W czasie uwaga świata skupiała się na śmierci jakiegoś lewackiego cucka w Minneapolis (takim shitholu trochę przypominającym Donbas), w Pekinie prawdopodobnie doszło do próby zamachu stanu.
Ponoć generałowie Zhang Youxia i Liu Zhenli chcieli aresztować Xi Jinpinga w jednym z pekińskich hoteli. Ich plan jednak wyciekł, Xi w porę się ewakuował, a w hotelu doszło do strzelaniny pomiędzy żołnierzami tych generałów a ochroniarzowi Xi Jinpinga. Czy do tego rzeczywiście doszło? Tego nie wiemy. W każdym bądź razie chińskie trolle w necie zamilkły na kilka dni - tak jakby nagle zmieniono im zwierzchników. Wiadomo, że dwóch wspomnianych generałów aresztowano i był to początek większej czystki w ChALW. Zhang został oskarżony o korupcję oraz przekazywanie Amerykanom chińskich tajemnic nuklearnych - co jest pewnie typową lipą na potrzeby czystki. Zhang był wiceprzewodniczącym Centralnej Komisji Wojskowej i de facto najwyższym rangą dowódcą wojskowym w ChRL. To również jeden z nielicznych chińskich generałów mających jakiekolwiek doświadczenie bojowe - był weteranem wojny z Wietnamem w 1979 r. To, że nie udała mu się akcja z próbą pojmania Xi Jinpinga stawia jednak pod dużym znakiem zapytania jego umiejętności dowódcze. Dlaczego zdecydował się na taki krok. "By ratować Partię i kraj" przed Xi Jinpingiem. Ponoć nie podobało mu się, że Xi chciał uczynić swoim następcą jednego ze swoich nieślubnych synów. Generał Zhang ponoć też spierał się z Xi w kwestii przygotowań do inwazji na Tajwan. Xi domagał się, by siły zbrojne były gotowe na tą operację już w 2027 r., Zhang wskazywał, że realną datą będzie 2035 r.
Czy czystka zdoła osłabić Chińską Armię Ludowo-Wyzwoleńczą, czy jednak ją wzmocni promując młodszych, lepiej przygotowanych oficerów na stopnie generalskie? Trudno powiedzieć, zwłaszcza jeśli głównym kryterium awansu będzie lojalność ideologiczna. Wygląda jednak na to, że Xi uparł się, by siły zbrojne przeprowadziły w ciągu kilku lat inwazję na Tajwan - nawet jeśli nie będą na to gotowe. Taka operacja - desant morski i powietrzny na Formozę - może się skończyć dla ChRL olbrzymią kompromitacją militarną. Xi może jednak się łudzić, że Wyspę uda się zdobyć szybko, zanim nadejdzie odsiecz z USA i Japonii. Dużo bezpieczniejszą opcją byłaby blokada morska, ale ona wymusiłaby próby jej przełamania przez US Navy i Japońskie Morskie Siły Samoobrony, a to zepchnęłoby świat na skraj wojny nuklearnej. Nie dziwie się więc, że generał Zhang próbował zapobiec takiemu scenariuszowi.
Na niekorzyść Chin działa to, że w ostatnich tygodniach USA przyspieszyły demontaż ich systemu sojuszniczego. Po Wenezueli (gdzie wypuszczani są więźniowie polityczni siedzący od czasów Chaveza), przyszła pora na blokadę naftową Kuby (której może starczyć ropy na kilkanaście dni), utratę Kanału Panamskiego przez Chińczyków oraz na uderzenie na Iran. Mieliśmy do czynienia w ostatnich dniach z dalszą koncentracją amerykańskich sił w regionie. Gen. Shlomi Binder, szef Amanu (izraelskiego wywiadu wojskowego) przedstawił władzom USA oraz Izraela krytyczne dane i stwierdził, że atak stanowiłby szansę, która mogłaby się nie powtórzyć przez wiele lat. Oficjalnie Arabia Saudyjska, ZEA, Katar i Azerbejdżan zadeklarowały, że nie pozwolą USA skorzystać ze swojej przestrzeni powietrznej do ataku na Iran. Te oświadczenia mają jednak przede wszystkim przekonać Iran, by nie dokonywał uderzeń odwetowych na cele położone na ich terytorium. Tymczasem saudyjski minister obrony stwierdził, że jeśli USA nie uderzą, to irański reżim stanie się silniejszy. Kilka państw arabskich dostarczyło Amerykanom dane dotyczące celów w Iranie. Wsparcia wywiadowczego Amerykanom udzielili też Brytyjczycy i Francuzi, a brytyjskie, niemieckie, włoskie i hiszpańskie samoloty transportowe przerzucały coś do regionu - pogłoski o "śmierci NATO" po raz kolejny okazały się bardzo przesadzone.
Kwestią otwartą jest sama data ataku. Były przecieki mówiące, że dojdzie do niego w niedzielę nad ranem. Zapewne jednak potrzeba jeszcze kilku dni na przygotowania. Zwłaszcza jeśli ma to być atak dekapitacyjny na dużą skalę. Zapewne znów będziemy też oglądać filmy z "fajerwerkami" nad Izraelem, ale bierzmy pod uwagę, że Iran nie jest obecnie znacząco silniejszy niż był w czerwcu 2025 r.
Zamieszanie w Pekinie i niepewność, co do losów irańskiego sojusznika mogły wpłynąć na przyjęcie przez Rassiję oferty rozejmu "energetycznego". Bierzmy jednak pod uwagę też to, że Rosja traci na froncie po 1 tys. żołnierzy dziennie i po ponad 30 tys. miesięcznie. Ukraińcy deklarują, że mogą zwiększyć to do 50 tys. miesięcznie, tak by całkowicie utylizować frontowe uzupełnienia. Z nimi jest coraz gorzej, o czym świadczy choćby to, że wysyłani do ataku są inwalidzi, rekruci karani są w drastyczny sposób, a w szeregach armii rosyjskiej coraz częściej można zobaczyć Afroziomali. Istna Czarna Sotnia! (Niektórych z nich Ruscy posyłają do ataków samobójczych z przytroczonymi minami przeciwpancernymi.) W ciągu ostatnich dwóch lat Rosja zdobyła 1 proc. terytorium Ukrainy, tracąc 500 tys. zabitych i rannych. Rosyjskie wojska zdobywały dziennie na odcinku Czasiw Jar 15 m terenu, w Pokrowsku 70 m, a najwięcej w Hulajpolu - 297 m. Specjalna Operacja Wojskowa na Ukrainie trwa już dłużej niż wojna niemiecko-sowiecka. Rosyjska armia straciła na Ukrainie 325 tys. zabitych - jeśli dodać wagnerowców (utylizowanych więźniów) i milicje z DNR i ŁRL, to straty można oceniać na powyżej 400 tys. Do tego doliczmy ponad 4300 czołgów (licząc wyłącznie straty potwierdzone wizualnie), ponad 8700 różnego rodzaju bwp, blisko 1000 dział samobieżnych, 545 MLRS, 368 wyrzutni rakiet przeciwlotniczych, 112 radarów, 174 samoloty, 166 śmigłowców i 29 okrętów (od krążownika rakietowego i okrętów podwodnych po łodzie patrolowe). Wszystko to po to, by zdobyć ruiny bloków z czasów Chruszczowa...
Ameryka też jednak ma problemy, o czym świadczą choćby niedawne zdarzenia w Minessocie. Po zastrzeleniu przez rządowych funkcjonariuszy lewackiego aktywisty Alexa Prettiego (wyglądającym na pierwszy rzut oka na egzekucję), doszło do ogromnego wzmożenia moralnego przeciwko ICE, czyli "Gestapo Trumpa". Amerykański prezydent, po "miłej rozmowie" z gubernatorem Walzem, postanowił deeskalować sytuację. Wycofał z Minessoty do Kalifornii ostrego komendanta Grega Bovino, a w jego miejsce wprowadził Toma Homana - swego czasu odznaczonego przez Obamę za masowe deportacje nielegalnych imigrantów (Obama deportował ich ponad 3 mln, a w jego aresztach deportacyjnych zmarło 56 osób, a lewarstwo jakoś wówczas przeciwko temu nie protestowało). Homan nakazał ICE skupić się wyłącznie na aresztowaniach nielegalnych imigrantów z kryminalną przeszłością. Przy okazji doszło do ciekawego zwrotu akcji - podległa gubernatorowi Walzowi policja stanowa zaczęła rozpędzać lewarskie demonstracje. Lewary zaczęły demonstrować przeciwko Walzowi. Lokalny lider (Trans)Antify wpadł w panikę i zaczął się ukrywać. Hakerzy wykradli dane lewarów z grup blokujących ICE i wysyłają je fedziom. Nieco wcześniej, wyciekły zapisy czatów z lewarskiej grupy na Signalu łączące ludzi gubernatora Walza z organizacją zamieszek. Wcześniej, w Maine rozbił się samolot z dwoma najbardziej aktywnymi prawnikami zwalczającymi ICE.
Okazało się, że Rene Good i Alex Pretti zginęli właściwie za nic.
Choć zgon Prettiego wygląda na typowe "suicide by cop", to badany jest również wątek wypadku z bronią. Eksperci wskazywali wcześniej, że pistolet, który Pretti przyniósł na demonstrację ma wadę konstrukcyjną, w wyniku której może on czasem sam wypalić, mimo zabezpieczenia. Sprawdzane jest więc, czy doszło do wystrzału, w chwilę po konfiskacie tej broni, a funkcjonariusze nie zareagowali na ten strzał odruchowo "neutralizując" podejrzanego za pomocą 9 kul. Nie było to profesjonalne zachowanie, ale jest szansa na wybronienie się. Zwłaszcza, że wyszły na jaw filmy pokazujące, że na poprzednich demonstracjach Pretti zachowywał się bardzo agresywnie - niemal jak te kodziarskie debile, co zakłócają uroczystości smoleńskie. Tydzień przed śmiercią wdał się w przepychankę z funkcjonariuszami ICE, w trakcie której złamano mu żebro. Mimo to, chciał nadal robić dym - przeszkadzając im w egzekwowaniu prawa (pięknoduchom przypominam: nielegalne przekraczanie granicy jest przestępstwem). Wcześniej stracił pracę pielęgniarza, bo zachowywał się "nieodpowiednio" wobec pacjentów. Rodzina twierdziła, że w ciągu ostatnich trzech miesięcy bardzo się zmienił i wdał w niewłaściwe towarzystwo. Antifiarskie lewary mówią takim zaburzonym psychicznie osobnikom, że powinni "uderzyć nazistę", ale nie uświadamiają ich, że domniemany "nazista" z rządowej agencji może ich całkowicie na legalu odstrzelić.
Sondaże pokazują, że działalność ICE i DHS jest netto źle oceniana przez Amerykanów. Jednocześnie pokazują one jednak, że większość Amerykanów chciałaby deportacji wszystkich nielegalnych imigrantów. Wśród tych, którzy źle oceniają DHS jest więc również spory odsetek tych, którzy sądzą, że ICE zbytnio się cacka z nielegalnymi i powinien aresztować ich więcej. W niechęci do nielegalnych przodują przedstawiciele i przedstawicielki pokolenia Z, którzy wrzucają jednoznaczne materiały na TikToka oraz Instagrama. Tworzą absurdalne memy dotyczące Rene Good i Alexa Prettiego oraz mody do strzelanek, w których można rozwalać tych lewarskich męczenników. (Wyobraźcie sobie: gracie w Call of Duty, czy w co tam teraz gra gimbaza i nagle wyskakuje Wam przed lufę karabinu Babcia Kasia ze Szczurkiem.)
Natknąłem się na post, w którym jeden lewar jojczył, że z Minnesoty deportowano już tylu Somalijczyków, że demokraci mogą tam stracić jeden mandat w Izbie Reprezentantów. Nie wiem, czy to prawda. To zbyt piękne, by było prawdziwe. Republikanie szykują jednak ustawę przewidują obowiązek przedstawienia dokumentu identyfikacyjnego w lokalu wyborczym. Demokraci jojczą, że to "zamach na uczciwość wyborów". Uczciwe wybory to bowiem, takie w których możesz zagłosować bez okazywania żadnego dokumentu potwierdzającego twoją tożsamość - a czasem możesz nawet w ostatniej chwili, bez żadnego dokumentu dopisać się do spisu wyborców. W krajach Trzeciego Świata nie odchodzą takie cyrki wyborcze, jak w miastach rządzonych przez demokratów...
Tymczasem Trump nominował na nowego szefa Fedu Kevina Warsha, który zasiadał w Radzie Gubernatorów Rezerwy Federalnej w latach 2006-2011. Z tej okazji, cena srebra tąpnęła o 30 proc. w ciągu jednej sesji. Warsh jest mężem Jane Lauder, córki miliardera Ronalda Laudera, będącego przewodniczącym Światowego Kongresu Żydów. To Ron Lauder ponoć namówił Trumpa w 2018 r., by podjął próby zakupu Grenlandii.
Ciekawie poglądy monetarne Warsha zreferował Daniel Kostecki z CMC Markets:
"Kluczowym elementem obecnej doktryny Warsha jest przekonanie o potężnej, dezinflacyjnej mocy technologii. W jego ocenie szeroka implementacja AI może doprowadzić do gwałtownego wzrostu produktywności, który w perspektywie jednego pokolenia mógłby podwoić standard życia.
Pogląd ten stoi w wyraźnej sprzeczności z konsensusem FOMC, reprezentowanym m.in. przez wiceprzewodniczącego Philipa Jeffersona. Dla Jeffersona szybki wzrost gospodarczy automatycznie generuje presję inflacyjną.
Warsh odrzuca takie myślenie. Uważa, że inflacja jest wynikiem decyzji decydentów, a nie nieuchronnym następstwem wzrostu zamożności. W jego modelu dynamiczny wzrost produktywności umożliwia utrzymywanie niskich stóp procentowych bez ryzyka przegrzania gospodarki.
Tym samym staje się swoistym technologicznym gołębiem w sprawie kosztu pieniądza.
Krytyka systemu obfitych rezerw – relikt przeszłych kryzysów
Centralnym punktem krytyki Warsha wobec dorobku Jerome’a Powella i poprzedników od 2008 r. jest dzisiejszy system operacyjny Fedu, czyli tzw. reżim obfitych rezerw. Jego zdaniem bilans jest dziś rozdmuchany, a cały mechanizm stanowi nadmierną formę wsparcia dla sektora bankowego.
Po kryzysie 2008 roku Fed przestawił się na utrzymywanie dużej nadpłynności poprzez skup aktywów (QE). Banki komercyjne przechowują środki na rachunkach w Fed, który płaci im za to odsetki. Warsh postrzega ten model jako coś, co osłabia motywację do finansowania realnych projektów i premiuje największe instytucje finansowe oraz rząd kosztem mechanizmów rynkowych.
Powrót do systemu rzadkich rezerw sprzed 2008 roku
Wizja Warsha zakłada powrót do struktury bilansu znanej sprzed 2008 roku, czyli do systemu rzadkich rezerw. W tamtym modelu Fed utrzymywał niewielki bilans, odpowiadający jedynie na potrzeby gotówkowe oraz wymogi regulacyjne. Nie płacono odsetek od rezerw, co zmuszało banki do aktywnego zarządzania płynnością i naturalnego działania rynku międzybankowego.
Warsh uważa, że obecny rozmiar bilansu jest artefaktem minionych kryzysów i nie ma uzasadnienia w stabilnym środowisku gospodarczym. Postuluje drastyczną redukcję portfela obligacji skarbowych i hipotecznych, co miałoby odessać nadmiar płynności z systemu bankowego. Byłoby to posunięcie radykalne, ale w jego ocenie konieczne dla przywrócenia efektywności mechanizmów rynkowych.
Niższe stopy procentowe za mniejszy bilans
Najbardziej oryginalnym elementem monetarnej filozofii Warsha jest połączenie dwóch działań, które tradycyjnie uznaje się za sprzeczne: redukcji bilansu (QT) oraz obniżek stóp procentowych. W klasycznym ujęciu QT działa zacieśniająco, a obniżki stóp luzująco. Warsh jednak widzi to inaczej.
Jego zdaniem uwolnienie kapitału zamrożonego w bilansie Fed i skierowanie go do gospodarki realnej umożliwi obniżenie kosztu pieniądza dla gospodarstw domowych oraz małych i średnich przedsiębiorstw. W praktyce jego koncepcja przypomina swoistą transakcję wiązaną, czyli Fed ogranicza preferencyjne warunki dla banków w zamian oferując tańszy pieniądz i środowisko szybkiego wzrostu napędzanego technologią. Docelowo rola Fed miałaby się zmienić z dominującego gracza finansowego w instytucję, która jedynie wyznacza cenę pieniądza i pozwala rynkom swobodnie alokować kapitał.
Jeśli do powyższych zmian dojdzie, to będziemy świadkami monetarnego trzęsienia ziemi, ponieważ najważniejszy bank centralny świata, pod przewodnictwem Kevina Warsha, będzie zmieniać cały swój reżim, w którym operuje od 2008 roku."
(koniec cytatu)
Oczywiście Warsh nie będzie sam decydował o polityce pieniężnej. Będzie musiał przekonać resztę FOMC do swojej wizji. Nie musi więc dojść do zmniejszania bilansu Fedu. Jeśli jednak do niego w końcu dojdzie, to będzie cholernie ryzykowne, gdyż taka procedura uderzy w płynność na rynkach. Może też prowadzić do skoków rentowności obligacji - no chyba, że obniżki stóp procentowych zrównoważą QT. W ostatnich latach wzrost gospodarczy w USA był w dużym stopniu stymulowany przez ekspansję fiskalną. Dług publiczny był de facto nacjonalizowany - udział zagranicznych inwestorów w długu dostępnym dla inwestorów spadł z 42 proc. w 2011 r. do 32 proc. w 2025 r. Koncepcja Warsha niesie natomiast ryzyko, że będzie rósł dług prywatny - czyli czynnik, który doprowadził do kryzysu z 2008 r. No chyba, że koncepcje Warsha spotkają się dużym oporem wewnątrz Fedu i skończy się na tym, że USA będą mieć niższe stopy procentowe bez znaczącej redukcji sumy bilansowej banku centralnego.
Na świecie dzieją się więc bardzo ciekawe rzeczy, a Polaczki zajmują się w tym czasie pieskami ze schronisk i powtarzaniem niemieckiej propagandy bóldupiącej na USA... A sami Niemcy przyznają: bez USA musielibyśmy zwiększyć wydatki na obronność do 10 proc. PKB (szef CSU Soder) i nie ma powodów, by wątpić w zaskakująco dobrą kondycję Trumpa (Merz). A Ukraińcy chyba nie słyszeli słów Merza, że nie ma szans na przyjęcie ich kraju w 2027 r. do UE... Nie chcieliście słuchać Ruttego, nie chcecie słuchać Merza, słuchacie wyciągniętych z d... "osintowców", którzy robią "osint" zaglądając na stronę Onetu i Wyborczej...






























