Wielu jojczyło, że wojna z Iranem była straszliwa i chaotyczna, a tak naprawdę, to rozejm i negocjacje prowadzone z irańską frakcją (która nie może zdominować pozostałych frakcji) okazały się dużo gorsze. Mamy masę sprzecznych sygnałów i nadal przyblokowaną Cieśninę Ormuz. Przyblokowaną, bo Irańczycy przepuszczają za opłatą po ponad 20 statków dziennie, a Amerykanie udają, że nie widzą tych jednostek (blokują głównie te z irańską ropą). Czasem US Navy też eskortuje niektóre jednostki w Cieśnienie - jednocześnie zaprzeczając, że to robi regularnie. Gdyby po Wielkanocy Trump wrócił do bombardowań Iranu i rozkazał zająć wyspy w Zatoce Perskiej, to Cieśnina byłaby już odblokowana. Wybrał jednak scenariusz blokady i negocjacji. Blokada trwa, wywierając presję na gospodarkę Iranu. Co do negocjacji, to nie wiem, czy Irańczycy tylko grają na czas, czy też rzeczywiście jest tam frakcja gotowa dogadać się z Amerykanami.
Ponoć Amerykanie zaproponowali Irańczykom zniesienie sankcji, w zamian za zawarcie przez Iran pokoju z Izraelem. Po tym miałoby nastąpić spotkanie Ghalibafa z Netanjahu. Coś w stylu układu Begin-Sadat.
Negocjacjom towarzyszy też wymiana ciosów. Kilka nocy temu doszło do amerykańskich odwetowych bombardowań portu Bandar Abbas. Oficjalnie zniszczono tam tylko "dyspozytornię dla dronów". Irańczycy stracili jednak coś lub kogoś o wiele ważniejszego, bo odpowiedzieli atakiem rakietowym na Kuwejt. W proreżimowych irańskich kanałach pojawiły się doniesienia, że zabity został gen. Ali Azmaei, dowódca Marynarki Wojennej Korpusu Strażników Rewolucji. Oficjalnie temu zaprzeczyła reżimowa irańska telewizja - ta sama, która twierdziła wcześniej, że śmigłowiec z prezydentem Raisim na pokładzie bezpiecznie wylądował w Tabrizie.
W nocy z czwartku na piątek amerykańskie lotnictwo dokonało głębokich uderzeń wewnątrz Iranu, których nie nagłośniono. Uderzono m.in. w siedzibę dowództwa Marynarki Wojennej Korpusu Strażników Rewolucji w Teheranie, a także w obiekty rakietowe. W czwartek doszło natomiast do dużej eksplozji na górnych piętrach teherańskiego wieżowca należącego do instytucji blisko związanych z Korpusem Strażników.
Pojawiły się też doniesienia o incydentalnych starciach pomiędzy Korpusem Strażników, a sprowadzonymi przez niego do Teheranu irackimi milicjami. Po śmierci Chamenejego na przełomie lutego i marca miało dojść natomiast do starć pomiędzy armią irańską a Korpusem Strażników Rewolucji m.in. w Teheranie, Tabrizie, Isfahanie oraz Avhazie.
Pojawiły się również ciekawe oceny dotyczące strat irańskich. Dotyczące lotnictwa Korpusu Strażników Rewolucji:
"Dowództwo Operacji Powietrznych Sił Powietrzno-Kosmicznych IRGC poniosło cięższe straty niż jakikolwiek inny oddział tej formacji. Przed wojną operacyjnych było tylko 56 samolotów o stałym skrzydle i oba śmigłowce dowództwa z floty liczącej 110 samolotów o stałym skrzydle i dwa śmigłowce. Podczas wojny zniszczono co najmniej 41 samolotów i oba śmigłowce w Teheranie, Isfahanie, Szirazie i Bandar Abbas przez Siły Powietrzne Izraela, Siły Powietrzne USA oraz Marynarkę Wojenną USA. Straty obejmowały całą aktywną flotę samolotów transportowych Sił Powietrzno-Kosmicznych IRGC, wszystkie operacyjne myśliwce Su-22 oraz oba śmigłowce Mil Mi-171 eksploatowane przez tę formację. Ponadto znaczna liczba śmigłowców Lotnictwa Armii IRGC została również zniszczona w bazie lotniczej Fath w pobliżu Karadż."
oraz irańskiej marynarki wojennej:
"od 28 lutego do 8 kwietnia 2026 r., irańska marynarka wojenna straciła 63 z 69 okrętów wojennych oraz lekkie, średnie i ciężkie jednostki pływające, a także 17 z 20 okrętów podwodnych w wyniku nalotów przeprowadzonych przez te dwa kraje na porty i instalacje morskie w północnej i południowej części Iranu. Odrębna jednostka lotnictwa marynarki wojennej straciła również 18 z 34 śmigłowców, dwa z ośmiu samolotów o stałym skrzydle oraz wszystkie dziesięć poduszkowców w atakach skierowanych przeciwko 1. i 2. Bazie Lotnictwa Morskiego w Bandar Abbas i Bushehr, a także obiektom firmy IHSRC w Teheranie."
Footage shows HIMARS launches targeting Iran from a Gulf country during the recent U.S.-Iran conflict.pic.twitter.com/0TyTxlrRR2
— Clash Report (@clashreport) May 25, 2026
A jeśli się zacznie wojna w Azji Wschodniej, to dopiero będzie jazda...
***
UPA znów rozpaliła emocje opinii publicznej. Przypomnę więc kilka podstawowych faktów o tej organizacji. UPA nie tylko zamordowała mnóstwo Polaków, Żydów i Czechów. Chciała ona pozbyć się z Ukrainy ponad 20 mniejszości narodowych - m.in. Tatarów, Greków i Bułgarów. UPA zabiła też kilkadziesiąt tysięcy Ukraińców, których z różnych powodów uważała za nieprawomyślnych. To byli nie tylko sowieccy kolaboranci. (Kryteria zaliczenia do tej kategorii były bardzo luźne. Czasem wystarczyło, by chłopak przymusowo wcielony do Armii Czerwonej został uznany za kolaboranta, a upowcy mordowali mu rodzinę.) To byli zarówno Ukraińcy o umiarkowanych poglądach, jak i nacjonaliści spod znaku Melnyka i Borowca. Banderowcy zabijali melnykowców jeszcze nawet w powojennych Niemczech! UPA zabijała też Ukraińców nie będących grekokatolikami lub prawosławnymi - ukraińskich protestantów. Zdarzało się też jej mordować księży grekokatolickich. Służba Bezpeky dokonywała też krwawych czystek wewnątrz UPA - w paranoiczny sposób mordując nawet wysokiej rangi dowódców. To było jednym z powodów klęski tej organizacji, gdyż wielu dowódców i żołnierzy zmęczonych klimatem czystek, przechodziło na stronę NKWD. (W Polsce do likwidacji UPA mocno się przyczynił Jarosław Hamiwka, człowiek, który odpowiadał za logistykę "zakrezońskiej" UPA i znał lokalizację wszystkich bunkrów dowództwa.) Choć wielu Ukraińców podziwia obecnie to, że pojedynczy upowcy ukrywali się przed KGB jeszcze w latach 60-tych, to ofensywna siła UPA została złamana w ZSRR w 1946 r., po tym jak Szuchewycz zarządził własną wersję ofensywy Tet. Jeszcze mocniej niż bitwy osłabiły jednak UPA amnestie, które tysiące szeregowych członków (często wcielonych tam w ramach przymusowego poboru) wykorzystało do zerwania z organizacją. Ukraińska propaganda podkreśla znaczenie UPA dla "niepodległości". W praktyce jednak UPA nic nie osiągnęła dla Ukrainy. O ile Powstanie Warszawskie, zatrzymując sowiecki front na Wiśle, pozbawiło Stalina szansy na sowietyzację większej części Niemiec i stało się dodatkowym argumentem przeciwko wcielaniu Polski do ZSRR, a walka polskich "Wyklętych" sprawiła, że komuniści spóźnili się z kolektywizacją i uderzeniem w Kościół, to jedynym skutkiem strategicznym działań UPA były rzezie na Polakach i Żydach oraz sprowokowanie masowych wysiedleń Ukraińców z Podkarpacia i Lubelszczyzny. Abstrahując od kwestii moralnych - rzezie na Polakach i Żydach były dla Ukraińców całkowicie niepotrzebne. Żydów wykończyliby sami Niemcy - a tak wyręczyli się "ukraińskimi podludźmi", a Polaków deportowałby z Wołynia Stalin. Utrzymywanie kultu UPA na Ukrainie jest więc promowaniem przegrywów i szkodników z zapyziałej, wiejskiej prowincji będącej jedynie małą częścią wielkiej Ukrainy. Nic dziwnego, że Arestowycz nazywa ukraiński nacjonalizm "gównem, w które wdepnęliśmy".
Podczas niedawnej wizyty ministra Sybihy w Sztokholmie, Szwedzi sprezentowali mu kopię sztandaru Chmielnickiego. Ukraina czci więc nadal turecko-moskiewskiego agenta, który sprawił, że naród ukraiński znalazł się na kilkaset lat w głębokiej moskiewskiej dupie.
Skoro Ukraińcy tak lubią honorować tych, którzy przyczynili się do depopulacji ich kraju, to może też włączą do swojego panteonu narodowego Łazara Kaganowicza? Zełenskiemu byłoby i tak wszystko jedno, czy honorowałby jego czy SS-Galizien, bo jest sowieckim człowiekiem bez właściwości, który kiedyś sobie robił podśmiechujki z Hołodomoru.
***
Wygląda na to, że wpisu w przyszłym tygodniu nie będzie. I w kolejnym też. Szykuje się wyjazd na kilka dni. Tym razem nie na Bliski Wschód.
Pamiętajcie o nadchodzącej książce Waszego Ulubionego Autora.























.jpg)

