sobota, 4 marca 2017

Największe sekrety: Prometeusz - Płatne Pachołki Rosji


Ilustracja muzyczna: TK from Ling Tosite Sigure  - Signal (91 Days opening)

Śmiertelność wśród pierwszych przywódców polskojęzycznej kompartii była bardzo wysoka. Jan Turlejski, wraz z pierwszą grupą inicjatywną PPR zginął 26 września 1941 r. w katastrofie lotniczej koło Wiaźmy. Druga grupa inicjatywna została zrzucona na spadochronach pod Wiązowną 28 grudnia 1941 r. W jej skład wchodzili: Marceli Nowotko, Paweł Finder, Bolesław Mołojec, Pinkus Kartin, Czesław Skoniecki i Maria Rutkiewicz. Członkowie tej siatki zostali wyposażeni przez NKWD w fatalnie podrobione dokumenty, które gwarantowały wpadkę już przy pierwszej kontroli przez żandarmerię i w polskie banknoty, które od kilku lat nie były już w obiegu. Nowotko i jego ludzie bardzo szybko się zorientowali, że ktoś w Moskwie życzy im śmierci. Przez pół roku unikali więc kontaktu z centralą tłumacząc to rzekomym zgubieniem radiostacji podczas skoku. Mieli podstawy do takich podejrzeń - podlegali Kominternowi a Beria się z kominternowcami nie lubił i starał się sabotować ich przedsięwzięcia.




Organizowanie komunistycznej dywersji okazało się trudniejsze, niż przypuszczano. Rekrutacja do oddziałów partyzanckich leżała totalnie. Dopiero później dawało się zwerbować jedynie grupę kryminalistów, nieco przedwojennych sowieckich kretów, trochę sowieckich sołdatów zbiegłych z obozów jenieckich, nieco Żydów błąkających się po lasach i kilku niezorientowanych politycznie chłopków-roztropków z totalnego zadupia. Sytuacja była tak zła, że Mołojec musiał jeździć do Francji i ściągać stamtąd weteranów Brygad Międzynarodowych. W 1942 r. PPR została dotknięta dwiema wielkimi falami aresztowania. Z 400 członków i sympatyków partii w Warszawie, Gestapo aresztowało 200. Wielu z nich załamało się w śledztwie i pomagało Niemcom w polowaniu na komunistyczną siatkę. Kartina, specjalistę od techniki radiowej, ktoś w inteligentny sposób wysłał na pewną śmierć, by organizował komórkę PPR w getcie. Szybko tego frajera tam zdradzono i wydano Gestapo.  Aresztowania objęły m.in. najbliższą rodzinę Nowotki a niemieccy śledczy dysponowali jego dokładnym rysopisem i wiedział, że posługuje się on sfałszowaną kenkartą na nazwisko Jan Wysocki. Co prawda ludzie Nowotki dostarczali Gestapo informacji o AK czy podziemiu narodowym, ale w Alei Szucha funkcjonował też departament zajmujący się komunistami - ludzie tam pracujący też chcieli zasłużyć na awanse i premie.




29 listopada 1942 r. (a nie 28-go jak mówi większość źródeł!) na rogu ulicy Przyokopowej i Kolejowej w Warszawie policja znalazła podziurawione kulami zwłoki człowieka, przy którym znaleziono kenkartę na nazwisko Jan Wysocki. To był Marceli Nowotko. Na miejscu znalezienia zwłok nie było żadnych śladów krwi, tak jakby ciało przeniesiono z innego miejsca. Kierownictwo nad partią szybko objął dowódca Gwardii Ludowej Bolesław Mołojec. Do przywódcy Kominternu Dymitrowa wysłano depeszę, w której Mołojec opisywał, że był świadkiem napadu "sikorszczaków" na Nowotkę i że sam ledwo uciekł z życiem. Mołojec nie mógł jednak wysłać tej depeszy, gdyż nie dysponował szyfrem. Jednocześnie prowadzono - bez wiedzy Mołojca - wewnątrzpartyjne śledztwo dotyczące śmierci Nowotki. Zeznania świadków były sprzeczne i często wyraźnie naciągane, a relacja najmocniej obciążająca Mołojca została złożona przez Helenę Wolińską - biuściastego tłumoka o mentalności taniej, nastoletniej kurewki. Śledztwo w oczywisty sposób było farsą, ale na jego podstawie wydano wyrok śmierci na Bolesława Mołojca i jego brata Zygmunta, szefa wywiadu Gwardii Ludowej. Pierwszy dowódca GL, były dowódca XIII Brygady Międzynarodowej, został zastrzelony 31 grudnia 1942 r. na ulicy Kamienne Schodki w Warszawie. Zygmunta wraz z jego dziewczyną wykończono w Kielcach podczas popijawy. Przez partię przetoczyła się fala zabójstw. Ginęli ludzie związani z Mołojcami, ich żołnierze, łączniki, przyjaciele. Moskwa wysłała do Polski nowego szefa PPR Barucha Cukiera vel Witolda Kolskiego. Złamał sobie nogę przy skoku spadochronowym. Wylądował na polu a miejscowi chłopi odmówili mu pomocy, choć oferował im dolary. Strzelił sobie w łeb. Partią kierowali Finder i Małgorzata Fornalska (kochanka Bieruta) - w listopadzie 1943 r. ktoś wydał ich jednak Gestapo, które ich rozstrzelało 26 lipca 1944 r. w ruinach getta. Wcześniej ktoś podkablował Niemcom też Janka Krasickiego, kanalię z lwowskiego Konsomołu, która wykonała wyrok na Bolesławie Mołojcu i sprowadziła do Warszawy Bieruta. Komuniści wykańczali się własnymi rękami. Kto jednak zainicjował ten łańcuch śmierci?



Barbara Sowińska, łączniczka i sekretarka szefa sztabu GL i późniejszego marszałka PRL Mariana Spychalskiego, ujawniła drowi Dariuszowi Baliszewskiemu, że to nie Mołojec ale Spychalski spotkał się z Nowotką 28 listopada 1942 r. w godzinach wieczornych. Do spotkania doszło na Żoliborzu, w pobliżu mieszkania Spychalskiego (mieszkał na Felińskiego). Dr Baliszewski zdobył również dotyczącą śmierci Nowotki relację płka Stanisława Sosabowskiego "Stasinka", syna generała Sosabowskiego. "Stasinek" był legendarnym żołnierzem Kedywu, osobą w najwyższym stopniu wiarygodną. Ujawnił on, że Nowotkę zastrzeliło dwóch likwidatorów z AK przebranych w mundury niemieckiej żandarmerii: Krzysztof Sobieszczański "Kolumb" i Jan Barszczewski "Janek". Rozkaz został wydany przez płka Antoniego Chruściela "Montera". Ta sama grupa dokonała później nieudanego zamachu na Bieruta. Nowotko został zastrzelony wieczorem 28 listopada 1942 r. na rogu Alei Wojska Polskiego i Wyspiańskiego na Żoliborzu. Ciało przewieziono stamtąd na Przyokopową i położono w rynsztoku w pobliżu baru "U Ciotki". Przechodnie myśleli, że to po prostu żul uciął sobie drzemkę. Ten rejon był też miejscem polowań na ludzi dokonywanych przez Karla Schmaltza zwanego "Panienką", dowódcy pobliskiego posterunku policji kolejowej. ("Panienka" został rozwalony przez Kedyw w marcu 1944 r.)



Wszystko wskazuje więc na to, że Nowotko został wystawiony likwidatorom z AK przez Spychalskiego ps. "Marek". Spychalski był też skonfliktowany z Mołojcem - ostentacyjnie olał jego rozkaz nakazujący mu wyruszenie do lasu wraz z oddziałem partyzanckim. Gdy Fornalska siedziała na Pawiaku przekazała na zewnątrz dramatyczny gryps mówiący, że partia została zinfiltrowana przez wroga a Niemcy wiedzą wszystko, co się dzieje wewnątrz. Mają w niej swojego człowieka i jest to "Marek"!

Marian Spychalski był architektem i przedwojennym działaczem KPP - partii, która była ostro zinfiltrowana przez sanacyjne tajne służby. Choć policja wiedziała o jego związkach z komunistycznymi siatkami, to mimo wszystko dostawał zlecenia architektoniczne od państwa a w 1939 r. prezydent Starzyński załatwił mu stypendium we Francji. Jak czytamy w oficjalnym źródle:

"Wrzesień 1939 roku spędza w Warszawie. Na początku okupacji Wydziału Planu Ogólnego, w tajemnicy przed Niemcami, kontynuuje pracę nad planami przebudowy stolicy uwzględniając zniszczenia spowodowane przez wrześniowe walki[16].8 grudnia 1939 roku przybywa do Lwowa po żonę Barbarę i córkę Hannę, które schroniły się w tym mieście po wybuchu drugiej wojny światowej. Nie podejmuje pracy w okupowanym Lwowie i decyduje się na nielegalny powrót do Warszawy przez „zieloną granicę” wraz z żoną i córką. Dochodzi do tego w sylwestrową noc 31 grudnia 1939 roku. 2 stycznia jest już w Warszawie[17]. Od 1940 roku pracuje społecznie w kierowanej przez Stanisław Tołwińskiego Pracowni Architektoniczno - Urbanistycznej przy Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. W Wydziale Planu Ogólnego pracuje do lata 1942 roku kiedy to schodzi do podziemia. (...)
Historyk Władysław Bułhak stwierdza, że Spychalski w czasach stalinowskich przyznał się w trakcie śledztwa prowadzonego przez X Departament Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego – co jednak w związku z metodami śledztwa, rzuca cień na wiarygodność zeznań – do współautorstwa w 1943 specyficznego donosu do Gestapo, zawierającego listę 48 osób – domniemanych przedstawicieli „żydokomuny” jako formy denuncjacji niewygodnych dla PPR osób związanych z gestapo i „aparatem reakcyjnego podziemia”. Bułhak podaje, że lista zawierała dużą grupę nazwisk przypadkowych, niemających jakichkolwiek powiązań ze strukturami podziemia. Niemal tyle samo było podejrzewanych przez struktury AK bądź NSZ o współpracę z okupantem. Pojedyncze osoby można określić jako zaangażowane na trzeciorzędnych pozycjach w działalność AK bądź NSZ (niektóre z nich były podejrzewane przez AK o jednoczesną współpracę z gestapo). Osoby z listy zostały w większości aresztowane przez gestapo[22] (...)

Od 19 września 1944 roku był prezydentem Warszawy z ramienia PKWN[27]. Jednocześnie pełnił funkcję przewodniczącego Rady Narodowej Warszawy. W listopadzie 1944 roku wraz z władzami Warszawy zostaje przyjęty przez Stalina[28]. W sprawozdaniu złożonym Krajowej Radzie Narodowej w dniu 31 grudnia 1944 występuje przeciwko planom przeniesienia stolicy do Łodzi, Krakowa albo Lublina i nie odbudowywania Warszawy. Składa wniosek o odbudowę Warszawy.


W 1945 roku organizuje pracę Biura Odbudowy Stolicy (BOS), na kierownika biura powołuje profesora Jana Zachwatowicza[13]. Jest również przewodniczącym Komitetu Wykonawczego Naczelnej Rady Odbudowy Warszawy[29].

W 1945 dwukrotnie otrzymał stopień generalski – generała brygady 6 lutego, generała dywizji 3 maja. W latach 1945–1949 był wiceministrem obrony narodowej i jednocześnie zastępcą naczelnego dowódcy Wojska Polskiego ds. polityczno-wychowawczych. Z ramienia PPR faktycznie nadzorował swego formalnego zwierzchnika - ministra Rolę - Żymierskiego[30]. Od 5 marca 1946 do 1 grudnia 1948 zastępca przewodniczącego Państwowej Komisji Bezpieczeństwa. Zwolennik realizacji idei armii ogólnonarodowej i wciągania do WP środowisk poakowskich i opozycyjnych oraz polonizacji korpusu oficerskiego. Jego polityka kadrowa w wojsku budziła krytykę strony radzieckiej. 10 marca 1948 roku ambasador ZSRR w Polsce w liście do ministra spraw zagranicznych ZSRR Mołotowa pisał, iż Spychalski należy do frakcji działaczy komunistycznych „uważających się za prawdziwych Polaków” skupionej wokół Gomułki. Zarzucał Spychalskiemu, że podejmuje decyzje personalne w wojsku polskim kierując się „uczuciem nienawiści do ludzi radzieckich”. Również Wydział Polityki Zagranicznej WKP(b) w swej analizie sytuacji w Polsce sporządzonej w kwietniu 1948 roku stwierdzał, że Spychalski prezentuje „nacjonalistyczne dążenia” przeprowadzając w wojsku akcję usuwania ze stanowisk dowódczych oficerów radzieckich[31]. (...)



Do 1948 roku Spychalski na posiedzeniach kierowniczych gremiów partyjnych popierał stanowisko Gomułki nawet wbrew wszystkim pozostałym członkom kierownictwa PPR (np. jeszcze w maju 1948 roku domagając się wraz z Gomułką odwołania Anatola Fejgina ze stanowiska zastępcy szefa Zarządu Głównego Informacji WP). Jednak latem 1948 roku nie został zaliczony do „prawicowo-nacjonalistycznej grupy Gomułki” odcinając się szybko od ówczesnego sekretarza generalnego i krytykując go wraz z innymi członkami BP PPR[33].

Od 1948 w Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, wszedł w skład najwyższych władz partii, został członkiem Komitetu Centralnego i Biura Politycznego KC. Na początku 1949 nakazano mu złożenie samokrytyki i 4 marca 1949 zmuszono do napisania listu do Biura Politycznego KC PZPR z prośbą o przeniesienie do innej pracy.

Od 1949 był ministrem – najpierw odbudowy (od kwietnia do maja), następnie budownictwa (od maja do listopada). W tym czasie oddana zostaje do użytku trasa W-Z, zakończono odbudowę Pałacu Staszica, Pałacu Radziwiłłów, odsłonięto pomnik Mikołaja Kopernika. Współpracował z ekipą inżynierów i architektów, którzy ratują obsuwający się kościół Świętej Anny. Plany odbudowy Grobu Nieznanego Żołnierza uzgadniał z architektem Zygmuntem Stępińskim (żołnierzem AK, uczestnikiem Powstania Warszawskiego) z którym pracował w okresie międzywojennym[13].

13 listopada 1949 został oskarżony o odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne i odsunięty od stanowisk państwowych i wykluczony z KC PZPR, pracował jeszcze jako architekt przy odbudowie Wrocławia. 13 maja 1950 aresztowany (przez Józefa Światłę, dyrektora Dziesiątego Departamentu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego), a 31 października 1951 pozbawiony immunitetu poselskiego; jego uwięzienie podano do publicznej wiadomości dopiero 8 sierpnia 1951. Oskarżono go o usiłowanie zmiany przemocą ustroju państwa polskiego. Zgodnie z książką Zbigniewa Błażyńskiego Mówi Józef Światło wysunięto przeciwko Spychalskiemu następujące zarzuty: współpracę z sanacyjnym wywiadem, współpracę z AK (dowodem miały być jego spotkania z bratem), donos do gestapo, zwalczanie komunizmu.W 1951 wszystkie jego utwory zostały wycofane z polskich bibliotek oraz objęte cenzurą[34].

(...)

Zwolniony z więzienia w marcu 1956 r. W lipcu tegoż roku ówczesny I sekretarz PZPR Ochab poinformował plenum KC o przywróceniu Spychalskiemu legitymacji partyjnej[37].

Od października 1956 r. był ponownie członkiem KC (do 1971) i Biura Politycznego KC PZPR (do 1970). Od przełomu październikowego był jednym z najbliższych współpracowników nowego I sekretarza PZPR Władysława Gomułki. W styczniu 1957 roku wybrany posłem na Sejm PRL z Poznania uzyskując 97,9 procent głosów poparcia. Członek delegacji partyjno - państwowej, która w maju 1957 roku udała się do Moskwy by na nowo ułożyć stosunki PRL - ZSRR[38].



Od października do listopada 1956 wiceminister obrony narodowej i szef Głównego Zarządu Politycznego WP, od listopada minister obrony narodowej (do 1968). 22 lipca 1957 został awansowany na generała broni. Od 1961 studiował w Akademii Sztabu Generalnego. W czasie gdy sprawował funkcję ministra obrony narodowej w WP powrócono do regulaminów i ceremoniału sprzed okresu stalinowskiego, odchodząc od wzorców przeszczepionych z ZSRR. Sformowano i rozwinięto wojska rakietowe, zwiększono rolę lotnictwa, przekształcono związki taktyczne w dywizje zmechanizowane, w 1967 przekształcono szkoły oficerskie w szkoły wyższe i wprowadzono obowiązek posiadania przez oficerów co najmniej średniego wykształcenia. Z dowództw i jednostek usunięto prawie wszystkich doradców i oficerów radzieckich. Przejawiał nieufność wobec oficerów radzieckich. Zachował się dokument zgodnie z którym zwracał uwagę, że lepiej w ogóle nie mieć w jednostkach wojskowych politycznych, niż mieć rosyjskich[39]. W drugiej połowie lat 60-tych negatywnie oceniany przez radzieckiego ambasadora jako minister obrony wysuwający na najważniejsze stanowiska antyradziecko nastawionych generałów[40].

7 października 1963 otrzymał od przewodniczącego Rady Państwa Aleksandra Zawadzkiego stopień wojskowy marszałka Polski. Był ostatnią osobą, której nadano ten stopień.

Od 17 czerwca 1958 roku kierował pracami Społecznego Funduszu Odbudowy Kraju i Stolicy. Z funduszy SFOSiK odbudowane zostały całkowicie lub odrestaurowane cenne obiekty polskiej kultury. W Warszawie były to między innymi: Pałac w Wilanowie, pałac Na Wodzie w Łazienkach, Pałac Staszica wraz z ulicą Nowy Świat, Pałac Kazimierzowski, pałac zwany „Królikarnią” przeznaczony na muzeum rzeźby Xawerego Dunikowskiego, kościół ewangelicki na Placu Małachowskiego, Teatr Wielki, szereg pomników – w tym:pomnik Kopernika, Mickiewicza, Chopina, Poniatowskiego, kolumna Zygmunta. Poza Warszawą: Stare Miasto w Gdańsku, Ratusz i Starówka w Poznaniu, Zamek Książąt Pomorskich w Szczecinie, częściowo Wawel w Krakowie, zabytki Sandomierza, Kazimierza nad Wisłą i Lublina[13][41]. (...)



W latach 1968–1970 Przewodniczący Rady Państwa PRL. W 1970, podczas oficjalnej wizyty Przewodniczącego Rady Państwa Marszałka Polski Mariana Spychalskiego w Pakistanie, doszło do zamachu na jego życie na lotnisku w Karaczi. Udało mu się ujść z życiem, zaś w wyniku zamachu dokonanego na płycie lotniska przez wjechanie ciężarówką w szpaler osób witających przybywającego Spychalskiego zginęło cztery osoby, w tym wiceminister spraw zagranicznych PRL Zygfryd Wolniak (zamachu dokonał obywatel Pakistanu, Mohammed Faruz Abdallah, kierowca Pakistańskich Linii Lotniczych)[42].

Marian Spychalski został odsunięty od polityki razem z ekipą Władysława Gomułki, co było następstwem wydarzeń na Wybrzeżu w grudniu 1970. (...)

Jego starszym bratem był Józef – późniejszy pułkownik piechoty Wojska Polskiego, dowódca Batalionu Stołecznego broniącego zachodniego odcinka Warszawy (Wola, Koło, Powązki) we wrześniu 1939 roku, od września 1942 roku Komendant Okręgu Krakowskiego AK, zamordowany w sierpniu 1944 w KL Sachsenhausen."

Bogdan Konstantynowicz zalicza łódzką rodzinę Spychalskich do stworzonej na Białorusi siatki, która przygotowywała rewolucję bolszewicką i odbudowę Polski. Jest ona genealogicznie powiązana z innymi uczestnikami tej siatki. Zarzuty bezpieki mówiące, że Marian Spychalski współpracował z sanacyjnym wywiadem, AK i Gestapo wydają się być prawdziwe. Współpraca z AK i Gestapo odbyła się jednak zapewne w ramach gry Berii przeciwko Kominternowi. 



Kampania antysemicka roku 1968 r. została rozkręcona przez Jaruzelskiego głównie po to, by pozbawić Spychalskiego stanowiska. Jak pisze Antoni Zambrowski:

"Za personalny symbol antysemickiej czystki owych lat uchodzi gen. Mieczysław Moczar (wł. Nikołaj Tichonowicz Diomko), agent sowieckich służb specjalnych i minister spraw wewnętrznych PRL w jednej osobie. Tymczasem czystka antysemicka rozpoczęła się pierwotnie w Ludowym Wojsku Polskim za sprawą gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Jej celem było opanowanie stanowiska ministra obrony narodowej PRL przez cieszącego się zaufaniem Moskwy gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Jak wiadomo, przed wydarzeniami październikowymi 1956 roku ministrem obrony PRL był sowiecki marszałek narodowości polskiej Konstanty Rokossowski. Pod naciskiem zrewoltowanych tłumów został on zdymisjonowany przez nowe kierownictwo partyjne i odesłany wraz z liczną grupą sowieckich generałów i oficerów do Kraju Rad. Jego miejsce zajął inż. Marian Spychalski, mianowany wkrótce marszałkiem. Nie cieszył się on jednak względami sowieckich generałów i ich agentury w LWP. Jego starszy brat byt wysokim oficerem Armii Krajowej. W okresie stalinowskim był długo więziony i w Moskwie sądzono, że nie ma dymu bez ognia. Pokpiwano w dodatku z jego kwalifikacji zawodowych (Spychalski z wykształcenia był architektem) i przezywano “harcerzem”. Na domiar złego nie mówił dobrze po rosyjsku. W Moskwie od lat czekano na okazję, by zastąpić Spychalskiego gen. Jaruzelskim. (...)



Istotnie czystka elementów żydowskich prowadzona była po wojnie sześciodniowej z rozmachem. Eliminowano autentycznych Żydów w wojsku, Polaków o żydowskich przodkach, Polaków ożenionych z Żydówkami oraz rdzennych Polaków pomawianych o żydowskie pochodzenie. Jak to określił mój kolega w celi więziennej na Mokotowie Piotr Żebruń: “nie ten Żyd – kto Żyd, lecz ten kogo Partia wskaże”. Zgodnie z wieloletnimi planami Moskwy jedną z pierwszych ofiar czystki antysemickiej stał się marszałek Marian Spychalski.
W komórce do dezinformacji ułożono o nim wymowny dowcip. Do jego mieszkania dzwoni ktoś i prosi do telefonu Mońka. Odbierający telefon informuje, że tu nie ma żadnego Mońka, lecz Maniek.
– W takim razie poproszę Mańka.
– Moniek, do telefonu.
Na zebraniach partyjnych oficerowie LWP krzyczeli, że nie będą służyć pod Mońkiem. Takie sceny odbywały się w obecności gen. Józefa Kuropieski – oficera skazanego na karę śmierci w okresie stalinowskim, później zrehabilitowanego. Za przeciwstawianie się postawom antysemickim został on później usunięty z wojska przez gen. Jaruzelskiego, mimo że gen. Jaruzelski wiele mu w swej karierze zawdzięczał.
Gdy Józef Kuropieska siedział w czasie II wojny w niemieckim oflagu, jego żona przechowywała w swym mieszkaniu wraz z własnymi dziećmi gromadkę żydowskich dzieci. W nagrodę została zaproszona w 1968 roku do Izraela, by odebrać medal instytutu Yad Vashem “Sprawiedliwy wśród narodów świata” i zasadzić własne drzewko. Ubecka propaganda wmawiała ludziom, że to marszałkowa Spychalska pojechała do Izraela, by odwiedzić tam swą rodzinę (Na ubeckie łgarstwa o rzekomym żydowskim pochodzeniu Mariana Spychalskiego i jego żony dali się nabrać nawet niektórzy historycy w III RP. Znałem dobrze rodzinę Spychalskich, stąd wiem, że to ubeckie banialuki).
Presja agentury sowieckiej była tak silna, że Władysław Gomułka był zmuszony do wycofania go z jego stanowiska ministerialnego. W proteście przeciwko antysemickiej kampanii podał się do dymisji Edward Ochab – dotychczasowy przewodniczący Rady Państwa. Na jego miejsce mianowano marszałka Spychalskiego, zaś jego następcą w MON został gen. Wojciech Jaruzelski. "



Robotnicze protesty z grudnia 1970 r. i masakra na Wybrzeżu były prowokacją SB i WSW, co bardzo drobiazgowo wykazał Henryk Kula w książce "Grudzień 1970, Oficjalny i rzeczywisty". W czasie tej prowokacji zdobywał esbeckie szlify niejaki "Bolek" i jego późniejszy najbliższy współpracownik. Tak to przeszłość łączy się z teraźniejszością...

***

Wspomniałem, że Beria nie lubił kominternowców. I to przekładało się również na podziały w sowieckim ruchu partyzanckim. Beria opowiadał się, by zrzucać na tereny okupowane jedynie małe, wyspecjalizowane oddziały wywiadowczo-dywersyjne. Był przeciwny masowemu ruchowi partyzanckiemu, który podlegał Pantalejmonowi Ponomarience i Partii. Raporty NKWD poświęcone sowieckim partyzantom są więc pełne donosów na ich niewłaściwą postawę ideologiczną a także opisów bandyckiej działalności partyzantów, dokonywanych przez nich rabunków i gwałtów a także dekownictwa i wojskowej niekompetencji. W terenie dochodziło czasem do małych wojenek - dowódcy podlegli NKWD ryli pod tymi ze Smiersza i z Partii. Pamiętajmy też, że o ile Beria i kilku jego współpracowników działało na rzecz rozwalenia ZSRR, to aparat NKWD był pełen ludzi nieświadomych tego celu. Stąd różne dziwne gierki, kombinacje i sojusze w terenie. I stąd takie przypadki jak Spychalski.






Na to nakładała się również kwestia kolaboracji z Niemcami. Gwałtowny rozwój sowieckiego ruchu partyzanckiego następuje dopiero od lata 1943 r., czyli w momencie, gdy Niemcy zaczynają się cofać a do lasu uciekają kolaborujące z nimi oddziały lokalnej policji pomocniczej. Znaczną większość partyzantów na terenach Rosji, Ukrainy i Białorusi stanowili dawni niemieccy kolaboranci, którzy uczestniczyli wcześniej w masowej rozwałce Żydów i operacjach antypartyzanckich. Ślady tego zjawiska były również na terenach Polski. I tak, jeden z oddziałów AL nosił oficjalną nazwę Była Załoga Treblinki i składał się z dawnych ukraińskich esesmanów! (Był z nim związany niejaki Łukaszuk...) Zresztą nawet w polskojęzycznej części komunistycznej partyzantki działy się wówczas zabawne walki frakcyjne, będące zapowiedzią późniejszego starcia frakcji określających siebie nawzajem "Żydami" i "Chamami". Weźmy taki mord w Ludmiłówce, gdzie oddział AL Grzegorza Korczyńskiego, zirytowany działalnością semickich towarzyszy i towarzyszek na własną rękę się zaaryzował:


"Jak opowiadali mieszkańcy łącznie tej nocy zabito 18-tu Żydów, których obdarto z ubrania. /…/ Ubraniami tymi podzielili się uczestnicy zabójstwa.”3 „Jeden z partyzantów, Wasik wszedł do bunkra i polecił znajdującym się tam Żydom wyjść. Z bunkra wyszło 9 względnie 10 osób /…/ Krótko z nimi rozmawiał „Grzegorz” następnie polecił im się rozebrać do bielizny. Korczyński, „Jastrząb” i ja rewidowaliśmy „Perlę” (Perla Flam) lecz nic przy niej nie znaleźliśmy. Do rozebranych kazał „Grzegorz” strzelać. Ja z „Jastrzębiem” względnie z (Edwardem Gronczewskim) „Przepiórką” strzelaliśmy do Perły.”4 Według innych zeznań Gronczewski po zamordowaniu Perli Flam, łączniczki PPR, zhańbił ją wsadzając w jej przyrodzenie kij. Ogółem w tym „polowaniu na Żydów” zabito blisko 100 osób. W lutym 1943 r. sąd partyjny kierowany przez sekretarza powiatowego PPR Grochalskiego skazał za zbrodnie Korczyńskiego na karę śmierci. Skazani gwardziści zamordowali sędziego. Wiosną 1943 r Korczyński został odwołany z terenu Lubelszczyzny, dowództwo po nim przejął Mieczysław Moczar. Po zakończeniu wojny Korczyński został w lipcu 1944 r. pierwszym szefem UB w Lublinie. Wykorzystał tę funkcję mordując przedstawiciela komisji próbującej wyjaśnić los ludności żydowskiej w Ludmiłówce. "

***

W następnym odcinku serii Prometeusz - Raul Wallenberg, Bormann, przewerbowani agenci Czerwonej Orkiestry i tajne negocjacje Berii z Niemcami...

***

Rozwalił mnie ten filmik. "Donald Trump ukończy system niemieckiego idealizmu". Ten nerd zrobił niesamowity ezoteryczny trolling!



Obejrzałem ten filmik wiele razy i analizuje go słowo po słowie. Wychodzi na to, że to nie jest wcale takie szalone jak na to wygląda. Filozofia niemieckiego idealizmu powstawała w reakcji na angielsko-szkocki empiryzm będący podbudową liberalizmu. Z niemieckiego idealizmu wywodziły się zaś protekcjonistyczne teorie Friedricha Lista - odsyłam do "Jałowego pieniądza" Michaela Jonesa. Tekst o wynurzeniu się Atlantydy i Thule należy traktować symbolicznie - jako powrót dawnej wiedzy mogącej przynieść prawdziwe rozwiązania technologiczne. Stąd też odwołania do "prawdy o UFO" jako paleoastronautycznego klucza do nowych technologii, ezoteryki, filozofii i mitologii:))))

23 komentarze:

  1. Śmierć niedoszłego szefa partii w szczerym polu - bardzo filmowa scena coś jak w "Ziemi niczyjej" albo finał "Il buono, il brutto, il cattivo". W ekranizacji można by dokręcić chłopów palących dolce zapalniczką i odjeżdżających furmanką w stronę zachodzącego słońca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście piękna, filmowa scena :)

      Usuń
  2. Bardzo miło ze strony komuchów, że tak sami się wkańczali. Szkoda, że teraz nie chcą tej metody zastosować.
    Niestety ci co dorwali się wtedy do władzy, dalej przy niej siedzą. Może nie oni sami, ale ich dzieci lub wnuki. Należy pamiętać, że spora ich część, to nie byli Polacy, tylko kacapy, które pozmieniały nazwiska i zaczęły udawać Polaków.
    Napisałeś Fox, że sporo partyzantów AL stanowili kolaboranci. To wiele wyjaśnia, dlaczego to były takie szumowiny i sprzedawczyki. Ich potomkowie mają to w genach.
    Czytałem gdzieś, że borys budka jest wnukiem bieruta, lecz nie wiem czy to prawda.
    BTW odnoszę wrażenie, że ta akcja wojskowa przeciw ludności w 1970 to była jakby pierwsza próba wojskowego zamachu stanu. Druga, już w pełni udana nastapiła 10 lat później. Warto zauważyć, że po zakończeniu stanu wojennego, wojsko nie oddało już realnie władzy cywilom. Dlatego w Magdalence pertraktował Kiszczak. Mam wrażenie, że wojsko, a w zasadzie WSI utrzymało tę władzę, aż do ostatnich wyborów parlamentarnych. Dopiero po nich zaczęli stopniowo tracić władzę, choć jeszcze daleko do ich całkowitego odsunięcia od władzy, gdyż wkleili się wszędzie, gdzie się dało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Czytałem gdzieś, że borys budka jest wnukiem bieruta, lecz nie wiem czy to prawda" - to akurat lipa totalna, choć w Gomułkę jeszcze bym uwierzył :) Stary Budki był komuchem, który zaliczył PZPR, SLD, PSL i Samoobronę.

      "BTW odnoszę wrażenie, że ta akcja wojskowa przeciw ludności w 1970 to była jakby pierwsza próba wojskowego zamachu stanu. Druga, już w pełni udana nastapiła 10 lat później." - Masz tutaj dobrą intuicję.

      Usuń
  3. Fox
    Kiedyś słuchałem wykładu Żebrowskiego w którym dowodził że "lewostronna"
    partyzanka na terenach RP że jeśli nawet istniała to nieogrywała żadnej roli.
    A czytając Ciebie to było ich tylu że się wzajmnie mordowali.

    I jeszcze jedno może mi się wydaje ale kiedyś obiecałeś coś napisać o współpracy
    AK z Niemcami w czasie II wojny światowej.
    Umkneło mi wpis czy jeszcze czeka na napisanie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli w AK było co najmniej 300 tys. (jeśli nie 400 tys., gdy podliczy się wszystkie organizacje mniej lub bardziej z nią zintegrowane), w NSZ 50 tys., to AL z kilkoma tysiącami ludzi w całym kraju była karłem.
      Ale jednak ludzi mieli wystarczająco dużo, by obsadzić nimi UB i Milicję po 1944 r. I wystarczająco dużo, by się wzajemnie zabijać - o czym zresztą też pisał Żebrowski.

      A wpisu o współpracy AK z Niemcami nie robię, bo Zychowicz to wszystko ładnie opisał w "Opcji Niemieckiej"

      Usuń
  4. Jak wojna była przegrana to polskie władze opróżniły więzienia, kryminaliści tworzyli bandy, potem te bandy dostały propozycje ze strony zrzuconych sowietów by działać pod oficjalnymi auspicjami. Tak powstała Gwardia Ludowa->Armia Ludowa, dokładnie to opisuje właśnie Żebrowski. Dotarto do ich raportów: dzielili się łupami m.in. zrabowana bielizną więc to była zwykła bandyterka, oczywiście, jak już wspomniał Fox, część naiwniaków w to wdepnęła nie wiedząc co to za organizacja. Czasem coś robili przeciw Niemcom, było to celowe działanie gdyż następował odwet na wioskach i wtedy mieli rekruta z tych niszczonych wiosek. Polskie podziemie ze względu na odwety Niemców na cywilach były wstrzemięźliwe w akcjach, a jak coś robili to próbowali zrzucić wine na sowieckich partyzantów, zostawiając na terenie akcji np sowiecką czapkę. W PRL dużą cześć akcji właśnie przypisali sobie oficjalnie, część wymyślali. Ale to już odsyłam do Żebrowskiego.
    M.T.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I warto też zajrzeć do Gontarczyka, który dużą część propagandy na temat AL zdemitologizował.

      Usuń
  5. Na spotkaniu z Gontarczykiem ze dwa tygodnie temu w kieleckim IPN było całkiem ciekawie, na sali chyba sporo weteranów GL bo ból dupy wywołało kwestionowanie lokalnej legendy, mitycznej ''bitwy pod Gruszką'', w rzeczywistości AL-owcy bohatersko złupili okoliczne dwory min. kradnąc ciuchy dla swych dupencji i wyprawili bibę, gdy SS-mani podeszli rankiem i mołojcy obaczyli nawet nie Niemców a oddział Kałmuków na konikach zaczęli spierdalać w popłochu strzelając na oślep, przynajmniej ci, którzy mogli utrzymać się na nogach, większość oddziału jakiej nie rozniosła szablami ''turańska dzicz'' wpadła w kleszcze zwierającego się akurat w tym miejscu frontu, doszło do prawdziwego pogromu, rzezi w której miało zginąć nawet do 700 partyzantów z ponad 1000 żołnierza liczącego oddziału, których jeśli nie wytłukli Niemcy to ''swoi'' czyli Sowieci. Mimo to legenda żyje, jak widać po poniższych przykładach leśne dziadki mają się świetnie w regionie, nie dziwię się zresztą bo Kielce to Ubeków a nie żaden tam Kleryków :

    http://czerwoneplamy.pl/obiekty/?obiekt=26-pomnik-armii-ludowej-i-partyzantow-radzieckich-w-rabcu

    http://www.echodnia.eu/swietokrzyskie/wiadomosci/wloszczowa/a/zniszczony-kontrowersyjny-pomnik-w-rzabcu,10618856/

    http://poselbrynkus.pl/?media=tablice-z-fanislawic-do-skansenu-komunizmu

    - no proszę, a tyle gadają, że żyjemy w ''odczarowanych czasach'':) Ale wiem skąd ''zapotrzebowanie społeczne'', dla takiego kobioła ze wsi kariera w UB czy tytuł ''naukowy'' w PAN to było coś, powtarzam : jeśli nie pojmiemy, że Sowieci stosowali wobec nas bardziej perfidną przynajmniej w porównaniu z Niemcami taktykę dysponując owszem ochoczo kijem ale i całkiem pokaźną na owe czasy marchewą nigdy nie zrozumiemy z tego co do dziś jak widać dzieje się między Odrą a Bugiem, narażając tylko na niepotrzebną frustrację skalą oporu wobec lustracji i dekomunizacji i to nie tylko ze strony wspomnianych ''weteranów'' KBW ale i środowisk po których trudno z pozoru można by się tego spodziewać - byłych piłsudczyków, AK-owców, narodowców czy sfer kościelnych nawet.

    Najbardziej jednak zaskoczyło mnie info podane przez Gontarczyka, że amerykański wywiad monitorował na bieżąco tajną korespondencję Moskwy z ''bratnimi'' partiami komunistycznymi w tym oczywiście również PPR, bo nie było o tym w pierwszym wydaniu jego pracy przez ''Frondę'' jakiej jestem w posiadaniu, uzupełnił o nią kolejne stąd warto po nie sięgnąć.

    A co się tyczy zaprezentowanych we wpisie tez wstrzymując się z poważniejszymi uwagami do finału serii nadmienię tylko, że ''narodowy komunizm'' jednak także jest bolszewizmem, pojmuje iż w ówczesnych warunkach trudno było liczyć na coś innego lecz gdzie jest powiedziane, że ''nasze'' komuchy miałyby być lepsze i mniej bezlitosne od Żydów, Ukraińców, Białorusinów i samych sowieciarzy jacy mieli wtedy widoczną nadreprezentację we władzach kompartii a zwłaszcza cywilnej i wojskowej bezpiece, jak dowodzą krwawe zbrodnie hiszpańskiej bolszewii i w ogóle tamtejszej lewicy podczas wojny domowej czy ludobójstwo Czerwonych Khmerów na własnej nacji jest to fałsz.

    OdpowiedzUsuń
  6. Widzę, że uparcie robisz z berii pierwszego opozycjonistę w Zzsrr :-)
    Rozwój i cala geneza partyzantki sowieckiej i Komunistycznej, również na terenie d.Polski są już dość powszechnie znane. Natomiast po przeczytaniu snydera zaskoczyła mnie skala "kolaboracji" z niemcami na terenach pierwotnych ZSRR, w tym w części rosyjskojezycznej. To, że miejscowi tworzyli tam administrację niemiecka. Większość partyzanckiej wojny ojczyznianej to kompletna sowiecka imaginacja.
    BTW czy nie uważasz, że Sowieci przejęli niemieckie archiwa policji i kontrwywiadu, i na ich bazie stworzyli własną siatkę niezależną nawet od "polskich" struktur ?
    A to wraz z dobrze "zrobionymi" nielegalami, dawało im pełna kontrolę ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aa, to by tłumaczyło dlaczego to takie tabu i wygląda, że nikt przynajmniej w Polsce nie prowadzi systematycznych badań na ten temat, w każdym razie wypytywani przeze mnie na miejscu historycy IPN nic o tym nie wiedzą, właściwie znany mi jest tylko przypadek niejakiego Jana Kaszubowskiego vel Hansa Kassnera, który zwalczał wywodzącą się ze środowisk katoendeckich organizację ''Gryf Pomorski'' najpierw w służbie Gestapo a później UB i sowietów :

      https://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Kaszubowski

      http://www.dws.org.pl/viewtopic.php?f=20&t=123294&p=1451289&hilit=g%C4%85siorowski#p1451329

      - ale to płotka mimo iż ohydny szkodnik, zapewne w grę wchodziły znacznie ale to znacznie grubsze ryby i ich potomkowie z pewnością wywierają znaczny wpływ na nasze życie polityczne dziedzicząc agenturalne skłonności, sprawa Safjana seniora na to wskazuje, szkoda tylko iż kwity wyciągane są tylko przy okazji takich chryj jak ta wokół TK właśnie i to bez dalszych konsekwencji, pora na systematyczne opracowanie tematu tylko kto się odważy i przede wszystkim skąd weźmie pieniądze na to oraz uzyska niezbędną ochronę ? :

      http://www.pch24.pl/safjan-w-hitlerowskim-mundurze---gazeta-polska-o-ojcu-bylego-prezesa-trybunalu-konstytucyjnego,45849,i.html

      http://awronka.nazwa.pl/txt/txthtml/safjan.htm

      Usuń
    2. Jeden i drugi to jednak płotki, bardziej chodzi mi o tych którzy nie zostali przejęci przez "nasze" SB lub IW, a tych którzy znaleźli się bezpośrednio na etatach w GRU lub KGB. Po prostu nie wierzę, że obie sowieckie służby nie skorzystały z takiej okazji.

      Usuń
    3. No to podam nazwisko niemieckiego kolaboranta, który zaszedł bardzo daleko w PRL: Józef Cyrankiewicz, współpracownik obozowego Gestapo z Auschwitz.

      Usuń
  7. Fox, czy wspomniany przez Ciebie "niejaki Łukaszuk" związany z byłą załogą Treblinki to:

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Leonard_%C5%81ukaszuk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 12 latków raczej nie brano do obsługi obozów.

      Usuń
  8. https://www.monitor-polski.pl/byly-agent-cia-robert-d-steeley-trump-walczy-siecia-pedofilow/comment-page-1/
    Fox, co o tymn sądzisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. żródło akurat lipne, ale podsłuchiwanie Trump Tower rozpoczęto tuż po tym jak wyciekły maile Podesty

      Usuń
  9. Jeszcze coś o ''narodowych komunistach'' :

    ''Podczas procesu Jerzego Kędziory do sądu przyszedł list rekomendacyjny od szefa związku weteranów Armii Ludowej. Kędziora został w nim przedstawiony jako... przykładny polski patriota.''

    http://www.historia.uwazamrze.pl/artykul/858213.html

    ''Jak wielu innych agentów narodowców i prawicowców Matłachowski uważał, że należy podjąć z SB grę polityczną, gdyż po 1968 r. komunistyczna policja polityczna, a zwłaszcza wojsko reprezentowały zbieżny z poglądami endecji „kierunek narodowy" w obozie władzy PRL. „Z dwojga złego lepszy bandyta nacjonalbolszewik niż bandyta kosmopolita" – jak określi tę filozofię badacz obozu narodowego prof. Jan Żaryn. W przekonaniu Matłachowskiego należało zatem nie tylko utrzymywać kontakty z bezpieką, ale przez służby specjalne oddziaływać, wzmacniać i wspierać „opcję narodową” w aparacie partyjno-administracyjnym Polski Ludowej.
    Dla SB taka postawa była czytelna, dlatego też w kontaktach z agenturą odwoływano się do tzw. patriotycznych pobudek i wspólnej walki z „trockistami i Żydami" z KOR i „Solidarności". Donoszenie na „trockistów i Żydów” z KOR i „Solidarności” było więc dla Maksyma czymś naturalnym. Nie miał on też skrupułów, by inwigilować osoby zaangażowane w działalność antykomunistyczną, a nawet formułować koncepcje na temat ich zwalczania przez władze PRL. Miał wręcz wyznać oficerowi SB, że „biorąc pod uwagę cele strategiczne grup dysydenckich oraz ich zoologiczną antyradzieckość”, działalność tę uznać należy za „wyjątkowo szkodliwą” i „wymierzoną przeciwko podstawowym interesom narodu polskiego”.''

    https://www.wprost.pl/tygodnik/111579/Narodowa-esbecja.html

    ''Polski Związek Katolicko-Społeczny (PZKS) – stowarzyszenie powstałe w 1981 r., od 2003 roku organizacja pożytku publicznego. [...] W następnych latach po odsunięciu od władzy Janusza Zabłockiego władzę przejęli powiązani ściśle z bezpieką ludzie o poglądach narodowych na czele z Janem Matłachowskim – liderem środowiska endeckiego w kraju i wieloletnim tajnym współpracownikiem o ps. „Maksym”, oraz Witoldem Olszewskim, współpracującym z wywiadem PRL od lat pięćdziesiątych jako „Wysoki”. PZKS był inicjatorem pierwszego poselskiego projektu ustawy o prawnej ochronie dziecka poczętego. Broniło podstawowych praw człowieka i wielokrotnie włączało do prac Sejmu elementy humanizmu chrześcijańskiego. Koło Poselskie PZKS było pierwszą bezpartyjną strukturą sejmową zaproszoną do złożenia oficjalnej wizyty w Parlamencie Europejskim w Strasburgu. W swych działaniach współpracował z lokalnymi oddziałami KIK-u, ze środowiskiem „Więzi” i „Tygodnika Powszechnego”. W lutym 1989 roku wprowadził uroczyście obraz Matki Bożej Jasnogórskiej do gmachu Sejmu.''

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Polski_Zwi%C4%85zek_Katolicko-Spo%C5%82eczny

    - som i turbosłowianie :

    ''Trafiłem w inwentarzu IPN na taki rodzynek, że zbieram szczękę z podłogi i nie bardzo mi idzie. Jedziemy:

    Urodził się w 1937. Młodość spędził w Gliwicach. W 1972 roku skończył z wyróżnieniem studia na UWr, uzyskując tytuł magistra historii. Tytuł doktorski z dziedziny filozofii zdobył w 1980, broniąc rozprawy dotyczącej ruchu Zadruga na uniwersytecie w Moguncji. Do 1991 roku przebywał na emigracji w RPA, gdzie przyjaźnił się m.in. z Januszem Walusiem. Po powrocie do kraju został liderem neopogan. Przyjaźni się z Mateuszem Piskorskim (oskarżonym o szpiegostwo na rzecz Rosji) i ideologiem Kremla Duginem. Założyciel Rodzimej Wiary. Stanisław Potrzebowski, bo o nim mowa, był nielegałem Oddziału Y Zarządu II Sztabu Generalnego, czyli komunistycznego wywiadu wojskowego.''

    http://inwentarz.ipn.gov.pl/showDetails?id=200205452&q=&page=12&url=[grupaAktotworcyId=4|aktotworcaId=12797|podzespolId=21002|seriaId=21141|podseriaId=26118|typ=5

    http://rodzimawiara.org.pl/kontakty/naczelnik.html

    https://twitter.com/johnbinghamjr/status/838057575329513472

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To katoendeckie bagno mnie nie dziwi, jeżeli ktoś naiwnie myślał że współpraca dotyczyła wyłącznie jakiś tam przewojennych komunistów czy szerzej lewicowców lub żydów i innych mniejszości, to jest jest zwyczajnym debilem.
      Odwoływanie się do tzw. "patriotycznych pobudek" było jednym z 3 głównych powodów podejmowania współpracy, co świadczy że nader skutecznym.

      Usuń
    2. @Chehelmut:
      Pisałeś coś kiedyś o związkach kochanki Sławomira Majmana z chińskimi służbami. Tak jakoś zapadło mi to w pamięć, aż odkryłem skąd mu nogi wyrastają. Otóż tak sobie czytam dzisiaj o FOZZ i proszę: http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=19706&Itemid=119 . Dakowski opowiadał tą historyjkę o płaczącym geszefciarzu wcześniej ale zawsze bez nazwisk. Na facebooku Majmana w znajomych - znane mordy z FOZZ i Art-B.

      Usuń
    3. Hania Shen dużo się o Majmanie i jego Lucy (Judy?) rozpisywała

      Usuń
    4. Wcale mnie nie dziwi info o Potrzebowskim, bo wyczytałem u Dugina jeszcze we wczesnych 90tych postulat bogotwórstwa pogańskiego dla Polaków. Sam katolicyzm rzymski miał być bezwzględnie niszczony (ale również poprzez wspieranie ruchów modernistycznych i tradycjonalistycznych)

      Usuń