Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Obama. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Obama. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 maja 2018

Wojna ekonomiczna przeciw Iranowi i kto stoi za Stormy

- Czy był Pan na otwarciu?
- No nie byłem. Trumpa też nie było. Wysłał swoją turbosłowiańską córkę Ivankę oraz Jareda Kushnera.



Oczywiście mowa o otwarciu nowej amerykańskiej ambasady w Jerozolimie. Krok to czysto symboliczny, który niczego w sytuacji strategicznej Izraela nie zmienia. Taki tam gest w stronę części sponsorów kampanii wyborczej Trumpa (np. Sheldona Adelsona) i ewangelikalnych protestantów śniących o wojnie nuklearnej na Bliskim Wschodzie mającej przyspieszyć Paruzję. Trump myśląc o tej drugiej grupie wysłał na ceremonię otwarcia jednego ze swoich "duchowych doradców" - pastora Roberta Jeffressa. Pastor Jeffress twierdził wcześniej, że wszyscy Żydzi pójdą do Piekła a "Hitler był częścią bożego planu" (pastor mówił też, że mormoni to "sekta z Piekła rodem", więc nakablował na niego Mitt Romney). Dla równowagi Jareda i Ivankę pobłogosławił rabin nazywający Czarnych "małpami". Jak widać czytanie Starego Testamentu - a jeszcze bardziej jego pisanie - może nieźle ryć banię.



W trakcie ceremonii doszło do "Krwawego Poniedziałku" na granicy Strefy Gazy. To była oczywiście prowokacja Hamasu - jeden z jego przywódców stwierdził, że 50 z 62 zabitych tego dnia Palestyńczyków należało do tej organizacji terrorystycznej. Oczywiście idioci będący izraelskimi dowódcami znów dali się wciągnąć Arabom w taką prowokację. Dostarczyli im męczenników, których Arabowie chcieli. A przecież wystarczyło nie walić w tłum ostrą amunicją. Premier Sławoj-Składkowski już w latach '30-tych zauważył, że wystarczą armatki wodne, gaz i dobrze wyszkolone oddziały policji, by rozpędzić tłum. Nasi ludzie chyba jednak tego betarowców nie uczyli...



Przenosiny ambasady były oczywistym prezentem dla Izraela, ale czy sankcje przeciwko Iranowi należy do takich prezentów zaliczyć? Izrael niewątpliwie na nich skorzysta. Podobnie jak Arabia Saudyjska i inne sunnickie monarchie. Administracja Trumpa jednoznacznie opowiedziała się po stronie tej osi. A zresztą dlaczego miałaby stanąć po stronie Iranu przeciwko Saudom? Co Iran może jej zaoferować? Iran, który jest bliskim sojusznikiem Rosji i Chin oraz stale nawołuje do porzucania dolara w globalnym handlu ropą? Sankcje są częścią wojny ekonomicznej mającej wstrząsnąć irańskim reżimem. Już pogłębiły załamanie riala irańskiego a później uderzą w przychody do irańskiego budżetu obciążonego już i tak kosztami wojen w Syrii i Jemenie. Możemy mieć tam znów falę podobnych protestów jak w grudniu. John Bolton obiecywał cwaniaczkom z MEK obalenie reżimu ajatollahów do 2019 r. Reżim może się jednak trzymać mocno, tak jak reżim w Wenezueli. Co wówczas? Scenariusz podobny jak z Koreą Północną. Steven Mnuchin już mówi, że celem prezydenta jest zawarcie nowej, lepszej umowy nuklearnej z Iranem.



Antyirańska rozgrywka Trumpa na Bliskim Wschodzie ma też taką dobrą stronę, że przeszkadza w jakichkolwiek próbach poprawy relacji USA z Rosją. I bije też mocno rykoszetem w Eurokarłów. "Rosyjski agent Trump" ostatnio zagroził sankcjami firmom budującym Nord Stream 2. I Europejczycy są tutaj bez silni. Skoro Amerykanie potrafili skutecznie uderzyć sankcjami w chiński koncern ZTE, to tym bardziej mogą być zagrożone europejskie firmy. Żeby było zabawniej: Iran odgraża się, że ujawni ile dał łapówek amerykańskim i europejskim politykom za umowę nuklearną.

Minotaur ugryzł Europę w dupę... 

Po raz kolejny potwierdza się, to co przewidywałem: administracja Trumpa jest najbardziej antykremlowską administracją od czasów Reagana. Jeśli prawdą jest to, że rosyjskie służby pomogły Trumpowi wygrać wybory, to oznacza, że w tych służbach roi się od zdrajców oraz idiotów.

W każdym bądź razie, przez dwa lata pracy specjalnemu prokuratorowi Robertowi Muellerowi nie udało się znaleźć "smoking gun" w sprawie rzekomego wsparcia, jakie Trump miał otrzymać w kampanii od rosyjskich tajnych służb. (Sam Mueller współpracował zaś kiedy kierował FBI z... Olegiem Deripaską w kwestii agenta FBI przetrzymywanego w Iranie.) Nic nie wykryto, choć przecież FBI miała swojego szpiega wewnątrz kampanii Trumpa.  Manafort i generał Flynn są gnębieni za nieprawidłowości finansowe nie związane z kampanią. W tej fazie dochodzenia Mueller dociska zaś Michaela Cohena, prawnika Trumpa, który wypłacał "hush money" Stormy Daniels. Sprawa nie ma żadnego związku z Rosją, ale wykorzystano kruczek prawny dotyczący "defraudacji pieniędzy przeznaczonych na kampanię". Chodzi o to, by Cohen podzielił się z Muellerem jakimikolwiek brudami na Trumpa, lub takie brudy wymyślił.



Sprawa Stormy Daniels jest tylko wytrychem. Do złamania umowy w sprawie milczenia namówił ją jej prawnik -  Michael Avenatti. Gostek nie chce powiedzieć, kto go finansuje a sam ma kłopoty z prawem - zarzuca się mu oszustwa przy prowadzeniu spółki, m.in. nie płacił dostawcom. Co ciekawe, brał on udział w Tour de France wspólnie z synem... byłego szefa saudyjskiego wywiadu, księcia Turkiego bin Adbulaziza ibn Sauda. 





Internetowi szperacze dopatrzyli się na ciele Stormy  Daniels intrygującej blizny w kształcie litery K, częściowo zamaskowanej tatuażem. Takie same blizny wypalano na ciele "niewolnic seksualnych" w sekcie NXVIM. W kierownictwie tej sekty była m.in. aktorka Allison Mack, z "Tajemnic Smallville". Obecnie jest oskarżona m.in. o handel ludźmi i zmuszanie do prostytucji. Sekta wpłacała duże pieniądze na kampanię Hillary Clinton a trzech jej członków zostało zaproszonych do zasiadania we władzach Clinton Global Initiative. Przywódcy sekty imprezowali na prywatnej wyspie miliardera Richarda Bransona, gdzie wakacje spędzał Barack Obama. Ciekawe, czy dostarczali tam niewolnice na imprezy? Ciekawe też czy Stormy została celowo podsunięta Trumpowi w ramach operacji zbierania kompromatów?



***

Zjudaizowani mentalnie endecy zorganizowali ostatnio konferencję o tym jaka sanacja była straszliwie turańska. Na konferencji tej Rafał Ziemkiewicz wygłosił wykład o "Wojnie Śmigłego-Rydza". (Do obejrzenia tutaj.) Bzdurzył mniej niż się spodziewałem. Muszę przyznać, że zaczął słyszeć, że dzwonią, ale nadal nie wie, w którym kościele. Doszedł bowiem do podobnej obserwacji jak ja w serii Wrześniowa Mgła: szykowaliśmy się w 1939 r. do ataku na Niemcy. Ziemkiewicz ogólnie jednak jeszcze nie doszedł do istoty tego planu i dlaczego został on porzucony. Chrzani też, że powodem wojny było zajęcie przez Niemców Słowacji. Słowacja powstała w marcu 1939 r. a przecież decyzję o pójście na konfrontację z Rzeszą sanacyjne władze podjęły w styczniu 1939 r.
Jakoś też nie zauważa, że od 1932 r. atak prewencyjny na Niemcy był proponowany przez sanacyjną ekipę co najmniej osiem razy. Uśmiałem się też, gdy Ziemniak najpierw przekonywał, że "Śmigły-Rydz chciał wygrać wojnę bez pomocy Zachodu", by później przyznać, że od 1938 r.wiedział on, że kampania może się skończyć ewakuacją Wojska Polskiego na Zachód.

Poza tym straszne narzekanie na turanizm u Brauna, Macieja Giertycha i innych uczestników konferencji. Węgrom i Chorwatom turańskie dziedzictwo jakoś nie przeszkadza. Ale jak widać część endeków uważa, że powinniśmy się wstydzić naszych przodków Scytów i Sarmatów i uważać, że przed 966 r. byliśmy neandertalczykami wypełzłymi z prypeckich bagien, których ucywilizowali Niemcy.

***

Jeden z moich wiernych czytelników zainspirował się moim wpisem o Marksie i stworzył taką grafikę :)



Zbieram się do rozpoczęcia serii Dies Irae, ale jeszcze jakoś się nie przyzwyczaiłem do pisania na laptopie...

sobota, 31 grudnia 2016

Co przyniesie Kissinger i kto odstrzelił Chór Aleksandrowa?

Wybór Henry'ego Kissingera na doradcę prezydenta Trumpa ds. polityki zagranicznej nie powinien być aż tak dużym zaskoczeniem. Wszak Trump spotykał się po wyborach z Kissingerem a Henry pozytywnie się o nim wypowiadał. Coś się więc kroiło. Po co jednak nowemu prezydentowi 93-letni (starszy niż Mugabe!) doradca, który może się przekręcić w trakcie misji i do tego reprezentuje sobą wszystko, co złe Waszyngtonie? Czyżby wracała nie tylko Ameryka Dicka Chenneya i Ameryka Reagana, ale również Ameryka Nixona?



Kissinger to niewątpliwie człowiek z "głębokiego cienia"  mający od ponad 70 lat związki z tajnymi służbami. Już w trakcie Bitwy w Ardenach pracował dla wywiadu wojskowego. W 1945 r. był już sierżantem w amerykańskich wojskowych służbach specjalnych w Niemczech. Z tym wiąże się ciekawy wątek: w 1961 r. płk Michał Goleniewski (oficer peerelowskich tajnych służb, który zbiegł na Zachód i pomógł zachodnim służbom w schwytaniu takich szkodliwych nielegałów jak George Blake czy Konom Mołodyj) wskazał mało znanego wówczas wykładowcę Harvardu Henry Kissingera jako agenta wywiadu wojskowego PRL o pseudonimie "Bor" działającego w ramach siatki "Odra". W dokumentach, które widział Goleniewski miała być mowa również o późniejszej pracy Kissingera dla CIA. Może więc nie był daleki od prawdy Christopher Story, były doradca premier Thatcher, gdy twierdził, że Kissinger to potrójny amerykańsko-niemiecko-sowiecki agent? Z całą pewnością Kissinger jest jednym z ojców chrzestnych nowego światowego ładu powstałego na gruzach systemu z Bretton Woods, na fundamencie wojny Yom Kippur, kryzysu naftowego, zwrotu ku Chinom i depopulacyjnego Memorandum 200. Systemu Globalnego Minotaura.

Odsyłam do wcześniejszych wpisów, w których przewijało się jego nazwisko:

Największe sekrety: Euphoria - Minotaur

Yom Kippur: ustawiona wojna i śmierć płka Alona

Requiem dla Szarona - Kariera sterowana przez Kissingera

Największe sekrety: Euphoria - Helter Skelter 

Tajna służba CDU. Widmowa organizacja DVD

Kissinger i jego plan dla Syrii

Zauważcie: Obama sięgnął po Volckera, Trump sięga po Kissingera. Zarówno Volcker jak i Kissinger to architekci systemu Globalnego Minotaura. Czy system aż tak się zepsuł, że trzeba przerywać emeryturę jego twórcom?

***

Wydalenie z USA 35 rosyjskich dyplomatów-szpiegów, to zdarzenie, którego znaczenie zostało wyolbrzymione. Tych 35 szpionów to tylko część ogromnej rezydentury. FBI wykorzystało sprawę rzekomych ataków hakerskich na DNC i maila Podesty, by po prostu trochę posprzątać. Zapewne hakerzy z GRU włamywali się słabo zabezpieczone serwery DNC, ale robili to po to, by zdobyć materiał do szantażu oficjeli z ewentualnej administracji Clinton, a nie po to, by przekazać hurtem materiały do WikiLeaks. Zmontowana sprawa z emailami ma zatuszować to, że maile Podesty WikiLeaks dostało od pracownika NSA.

***

Im bliżej do 20 stycznia, tym sytuacja na świecie coraz bardziej przypomina znakomity drugi sezon "Ajina". 25 grudnia myślałem o tej scenie:


Upadek do Morza Czarnego u wybrzeży Soczi wojskowego TU-154 z Chórem Aleksandrowa na pokładzie zapewne nigdy nie zostanie wyjaśniony. Wersję mówiącą o zamachu terrorystycznym odrzucono jeszcze zanim ekipy poszukiwawcze dotarły do wraku i ciał. Wiele spośród zwłok było rozerwanych a od samolotu odpadł ogon. W chwili katastrofy sfilmowano zaś nad Soczi tajemniczy rozbłysk. Oczywiście znalazł się naoczny świadek z FSB (w Rosji jest powiedzenie "łże jak naoczny świadek") mówiący, że samolot próbował wodować i ledwo co wydobyto czarną skrzynkę a już do mediów trafił fragment stengramu z kokpitu ze zwrotem "o k...wa, klapy nie działają!". Z drugiej strony, żadne Państwo Islamskie czy Al-Kaida nie przypisała sobie zniszczenia tak kuszącego, symbolicznego celu. Czyżby więc zniszczenie samolotu z sowieckimi wyjcami było działaniem sił, których obecność należało zatuszować? Np. sił wewnętrznych próbujących w ten sposób dokonać prowokacji wojennej mającej sprawić, by rządy Putina-Hujły zjechały jeszcze niżej po równi pochyłej? Zestrzelenie TU-154 można przecież było zwalić na "banderowców", Gruzinów czy nawet Turków. Może więc pewną wskazówką jest dziwny zgon gen. Olega Jerowinkina, doradcy byłego wicepremiera, prezesa Rosnieftu Igora Sieczina. Sieczin to zaś koleś kopiący dołki przed Putinem.



Omawiając kwestię katastrofy jaka dotknęła Chór Aleksandrowa trzeba też pamiętać, że ten zespół był przede wszystkim BRONIĄ. Bronią propagandową mającą służyć budowaniu narracji o dobrej Armii Czerwonej wyzwalającej Europę od złego faszyzmu. Ci "artyści" serwowali zachodniemu odbiorcy przede wszystkim sowiecką kulturę a ich propaganda okazywała się zadziwiająco skuteczna. Wielu polskich prawicowych "patriotów", bardziej katolickich od Grzegorza Brauna na wyścigi teraz wylewa żale za "wspaniałym chórem", który tak pięknie śpiewał "Wstawaj strana ogromnaja" i "Kalinkę". Zapominają, że w latach II wojny światowej ci chórzyści występowali w mundurach NKWD a jeszcze niedawno brali udział w koncercie ku czci "wielkiego wojennego przywódcy" Stalina. Mnie jakoś ten chór wujów nigdy nie wzruszał ani nie budził u mnie podziwu. Był po prostu przejawem kultury, którą każdy dobry Polak nawiązujący do przedwojennych i emigracyjnych wzorców powinien gardzić.



Oddajmy głos pułkownikowi Piotrowi Wrońskiemu: "Wróćmy do chóru Aleksandrowa. Nie był to symbol "kultury rosyjskiej", ale totalitarnej sowieckiej propagandy. Bez względu na to, czy ów chór "zarzynał" przeboje muzyki pop, czy rosyjską klasykę, zawsze byli to ludzie w mundurach najeźdźców, śpiewający prostacką "Kalinkę" na gruzach zniewolonych miast przed zniewoloną publicznością. Nota bene, dla mnie kultura rosyjska to Puszkin, Tołstoj, Dostojewski, Czajkowski, Rimski-Korsakow, Mandelsztam, a nawet Majakowski. Wszystkich zniszczył Stalin przy totalnej aprobacie Rosjan i zastąpił "chórem Aleksandrowa, kontrolowanym dokładnie przez OGPU, NKWD, KGB, GRU i SWR, jako świetny produkt eksportowy dla "pożytecznych idiotów". Nigdy nie lubiłem pieśni masowych. Szczególnie w sowieckim wydaniu. Pamiętacie, co twierdzę o dekomunizacji mentalnej? Niestety, mam rację.

 Zginęli ludzie. I na tym polega ta tragedia.

Na koniec, mała historyjka. Kilka lat temu w warszawskiej Sali Kongresowej, w Pałacu im. Stalina występował chór "rosyjskich pieśni masowych". Ze śmiechem, kryjącym niedowierzanie i przerażenie obserwowałem, jak na koncert wybiera się "wycieczka" głównych szefów i kierownictwa niższego szczebla AW, ABW, SWW i SKW. Koledzy z jednej klasy wraz ze swoimi "adiutantami" z innych klas. Nieważne, że była telewizja, że siedzieli razem obserwowani przez prawie całą ambasadę rosyjską, która obowiązkowo stawiła się na koncercie. Ważne było to, że wszyscy bawili się wspaniale.

(...) Jak łatwo nas "kupić"! Wystarczy zaśpiewać "Czerwone Maki", powiedzieć "My i Wy tyle wycierpieli", a już traktujemy mówiącego, jak przyjaciela, nie zauważając nawet, że w jego słowach "My" jest zawsze pierwsze, a to "Wy" stanowi jedynie tło. Ktoś w komentarzu zapytał, czy chór Waffen SS lub Wermachtu, śpiewający nasze pieśni narodowe, też potraktujemy tak samo? Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, bo nie słyszałem nigdy chóru Bundeswehry, śpiewającego "Czerwone Maki" obok "Lily Marlen". Obawiam się jednak, że "zachwytów" byłoby tyle samo."

Polecam również tekst blogera Matki Kurki poświęcony "syndromowi sztokholmskiemu" czyli reakcją mieszkańców Kraju Priwislańskiego na katastrofę Chóru Aleksandrowa.

Marian Hemar napisał zaś w swoim świetnym wierszu "Koncert Armii Czerwonej":

"Potem przed Albert Hallem
Spytali mnie na ulicy
Rozentuzjazmowani
Znajomi moi, Anglicy -
Jak pan się bawił? Pytali
Rozgrzani i pochwalni:
Ci żołnierze sowieccy,
Nad wyraz muzykalni,
Prawda? "Tak jest", odrzekłem
"To notorycznie przecie
Najbardziej muzykalne
Wojsko na całym świecie
To jeszcze nic, co w Londynie,
To mało, co w Albert Hallu,
Trzeba ich było w Brodach
Posłuchać... w Tarnopolu...
Trzeba to było słyszeć
Jak ich śpiew rósł w oddali
We Lwowie, na ulicy
Żółkiewskiej, gdy jechali
Od rogatki w kadłubach
Swych pancernych kolosów -
Śpiewali "Wołga, Wołga..."
Śpiewali na osiem głosów
Od cudownej harmonii
Dreszcz przenikał do kości,
Nie można było się oprzeć
Takiej muzykalności,
To muzykalna armia, z
Londynem jej nie mierzcie,
Trzeba wam było słyszeć
Ich koncert w Budapeszcie!
Z czołgów - trach! z cekaemów
Po oknach - trach! po roletach,
Po widzach, po słuchaczach,
Po dzieciach, po kobietach...
I śpiewali! Z zachwytu
Ludzie jak muchy marli.
Nie można się było oprzeć.
Węgrzy się nie oparli.
To muzykalne wojsko.
Kto słyszał w brzozowym lasku,
W Katyniu jak śpiewali,
Wśród kul bzyku i trzasku -
"Razłuka moja, razłuka..."
I "Ałławerdy..." - to wiecie,
Najbardziej muzykalna
Armia na całym świecie.
Co ja tego śpiewania
Posłucham, wiecie - to mi
Po grzbiecie biegną ciarki
Z zachwytu" - moi znajomi,
Anglicy, z wielkim dla mnie
Uznaniem zawołali:
"To ładnie, że pan, choć Polak,
Lecz tak bezstronnie chwali
Zespół Czerwonej Armii...
To aż brzmi niemal dziwnie...
Oby każdy z was umiał
Sądzić tak obiektywnie..."

***

A na Nowy Rok życzę Czytelnikom dużo szczęścia przy Wielkiej Rotacji. Oby szczególnie silnie dotknęła ona różnego rodzaju Putinów-Hujłów, Sorosów i Podestów!

wtorek, 19 lipca 2016

Turcja: Jak powstrzymano zamach Obamy

Amerykanie popełnili jeden poważny błąd (poza tym, że nie oglądali "One Punch Mana"): zapomnieli, że w Turcji nie rządzi już armia, tylko bezpieka. Narodowa Organizacja Wywiadowcza (MIT), na której czele stoi Hakan Fidan, bliski współpracownik Erdogana, spisała się znakomicie i na pewno miała swoją agenturę w kierownictwie wojskowego spisku. Zamach stanu przyspieszono, gdyż 1 sierpnia Erdogan miał dokonać zmian w kadrze dowódczej, które uniemożliwiłyby uruchomienie puczu.



Na godzinę przed rozpoczęciem puczu Erdogan został powiadomiony przez dowódcę I-szej Armii, że puczyści ruszyli. Dzięki tej informacji prezydent został ewakuowany z ośrodka wypoczynkowego w Marmaris zanim służący puczystom komandosi dokonali tam desantu ze śmigłowców. Żołnierze mający aresztować Erdogana nie wypełnili swojej misji, wycofali się po strzelaninie z lokalną policją i częścią funkcjonariuszy prezydenckiej służby ochrony. W tym starciu zginęło dwóch ochroniarzy Erdogana.
Biznesowy odrzutowiec, którym leciał Erdogan został namierzony na radarach przez dwa F-16 puczystów. 
Pilot tego samolotu rzekomo zmylił ich jednak mówiąc przez radio, że to lot Turkish Airlines.  (Możliwe też, że nie otrzymali autoryzacji do zestrzelenia.) Premier Binali Yildirim został też najprawdopodobniej w porę ostrzeżony i ewakuowany. Minister spraw wewnętrznych ocalał, gdyż nie pojawił się na spotkaniu z wojskowymi. Wielu generałów lojalnych wobec cywilnej władzy zostało wziętych do niewoli przez swoich najbliższych współpracowników.  Szef sztabu generalnego gen. Hulsi Akar, został wzięty na zakładnika. 
Śmigłowce zaatakowały kwaterę główną MIT i komendę główną policji. Jeden z doradców Erdogana ds. bezpieczeństwa narodowego został zabity przez puczystów strzałem w tył głowy. Pucz nie był żadną inscenizacją. Przeprowadzono go o wiele bardziej profesjonalnie niż to na pierwszy rzut oka wygląda.



To, że tureckie tajne służby były świadome tego, że Amerykanie przygotowują im wojskowy zamach stanu, siłą rzeczy musiało wpłynąć na to, że Turcja porozumiała się z Rosją. Będąc zagrożonym przez dwa mocarstwa, Erdogan zlikwidował jeden front godząc się ze słabszym. Winę za to ponosi w największym stopniu administracja Obamy, która powtórzyła swój błąd z Egiptu. (Niepotrzebnie obaliła swojego bliskiego sojusznika marszałka Hosniego Mubaraka, doprowadziła do chaosu, który z kolei wyniósł do władzy gen. al-Sisiego, który zacieśnił stosunki z Rosją.) Jak powiedział były oficer CIA Gary Bernsten: Obama stracił kontrolę nad Bliskim Wschodem. Co zrobi by ją odzyskać? Czy Amerykanie będą próbowali obalać Erdogana aż do skutku, tak jak to robili z Castro, by później się z nim porozumieć? Czy też może zmiękną i trochę z nim ponegocjują? Amerykański ambasador w Ankarze już mówi, że mogą rozmawiać na temat ekstradycji szejka Gulena. 

Dr. Targalski (Nya!) chyba ma nadzieję na pierwszy scenariusz, gdyż snuje taką wizję: ""Amerykanie będą musieli zainwestować w kogoś innego, Turcji grozi chaos, czyli wypada jako stabilny kraj NATO. Trzeba gdzie indziej mieć bazy, USA będzie musiało zainwestować w Kaukaz, w Gruzję i Azerbejdżan, zobaczymy, co będzie z Armenią, bo żaden ruch nie był możliwy ze względu na porozumienie z Turcją, która nie przyznawała się do ludobójstwa Ormian ". Być może dlatego w niedzielę doszło w Erewaniu do dziwnej próby mini zamachu stanu? Amerykanie nie będą jednak w stanie szybko przerzucić infrastruktury z Turcji do np. Gruzji. Robiąc to zawaliliby zaś do końca szanse na reset z Rosją, na który wciąż bardzo liczą. Wcześniej czy później będą musieli więc przeprosić się z Turcją. Erdogan właśnie im pokazał, że nie mogą bezkarnie wbijać sojusznikom nóż w plecy. A my mamy kolejną wskazówkę mówiącą, że kontynuacja polityki Obamy przez ewentualną administrację Hillary Clinton będzie katastrofą dla świata.

sobota, 26 marca 2016

Zamachy w Brukseli od przodu i tyłu



One Punch Man Erdogan powiedział, że również w Brukseli, tak jak w Ankarze, mogą zacząć wybuchać bomby. Cztery dni później jego proroctwo się spełniło. Później One Punch Man ujawnił, że jednego ze sprawców brukselskich zamachów tureckie służby deportowały do Holandii, Holendrzy przekazali go Belgom, a ci go wypuścili. Erdogan wyraźnie zasugerował, że belgijskie służby specjalne dogadywały się z dżihadystami. Tureckie służby mówią zaś, że zachodnioeuropejskie służby pozwalały jeździć do Turcji i innych krajów Bliskiego Wschodu dżihadystom będącym na listach Interpolu. Co więcej pozwalały im na przewożenie broni i amunicji w ich bagażach!
MIT, czyli wywiad wojskowy Turcji, to ostrzejsi gracze nawet od FSB. Mam wielki szacunek do Erdogana, że zdołał pokonać tę machinę i przejąć ją na własne potrzeby. MIT dużo wie o prawdziwych kulisach terroryzmu na Bliskim Wschodzie i w Europie. Ta wiedza będzie wykorzystywana przez Turcję do wywierania presji na takie kraje jak Niemcy.

***



Słyszymy obecnie, że Belgia to kraj dysfunkcyjny i skorumpowany, co sprawia, że stał się on rajem dla dżiahdystów. Niemalże państwo upadłe ze społeczeństwem, które zawiodło.  Słyszymy, że Belgowie spieprzyli kontrole paszportowe na lotniskach, dopuścili się olbrzymich zaniedbań jeśli chodzi o ochronę brukselskich portów lotniczych a służby wiedziały, że lotniska będą zaatakowane. Biją w Belgów jak w bęben głównie gazety i portale anglosaskie, co jest zapewne oznaką irytycji tamtejszych służb, ale w Belgów uderzają również Francuzi. Jeszcze przed zamachami można było usłyszeć o szykującym się francusko-belgijskim rozwodzie wywiadowczym. Służby belgijskie i francuskie wzajemnie się oskarżały o zaniedbania przy okazji zamachów w Paryżu. Poza tym francuskie służby panoszyły się w Belgii i traktowały ją jako kraj satelicki.

O dziwnych kulisach zamachów w Paryżu pisałem już na tym blogu. I mam wrażenie, że francuskie służby co najmniej dopuściły do tych ataków.

Flashback: Front Narodowy - dzieło francuskich służb

Flashback: Francja: zamach, na który czekano




Pora więc zadać pytanie: czy to tylko echa tamtej operacji czy też może zorganizowano dogrywkę? Czy celem tej dogrywki jest zwrot geopolityczny w Europie? Po zamach w Brukseli ostro tracił funt, gdyż rynek uznał, że zamachy są argumentem dla zwolenników Brexitu. Skoro nawet były szef MI6 mówi, że Wielka Brytania będzie bezpieczniejsza poza UE...  Jak wiadomo, Francji zawsze wadziła brytyjska obecność w Unii. UE bez Wielkiej Brytanii będzie tworem zupełnie innym  niż dotychczas.

***



Słyszymy, że zamachy były zemstą za aresztowania Salaha Abdelsalema, jednego z organizotorów zamachów w Paryżu. Adbelsalem jednak najprawdopodobniej sam dał się złapać. To uspokoiło belgijskie służby a lipne zeznania sprowadziły je na fałszywe tropy, co umożliwiło zamachy. Atak na lotnisko przyniósłby więcej ofiar, gdyby sprawcom nie zaciął się jeden z karabinów i gdyby .... zamówili Ubera zamiast taksówki. Korporacja przysłała im zwykłe auto zamiast vana, więc nie wzięli wszystkich bomb.

***



Stanowisko Rosji chyba najlepiej wyraził Władimir Żerinowski, syn Rosjanki i "dobrego prawnika" mówiąc, że zamachy są dla Rosji korzystne i niech Europejczycy zdychają.  Pytanie tylko czy Putin-Hujło nie stał się już dla Moskwy zbyt zgraną kartą, by doszło do jakiegokolwiek porozumienia. W Syrii Rosja de facto zachowała jednak sporą część swojego kontyngentu. Dostosowała go jednak do nowego zadania: zamiast walki z Państwem Islamskim obrona alawickich terenów. To de facto oznacza podział Syrii. Putin kończy kolejny konflikt jego zamrożeniem.

***




To, że Państwu Islamskiemu chodzi o budowę Kalifatu jest mitem. Jak słusznie zauważa red. Mamoń, ISIS jest kierowana przez profesjonalne kadry dawnej bezpieki i sił zbrojnych Saddama. Syria jest dla zmyłki. ISIS nie zależy na jej całym podboju. Celem jest Bagdad i przywrócenie władzy sunnitów. Zamachy w Europie mają po prostu zmęczyć skretyniałe i słabe społeczeństwa Zachodu i sprawić, by bały się angażować na Bliskim Wschodzie.

***

Stanowisko enerdowskiej kanclerz Beatrix Brehme Angeli Merkel się nie zmienia. Nachodźcy dostaną 150 tys. kondomów - co może okazać się zbyt małą liczbą w stosunku do inby, która się szykuje.

Wiele mówi reakcja Merkel na niemiecką flagę (widoczna na tym filmiku). Flagi NRD lub ZSRR z pewnością by tak nie potraktowała...

***

Obama się zamachami nie przejmuje. Bo po co? Za osiem miesięcy przestanie być prezydentem i przekaże ten cały pierdzielnik albo ponurej, zdemenciałej lesbie Hillary, albo gostkowi wyjętemu żywcem z lat 80-tych.Sposób w jaki potraktował go Raoul Castro, kagiebista z 60-letnim stażem w resorcie, mówi jednak wszystko o jego polityce zagranicznej.


***



Zamachy w Brukseli to punkt dla Trumpa. Już tylko idioci oraz lobbyści wielkiego biznesu mogą krytykować jego stanowisko dotyczące nielegalnej imigracji. Furrorę w sieci robi filmik na którym, Trump recytuje wiersz "Snake" - idealnie pasujący do kryzysu imigracyjnego w Europie.


Trumpowi może pomóc to, że Hillary była zaangażowana w arabskie rewolucje do tego stopnia, że Giuliani nazywa ją "członkiem założycielem ISIS".  Cruz może mieć kłopoty ze względu na swój skandal seksualny (pięć kochanek, z czego jedna jest obecnie rzeczniczką... Trumpa a inna organizowała kampanię Carly Fiorinie) - pewne poszlaki wskazują, że rewelacje "National Enquire" są prawdziwe, m.in. kwestia dziwnej donacji dla Fioriny od sponsorów Cruza, to że Breitbart też wiedział o tej sprawie, to że żona Cruza miała w 2005 r. załamanie nerwowe. To jednak nie zapewni Trumpowi nominacji. Partia Republikańska wynajęła do obsługiwania elektronicznego głosowania w prawyborach w Utah firmę, która w 2004 r. pomogła sfałszować Chavezowi wybory w Wenezueli. 

***

Jak zwykle zachęcam do sięgnięcia po moją powieść "Vril. Pułkownik Dowbor".

***

Swoim czytelnikom i czytelniczkom życzę wesołych świąt Wielkiej Nocy. Świąt pełnych miłych doznań i głębokiej refleksji :)



No i mokrego Dyngusa...



See more on Know Your Meme

piątek, 3 kwietnia 2015

Porozumienie z Iranem



Miał być dzisiaj wpis z serii "Największe sekrety", ale Amerykanie zrobili wszystkim (oprócz Izraela i sunnitów) prezent świąteczny w postaci porozumienia nuklearnego z Iranem. Oczywiście niemal nikt nie mówi, że to dopiero porozumienie wstępne, że pełny układ ma zostać wynegocjowany do końca czerwca i że Obamie jego wdrożenie będzie utrudniał Kongres. Jest jasnym jednak, że od czasu, gdy irański establiszment ubecko-religijny pozwolił na wybór Rouhaniego na prezydenta, wszystko ku takiemu porozumieniu zmierzało. Cementowała je walka ze wspólnym wrogiem w postaci Państwa Islamskiego - tak przynajmniej można było to sprzedać opinii publicznej. USA mogą sobie pozwolić na współistnienie z uzbrojonym w broń jądrową Iranem, tak jak mogą współistnieć z Koreą Północną. Oba państwa w razie wojny nie mają najmniejszych szans z amerykańskim "Steamrollerem". Podobnie Amerykanów nie bardzo obchodzi, że po bombę atomową siegną w ciągu kilku lat Arabia Saudyjska, Egipt czy Turcja. A niech się wzajemnie szachują z Iranem! O tym, że irańska ekspansja będzie ograniczana do pewnych kierunków geograficznych świadczy amerykańsko-brytyjskie wsparcie dla saudyjsko-egipsko-pakistańskiej interwencji w Jemenie. Niech sobie Iran bierze Irak, Syrię i Liban. Od cieśniny Bab el-Mendeb wara! Izrael, mimo wielkich usług udzielanych przez lata USA, został przez Obamę "wrzucony pod autobus". USA zrobiły to świadomie. Izrael przestał być już dawno ich atutem strategicznym. Iran daje im zaś możliwość oddziaływania na Azję Środkową i Kaukaz Południowy, czyli rosyjsko-chińskie podwórko. Trwa eliminowanie reliktów z czasów Zimnej Wojny. A jakby coś nie wyszło? Sekretarz obrony Ashton Carter przypomina, że USA nie zamknęły sobie drogi do militarnego rozwiązania irańskiego problemu.

***

Zainteresowanych historycznym rewizjonizmem i po prostu dobrą lekturą  zapraszam  do sięgnięcia po moją książkę "Vril. Pułkownik Dowbor".  I w wersji papierowej  i jako ebook

***

Wszystkim czytelnikom życzę zdrowych, wesołych, rodzinnych Świąt Wielkanocnych!


środa, 27 sierpnia 2014

ISIS popularniejsza niż Hollande, ssący Striełkow i recenzja "Wojen Putina"

Sondaże wskazują, że 16 proc. Francuzów w pozytywny sposób postrzega terrorystów z Państwa Islamskiego. (Dla porównania: w Strefie Gazy, taką odpowiedź zaznaczyło 13 proc. ankietowanych.) ISIS ma więc tam zapewne więcej zwolenników niż prezydent Hollande. Ostrzeżenia byłego szefa CIA Michaela Haydena mówiące, że ISIS zaatakuje Zachód szybciej niż się spodziewamy nie są więc żadnym czarnowidztwem. W Iraku, wśród bojowników Państwa Islamskiego mamy wielu Brytyjczyków, Niemców i Francuzów, którzy po powrocie do krajów, które zapewniły im dobrobyt będą przekazywać tam zdobytą na Bliskim Wschodzie wiedzę o zamachach samobójczych, obcinaniu głów zakładnikom i pozowaniu z nimi na Instagramie.



Co prawda walka z ISIS w Iraku przyciąga uwagę opinii publicznej (tutaj macie zestawienie statystyczne dotyczące amerykańskich nalotów), ale ważne rzeczy dzieją się też w Syrii. Państwo Islamskie zajęło kilka dni temu ważną bazę lotniczą  w Taqba, niedaleko Aleppo. Assadowców zmasakrowano. Chociaż przez dłuższy czas Assad wspierał ISIS przeciwko rebeliantom, teraz jest zagrożony przez tego Frankensteina. Może się skończyć tym, że USA wyślą lotniskowiec, by ratować tego katechona-kutafona (a może przy okazji zainstaluje się w Syrii, za zgodą Iranu inną ekipę - i co wówczas powiedzą duponarodowcy i chłopcy z xxx-portalu?). Obama tworzy koalicję do walki z ISIS - chętne są Wielka Brytania i Australia (putinowsko-hujłowska katechoniczno-kutafoniczna Rosja, rzekomy obrońca bliskowschodnich krześcijan jakoś się nie kwapi by ich ratować, woli szkodzić słowiańskim chrześcijanom na Ukrainie). Do nalotów na Syrię dojdzie bez względu na opinię Assada. Amerykanie już zaczęli tam loty rozpoznawcze i przekazują poprzez swoich wasali z BND dane wywiadowcze syryjskiemu reżimowi. Nie powinni się jednak spieszyć z uderzeniem w Syrii - niech assadowcy i Hezbollah wykrwawią się jeszcze bardziej w walce z ISIS.

Tymczasem w Libii doszło do rajdów lotniczych przeciwko islamskim milicjom. Bomby zrzucały samoloty z ZEA startujące z lotnisk w Egipcie. Tam też się szykuje koalicja przeciwko salafitom.

***



O wojnie na Ukrainie i w Strefie Gazy regularnie i obszernie informuje na fejsie. Za naszą wschodnią granicą toczy się wojna hybrydowa, w której obok dywersantów biorą udział regularne rosyjskie wojska "mylące drogę pod Rostowem". Nie chcę mi się wrzucać tej całej masy linków na bloga, ale jako ciekawostkę odnotuje doniesienia mainstreamowych mediów poświęcone znanemu loliconowi "pojebanemu pułkownikowi" Girkinowi vel Striełkowowi:


"Nowelę o tym, jak samozwańczy minister obrony samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej Igor Striełkow vel Girkin gwałci kamerzystę ekipy porno przybywającej na wschodnią Ukrainę można kupić na Amazon.com za niecałe 2 dolary. Dzieło ma wiele mówiący tytuł "Sucking Strelkov" i zaledwie 22 strony (...) Ekipa filmowa z Europy udaje się w czerwcu 2014 r. na zajęty przez Rosję Krym, by nakręcić tam porno. Nie może jednak znaleźć odpowiednich żołnierzy, których mogłaby uwiecznić. Z pomocą jednego z lokalnych mieszkańców członkowie ekipy postanawiają więc przedostać się na wschodnią Ukrainę, do wojsk separatystów w Doniecku. Zostają jednak zatrzymani na jednym z punktów kontrolnych, a przesłuchanie osobiście prowadzi Striełkow. Jak niewybrednie opisuje go narrator, to człowiek o wyglądzie "świni skrzyżowanej z Adolfem Hitlerem".

 

Separatyści chcą, by członkowie ekipy udowodnili, że nie są szpiegami, i zmuszają jednego z kamerzystów do seksu z jednym z rebeliantów. Trwają negocjacje, filmowcy chcą bowiem nakręcić tę scenę i potem wykorzystać. To wywołuje podejrzliwość Striełkowa. - To nie jest dobre. Seks gejowski jest dziś legalny na Ukrainie, ale w Rosji... jest bardzo, bardzo zakazany. Kiedy nadejdzie pokój i prawo zostanie zmienione, nie jest dobrze, by istniał taki dowód, który można łatwo sprzedać przez internet. Jesteście szantażystami, tak? - pyta Striełkow. I za karę osobiście gwałci jednego z kamerzystów, co autor dzieła opisuje bardzo dokładnie.
Dowódca separatystów jest zadowolony, członkowie ekipy odzyskują paszporty i szybko uciekają z Ukrainy. Kiedy są już bezpieczni, zgwałcony kamerzysta wyznaje: - Od kilku lat choruję na HIV."


***



W kwestii Ukrainy polecam wszystkim książkę holenderskiego politologa Marcela van Herpena "Wojny Putina".  Autor wykazuje, że współczesna Rosja wykazuje wiele cech typowych dla państwa faszystowskiego a wojny Putina-Hujły przeciwko Czeczenii, Gruzji oraz Ukrainie nie są  reakcjami na zachodnie zagrożenie, ale elementami programu imperialnego mającego na celu stworzenie Ruskiego Świata i jednocześnie zniewolenie narodu rosyjskiego przez kryminalną "elitę" biznesowo-polityczną. Autor przekonująco wyjaśnia, że to nie Gruzja napadła na Osetię Płd. w 2008 r., ale broniła się wówczas przed rosyjską agresją. Wskazuje, że Rosja rozpoczęła przygotowania do napaści na Gruzję już w 2002 r. - czyli jeszcze zanim Saakaszwili został prezydentem i nikomu nie śniło się Tbilisi w strukturach zachodnich. Przygotowania do agresji przeciwko Ukrainie rozpoczęto w 2003 r., gdy Putin-Hujło zaproponował Ukrainie i Mołdawii federalizację (czyli wybicie korytarza do Naddniestrza przez Ukrainę) oraz przedstawił projekt przyłączenia Białorusi do Rosji jako sześciu obłasti. Historyjki o reakcji Rosji na zdobycie władzy przez "strasznych banderowców" są więc bajeczkami dla idiotów. Narracja książki dochodzi aż do protestów na Majdanie. Wydawałoby się, że już tyle wiemy o tych konfliktach, ale okazuje się, że zawsze można dowiedzieć się więcej...

Zachęcam też do czytania i recenzowania mojej książki - Vril. Pułkownik Dowbor. Pamiętajcie: "Jakie piękne samobójstwo" to dobra książka. By się nią wysmarkać :)

sobota, 12 lipca 2014

Barack Obama - kenijska zagadka

Michael Shrimpton, brytyjski prawnik (reprezentował m.in. gen. Augusto Pinocheta) i ekspert ds. służb wywiadowczych z bogatymi i dziwnymi koneksjami, opowiedział na konferencji w Londynie dosyć intrygującą historię o Baracku Obamie. Według niego CIA sprawdziła DNA obecnego prezydenta (pobierając ślady ze szklanki z którą miał styczność na przyjęciu organizowanym przez darczyńców na jego kampanię wyborczą). I wyszło im, że nie ma zgodności jego kodu genetycznego z kodem genetycznym dziadków ze strony matki. Okazuje się również, że Stanley Ann Dunham nie była w ciąży wiosną i latem 1961 r. - a przecież miała urodzić Baracka Barakowicza w sierpniu 1961 r. Według Shrimptona Barack Obama urodził się w 1960 r. w Kenii (co czyniłoby go poddanym brytyjskim) a z akt brytyjskiego kontrwywiadu wynika, że jego dziadek szmuglował broń dla powstańców Mau Mau pracując dla Stasi.





Rewelacje Schrimptona można potraktować jako dezinformację (zwłaszcza, że gostek był powiązany z administracją Busha), ale prawdą jest że prezydent USA plącze się choćby w takich szczegółach jak data jego urodzin.  a o swojej żonie mówi "Michael" (jak Michael Jackson), co sprawia, że celebrytka-weteranka Joan Rivers twierdzi, że Obama jest gejem a pierwsza żona transem (co niektórzy w necie starają się udowodnić, ale według mnie to po prostu silnie zbudowana czarna kobieta).

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Zamachy w Wołgogradzie, przekręt w Soczi, iracko-irańsko-amerykańska ofensywa przeciwko al-Kaidzie



Putin nie porozumiał się z Saudami w sprawie Syrii i otrzymał prezent przed olimpiadą w Soczi: zamachy na dworcu kolejowym i w trolejbusie w Wołgogradzie. Być może ktoś wewnątrz rosyjskich służb ułatwił robotę terrorystom, by nieco podgryźć Władimira Pedofilowicza (zwłaszcza, że mówi się od jakiegoś czasu o konflikcie Putina z frakcją siłowików. Sugerują to choćby cyrki związane z Nawalnym.) Tak ogólnie to ta cała olimpiada w Soczi to poroniony pomysł. Putin musiał się nieźle natrudzić, by znaleźć w Rosji miejsce z klimatem subtropikalnym. Skończyło się gigantycznym złodziejstwem (budżet miał początkowo się zamknąć w 12 mld USD, ale przekracza już 50 mld USD a część obiektów jest jeszcze nie ukończonych), dewastacją starego Soczi i przyrody regionu, wywłaszczeniami mieszkańców, kuszeniem katastrof budowlanych i przejmowaniem atrakcyjnych terenów przez oligarchów. Stale gasnący znicz olimpijski jest złym omenem. Te igrzyska mogą się bardzo źle skończyć. (Polecam wszystkim film dokumentalny "Igrzyska Putina" - rosyjskie władze próbowały zablokować jego dystrybucję. Akcja wolno się w nim rozkręca, ale jest dla Rosji i Putina miażdżący.)



Tymczasem na Bliskim Wschodzie trwa wojna, o której media mało wspominają. Iracka armia prowadzi w prowincji Anbar ofensywę przeciwko al-Kaidzie. W ofensywie tej (w zamachu samobójczym) zginął już co najmniej jeden iracki generał. Minister obrony ledwie uniknął śmierci w zamachu. Ale nie to jest najciekawsze w tej historii. Irackie władze, będące w sporej części irańską agenturą, są bowiem wspierane w walce przeciwko al-Kaidzie zarówno przez Iran  jak i ...USA. Obie strony służą Irakijczykom zarówno doradztwem jak i dostawami broni. Co prawda negocjacje w sprawie irańskiego programu nuklearnego znalazły się w martwym punkcie, ale jak widać administracja Obamy idzie na pełne detente z Teheranem i stara się zapobiec powstaniu "państwa al-Kaidy" na iracko-syryjskim pograniczu.


piątek, 29 listopada 2013

Porozumienie z Iranem: genialny plan czy spektakularna klęska?

Genewskie wstępne porozumienie w sprawie irańskiego programu nuklearnego, JEŚLI się utrzyma i otworzy drogę do szerszej umowy znoszącej sankcje na Iran, może być największym strategicznym przełomem w amerykańskiej polityce od czasu misji Nixona-Kissingera do ChRL. Barack Barackowicz od miesięcy układał się tajnymi kanałami z ajatollahami i to dlatego nie chciał interweniować w Syrii (pewnie dlatego nagły zwrot wykonali też Brytyjczycy). Liczy on na to, że jeśli zrobi z Iranu siódme światowe mocarstwo , pomoże mu uzyskać Bombę i podniesie z grona pariasów odłączonych od światowych rynków, to Iran wysunie się z osi geopolitycznej budowanej przez Chiny i jej wasala Rosję. Porozumienie z Iranem może okazać się kołkiem osikowym, który przebije rosyjskiego upiora. Jak pisałem już w innym miejscu (nieco zżynając tezy od dra Targalskiego):



" Wyłączenie Iranu z „Osi Zła" (mimo, że nadal kraj ten wspiera terroryzm i destabilizuje inne państwa Bliskiego Wschodu) otworzyłoby postsowieckim państwom Azji Środkowej drogę do transportu ich surowców naturalnych ku Oceanowi Indyjskiemu, do Pakistanu, Indii, Turcji – a stamtąd do Europy. Kraje takie jak Turkmenistan czy Uzbekistan przestałyby być zależne od rosyjskich gazociągów i rurociągów. To byłby oczywiście wielki cios dla Rosji. Gazprom obecnie sprzedaje na Zachód głównie gaz z Azji Środkowej – surowiec kupowany bardzo tanio, który jest następnie odsprzedawany po paskarskich cenach w krajach takich jak Polska czy Ukraina. Swojego gazu Rosja ma coraz mniej – przyszłościowe złoża położone są głównie na trudno dostępnych obszarach Arktyki. Jeśli nagle zabraknie jej gazu z Azji Środkowej, będzie to oznaczało, że Gazprom i Rosja znajdą się w finansowych tarapatach. Gwałtownie zmniejszy to możliwość trzymania przez Kreml Ukrainy na gazowej smyczy. Ale też może spowodować, że Rosja będzie miała kłopoty z wywiązywaniem się z dostaw błękitnego paliwa dla europejskich klientów. Przyroda nie znosi próżni. Degradacja Rosji będzie więc zapewne oznaczała jej całkowite podporządkowanie Chinom – krajowi, który coraz silniej jest zainteresowany naszym regionem. Świat stanie w obliczu nowego ładu politycznego i gospodarczego."



W ten sposób USA rozwiążą również problem syryjski. Syria, Hezbollah oraz Irak będą przecież w takim scenariuszu kontrolowane przez ich sojusznika - Iran. Assad zostałby wówczas wymieniony przez Irańczyków na jakiegoś innego dyktatora - np. jednego z syryjskich generałów, a umiarkowana część rebeliantów sprzymierzyłaby się z nowym reżimem przeciwko islamskim fundamentalistom. Minusem dla USA byłaby utrata dawnych sojuszników - Arabii Saudyjskiej oraz Izraela (które już są ze sobą w nieformalnym sojuszu). Czy jednak alternatywą dla USA byłaby dla nich Rosja? Można się spodziewać, że Netanjahu będzie pielgrzymować na Kreml oczekując tam cudów,  ale Moskwa jest protektorem, który nie ma przyszłości. Nie jest w stanie obronić saudyjskiej monarchii. Nie ma środków na wsparcie dla Izraela. Nie może też Izraelczykom zaoferować nowoczesnego uzbrojenia. Pozycja Rosji na Bliskim Wschodzie była jak dotąd funkcją sojuszu z Iranem i Syrią a także dawnych terrorystycznych związków Łubianki i "Akwarium". Po przejściu Iranu do obozu amerykańskiego, Rosja będzie tam mniej znaczyła niż np. Sudan. Turcja już dryfuje w stronę Chin, logicznym byłoby więc, że Chiny silniej zainteresują się Arabią Saudyjską oraz Izraelem. Ciekawie będą wyglądać zwroty w propagandzie. Jeśli Izrael będzie próbował "fikać", można się spodziewać, że USA uruchomią olbrzymią machinę medialną nastawioną na lewicowo-liberalnego odbiorcę. W CNN będą co chwila wyświetlać starannie dobrane obrazki z Zachodniego Brzegu i Strefy Gazy a w gazetach pojawią się karykatury porównujące IDF do nazistów (ciekawe czy Jane Bodakowski się załapie na medialne 5 minut sławy?). Saudów można zaś łatwo pokazać jako terrorystów i religijnych fanatyków. Z drugiej strony media sterowane przez Rosję będą ukazywały Saudyjczyków jako tych umiarkowanych, tolerancyjnych muzułmanów, Irańczyków jako sponsorów kaukaskiego terroryzmu, a Izraelczyków jako naród bratni, z dużą liczbą rosyjskojęzycznej populacji. Już się nie mogę doczekać tej ideologicznych łamańców Wielomskiego, Engelgarda czy dziarskich chłopców z Falangi! :)



Oczywiście jest to scenariusz czysto hipotetyczny. Równie dobrze może się okazać, że Iran dostanie bombę i zrobi Obamę w bambuko. Wszystko będzie zależało od nastawienia głównego perskiego dziadzia (gra półsłówek) ajatollaha Ali Chamenei - najbogatszego człowieka świata (majątek sięgający 95 mld USD, na który składają się m.in. nieruchomości odebrane "wrogom ludu" przez bezpiekę i fabryka pigułek antykoncepcyjnych). Rządzi on Iranem od 1989 r., wcześniej był wice-Chomeinim. Wielu ludzi  z elit władzy w Teheranie nie może się doczekać jego śmierci. Czy ten perski dziadzio przechytrzy Obamę czy też rzeczywiście zachciało mu się przerwać izolację Iranu?

piątek, 15 listopada 2013

Trzecie dno afery Snowdena + Dlaczego nie lubię księcia Karola


Ilustracja muzyczna: England Prevails - V for Vendetta OST



Afera wokół Snowdena nie jest tylko rosyjsko-amerykańską rozgrywką (a ściślej rzecz biorąc rosyjskim uderzeniem mającym osłabić związki amerykańsko-niemieckie i amerykańsko-unijne, zaszkodzić negocjacjom w sprawie transatlantyckiej strefy wolnego handlu i pozwolić chodzić gangsterowi-pedofilowi Putinowi w glorii obrońcy praw człowieka). Równolegle toczy się w związku z tą aferą rozgrywka wewnątrz anglosaskiego establiszmentu. Przypomnijmy o kilku faktach: NSA jest agencją wywiadu wojskowego, kierowaną przez generała. Agencja ta od lat prowadzi szeroko zakrojone operacje szpiegostwa elektronicznego wymierzone zarówno we wrogów jak i sojuszników, w cele wojskowe i cywilne, krajowe i zagraniczne. Wielokrotnie donoszono w przeszłości o tym, że mocno ona przygląda się światowi finansów (a więc również złodziejom z Wall Street, londyńskiego City i innych centrów finansowych świata) a także politykom. Według doniesień były pracowników NSA, agencja w 2004 r. szpiegowała również Baracka Barakowicza Obamę. Czy szpiegowała i później? Obama na wszelki wypadek się zabezpieczał przed nią korzystając z systemu tajnej łączności kurierskiej.  Administracja Obamy przeprowadza obecnie bezprecedensową czystkę, której najbardziej znanym przejawem było odwołanie wojskowego, gen. Petraeusa z fotela szefa CIA. Teraz Biały Dom sugeruje, że NSA może mieć cywilnego szefa. Agencja zostanie wyrwana wojskowym pod pretekstem dokonywanych przez nią nadużyć.



Przyjrzyjmy się Glenowi Greenwaldowi, amerykańskiemu dziennikarzowi, któremu Snowden przekazał całość wykradzionej przez siebie dokumentacji z NSA (polecam ten artykuł autorstwa Yoichi Shimatsu). Greenwald to były prawnik, który stracił licencję za potajemne nagrywanie swoich klientów. Potem był producentem gejowskiej pornografii, aż stał się blogerem zajmującym się "prawami obywatelskimi". Teraz odgrywa rolę osoby regulującej dopływ dokumentów Snowdena do prasy. Z około 200 tys. dokumentów, przez cztery miesiące ujawnił zaledwie 300 stron. Twarde dyski powierzył "New York Timesowi", mimo że gazeta ta nie cieszy się szczególną reputacją w środowiskach sympatyzujących z podobnymi inicjatywami. Obecnie zaś tworzy nowy portal informacyjny wspólnie z Pierrem Omidyarem, amerykańskim biznesmenem pochodzenia irańskiego. Omidyar robi zaś interesy z Booz Allen Hamilton, czyli firmą która zatrudniała Snowdena. Prawdopodobnie to też Greenwald skłonił Snowdena/Winnickiego do opuszczenia Hongkongu i do wylotu na Szeremietiewo. Snowden opuścił ten specjalny region administracyjny, choć miejscowi parlamentarzyści zapewniali go, że dostanie ochronę prawną i podczas specjalnych publicznych przesłuchań będzie mógł się podzielić swoją wizją o inwigilacyjnych operacjach NSA. Snowden stracił taką niepowtarzalną szansę na błyszczenie w świetle fleszów, stracił kontrolę nad wykradzionymi przez siebie danymi i dostał się w ręce rosyjskich służb odgrywając rolę pożytecznego idioty.



Jest jeszcze jeden ciekawy wątek w tej aferze. Wątek brytyjski. Assange ukrywał się w posiadłości Vaughana Smitha, byłego wojskowego snajpera i korespondenta wojennego, założyciela Frontline Club, człowieka, który prawdopodobnie spełniał zadania dla brytyjskich służb na Bałkanach. Greenwald zaczął publikację dokumentów Snowdena w dzienniku "Guardian". (To gazeta, którą lubię czytać i przeglądać, zawsze dużo pisząca o sprawach międzynarodowych.) "Guardian" wrzucany często przez prawicowców do kubła z napisem "lewacka propaganda" jest, mimo swojego lewicowego wizerunku, gazetą powiązaną z brytyjskim establiszmentem. Prezesem spółki wydającej ten dziennik jest Amelia Chilcott Fawcett, bardzo bliska znajoma księcia Karola, nadzorująca m.in. Prince of Wales Foundation. Gdy "Guardian" ujawnił szpiegowskie praktyki "News of the World", tabloidu wydawanego przez Ruperta Murdocha, niektórzy szukali w tym inspiracji brytyjskiego rodziny królewskiej (niemieckiego rodu Sachsen-Coburg-Gotha), która uciszała w ten sposób tabloid, który zbyt mocno przyglądał się okolicznościom śmierci księżnej Diany (baj deł: ostatnio pojawiły się kontrowersje dotyczące wyznań byłego snajpera SAS, który miał brać udział w akcji załatwienia księżnej). O udziale brytyjskich służb w aferze "NotW" już pisałem na tym blogu, więc tylko przypomnę, że Sean Hoare, dziennikarz który ujawnił praktyki tego tabloidu został znaleziony martwy w swoim domu, po tym jak zaczął rozgłaszać, że rządowi agenci chcą go zabić.


Powyżej: książę Harry, jedyny normalny człowiek w patologicznej rodzinie królewskiej