sobota, 7 lutego 2026

Sabatajska Organizacja Widmo, której częścią był Jeffrey Epstein

 


"Moja babka była nazywana "Czarną Dziurą Białegostoku". Obsługiwała wszystkich: Kozaków, Czarnych Rosjan, Białych Rosjan, a nawet Wehrmacht, wszystkich i każdego, kto chciał i mógł zapłacić.".

Jeffrey Epstein

Zanim przejdę do istoty sprawy, chciałbym zwrócić uwagę na to, by zachować w niej pewną dozę sceptycyzmu. Nie każdy, kto występuje w dokumentach dotyczących Epsteina, był jego znajomym - wiele wzmianek to często skutek tego, że w mailach pojawiały się linki i załączniki z artykułami prasowymi dotyczącymi znanych osób. Nie każdy, z kim Epstein mailował był jego bliskim znajomym. Nie każdy, kto znał Epsteina uczestniczył w jego imprezach. Nie każdy z uczestników tych imprez uprawiał na nich seks ze ściągniętymi tam dziewczynami. (Trudno sobie wyobrazić by to robił Steven Hawking...) 

Nie każda z tych dziewczyn była nieletnia - wiele z nich było całkiem dojrzałymi panienkami do towarzystwa, modelkami czy influencerkami, które ostro konkurowały o to, by móc bawić się z miliarderami. Część z nieletnich dziewczyn kłamała o swoim wieku, a prostytuowała się z własnej woli. Cała afera Epsteina zaczęła się przecież od bójki w szkole dwóch siedemnastolatek - jedna nazwała drugą "kurwą", bo tamta chwaliła się udziałem w tych przyjęciach. Część z nich doskonale się bawiła w towarzystwie Epsteina i jego gości, a później odgrywała ofiary. (Jedna z tych dziewczyn twierdziła, że była "molestowana", bo dotykano jej dłoni!) W internecie krąży też wiele fejków - takich jak wygenerowane przez AI zdjęcia Epsteina z młodym Zohranem Mamdanim (prawdą jest jednak to, że Epstein miał okazję poznać jego matkę), czy też wrzutki o bytności Tony'ego Hawka na Wyspie. Niektóre zdjęcia okazały się źle zinterpretowane - na przykład Brett Ratner, reżyser "Melanii", stwierdził, że na imprezie u Epsteina przytulał się do swojej narzeczonej. Nie naśladujmy więc silniczków i nie rzucajmy się jak te bezmózgi na każdego fejka wygenerowanego w internecie. Nie powtarzajmy też feministycznej paranoi MeeToo, która niszczyła życiorysy niewinnym ludziom i purytańsko dewastowała popkulturę.

Oskarżenia o pedofilię i rytualne mordy na dzieciach to sprawa śmiertelnie poważna. I potrzeba tutaj sporo rozsądku w ocenie poszlak i dowodów. Pojedynczy email od Epsteina dotyczący filmu z "torturami" wcale nie jest mocnym dowodem - mógł dotyczyć filmu na, którym klient okłada szpicrutą po tyłku luksusową prostytutkę i leje jej wosk na sutki. Mamy w aktach Epsteina też drastyczne zeznania mówiące o tym, że George H.W. Bush zgwałcił chłopca i pociął go mieczem. Tyle, że Bush Sr. miał wówczas ponad 80 czy nawet 90 lat, był chory na Parkinsona i od 2012 r. używał wózka inwalidzkiego. Mamy wzmiankę o 9-letniej dziewczynce zgwałconej przez byłego brytyjskiego premiera Gordona Browna. Skoro jednak Epstein miał rzekomo film z tej zbrodni, to czemu wraz z Peterem Mandelsonem trudził się organizując piramidalne spiski mające na celu obalenie Browna w końcowych kilku miesiącach jego rządów? Czemu nie zagroził mu użyciem tak mocnego narzędzia szantażu? Jedno z zeznań mówi, że Trump zmusił 13-latkę do seksu oralnego, inne, że wsadzał nieletnim palce do wagin sprawdzając jak są ciasne. Ochroniarz Trumpa miał też grozić jednej z ofiar, że jak będzie za dużo gadała, to zakopie ją na polu golfowym "razem z resztą głupich cip". Skoro Trump się tak zachowywał na imprezach u Epsteina, to czemu Epstein wraz z Bannonem i Michaelem Wolffem nie wykorzystali takich materiałów, a spiskowali, by wykorzystać przeciwko prezydentowi sprawę Stormy Daniels, licząc na rozpad jego małżeństwa? (Miliarder Reid Hoffman, który finansował prawników E. Jane Caroll w lipnych oskarżeniach Trumpa o gwałt też był związany z Epsteinem.) W innych miejscach są natomiast wzmianki o tym, że Trump nie korzystał z masaży u Epsteina a gdy Ghislaine Maxwell przyprowadziła mu panienkę, to "do niczego nie doszło" (ku rozczarowaniu Epsteina). Do roli Trumpa w tej sprawie jeszcze wrócę, ale weźmy pod uwagę to, że odsetek chorych psychicznie jest wśród białych kobiet zatrważająco wysoki, a niektóre z nich dla chwili sławy zrobią wszystko - łącznie z powielaniem znalezionych w necie opowieści o satanistyczno-pedofilskich orgiach z udziałem elit. (Niejaki pan Gomez regularnie składa pozwy przeciwko celebrytom, twierdząc, że jest ojcem piosenkarki Seleny Gomez i że celebryci gwałcą Selenę w różnych konfiguracjach. Raz nawet Jay-Z miał wsadzić panu Gomezowi racę w tyłek i odpalić ją śpiewając kawałek "Firework" Katie Perry.) Jedno z zeznań mówi, że Epstein palił żywcem dziewczynki używając do tego...  gigantycznej lupy. Część z tych opowieści może być też celową dezinformacją mającą ośmieszyć i doprowadzić sprawę do absurdu, a przede wszystkim odciągnąć uwagę opinii publicznej od rzeczy kluczowych. A co jest w sprawie Epsteina kluczowe? Bynajmniej nie to, że Bill Gates zaraził się czymś od rosyjskich prostytutek, przekazał to swojej byłej żonie Melindzie i zastanawiał się jak jej skrycie podać antybiotyki. 

Kluczowe było to, że Epstein był częścią organizacji działającej płynnie pomiędzy obiema stronami dawnej i obecnej Żelaznej Kurtyny. Był człowiekiem łączącym agencje wywiadowcze różnych bloków geopolitycznych.

Epstein korzystał z samolotów CIA już od lat 80-tych. Jedna z tych maszyn była wcześniej wykorzystywana w programie tajnych więzień. Epstein sprzedawał broń Chomeiniemu w ramach afery Iran-Contra. Gdy był traderem na Wall Street, wiązano go z bankiem BCCI.

Epstein był też powiązany z izraelskimi tajnymi służbami. Nie tylko dlatego, że paradował w koszulce IDF.  Miał współpracować z Mossadem w Dubaju przy zabójstwie wysokiej rangi hamasowca. Bardzo blisko znał się z byłym premierem Ehudem Barakiem, który w latach 1983-1986 był szefem Amanu (izraelskiego wywiadu wojskowego), a w latach 1991-1995 szefem sztabu generalnego Izraela. Co ciekawe, premier Netanjahu twierdzi, że te związki wskazują, że Epstein działał "przeciw Izraelowi", bo Barak jest obecnie jednym z liderów opozycji :)  Są nagrania mówiące, jak Epstein radzi Barakowi zacieśniać więzi z sektorem prywatnym - w tym z Palantirem. Są ich wspólne interesy w Rosji i spotkania Baraka z Putinem. Podczas jednego z nich miał namawiać rosyjskiego tyrana, by kilka milionów Ruskich więcej przyjęło judaizm i skolonizowało Izrael, jeszcze mocniej rusyfikując i sowietyzując to państwo. To kwalifikowało się jako zdrada narodowa! To Barak miał szkolić Epsteina na szpiega. Co ciekawe, w latach 80-tych miał wykorzystywać Roberta Maxwella, ojca Ghislaine, do ukrywania swojej brudnej kasy w... sowieckich bankach. Według maili Epsteina, Maxwell został później zabity przez Mossad, bo szantażował tę agencję, domagając się 400 mln USD.

Z dokumentów sprawy Epsteina wiemy również, że miał on dużo podejrzanych koneksji w Rosji. Chciał doradzać Putinowi jak postępować z Trumpem i jak przebudować globalny system finansowy. Putin sam też wyrażał chęć spotkania się z Epsteinem - nic dziwnego, wszak Litwinienko zginął dlatego, że ujawnił to, że Putin jest pedofilem lubiącym małych chłopców.  Epstein miał związki z Siergiejem Bieliakowem, gostkiem z FSB od Forum Ekonomicznego w Sankt Petersburgu. Modelek na przyjęcia dostarczała mu agencja putinowskiej aktywistki. Ponadto jedna z kochanek Epsteina prawdopodobnie była białoruską agentką. Stąd przekonanie części funkcjonariuszy służb wywiadowczych, że Epstein dostarczał rosyjskim służbom materiału do szantażu na zachodnich polityków. 

Wiadomo, że aspekt szpiegowski miała sprawa lorda Petera Mandelsona, grożąca upadkiem rządowi Keira Starmera (który też się pojawia w dokumentach w kontekście ochrony pedofilów - Starmer był prokuratorem i oskarżano go o bezczynność w sprawie Jimmy'ego Saville'a). Mandelson miał dostarczać Epsteinowi tajnych dokumentów rządowych. Wcześniej, jako unijny komisarz zajmował mocno prorosyjskie i prochińskie stanowisko. W młodości był on członkiem Ligii Młodych Komunistów. Nie ukrywał się też ze swoją gejowską orientacją.  Epstein pisał, że Mandelson de facto rządził Wielką Brytanią przez 13 lat. Wspominał też o układach pomiędzy Mandelsonem, Starmerem i Rishim Sunakiem. Epstein miał być na orgii razem z Tonym BlairemJeden z byłych brytyjskich premierów miał też być w trójkącie z Ghislaine.

We Francji Epstein miał robić interesy z Macronem. Przy okazji przytoczono plotkę, że Dominique Strauss-Kahn wrobił się w tę aferę z próbą gwałtu, bo myślał, że hotelowa pokojówka jest panienką, którą sobie wcześniej zamówił. 

W Norwegii Epstein był blisko związany z Thorbjornem Jaglandem, byłym socjalistycznym premierem, długoletnim szefem Komitetu Noblowskiego (to on załatwił Nobla Gore'owi, Carterowi i Obamie), jednym z najbardziej prorosyjskich polityków w Europie. Był też pośrednikiem między Epsteinem a Rosją. Z jakiegoś powodu Epstein zostawił w spadku kilka milionów dolarów dzieciom norweskich dyplomatów negocjujących Porozumienie z Oslo (tworzące Autonomię Palestyńską). Epstein imprezował także z norweską i szwedzką księżniczką. Spekuluje się, że był prawdziwym ojcem norweskiego "bonusowego księcia" oskarżanego o gwałty


Polskie wątki tej sprawy dotyczyły nie tylko modelek. Polak o nazwisku Janusz Banasiak miał być bowiem numerem 3 w jego organizacji. Zarządzał nieruchomościami Epsteina i wypłacał kasę modelkom ściąganym na jego przyjęcia. Sąsiadem Epsteina był Wojciech Fibak - w latach 90-tych wiązany z aferą ekskluzywnego burdelu dla francuskich elit. Epstein korespondował z polską modelką Marianną Schreiber Idźkowską, której kupował bilety lotnicze. Chciała ona, by Epstein sfinansował jej studia, a on pisał , że Collegium Civitas to słaba uczelnia :) Ogólnie można uznać, że cały ten seksualny biznes Epsteina był przykładem żydowsko-słowiańskiej kooperacji - przypominającym "Ziemię obiecaną" Reymonta.

Polskie libtardy niedawno zaś się podniecały tym, że powiązany z rosyjskimi służbami Epstein, odrzucał "spiskową teorię" o Smoleńsku. Okazuje się jednak, że podsyłano mu też linki dotyczące posmoleńskiej pracy "seryjnego samobójcy". 

Co ciekawe, w dokumentach jest wyciąg pokazujący transfery do kogoś o nazwisku "Sikorski". Kasa szła przez fundusze w arabskich monarchiach do Warszawy. Jak myślicie, kto to mógł być? Lajcak, doradca ds. bezpieczeństwa narodowego słowackiego premiera Fico, już poleciał za związki z Epsteinem...

W dokumentach sprawy Epsteina jest sporo o jego związkach z elitami państw islamskich. Blisko znał się choćby z przywódcą ZEA Mohammedem bin Zajedem, który dostarczył mu m.in. ... dywany okrywające wcześniej Kaabe w Mekce. Komunikował się z katarską rodziną monarszą w sprawie Bractwa Muzułmańskiego. Jest tam pogłoska, że Khashoggiego kazał zabić Mohammed bin Zajed, by wrobić w to saudyjskiego księcia korony Mohammeda bin Salmana. Epstein potrafił też wyciągać ludzi z assadowskich więzień (ale chyba nie Repetowicza...) i miał okazję spotkać się z irańskim prezydentem Mahmudem Ahmadinedżadem. To kolejny dowód na to, jak sprawnie przenikał on granice bloków geopolitycznych.


Powyżej: notowania bitcoina poruszają się w kilkuletnich cyklach. Komuś udało się trafić dokładnie w datę dzienną rekordu. Możecie sobie obliczyć, kiedy będzie dołek i kolejny szczyt. Ten, kto znał ten mechanizm od samego początku, mógł zarobić gigantyczną kasę.

Wiemy też, że Epstein na tyle interesował się kryptowalutami, że niektórzy podejrzewają, że był Satoshim Nakamoto, czyli twórcą bitcoina. Jego wsparcie finansowe przyczyniło się do rozwoju kryptowalut na wczesnym etapie ich rozwoju. Epstein miał też związki z pomysłem wprowadzenia mikrotransakcji w grach. Sam był gamerem. Stracił konto na Xboxie, bo wyzywał innych graczy od "czarnuchów". Wykorzystywał też prywatne wiadomości w grach online jako system komunikacji.


Szok wywołało wyjście na jaw związków Epsteina z założycielem 4chanowego forum /pol/, które mocno przyczyniło się do nazyfikacji amerykańskiej młodzieży. Okazuje się, że prywatne poglądy Epsteina często były zbieżne z poglądami typowego użytkownika 4chana. Twierdził m.in., że "im więcej czarnuchów, tym więcej morderstw" i miał obsesję na punkcie genetycznego zmodyfikowania Murzynów, tak by podnieść im IQ. Ściśle przestrzegał też zasady mówiącej, "żadnych czarnych dziewczyn" na jego przyjęciach.  Co ciekawe, Ghislaine była moderatorką... Reddita.

Pamiętajmy też, że Epstein był jednym z promotorów kariery Bannona, czyli kolesia, który fałszywie przypisał sobie zasługi za wygranie kampanii wyborczej Trumpa w 2016 r., a później sabotował jego administrację, m.in. będąc głównym źródłem dla pełnej przekłamań książki Michael Wolffa (również związanego z Epsteinem). Bannon próbował też być animatorem europejskiej prawicy narodowej, ale raczej słabo mu to poszło. W aktach Epsteina są jego wspólne fotki z Noamem Chomsky'm, byłym współpracownikiem Departamentu Obrony USA, który stał się guru zjebanej lewicy. Chomsky w rozmowach z Epsteinem przyznawał m.in., że wenezuelskie komuchy same sprowadziły kryzys gospodarczy na swój kraj.

Wiemy, że Epstein był z wielu powodów zły na Trumpa. Dokumenty ze śledztwa bardzo mocno uprawdopodobniają tezę mówiącą, że Trump był informatorem FBI działającym przeciwko jego organizacji. W 2016 r., po wygranych przez Trumpa wyborach pisałem, że "FBI wygrała z CIA" - wszak zachowanie Biura w kwestii mailów Hillary Clinton mocno przyczyniło się do jego zwycięstwa. Jeśli Trump był informatorem FBI, to powinniśmy inaczej spojrzeć na jego związki z mafią, rosyjskimi oligarchami, arabskim kapitałem oraz IRA.  Ta cała "Russiagate", to nie tylko zemsta CIA i demokratów, ale też częściowo sposób służb na zatuszowanie związków Trumpa z FBI. Baj de łej: w filmie dokumentalnym "Melania" widać, że Joe Biden bardzo dobrze się bawił na zaprzysiężeniu Trumpa (w odróżnieniu od wyraźnie nabzdyczonej Kamali), a Trump mu okazywał sporo ciepła. Jest tam scena z samego momentu zaprzysiężenia, gdy Biden przyciąga do siebie ręką blondwłosą Tiffany Trump, niemal się do niej przytulając i uśmiechając się w charakterystyczny dla siebie sposób :) 

Prawdziwą bombą były jednak maile wymienione przez Epsteina z Arianną Rothschild. Nie tylko dlatego, że wspomina ona o swoich "filmach z dziewczynami". Rotszyldówna w jednym z maili zażartowała sobie, że młody Hitler mieszał w Wiedniu w schronisku (dosyć luksusowym - młody Hitler miał w nim własny pokój z łazienką i światłem elektrycznym - przed I wojną światową! - a także dobrze wyposażoną bibliotekę) sfinansowanym przez Rotszyldów i Epsteinów. (Jak podają źródła żydowskie: "Epstein Józef (1795 Warszawa – 1876) – bankier, filantrop. Epstein był synem kupca Jakuba oraz Henrietty Glikson. Odbył praktyki w bankach niemieckich. Po powrocie do Warszawy podjął pracę w Komisji Przychodów i Skarbu. Od 1825 r. był doradcą przy Komitecie do Spraw Starozakonnych. Od 1836 r. prowadził własny bank dzięki wsparciu finansowemu rodziny Rotszyldów. Należał do loży wolnomularskiej Bracia Polacy Zjednoczeni. (...) W 1870 r. sprzedał swój bank Bankowi Handlowemu i wyjechał." Myślę, że Gershom Braun powinien zmienić nazwę swojej partii na "Bracia Polacy Zjednoczeni" :) Arianna Rothschild stwierdziła również, że... jej rodzina wspierała Hitlera. I że robiła, to by doprowadzić do "destrukcji".

Czytając dokumenty sprawy Epsteina, nie da się uniknąć wrażenia, że ten koleś wpisywał się w każdy, najgorszy antysemicki stereotyp. Słowo "goyim" występuje w jego mailach niezliczoną ilość razy. Epstein przedstawia się jako "super-Żyda", mającego 650 żydowskich krewnych i określa "gojowskich" celebrytów zafascynowanych judaizmem i kabałą - takich jak stara rura Madonna - jako "bydło". Żartuje sobie o predyspozycjach Żydów do robienia pieniędzy. W jednym z maili w ciekawy sposób wypowiadał się o religiach chrześcijańskich. Tradycyjny protestantyzm określił mianem "żywego trupa", zjechał zlewaczałe nurty protestanckie, pisał o ewangelikanizmie jako "przejętym przez Żydów", wspominał, że mormonizm to jego ulubiona religia chrześcijańska, a o Kościele katolickim wspominał, że to "najgorszy wróg, którego próbujemy zinfiltrować od dekad". Takich wątków nie wymyśliłby nawet Leszek Bubel wspólnie z Henrykiem Pająkiem!

Ogólnie można odnieść wrażenie, że Epstein był ważną częścią jakiejś międzynarodowej grupy działającej płynnie na styku tajnych służb z różnych stron Żelaznej Kurtyny. Przypominało to wizję nakreśloną przez Douglasa Reeda w "Strategii Syjonu" mówiącą o właśnie takiej grupie wpływającej na politykę obu supermocarstw w trakcie Zimnej Wojny. (Reed mylił się jednak, że owa grupa chciała doprowadzić w 1956 r. do wojny jądrowej.) A jak myślicie, skąd się wziął u Iana Fleminga , funkcjonariusza brytyjskich służb, pomysł Organizacji Widmo? Puszczał on oko do czytelnika, czyniąc Le Chiffre'a - złoczyńcę z "Cassino Royale" (jego najbardziej osobistej książki) ocalałym z Holokaustu. 

Opowieści o pedofilskich orgiach u Epsteina, jego maile na tematy religijne i korespondencja z Rotszyldówną dotycząca Hitlera, jego dziwne związki z arabsko-islamskimi elitami (dywany z Kaaby wykorzystywane później pewnie co celów rytualnego seksu!) sugerują, że Epstein był sabatajczykiem. Wpisywał się w mroczny, ezoteryczny nurt istniejący co najmniej od XVII w., jeśli nie od drugiej lub pierwszej świątyni jerozolimskiej. To, że nazwał jedno ze swoich kont "Baal" nie było pewnie przypadkowe. To, że współzakładał wspierające antysemityzm i neonazizm forum /pol/ też wpisywało się w jego sabatejską tożsamość. Myślę też, że nieprzypadkowo tak otwarcie pisał o tym wszystkim w swoich mailach - on wręcz liczył na to, że gdy wyjdą na jaw podsycą one antysemickie teorie spiskowe i będą stymulować proces nazyfikacji amerykańskiej młodzieży.

Wasz Ulubiony Autor opisał w "Demonach nazistów" m.in. wizytę w Wewelsburgu ("sanktuarium Himmlera") płka Michael Aquino, przywódcy satanistycznej Świątyni Seta i zarazem eksperta od wojny psychologicznej. Aquino napisał książkę o wojnie psychologicznej wspólnie z innym weteranem Wietnamu - generałem Paule E. Vallelym, który jest jednym z członków władz organizacji Turning Point założonej przez Charliego Kirka. Kumpel satanisty jest więc jednym z współtwórców ideologii amerykańskiego "chrześcijańskiego nacjonalizmu". Vallely napisał również książkę wspólnie z innym weteranem Wietnamu - generałem Thomasem McIrneyem, będącym tak jak on wielkim zwolennikiem QAnona. Jednym ze studentów płka Aquino miał być natomiast znajomy Vallely'a i McIrneya - weteran wojny przeciwko terroryzmowi - gen. Michael Flynn, prawdopodobnie stojący za ruchem QAnon. Teraz akurat tak się składa, że taki lewar jak Bill Macher przyznaje, że część teorii spiskowych QAnona o globalnych elitach pedofilsko-satanistycznych była prawdziwa. 

Prawdziwe okazują się też inne teorie spiskowe. W jednym z maili Epstein pisze o grupie o nazwie "Zodiac" zajmującą się UFO w tajnych służbach USA. Władze "Zodiaka" mają się składać z 12 ludzi, tak jak grupa Majestic-12. Ze znanym fizykiem Deepakiem Choprą Epstein rozmawiał o programach CIA dotyczących "zdalnego widzenia". W dokumentach sprawy Epsteina jest też ponoć mail od Hillary Clinton mówiący o odkryciu w Iraku "komory rezurekcyjnej Gilgamesza".  (Grobowiec Gilgamesza został odkryty w 2003 r. przez niemieckiego archeologa w Iraku, ale szybko to odkrycie zatuszowano.) WTF? Czemu ona się interesowała tą sprawą?

Sprawa Epsteina wykazała więc prawdziwość wielu teorii spiskowych - poza chyba tą o płaskiej Ziemi.

Pojawiają się też teorie, że Epstein żyje - wszak "podmieniono" jego ciało w transporcie z więzienia, a niedawno ktoś w Izraelu grał z jego konta w różne gry (ponoć jakiś dowcipniś użył tej samej nazwy konta gamemingowego). Jeśli Alex Jones mówi, że Epstein żyje, to chyba jednak powinniśmy mu wierzyć, bo bardzo wiele z tego, co mówił Alex okazywało się prawdą.

***

A teraz wyobraźcie sobie, co czuje Czarzasty słysząc w środku nocy nisko lecące śmigłowce i spowolnioną "Macarenę" :)))))

(Wiem, striggerowałem tym żartem koalicję postkomuchów, silniczków i brauniarzy. Ciekawych czasów dożyliśmy - Gershon Braun, autor "Towarzysza Gejnerała" wypowiada się ciepło o potomku konwertyty  Mośka Millera i chce umieścić na listach senackich MOnisię Jarucwelską  - rozwalając w zarodku ideę prawicowego paktu senackiego. Czy jego zwolennicy będą tolerować to sabatejskie pajacowanie swojego guru czy też usłyszą kiedyś od niego - wzorem Engelgarda - że Brystygierowa była w sumie OK, bo "się nawróciła"? Co ciekawe "turbokatolik" Braun ma w swojej trzódce nie tylko byłego wydawcę "Odali" Mateusza Piskorskiego, ale też samozwańczego satanistę Różala.) 

***

Po dłuższej przerwie (związanej z dużą ilością lektur i pisania) wróciłem do bloga z recenzjami. A tam m.in. "Służby specjalne" Piotra Woyciechowskiego - m.in. z wątkiem o pedofilu w kierownictwie Agencji Wywiadu, "Śpiące psy" Marka Świerczka - mocna rzecz o nędzy późnej SB/wczesnego UOPu i esbeku-alkoholiku rzuconym na wabia przez Ruskich, by ukryć głębiej zakonspirowaną agenturę w polskojęzycznych służbach, a także "Drzazgę" Tomasza Zyśko - historię rodem z Quentina Tarantino o polskiej, partyzanckiej wojnie domowej na lubelskiej prowincji.

***

Za chwilę odezwą się w komentarzach zjeby mające pretensję, że nie siedziałem przed kompem kilka godzin dłużej i nie omówiłem 50 innych wątków z maili Epsteina i miliona innych wydarzeń na świecie (ludziska! od tego jest moje konto na X-ie!), więc tuszuję aferę Epsteina, a poza tym, że jestem Żydem, bo źle się wyrażam o Hitlerze i rebe Braunie... 3,2,1...

sobota, 31 stycznia 2026

Styczniowe burze (geo)polityczne

 


W czasie uwaga świata skupiała się na śmierci jakiegoś lewackiego cucka w Minneapolis (takim shitholu trochę przypominającym Donbas), w Pekinie prawdopodobnie doszło do próby zamachu stanu. 
Ponoć generałowie Zhang Youxia i Liu Zhenli chcieli aresztować Xi Jinpinga w jednym z pekińskich hoteli. Ich plan jednak wyciekł, Xi w porę się ewakuował, a w hotelu doszło do strzelaniny pomiędzy żołnierzami tych generałów a ochroniarzowi Xi Jinpinga. Czy do tego rzeczywiście doszło? Tego nie wiemy. W każdym bądź razie chińskie trolle w necie zamilkły na kilka dni - tak jakby nagle zmieniono im zwierzchników.  Wiadomo, że dwóch wspomnianych generałów aresztowano i był to początek większej czystki w ChALW. Zhang został oskarżony o korupcję oraz przekazywanie Amerykanom chińskich tajemnic nuklearnych - co jest pewnie typową lipą na potrzeby czystki. Zhang był wiceprzewodniczącym Centralnej Komisji Wojskowej i de facto najwyższym rangą dowódcą wojskowym w ChRL. To również jeden z nielicznych chińskich generałów mających jakiekolwiek doświadczenie bojowe - był weteranem wojny z Wietnamem w 1979 r. To, że nie udała mu się akcja z próbą pojmania Xi Jinpinga stawia jednak pod dużym znakiem zapytania jego umiejętności dowódcze. Dlaczego zdecydował się na taki krok. "By ratować Partię i kraj" przed Xi Jinpingiem. Ponoć nie podobało mu się, że Xi chciał uczynić swoim następcą jednego ze swoich nieślubnych synów. Generał Zhang ponoć też spierał się z Xi w kwestii przygotowań do inwazji na Tajwan. Xi domagał się, by siły zbrojne były gotowe na tą operację już w 2027 r., Zhang wskazywał, że realną datą będzie 2035 r.


Czy czystka zdoła osłabić Chińską Armię Ludowo-Wyzwoleńczą, czy jednak ją wzmocni promując młodszych, lepiej przygotowanych oficerów na stopnie generalskie? Trudno powiedzieć, zwłaszcza jeśli głównym kryterium awansu będzie lojalność ideologiczna. Wygląda jednak na to, że Xi uparł się, by siły zbrojne przeprowadziły w ciągu kilku lat inwazję na Tajwan - nawet jeśli nie będą na to gotowe. Taka operacja - desant morski i powietrzny na Formozę -  może się skończyć dla ChRL olbrzymią kompromitacją militarną. Xi może jednak się łudzić, że Wyspę uda się zdobyć szybko, zanim nadejdzie odsiecz z USA i Japonii. Dużo bezpieczniejszą opcją byłaby blokada morska, ale ona wymusiłaby próby jej przełamania przez US Navy i Japońskie Morskie Siły Samoobrony, a to zepchnęłoby świat na skraj wojny nuklearnej. Nie dziwie się więc, że generał Zhang próbował zapobiec takiemu scenariuszowi.

Na niekorzyść Chin działa to, że w ostatnich tygodniach USA przyspieszyły demontaż ich systemu sojuszniczego. Po Wenezueli (gdzie wypuszczani są więźniowie polityczni siedzący od czasów Chaveza), przyszła pora na blokadę naftową Kuby (której może starczyć ropy na kilkanaście dni), utratę Kanału Panamskiego przez Chińczyków oraz na uderzenie na Iran. Mieliśmy do czynienia w ostatnich dniach z dalszą koncentracją amerykańskich sił w regionie. Gen. Shlomi Binder, szef Amanu (izraelskiego wywiadu wojskowego) przedstawił władzom USA oraz Izraela krytyczne dane i stwierdził, że atak stanowiłby szansę, która mogłaby się nie powtórzyć przez wiele lat.  Oficjalnie Arabia Saudyjska, ZEA, Katar i Azerbejdżan zadeklarowały, że nie pozwolą USA skorzystać ze swojej przestrzeni powietrznej do ataku na Iran. Te oświadczenia mają jednak przede wszystkim przekonać Iran, by nie dokonywał uderzeń odwetowych na cele położone na ich terytorium. Tymczasem saudyjski minister obrony stwierdził, że jeśli USA nie uderzą, to irański reżim stanie się silniejszy. Kilka państw arabskich dostarczyło Amerykanom dane dotyczące celów w Iranie. Wsparcia wywiadowczego Amerykanom udzielili też Brytyjczycy i Francuzi, a brytyjskie, niemieckie, włoskie i hiszpańskie samoloty transportowe przerzucały coś do regionu - pogłoski o "śmierci NATO" po raz kolejny okazały się bardzo przesadzone.

Kwestią otwartą jest sama data ataku. Były przecieki mówiące, że dojdzie do niego w niedzielę nad ranem. Zapewne jednak potrzeba jeszcze kilku dni na przygotowania. Zwłaszcza jeśli ma to być atak dekapitacyjny na dużą skalę. Zapewne znów będziemy też oglądać filmy z "fajerwerkami" nad Izraelem, ale bierzmy pod uwagę, że Iran nie jest obecnie znacząco silniejszy niż był w czerwcu 2025 r.

Zamieszanie w Pekinie i niepewność, co do losów irańskiego sojusznika mogły wpłynąć na przyjęcie przez Rassiję oferty rozejmu "energetycznego". Bierzmy jednak pod uwagę też to, że Rosja traci na froncie po 1 tys. żołnierzy dziennie i po ponad 30 tys. miesięcznie. Ukraińcy deklarują, że mogą zwiększyć to do 50 tys. miesięcznie, tak by całkowicie utylizować frontowe uzupełnienia. Z nimi jest coraz gorzej, o czym świadczy choćby to, że wysyłani do ataku są inwalidzi, rekruci karani są w drastyczny sposób, a w szeregach armii rosyjskiej coraz częściej można zobaczyć Afroziomali. Istna Czarna Sotnia! (Niektórych z nich Ruscy posyłają do ataków samobójczych z przytroczonymi minami przeciwpancernymi.) W ciągu ostatnich dwóch lat Rosja zdobyła 1 proc. terytorium Ukrainy, tracąc 500 tys. zabitych i rannych. Rosyjskie wojska zdobywały dziennie na odcinku Czasiw Jar 15 m terenu, w Pokrowsku 70 m, a najwięcej w Hulajpolu - 297 m. Specjalna Operacja Wojskowa na Ukrainie trwa już dłużej niż wojna niemiecko-sowiecka. Rosyjska armia straciła na Ukrainie 325 tys. zabitych - jeśli dodać wagnerowców (utylizowanych więźniów) i milicje z DNR i ŁRL, to straty można oceniać na powyżej 400 tys. Do tego doliczmy ponad 4300 czołgów (licząc wyłącznie straty potwierdzone wizualnie), ponad 8700 różnego rodzaju bwp, blisko 1000 dział samobieżnych, 545 MLRS, 368 wyrzutni rakiet przeciwlotniczych, 112 radarów, 174 samoloty, 166 śmigłowców i 29 okrętów (od krążownika rakietowego i okrętów podwodnych po łodzie patrolowe). Wszystko to po to, by zdobyć ruiny bloków z czasów Chruszczowa...

Ameryka też jednak ma problemy, o czym świadczą choćby niedawne zdarzenia w Minessocie. Po zastrzeleniu przez rządowych funkcjonariuszy lewackiego aktywisty Alexa Prettiego (wyglądającym na pierwszy rzut oka na egzekucję), doszło do ogromnego wzmożenia moralnego przeciwko ICE, czyli "Gestapo Trumpa". Amerykański prezydent, po "miłej rozmowie" z gubernatorem Walzem, postanowił deeskalować sytuację. Wycofał z Minessoty do Kalifornii ostrego komendanta Grega Bovino, a w jego miejsce wprowadził Toma Homana - swego czasu odznaczonego przez Obamę za masowe deportacje nielegalnych imigrantów (Obama deportował ich ponad 3 mln, a w jego aresztach deportacyjnych zmarło 56 osób, a lewarstwo jakoś wówczas przeciwko temu nie protestowało). Homan nakazał ICE skupić się wyłącznie na aresztowaniach nielegalnych imigrantów z kryminalną przeszłością. Przy okazji doszło do ciekawego zwrotu akcji - podległa gubernatorowi Walzowi policja stanowa zaczęła rozpędzać lewarskie demonstracje. Lewary zaczęły demonstrować przeciwko Walzowi. Lokalny lider (Trans)Antify wpadł w panikę i zaczął się ukrywać. Hakerzy wykradli dane lewarów z grup blokujących ICE i wysyłają je fedziom. Nieco wcześniej, wyciekły zapisy czatów z lewarskiej grupy na Signalu łączące ludzi gubernatora Walza z organizacją zamieszek. Wcześniej, w Maine rozbił się samolot z dwoma najbardziej aktywnymi prawnikami zwalczającymi ICE. 

Okazało się, że Rene Good i Alex Pretti zginęli właściwie za nic.

Choć zgon Prettiego wygląda na typowe "suicide by cop", to badany jest również wątek wypadku z bronią. Eksperci wskazywali wcześniej, że pistolet, który Pretti przyniósł na demonstrację ma wadę konstrukcyjną, w wyniku której może on czasem sam wypalić, mimo zabezpieczenia. Sprawdzane jest więc, czy doszło do wystrzału, w chwilę po konfiskacie tej broni, a funkcjonariusze nie zareagowali na ten strzał odruchowo "neutralizując" podejrzanego za pomocą 9 kul. Nie było to profesjonalne zachowanie, ale jest szansa na wybronienie się. Zwłaszcza, że wyszły na jaw filmy pokazujące, że na poprzednich demonstracjach Pretti zachowywał się bardzo agresywnie - niemal jak te kodziarskie debile, co zakłócają uroczystości smoleńskie. Tydzień przed śmiercią wdał się w przepychankę z funkcjonariuszami ICE, w trakcie której złamano mu żebro. Mimo to, chciał nadal robić dym - przeszkadzając im w egzekwowaniu prawa (pięknoduchom przypominam: nielegalne przekraczanie granicy jest przestępstwem). Wcześniej stracił pracę pielęgniarza, bo zachowywał się "nieodpowiednio" wobec pacjentów. Rodzina twierdziła, że w ciągu ostatnich trzech miesięcy bardzo się zmienił i wdał w niewłaściwe towarzystwo. Antifiarskie lewary mówią takim zaburzonym psychicznie osobnikom, że powinni "uderzyć nazistę", ale nie uświadamiają ich, że domniemany "nazista" z rządowej agencji może ich całkowicie na legalu odstrzelić. 

Sondaże pokazują, że działalność ICE i DHS jest netto źle oceniana przez Amerykanów. Jednocześnie pokazują one jednak, że większość Amerykanów chciałaby deportacji wszystkich nielegalnych imigrantów. Wśród tych, którzy źle oceniają DHS jest więc również spory odsetek tych, którzy sądzą, że ICE zbytnio się cacka z nielegalnymi i powinien aresztować ich więcej. W niechęci do nielegalnych przodują przedstawiciele i przedstawicielki pokolenia Z, którzy wrzucają jednoznaczne materiały na TikToka oraz Instagrama. Tworzą absurdalne memy dotyczące Rene Good i Alexa Prettiego oraz mody do strzelanek, w których można rozwalać tych lewarskich męczenników. (Wyobraźcie sobie: gracie w Call of Duty, czy w co tam teraz gra gimbaza i nagle wyskakuje Wam przed lufę karabinu Babcia Kasia ze Szczurkiem.) 




Natknąłem się na post, w którym jeden lewar jojczył, że z Minnesoty deportowano już tylu Somalijczyków, że demokraci mogą tam stracić jeden mandat w Izbie Reprezentantów. Nie wiem, czy to prawda. To zbyt piękne, by było prawdziwe. Republikanie szykują jednak ustawę przewidują obowiązek przedstawienia dokumentu identyfikacyjnego w lokalu wyborczym. Demokraci jojczą, że to "zamach na uczciwość wyborów". Uczciwe wybory to bowiem, takie w których możesz zagłosować bez okazywania żadnego dokumentu potwierdzającego twoją tożsamość - a czasem możesz nawet w ostatniej chwili, bez żadnego dokumentu dopisać się do spisu wyborców. W krajach Trzeciego Świata nie odchodzą takie cyrki wyborcze, jak w miastach rządzonych przez demokratów...

Tymczasem Trump nominował na nowego szefa Fedu Kevina Warsha, który zasiadał w Radzie Gubernatorów Rezerwy Federalnej w latach 2006-2011. Z tej okazji, cena srebra tąpnęła o 30 proc. w ciągu jednej sesji. Warsh jest mężem Jane Lauder, córki miliardera Ronalda Laudera, będącego przewodniczącym Światowego Kongresu Żydów. To Ron Lauder ponoć namówił Trumpa w 2018 r., by podjął próby zakupu Grenlandii.

Ciekawie poglądy monetarne Warsha zreferował Daniel Kostecki z CMC Markets:

"Kluczowym elementem obecnej doktryny Warsha jest przekonanie o potężnej, dezinflacyjnej mocy technologii. W jego ocenie szeroka implementacja AI może doprowadzić do gwałtownego wzrostu produktywności, który w perspektywie jednego pokolenia mógłby podwoić standard życia.

Pogląd ten stoi w wyraźnej sprzeczności z konsensusem FOMC, reprezentowanym m.in. przez wiceprzewodniczącego Philipa Jeffersona. Dla Jeffersona szybki wzrost gospodarczy automatycznie generuje presję inflacyjną.

Warsh odrzuca takie myślenie. Uważa, że inflacja jest wynikiem decyzji decydentów, a nie nieuchronnym następstwem wzrostu zamożności. W jego modelu dynamiczny wzrost produktywności umożliwia utrzymywanie niskich stóp procentowych bez ryzyka przegrzania gospodarki.

Tym samym staje się swoistym technologicznym gołębiem w sprawie kosztu pieniądza.

Krytyka systemu obfitych rezerw – relikt przeszłych kryzysów

Centralnym punktem krytyki Warsha wobec dorobku Jerome’a Powella i poprzedników od 2008 r. jest dzisiejszy system operacyjny Fedu, czyli tzw. reżim obfitych rezerw. Jego zdaniem bilans jest dziś rozdmuchany, a cały mechanizm stanowi nadmierną formę wsparcia dla sektora bankowego.

Po kryzysie 2008 roku Fed przestawił się na utrzymywanie dużej nadpłynności poprzez skup aktywów (QE). Banki komercyjne przechowują środki na rachunkach w Fed, który płaci im za to odsetki. Warsh postrzega ten model jako coś, co osłabia motywację do finansowania realnych projektów i premiuje największe instytucje finansowe oraz rząd kosztem mechanizmów rynkowych.

Powrót do systemu rzadkich rezerw sprzed 2008 roku

Wizja Warsha zakłada powrót do struktury bilansu znanej sprzed 2008 roku, czyli do systemu rzadkich rezerw. W tamtym modelu Fed utrzymywał niewielki bilans, odpowiadający jedynie na potrzeby gotówkowe oraz wymogi regulacyjne. Nie płacono odsetek od rezerw, co zmuszało banki do aktywnego zarządzania płynnością i naturalnego działania rynku międzybankowego.

Warsh uważa, że obecny rozmiar bilansu jest artefaktem minionych kryzysów i nie ma uzasadnienia w stabilnym środowisku gospodarczym. Postuluje drastyczną redukcję portfela obligacji skarbowych i hipotecznych, co miałoby odessać nadmiar płynności z systemu bankowego. Byłoby to posunięcie radykalne, ale w jego ocenie konieczne dla przywrócenia efektywności mechanizmów rynkowych.

Niższe stopy procentowe za mniejszy bilans

Najbardziej oryginalnym elementem monetarnej filozofii Warsha jest połączenie dwóch działań, które tradycyjnie uznaje się za sprzeczne: redukcji bilansu (QT) oraz obniżek stóp procentowych. W klasycznym ujęciu QT działa zacieśniająco, a obniżki stóp luzująco. Warsh jednak widzi to inaczej.

Jego zdaniem uwolnienie kapitału zamrożonego w bilansie Fed i skierowanie go do gospodarki realnej umożliwi obniżenie kosztu pieniądza dla gospodarstw domowych oraz małych i średnich przedsiębiorstw. W praktyce jego koncepcja przypomina swoistą transakcję wiązaną, czyli Fed ogranicza preferencyjne warunki dla banków w zamian oferując tańszy pieniądz i środowisko szybkiego wzrostu napędzanego technologią. Docelowo rola Fed miałaby się zmienić z dominującego gracza finansowego w instytucję, która jedynie wyznacza cenę pieniądza i pozwala rynkom swobodnie alokować kapitał.

Jeśli do powyższych zmian dojdzie, to będziemy świadkami monetarnego trzęsienia ziemi, ponieważ najważniejszy bank centralny świata, pod przewodnictwem Kevina Warsha, będzie zmieniać cały swój reżim, w którym operuje od 2008 roku."

(koniec cytatu)

Oczywiście Warsh nie będzie sam decydował o polityce pieniężnej. Będzie musiał przekonać resztę FOMC do swojej wizji. Nie musi więc dojść do zmniejszania bilansu Fedu. Jeśli jednak do niego w końcu dojdzie, to będzie cholernie ryzykowne, gdyż taka procedura uderzy w płynność na rynkach. Może też prowadzić do skoków rentowności obligacji - no chyba, że obniżki stóp procentowych zrównoważą QT. W ostatnich latach wzrost gospodarczy w USA był w dużym stopniu stymulowany przez ekspansję fiskalną. Dług publiczny był de facto nacjonalizowany - udział zagranicznych inwestorów w długu dostępnym dla inwestorów spadł z 42 proc. w 2011 r. do 32 proc. w 2025 r. Koncepcja Warsha niesie natomiast ryzyko, że będzie rósł dług prywatny - czyli czynnik, który doprowadził do kryzysu z 2008 r. No chyba, że koncepcje Warsha spotkają się dużym oporem wewnątrz Fedu i skończy się na tym, że USA będą mieć niższe stopy procentowe bez znaczącej redukcji sumy bilansowej banku centralnego. 

Na świecie dzieją się więc bardzo ciekawe rzeczy, a Polaczki zajmują się w tym czasie pieskami ze schronisk i powtarzaniem niemieckiej propagandy bóldupiącej na USA... A sami Niemcy przyznają: bez USA musielibyśmy zwiększyć wydatki na obronność do 10 proc. PKB (szef CSU Soder) i nie ma powodów, by wątpić w zaskakująco dobrą kondycję Trumpa (Merz). A Ukraińcy chyba nie słyszeli słów Merza, że nie ma szans na przyjęcie ich kraju w 2027 r. do UE... Nie chcieliście słuchać Ruttego, nie chcecie słuchać Merza, słuchacie wyciągniętych z d... "osintowców", którzy robią "osint" zaglądając na stronę Onetu i Wyborczej...



sobota, 24 stycznia 2026

Turecka Republika Północnej Grenlandii

 


Obserwowanie w ostatnich dniach Światowego Forum Ekonomicznego w Davos było "absolutnym kinem". Nie tylko ze względu na nowy look Macrona przywodzący na myśl francuskie gangsterskie filmy z lat 60-tych...

Najwięcej rozrywki dostarczyło mi to, że różnego rodzaju Micki oraz "eksperci" sprowadzający OSINT do sprawdzania tego, co piszą Onet i "Wyborcza", zaliczyły spektakularny incydent kałowy. Nakręcali przez wiele dni histerię, że "już zaraz" zaczną spadać amerykańskie bomby na Grenlandię, a Polska musi wysłać wojska w obronie tej duńskiej kolonii. (Przy okazji Karolina Pajączkowska niestety potwierdziła krzywdzące stereotypy o biuściastych blondynkach.) Ostatecznie okazało się jednak, że cały ten spór o Grenlandię okazał się wrestlingowym teatrzykiem Trumpa, w którym mocno ośmieszyły się państwa Europy Zachodniej - najpierw wysyłając do ochrony tej kolonii przed Trumpem 38 żołnierzy zebranych z paru krajów, z których część (ta niemiecka) bardzo szybko się ewakuowała, później nakręcając histerię o nadchodzącej wojnie USA z UE, by na koniec otworzyć Amerykanom drogę do przejęcia Grenlandii w ramach tzw. mechanizmu cypryjskiego.

W Davos wynegocjowano bowiem, że amerykańskie bazy na Grenlandii  - istniejące i mające powstać w przyszłości - będą miały podobny status jak brytyjskie bazy na Cyprze (Akrotiri i Dhekelia). Będą więc terytoriami zamorskimi USA. Amerykanie, przy okazji budowy Złotej Kopuły, mogą więc przejąć kluczowe tereny na Grenlandii, pozostawiając Danii koszty utrzymywania swojej kolonii. Duński rząd był zaskoczony tym porozumieniem. Wygląda bowiem na to, że pryncypialna odmowa sprzedaży Grenlandii USA była błędem - mogli dostać co najmniej 700 mld USD i pozbyć się nierentownej kolonii, z którą nie bardzo wiedzą, co zrobić. A tak nie dostaną tej kasy, a Grenlandię i tak w dłuższej perspektywie stracą. Przypomina to historię z filmu "Aż poleje się krew".

A skoro już uzgodniono mechanizm cypryjski dla tej wyspy, to ruszyć do akcji powinien również Erdogan i utworzyć tam Turecką Republikę Grenlandii Północnej. Turcja dysponuje przecież własnym lotniskowcem oraz odpowiednio dużą armią i flotą, by przeprowadzić tam współczesny wariant operacji "Atilla". :)



Żarty, żartami, ale Trump po prostu kontynuuje starą jak Stany Zjednoczone politykę pozbawiania europejskich "mocarstw" ich posiadłości kolonialnych. Przejawem tej polityki były choćby groźby prezydenta Trumana, że Holandia zostanie wykluczona z Planu Marshalla, jeśli nie wycofa wojsk z Holenderskich Indii Wschodnich  (obecnej Indonezji). Przykładem tego były również groźby Eisenhowera, by Wielka Brytania i Francja przerwały agresję przeciwko Egiptowi. Nigel Farage porównał kryzys wokół Grenlandii do kryzysu sueskiego, ale oczywiście sytuacja była zupełnie inna. Wówczas Wielka Brytania i Francja były w stanie same przeprowadzić inwazję na odległy kraj w obronie swoich interesów ekonomicznych. Obecnie miałyby problemy ze skompletowaniem kilkutysięcznego kontyngentu ekspedycyjnego. Sześć amerykańskich niszczycieli klasy Arleigh Burke, dysponuje większą ilością wyrzutni rakietowych niż całe marynarki wojenne Niemiec, Francji i Włoch. Cięcia wydatków wojskowych dokonane po zakończeniu Zimnej Wojny przez państwa Europy Zachodniej przejawiały się nie tylko w redukcji liczby żołnierzy i sprzętu, ale też w dewastacji służb pomocniczych, bez których nie może działać prawidłowo choćby lotnictwo. Demonstracyjna europejsko-brytyjska wyprawa na Grenlandię (naruszająca umowę z 1951 r. regulującą obecność wojskową na tej wyspie) obnażyła kiepski stan europejskich sił zbrojnych i powinna wszystkim unaocznić, że narracja o strategicznej niezależności Unii Europejskiej jest propagandową mrzonką.




Baj de łej: W ostatnich tygodniach, Pentagon zatwierdził chyba ze siedem transakcji sprzedaży amerykańskiej broni dla Danii. "Osintowcy" jakoś tego nie zauważyli i snuli swoje wizje nadchodzącej wojny amerykańsko-duńskiej.


Amerykańscy decydenci: Trump, Vance, Rubio, Bessent i Lutnick, mówili w ostatnich dniach europejskim politykom, by w końcu uporządkowali sprawy obronności. Apelowali też do nich, by odeszli od samobójczej dla Europy polityki imigracyjnej oraz energetycznej. Co ciekawe, Amerykanom mocno wtórował Zełenski. Jego przemówienie w Davos było naprawdę roastem Europy Zachodniej. Wypominał jej wojskową słabość i dyplomatyczne niezdecydowanie. W wielu kwestiach przyznawał rację administracji Trumpa. Ten koniunkturalista czuje, skąd wieje wiatr. Ustawia się teraz bardziej pod Amerykanów - zachodnioeuropejskie libki będą miały z tego powodu zagwozdkę.

Obrotowością wykazał się też inny koniunkturalista - Mark Rutte, sekretarz generalny NATO i zarazem były premier Niderlandów. To on doprowadził do porozumienia w sprawie cypryjskiego mechanizmu na Grenlandii. Powiedział również, że można narzekać na Trumpa, ale faktem jest, że bez nacisków amerykańskiego prezydenta, wiele krajów NATO nie doszłoby do poziomu 3 proc. PKB wydatków na obronę. 




Trump prezentując swoją Radę Pokoju podziękował nieobecnemu wówczas na scenie prezydentowi Polski. Stwierdził, że "Karol Now-rocky" to "świetny gość, który wygrał ważne wybory". Spotkał się wcześniej z Nawrockim i potwierdził dalszą obecność wojskową USA w Polsce. Tusska na szczęcie w Davos nie było - pojechał sobie na ferie w Dolomity. Prosiniak-Kamysz spotkał się za to w kraju z szefem CIA i nie wiadomo, o czym rozmawiali. Wcześniej spotkał się z prezesem Palantira. Zwraca uwagę wypowiedź Prosiniaka o tym, że "Polska jest Transatlantykiem" łączącym Europę z USA. Zabrzmiało to trochę gombrowiczowsko :) Prosiniak powinien dodać: "Coś mi oczko tutaj strzela, zabij, ubij, idzie Grzela!" :)

Analizując samobójczą politykę Europy, warto zwrócić uwagę na sygnały, które napływały w ostatnich dniach. Starmer zatwierdził budowę gigantycznej chińskiej ambasady w centrum Londynu. Jedno z podziemnych jej pomieszczeń ma znajdować się kilka metrów od magistrali światłowodowej obsługującej londyńskie City. Macron mówił w Davos, że chce więcej chińskich inwestycji w Europie. Premier Kanady Mark Carney (były prezes Banku Anglii oraz Banku Kanady) wspomniał o Nowym Porządku Świata, w kontekście  podpisania porozumienia handlowego z Chinami. Można odnieść wrażenie, że o ile Kanadyjczycy (słusznie) nie chcą stać się kolejnym stanem USA, to dążą do tego, by swój kraj zmienić w kolejną chińską prowincję. Za rządów Justina Castro swobodnie budowały tam swoje wpływy chińskie triady, prowadzące interesy na wielką skalę z meksykańskimi kartelami i Hezbollahem. Justin Castro mocno też zmienił strukturę ludnościową Kanady, wpuszczając do niej miliony Hindusów z niższych kast, którzy srają na ulicach. Ciekawie, to co dzieje się z Kanadą przedstawiło Psyop Anime:



 

Kanadyjska armia ostatnio przeprowadziła grę sztabową mówiącą, że mogłaby stawiać opór wojskom amerykańskim przez dwa dni. Pamiętam jak w zeszłej dekadzie Marcin Rey oburzał się, że Waszczykowski skrytykował zachodnią politykę imigracyjną. Według Reya, obraził on tym ówczesnego kanadyjskiego ministra obrony, który był sikhijskim imigrantem, więc Kanada może nam nie pomóc w przypadku rosyjskiej inwazji. Mniejsza z tym, że sikhowie niezbyt lubią zarówno muzułmanów jak i hinduistów z niższych kast i przyznaliby rację Waszczykowskiemu. Sednem sprawy jest to, że Kanada i tak nie pomoże nam w wojnie z Rosją, bo jej siły zbrojne są zbyt małe, by mogła wysłać jakikolwiek kontyngent do Europy. To również skutek polityki wdrażanej przez lata przez tamtejszych libków. 

No niestety Trump w zeszłym roku całkowicie niepotrzebnie obrażał uczucia narodowe Kanadyjczyków, topiąc szanse wyborcze tamtejszej prawicy. Podobnie niepotrzebnie dał libkom amunicję w postaci głupiej wypowiedzi o żołnierzach NATO w Afganistanie. To jednak nie zmienia faktu, że w środowiskach lewicowo-liberalnych Europy jest silne lobby dążące do zerwania sojuszu z USA, zastąpienia NATO wspólną armią europejską oraz nowego resetu z Rosją i Chinami. Jak powiedział Bessent: niektórzy zdjęli maski. Trump musi natomiast grać na własny elektorat. Część środowisk republikańskich chciałaby "żadnych nowych wojen", a część chciałaby jeszcze większego zaangażowania militarnego USA w sprawie reszty świata, ale bez drażnienia innych w stylu chińskiej "wilczej" dyplomacji.

Warto również zwrócić uwagę na jeden z sukcesów Trumpa, który został przemilczany przez polskojęzyczne media.  Trump wymusił na Starmerze rezygnację z przekazania Wysp Czagos Mauritiusowi. Na jednej z tych wysp znajduje się wielka baza lotnicza Diego Garcia, bardzo pomocna choćby w razie potrzeby bombardowania Iranu. Mauritius to kraj mocno infiltrowany gospodarczo przez Chińczyków. Interwencję Trumpa w obronie bazy Diego Garcia pochwalił Nigel Farage.

Amerykanie gromadzą siły morsko-lotnicze, które mogą zostać wykorzystane w ataku na Iran. Jednym z hubów jest Jordania. W Szirazie padł kluczowy radar. Irańskie władze - tak jak przewidywałem - zaczęły pajacować. Ich parlament ogłosił oficjalny wyrok śmierci na Trumpa, na co amerykański prezydent oczywiście zwrócił uwagę. Izraelscy wojskowi zadeklarowali Amerykanom, że ich kraj gotów byłby przyjąć na siebie nawet salwę 700 irańskich rakiet, jeśli reżim w Teheranie upadłby.

Sam reżim jest obecnie w fazie pacyfikacji po protestach. 12 tys. zabitych okazało się bardzo ostrożnym szacunkiem. Władze przyznają się do 5 tys., a niezależne organizacje humanitarne szacują na co najmniej 14 tys. Zwykli Irańczycy mówią, że zabito co najmniej 30 tys.  Z rejestrów cywilnych w Iranie nagle wykreślono 45 tys. osóbPo ulicach irańskich miast grasują naćpani terroryści z szyickich milicji z Iraku i Pakistanu. Z Iranu wyciekają budzące grozę filmy z pacyfikacji protestów i z przepełnionych kostnic. Są też jednak filmy pokazujące, że irańscy powstańcy potrafili się ostro odgryźć resortowcom. Niektóre z tych filmów są drastyczne - choćby ten pokazujący bitego strażnika rewolucji rozebranego od pasa w dół. (Sądząc po mikro-katechoniku, to chyba dorwali jednego z silniczkowych zjebów rozlewających swój kał w komentarzach na tym blogu.) Nie słyszałem o tym, by Polacy w latach 80-tych podobnie potraktowali jakiegoś esbeka, milicjanta czy ormowca... Ostatnim momentem, gdy linczowano w Polsce ubeków, był czerwiec 1956 r. - wówczas dwóch z nich dosłownie wdeptano w peron poznańskiego dworca. Świadczy to o tym, że naród irański mimo wszystko jest bardziej żywotny od naszego - bo potrafi karać zdrajców i okupantów.

Lewarstwo nadal udaje, że w Iranie nie doszło do powstania ludowego przeciwko opresyjnemu reżimowi. Zgodnie ze stalinowską tradycją, w każdym zabitym demonstrancie widzi agenta CIA i Mossadu. Ma też straszny ból d... z tego powodu, że Irańczycy domagają się powrotu szacha. Przypominają więc absurdalną komunistyczno-islamską propagandę z lat 70-tych o strasznym Savaku używającym niedźwiedzi oraz gigantycznych wentylatorów do torturowania niewinnych komunistów i szyickich fanatyków. Zwykli Irańczycy pewnie myślą, że Savak był zbyt miękki. Wszak szef tej służby namówił szacha do ułaskawienia Chomeiniego, za co Chomeini odwdzięczył się skazaniem na śmierć owego szefa Savaku. Jakoś też nie widać, by feministki urządzały obecnie demonstracje w obronie irańskich dziewcząt katowanych, gwałconych i zabijanych przez funkcjonariuszów szyicko-bolszewickiego reżimu. (Stary pedryl Chomeini wręcz zalecał, by dziewice były gwałcone w więzieniach, bo w ten sposób będą miały zamkniętą drogę do raju. Wielu radykalnie lewicowych zjebów widzi w nim wciąż "wielkiego intelektualistę" i "bohatera, który się przeciwstawił amerykańskiemu imperializmowi".). Akademiccy "eksperci" nadal zaprzeczają też, że irańskie powstanie ma charakter monarchistyczny. "Bo szach nie ma w Iranie struktur partyjnych". Szkoda, że nie mam teraz linku do ciekawego wywiadu jakiego udzielił kilka lat temu Pahlavi... Alexowi Jonesowi, opowiadając jak jego propaganda dociera do Iranu i zdobywa tam poparcie. Pamiętam natomiast, jak w 2018 r., podczas swojej pierwszej wizyty w Gruzji, zauważyłem w Gori, przy muzeum Stalina, że jakiś gruziński dziadzio sprzedaje turystom magnesy przedstawiające m.in. Stalina z młodym szachem Rezą Pahlavim. Powiedział mi, że takie magnesy są bardzo chętnie kupowane przez Irańczyków. Widać więc było wówczas w Iranie nostalgię za dawnymi, przedrewolucyjnymi czasami. I akurat wówczas hasła powrotu szacha już zaczęły się pojawiać na antyreżimowych demonstracjach, co "eksperci" oczywiście pomijali, bo nie pasowało im to do treści podręczników sprzed 40 lat.

Specjalnego zainteresowania lewicy nie wzbudził też upadek Rodżawy, czyli quasi-państewka kurdyjskich komunistów z Syrii. Bydło na ulicach zachodnioeuropejskich miast robią za to kurdyjscy zadymiarze. SDF/YPG w sumie sama zainicjowała swoją klęskę. Amerykański ambasador Tom Barrack mówił im: porozumiejcie się z nowymi władzami Syrii. Ich guru Ocalan mówił im: porozumiejcie się z Turcją i nowymi władzami Syrii. Co zrobili ci komunistyczni debile? Sami zaczęli wojnę przeciwko centralnemu rządowi Syrii. Wojna ta była prowadzona na raty - za każdym razem, gdy SDF ponosiła klęski na froncie, zawierała porozumienie z władzami w Damaszku, które po kilku godzinach łamała, by znów dostać łomot na froncie. W wyniku tej genialnej strategii, SDF straciła w 48 godzin 80 proc. swojego terytorium. SDF się rozpadły, bo odszedł z nich komponent arabski, buntując się przeciwko politycznej tyranii kurdyjskich komunistów. Teraz przeciwko YPG buntują się asyryjscy chrześcijanie, którzy mają dość tego, że kurdyjscy komuniści profanują ich kościoły zamieniając je w stanowiska obronne. Przy okazji YPG straciła resztki poparcia w Pentagonie, bo jej dzielni bojownicy uciekając przed armią syryjską powypuszczali z więzień setki kolesi z ISIS. Rodżawa okazała się nieudanym projektem administracji Obamy. Padł mit o wielkiej wartości bojowej kurdyjskich komunistów. Ich wcześniejsze zwycięstwa nad ISIS były głównie skutkiem wsparcia zachodniego lotnictwa i sił specjalnych. Bez nich, YPG okazała się zbieraniną zindoktrynowanych nastolatków i nawet małych dzieci. Jakoś te słynne "feministyczne" oddziały nie uratowały Rodżawy, a dowódcy budowali sobie luksusowe bunkry za pieniądze z zachodniej pomocy...

Kurdyjscy komuniści liczyli na to, że uratuje ich Izrael - budując tzw. korytarz Dawida. W ich planie, Izrael miałby okupować pas ziemi szeroki na kilka-kilkanaście kilometrów idący od Wzgórz Golan, wzdłuż granicy jordańsko-syryjskiej i syryjsko-irackiej aż do Rodżawy. Problem w tym, że Izrael nie miał ochoty na realizację tego nierealnego planu. Asz-Szara zdołał na drodze dyplomatycznej uzyskać od Izraela zapewnienie, że nie będzie on interweniował w obronie kurdyjskich komunistów. Udana ofensywa na Rodżawę sprawiła, że wśród izraelskich polityków pojawiły się opinie, że czas zakończyć próby fragmentacji Syrii i dogadać się z nowymi, syryjskimi władzami. Ogólnie w regionie można usłyszeć opinię, że arabskim monarchiom podobało się to, że Izrael zmiażdżył Hamas i Hezbollah, osłabił Hutich i uderzył w zeszłym roku na Iran. Zarówno dla nich jak i dla Amerykanów, czerwoną linią był jednak zeszłoroczny atak Izraela na Damaszek. Tego Izrael nie powinien robić. 

Mieliśmy w Davos prezentację planu Jareda Kushnera dla Strefy Gazy. Co ciekawe, zaangażowały się w niego ZEA, które chcą zbudować w Gazie "smart city", w którym Palestyńczycy byliby poddani stałej inwigilacji. Na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej doszło do ciekawego ukształtowania się rywalizujących ze sobą bloków. Po jednej stronie ZEA, współpracujące z Izraelem oraz Indiami. Po drugiej Arabia Saudyjska, która zawarła nuklearny sojusz z Pakistanem i z Turcją. W obu blokach są kraje będące bliskimi sojusznikami USA.

Ciekawe, czy do podobnego podziału na rywalizujące bloki dojdzie również w Europie? Kluczowe mogą być ewentualne zmiany władzy w Polsce, we Francji i w Hiszpanii.

Tymczasem, Amerykanie oficjalnie przyznają, że mają "Direct Energy Weapons" , zapowiadają sprzedaż humanoidalnych robotów w tym roku i pokazują samolot wyglądający jak trójkątne UFO, Chińczycy znajdują na Księżycu nanorurki węglowe, a w Europie... feministyczna autorka twierdzi, że Szekspir był czarną kobietą. Różne drogi postępu...

I na koniec akcent historyczny - konfederacka prasa o Powstaniu Styczniowym (za profilem Dos Siestes).





sobota, 17 stycznia 2026

Dlaczego bomby (jeszcze) nie spadły na Iran

 


Ponoć  Trump był bliski wydania rozkazu uderzenia w szereg irańskich celów, ale w ostatniej chwili się wycofał. Oficjalnie argumentował to tym, że irański reżim wstrzymał masową, publiczną egzekucję 800 uczestników protestów. Zapewne Irańczycy rzeczywiście, za pomocą tajnych kanałów dyplomatycznych, złożyli amerykańskiemu prezydentowi zapewnienia, że ograniczą rzeź. Tyle, że trudno będzie ich z tego rozliczyć. Według doniesień irańskiej opozycji, ponad 50 demonstrantów zostało już straconych w reżimowych więzieniach, z dala od kamer. Kwestia rezygnacji przez reżim ajatollahów z publicznych egzekucji jest więc tylko wymówką. Prawdziwe powody wstrzymania ataku były inne.

Za rezygnacją z uderzenia na Iran silnie lobbowały Arabia Saudyjska, ZEA, Oman i Turcja. Wskazywały, że obawiają się większego konfliktu w regionie, który zagroziłby też dostawom ropy. (Złośliwi wskazują, że obawiają się tego, że szmatogłowy szyicki reżim zostanie zastąpiony silną irańską monarchią.) Arabia Saudyjska zadeklarowała nawet, że nie pozwoli Amerykanom na wykorzystanie swojej przestrzeni powietrznej w uderzeniu na Iran.  O wstrzymanie ataku prosił też Trumpa Netanjahu, wskazując, że Izrael nie jest na niego przygotowany. Przy okazji wyszło na jaw, że pod koniec zeszłego roku Izrael oraz Iran dogadały się za pośrednictwem Rosji, że nie będą się prewencyjnie bombardować. To się akurat rozmija z nastrojami społecznymi w Izraelu. Sefardyjczycy demonstrują domagając się wsparcia dla irańskiej (kontr)rewolucji i deklarują, że są gotowi na rakietowy odwet irańskiego reżimu.  "We will accept missiles and PTSD, if our persian brothers will be free".

Trump zadeklarował wcześniej, że "pomoc nadchodzi". Jeśli złamie tę obietnicę, to wyjdzie na takiego słabiaka jak Obama, który deklarował kolejne "czerwone linie" wobec reżimu Assada, a ostatecznie nie zdecydował się na interwencję w Syrii. Słuchał amerykańskich odpowiedników Szewki i Repetowicza, co skutkowało przedłużeniem syryjskiej wojny domowej o 10 lat, powstaniem Państwa Islamskiego i setkami tysięcy zabitych. Wszystko po to, by chronić reżim rosyjskiego sojusznika... Chyba Trump nie chciałby takiej plamy na swojej reputacji? Chyba powinno mu zależeć na szybkim wyeliminowaniu jednego z kluczowych elementów Osi Zła i ograniczeniu dostaw ropy do Chin przed ich inwazją na Tajwan?

To, że do amerykańskiego uderzenia na Iran nie doszło w ostatnich dniach, nie oznacza jednak, że zostało ono już całkowicie wykluczone w przyszłości. Wojskowi pokazali Trumpowi listę 50 celów, sugerującą, że uderzenie będzie miało charakter dekapitacyjny i skupiony na celach związanych z Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej. Trump przedstawił warunek, że uderzenie musi być szybkie, decydujące i takie, które nie wciągnęłoby USA w większy konflikt. W zeszłym tygodniu Amerykanie po prostu nie mieli wystarczająco dużego komponentu lotniczo-rakietowego w regionie, by przeprowadzić taką operację. Zwłaszcza przy sprzeciwie Saudyjczyków. Do regionu kierowane są jednak samoloty z Europy. Z Morza Południowochińskiego został przekierowany lotniskowiec USS Abraham Lincoln. Dopłynięcie na Morze Arabskie zajmie mu jakieś 10 dni. Z Norfolk płynie drugi lotniskowiec. Najwcześniejszy możliwy moment ataku wypadnie więc za jakieś dwa tygodnie. Wojskowi mają trochę czasu na doprecyzowanie planu. 

Pozostaje też otwarte okienko dla działań dyplomatycznych. Witkoff podyktował już irańskiemu reżimowi warunki porozumienia: rezygnację z programu nuklearnego, ograniczenie liczby rakiet i odcięcie wsparcia dla Hutich, Hezbollahu oraz irackich milicji. Iran zapewne te warunki odrzuci. To, że nie doszło w ostatnich dniach do amerykańskiego ataku, wprawiło bowiem reżim w fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Zaczynają się już przechwalać, że "Trump przestraszył się irańskiej potęgi". Dobrze, niech pajacują jak Maduro...



Irański reżim poczuł się mocny również dlatego, że udało mu się powstrzymać pierwszą falę demonstracji. Mniej więcej od połowy tygodnia przestały napływać z Iranu filmy pokazujące zamieszki. Teraz pojawiają się głównie nagrania pokazujące "szyickie ISIS" patrolujące ulice miast na pick-upach z zamontowanymi karabinami maszynowymi i grożące, że będą strzelać, do każdego, kto wyjdzie z domu. Internet był tam odcięty od wielu dni. Dzięki chińskiemu wsparciu zakłócano też sygnał ze Starlinków, ale całkowicie go nie odcięto. Bezpieka polowała za to na posiadaczy Starlinków i anten satelitarnych. 

Pod osłoną internetowego blackoutu doszło w Iranie do rzezi (choćby takich jak w mieście Rasht). Na niektórych filmach słychać duże natężenie strzelanin w irańskich miastach. Do tłumienia (kontr)rewolucji wykorzystano nie tylko jednostki Korpusu Strażników, ale też szyickie milicje z Iraku, które wyróżniały się okrucieństwem. Reżim przyznał się do tego, że zabił 3 tys. ludzi. Opozycja mówi o co najmniej 12 tys. - myślę, że reżimowe kanały również rozpowszechniały taką narrację, by zastraszyć zwykłych Irańczyków. Izraelskie służby oceniły liczbę zabitych demonstrantów na 5 tys. Jakby nie liczyć, mamy do czynienia z największą masakrą w dziejach najnowszych Iranu. Dla porównania: za rządów szacha, w latach 1953-1979 zabito 4,5 tys. osób, z czego znaczną większość stanowili islamscy oraz komunistyczni terroryści, którzy w 100 proc. zasłużyli sobie na utylizację. W największej ulicznej masakrze, za jego rządów - w 1978 r. - zginęło 60 osób. Szach wówczas szedł na ustępstwa wobec opozycji, a  w 1979 r. zrezygnował z władzy, bo nie chciał utopienia protestów we krwi. W 1980 r. - rok po rewolucji komuszo-gówno-islamskiej Iran miał dwa razy wyższe PKB per capita niż Korea Południowa. Obecnie ma ponad trzykrotnie niższy. Irański reżim sprawił, że Iran coraz mocniej zamienia się w Koreę Północną  - biedny, zacofany, coraz bardziej odcięty od świata kraj, rządzony przez agresywną mniejszość: totalitarną sektę łączącą elementy apokaliptyczne z materialistycznym hedonizmem.

Uczestnicy irańskiej (kontr)rewolucji nie byli jednak bezbronni. Internet odcięto w kraju, by im utrudnić przeprowadzenie akcji likwidacyjnych funkcjonariuszy reżimu. W necie pojawiały się bowiem domowe adresy ludzi z bezpieki, Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej i milicji basiji. Grupa o nazwie "Nieśmiertelni" przyznała się do likwidacji kilkudziesięciu funkcjonariuszy reżimu i podała ich nazwiska. Reżim przyznał się do tego, że w zamieszkach zginęło 100 jego funkcjonariuszy.  Jeden z nich został dźgnięty 40-krotnie. Izraelskie służby szacują liczbę zabitych reżimowych funkcjonariuszy na 500.  Spłonęło też wiele reżimowych biznesów. Władze mówią też o 350 podpalonych meczetach.

Wielu komentatorów - choćby Repetowicz - przestrzega przed uderzeniem na Iran, bo "wzmocni ono irański reżim". W jaki niby sposób? Tak na prostą, chłopską logikę: czy uderzenie, w wyniku którego zginąłby szereg czołowych osobistości reżimu, a bezpieka i armia poniosłyby poważne straty, wzmocniłoby reżim czy go osłabiło? Zawodowi iraniści twierdzą, że "społeczeństwo patriotycznie skonsolidowałoby się wokół reżimu". Jakie społeczeństwo? Resortowe rodziny i miejscowe silniczki w wieku 65+? Cała reszta, by się śmiała z rakietowego usmażenia Chamenejego i jego gejnerałów oraz odczuwała satysfakcję, że Trump przyszedł w końcu z pomocą i wysłał do Piekła kilu skurwysynów winnych nędzy narodu i śmierci ich bliskich. Rozjebanie w drobny mak mauzoleum starego pedryla Chomeiniego dodatkowo wzmocniłoby to uczucie satysfakcji.

Akademiccy debile robiący za ekspertów od Iranu jakoś nie przewidzieli tego, że ten kraj znajdzie się na krawędzi wojny domowej. Przekonywali też nas od lat, że dynastia Pahlavich ma w Iranie "marginalne poparcie". Okazało się jednak, że ogromne tłumy Irańczyków domagają się powrotu szacha i wychodzą na ulice na jego wezwanie. Gdy w Iranie odcięto internet, wejścia na witryny i profile społecznościowe związane z szachem spadł o 90 proc. Poparcie dla przywrócenia monarchii jest więc w Iranie autentycznie wysokie.



Wyciągnięci z d... eksperci przekonują nas też, że Iran jest "w ponad 90 proc." krajem islamskim. Tymczasem sondaż przeprowadzony w 2020 r. wskazywał, że szyicki islam wyznaje w Iranie ledwie około 30 proc. mieszkańców. Sondaż pewnie nie był do końca miarodajny - część tych, którzy wskazali, że są niereligijni mogło przejść na zoroastryzm lub chrześcijaństwo, ale dla bezpieczeństwa udzielało wymijającej odpowiedzi. Ci, którzy mówią o tradycyjnym, islamskim Iranie powtarzają po prostu treści z podręczników sprzed 40 lat. Niestety nie miałem jeszcze okazji odwiedzić tego kraju (chętnie to zrobię po upadku reżimu), ale wiele osób, którzy tam byli twierdzi, że w czasie Ramadanu widać, że ludzie w Teheranie normalnie jedzą, piją i palą, a rzadko która dziewczyna nosi chustę. 


 

Zakładając, że wyznawcy szyickiego islamu to obecnie około 30 proc. mieszkańców Iranu i że część z nich może popierać opozycję (choćby protestujący kupcy z bazarów), to poparcie dla reżimu sięga obecnie nie więcej niż 15 proc. Na te 15 proc. składają się resortowo-wojskowo-urzędnicze rodziny oraz silniczki 65+, którym wyprano mózgi propagandą. Przedstawiciele reżimu sami też raczej nie wierzą w oficjalną państwową ideologię. Widać to choćby na filmach pokazujących jak bawią się ich dzieci. Na tym video jest m.in. córką Alego Larijaniego i córka byłego prezydenta Chatamiego. Widać wielką hipokryzję: swoim córkom pozwalają chlać wódę w bikini w męskim towarzystwie, a zwykłym irańskim dziewczynom każą nosić na głowach szmaty. Trochę to mi się kojarzy z opisywanym przez Orwella w "Roku 1984" represjonowaniem seksualności mas przez Partię i z będącym obecnie plagą na Zachodzie feministycznym purytanizmem. ( Akurat pisząc ten wpis, słuchałem lecącego w tle dokumentu o Korpusie Strażników Rewolucji. Był tam fragment relacji telewizyjnej z 1979 r. Na teherańskiej ulicy, ubrana w burkę brzydka kobieta mówiła, że rewolucja islamska ma służyć "równym prawom kobiet i mężczyzn".)

Nic dziwnego więc, że zwykli Irańczycy wypatrują szacha jak Mesjasza.


Oczywiście libkowscy "eksperci" przekonują od dawna, że dynastia Pahlavich to straszliwi tyrani, od których Irańczyków "wyzwolił" Chomeini. "Eksperci" też przekonywali w czasie II wojny światowej, że AK jest "faszystowska" i "antysemicka", później, że Batista to straszliwy dyktator, a Castro to "reformator społeczny", że sandiniści są dobrzy, że Hamasowi "trzeba dać szansę" i że dobry jest Putin. Później, w obliczu przytłaczających faktów musieli przyznać, że Putin jest jednak zły i zaczęli go łączyć z każdym ruchem politycznym, który im się nie podoba. Teraz mają straszliwy ból dupy o porwanie Maduro, obawiają się upadku irańskiego reżimu i robią niesamowitą, tragikomiczną histerię wokół sporu o Grenlandię. Ponieważ kanclerz Merz zdeklarował już, że Rosja jest największym sąsiadem Niemiec i że kiedyś Niemcy znów się będą przyjaźnić, to możemy się spodziewać, że różne Micki, Szewki, Wolskie i Bartosiusiaki będą mogły zadeklarować, że Rassija jest dobra, a każdy kto kremlowi bruździ idzie na pasku amerykańskich imperialistów...

"Eksperci" od dawna też przekonują, że Zachód powinien udzielać bezwarunkowego i pełnego wsparcia kurdyjskiej komunistycznej organizacji SDF w Syrii. Dostawali ostatnio kurwicy, po tym jak SDF została wyparta z Aleppo przez syryjskie siły rządowe - wyparto ich z dzielnicy większej od Rakki i innych miast kontrolowanych przez SDF. Nie wspominali, że SDF sama to starcie sprowokowała m.in. ostrzeliwując chrześcijańską dzielnicę w okresie Bożego Narodzenia i polując dronami FPV na ambulanse. Przy okazji okazało się, że dzielni kurdyjscy komuniści zbudowali sieć tuneli pod blokami mieszkalnymi, udzielali schronienia assadowskim snajperom i wykorzystywali swoich ludzi do ataków samobójczych. Zapowiadało się na większe starcie, w którym armia syryjska, wspólnie z turecką zgniotłyby SDF, ale za pośrednictwem Amerykanów doszło do rozejmu, w ramach którego SDF wycofała swoje siły. Prezydent asz-Szara podpisał dekret dający kurdyjskiemu status jednego z języków narodowych, uznający Nawruz za święto państwowe i dający równouprawnienie Kurdom (którego nie dawał im reżim Assada, wspierany przez SDF). Zwykli Kurdowie świętują, kurdyjscy komuniści mają żałobę. 






Przy okazji SDF zaliczyła propagandową wtopę, przyznając się do tego, że porywa z domów 12-letnie dziewczynki i wciela je do swojej armii. Niektóre z nich kończą jako zamachowczynie-samobójczynie. Osoby zamachowczo-samobójcze. I to jest prawdziwy feminizm chwalony przez libkowskich "ekspertów".

***

Przypominam, że polska wyprawa naukowa na Grenlandię naniosła tam 23 nazwy geograficzne, takie jak: Góry Mościckiego, Góry Śmigłego-Rydza i Góra Wawel.

***


W wieku 90 lat zmarł Erich von Daniken. Kiedyś jego książki uznawałem za głupie i bluźniercze, z czasem jednak gdy ich więcej przeczytałem, poznałem ich wartość. Za najlepszą niezmiennie uważam "Oczy Sfinksa". Miałem okazję zamienić parę słów z Danikenem w Warszawie blisko ćwierć wieku temu. Miał fajny wykład i sprawiał wrażenie bardzo sympatycznego człowieka. Po licznych podróżach był opalony na twarzy jak Lepper :) Zapamiętamy go jako człowieka, który miał odwagę zadawać pytania, na jakie naukowcy nie lubią udzielać odpowiedzi. Nieoficjalnie wielu mainstreamowych badaczy - choćby dr Zahi Hawas - czytało i lubiło jego książki.