Francuskie i malijskie
wojska wkroczyły do
Timbuktu i
Gao, niemal nie napotykając oporu. Islamscy i tuarescy bojownicy zbiegli na pustynię i tam będą prowadzić przez długie lata działania partyzanckie. Ale o to już będą się martwili watażkowie rządzący Mali. Na razie Hollande może odtrąbić zwycięstwo - bezpośrednie zagrożenie ze strony pustynnych sodomitów dla stolicy biednego, klientelistycznego państewka zniknęło na dłuższy czas.
Jak zakończyć konflikt? Napoleon mówił, że wojna to pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze. Dlaczego AQIM oraz Ansar Dine tak szybko zajęły Azawad goniąc nacjonalistyczną tuareską milicję gdzie pieprz rośnie? Bo islamscy fanatycy po prostu kupili im ludzi. Większość bojowników rebelii nie była fundamentalistami,
ale doceniali to, że koraniczni lunatycy płacili im takimi fajnymi, nowymi szeleszczącymi banknotami euro. Skąd jakieś zjeby z pustyni miały pieniądze? Polecam
lekturę Daily Telegraph: poczytajcie sobie o potężnym szlaku narkotykowym zasilającym kokainą Europę Zachodnią. Od Wenezueli, poprzez skorumpowane dyktatury Afryki Zachodniej, przed Saharę na północ. Wspomniałem kiedyś o tym, ale prawdziwym powodem wojny w Mali jest właśnie ten szlak narkotykowy. Przez lata malijskie władze tolerowały obecność w swoim kraju franczyzy al-Kaidy, gdyż islamscy fanatycy dzieliły się z nimi kasą za przemyt narkotyków oraz okupami za porywanych cudzoziemców. Sytuacja się zmieniła,
gdy wyszkolony przez Amerykanów wojskowy obalił malijskiego prezydenta. Układ został zerwany i zaczęła się ofensywa islamskich milicji na południe.
Poniżej: wrak wenezuelskiego Boeinga 727 rozbitego w 2009 r. na malijskiej pustyni. Jak myślicie, co przewoził?