sobota, 15 września 2018

Dies Irae: Nicolai, czyli raz Niemiec, zawsze Niemiec



Ilustracja muzyczna: Schutz Staffe - Dies Irae OST

Pułkownik Alfred Redl był turbogejem. Nie wiemy, czy jego usta był jak Detroit, ale ponad wszelką wątpliwość udowodniono, że był turbogejem mającym całe szuflady damskiej bielizny, w którą się przebierał. Był jednak jednocześnie bardzo zdolnym funkcjonariuszem Evidenzburo, czyli austro-węgierskich tajnych służb. Wręcz hurtowo zgarniał rosyjskich agentów, w tym tych będących naprawdę wysoko w strukturach CK-Monarchii. Typowano go nawet na szefa cesarsko-królewskich tajnych służb. (Ale stanowisko to przypadło Polakowi - Augustowi Urbańskiemu von Ostrymiecz.)



Redl wzbudzał jednak podejrzenia płka Waltera Nicolaia, będącego od 1913 r. szefem Oddziału IIIb Wielkiego Sztabu Generalnego II Rzeszy, czyli kajzerowskiego wywiadu. Nicolaiowi nie podobało się to, że Redl zwalczał niemieckie wpływy w austro-węgierskich służbach. Wkrótce Nicolai dostał od swojego najlepszego rosyjskiego agenta płka Miasojedowa informacje, że Redl utrzymuje tajne kontakty z szefem carskiego wywiadu wojskowego w Warszawie. Obaj wymieniają się nawzajem tajnymi informacjami i wystawiają sobie swoich agentów. W ten sposób pomagali sobie nawzajem w karierze. Redl jak widać wyznawał podobną filozofię jak brytyjski agent z "Atomic Blonde": będąc na tajnym froncie, trzeba się z wrogiem dogadywać. Nicolai uruchomił prowokację prowadzącą do zdemaskowania Redla. Austriacki superszpieg/superzdrajca honorowo popełnił samobójstwo.


Płk Nicolai był dowódcą niemieckiej tajnej armii podczas I wojny światowej. Cieszył się protekcją gen. von Ludendorffa (kolesia ze Swarzędza, bohatera "Wonder Woman"), więc zdołał przetrwać całą wojnę na stanowisku szefa wywiadu wojskowego, mimo tego że ponosił porażkę za porażką. Jego siatki w Wielkiej Brytanii już na początku wojny zostały rozbite. Superagenci Nicolaia przegapili choćby prace aliantów nad czołgami. W USA niemieckie siatki zaangażowane były głównie w organizowanie prowokacji mających dać Amerykanom pretekst do wejście do wojny przeciwko Niemcom. Po 1917 r. zostały rozbite - być może od początku były kontrolowane przez Amerykanów (w czym udział miał m.in. młody prokurator J. Edgar Hoover.).



Ale mimo to służby von Nicolaia zyskały sławę dzięki aferze z holenderską tancerką erotyczną Matą Hari (która w sumie była zgmatwanym wywiadowczym fuck-upem a jej główna bohaterka tylko pionkiem poświęconym przez Niemców w wewnętrznej rozgrywce) oraz legendzie o sadystycznej niemieckiej funkcjonariuszce wywiadu Freulein Doktor.  Nic tak nie tworzy romantycznej legendy wywiadu jak kilka cipencji...



Najważniejszą akcją podjętą przez Nicolaia było jednak wysłanie znanego pederasty Lenina do Rosji w zaplombowanym pociągu oraz zapewnienie hojnego wsparcia finansowego bolszewikom. Oczywiście Nicolai tylko wykonywał rozkazy - Hindeburga i Ludendorffa, którym ten genialny pomysł podpowiedział polski arystokrata Bogdan Hutten-Czapski, agent prometejsko-watykański. I w ten sposób Niemcy zasiali burzę, która na nich spadła w 1945 roku...

Flashback: Dies Irae: Hindenburg i Ludendorff, czyli niemiecka transformacja

Flashback: Archanioł: Miecz Ognisty

Black Lives Matters in his mouth... He's mouth is like Detroit, black live in it...



W 1919 r. Nicolai traci robotę szefa wywiadu, ale przez następne 14 lat jest szarą eminencją służb specjalnych Republiki Weimarskiej. Kolejni szefowie Abwehry cenią sobie jego rady. Wraz z gen. Kurtem von Schleicherem Nicolai organizuje tajną współpracę Reischwehry z Armią Czerwoną, wymierzoną w pierwszej kolejności przeciwko Polsce. "Czarna Reihswehra" chce, by Niemcy weszły w sojusz z Sowietami i podzieliły się z nimi Europą. (Oczywiście jakoś do głowy nie przychodzi tym geniuszom, że Sowieci mają apetyt przede wszystkim na Niemcy...) Nicolai bierze również udział w akcjach prowadzących do destabilizacji Republiki Weimarskiej. Stoi na czele tajnej organizacji Der Spinne (Pająk) wspierającej podziemie nacjonalistyczne. Kieruje nią wspólnie z magnatem prasowym Alfredem Hugenbergiem, który jest przez pewien czas rywalem Hitlera. (Hitler uważa Hugenberga za idiotę i skutecznie marginalizuje go w swoim rządzie. Gdy wypowiada się z pogardą o zachodnioeuropejskich politykach, mówi zwykle, że są "poniżej poziomu Hugenberga.) W międzyczasie Nicolai pomaga Attaturkowi zorganizować turecki wywiad wojskowy - póżniejszy filar Głębokiego Państwa.

Flashback: Dies Irae: Tajemnice Nocy Długich Noży



Po 1933 r. płk Nicolai jest typowany na nowego szefa Abwehry. Jego kandydaturę torpeduje jednak dr Joseph Goebbels, argumentując, że ta służba potrzebuje świeżej krwi a nie starych ramoli, którzy kierowali ją w trakcie I wojny światowej. Kolejni dowódcy Abwerhy: komandor Patzig oraz komandor Wilhelm Canaris zakazują Nicolaiowi wstępu do budynków użytkowanych przez ich służbę. Podejrzewają go o zbyt bliskie związki z Sowietami.



Nicolai oferuje jednak swoje usługi von Ribbentroppowi oraz szefowi SD Reinhardowi Heydrichowi. W 1935 r. tworzy dla nich prywatną agencję wywiadowczą działającą pod przykrywką Biura ds. Żydowskich w MSZ. Może dzięki temu angażować się w prywatną dyplomację. W 1936 r. nawiązuje kontakt z Dawidem Kandelakim, radcą handlowym ambasady sowieckiej w Berlinie. Zaczynają się rozmowy w sprawie paktu niemiecko-sowieckiego. Toczą się one m.in. w Gdańsku Oliwie pomiędzy Nicolaiem a Karlem Radkiem.  (W ich przygotowaniu biorą udział m.in. szef gdańskiej NSDAP Albert Forster i Bolesław Bierut, który mieszka wówczas w majątku Wernera Modrowa z NSDAP w miejscowości Modrowo, przemianowanej po wojnie na Bolesławowo na cześć Bieruta.) W niemieckiej armii, tajnych służbach i biznesie jest silne lobby prosowieckie. Hitler jednak długo trzyma je na dystans nie dowierzając "żydobolszewikom". Zaczyna się więc operacja psychologiczna mająca zmienić opinię Fuehrera na temat komunistów z Moskwy.




W 1937 r., za namową Nicolaia, Heydrich przekazuje poprzez Benesza Stalinowi spreparowane dossier mające dowodzić kontaktów marszałka Tuchaczewskiego z angielskimi tajnymi służbami. (Sprawa podobna do dossier Steela opisującego lipne kontakty Trumpa z Rosją.) Wdzięczny Stalin nakazuje rozwałkę przywódców Komunistycznej Partii Niemiec mieszkających w moskiewskim hotelu Lux. Robi też demonstracyjną czystkę w innych partiach komunistycznych. Oczywiście ponieważ we wszystkich tych partiach (poza wschodnioazjatyckimi) jest ogromna nadreprezentacja Żydów rozwalanych jako trockiści, to sprawia to wrażenie czystki antysemickiej. (Ale Stalin i tak by tych trockistów rozwalił, bo go wkurzali.)  Hitler nie może się nadziwić narodowej postawie Stalina. W trakcie wojny pyta Goebbelsa: a jeśli Stalin walczy z Żydami tak samo jak my, ale robi to mądrzej nazywając ich trockistami?

Flashback: Zanim zapadła Mgła: Arbeitstag


  



Tak czy inaczej, Niemcy dogadują się z Sowietami ponad naszymi głowami. Beria na początku 1939 r. informuje Watykan o szykowanym pakcie poprzez klasztor katolików meschetyńskich w Stambule. Nasz wywiad też ma świadomość toczonych rozmów, co sprawia, że nic a nic nie ufamy niemieckim ofertom sojuszu. Przecież już w 1935 r. Niemcy przyznali ZSRR 200 mln marek w złocie kredytu na bardzo korzystnych warunkach. W 1938 r. sowiecko-niemieckie obroty handlowe potroiły się. W styczniu 1939 r. - jeszcze zanim napięcia z Polską zaczęły grozić wojną - Hitler demonstracyjnie wziął na prywatną rozmowę sowieckiego dyplomatę. 11 kwietnia 1939 r. organ NSDAP "Volkische Beobachter" pisał: "Z rewolucji rosyjskiej, tak jak z rewolucji nazistowskiej i faszystowskiej, mógł by wyjść młody Ruch Narodowy, gdyby Lenin i Stalin nie zostali pochłonięci przez falę żydowską. Ale być może ten ruch utworzy się pewnego dnia?". Resztę tej historii aż za dobrze znamy: 23 sierpnia 1939 r. III Rzesza i ZSRR dzielą się Europą Środkowo-Wschodnią a Stalin zachęca Hitlera do rozpętania wojny. Do czerwca 1941 r. oba kraje ściśle ze sobą współpracują, jednocześnie jednak szykując się do zadania sobie zdradzieckich ciosów. Współpraca jest tak silna, że Sowieci wydają Niemcom działaczy KPD żydowskiego pochodzenia do rozwałki a podziemie komunistyczne w okupowanej Europie z entuzjazmem wspiera budowę niemieckiego Nowego Porządku.



Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej Nicolai znów knuje. Angażuje się w negocjacje prowadzone z sowieckimi służbami przez Martina Bormanna i szefa Gestapo Heinricha Muellera. Niemieccy dygnitarze próbują sobie ratować skóry, gdyż od 1942 r. wiedzą, że Niemcy wojnę przegrają. Części z nich rzeczywiście udaje się uratować pracując po wojnie dla Sowietów.

Flashback: Bormann i Gestapo Mueller na usługach Stalina - recenzja






Nicolai ma jednak pecha. W 1945 r. dobrowolnie zostaje na terytorium Niemiec okupowanym przez ZSRR. Liczy na to, że będzie cenny dla nowych panów. I rzeczywiście jest cenny, więc zostaje zgarnięty przez Smiersz i wywieziony do Moskwy. Umiera w 1947 r. w więziennym szpitalu na Butyrkach a jego prochy zostają wysypane na Nowym Cmentarzu Dońskim, czyli tam gdzie pozbywano się prochów tysięcy innych ofiar stalinowskiego terroru. Polityka płka Nicolaia sprowadziła na Niemcy największą klęskę w ich historii...

Ale to Niemców niczego nie nauczyło. Przez całą Zimną Wojnę wielu przedstawicieli niemieckich elit marzyło o powrocie do "starych, dobrych czasów" Rapallo czy Paktu Hitler-Stalin. Sowieci/Rosjanie mieli im pomóc w zdobyciu kontroli nad Europą i wypchnięciu z niej Amerykanów. Ta mentalność daje u Niemców coraz mocniej znać o sobie w ostatnich latach. Przykładem na to jest choćby przyznanie wizy "ze względu na interes państwa" Ludmile Kozłowskiej z Fundacji Otarty Odbyt i zaproszenie jej do wygłoszenia prelekcji w Bundestagu. Kozłowska ma głębokie powiązania z rosyjską branżą zbrojeniową a zaproszona do niemieckiego parlamentu została przez proputinowskiego deputowanego, który poparł aneksję Krymu przez Rosję. To też kolejny przykład na działania w praktyce golicynowskich nożyc - jedno ich ostrze stanowią agenci Putina a drugie liberalni globaliści w rodzaju agentów Sorosa. Wszyscy ze sobą świetnie współpracują jak w czasach Rapallo.

Skoro Niemcy dopuszczają się takich nadużyć przy przyznawaniu wiz rosyjskiej agenturze, to może my przyznamy wizy 2 mln bliskowschodnio-afrykańskim imigrantów "ze względu na interes państwa polskiego" i wyślemy ich do Niemiec, by zabawili się tak jak Sowieci w 1945 r.?

***

A w następnym odcinku przeniesiemy się do Czech. 

Everybody clap your hands!


sobota, 8 września 2018

Dies Irae: Zapomniany kraj




Ilustracja muzyczna: Meda, Sinan Hoxha - Kuq e Zi

Albania to dla sporej części Polaków biała plama na mapie, jakiś dziki kraj, w którym straszni islamscy fanatycy zjadają na śniadanie chrześcijańskie dzieci. Jeśli jednak Polak w końcu dociera do tej terra incognita, to często jest pozytywnie zaskoczony tym, że miejscowi to jednak spoko ludzie, przyjaźnie traktujący przybyszów i posiadający ciekawą kulturę, przechowującą indoeuropejskie tradycje, o których reszta Europy dawno zapomniała. Zaskoczenie bywa tym większe, że Albanki to śliczne dziewczyny, które nie noszą żadnych hidżabów. Wielkim paradoksem jest to, że naród (błędnie) uznawany za islamski jako swoich największych bohaterów czci dwóch katolików: Sakanderbega i Matkę Teresę z Kalkuty. Sama historia Albanii w trakcie drugiej wojny światowej jest dla nas wielką białą plamą. Ludzie czasem są jednak świadomi tego, że po wojnie aż do połowy lat 80-tych panował tam niewyobrażnalnie paranoiczny, stalinowski reżim, który odizolował Albanię nawet od reszty świata komunistycznego i upstrzył ją tysiącami bunkrów. Na czele tego reżimu stał Enver Hoxa. W tym odcinku serii Dies Irae rzucę nieco światła na to, jak ten reżim stworzył.



 Gdzie zacząć tę historię? Może 6 maja 1951 r w Paryżu?

Albański emigrant Sadic Premtaż wrócił właśnie z kina do mieszkania. Ledwo co włączył światło w przedpokoju, gdy zauważył wielkiego draba z toporkiem, który się na niego zamachnął. Premtaż szybko się uchylił a ostrze zamiast rozpłatać mu czaszkę, zdarło mu "tylko" płat skóry z głowy. Zaczął się bronić i jednocześnie wzywać pomocy. Napastnik uciekł. Premtaż w szpitalu powiedział później przyjaciołom, że rozpoznał w tym zbirze jednego z pracowników albańskiej ambasady. - Hodża i Szehu przysłali go tutaj, by mnie załatwić jak Trockiego! - stwierdził Premtaż. Analogie były oczywiste. Premtaż był bowiem założycielem albańskiej partii komunistycznej, który przeszedł na pozycje trockistowskie. Chciano go zlikwidować, bo zbyt dużo wiedział o przeszłości albańskiego stalinka - Envera Hodży.



Hoxha (pisownia jego nazwiska jako "Hodża" też jest dopuszczalna) rządził Albanią od listopada 1944 r., czyli od momentu, gdy komunistyczni partyzanci zdobyli Tiranę na Wehrmachcie.    Totalitarny "wódz" Albanii przez kolejne lata robił wszystko, by tuszować to, że miał mało "rewolucyjną" przeszłość.

 


W historii wiele razy się zdarzało, że wodzowie "rewolucji" bywali przedstawicielami burżuazji czy nawet feudałami. Fidel Castro był latyfundystą i wprowadzenie komunizmu na Kubie traktował zapewne jako sposób na wykończenie konkurencji i przejęcie całej kubańskiej gospodarki dla siebie i swojej rodziny. Lenina stać było na wojaże do szwajcarskich kurortów, bo jego matka była właścicielką pola naftowego w Baku. Pol Pot wywodził się z rodziny kupieckiej a jego siostra była konkubiną króla Kambodży. (Gdy odwiedzał ją w pałacu, znudzone młode dziewczyny z królewskiego haremu, masturbowały go.) Enver Hoxha był zaś synem bogatego kupca z miasta Gjirokaster położonego na południu Albanii. Nazwisko sugeruje posiadanie w rodzinie duchownych muzułmańskich. Rodzina Hodży należała do bektaszyckiego zakonu sufickiego. 
Zapewniła mu też dobre wykształcenie we frankojęzycznym liceum. Eqrem Libohova, twórca Banku Albanii, prowłoski polityk i dwukrotny premier załatwił młodemu Enverowi stypendium na uczelni we francuskim Montpellier.  Według Premtaża Hoxha wówczas dorabiał sobie jako żigolak uwodzący starsze Francuzki. Później pracował jako sekretarz albańskiego poselstwa w Brukseli.





Albania w latach 1928-1939 była autorytarną monarchią rządzoną przez króla Zoga I.  (Ahmeta Zogu). Zog stylizował się na Attaturku, zniósł w Albanii resztki prawa szariatu, wprowadził kodeks cywilny wzorowany na szwajcarskim i starał się modernizować kraj. Otworzył też Albanię na żydowskich uchodźców. Robił to początkowo w oparciu o Włochy, ale gdy zaczął szukać kontaktów z Brytyjczykami armia Mussoliniego, dokonała w kwietniu 1939 r. inwazji na Albanię. Opór Albańczyków był symboliczny, a kraj szybko przyłączono do Włoch. Co prawda dawni królewscy żandarni stworzyli pierwsze oddziały partyzanckie, ale większość Albańczyków była wierna faszystowskiej administracji kolaboracyjnej - rządowi kierowanemu przez Shefqeta Verlaciego. Kraj miał zresztą pod rządami Mussoliniego szeroką autonomię i się modernizował. Włosi obiecywali też przyłączenie do Albanii Kosowa i terenów Macedonii oraz Grecji zamieszkiwanych przez Albańczyków.



Co robili w tym czasie komuniści? Nic specjalnego. Przed wojną komunistami było paru inteligenckich patostreamerów z południa kraju, plus garstka emigrantów, w tym weteranów Brygad Międzynarodowych z Hiszpanii. Albańska partia komunistyczna została żałożona dopiero w listopadzie 1941 r. - i to z inicjatywy komunistów jugosłowiańskich. Oprócz Premtaża wyróżniał się w tym środowisku Mehmet Shehu, weteran z Hiszpanii (czyli człowiek sowieckich służb). Hodża był według Premtaża, głównie... dekownikiem, który swoimi intrygami wygryzał odważniejszych od siebie. Późniejszy wódz komunistycznej Albanii pracował dla włoskiej, faszystowskiej bezpieki i wystawiał jej dowódców partyzanckich - często swoich dawnych... kochanków. Sytuacja była tym dziwniejsza, że Hodża odstrzelił paru z nich z powodu kłotni o... dziewczyny. Widzimy więc, że wśród albańskich komunistów panował wówczas panseksualizm.




Jak przebiegały walki ruchu oporu według oficjalnej historiografii możecie przeczytać choćby w tym artykule: "10 lipca 1943 roku, w dniu lądowania wojsk alianckich na Sycylii, na konferencji w miejscowości Labinot pod Elbasanem zapadła decyzja o zorganizowaniu lewicowej Albańskiej Armii Narodowowyzwoleńczej (Ushtria National Çlirimtare) i jej Sztabu Generalnego. Komisarzem politycznym AAN został Enver Hodża, sekretarz generalny KPA, szefem sztabu zaś Spiro Moissiu (1900-1981), działacz komunistyczny, były oficer armii królewskiej. Wraz z powołaniem Armii podziemnej i jej Sztabu Generalnego przystąpiono do reorganizacji ruchu oporu przez tworzenie na całym terytorium kraju brygad partyzanckich. We wrześniu 1943 roku Albańska Armia Narodowowyzwoleńcza, dysponująca wówczas 30 tys. żołnierzy, wyzwoliła spod okupacji włoskiej większość terytorium kraju. (...) W końcowym etapie wojny z okupantem Albańska Armia Narodowowyzwoleńcza, składająca się z 8 dywizji (26 brygad) i podzielona na 3 korpusy, liczyła łącznie 70 tys. żołnierzy, mężczyzn i kobiet. Biorąc pod uwagę ówczesną liczbę ludności Albanii 1 mil. 200 tys., partyzanci albańscy stanowili 7% narodu. Należy przy tym zauważyć, że udział procentowy Albańczyków z kraju Skipetarów w walce narodowowyzwoleńczej był większy niż narodów w sąsiedniej Jugosławii.
Albania została wyzwolona spod ucisku faszystowskiego wyłącznie własnymi siłami. W odróżnieniu od innych państw europejskich, w oswobodzeniu ojczyzny górskich orłów, nie poległ ani jeden żołnierz wojsk koalicji antyhitlerowskiej. (...)
Po oswobodzeniu kraju Orlich Synów spod ucisku faszystowskiego, dwie dywizje Albańskiej Armii Narodowowyzwoleńczej (5 i 6), w liczbie 20.000 żołnierzy, uczestniczyły razem z oddziałami Jugosłowiańskiej Armii Narodowowyzwoleńczej w walkach z wojskami hitlerowskimi w Macedonii, Kosowie, Czarnogórze i południowej Bośni. Był to liczący się wkład Albańczyków we wspólne zwycięstwo narodów nad faszyzmem."




To tyle propagandy. Prawdy nigdy się pewnie nie dowiemy, bo ją bardzo skutecznie tuszowano. Ale należy się kilka słów wyjaśnienia. Komuniści nie byli bynajmniej jedyną organizacją ruchu oporu. Na północy i w Kosowie królował Front Narodowy - czyli Balli Kombetar.  Niemcy uważali balistów za główną siłę polityczną w kraju i w 1944 r. przekazali im władzę polityczną, by zabezpieczyć sobie tyły podczas ewakuacji sił z Bałkanów. Główne walki komuniści toczyli więc z albańską prawicą, która chwilowo wybrała "zychowiczowską opcję niemiecką". Opowieści o tym jak to albańscy komuniści wiązali siły "15 dywizji niemieckich i włoskich" to oczywiste bzdury. Czemu więc komuniści wygrali przeciw narodowcom? Głównie dzięki wsparciu, które dostawali od SOE i OSS. (W londyńskim Imperial War Museum są pamiątki po polskim agencie SOE - bodajże Michale Lisie, który pomagał komunistom w Albanii a jego brytyjski zwierzchnik miał ksywkę... "Trocki".) Przede wszystkim jednak siły komunistyczne zostały mocno zasilone przez żołnierzy z rozpadających się w 1943 r. włoskich wojsk. Nie tylko etnicznych Albańczyków. Włosi tworzyli m.in. Batalion im. Antoni Gramsciego (Karoń is triggered...). Na archiwalnych zdjęciach zresztą często trudno odróżnić partyzantów od włoskich żołnierzy...




Hodża zdobył co prawda władzę w Albanii dzięki hojnemu wsparciu Churchilla i Tity, ale oczywiście nie zamierza ich słuchać. Albania szybko staje się państwem wrogim wobec Zachodu, a do 1948 r. oficjalnie zrywa z Jugosławią. Projugosłowiański minister obrony Koci Xoxe zostaje rok później rozstrzelany a "titowska agentura" zmasakrowana. MI6 i CIA wspierają albańskich partyzantów - dawnych żołnierzy Balli Kombetar i lojalistów króla Zoga. Źle przygotowana operacja przez Franka Wisnera jest jednak całkiem transparantna dla Sowietów, dzięki Kimowi Philby'emu. Opór jest więc szybko złamany przez bezpiekę kierowaną przez Shehu. W kraju wprowadzany jest stalinowski reżim wraz ze wszelkimi jego "dobrodziejstwami": kolektywizacją, obozami koncentracyjnymi, obłędną walką z religią...



 Pod koniec lat 50. Mao podkupuje Albanię z rąk Sowietów. Hoxha nagle staje się maoistą i zajmuje sowiecką bazę okrętów podwodnych na południu Albanii. Przekazuje zdobyte okręty Chińczykom. Kraj pokrywa sieć tysięcy bunkrów a Albania staje się oficjalnie "pierwszym w 100 proc. ateistycznym państwem świata". Z Tirany Kazimierz Mijal nadaje maoistowskie audycje do Polski. Po śmierci Mao Hoxha uznaje jednak, że Chińczycy zdradzili komunizm i wpada w jeszcze większą paranoję.




W grudniu 1981 r. po sprzeczce z Hodżą Shehu zostaje zastrzelony we własnym łóżku. Oficjalnie zostaje to uznane za samobójstwo a ponieważ samobójcy są "wrogami ludu", na rodzinę ministra spadają represje. Hodża w swoich pamiętnikach wyjaśnia, że Shehu został przed wojną zwerbowany przez amerykańskie tajne służby, w Hiszpanii przez MI6, w 1940 r. we Francji przez Gestapo i włoski wywiad wojskowy SIM, a później jeszcze przez titoistów i sowieckie MGB. W 1982 r. grupa antykomunistycznych imigrantów dokonuje najpoważniejszej próby zamachu na Hodżę. To skądinąd jedyna taka próba. Hodża umiera śmiercią naturalną w 1985 r.  i zostaje pochowany w betonowej piramidzie w Tiranie. Jego następcy przeprowadzają przyspieszoną destalinizację, demaoizację i pierestrojkę. Pomnik Hodży w centrum Tirany zostaje obalony przez studentów a jego miejsce zajmuje pomnik Skanderbega. Dzisiaj Albania jest jedynym krajem na świecie, w którym stoi pomnik George'a W. Busha...



***
A w przyszłym odcinku serii Dies Irae o prawdziwym architekcie paktu Hitler-Stalin...

Everybody clap your hands!

***

To, że Bob Woodward napisał "skandalizującą" książkę o Białym Domu Trumpa nie powinno nas dziwić, bo to koleś z samego serca Głębokiego Państwa. Woodward to porucznik wywiadu marynarki wojennej, który poszedł do dziennikarstwa prosto ze służb. I oczywiście od razu zaczął pisać śledcze "hity". Jego ojciec był skorumpowanym sędzią pracującym wcześniej zarówno dla wywiadu armii jak i marynarki wojennej. Tuszował jedną ze spraw związanych z Watergate.  Samo Watergate, jak już pokazał choćby Len Kolodny w książce "The Silent Coup" było puczem tajnych służb przeciwko Nixonowi. Woodward w 1987 r. przebrany za księdza odwiedził w szpitalu umierającego szefa CIA Billa Caseya, by dopilnować, czy Casey nie piśnie niczego w sprawie Iran Contra. Teraz nam wciska w swojej książce kit, że generałowie Mattis i Kelly pod nazwiskiem nazywali swojego szefa idiotą. Oczywiście ci generałowie mogą tak prywatnie myśleć, ale żaden z nich nie jest przecież na tyle głupi, by to powiedzieć gumowemu uchu Woodwardowi. Kelly więc już zjebał jego książkę.

Na prowokację wygląda również list zamieszczony w "New York Timesie" , napisany rzekomo przez wysokiej rangi oficjela z administracji Trumpa, przyznającego się do tego, że jest członkiem "ruchu oporu" sabotującego działania prezydenta. Oczywistością jest, że takich kretów jest sporo. Choćby ci wszyscy kolesie i panienki odziedziczeni po Obamie i Bushu w NSC.  Żaden z nich jednak zapewne nie napisałby listu mówiącego "tak, infilturujemy administrację". No chyba, że byłaby to infiltracja w stylu Wydawnictwa Piwnicznego... :)

Mamy więc zapewne do czynienia z działaniami dezintegrującymi. To idealny sposób na to, by skłócić Trumpa z nielicznymi lojalnymi mu ludźmi. Trwają teraz spekulacje, kto list napisał. I często jest wskazywany Mike Pence. Ktoś robi tutaj podkładkę pod kryzys konstytucyjny.

Pozostaje jednak pytanie: czemu Głębokie Państwo tak nienawidzi Trumpa? Skoro to jakoby rzekomo taki idiota z umysłem dziesięciolatka dający się wszystkim urabiać, to po co tyle wysiłków, infliktracji, prowokacji?

Oglądałem ostatnio na HBO film dokumentalny poświęcony senatorowi McCainowi. Film został nakręcony na kilka miesięcy przed jego śmiercią. Pokazywano w nim m.in. kampanię prezydencką z 2008 r. McCain wówczas na wiecach... chwalił Obamę. Nie chciał wygrać.

Ponoć prowokator QAnon przewidział datę śmierci McCaina. Senator zmarł na ten sam rodzaj raka mózgu jak dokładanie 9 dni wcześniej senator Ted Kennedy i syn wiceprezydenta Bidena (który zbyt wnikliwie ścigał pewną grupę pedofili). Gubernator John Kasich przejęzyczył się w TV i powiedział, że John McCain "was put to death".  W każdym bądź razie na jego pogrzeb zleciało się mnóstwo sępów, łącznie z Humą Abedin.  

Everybody clap your hands!