sobota, 11 kwietnia 2026

Wrestlingowa wojna na Bliskim Wschodzie i jej ukryte przyczyny. 1973 Redux

 


Powyżej: wrak irańskiego dronowca IRIS Shahid Mahdavi, zatopionego w Zatoce Omańskiej.

Internetowy komentariat przechodził w ostatnich dniach niezłą huśtawkę nastrojów - od paniki (O mój Boże! Trump zapowiedział, że zniszczy cywilizację!!! Zbombarduje Iranowi elektrownie atomówkami i nadejdzie koniec świata!!!) po cyniczne kpiny (Ha! Ha! TACO! Co za cienias! Zabrakło mu odwagi rozwalić im elektrownie! Wycofał się! Iran jest niepokonany!!!). Ja to oglądałem jak dobry mecz - nie piłkarski, ale wrestlingowy. 

Ci, co wpadli początkowo w panikę zapomnieli o kilku sprawach: Trump jest medialnym showmanem, który brał udział w meczach wrestlingowych i zna ich zasady. Zna też bliskowschodni język dyplomacji, którego integralną częścią są przesadzone groźby. Zapewne też wie, że JFK w czasie kryzysu kubańskiego groził komuchom wojną jądrową. Powinien też wiedzieć (a jak nie wiedział, to pewnie mu powiedział Roger Stone), że Nixon stosował różnego rodzaju ostre groźby - w tym nuklearne - w ramach swojej "strategii szaleńca", która doskonale zdała egzamin zarówno w 1972 r. w Wietnamie jak i w 1973 r. na Bliskim Wschodzie. Ale oczywiście publika o tym nie wie, więc daje się robić na takie sztuczki. Nie wie ona też pewnie, że ewentualne bombardowanie irańskich elektrowni nie stanowiłoby żadnego straszliwego precedensu. Clinton bombardował elektrownie w Serbii, a Obama w Państwie Islamskim - i dostał pokojowego Nobla. Moskale wielokrotnie bili w ukraińskie elektrownie, a Rusini w rosyjskie. I nic wielkiego się nie stało. W przypadku ewentualnego uderzenia w irańskie obiekty tego typu była jednak obawa, że Iran uderzy w arabskie zakłady odsalania wody morskiej, pola naftowe i gazowe. Skończyło się więc tylko na drobnej demonstracji - szybkiej i metodycznej izraelskiej kampanii bombardowań irańskich mostów kolejowych. (Ciekawa analiza Maćka.)

Zawieszenie broni zostało ogłoszone na półtorej godziny przed deadlinem Trumpa. Oczywiście nie oznaczało ono wstrzymania działań wojennych. Irańskie rakiety i drony nadal uderzały w państwa arabskie - a nawet doszło do nasilenia tego ostrzału. Cieśnina Ormuz nadal była przyblokowana - Irańczycy puszczali po 15 statków dziennie, domagając się myta w kryptowalutach. Najlepszy numer zrobiło jednak lotnictwo ZEA - podszywając się pod Izraelczyków zbombardowało irańską rafinerię Lavan (poważnie ją niszcząc) oraz cele w Buszerze i w Teheranie. Skąd wiadomo, że to lotnictwo z Emiratów? Bo Izraelczycy nie mają Mirage'y. Wcześniej dwa duże drony chińskiej produkcji rozbiły się w Iranie - jeden na lądzie, drugi na morzu. Takie maszyny mają w swoim arsenale akurat ZEA i Arabia Saudyjska. Władze ZEA twierdzą, że Iran musi zostać pokonany wszelkimi możliwymi środkami - jeśli trzeba, to nawet bronią nuklearną. Przypomnę, że już po pierwszych irańskich uderzeniach w infrastrukturę naftowo-gazową, pojawiły się doniesienia, że Saudyjczycy w odwecie bombardują irańskie rurociągi. A magister Bartosiusiak przekonywał, że arabskie monarchie odwrócą się od USA i przejdą pod chiński protektorat...

Zanim jednak przejdziemy do kwestii negocjacji pokojowych, które mają się dzisiaj zacząć w Islamabadzie, to dojdźmy do tego, jak zaczęła się ta wojna.

Niedawny artykuł z "New York Timesa" o sceptycyźmie CIA, co do możliwości kontrewolucji w Iranie a Vance przestrzegał przed wojną to oczywiście wrzutka mająca pokazać Vance'a w odpowiednim świetle zarówno dla elektoratu jak i dla irańskich negocjatorów. 

Dlaczego twierdzę, że to wrzutka? Bo w NYT zwykle nie miał dobrych źródeł w administracji Trumpa, a w mediach pojawiło się przy okazji wojny dużo głupich fejków. (Choćby historia o tym jak przedstawiciele Pentagonu rzekomo grozili papieżowi Leonowi XIV "niewolą awiniońską" - turbogej Winnicki był jednym z tych, który uwierzył w tę historyjkę i zżymał się na "protestanckich syjonistów" z Pentagonu. Tego fejka zdementował jednak zarówno nuncjusz apostolski w Waszyngtonie, jak i Amerykanie. Eldrige Colby, z którym rozmawiał nuncjusz, to zaś nie żaden "syjonistyczny protestant", tylko wierzący katolik, który podjął nuncjusza bardzo kurtuazyjnie.) Ponadto historia o przygotowaniach do wojny ma poważną dziurę - przeczy rewelacjom, które zostały przemilczane niemal przez wszystkie media.

Trump w rozmowie z Fox News powiedział, że w styczniu USA wysłały do Iranu sporo broni i Starlinków dla tamtejszej opozycji. Broń i Starlinki zatrzymali sobie jednak pośrednicy, czyli kurdyjskie ugrupowania zbrojne. Przywódcy kurdyjskich komunistów z Iranu zaprzeczali, co prawda, że dokonali tej kradzieży i że gwałcą zwierzęta - tylko debil, by jednak im wierzył. Zwłaszcza, że kurdyjscy komuniści, sami chwalili się na TikToku bronią otrzymaną od Amerykanów. 

Poleganie na Kurdach było poważnym błędem - ich iracki przywódca Barzani składał irańskiemu reżimowi kondolencje po śmierci Chameneia, a wcześniej robił interesy naftowe z ISIS. No ale, widocznie w CIA i waszyngtońskich think-tankach wciąż jest żywy mit romantycznego kurdyjskiego bojownika o wolność. To oczywiście mit stworzony w czasie wojny z Saddamem, a propagowany później przez różnych Repetowiczów liczących na to, że znajdą sobie dziewczynę w "feministycznych" jednostkach YPG. ( Aż mi się przypomniała jedna z części "Zemsty frajerów" - "To Mechtylda, frajerka z Kurdystanu" :)

To, że kurdyjscy komuniści przywłaszczyli sobie broń i Starlinki przeznaczone dla irańskiej opozycji przesądziły o tym, że styczniowe wielkie protesty społeczne zostały krwawo stłumione. Kurdyjskich komunistów obciąża więc śmierć tysięcy Irańczyków. I to ich działanie doprowadziło do wojny - skoro bowiem, nie udało się dokonać zmiany reżimu w Iranie rękami samych Irańczyków, to trzeba było sięgnąć po plan B, którego CZĘŚCIĄ jest wojna. Trump stwierdził, że ci kurdyjscy komuniści "sprowadzili na siebie śmierć". Dobry komunista, to martwy komunista.

Mamy więc wielki paradoks - Repetowicz ostro krytykuje wojnę z Iranem, a to przecież jego kumple do niej się mocno przyczynili. Nie tylko kurdyjscy komuniści, ale również szyiccy fanatycy z Iraku (podobne tałatajstwo, do tego, z którym walczyliśmy w 2004 r. w Karbali), których irański reżim w panice sprowadzał w styczniu do kraju, by utopić protesty we krwi. (Niedawno sprowadził ich więcej z Iraku oraz Afganistanu, bo aparat represji został zdziesiątkowany przez bombardowania. Część z nich już dostała, na co zasłużyła - kilkuset zginęło w bombardowaniu, gdy się stłoczyli po odprawie paszportowej na przejściu granicznym.)

Wróćmy jednak do tego, czym był plan B. Znaczna większość wojen nie jest prowadzona aż do totalnego wyniszczenia wroga, ale do zawarcia porozumienia politycznego. Po drugiej stronie musi być jednak ktoś gotowy na takie porozumienie. I tu dochodzimy do wielokrotnie powtarzanych przez Trumpa zapewnień, że prowadzone są "dobre i konstruktywne" rozmowy z Irańczykami. Tutaj trzeba zadać pytanie: z którymi Irańczykami?



Irańskie władze i dowództwo Korpusu Strażników Rewolucji zostały mocno przetrzebione w wyniku uderzeń dekapitacyjnych. Amerykanie wraz z Izraelczykami wyraźnie jednak oszczędzali dowództwo armii irańskiej, prezydenta Pezeszkiana i jego otoczenie, ministra spraw zagranicznych Araghchiego oraz przewodniczącego parlamentu Ghalibafa. Nazwisko tego ostatniego oficjela pojawiało się w kontekście tajnych negocjacji prowadzonych w Pakistanie. Oficjalnie im zaprzeczano, ale ostatecznie Ghalibaf pojawił się jawnie w Islamadzie wraz a Araghchim. Ich samolot był eskortowany przez pakistańskie myśliwce.

Czy ma on jednak zamiar negocjować w dobrej wierze? Po tym jak zostało zawarte bardzo ułomne zawieszenie broni, media zaczęły bezmyślnie powtarzać, że Amerykanie zgodzili się na 10 irańskich żądań obejmujących m.in. wycofanie wojsk USA z Bliskiego Wschodu i pozwolenie Iranowi na kontynuację programu nuklearnego. To oczywista bzdura - żadna amerykańska administracja nie przyjęłaby takich maksymalistycznych żądań. Owe 10 punktów podały irańskie państwowe media - co było podobną propagandą jak ich opowiastki o kilkakrotnym zatopieniu amerykańskiego lotniskowca. Z oficjalnego komunikatu Araghchiego wynikało, że podstawą do negocjacji będzie 15-punktowy plan amerykański oraz "szkielet" 10-punktowego planu irańskiego. Nie wiadomo jednak, o który 10-punktowy plan irański chodzi. Vance stwierdził, że początkowo Teheran przedstawił, coś jakby napisanego przez ChatGPT, co wyrzucono do kosza. Później pojawił się bardzo realistyczny plan, a potem media pisały o innym planie całkowicie od czapy. Źródła arabskie wskazywały natomiast, że irańscy negocjatorzy już wstępnie zaakceptowali 11 z 15 punktów planu amerykańskiego. 

To dlaczego Cieśnina Ormuz nadal jest przyblokowana, a w regionie trwa wymiana ciosów? Bo USA negocjują tylko z jedną frakcją w irańskich władzach. Druga frakcja - której najprawdopodobniej przewodzi Ahmad Vahidi, dowódca Korpusu Strażników Rewolucji - chce kontynuowania wojny. To tłumaczy dlaczego irańskie, reżimowe silniczki wyszły ostatnio na ulicę i zaczęły wyzywać Ghalibafa od "zdrajców", a nawet obrażać Kartonowego Modżtabę. Takie demonstracje śmierdzą Resortem na wiele kilometrów...



Pojawiła się teoria, że Ghalibaf kupił zaufanie Amerykanów dostarczając im wcześniej dane wywiadowcze. Mógł on wystawić im Laridżaniego, których uchodził za jego głównego rywala, a po likwidacji Chameneia był człowiekiem, który de facto rządził Iranem.

Baj de łej: gen. Esmail Qaani, podejrzewany o pracę dla Mosadu dowódca Sił Quds, który przetrwał bombardowanie bunkra Nasrallaha, kampanię dekapitacyjną z czerwca 2025 r. i likwidację Chameneia, wciąż żyje, trwa na stanowisku i odgrywa nawet propagandowe szopki.

Tuż przed ułomnym zawieszeniem broni amerykańskie bombowce B2 zbombardowały natomiast bunkier, w którym miało zginąć 50 wysokiej rangi oficerów Korpusu Strażników Rewolucji planujących kolejne ataki wymierzone w państwa regionu. Trump postował film rzekomo z tego ataku, i napisał o śmierci "wielu irańskich przywódców wojskowych". Ciekawe, czy ktoś ich wystawił?

Ghalibaf reprezentuje bardziej "materialistyczną" frakcję w irańskich władzach. To właściwie mafiozo (pamiętajmy, że Korpus Strażników wraz z Hezbollahem jest bardzo mocno zaangażowany w handel narkotykami). Jego syn nie walczy w obronie reżimu, ale odpoczywa w Monaco na jachcie z przyjaciółmi.



O ile na co dzień irańscy oficjele krzyczą "Śmierć Ameryce!", to podobnie jak peerelowskie komuchy wysyłają dzieci do USA. Świat niedawno dowiedział się o siostrzenicy gen. Sulejmaniego - influencerce, która korzystała z uroków kapitalistycznego życia w "szatańskiej Ameryce", dopóki nie zaczęła publicznie okazywać radości ze śmierci amerykańskich żołnierzy i została deportowana. Rubio zapowiada, że 4 tys. członków rodzin reżimowych irańskich oficjeli może również stracić prawo pobytu w USA.

Zauważmy, że Trump od początku wojny wypowiadał się ostrożnie o zmianie reżimu w Iranie, a wielokrotnie sugerował, że chce się dogadać z frakcją wewnątrz irańskich władz. 

Problem jednak w tym, że frakcja Ghalibafa-Pezeszkiana wcale nie musi zwyciężyć w wewnętrznej rywalizacji o władzę. Problemem jest to, że irańscy "twardogłowi" tacy jak Vahidi najprawdopodobniej myślą, że Iran wygrywa wojnę i nie ma powodów do ustępstw. Czy jednak jest tak w rzeczywistości?

Wielu wyciągniętych z dupy "ekspertów" twierdzi, że Iran "wyjdzie z tej wojny silniejszy niż był". Czyżby? 

Amerykanie, kosztem 15 zabitych i 538 rannych żołnierzy (z czego 315 szybko wróciło do służby, a tylko 6 było poważnie rannych) oraz Izraelczycy kosztem 13 zabitych żołnierzy w Libanie, 418 rannych żołnierzy, 27 zabitych i 7415 cywilów z różnymi obrażeniami zdołali zabić ponad 6,6 tys. irańskich żołnierzy i funkcjonariuszy aparatu represji, a ponad 15 tys. ranić. Wyeliminowano kilkudziesięciu wysokich rangą dowódcą i oficjeli, łącznie z najwyższym przywódcą. (Tutaj podsumowanie 52 likwidacji z ostatnich lat.) Ponadto zabito ponad 1400 bojowników Hezbollahu i trochę szyickiego tałatajstwa z Iraku. Zniszczono irańskie lotnictwo wojskowe i 155 jednostek morskich. Amerykańskie straty lotnicze to 0,015 proc.   względem liczby wykonanych lotów. W kwestii zniszczonych wyrzutni rakiet nie ma pewności - pesymistyczne oceny amerykańskiego wywiadu mówią o połowie pocisków, które zostały zniszczone. Zniszczono 90 proc. irańskiego przemysłu zbrojeniowego, a poważnie zdewastowano również m.in. irański przemysł chemiczny i stalowy. Reżim ocenia straty gospodarcze na 145 mld USD, podczas gdy nominalny PKB Iranu wynosił przed wojną 376 mld USD. Jedna trzecia irańskiej gospodarki została więc zniszczona w 40 dni. (O ile wcześniej Iran plasował się pod względem wielkości PKB między Egiptem a Portugalią, to obecnie plasuje się między Katarem a Ukrainą. PKB per capita spadł zapewne z poziomu "ukraińskiego" do "uzbeckiego".) "Ha, ha! Rozwaliliście nam tylko połowę armii i pocisków i nie doprowadziliście do zmiany władzy" - mogą się pocieszać zwolennicy irańskiego reżimu. Podobnie pocieszali się serbscy postkomuniści w 1999 r.

Jeśli Iran wygrał, to jest to "straszliwe zwycięstwo". Blokowanie Cieśniny Ormuz oraz uderzenia rakietowe w kraje ościenne, można traktować jako elementy zwycięstwa. Ciężką głupotą jest jednak mówienie o tym, że "Iran wyszedł z tej wojny silniejszy" lub, że "Amerykanie nie mają kart". Mają mnóstwo kart. Mogą bezkarnie zbombardować w Iranie wszystko, co chcą. Okazali jednak jak dotąd Irańczykom łaskę powstrzymując się od bombardowań elektrowni, rafinerii, rurociągów oraz innej infrastruktury krytycznej. Wojna prowadzona przez USA oraz Izrael jest też dosyć "czysta" jeśli chodzi o ofiary cywilne - zwłaszcza w porównaniu z izraelskimi działaniami w Strefie Gazy. 1030 zabitych, przy kilkunastu tysiącach uderzeniach lotniczych w terenach gęsto zaludnionych (w tym 160 po tym jak amerykański pocisk wystrzelony z okrętu lub irański interceptor spadł na szkołę leżącą w rogu działki z bazą wojskową), wskazuje na ostrożny dobór celów i chęć uniknięcia niepotrzebnych ofiar. Przed uderzeniami w irańskie mosty kolejowe, Izraelczycy dzwonili do maszynistów irańskich pociągów, by ich ostrzec przed atakiem.



Akcja z uratowaniem nawigatora zestrzelonego F-15 pokazała też, że Amerykanie są w stanie przeprowadzać operacje specjalne na dużą skalę wewnątrz Iranu. Zorganizowali przecież prowizoryczne lotnisko ponad 300 km w głębi irańskiego terytorium, pod wielkim miastem jakim jest Isfahan. Uratowali lotnika, nie ponosząc żadnych strat ludzkich, a eliminując wielu uczestników irańskiej obławy. (Analizę tej operacji robił Maciek na swoim blogu.) To trochę tak, jakby startując z Estonii Amerykanie zrobili podobny wjazd Ruskim w okolicach Wałdaju - nic dziwnego, że "Putin" się nie pokazuje. Można krytykować tę akcję, za utratę sprzętu lotniczego. Amerykańskie siły zbrojne to nie jest jednak armia brytyjska, czy niemiecka, która nie może sobie pozwolić na utratę nawet jednej maszyny. Amerykanie mają sprzętu w ch..., a jak ponoszą straty, to po prostu składają zamówienia na nowe w swoich fabrykach. Sprzęt był dla nich mniej ważny od uratowania doświadczonego pułkownika lotnictwa, którego niewola byłaby katastrofą wizerunkową dla Stanów Zjednoczonych. A przy okazji mogą wypróbować nowe "zabawki" - takie jak urządzenie CIA pozwalające wykryć z bardzo daleka bicie serca człowieku na pustkowiu.



W stronę Bliskiego Wschodu zmierzają nowe siły marines, elementy 82-giej Dywizji Powietrznodesantowej oraz m.in. brygada artylerii. Amerykanie mają więc karty w rękach. Ewentualna operacja zajęcia wysp w Zatoce Perskiej - przy dominacji w powietrzu - spotkałaby się pewnie z ograniczonym przeciwdziałaniem Irańczyków. Samymi atakami rakietowymi i dronowymi, nie byliby oni w stanie odbić terenu. Pamiętajmy też o sporej demoralizacji dotykającej nawet jednostki Korpusu Strażników Rewolucji. 

Inną kwestią jest to, jak długo irański reżim przetrwałby po wojnie. Poparcie dla niego przed wojną nie przekraczało 20 proc. (jedno z badań dla biura prezydenta Pezeszkiana pokazało tylko 8 proc. poparcia). Negocjacje rozejmowe ujawniły rozłam wśród zwolenników reżimu. Na jakie poparcie mogą więc liczyć Ghalibaf a na jakie frakcja apokaliptycznych szyitów? Część funkcjonariuszy reżimu chce ratować życie i majątki, a część liczy na powrót Mahdiego i 72 dziewice w raju... 

W momencie, w którym w Iranie zostanie odblokowany internet, zrobi się tam naprawdę ciekawie. Pahlavi - według "ekspertów" nie mający absolutnie żadnych wpływów w Iranie - wzywał "Nieśmiertelnych" do rozpoczęcia uderzeń w funkcjonariuszy reżimu. Jak na razie mamy jeden przypadek takiego udanego ataku, potwierdzony filmem wrzuconym do internetu. Może w ten sposób bawi się jakaś frakcja w irańskiej bezpiece. W Teheranie słychać było jednak w piątek wybuchy, mimo że na niebie nie było samolotów i dronów.

Co by mogła więc zrobić administracja Trumpa, by wzmocnić frakcję Ghalibafa-Pezeszkiana? (Poza dalszymi likwidacjami apokaliptycznych szyitów) Dać jej, coś, co mogłaby ona przedstawiać jako irańskie zwycięstwo.

Świat żyje kryzysem naftowo-nawozowym wywołanym przez przyblokowanie Cieśniny Ormuz. Dlaczego jednak Amerykanie, dysponując dominacją w powietrzu nie podjęli ŻADNEJ próby jej odblokowania? Rozumiem, że kraje NATO nie wysyłają tam okrętów - nie chcą, by ciapactwo wspólnie z propalestyńskim lewarstwem paliło im centra miast. (Okazuje się jednak, że pomimo publicznego sporu między Trumpem, a rządami państw Europy Zachodniej, rządy te PO CICHU wspierają USA w ich wysiłku wojennym. Robią tak m.in. Wielka Brytania, Francja, Włochy i Niemcy  - tylko czerwona Hiszpania się buntuje.)  Dlaczego podobnych prób NIE PODJĘŁY marynarki wojenne krajów regionu? Dlaczego przed wybuchem wojny Amerykanie wysłali dwa duże trałowce z Bahrajnu do Malezji? Dlaczego wszyscy udają, że wierzą w to, że Irańczycy zaminowali część Cieśniny Ormuz, mimo, że zniszczono im 95 proc. zapasów min morskich i okręty będące w stanie stawiać zapory minowe? Dlaczego przystań szybkich łodzi Korpusu Strażników Rewolucji na wyspie Larak została zbombardowana dopiero w tygodniu przed Wielkanocą? Dlaczego "punkty poboru myta" na wsypach Keszm i Larak nie zostały wypalone napalmem, białym fosforem i bombami termobarycznymi? Można by obie obrócić w dymiące skały, można obie zająć desantami powietrznymi lub morskimi. Amerykanie z jakiegoś powodu się jednak przed tym powstrzymali. Co więcej, zarówno Trump jak i przedstawiciele jego administracji sami zaczęli snuć wizję wspólnego pobierania myta w Cieśninie Ormuz wspólnie przez Iran, Oman oraz USA.

"Jesteś odklejonym od rzeczywistości MAGA-tardem i hasbarowcem!!! Jak możesz sugerować, że Amerykanie celowo pozwolili Irańczykom na blokadę Cieśniny Ormuz!?" - odezwie się część komentatorów.





Przypomnę więc ustawioną wojnę Yom Kippur z 1973 r. Izrael - działając w ramach planu ustalonego przez Henry'ego Kissingera - udawał, że nie widzi egipsko-syryjskich przygotowań do uderzenia. Pozwolono armii egipskiej zwyciężyć w pierwszej fazie wojny. Plan przewidywał, że Egipt zajmie kawał Synaju, a Syria Wzgórza Golan - Arabowie odzyskają swoją dumę i będą mogli zawrzeć trwały pokój z Izraelem. 

Sprawa się wówczas rypnęła, bo armia Assada nie mogła przełamać heroicznego oporu izraelskich czołgistów na Golanie. Assad wpadł w panikę i wezwał na pomóc Sowietów oraz błagał Saddata, by rozszerzył ofensywę na Synaju. Skończyło się tym, że gen. Ariel Szaron przekroczył Kanał Sueski i otoczył armię egipską na pustyni. Amerykanie doprowadzili wówczas do rozejmu, który w ciągu kilku lat przekształcił się porozumienie pokojowe, w wyniku którego Egipt odzyskał Synaj. Sowieciarz Assad się do niego nie przyłączył - i wiemy, jak to się później skończyło. 

Cała operacja polegała na daniu Arabom zwycięstwa nad Izraelem. Czyżby teraz też chodziło o daniu Iranowi pozorów strategicznego zwycięstwa, by doprowadzić do trwałego pokoju i przeorientowania geopolitycznego Iranu? 

Zauważmy, że frakcja Ghalibafa zaczęła ostro uderzać w nacjonalistyczne tony - nawet odwołujące się do czasów szacha! Trzecioświatowi prawicowcy z uwagą czytają złośliwości wypisywane na koncie twitterowym Ghalibafa. Tyle, że Ghalibaf słabo zna angielski. Prawdopodobnie prowadzi mu te konto jakiś amerykański prawicowy podcaster- groyper. (Stąd też liczne aluzje do Epsteina - dziwne, bo Ghalibaf ożenił się z 14-latką. Baj de łej: na resortowej demonstracji wymierzonej w Ghalibafa pojawił się najbardziej znany irański homoseksualny pedofil - Saeed Tousi, recytator Koranu, który był nauczycielem młodego Modżtaby, posądzanego o gejostwo. Dodajmy, że wciąż nie pochowany ajatollah Ali Chamenei jako chłopiec pracował w łaźni.) 

Skutkiem wojny z 1973 r. był szok naftowy - do którego doszło, po tym jak amerykańscy sojusznicy: szach oraz król Arabii Saudyjskiej podnieśli ceny ropy. Skutkiem ówczesnego szoku było niezwykłe wzbogacenie monarchii znad Zatoki Perskiej, którzy sporą część pieniędzy zainwestowali w USA, co przełożyło się na rzekę tanich kredytów, która zalała III świat i państwa komunistyczne. Po drugim szoku naftowym z 1979-1980 r. doszło do szokowej podwyżki stóp procentowych przez Fed i serii kryzysów zadłużeniowych w drugim i trzecim świecie. 


Dziwnie brzmią więc wygląda wpis Trumpa o nadchodzącym "najpotężniejszym resecie na świecie". Osintpolowcy biorą to za takie tam gadanie "zdemenciałego, pomarańczowego orangutana". Ja radziłbym nie lekceważyć takich zakodowanych sygnałów... Być może mamy do czynienia z procesem zastąpienia liberalnej globalizacji przez zmilitaryzowaną technokrację.

"Co się stało Trumpowi?" - zastanawia się na łamach "Do Rzeczy" Michał "Dupa" Krupa. Ksywka zobowiązuje, więc gostek  dziwi się, że Trump nie jest libertariańskim izolacjonistą zaprowadzającym pokój z Rosją, Pekinem i ich sojusznikami, a wojny ograniczającym jedynie do zniszczenia Izraela. Koleś chyba przegapił pierwszą kadencję Trumpa i pierwszy rok drugiej kadencji - dopiero teraz się "geniusz" ocknął. Ja od lat przekonywałem, że Trump to człowiek kompleksu wojenno-przemysłowego-technologicznego. Jego plany budżetu obronnego opiewającego na 1,5 bln USD (2,5 bln USD, gdy doliczymy bezpieczeństwo wewnętrzne) to potwierdzają. Trump to imperialny militarny keynsista w stylu Roosevelta, mający też sporo wspólnego z Nixonem. Gadki o jego "demencji" też są wzięte z dupy. RKF Jr. opowiadał, jak Trump z pamięci narysował flamastrem "idealną mapę" Bliskiego Wschodu i przy każdym państwie bezbłędnie napisał liczebność jego armii...

Nie śmiałbym się też z saudyjskich planów budowy futurystycznych miast takich jak Neom i The Line. To przykrywka do budowy w twardych, bazaltowych skałach Półwyspu Arabskiego, bunkrów dla elit na wypadek wydarzenia geofizycznego w stylu potopów sprzed 6 tys. i 12 tys. lat... 

No, ale to przecież złe teorie spiskowe. Nie to, co dobre teorie spiskowe różnych Repetowiczów, Szewków, generałów-admirałów Micków i magistrów Bartosiusiaków...

sobota, 4 kwietnia 2026

Tajemnica Ciemności

 




"Owego dnia - wyrocznia Pana Boga - zajdzie słońce w południe i w dzień świetlany zaciemnię ziemię." Am, 8,9

"Od godziny szóstej mrok ogarnął całą ziemię, aż do godziny dziewiątej." Mt, 27,45

"A gdy nadeszła godzina szósta, mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej." Mk, 15,33


"Było już około godziny szóstej i mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. Słońce się zaćmiło i zasłona przybytku rozdarła się przez środek." Łk 23,44-45

Według opisów z Ewangelii, śmierci Jezusa towarzyszyło niezwykłe zjawisko - ciemność, która zapadła nad Ziemią na trzy godziny. Tłumaczono je później zaćmieniem Słońca, do którego miało dojść akurat w marcu 33 r., a które poprzedzał tzw. Krwawy Księżyc. Problem jednak w tym, że żadne zaćmienie nie trwa tak długo. Prawa astronomii zaś wykluczą to, by doszło do zaćmienia w okolicach żydowskiego święta Paschy. Wszak odbywa się ono w pierwszą pełnię Księżyca po równonocy wiosennej. Do zaćmienia Słońca może tylko dojść wtedy, gdy Księżyc jest w nowiu - czyli pomiędzy Ziemią z Słońcem. Gdy jest on w pełni - to jest pod drugiej stronie globu ziemskiego niż Słońce i nie może zasłonić jego tarczy. Czyżby więc relacje ewangeliczne były tylko literacką, bliskowschodnią przesadą?

Okazuje się jednak, że o ciemności spowijającej przez kilka godzin Ziemię pisali też autorzy z innych kręgów kulturowych. Około 20 lat później wspominał o tym niewyjaśnionym zjawisku rzymski history Thallus. Grek, Flegon z Tralles, pisał o kilkugodzinnej ciemności, której towarzyszyło potężne trzęsienie ziemi w roku 202 rachuby olimpijskiej, czyli w roku 33 n.e. Zanotował on, że ten kataklizm wydarzył się o godzinie 6 ówczesnej rachuby, czyli w południe. Chrześcijański autor Tertulian pisał w 197 r., że w rzymskich archiwach są relacje mówiące o kilkugodzinnej ciemności w ciągu dnia i że każdy może po nie sięgnąć. Nikt mu wówczas nie zarzucił kłamstwa w tej materii. Dionizy Aeropagita, Grek nawrócony na chrześcijaństwa, pisał natomiast o obserwacjach kilkugodzinnej ciemności w ciągu dnia w egipskim Heliopolis. Wskazywał, że to zjawisko niewytłumaczalne.



Zjawisko to obserwowano również w bardzo odległych krajach. Kroniki chińskiej dynastii Han, za rządów cesarza Gaungwu, w roku odpowiadającym naszemu 33 r. n.e., w miesiącu kwietniu, na kilka godzin zapadła ciemność nad Chinami. Astronomowie nie potrafili wytłumaczyć tego zjawiska. Cesarz Gaungwu skomentowało to, że Stwórca Wszechświata musiał się czymś bardzo zdenerwować.



Opisy "dnia bez Słońca" są też bardzo mocno osadzone w mitologii oraz przekazach historycznych prekolumbijskich cywilizacji z Ameryki Środkowej i Południowej. Na podstawie tych przekazów nie da się jednak stwierdzić, dokładnie kiedy doszło do tego zdarzenia. 



Zjawisko wielogodzinnej ciemności w środku dnia zapamiętali również australijscy Aborygeni. (Ich tradycja mówiona opisuje np. wybuchy wulkanów sprzed 7 tys. lat, których ślady odkrywa dopiero teraz współczesna nauka.) Co ciekawe, ich mitologia mówi, że oprócz Najwyższego Ojca Kreatora istniał też jego Syn Mediator.



Historyczność Jezusa jest podważana, choć źródeł pisanych z epoki dotyczących jego życia jest więcej niż biografii niejednego cesarza rzymskiego. Oczywiście Ewangelie i Apokryfy są uznawane przez akademickich historyków za "stronnicze", fragment w pracy Józefa Flawiusza za "fałszerstwo", a wzmianki w pracach rzymskich dziejopisów za mało istotne. Ci sami akademiccy historycy traktują śmiertelnie poważnie "Germanię" Tacyta - zawierającą opowiastki "z mchu i paproci", a znaną jedynie z odpisu średniowiecznego opisu. Potrafią też na podstawie jednego słowa w kronice zbudować całą skomplikowaną teorię... Skoro więc nie ma dowodu na historyczność Jezusa, to czemu w Talmudzie znalazła się opowieść Tolodot Jeszu opisująca Go jako straszliwego maga, który ukradł Imię Boże? Żydzi wymyślili sobie Jezusa? A może wymyślili sobie jeszcze Hitlera?

W Talmudzie Babilońskim (Yoma 39b), jest jeszcze bardzo intrygująca opowieść o tym, że co roku w Paschę, przez Świątynię rozpościerano czerwoną wełnianą nić, która w cudowny sposób stawała się biała, na znak oczyszczenia. Około 40 lat przed zburzeniem Świątyni (do którego doszło w 70 r. n.e.) cud przestał się powtarzać. Ciekawe dlaczego?



Na pewno arcykapłan Kajfasz domyślał się dlaczego. To on przeprowadził proces Jezusa - łamiąc przy tym mnóstwo żydowskich praw dotyczących procedury sądowej. To on w trakcie tego procesu historycznie rozdarł swoje kapłańskie szaty - łamiąc prawo rytualne. To on widział rozdartą zasłonę przybytku, po tym jak trzęsienie ziemi towarzyszące ukrzyżowaniu Chrystusa uszkodziło Świątynię.
W grobie  Kajfasza znaleziono z jakiegoś powodu gwoździe - podobne do tych używanych w trakcie ukrzyżowania. Czyżby kazał się z nimi pochować? Czy zdawał sobie sprawę, że wydał okupantom na śmierć Syna Boga? Czy wiedział, że ściągnął na swój naród klątwę trwającą co najmniej 1900 lat? 


***

O wojnie i geopolityce nie będę pisał w Święta - bo po co? I tak się to wszystko pewnie rozstrzygnie później. Wszystko, co bieżące i ponadczasow tak macie na X-ie. 

Zapraszam za to na blog z recenzjami. A tam dwie mocne pozycje: "W piekle czerwonego imperium" Edwarda Bucy - bardzo mocne i realistyczne wspomnienia człowieka, który był jednym z przywódców buntu w Workucie - oraz "Rasizm przeciw Słowiańszczyźnie" Karola Stojanowskiego - wznowienie książki z 1934 r. mocno niszczącej wiele teorii Zychowicza i Studnickiego. 

***

Wszystkim Czytelnikom życzę: Wesołych i Pogodnych Świąt Zmartwychwstania Pańskiego!




sobota, 28 marca 2026

I-Run!

 




W tytule zeszłotygodniowego wpisu znalazło się określenie "deeskalacja przez eskalację". Niezależnie ode mnie o czymś podobnym napisał Krzysztof Wojczal, zwracając uwagę na ustępstwa obu stron: wstrzymanie się od dalszych uderzeń w instalacje wydobywcze oraz irański komunikat, że nie będą minować Cieśniny Ormuz, jeżeli Amerykanie nie zajmą im wyspy Chark. (Ustępstwem było również tymczasowe zwolnienie od sankcji irańskiej ropy znajdującej się już w transporcie morskim, nad którym tak mocno masturbowali się nasi trzecioświatowcy. Było to jednak nie ustępstwo wobec Iranu tylko wobec Indii. Iran już wcześniej dostał zapłatę za tę ropę - z chwilą jej załadowania na tankowce. Po zniesieniu sankcji, ładunki z tym surowcem zostały przekierowane z Chin do Indii.) Na oznaki deeskalacji mało kto jednak wówczas zwracał uwagę, bo wszyscy byli wystraszeni zapowiedzią Trumpa, że zniszczy irańskie elektrownie. W poniedziałek jednak Trump poinformował o przesunięciu tego ultimatum i o "konstruktywnych i dobrych" negocjacjach z Iranem. Propaganda Teheranu zaczęła gwałtownie zaprzeczać, że jakiekolwiek rozmowy są prowadzone, by wkrótce później przyznać, że jednak doszło do wymiany stanowisk poprzez pośredników i wydać komunikat, że "nie chcemy już negocjować z Kushnerem i Witkoffem, bo wolimy rozmawiać z J.D. Vancem". Choć libkowskie media promują z uporem maniaka wersję, że "ha, ha, głupi Trump negocjuje sam ze sobą", to jednak wiele źródeł z regionu wskazuje, że do realnych negocjacji rzeczywiście doszło. Do Pakistanu przyleciał na te rozmowy Mahommed Bagher Ghalibaf, czyli przewodniczący irańskiego parlamentu. Pakistańskie władze wręcz szczycą się, że pomogły Amerykanom w tej tajnej dyplomacji. W pośredniczeniu uczestniczyły też ponoć Turcja i Egipt. Generał SWR twierdzi natomiast, że w proces negocjacyjny mocno zaangażowany jest również Łukaszenka.

"Ha, ha, ha, głupi Trump, negocjuje, bo mocno dostał od Iranu!" - będą się brechtać libki i trzecioświatowcy. Oczywiście nie zauważyli oni licznych sygnałów wysyłanych przez amerykańską administrację od wielu miesięcy, że chętnie dogadałaby się z bardziej rozsądną frakcją we władzach w Teheranie. USA wielokrotnie dystansowały się od tego scenariusza przewidującego całkowitą zmianę reżimu (objęcie władzy przez irańską opozycję). Ponoć wątpiły w zdolność zwolenników szacha do przeprowadzenia przewrotu i objęcia władzy. Izrael był w tej kwestii bardziej optymistyczny, co wynikało z obserwacji dotyczących ostatniej fazy wielkich protestów antyreżimowych. Stąd też izraelska kampania systematycznego równania z ziemią baz Korpusu Strażników, milicji basaji, posterunków policyjnych, "bezpiecznych domów" bezpieki i posterunków kontroli drogowych (co doprowadziło do tego, że basiji śpią na kartonach pod mostami, jak bezdomni). Kielcczok w komentarzu pod poprzednim wpisem określił księcia Pahlaviego mianem "przegrywa". Tymczasem ten przegryw w ostatnich latach skutecznie zalewał totalitarny Iran swoją propagandą, tak że w czasie demonstracji zwykli Irańczycy zjednoczyli się pod dawną flagą i hasłami o powrocie Pahlavich. Chciałbym, by nasz "obóz patriotyczny" był choć w 10 proc. tak skuteczny w mobilizowaniu mas jak ten rzekomy "przegryw". "No to gdzie się podziała ta opozycja?!" - spytają niektórzy. Tak się składa, że szach sam apelował do Irańczyków, by nie wychodzili na ulice podczas bombardowań i by trzymali się z dala od obiektów takich jak posterunki policji. Czas na demonstracje miał nadejść w jednej z kolejnych faz.  Dziennikarz, który jako pierwszy wskazał na tajny kanał negocjacyjny w Pakistanie, donosił również, że Pahlavi nawiązał również kontakty wśród irańskich wojskowych, którzy mieliby wystąpić przeciwko reżimowi. Problem jednak w tym, że amerykańsko-izraelskie bombardowania tak zdezorganizowały armię irańską, że nie jest zdolna do przeprowadzenia zamachu stanu. Trzyma się za to - mimo dużych strat - Korpus Strażników Rewolucji, czyli siła, która przed wojną była lepiej finansowana i uzbrojona niż armia. Netanjahu niedawno zasugerował Trumpowi, że czas zaapelować do Irańczyków o wyjście na ulice. Trump oponował, mówiąc że doszłoby wówczas do masakry irańskich cywilów. Izrael - obawiając się, że prezydent USA szybko ogłosi rozejm - zmodyfikował więc kampanię bombardowań, przesuwając akcenty z niszczenia infrastruktury aparatu represji na niszczenie potencjału wojskowego i przemysłowego Iranu.

Czytając o stosunku USA do irańskiej opozycji, czuje się jakbym czytał "Tajne pieniądze" Zyzaka. Tam również opisano jak różni "eksperci" z think-tanków deprecjonowali polską opozycję antykomunistyczną, a administracja Reagana kombinowała jak porozumieć się z jedną z rzekomo "reformatorskich" frakcji w reżimie, co zakończyło się ostatecznie na przejęciu części esbectwa przez CIA za administracji Busha. Podobny manewr mieliśmy też ostatnio w przypadku Wenezueli.

Czy rzeczywiście jednak w Teheranie istnieje frakcja gotowa porozumieć się z USA? Ghalibaf, czyli "irański Czarzasty", to koleś, który chwalił się, że jadąc na motocyklu lał dechą protestujących studentów. To mafiozo, więc materialista. Mógł rzeczywiście uznać, że nie ma co, ginąć za Kartonowego Modżtabę i upośledzonych umysłowo szyickich silniczków - lepiej zachować życie i majątek, nawet w scenariuszu, w którym doszłoby do oddania władzy. Problem jednak w tym, że inne irańskie frakcje pewnie myślą inaczej. Gdy wyszło na jaw, że Ghalibaf brał udział w rozmowach z Amerykanami, wylała się na niego rzeka hejtu w irańskich, reżimowych kanałach na Telegramie. Powszechnie oskarżano go o zdradę i życzono mu śmierci. 

Warto jednak zwrócić uwagę na to, że na kilka dni przerwano kampanię uderzeń dekapitacyjnych. Wyjątek zrobiono tylko dla dowódcy floty Korpusu Strażników, czyli kolesia odpowiadającego za częściową blokadę Cieśniny Ormuz. To uderzenie mocno podłamało zwolenników reżimu. Dobrze byłoby wyeliminować również Vahidiego, który znalazł się na pierwszym miejscu w łańcuchu dowodzenia Korpusu Strażników.

Czasem można jednak odnieść wrażenie, że siłami irańskimi nikt już nie dowodzi na poziomie centralnym, a po prostu lokalni dowódcy Korpusu Strażników realizują nadal wytyczne sprzed wojny. Widać to choćby po sprzecznych działaniach dotyczących Cieśniny Ormuz - raz Irańczycy mówią, że żegluga jest swobodna dla statków z zaprzyjaźnionych krajów, innym razem cofają dwa chińskie kontenerowce. Resztki irańskich centralnych struktur dowodzenia oraz decydenci polityczne muszą mieć ograniczoną świadomość sytuacyjną. Mogą więc rzeczywiście uważać, że "Iran wygrywa".

Część komentatorów oburza się, że nie przyłączam się do antyamerykańskiej propagandy pałującej się każdą amerykańską stratą. No cóż, oprócz mnie o tym, że Iran wyraźnie przegrywa piszą m.in. Budzisz (polecam ten jego tekst), Wojczal, Grzegorz Kuczyński, płk Mariusz KozłowskiWłodzimierz Wrzosek, Podczarski, bloger Jaszczur (nie mylić z Olszańskim) a przeciwnego zdania są magister Bartosiusiak, Repetowicz, postkomunista Szewko i tacy debile jak Romcio Kuźniar. To, że Iran wystrzeliwuje jeszcze rakiety, nie świadczy o jego zwycięstwie. III Rzesza ostrzeliwała Londyn rakietami V2 jeszcze 27 marca 1945 r. Z podobnym skutkiem. To, że jedna na sto rakiet trafi w jakąś bazę i zrani bądź zabije kilku żołnierzy, jest celebrowane przez gówno-trzecioświatowców jako "wielkie zwycięstwo Iranu". No cóż, Saddam w czasie I Wojny w Zatoce zdołał zestrzelić aliantom kilkadziesiąt samolotów i śmigłowców. Serbowie przynajmniej zestrzelili Amerykanom F-117 (który latał co dziennie po rutynowej trasie, na rutynowej wysokości, a dane o tym przekazał rosyjski szpieg w centrali NATO). Iranowi się to nie udało. Irańskie straty wojskowe i aparatu represji sięgają zapewne około 6 tys. zabitych (takie są oceny organizacji prawoczłowieczej Hengaw), a straty cywilne 640 zabitych (to zaskakująco mało, jeśli bierzemy pod uwagę to, że doszło do uderzeń lotniczych w kilkanaście tysięcy celów). Kill ratio: 1:200 i poważnie zdegradowane irańskie zdolności wojskowe. Jeśli to irańskie zwycięstwo, to jest naprawdę "straszliwe zwycięstwo".

Niektórzy wskazują, że Iran - pomimo klęski na poziomie taktycznym i operacyjnym - wygrywa strategicznie, bo zagraża żegludze w Cieśninie Ormuz. Jak to więc możliwe, skoro jego siły zbrojne zostały tak zdemolowane przez Amerykanów oraz Izraelczyków? Mamy do czynienia z sytuacją podobną jak w czasie wojny z Hutimi i z somalijskimi piratami. Oni też zagrażali żegludze we wrażliwych miejscach. Aktywność piratów mocno w ostatnich latach osłabła - co ma związek z tym, że USA ciągle, bez rozgłosu bombardują Somalię. Huti ograniczyli swoją aktywność, po krótkiej wymianie ciosów z US Navy w pierwszych miesiącach rządów Trumpa. Dodatkowo Izrael wykończył im cały rząd jednym atakiem lotniczym. Ostatnio znów przystąpili do walki - wystrzeliwując symbolicznie jedną rakietę na izraelską pustynię. Mogą znów narobić gnoju przy Bab el-Mendeb, ale na razie są dosyć spokojni.

Dyszą za to chęcią zemsty Saudyjczycy i władcy ZEA. MBS namawia Trumpa na kontynuowanie bombardowań, aż do urwania łba szyickiemu wężowi. ZEA rozważa oficjalne przystąpienie do wojny. Magister Bartosiusiak przekonuje, co prawda, że arabskie monarchie śmiertelnie obraziły się na USA, za to, że "nie ochroniły ich" przed irańskimi rakietami i dronami. No tak, o tej "śmiertelnej obrazie" świadczy choćby, to że zamówiły więcej amerykańskiej broni. Chińska bowiem "jakoś nie pykła" - na 52 rakiety przeciwokrętowe made in ChRL wystrzelone w USS Abraham Lincoln nie doleciała żadna. Gadanie o petrojuanie mającym zastąpić petrodolara jest też mocno przedwczesne. Juan musiałby najpierw stać się walutą w pełni wymienialną, nie podlegającą kontroli przepływu kapitału. Nie widać też, by kraje regionu odsuwały się od USA. Wręcz przeciwnie. Arabskie monarchie mówią Trumpowi, że przede wszystkim należy zniszczyć irański arsenał rakietowy. Irańczycy wystrzeliwują gdzieś tak po 10 rakiet dziennie, oszczędnie gospodarując zapasami. Amerykańskie służby oceniają, że zniszczono na pewno jedną trzecią ich arsenału rakietowego, dalsza jedna trzecia jest "uszkodzona" lub zasypana gruzem w podziemnych tunelach. Trump mówi o 3,5 tys. celów, które pozostały do zniszczenia. Rozważana jest opcja mocnego zakończenia wojny. Nie musi ona wcale obejmować zajęcia wyspy Chark (irańscy żołnierze czekają tam już w okopach z dronami FPV  - nie ochroni ich to jednak przed bombami). Amerykanie mogą zająć trzy wyspy w Cieśninie Ormuz - i twierdzić, że nie dokonały inwazji lądowej na Iran, bo te wyspy są sporne (za swoje terytorium uważa je ZEA). Oprócz nich, celem inwazji mogłyby stać się irańskie wyspy u wejścia do Ormuzu - Qeshm (długa na 100 km) lub Larak (długa na 9 km), ewentualnie również wyspa Kish, stanowiąca irańską strefę wolnocłową i bezwizową. Oczywiście sama groźba zajęcia tych wysp może być jedynie argumentem prowadzonym w negocjacjach z irańską frakcją "szczurów opuszczających okręt".

Jeżeli Izrael zrezygnował z gry na zmianę reżimu, a USA dogadają się z Teheranem, to prawdopodobnie będziemy mieć później dogrywkę. Tak sądzi też Wojczal. Podobnie jak on, uważam, że trzecia wojna z Iranem, będzie toczyła się w szerszej koalicji obejmującej kraje arabskie. Mocniej się one zabezpieczą na wypadek powtórki blokady Cieśniny Ormuz. W ramach tych zabezpieczeń zneutralizowani zostaną Huti. Arabskie monarchie uruchomią też swoje służby specjalne, do uderzenia w irański reżim oraz jego regionalnych sojuszników, takich jak Hezbollah czy irackie milicje. (Przy okazji znów przekonujemy się jak wielkim błędem było obalenie Saddama. Mówcie o nim, co chcecie, ale on przynajmniej potrafił zająć się szyickim, terrorystycznym tałatajstwem.)

Trzeciej wojny z Iranem da się uniknąć, wspierając irańską opozycję i przeprowadzając do końca operacji zmiany reżimu. Wystarczyłoby zapewnienie wsparcia lotniczego (choćby i dronowego) demonstrantom - rozwalanie policyjnych sił prewencji, basijich i strażników na ulicach Teheranu. Można po zajęciu np. wyspy Kish - wysłać tam szacha, by utworzył rząd jedności narodowej. Problemem jednak jest czas. Amerykanie nie chcą, by ceny ropy rosły zbyt długo. Są więc gotowi tymczasowo dogadać się z jedną z frakcji rządzących Iranem. Takie dogadanie się nie zapewni jednak długoterminowego przetrwania reżimowi. Jedno z przedwojennych badań, przeprowadzonych dla prezydenta Pezeszkiana, wykazało ponoć, że reżim cieszy się poparciem tylko 8 proc. mieszkańców Iranu. Dodajmy do tego głęboki kryzys gospodarczy, zniszczoną infrastrukturę aparatu represji i likwidację szeregu prominentów - która może się powtórzyć. 

Reżim więc wcześniej, czy później upadnie. Od USA zależy, to jak szybko się to stanie. Można to zrobić szybciej, ponosząc wyższe koszty teraz, a unikając ich w przyszłości, lub wznowić wojnę później, przedłużając problemy. Gdy po wybuchu rewolty w Syrii przekonywałem, że Turcja i USA powinny wspomóc zbrojnie tę rebelię i obalić Assada, straciłem sporo czytelników i byłem wyzywany od izraelskich agentów i zwolenników dżihadu. Po 10 latach okazało się, że miałem rację - reżim Assada został obalony w wyniku jednej ofensywy, a władze nowej Syrii dogadały się z Amerykanami. Nie doszło do apokaliptycznych rzezi, ani wprowadzenia kalifatu. Imigracja netto z Syrii do Europy stała się ujemna. Dało się to zrobić 12 lat wcześniej - uniknięto by w ten sposób kilkuset tysięcy ofiar śmiertelnych i powstania Państwa Islamskiego. Tak samo, da się obalić irański reżim - wystarczy nie słuchać think-tankowych "ekspertów".

W trakcie obecnej wojny z Iranem mamy do czynienia ze zbieżnością interesów kilku sił: USA (które uderzają w Chiny i szykują nowy ład pozwalający ograniczyć im w przyszłości obecność na Bliskim Wschodzie), Izraela (który eliminuje zagrożenie regionalne), arabskich monarchii (które też chcą likwidacji bliskiego zagrożenia) oraz irańskiej opozycji (która chce obalić reżim, który wpędził kraj w nędzę). Widzimy też pewną ewolucję stanowiska Europejczyków - Wielka Brytania i Francja zaczynają montować koalicję na rzecz odblokowania Cieśniny Ormuz. Chęć wysłania swoich okrętów na Bliski Wschód entuzjastycznie zapowiedziała Estonia. Ukraińcy chcą się przypodobać USA, wysyłając na Bliski Wschód swoje interceptory dronów i specjalistów od obrony przeciwlotniczej. (Przy okazji pozbawili Rosję okazji do zarobienia na wzroście cen ropy - niszcząc terminal naftowy w Primorsku i Ust-Łudze oraz eliminując 40 proc. rosyjskich możliwości eksportu surowca.) No tylko głupie, pańszczyźniano-peerelowskie Priwislańcy chcą być większymi Eurocuckami od swoich niemieckich panów i prześcigają się w deklaracjach, jak to dystansują się od złych, amerykańskich imperialistów. Może liczą na to, że Irańczycy będą na swoich rakietach naklejali ich zdjęcia tak jak fotki Pedro "Hijo de la Puta" Sancheza. 

Rozśmieszył mnie na przykład generał Polko, który jojczy, że "Amerykanie powtórzyli wszystkie błędy z Iraku i Afganistanu razem wzięte". Wszystkie, czyli które? Polko wśród tych błędów wymienia, to że w Iraku rozwiązali wojsko i policję. Zaraz zaraz, czyżby jego zdaniem Amerykanie zrobili to samo już w Iranie? Czy już okupują Iran, a my to przegapiliśmy? Wydaje mi się, że po śmierci gen. Skrzypczaka, Polko objął funkcję dyżurnego generała, który bezmyślnie mieli jęzorem w mediach.

Mamy też całą masę prawicowców, którzy oburzają się na to, że ich święty, rewolucyjno-islamsko-bolszewicki Iran, dostaje bęcki od złowrogiego Izraela. Rozumiem ich stanowisko. Ja też nie lubię Netanjahu. Ostro krytykowałem Izrael za to, co robił w Strefie Gazy i w Syrii. Teraz nie podoba mi się, co robi w Libanie. Głęboko gardzę izraelskimi osadnikami i innymi świrami z tamtejszych ortodoksyjnych sekt. Wielokrotnie pisałem ostro krytyczne teksty na temat judaizmu - doprowadzając tym ewangelikalnych sekciarzy do krwawej sraczki w komentarzach. Podzielam jednak zdanie Machiavellego (którego wielcy prawicowcy chyba nie czytają), że zło czasem może owocować dobrem, a dobro złem. Polscy prawicowcy jojczą, że Trump nie odpowiada ich definicji wymarzonego ultraprawicowego kutechona, będącego ultratradycyjnym skopcem i w związku z tym, wszystko co robią USA (nie mówiąc o Izraelu) jest z gruntu złe. Ja twierdzę, że z Roosevelta był kawał skurwysyna, ale amerykańskie wojska zrobiły dobrą robotę rozwalając esesmanów z Dachau. Tak samo wietnamskie komuchy zrobiły dobrą robotę najeżdżając Kambodżę w 1979 r. 

No cóż, u nas i w USA rozlewa się szeroko propaganda mówiąca, że to wojna, w którą Izrael wciągnął USA, a nawet, że to "wojna Epsteina", a to bogate arabskie monarchie - wraz z irańską opozycją - najmocniej się opowiadają za jej zaostrzeniem. Tymczasem Ehud Barak - kumpel Epsteina, czy też nawet jego oficer prowadzący - opowiada się przeciwko tej wojnie. Przypominam, że wcześniej Epstein sprzedawał broń Iranowi. Wykorzystywanie przez Iran w swojej propagandzie motywu  blondwłosej dziewczynki na Wyspie Epsteina (nie było tam, aż tak młodych!) razem z Indianem, kowbojem, policjantem, marynarzem, budowlańcem, japońskim chłopcem z Hiroshimy, wietnamską wieśniaczką, Jemeńczykiem, gejnerałem Sulejmanim i starym pedofilem Alim Chameneim - obserwujących irańską rakietę lecącą na Nowy Jork, można interpretować jako zapowiedź zemsty za zabójstwo Epsteina :)

Baj de łej: Alexis Wilkins, piosenkarka country a zarazem dziewczyna dyrektora FBI Kasha Patela napisała ciekawą rzecz. Zwróciła uwagę na sieć trolli podlegającą generałowi Michaelowi Flynnowi. Owa sieć rozpowszechniała wcześniej o niej plotkę, że jest "czerwoną jaskółką" podstawioną Patelowi przez Mosad. Owa sieć trolli rozpowszechniała też wiele wrzutek uderzających w administrację Trumpa, które rezonowała z treściami rozpowszechnianymi przez duginistów. Związki z operacją prowadzoną przez Flynna ma również Candence Owens. Tuż po zabójstwie Kirka, Owens zaczęła operację osłaniającą radykalne lewactwo, kierując podejrzenia na Izrael, a następnie na wdowę po Kirku i ostatecznie ośmieszyła sprawę teoriami o tym, że Kirk był podróżnikiem w czasie mającym z nią sekretny romans. Gdy koleś z CIA Joe Kent nagle wyskoczył ze swoimi antywojennymi rewelacjami, to niemal natychmiast zostały one też rozpowszechniane przez trollownię Flynna i w ciągu 24 godzin miał już długi wywiad u Tuckera Curlsona. 

Przed zamachem na Trumpa w Butler, zielony beret będący człowiekiem Flynna pisał, że Flynn może uczynić Trumpa "odpornym na zabójstwo".

Przypominam, że Flynn, szef wywiadu wojskowego DIA za Obamy i zarazem twórca ruchu QAnon, to uczeń płka Michaela Aquino - specjalisty od wojny psychologicznej, twórcy satanistycznej Świątyni Seta. 

Podejrzewam, że siatka generała Flynna gra teraz na JD Vance'a, któremu ponoć mocno nie podoba się wojna z Iranem. Vance ostro opieprzył Netanjahu w rozmowie telefonicznej. Nie zdziwiłbym się, gdyby w ciągu kilku miesięcy ludzie Flynna przeprowadzili zamach na Trumpa (możliwe, że przy współpracy z Irańczykami), dający władzę ludziom Vance'a. (Który ostatnio stwierdził, że "UFO i obcy to demony", więc jednoznacznie postawił się po stronie tych, którzy chcą blokować ujawnienie w tych kwestiach.)

Trollownia Flynna zapewne bierze udział też w operacji netowego budowania sympatii dla niemieckiego nazizmu (nie żadnej skrajnej prawicy, czy faszyzmu, ale dla autentycznego, zbrodniczego nazizmu) wśród amerykańskiej młodzieży. Robiła to otwarcie m.in. Candence Owens (dobrze podsumowana przez Laurę Loomer jako "ghetto bitch"). Operacja ta ma podatny grunt, gdyż wcześniej przez wiele lat libki wpychały Amerykanom aż do odruchów wymiotnych tęczowo-transowo-feministyczno-BLMową propagandę, a wojna w Strefie Gazy niesamowicie wzmocniła propalestyńskie lewactwo. 

Wasz Ulubiony Autor wspomniał o owej akcji "nazyfikacyjnej" w podcaście u Jaremy Jamrożka, dotyczącym jego książki "Demony nazistów".



sobota, 21 marca 2026

Superagent Tucker i deeskalacja przez eskalację

 


Tucker Carlson niedawno twierdził, że CIA czytała jego korespondencję mailową z Irańczykami i chce go oskarżyć o szpiegostwo. Biały Dom temu zaprzeczył. Okazało się jednak, że Tucker najprawdopodobniej mocno przyczynił się do likwidacji najwyższego irańskiego przywódcy ajatollaha Alego Chameneiego i towarzyszących mu ponad 40 dygnitarzy. Zgromadzili się oni na śniadaniu u najwyższego przywódcy, w jego oficjalnej rezydencji, bo uznali, że Trump tylko blefuje i nie ma zamiaru zaatakować. Kto ich do tego przekonał? Tak się złożyło, że Tucker krążył tuż przed atakiem między USA a Iranem. Po odbyciu kilkugodzinnej rozmowy z Trumpem, rozmawiał z irańskimi oficjelami. Wszystko mogło się więc potoczyć jak w ostatnim odcinku Psyop Anime.



Przypominam, że ojcem Tuckera był Dick Carlson, dyrektor Głosu Ameryki za Reagana i agent CIA. Zauważmy również, że po likwidacji Chameneia, Putin przestał pojawiać się na Kremlu. Pamiętacie pewnie wywiad, jakiego udzielił on Tuckerowi?

Po tym jak Tucker pomógł zdekapitować irańskie przywództwo, trzecioświatowa prawica wraz z libkami dała się złapać na kolejną operację specjalną: sprawę rezygnacji Joe Kenta, byłego oficera sił specjalnych i funkcjonariusza CIA, który był mało znanym biurokratą zajmującym się walką z terroryzmem. Zrezygnował on ze stanowiska w proteście przeciwko wojnie w Iranie. Natychmiast udzielił wywiadu Tuckerowi, w którym naopowiadał kocopałów w stylu, że "wojna z Irakiem, doprowadziła do wojny domowej w Syrii". Mrugnął okiem do widzów Candance Owens mówiąc, że rzekomo "Izrael zablokował śledztwo w sprawie zabójstwa Charliego Kirka". (Przypomnijmy, że po zamordowaniu Kirka, amerykańskie lewactwo było w panice, że zrobią mu Noc Oczyszczenia. Wówczas pojawiła się Candance, najpierw twierdząc, że Kirka zabił Mossad, a później, że Kirk był podróżnikiem w czasie, który objawiał się jej w snach i miał z nią potajemny romans.) Nie wiem jaki jest cel tej maskirowki, ale nawet taki meksykański turbogej z FBI, jakim jest Nick Fuentes trafnie zauważa, że:

"Wszyscy ci ludzie to CIA, to jakieś szaleństwo. Peter Thiel dotuje Kenta i Vance’a w 2022 roku, a Tucker promuje ich obu w swoim programie. Syn Tuckera pracuje dla Vance’a. Tucker zna Thiela od 1992 roku. Thiel jest kontraktorem CIA, ojciec Tuckera kierował USIA, Joe Kent dołączył do CIA w 2018 roku, a Vance był marines zrekrutowanym przez Thiela na Yale.

Gdy Kent przegrywa, Tucker i Blumenthal mszczą się na mnie swoim paszkwilem w „Grayzone”, nazywając MNIE agentem federalnym. Kilka miesięcy później nowa żona Kenta, Heather Kaiser, publikuje tekst wraz z Blumenthalem w „Grayzone”. Ojciec Blumenthala, Sidney, był najemnikiem wywiadu. Blumenthal współpracuje z RT i PressTV.

David Sacks wzywa do zakończenia wojny, kilka dni później Kent składa rezygnację na ręce J.D. Vance’a, po czym pojawia się u Tuckera. Sacks należy do „mafii PayPal”, jest wieloletnim współpracownikiem Thiela i Muska, bliskim powiernikiem J.D. Vance’a i dotował go w 2022 roku. Sacks przemawiał u boku Tuckera w Rockbridge Network, która stworzyła 1789 Capital – fundusz, który sfinansował Tucker Carlson Network."

(koniec cytatu)

Co ciekawe, Kent wcześniej publicznie wzywał Trumpa do dokonania ataku prewencyjnego na Iran.

Mamy więc jakąś dziwną wojenkę pomiędzy CIA a FBI. Przypominam, że akt Epsteina Trump był informatorem FBI (zwracałem uwagę na taką możliwość już w 2016 r., w czasie gdy różne debile masturbowały się, że to "rosyjski agent").  Przypominam też, że obecna wojna zmniejsza szansę na republikańską nominację w 2028 r. dla J.D. Vance, a wzmacnia pozycję Marco Rubio.

Oczywiście mamy też do czynienia z poważnymi przetasowaniami wewnątrz władz Iranu.

Został zlikwidowany - wraz z dowódcą basijich - Ali Larijani, czyli koleś, który faktycznie kierował Iranem w pierwszych tygodniach wojny i odpowiadał za strategię przewidującą skoncentrowanie ataków na krajach arabskich. (Miesiąc wcześniej zięć Larijaniego mówił protestującym studentom: idźcie poszukać swoich przyjaciół w kostnicy Kahrizak.Pozostały do eliminacji trzy osoby ze ścisłego kierownictwa Korpusu Strażników Rewolucji.

Z irańskich najwyższą rangą dygnitarzy, którzy sprawowali swoje stanowiska w 2025 r., przeżyło już niewielu. Na poniższej, dolnej fotografii, są tylko prezydent Pezeszkian (z pochodzenia Azer) i generał Qaani. Okazało się, że nadal przebywa w Iranie - na wolności i na dotychczasowym stanowisku. Jakoś nikt go tam nie podejrzewa o pracę dla Mossadu lub CIA...




Gejowski kartonowy Modżtaba nadal nie pokazuje się przed kamerami. Pojawiły się pierwsze przecieki mówiące, że zmarł w teherańskim szpitalu. Podczas przemówienia z okazji święta Nowruz (irański Nowy Rok), Pezeszkian siedział obok żałobnej fotografii przedstawiającej Modżtabę, Alego Chameneia i Chomeiniego. Przypomnę, że Alego Chameneia nadal nie pochowano...

Przy okazji wyszła na jaw ciekawa relacja szefa protokołu najwyższego przywódcy z bombardowania w dniu 28 lutego. Mojtaba ocalał, bo w ostatniej chwili wyszedł do ogrodu.

Dostali też ponoć Chińczycy. Jak czytamy: "Trzech ekspertów od radarów z 14. Instytutu Badawczego China Electronics Technology Group Corporation w Nankinie — czołowego zespołu od chińskich radarów antystealth — zginęło w pierwszej fazie amerykańskich uderzeń. Ich ciał nie odnaleziono. Zginęło także siedmiu techników DJI, chińskiej firmy produkującej drony, a od 300 do 400 chińskich wojskowych i specjalistów technicznych pozostaje uwięzionych lub jest uznanych za zaginionych w podziemnych bunkrach, których współrzędne miały wyciec do Izraela."



Trump zapowiada, że "może zdecyduje się na zmniejszenie intensywności wojny z Iranem". Skoro tak mówi, to szykuje się eskalacja. W grze jest zajęcie wyspy Chark, przez którą przechodzi 90 proc. irańskiego eksportu ropy. Może też chodzić o zajęcie brzegu Cieśniny Ormuz. Nad Zatoką Perską już ponoć pojawiły się samoloty A-10 Warthgog i wraz ze śmigłowcami Apache rozwalają irańskie szybkie łodzie motorowe. A-10 to stara, ale fajna maszyna. Ostatnio młóciła ona w Iraku kumpli Repetowicza, czyli bojowników lokalnych szyickich milicji. Chyba młóciła skutecznie, bo wstrzymali ataki i w amerykańskiej ambasadzie w Bagdadzie rozpoczęły się tajne rozmowy rozejmowe.

W kwestii Cieśniny Ormuz wiele rzeczy mnie zdumiewa. Trump doskonale wiedział, że wojna zagrozi tranzytowi przez ten akwen. Mówili mu przecież o tym wojskowi. Zdecydował się jednak na to, bo ponoć uznał, że konflikt będzie krótki. Fajne tłumaczenia, ale kłócą się one z wcześniejszymi doniesieniami mówiącymi, że USA przygotowują się na wielotygodniowe bombardowania Iranu. I rzeczywiście, operację lotniczą drobiazgowo rozpisano na kilka tygodni. Dlaczego więc nie przygotowano w podobny sposób operacji morskiej? Dlaczego dwa duże trałowce odesłano z Bahrajnu do Malezji? Rozumiem, że izraelska marynarka wojenna nie pojawi się tam ze względów politycznych, ale dlaczego marynarki wojenne państw Zatoki Perskiej same nie wzięły się do eskortowania tankowców? 

Rozumiem, że eurocucki nie chcą brać udziału w wojnie Trumpa, ale niezależnie od niego mogliby stworzyć własną flotyllę do ochrony żeglugi w Cieśninie Ormuz, choćby po to, by pokazać "europejską siłę". Jak to jest, że w szczycie histerii szykowali się do wysadzenia w powietrze pasów startowych lotnisk na Grenlandii, by nie wpadły one w ręce Amerykanów, a nie kwapią się do zabezpieczenia żywotnych europejskich interesów gospodarczych na Bliskim Wschodzie. Choć kraje Europy Zachodniej dystansują się od wojny, to też są celami irańskich ataków. Włosi stracili w Iraku drona, a w Kuwejcie uszkodzono im dwa myśliwce Eurofighter.

W tym tygodniu doszło do eskalacji, w postaci izraelskiego ataku na Południowy Pars - największe irańskie pole gazowe. Iran odpowiedział atakiem rakietowym na katarską instalację gazową w Ras Lafan. Atak ten wyłączył - być może nawet na 5 lat - 17 proc. katarskiej produkcji gazu. Przypominam, że Katar to kraj, który dotychczas starał się utrzymywać przyjazne relacje z Iranem. Cena ropy skoczyła do prawie 120 USD za baryłkę. Trump stwierdził, że Izrael zaatakował Południowy Pars bez jego wiedzy - co jest akurat kłamstwem, bo atak ten skoordynowały USA z Izraelem - że Netanjahu już tego nie będzie robił, a jak Irańczycy znów uderzą w Katar, to wysadzi im całe pole gazowe. Przekaz w stylu bliskowschodnim, ale po nim ataki ustały. Iran ogłosił natomiast, że będzie przepuszczał przez Cieśninę japońskie tankowce, choć przecież Japonia jest bliskim sojusznikiem USA. Dziwnie to wygląda, co nie?

Być może Trump uchylił rombka tajemnicy mówiąc, że spodziewał się, że cena ropy skoczy jeszcze mocniej... Podejrzewam więc, że mamy do czynienia z manipulacją rynkiem na gigantyczną skalę połączoną z przemodelowaniem globalnych rynków energii. (USA korzystają m.in. na kłopotach Kataru, odczuwając zwiększony popyt na własne LNG). Libki i trzecioświatowi dupoprawicowcy odpowiedzą: nie, to niemożliwe, Trump jest po prostu zły i głupi, nigdy nie angażowałby się manipulacje rynkowe! Czyżby? Koleś, będący symbolem amerykańskiego biznesu z lat 80-tych nie angażowałby się w manipulacje rynkowe? Gówno wiecie, w dupie byliście i chuja widzieliście.

Tak ogólnie, to po dziesięciu latach analizowania Trumpa (zwykle przez wyciągniętych z dupy pseudoekspertów), zachodnie rządy nadal nie mogą go rozgryźć. Wiele z tego, co on mówi da się jednak właściwie "odkodować". Gdy Trump twierdzi, że wszystkie irańskie rakiety zostały zniszczone wraz z armią irańską, to komentatorzy się śmieją, że gada głupoty. A to element magicznego rytuału - słowna wizualizacja oczekiwanego efektu - takie afirmacje rodem z "Potęgi podświadomości".

Ogólnie też dużo się ukrywa, co do udziału państw arabskich w tej wojnie. Nad niebem Iranu zaobserwowano coś przypominającego Mirage'a czy Eurofightera. To prawdopodobnie samolot z lotnictwa wojskowego ZEA. Mohamed bin Salman namawia Trumpa do ostrzejszych uderzeń w Iran. Ponoć inne kraje Zatoki, też chcą, by Amerykanie "ucięli łeb wężowi". Ogólnie rzecz biorąc arabskie monarchie po cichu cieszyły się z tego, że Izrael w ostatnich latach wykrwawił Hamas, Hezbollah, Hutich oraz Iranem. Zarówno one jak i USA źle przyjęły tylko atak Izraela na Syrię - uznany za niesprowokowaną agresję. 

Irański reżim świętuje to, że udało mu się uszkodzić amerykański F-35. Film z jego trafienia prawdopodobnie jest lipny. Samolot ponoć lądował na twardo, a pilot został zraniony przez szrapnel. Czyli eksplodowało coś w pobliżu. Prawdopodobnie pilot poczuł się na tyle pewnie, że zszedł na niski pułap. Miarą "sukcesu" Irańczyków jest to, że to jedyny amerykański samolot uszkodzony w boju na Iranem, choć Amerykanie oraz Izraelczycy wykonali tam kilkanaście tysięcy lotów bojowych. Serbom w 1999 r. przynajmniej udało się zestrzelić F-117.

W necie chodzą oczywiście ciężkie fejki o tym, że Irańczycy zatopili Amerykanom lotniskowiec USS Gerald Ford, zniszczyli 73 samoloty na lotnisku Ben Guriona, czy zabili Netanjahu wraz z kilkoma izraelskimi generałami. W praktyce wyrządzili Izraelowi niewielkie szkody. Owszem uderzonych zostało kilka prywatnych odrzutowców na lotnisku Ben Guriona. Poza tym irańska rakieta spadła 400 metrów od Meczetu al-Aksa. Iran omal więc pomógł Izraelowi zrobić miejsce na Trzecią Świątynię.

Amerykańsko-izraelskie ataki na Iran przyniosły natomiast, jak dotąd, zadziwiająco mało ofiar cywilnych. Oficjalne dane irańskiego reżimu mówią o 223 zabitych kobietach i 202 dzieciach, z czego 160 ofiar śmiertelnych miał przynieść jeden atak na szkołę leżącą w rogu działki zajmowanej przez bazę wojskową. Mówimy o prawie trzech tygodniach kampanii lotniczej obejmującej kilkanaście tysięcy uderzeń. 

W Iranie święto Nowruz. Kilka dni wcześniej Irańczycy mieli festiwal światła, z tańcami przy ogniskach. Reżim zabronił odpalać fajerwerków z tej okazji, ale Irańczycy to olali. Wznosili przy ogniskach okrzyki na cześć szacha, śpiewali nacjonalistyczną pieśń Ey Iran palili flagi republiki islamskiej, tańczyli przy remixie "Khamenei is dead"  i dobrze się bawili. Czasem siły reżimowe rozpędzały te zgromadzenia. Ogólnie jednak basiji mają ostatnio ciężko, wielu z nich ginie w atakach dronowych (złośliwcy robią im kawały z nagranymi odgłosami nadlatujących dronów), wielu śpi na kartonach pod mostami. Taki to kartonowy reżim z kartonowym najwyższym przywódcą.

Wesołego Nowrozu! Javid Shah!




***

Smutna wiadomość z wczoraj - R.I.P. Chuck Norris.