Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pontifex. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pontifex. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 maja 2025

Leon XIV, wojna indyjsko-pakistańska i Nigga HH!

 


Miałem przeczucie, że nowy papież zostanie wybrany w czwartek koło 19.00. I na tym moje przeczucia się skończyły. Gdy po słowach "Habemus Papam" wyczytywano, że nowym pontifexem został "Robert..." - początkowo myślałem, że wybrali kardynała Saraha. Gdy wyczytano nazwisko "Prevost" zastanawiałem się: co to za kardynał? Miliony ludzi sięgnęło wówczas do Wikipedii, by sprawdzić, czy nowy papież jest katolikiem. Gdy oznajmiono, że wybrał sobie imię "Leon XIV", uśmiechnąłem się. Dobry znak! Dobrym znakiem było też odwołanie się przez nowego pontifexa do Matki Boskiej Pompejańskiej. 


Wybór imienia jest intrygujący. Czyżby nowy papież chciał położyć mocny akcent na odnowę katolickiej nauki społecznej w kontrze do liberalnego i chińskiego globalizmu? (Tak jak Leon XIII zrobił to przeciwko marksizmowi i XIX-wiecznemu kapitalizmowi?) Media przypominają obecnie kilka tweetów kardynała Prevosta krytykujących Tumpa i Vance'a. Wszystkie te tweety dotyczyły jednak imigracji. Nie ma wątpliwości, że obecny papież mocno sympatyzuje z Latynosami. Jest jednak zarejestrowany jako republikanin (brał udział w prawyborach, gdy mógł), a jego poglądy dotyczące aborcji, mniejszości LPG i transów wykluczałyby go ze współczesnej partii demokratycznej zdominowanej przez globalistyczno-lewackich świrów. Leon XIV owszem mógłby być demokratą, ale takim sprzed 40 czy 60 lat.

Na kilka dni przed konklawe Trump zamieścił tweeta pokazującego siebie samego w papieskich szatach. Uznano to wówczas za przejaw trollingu, ale okazał się on częściowo proroczy - wszak wyborowi Amerykanina na papieża nie dawano dużych szans. Trump mówił też, że chciałby wyboru kardynała Timothy'ego Dolana na papieża . Dolan deklarował, że nie chce być papieżem, ale ponoć zorganizował na konklawe bardzo skuteczną kampanię wsparcia dla wyboru Prevosta. 



Intrygująco wygląda w tym kontekście tweet jakiegoś anonima (?) z 6 listopada 2024 r., że po zdobyciu prezydentury przez Trumpa nadszedł czas na "papieża Leona XIV". 

Libki zaczęły już traktować amerykańskiego papieża jako przeciwwagę dla Trumpa (mimo, że Dolan zaprzecza, by taki był zamiar kardynałów na konklawe). Będzie zabawnie zobaczyć ich w roli ultramontanów pokornie słuchających papieskich nauk w kwestii aborcji, LPG, transów i nauki społecznej :) 



Paradoksalnie pontyfikat Leona XIV może być jednak wielką szansą dla Partii Demokratycznej, by otrząsnęła się z genderowo-feministycznego gówna i stała się partią podobną jak w czasach JFK. Zwłaszcza, że Trump niszczy liberalny konsensus budowany od 1964 r. - którego kluczowym elementem jest "biała wina" i będący jej przejawem socjał dla Czarnych - a jednocześnie sięga po "socjalistyczną" i jednocześnie militarystyczną politykę Roosevelta. 

USA wspólnie ze Stolicą Apostolską będą mogły teraz grać w dobrego i złego policjanta, rozgrywając globalną wojnę przeciwko dupokratycznej antykulturze. 

Uśmiałem się, gdy na Polsat News ks. Waldemar Cisło zwrócił uwagę na symbolikę związaną ze św. Michałem Archaniołem i Leonem XIII oraz powiedział, że św. Michał Archanioł zwalcza masonerię, "bo masoneria chce zniszczyć Kościół" - a prowadzący audycję mu nie przerywał :) Takiej retoryki nie słyszeliśmy w mainstreamie od czasów św. Maksymiliana Marii Kolbe. :)

***

Polskojęzyczne, liberalne media słabo się zajmowały ukraińskim uderzeniem dronowym, które przed 9 maja (największą na świecie gejparadą w Moskwie) sparaliżowało ruch na rosyjskich lotniskach cywilnych - widać nie pasowało do dramatycznych narracji o tym, że "Ukraina tonie z winy Trumpa". A miał przecież "rosyjski agent Trump" zmusić Ukrainę do kapitulacji, a tu nadal płynie do niej broń, a Ukraińcy swobodnie uderzają w terytorium rosyjskie. Po watykańskim spotkaniu między Trumpem a Zełenskim głupio wieszczyć Apokalipsę.

Nie dziwi więc mnie również to, że polskojęzyczne, liberalne media niemal całkowicie olewają wojnę między Indiami a Pakistanem. Ich pracownicy mieliby problem ze znalezieniem Pakistanu na mapie i wolą zadawać pytania w stylu: "Czy jak zgubiłem klucze do mieszkania to ono jest nadal moje?". Nie widać też, by ludzie ustawiali sobie w profilówkach flagi Indii lub Pakistanu. Część internetowych rasistów, nie lubiących Hindusów i ich standardów sanitarnych, całym sercem popiera jednak Pakistan. Indie wyraźnie przegrywają wojnę memową :)




Tak się ciekawie złożyło, że Pakistan był do niedawna jednym z głównych źródeł amunicji dla Ukrainy. Atak terrorystyczny w Kaszmirze, który sprowokował tę wojnę wpisał się więc idealnie w interesy Rosji. Indie rządzone przez szowinistycznych miłośników krowiej uryny oczywiście były bardzo chętne do odwetu.

Konflikt jak na razie przyjmuje ograniczone ramy. Hindusi dostali jednak mocno po nosie - pierwszej nocy wojny stracili pięć myśliwców, w tym trzy francuskie Rafale. Zostały one zestrzelone chińskimi rakietami, wystrzelonymi z pakistańskich myśliwców made in China. Akcje producenta serii myśliwców Chengdu bardzo mocno poszły więc w górę. Chińczycy triumfują, że ich sprzęt okazał się lepszy od francuskiego. Otwarcie naśmiewają się z tej indyjskiej porażki. Indie po tej porażce zaatakowały rakietami brahmos pakistańskie lotniska wojskowe, a Pakistańczycy odpowiedzieli im rakietami Fateh. 

***

Przypominam, że w czerwcu czeka Was premiera nowej książki Waszego Ulubionego Autora



Soundtrack do tej książki zrobił Kanye West. Poniżej utwór promujący książkę (szybko znika z YouTube, więc jak nie będzie to szukajcie: Kanye Heil Hitler). Wyszło jak Leibach! Szczególnie chórek od 0:51.



Tymczasem Afroziomale zaczynają twierdzić, że to oni są oryginalnymi nazistami, bo "oryginalni Niemcy byli czarnymi Maurami" :)





Wśród imigrantów z Afryki zachodzi też szybka polonizacja, czego dowodem jest poniższa kłótnia, podczas której AfroPolak mówi, że "ja jestem Polish, a ty Ukrainian!". Jeszcze chwila a oskarżą banderowców o Rwandę...

 

sobota, 26 kwietnia 2025

Pontifex: Franciszek 88

 


Na powyższym obrazku - ś.p. papież Franciszek spotyka się w Niebie z małżeństwem Evity i Juana Domingo Peronów. Myślę, że byłby bardzo zadowolony z takiego obrotu sprawy, gdyż był przecież papieżem-peronistą - o czym kilka lat temu pisałem. Namawiam więc do przypomnienia sobie tego wpisu:

Papież peronista i najważniejszy Giertych (Gertich) 

Franciszek nie był bynajmniej żadnym lewicowym-libkiem. Jeśli był "lewakiem" to raczej takim ocierającym się o fascynację faszyzmem. Patrzymy na niego przez pryzmat naszej i europejskiej sceny politycznej, a powinniśmy go postrzegać jako produkt latynoskiego społeczeństwa. Owszem Franciszek nienawidził starej, kolonialnej Europy - być może dlatego uderzał w Mszę Trydencką, popierał trzecioświatową migrację, czy też nigdy nie złożył oficjalnej wizyty w Hiszpanii. Podejrzewam jednak też, że nie lubił zadufanych w sobie Eurocucków, w tym tych w kardynalskich biretach. Nie bez powodu żartował sobie mówiąc: "Gdy mówię o lewicowcu, mam na myśli homoseksualistę". 



Fałszywy i niemiłosiernie spłaszczony był też pewnie obraz Franciszka jako stronnika putinowskiej Rassiji. Po śmierci papieża okazało się, że z prywatnych funduszów wpłacił na zbiórkę na drony bojowe dla ukraińskiej brygady Chołodnyj Jar.  Zakupiony przez niego dron nazwano "Święty". O ilu podobnych epizodach nie wiemy?


Przypominam, że 25 marca 2022 r. Franciszek wypełnił nakaz Maryi z Fatimy - poświęcił Rosję (i Ukrainę) jej Niepokalanemu Sercu. To był dzień przełomowej wizyty Bidena w Rzeszowie i Warszawie, w ramach której USA zainicjowały politykę rosnącego wsparcia dla ukraińskiego wysiłku wojennego. Dzień w którym doszło do dziwnej - ale w porę wykrytej -  awarii Boeinga prezydenta Dudy. (Pomyślmy co było, gdyby prezydencki samolot się wówczas rozbił...) Uznałem to wówczas za dzień duchowego i dyplomatycznego przełomu w wojnie. 


Powyżej: Papież Franciszek w Niebie razem z generałem Jorge Rafaellem Videlą, przywódcą argentyńskiej junty.

Bergoglio, w czasach dyktatury, nauczył się dwójmyślenia. Co innego mówił publicznie, a co innego robił za kulisami. Publicznie wstawiał się za komunizującymi jezuitami torturowanymi przez juntę, nieoficjalnie domagał się od wojskowych, by nie zwracali uwagę na jego interwencje i porządnie się zajęli wywrotowcami. Kontynuował to dwójmyślenie w relacjach z liberalnymi idiotami z Zachodu. Wybrała go turbogejowsko-pedofilsko-liberalna mafia zdziadziałych Eurocucków z Sankt Gallen. Musiał więc się z nią liczyć i publicznie odstawiał szopkę. Prywatnie pozwalał sobie na uwagi w stylu: "Tu jest za dużo pedalstwa".

W czasie gdy kardynałowie Eurocucki zajmowali się biurokratycznymi przygotowaniami do synodu o synodalności (brzmi jak "wstęp do teorii teorii"), on budował w Rzymie swój peronistyczny dwór i obsadzał swoimi ludźmi kolegium kardynalskie. Obsadził je w dużym stopniu biskupami z Trzeciego Świata. Eurocucki z Sankt Gallen były zachwycone. 



Tyle, że wielu z tych trzecioświatowych kardynałów jest konserwatystami - oczywiście nie w tradsowskim znaczeniu - ale konserwatystami na tle Eurocucków. Wielu z nich publicznie krytykowało liberalne aspekty nauczania Franciszka i Eurocucków z Sankt Gallen. Mówi się, że Franciszek zagwarantował wybór sukcesora swojej linii. On raczej otworzył drzwi do wyboru papieża, który weźmie się na poważnie za libkowskich kardynałów z Niemiec i Europy Zachodniej. 

Kościół ogólnie przesuwa się na prawo - widać to choćby wśród amerykańskich wiernych. Wielkim paradoksem jest, że europejscy konserwatyści przyjęliby z wielką radością wybór na papieża czarnoskórego kardynała. Wiedzą bowiem, że ów kardynał byłby dużo bliższy im ideowo niż niemal wszyscy hierarchowie z Europy. Mówi się w tym kontekście choćby o kardynale Sarahu. Ma on na swoim koncie wiele wypowiedzi triggerujących libków.



No cóż, jest taki mem: nie jestem rasistą, bo mam czarnych kolegów. A wśród czarnych kolegów Murzyni w mundurach Wehrmachtu, z konfederackimi flagami i Kanye West...

***

Niektórzy żartują, że J.D. Vance zabił papieża Franciszka - bo dzień wcześniej się z nim widział. J.D. pojechał do Indii - kraj ten znalazł się na krawędzi wojny z Pakistanem... Może powinien często wpadać do Brukseli i Berlina?

Tymczasem w Rumunii Trybunał Konstytucyjny, po wyeliminowaniu Georgescu, chciał wyeliminować również Simona (któremu nie można zarzucić nic prorosyjskiego). Po telefonie z Waszyngtonu zrezygnowano jednak z wdrożenia tego planu. Amerykanie dali bowiem gostkom z dawnego Securitate do zrozumienia, że mogą nie uznać rumuńskich wyborów prezydenckich za demokratyczne - podaję to za tygodnikiem "Sieci".

Rubio natomiast zapowiedział w Departamencie Stanu likwidację wydziału, który zajmował się m.in. bzdurnymi atakami na poprzednie polskie władze oraz na wiele innych przyjaznych wobec USA rządów.

Nie martwcie się sprawą rozejmu na Ukrainie. Sztab Generalny Federacji Rosyjskiej, według Generała SWR, usilnie pracuje, by do wstrzymania wojny nie doszło. Stąd nie konsultowane z kremlowskim Politbiurem różne uderzenia rakietowo-dronowe w cele cywilne w Kijowie, Sumach czy Charkowie. Czasem się więc zastanawiam, czy ta wojna nie została przede wszystkim zaplanowana jako sposób na przesunięcie środka ciężkości władzy w Rosji z Łubianki ku "Akwarium". Jak myślicie, czemu amerykańskie służby tak dobrze znały rosyjskie plany inwazji?

***

ChatGPT dostał ponoć  obsesji na punkcie Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Sam mu zadawałem pytania na ten temat - i udzielał bardzo dokładnych, filozoficznych odpowiedzi. Bardzo pozytywnie wypowiadał się również o św. Maksymilianie Marii Kolbe i jego pracach, a także o Niepokalanowie.




***



Pamiętajcie również o nadchodzącej w czerwcu premierze nowej książki Waszego Ulubionego Autora:



piątek, 6 stycznia 2023

Benedykt XVI - niewygodny papież

 


Ilustracja muzyczna: Laibach - God is God

Zmarły papież Benedykt XVI był człowiekiem z innej, lepszej epoki. Był z pokolenia naznaczonego doświadczeniami II wojny światowej i powojennej prosperity. Pokolenia obserwującego jak jego świat był w ostatnich dekadach niszczony przez globalistyczną elitkę. I pokolenia, które samo przyczyniło się w latach 60-tych do samozniszczenia tego świata. Bardzo symboliczna była droga Josepha Ratzingera - od ultraliberalnego soborowego destruktora do konserwatywnego kardynała i papieża próbującego zatrzymać proces gnicia Zachodu.

Pontyfikat Benedykta XVI był też naznaczony wielką tajemnicą. Tajemnicą wewnętrznej wojny w Watykanie, która doprowadziła do abdykacji papieża. W ciekawy sposób o tej wojnie mówił ks. Andrzej Kobyliński. (Przepraszam, że cytuję tak gówniany, fakenewsowy, szwabski portal jak Onet, ale i zepsuty zegar dwa razy dziennie wskazuje właściwą godzinę.) Mówił on:

"Mówi ksiądz profesor o ciemnej stronie mocy w Kościele katolickim?

Mówię o tzw. drugiej stronie, bo takiego właśnie sformułowania – druga strona – używał sam Joseph Ratzinger. 5 lutego 2019 r. potwierdził ten fakt papież Franciszek w trakcie konferencji na pokładzie samolotu w drodze powrotnej z pielgrzymki do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Opór w samym Kościele przeciwko działaniom podejmowanym przez papieża Ratzingera był tak silny, że dalsze sprawowanie urzędu następcy św. Piotra stało się niemożliwe. Miałem wówczas na ten temat cenne informacje z pierwszej ręki: z niemieckiego otoczenia Benedykta XVI oraz z redakcji prestiżowego czasopisma włoskich jezuitów "La Civiltà Cattolica", którego każdy numer jest zatwierdzany przed publikacją przez watykański Sekretariat Stanu.

Ratzinger wytrzymał jako papież osiem lat.

Wytrzymał, ale już od 2010 r. rezygnacja zaczęła wisieć w powietrzu. Ja osobiście właśnie w r. 2010 zacząłem myśleć o tym, że abdykacja będzie czymś koniecznym. Już wówczas w Kościele panowało piekło rozpętane przez przeciwników linii doktrynalnej, którą reprezentował papież Benedykt XVI.

Księże profesorze, co to znaczy piekło?

Upraszczając można powiedzieć, że osią konfliktu było starcie skrzydła konserwatywnego ze skrzydłem liberalnym i vice versa. Oczywiście mamy z tym do czynienia od stuleci. Nie tylko w chrześcijaństwie czy katolicyzmie. Jednak w trakcie pontyfikatu papieża Ratzingera doszło do czołowego zderzenia. Rok 2010 nazywany jest przez wielu watykanistów "rokiem strasznym" i był efektem starć Benedykta XVI z tą tzw. drugą stroną. Te starcia zaczęły się jeszcze, kiedy niemiecki kardynał był prefektem Kongregacji Nauki Wiary. Na Wielki Piątek 2005 r. Ratzinger przygotował rozważania do Drogi Krzyżowej w rzymskim Koloseum.

(...)


Co Ratzinger nazywał brudem w Kościele? Pedofilię, wykorzystywanie seksualne podwładnych?

To też. Wówczas, w 2005 r. Ratzinger naprawdę był postrzegany jako nadzieja na uporządkowanie w Kościele wielu złych rzeczy. Miał w tym już swoje zasługi – od końca lat 80. optował za tym, żeby zmienić Kodeks Prawa Kanonicznego, zaostrzając przepisy dotyczące pedofilii. Chodziło m.in. o podwyższenie dolnej granicy wieku ofiar i nakaz przesyłania do Rzymu z całego świata dokumentów dotyczących pedofilii klerykalnej. Te zmiany, głównie dzięki Ratzingerowi wprowadzono w 2001 r. Piszę o tym szczegółowo w moim najnowszym artykule naukowym pt. "Odpowiedź Kościoła katolickiego na problem wykorzystywania seksualnego osób nieletnich przez duchownych w latach 1984-2022". Studium zostało opublikowane na łamach czasopisma "Teologia i Moralność".

Rozumiem, że to też miało znaczenie w czasie konklawe w 2005 r.

Zdecydowanie tak. Dużym wstrząsem dla kardynałów na całym świecie był dramat pedofilii klerykalnej, który wybuchł w USA w 2002 r. Istniało ryzyko, że to piekło rozleje się po całym świecie. Trzeba pamiętać o jeszcze jednej sprawie, a mianowicie o tym, że w 1998 r. Ratzinger rozpoczął formalne postępowanie w Kongregacji Nauki Wiary przeciwko założycielowi zgromadzenia Legionistów Chrystusa Marcialowi Macielowi Degollado.

Degollado to pedofil, biseksualista, narkoman, przestępca seksualny, zaprzyjaźniony z wieloma potężnymi ludźmi w Watykanie.

Również z księdzem Stanisławem Dziwiszem.

Formalny akt oskarżenia przeciwko Degollado został przygotowany w Kongregacji Nauki Wiary 18 lutego 1999 r. Niestety, po upływie kilku miesięcy ofiary otrzymały oficjalne pismo, podpisane 24 grudnia 1999 r. o zawieszeniu postępowania.

Do przerwania postępowania przeciwko Degollado przyczynił się ksiądz Stanisław Dziwisz?

Nie mam takiej wiedzy. Uważam, że powinniśmy poznać precyzyjną odpowiedź na to pytanie.

Księże profesorze, kto to zablokował?

Druga strona. Andere Seite.

Dlaczego ksiądz mówi po niemiecku?



Ponieważ po raz pierwszy to pojęcie jako cytowana wypowiedź Ratzingera pojawiło się w prasie niemieckiej. Artykuł opisywał dyskusję między Ratzingerem a kardynałem Christophem Schönbornem, arcybiskupem Wiednia w sprawie dramatycznej sprawy kardynała Hansa Hermanna Groëra, arcybiskupa wiedeńskiego odsuniętego ze stanowiska w r. 1995. Dziennikarze śledczy badający przestępstwa seksualne Groëra szacują, iż kardynał z Wiednia mógł wykorzystać "ponad dwa tys. chłopców i młodych mężczyzn". Jednak do jego śmierci w 2003 r. Watykan nigdy nie potępił publicznie jego zachowań. Ratzinger w rozmowie z Schönbornem mówił, że to dlatego, że wygrała ta "andere Seite", że ta druga strona była silniejsza. To też pokazuje potężne napięcie, jakie panowało w Watykanie i w latach 90. i na początku lat dwutysięcznych, kiedy to liderem obozu stojącego na stanowisku konieczności oczyszczenia Kościoła stał kardynał Ratzinger.

W 2005 r. ta "andere Seite" przegrała, skoro Ratzinger został papieżem.

Na chwilę przegrała. Kiedy Ratzinger zostaje papieżem, to jedną z jego pierwszych decyzji jest ponowne otwarcie postępowania procesowego przeciwko założycielowi Legionistów Chrystusa. Jednak, moim zdaniem, w tym czasie Ratzinger zdawał sobie także sprawę z tego, że było już za późno na głęboką reformę wewnętrzną Kościoła jako instytucji. Miał świadomość potęgi struktur grzechu.

(...)

31 sierpnia 2005 r., cztery miesiące po wyborze, 265. następca św. Piotra podejmuje decyzję, jakiej żaden inny papież nie podjął przez 2000 lat istnienia Kościoła – zatwierdza dokument zakazujący przyjmowania do seminariów i udzielania święceń kapłańskich osobom, które "praktykują homoseksualizm, wykazują głęboko zakorzenione tendencje homoseksualne lub wspierają tak zwaną kulturę gejowską".

Oficjalny tytuł tego dokumentu brzmi następująco: "Instrukcja dotycząca kryteriów rozeznawania powołania w stosunku do osób z tendencjami homoseksualnymi w kontekście przyjmowania ich do seminariów i dopuszczania do święceń". I ten dokument, który był już gotowy w wersji roboczej w połowie lat 90. wywołał wielką burzę w Kościele. Został zdecydowanie odrzucony w wielu krajach świata. Papież spotkał się z wielkim oporem. W 2018 r. mówiłem o tym szeroko w wywiadzie dla Katolickiej Agencji Informacyjnej.

Dlaczego wcześniej Jan Paweł II takiego dokumentu nie podpisał?

Nie wiem. To jest jedno z najważniejszych pytań dotyczących pontyfikatu Jana Pawła II. Trzeba pytać, jakie racje przeważyły, że Jan Paweł II nie zlecił publikacji tego dokumentu. Benedykt zrobił to od razu, na początku pontyfikatu. Ta decyzja wywołała ostrą krytykę w kręgach kościelnych w wielu krajach. Kiedy 4 listopada 2005 r. ten dokument opublikowano, wiele episkopatów i zgromadzeń zakonnych otwarcie się sprzeciwiło, powiedziało, że nie będzie go wcielać w życie."(...)



Gdzie jest teraz ta "andere Seite"?

W dużej, białej skrzyni… 23 marca 2013 r. papież Franciszek odwiedził swego poprzednika Benedykta XVI, przebywającego w Castel Gandolfo. Na zdjęciach z tego spotkania widać dwóch siedzących i rozmawiających ze sobą papieży, a między nimi na stole stoi duża biała skrzynia, pudło. Były w niej tajne dokumenty, jakie Ratzinger postanowił przekazać osobiście papieżowi Franciszkowi. Papież emeryt zabrał je z Watykanu do Castel Gandolfo. Wśród nich były m.in. raporty specjalnej komisji śledczej, powołanej 24 kwietnia 2012 r. w celu wyjaśnienia watykańskich intryg, skandali i kradzieży papieskich dokumentów. Według części komentatorów w raporcie, sporządzonym przez emerytowanych dostojników Kurii Rzymskiej, kardynałów: Juliana Herranza, Jozefa Tomko i Salvatore De Giorgi może znajdować się klucz do wyjaśnienia wszystkich okoliczności abdykacji papieża."

(koniec cytatu)

Martel w "Sodomie" twierdził, że do abdykacji Benedykta XVI skłoniło m.in. to co odkrył podczas wizyty apostolskiej na Kubie. Tamtejszy episkopat - blisko związany z komunistyczną bezpieką - miał być totalnie pogrążony w aferach gejowsko-pedofilskich. 

Trafnej obserwacji dokonał również profesor Andrzej Nowak:

"Przeczytałem niedawno wspaniałą biografię Benedykta XVI pióra Petera Seewalda, w której przypomniano skalę niebywałej agresji skierowanej przeciwko temu papieżowi i Kościołowi przez system medialnego kłamstwa. Powiedziałbym, że zwłaszcza ta niemiecka szkoła kłamstwa wobec Benedykta XVI odsłania się w tej biografii jako coś niezwykle pouczającego i przerażającego jednocześnie. Tę niemiecką szkołę kłamstwa widzę w bardzo dużej części mediów w Polsce współcześnie, skupia się na atakach na Kościół, na papieża św. Jana Pawła II. Atak został podjęty od początku pontyfikatu Benedykta XVI, ale nasilił się zwłaszcza po jego wspaniałym wykładzie w Ratyzbonie, po przywróceniu Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X – każda okazja była wykorzystywana do tego, by wyrywając z kontekstu jakieś zdanie z nauczania papieża zaatakować go jako absolutnego wroga każdego człowieka, wroga współczesności. Ta skala kłamstwa jest niewątpliwie zjawiskiem, w kontekście którego trzeba zobaczyć nie tylko decyzję o odejściu z urzędu następcy św. Piotra, ale także całej walki, jaką toczyć musiał Benedykt XVI przez osiem lat swojego pontyfikatu."

(koniec cytatu)

Pamiętajmy również, że Benedykt XVI był również wielkim przyjacielem Polski. U Niemców to bardzo rzadkie. No chyba, że uznamy, że Bawaria nie jest częścią Niemiec...

Nie mam też żadnych wątpliwości, że nawet mocno schorowany Benedykt XVI wykazałby się większym zrozumieniem wojny na Ukrainie od  uprzedzonego wobec "gringos" peronisty Franciszka.

***

O okolicznościach cichego puczu w Watykanie i pedofilskich związkach ludzi, którzy uczynili kardynała Bergoglio papieżem pisałem już w odcinku serii Pontifex: Cichy pucz. Warto do niego powrócić. Jak i do całej serii Pontifex.

O Benedykcie XVI wspomniałem również w serii Phobos. Przypomnijmy zatem poruszone tam wątki dotyczące niedawno zmarłego papieża:

"W 2006 roku papież Benedykt XVI odwołał ze stanowiska szefa Obserwatorium Watykańskiego i swojego doradcy naukowego człowieka bardzo sceptycznie nastawionego do istnienia Obcych. Jego następcą uczynił jezuitę Gabriela Funesa, który w 2008 r. stwierdził, że nie ma konfliktu pomiędzy wiarą w Boga a wiarą w obce cywilizacje. "Obcy może być moim bratem". Jego podwładny, o. Guy Consolmagno, powiedział natomiast w 2010 r., że Obcy może mieć duszę i trzeba go ochrzcić "niezależnie od tego, ile ma macek". Dodał też, że ludzie byliby naprawdę zaskoczeni, gdyby dowiedzieli się jak mocno Watykan angażuje się w nowoczesne badania naukowe. (...) Zaskakującym sygnałem dotyczącym tego, jak Stolica Apostolska postrzega fenomen UFO jest również to, że Watykan szeroko otworzył swoje archiwa dla ufologa Michaela Hesemanna. Hesemann napisał dzięki temu kilka dobrych książek historycznych - np. poświęconych Piusowi XII i dawnym relikwiom. Nie da się jednak zaprzeczyć, że jest on też czołowym niemieckim ufologiem, który kiedyś robił m.in. wywiady z kontaktowcem Billym Meierem. I ten czołowy niemiecki ufolog napisał wspólnie z Georgiem Ratzingerem książkę "Mój brat papież". "

(koniec cytatu)

Jednym z moich marzeń jest to, by następnym papieżem został katolicki alt-rightowy, antykomunistyczny ezoteryk. By uczynił swoimi współpracownikiem księdza Natanka. I by jedną z pierwszych jego decyzji jako papieża było ekskomunikowanie całej rodziny Giertychów i Terlikowskiego. Amen.

***


Według Generała SWR, doszło do ciekawego zdarzenia w związku z ukraińskim sylwestrowym celnym strzałem w Makijewce. Na naradzie Putina z przedstawicielami resortów siłowych wystąpiło spięcie pomiędzy wojskowymi a Patruszewem. Wojskowi początkowo twierdzili, że w Makijewce zginęło 88 ludzi, później, że 105. Patruszew twierdził, że co najmniej 290. Później FSB wspólnie z Ministerstwem ds. Sytuacji Nadzwyczajnych ustaliły, że było 312 zabitych i zaginionych oraz 157 rannych, których nazwiska ustalono.

Generał FSB podał też dane o stratach bezpowrotnych (zabitych, zaginionych, bardzo ciężko rannych, dezerterach), które Putin dostał na dzień 31 grudnia 2022 r. Wynoszą one w przypadku sił zbrojnych: 104 186 ludzi. W przypadku prywatnych firm wojskowych: 33 902. Rosgwardia: 5941. FSB: 1118. Ministerstw ds. Sytuacji Nadzwyczajnych: 297.

***

W tym tygodniu wyjątkowo dwa wpisy. W sobotę pojawi się też nowy wpis z serii Kemet. 

niedziela, 27 grudnia 2020

Phobos: Kosmiczna Krucjata

 


Ilustracja muzyczna: Hiroyuki Sawano - Eren the Coordinate - Attack on Titan OST

20 lutego 1954 r., podczas urlopu w Palm Springs w Californii, prezydent Eisenhower zniknął na kilkanaście godzin. Pojawiały się plotki, że zachorował lub nawet umarł. Później tłumaczono, że musiał nagle udać się do dentysty, bo plomba wypadła mu, gdy jadł pieczonego kurczaka. Świadkowie widzieli jednak tego dnia Eisenhowera w zupełnie innym miejscu - bynajmniej nie w gabinecie dentystycznym. Bill Kirklin, lekarz Sił Powietrznych, opowiadał, że tego dnia wezwano go wraz z ambulansem do bazy lotniczej Norton. Widział jak personel bazy witał prezydenta na pasie startowym. Eisenhower przesiadł się tam w C-45 i odleciał w stronę bazy lotniczej Muroc/Edwards. Baza była wówczas z jakiegoś powodu zamknięta na trzy dni  - co potwierdził na podstawie wielu relacji ppłk Wendelle Stevens. Co się wówczas wydarzyło w tej bazie i co ściągnęło tam prezydenta?


Henry McElroy, republikański stanowy kongresmen z New Hampshire, ujawnił w 2012 r., że podczas pracy w Komisji ds. Weteranów, dostarczono mu dziwny dokument - memorandum do prezydenta Eisenhowera, w którym była mowa o obcych istotach obecnych na terenie USA (czyżby te obce istoty wyglądały jak ludzie?) i że można zaaranżować spotkanie z nimi. Charles Suggs Jr, sierżant marines twierdził, że jego ojciec, komandor US Navy Charles Suggs Sr był jedną z osób towarzyszących prezydentowi podczas spotkania z "nordyckimi" obcymi 20 lutego 1954 r. w bazie Edwards. Widział tam dwóch wysokich obcych, mających białe włosy, jasnoniebieskie oczy i "pozbawione koloru" usta. "Rzecznik obcych" stał kilka metrów od Eisenhowera a drugi obcy na rampie, która wysunęła się z latającego dysku. Dopytywali się oni prezydenta m.in. o amerykańskie próby jądrowe. Na 1 marca 1954 r. był zaplanowany na atolu Bikini test bomby wodorowej "Castle Bravo" o mocy 15 Mt. Anonimowy pułkownik Sił Powietrznych, będący w latach 50. pilotem oblatywaczem, opowiedział Lordowi Clancarty, o tym że widział w bazie Edwards w 1954 r. lądowanie pięciu obcych pojazdów - dwóch cygarokształtnych i trzech dysków. Obcy mieli wyglądać "jak ludzie, ale nie do końca jak ludzie". Spotkali się z prezydentem i poinformowali go, że chcą rozpocząć na Ziemi "program edukacyjny". Inny anonimowy oficer Sił Powietrznych powiedział pilotowi RAF Desmondowi Leslie, że w bazie Edwards wylądował dysk o średnicy 100 stóp, który Eisenhower obejrzał w hangarze 27. Wdowa po oficerze żandarmerii z bazy Edwards opowiadała natomiast, że jej mąż widział prezydenta wchodzącego w 1954 r. do hangaru, by obejrzeć latający dysk. Brytyjski ufolog Timothy Good zebrał kolejne trzy relacje mówiące o lądowaniu latających dysków w bazie Edwards. Wszystkie one mówią o 20 lutego 1954 r. Jeden ze świadków brał udział w "omyłkowym" ostrzelaniu UFO z działa przeciwlotniczego. Don Philips, inżynier sił powietrznych, pracujący m.in. nad U-2 i SR-71 Blackbird, zeznał natomiast, że widział film ze spotkania Eisenhowera z obcymi w bazie Edwards nakręcony w 1954 r.

Mamy też dokument z epoki pośrednio potwierdzający, że 20 lutego 1954 r. doszło do czegoś w bazie Edwards. Nie jest to oficjalny dokument rządowy, ale prywatny list wysłany 16 kwietnia 1954 r. przez pisarza i badacza zjawisk paranormalnych Geralda Lighta do Meade'a Layne'a, dyrektora Stworzyszenia Granicznych Badań Naukowych. Light twierdził w tym liście, że znalazł się w grupie wyselekcjonowanych "reprezentantów społeczeństwa", którzy odwiedzili bazę Edwards wraz z prezydentem 20 lutego 1954 r. Byli grupą testową. Zaproszono ich, by zbadać ich reakcje na istnienie cywilizacji pozaziemskich. Light wspomniał o "pięciu różnych typach pojazdów powietrznych badanych przez oficjeli z Sił Powietrznych z pomocą i za zgodą Etherian". Ethernianami nazywał on "nordyckich" obcych, z którymi rzekomo miał kontakt już w latach 30. Zwróćmy uwagę, że Light podał taką samą datę i miejsce kontaktu jak inni świadkowie, pisał o takie samej rasie obcych, obecności prezydenta i o tym, że oficjele z Sił Powietrznych mieli okazję zbadać na miejscu pięć obcych statków. Light napisał również, że wraz z nim byli tam m.in.: "Franklin Allen z gazet Hearsta", Edwin Nourse z Brookings Institution (były doradca ekonomiczny Trumana) oraz... "biskup MacIntyre z L.A.". Nazwisko biskupa zapisał błędnie - prawidłowe to James Francis McIntyre.

Te same nazwiska - w tym biskupa McIntyre'a - jako uczestników spotkania w bazie Edwards w 1954 r. - podał kontrowersyjny ufolog Milton William Cooper, w latach 1970-1973 funkcjonariusz wywiadu marynarki wojennej (ONI) we flocie Pacyfiku. Cooper opisywał to spotkanie na podstawie dokumentów z jakimi się rzekomo zapoznał w ONI. (Cooper został zabity przez policję 5 listopada 2001 r. Wcześniej twierdził, że Clinton wydał na niego wyrok i ostrzegał przed terrorystycznym atakiem "false flag" na USA.) 


W 2001 r. włoski ufolog Cristoforo Barbato, usłyszał od jezuity pracującego dla służb wywiadowczych Stolicy Apostolskiej, że w 1954 r. prezydent Eisenhower spotkał się z obcymi w bazie Muroc/Edwards. Spotkanie było filmowane przez amerykańskich wojskowych (kolejny zazębiający się element w relacjach.) W spotkaniu miał uczestniczyć arcybiskup Los Angeles James Francis McIntyre, który poleciał później do Rzymu i zbriefował na ten temat papieża Piusa XII. Papież nakazał watykańskim służbom zbierać informacje dotyczące obcych oraz ich kontaktów z rządem USA. Przypomnę, że Pius XII był papieżem wywodzącym się z tajnych służb - wykonywał misje we Francji i w Niemczech a w czasie II wojny światowej był w samym centrum tajnych rozgrywek wywiadowczych mających na celu likwidację Hitlera i zmianę wyniku wojny.



Kim był jednak wspomniany arcybiskup James McIntyre? Był jednym z najwybitniejszych amerykańskich biskupów katolickich. Zaczynał karierę jeszcze przed I wojną światową jako makler na Wall Street. Wybrał jednak stan duchowny. W 1936 r. został prałatem papieża Piusa XI. W latach 1940-1948 był biskupem pomocniczym Nowego Jorku -  współpracownikiem antykomunistycznego arcybiskupa Francisa Spellmana, będącego biskupem polowym armii USA. (Można więc uznać, że siły zbrojne uznawały abpa McIntyre'a za "swojego człowieka".) W latach 1948-1970 był arcybiskupem Los Angeles a w 1953 r. został pierwszym kardynałem z Zachodu USA. Zapamiętany został jako wielki budowniczy parafii, kościołów i szkół. A także jako ostry antykomunista wojujący w latach 60-tych z liberalno-lewicowymi durniami w sutannach i innymi śmieciami. Namawiał księży, by chodzili na spotkania John Birch Society. Był też tradsem. Kontestował deformę liturgiczną soboru watykańskiego drugiego a na emeryturze odprawiał Mszę Trydencką w swojej prywatnej kaplicy. I ten właśnie altrightowy trads był depozytariuszem tajemnicy kontaktu z obcymi w bazie Muroc/Edwards...

Wspomniany w poprzednim odcinku serii Phobos  "kontaktowiec" George Adamski twierdził, że spotkał się z papieżem Janem XXIII w Watykanie w 1963 r. Tak właściwie to Adamski się z tym specjalnie nie afiszował - to kilka lat później opowieści o tej wizycie rozpropagowali jego znajomi.  Watykan oczywiście zaprzeczał, by do tej audiencji doszło. Menedżer hotelu, w którym Adamski zatrzymał się wówczas w Rzymie widział jednak jak jakiś "biskup" zostawił na recepcji przesyłkę do Adamskiego. W przesyłce tej był złoty medal pamiątkowy z Janem XXIII. Ponoć ten medal można było nabyć w sklepach z pamiątkami, ale jednak to dziwne, że jakiś purpurat sam się fatygował, by go dostarczyć... (Zauważmy, że Jan XXIII też był papieżem wywodzącym się z tajnych służb.) Kardynal Loris Capovilla, prywatny sekretarz Jana XXIII rzekomo opowiadał przed swoją śmiercią, że w 1961 r. wraz z Ojcem Świętym obserwował UFO nad Ogrodami Watykańskimi. Z UFO miał jakoby wyjść Obcy, który wyglądał ludzko poza tym, że otaczała go złocista poświata. Papież ponoć porozmawiał przez chwilę z Obcym na osobności. Potem powiedział swojemu sekretarzowi: "Synowie Boży są wszędzie. Czasem mamy trudności z rozpoznawaniem naszych braci". Synowie Boży tacy jak w Rozdziale 6 Księgi Rodzaju?

Jezuita z watykańskich tajnych służb, z którym rozmawiał Barbato, twierdził, że Jan Paweł II był zwolennikiem ujawnienia prawdy o obcych cywilizacjach. Stykał się jednak z oporem frakcji temu przeciwnych. Jan Paweł II mocno przyjaźnił się z prezydentem Ronaldem Reaganem, który był zafiksowany na punkcie istnienia obcych cywilizacji i zagrożenia jakie stanowią one dla Ziemi. Skoro Reagan rozmawiał o tym ze swoim przeciwnikiem - Gorbaczowem - i wspominał tę kwestię podczas wystąpienia na forum Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych, to czemu nie miałby poruszyć tego tematu w rozmowach ze swoim przyjacielem Karolem Wojtyłą?



Czy "miękkie ujawnienie" było jednak w jakiś sposób prowadzone przez Stolicę Apostolską? W 2000 r. doszło do niecodziennej debaty pomiędzy Zecharią Sitchinem - autorem bestsellerów o tematyce paleoastronautycznej (znawcą starożytnych języków bliskowschodnich piszącym o biblijnych "Nephilim"/ sumeryjskich Annunaki) a monsignore Corrado Balduccim - przyjacielem papieży i zarazem głównym egzorcystą Diecezji Rzymskiej. Balducci przyznał podczas tej debaty, że cywilizacje pozaziemskie mogą istnieć, mogą być bardziej od nas zaawansowane i mogły... nas stworzyć. W 1998 r. stwierdził, że UFO jest zjawiskiem realnym, które w znacznej większości przypadków nie ma charakteru demonicznego.  Prałat Balducci to żaden modernista czy liberał. To konserwatysta, który ze swoją krytyką współczesnej antykultury mógłby dobrze odnajdywać się na antenie Radia Maryja. To też duchowny, który zaczynał swoją karierę za Piusa XII, w 1954 r. w służbie dyplomatycznej - czyli w tajnych służbach. Czyli akurat wtedy, gdy Pius XII nakazał tajnym służbom zbierać informacje o obcych.





W 2006 roku papież Benedykt XVI odwołał ze stanowiska szefa Obserwatorium Watykańskiego i swojego doradcy naukowego człowieka bardzo sceptycznie nastawionego do istnienia Obcych. Jego następcą uczynił jezuitę Gabriela Funesa, który w 2008 r. stwierdził, że nie ma konfliktu pomiędzy wiarą w Boga a wiarą w obce cywilizacje. "Obcy może być moim bratem". Jego podwładny, o. Guy Consolmagno, powiedział natomiast w 2010 r., że Obcy może mieć duszę i trzeba go ochrzcić "niezależnie od tego, ile ma macek".  Dodał też, że ludzie byliby naprawdę zaskoczeni, gdyby dowiedzieli się jak mocno Watykan angażuje się w nowoczesne badania naukowe. W 2014 r. papież Franciszek powiedział zaś, że mógłby ochrzcić "Marsjanina".  Może więc tegoroczna "denikenowska" szpoka na Placu Św. Piotra (rzeźby pochodzące z lat 60-tych) jest kolejną sugestią dotyczącą UFO?



Zaskakującym sygnałem dotyczącym tego, jak Stolica Apostolska postrzega fenomen UFO jest również to, że Watykan szeroko otworzył swoje archiwa dla ufologa Michaela Hesemanna. Hesemann napisał dzięki temu kilka dobrych książek historycznych - np. poświęconych Piusowi XII i dawnym relikwiom. Nie da się jednak zaprzeczyć, że jest on też czołowym niemieckim ufologiem, który kiedyś robił m.in. wywiady z kontaktowcem Billym Meierem. I ten czołowy niemiecki ufolog napisał wspólnie z Georgiem Ratzingerem książkę "Mój brat papież". 


No cóż, Kościół Katolicki to organizacja badająca zjawiska paranormalne od 2 tysięcy lat. Dłużej niż ci wszyscy newage'owi pajace. Siłą rzeczy musiała zgromadzić na ich temat - w tym na temat UFO - ogromną wiedzę. A że się tą wiedzą nie dzieli, jest w pełni zrozumiałe. Zobaczcie choćby do jakiego chaosu doprowadziła swobodna interpretacja Biblii - do powstania setek popierdolonych sekt (takich jak skopcy), wojen religijnych i innych zbrodni. A co by było, gdyby ujawnić wiedzę o prawdziwych korzeniach ludzkości i o tym, że nie jesteśmy sami we Wszechświecie? Jakie chore ideologie i sekty powstałyby w wyniku tego ujawnienia?

***

Zakończmy akcentem humorystycznym. Na temat UFO wypowiadał się też niezastąpiony pastor Chojecki. Z jego audycji możemy dowiedzieć się, że ludzie przekonani o realności tego zjawiska to "wierzący w Putina". Czyli, że m.in. Ronald Reagan, gen. MacArthur, gen. Exxon, płk Corso i tabuny innych przedstawicieli amerykańskich resortów siłowych to komuniści i putiniści. Dalej jest coraz większa żenada. Pastor mówi, by olać "jakieś tabliczki wykopane na pustyni" i w temacie Sumerów i Annunaki wierzyć tylko Biblii (która została pewnie od razu objawiona w formie drukowanej :). 



Ale dnem żenady jest to, gdy jakaś kobiecina "streszcza" sumeryjski Epos o Gilgameszu. Prawi kocopały, że Gilgamesz "wraz ze swoim przyjacielem Wężem" wybrał się, by zabić Boga, którego obwiniał o zesłanie Potopu. No cóż, Gilgamesz wybrał się w świat by zdobyć nieśmiertelność, nie chciał zabić żadnego z wielu bogów sumeryjskiego panteonu, a jego przyjacielem nie był wąż, tylko małpolud Enkidu. Pastor na podstawie kocopałów tej kobieciny buduje później swoją główną narrację dotyczącą UFO i przekonuje, że Watykan służy reptilom, bo chiński smok noszony w Pochodzie Trzech Króli to właśnie ten wąż, z którym kumplował się Gilgamesz. No cóż, ten Wąż mi się skojarzył z Jashin-chan czyli główną bohaterką komediowego anime "Dropkick" poświęconego demonom. Gorąco je polecam Pastorowi i jego "specjalistce od Sumeru". Ksiądz Natanek też poleca! (I tu mamy wyraźną wyższość ludowego katolicyzmu nad plastikowym "biblijnym krześcijaństwem" rodem z Las Vegas - ks. Natanek potrafił rzucić klątwę na TVN i wkrótce potem wybuchła sprawa z molestowaniem przez Durczoka.)




***

Być może (zależnie od obfitości materiałów) będą kolejne odcinki serii Phobos, która cieszy się ogromną popularnością. Ale poczekajmy jeszcze jaka będzie sytuacja po Nowym Roku. Dla każdego z nas 2020 r. był co najmniej dziwnym rokiem. Dla mnie też. Po raz pierwszy od  2005 r. nie pojechałem nigdzie za granicę. Zwiedzałem za to piękne i bogate w historyczne ślady tereny Polski - Warmię, Lubelszczyznę i Ponidzie. Spotykałem się ze znajomymi z różnych obszarów Polski. Czułem się jak w programach "Było nie minęło" czy "Polowanie na Hitlera". Były też przygody paranormalne. Ale o nich we właściwym czasie :) W Sylwestra wszyscy będą natomiast "nerdami". Miejmy nadzieję więc, że 2021 rok będzie jak "Zemsta Frajerów" :)

Dobrego 2021 roku! Niech yetisyny same się zresetują!



sobota, 16 grudnia 2017

Największe sekrety: Pontifex - Disciplina Arcani

Ilustracja muzyczna: Thomas Bergensen - Sun



Stolica Apostolska może się pochwalić imponującą tradycją szpiegowską. Już w VII w. papież Marcin I polecił swoim ludziom wyśledzić potencjalnych porywaczy i ich prewencyjnie zlikwidować. Watykańscy tajni agenci oraz informatorzy odkryli plan porwań papieży Grzgorza II  w 720 r., Adriana I w 780 r. i Mikołaja V w 1453 r., uratowali Leona III w 799 r., ostrzegli Gelazjusza przed cesarskim najazdem na Rzym w 1118 r., w 1248 r. poinformowali Inocentego IV, że cesarz Fryderyk II próbuje go zabić i powiadomili Juliusza II w 1507 r., że król Francji chce go zdetronizować. Św. Bonifacy, apostoł Germanii z przełomu VII i VIII w. dokonał wielu odkryć w kryptologii, pomagających mu w utrzymaniu bezpieczeństwa jego misji. W późniejszych wiekach jezuiccy księża przemykali się z narażeniem życia do krajów w których szalały prześladowania Kościoła: protestanckiej Anglii, Holandii i Szwecji oraz do buddyjsko-szintoistycznej Japonii. Jezuici (a także przedstawiciele innych zakonów), jako agenci wpływu działali nawet w tak odległych i egzotycznych miejscach jak dwór cesarski w Chinach, dwór mongolskich chanów czy też pałac Dalajlamy.  




Kościół zaprawił się tajnej wojnie już w swoich pierwszych wiekach. Stosowanie podstępu i zachowywanie tajemnicy było wówczas koniecznością. Chrześcijaństwo działało jako tajny kult, posługujący się znakami zrozumiałymi dla wtajemniczonych (takimi jak symbol ryby). Pilnie strzeżono tajemnicy sakramentów i nie ujawniano wszystkich prawd wiary świeżo nawróconym poganom z obawy przed tym, że są rzymskim agentami infiltrującymi ich grupę. "Nie wolno wprowadzać w obie doktryny tajemnic, które wolno oglądać jedynie wtajemniczonym" - pisał św. Bazyli. "Jeśli katechumen zapyta, co mówili nauczyciele, nieznajomemu nie mówcie niczego, gdyż obdarzamy was tajemnicą, pamiętajcie, by nie rzec ani słowa, nie dlatego, iż nie jest to warte powtarzania, ale dlatego, że ucho, które to słyszy, nie jest warte, by to usłyszeć" - nauczał św. Cyryl Jerozolimski.  Oficjalnie, na tajny aspekt działalności Kościoła mówiono: Disciplina Arcani, czyli Droga Tajemnicy. Powody do trzymania się tej drogi były oczywiste: wszyscy pierwsi papieże stali się męczennikami, podobnie jak tysiące pierwszych wyznawców Chrystusa. W tak wrogim środowisku musiałeś działać jak tajny agent, dywersant i terrorysta, by przetrwać i obalić System. Kościół Katolicki był wówczas organizacją wywrotową, która zdołała przejąć od środka supermocarstwo. Stało się tak, bo zdołała "zwerbować" ludzi z rzymskich elit - w tym wielu wojskowych. Pierwszym "zwerbowanym" był funkcjonariusz żydowskiej, świątynnej bezpieki kierujący akcją zwalczania chrześcijan - św. Paweł.



Disciplina Arcani nawiązywała bezpośrednio do nauk Jezusa. Jak napisał były agent FBI Mark Riebling: "Nauczając we wrogim otoczeniu, nakazał swoim uczniom skrywać jego tożsamość, jego słowa i jego działania przed niewtajemniczonymi. Stworzył tajne komórki złożone z apostołów pod wodzą Jakuba i Jana, których nazywał Synami Gromu i których zabrał na wspinaczkę w góry wraz z protegowanym Piotrem, by omawiać poufne sprawy. Spotykali się w tajnych miejscach, w których Jezus zjawiał się osobnymi, ukrytymi wejściami, a których lokalizację ujawniali sobie przez zakodowane sygnały, takie jak podążanie za mężczyzną z dzbanem przez całe Jeruzalem, Chrystus przedsięwziął takie środki ostrożności nie z obawy przed rzymskimi władzami, lecz by wymykać się wysokim kapłanom żydowskim, godności wówczas przynależnej potomkom Annasza, o których napisano w Talmudzie: "Zaraza na dom Annasza, zaraza za ich szpiegowanie".



Jezus niczym typowy "spymaster" ma też poważne dziury w swoim życiorysie. Nowy Testament wymienia dwa różne Jego rodowody (sprzeczności są tłumaczone częściowo zastosowaniem przez Helego, ojca Józefa - prawa lawiratu, przejęcia żony po zmarłym krewnym). Wielką tajemnicą jest to, co robił zanim zaczął w wieku 30 lat publicznie nauczać w Palestynie. Istnieją legendy mówiące o jego podróżach do Iranu, Indii oraz Tybetu- ale spora część z nich może być fałszerstwami dokonanymi przez rosyjskiego podróżnika Nikołaja Notowicza.



Wielką tajemnicą jest również opisany w Ewangelii według Św. Mateusza hołd "Trzech Króli" ze Wschodu. Są tam oni nazywani "Mędrcami ze Wschodu". Przyjmuje się, że byli oni perskimi, aryjskimi magami - czyli kapłanami. Prawdopodobnie szukali oni Saoszjanta - zaratustriańskiego Mesjasza. Jak czytamy: "Późne teksty mówią o narodzinach samego Ahura Mazdy z dziewicy, która wykąpie się o świcie w pewnym górskim jeziorze. Saoszjant stanie na czele ludzi szlachetnych, poprowadzi ich do boju przeciwko zastępom ciemności i rozpocznie ostatnią epokę dziejów – czasy wiecznego triumfu prawdy i dobra.(...) Kapłani perscy (uczniowie Zaratusztry) wypatrywali więc znaków narodzin Saoszjanta. Szukali tych znaków przede wszystkim na niebie. A że od Chaldejczyków nauczyli się zasad astrologii, zauważyli w 7 r. p.n.e. potrójną koniunkcję Jowisza i Saturna w znaku ryb. Ta bardzo rzadka konfiguracja planetarna oznaczała według symboliki astrologicznej narodziny wielkiego króla w kraju Hebrajczyków. Wyruszyli więc w podróż, a ich niewyraźne postacie na zawsze utrwalone zostały na kartach Ewangelii wg św. Mateusza, który nazwał ich „magami ze Wschodu”.Średniowieczny podróżnik wenecki, Marco Polo, zawarł w swoim sławnym Opisaniu świata następujący fragment: „Jest w Persji miasto Saveh, z którego wyszli Trzej Magowie, którzy udali się, aby pokłon złożyć Jezusowi Chrystusowi. W mieście tym znajdują się trzy wspaniałe i potężne grobowce, w których zostali złożeni Trzej Magowie. Ciała ich są aż dotąd pięknie zachowane cało tak, że nawet można oglądać ich włosy i brody”. Sto lat później to samo miejsce odwiedził i opisał inny podróżnik, franciszkański misjonarz – Oderyk z Pordenone. I on widział groby Trzech Magów wśród ruin miasta."



Zaraostryjskich kapłanów nazywano "Magi". Według orientalisty Heinricha von Stietencrona najpóźniej w I w n.e. zaczęli oni przenikać do Indii, gdzie połączyli swoją wiarę z elementami hinduzimu oraz buddyzmu. Wpływali też na hinduizm, buddyzm i tybetańską religię Bon. Ich głównym bóstwem był bóg czasu  Zurvan, na którym wzorowano tantryczne buddyjskie bóstwo Kalachakrę. To od kapłanów Zurvana wyznawcy Bon i buddyści przejęli takie koncepcje jak ostateczna, apokaliptyczna bitwa ze Złem czy też przyszły zbawiciel - Budda Maitrerya, który poprowadzi do walki wojska podziemnego królestwa Szambalii. Część badaczy przyjmuje, że słowo Maitreya pochodzi od Mitry, perskiego, aryjskiego bóstwa solarnego. W zurwaniźmie, zanieczyszczonym zewnętrznymi wpływami, są korzenie mitraizmu - kultu będącego głównym konkurentem rosnącego w siłę chrześcijaństwa w Cesarstwie Rzymskim. Od czasów renesansu wielu okultystów - od Giordano Bruna po Helena Bławacką - przekonywało o wspólnych korzeniach tajnej tradycji Wschodu i Zachodu. (Żona gen. Ludendorffa pisała nawet, że Dalajlama steruje Żydami i papieżem :)  Podobieństwa między tymi tradycjami rzeczywiście istnieją a ich źródłem byli prawdopodobnie aryjscy Magi - kapłani Zurvana/Kalachakry. To od nich wszak wzięło się określenie: "magia" kojarzone przez wieki jednoznacznie z ciemnymi, okultystycznymi siłami. A jednak z jakiegoś powodu ci Magowie - twórcy obu tajnych tradycji - wybrali się w długą podróż do Betlejem, by oddać hołd Jezusowi...



Początki chrześcijaństwa skrywa jakaś wielka tajemnica. Z pozoru wszystko zostało dokładnie opisane i wyjaśnione w Biblii. Marian Kowalski i pastor Chojecki przeciwstawiają nawet tę Księgę "złemu Kościołowi", który miał rzekomo skazić "czyste" pierwotne chrześcijaństwo jakimiś brudnymi pogańskimi zwyczajami (typu choinka czy święcenie pokarmów na Wielkanoc). Problem jednak w tym, że Pismo Św. nie istniało w I i II w. n.e. w takiej formie jak obecnie -  zostało później skompilowane przez Kościół Katolicki. Jedne księgi uznano za natchnione przez Boga, inne odrzucono. W ten sam sposób Kościół stał się strażnikiem dawnych, pogańskich (w tym także turbosłowiańskich) tradycji. Niektóre odrzucił, ale bardzo wiele przyjął. Nowi święci przyjmowali atrybuty dawnych bogów. Nieprzypadkowo Maryja została ogłoszona Bogurodzicą na soborze w Efezie - mieście będącym centrum kultu Artemidy, bogini-dziewicy. Nieprzypadkowo Maryja przejęła w Polsce atrybuty bogiń Dziewanny i Marzanny (będącej również naszą dawną boginią wojny).



I tutaj dochodzimy do kwestii objawień maryjnych. W meksykańskim Guadalupe Matka Boska miała ukazać się Indianiowi Juanowi Diego i pozostawić na jego płaszczu swój cudowny wizerunek. W jej oczach na tym obrazie, po powiększeniu cyfrowym widać odbicie ludzkich postaci.  Na meksykańskich Indianach ogromne wrażenie zrobiło to, że gwiazdy na Jej płaszczu były ułożone w konstelację ważną dla nich z powodów religijnych a Matka Boska deptała węża, symbol Quetzalcoatla. Pokazywała więc, że jest silniejsza od dawnego boga. W Fatimie zaprezentowała "cud Słońca", czyli według relacji świadków "srebrny dysk rozsiewający światło i zniżający się ku ziemi". Objawienia Gietrzwałdzkie mocno zaniepokoiły Bismarcka - Matka Boska miała tam mówić po polsku, a więc w języku narodu, którego Bismarck naprawdę się bał (sądząc, że wspólnie z jezuitami i socjalistami zniszczy Rzeszę od środka - sam nauczył się polskiego i mówił nim w swoim domu). Giewtrzwałd był zadupiem, podobnie jak Fatima, La Salette czy Lourdes, ale tamtejsze objawienia wydarzyły się w gorącym politycznie okresie Kulturkampfu. W Gietrzwałdzie Maryja mówiła w lokalnej gwarze warmińskiej. Podczas objawień w japońskiej prefekturze Akita mówiła pewnie lokalnym dialektem uznawanym za "wieśniaczenie". Akita to w Japonii wręcz synonim zadupia. Podobnie zadupiem, biedną, na wpół wiejską dzielnicą Warszawy były w 1943 r. Siekierki, gdzie doszło do objawień maryjnych, przepowiadających m.in. zniszczenie stolicy podczas Powstania.




W Fatimie czy Lourdes Matka Boska jest brunetką. Na części obrazów przedstawiających objawienia gietrzwałdzkie ma rude włosy. Podczas objawień na Siekierkach ukazała się jako słowiańska blondynka. Owszem wielokrotnie zdarzało się, że Matki Boskie z obrazów i rzeźb były wzorowane przez artystów na swoich modelkach, żonach, córkach, kochankach, czy też kochankach władców. (Kard. Danielou nazwał więc bez większego skrępowania jedną ze średniowiecznych figur Matki Boskiej "laleczką z dużym biustem" wzorowaną na kochance króla.) Tutaj jednak mieliśmy do czynienia z obrazami namalowanymi na podstawie relacji wizjonerów. Czyżby dostosowywała swój wygląd tak by jawiła się jako osoba bardziej swojska, a więc łatwiejsza do przyjęcia w kulcie? Jasne włosy u Maryi nie byłyby zresztą moim zdaniem niczym niezwykłym. Pismo Św. nie podaje jej rodowodu a akurat w Galilei Żydzi sąsiadowali z wieloma różnymi ludami. Ledwo 35 km od Nazaretu znajduje się miasto Bet Sze'an, zwane w starożytności Scytopolis. Tam osiedlono kiedyś scytyjskich najemników służących bliskowschodnim imperium. Scytowie byli ludem aryjskim  i często (wystarczy choćby spojrzeć na ilustracje w popularnych "Ospreyach") są przedstawiani jako blondyni o niemal słowiańskiej fizjonomii. Sami nazywali swoje miasto: Nysa.


***

To już ostatni odcinek serii "Pontifex". Mam nadzieję, że nieźle namieszała Wam w głowach i zarówno Grzegorz "Szanuję Anime" Braun jak i Marian z Pastorem po przeczytaniu go rozwalili z wściekłością klawiaturę. :) A w przyszłym roku nowe serie - w tym ta dotycząca korzeni Stanów Zjednoczonych. Nazwy jeszcze nie wymyśliłem, ale może "Wuj Samael"  będzie odpowiednia?

A tymczasem gorąco zachęcam do czytania bloga mojego wiernego czytelnika: bloga Spiskologia.pl.  Zaczyna on z grubej rury, bo od sprawy Charliego Mansona. I ta fotka z lusterkiem przy pierwszym wpisie - ciekawe inuendo :)

A mi pozostaje życzyć Wam Wesołych Świąt Bożego Narodzenia (względnie Szczodrych Godów)!