sobota, 4 kwietnia 2020

Kogo zabija Corona-chan?


Ilustracja muzyczna: Kayano Ai - Dear You

W ostatnich tygodniach słyszymy często, że Corona-chan, to "zwykła grypa", a przynajmniej nie zabija szczególnie wielu ludzi. Różni internetowi "mędrcy" twierdzą, że Włosi i Hiszpanie zawyżają statystyki dotyczące zgonów i masowo zaliczają  ludzi, którzy zmarli na różne inne choroby do zabitych przez Covid-19. Może warto więc by sprawdzić jak ilość zgonów w dotkniętych pandemią regionach Włoch wygląda w porównaniu ze średnią z ostatnich lat? No cóż, już to sprawdzono.

Przyjrzyjmy się np. miejscowości Nembro w Prowincji Bergamo. Liczyła ona do niedawna 11, 6 tys. mieszkańców. Średnia liczba zgonów w pierwszym kwartale z ostatnich kilku lat wynosiła tam 35. W tym roku, do 24 marca sięgnęła 158. W Pesaro liczba zgonów była w tym okresie 6,1 razy większa od średniej z ostatnich lat. W Bergamo 10,4 razy większa. Oficjalne dane nie tylko nie zawyżają liczby zgonów na Covid-19, ale ją wręcz ZANIŻAJĄ. Tak mówią np. włoscy lekarze. I to sugerują oficjalne statystyki. We wspomnianym wcześniej Nembro na koronawirusa oficjalnie zmarło "jedynie" 31 ludzi. We włoskich statystykach jako zmarli na koronawirusa są odnotowani jedynie, ci którzy odeszli w szpitalach. Ci którzy zmarli w domach opieki, czy własnych mieszkaniach już nie.   W lokalnych gazetach w lutym i marcu nagle zaczęto drukować po kilkanaście stron nekrologów.  Lombardia to najbogatsza włoska prowincja. Służba zdrowia stoi tam na bardzo wysokim poziomie. A mimo to już dawno przestała sobie radzić z lawiną zachorowań na chińskiego wirusa. Niektórzy cytują raport mówiący, że 99 proc. zmarłych cierpiała na choroby współtowarzyszące. Ale tymi chorobami często są schorzenia, które nie zabijają nas z dnia na dzień, takie jak nadciśnienie, cukrzyca czy arytmia. Gdyby nie wirus Wuhan, bardzo wielu spośród tych ludzi mogłoby sobie pożyć jeszcze przez wiele lat.

Słyszymy argumenty, że Włosi "nadmuchali epidemię", by "wyciągać pieniądze z Unii i ratować swoją bankrutującą gospodarkę". Takie argumenty świadczą jedynie o tym, że ci, którzy je poruszają totalnie nie wiedzą jak funkcjonuje strefa euro i mają żenująco słabe pojęcie o sprawach gospodarczych. Piszę to, jako człowiek, który przez ostatnie dziesięć lat napisał setki stron o kryzysie w strefie euro, tysiące stron przeczytał, przeprowadził masę wywiadów i miał okazję zamienić parę słów z ludźmi, którzy podejmowali decyzje w sprawie kryzysu. Rozumiem, że argumentu o "leniwych włoskich podludziach, chcących wyłudzić kasę z Unii" może użyć "Wyborcza" czy jakiś Helmut z Reichu czerpiący wiedzę o świecie z "Bilda". Ale poważnym ludziom to już nie przystoi.

Wyjaśnię to łopatologicznie: nie ma żadnego sensu, by Włosi zawyżali statystyki dotyczące koronawirusa, gdyż nie mają z tego ŻADNYCH korzyści ekonomicznych. Kasy z Unii nie mogą w ten sposób wyłudzić. Niemcy nie chcą im dać wsparcia z Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego (ESM) i od samego początku wiedziano, że tak będzie. Unia Europejska dopiero tworzy mechanizmy wsparcia na wypadek takich kryzysów a to co oferuje - marne 100 mld euro na całą UE - to tylko okruszki w porównaniu z potrzebami. Gospodarka Włoch przed kryzysem koronawirusowym wcale nie miała się źle - oczywiście według włoskich standardów. Wzrost PKB w 2019 r., wyniósł według MFW 0 proc., ale na 2020 r. przewidywano 0,5 proc., czyli spodziewano się lekkiego przyspieszenia. Wskaźnik PMI pokazujący koniunkturę we włoskim sektorze usług jeszcze w lutym wynosił 52,1 pkt, co oznaczało ekspansję. W marcu spadł do 17,4 pkt, czyli rekordowo niskiego poziomu oznaczającego głęboką depresję. Włoska gospodarka została zmiażdżona przez epidemię - żaden rząd na świecie nie zrobiłby czegoś takiego, tylko po to, by "wyłudzić kasę z Unii".
 Twierdzenie, że włoska gospodarka wcześniej "bankrutowała" jest również oznaką dyletantyzmu ludzi je głoszących. To prawda, że Włochy są bardzo mocno zadłużone, ale jakie to ma znaczenie w sytuacji, gdy Europejski Bank Centralny jest gotowy wykupić na pniu każdą ilość ich obligacji? Przed kryzysem koronawirusowym część włoskiego długu miała ujemną rentowność, a to oznacza, że banki i fundusze były gotowe dopłacać do posiadania tych papierów, które były im potrzebne choćby jako zastaw do transakcji repo i innych spekulacji. To, że dany kraj ma ogromne zadłużenie nie znaczy wcale, że jest "bankrutem". Gdyby stosować taką kretyńską logikę, to można by powiedzieć, że Bułgaria jest państwem bogatszym niż Japonia. Ale cóż, taka logika jest stosowana, bo poziom edukacji jest u nas żenująco niski a większość krajowej prasy omawiając sprawy ekonomiczne ogranicza się do pisania o kredytach frankowych, o tym, co podrożało w Biedronce i jojczenia na "rozdawnictwo".



Do soboty we Włoszech zmarło na koronawirusa 14,6 tys. osób. Mówimy tu o zaniżonych, oficjalnych danych. To więcej niż np. liczba włoskich żołnierzy poległych w 1917 r. pod Caporetto, czyli w czasie największej klęski militarnej Włoch w I wojnie światowej. W Hiszpanii oficjalna liczba zmarłych na Covid-19 przekroczyła 11 tys. To więcej niż po obu stronach w 1936 r. podczas szturmów Madrytu.  Oczywiście słyszymy też różnych kretynów mówiących, że Hiszpanie zawyżają dane, by "wyciągnąć pieniądze z Unii". No cóż, w ostatnich latach wzrost PKB Hiszpanii był wyższy niż wzrost gospodarczy w Niemczech. A miejscowy rząd robił wszystko, by tuszować epidemię. Kwarantannę wprowadził dopiero, gdy umierało kilkaset ludzi dziennie. Ale nadal słyszymy, że to "zwykła grypa". Zwykła jak grypa hiszpanka? Tamta pandemia sprzed 100 lat zabiła kilkadziesiąt milionów ludzi. Szacunki zabitych są bardzo mało precyzyjne - od 17 mln do 100 mln. Oczywiście wielu spośród zmarłych to ludzie starzy, chorzy i osłabieni głodem. Można też twierdzić, że znacznie więcej osób się z niej wyleczyło niż na nią zmarło. Wśród chorujących na tamtą "zwykłą grypę" byli m.in. Ignacy Jan Paderewski i Józef Piłsudski. Obaj mogli na jesieni 1918 r. na nią umrzeć, co kosztowałoby nas pewnie utratę niepodległości. Taka tam "zwykła grypa", co się nią przejmować...



W USA mieliśmy do soboty 7,2 tys. zmarłych na koronawirusa. To więcej niż zabiły Amerykanów przez kilkanaście lat wojny w Iraku i w Afganistanie.  No i co Amerykanie też "zawyżają statystyki", by "wyciągnąć pieniądze na swoją zbankrutowaną gospodarkę"?  No cóż, różni "eksperci" przekonują nas, że globaliści przeprowadzając krach i wpędzając USA w najgłębszą recesję w historii, chcą się uratować przed krachem, który kiedyś tam by w przyszłości nastąpił (krachem wieszczonym przez tych "ekspertów" od kilku dekad). USA mają więc zbankrutować, bo są zadłużone na olbrzymie sumy (mniejsza z tym, że właścicielem blisko 40 proc. tego długu jest Fed oraz instytucje rządowe, a w rękach cudzoziemców znajduje się tylko około 30 proc.) a dolar jest "nic nie warty" (mniejsza z tym, że spółki i banki z całego świata są zadłużone na dziesiątki bilionów dolarów a teraz bardzo pilnie potrzebują tej waluty, co sprawia, że niemal wszystkie waluty świata w ostatnich tygodniach mocno osłabły wobec dolara) i za chwilę zostanie zastąpiony "zdrową walutą" taką jak chiński juan (nadal wymienialny jedynie w ograniczonym stopniu), rosyjski rubel (który stracił od początku roku 20 proc. wobec dolara) czy jakaś waluta oparta na złocie (mniejsza z tym, że podczas Wielkiego Kryzysu  państwa, które najdłużej trzymały sztywny kurs swoich walut do złota, wpadły w najgłębsze recesje, mniejsza również o to, że standard złota był jedną z przyczyn Wielkiego Kryzysu, kryzysu z 1914 r. i Wielkiego Głodu w Irlandii, i mniejsza o to, że od lat 20. nauki ekonomiczne posunęły się na tyle do przodu, by odrzucić fetysz waluty złotej), ropie naftowej (która staniała od początku roku o 60 proc.) czy wielbłądzim gównie (wszak to też surowiec naturalny, w teorii więcej wart od "powietrza" na którym opierają się takie waluty jak dolar).


W trakcie obecnego kryzysu nie słychać jakoś narzekań ekonomicznych liberałów na "rozdawnictwo" i rządowy "socjał". Janusze Biznesu narzekają wręcz, że rząd chce im dać za mało kasy. Nie słychać darwinistyczno-korwinistycznych bon motów w stylu "niech zginą słabi, a przetrwają najsilniejsi", ani że "zamiast dawać rybę, należy dawać wędkę" ( czyli zagrożonym firmom zamiast pieniędzy, przekazywać papier do drukarek i zszywacze) i "że należy zabezpieczać się na trudne czasy, tak jak wiewiórki gromadzą orzechy". Słychać za to narzekania, że pomaga się bankom. No cóż, w latach 1929-1933 w USA nie pomagano bankom i skończyło się to jak się skończyło - wystarczyć poczytać Miltona Friedmana. Rządy z całego świata już sięgnęły po pomysł Andy'ego Younga z rozdawaniem kasy ludziom. Mam nadzieję, że w ślad za tym pójdzie MMT, modernizacja infrastruktury i Plan Chicago.



No i w końcu okazało się, że sporą część pracy, którą wykonywaliśmy w biurach możemy bez żadnego problemu wykonywać zdalnie. Wyszło też na to, że w wielu korporacjach praca większości pracowników nie wnosi żadnej, ale to absolutnie żadnej wartości dodanej. Piszę to jako koleś, który w czasie tego kryzysu pracuje więcej niż wcześniej, podczas gdy korpoludki nudzą się oglądając Netflixa czy użerają z dzieciarnią. Z drugiej strony niektórzy zyskali teraz możliwość masturbowania się w pracy - mogą wdrożyć radę z "Wilka z Wall Street" :)

Ale skończmy już te dygresje i wróćmy do meritum, czyli do Corony-chan. Ilu ludzi naprawdę zabiła ona w Chinach? I dlaczego powinniśmy uważać Komunistyczną Partię Chin za organizację wrogą ludzkości?



Oficjalne chińskie dane mówią, że koronawirusem zaraziło się 82,5 tys. mieszkańców ChRL a zmarło na niego 3,3 tys. osób. W świetle tego jak epidemia kształtuje się w Europie i USA można powiedzieć, że to dane wyciągnięte z dupy towarzysza Xi Jinpinga. Tego zdania są amerykańskie tajne służby.   Doradcy naukowi premiera Borisa Johnsona są przekonani, że Chiny mogły zaniżyć liczbę zachorowań u siebie czterdziestokrotnie.  Mieszkańcy Wuhan podejrzewają, że w tamtejszych krematoriach spalono ponad 40 tys. osób zmarłych na koronawirusa. W Wuhan jest osiem krematoriów. Od 23 marca do 4 kwietnia (chińskiego Święta Zmarłych) wydają one urny. W tempie po 500 urn dziennie. Przez 12 dni daje to 48 tys. urn. A przecież w trakcie epidemii wstrzymano wydawanie urn. Przez dwa tygodnie wcześniej wydano ich 16 tys. To już jakieś 64 tys. w samym w Wuhan. To zbieżne z tym, co mówił miliarder Guo Wengui - o 50 tys. zmarłych w Wuhan do początku lutego. W styczniu pojawiło się necie nagranie, na którym jedna z chińskich pielęgniarek mówi o 90 tys. zakażonych w Chinach, gdy oficjalnie było ich 1975. 1 lutego na portalu Tencent pojawiły się - szybko podmienione na "właściwe" dane mówiące o 24589 zgonów na koronawirusa w ChRL, gdy oficjalnie było wtedy ich tylko 304. Wyciekły też dokumenty pokazujące, że w prowincji Shandong statystyki zarażonych zaniżono 52-krotnie. Liczba zabitych przez tę epidemię w Chinach może więc wynosić kilkaset tysięcy. Nie zdziwiłbym się, gdyby nawet doszła do miliona.

W Wuhan kwarantannę wprowadzono 23 stycznia 2020 r. - czyli dopiero po tym jak pojawiły się pierwsze przypadki zachorowań w USA, w Korei Płd. i w Tajlandii. W połowie grudnia było już jednak w Wuhan ponad 200 przypadków zachorowań. Są dokumenty mówiące, że do pierwszych zachorowań doszło już w połowie listopada. Chińczycy doskonale zdawali sobie sprawę z zagrożenia - we wrześniu przeprowadzili w Wuhan ćwiczenia dotyczące reakcji na pojawienie się "nowego koronawirusa". Ten wirus jest chińską bronią biologiczną. W Wuhan przez kilka lat eksperymentowano z koronawirusem podobnym do SARS i powiązanym z nietoperzami.

 31 grudnia władze Republiki Chińskiej (Tajwaniu) alarmowały WHO o śmiertelnej chorobie w Chinach - WHO to olała. W tym czasie w Chinach bezpieka prześladowała lekarzy alarmujących o szalejącej epidemii. Bezpieka ich zresztą nęka do dzisiaj. Chińskie laboratoria, które potwierdziły, że nowy wirus jest podobny do SARS dostały wówczas polecenie od Komisji Zdrowia Prowincji Hubei, by przerwały testy i zniszczyły próbki. W Wuhan jeszcze w drugiej połowie stycznia zezwalano na wielotysięczne imprezy publiczne. Według analizy przeprowadzonej przez badaczy z Uniwersytetu Southampton, gdyby kwarantannę wprowadzono o tydzień wcześniej, to globalne zachorowania na koronawirusa byłyby o 66 proc. mniejsze. Gdyby zrobiono to dwa tygodnie wcześniej, to liczba infekcji byłaby o 86 proc. niższa. Gdyby kwarantanna została zaś wprowadzona trzy tygodnie wcześniej, to zachorowań byłoby mniej o 95 proc. Covid-19 byłby więc lokalnym, chińskim epizodem. (Gdyby jednak kwarantanna została wprowadzona trzy tygodnie później, liczba zachorowań byłaby 18 razy większa.)

Chiny przez dwa miesiące tuszowały epidemię i pozwoliły, by rozlała się ona po całym świecie. Do samych USA przybyło w styczniu i lutym blisko 760 tys. podróżnych z Chin. Ilu z nich było zarażonych? Ilu celowo rozprzestrzeniało to cholerstwo? W necie krążą filmy pokazujące, jak przybysze z Chin maniakalnie dotykają różnych przycisków i powierzchni w sklepach w USA, tak jakby byli jakimiś wirusowymi kamikaze. Wcześniej widziałem podobne filmy z Wuhan - typu, że jakaś kobieta ślini klamki od samochodów zaparkowanych na ulicy, lub jakiś dziadzio pluje na przyciski w windzie.

Teraz Chiny przekonują świat, że ich reakcja na epidemię była "modelowa" i "heroiczna" oraz próbują zatrzeć złe wrażenie sprzedając deficytowy sprzęt medyczny Europejczykom. Okazuje się jednak, że ten sprzęt to często buble lub wręcz rzeczy, które są zakażone. Upłynniają w Europie np. maseczki, które nie spełniają nawet chińskich norm. Z jednej chińskich fabryk wyciekł film, na którym jeden z jej pracowników wyciera sobie buty maseczkami chirurgicznymi i śmieje się z tego, że pojadą one do innych krajów. 

Naprawdę więc nie rozumiem, tego że mamy tylu idiotów, którzy chwalą Chiny za ich postawę w trakcie pandemii. Jak to z idiotami bywa, są oni mocno niekonsekwentni. Twierdzą, że w Polsce czy w USA kwarantanna oznacza "komunizm" a jak się ich zapytać o jeszcze bardziej drakońską kwarantannę w Wuhan, to mówią, że polityka Komunistycznej Partii Chin była mądra. Ale cóż, to dokładnie ci sami ludzie, którzy wcześniej mówili, że Chiny to kraj wolności w odróżnieniu od "komunistycznych USA" czy Polski. Rozumiem, że takie opinie wygłasza np. taki Jan Fijor  - TW "Bereta" (zadziwiająco podobny do znanego funkcjonariusza bezpieki Ireneusza Jabłońskiego - czy gejnerał Kiszczak celowo dobierał sobie kolesi o fallicznym wyglądzie? ) czy inny resortowiec. No ale mamy też libertarian nie zauważających, że w Chinach wdraża się totalitarny system nadzoru elektronicznego (System Zaufania Społecznego) czy katolickich tradsów nie zauważających tego, że w Chinach bezpieka wsadza do więzień przedsoborowych biskupów. No cóż, to wynik infantylizmu naszego systemu edukacji. Dziwicie się, że nauczycielki z telewizyjnej szkoły przedstawiają tak niski poziom? A jak to się stało, że wasze dzieci chodząc do szkoły stawały się głupie? Jak to się stało, że taki intelektualny żul jak Wielomski został profesorem? Czemu w II RP prezydentami byli profesorowie a u zarania III RP wybrano na prezydenta człowieka z marginesu społecznego?

Wróćmy jednak do meritum. Globaliści z Czerwonych Chin wyprodukowali koronawirusa. Później w niewyjaśnionych okolicznościach wyrwał się im z laboratorium. Potem przez dwa miesiące tuszowali to, że doszło do epidemii. I zapewniali świat, że wirus jest niegroźny. Nie przenosi się między ludźmi. A wspierała ich w tym WHO. Organizacja przez nich skorumpowana i kierowana przez marksistowskiego doktorka z Etiopii. Jeśli się z tym nie zgadzacie, to podajcie jakieś racjonalne argumenty, że Chiny i WHO  przez pierwsze trzy tygodnie stycznia rzeczywiście powstrzymywały epidemię. Jeśli tych argumentów nie macie i nadal bronicie Chin przed "imperialistycznymi spiskami", to jesteście takimi samymi śmieciami jak sympatycy Sowietów w II RP czy na Zachodzie w czasie Zimnej Wojny. I trzeba was poddać kwarantannie po przenosicie wirusa głupoty.




***

A do serii eXtinction wrócimy po Wielkanocy. Szykuje się też kolejna seria historyczna Exile!

Ból dupy agentury wpływu za 3,2,1...

sobota, 28 marca 2020

eXtinction: Ebola-chan, Corona-chan


Ilustracja muzyczna: Ebola-chan Theme Song



TIA. Things in Africa.




Joseph-Desire Mobutu, używający również nazwiska Mobutu Sese Seko Kuku Ngbendu Wa Za Banga był prezydentem Konga/Zairu w latach 1965-1997. Nosił fajną czapkę z leoparda a utrzymał się u władzy przez ponad trzy dekady m.in. dzięki umiejętności geopolitycznego lawirowania. W pierwszym okresie rządów trzymał z USA, Francją, Belgią, Izraelem i RPA. W 1972 r. przeorientował się na Czerwone Chiny. W połowie dekady zaczął jednak sympatyzować z Sowietami. Dokonał wielkiej czystki "agentów CIA" (zapewne 99 proc. z nich żadnymi agentami nie była...) i znacjonalizował zachodnie aktywa. W 1975 r. CIA dokonała więc nieudanego zamachu na tego dyktatora. To jeszcze bardziej usztywniło stanowisko Mobutu. W 1976 r. doszło jednak do zdarzenia, które wymusiło na nim przeproszenie się z Ameryką. Na pograniczu Zairu i Sudanu, w dolinie rzeki Ebola wybuchła epidemia gorączki krwotocznej. Nową chorobę nazwano Ebola - chan.




Ponieważ zairska służba zdrowia nie mogła sobie z epidemią poradzić (zwłaszcza, że w miejscowych szpitalach wielokrotnie wykorzystywano jednorazowe strzykawki), do akcji wkroczyła Światowa Organizacja Zdrowia i amerykańskie Centrum Kontroli Chorób (CDC). Eksperci CDC mieli już gotowe testy do wykrywania wirusa i dokładnie wiedzieli jak on się przenosi. Po kilku tygodniach epidemię więc opanowano. Skąd jednak Amerykanie mieli gotowe testy? W połowie lat 60. firma Litton Bionetics, CDC i Narodowy Instytut Raka (NCI) prowadziły badania nad wirusami podobnymi do eboli. Doszli wówczas do wniosku, że te wirusy nie przenoszą się z małp na ludzi. Przenieść je można jednak np. za pomocą szczepionek. (Niejaki Ed Haslam, przewijający się na obrzeżach śledztwa w sprawie JFK, twierdzi, że jego ojciec mikrobiolog, mówił mu w połowie lat 60. o dziwnym wirusie, który nazwano "gorączką doliny Ebola".) Tak się też dziwnie zdarzyło, że w 1975 r. niemiecka spółka kosmiczna OTRAG (w której pracowało wielu dawnych nazistowskich naukowców) wydzierżawiła w Zairze tereny o wielkości 1/3 Polski, by prowadzić tam testy rakietowe. Te tereny stały się bazą działania dla różnych tajnych operacji a epidemia eboli zbiegła się w czasie z osiągnięciem przez tę bazę pełnej gotowości operacyjnej. W 1979 r. Breżniew namówił francuskiego prezydenta Valery'ego Giscarda d'Estaigna, by naciskał na Mobutu w sprawie wymówienia dzierżawy dla OTRAG. Spółka przeniosła się po tym do... Libii, gdzie zaprosił ją Kaddafi.



W 1995 r. administracja Clintona chciała obciąć budżet CDC. Wówczas Fundacja Sloana sfinansowała wydanie książki "Gorąca strefa" poświęconej eboli, na podstawie której nakręcono film. Doszło do wysypu katastroficznych książek poświęconych epidemiom. I nagle znów doszło do wybuchu epidemii w Zairze. Epidemię opanowano, fundusze dla CDC zwiększono a wirus niemal się przez 20 lat nie zmienił - w żaden sposób nie zmutował. Tak jakby trzymano go cały czas w zamrażarce. Ebola-chan jest wiecznie młoda.




W 1970 r. przed Podkomisją ds. Środków Publicznych Izby Reprezentantów wystąpił dr Donald MacArthur, naukowiec z Departamentu Obrony. Było to jeszcze przed powstaniem Konwencji o Broni Biologicznej,  więc całkowicie legalnie prosił on kongresmenów o 5-10 mln USD środków na badania nad syntetycznym wirusem atakującym ludzki system immunologiczny. Twierdził, że takiego wirusa uda się opracować w ciągu 5-10 lat. Środki zostały przyznane. I tak się dziwnie złożyło, że w 1978 r. zostały po raz pierwszy zaobserwowane dwie nowe choroby: AIDS i zespół chronicznego zmęczenia. Jeszcze tych nazw nie miały, ale diagnozowano ich objawy. CDC zaczęła mówić o nowej groźnej chorobie o nazwie AIDS od 1981 r. Część badaczy: np. dr Robert Strecker, dr Alan Cantwell czy dr Leonard Horowitz od dawna snuje teorie mówiące, że HIV to wirus sztucznie wyhodowany. Dr Cantwell pisał np., że rozprowadzono go prawdopodobnie za pomocą testów szczepionki na wirusowe zapalenie wątroby typu B przeprowadzanych wśród gejów. Testy te były prowadzone przez dyrektora Nowojorskiego Centrum Krwi, dr Wolfa Szmunessa (pochodzącego z Polski, będącego przyjacielem... Jana Pawła II). Inna teoria mówi o testach przeprowadzanych w więzieniach. Po tym jak przez pół roku wirus nie dawał oznak żadnej złośliwej działalności, więźniów wypuszczano, a oni nieświadomie go roznosili wśród  gejów. Pamiętacie firmę Litton Bionetics, która w latach 60-tych pracowała nad wirusami podobnymi do eboli? To ona dostała na początku lat 70-tych 2 mln USD grantu na badania nad wirusami atakującymi układ odpornościowy. Oczywiście oficjalna wersja mówi, że HIV został po raz pierwszy znaleziony w organizmie szympansa. Nie wspomina się jednak, że ten szympans całe życie spędził w laboratorium.





Dr Leonard Horowitz, doszedł do tego, że eksperymentalna szczepionka na wirusowe zapalenie wątroby typu B, która wiąże się z AIDS została opracowana przez firmę Merck, Sharp & Dohme z wykorzystaniem materiału pobranego od zarażonych małp dostarczonych przez... Litton Bionetics. Potwierdził to dr Maurice Hilleman, który był wówczas szefem działu produkcji szczepionek w Merck, Sharp & Dhome. Stwierdził on w jednym z wywiadów, że szczepionki te posiadały około 40 "nieaktywnych wirusów". Dodał on też coś szokującego: "A szczepionka przeciwko żółtej febrze zawierała wirusa białaczki, ale wie pan, to było w czasach, kiedy wiedza na ten temat była jeszcze bardzo niedoskonała". Bakteriolog dr Bernice Eddy już w latach 50-tych odkryła w szczepionkach przeciwko polio małpiego wirusa SE polyoma. Skażone szczepionki podała małpom, które zdechły lub zostały sparaliżowane po ich wstrzyknięciu. Została za to zdegradowana przez swojego zwierzchnika w Narodowym Instytucie Zdrowia. W 1972 roku mówiła w Kongresie: "Jeśli nadal będziecie pozwalać na obecność na rynku tych skażonych szczepionek, to gwarantuje wam, że w ciągu następnych 20 lat będzie mieli taką epidemię raka, jakiej świat dotąd nie widział".




Horowitz przedstawił również umowę wskazującą, że lutym 1962 r. rozpoczęto realizację tajnego programu badań nad wirusami rakowymi. Judyth Vary Baker twierdzi, że była dziewczyną Lee Harveya Oswalda. Swoją historię opisała w książce "Lee and Me: How I came to Know, Love and Lose Lee Harvey Oswald". Poznała go w 1963 r. w Nowym Orleanie, gdzie była asystentką dra Altona Ochsnera, szefa bardzo znanej tam wówczas kliniki. Ochsner  to co prawda chirurg, ale też osoba bardzo zaangażowana w badania nad rakiem. To on udowodnił, że palenie papierosów wywołuje raka. Według Baker miał też pracować nad "galopującym rakiem"… dla CIA. Tak się jakoś dziwnie złożyło, że zabójca Oswalda Jack Ruby tuż przed swoją śmiercią w więzieniu skarżył się , że "wstrzyknięto mu szybko rozwijającego się raka". David Ferrie miał zaś hobbystycznie szukać lekarstwa na raka i prowadzić nawet w tym celu eksperymenty na zwierzętach.



Oczywiście świat poszedł przez ostatnie kilkadziesiąt lat do przodu. Epidemia raka dotknęła setki milionów ludzi, podobnie jak AIDS, ale to raczej cisi zabójcy, do których społeczeństwa jakoś się przyzwyczaiły tak jak do wypadków drogowych i alergii. Magic Johnson ma AIDS od 30 lat i jakoś żyje, podobnie jak kilkaset milionów ludzi w Afryce, którzy są codziennie wystawieni na choróbska,  o których nawet nie słyszeliśmy. Zapewne nie przejmowalibyśmy się specjalnie tą cichą depopulacją, czy spektakularnymi epidemiami różnych eboli w jakichś "gównianych kraikach", gdyby depopulacją zajmowali się tylko zachodni globaliści. Niestety jednak zajęli się nią również Chińczycy - z właściwym dla siebie rozmachem pomieszanym z bałaganem. Widzimy to teraz przy okazji epidemii koronawirusa zwanego wirusem Wuhan i wirusem KPCh.

Jak pisze Hanna Shen:


"Według państwowej stacji CCTV, 16 marca, władze Chin wydały zgodę, by stworzona przez zespół Chen Wei, specjalistki ds. broni biologicznej z Wojskowej Akademii Nauk, szczepionka przeciw #wirusKPCh weszła w fazę testów klinicznych. Zespół Chen przybył do Wuhan 26 stycznia gdzie miał pracować nad szczepionką.
Wang Hao, urodzony w Chinach, a mieszkający na Tajwanie komentator i analityk finansowy zwrócił uwagę, że cykl produkcyjny szczepionki zajmuje ok. 5-6 miesięcy, a więc Chen zaczęła pracować nad szczepionką około września ubiegłego roku. "Jaką więc „sekwencję genomu” wykorzystano do jej opracowania?"
Wang Hao wspomniał także, że 18 września ubiegłego roku, miesiąc przed otwarciem Światowych Gier Wojskowych w Wuhan (to jest to wydarzenie na którym byli Amerykanie i Pekin teraz twierdzi, że podrzucili wtedy wirusa), rząd chiński przeprowadził w Wuhan ćwiczenia dot. "postępowania w przypadku nagłego pojawienia się nowego koronawirusa”. Dziwnie zbiega się to z możliwym momentem prac nad wspomnianą szczepionką.
Zdjęcie opakowania szczepionki opublikowane przez KPCh wskazuje, że 26 lutego Instytut Nauk Medycznych Wojskowej Akademii Nauk i firma CanSino Bio-B wspólnie wyprodukowały „rekombinowaną szczepionkę przeciw koronawirusowi”.
Wang Hao zauważył, że firma CanSino Bio-B współpracująca z Wojskową Akademią Nauk nad szczepionkami przez lata notowała straty. W marcu ub. r. po wejściu na giełdę w Hongkongu notowania jej akcji były niskie. Zaczęły rosnąć w listopadzie a w grudniu cena akacji się podwoiła. W tym miesiącu znów się podwoiła.
W styczniu po przybyciu do Wuhan Chen Wei miała przejąć pełną kontrolę nad laboratorium BSL 4 w Wuhan.

(...)



Włochy: Pierwszy wykryty przypadek #wirusKPCh to Hu Yamin członkini KPCh, dziekan wydziału literatury na jednym z uniwerków w Wuhan Pani zajmuje się marksistowską teorią literacką, była wiceprzewodniczącą Towarzystwa Badań Marksistowskich i Teorii Literatury. Wyleczona
Komentarz jednego z chińskiego internautów: przebyła tysiące km by zrzucić truciznę."

Nie ulega żadnych wątpliwości, że Chińczycy tuszowali u siebie epidemię przez ponad dwa miesiące.
Gdyby tego nie robili, epidemia byłaby dzisiaj aż o 95 proc. mniejsza. To oni ponoszą za straty gospodarcze z nią związane i to im należy wystawić za to rachunek, np. nacjonalizując zagraniczne aktywa chińskich państwowych firm.

Tajwan już 31 grudnia ostrzegał WHO przed wirusem Wuhan. WHO bagatelizowała sprawę. Organizację tę należy rozwiązać, bo została skorumpowana przez ChRL.

Amerykanie w styczniu ostrzegali Włochów przed pandemią. Włosi nie wprowadzali ograniczeń, bo nie chcieli się narażać Chińczykom i tracić chińskich kontraktów. Teraz stracą o wiele więcej.

Amerykańskie służby próbowały też ostrzec Trumpa w styczniu. Zamiast tego posłuchał się Jareda Kushnera, który przekonywał go, że epidemia jest dmuchana i że to "zwykła grypa".



Tym, którzy twierdzą, że chiński wirus to "zwykła grypa", chciałbym zwrócić uwagę na to, że we Włoszech i Hiszpanii umierało na to cholerstwo kilkaset osób dziennie (nawet do tysiąca). A ile umierało w Wuhan? Przecieki mówiące o 1500 osób palonych w krematorium dziennie wyglądają teraz na bardzo prawdopodobne. Powiązany ze służbami miliarder Guo Wengui szacował na początku lutego liczbę ofiar w Wuhan na 50 tys. Powoływał się na swojego informatora. Krematoria zaczęły tam niedawno wydawać urny z prochami rodzinom. Ustawiły się przed nimi ogromne kolejki. Zdjęcie jednej z tych kolejek zostało szybko wycięte przez chińską cenzurę.


Z danych podanych przez chińskie Ministerstwo Przemysłu i Technologii Informacyjnych wynika, że w styczniu i w lutym nagle spadła liczba abonentów telefonii komórkowej w Chinach aż o 21 mln. Wcześniej każdego miesiąca, od wielu lat, mocno ona rosła. W grudniu np. skoczyła o ponad 3 mln. Przypominam, że w Chinach posiadanie telefonu komórkowego jest obecnie rzeczą niezbędną, by załatwić wiele spraw, np. dostać receptę od lekarza czy posiadać konto bankowe. Wszystkie konta są zarejestrowane na konkretne nazwiska. Możliwe, że wiele z likwidowanych numerów to konta firmowe, w spółkach, które upadły. Ale jeśli nawet tylko jedna dziesiąta abonentów zmarła w styczniu i w lutym, to mamy liczbę zgonów przekraczającą 2 mln. Co innego mogło spowodować taki pomór?

Zastanówcie się, co sprawiło, że Korea Północna w panice szybko zamknęła granicę z Chinami, mimo że od tej granicy zależy jej gospodarcze być albo nie być? Czego się  tam przestraszyli? "Zwykłej grypy"?

Wielu katolickich tradsów krytykuje to, że wprowadzono drakońskie restrykcje dotyczące uczestnictwa w nabożeństwach. Tak jest jednak nie tylko w krajach chrześcijańskich. W Izraelu całkowicie zamknięto synagogi. W Arabii Saudyjskiej zamknięto Kaabę. Stolica Apostolska dysponuje świetnymi służbami wywiadowczymi (spytajcie dra Sendeckiego :). Ona wiedziała co się święci, więc zamknęła kościoły szybciej niż rządy wprowadziły kwarantanny. (W dawnych wiekach często się też zdarzało, że władze kościelne zamykały świątynie w trakcie zarazy. Św. Karol Boromeusz wprowadził również rodzaj "mszy zdalnych" - nabożeństw przy kapliczkach na ulicach, obserwowanych z okien przez wiernych.) Tradsi mówią, że tego wirusa przyniósł w Wielkim Poście Szatan. Nie dodają jednak ważnego szczegółu: tym Szatanem są globaliści z Komunistycznej Partii Chin sprzymierzeni z siłą wrogą ludzkości.

***

A w następnym, być może ostatnim, odcinku serii eXtinction, sadystycznie poznęcam się nad kobietami. Ale tylko nad tymi brzydkimi i głupimi.

sobota, 21 marca 2020

eXtinction: Hunger Games



"Kto kontroluje żywność, ten kontroluje ludzi"
                                                Henry Kissinger

"Żywność to władza! Wykorzystujemy ją, by zmienić zachowanie. Niektórzy nazywają to przekupstwem. Nie przepraszamy za to."
                     Catherine Bertini, była dyrektor wykonawcza Programu Żywnościowego ONZ, była podsekretarz rolnictwa USA


Ilustracja muzyczna: Wardruna - Blood Eagle


Nieco symboliczne jest to, że rodzina Rockefellerów powołała do życia Radę Rozwoju Rolnictwa w rok po tym (w 1953 r.)  jak stworzyła Radę ds. Populacji. Swoje plany dotyczące transformacji globalnego rolnictwa zaczęła ona wcielać jednak już wcześniej, czyli w czasie drugiej wojny światowej. W 1941 r. Nelson Rockefeller i wiceprezydent Henry Wallace (prosowiecki pożyteczny idiota, a zarazem potentat z agrobiznesu, sekretarz ds. rolnictwa w latach 1933-1940, syn sekretarza ds. rolnictwa z lat 1921-1924) wybrali się z misją do Meksyku, uczyć tamtejszy socjalistyczno-mafijny rząd jak zwiększać plony kukurydzy. W efekcie tego w 1943 r. uruchomiono w tym kraju specjalny program badań nad nowymi odmianami roślin jadalnych, którym kierował Norman Bourlag, naukowiec finansowany przez Fundację Rockefellera, który dostanie później Pokojową Nagrodę Nobla i stanie się ojcem "Zielonej Rewolucji".


Zielona Rewolucja, tocząca się w tle zimnowojennych zmagań, mocno zmieniła światowe rolnictwo. Unowocześniła je, doprowadziła do wielkiego wzrostu produkcji żywności, sprawiła, że żywność stała się tania. Ten proces był jednak tylko etapem mającym prowadzić do dalszego celu: zmiany struktury własności w rolnictwie. Hybrydowe odmiany zbóż wyhodowane w ramach Zielonej Rewolucji wymagały większych nakładów kapitałowych niż odmiany tradycyjne. W kolejnych pokoleniach dają mniejsze plony niż w pierwszym, wymagają więc kupowania nowych nasion. Znaczne zwiększenie plonów to nie tylko zasługa właściwości tych odmian, ale też intensywnego wykorzystywania nawozów azotowych (których produkcja eksplodowała po drugiej wojnie światowej - produkowały je fabryki, które wcześniej wytwarzały materiały wybuchowe), pestycydów i herbicydów, a także intensywnej irygacji. W krajach, w których nie było dopłat dla rolnictwa,  ziemia była skoncentrowana w rękach oligarchów i feudałów, a dla rolników były dostępne tylko lichwiarskie pożyczki, na Zielonej Rewolucji korzystała tylko garstka potentatów a rzesze drobnych rolników, którzy nie mogli z nimi konkurować byli wypychani z interesu i zasilali miejską biedotę, stanowiącą tanią siłę roboczą dla zglobalizowanego przemysłu. (Oczywiście były kraje, w których uniknięto takiego scenariusza. Generał Douglas McArthur podzielił ziemię między chłopów w Japonii i wprowadził tam system dopłat dla rolnictwa. Reformę rolną przeprowadził również Czang Kaj-szek na Tajwanie. Nie można tych reform porównywać z polityką rolną w krajach komunistycznych - tam reżimy dążyły do koncentracji ziemi w rękach państwa.) Ten proces był wspierany przez amerykański Departament Stanu, czemu trudno się dziwić, bo wszyscy sekretarze stanu od administracji Eisenhowera do administracji Cartera pracowali na jakimś etapie kariery w Fundacji Rockefellera. Amerykańska pomoc rozwojowa była więc od 1966 r. uzależniona od tego, czy dany kraj zgodził się na proponowane reformy w rolnictwie.



Ten sam proces - choć oczywiście innymi metodami i mniej intensywnie - zaczęto również wdrażać w USA. W 1956 r. John H. Davis, były podsekretarz rolnictwa w administracji Eisenhowera napisał w artykule w "Harvard Business Review", że "jedynym sposobem na rozwiązanie tzw. problemu farm raz i na zawsze, i uniknięcie kłopotliwych programów rządowych, jest przejście od rolnictwa do agrobiznesu". David razem z profesorem Rayem Goldbergiem z Harvardu oraz urodzonym w Rosji ekonomistą Wasilijem Leontiefem (który od 1948 r. za pieniądze Fundacji Rockefellerów tworzył mapę gospodarki USA) zaangażował się w projekt badań nad agrobiznesem. W projekcie tym chodziło o dokonanie "wertykalnej integracji" w amerykańskiej branży rolniczej. Integracja wertykalna była wówczas uznawana za formę monopolu a jej stosowanie było mocno ograniczone przez regulatorów np. w branży naftowej. Ich teorie przetestowano później na Florydzie, w branży producentów cytrusów. Skończyło się na tym, że rynek został opanowany przez garstkę wielkich firm.



 Prawdziwa bonanza dla agrobiznesu nastąpiła jednak dopiero w latach 70-tych, gdy administracja Cartera (zdominowana przez ludzi z Komisji Trójstronnej Davida Rockefellera) mocno poluzowała regulacje antytrustowe w rolnictwie. Skutek tej polityki? Liczba farmerów w USA spadła w latach 1979-1998 o 300 tys. Liczba hodowli świń zmniejszyła się wówczas z 600 tys. do 157 tys. Teraz już wiecie, czemu w latach 80-tych zaczęto organizować te wszystkie koncerty "Farm Aid"...



Gdy zwykli farmerzy przegrywali z "niewidzialną ręką rynku", produkcja rolna stawała się coraz bardziej skoncentrowana w rękach kilku wielkich korporacji. W latach 90. 3 proc. hodowli świń w USA odpowiadały za 50 proc. całej produkcji. Kontrola zwiększyła się również w dziale przetwórstwa spożywczego i dystrybucji żywności. Raport senatora Toma Harkina z 2004 r. mówił, że cztery największe firmy mięsne odpowiadały za 84 proc. uboju krów i 64 proc. uboju świń w USA. Cztery największe firmy kontrolowały 89 proc. rynku płatków śniadaniowych. W 1998 r. koncern Cargill kontrolował 40 proc. elewatorów zbożowych w USA. Monsanto, Novartis, Dow Chemical i DuPont odpowiadały za sprzedaż 75 proc. ziaren kukurydzy i 60 proc. ziaren soi.
Nastała era wielkich hodowli przemysłowych produkujących ogromne ilości zanieczyszczeń i sprzyjających epidemiom. Oczywiście to wielcy gracze kontrolują standardy w tym biznesie. I stąd np. krowy faszerowane hormonem wzrostu i antybiotykami.



Konsolidacja w agrobiznesie prowadziła do wymuszonej zmiany nawyków żywieniowych u Amerykanów. W latach 70-tych, Earl Butz, sekretarz rolnictwa w administracji Nixona, zaczął promować masowe uprawy kukurydzy w USA i większe wykorzystywanie jej w diecie codziennej. Pod koniec dekady rozpromował japońskie odkrycie w postaci wykorzystywania uzyskiwanego z kukurydzy syropu glukozowo-fruktozowego do słodzenia i "polepszania" żywności. Syrop ten zaczęto dodawać jak leci do niemal wszystkiego. W 1984 r. Butz namówił koncern Coca-Cola, by zastąpił cukier tym syropem. Konsumentom to się początkowo nie spodobało - kupowali tradycyjną colę szmuglowaną z Meksyku, bo po prostu smakowała lepiej. Syrop wypierał jednak z branży spożywczej tradycyjny cukier. Po latach zaczęto go łączyć z epidemią otyłości i cukrzycy a także występowaniem niektórych nowotworów. Tak się akurat złożyło, że Butz był wielkim zwolennikiem idei ograniczenia liczebności populacji ludzkiej. Publicznie wyśmiewał papieża Pawła VI, z powodu jego opozycji wobec programów ograniczenia narodzin. Powiedział też: "Kolorowi potrzebują trzech rzeczy: ciasnej cipki, luźnych butów i ciepłego miejsca do srania".



Epidemii otyłości paradoksalnie towarzyszyła obsesja na temat zdrowego żywienia. Obsesja ta zaczęła się po tym jak w latach 40-tych Louis Israel Doublin, zainteresowany eugeniką statystyk pracujący dla MetLife, wymyślił, że można by pobierać wyższe składki ubezpieczeniowe od ludzi z lekką nadwagą. Wymyślił wzięty totalnie z d... wskaźnik, według którego Ussain Bolt mógłby zostać uznany za otyłego. Wskaźnik ten wyewoluował później w indeks BMI. Lekarze zaczęli straszyć ludzi z zupełnie normalną wagą ciała, że otyli i muszą szybko schudnąć. Ci łapali się za gówniane diety, prowadzące do efektu jojo. Powstała jednak dzięki temu branża finess i zdrowego jedzenia. Jak można się domyślić, te wszystkie zdrowe odżywki, dietetyczne batoniki i inny chemiczny shit jest produkowany dokładnie przez te same koncerny, które zalewają rynek "śmieciowym jedzeniem". Tym, którzy są zaniepokojeni kaloriami w słodkich napojach sprzedano jako "zdrowy" zamiennik aspartam -  łączony m.in. z rakiem mózgu, cukrzycą i wadami wrodzonymi u dzieci.



W 1985 r. Fundacji Rockefellera zaczęła badania nad genetycznymi modyfikacjami roślin jadalnych, rozpoczynając tym samym Drugą Zieloną Rewolucję, czyli erę GMO. Oczywiście, modyfikacje genetyczne same w sobie nie są złe, ale czy powierzylibyście je kartelowi od "śmieciowej żywności" i rakotwórczych pestycydów? Czy coś może pójść nie tak? Okazuje się, że rzeczywiście coś poszło nie tak. W 2000 r. dr Arpad Pustai, wybitny naukowiec z Edynburga, dostał zlecenie na przetestowanie genetycznie zmodyfikowanych ziemniaków. Pustai był wcześniej entuzjastą GMO, więc nie spodziewał się znaleźć niczego podejrzanego. Po kilku tygodniach testów okazało się jednak, że szczury, które karmił zmodyfikowanymi ziemniakami miały zniszczone wątroby. Pustai wywołał burzę wynikami swoich badań i został zwolniony ze stanowiska. Wcześniej dzwonił do szefa jego instytutu premier Tony Blair. A do Blaira Bill Clinton, do którego dzwonili natomiast przedstawiciele Monsanto. Mleko się już jednak rozlało i europejskie rządy miały trudności z wydaniem zgody na uprawy GMO w swoich krajach...


Uprawy GMO stworzyły też inne pole do nadużyć. Oto bowiem koncern Monsanto mocno zaangażował się w ściganie rolników za "złamanie praw patentowych". Gdy na polu niezależnego farmera pojawiało się kilka samosiejek GMO, Monsanto nasyłało na niego prawników, że musi im wypłacić odszkodowanie, bo ich straszliwie okradł z własności intelektualnej. Koncern próbował też ograniczyć rolnikom możliwość zbierania ziaren na zasiewy. Wymyślił gen terminatora, powodujący że roślina będzie umierać w drugim pokoleniu. Po fali oburzenia opinii publicznej, oficjalnie wycofał się z planów jego wprowadzenia. Gdyby to jednak ktoś kiedyś wdrożył na szeroką skalę, zyskałby potężny instrument do sparaliżowania globalnego rolnictwa.



Agrobiznes przyczynił się również do "transgenderowej" rewolucji. W jaki sposób? Promując uprawy soi na ogromną skalę. Soja była wcześniej wykorzystywana w Azji głównie jako przetworzony (sfermentowany) dodatek do mięsa i raczej nie była jedzona w dużych ilościach. W latach 70-tych zaczęto uprawiać ją w USA na masową skalę na paszę. Po kryzysie finansowym w Argentynie w 2001 r. tysiące hektarów ziemi wykupionej za bezcen obsadzono tam zmodyfikowaną genetycznie soją. Wspierane przez "elity" organizacje humanitarne zaczęły wydawać biednym ludziom posiłki oparte na soi, które nigdy nie były częścią lokalnej diety. Później ta moda została przeniesiona ze slumsów na uniwersyteckie kampusy i do modnych, hipsterskich knajpek. Elity zaczęły nas częściej pouczać, że nie powinniśmy jeść mięsa, bo to złe dla planety, tylko zmodyfikowaną genetycznie soję z upraw przemysłowych. Rynek zalazły sojowe zamienniki mięsa i  sojowe mleko. Tak się składa, że dzieci pijące to mleko mają sześć razy częściej różne alergie niż te, które piją mleko od krowy. Soja, w stanie naturalnym zawiera m.in. substancje hamujące wzrost. Soja zawiera też fitoestrogeny, czyli substancje podobne do żeńskich hormonów płciowych. Niemowlaki karmione popularnymi sojowymi papkami, dostają dziennie ilości tych fitoestrogenów podobne jak w pigułkach antykoncepcyjnych. Jak to wpływa na ich rozwój płciowy? Czy wszechobecna w żywności soja nie jest przyczyną tego, że tak wiele nastolatków cierpi na zaburzenia tożsamości płciowych? W USA powstało nawet określenie "soy boy" na zniewieściałego, ciotowatego, lewicowego liberała.|
(Polecam obejrzeć poniższy filmik Paula Josepha Watsona.) Ten ciotowaty liberał jest po części produktem wielkiego agrobiznesu, który powstał w wyniku działań rodziny Rockefellerów.





***

A w następnym odcinku serii eXtinction o zarazach, które nawiedzają świat. Jak tam u Was kwarantanna i praca z domu?


sobota, 14 marca 2020

eXtinction: How dare you!


Ilustracja muzyczna: Heilung - Traust


Na początku grudnia miałem okazję odwiedzić jedną z instytucji finansowych w Luksemburgu. Jeden z jej ekspertów wygłosił prelekcję na temat globalnego ocieplenia i emisji CO2. Pokazł wykres pokazujący, że Europa odpowiada za 80 proc. emisji dwutlenku węgla. To robiłem wrażenie. Ale zauważyłem, że w opisie tego wykresu jest mowa o tym, że mowa o wszystkich emisjach od XVIII wieku. Zadałem więc pytanie, czy są dane pokazujące udział Europy w ostatnich np. 30 latach. Ekspert odpowiedział, że tak i podał te dane. Nie chcę skłamać, ale wskazał on bodajże na około 10 proc. udział Europy w emisjach. Ponad 70 proc. (a może nawet 80 proc.?) stanowią zaś emisję na rynkach wschodzących, czyli w krajach takich jak Chiny, Indie czy Brazylia. Europa już więc de facto przeszła proces dekarbonizacji. Jeśli trzymamy się mainstreamowych teorii na temat zmian klimatycznych, to powinniśmy przede wszystkim naciskać na dekarbonizację w Chinach oraz Indiach. Takich nacisków ze strony organizacji międzynarodowych i wielkiej finansjery jednak nie ma. Przekonuje się nas natomiast, że to my musimy obniżyć nasze emisje CO2 netto do zera. I w tym celu zrezygnować z samochodów, podróży lotniczych, mięsa, częstego brania kąpieli itp. Gdyby globalistycznym elitom rzeczywiście chodziło o ochronę klimatu, to domagaliby się wyrzeczeń od Chin. W tej grze nie chodzi jednak o klimat. Tylko o obniżenia standardów życia w Europie i Ameryce. Kraje Trzeciego Świata mogą emitować CO2 do woli. Tam nie już co obniżać, jeśli chodzi o standard życia.


- Czy jedyną nadzieją dla naszej planety nie jest upadek cywilizacji przemysłowych? Czy naszym obowiązkiem jest do tego doprowadzić? - pytał Maurice Strong, kanadyjski miliarder i zarazem twórca Programu Środowiskowego Narodów Zjednoczonych. Strong zajmował się klimatycznym alarmizmem w ramach ONZ od lat 60. To on stał za Szczytem Ziemi w Rio De Janeiro w 1992 r. W przerwach pomiędzy ekologicznym aktywizmem udzielał się on jako... prezes kanadyjskich spółek naftowych. Był on twórcą państwowego koncernu energetycznego Petro-Canada. Oczywiście firmy, którym przewodził wielokrotnie dopuszczały się ekologicznych wykroczeń. Jedna z nich zbudowała luksusowy hotel w Kostaryce na obszarach chronionych. Strong był zaangażowany też w skandal z zakupami ropy od objętymi sankcjami Iraku a także dostał profesurę w Pekinie. Chińskim komunistom bardzo podobały się jego przemowy na temat depopulacji Trzeciego Świata i dezindustrializacji Zachodu.



- Trzeba rozpocząć masową kampanię mającą na celu cofnięcie rozwoju Stanów Zjednoczonych. Cofnięcie rozwoju oznacza dostosowanie naszego systemu ekonomicznego do realiów ekologii i światowej sytuacji surowcowej - stwierdził Paul Ehrlich, biolog i demograf z Uniwersytetu Stanforda, autor bestsellera "The Population Bomb", w którym wzywał do radykalnego ograniczenia wzrostu ludzkiej populacji. Erlich w latach 60. wzywał, by wstrzymywać pomoc rozwojową dla krajów, które nie wdrażają na masową skalę kontroli populacji. Przekonywał też, że w 1974 r. zostanie w USA wprowadzone... racjonowanie wody. Jego tyleż alarmistyczne, co kretyńskie prognozy były podobne do przewidywań z raportu Klubu Rzymskiego "Granice wzrostu", w którym mówiono, że światowe zasoby ropy naftowej zostaną wyczerpane w najgorszym scenariuszu w 1990 r. a w najbardziej optymistycznym w 2020 r. Autorzy raportu proponowali  drastyczne ograniczenie liczebności ludzkiej populacji i utrzymanie na stałe średniej produkcji przemysłowej per capita na poziomie z 1975 r. Klub Rzymski radził m.in., by populacja Polski spadła do 2040 r. do 15 mln ludzi.



Oczywiście, w planie jest nie tylko depopulacja, dezindustrializacja i obniżenie standardu życia.
- Celem jest teraz socjalistyczne, redystrybucjonistyczne społeczeństwo, które będzie właściwym kustoszem natury i jedyną nadzieją społeczną - mówił David Brower, wieloletni dyrektor elitarnej organizacji ekologicznej Sierra Club.




"Eko-ekstremizm odrzuca niemal wszystko, co jest związane ze współczesnym życiem. Jesteśmy pouczani, że nic poza powrotem do prymitywnego społeczeństwa plemiennego nie może nas uratować przed ekologicznym załamaniem. Żadnych miast, żadnych samolotów, żadnych ubrań z poliestru. To naiwna wizja powrotu do Ogrodu Eden" - napisał Patrick Moore, jeden z założycieli Greenpeace.



Poligonem doświadczalnym tej polityki stała się w ostatnich latach Europa Zachodnia. Podwyżka podatków od paliw, która doprowadziła do rewolucji Żółtych Kamizelek we Francji była motywowana tylko i wyłącznie "ochroną klimatu". (Francuski rząd zapomniał, że wcześniej przez dekady wygaszał połączenia kolejowe na prowincji, skazując zwykłych ludzi na korzystanie z tanich diesli.) Ekologią motywowane są również wymierzone w zwykłych rolników regulacje, które doprowadziły w zeszłym roku do ich protestów w Holandii, Hiszpanii i w Niemczech. Globalistyczno-liberalne rządy wprowadzają te prawe z uporem maniaka i nie przejmując się ani ich skutkami gospodarczymi, ani oporem społecznym.



Zeszłoroczny klimatyczny pakiet stymulacyjny ogłoszony przez rząd Angeli Merkel przewiduje plan podwyżek cen za certyfikaty emisyjne dwutlenku węgla. Cena emisji tony tego gazu ma stopniowo rosnąć, by w 2025 r. skoczyć do minimum 35 euro. (Latem 2019 r. dochodziła do 30 euro za tonę, a niemiecki przemysł na to mocno narzekał.) Dla ekologicznych radykałów to jednak o wiele za mało. Niemiecka partia Zielonych przygotowała na swój listopadowy kongres propozycję podniesienia ceny emisji tony CO2 do 60 euro. Podwyżka miałaby wejść w życie już w 2021 r. O pozwolenia musiałby się starać też firmy transportowe i budowlane.  Polityka podatkowa ma zostać tak ukształtowana, by wyeliminować zakupy samochodów z silnikami spalinowymi. O modernizacji budowanych w latach 60. i 70. niemieckich autostrad można zapomnieć. „Od 2025 roku nie chcemy zabierać się za nowe drogi federalne, bo Niemcy są wystarczająco wyposażone w drogi" - mówi projekt programowy Zielonych. Propozycja ta obejmuje również edukację o "konsekwencjach konsumpcji mięsa". Zieloni są akurat znani w Niemczech jako "Partia Zakazów". Np. w 2013 r. domagali się wprowadzenia jednego bezmięsnego dnia w tygodniu.



Niemieckie obsesje na punkcie ekologii opisują m.in. Hans-Olaf Henkel i Joachim Starbatty, w książce "Niemcy na kozetkę". Wyzłośliwiają się w niej np. wokół decyzji rząd Angeli Merkel o wygaszaniu niemieckich elektrowni atomowej po katastrofie w japońskiej Fukushimie. Nie została ona poprzedzona żadną merytoryczną dyskusją a decyzję o likwidacji tej gałęzi energetyki uzasadniano tym, że w Niemczech może wydarzyć się podobny wypadek jak w Japonii - czyli tsunami na Morzu Północnym miałoby uderzyć w jedną z elektrowni położonych w głębi Niemiec.




Ideologia dezindustrializacji i obniżania standardu życia nabrała w ostatnich latach cech apokaliptycznego mesjanizmu. - Około roku 2030, za 10 lat, 252 dni i 10 godzin od tej chwili, będziemy w sytuacji, w której uruchomimy nieodwracalną reakcję łańcuchową poza ludzką kontrolą, która najprawdopodobniej doprowadzi do końca naszej cywilizacji jaką znamy - mówiła Greta Thunberg, w brytyjskim parlamencie w kwietniu 2019 r.   "Greta jest w stanie zobaczyć rzeczy, których inni ludzie nie są w stanie. Może widzieć dwutlenek węgla gołym okiem. Może zobaczyć jak wylatuje on z kominów i zmienia atmosferę na wysypiskach śmieci" - napisała jej matka Malena Ernman w swojej książce "Scenes from the heart. Our life for the climate". Dziewczynka obdarzona magicznymi zdolnościami do widzenia cząsteczek CO2  nie jest niestety jedynym prorokiem klimatycznej apokalipsy. Wyznawcy tego ruchu religijnego deklarują nawet, że nie będą mieć dzieci, by ratować w ten sposób klimat. (Warto zadać pytanie: czy i tak ci ludzie mieli szanse na posiadanie dzieci? Ale, cóż raczej mieli, bo idiotów w społeczeństwie nigdy nie brakuje...).

Jeśli po epidemii koronawirusa wróci ekologiczna histeria, to może ktoś zadałby pytanie: czemu tylko zwykli ludzie muszą obniżać swój standard życia? Czemu nie mogą zrobić tego pełni hipokryzji, wiecznie nas pouczający przedstawiciele elit? Czemu tak mnożą się np. członkowie rodziny Rockefellerów a jednocześnie tak ich denerwuje, że rozmnażają się ludzie biedniejsi od nich?

***



W dyskusjach toczących się pod wpisami na moim blogu dotyczącymi pandemii koronawirusa pojawiały się głosy, że "Chiny tego nie wywołały, tylko globaliści". A kto Wam powiedział, że chińskie elity nie są globalistami? Nabraliście takiego przekonania po przeczytaniu tekstów prof. Wielomskiego czy kogoś jeszcze głupszego? A może wierzycie na słowo zapewnieniom chińskich komunistów?  Gdybyście na chwilę się zastanowili, to doszlibyście do wniosku, że Chiny stanowią jedno z dwóch serc globalistycznej hydry. Bez nich nie ma mowy o globalizacji. ChRL to też poligon testowy technologii kontroli społecznych, które miałyby zostać wdrożone na Zachodzie. Wang Qishan, którego podejrzewam o wypuszczenie wirusa z laboratorium w Wuhan, jest globalistą pracującym wcześniej w zachodnich instytucjach finansowych. A że jest jednocześnie chińskim komunistą? Jedno z drugim się nie kłóci!

Wirus może przynieść wielkie polityczne zmiany nie tylko w Chinach. W USA poważnie zagraża reelekcji Trumpa. (A demokraci zatopili już Berniego.)



To, że koronawirus został zawleczony do Iranu było prawdopodobnie skutkiem tego, że Chińczycy zatajali to, że pierwsze jego przypadki wykryli u siebie już w listopadzie. Tak się złożyło, że po likwidacji gen. Sulejmaniego, Chińczycy mocno się konsultowali z irańskimi władzami. I prawdopodobnie w ten sposób wielu przedstawicieli irańskich władz zaraziło się tym cholerstwem. A zawlekli go do świętego miasta Kum, gdzie podczas nabożeństw w meczetach się lawinowo rozprzestrzenił. Irańczycy zawieźli go do Libanu, gdzie mógł się nim zarazić Nasrallah.

Oczywiście Niemcy muszą wszystko spieprzyć - ponad 3000 zachorowań, a nadal meczy Bundesligi nie odwołują. Merkel (Kaźmierczak) chyba chce ich rzeczywiście zdepopulować...

I pamiętajcie: Everyone must die!

A w następnym odcinku (jeśli dożyjemy...) o agrobiznesie i tym co nam podają na talerzach...


sobota, 7 marca 2020

eXtinction: Pierwszy ludobójca



Ilustracja muzyczna: Ningen Isu - Heartles Scat


"Gdy Bóg widział, iż ziemia jest skażona, że wszyscy ludzie postępują na ziemi niegodziwie, rzekł do Noego: «Postanowiłem położyć kres istnieniu wszystkich ludzi, bo ziemia jest pełna wykroczeń przeciw mnie; zatem zniszczę ich wraz z ziemią." (Rdz 6, 12-13)



Jeśli wierzyć Biblii, pewnego dnia starotestamentowe bóstwo wkurzyło się na ludzi niczym Zbigniew Stonoga na wyborców i postanowiło ich wszystkich pozabijać. No prawie wszystkich - bo Noego i jego rodzinę oszczędziło. (Można jednak uznać, że okazało się bardziej radykalne od Thanosa z Uniwersum Marvela. Thanos zabił "tylko" połowę ludzi.) Biblia niestety nie tłumaczy, czym sobie ludzkość u niego nagrabiła. Z biblijnej narracji wynika jednak, że cywilizacja przez Potopem była dosyć dobrze rozwinięta - istniały miasta, rolnictwo, metalurgia (produkowano nawet narzędzia z żelaza!). Czyżby to właśnie ta tajemnicza cywilizacja zostawiła po sobie na całym świecie megalityczne budowle? W Księdze Rodzaju jest tajemnicza wzmianka o tym, że ludzka cywilizacja mieszała się z jakimiś "synami bożymi". "Synowie Boga, widząc, że córki człowiecze są piękne, brali je sobie za żony, wszystkie, jakie im się tylko podobały. Wtedy Bóg rzekł: «Nie może pozostawać duch mój w człowieku na zawsze, gdyż człowiek jest istotą cielesną: niechaj więc żyje tylko sto dwadzieścia lat». A w owych czasach byli na ziemi giganci; a także później, gdy synowie Boga zbliżali się do córek człowieczych, te im rodziły. Byli to więc owi mocarze, mający sławę w owych dawnych czasach." (Rdz 6, 2-3) Teologowie i historycy nie potrafią udzielić żadnej sensownej odpowiedzi na temat znaczenia tego fragmentu. Judejscy kapłani kompilujący z różnych źródeł Księgę Rodzaju jakimś cudem nie wycięli z niej tego urywku - choć przecież wyraźnie podważa on monoteizm i sugeruje istnienie jakiejś "boskiej" cywilizacji mieszającej się z cywilizacją ludzką.
Biblijna opowieść o Potopie wykazuje jednak duże podobieństwo z opowieścią sumeryjską dotyczącą tego zdarzenia. Z jedną różnicą: tam ludzkość chce wytępić jeden z bogów Annunaki - Enlil, któremu nie podoba się, że jego rasa miesza się z ludźmi. Przeciwstawia mu się jednak przywódca innej boskiej frakcji - Enki, który ratuje grupkę ludzi przez Potopem. Mity o Potopie występują też w mitologiach niemal całego świata - od Litwy po Australię. Można więc założyć, że są echem prawdziwego wydarzenia sprzed tysięcy lat.



Potop nie jest jedyną opowieścią z zamierzchłych czasów mówiącą o zagładzie rozwiniętej ludzkiej cywilizacji dokonanej przez bogów ("tych, którzy zstąpili z nieba"). Taką unicestwioną, dosyć zaawansowaną cywilizacją (założoną przez półbogów!) miała być Atlantyda. Została zniszczona dlatego, że stała się groźną, ludzką, potęgą militarną.




Przychodzi na myśl również mit o Prometeuszu - tytanie, który podarował ludziom ogień i został skazany za to przez bogów na przykucie do skały na Kaukazie.



Niepokój bogów dotyczący zbyt szybkiego rozwoju technologicznego ludzkości widać również w biblijnej opowieści o Wieży Babel. "rzekli: «Chodźcie, zbudujemy sobie miasto i wieżę, której wierzchołek będzie sięgał nieba, i w ten sposób uczynimy sobie znak, abyśmy się nie rozproszyli po całej ziemi».  A Pan zstąpił z nieba, by zobaczyć to miasto i wieżę, które budowali ludzie, i rzekł: «Są oni jednym ludem i wszyscy mają jedną mowę, i to jest przyczyną, że zaczęli budować. A zatem w przyszłości nic nie będzie dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić.  Zejdźmy więc i pomieszajmy tam ich język, aby jeden nie rozumiał drugiego!»"  (Rdz 11, 4-7). Teologowie twierdzą, że starotestamentowe bóstwo niebywale przeraziło się budową jakiegoś kilkunastometrowego zigguratu z suszonego łajna. (Palazzo di Caca Rafała "Paleciarza" Trzaskowskiego :) Źródła rabiniczne mówią, że Pan obawiał się, że ze szczytu tej wieży będą strzelać do Niego z łuków. A jeśli ludzkość postanowiła się zabawić w dra Stone'a (ze znakomitego anime "Dr Stone") i zbudować coś dużo bardziej zaawansowanego technicznie, stanowiącego realne zagrożenie dla bóstwa? "W przyszłości nie nie będzie dla nich niemożliwe" - zauważył z przerażeniem sprawca Potopu.



Później jednak bogowie nie mieszali się już bezpośrednio w dokonywanie ludobójstw. (No może, poza incydentem z Sodomą i Gomorą. Według Księgi Rodzaju zniszczonych, bo mieszkała tam banda pedałów - i zapewne też antysemitów, istnych nazi-gejów. Według bardziej wiarygodnego, kananejskiego "Eposu Boga Erra", zniszczonych pociskami wystrzelonymi z boskich pojazdów, gdyż w wojnie pomiędzy bogami opowiedziały się nie po tej stronie, co trzeba - a poza tym ten atak miał przy okazji zabić Nabu, syna boga Marduka, zwanego ze względu na ziemską matkę "synem człowieczym".) Zabijanie ludzi zostawili już samym ludziom. I w sumie zrobili na tym dobry interes, bo ludzie są dobrzy w zabijaniu siebie nawzajem.



Historii wszystkich ludobójstw z ostatnich kilku tysięcy lat chyba nie muszę przytaczać. Przypomnę tylko, że zazwyczaj te ludobójstwa były bardzo logiczne. Eksterminowano wrogie narody, nielojalne mniejszości i grupy religijne. Robiono to ze względów strategicznych, fanatyzmu lub czystej chciwości. Tak było aż do XVIII wieku - zwanego Wiekiem Rozumu. A zwanego tak dlatego, że w tamtym stuleciu wypełzły na powierzchnie pewne ezoteryczne kulty cargo  bezmyślnie odtwarzające idee i rytuały z czasów, gdy bogowie chodzili po Ziemi.



Innym powodem, dla którego XVIII wiek jest nazywany Wiekiem Rozumu, jest to, że wielką popularność zdobył wówczas filozof wzywający do zniszczenia cywilizacji technicznej i powrotu do prymitywu. Tym filozofem był Jean-Jacques Rousseau. Twierdził on, że cywilizacja jest złem a jej cofnięcie sprawiłoby, że ponownie weszlibyśmy w idylliczny wiek niewinności, wolności i pokoju. Jak złośliwie zauważyła brytyjska konspirolog Nesta Webster: Rousseau totalnie się mylił, gdyż w naturze panuje nie pokój i harmonia, ale prawo dżungli. Można się o tym przekonać oglądając zgruchotane czaszki jaskiniowców i liczne okazy maczug z epoki prehistorycznej. Rousseau był dziwnym filozofem - dzisiaj jest uważany za sentymentalną pierdołę, ale w jego myśli można znaleźć dużo totalitarnych pierwiastków. Konfederatom barskim radził podzielić Rzeczpospolitą na 300 republik, dlatego, że jego zdaniem w mniejszych państwach dużo łatwiej jest wprowadzić zmilitaryzowaną dyktaturę. (Dużo mówi to, że konfederaci go poprosili o nakreślenie planu reform ustrojowych I RP. Łączyli oni antymonarchizm z żarliwym katolicyzmem. Wśród konfederatów zaczynał swoją karierę późniejszy jakobin, gen. Józef Zajączek, który widząc w Paryżu posąg Wenus z Milo pomyślał, że to figura Matki Boskiej i zaczął się przed nią modlić.)



W tym samym czasie podobne idee mówiące o konieczności obalenia cywilizacji i powrotu do natury głosił Adam Weishaupt, przywódca sekty Illuminatów. Mówił on swoim zwolennikom o konieczności zniesienia wszelkich władz na świecie i zastąpienia ich jedną władzą, o tym, że trzeba zlikwidować własność prywatną i rodzinę, by powrócić do mitycznej "natury". Chciał również zakazania... nauki i sztuki. "Czy powszechne nauki zapewniają człowiekowi prawdziwe oświecenie, prawdziwe szczęście? Czy też są one raczej owocem potrzeby, złożonych potrzeb przeciwstawnych naturze, wynalazkiem próżności i pustych głów?" - pisał Weishaupt (niem. "mądra głowa"). Chciał on również zastąpienia wszystkich religii wiarą w "rozum". (Jak napisał powiązany z Iluminatami sabatejczyk Mojżesz Mendelssohn, "Nasi rabini jednomyślnie nauczają, że pisane i ustne prawa składające się łącznie na naszą objawioną religię, obowiązują jedynie nasz naród. (...) Wierzymy, że wszystkim innym narodom na świecie Bóg przypisał prawa natury." )

Flashback: Demiurg - Era Mesjańska

Flashback: Samael - Skradziona Rewolucja

Flashbak: Samael - Hamilton i Jefferson

Flashback: Samael - Kadry decydują o wszystkim

Flashback: Samael - Zagadka liczy 322



Nesta Webster była nie tylko konspirologiem, ale również wybitną historyczką Rewolucji Francuskiej. To podczas swoich badań natrafiła na wyraźne poszlaki pokazujące na rolę Illuminatów w wywołaniu tamtego zrywu oraz na przejmowanie przez nich kontroli nad przebiegiem rewolucji. O tych poszlakach wspominałem już w swojej serii Samael. Dobrze zorientowani współcześni doskonale się orientowani, że Rewolucja nie została przygotowana we Francji. "To nie Francuzi poczęli wielki projekt zmiany oblicza świata: ten honor przysługuje Niemcom" - pisano w 1793 r. w "Journal de Vienne". Redaktor tej gazety Aloys Hoffman deklarował: "Nigdy nie zaprzestanę mówienia tego, że rewolucja wyszła z masonerii, a wymyślili ją pisarze i iluminaci".



Z Rewolucją Francuską kojarzy się nam przede wszystkim gilotyna. Oczywiście gilotynowanie nie było jedynym sposobem na pozbywanie się przeciwników politycznych przez władze Francji. Masowo wówczas też rozstrzeliwano i topiono. Do wewnątrzfrancuskiego ludobójstwa doszło m.in. w prowincji Wandea, gdzie wojsko wyznaczyło kwoty mówiące ile ma zabić miejscowych wieśniaków. Eksperymentowano wówczas też z paleniem ludzi w piecach i wytapianiem z nich mydła. Jeden z generałów chwalił się butami ze skóry jednego z wandejskich cywilów. Ogółem we Francji zabito w trakcie rewolucyjnego terror 300 tys. Francuzów, z czego tylko niecałe 3000 przedstawicieli klas wyższych. Ambicje przywódców Rewolucji były jednak dużo większe. Sprzyjający rewolucjonistom Anglik zwany Redhead Yorke spotkał w 1802 r. malarza Davida, który był przyjacielem Robespierre'a. "Pytałem go o to, czy jest prawdą, że rozważano projekt zredukowania populacji Francji do jednej trzeciej jej obecnej wielkości. Odpowiedział, że pomysł był poważnie dyskutowany, a jego pomysłodawcą był Dubois Crance. (...) De la Methrerie zapewnił mnie, że w czasach trybunałów rewolucyjnych poważnie rozważano zredukowanie populacji Francji do 14 milionów ludzi. Dubois Crance był wyraźnie entuzjastycznym rzecznikiem tej ludzkiej i filozoficznej polityki".



Podobne świadectwo złożył Francois-Noel Babeuf - "pierwszy rewolucyjny komunista", człowiek wyraźnie powiązany z illuminatami, ale jednocześnie skłócony z jakobinami. "W opinii Maksymiliana Robespierre'a i jego otoczenia depopulacja była niezbędna, gdyż, jak skalkulowano, populacja francuska była w nadmiarze w stosunku do zasobów ziemskich i potrzeb jakie stwarzał użyteczny przemysł, i co należy podkreślić, ludzkość zbyt się rozrosła, by ludzie mogli w spokoju żyć wspólnie ze sobą".



Webster w swoich pracach dowodziła, że iluminacki spisek próbował przez cały wiek XIX i początek XX w. eksperymentować z różnymi rewolucjami. Aż w 1917 r. osiągnął sukces w Rosji. Dla nikogo nie było żadną tajemnicą, że reżim bolszewików a później Stalina przeprowadzał w Rosji/ZSRR depopulację na potężną skalę, która w dużym stopniu dotknęła ludzi wykształconych i kadry techniczne. Rosja cofnęła się w ten sposób cywilizacyjnie, podobnie jak cofną się Chiny za rządów Mao i wszelkie inne reżimy komunistyczne. Komunizm był częściowym wprowadzeniem w życie majaków Weishaupta - nie udało się mu jednak zbudować światowej dyktatury, ani całkowicie wykorzenić własności prywatnej i religii, a tym bardziej rodziny. Najbliżsi temu byli Czerwoni Khmerzy, ale oni nie mieli żadnych szans na rozprzestrzenienie swojej obłędnej ideologii po świecie. Komunizm był więc porażką nawet w oczach globalistycznych illuminatów...



O ile jednak Nesta Webster oraz inni konspirolodzy z jej czasów dopatrywali się udziału tajnych stowarzyszeń w rewolucjach komunistycznych, czy też wprost obwiniali o nie wyznawców starotestamentowego bóstwa, to nie mieli zwykle wiedzy o tym, kto te rewolucje finansował. Z badań prof. Anthony'ego Suttona a także Pierre'a de Villemaresta (funcjonariusza francuskich tajnych służb po 1944 r.) wynika, że bardzo mocno zaangażował się we wspieranie rewolucji bolszewickiej a później ZSRR swoisty kartel finansowo-przemysłowy z Wall Street. Ci sami ludzie wspierali również Hitlera i wysiłek zbrojeniowy III Rzeszy. Spółki, które inwestowały w ZSRR jeszcze w latach 20. prowadziły tam interesy jeszcze w latach 80. Na ich liście są m.in.: powiązane z rodziną Rockefellerów Chase Bank i Standard Oil/Exxon. Pamiętajmy, że te same rodziny propagowały wówczas w USA ( i wspierały w innych krajach - w tym w III Rzeszy!) eugenikę. De facto angażowały się więc nie tylko w program niszczenia "elementów aspołecznych i debili", ale również wspierały masowe ludobójstwo w Europie i Azji. Z równym entuzjazmem udzielali w nim pomocy zarówno Niemcom jak i Sowietom. Symbolem tego mogą być działania firmy IBM, która dostarczała Niemcom (ale też sowieckiej bezpiece) maszyny do ewidencjonowania więźniów obozów koncentracyjnych. Sutton widział w tej korporacyjnej elicie "fabiańskich socjalistów" i wskazywał na ich powiązania z Iluminatami poprzez m.in. Bractwo Kości i Czaszki z Yale, które przejęło część iluminackich rytuałów. (Pamiętacie słowa pułkownika Corso o tym, że CIA jest lojalna wobec KGB a KGB wobec CIA? Teraz już wiecie dlaczego.)



Po 1945 r., gdy eugenika stała się niepopularna, te same ultrabogate rodziny próbują ją sprzedać opinii publicznej pod innymi nazwami. Przekonują, że należy zmniejszyć ludzką populację, gdyż wkrótce zabraknie na Ziemi zasobów potrzebnych do jej funkcjonowania. Używają więc dokładnie takich samych argumentów, co twórcy planu depopulacji Francji z lat 90. XVIII wieku. Wyrazem tej propagandy był m.in. niesławny raport Klubu Rzymskiego "Granice Wzrostu" z 1972 r. Przekonywał on, że trzeba redukować ludzką populację, bo do 2000 r. skończą się podstawowe zasoby. W tym duchu stworzono też niesławne Memorandum 2000  Rady Bezpieczeństwa Narodowego określające wzrost ludzkiej populacji w krajach Trzeciego Świata jako zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego USA. I z tego samego źródła wzięły się również współczesne ruchy przekonujące, że musimy natychmiast zmniejszyć swój standard życia (np. rezygnując z podróży lotniczych, posiadania samochodów i domów, jedzenia mięsa...), by "uratować Ziemię" przed katastrofą klimatyczną. Tak jak starotestamentowe bóstwo uważało, że Ziemia została "skażona" obecnością ludzi, tak uważa też globalistyczna elita.

A w kolejnym odcinku przyjrzymy się nieco ekologizmowi jako wrogowi postępu technicznego. How dare you!