sobota, 21 marca 2026

Superagent Tucker i deeskalacja przez eskalację

 


Tucker Carlson niedawno twierdził, że CIA czytała jego korespondencję mailową z Irańczykami i chce go oskarżyć o szpiegostwo. Biały Dom temu zaprzeczył. Okazało się jednak, że Tucker najprawdopodobniej mocno przyczynił się do likwidacji najwyższego irańskiego przywódcy ajatollaha Alego Chameneiego i towarzyszących mu ponad 40 dygnitarzy. Zgromadzili się oni na śniadaniu u najwyższego przywódcy, w jego oficjalnej rezydencji, bo uznali, że Trump tylko blefuje i nie ma zamiaru zaatakować. Kto ich do tego przekonał? Tak się złożyło, że Tucker krążył tuż przed atakiem między USA a Iranem. Po odbyciu kilkugodzinnej rozmowy z Trumpem, rozmawiał z irańskimi oficjelami. Wszystko mogło się więc potoczyć jak w ostatnim odcinku Psyop Anime.



Przypominam, że ojcem Tuckera był Dick Carlson, dyrektor Głosu Ameryki za Reagana i agent CIA. Zauważmy również, że po likwidacji Chameneia, Putin przestał pojawiać się na Kremlu. Pamiętacie pewnie wywiad, jakiego udzielił on Tuckerowi?

Po tym jak Tucker pomógł zdekapitować irańskie przywództwo, trzecioświatowa prawica wraz z libkami dała się złapać na kolejną operację specjalną: sprawę rezygnacji Joe Kenta, byłego oficera sił specjalnych i funkcjonariusza CIA, który był mało znanym biurokratą zajmującym się walką z terroryzmem. Zrezygnował on ze stanowiska w proteście przeciwko wojnie w Iranie. Natychmiast udzielił wywiadu Tuckerowi, w którym naopowiadał kocopałów w stylu, że "wojna z Irakiem, doprowadziła do wojny domowej w Syrii". Mrugnął okiem do widzów Candance Owens mówiąc, że rzekomo "Izrael zablokował śledztwo w sprawie zabójstwa Charliego Kirka". (Przypomnijmy, że po zamordowaniu Kirka, amerykańskie lewactwo było w panice, że zrobią mu Noc Oczyszczenia. Wówczas pojawiła się Candance, najpierw twierdząc, że Kirka zabił Mossad, a później, że Kirk był podróżnikiem w czasie, który objawiał się jej w snach i miał z nią potajemny romans.) Nie wiem jaki jest cel tej maskirowki, ale nawet taki meksykański turbogej z FBI, jakim jest Nick Fuentes trafnie zauważa, że:

"Wszyscy ci ludzie to CIA, to jakieś szaleństwo. Peter Thiel dotuje Kenta i Vance’a w 2022 roku, a Tucker promuje ich obu w swoim programie. Syn Tuckera pracuje dla Vance’a. Tucker zna Thiela od 1992 roku. Thiel jest kontraktorem CIA, ojciec Tuckera kierował USIA, Joe Kent dołączył do CIA w 2018 roku, a Vance był marines zrekrutowanym przez Thiela na Yale.

Gdy Kent przegrywa, Tucker i Blumenthal mszczą się na mnie swoim paszkwilem w „Grayzone”, nazywając MNIE agentem federalnym. Kilka miesięcy później nowa żona Kenta, Heather Kaiser, publikuje tekst wraz z Blumenthalem w „Grayzone”. Ojciec Blumenthala, Sidney, był najemnikiem wywiadu. Blumenthal współpracuje z RT i PressTV.

David Sacks wzywa do zakończenia wojny, kilka dni później Kent składa rezygnację na ręce J.D. Vance’a, po czym pojawia się u Tuckera. Sacks należy do „mafii PayPal”, jest wieloletnim współpracownikiem Thiela i Muska, bliskim powiernikiem J.D. Vance’a i dotował go w 2022 roku. Sacks przemawiał u boku Tuckera w Rockbridge Network, która stworzyła 1789 Capital – fundusz, który sfinansował Tucker Carlson Network."

(koniec cytatu)

Co ciekawe, Kent wcześniej publicznie wzywał Trumpa do dokonania ataku prewencyjnego na Iran.

Mamy więc jakąś dziwną wojenkę pomiędzy CIA a FBI. Przypominam, że akt Epsteina Trump był informatorem FBI (zwracałem uwagę na taką możliwość już w 2016 r., w czasie gdy różne debile masturbowały się, że to "rosyjski agent").  Przypominam też, że obecna wojna zmniejsza szansę na republikańską nominację w 2028 r. dla J.D. Vance, a wzmacnia pozycję Marco Rubio.

Oczywiście mamy też do czynienia z poważnymi przetasowaniami wewnątrz władz Iranu.

Został zlikwidowany - wraz z dowódcą basijich - Ali Larijani, czyli koleś, który faktycznie kierował Iranem w pierwszych tygodniach wojny i odpowiadał za strategię przewidującą skoncentrowanie ataków na krajach arabskich. (Miesiąc wcześniej zięć Larijaniego mówił protestującym studentom: idźcie poszukać swoich przyjaciół w kostnicy Kahrizak.Pozostały do eliminacji trzy osoby ze ścisłego kierownictwa Korpusu Strażników Rewolucji.

Z irańskich najwyższą rangą dygnitarzy, którzy sprawowali swoje stanowiska w 2025 r., przeżyło już niewielu. Na poniższej, dolnej fotografii, są tylko prezydent Pezeszkian (z pochodzenia Azer) i generał Qaani. Okazało się, że nadal przebywa w Iranie - na wolności i na dotychczasowym stanowisku. Jakoś nikt go tam nie podejrzewa o pracę dla Mossadu lub CIA...




Gejowski kartonowy Modżtaba nadal nie pokazuje się przed kamerami. Pojawiły się pierwsze przecieki mówiące, że zmarł w teherańskim szpitalu. Podczas przemówienia z okazji święta Nowruz (irański Nowy Rok), Pezeszkian siedział obok żałobnej fotografii przedstawiającej Modżtabę, Alego Chameneia i Chomeiniego. Przypomnę, że Alego Chameneia nadal nie pochowano...

Przy okazji wyszła na jaw ciekawa relacja szefa protokołu najwyższego przywódcy z bombardowania w dniu 28 lutego. Mojtaba ocalał, bo w ostatniej chwili wyszedł do ogrodu.

Dostali też ponoć Chińczycy. Jak czytamy: "Trzech ekspertów od radarów z 14. Instytutu Badawczego China Electronics Technology Group Corporation w Nankinie — czołowego zespołu od chińskich radarów antystealth — zginęło w pierwszej fazie amerykańskich uderzeń. Ich ciał nie odnaleziono. Zginęło także siedmiu techników DJI, chińskiej firmy produkującej drony, a od 300 do 400 chińskich wojskowych i specjalistów technicznych pozostaje uwięzionych lub jest uznanych za zaginionych w podziemnych bunkrach, których współrzędne miały wyciec do Izraela."



Trump zapowiada, że "może zdecyduje się na zmniejszenie intensywności wojny z Iranem". Skoro tak mówi, to szykuje się eskalacja. W grze jest zajęcie wyspy Chark, przez którą przechodzi 90 proc. irańskiego eksportu ropy. Może też chodzić o zajęcie brzegu Cieśniny Ormuz. Nad Zatoką Perską już ponoć pojawiły się samoloty A-10 Warthgog i wraz ze śmigłowcami Apache rozwalają irańskie szybkie łodzie motorowe. A-10 to stara, ale fajna maszyna. Ostatnio młóciła ona w Iraku kumpli Repetowicza, czyli bojowników lokalnych szyickich milicji. Chyba młóciła skutecznie, bo wstrzymali ataki i w amerykańskiej ambasadzie w Bagdadzie rozpoczęły się tajne rozmowy rozejmowe.

W kwestii Cieśniny Ormuz wiele rzeczy mnie zdumiewa. Trump doskonale wiedział, że wojna zagrozi tranzytowi przez ten akwen. Mówili mu przecież o tym wojskowi. Zdecydował się jednak na to, bo ponoć uznał, że konflikt będzie krótki. Fajne tłumaczenia, ale kłócą się one z wcześniejszymi doniesieniami mówiącymi, że USA przygotowują się na wielotygodniowe bombardowania Iranu. I rzeczywiście, operację lotniczą drobiazgowo rozpisano na kilka tygodni. Dlaczego więc nie przygotowano w podobny sposób operacji morskiej? Dlaczego dwa duże trałowce odesłano z Bahrajnu do Malezji? Rozumiem, że izraelska marynarka wojenna nie pojawi się tam ze względów politycznych, ale dlaczego marynarki wojenne państw Zatoki Perskiej same nie wzięły się do eskortowania tankowców? 

Rozumiem, że eurocucki nie chcą brać udziału w wojnie Trumpa, ale niezależnie od niego mogliby stworzyć własną flotyllę do ochrony żeglugi w Cieśninie Ormuz, choćby po to, by pokazać "europejską siłę". Jak to jest, że w szczycie histerii szykowali się do wysadzenia w powietrze pasów startowych lotnisk na Grenlandii, by nie wpadły one w ręce Amerykanów, a nie kwapią się do zabezpieczenia żywotnych europejskich interesów gospodarczych na Bliskim Wschodzie. Choć kraje Europy Zachodniej dystansują się od wojny, to też są celami irańskich ataków. Włosi stracili w Iraku drona, a w Kuwejcie uszkodzono im dwa myśliwce Eurofighter.

W tym tygodniu doszło do eskalacji, w postaci izraelskiego ataku na Południowy Pars - największe irańskie pole gazowe. Iran odpowiedział atakiem rakietowym na katarską instalację gazową w Ras Lafan. Atak ten wyłączył - być może nawet na 5 lat - 17 proc. katarskiej produkcji gazu. Przypominam, że Katar to kraj, który dotychczas starał się utrzymywać przyjazne relacje z Iranem. Cena ropy skoczyła do prawie 120 USD za baryłkę. Trump stwierdził, że Izrael zaatakował Południowy Pars bez jego wiedzy - co jest akurat kłamstwem, bo atak ten skoordynowały USA z Izraelem - że Netanjahu już tego nie będzie robił, a jak Irańczycy znów uderzą w Katar, to wysadzi im całe pole gazowe. Przekaz w stylu bliskowschodnim, ale po nim ataki ustały. Iran ogłosił natomiast, że będzie przepuszczał przez Cieśninę japońskie tankowce, choć przecież Japonia jest bliskim sojusznikiem USA. Dziwnie to wygląda, co nie?

Być może Trump uchylił rombka tajemnicy mówiąc, że spodziewał się, że cena ropy skoczy jeszcze mocniej... Podejrzewam więc, że mamy do czynienia z manipulacją rynkiem na gigantyczną skalę połączoną z przemodelowaniem globalnych rynków energii. (USA korzystają m.in. na kłopotach Kataru, odczuwając zwiększony popyt na własne LNG). Libki i trzecioświatowi dupoprawicowcy odpowiedzą: nie, to niemożliwe, Trump jest po prostu zły i głupi, nigdy nie angażowałby się manipulacje rynkowe! Czyżby? Koleś, będący symbolem amerykańskiego biznesu z lat 80-tych nie angażowałby się w manipulacje rynkowe? Gówno wiecie, w dupie byliście i chuja widzieliście.

Tak ogólnie, to po dziesięciu latach analizowania Trumpa (zwykle przez wyciągniętych z dupy pseudoekspertów), zachodnie rządy nadal nie mogą go rozgryźć. Wiele z tego, co on mówi da się jednak właściwie "odkodować". Gdy Trump twierdzi, że wszystkie irańskie rakiety zostały zniszczone wraz z armią irańską, to komentatorzy się śmieją, że gada głupoty. A to element magicznego rytuału - słowna wizualizacja oczekiwanego efektu - takie afirmacje rodem z "Potęgi podświadomości".

Ogólnie też dużo się ukrywa, co do udziału państw arabskich w tej wojnie. Nad niebem Iranu zaobserwowano coś przypominającego Mirage'a czy Eurofightera. To prawdopodobnie samolot z lotnictwa wojskowego ZEA. Mohamed bin Salman namawia Trumpa do ostrzejszych uderzeń w Iran. Ponoć inne kraje Zatoki, też chcą, by Amerykanie "ucięli łeb wężowi". Ogólnie rzecz biorąc arabskie monarchie po cichu cieszyły się z tego, że Izrael w ostatnich latach wykrwawił Hamas, Hezbollah, Hutich oraz Iranem. Zarówno one jak i USA źle przyjęły tylko atak Izraela na Syrię - uznany za niesprowokowaną agresję. 

Irański reżim świętuje to, że udało mu się uszkodzić amerykański F-35. Film z jego trafienia prawdopodobnie jest lipny. Samolot ponoć lądował na twardo, a pilot został zraniony przez szrapnel. Czyli eksplodowało coś w pobliżu. Prawdopodobnie pilot poczuł się na tyle pewnie, że zszedł na niski pułap. Miarą "sukcesu" Irańczyków jest to, że to jedyny amerykański samolot uszkodzony w boju na Iranem, choć Amerykanie oraz Izraelczycy wykonali tam kilkanaście tysięcy lotów bojowych. Serbom w 1999 r. przynajmniej udało się zestrzelić F-117.

W necie chodzą oczywiście ciężkie fejki o tym, że Irańczycy zatopili Amerykanom lotniskowiec USS Gerald Ford, zniszczyli 73 samoloty na lotnisku Ben Guriona, czy zabili Netanjahu wraz z kilkoma izraelskimi generałami. W praktyce wyrządzili Izraelowi niewielkie szkody. Owszem uderzonych zostało kilka prywatnych odrzutowców na lotnisku Ben Guriona. Poza tym irańska rakieta spadła 400 metrów od Meczetu al-Aksa. Iran omal więc pomógł Izraelowi zrobić miejsce na Trzecią Świątynię.

Amerykańsko-izraelskie ataki na Iran przyniosły natomiast, jak dotąd, zadziwiająco mało ofiar cywilnych. Oficjalne dane irańskiego reżimu mówią o 223 zabitych kobietach i 202 dzieciach, z czego 160 ofiar śmiertelnych miał przynieść jeden atak na szkołę leżącą w rogu działki zajmowanej przez bazę wojskową. Mówimy o prawie trzech tygodniach kampanii lotniczej obejmującej kilkanaście tysięcy uderzeń. 

W Iranie święto Nowruz. Kilka dni wcześniej Irańczycy mieli festiwal światła, z tańcami przy ogniskach. Reżim zabronił odpalać fajerwerków z tej okazji, ale Irańczycy to olali. Wznosili przy ogniskach okrzyki na cześć szacha, śpiewali nacjonalistyczną pieśń Ey Iran palili flagi republiki islamskiej, tańczyli przy remixie "Khamenei is dead"  i dobrze się bawili. Czasem siły reżimowe rozpędzały te zgromadzenia. Ogólnie jednak basiji mają ostatnio ciężko, wielu z nich ginie w atakach dronowych (złośliwcy robią im kawały z nagranymi odgłosami nadlatujących dronów), wielu śpi na kartonach pod mostami. Taki to kartonowy reżim z kartonowym najwyższym przywódcą.

Wesołego Nowrozu! Javid Shah!




***

Smutna wiadomość z wczoraj - R.I.P. Chuck Norris.




sobota, 14 marca 2026

Kartonowy Modżtaba

 


Ilustracja muzyczna: Yasuharu Takanashi × FLOW - Love & Justice

Modżtaba Chamenei został w zeszłą niedzielę oficjalnie wybrany na nowego najwyższego przywódcę reżimu. Tuż po tej elekcji ogłoszono, że "już wkrótce" wygłosi on orędzie telewizyjne. Orędzia nie było - nawet w formie samego audio. Odczytano z kartki "krótki przekaz od najwyższego przywódcy." Na jednym z wieców pojawił się Modżtaba - w formie zdjęcia naklejonego na wyciętą z kartonu sylwetkę. Wyglądało to jak z jakiegoś odcinka "South Parku"...

Czyżby Modżtaba nie pokazywał się w telewizji, bo jest takim stanie, że nie nadaje się do pokazywania? Trump stwierdził, że on żyje, ale jest "uszkodzony". CNN donosiła, że Modżtaba przeżył atak na rezydencję swojego ojca, ale miał połamaną stopę i rany cięte twarzy. Źródła irańskie donoszą natomiast, że stracił nogę, leży w szpitalu podłączony do respiratora i od 28 lutego nie odzyskał świadomości. W tych przeciekach wymieniane są dwa różne szpitale jako miejsca, w którym on rzekomo przebywa.

W jednym z programów telewizyjnych pokazano wieczorek poetycki z udziałem pustego krzesła symbolizującego nieobecnego Modżtabę. Chamenei Jr. jest więc już kreowany na zaginionego 13 imama, który powróci jako Mahdi. (Przypomniała mi się historia sprzed kilku lat o złodzieju, który w nocy kradł miedziane płyty z dachu meczetu w irackim Nadżafie. Szyicka ciemnota wzięła go za... Mahdiego.)

Przypominam też o tym, że Chamenei Sr. wciąż nie został pochowany - w dwa tygodnie po zgonie - choć tradycja islamska nakazuje urządzić pogrzeb w ciągu 24 godzin. Jeśli nie dojdzie do szybkiego pochówku, to dusza zmarłego ma być dręczona przez demony...

Kto więc rządzi Iranem? Stawiam na to, że Laridżani oraz pięciu innych kolesi ze Korpusu Strażników Rewolucji. Wiele będzie więc zależało od ich wyeliminowania.

Można też jednak odnieść wrażenie, że Iranem nikt obecnie nie rządzi. Czy ktoś o zdrowych zmysłach mógłby bowiem prowokować Turcję, by dołączyła do wojny? W ostatnich dniach trzykrotnie doszło do tego, że w turecką przestrzeń powietrzną wleciała irańska rakieta balistyczna. Nie mały dron, którego Mosad mógł użyć w ramach "false flag", tylko duża rakieta balistyczna, której tor lotu da się niemal od początku wyśledzić. Ostatni raz wleciała ona w turecką przestrzeń powietrzną w nocy z czwartku na piątek i kierowała się ku bazie powietrznej Incirlik. Czy Iranowi zależy na sprowokowaniu tureckiej interwencji, bo dostał za mały wpierdol od USA oraz Izraela?

Cała historia islamskiej republiki Iranu jest jakaś "jackassowa". Oto bowiem kraj, który nie miał wcześniej żadnych zadrażnień w relacjach z USA wypowiada w 1979 r.  "świętą wojnę" Ameryce, choć to amerykańska administracja Cartera pomogła mu obalić szacha. Wypowiada też wojnę Izraelowi - państwu położonemu 1500 km dalej, z którym nie tylko nie miał żadnych sporów, ale wręcz traktował go jako sojusznika przeciwko socjalistycznym arabskim dyktaturom (z którymi miał rzeczywiste spory). Przez 47 lat prowokuje USA oraz Izrael spektakularnymi zamachami terrorystycznymi i zapowiada, że je zniszczy, po czym jak dochodzi do prawdziwej wojny, to dostaje od nich ostry wpierdol już w pierwszych jej minutach...

Ciekawie w tym kontekście wygląda zachowanie Hezbollahu, który mając na karku Izrael, dokonał ostrzału artyleryjskiego pozycji armii syryjskiej. Jeden silny wróg to dla nich mało? (Przy okazji wyrażę swój niesmak wobec działań Izraela w Libanie. Zaczął on bombardować libańską infrastrukturę cywilną w ramach kary dla rządu libańskiego, za to, że nie rozbroił on Hezbollahu. Libański rząd nakazał jednak Hezbollahowi oddać broń i częściowo zaczął egzekwować ten nakaz. Nie mógł go wykonać w całości, bo armia libańska jest mniejsza i gorzej uzbrojona od Hezbollahu.) Może przez to dojść do paradoksalnego rozwiązania kryzysu w Libanie - wkroczy tam armia syryjska, która już taki scenariusz sugeruje w swoich mediach społecznościowych (co jednak nie będzie podobało się Izraelowi, ale ostatecznie USA doprowadzą do rozgraniczenia pomiędzy Izraelczykami a Syryjczykami).

Generalnie irański reżim pokazał w ostatnich dniach, że propagandowe oskarżenia wobec niego były prawdziwe. Zachował się bowiem jak wściekły pies atakujący niemal wszystkie kraje regionu, niezależnie od ich postawy wobec konfliktu. Turcja odradzała USA wojnę? No to lecą na nią rakiety. Oman pośredniczył w negocjacjach i chciał zapobiec wojnie? Dostał w nagrodę atak na swój terminal naftowy. Francja dystansowała się od polityki Trumpa? No to iraccy szyici zabili francuskiego żołnierza w ataku dronowym. 

Często wskazuje się, że Iran atakuje statki przepływające przez Cieśninę Ormuz. Nie tylko te. Irański morski dron uderzył przecież w tankowiec, który stał w porcie Umm Kasr w Iraku, czyli w porcie kraju mającego władze mocno zinfiltrowane przez irańską agenturę. Irański reżim bije więc w  "bratni, szyicki" Irak, blokując transport jego ropy i prowadząc do załamania wydobycia surowca.

A teraz pomyślmy sobie, co by było gdyby Iran miał szansę zaatakować pierwszy? Od zeszłorocznej wojny zdołał odbudować arsenał rakietowy, powiększając go o  2,5 tys. pocisków. W tym tempie, w 2027 r. miałby ich koło 7 tys. Wyobraźmy sobie, że Chiny szykują wówczas inwazję na Tajwan i chcą, by ktoś odciągnął wówczas uwagę Ameryki. Rosja rusza wówczas na estońską Narwę. Iran odpala tysiąc rakiet i kilka tysięcy dronów na amerykańskie bazy na Bliskim Wschodzie, na saudyjskie pola naftowe, katarskie instalacje LNG i dubajskie wieżowce. Obecny kryzys naftowy byłby przy czymś takim tylko drobną niedogodnością.

W ciągu obecnej wojny Iran zdołał uderzyć w 17 amerykańskich obiektów w regionie (bazy, placówki dyplomatyczno-konsularne itp.). Zdołał też trafić w 18 statków cywilnych.  To dużo czy mało? Każde z tych trafień to na pewno "o jedno za dużo". Biorąc jednak pod uwagę arsenał pocisków i dronów, jakim dysponował tuż przed wojną, można się jednak dziwić, że trafił w tak mało celów. Amerykańsko-izraelska kampania lotnicza okazała się więc dosyć skuteczna. 

Mamy kolejne dowody na osiągnięcie przez USA panowania w powietrzu. Nad Iranem zaczęły latać bombowce B-52 i uderzać z mniejszego dystansu. 

Nad Teheranem, w środę w nocy pojawiły się natomiast drony kamikaze. Zostały one wykorzystane do uderzeń w skupiska strażników rewolucji oraz basijów  na ulicach tego miasta. Jednej nocy trafiono 20 posterunków, po czym strażnicy i basiji zaczęli chronić się pod mostami i na stacjach metra. Co ciekawe, szach apelował wcześniej, by Irańczycy nie wychodzili na ulice i trzymali się z daleka od posterunków i budynków rządowych. Ta akcja jest dla Irańczyków ważniejsza od likwidacji Chameneiego. Pokazuje bowiem, że sprawiedliwość z powietrza może dotknąć również kolesi, którzy kilka tygodni temu strzelali do demonstrantów. W kolejnej fazie zobaczymy być może osłonę demonstracji opozycji z powietrza. 

Przeciwko Iranowi mogą zostać też wkrótce użyte samoloty A-10 Warthog. To stare, ale zajebiste maszyny, które m.in. masakrowały wagnerowców w Syrii. 

Wczoraj w nocy Amerykanie zbombardowali wyspę Chark, starannie omijając terminale naftowe, przez które przechodzi 90 proc. irańskiego eksportu ropy. W stronę Zatoki Perskiej zmierza grupa uderzeniowa 2,5 tys. marines. Trump stwierdził, że mapa Iranu "może być inna" po zakończeniu wojny. Logicznie jest więc oczekiwać,  że marines zajmą wyspę Chark.  




Dziwić może jednak to, że dopuszczono do częściowej blokady Cieśniny Ormuz. US Navy odrzuca wnioski cywilnych armatorów o przydzielenie eskorty - choć przecież w latach 80-tych, podczas "wojny tankowców" zapewniała taką ochronę. Irańczycy nie mają już zapewne radarów mogących naprowadzać chińskie rakiety przeciwokrętowe. Rakiety te zapewne wyleciały w powietrze razem ze składami amunicji. Irańska flota wojenna jest już w zasadzie zniszczona. Odpowiedzią na rachityczną próbę postawienia zapory minowej (skończyło się na postawieniu 10 min) było zatopienie 30 irańskich jednostek. Irańczycy gdzieś mają jednak morskie drony. Szachedy mogą natomiast trzymać pod plandeką Toyoty Hilux. Trudno je wykryć na ziemi, ale da się zestrzelić przy odpowiedniej morskiej eskorcie.



To, że takiej eskorty jak dotąd nie zapewniono może być jednak związane z tym, dokąd dotychczas trafiała ropa znad Zatoki Perskiej. W nieznacznym stopniu do USA, w małym do Europy, a w bardzo dużym do Azji. Trump wcześniej mówił różnym krajom, by kupowały amerykańską ropę i gaz. Teraz ma dodatkowy argument, by kupowały. Zauważmy też, że przed atakiem na Iran, administracja Trumpa przejęła kontrolę nad wenezuelską ropą. W Teksasie kilka dni temu rozpoczęto budowę pierwszej rafinerii od 50 lat. To indyjska inwestycja.  Dla różnych koncernów to jest również sugestia, by przenosić produkcję do USA - tam gdzie jest tania i dostępna energia. Blokada amerykańskich wybrzeży nie jest natomiast możliwa. USA to kraj z dostępem do dwóch oceanów, mający 153 600 km wybrzeży. 

Ciekawostka: wszystkie "nowoczesne" chińskie systemy uzbrojenia dostarczone do Iranu nie spełniły pokładanych w nich nadziei, gdyż większość z nich została zniszczona już w pierwszych godzinach wojny. 

Oczywiście różnego rodzaju kieszonkowi ideolodzy przekonują, że Iran "wygrywa" i że irański reżim jest zajebisty, a prowadzona przez niego od 47 lat debilna wojna przeciwko USA jest czymś dobrym dla świata  - to, że 80 proc. Irańczyków nienawidzi szyickiego reżimu, to oczywiście, dla ideologów drobny, nieistotny szczegół. Oni wiedzą lepiej, co dla tych trzecioświatowych "podludzi" lepsze.  



Miłość sporej części środowisk lewicowych do teokratycznego Iranu da się wytłumaczyć tym, że rewolucja islamska z 1979 r. miała bardzo wiele cech wspólnych z maoistowską rewolucją kulturalną. I tu i tam mieliśmy do czynienia z niszczeniem dawnego, tradycyjnego ładu przez młodych, sfanatyzowanych sekciarzy wierzących w nieomylność swojego totalitarnego przywódcy. Gdy oglądamy zdjęcia dygnitarzy (anty)irańskiego reżimu z czasów ich młodości, widzimy często długowłosych kolesi w hipisowskich stylówkach. Poniżej macie fotkę młodego Alego Larijaniego - irackiego szyickiego terrorysty, który w latach 70-tych przyjechał do Iranu, by zabijać ludzi.




Wielu z tych kolesi i ich kobiet nadawałoby się do bandy Masona. I ogólnie można odnieść wrażenie, że Iran został w 1979 r. przejęty przez lokalny odpowiednik mansonowców. Te rozwydrzone dziewczyny, które pół wieku temu ćpały i dawały tym mansonowcom d... na prawo i lewo, są dzisiaj starymi raszplami w burkach, uwielbiającymi znęcać się nad młodszymi i ładnymi perskimi dziewojami.

Oczywiście do tych islamskich "hippisów" mocno masturbują się stare lewicowo-liberalne posthippisowskie lampucery z Zachodu. Mechanizm podobny do fascynacji seryjnymi mordercami wśród różnych sfurstrowanych seksualnie kretynek i do marzeń statystycznych p0lek o Murzynie, który dosłownie wytrze nimi podłogę.  Do tego trzeba dodać również zafascynowanych lamerskim reżimem różnych prawicowych skopców i dupomonarchistów w rodzaju Wielkopuskiego i Bartyloosera, którzy boją się, że rewolucyjny, promoskiewski reżim może zostać zastąpiony przez monarchię. Ci kolesie specjalizują się w historii francuskich przegrywów, a o Bliskim Wschodzie gówno wiedzą, bo w d... byli i ch... (turbogeja Krzeczkowskiego) widzieli. 

W środowiskach obcych nam ideowo też jednak dzieją się ciekawe rzeczy, czego przykładem jest opinia doktora Eugeniusza Sendeckiego dotycząca Gershona Brauna. Wiele osób skrzywi się, na to, że cytuję Sendeckiego, ale zapewniam Was, że gdyby władzę w Polsce objął autorytarny, piłsudczykowsko-atlantycki reżim, to Sendecki znalazłby się w gronie ułaskawionych. Eugeniusz Sendecki to człowiek legenda (niemalże polski Alex Jones!), który od kilkunastu lat uwiecznia na YouTubie działania niszowej prawicy. Oddajmy mu więc głos:




"GROŹNY AGENT MOSSADU W AMBASADZIE IRANU
W internecie pojawiła się informacja w postaci relacji filmowej ze składania podpisów kondolencyjnych w specjalnej księdze wystawionej w Ambasadzie Iranu na okoliczność ataku Sił WASP-owskich na Iran i zamordowania Duchowego Przywódcy Irańskiego Ajatollacha Al-Chameneiego. Niestety, na teren irańskiej ambasady dostał się groźny agent Mossadu Grzegorz B. znany z inicjowania krwawego powstania antyżydowskiego Polaków. Jest to akcja na wzór terrorystycznego działania Hamasu w Strefie Gazy, które Izrael utopił w morzu krwi. Ostrzegam Służby Irańskie przed tym groźnym agentem Mossadu, który na pewno nie pomoże Sprawie Irańskiej, a zaszkodzi Sprawie Polskiej.
Kiedy się ogląda relację ze składania podpisu przez Grzegorza B. szczególnie cieszy rezerwa, jaką prezentują dyplomaci irańscy. Tutaj mowa ciała zdradza, że P.T. Funkcjonariusze mają dobre rozeznanie w sprawach polskich.
Wybieram się w najbliższych dniach do Ambasady Iranu poinformować szczegółowo o akcjach Mossadu w środowisku polskich patriotów, nie tylko o szkodliwej działalności Grzegorza B. ale również o innych działaniach w środowisku kamrackim.
z wyrazami szacunku
/-/ Eugeniusz Mieczysław Michał Sendecki
P.S. Zapraszamy na kolejną pikietę na rzecz pokoju przed Ambasadą USA w dniu 2 kwietnia 2026."




sobota, 7 marca 2026

Tydzień wojny z Iranem - krety w reżimie, dekapitacje, irański odwet i strategia wyjścia

 


"To nie jest i nigdy nie miała być uczciwa walka. Uderzamy w nich, gdy leżą" - Peter "Homelander" Hegseth, sekretarz wojny USA.

Najwyższy Przywódca ajatollah Ali Chamenei został wysłany do Piekła. To już pewne i od dawna oficjalnie potwierdzone. Jego zgon wywołał wybuch radości zarówno wśród zwykłych Irańczyków jak i wśród Syryjczyków oraz jojczenie wśród szyickich sekciarzy, lewarów i gaśniczaków. Zgromadzenie Ekspertów - jedyne ciało mogące wybrać jego następcę - zostało zbombardowane. Nie wiadomo ilu z tych mułów zginęło w tym ataku. Irański reżim twierdzi, że nikt, bo głosowanie nad wyborem nowego przywódcy odbyło się online. Początkowo pojawiły się doniesienia, że Zgromadzenie wybrało na nowego Najwyższego Przywódcę Modżtabę Chameneia, syna dotychczasowego przywódcy. To koleś, który wcześniej zajmował się zarówno finansami ojca jak i bezpieką. (W ramach powiększania majątku rodziny Chameneich masowo wywłaszczano zwykłych Irańczyków z ich domów, mieszkań i ziemi. Sam majątek Chamenich był szacowany na 100 mld - 200 mld USD.) Równolegle pojawiły się też przecieki, że Modżtaba zginął. Zdementowano też to, że już został wybrany na Najwyższego Przywódcę. Pojawiła się nawet narracja, że nie jest on zainteresowany tym stanowiskiem, bo "chce się oddać nauce i kulturze"! Wyniki głosowania Zgromadzenia Ekspertów miały być ogłoszone po pogrzebie Alego Chameneia, ale pogrzeb przesunięto "na świętego nigdy"... Nie wiadomo więc, co się dzieje z Modżtabą. Zapewne krajem rządzi Ali Laridżani, a tymczasowe władze - w tym prezydent Pezeszkian to jedynie figuranci. 

Śmierć Najwyższego Przywódcy Alego Chameniego była skutkiem tego, że uwierzył on w propagandę amerykańskich demokratów mówiącą, że "Trump zawsze się wycofuje". Po wielu tygodniach spekulacji dotyczących zamiarów amerykańskiego prezydenta, Chamenei poczuł się na tyle bezpiecznie, by zebrać 50 swoich najbliższych współpracowników na śniadaniu w swojej oficjalnej rezydencji w Teheranie. Według oficjalnej wersji, Mosadowi udał się go namierzyć, bo kilka lat wcześniej zhakował rosyjski system monitoringu video zainstalowany w Teheranie. Inne doniesienia mówiły jednak, że Izraelczycy dokonali nalotu, po wskazówce przekazanej przez CIA. W grę wchodziły więc informacje pozyskane przez Amerykanów od osobowego źródła informacji.


W kręgu podejrzanych znalazł się generał Esmail Qaani, dowódca sił al-Quds (którymi dowodzi od 2020 r., czyli od likwidacji gen. Soleimaniego). Dziwnym trafem przeżył on w 2024 r. uderzenie lotnicze na bunkier Hasana Nasrallaha w Bejrucie. Przeżył też w 2025 r. falę izraelskich uderzeń dekapitacyjnych. Nie został też zabity w ataku na siedzibę Chameneia. W arabskich mediach pojawiły się wczoraj doniesienia, że generał Qaani został zabity przez irański reżim za zdradę. Izraelskie źródła donosiły natomiast, że został ewakuowany do Izraela.

Może było tak jak w poniższym filmie:






Dziwne rzeczy działy się też wokół byłego prezydenta Mahmuda Ahmadinedżada. Jego dom został zbombardowany pierwszego dnia wojny. Wydawało mi się to dziwne, gdyż Ahmadinedżad stanowił w ostatnich latach wewnętrzną opozycję wobec reżimu. Otwarcie mówił choćby o dużym zinfiltrowaniu irańskich tajnych służb przez Mosad. Donoszono w ostatnich dniach o jego śmierci. Nagle okazało się jednak, że koleś nadal żyje i ma się dobrze. Irańska opozycja spekulowała, że zawarł on układ z Mosadem. W 2009 r. "The Telegraph" donosił, że rodzina Ahmadinedżada nosiła wcześniej nazwisko Sabourdżian, co oznacza tkacza szali modlitewnych i jest uznawane w Iranie za żydowskie. Ciekawie brzmi w tym kontekście fragment Sunny mówiący że Dajjal (islamski "antychryst") będzie miał wśród zwolenników 70-tych Żydów z Isfahanu noszących... perskie szale.

Być może mamy do czynienia z przypadkami bardzo podobnymi jak w "Czerwonej Jaskółce".

O silnym zinfiltrowaniu irańskiego reżimu świadczy choćby to, że izraelskie służby bardzo dokładnie znały rozkład bunkra Chameneiego i wiedziały nawet, jakie plakaty wiszą tam na ścianach. Bunkier ten został wczoraj zbombardowany przez 50 izraelskich myśliwców. Ataku dokonano, bo pojawił się tam "wysokiej rangi cel". Oficjalnie chodzi o szefa biura Chameneia, ale coś mi się wydaje, że to za mało, by rozpocząć takie akcje.

Izraelczycy oraz Amerykanie kontynuują uderzenia dekapitacyjne, likwidując kolejnych reżimowych oficjeli. Równają z ziemią kolejne bazy wojska, Korpusu Strażników Rewolucji, siedziby bezpieki, policji i milicji basiji, lotniska, składy amunicji, radary oraz wyrzutnie rakiet. Irańska obrona przeciwlotnicza - oparta na rosyjskiej i chińskiej technologii - po raz kolejny okazała się całkowicie bezbronna. (Choć trzeba przyznać, że omal nie zestrzeliła własnego Miga.) Większe straty Amerykanom zdołał pomyłkowo wyrządzić jeden kuwejcki pilot myśliwca, który zestrzelił 3 F-15. Irańskie lotnictwo jest głównie niszczone na ziemi, choć zdarzyło się jedno zestrzelenie w powietrzu - izraelski F-35 trafił irańskiego, szkoleniowego Jaka-130. Było to pierwsze w historii zestrzelenie samolotu załogowego dokonane przez F-35.



Jak dotąd Amerykanie koncentrowali się na bombardowaniu celów znajdujących się na irańskim wybrzeżu, a Izraelczycy atakowali Teheran i kilka innych miast. Amerykańskie B1 i B2 uderzały w cele ukryte pod ziemią. Amerykańskie bombardowania będą się zapewne przesuwały głębiej w stronę wnętrza kraju.

Systematycznie niszczona jest irańska marynarka wojenna. Choć niektórzy rozkwiniali wcześniej, na podstawie filmu "I pet goat 2", że Irańczycy w okolicach 2 marca zatopią Amerykanom lotniskowiec USS Abraham Lincoln, to jak na razie jedynym zatopionym "lotniskowcem" jest irański "dronowiec" Shahid Bagheri. W pobliżu Sri Lanki, amerykański okręt podwodny, storpedował irańską fregatę Dana - wywołując tym straszny ból dupy o młodych modelarzy udających "ekspertów" od wojny. No bo jak to, tak torpedować wrogie okręty bez ostrzeżenia? Zupełnie jakby ich wiedza o historii wojskowości zatrzymała się na roku 1913... Zatopienie Dany podziałało odstraszająco, więc załogi kolejnych dwóch fregat wybrały internowanie - jedna na Sri Lance, druga w Indiach. 

Zbombardowano port Jask będący siedzibą flotylli Korpusu Strażników Rewolucji, w skład której wchodziły głównie małe jednostki. Mimo to, Irańczykom udało się trafić kuwejcki tankowiec podmorskim dronem. 

Irański odwet jak dotąd wyrządził znikome straty Izraelowi. (Amerykanom zniszczył kilka drogich radarów i zabił sześciu żołnierzy w bazie w Kuwejcie.) Skupił się on bowiem na państwach arabskich. Iran w kilka dni zbombardował ich więcej, niż Izrael w całej swojej historii. Uderzono nie tylko w saudyjskie rafinerie, katarskie instalacje naftowe, dubajskie międzynarodowe lotnisko pasażerskie i drogie hotele, czy w bloki mieszkalne w Bahrajnie. Rakiety i drony spadały też na Oman (kraj, który pośredniczył wcześniej w negocjacjach!), Kuwejt, Irak, Syrię, Jordanię, Cypr i Azerbejdżan. (Irańczycy twierdzą co prawda, że uderzenie dronowe w lotnisko w azerskim Nachiczewaniu było izraelskim "false flag", ale azerskie służby rozbiły też siatkę dywersyjną Korpusu Strażników Rewolucji szykującą się do serii zamachów bombowych w Azerbejdżanie.) Strategia Iranu jest jasna - siać chaos w krajach arabskich, sparaliżować żeglugę w Zatoce Perskiej i międzynarodowy ruch lotniczy, doprowadzić do jak największego skoku cen ropy naftowej, tak by bogate arabskie monarchie i amerykańska opinia publiczna zmusiła Trumpa do przerwania wojny. Ta strategia już częściowo się sprawdza - ceny ropy wzrosły w tydzień o 35 proc., przebijając 90 USD za baryłkę. Drożeje też gaz i ceny nawozów.


Irańska strategia ma jednak swoje ograniczenia. Pierwszym z nich są zdolności do kontynuowania ostrzału rakietowego i dronowego. Izraelczycy przygotowywali się na 200 rakiet dziennie, a poleciało w ich kierunku 200 w ciągu tygodnia. Dane wyraźnie wskazują, że z każdym dniem spada liczba wystrzeliwanych przez Iran rakiet i dronów. Trzy czwarte ich wyrzutni rakietowych zostało przecież zniszczonych. Niektóre są porzucane przez załogi po strzale - bo są niszczone z powietrza nawet w ciągu czterech minut od odpalenia rakiety. Bombardowane są też składy rakiet i dronów. Wielu irańskich dowódców nie żyje, a dezercje ponoć przybierają na sile. Irański żołnierz na tym filmie mówi, że w jego jednostce zostały tylko dwie osoby - oficerowie nie żyją albo uciekli, a koszary są zniszczone. To ta słynna "zdecentralizowana obrona".

Irański reżim, swoimi działaniami odwetowymi zjednoczył też region w przekonaniu, że jest rakiem, który trzeba wyciąć. Arabia Saudyjska ponoć chce deeskalować konflikt, obawiając się ataków na swoje pola naftowe. Odwetowo uderzyła ponoć jednak w irańskie rurociągi. Nawet Katar - dotychczas dosyć przychylny irańskiemu reżimowi - stał się jego wrogiem. Irańczycy mają szczęście, że zestrzelono ich rakietę lecącą nad Turcją. Gdyby uderzyła w coś cennego, Erdogan zacząłby inwazję lądową i po kilku dniach tureckie wojska byłyby w Teheranie.

Irański prezydent Pezeszkian dzisiaj przeprosił państwa regionu, za bombardowania i obiecał, że ataki ustaną, dopóki te kraje same nie będą podejmować wrogich działań. Niedługo po jego przemówieniu, dron uderzył w lotnisko pasażerskie w Dubaju...

Paradoksalnie strategia Iranu uderza też w Chiny, które przecież większość swojej ropy importują z regionu Zatoki Perskiej. Ponadto naraża ona również statki z irańskiej i rosyjskiej floty cienia. 

Paradoksalnie najbezpieczniejszym krajem regionu stała się (nie licząc Turcji)... Syria. Syryjczycy pamiętają irańskiemu reżimowi masakry i bombardowania z czasów wojny domowej. Po likwidacji Chameneia, z syryjskich meczetów płynęło więc przesłanie, że zdechł tyran i trafił do Piekła. Syryjczycy śmieją się z reakcji szyickich fanatyków. Izraelczycy z Amerykanami rozwalili im najwyższego przywódcę, a na tym filmie irański dziadzio- silniczek krzyczy: przeklęci Ummajadzi! :)

Wspominałem wcześniej, że Iran jest obecnie krajem islamskim najwyżej w 30 proc. Poparcie dla reżimy jest jeszcze niższe (najwyżej 20 proc.) i skupia się głównie wokół resortowych rodzin i starych zidiociałych silniczków, będących tymi samymi debilami, którzy obalali szacha. Poza tym reżim sprowadził sobie imigrantów z Afganistanu i Pakistanu oraz bandytów z szyickich milicji z Iraku.

Cóż z tego jednak, że co najmniej 80 proc. narodu irańskiego jest przeciwko reżimowi, skoro rządząca krajem mniejszościowa sekta jest uzbrojona a zwykli Irańczycy nie? W styczniu terrorystyczna sekta pokazała, że nie ma żadnych skrupułów, by urządzić Irańczykom rzeź na ulicach. Oni traktują Iran jak kraj okupowany i nie oddadzą władzy dobrowolnie. Bombardowania niszczą im koszary i posterunki, ale to sprawia, że przenoszą się oni do szkół i szpitali. Liczą na to, że uczniowie, pacjenci i członkowie personelu medycznego będą ich żywymi tarczami. Jak na razie, w nalotach zginęło około 3 tys. funkcjonariuszy irańskiego aparatu "bezpieczeństwa". To oznacza, że dziesiątki tysięcy nadal terroryzują Irańczyków. Strzelają do ludzi, za to, że się śmieją na ulicach.

Zapewne za jakiś czas na irańskim niebie pojawią się drony. Będą one uderzały w skupiska basijich i strażników rewolucji na ulicach. Może do akcji włączą się śmigłowce - osłaniające z powietrza irańskich demonstrantów. 

Irańską wojnę można zakończyć na cztery sposoby:

1) Dostarczenie broni irańskiej opozycji, by sama dokończyła robotę. Broń jest niezbędna do przeprowadzenia rewolucji. Amerykanie mogą się jednak obawiać, że trafi ona w niewłaściwe ręce.

2) Inwazja dokonana przez stronę trzecią - na przykład irackich Kurdów. CIA i Mosad ponoć namawiają do tego ugrupowania kurdyjskie. Problem jednak w tym, że Barzani - przywódca irackich Kurdów chce się trzymać z dala od wojny. Porozumiał się w tej sprawie z Turcją. Mogą się ruszyć kurdyjscy komuniści z PJAK, ale mają najwyżej 5 tys. ludzi. Najwyżej zajmą część górskiego pogranicza i tyle. Wspieranie Kurdów jest ogólnie głupim pomysłem, bo uderzy w irańską opozycję (przeciwną separatyzmom) a reżimowi da do ręki "patriotyczne" argumenty.

Głupim pomysłem byłoby również wsparcie Mudżahedinów Ludowych (MEK), czyli marksistowsko-szyickich sekciarzy mających silne lobby wśród amerykańskich republikanów. Sekciarze z MEK byli przepędzani z opozycyjnych demonstracji. Protestujący studenci skandowali, że nie chcą szyickich mułłów, komunistów i MEK-owców. Irańczycy pamiętają, że Mudżahedini Ludowi brali udział w przejęciu kraju przez szyicką sektę w 1979 r. i że w czasie wojny z Irakiem stali po stronie Saddama.



3) Wysłanie ograniczonego kontyngentu lądowego do Iranu. Taką opcję ponoć rozważa Trump. Chodzi mu o oddziały specjalne, które zajęłyby kilka kluczowych obiektów i wsparły opozycję. Ciekawym scenariuszem byłoby również zajęcie Wyspy Kharg - dałoby kontrolę nad irańskim eksportem naftowym i zmusiło reżim do negocjacji.

4) Zamach stanu w Teheranie. Trump wielokrotnie dawał do zrozumienia, że to jego preferowany scenariusz - objęcie władzy przez kogoś z reżimu, kto zwróciłby się przeciwko rządom ajatollahów. Problem jednak w tym, że to musiałby być ktoś, częściowo akceptowalny dla islamskiej opozycji. Zmiotłaby ona wszelkich Pezeszkianów, Ruhanich i innych lipnych "reformistów". Ahamdinedżad? 

Libkowskie media przekonują, że obecna wojna to jakiś niezrozumiały kaprys Trumpa. Jak zwykle dostosowują one swój przekaz do niskiego poziomu umysłowego swoich odbiorców. Każdy, kto się interesuje geopolityką może bowiem dostrzec, że atak na Iran to część dłuższego procesu - eliminowania elementów moskiewsko-teherańskiej osi. Przed Iranem mieliśmy akcję w Wenezueli, potem zapewne będziemy mieć działanie przeciwko kubańskim komunistom. Zaczęło się to już jednak wcześniej. W czerwcu 2025 r. mieliśmy izraelsko-amerykańskie uderzenie na Iran. W grudniu 2024 r. Turcja i HTS obaliły reżim Assada. Wcześniej Izrael zdziesiątkował, osłabił i ośmieszył Hezbollah oraz w jednym ataku lotniczym rozwalił cały rząd Hutich. Nie byłoby tego, gdyby 7 października 2023 r.  Hamas - podpuszczony przez Rosję - nie zaatakował Izraela. Rosja oczywiście zrobiła to, by odciągnąć uwagę USA od wojny na Ukrainie, którą zaczęła po tym jak administracja Bidena spieprzyła odwrót z Afganistanu, wynegocjowany przez administrację Trumpa. Administracja Trumpa zaczęła natomiast osłabianie Iranu od likwidacji gen. Sulejmaniego w styczniu 2020 r. Likwidacja ta pozwoliła awansować generałowi Qaaniemu.

Pamiętajmy jednak, że to Iran zaczął tę wojnę - w 1979 r. Zamiast całować Cartera i Brzezińskiego po rękach, za to że pomogli mu obalić szacha - szyiccy bolszewicy wzięli na zakładników pracowników ambasady USA. Po Carterze przyszedł Reagan, który też był spolegliwy wobec Iranu. Sprzedawał mu broń w ramach afery Iran-Contra. Irański reżim odwdzięczał się porywając Amerykanów, wysadzając koszary marines, amerykańskie ambasady i samoloty pasażerskie. Bushowie pomogli Iranowi obalając Saddama. Iran się odwdzięczył dostarczając wraz z Assadem IED, za pomocą których zabito i raniono 80 proc. amerykańskich żołnierzy w Iraku.  Amerykanie przez ponad 40 lat byli niezwykli spolegliwi i cierpliwi wobec irańskiego reżimu. Skończyło się to w 2020 r., wraz z likwidacją gen. Sulejmaniego - odpowiedzialnego za ataki na amerykańskich żołnierzy w całym regionie.

Mimo zawirowań związanych ze skokiem cen ropy, wojna przeciwko Iranowi jest dużym ciosem dla Rosji i Chin. Tracą kolejnego sojusznika i zainwestowane tam miliardy. Tracą możliwość podpalania Bliskiego Wschodu. Cały świat widzi ile warte są ich zapewnienia o pomocy (choć zarówno Chiny jak i Rosja wsparły Iran m.in. zdjęciami satelitarnymi amerykańskich baz). Z "potężnej osi oporu" od Caracas po Pyongyang został sojusz komunistycznych cucków.

Na strasznego cucka wyszedł też brytyjski premier Keir Starmer. Irański dron trafił w Akrotiri - zamorskie terytorium Wielkiej Brytanii - a on ogłosił: "nie przyłączamy się do ataków na Iran, wyślemy na Cypr okręt, który wypłynie w trasę za tydzień". Postawa hiszpańskiego premiera Sancheza mnie natomiast nie dziwi - irański i wenezuelski reżim finansowały przecież hiszpańską lewicę. Chodzą plotki, że Sanchez był gejowską prostytutką. Marokańskie służby mu zhakowały telefon, a po tym zaczął on prowadzić politykę niezwykle spolegliwą wobec Maroka....

Ogólnie postawa zachodniej lewicy mocno kontrastuje z nastrojami wśród samych Irańczyków - zarówno tych przebywających w Iranie jak i na emigracji. Ci z Iranu oglądają bombardowania z dachów swoich domów przy piwie i grillu. Ci z diaspory organizują radosne demonstracje poparcia dla obalenia reżimu. (W Manchasterze miejscowe lewarstwo zorganizowało "ciche zgromadzenie" ku pamięci Chameneia, przy którym irańska emigracja zorganizowała imprezę :) Iranki całkiem nieźle tańczą, co wkurza zachodnie feministki.



U nas natomiast kwik i żałoba wśród dupoprawicowców. Lisicki, odłożył na chwilę "chłodny realizm polityczny oparty na sile" i emocjonalnie jojczy, że "jak mogli zabić irańskiego przywódcę!?". Pewnie nie ma świadomości tego, że ludzie Chameneia zabili wcześniej m.in. libańskiego prezydenta Rene Moawada. 

Hegseth stwierdził, że zlikwidowany został dowódca jednostki irańskiego wywiadu odpowiedzialnej za przygotowanie zamachu na Trumpa. Ponoć tego irańskiego resorciaka zastrzelono na ulicy w Teheranie. Toczy się obecnie proces Pakistańczyka, którego Iran wynajął w 2024 r. do zabójstwa Trumpa. Oskarżony twierdzi, że to Iran odpowiadał za zamach na Trumpa w Pennsylwanii w czerwcu 2024 r.
Nie wiem ile w tym prawdy, ale przeprowadzanie zamachów na przywódców innych państw to narzędzie stosowane w polityce międzynarodowej od czasów starożytnych. Nasi dupoprawicowcy (często z góry wykluczający to, że Rosja zabiła prezydentów Kaczyńskiego i Kaczorowskiego w Smoleńsku) nie powinni więc jojczyć, tylko się douczyć.




Wychodzi na to, że Trump jest pierwszym bliskowschodnim prezydentem USA. Nie tylko dlatego, że dwie swoje córki wydał za przedstawicieli bliskowschodnich narodów (jedną za Żyda, drugą za Libańczyka). Doskonale posługuje się językiem powszechnie rozumianym na Bliskim Wschodnie - językiem politycznym. Poza tym lubi złoto i słowiańskie blondynki...

Wyobraźmy sobie taką sytuację: w 1986 r. Amerykanie rozwalają gejnerała Jarucwelskiego, Kiszczaka, Milewskiego, Ciastonia, Płatka, Urbana i szereg innych komuchów. W Warszawie, zwykli Polacy okazują radość po atakach. W Paryżu, Londynie, Nowym Jorku, Chicago odbywają się radosne demonstracje polskiej diaspory. Miejscowe lewary i dupoprawicowcy są oburzeni "zabiciem przywódcy państwa" i twierdzą, że komunistyczny reżim cieszy się masowym poparciem w Polsce, a emigranci to tylko "banda reakcjonistów". Wyciągnięci z dupy "eksperci" tłumaczą w libkowskich mediach, że prezydent Kaczorowski wraz z nie żyjącym od 15 lat generałem Andersem chcą przywrócić w Polsce "feudalizm", "rządy kapitału", "Brześć, Berezę i getto ławkowe" i że Polacy z tego powodu staną murem za komuszym reżimem okupacyjnym. Jakaś kretynka w stylu Agnieszki Piwar publikuje zdjęcia polskich, antykomunistycznych emigrantów i pisze, by "zapamiętać twarze tych zdrajców". Absurdalne? Nie. To właśnie dzieje się na naszych oczach.

sobota, 28 lutego 2026

Epicka Furia i Ryczący Lew

 


Powyżej: oficjalna siedziba ajatollaha Chamenei w sobotę rano

Negocjacje w Omanie oraz zapowiedziana na 1-2 marca wizyta Rubio w Izraelu okazały się jedynie elementem planu "decepcji" strategicznej. Data ataku została ponoć już wyznaczona wiele tygodni temu i się w międzyczasie nie zmieniła. Amerykanie dali tej operacji wojskowej nazwę "Epicka Furia", a Izraelczycy "Ryczący Lew".

W noc przed atakiem, nad miastem Karadż pokazała się świetlista kula, która nie wydawała dźwięku. Czyżby kolejna tajna amerykańska technologia?

Uderzenie lotnicze zaczęło się w sobotę rano. Dosyć niekonwencjonalnie - już po wschodzie słońca. W ruch poszły zarówno rakiety Tommahawk i myśliwce. Irańska obrona przeciwlotnicza jak zwykle okazała się bezradna. Zbombardowano szereg baz Korpusu Strażników Rewolucji, baz lotniczych, baz irańskiej marynarki wojennej, siedziby resortów siłowych i sztabu generalnego, a także ośrodek nuklearny w Parchin. Bomby spadły też m.in. na Buszerę. Zniszczono "dziesiątki" irańskich wyrzutni rakiet.




W pierwszym uderzeniu bomby poszły m.in. na teherańską rezydencję Chameneiego. Reuter donosił o śmierci szeregu wysokich rangą dowódców Korpusu Strażników Rewolucji. Źródła izraelskie mówią, że zabito też wielu ministrów. Chamenei najprawdopodobniej był poza Teheranem, w bunkrze głęboko w górach. Pojawiły się niepotwierdzone doniesienia o śmierci: dowódcy Korpusu Strażników Rewolucji gen. Mohameda Papkoura, gen. Mohameda Yakiyura, dowódcy Gwardii Rewolucyjnej, ministra obrony Saleha Asadiego, szefa Rady Obrony Alego Shamkhaniego, głównego sędziego Mohseniego Ejei, a także byłego prezydenta Mahmuda Ahmadinedżada (którego dom zbombardowano). Irański reżim jednak twierdzi, że zarówno prezydent jak i dowódca armii oraz inni generałowie "są w pełnym zdrowiu".  Przeprowadzono też uderzenia w Iraku, w których wyeliminowano niektórych dowódców tamtejszych szyickich milicji.

Wstępne oceny izraelskich służb mówią, że Chamenei zginął. Czekamy na potwierdzenie...

Iran w odpowiedzi rozpoczął operację: Prawdziwa Obietnica 4. Pierwsze salwy rakietowe okazały się dosyć słabe, ale pojedyncze rakiety oraz drony Shahed trafiły m.in.: w amerykańską bazę morską w Bahrajnie. Spadły też one w Kuwejcie, Iraku, Katarze, ZEA, Arabii Saudyjskiej, Jordanii, Syrii a nawet w Azerbejdżanie. Irański reżim odpowiedział więc atakując niemal wszystkich na zachód od swoich granic. Prawdopodobnie udało im się zniszczyć radar i magazyn w amerykańskiej bazie w bahrajńskiej Manamie oraz radar w Katarze. Zginęła jedna przypadkowo osoba w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Nieliczne irańskie pociski nadleciały nad Izraelem. Gdzieniegdzie nawet spadły na ziemię i wyrządziły ograniczone straty materialne. 

Ataki na Iran spotkały się z radosną reakcją samych Irańczyków. Wiwatowali, śmiali się i wznosili okrzyki na cześć Szacha, widząc jak cele związane z reżimem wylatują w powietrze. Wiele mówiąca jest choćby spontaniczna reakcja irańskich gimbusów - jeden z nich krzyknął z radości "I love Trump!". Irańczycy dosłownie tańczą na ulicach. I trudno się temu dziwić po rzezi, jaką kilka tygodni temu reżim. Obiecana przez Amerykanów pomoc w końcu nadeszła.

Javid Shah

Cieszą się też Syryjczycy - widząc jak znów Izrael z Iranem okładają się rakietami. Ponoć sprzedawcy słodyczy z Damaszku są w stanie podwyższonej gotowości na wypadek śmierci Chameneiego. Będą wówczas celebracje na ulicach. 

Żydzi, Arabowie, Persowie - zjednoczyli się w radości z amerykańsko-izraelskich uderzeń w irański reżim. Ból dupy mają Ruscy, Chińczycy (którzy jednak się z tym mocno maskują) i eurocucki. Unijne rządy wzywają do "negocjacji" i "powstrzymania przemocy". Podczas rzezi na ulicach Teheranu też się nie popisali. Ostatecznie jednak pośrednio przyczynili się do ataku na Iran - pozwalając Amerykanom na korzystanie ze swojej przestrzeni powietrznej. (I dlatego Rubio był tak pojednawczy w Monachium - nie dlatego, że przestraszył się europejskiej demonstracji politycznej na Grenlandii.) Merz w przyszłym tygodniu będzie w Waszyngtonie rozmawiał z Trumpem o zakupach amerykańskiej broni, a nasze silniczki będą na rozkaz jego pachołków szczekać na USA. W TVP Info-w likwidacji - jakaś trzymają się propagandowych klisz wymyślonych przez akademickie komusze skamieliny i są zdziwieni, że zwykli Irańczycy cieszą się z ataku na reżim...

Trump nie zaczął tej wojny. On ma ją szansę zakończyć, niszcząc irański reżim. Wojna zaczęła się w 1979 r. W jej trakcie Irańczycy bezkarnie zabijali Amerykanów, wysadzali koszary marines i ambasady, brali zakładników, dostarczali IED irackim grupom zbrojnym... Dotychczasowe amerykańskie administracje traktowały Iran ulgowo, okładając go tylko sankcjami o różnej intensywności. Trump jest pierwszym, który wziął się do likwidacji teherańskiego reżimu - zaczynając w 2020 r. od odstrzelenia gen. Sulejmaniego.

Wyobraźcie sobie, że w 2001 r. poniższa ekipa dowiaduje się, że tym, kto zbombarduje Iran będzie koleś prowadzący reality show "The Apprentice"...



Sytuacja oczywiście jest dynamiczna. Świeże materiały codziennie (a czasem nawet dwa razy dziennie) na moim koncie na X-ie.

***

Tymczasem kanał youtubowy Joanny Lamparskiej ("legendy" jeśli chodzi o badanie tajemnic drugiej wojny światowej) opublikował wywiad z Waszym Ulubionym Autorem dotyczący jego książki "Demony nazistów". Enjoy!