sobota, 14 lipca 2018

Dies Irae: Grossraum



Ilustracja muzyczna: Dies Irae Opening

Ilustracja muzyczna: Winter Soldier Suite

 

Austriacki kanclerz Kurt Schuschnigg zwierzył się w 1937 r. Douglasowi Reedowi, korespondentowi brytyjskiego "The Times", z tego, że Hitler planuje wywołanie na jesieni 1939 r. wojny w Europie. Niemiecki przywódca otwarcie powiedział to wcześniej Austriakowi. Schuschnigg chciał, by ktoś to nagłośnił na Zachodzie. Zachód nie chciał jednak słuchać...




Co skłoniło Hitlera do snucia planów wywołania wielkiej europejskiej wojny? Można powiedzieć, że świadomość niemieckiego zapóźnienia i uciekającego czasu. Adam Tooze, w swojej znakomitej książce "Ekonomia zniszczenia" przekonuje, że Hitler chciał przede wszystkim uchronić Niemcy przed... globalizacją kierowaną przez USA. Wódz III Rzeszy widział w Stanach Zjednoczonych supermocarstwo, które zgniecie inne ośrodki siły na świecie i zdegraduje europejskie mocarstwa do roli państw "podobnie mało znaczących co Holandia i Szwajcaria". Chciał się przed tym bronić zmieniając Europę w jeden wielki blok ekonomiczny mogący skutecznie konkurować z USA. A także potrafiący w przyszłości rzucić Stanom Zjednoczonym wyzwanie militarne.





Zjednoczona Europa miała stanowić jeden wielki rynek zapewniający znakomite warunki do rozwoju przemysłu i posiadający dostęp do kluczowych surowców. (Te same czynniki: ogromny rynek wewnętrzny, obfitość surowców i polityka protekcjonizmu w ogromnym stopniu przyczyniły się do sukcesu gospodarczego USA.) Wódz III Rzeszy nie był zresztą w tym pomyśle oryginalny. Wzorował się w dużym stopniu na planach Mitteleuropy snutych w czasie I wojny światowej przez gen. Ludendorffa i jego otoczenie. Sama idea została głośno sformułowana przez liberalnego pastora Chojeckiego Friedricha Naumanna w 1915 r., ale krążyła w różnych koncepcjach jeszcze przed I wojną światową i korzeniami sięgała do Friedricha Lista, który inspirował się zaś... Alexandrem Hamiltonem i jego pomysłami na uczynienie z USA przemysłowej potęgi. (Friedricha Naumanna uczynili patronem swojej partyjnej fundacji niemieccy wolni demokraci - FDP. Ich fundacja propaguje seks analny i koprofagię liberalizm w niemieckim stylu u słowiańskich podludzi w państwach Mitteleuropy, czyli Europy Środkowo-Wschodniej.Na swoich stronach otwarcie przyznaje, że jej biuro w Pradze czeskiej wspiera .Niedojebaną "jako największą polską partię opozycyjną", co świadczy że w tej fundacji pracują debile totalnie nie zorientowani w sytuacji w Polsce.)




Hitler uznał, że  ma niewiele czasu na realizację swych planów- administracja Roosevelta rozbudowuje amerykański przemysł i po cichu militaryzuje kraj. Zgodnie z rachubami Hitlera, Niemcy musiały więc podporządkować sobie Europę kontynentalną i zneutralizować Wielką Brytanię gdzieś do 1942 r., bo później USA będą zbyt silne militarnie. I jak się wmieszają do wojny, to pokonają Niemcy.



Historycy długo karmili nas mitem, że Niemcy zdołali podbić niemal całą Europę dlatego, że były silnym, nowoczesnym i bogatym krajem. Tooze w swojej świetnie udokumentowanej pracy przedstawia statystyki pokazujące, że wcale tak nie było. Niemcy ruszyły na podbój Europy jako kraj stosunkowo biedny i pod wieloma względami zapóźniony. Nie tylko pod względem PKB na głowę i wielkości produkcji plasowały się one daleko za USA czy Imperium Brytyjskim. Również pod względem statystyk dotyczących standardu życia ludności. Ilość hektarów ziemi uprawnej przypadającej na mieszkańca wsi była w Niemczech niewiele wyższa niż w... Polsce. W kraju wciąż były wielkie obszary biedy - i w czasie wojny przekładało się to na zachłanność żołnierzy Wehrmachtu i SS w rabunku w krajach okupowanych nie tylko kosztowności czy zegarków, ale również sztućców, kożuchów czy rowerów. (Nie bez powodu niemieccy żołnierze z wojsk okupacyjnych chętnie sprzedawali podziemiu broń z magazynów.) III Rzesza przed wybuchem wojny dwukrotnie przeszła techniczne bankructwo i kryzysy płynnościowe oraz kilka kryzysów surowcowych. Niemcy były co prawda (podobnie jak Kongresówka) krajem dynamicznie rozwijającym się przed 1914 r., ale I wojna światowa i powojenna hiperinflacja przyniosła im cofnięcie tego rozwoju o co najmniej dwie dekady. W latach '20-tych podnieśli się dzięki amerykańskim kredytom, ale po wybuchu Wielkiego Kryzysu znów cofnęli o dwie dekady. Stany Zjednoczone miały o wiele łatwiej - dla nich problemem był tylko Wielki Kryzys, bo I wojna światowa oznaczała boom gospodarczy.




Niemcy miały również o tyle pod górkę, że musiały odbudować swoją armię. Jeszcze w 1934 r. możliwość polskiej inwazji wzbudzała strach wśród niemieckich generałów. Niemcy broniliby się nieliczną kawalerią przed naszymi samochodami pancernymi i lotnictwem (nowatorskimi konstrukcjami całkowicie metalowymi). Nasz sztab generalny oceniał, że do 1935 r. mogliśmy samodzielnie pokonać Niemcy. Od 1936 r. mogliśmy to zrobić już tylko w koalicji z Francją. Dlatego proponowaliśmy Francuzom wojnę prewencyjną zarówno w 1936 r. jak i w 1938 r. Sami intensywnie się zbroiliśmy świadomi tego, że Niemcy dążą do wojny. My wiedzieliśmy, że nie możemy im ufać (i wiedzieliśmy o ich sondażowych rozmowach prowadzonych przez kilka lat z Sowietami) i oni wiedzieli, że nie mogą nam ufać. Obie strony udawały jednak, że ich stosunki układają się perfekcyjnie. I szykowały się do starcia, które było nieuchronne. Dlaczego nieuchronne? Wystarczyło zajrzeć do prac nazistowskich oficjeli odpowiedzialnych za rolnictwo: Richarda Darre i Herberta Backe.  Pisali oni, że w ramach przebudowy Europy Rzesza powinna przejąć polskie tereny rolne, by móc się wyżywić. Nawet jeśli Polska zostałaby wiernym, mackiewiczowsko-zychowiczowskim sojusznikiem Rzeszy (tak jak Włochy czy Węgry), to po wygranej przez Rzeszę wojnę istniało duże ryzyko tego, że wchłonie i zgermanizuje ona Polskę przesiedlając Polaków lub ich mordując. Projekty polityczne Studnickiego i Cata-Mackiewicza można było więc od razu potłuc o kant dupy...(W kwestii przedwojennych stosunków z Niemcami proponuję skonfrontować "Taniec z Hitlerem" Radosława Golca z "Wojną prewencyjną" Leszka Moczulskiego. W kwestii zbrojeń można skonfrontować zaś "Armię Śmigłego-Rydza" Tymoteusza Pawłowskiego z popularną, mainstreamową literaturą.)




Niemcy zbroili się jednak szybciej i z dużo większym wysiłkiem - ich wydatki na obronność wzrosły z 1 proc. PKB w 1933 r. do 20 proc. PKB w 1938 r. Tooze określił to jako "największy transfer zasobów przeprowadzony podczas pokoju w jakimkolwiek państwie kapitalistycznym".



Transfer ten był możliwy dzięki kreatywnej księgowości stosowanej przez Hjalmara Horace Greeleya Schachta, byłego prezesa Reichsbanku, ministra gospodarki Rzeszy w latach 1934-1937, kolesia z samego serca establiszmentu finansowego, który środkowe imiona dostał na cześć XIX-wiecznego rzekomego przywódcy amerykańskich iluminatów. Schacht wymyślił jak ukryć dług publiczny zaciągany pod zbrojenia. Stworzył firmę-wydmuszkę o nazwie Mefo, która emitowała obligacje jak szalona a tymi papierami niemiecki rząd płacił fabrykom zbrojeniowym. Schacht w pewnym momencie uznał, że ta cała piramida się zawali i wyrażał głośno swoje zastrzeżenia - stracił przez to posadę ministra. Obligacje Mefo sfinansowały 30 proc. niemieckich zbrojeń w latach 1934-1938. W 1938 r. krążyło ich w obiegu za 12 mld marek. We wrześniu 1939 r. przypadał termin spłaty dużej części z nich. Armia domagała się 11 mld marek w tym roku budżetowym a rynek kapitałowy nie był w stanie pokryć w całości tych potrzeb. Rząd zaczął więc łatać dziurę półrocznymi bonami skarbowymi. Na jesieni 1939 r. Niemcom groził kryzys zadłużeniowy.


Program zbrojeń nie tylko był bliski wpędzenia niemieckiej gospodarki w bankructwo, ale prowadził też do poważnych niedoborów w gospodarce cywilnej. W latach 1933-1939 ceny konsumpcyjne w Niemczech wzrosły o około 25 proc. a płace robotników lekko spadły. Zwykli ludzie mogli się cieszyć jednak tanimi rozrywkami i wyjazdami turystycznymi organizowanymi przez państwo (na wyjazdy zagraniczne stać było jednak tylko wąską klasę średnią). Miliony Niemców odkładało część swoich pensji na książeczkach mających im przynieść wymarzonego Volkswagena - okazały się one później tyle samo warte, co książeczki mieszkaniowe z czasów PRL. Autostrady zostały sfinansowane z ich skonfiskowanych oszczędności emerytalnych. W Rzeszy obowiązywało sześć progów PIT, z czego najwyższy wynosił 50 proc. a dodatkowo 15 proc. pensji pracownika odprowadzano na fundusz płac. Ogólnie jednak Niemcy uznawali, że nie ma powodu do narzekań, bo jest lepiej niż za Wielkiej Kryzysu czy w czasach weimarskiej hiperinflacji a poza tym funkcjonariusze NSDAP i organizacji przy niej afiliowanych kontrolowali ich tak bardzo (a życzliwi sąsiedzi tak chętnie donosili na Gestapo), że nie warto było narzekać. Funkcjonariusze licznych organizacji społecznych sprawdzali nawet, czy poszczególne gospodarstwa domowe gotują w niedzielę proste dania jednogarnkowe czy też coś bardziej wyszukanego. Przed Bożym Narodzeniem wszyscy zaś w radosnej atmosferze zrzucali się na Dzieło Pomocy Zimowej czyli Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy Himmlera. Spróbowaliby się nie złożyć nienawistnicy jedni żałujący pieniędzy na chore dzieci....

Według Volkera Ulricha, Hitler na poważnie myślał latem 1938 r., by przyspieszyć swój wojenny harmonogram i rozpocząć wojnę już we wrześniu. Prowokował więc mocarstwa zachodnie w kwestii Czechosłowacji. Wycofał się jednak nagle z planu ataku. Przekonały go do tego kiepskie nastroje społeczne. Gdy przez Berlin przejechała dywizja zmechanizmowana, nie była witana entuzjastycznie przez zwykłych ludzi. Czuć było wyraźnie w powietrzu to, że społeczeństwo niemieckie się boi wojny i jej nie chce. Hitler przyjął więc propozycję Mussoliniego zwołania konferencji pokojowej w Monachium. I trzeba powiedzieć, że miał wówczas ogromnego farta. Gdyby wówczas bowiem doszło do wojny, to Niemcy dostaliby cios w plecy od Śmigłego-Rydza, który wówczas poważnie rozważał taki wariant uderzenia (ale ponieważ Czesi nie chcieli się bronić, nasze wojska wyzwoliły Zaolzie). Proces pokojowego przejęcia Czechosłowacji okazał się dla nich o wiele bardziej korzystny. Hitler znów był pieprzonym farciarzem.

Flashback: Wrześniowa Mgła - Uderz póki czas!





Według szacunków amerykańskiego Fedu Reichsbank dysponował na początku 1938 r. jedynie 29 tonami złota. W marcu 1938 r. po Anschlussie przejęto 78,2 tony kruszcu ze skarbca Oesterreichische Nationalbanku. Jesienią 1938 r. Czechosłowacja przekazała Niemcom "na potrzeby Sudetenlandu" 14,5 tony złota. W marcu 1939 r. Niemcy po zajęciu Pragi sterroryzowali dyrektorów Narodni Banka pro Cechy a Morav, by przekazali Rzeszy pozostałe 23 tony złota. Kruszec ten znajdował się głównie w Londynie i trafił do Rzeszy dzięki uprzejmości bazylejskiego Banku Rozliczeń Międzynarodowych (BIS) oraz prezesa Banku Anglii Montagu Normana, który ostatnią transzę kruszcu wysłał do Berlina w listopadzie 1939 r., a w więc w czasie, gdy Wielka Brytania była w stanie wojny przeciwko Rzeszy. (We wrześniu 1939 r. Niemcom nie udało się przejąć 83 ton polskiego złota, bo wyewakuował je poprzez Rumunię do Francji płk Ignacy Matuszewski, którego ekipa Sikorskiego ciągała za to później po sądach. Ludzie Sikorskiego sami zaś w 1940 r. zostawili nasze złoto na nabrzeżu francuskiego portu - skąd na szczęście zostało wywiezione na Saharę przez Francuzów.) Czesi przekazali w 1939 r. Niemcom bez walki również kilkaset czołgów, które wydatnie wzmocniły niemieckie siły rzucone potem przeciwko Polsce. Bez nich tzw. blitzkrieg nie byłby możliwy. Czeskie fabryki zbrojeniowe przez całą wojnę pracowały na rzecz Hitlera a ogromna większość narodu gorliwie kolaborowała z Niemcami. W Pradze wciąż formalnie istniał czeski rząd, któremu podlegały szczątkowe siły zbrojne. (Temat czeskiej kolaboracji znakomicie opisał Chechelmut w swoim wpisie Czechoza,  a także Tymoteusz Pawłowski w swoich artykułach.) Hitler miał więc olbrzymiego farta, że Czesi postanowili wrócić do Rzeszy niemieckiej (tak jak to tłumaczył wojewodzie Grażyńskiemu jeden z czeskich potentatów przemysłowych) i nie zamierzali walczyć o swój kraj.






Gdy w sierpniu 1939 r. Hitler odbywał naradę z generałami i admirałami w sprawie przygotowywanej kampanii w Polsce, jedynym, który głośno się przeciwstawił planom rozpętania wojny, był gen. Goerg Thomas, szef zarządu ekonomicznego Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu (OKW). Twierdził, że Niemcy nie są w stanie poradzić sobie z gospodarczym ciężarem wojny z Wielką Brytanią i Francją, a będą miały naprawdę przesrane, jeśli w konflikt włączą się Stany Zjednoczone. Gen. Wilhelm Keitel, szef OKW, natychmiast go zjebał i wyzwał od debili mówiąc, że wojna będzie krótka i zwycięska. Niemcy tym razem mieli znów gigantycznego farta: te francuskie dupki nagle wstrzymały ofensywę na Zachodzie a Stalin dotrzymał słowa i zaatakował Polskę. Gdyby walki przeciągnęły się jeszcze o dwa tygodnie Niemcom zabrakłoby amunicji, więc przed 17 września zaczęli snuć plany, że pozostawią prowizorycznie polską państwowość na Lubelszczyźnie i na Kresach. W 1940 r. Niemcom ponownie się przyfarciło - Francuzi tak jakby zrezygnowali z obrony swojego kraju i w kompromitujący sposób dali się pobić słabszym siłom niemieckim. A przypomnijmy, że ówczesna armia niemiecka składała się w większości z dywizji rezerwowych złożonych z weteranów I wojny światowej, używających broni z tamtej wojny wyciągniętej z magazynów i przemieszczających się na furmankach.

Flashback: Francja umarła w maju

W Niemczech zapanowała euforia. Uznali, że mogą wszystko! Ale z Wielką Brytanią już tak łatwo nie poszło. Niemcy nie mieli bowiem samolotów odpowiednich do tamtej kampanii lotniczej - a nie mieli, bo ze względów finansowych zrezygnowali przed wojną z ich rozwijania. Przede wszystkim nie mieli jednak odpowiednio silnej floty, pod której osłoną mogliby przeprowadzić inwazję. Sporządzili już listy kilkudziesięciu tysięcy przedstawicieli brytyjskich elit do rozstrzelania, ale nie mieli pomysłu jak się przeprawić do Anglii. Próby zawarcia pokoju się nie udały, za Oceanem USA czekały na pretekst, by włączyć się do wojny a Stalin szykował się na zadanie Niemcom ciosu w plecy i podbój Europy. Podjęto więc desperacką decyzję o ataku prewencyjnym na Związek Sowiecki.



Hitler później przyznał, że nigdy by się na nią nie zdobył, gdyby wiedział, że Sowieci mają 20 tys. czołgów. Mieli jednak więcej niż te 20 tys. i dostawali później nowe od Brytyjczyków i Amerykanów. Tak samo z samolotami, ciężarówkami i innym sprzętem wojennym - przemysł amerykański ratował Sowietów przed klęską, a jednocześnie uzbroił po zęby siły zbrojne USA oraz wszystkie wojska sojusznicze (poza Republiką Chińską, której celowo i złośliwie skąpiono sprzętu). Amerykańska potęga gospodarcza była w stanie samodzielnie mierzyć się z Niemcami, Japonią i tuzinem innych krajów. Niemcy nie mogli zaś dorównać połączonym siłom aliantów. Proste zestawienie statystyk gospodarczych już w 1939 r. pokazywało, że Niemcy tę wojnę przegrają. Hitler po terapii hipnotycznej w Passewelku odkrył jednak moc pozytywnego myślenia i czuł, że jest bogiem i że mu się uda. Pozytywne myślenie udzielało się również niemieckim generałom. Oni naprawdę myśleli, że do zimy 1941 r. uda się im osiągnąć linię Archangielsk-Astrachań i zakończyć na tym wojnę z ZSRR.



We wrześniu 1939 r. w Gdańsku Hitler wyśmiewał "polską organizację", organizacja niemiecka okazała się jednak w trakcie wojny o wiele mniej efektywna. Tooze opisuje w swojej książce meandry niemieckich programów zbrojeniowych i nieefektywności wojennego zarządzania w podbitej Europie. Swoje też robiły działania podziemia narodów podbitych. Jeśli np. zakłady zbrojeniowe w Polsce wypuściły kilkaset wadliwych silników lotniczych, to jak to się przekładało na śmiertelność wśród niemieckich pilotów? W całej GG wydajność w przemyśle spadła o 30 proc. wobec poziomu przedwojennego. Hans Frank wściekał się na Himmlera za to, że dezorganizuje mu pracę rolnictwa wdrażając na Zamojszczyźnie wstępną fazę Generalplan Ost. Sam Generalplan Ost - przewidujący np. wyniszczenie takich filogermańskich narodów jak Czesi, Ukraińcy czy Łatgalowie (miano ich zlikwidować bądź wysiedlić w 100 proc., by zrobić miejsce dla niemieckich kolonizatorów!) był wersją  planu Mitteleuropy na sterydach - Niemcy jednak nie zorientowali się, że nie mają szans na jego wprowadzenie w tej fazie wojny i że lepiej byłoby poluzować politykę okupacyjną, by pozyskać współpracę Słowian. Setki tysięcy sowieckich jeńców chętnych do służby w armii niemieckiej Wehrmacht po prostu zagłodził, bo miał gówniany system logistyki a przy tym nie wiedział, co z nimi zrobić. Tak samo w 1942 r. postanowiono wymordować Żydów, bo po prostu uznano, że nie ma czym ich karmić...



Powyżej: kolumna niemieckich jeńców, amerykański żołnierz z koroną niemieckiego "świętego rzymskiego" cesarza i amerykański żołnierz z zabawkami analnymi mieczami Fryderyka Wielkiego Pedała.


Skończyło się jak wiadomo na tym, że Amerykanie mocno wzbogacili się na wojnie (wychodząc w Wielkiego Kryzysu), zniszczyli konkurencję i podzielili się zniszczoną gospodarczo Europą z Sowietami. Wielka wspólnota gospodarcza w Europie planowana przez Hitlera zaczęła być budowana po wojnie już z inspiracji i pod nadzorem Amerykanów. Jej budowa zajęła metodami pokojowymi kilka dekad i wciąż trudno uznać, że jest projektem w pełni udanym...

***

Następnym odcinek będzie poświęcony momentowi będącemu punktem wspólnym dla większości moich serii blogowych: Wrześniowi 1939 r. Tym razem z punktu widzenia dyplomacji. Będzie o dokumentach, które zostały opublikowane ponad 70 lat temu, ale wszyscy historycy udają, że ich nie ma.

***

A w mainstreamowych mediach ciekawe teksty. (Tytuł w online jest znów wzięty z d... i zupełnie inny niż w papierze.)





sobota, 7 lipca 2018

Dies Irae: Tajemnice Nocy Długich Noży


Ilustracja muzyczna: Max Raabe & Palast Orchester - Around the World


"W eskorcie oddziału SS, Führer dojechał do Wiesse i na miejscu zapukał delikatnie do drzwi Röhma. „Wiadomość z Monachium” – powiedział zmienionym głosem. „Dobrze, proszę wejść” – odpowiedział Röhm – „drzwi są otwarte”. Hitler z impetem otworzył drzwi, dopadł leżącego w łóżku Röhma, złapał go za gardło i wrzasnął: „Jesteś aresztowany, ty świnio!”. Wtedy przekazał zdrajcę SS. Z początku Röhm odmówił ubrania się, ale wtedy SS-mann rzucił mu w twarz ubrania, aż ten zgodził się je nałożyć. W pokoju obok znaleźli młodych mężczyzn, którzy oddawali się aktom homoseksualnym. „I to są ci, którzy chcą być przywódcami Niemiec” – powiedział Hitler trzęsąc się." - w ten sposób Alfred Rosenberg relacjonował wydarzenia z nocy 29 na 30 czerwca 1934 r., czyli tzw. Noc Długich Noży. Nie był ich naocznym świadkiem a relację na ten temat słyszał zapewne bezpośrednio od Hitlera. Znakomity aktor Hitler mocno ją udramatyzował. Owszem wszedł eskortowany przez dwóch uzbrojonych SS-manów do pokoju hotelowego Roehma. Ale nie złapał go za gardło. Szef SA spał tej nocy sam. Z młodym kochankiem w łóżku nakryto wówczas tylko Edmunda Heinesa, szefa SA na Dolnym Śląsku.  Jeśli nawet Hitler wyraził gniew podczas aresztowania dowódców SA, to był to gniew wyreżyserowany. W 1931 r., gdy dochodziły do niego skargi na homoseksualne ekscesy bojówkarzy z tej formacji, stwierdził, że SA to przecież nie miejsce dla grzecznych panienek. (W 1933 r. bojówkarze z SA urządzili wielkie palenie akt kliniki zaburzeń seksualnych, w której wielu z nich przymusowo się leczyło. W oczach opinii publicznej przylgnął do nich wizerunek turbogejów. Tak więc, gdy Jan Karski wraz z grupą polskich studentów wybrał się na zjazd NSDAP do Norymbergii i jeden z Polaków został pobity, miejscowym było głupio z tego powodu i mówili, że winowajcami były "niedobitki tych pedałów od Roehma".) Z dzisiejszej perspektywy Noc Długich Noży mogłaby zostać uznana za "homofobiczną zbrodnię nienawiści", ale oczywiście jej przyczyną nie była hitlerowska "niechęć do inności". A turbogej Roehm i jego Hufiec Tebański nie byli wówczas głównymi celami.



Mainstreamowi historycy często podkreślają, że kierownictwo SA zostało wymordowane, bo organizacja ta stanowiła konkurencję dla armii. Mają w tym dużo racji. Reichswehra liczyła w 1933 r. 100 tyś. żołnierzy i oficerów a SA 2,5 mln ludzi, z których spora część była otrzaskanymi z zabijaniem weteranami I wojny światowej i freikorpsów. Dowodzili nią jednak ludzie oddelegowani przez armię na front wewnętrznej wojny hybrydowej. Dowódca SA, Ernst Roehm był żołnierzem od 1906 r., który doszedł do stopnia kapitana i zdobył Krzyż Żelazny za Verdun. W początkowych latach NSDAP robił również za "opiekuna" Hitlera z ramienia Reichswehry. Na początku rządów nowego reżimu był już potężnym graczem, który mógł zagrozić pozycji generałów. I generałowie ci, z obawy o własne kariery, zgodzili się na likwidację Roehma (wcześniej wydalając go z honorowej ligii oficerów).



Nade wszystko zazdrośni o jego pozycje byli Himmler i Heydrich, dla których wyeliminowanie Roehma i SA oznaczało otwarcie drogi do ekspansji SS. Heydrich sfałszował więc dokumenty mające pokazać, że Roehm jest francuskim agentem mającym przygotować pucz przeciwko Hitlerowi. Papiery te były podobnym szajsem jak niesławne "rosyjskie dossier" Christophera Steela, ale zrobiły swoje. W 1937 r. za pośrednictwem znanego masońskiego śmiecia Edwarda Benesza Heydrich przekazał Stalinowi podobnie nieudolnie sfałszowane kwity na marszałka Tuchaczewskiego.

Historykom udało się jak dotąd ustalić nazwiska 85 osób zabitych w trakcie Nocy Długich Noży. Znaczną większość z nich stanowili działacze SA. Obok nich znalazł się również Gregor Strasser rozłamowiec z NSDAP, który uważał, że partia ma profil za mało komunizujący. Stąd też ogólne przekonanie, że czystka ta była wymierzona niemal wyłącznie w SA i lewe skrzydło partii. To błędne przekonanie. Ci ludzie nie byli najważniejszymi ofiarami Nocy Długich Noży. A kto wobec tego był?



Moim zdaniem, głównym celem czystki był gen. Kurt von Schleicher. To człowiek z samego serca niemieckiego Głębokiego Państwa. Niemal całą I wojnę światową spędził jako oficer w Naczelnym Dowództwie. Na przełomie 1918 i 1919 r. organizował freikorpsy dla socjaldemokratycznego rządu. Od wczesnych lat 20. kierował tajnym programem współpracy Reichswehry i Armii Czerwonej. Uważał, że Niemcy i ZSRR wspólnie powinny przygotowywać się do kolejnej wojny światowej przeciwko Polsce i zachodnim demokracjom. Kierował też tzw. Czarną Reischswehrą i wewnętrzną wojną hybrydową realizowaną m.in. przez NSDAP. Był bliskim doradcą prezydenta von Hidenburga, którego namówił w 1930 r. do obalenia socjaldemokratycznego rządu Muellera i zastąpienia go pozaparlamentarnym gabinetem Bruninga. W latach 1932-1933 był ministrem obrony a na początku 1933 r. na krótko został kanclerzem. Był jednym z ludzi, którzy stali za karierą Hitlera. Można nawet powiedzieć, że przez pewien czas jego szefem. Dlaczego więc został zabity?


We wrześniu 1930 r. w restauracji berlińskiego hotelu Adlon z gen. von Schleicherem spotkał się niemiecki przedsiębiorca Arnold von Rechberg. Rozmawiali o wynikach ostatnich wyborów, w których NSDAP powiększyła swój stan posiadania. Rechberg wyraził swój niepokój wobec dyktatorskich ciągotek Hitlera. Von Schleicher wybuchnął wówczas śmiechem. Stwierdził, że poradzi sobie z Hitlerem, bo "trzymam go powodów sięgających 1919 r.". Przyznał, że finansował jego kampanię wyborczą z funduszów Reichswehry. Wyjaśnił, że Hitler ma przygotować Niemców do okresu intensywnych zbrojeń, ale to nie on będzie zbierał profity z tej kampanii. Gdy NSDAP będzie chciała się usamodzielnić, zostanie rozbita przez rozłamy. Gdy von Rechberg spytał "społecznego generała", czy niemieckie zbrojenia nie zaniepokoją ZSRR, von Schleicher spojrzał na niego z politowaniem i wyjaśnił: "To Stalin osobiście kazał pchnąć mi do przodu Hitlera i nasze zbrojenia". Dodał, że Niemcy i Sowiety mają to samo stanowisko, co do Europy Środkowo-Wschodniej i razem podzielą między sobą Europę.

Dwa lata później von Schleicher rzeczywiście próbował dokonać rozłamu w NSDAP za pomocą grupy Strasera. Hitler okazał się jednak o wiele lepszym politycznym graczem niż można było oczekiwać i szybko zdusił wewnątrzpartyjną rebelię. W 1934 r., Fuehrer wiedział że prezydent Hindenburg długo nie pożyje, więc postanowił się zabezpieczyć przed podobnymi zagrywkami pozbywając się wszelkich ewentualnych narzędzi rozłamu (SA) jak i samego sprawcy potencjalnych zaburzeń: niemieckiej wersji generała Kozieja generała von Schleichera. Zwłaszcza, że kumple Schleichera zaczęli już tworzyć listę ministrów nowego rządu Hitlera, w którym Schleicher miał być wicekanclerzem.


Dla starego intryganta nie było litości. Grupa kolesi w ciemnych płaszczach wpadła do jego domu i bez zbędnych ceregieli wpakowała mu kilka kulek. Później zastrzelili jego żonę.



Zginął również gen. Ferdinand von Bredow, były szef Abwehry i zarazem najbliższy współpracownik von Schleichera.


Na pogrzebie von Schleichera SS skonfiskowało generałom wieńce pogrzebowe. Hitler nazwał w Reichstagu zastrzelonego byłego kanclerza francuskim agentem. Po dwóch latach stwierdził jednak, że Schleicher i Bredow nie pracowali dla Francuzów a ich zabicie było "pomyłką". No cóż, nie dało się ich już "odzabić" a armia była skutecznie zastraszona. Ci pruscy generałowie w następnych latach straszliwie się cykali w kwestii zamachu na Hitlera. Bali się, że w razie najdrobniejszego potknięcia skończą jak von Schleicher. Hitler zaś zerwał im się z łańcucha.




Podczas Nocy Długich Noży uderzono również w ludzi związanych z wicekanclerzem von Papenem. Papen, był szef rezydentury kajzerowskich służb w Nowym Jorku, były kanclerz, który utorował Hitlerowi drogę do władzy kosztem von Schleichera, negocjator konkordatu III Rzeszy z Watykanem, a przy tym człowiek bardzo blisko związany z Wall Street (i prawdopodobnie amerykański szpieg) wygłosił 17 czerwca 1934 r. na uniwersytecie w Marburgu transmitowaną przez radio mowę, w której krytykował rząd Hitlera z pozycji konserwatywnych. Mowę tę napisał mu konserwatywno-monarchistyczny zjeb  działacz Edgar Julius Jung. Jung uważał, że ta mowa da sygnał Reichswehrze sygnał do zamachu stanu. Przeliczył się, bo Reichswehra właśnie dawała się zapinać w d... Hitlerowi. Zabójcy z SS zastrzelili więc Junga, by nastraszyć Papena. Dodatkowo zabili wicekanclerskiego rzecznika Herberta von Bosse. Pappen trafił do aresztu domowego i stracił stanowisko. Potem wysłali go jako ambasadora do Wiednia a później do Ankary. Tam knuł przeciwko Hitlerowi wspólnie z amerykańskim wywiadem cywilnym OSS. Upiekło mu się więc w Norymberdze i wyszedł z aresztu w 1949 r. W latach 50-tych próbował wznowić swoją karierę polityczną w RFN, ale Amerykanie mieli tam już lepszych agentów.



Uderzono również w potencjalną katolicką opozycję (czyli w agenturę Watykanu, która będzie w trakcie wojny próbowała zabić Hitlera). Zginął więc Erich Klausener, dyrektor departamentu policji w pruskim MSW i zarazem szef berlińskiej Akcji Katolickiej. Zastrzelony został Adalbert Probst, szef Stowarzyszenia Sportowego Młodzieży Katolickiej. A w Dachau zamęczony został Fritz Gerlich, znany monachijski dziennikarz katolicki od wczesnych lat 20-tych piszący o "brudach" Hitlera. Gerlich był konwertytą z kalwinizmu i przyjacielem znanej mistyczki i stygmatyczki Therese Neumann.



Likwidowano też niewygodnych świadków wczesnych lat kariery politycznej Hitlera i dawnych wrogów. Zginął więc były bawarski premier Gustav Ritter von Kahr, który najpierw sprzyjał działalności nacjonalistycznych organizacji paramilitarnych, ale potem stłumił pucz monachijski. Zabito Otto Ballerstedta, bawarskiego polityka, który w 1922 r. wpakował Hitlera na kilkanaście dni do aresztu. Przy okazji dokonano puczu w Wolnym Landzie Bawarii, usuwając jego niezależne, katolickie władze.



Z niewyjaśnionych powodów zabito w Noc Długich Noży Bernharda Stempfle, byłego katolickiego księdza, który pomagał Hitlerowi napisać "Mein Kampf" i służył mu jako doradca ds. religii. Czy zbyt dużo wiedział o przeszłości Hitlera i o jego planach? Z nieznanych powodów zginął też Eugen von Kessel, niemiecki oficer, bojownik freikorpsów i zarazem właściciel prywatnej agencji wywiadowczej.

Czystka przeprowadzona przez Hitlera bardzo zaimponowała Stalinowi, który uznał, że w ten sam sposób może się pozbyć partyjnych towarzyszy. Po kilku miesiącach doszło więc do zabójstwa szefa leningradzkiej organizacji partyjnej Siergieja Kirowa, które rozpoczęło cykl uderzeń we wrogów wewnątrzpartyjnych.

Przebywający na emigracji Kajzer Wilhelm II zareagował zaś na Noc Długich Noży mówiąc: "Przestaliśmy żyć pod rządami prawa i musimy być przygotowani na ewentualność, że każdy z nas zostanie postawiony przez nazistów pod murem i rozstrzelany".

I pomyśleć, że w tak widowiskowy, radykalny i sprawny sposób zerwał się swoim kontrolerom z łańcucha człowiek, który 20 lat wcześniej był NEETem i bezdomnym. Pokonał generałów, asów wywiadu i najlepszych politycznych strategów w swoim kraju. Zdobył władzę absolutną i zyskał możliwość wywołania nowej wojny światowej. Widać terapia hipnotyczna w Pasewelku zrobiła swoje.

A teraz wyobraźcie sobie, że podobną drogę do dyktatury przechodzi Ronald Robiący Laseczki, czerwony hrabia Jędrzej Zdzisław Stefan Pafnucy Kalasanty Heliogabal etc. Jabolowy czy Mirosław Salwowski... Nieprawdopodobne? A widzicie, Hitlerowi się to udało!

***

Następny odcinek serii Dies Irae będzie dotyczył kluczowej kwestii: dlaczego Hitler postanowił rozpocząć wojnę? Pokażemy jak przewidział globalizację i próbował bronić przed nią Niemcy. A także wyjaśnimy dlaczego postulowany przez Cata-Mackiewicza, Studnickiego i Zychowicza sojusz polsko-niemiecki był z góry skazany na klęskę.

Everybody clap your hands!

***

Obejrzałem niedawno "Zimną wojnę" i muszę stwierdzić, że jest nieco przereklamowana. Plusy to: piękne operowanie obrazem, muzyka, doskonała gra Joanny Kulig i parę klimatycznych momentów (np. jugosłowiańska bezpieka). Minusy: niedostatki scenariusza i mimo wszystko słabo zrobione wątki erotyczne. Tak jakby to jakiś pisał koleś, dla którego seks nie zabawa, tylko "odbębnienie" wszystkiego na tapczanie obok mebli z Ikei. A szkoda, bo Kulig świetnie się w rolę wczuwała (a jak widzieliśmy na filmie "Sponsoring" ma całkiem niezłe cyce). Porównanie atmosfery tego filmu z "Różyczką" moim zdaniem wypada zdecydowanie na korzyść "Różyczki" (gdzie dobrze zagrała Boczarska). W sumie za robienie takich romansów historycznych powinni się nie brać jacyś przeintelektualizowani marcowi emigranci i inni przedstawiciele frakcji Puławian, tylko ktoś w stylu Eszterhasa, Verhoevena czy Anga Lee. "1956. Miłość i wolność", "Czarna księga" oraz "Ostrożnie! Pożądanie" świetnie im wyszły. I można by w ten sam sposób zrobić "Idę" - Helena Wolińska jako tłumok z wielkim biustem, seksualnie upokarzana przez prokuratora Zarako-Zarakowskiego.... I profesor Brus pokazany jako "cuck" i totalna pierdoła...

sobota, 30 czerwca 2018

Dies Irae: Hindenburg i Ludendorff, czyli niemiecka transformacja




Ilustracja muzyczna: Los Los Los! - Youjo Senki Ending



Gen.  Erich Ludendorff był człowiekiem ze Swarzędza (a dokładniej z wioski Kruszewnia będącej częścią Wielkiego Swarzędza). Feldmarszałek Paul von Hindenburg urodził się w Poznaniu. To intrygujące, że dwóch "ziomków z sąsiedztwa" razem doprowadziło do upadku II Rzeszę, wysłało Lenina do Rosji i niezależnie od siebie pomogło otworzyć drogę do powstania III Rzeszy. Nie stanowili oni bynajmniej żadnej prometejskiej konspiracji. Po prostu byli produktem pruskiej armii i jej ograniczonych horyzontów strategicznych.



Hindenburg był weteranem wojny z Austrią w 1866 r. i wojny z Francją w 1870 r. W chwili wybuchu pierwszej wojny światowej ściągnięto go do armii z emerytury. Młodszy od niego Ludendorff był początkowo typem wojskowego biurokraty podlizywującego się feldmarszałkowi von Schlieffenowi (autorowi chybionego planu przewidującego atak na Francję poprzez neutralną Belgię i tym samym sprowokowanie wejścia Wielkiej Brytanii do wojny światowej). Zabłysnął dopiero podczas oblężenia Liege i jako szef sztabu Hindenburga podczas bitew pod Tannenbergiem i nad Jeziorami Mazurskimi.  Temu duetowi generałów udało się pokonać kiepsko dowodzone wojska rosyjskie, co sprawiło, że zostali "zbawcami Niemiec". Wojna z Rosją szła im przez pewien czas ze zmiennym szczęściem, ale w latem 1915 r. armia carska była już wyparta z Kongresówki i części ziem zabranych. Podczas dowodzenia na Wschodzie, Ludendorff wspierał pomysły przebudowy Europy Wschodniej w system państw zależnych od Niemiec i podlegających niemieckiej kolonizacji oraz germanizacji. Snuł nawet plany przyłączenia Krymu do Niemiec. Uważał oczywiście, że mieszkańcy dawnego Imperium Rosyjskiego to narody "pozbawione prawdziwej kultury", które można bezkarnie eksploatować gospodarczo. W sierpniu 1916 r., licząc na cud, awansowano Hindeburga na szefa sztabu generalnego. Ludendorff został kwatermistrzem generalnym armii cesarskiej, ale w praktyce wspólnie z Hindeburgiem tworzył quasi-dyktatorski wojskowy duet. Ten tandem sypał pomysłami o niezwykłych implikacjach strategicznych, które zsumowane doprowadziły do klęski II Rzeszy. (Ciekawe, kto im te pomysły podpowiadał? M.in. syn bliskiego współpracownika Mazziniego, watykańsko-prometejski agent Bogdan Hutten-Czapski?)

 Flashback: Największe sekrety: Archanioł - Miecz ognisty




I tak np. Ludendorff był jedną z sił stojących za Aktem 5 Listopada, czyli początkiem odbudowy państwowości polskiej. Z podpuszczenia Hutten-Czapskiego uznał, że dobrym pomysłem jest uzbroić polską armię. Nie przewidział, że budowana za niemieckie pieniądze przez Piłsudskiego tajna armia odbierze później Niemcom Wielkopolskę i Śląsk a odrodzona Polska dostanie "Korytarz Pomorski".



Za radą Hutten-Czapskiego, sztab generalny kierowany przez Hindenburga postanowił wdrożyć plan Aleksandra Parvusa (skopiowany w dużej części z planu Sułkowskiego z 1797 r.) mówiący o wywołaniu rewolucji w Rosji. Niemiecki sztab generalny zaczyna finansować bolszewików i wysyła Lenina do Rosji w zaplombowanym pociągu. Niemieccy jeńcy włączają się do sił bolszewickich. Jeden z ich oddziałów defilując przed Leninem, zamiast skandować umówione hasło: "Niech żyje Rewolucja!", skanduje: "Niech żyje cesarz Wilhelm!". Lenin oddaje Niemcom w Brześciu ogromne tereny od Finlandii po Gruzję i wyłącza Rosję z wojny. Niemcom to na niewiele jednak pomaga. Nie są w stanie utrzymać porządku na tych terenach i właściwie wykorzystać ich gospodarczo. Mimo pokoju brzeskiego, trzymają tam 1 mln żołnierzy. Po traktacie w Brześciu gen. Max Hoffman po pokoju brzeskim przewidywał, że bolszewicy zaczną robotę wywrotową w Niemczech i jak się okazało miał rację. Mało kto wówczas wiedział, że zwrot polityczny podjęty przez sztab generalny w 1916 r. był sabotażem tajnych rozmów pokojowych prowadzonych przez Kaisera z jego krewniakiem carem Mikołajem II.  Pogrążona w kryzysie gospodarczym Rosja mogła się wycofać z wojny nawet bez Lenina. Być może rozwiązanie to pozwoliłoby uniknąć ruiny imperium niemieckiego.





Ludendorff z Hindeburgiem wpadli też na genialny pomysł, by sprowokować wejście USA do wojny za pomocą nieograniczonej wojny podwodnej i obiecywania Meksykowi pomocy w odzyskaniu kilku amerykańskich stanów (to drugie akurat było genialnym pomysłem ministra spraw zagranicznych Arthura Zimmermanna, który uczestniczył wcześniej w finansowaniu bolszewików). Wiosną 1918 r. Ludendorff rozpoczyna wielką ofensywę na Zachodzie - Operację Michael lub Kaiserschlacht. Początkowo Niemcy posuwają się jak burza, bo Brytyjczycy przerzucili duże siły do Palestyny, ale ofensywa ma jeden ważny mankament - nie ma żadnego celu strategicznego. Niemiecki sztab generalny nie wie, co robić po przełamaniu frontu, w którym kierunku kontynuować uderzenie. Na front nadchodzą świeże siły amerykańskie i powstrzymują ofensywę. Morale wśród niemieckich żołnierzy siada. Ludendorff też się załamuje i zostaje we wrześniu wyrzucony ze stanowiska przez cesarza. W listopadzie to jednak wojskowi są górą. Cesarz musi uciekać z Niemiec po rewolucji a armia de facto przekazuje władzę socjaldemokratom, którzy na polecenie armii podpisują rozejm. Potem Ludendorff tworzy legendę, o tym, że "żydowscy socjaldemokraci wbili nóż w plecy niezwyciężonej armii niemieckiej". W następnych latach Reichswehra hojnie wspiera nacjonalistyczne organizacje paramilitarne, rozwala co głupszych komuchów w stylu Liebknechta i Róży Luksemburg a jednocześnie prowadzi szeroką współpracę z Sowietami. (Współpraca ta zaczęła się jeszcze przed Rapallo, bo w marcu 1921 r. Zresztą już w 1920 r. Niemcy szykowali się do sojuszu z bolszewikami. Np. 13 sierpnia 1920 r. bolszewicy przekazali Reischwehrze Działdowo.)



W poprzednim odcinku serii Dies Irae wspomniałem o tym, że Ludendorff był jednym z działaczy stowarzyszenia Aufabau, które pomogło ukształtować program i światopogląd Hitlera. Jego rola jest znacznie szersza, bo po stłumieniu Bawarskiej Republiki Rad, realizuje on plan przekształcenia Wolnego Landu Bawarii w bastion freikorpsów, swoisty militarystyczny Piemont, który ma przejąć później kontrolę nad resztą Niemiec. W ramach tej strategii malutka partia NSDAP jest zasilana tysiącami bojówkarzy z freikorpsów i zdobywa wiodącą pozycję na scenie nacjonalistycznej. Ludendorff wspiera w 1920 r. pucz Kappa w Berlinie a w listopadzie 1923 r. jest obok Hitlera przywódcą puczu monachijskiego. (Jak zauważa Volker Ullrich w swojej znakomitej biografii Hitlera naziści zaczęli wdrażać podczas tych dwóch dni program terroru, który rozkręcili w 1933 r. Przy jednym z zabitych SA-manów znaleziono plany powołania obozów koncentracyjnych i listę osób przeznaczonych do uwięzienia w nich.) Zamach stanu nie udaje się jednak - po części dzięki nieudolności Ludendorffa. Wywołując wściekłość Hitlera wypuszcza na słowo honoru bawarskiego premiera Gustava von Kahra i pozwala mu zebrać siły potrzebne do stłumienia puczu. (Hitler ma od tego momentu Ludendorffa za starego durnia i dystansuje się od niego.) Do akcji wkracza również nuncjusz papieski ks. Eugenio Pacelli. Wysyła on do bawarskich żołnierzy szanowanego jezuickiego kapelana, weterana-inwalidę odznaczonego Krzyżem Żelaznym, który przekonuje ich, że nie da się łączyć poparcia dla Hitlera i Ludendorffa z katolicyzmem. Żołnierze ci posyłają później salwę w zaskoczony tłum pedałów od Roehma puczystów. Ranią Hitlera a Ludendorff z podniesionymi rękami w górę idzie w ich kierunku, by "wypisać się z całej imprezy".



W następnych latach Ludendorff jest na kompletnym marginesie politycznym. Ośmiesza się powierzając oszczędności oszustowi, który obiecuje mu alchemiczną zamianę rtęci w złoto. Jeszcze mocniej ośmiesza go jego nawiedzona żona Mathilde von Kemnitz. Głosi ona poglądy religijne jeszcze bardziej dziwaczne niż pastor Chojecki. Twierdzi np. że Dalajlama kontroluje Żydów, których wykorzystuje do niszczenia narodu niemieckiego za pomocą Watykanu, marksizmu i masonerii. (A co jeśli miała rację?) Obdarzony niezwykłymi zdolnościami aktorskimi i talentem komediowym Hitler często w gronie współpracowników parodiuje żonę Ludendorffa wywołując salwy śmiechu. Feldmarszałek August von Mackensen, mówi o Ludendorffie "ten człowiek jest chory". Hindenburg stara się unikać dawnego towarzysza broni również mając go za chorego pojeba.



Zwłaszcza, że w 1925 r. Hindenburg ponownie przerywa sobie emeryturę i wygrywa wybory prezydenckie. (Ludendorff zdobył w tych wyborach 1 proc. głosów.) Staje się opoką systemu politycznego Republiki Weimarskiej. O jego roli dużo mówi choćby to, że o ile w 1925 r. był kandydatem konserwatywnej prawicy, to w 1932 r. został wybrany ponownie głosami socjaldemokratów. W 1930 r. zaczyna przekształcać system polityczny. Nie chcąc dopuścić lewicy do władzy robi kanclerzem polityka partii Centrum Heinricha Bruninga. Rządzi on dwa lata bez poparcia w Reichstagu, dzięki kruczkom prawnym i poparciu prezydenta. Głównym zadaniem jego rządu jest wpędzanie kraju w spiralę deflacyjną, podobną jak w ostatnich latach Niemcy zaaplikowały Grecji. Kryzys gospodarczy się pogłębia, komuniści i naziści rosną w siłę, ale Hindenburg odgrywa rolę tamy przeciwko radykałom. Wielokrotnie ich przeczołguje i upokarza. Blokuje Hitlerowi i NSDAP próby tworzenia rządu. W 1932 r. miażdży i ośmiesza Hitlera w wyborach prezydenckich. O przywódcy narodowych socjalistów mówi: "Nie oczekujecie chyba panowie, że uczynię tego austriackiego gefrajtra kanclerzem Rzeszy." i "Nie mogę ponosić odpowiedzialności przed Bogiem, swoim sumieniem i ojczyzną za powierzenie całkowitych rządów jednej partii, i to do tego partii o jednostronnym nastawieniu przeciwko ludziom o innych poglądach." Chwyta się wszelkich parlamentarnych i administracyjnych sztuczek, by zablokować drogę do władzy nazistom. Aż nagle dokonuje wolty...


Na przełomie maja i czerwca 1932 r. bez wyraźnej przyczyny rozwala rząd Bruninga. Zwołuje nowe wybory, a po kilku miesiącach następne. Tymczasowym, nie mającym poparcia w parlamencie premierem jest Franz von Papen, polityk wywalony z partii Centrum, były dyplomata a w czasie I wojny światowej szef rezydentury niemieckiego wywiadu wojskowego w Nowym Jorku. Po fiasku kolejnej próby utworzenia rządu przez von Papena, kanclerzem zostaje gen. Kurt von Schleicher (o którym szerzej napiszę w następnym odcinku serii Dies Irae), człowiek z samego serca niemieckiego Głębokiego Państwa. Teoretycznie wszystko wskazuje, że Hindeburg poprze jego rządy. Tak się jednak nie staje. Prezydent, za namową von Papena nagle popiera Hitlera. Gdy Hitler tworzy rząd, Hindenburg wspiera jego działania mające na celu zniszczenie wszystkich poza NSDAP partii politycznych, ustanowienie dyktatury i państwa totalitarnego. (Po szczegóły tych niezwykle ciekawych gier politycznych odsyłam do książki "Hitler. Narodziny zła" Volkera Ullricha.) Hindenburg jako "zbawca Niemiec", wojenny bohater i przedstawiciel starych elit w niesamowity sposób uwiarygadnia Hitlera. Skąd się wzięła taka wolta?



Jedna z teorii mówi, że Hindeburg poczuł gdzie są pieniądze. Miał zadłużony majątek ziemski w Prusach a Hitler podczas spotkania z jego synem Oskarem obiecał, że prezydent dostanie naprawdę dużą kasę G6 and a lot's of goodies (Hitler powiedział później, że nigdy nie spotkał tak głupiego człowieka jak gen. Oskar von Hindenburg.) Moim zdaniem Hindenburg mógł dostać ciekawą obietnicę również z Wall Street. Kluczowa w tej historii była postać von Papena. Jak już wspomniałem, był on szefem niemieckich szpiegów w USA w trakcie I wojny światowej. Jakoś nie zauważył wówczas, że masowe zatapianie amerykańskich statków handlowych płynących do Anglii może sprowokować USA do przystąpienia do wojny. Angażował się za to w finansowanie Trockiego i niemieckich radykalnych lewicowców mieszkających w USA oraz w awanturnicze przedsięwzięcia takie jak próba zmiany rządu w Meksyku czy zamachy bombowe na przypadkowe amerykańskie cele.  Niemiecka ambasada w Waszyngtonie zamieszcza zaś w prasie ogłoszenia mówiące, że Niemcy zatopią "Lusitanię". Co ciekawe, działalność szpiegowsko-dywersyjna von Papena, realizowana pod przykrywką firmy Amsinck and Company jest (według ustaleń Anthony'ego Suttona) finansowana przez wielkie banki z Wall Street: Kuhn, Loeb and Company oraz Chase National. Spółka Amsinc jest powiązana korporacyjnie z Guaranty Trust Company z grupy Morgana. Jej prezes Adolf von Pavenstedt od 1915 r. zasiada w zarządzie należącego do J.P. Morgana towarzystwa ubezpieczeniowego AIC mającego siedzibę w nowojorskim wieżowcu Broadway120, centrum intryg na styku amerykańsko-bolszewicko-niemieckim. We władzach wspomnianego Guaranty Trust zasiada niemiecko-austriacki szpieg Jacques Minotto, który w 1917 r. bierze udział próbie wywołania rewolucji komunistycznej we Francji wspólnie z francuskim przemysłowcem, byłym premierem Josephem Caillaux i niemieckim szpiegiem Bolo Paszą. I tutaj pojawia się pytanie: dla kogo tak naprawdę pracował von Papen i na czyje zlecenie przekonywał w 1933 r. Hindeburga do poparcia Hitlera?



Hindeburg zmarł 2 sierpnia 1935 r. w wieku 86 lat w swoim majątku Neudeck (Ogrodzieniec) w okolicach Iławy. Przed śmiercią zaakceptował Noc Długich Noży i mówił Hitlerowi o konieczności przywrócenia monarchii. Hitler uznał, że stary pierdziel bredzi. Ale i tak urządził mu pełen przepychu pogrzeb w Mauzoleum Tannenbergu. Wyraził potem życzenie, że też tam chce zostać pochowany. (I być może tak się stało.) Ludendorff powrócił do łask po dojściu Hitlera do władzy. Hitler złożył mu niespodziewaną wizytę w jego 70-te urodziny proponując mu buławę feldmarszałkowską. Ludendorff odmówił mówiąc, że taki zaszczyt zdobywa się na polu bitwy a nie na herbatce. Napisał w 1935 r. książkę "Wojna totalna" w której przewidywał nadchodzącą wojnę i domagał się pełnej mobilizacji całego narodu. Zmarł w grudniu 1937 r. i miał pogrzeb z honorami. I pewnie się teraz w grobie przewraca widząc jak go sportretowali w "Wonder Woman"...

***

W następnym odcinku o kluczowym momencie w tej historii czyli o Nocy Długich Noży. Jak się przekonamy turbogej Roehm nie był wcale najważniejszym celem tej czystki. 

***

Dzisiaj zmarła w wieku 88 lat (!) Gudrun Himmler, córka Heinricha Himmlera. Stała na czele organizacji "Cicha Pomoc" pomagającej niemieckim zbrodniarzom uciec przed sprawiedliwością. Przed jej śmiercią okazało się, że na początku lat 60. pracowała jako sekretarka w zachodnioniemieckim wywiadzie BND. 

***

Wpadła mi ostatnio w ręce książka "Koń trojański" J.R. Nyquista (z którym miałem okazję korespondować) wydana przez znane nam wszystkim Wydawnictwo Piwniczne. Obśmiałem się, gdy znalazłem w niej rozdział, w którym autor gwałtownie zaprzecza, by Wall Street finansowała bolszewików. "Przecież udowodniono, że finansował ich niemiecki minister spraw zagranicznych Arthur Zimmermann!". Autor jakoś nie drąży tego, kto finansował Zimmermanna. :)

Bonco Bill niczym rasowy marcowy emigrant natomiast napisał ostatnio tekścik bijący w "polski antysemityzm". Przytacza jakiś liścik Barbary Toporskiej podsrywający AK za jej stosunek do Żydów i wybiela komunistyczne bandy w stylu grupy Bielskiego (narzekając, że tych degeneratów nie chciano przyjąć do AK). Racja, AK straszliwie ta sprawa obciąża - to że za mało takich bandytów w stylu Bielskiego posłała do piachu. A co do Barbary Toporskiej - no cóż, Mackiewicz związał się z idiotką, ale przecież kobietę się zwykle wybiera patrząc na inne walory niż umiejętności analityczne.

Skoro już jesteśmy w marcowych klimatach (Nina Karsov, Szymon Szechter), to wspomnę, że sobie ostatnio przypomniałem film "Różyczka". Polecam, mimo kilku historycznych wpadek.   Po ponownym obejrzeniu go wpadłem na taki pomysł: stworzyć film o Marcu '68, który zmiażdży filmy Pawlikowskiego. A można to zrobić robiąc film o gejach -  tu idealnym bohaterem byłby Jerzy Zawieyski. Koleś był turbogejem i można by zrobić o nim film wyjaśniający w jaki sposób Adaś Michnik nabawił się jąkania. Historię o tym jak esbek podsyła mu kochanka, o którego jest później zazdrosny. Polskie "Brokeback Mountain"... Wyobraźcie sobie scenę, w której Zawieyski konfrontuje się z ormowcem na dziedzińcu UW, a później wychodzą razem z bramy, obejmując się i rozmawiając o literaturze...


***

A co do pewnych ustaleń dyplomatyczno-międzyrządowo-sojuszniczych z ostatnich dni: do wroga, który nie działa przeciwko nam otwarcie uśmiechamy się, zapewniamy go o swojej przyjaźni i robimy mu nawet czasem przysługi. Ale jednocześnie w głębi duszy modlimy się o jego zdechnięcie w najgorszych męczarniach. Gdy wróg słabnie wykorzystujemy okazję, by wbić mu nóż w plecy i skopać leżącego. Tak jak prometejska konspiracja w Niemczech, Austro-Węgrzech i Rosji na początku XX w. Bierzmy przykład z hrabiego Hutten-Czapskiego, Leona Billińskiego i księcia Świętopełka-Mirskiego.