych samolotów. Chciał zastąpić loty U2 programem szpiegostwa satelitarnego. CIA nalegała jednak, by je kontynuować. Według płka Corso, kazała też Francisowi Gary'emu Powersowi, pilotowi feralnego U2, przelecieć nad okolicami Swierdłowska na odpowiednio niskiej wysokości - umożliwiającej Sowietom zestrzelenie. W ten sposób Agencja pozwoliła Chruszczowowi zatriumfować nad Eisenhowerem. Zestrzelenie Powella dało też Sowietom dostęp do amerykańskiej technologii oraz jeńca, którego mogli wymienić na swojego superszpiega Rudolfa Abla.



Płk Corso opisał też w swoich wspomnieniach dający do myślenia incydent z Waszyngtonu z 1958 r. W pewnym momencie zauważył, że śledzi go dwóch ludzi. Domyślił, że są z CIA. Udał się więc do Franka Wisnera, wiceszefa Wydziału ds. Planowania w CIA. Położył przed nim na biurku swój pistolet i powiedział, że jeśli jego ludzie nadal będą go śledzić, to ich zwłoki zostaną wyłowione z Potomacu. W swoich wspomnieniach określił Wisnera jako szkodnika bardzo bliskiego Sowietom. Wisner był wówczas numerem 3 w CIA i brał udział w planowaniu wielu operacji specjalnych. To on wcześniej m.in. dał się złapać na ubecką prowokację z fałszywą V-tą Komendą WiN. Prawą ręką Wisnera był opisany w poprzednim odcinku serii "Matrioszka" James Jesus Angleton. Obaj się przyjaźnili z Kimem Philbym. J. Edgar Hoover nazywał Biuro Koordynacji Polityki CIA "bandą świrów Wisnera" i podejrzewał wielu jej pracowników o komunistyczne sympatie. W czasie drugiej wojny światowej Wisner służył w OSS, m.in. w Rumunii, gdzie wdał się w romans z sowiecką agentką, księżną Ecateriną Olimpią Cretulescu. Wisner przeżył załamanie nerwowe we wrześniu 1958 r. i był leczony elektrowstrząsami. Mimo, że zdiagnozowano u niego chorobę psychiczną, to po pewnym czasie został... szefem placówki CIA w Londynie a w 1961 r. w Gujanie Brytyjskiej. W 1962 r. odszedł ze służby w Agencji a w 1965 r. popełnił samobójstwo.



Na ludzi z OSS mówiono: "Oh So Social!" - "Och tacy elitarni!". Organizacja ta rekrutowała swoją wierchuszkę głównie wśród przedstawicieli liberalnych elit ze Wschodniego Wybrzeża. Gen. Douglas MacArthur i szef jego wywiadu gen. Charles Willoughby nie chcieli dopuszczać OSS na swój obszar operacji, gdyż uznawali jej funkcjonariuszy za bandę liberalnych pajaców i potencjalnych sowieckich szpiegów. Również szef FBI J. Edgar Hoover darzył OSS ogromną nieufnością a jej szefa płka Williama "Dzikiego Billa" Donovana uważał za niekompetentnego idiotę oraz sympatyka komunizmu. Donovan zaszokował w 1942 r. wielu ludzi w Waszyngtonie, gdy po wizycie na Łubiance, stwierdził, że USA powinny mieć taką tajną służbę jak NKWD.



OSS i Donovan pojawiają się też w tle zabójstwa generała Pattona. Jak pisałem na tym blogu: "amerykański dziennikarz Robert Wilcox opublikował znakomitą książkę "Cel Patton" wskazującą, że legendarny generał został zabity w zamachu. Wilcox dotarł do jednego z zabójców: agenta OSS Douglasa Bazaty. Bazata, snajper i bokserski mistrz z marines, po raz pierwszy zetknął się ze służbami specjalnymi w latach '30-tych, gdy przełożeni z marines wciągnęli go do spisku przeciwko kubańskiemu dyktatorowi Fulgencio Batiście. W 1944 r. Bazata odznaczył się jako dywersant z OSS we Francji a po wojnie pracował jako zabójca dla amerykańskich służb specjalnych. Po jakimś czasie zaczęło go gryźć sumienie, więc podzielił się swoimi przeżyciami, przed śmiercią dając dostęp Wilcoxowi do swoich dzienników. Z relacji Bazaty wynika, że w 1945 r. kilkakrotnie spotkał się z szefem OSS Williamem "Dzikim Billem" Donovanem. Donovan zlecił mu zabójstwo Pattona uzasadniając to tym, że Patton jest szaleńcem, który chce wywołać nową wojnę. (...) O tym, że Patton został zabity był przekonany major Stephen Skubik, w czasie II wojny światowej oficer amerykańskiego kontrwywiadu wojskowego, autor książki "Death: The Murder of General Patton December 21, 1945". Skubik dostawał w 1945 r. sygnały od swoich informatorów, o tym że Sowieci szykują zamach na generała Pattona. Zdał z tego sprawozdanie Pattonowi, który najwidoczniej uwierzył w te doniesienia - latem 1945 r. zaczął mówić, że nie wróci z Niemiec żywy. Nieco wcześniej doszło do dwóch dziwnych incydentów mogących zakończyć się śmiercią Pattona. (...) Skubik miał ukraińskie pochodzenie i w związku z tym zdołał zbudować dużą siatkę wśród Ukraińców przebywających w Niemczech. Wśród osób ostrzegających go przed planowanym zamachem na gen. Pattona znaleźli się m.in.: Stepan Bandera (tak, ten Bandera), prof. Roman Smal-Stocki (Ukrainiec z ruchu prometejskiego, czyli polskich służb wywiadowczych) i gen. Pawło Szandruk (kawaler Virtuti Militari, bohater z roku 1920 i 1939, dowódca Ukraińskiej Armii Narodowej, ostatni dowódca dywizji SS-Galizien). Ukraińscy nacjonaliści mieli swoje wtyczki w NKWD i stąd ich wiedza na temat planu zabójstwa gen. Pattona. Gdy Skubik powiadomił o sprawie przełożonych, wpakował się w potężne kłopoty. Jego bezpośredni zwierzchnik oskarżył go o... dyskredytowanie sowieckiego sojusznika i pracę na rzecz UPA! Jak się okazało ten biurokrata z wywiadu wojskowego przyjaźnił się z Billem Donovanem, szefem OSS. Wspólnie koordynowali swoje działania wobec Skubika. Skubik w czasie swojego śledztwa doszedł do wniosku, że zabójstwo gen. Pattona było wspólną operacją OSS i NKWD. Thompson - kierowca ciężarówki, która zderzyła się z samochodem Pattona - był wcześniej widziany w siedzibie sowieckiej misji łącznikowej we Frankfurcie. Według Skubika OSS była mocno zinfiltrowana przez Sowietów a Donovan mocno sprzyjał komunizmowi."



W książce Skubika znajduje się też szokująca relacja mówiąca, że w 1945 r. widział Waltera Ulbrichta - przywódcę enerdowskich komunistów - w towarzystwie funkcjonariuszy OSS. Ulbricht był twardogłowym komunistą, którego Beria nazwał "największym idiotą, jakiego kiedykolwiek spotkałem". W czasie wojny OSS zatrudniała wielu niemieckich i włoskich komunistów a także miała swoje misje przy albańskich, jugosłowiańskich i greckich komunistycznych partyzantach. Przy sztabie Mao też działała misja OSS.  Ho Chi Minh, przywódca wietnamskich komunistów był regularnym agentem OSS. W tej historii OSS/CIA i międzynarodowy komunizm zlewa się więc tak, że nie możemy ich oddzielić...




Wspomniałem, że Bazata - ten od zamachu na gen. Pattona - był zaangażowany w latach 30. w próbę zamachu na kubańskiego dyktatora gen. Batistę. Batista - przedstawiany obecnie jako "straszny, prawicowy dyktator" - był radykalnym socjalistą, który przeprowadził na Kubie szereg reform (m.in. zbudował tam silną służbę zdrowia). Został jak wiemy obalony w 1959 r. w wyniku rewolucji kierowanej przez braci Castro. Bracia Castro (synowie latyfundysty) zostali wcześniej wypromowani przez amerykańskie, liberalne media - np. "New York Timesa" - na "romantycznych bohaterów" walczących przeciwko "strasznemu tyranowi". Administracja Eisenhowera nie pomagała specjalnie Batiście w tej walce, a nawet wycofała się ze sprzedaży mu uzbrojenia z demobilu. Są natomiast pewne poszlaki wskazujące, że CIA dostarczała funduszów... Fidelowi Castro. Ludzi Castro w górach Sierra Maestra szkolił legendarny funkcjonariusz CIA Frank Fiorini vel Frank Sturgis. (później zaangażowany w operacje przeciwko Castro, zamach na JFK i włamanie w Watergate). Razem z gangsterem Santo Trafficante (też zaangażowanym później w operacje przeciwko Castro i zamach na JFK) dostarczał broń jego partyzantom. Po zwycięstwie rewolucji, Fidel Castro uczynił Sturgisa nadzorcą biznesu hazardowego na Kubie i... szefem bezpieki sił powietrznych. Sturgis po kilku miesiącach uciekł z Kuby i przyłączył się do antykomunistycznej opozycji. Warto więc zapytać: czy CIA celowo doprowadziła do klęski w Zatoce Świń i czy wszystkie późniejsze zamachy na Fidela Castro były udawane? Czy w ten sposób robiono przysługę Kremlowi czy też może Fidel Castro był najwyżej postawionym agentem CIA w bloku sowieckim? 



No cóż, jako dzieciak Fidel napisał list do prezydenta Roosevelta, w którym poprosił go, by mu przysłał banknot studolarowy, "bo nie wiem jak wygląda, a chciałbym zobaczyć". Może CIA spełniła jego prośbę? Po przeprowadzeniu wspieranej przez CIA rewolucji został największym (i jedynym) posiadaczem ziemskim na Kubie - skutecznie wykończył całą konkurencję. Żył jak milioner, nie mógł się odgonić od lasencji, a głupi lewacy z całego świata czcili go jak boga. Rządząc Kubą bez wątpienia zrobił jedną dobrą rzecz - posłał tego pojeba Che Guevarę na pewną śmierć do Boliwii. :)



O wiele poważniej niż zamachy przeciwko Castro, CIA przeprowadziła zabójstwo dominikańskiego dyktatora Rafaela Trujillo. Tak się składało, że Trujillo był jednym z największych przeciwników Castro. Motywy dokonania zamachu wciąż są bardzo niejasne. Oficjalnie przeprowadzono go dlatego, że Trujillo był "strasznym dyktatorem", który prześladował opozycję. Tak jak wielu innych dyktatorów, których CIA nie tylko nie zabiła, ale też wspierała.






Przypadków, gdy działania CIA i KGB nakładały się na siebie i prowadziły do zbieżnych celów było oczywiście więcej. Jednym z nich było obalenie szacha Iranu w 1979 r. - "nie-Irańczyka, brytyjskiego agenta i homoseksualistę" Chomeiniego solidarnie wspierały tajne służby z obu stron Żelaznej Kurtyny. Licio Gelli, wielki mistrz loży P2 i główna postać włoskiej siatki Gladio, robił wspólne interesy z sandinistami. W zamachu na Jana Pawła II widać zarówno ślady działania sowieckich służb jak i... siatek Gladio z Turcji, Austrii i Włoch oraz służb Chomeiniego. No i też sprawa zestrzelenia lotu KAL 007 też wygląda na taką kooperację pomiędzy tajnymi służbami. Celem był kongresmen Lawrence Patton McDonald, kuzyn generała Pattona.



Komunistyczna propaganda i chciejstwo środowisk niepodległościowych przedstawia funkcjonariuszy CIA jako twardych "cold warriors", niemal mackartystów, republikańskich konserwatystów, oddanych amerykańskim wartościom. Antyamerykańska prawica (ta co podczas rozmowy o walorach cielesnych lasencji, przytacza to co o seksie pisali Evolla i Dugin lub czerwieni się i wścieka rzucając cytatami ze św. Pafnucego o tańcach damsko-męskich) widzi w nich gwardię pretoriańską imperium amerykańskiego. No cóż, te wyobrażenia są błędne. Co prawda w CIA znalazło się też wielu antykomunistycznych amerykańskich patriotów a sama Agencja czasem potrafiła wyrządzić spore straty Sowietom - np. w Afganistanie i czy przy sprawie płka Kuklińskiego (czyli wtedy, kiedy trzeba było uspokoić dążących do wojny debili takich jak marszałek Kulikow), ale ogólnie jej wyższe kadry stanowili przeważnie przedstawiciele lewicowo-liberalnego establiszmentu ze Wschodniego Wybrzeża. Niektórzy z nich - np. Cord Mayer (przyjaciel Jamesa Angletona, uczestnik spisku na życie JFK, przewodniczący organizacji Światowych Federalistów) - specjalnie nie kryli się ze swoimi globalistycznymi poglądami. Pamiętajmy zaś, że przedstawiciele tego środowiska w latach 20. narzekali, że USA pozostają w tyle za takimi postępowymi krajami jak faszystowskie Włochy czy ZSRR, i że potrzeba jakiegoś wielkiego wstrząsu (Wielkiego Kryzysu), by przeprowadzić w USA transformację (New Deal). Opisywałem ich m.in. w serii "Steamroller".
Oczywiście korzenie ich ideologii można zgłębiać na 200 lat wstecz (co robiłem w serii "Samael") lub nawet na 3 tys. lat wstecz (co robiłem w serii "Demiurg"). Faktem jest jednak to, że funkcjonariusze CIA i ludzie za nimi stojącymi nie byli żadnymi twardymi antykomunistami.



Jak więc należy traktować kwestię sowieckiej infiltracji wewnątrz CIA? Myślę, że na przełomie lat 50. i 60. sprawa wyglądała tak jak początkowo twierdził Golicyn: KGB nie miała żadnego kreta w CIA! Było tak jak mówił płk Corso: cała CIA była nastawiona na współpracę z KGB! A KGB na współpracę z CIA. Obie służby wymieniały się przysługami, tajnymi informacjami i "fałszywymi dezerterami" takimi jak Anatolij Golicyn czy Lee Harvey Oswald. Chodziło o to, by Zimna Wojna nie stała się gorąca i by Związek Sowiecki zbyt szybko się nie załamał. Jak zauważył Robert Kiyosaki, Sowieci trwali tylko dzięki technologiom, które Amerykanie pozwolili im ukraść. Jak się zabawa im znudziła, to po prostu przestali Sowietów finansować i ZSRR upadł.




Przyjrzyjmy się równoległej historii CIA i KGB (oraz jej następczyń) od lat 60. Gdy KGB spiskuje przeciwko Chruszczowi, CIA organizuje zamach na JFK. Później CIA niszczy administrację Johnsona, źle doradzając jej w sprawie Wietnamu i kreując kontrkulturową rewoltę (którą wspiera też KGB). Równolegle do buntu na Zachodzie, w bloku sowieckim zaczynają pojawiać się ruchy dysydenckie - wspierane przez CIA, ale też głęboko zinfiltrowane przez komunistyczne tajne służby. Gdy KGB spiskuje przeciwko Breżniewowi (i ostatecznie prawdopodobnie go zabija), CIA spiskuje przeciwko Nixonowi, jest zamieszana w zamachy na Geralda Forda, spiskuje przeciwko Carterowi ("październikowa niespodzianka" w Iranie) i jest zamieszana w zamach na Reagana. Tak jak Breżniewa chce zastąpić szef KGB Andropow, tak w miejsce Reagana chce wskoczyć były szef CIA Bush. Lata 80. i 90. to częściowo kontrolowana przez KGB transformacja ustrojowa w bloku sowieckim, którą wspiera też CIA przejmując część służb bloku wschodniego jako swoich nowych sojuszników. Zwieńczeniem tej transformacji jest prezydentura Putina, byłego funkcjonariusza KGB i byłego szefa FSB. W USA były szef CIA Bush zostaje prezydentem, po nim rządzi blisko związane z CIA małżeństwo Clintonów, po nich powiązany rodzinnie (i nie tylko) z CIA Bush Jr. a po nim powiązany z CIA Obama. Różnie możemy oceniać politykę tych ekip, ale trudno jest nazwać "konserwatywnymi antykomunistami". Zarówno Clintonowie jak i Bush Jr. oraz Obama mają - do pewnego czasu - znakomite relacje z Putinem. W 2016 r. przeciwko kandydatce CIA i globalistów Hillary Clinton startuje Donald Trump. Zaczyna się intryga CIA, która z rosyjską pomocą (!) próbuje z niego zrobić "rosyjskiego agenta" i "człowieka Putina". Jednym z architektów tej intrygi jest John Brennan, szef CIA, który przyznał się, że w latach 70-tych głosował w wyborach prezydenckich na Gusa Halla - kandydata Komunistycznej Partii USA. Jak pięknie ta historia kołem się toczy...

***

To już ostatni odcinek serii "Matrioszka". Mam nadzieję, że wbił Was w fotel! Potraktujcie go jako wstęp do następnej serii, która będzie nosiła nazwę: "Phobos". "Phobos" (Φόβος ) oznacza "strach", ale to też imię jednego z synów Aresa i nazwa jednego z dwóch księżyców Marsa. Jak się przekonacie, ta nazwa będzie w obu znaczeniach bardzo adekwatna...


***

Amerykańskie siły specjalne (przy wsparciu lotnictwa) zabiły Abu Bakra al-Baghdadiego, czyli przywódcę Państwa Islamskiego. Kolesia, który bardzo mi się kojarzył z Mandarynem z Iron Mana. Jest przy tym dużo szumu medialnego: o Kurdach, którzy ukradli Baghdadiemu majtki i o bohaterskim psie.  (Mało się zaś mówi o tym, że likwidacja szefa ISIS była zapewne elementem dealu Trumpa z Erdoganem.) Słyszymy też naszych "ekspertów" mówiących, że Państwo Islamskie było bardzo strasznym zagrożeniem dla całej ludzkości. Naprawdę? Większym niż Chiny czy Rosja? Owszem zabiło mnóstwo ludzi na Bliskim Wschodzie i zaszokowało wszystkich swoim okrucieństwem, ale przecież historia Bliskiego Wschodu pełna jest epizodów niewyobrażalnego okrucieństwa. Państwo Islamskie to nie pierwsza i nie ostatnia tyrania w tym regionie. Tak samo jak to nie pierwsza i nie ostatnia islamska organizacja terrorystyczna. Czy jednak ISIS zdołało przeprowadzić jakiś zamach na skalę tych z 11 września 2001 r.? Nie. Szczytem jego możliwości była masakra w Paryżu (Bataclan) i zamach bombowy na rosyjski samolot pasażerski. W historii terroryzmu to nic szczególnego - bywały bardziej spektakularne zamachy. ISIS była też przede wszystkim problemem dla państw Bliskiego Wschodu i Europy Zachodniej. W mniejszym stopniu dotykał ten problem Rosji, Azji i Afryki a w bardzo małym Ameryki. Skutkiem ubocznym działalności ISIS był oczywiście kryzys imigracyjny w Europie Zachodniej. Ale był on przecież dla Polski bardzo korzystny - destabilizował Niemcy i nieprzyjazne nam liberalne rządy. U nas przyczynił się do odsunięcia PO od władzy w 2015 r. Okrucieństwa popełniane przez Państwo Islamskie nastawiały Europejczyków negatywnie wobec islamu i wielokulturowości. Szkodziły więc planowi wymiany populacji w Europie.

Likwidacja Bagdadhiego jest jednak przede wszystkim wielkim zwycięstwem propagandowym Trumpa. Zwycięstwem, którego tak bardzo on potrzebował w tej kampanii wyborczej. Nie powinno więc nas dziwić, że amerykańskie liberalne media zaczęły pisać z sympatią o przywódcy Państwa Islamskiego i bóldupić z powodu jego zabicia :)



sobota, 24 czerwca 2017

Plan Kalergiego: rasowa wymiana populacji w Europie?

Nie jestem rasistą, choć zapewne jacyś antifiarze o IQ klocka spłukanego w kiblu mogą mnie za rasistę brać. Ci którzy mnie znają i czytają wiedzą jak bardzo lubię jeździć po świecie, poznawać inne kultury i ludzi z innych ras. Mussolini twierdził, że "rasa jest kwestią wyłącznie psychiczną". Dzisiaj powiedzielibyśmy, że to nie rasa a kultura jest jednym z głównych czynników prowadzących narody do dobrobytu lub do nędzy. Kultura jest zaś kształtowana przez otoczenie w którym przebywamy. Czarny chłopak z USA ma szansę zostać Barackiem Obamą, Collinem Powellem czy nawet Billem Cosbym, ale jeśli będzie się kumplował z ćpunami z getta, będzie miał szansę zostać co najwyżej dilerem lub alfonsem.



O ile ja nie jestem rasistą, to rasizmem kieruje się wielu przedstawicieli europejskiego, liberalnego establiszmentu. Kiedyś ich przodkowie patrzyli na ludy wyzyskiwane przez nich w koloniach jako podludzi. Wiatr historii zmienił jednak kierunek i dzisiejsze liberalne elity przekonują, że to rasa biała, a zwłaszcza biali mężczyźni z uboższych warstw społecznych odpowiadają za całe zło tego świata  - za to, że świat nie jest zbudowany tak jak sobie wyobraził biały, liberalny establiszment. Ten rasizm widzimy również w podejściu liberałów z Zachodu do mieszkańców Europy Środkowo-Wschodniej. Jesteśmy dla nich jakimiś zacofanymi Aborygenami, których trzeba eksploatować gospodarczo i kulturowo dostosować do wzorców opracowanych przez liberalnych filozofów i korpo-prowców. Możemy się jednak pocieszać tym, że nie jesteśmy ich jednym obiektem nienawiści. Ci ludzie patrzą z pogardą również na białych "proli" z Europy Zachodniej czy na "buraków" z amerykańskiej prowincji. (Zauważcie, że tak samo na zwykłych Rosjan patrzą ichniejsi oligarchowie z tajnych służb.) Nie podoba im się, że "motłoch" czasem zagłosuje nie tak jak mu każą, że ma aspiracje socjalne i nie chce pracować za grosze i że w mniejszym lub większym stopniu jest przywiązany do resztek narodowej dumy i dawnych wartości. To pewnie myślała Angela Merkel (Kaźmierczak) odkładając z niesmakiem, na tym filmie niemiecką chorągiewkę.



Znany podróżnik i ekspert ds. Bliskiego Wschodu Witold Repetowicz poczynił ostatnio ciekawą obserwację:

"Wystarczy poczytać, co pisze Konstanty Gebert, czyli Dawid Warszawski. Polecam jego artykuły na webnalist.com. Forsuje w nich koncepcję prawa do zamieszkania, zamiast prawa do azylu. Współgra to ze słowami George’a Sorosa, który mówił o imporcie miliona imigrantów rocznie do Europy. To jest nawiązanie do teorii, która mówi, że narody nie istniały w sposób naturalny od zawsze, tylko są sztucznym konstruktemXIX wiecznej myśli politycznej. Nawiązując do tego konceptu, ci ludzie chcą dokonać likwidacji tego, co według nich jest XIX wiecznym błędem. Oczywiście, masowa imigracja ma temu służyć. Warto zwrócić uwagę, że wprowadzając prawo do zamieszkania, czyli totalny import imigrantów, odbiera się rzeczywistym uchodźcom, spełniającym kryteria Konwencji Genewskiej do otrzymania prawa do azylu. Według koncepcji przedstawionej przez Geberta, prawo do zamieszkania mogłoby zastąpić regulacje Konwencji Genewskiej dotyczącej uchodźców. W tym momencie uchodźcy, czyli osoby, które uciekają przed prześladowaniami ze względu na działalność polityczną straciliby preferencje do przyjazdu do Europy. Zostaliby poświęceni na ołtarzu nowego utopijnego społeczeństwa."

Znam Repetowicza i kiedyś się z nim wielokrotnie wykłócałem. Wiem więc, że jest osobą jak najdalszą od snucia teorii spiskowych czy sympatii nacjonalistycznych (no, chyba że chodzi o nacjonalizm kurdyjski...). Ale jednak doszedł do wniosku, że kryzys imigracyjny jest narzędziem do przekształcenia etnicznego Europy. Rozmycia, czy nawet likwidacji tradycyjnego pojęcia narodu.
Zbyt daleko idąca teza? Włoskie Biuro Statystyczne prognozuje, że w ciągu pół wieku populacja Włoch spadnie do 53,7 mln ludzi. Z tego 14 mln ma przypadać na imigrantów oraz ich potomków. W  2016 r. do Włoch przybyło poprzez Morze Śródziemne 176,5 tys. imigrantów. Spora część z nich trafiła tam "morskimi taksówkami" - handlarze ludźmi zabierali ich na odległość 12 mil morskich od wybrzeża libijskiego a tam przejmowały ich statki wynajęte przez "organizacje charytatywne" finansowane przez Sorosa oraz innych podejrzanych "biznesmenów". Kolejną poszlaką wskazującą na to, że kryzys imigracyjny jest sterowany odgórnie, jest to, że zachodnioeuropejskie sądy wymierzają zadziwiająco niskie kary imigranckim przestępcom, policja abdykuje w konfrontacji z nimi a media starają się dusić w zarodku wszelką dyskusję na temat argumentów pro- i contra- dotyczących przyjmowania imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki. Dużo daje do myślenia również to, co czasem elitom "wymsknie się", choćby w sponsorowanej przez nich sztuce. Ot, choćby murale Cleona Petersona,  artysty sponsorowanego przez francuską gałąź Rotschildów, czyli przez rodzinę będącym przez ostatnie 200 lat w samym sercu francuskiego establiszmentu (dla firmy inwestycyjnej Rotschildów pracował m.in. francuski prezydent Emmanuel Macron) . I ta rodzina z jakiegoś powodu finansuje sztukę, która wygląda jakby powstała w umyśle jakiegoś chorego rasisty. Oto bowiem Czarni, żywcem wzięci z propagandy Ku Klux Klanu, mordują tam białych ludzi, gwałcą białe kobiety i niszczą materialne pomniki białej cywilizacji. Czyżby Peterson i Rotschildowie byli kryptonazistami czy też może w ten sposób żartują sobie na temat swojej wizji nowej Europy?







Hrabia Richard Coundehove-Kalergi, przedwojenny ojciec ruchu paneuropejskiego, pisał w 1925 r. w swojej książce "Praktyczny idealizm": "Człowiek przyszłości będzie mieszanej rasy. Obecne rasy i klasy będą zanikały ze względu na zanik czasu, przestrzeni oraz uprzedzeń. Euroazjatycka, negroidalna rasa przyszłości, podobna z wyglądu do starożytnych Egipcjan, zastąpi różnorodność ludów różnorodnością indywidualności." Kalergi oczywiście uważał, że nad ta "euroazjatycko-negroidalną" masą będzie rządziła technokratyczna nowa arystokracja, w domyśle arystokracja pieniądza.


Poglądy te są zbieżne z rojeniami niemieckiego komunisty Ernsta Niekischa (który swego czasu dialogował z Goebbelsem) mówiącego, że "Niemcy powinny stać się azjatyckie i afrykańskie". No cóż, Angela Merkel może go czytała...

Co się więc europejskim, liberalnym elitom roi? Może liczą na to, że miliony "nowaków" żyjących na socjalu będą dla nich żelaznym elektoratem, czynnikiem prowadzącym do zniszczenia europejskiego "nacjonalizmu" i "wstecznej tradycji" a także do pewnego stopnia tanią siłą roboczą. Tradycyjne narody mają się zestarzeć i zmienić w zahukaną mniejszość przepraszającą za swoje istnienie.

W tym planie jest jednak jeden poważny błąd. O europejskich, liberalnych elitach można powiedzieć, to co Kapitan Bomba powiedział o Kurvinoxach: "Są sprytne, ale głupie". Kto im bowiem zagwarantuje, że roszczeniowi socjalnie, nie szanujący prawa i do tego wyznający ekstremalnie agresywną religię imigranci będą respektowali "europejskie wartości"? Czy po prostu nie poobcinają liberałom ich głupich łbów i nie wezmą sobie ich portfeli? Czy oni naprawdę myślą, że kolesie wzięci żywcem z filmu "Blackhawk down" będą się ich słuchać? Ten proces daje już o sobie znać. Jak czytamy: "2 marca pod siedzibą Wielkiego Wschodu Francji (GODF) miał miejsce zamach na Wielkiego Mistrza GODF Christophe Habasa, czyli szefa organizacji. Niezidentyfikowana kobieta krzycząc „Precz z Żydami" usiłowała uderzyć Habasa młotkiem w głowę. Ponieważ udało mu się zasłonić, dostał w ramię i trafił do szpitala. (...) By zrozumieć wymiar tego zamachu, należy dodać, że GODF ma we Francji pozycję zupełnie wyjątkową — jest to najsilniejsza i najmocniej zaangażowana politycznie organizacja społeczna. Analogicznym wydarzeniem w Polsce byłoby, gdyby ktoś rzucił się z młotkiem na prymasa Polski lub na Adama Michnika, gdyż pozycję polityczną GODF można w Polsce porównać jedynie do Kościoła Katolickiego lub Gazety Wyborczej. Kościół w Polsce nie ma dziś takiej władzy politycznej, jaką miał do niedawna przynajmniej GODF, który przed wyborami prezydenckimi z 2012 przyjmował w swojej siedzibie na wysłuchanie kandydatów na urząd prezydenta. Spośród 9 kandydatów, do siedziby GODF zaproszono 8. Nie zaproszono jedynie Marine Le Pen, uznając, że nie kwalifikuje się na prezydenta (Le Pen, by pokazać, że nie ma uprzedzeń wobec masonów po tym afroncie ze strony GODF, zatrudniła do swojej kampanii dwóch masonów, jednego z loży narodowej, drugiego z GODF). Na wysłuchaniu w siedzibie GODF pojawili się niemal wszyscy zaproszeni kandydaci, poza jednym znamienitym wyjątkiem: nie przybył Sarkozy. Pomimo że w dniu w którym odbyły się wysłuchania kandydatów, według sondaży to Sarkozy miał największe szanse na zwycięstwo, jednak dziennik Liberation opublikował od razu tekst „Był sobie Sarkozy". I wybory wygrał ten, który przy rue Cadet wypadł zdecydowanie najlepiej."



No cóż... Ca ira, ca ira, ca iraSaleelul alswarem nasheedul ubahwa darbul qitaly tariqul haya...

Być może część europejskich elit to rozumie. Król Norwegii Harald V mówił, że trzeba znaleźć "ostateczne rozwiązanie" i zatrzymać napływ imigrantów, bo "nie możemy przyjąć całej Afryki". Być może Fjotolf Hansen (nazwisko wymyślone jakby przez Megumin z "Konosuby"...) używający wcześniej  nazwiska Anders Breivik, mający ojca będącego norweskim dyplomatą i ojczyma będącego oficerem norweskich sił specjalnych, wiedział coś więcej o tym, co się szykuje...







sobota, 3 czerwca 2017

Comey i powtórka z Watergate

Trump jest ostatnio często porównywany z Nixonem. I słusznie. Bo tak jak Nixon musi mierzyć się z pełzającym zamachem stanu amerykańskiego Głębokiego Państwa.



Jedną z potyczek tej tajnej wojny jest sprawa odwołania szefa FBI Jamesa Comeya. Kim jest jednak Comey? Co do tego zdania są podzielone. W listopadzie demokraci oskarżali go o zatopienie kandydatury Hillary Clinton, w związku ze śledztwem w sprawie jej maili z Departamentu Stanu znalezionych na komputerze byłego kongresmena Anthony'ego Weinera. Rzeczywiście działania FBI przyczyniły się wówczas do klęski wyborczej Clinton. Jednocześnie jednak Comey zadbał o to, by Hillary nie dostała żadnych zarzutów - uratował ją przed więzieniem. Podobnie postąpił w 1996 r., gdy był śledczym w sprawie afery Whitewater. Uznał wówczas, że owszem Hillary Clinton popełniła przestępstwo, ale nie miała złych zamiarów, więc jest niewinna. Comey dobrze sobie radził zarówno za administracji Clintona, jak i za administracji Busha oraz administracji Obamy - z przerwą na kilka lat w sektorze prywatnym. W 2005 r. był zatrudniony przez koncern Lockheed Martin (więc niektórzy go wiążą z senatorem McCainem i senatorem Grahamem), w HSBC (banku który dosyć łagodnie ukarał za pranie pieniędzy meksykańskich karteli) i był partenerem w... Clinton Global Initative. Peter Comey, brat byłego szefa FBI, pracuje w kancelarii obsługującej rozliczenia podatkowe Fundacji Clintonów. Dyrektor James Comey jest uznawany za politycznego kameleona, co sam zresztą przyznawał. W 1984 r. pytany dlaczego zagłosował na Reagana odparł: "Przeszedłem drogę od KOMUNISTY do miejsca, w którym teraz jestem. Nie jestem nawet pewny jak siebie scharakteryzować politycznie. Może kiedyś mi się to uda". Byłym komunistą (nawróconym na islam w Arabii Saudyjskiej) jest również James Brennan, były szef CIA za Obamy. Okazuje się, że to właśnie Brennan w lipcu 2016 r. doprowadził do tego, że FBI wszczęła śledztwo w sprawie wysoce wątpliwych powiązań sztabowców Trumpa z rosyjskimi tajnymi służbami. Śledztwo to było pretekstem do podsłuchiwania kandydata na prezydenta i jego współpracowników.

Trump podczas jednej z kolacji z Comeyem zażądał od niego deklaracji lojalności wobec prezydenta. Comey nie chciał jej złożyć. Później powiązany z CIA dziennik "Washington Post" podał, że istnieje notatka byłego szefa FBI, w której opisuje on naciski administracji Trumpa, by zakończyć śledztwo w sprawie gen. Flynna. Dziennikarze notatki nie widzieli, jej treść została im przeczytana przez wysokiej rangi funkcjonariusza FBI (podobieństwa z Watergate są aż za bardzo oczywiste). Comey teraz prawdopodobnie zezna przed Kongresem, że naciski były. Szybko wyszło jednak na jaw, że były dyrektor FBI zeznał już pod przysięgą w Kongresie, że żadnych nacisków nie było! Wyciekły też zapisy chatów z jednego z komunikatorów, w których funkcjonariusze amerykańskich tajnych służb omawiają sprawę notatki Comeya zanim ona wyciekła do mediów. Mamy więc do czynienia z puczem prowadzonym przez służby specjalne przeciwko prezydentowi.



Służby mają jednak wielki problem - nie mają nic konkretnego, co świadczyłoby o nielegalnych kontaktach prezydenta Trumpa z Rosją. Przyznali to nawet admirał James Clapper, Dyrektor Narodowego Wywiadu za czasów Obamy i demokratyczny kongresmen Adam Schiff biorący udział w kongresowym dochodzeniu w tej sprawie. Owszem gen. Flynn wziął 50 tys. USD za udział w rosyjskiej imprezie, ale od Turków wziął jako lobbysta 500 tys. USD a jakoś nie słychać o "tureckiej ingerencji w amerykańskie wybory". Poza tym Flynn nie pracuje już w administracji Trumpa. Teraz przecieki ukierunkowane są więc na to, by pokazać, że Jared Kushner próbował utworzyć poufny kanał komunikacji z Rosją. Problem jednak w tym, że to rosyjscy dyplomaci zwrócili się do Kushnera z prośbą o utworzenie takiego kanału - a nie odwrotnie.  Zresztą to przecież Kushner był jedną z osób, która przekonała Trumpa o porzuceniu prób porozumienia się z Rosją przeciwko Chinom i do ataku na Syrię.

W sprawie impeachmentu prezydenta nagle zamilkli Demokraci. Powód jest prosty: okazało się, że Seth Rich zamordowany demokratyczny sztabowiec był źródłem przecieku maili z Narodowego Komitetu Demokratów. Znaleziono bogatą korespondencję mailową Richa z WikiLeaks. Co wiecej, po tym jak doszło do wycieku John Podesta napisał do swoich współpracowników, że trzeba ze sprawcy wycieku zrobić odstraszający przykład dla innych.  Groźby te padły przed śmiercią Richa.
Przypominam: to John "Pizzaman" Podesta wymyślił narrację mówiącą, że rosyjscy hakerze ukradli Hillary zwycięstwo w wyborach prezydenckich. Ten sam Podesta wraz ze swoim bratem brał pieniądze od Rosjan. Powtarzając więc bzdury o rosyjskich agentach, którzy doprowadzili do wyboru Trumpa powtarzacie narrację rosyjskiego lobbysty!

Za tym idą również inne prowokacje. Gostek, który zadźgał dwie osoby w "rasistowskim ataku" w Portland okazał się być radykalnym lewicowcem. Przyznał, że te morderstwa to "operacja psychologiczna" wymierzona w zwolenników Trumpa. 

W Europie zaś agentka Najgłębszego Państwa Angela (Kaźmierczak) Merkel mówi, że "Europa nie potrzebuje już USA i Wielkiej Brytanii". Czy to bunt wasala przeciwko amerykańskiemu seniorowi czy też amerykańskie Głębokie Państwo każe jej podsycać opór przeciwko Trumpowi? Za drugą opcją przemawia to, że tuż przed spotkaniem z Trumpem spotkała się z Barackiem Husseinem Obamą (CIA). Jak więc traktować doniesienia o francusko-niemieckich planach przebudowy i federalizacji strefy euro? Czy to tylko szkolne wybryki Emmanuela Macrona (takie jak na tym filmie)? Odsyłam do książki Yanisa Varoufakisa "A słabi muszą ulec". Euro było do pewnego stopnia nieudaną próbą finansowego wy...mania Niemców przez Francuzów. Tragicznie nieudaną dla Francji. I teraz mamy tego ciąg dalszy. Który może się skończyć tylko destrukcją Unii Europejskiej.

Apropos destrukcji. Polecam obejrzeć poniższy film Paula Josepha Watsona poświęcony kryzysowi imigracyjnemu i temu jak różne podejrzane NGO'sy współpracują z przemytnikami ludzi, by dostarczać nachodźców do Włoch. Prawdziwą bitwą o Europę będą wybory we Włoszech a niszczyciele Starego Kontynentu zrobią wszystko, by nie wygrał w nich Beppe Grillo,



A ci, co wymyślili zamach na koncercie Ariany Grande to ludzie ze specyficznym poczuciem humoru. Ariana jest taka całuśna, słodziasta, nawet się po zwycięstwie Trumpa na Florydzie popłakała. Mówiła też, że islam to miłość i krzyczała, że nienawidzi Ameryki. Krążył nawet w necie żart, że przystąpiła do ISIS :) A teraz niektórzy liberalni specjaliści twierdzą, że Ariana Grande lepiej się nadaje do zwalczania ISIS niż gen. Mattis :)))))) A wczoraj pokazywali w TV "Body of lies" z DiCaprio, a tam o zamachu w Manchesterze...



sobota, 16 lipca 2016

Zamach stanu w Turcji - z czym do One Punch Mana?! (UPDATE)

Ilustracja muzyczna: JAM Project - The Hero!! - One Punch Man opening





Wojskowi, którzy przeprowadzili nieudany zamach stanu w Turcji (tutaj macie fajne zdjęcia), popełnili jeden podstawowy błąd: zapomnieli, że mają do czynienia z One Punch Manem. Podobnie jak Saitama jest oficjalnie tylko bohaterem klasy B, a ma moc bohatera klasy S, tak Erdogan jest politykiem, który doskonale potrafi się uchylać od ciosów a później załatwiać wrogów jednym silnym uderzeniem. Teraz dokonał, czegoś, co wydawałoby się niemożliwe: po raz pierwszy w dziejach Republiki Tureckiej cywilna władza zdusiła wojskowy zamach stanu.  Erdogan zdołał szybko, za pomocą internetu, zmobilizować swoich zwolenników. Ponieważ blisko 15-letnie rządy AKP przyniosły Turcji szybki rozwój gospodarczy i awans społeczny milionów ludzi, reakcja Ludu była łatwa do przewidzenia. Tak jak zwykli Rosjanie w 1991 r. bronili Jelcyna, tak zwykli Turcy bronili Erdogana. Blokowali drogę czołgom, ale też zdarzało im się rozbrajać i bić żołnierzy a w jednym przypadku obezwładnili nawet załogę czołgu. Zaprocentowało również to, że Erdogan już na samym początku rządów zrobił czystkę w armii i wywiadzie wojskowym. Sprawa Ergenekon rozbiła tureckie Głębokie Państwo o wiele skuteczniej niż PiS to zrobił z WSI. W pucz zaangażowana była więc tylko część kadry dowódczej. Większość, w tym najwyższe dowództwo, było lojalne wobec Erdogana. Skończyło się więc tak jak musiało się skończyć: kapitulacją puczystów (tutaj film pokazujący jak kapitulowali puczyści na moście w Istambule).



Kto stał za próbą zamachu stanu? Aresztowano już ponad 1400 osób zaangażowanych w próbę obalenia władz. Zatrzymania dotknęły m.in. pułkowników, generałów i admirałów (tutaj moment zatrzymania jednego z admirałów). Eksperci wskazywali już od pewnego czasu, że pewne kręgi w armii są niezadowolone z coraz bardziej autorytarnej polityki Erdogana. Problem jednak w tym, że kręgi kemalistyczne zostały już dawno temu spacyfikowane w wyniku sprawy Ergenekon. Tureckie władze jako bezpośredniego organizatora puczu wskazują płka Muharrema Kose. Jest on alawitą, były szefem departamentu wsparcia prawnego sił zbrojnych i został w marcu wyrzucony z armii z powodu swoich związków z ruchem Hizmet  szejka Fethullaha Gulena. Gulen jest sufickim przywódcą religijnym, dawniej blisko związanym z Erdoganem i AKP. Pomógł im zdobyć władzę, ale gdy Erdogan zaostrzył kontrolę nad szkołami prowadzonymi przez Hizmet, między oboma sufimi doszło do wojny. Ludzie Gulena stali m.in. za aferą podsłuchową z 2013 r., podczas której próbowali obalić Erdogana ujawniając nagrania świadczące o jego korupcji. Gulen przebywa na emigracji w USA a jego ruch często jest łączony z CIA. Okazuje się też, że CIA i Departament Stanu "spodziewały się", że w Turcji ma wkrótce dojść do zamachu stanu. 

Amerykanie mają problem z Erdoganem, gdyż jest on politykiem zbyt niezależnym. Komplikuje administracji Obamy sytuację w Syrii i nie tylko tam. One Punch Man popsuł reset po zamachach w Paryżu zestrzeliwując rosyjski myśliwiec bombardujący (już za tą akcję należy mu się pomnik :), Rosja przez parę miesięcy odgrażała się mu jak pijany żul, ale ostatecznie zasiadła z nim do stołu rokowań i okazało się, że problemu nie było! :) (Erdogan przepraszając się z Putinem zawarł prawdopodobnie deal w wyniku którego Rosja zdradzi Kurdów.) Erdogan zabija kurdyjskich sojuszników USA w Syrii, ale jednocześnie handluje ropą i wspiera wojskowo irackich Kurdów grając tym samym, wbrew Departamentowi Stanu, na rozpad Iraku. Erdogan znów się kumpluje Netanjahu - innym nie lubianym przez Waszyngton sojusznikiem, którego próbują odstrzelić za pomocą spraw korupcyjnych i pieniędzy tłoczonych do NGOsów. Erdogan lawiruje też pomiędzy sojuszem z USA a partnerstwem z Chinami. Turcja odgrywa zaś ważną rolę w planach Nowego Jedwabnego Szlaku. To, że tuż po tym jak przeprosił się z Putinem doszło do zamachu na lotnisko w Stambule (dokonanego przez rosyjskojęcznych terrorystów z ISIS) było zapewne prowokacją przed zamachem stanu. CIA myślało, że Erdogan będzie nowym Diemem, Trujillo lub szachem Iranu. Erdogan znów okazał się jednak One Punch Manem.



Pamiętajmy też, że Erdogan NIE JEST SUNNITĄ. Jest SUFIM. Wyznawcą ezoterycznego islamu. To Wtajemniczony, podobny jak np. Marszałek Piłsudski. Warto o tym pamiętać zanim po raz kolejny potępimy go za wspieranie Państwa Islamskiego, zabijanie Kurdów i doprowadzanie liberałów do łez.

Flashback: Erdogan czyli Wtajemniczony


***

Zamach stanu w Turcji przyćmił sprawę zamachu w Nicei, czyli tego jak jeden Franko-Tunezyjczyk rozjechał 84 osoby na Promenadzie Anglików.  Eksperci znów chrzanią o "samotnym wilku powiązanym z Państwem Islamskim", choć pojawiają się poszlaki mówiące o tym, że miał wspólnika.  Co ciekawe, lubił wieprzowinę i alkohol a do meczetu nie chodził - tak przynajmniej utrzymuje jego kuzyn. No cóż, w pobliżu miejsca zamachów akurat kręcili sequel "50 twarzy Graya" 



Francuski rząd na pewno sprawę zatuszuje, tak jak zatuszował to, że w hali Bataclan terroryści obcinali zakładnikom jądra i wpychali je im do ust a także wyłupiali im oczy - co wynika z raportów medycznych. Ot, taki bliskowschodni zwyczaj.

***

UPDATE. Podtrzymuje to, że zamach stanu w Turcji to kolejny fuck-up w wykonaniu administracji Obamy. Turcja w reakcji na to zaczęła blokować wykorzystywaną przez Amerykanów bazę w Incirlik. Odcięła do niej nawet prąd. Amerykańscy żołnierze są de facto zakładnikami. Tak jak znajdujące się tam 50 taktycznych głowic jądrowych.

Nie przekonuje mnie teza o ustawionym zamachu. Argument mówiący, że szybko sporządzono listy proskrypcyjne jest błędny - wśród ponad 2800 zatrzymanych znaleźli się bowiem w ogromnej większości żołnierze biorący udział w próbie puczu. Argument mówiący, że "pucz był zbyt nieudolny" też można rozbić o kant d... - czy udany pucz w Portugalii w 1974 r. był przeprowadzony lepiej? Czy próba zamachu stanu przez OAS we Francji była superprofesjonalna? A strzały oddane w hiszpańskich Kortezach za Felipe Gonzaleza? Mogło tak być, że tajne służby wiedziały o szykowanym zamachu stanu, ale np. nie były pewne jego daty - więc przećwiczyły procedury "na wszelki wypadek" i w sytuacji kryzysu sprawnie je wdrożyły. Gniew Ludu przeciwko puczystom też był jak najbardziej autentyczny (co widać na zdjęciach z linczów).A co do odpowiedzialności Gullena - nie musiał o niczym wiedzieć. USA z pewnością miały w tureckiej armii agenturę niezależną od ruchu gullenowskiego.