sobota, 11 marca 2017

Vault7, czyli to NSA zdemaskowała Podestę



W opublikowanych przez WikiLeaks dokumentach CIA znanych jako Vault7 znalazły się w większości rzeczy, o których było od dawna wiadomo. To, że z łatwością hakowane są urządzenia z Androidem i że smartfony oraz inteligentne telewizory Samsunga mogą szpiegować użytkowników 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu bywalcy konspiracyjnych stronek takich Infowars wiedzieli od wielu lat. To, że CIA prowadzi badania na temat hakowania samochodów i dokonywania w tym celu zabójstw wyglądających na zwykłe wypadki również było od dawna przedmiotem spekulacji (np. w przypadku śmierci dziennikarza Michaela Hastingsa, który w 2013 r. kontaktował się z WikiLeaks w sprawie historii uderzającej w CIA i skarżył się na "czarne śmigłowce"). Prawdziwą rewelacją z Vault7 są dokumenty wskazujące na istnienie programu Umbrage - bazy danych dotyczących technik hakerskich i śladów, jakie zostawiają poszczególne grupy. Wiedza z Umbrage pozwala CIA na dokonanie ataku hakerskiego i zostawienie śladów typowych dla np. rosyjskiej, chińskiej czy irańskiej grupy. I tutaj dochodzimy do kwestii rzekomej ingerencji hakerów w proces wyborczy w USA. CIA i FBI wskazały na to, że hakerzy pozostawili ślady typowe dla rosyjskiej grupy Fancy Bear - stemple czasowe ze strefy w której leży zachodnia Rosja, ślady wykorzystania rosyjskiej klawiatury z cyrylicą, użycie dostępnego za darmo w necie programu stworzonego przez Fancy Bear itp. John McAfee, jeden z potentantów z branży cyberbezpieczeństwa, zwracał uwagę, że atak hakerski dokonany przez GRU zostałby przeprowadzony bez zostawiania tak oczywistych śladów. Ppłk Tony Shaffer, były oficer amerykańskiego wywiadu, twierdzi, że ataki na serwery Narodowego Komitetu Demokratów (DNC) zostały przeprowadzone przez ludzi z NSA chcących, by na światło dzienne wyszły rzeczy ukazujące prawdziwe oblicze Hillary. Atak został spreparowany tak, by wyglądał na robotę rosyjskich hakerów. NSA jest od CIA dużo bardziej zaawansowana w szpiegostwie elektronicznym i taki program jak Umbrage jest dla niej łatwizną. Przypomnę, że według WikiLeaks maile DNC zostały przekazane przez zamordowane demokratycznego sztabowca Setha Richa (on mógł być tylko posłańcem NSA) a maile Podesty bezpośrednio od źródła z NSA.



Historia o rosyjskich hakerach, którzy pozbawili zwycięstwa biedną Hillary i doprowadzili do płaczu hollywoodzkie celebrytki i tysiące zidiociałych millenialsów, jest więc tylko dezinformacją stworzoną przez amerykańskie tajne służby po to, by ukryć, co się naprawdę wydarzyło w trakcie wyborów. Z nieoficjalnych informacji wynika, że FBI nie znalazła niczego obciążającego Trumpa i jego współpracowników w kwestii kontaktów z Ruskimi. Próbowano ostatnio grzać sprawę kontaktów prokuratora generalnego Jeffa Sessionsa z rosyjskim ambasadorem w Waszyngtonie Siergiejem Kislakiem. Sessions spotykał się z nim jednak jako członek Senackiej Komisji ds. Polityki Zagranicznej, czyli niejako w ramach obowiązków służbowych i to jeszcze zanim przyłączył się do kampanii Trumpa. Z Kislakiem spotykało się również wielu prominentnych demokratycznych polityków - w tym Chuck Schumer i Nancy Pelosi. Nawet wymieniali się prezentami. Podczas niedawnego przemówienia Trumpa w Kongresie Kislak zasiadał między... demokratycznymi kongresmenami. Przyjacielsko sobie z nimi gawędził w tym czasie, gdy z Sessionsa próbowano zrobić rosyjskiego agenta za jedno spotkaniem z tym sowieckim bucem.

Podobnie ma się prawdopodobnie rzecz z gen. Flynnem. Z nieoficjalnych informacji wynika, że jego rozmowa telefoniczna z Kislakiem o sankcjach wyglądała w ten sposób, że Kislak spytał się Flynna o  kwestię zniesienia sankcji  a Flynn mu odpowiedział, że nie może o tym rozmawiać. Odwołanie Flynna było prawdopodobnie zemstą CIA za to, że pokrzyżował on jej zamach stanu w Turcji. Flynn dostał ponad 500 tys. USD od tureckiego rządu za zbieranie informacji o siatce Gullena w USA.  Tureckie dochodzenie w sprawie zamachu stanu wykazało, zaś że gulleniści zatrudniali w swoich szkołach w Turcji i Azji Środkowej funkcjonariuszy CIA pod przykrywką. 



Media karmią nas ostatnio narracją, że ten straszny Trump bezpodstawnie atakuje Obamę za to, że rzekomo podsłuchiwano jego rozmowy w Trump Tower w trakcie kampanii wyborczej. Przecież to niemożliwe, by prezydent USA coś takiego robił a skoro służby zaprzeczają, że to robiły, to nic takiego nie miało prawa się wydarzyć. Tak samo nie było np. zamachu w Smoleńsku czy agenta Bolka. Zapominają, że swoich przeciwników politycznych podsłuchiwali m.in. Roosevelt i Kennedy a służby Obamy zostały już wielokrotnie przyłapane na inwigilacji zagranicznych przywódców. Czemu więc miałyby podsłuchiwać Trumpa. Zwłaszcza, że dwukrotnie w 2016 r. skierowały wniosek o założenie podsłuchu do sądu FISA. Pretekstem miała być lipna historia o tym, że serwery Trump Organization komunikowały się z serwerami Sbierbanku, czyli np. pomiędzy tymi serwerami rozchodził się mailowy spam. Pierwszy wniosek złożono w czerwcu 2016 r., tuż po spotkaniu Billa Clintona z prokurator generalna Lorettą Lynch, kolejny tuż po tym jak wyciekły maile Podesty. Te same media, które wyśmiewają Trumpa za "bezpodstawne oskarżanie Obamy", jeszcze kilka tygodni temu pisały o "informacjach z podsłuchów obciążających Trumpa i jego współpracowników".  O tym, że podsłuchy były mówią źródła z administracji Obamy, ludzie ze służb i były prokurator generalny z czasów Busha. O tym, że Obama podsłuchiwał Trumpa mówiła nawet demokratyczna kongreswoman Maxine Waters (ta idiotka, która twierdziła, że Putin wysłał wojska do Korei). Sprawa domniemanych kontaków Trumpa z Rosją została spreparowana przez służby Obamy, po to by był pretekst do podsłuchiwania republikańskiego kandydata w trakcie kampanii wyborczej i później sabotowania jego rządów. W Waszyngtonie otwarcie mówi się, że Obama kieruje "oporem". Pod koniec jego rządów stworzono w Departamencie Sprawiedliwości specjalny fundusz, przez który wyprowadzano pieniądze dla lewackich organizacji organizujących teraz protesty przeciwko Trumpowi. To rzuca światło na falę antysemickich incydentów przetaczającą się przez USA od wyboru Trumpa na prezydenta. Na jednej z takich prowokacji - fałszywej groźbie podłożenia bomby w centrum żydowskim - złapano czarnoskórego komunistę. 



Charakterystyczne jest to, że operację podsłuchową przeciwko Trumpowi rozpoczęto akurat po wycieku maili Podesty. Może dlatego wpadli w panikę, bo Tony Podesta dostał od Sbierbanku 170 tys. USD za przekonywanie administracji Obamy do poluzowania sankcji wobec Rosji? A może chodziło o Pizzagate? Od początku rządów Trumpa trwa w USA wielka akcja służb przeciwko siatkom pedofilskim. Zatrzymano w ramach niej ponad 1,5 tys. osób.  Jednym z nich był doradca Johna McCaina, polityka będącego obecnie kimś w rodzaju alternatywnego amerykańskiego prezydenta - jeżdżącego w miejsca takie jak Syria i składającego obietnice w imieniu rządu USA.

Wbrew jęczeniom idiotów takich jak pseudoprofesor Roman Kuźniar administracja Trumpa nie podjęła jeszcze żadnej znaczącej decyzji korzystnej dla Rosji. Wręcz przeciwnie - mamy początek nowego wyścigu zbrojeń, przerzut wojsk do Europy Środkowo-Wschodniej, nominacje rusosceptyków w administracji, szykująca się deregulacja przemysłu naftowego - co bystrzejsi obserwatorzy zauważają już, że Trump może się okazać w przypadku Rosji jastrzębiem.  Bo inaczej się po prostu nie da przy obecnym rozdaniu. Jedyny obszar współpracy z Rosją to obecnie Syria. Mieliśmy ostatnio szczyt amerykańskich, tureckich i rosyjskich generałów.  Ale Syria to bardzo grząski grunt, o czym świadczy choćby sytuacja wokół miasta Manjib i sprawa ofensywy na Rakkę.  Bez Flynna sprawa może się rypnąć totalnie. Z drugiej strony jednak korzystne dla nas wszystkich byłoby utknięcie Rosji w bliskowschodnim bagnie. Niech trzymają tam swoje wojska jak najdłużej. Ich straty - takie jak udany zamach bombowy na rosyjskiego generała, który stracił w wyniku niego obie nogi i oko - będą nas zawsze cieszyły. Martwi Ruscy też się czasem do czegoś przydają. Każdy Ruski zabity w obronie ruin Palmyry to Ruski, który nie trafi na front w Donbasie.


***


Ostatnie zdarzenia związane z wyborem Donalda Tusska na stanowisko starego/nowego van Rumpoya określiłbym mianem "gównoburzy". Przecież wiadomo, że Angela Merkel (Kaźmierczak) jest zadaniowana na to, by zmieniła Niemcy i całą Europę Zachodnią w eksploatowany przez globalistów Trzeci Świat, który nigdy nie będzie w stanie zagrozić potędze USA. Temu służy wywołany przez Merkel kryzys migracyjny. A taka marionetka jak Tussk jest idealnie stworzony do tego zadania. Brytyjczycy się skapneli o co chodzi i postanowili się ewakuować z pokładu, tuż po tym jak nie udało im się zablokować wyboru tego alkoholika Junckera na szefa Komisji Europejskiej.





Może się też okazać, że w maju dyskusja o stanowisku Tusska stanie się nieaktualna - bo Francja rozpieprzy UE. Jak dotąd klan Le Penów stanowił narzędzie francuskich tajnych służb do eliminowania słabych sztuk w socjalistycznym stadzie. Ale po tym jak ten dupek Hollande "cztery procent" (poparcie mniejsze niż dla Ozjasza Goldberga) rozpieprzył obóz socjalistów a Front Narodowy przejął tradycyjny, robotniczy elektorat, wszystko się może zdarzyć. Plan rozmontowania strefy euro przez Le Pen jest dobry, a przeciwko sobie może ona mieć w drugiej turze bankiera inwestycyjnego od Rothschilda lub centroprawicowego cwaniaczka, który otwarcie mówi, że zwolni setki tysiące osób z budżetówki. Jak myślicie, czy Francuzi zagłosują na kogoś, kto obiecuje im utratę pracy i cięcia socjalne? Przyjemnie posłuchać jak Marine Le Pen opierdala Merkel w Parlamencie Europejskim, ale oczywiście poważnym problemem jest dla nas prorosyjskość kandydatki francuskiego wywiadu wojskowego. Ta prorosyjskość nie ogranicza się jednak tylko do niej - jest stałą częścią francuskiej polityki od czasów Adolfa Thiersa i w pewnym sensie kontynuacją zgniłej tradycji "Generała Mikrofona" de Gaulle'a. Na francuskiego sojusznika nie ma co liczyć - tak jest odkąd obalono Napoleona. Biadolenie, że Francja pod rządami Le Pen nam nie pomoże nie ma większego sensu, bo i tak Francja by nam nie pomogła. Zresztą nie sądzę też, by Le Pen zdołała coś zrobić dla samej Francji. Tamten kraj mogą uleczyć chyba tylko rządy Rodrigo Duterte - tysiące młodocianych przestępców z przedmieść spieprzałoby wpław przez Morze Śródziemne do Algierii :))))

Baj de łej: w przypadku Francji jakoś lewica nie grzeje tego, że to mocarstwo może mieć pierwszego prezydenta kobietę. Oprócz Le Pen kandyduje tam również niejaka Cindy Lee - striptizerka reprezentująca Partię Przyjemności i prowadząca kampanię topless. Moim zdaniem byłaby znacznie lepszym przywódcą od Hollande'a.



***
A tak mi się ostatnio skojarzyło po 8 marca...




9-tego miałem oczywiście urodziny, a po wczorajszym imprezowaniu nie miałem jakoś ochoty na nowy wpis z serii Prometeusz...

sobota, 4 marca 2017

Największe sekrety: Prometeusz - Płatne Pachołki Rosji


Ilustracja muzyczna: TK from Ling Tosite Sigure  - Signal (91 Days opening)

Śmiertelność wśród pierwszych przywódców polskojęzycznej kompartii była bardzo wysoka. Jan Turlejski, wraz z pierwszą grupą inicjatywną PPR zginął 26 września 1941 r. w katastrofie lotniczej koło Wiaźmy. Druga grupa inicjatywna została zrzucona na spadochronach pod Wiązowną 28 grudnia 1941 r. W jej skład wchodzili: Marceli Nowotko, Paweł Finder, Bolesław Mołojec, Pinkus Kartin, Czesław Skoniecki i Maria Rutkiewicz. Członkowie tej siatki zostali wyposażeni przez NKWD w fatalnie podrobione dokumenty, które gwarantowały wpadkę już przy pierwszej kontroli przez żandarmerię i w polskie banknoty, które od kilku lat nie były już w obiegu. Nowotko i jego ludzie bardzo szybko się zorientowali, że ktoś w Moskwie życzy im śmierci. Przez pół roku unikali więc kontaktu z centralą tłumacząc to rzekomym zgubieniem radiostacji podczas skoku. Mieli podstawy do takich podejrzeń - podlegali Kominternowi a Beria się z kominternowcami nie lubił i starał się sabotować ich przedsięwzięcia.




Organizowanie komunistycznej dywersji okazało się trudniejsze, niż przypuszczano. Rekrutacja do oddziałów partyzanckich leżała totalnie. Dopiero później dawało się zwerbować jedynie grupę kryminalistów, nieco przedwojennych sowieckich kretów, trochę sowieckich sołdatów zbiegłych z obozów jenieckich, nieco Żydów błąkających się po lasach i kilku niezorientowanych politycznie chłopków-roztropków z totalnego zadupia. Sytuacja była tak zła, że Mołojec musiał jeździć do Francji i ściągać stamtąd weteranów Brygad Międzynarodowych. W 1942 r. PPR została dotknięta dwiema wielkimi falami aresztowania. Z 400 członków i sympatyków partii w Warszawie, Gestapo aresztowało 200. Wielu z nich załamało się w śledztwie i pomagało Niemcom w polowaniu na komunistyczną siatkę. Kartina, specjalistę od techniki radiowej, ktoś w inteligentny sposób wysłał na pewną śmierć, by organizował komórkę PPR w getcie. Szybko tego frajera tam zdradzono i wydano Gestapo.  Aresztowania objęły m.in. najbliższą rodzinę Nowotki a niemieccy śledczy dysponowali jego dokładnym rysopisem i wiedział, że posługuje się on sfałszowaną kenkartą na nazwisko Jan Wysocki. Co prawda ludzie Nowotki dostarczali Gestapo informacji o AK czy podziemiu narodowym, ale w Alei Szucha funkcjonował też departament zajmujący się komunistami - ludzie tam pracujący też chcieli zasłużyć na awanse i premie.




29 listopada 1942 r. (a nie 28-go jak mówi większość źródeł!) na rogu ulicy Przyokopowej i Kolejowej w Warszawie policja znalazła podziurawione kulami zwłoki człowieka, przy którym znaleziono kenkartę na nazwisko Jan Wysocki. To był Marceli Nowotko. Na miejscu znalezienia zwłok nie było żadnych śladów krwi, tak jakby ciało przeniesiono z innego miejsca. Kierownictwo nad partią szybko objął dowódca Gwardii Ludowej Bolesław Mołojec. Do przywódcy Kominternu Dymitrowa wysłano depeszę, w której Mołojec opisywał, że był świadkiem napadu "sikorszczaków" na Nowotkę i że sam ledwo uciekł z życiem. Mołojec nie mógł jednak wysłać tej depeszy, gdyż nie dysponował szyfrem. Jednocześnie prowadzono - bez wiedzy Mołojca - wewnątrzpartyjne śledztwo dotyczące śmierci Nowotki. Zeznania świadków były sprzeczne i często wyraźnie naciągane, a relacja najmocniej obciążająca Mołojca została złożona przez Helenę Wolińską - biuściastego tłumoka o mentalności taniej, nastoletniej kurewki. Śledztwo w oczywisty sposób było farsą, ale na jego podstawie wydano wyrok śmierci na Bolesława Mołojca i jego brata Zygmunta, szefa wywiadu Gwardii Ludowej. Pierwszy dowódca GL, były dowódca XIII Brygady Międzynarodowej, został zastrzelony 31 grudnia 1942 r. na ulicy Kamienne Schodki w Warszawie. Zygmunta wraz z jego dziewczyną wykończono w Kielcach podczas popijawy. Przez partię przetoczyła się fala zabójstw. Ginęli ludzie związani z Mołojcami, ich żołnierze, łączniki, przyjaciele. Moskwa wysłała do Polski nowego szefa PPR Barucha Cukiera vel Witolda Kolskiego. Złamał sobie nogę przy skoku spadochronowym. Wylądował na polu a miejscowi chłopi odmówili mu pomocy, choć oferował im dolary. Strzelił sobie w łeb. Partią kierowali Finder i Małgorzata Fornalska (kochanka Bieruta) - w listopadzie 1943 r. ktoś wydał ich jednak Gestapo, które ich rozstrzelało 26 lipca 1944 r. w ruinach getta. Wcześniej ktoś podkablował Niemcom też Janka Krasickiego, kanalię z lwowskiego Konsomołu, która wykonała wyrok na Bolesławie Mołojcu i sprowadziła do Warszawy Bieruta. Komuniści wykańczali się własnymi rękami. Kto jednak zainicjował ten łańcuch śmierci?



Barbara Sowińska, łączniczka i sekretarka szefa sztabu GL i późniejszego marszałka PRL Mariana Spychalskiego, ujawniła drowi Dariuszowi Baliszewskiemu, że to nie Mołojec ale Spychalski spotkał się z Nowotką 28 listopada 1942 r. w godzinach wieczornych. Do spotkania doszło na Żoliborzu, w pobliżu mieszkania Spychalskiego (mieszkał na Felińskiego). Dr Baliszewski zdobył również dotyczącą śmierci Nowotki relację płka Stanisława Sosabowskiego "Stasinka", syna generała Sosabowskiego. "Stasinek" był legendarnym żołnierzem Kedywu, osobą w najwyższym stopniu wiarygodną. Ujawnił on, że Nowotkę zastrzeliło dwóch likwidatorów z AK przebranych w mundury niemieckiej żandarmerii: Krzysztof Sobieszczański "Kolumb" i Jan Barszczewski "Janek". Rozkaz został wydany przez płka Antoniego Chruściela "Montera". Ta sama grupa dokonała później nieudanego zamachu na Bieruta. Nowotko został zastrzelony wieczorem 28 listopada 1942 r. na rogu Alei Wojska Polskiego i Wyspiańskiego na Żoliborzu. Ciało przewieziono stamtąd na Przyokopową i położono w rynsztoku w pobliżu baru "U Ciotki". Przechodnie myśleli, że to po prostu żul uciął sobie drzemkę. Ten rejon był też miejscem polowań na ludzi dokonywanych przez Karla Schmaltza zwanego "Panienką", dowódcy pobliskiego posterunku policji kolejowej. ("Panienka" został rozwalony przez Kedyw w marcu 1944 r.)



Wszystko wskazuje więc na to, że Nowotko został wystawiony likwidatorom z AK przez Spychalskiego ps. "Marek". Spychalski był też skonfliktowany z Mołojcem - ostentacyjnie olał jego rozkaz nakazujący mu wyruszenie do lasu wraz z oddziałem partyzanckim. Gdy Fornalska siedziała na Pawiaku przekazała na zewnątrz dramatyczny gryps mówiący, że partia została zinfiltrowana przez wroga a Niemcy wiedzą wszystko, co się dzieje wewnątrz. Mają w niej swojego człowieka i jest to "Marek"!

Marian Spychalski był architektem i przedwojennym działaczem KPP - partii, która była ostro zinfiltrowana przez sanacyjne tajne służby. Choć policja wiedziała o jego związkach z komunistycznymi siatkami, to mimo wszystko dostawał zlecenia architektoniczne od państwa a w 1939 r. prezydent Starzyński załatwił mu stypendium we Francji. Jak czytamy w oficjalnym źródle:

"Wrzesień 1939 roku spędza w Warszawie. Na początku okupacji Wydziału Planu Ogólnego, w tajemnicy przed Niemcami, kontynuuje pracę nad planami przebudowy stolicy uwzględniając zniszczenia spowodowane przez wrześniowe walki[16].8 grudnia 1939 roku przybywa do Lwowa po żonę Barbarę i córkę Hannę, które schroniły się w tym mieście po wybuchu drugiej wojny światowej. Nie podejmuje pracy w okupowanym Lwowie i decyduje się na nielegalny powrót do Warszawy przez „zieloną granicę” wraz z żoną i córką. Dochodzi do tego w sylwestrową noc 31 grudnia 1939 roku. 2 stycznia jest już w Warszawie[17]. Od 1940 roku pracuje społecznie w kierowanej przez Stanisław Tołwińskiego Pracowni Architektoniczno - Urbanistycznej przy Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. W Wydziale Planu Ogólnego pracuje do lata 1942 roku kiedy to schodzi do podziemia. (...)
Historyk Władysław Bułhak stwierdza, że Spychalski w czasach stalinowskich przyznał się w trakcie śledztwa prowadzonego przez X Departament Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego – co jednak w związku z metodami śledztwa, rzuca cień na wiarygodność zeznań – do współautorstwa w 1943 specyficznego donosu do Gestapo, zawierającego listę 48 osób – domniemanych przedstawicieli „żydokomuny” jako formy denuncjacji niewygodnych dla PPR osób związanych z gestapo i „aparatem reakcyjnego podziemia”. Bułhak podaje, że lista zawierała dużą grupę nazwisk przypadkowych, niemających jakichkolwiek powiązań ze strukturami podziemia. Niemal tyle samo było podejrzewanych przez struktury AK bądź NSZ o współpracę z okupantem. Pojedyncze osoby można określić jako zaangażowane na trzeciorzędnych pozycjach w działalność AK bądź NSZ (niektóre z nich były podejrzewane przez AK o jednoczesną współpracę z gestapo). Osoby z listy zostały w większości aresztowane przez gestapo[22] (...)

Od 19 września 1944 roku był prezydentem Warszawy z ramienia PKWN[27]. Jednocześnie pełnił funkcję przewodniczącego Rady Narodowej Warszawy. W listopadzie 1944 roku wraz z władzami Warszawy zostaje przyjęty przez Stalina[28]. W sprawozdaniu złożonym Krajowej Radzie Narodowej w dniu 31 grudnia 1944 występuje przeciwko planom przeniesienia stolicy do Łodzi, Krakowa albo Lublina i nie odbudowywania Warszawy. Składa wniosek o odbudowę Warszawy.


W 1945 roku organizuje pracę Biura Odbudowy Stolicy (BOS), na kierownika biura powołuje profesora Jana Zachwatowicza[13]. Jest również przewodniczącym Komitetu Wykonawczego Naczelnej Rady Odbudowy Warszawy[29].

W 1945 dwukrotnie otrzymał stopień generalski – generała brygady 6 lutego, generała dywizji 3 maja. W latach 1945–1949 był wiceministrem obrony narodowej i jednocześnie zastępcą naczelnego dowódcy Wojska Polskiego ds. polityczno-wychowawczych. Z ramienia PPR faktycznie nadzorował swego formalnego zwierzchnika - ministra Rolę - Żymierskiego[30]. Od 5 marca 1946 do 1 grudnia 1948 zastępca przewodniczącego Państwowej Komisji Bezpieczeństwa. Zwolennik realizacji idei armii ogólnonarodowej i wciągania do WP środowisk poakowskich i opozycyjnych oraz polonizacji korpusu oficerskiego. Jego polityka kadrowa w wojsku budziła krytykę strony radzieckiej. 10 marca 1948 roku ambasador ZSRR w Polsce w liście do ministra spraw zagranicznych ZSRR Mołotowa pisał, iż Spychalski należy do frakcji działaczy komunistycznych „uważających się za prawdziwych Polaków” skupionej wokół Gomułki. Zarzucał Spychalskiemu, że podejmuje decyzje personalne w wojsku polskim kierując się „uczuciem nienawiści do ludzi radzieckich”. Również Wydział Polityki Zagranicznej WKP(b) w swej analizie sytuacji w Polsce sporządzonej w kwietniu 1948 roku stwierdzał, że Spychalski prezentuje „nacjonalistyczne dążenia” przeprowadzając w wojsku akcję usuwania ze stanowisk dowódczych oficerów radzieckich[31]. (...)



Do 1948 roku Spychalski na posiedzeniach kierowniczych gremiów partyjnych popierał stanowisko Gomułki nawet wbrew wszystkim pozostałym członkom kierownictwa PPR (np. jeszcze w maju 1948 roku domagając się wraz z Gomułką odwołania Anatola Fejgina ze stanowiska zastępcy szefa Zarządu Głównego Informacji WP). Jednak latem 1948 roku nie został zaliczony do „prawicowo-nacjonalistycznej grupy Gomułki” odcinając się szybko od ówczesnego sekretarza generalnego i krytykując go wraz z innymi członkami BP PPR[33].

Od 1948 w Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, wszedł w skład najwyższych władz partii, został członkiem Komitetu Centralnego i Biura Politycznego KC. Na początku 1949 nakazano mu złożenie samokrytyki i 4 marca 1949 zmuszono do napisania listu do Biura Politycznego KC PZPR z prośbą o przeniesienie do innej pracy.

Od 1949 był ministrem – najpierw odbudowy (od kwietnia do maja), następnie budownictwa (od maja do listopada). W tym czasie oddana zostaje do użytku trasa W-Z, zakończono odbudowę Pałacu Staszica, Pałacu Radziwiłłów, odsłonięto pomnik Mikołaja Kopernika. Współpracował z ekipą inżynierów i architektów, którzy ratują obsuwający się kościół Świętej Anny. Plany odbudowy Grobu Nieznanego Żołnierza uzgadniał z architektem Zygmuntem Stępińskim (żołnierzem AK, uczestnikiem Powstania Warszawskiego) z którym pracował w okresie międzywojennym[13].

13 listopada 1949 został oskarżony o odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne i odsunięty od stanowisk państwowych i wykluczony z KC PZPR, pracował jeszcze jako architekt przy odbudowie Wrocławia. 13 maja 1950 aresztowany (przez Józefa Światłę, dyrektora Dziesiątego Departamentu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego), a 31 października 1951 pozbawiony immunitetu poselskiego; jego uwięzienie podano do publicznej wiadomości dopiero 8 sierpnia 1951. Oskarżono go o usiłowanie zmiany przemocą ustroju państwa polskiego. Zgodnie z książką Zbigniewa Błażyńskiego Mówi Józef Światło wysunięto przeciwko Spychalskiemu następujące zarzuty: współpracę z sanacyjnym wywiadem, współpracę z AK (dowodem miały być jego spotkania z bratem), donos do gestapo, zwalczanie komunizmu.W 1951 wszystkie jego utwory zostały wycofane z polskich bibliotek oraz objęte cenzurą[34].

(...)

Zwolniony z więzienia w marcu 1956 r. W lipcu tegoż roku ówczesny I sekretarz PZPR Ochab poinformował plenum KC o przywróceniu Spychalskiemu legitymacji partyjnej[37].

Od października 1956 r. był ponownie członkiem KC (do 1971) i Biura Politycznego KC PZPR (do 1970). Od przełomu październikowego był jednym z najbliższych współpracowników nowego I sekretarza PZPR Władysława Gomułki. W styczniu 1957 roku wybrany posłem na Sejm PRL z Poznania uzyskując 97,9 procent głosów poparcia. Członek delegacji partyjno - państwowej, która w maju 1957 roku udała się do Moskwy by na nowo ułożyć stosunki PRL - ZSRR[38].



Od października do listopada 1956 wiceminister obrony narodowej i szef Głównego Zarządu Politycznego WP, od listopada minister obrony narodowej (do 1968). 22 lipca 1957 został awansowany na generała broni. Od 1961 studiował w Akademii Sztabu Generalnego. W czasie gdy sprawował funkcję ministra obrony narodowej w WP powrócono do regulaminów i ceremoniału sprzed okresu stalinowskiego, odchodząc od wzorców przeszczepionych z ZSRR. Sformowano i rozwinięto wojska rakietowe, zwiększono rolę lotnictwa, przekształcono związki taktyczne w dywizje zmechanizowane, w 1967 przekształcono szkoły oficerskie w szkoły wyższe i wprowadzono obowiązek posiadania przez oficerów co najmniej średniego wykształcenia. Z dowództw i jednostek usunięto prawie wszystkich doradców i oficerów radzieckich. Przejawiał nieufność wobec oficerów radzieckich. Zachował się dokument zgodnie z którym zwracał uwagę, że lepiej w ogóle nie mieć w jednostkach wojskowych politycznych, niż mieć rosyjskich[39]. W drugiej połowie lat 60-tych negatywnie oceniany przez radzieckiego ambasadora jako minister obrony wysuwający na najważniejsze stanowiska antyradziecko nastawionych generałów[40].

7 października 1963 otrzymał od przewodniczącego Rady Państwa Aleksandra Zawadzkiego stopień wojskowy marszałka Polski. Był ostatnią osobą, której nadano ten stopień.

Od 17 czerwca 1958 roku kierował pracami Społecznego Funduszu Odbudowy Kraju i Stolicy. Z funduszy SFOSiK odbudowane zostały całkowicie lub odrestaurowane cenne obiekty polskiej kultury. W Warszawie były to między innymi: Pałac w Wilanowie, pałac Na Wodzie w Łazienkach, Pałac Staszica wraz z ulicą Nowy Świat, Pałac Kazimierzowski, pałac zwany „Królikarnią” przeznaczony na muzeum rzeźby Xawerego Dunikowskiego, kościół ewangelicki na Placu Małachowskiego, Teatr Wielki, szereg pomników – w tym:pomnik Kopernika, Mickiewicza, Chopina, Poniatowskiego, kolumna Zygmunta. Poza Warszawą: Stare Miasto w Gdańsku, Ratusz i Starówka w Poznaniu, Zamek Książąt Pomorskich w Szczecinie, częściowo Wawel w Krakowie, zabytki Sandomierza, Kazimierza nad Wisłą i Lublina[13][41]. (...)



W latach 1968–1970 Przewodniczący Rady Państwa PRL. W 1970, podczas oficjalnej wizyty Przewodniczącego Rady Państwa Marszałka Polski Mariana Spychalskiego w Pakistanie, doszło do zamachu na jego życie na lotnisku w Karaczi. Udało mu się ujść z życiem, zaś w wyniku zamachu dokonanego na płycie lotniska przez wjechanie ciężarówką w szpaler osób witających przybywającego Spychalskiego zginęło cztery osoby, w tym wiceminister spraw zagranicznych PRL Zygfryd Wolniak (zamachu dokonał obywatel Pakistanu, Mohammed Faruz Abdallah, kierowca Pakistańskich Linii Lotniczych)[42].

Marian Spychalski został odsunięty od polityki razem z ekipą Władysława Gomułki, co było następstwem wydarzeń na Wybrzeżu w grudniu 1970. (...)

Jego starszym bratem był Józef – późniejszy pułkownik piechoty Wojska Polskiego, dowódca Batalionu Stołecznego broniącego zachodniego odcinka Warszawy (Wola, Koło, Powązki) we wrześniu 1939 roku, od września 1942 roku Komendant Okręgu Krakowskiego AK, zamordowany w sierpniu 1944 w KL Sachsenhausen."

Bogdan Konstantynowicz zalicza łódzką rodzinę Spychalskich do stworzonej na Białorusi siatki, która przygotowywała rewolucję bolszewicką i odbudowę Polski. Jest ona genealogicznie powiązana z innymi uczestnikami tej siatki. Zarzuty bezpieki mówiące, że Marian Spychalski współpracował z sanacyjnym wywiadem, AK i Gestapo wydają się być prawdziwe. Współpraca z AK i Gestapo odbyła się jednak zapewne w ramach gry Berii przeciwko Kominternowi. 



Kampania antysemicka roku 1968 r. została rozkręcona przez Jaruzelskiego głównie po to, by pozbawić Spychalskiego stanowiska. Jak pisze Antoni Zambrowski:

"Za personalny symbol antysemickiej czystki owych lat uchodzi gen. Mieczysław Moczar (wł. Nikołaj Tichonowicz Diomko), agent sowieckich służb specjalnych i minister spraw wewnętrznych PRL w jednej osobie. Tymczasem czystka antysemicka rozpoczęła się pierwotnie w Ludowym Wojsku Polskim za sprawą gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Jej celem było opanowanie stanowiska ministra obrony narodowej PRL przez cieszącego się zaufaniem Moskwy gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Jak wiadomo, przed wydarzeniami październikowymi 1956 roku ministrem obrony PRL był sowiecki marszałek narodowości polskiej Konstanty Rokossowski. Pod naciskiem zrewoltowanych tłumów został on zdymisjonowany przez nowe kierownictwo partyjne i odesłany wraz z liczną grupą sowieckich generałów i oficerów do Kraju Rad. Jego miejsce zajął inż. Marian Spychalski, mianowany wkrótce marszałkiem. Nie cieszył się on jednak względami sowieckich generałów i ich agentury w LWP. Jego starszy brat byt wysokim oficerem Armii Krajowej. W okresie stalinowskim był długo więziony i w Moskwie sądzono, że nie ma dymu bez ognia. Pokpiwano w dodatku z jego kwalifikacji zawodowych (Spychalski z wykształcenia był architektem) i przezywano “harcerzem”. Na domiar złego nie mówił dobrze po rosyjsku. W Moskwie od lat czekano na okazję, by zastąpić Spychalskiego gen. Jaruzelskim. (...)



Istotnie czystka elementów żydowskich prowadzona była po wojnie sześciodniowej z rozmachem. Eliminowano autentycznych Żydów w wojsku, Polaków o żydowskich przodkach, Polaków ożenionych z Żydówkami oraz rdzennych Polaków pomawianych o żydowskie pochodzenie. Jak to określił mój kolega w celi więziennej na Mokotowie Piotr Żebruń: “nie ten Żyd – kto Żyd, lecz ten kogo Partia wskaże”. Zgodnie z wieloletnimi planami Moskwy jedną z pierwszych ofiar czystki antysemickiej stał się marszałek Marian Spychalski.
W komórce do dezinformacji ułożono o nim wymowny dowcip. Do jego mieszkania dzwoni ktoś i prosi do telefonu Mońka. Odbierający telefon informuje, że tu nie ma żadnego Mońka, lecz Maniek.
– W takim razie poproszę Mańka.
– Moniek, do telefonu.
Na zebraniach partyjnych oficerowie LWP krzyczeli, że nie będą służyć pod Mońkiem. Takie sceny odbywały się w obecności gen. Józefa Kuropieski – oficera skazanego na karę śmierci w okresie stalinowskim, później zrehabilitowanego. Za przeciwstawianie się postawom antysemickim został on później usunięty z wojska przez gen. Jaruzelskiego, mimo że gen. Jaruzelski wiele mu w swej karierze zawdzięczał.
Gdy Józef Kuropieska siedział w czasie II wojny w niemieckim oflagu, jego żona przechowywała w swym mieszkaniu wraz z własnymi dziećmi gromadkę żydowskich dzieci. W nagrodę została zaproszona w 1968 roku do Izraela, by odebrać medal instytutu Yad Vashem “Sprawiedliwy wśród narodów świata” i zasadzić własne drzewko. Ubecka propaganda wmawiała ludziom, że to marszałkowa Spychalska pojechała do Izraela, by odwiedzić tam swą rodzinę (Na ubeckie łgarstwa o rzekomym żydowskim pochodzeniu Mariana Spychalskiego i jego żony dali się nabrać nawet niektórzy historycy w III RP. Znałem dobrze rodzinę Spychalskich, stąd wiem, że to ubeckie banialuki).
Presja agentury sowieckiej była tak silna, że Władysław Gomułka był zmuszony do wycofania go z jego stanowiska ministerialnego. W proteście przeciwko antysemickiej kampanii podał się do dymisji Edward Ochab – dotychczasowy przewodniczący Rady Państwa. Na jego miejsce mianowano marszałka Spychalskiego, zaś jego następcą w MON został gen. Wojciech Jaruzelski. "



Robotnicze protesty z grudnia 1970 r. i masakra na Wybrzeżu były prowokacją SB i WSW, co bardzo drobiazgowo wykazał Henryk Kula w książce "Grudzień 1970, Oficjalny i rzeczywisty". W czasie tej prowokacji zdobywał esbeckie szlify niejaki "Bolek" i jego późniejszy najbliższy współpracownik. Tak to przeszłość łączy się z teraźniejszością...

***

Wspomniałem, że Beria nie lubił kominternowców. I to przekładało się również na podziały w sowieckim ruchu partyzanckim. Beria opowiadał się, by zrzucać na tereny okupowane jedynie małe, wyspecjalizowane oddziały wywiadowczo-dywersyjne. Był przeciwny masowemu ruchowi partyzanckiemu, który podlegał Pantalejmonowi Ponomarience i Partii. Raporty NKWD poświęcone sowieckim partyzantom są więc pełne donosów na ich niewłaściwą postawę ideologiczną a także opisów bandyckiej działalności partyzantów, dokonywanych przez nich rabunków i gwałtów a także dekownictwa i wojskowej niekompetencji. W terenie dochodziło czasem do małych wojenek - dowódcy podlegli NKWD ryli pod tymi ze Smiersza i z Partii. Pamiętajmy też, że o ile Beria i kilku jego współpracowników działało na rzecz rozwalenia ZSRR, to aparat NKWD był pełen ludzi nieświadomych tego celu. Stąd różne dziwne gierki, kombinacje i sojusze w terenie. I stąd takie przypadki jak Spychalski.






Na to nakładała się również kwestia kolaboracji z Niemcami. Gwałtowny rozwój sowieckiego ruchu partyzanckiego następuje dopiero od lata 1943 r., czyli w momencie, gdy Niemcy zaczynają się cofać a do lasu uciekają kolaborujące z nimi oddziały lokalnej policji pomocniczej. Znaczną większość partyzantów na terenach Rosji, Ukrainy i Białorusi stanowili dawni niemieccy kolaboranci, którzy uczestniczyli wcześniej w masowej rozwałce Żydów i operacjach antypartyzanckich. Ślady tego zjawiska były również na terenach Polski. I tak, jeden z oddziałów AL nosił oficjalną nazwę Była Załoga Treblinki i składał się z dawnych ukraińskich esesmanów! (Był z nim związany niejaki Łukaszuk...) Zresztą nawet w polskojęzycznej części komunistycznej partyzantki działy się wówczas zabawne walki frakcyjne, będące zapowiedzią późniejszego starcia frakcji określających siebie nawzajem "Żydami" i "Chamami". Weźmy taki mord w Ludmiłówce, gdzie oddział AL Grzegorza Korczyńskiego, zirytowany działalnością semickich towarzyszy i towarzyszek na własną rękę się zaaryzował:


"Jak opowiadali mieszkańcy łącznie tej nocy zabito 18-tu Żydów, których obdarto z ubrania. /…/ Ubraniami tymi podzielili się uczestnicy zabójstwa.”3 „Jeden z partyzantów, Wasik wszedł do bunkra i polecił znajdującym się tam Żydom wyjść. Z bunkra wyszło 9 względnie 10 osób /…/ Krótko z nimi rozmawiał „Grzegorz” następnie polecił im się rozebrać do bielizny. Korczyński, „Jastrząb” i ja rewidowaliśmy „Perlę” (Perla Flam) lecz nic przy niej nie znaleźliśmy. Do rozebranych kazał „Grzegorz” strzelać. Ja z „Jastrzębiem” względnie z (Edwardem Gronczewskim) „Przepiórką” strzelaliśmy do Perły.”4 Według innych zeznań Gronczewski po zamordowaniu Perli Flam, łączniczki PPR, zhańbił ją wsadzając w jej przyrodzenie kij. Ogółem w tym „polowaniu na Żydów” zabito blisko 100 osób. W lutym 1943 r. sąd partyjny kierowany przez sekretarza powiatowego PPR Grochalskiego skazał za zbrodnie Korczyńskiego na karę śmierci. Skazani gwardziści zamordowali sędziego. Wiosną 1943 r Korczyński został odwołany z terenu Lubelszczyzny, dowództwo po nim przejął Mieczysław Moczar. Po zakończeniu wojny Korczyński został w lipcu 1944 r. pierwszym szefem UB w Lublinie. Wykorzystał tę funkcję mordując przedstawiciela komisji próbującej wyjaśnić los ludności żydowskiej w Ludmiłówce. "

***

W następnym odcinku serii Prometeusz - Raul Wallenberg, Bormann, przewerbowani agenci Czerwonej Orkiestry i tajne negocjacje Berii z Niemcami...

***

Rozwalił mnie ten filmik. "Donald Trump ukończy system niemieckiego idealizmu". Ten nerd zrobił niesamowity ezoteryczny trolling!



Obejrzałem ten filmik wiele razy i analizuje go słowo po słowie. Wychodzi na to, że to nie jest wcale takie szalone jak na to wygląda. Filozofia niemieckiego idealizmu powstawała w reakcji na angielsko-szkocki empiryzm będący podbudową liberalizmu. Z niemieckiego idealizmu wywodziły się zaś protekcjonistyczne teorie Friedricha Lista - odsyłam do "Jałowego pieniądza" Michaela Jonesa. Tekst o wynurzeniu się Atlantydy i Thule należy traktować symbolicznie - jako powrót dawnej wiedzy mogącej przynieść prawdziwe rozwiązania technologiczne. Stąd też odwołania do "prawdy o UFO" jako paleoastronautycznego klucza do nowych technologii, ezoteryki, filozofii i mitologii:))))

sobota, 25 lutego 2017

Największe sekrety: Prometeusz - Dzień M


Ilustracja muzyczna: Zack Hemsey – The Runner

Stalinowi wydawało się, że wszystko jest zapięte na ostatni guzik. Wszystko toczyło się niemal według planu. Niemcy ugrzęzły w konflikcie z mocarstwami zachodnimi a ZSRR szykował się do tego, by zadać im zdradziecki cios w plecy. Błyskawicznymi uderzeniami dobić Finlandię, zająć pola naftowe Rumunii, przebić się stamtąd na Węgry i do Austrii, przewalić się przez Polskę na Berlin i Pragę, dojść aż do atlantyckiego wybrzeża Francji. Przewaga w ludziach i sprzęcie oraz element zaskoczenia przemawiały za sukcesem. Hitler zaatakował jednak wcześniej Stalina i pokrzyżował ten plan. Sowieckie wojska nie przygotowane do obrony bezładnie się błąkały po zachodniej części ZSRR, na lotniskach porzucono tysiące samolotów a ogromne składy gromadzonego przez lata materiału wojennego wpadły w ręce Niemców. – Wszystko przesraliśmy – skomentował to Stalin. Jak jednak do tego doszło? Czemu Rzesza zdołała tak bardzo zaskoczyć Sowietów? Gdzie podział się „znakomity”, „owiany legendami” sowiecki wywiad?



Rosyjski historyk Władimir Karpow napisał: „Prawdziwą zbrodnią, za którą należałoby rozstrzelać Berię zaraz na początku wojny, była dezinformacja, jakiej się dopuścił w odniesieniu do zamiarów i sił hitlerowskich Niemiec. Oficjalnie Beria nie był niemieckim szpiegiem, ale przysługi, jakie oddał Niemcom i krzywda, jaką wyrządził naszej armii, są równe temu, co mogłaby przynieść wielka organizacja szpiegostwa i sabotażu”. Nie ma w tym przesady. Beria rozpoczął rządy w NKWD od odwołania i aresztowania sporej części zagranicznych rezydentów. Wielu z nich rozstrzelano. Podobne czystki zostały przeprowadzone w GRU. W kluczowych ambasadach zabrakło attache wojskowych. W Berlinie nie było rezydenta aż do września 1939 r. Z dwóch funkcjonariuszy NKWD w ambasadzie, jeden nie znał niemieckiego. Później rezydentem został mianowany znany z niekompetencji Ajmak Kobułow. Rezydentura w Londynie została zlikwidowana w lutym 1940 r. i reaktywowana dopiero pod koniec roku. Przerwano kontakty z siatką z Cambridge a szczególnie kazano ich unikać z Kimem Philbym. Aż do 1944 r. ciążyły na tym sowieckim superszpiegu podejrzenia, że zaprzedał się Brytyjczykom i Niemcom. (Bajeczkami są więc teorie mówiące, że Philby zorganizował zamach na Gibraltarze.) Richard Sorge, sowiecki superszpieg w Japonii, nagle stał się w oczach centrali zdrajcą, którego starano się ściągnąć do Moskwy i rozstrzelać. Jego meldunki dotyczące niemieckich przygotowań do wojny z ZSRR, w tym ten mówiący, że atak nastąpi 22 czerwca 1941 r., ignorowano. Siatka Czerwonej Orkiestry w Niemczech została w potraktowana w lekceważący sposób. Beria zabronił Kobułowowi kontaktowania się z jej szefem Arvidem Harnackiem. Siatce kazano się skupić przede wszystkim na zapewnieniu bezpieczeństwa sowieckim placówkom dyplomatycznym (!) i zbieraniu informacji dotyczących niemieckiej opozycji. Storpedowano plan wykradzenia z sejfu Goeringa tajnych dokumentów dotyczących przygotowań do wojny z Sowietami. Raporty dotyczące niemieckich planów militarnych albo trafiały do kosza w centrali na Łubiance, albo były przeinaczane i w ocenzurowanej wersji przedstawiane Stalinowi, który na jednym z takich meldunków dopisał: „Tow. Mierkułow. Możecie odesłać swoje źródło w sztabie generalnym niemieckiego lotnictwa do dupy. To nie źródło, to dezinformator. J. St.”. Dezinformacja była skuteczna, gdyż do końcówki 1943 r. sowiecki wywiad cywilny nie posiadał własnej służby analitycznej a najważniejsze, syntetyczne raporty sytuacyjne przekazywane Stalinowi kompilowało najwyższe kierownictwo.  Jeden z agentów o pseudonimie „Carmen” pisał do centrali: „Dlaczego nikt nie reaguje na moje apele? Co się dzieje? Żądam, aby moje komunikaty były przekazywane najwyższej władzy”. Beria zanotował 21 czerwca 1941 r. w jednym z dokumentów: „Ostatnimi czasy wielu pracowników kadrowych dopuszcza się skrajnych prowokacji i sieją panikę. Agenci „Sokół”, „Carmen” i „Wierny”, winni systematycznej dezinformacji, powinni zgnić w obozach jako wspólnicy międzynarodowych prowokatorów pragnących poróżnić nas z Niemcami. Inni agenci powinni otrzymać poważne ostrzeżenie.” Tego samego dnia sowieckie ambasador w Berlinie Diekanozow, bliski współpracownik Berii, pisał: „I. Achmedow otrzymał od naszego agenta informację, według której jutro, w niedzielę 22 czerwca, Niemcy zaatakują ZSRR. Powiedziałem mu, a także jego przełożonemu Kobułowowi, żeby nie zwracali uwagi na podobne bujdy, i poradziłem naszym dyplomatom, żeby wybrali się jutro na piknik”.


Podobna polityka była kontynuowana po 22 czerwca. Centrala nakazała rezydentowi w Berlinie skontaktować się z Harnackiem, choć wiadomo było, że ambasada była otoczona a jej pracownicy pilnowani przez Gestapo. Siatce Czerwonej Orkiestry w Berlinie przekazano wadliwy sprzęt radiowy i nie podano częstotliwości, na której będzie nadawać Moskwa. Siatka Leopolda Treppera w Belgii w ogóle nie dostała radiostacji. Nakazano połączenie siatek NKGB i GRU, co przyczyniło się do ich wpadki. Radiotelegrafiści z Brukseli nadawali całymi godzinami i zostali łatwo namierzeni w grudniu 1941 r. Nie zniszczyli szyfrów, a w jednej z przechwyconych wiadomości Abwehra znalazła nazwiska i adresy wszystkich członków Czerwonej Orkiestry w Berlinie. Jeden z radiotelegrafistów siatki zmuszony przez Niemców do współpracy umieścił w depeszach umówione sygnały mówiące centrali, że siatka została rozbita. Zostały one zignorowane a centrala podała w jednej z depeszy nazwisko Willy Lehmanna, sowieckiego agenta w centrali Gestapo. W 1945 r. ci agenci Czerwonej Orkiestry, którzy przeżyli, zostali wsadzeni za kraty na Łubiance. Kontrastuje to z podejściem Berii do jego osobistych siatek zagranicznych – niemal wszyscy jego agenci i agentki z tej grupy przetrwali wojnę bez szwanku. Igor Kiedrow, funkcjonariusz wywiadu zagranicznego, napisał na początku 1939 r. raport alarmujący, że Beria niszczy siatki wywiadu w Niemczech.  Został aresztowany. Jego ojciec M.S. Kiedrow, ten sam który w 1921 r. odkrył związki Berii z Musawatem, w kwietniu 1939 r. interweniował w tej sprawie u prokuratora Andrieja Wyszyńskiego. Powiedział mu, że wrogowie ludu przeniknęli na szczyty władzy. Napisał na kartce ich nazwiska: „Beria” i „Mierkułow”. Były mieńszewik, autor nakazu aresztowania Lenina, Wyszyński powiedział o tym Berii. Starszy Kiedrow został aresztowany. Stalin chciał go zachować przy życiu, ale Beria potajemnie go rozstrzelał w 1941 r. Wcześniej wykończył jego syna.
Beria pozwalał również Niemcom na działania rozpoznawcze w ZSRR. W marcu 1940 r. wydał rozkaz, by nie strzelać do niemieckich samolotów rozpoznawczych naruszających sowiecką przestrzeń powietrzną. Pozwolił też, by po ZSRR jeździły niemieckie ekipy poszukujące grobów wojennych.

Tego że niemiecki atak nastąpi, domyślano się jednak na Kremlu. Stalin uważał jednak, że ma wystarczająco dużo czasu, by uderzyć pierwszy. Początkowo planowano atak na 1942 r. Po upadku Francji prace jednak gwałtownie przyspieszono i przesunięto datę najprawdopodobniej na sierpień 1941 r. W kwietniu 1941 r. zdecydowano o tym, że ofensywa nastąpi jeszcze wcześniej, być może na początku lipca. (W kwietniu doszło do ataku Niemiec na Jugosławię, który został sprowokowany przez zamach stanu w Belgradzie dokonany wspólnymi siłami przez… sowieckie, brytyjskie i amerykańskie tajne służby. Te ostatnie reprezentował William „Dziki Bill” Donovan, późniejszy szef OSS, który tak mocno zachwalał NKWD i wyrażał nadzieję, że USA też będą miały taką tajną służbę.)
Według rosyjskiego autora Marka Sołonina, wojna miała zacząć się od prowokacji – zbombardowania Grodna przez sowieckie samoloty pomalowane w niemieckie barwy. Do prowokacji miało dojść po południu 22 czerwca 1941 r. ! Siły sowieckie w tym rejonie nie za bardzo wiedziały rankiem tego dnia, czy ich pozycje są bombardowane przez swoich czy przez „faszystów”. Osoby z dowództwa lotnictwa i obrony przeciwlotniczej tej armii zostały w ciągu kilku dni zlikwidowane przez NKWD. Wcześniej doszło do kolejnej fali czystek w wojsku. W maju i czerwcu aresztowano m.in.: dowódcę sił powietrznych Rygaczowa, dowódcę obrony przeciwlotniczej Sterna i dowódcę Bałtyckiego Okręgu Wojskowego Łoktionowa. Czystki były kontynuowane również po 22 czerwca, co wprowadzało dodatkowy chaos w systemie dowodzenia.

Sowiecka armia załamała się błyskawicznie. Jej klęska została dobrze odmalowana w książkach takich autorów jak Władimir Bieszanow, Mark Sołonin czy Wiktor Suworow. Jej przyczyną był przede wszystkim gwałtowny upadek morale, na który nałożyło się fatalne dowodzenie, brak doktryny obronnej i słabe wyszkolenie. Armia Czerwona okazała się być bezgłową masą pozbawioną chęci do walki. Sowieccy sołdaci masowo się poddawali, uciekali z pola bitwy i porzucali sprzęt. Jeden z gruzińskich oficerów służący w oddziałach rozpoznawczych przy niemieckiej Grupie Armii Północ wspominał następującą scenę z czerwca 1941 r. : niemiecka kolumna ciągnęła się aż po horyzont. Równolegle do niej posuwała się w drugą stronę tak samo długa kolumna sowieckich żołnierzy. Uzbrojonych żołnierzy, którymi Niemcy się specjalnie nie przejmowali. Gruzin zapytał sołdatów: – Gdzie idziecie chłopcy?! Odpowiedzieli mu: – Nie wiesz, gdzie można złożyć broń? Ludność cywilna również traktowała Niemców jak wyzwolicieli.
Pod koniec czerwca Stalin się załamał (lub udawał, że przechodzi załamanie). Szczerbakow, szef Sowinformbiura, zwany Sowieckim Goebbelsem (przy okazji pierwszy żydożerca ZSRR) rzucił hasło, by zastąpić Wodza Mołotowem. Politbiuro nie było jednak na to gotowe. Obawiano się, że bez Stalina chaos się pogłębi. Skończyło się na tym, że zmuszono Stalina do podzielenia się władzą. Powstał Państwowy Komitet Obrony, który do końca wojny był kolektywnym ciałem rządzącym ZSRR. Nie powstrzymało to jednak kolejnych klęsk militarnych Sowietów. We wrześniu Stalin zaczął wysyłać sowieckie rezerwy złota do USA i błagał Amerykanów, by przysłali do niego swoją armię, by broniła ZSRR. Obiecywał, że będzie ona podlegać całkowicie amerykańskiemu dowództwu. Snuto plany stworzenia sowieckiego rządu emigracyjnego w Ameryce i bano się tego, że Waszyngton może uznać emigracyjny rząd Kierieńskiego.

Sytuacja wyglądała beznadziejnie. Na początku października Niemcy ruszyli na Moskwę i łamali kolejne rubieże sowieckiego oporu. 7 października na obrzeżach Moskwy nie było już sowieckich żołnierzy. Wkrótce potem rozpoczęto minowanie budynków w mieście. Na ulicach wzniesiono barykady. Ewakuacja urzędów przybrała paniczne oblicze. 16 października w mieście rozpoczęły się zamieszki. Plądrowano sklepy i partyjne lokale. Publicznie palono komunistyczne książki i legitymacje partyjne. Niszczono portrety i popiersia przywódców. Na rogatkach miasta robotnicza milicja kontrolowała samochody i zatrzymywała partyjnych dygnitarzy. Zaatakowany przez robotników został m.in. Anastas Mikojan. Pisał o tych dniach: „Bardzo szybko rozkład materialny przeniósł się na obyczaje. (…) Młode dziewczęta oddawały się wielbicielom. (…) Mężczyźni byli zszokowani perwersyjnymi decyzjami dziewcząt i ich nieukrywanym cynizmem. (…) Służba zdrowia również poszła w rozsypkę. W szpitalu przestano zajmować się chorymi.” Marszałek Żukow radził poddać Moskwę a 16 października miał zostać ewakuowany Stalin. Beria przekonywał wszystkich, by opuścić miasto. Jemu wyznaczono zadanie pozostania na miejscu i stworzenia rządu kolaboracyjnego. I wtedy nastąpił niespodziewany przełom.
Stalin udał się do obdarzonej zdolnościami parapsychicznymi niewidomej staruszki Matriony Moskiewskiej. Ona pacnęła go pięścią w czoło i powiedziała mu: „Czerwony kogut zadziobie czarnego. Wygrana będzie po twojej stronie. Nie opuszczaj Moskwy”. Postanowił zostać. W Moskwie wprowadzono stan wyjątkowy a do miasta szybko sprowadzono dodatkowe siły, które wystarczyły do odrzucenia wyczerpanych niemieckich wojsk spod stolicy. Oddziały idące na front były błogosławione kopią ikony Matki Boskiej Kazańskiej. W 1942 r. pod Stalingradem, w sporej części muzułmańskie wojska, były błogosławione czaszką Tamerlana. Gdyby wojna się przedłużyła a Armia Czerwona w jeszcze większym stopniu utraciła swój etnicznie słowiański komponent, błogosławiono by ją pewnie relikwiami Buddy…

Druga szansa na zniszczenie ZSRR pojawiła się w 1942 r. Marszałek Bagramian doprowadził do zagłady dwóch frontów pod Charkowem. Niemieckie wojska ruszyły na Kaukaz, by zdobyć azerskie złoża ropy w Baku. Spanikowany marszałek Budionny przekonywał: „Zostawmy w cholerę te mandarynkowe sady Abchazji! Po co nam ich bronić?”.

W tym czasie Beria poprzez swoje gruzińskie siatki w Berlinie i Paryżu prowadził ożywioną wymianę z Niemcami. Obiecywał, że w zamian za niepodległość Gruzji podda Rzeszy cały Kaukaz. Jednocześnie wziął się za własne porządki. W Gruzji wypuszczono na wolność więźniów politycznych, powstały rady narodowe a na ulicach Tbilisi słychać było, że ze strony Niemców nie należy się niczego obawiać, bo Hitler chce zjednoczyć cały Kaukaz. Utworzono kaukaskie narodowe jednostki wojskowe w Armii Czerwonej, w których rugowano język rosyjski. Gdy dowódca 46. Armii gen. Sergackow chciał przesunąć dywizje strzelców górskich z nad południowej granicy na kaukaskie przełęcze, został spoliczkowany przez Berię, który powiedział mu: – Chcesz wydać Batumi Turkom?! Sergackow został wkrótce potem zastąpiony znajomym Berii gen. Leslidze. Przełęcze obsadziły gruzińskie jednostki, które we wrześniu 1942 r. oddały je bez walki Niemcom. Przygotowywano w Tbilisi rząd kolaboracyjny z prof. Konstantinem Gamsachurdią na czele. W sierpniu wybuchło w Czeczenii powstanie, za którym oficjalnie stała Narodowo-Socjalistyczna Partia Braci Kaukaskich. Sultan Albogaczew, szef czeczeńsko-inguskiej NKWD pisał wówczas do dowódcy powstania Tierłojewa, że rozpoczął walkę zbyt wcześnie i radzil mu się dobrze ukryć. Pisał, że dla niepoznaki każe spalić jego dom i aresztować rodzinę. Spora część czeczeńsko-inguskiego NKWD, w tym kierownik wydziału ds. walki z „bandytyzmem” przeszła na stronę powstańców.

Niemcy jednak po raz kolejny w historii okazali się totalnymi kretynami. Wstrzymali ofensywę na południe, choć mieli otwartą drogę do Baku i Tbilisi. Nie ogłosili niepodległości państw Kaukazu. Siły, które mogli z powodzeniem wykorzystać do uderzenia na Baku, wysłali na Stalingrad – choć wystarczyłoby przejść jedynie do obrony na tym odcinku przed ewentualną sowiecką kontrofensywą. Jak powiedział pewien Anglik: „Nienawiść prowadzi do wojny, a wy Niemcy wszystkie wojny przegrywacie”.
***
Z nowszy rzeczy: znalazła się taśma z 2000 r., na której chiński biznesmen Johny Chung opowiada jak nielegalnie finansował kampanię Clintona. Kasa pochodziła oczywiście od chińskich tajnych służb. Taśma była ubezpieczeniem na życie. Chung obawiał się losu Rona Browna oraz innych zlikwidowanych świadków. W przypadku Clintonów dowody na powiązania z komunistycznymi tajnymi służbami są dużo mocniejsze od dossier CIA poświęconego rzekomym związkom Trumpa z Rosją. A jakoś nie słychać, że Clintonowie to chińscy agenci.
I wychodzi na to, że John Podesta jednak GMD – na co wskazuje to dziwne video.  Ale skoro CNN mówi, że Pizzagate to fake news, to musi być fake news…