sobota, 8 lutego 2020

Kto jest chińskim Berią?


Powyżej: Corona-chan razem z Ebola-chan jako jeźdźcy Apokalipsy

Ilustracja muzyczna: Ceasar Clown Theme - One Piece OST

1 lutego na chińskim portalu Tencent, na stronie ze statystykami dotyczącymi epidemii koronawirusa, pojawiły się szokujące dane mówiące o 150 tys. potwierdzonych zachorowań w Chinach oraz aż o 24,6 tys. zgonach. Dane te były zbliżonych do tych przewidzianych przez model opublikowany jakiś czas wcześniej przez prestiżowe czasopismo medyczne "Lancet". Statystyki te szybko zostały zdjęte i zastąpione oficjalnymi mówiącymi o kilkuset zgonach.

Pojawiła się również relacja pracownika jednego z domów pogrzebowych w Wuhan. Twierdzi on, że od 28 stycznia krematoria pracują tam 24 h na dobę i palą około 100 ciał dziennie. Pracownik ten dostarczył zdjęć pokazujących worki ze zwłokami leżące w długich rzędach w kostnicy. W kilku miejscach nad Wuhan unosił się w ostatnich dniach dym z kominów, choć przecież tamtejsze zakłady przemysłowe nie pracują.

Wielu ludzi ekscytowało się tym, że w Wuhan zbudowano w ciągu tygodnia wielki szpital. Okazuje się jednak, że ten szpital bardziej przypomina umieralnię. Wielka sala, w której stoją obok siebie proste łóżka, brak aparatury, toalet i lekarzy... Ludzie podejrzani o bycie nosicielami wirusa są siłą wyprowadzani ze swoich domów.  Blokada komunikacyjna w Chinach rozszerza się. Doszła już do prowincji nadmorskich. W mieście Zhejiang, leżącym zaledwie 175 km, od Szanghaju, milicja pozwala ludziom wychodzić z domów raz na dwa dni, by zrobili najpotrzebniejsze zakupy. Częściową blokadę wprowadzono już w Kantonie i Szenzen. Kwarantannę wprowadzono na granicy Hongkongu. 

Epidemia jest dużym ciosem dla chińskiej gospodarki. Sparaliżowała prowincję Hubei będącą ważnym centrum przemysłowym i komunikacyjnym - i to w okolicach Nowego Roku Księżycowego. Teraz rozprzestrzenia się na prowincje nadmorskie będące centrami gospodarczymi kraju. Poważnie zakłóca łańcuchy dostaw i stała się dla międzynarodowych korporacji wielkim bodźcem, by przemyślały swoją zależność od centrów produkcyjnych w Chinach. Może doprowadzić do upadku dziesiątki tysięcy małych chińskich spółek. Już mamy do czynienia z praktyczną blokadą komunikacyjną Chin, która uderza m.in. w projekty realizowane w ramach Nowego Szlaku Jedwabnego. Państwa Trzeciego Świata boją się wpuszczać do siebie chińskich robotników realizujących te inwestycje. (Wyobraźmy sobie jak epidemią poradziłyby sobie kraje afrykańskie, w których Czerwone Chiny są tak aktywne. A co by było, gdyby wirus dotarł do Wenezueli, gdzie już praktycznie nie ma publicznej służby zdrowia?) Koronawirus wzmacnia argumenty niepodległościowców z Hongkongu. Wirus doprowadził też do załamania handlu pomiędzy Chinami a Korea Północną - a w samej KRLD też się rozprzestrzenia.  Przede wszystkim jednak mocno uderza w Komunistyczną Partię Chin i prezydenta Xi Jinpinga, który ostatnio jakoś zapadł się pod ziemię.  Epidemia może okazać się dla chińskich komunistów tym samym co Czarnobyl dla komunistów sowieckich.



Kto jednak stoi za tą katastrofą? Dr Francis Boyle, amerykański specjalista od broni biologicznej, twierdzi, że koronawirus jest bronią biologiczną i że WHO jest tego doskonale świadoma. Biały Dom wszczyna własne śledztwo w tej sprawie. Chińczycy nie chcą wpuścić do kraju amerykańskich mikrobiologów ani podzielić się ze światem danymi o materiale biologicznym łączonym z wybuchem epidemii. Wiadomo, że w Wuhan działa rządowe chińskie laboratorium zajmujące się najbardziej zjadliwymi wirusami, zapewne dla celów wojny biologicznej. Wiemy też, że od grudnia chińskie władze tuszowały epidemię. Teorię o tym, że wirusa przywieźli do Chin "wrodzy amerykańscy imperialiści" można włożyć między bajki. Systemy monitoringu video i rozpoznawania twarzy są w Chinach już tak zaawansowane, że CIA przestała prowadzić na terenie tego kraju operacje HUMINT. Jest niemożliwym, by jacyś biali z zewnątrz mogli przemyć do Chin wirusa i wypuścić go w Wuhan.

W grę wchodzą więc jedynie dwa scenariusze: ucieczka wirusa z laboratorium broni biologicznych w Wuhan lub celowe wypuszczenie go przez kogoś z chińskich władz. To, że wirus jest najbardziej zjadliwy dla azjatyckich mężczyzn nie jest argumentem przeciwko wersji mówiącej o tym, że jest chińską bronią biologiczną. Chińczycy mogli go przygotowywać przeciwko Tajwanowi czy Japonii a nawet przeciwko buntującym się mieszkańcom Hongkongu.




Zajmijmy się więc scenariuszem mówiącym, że wirus został wypuszczony celowo, na polecenie kogoś z chińskich władz. Takie działanie byłoby gigantycznym aktem sabotażu przeciwko władzy Xi Jinpinga. Przypomnijmy, że Xi zdobył w Chinach najbardziej dyktatorską władzę od czasów Mao, zastępując tym samym dotychczasowe kolektywne kierownictwo. Zgodnie z przyjętym w ChRL zwyczajem politycznym na początku tej dekady powinien przekazać władzę następcy. Chce on jednak rządzić aż do śmierci a jego "myśl" oficjalnie wpisano do konstytucji jako podstawę ustrojową. Xi stał za wielkimi czystkami wewnątrz Partii a zwykłym Chińczykom mocno przykręcił śrubę wprowadzając oparty na sztucznej inteligencji, totalitarny System Zaufania Społecznego. Setki tysięcy Ujgurów zamknął w obozach koncentracyjnych i nasilił też walkę z chrześcijaństwem. Chiny za rządów Xi stały się znów krajem totalitarnym. Zdobycie przez niego władzy absolutnej oczywiście nie podobało się ludziom reprezentującym te frakcje w ChRL, które przegrały z nim rywalizację.



I tu dochodzimy do osoby wicepremiera Wanga Qishana.  Czy jest on chińskim Berią? Nie chodzi mi o Berię w rozumieniu chruszczowowskiej propagandy, tylko Berię bohatera i gruzińskiego patriotę, który, jak to opisałem w serii Prometeusz, próbował od środka zniszczyć komunizm (i był bardzo blisko swojego celu). Czy Wang chce zniszczyć chiński komunizm od środka, czy też tylko walczy o polityczne przetrwanie z Xi Jinpingiem?

W 2003 r., w czasie epidemii SARS, Wang został uznany za zbawcę Pekinu. To sprawiło, że jego kariera polityczna nabrała tempa. W 2012 r. Xi Jinping uczynił go głównym wykonawcą czystki wewnątrzpartyjnej, czyli tzw. kampanii antykorupcyjnej. Wang zyskał w ten sposób olbrzymią wiedzę o grzeszkach towarzyszy, a także możliwość sterowania ich karierami i skłócania frakcji wewnątrz KPCh. Przestał pełnić to stanowisko w 2017 r. A w ostatnich miesiącach pojawiły się przecieki, że Xi chce go pozbawić funkcji wicepremiera.

Wang w młodości, w czasie Rewolucji Kulturalnej, zesłany do wiejskiej komuny, gdzie musiał pracować na roli. Poznał tam wówczas Xi Jinpinga. Xi nie zraził się wtedy do komunizmu. Wręcz przeciwnie, postanowił zostać kiedyś przywódcą KPCh. A Wang? Co wówczas myślał?



W latach 80-tych zaczął robić karierę w bankowości. Stworzył m.in. pierwszy chiński bank inwestycyjny CICC. Rozpoczął pionierską współpracę z bankiem Morgan Stanley i ogólnie miał opinię człowieka bardzo przychylnego Wall Street. W 1997 r. pomógł chronić Chiny przed azjatyckim kryzysem finansowym. Henry Paulson, były amerykański sekretarz skarbu, przyjaźni się z nim i twierdzi, że Wang to "chiński patriota, który jednak rozumie USA i wie ile oba kraje korzystają na swoich relacjach gospodarczych". A poza tym według Paulsona z Wangiem można długo rozmawiać o historii i prowadzić filozoficzne debaty. Poza tym Wang ma "pokręcone poczucie humoru". Ciekawe czy epidemia koronawirusa też jest przejawem tego "pokręconego poczucia humoru".

We wrześniu 2017 r. Wang spotkał się, bez informowania o tym mediów, ze... Stevenem Bannonem. Ponoć rozmawiali o nacjonalizmie ekonomicznym i ruchach populistycznych... To o tyle ciekawe, że Bannon mocno promuje Guo Wenguia, ukrywającego się w USA chińskiego miliardera i zarazem byłego współpracownika wywiadu wojskowego ChRL, który dzieli się wieloma rewelacjami na temat Xi Jinpinga, majątków chińskich przywódców, wywiadowczych powiązań Huawei i operacji chińskich tajnych służb.

***



A u Demokratów szykuje się wewnętrzna wojenka w trakcie kampanii wyborczej. Zarówno Bernie Sanders jak i burmistrz Pete Buttiegieg ogłosili zwycięstwo w prawyborach w Iowa. Przez dwa dni nie można było zliczyć wyników, bo apka, za pomocą której to robiono była wadliwa. Za tą apką stali weterani kampanii Hillary Clinton i Obamy, a ich firma dostawała wcześniej granty od Sorosa, a jej szef wpłacał pieniądze na kampanię Buttigiega. Oszustwo było aż zbyt oczywiste: ludzie Hillary ustawili prawybory pod Buttigiega, turbogeja, który miał epizod służby w wywiadzie marynarki wojennej. Jak stwierdziła Hillary, "nikt nie lubi Sandersa". Scenariusz jest taki, by Buttiegieg odebrał Berniemu nominację a w sierpniu ogłosił, że Hillary będzie jego kandydatką na wiceprezydenta. Zwolennicy Berniego są jednak ostro wkurwieni na "burmistrza Cheata". Ta kampania wyborcza może się więc skończyć rozpadem Partii Demokratycznej. No chyba, że znów zapłacą Berniemu, by się wycofał. Na miejscu Trumpa zapłaciłbym jednak Berniemu, by się nie wycofywał.

***

Nie wiem, czy zauważyliście, że jakiś czas temu doszło do zestrzelenia nad Afganistanem samolotu, który należał prawdopodobnie do CIA. Leciał nim prawdopodobnie Michael D'Andrea, czyli "ajatollah Mike", szef misji CIA w Iranie. Ale Irańczycy też ponoszą straty. Pod Aleppo zginął bowiem dowódca Sił Quds w Syrii generał Asghar Bashpur.




sobota, 1 lutego 2020

Ziętek-Wielomska, czyli idiokracja i frustracja


Powyżej: mem stworzony przez Jana Cyraniaka. W środku chyba scena z serialu "Nowy papież" a po prawej realia życia małżeństwa Wielomskich.

Prawicowy internet żył niedawno prawyborami w Konfederacji i związanymi z nimi różnymi zawirowaniami. Przy okazji analizowania wewnętrznych wojenek w Konfie, tylko nieliczni zwrócili uwagę na to, że o nominację prezydencką ubiegała się tam też Hillary Clinton Magdalena Ziętek-Wielomska, żona tzw. profesora Adama Wielkodupskiego Wielomskiego, którego obśmiewam na swoich blogach już od ponad 10 lat. Niewielu prawicowych obserwatorów przejmowało się kandydatką, którą zdobyła śladowe poparcie i niewielu zwróciło uwagę na jej kuriozalne przemówienie wygłoszone na konwencji Konfy.

Cóż takiego tam powiedziała? A m.in. palnęła, że:


"Kobiety są z natury konserwatywne. Pragną duchowego i materialnego ładu. Tak, nie lubią ryzyka, ale także unikają grzechów ryzykanctwa, brawury, rozpusty, próżności intelektualnej.

To nie kobiety stworzyły rewolucję. To nie kobiety promowały fałszywe ideologie, pod których hasłami rewolucja wkraczała w kolejne fazy.I to nie kobiety wymyśliły socjalizm.

Luter był mężczyzną, Wolter, Robespierre, Marks, Lenin, Adorno i Horkheimer byli mężczyznami. I Adolf Hitler też był mężczyzną!

Można by rzec: Mężczyźni mężczyznom zgotowali ten los. A przy okazji, nam, kobietom."



Już fragment mówiący o tym, że "kobiety (...) unikają grzechów (...) rozpusty" sprawił, że parsknąłem śmiechem :) Skoro kobiety "unikają rozpusty" to skąd tyle roznegliżowanych lasencji na Instagramie, łatwych panienek na Tinderze i galerianek dających d..., by zarobić na torebkę? Oczywiście profesor Wielomska może powtarzać za innymi feministkami, że wszystkie je zmusiła do tego "bieda". Naprawdę? Miley Cyrus jest zdzirą dlatego, że jest biedna? A Kardashianki? Wielomska powiela wymyślony przez jakiś gejów w epoce wiktoriańskiej mit mówiący, że kobiety to istoty brzydzące się seksem. Mit kolportowany również przez resortowych inceli osobników takich hrabia Jędrzej Zdzisław Pafnucy etc., którzy mają głównie do czynienia z dziewczynami nie atrakcyjnymi seksualnie i/lub nie dotykalskimi. A wystarczy się przecież rozejrzeć...

(Oczywiście istnienie zboczonych kobiet w niczym mi nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie! Uważam, że są one potrzebne cywilizacji. Dostarczają nam przecież rozrywki.)



"To nie kobiety promowały fałszywe ideologie". Doprawdy? Ziętek-Wielomska jest doktor czegoś tam (chyba filozofii) a nigdy nie słyszała o Aleksandrze Kołłontaj, która przespała się ze wszystkimi marynarzami na Aurorze, by zrobić z nich bolszewików? Nazwisko Nadieżdy Krupskiej też jest jej obce? A Róży Luksemburg? Klary Zetkin? Emmy Goldman? "Ketsu-no" Any Pauker?




Teza, że "to nie kobiety stworzyły rewolucję" jest również dyskusyjna. Doktor Ziętek-Wielomska nigdy zapewne nie słyszała o Jiang Qing, żonie Mao, która współkierowała Rewolucją Kulturalną? Incydent inaugurujący tę orgię przemocy został zresztą wywołany przez dziewczęta z jednego z liceów. Młode psychopatki skatowały swoją nauczycielkę. Więc jak to jest z tym dążeniem kobiet do "duchowego i materialnego ładu"?



Może doktor Ziętek-Wielomska zgłębiając historię idei nie miała czasu na poznawanie historii powszechnej XX wieku. Ale zapewne ma jakieś tam pojęcie o historii Rewolucji Francuskiej. Przecież przebywa w środowisku, które analizuje nawet to jakie pantalony nosił Ludwik XVI. I jakoś jej umknęło to, że kobiety brały czynny udział w marszu na Wersal i w rewolucyjnych masakrach? Zakrawa to na olbrzymie nieuctwo pani doktor. Nieuctwo, które mnie nie dziwi, bo na polskojęzycznych uniwersytetach roi się od totalnych kretynów z tytułami naukowymi. Przykładem na to jest zresztą jej mąż - Adam Wielomski. Parę lat temu spłodził on tekst w którym oskarżał piłsudczyków o wywołanie Powstania Warszawskiego. Tekst został zjechany za miałkość i rażące błędy w nim zawarte. Wielomski dopytywany na jakie źródła się powoływał, odparł że korzystał tylko z... pracy magisterskiej swojego studenta ze śmieciowej uczelni. No cóż, już samo to, że Wielomski został profesorem świadczy o tym, że nasz system akademicki trzeba totalnie zaorać i zbudować od nowa. Przed wojną ten intelektualny żul nie miałby szans nawet na zdobycie matury.



Do porażającego nieuctwa doktor Ziętek-Wielomskiej już się jednak zdołaliśmy przyzwyczaić. Bardziej porażające jest to, że na konwencji "ultraprawicowej" koalicji przemawia ona jak feministyczny Hitler. Przesada? W poniższym fragmencie przemówienia naszej niedoszłej Hillary Clinton wykropkowałem słowa "mężczyzną" i "mężczyznami". W miejsce kropek wstawcie słowa: "Żydem" i "Żydami".



"I to nie kobiety wymyśliły socjalizm. Luter był..., Wolter, Robespierre, Marks, Lenin, Adorno i Horkheimer byli ... I Adolf Hitler też był ...!" :)

Wydaje się, że jak na razie ogranicza się ona w swych planach do zamykania mężczyzn w "domowych gettach", gdzie mają pracować na kobiety. Wydaje się też, że profesor Wielomski wyobraża sobie, że w tym getcie jest Adamem Czerniakowem (bo już chyba nie Chaimem Rumkowskim...). Mimo to (a może właśnie dlatego?), w przemówieniu Ziętek-Wielomskiej czuć ogromną frustrację:


"Rewolucja to jeden wielki proces rugowania etyki z życia publicznego! To proces demoralizowania całych społeczeństw! Promowania rozwiązłości, niewierności małżeńskiej, gnuśności duchowej, nieróbstwa i pasożytnictwa.

Droga do przywrócenia normalności wiedzie przez kobiety! To My, kobiety, mamy stać na straży etyki! W życiu prywatnym i w życiu publicznym! Ufajmy sobie i tej olbrzymiej sile, która w nas tkwi. Nie jesteśmy lalkami w rękach mężczyzn. To My musimy wymagać od mężczyzn, aby mieli silny kręgosłup moralny, bo jakże często mylą racjonalność ze zwykłą podłością."

Czy wzmianki o "rozwiązłości, niewierności małżeńskiej, gnuśności duchowej, nieróbstwie, pasożytnictwie, braku kręgosłupa moralnego i myleniu racjonalności ze zwykłą podłością" odnoszą się do Adama Wielomskiego?  Czy też może boli ją brak uwagi ze strony Ozjasza Goldeberga?

Zastanawia przede wszystkim to dlaczego Adam Wielomski związał się z taką kobietą i tak ostentacyjnie publicznie zaczął okazywać jej uczucia. Żaden facet przy zdrowych zmysłach, by przecież tego nie zrobił. A Wielomski przecież sprawia wrażenie dosyć wybrednego. Kilka lat temu pozwolił sobie na żarcik, że panienki z katolickich grup ubierają się tak nieatrakcyjnie, że będą tak jak Maryja "zawsze dziewicami". Ale przecież lasencje, z załączonej przez niego fotki wcale nie wyglądają źle (no może poza drugą z lewej, której fatalnie dobrano kieckę). A na pewno wyglądają i ubierają się dużo lepiej od jego żony. No i ten żarcik z Matki Boskiej u "katolika" Wielomskiego. Jakby żywcem wzięty z gejowskiego baru...

Wróćmy jednak do kuriozalnych wywodów Ziętek-Wielomskiej, bo powiedziała ona:


"Koneczny pisał dalej, że „gdzie panuje bezetyczność, tam poczucie narodowe osłabia się (…); im bardziej ktoś boi się etyki w życiu publicznym, tym niżej ceni idee narodowe”.
Etyka w życiu publicznym! (...)
Droga do przywrócenia normalności wiedzie przez kobiety! To My, kobiety, mamy stać na straży etyki! W życiu prywatnym i w życiu publicznym! (...) Naszą tradycją jest cywilizacja łacińska, w której kobiety pełniły i mają pełnić kluczową rolę, bo etyka ma pełnić kluczową rolę!"

A więc okazało się, że małżeństwo Wielomskich kieruje się "etyką" w życiu publicznym. Czym ta etyka się przejawia?



Cholernie etyczne jest choćby gloryfikowanie przez Ziętek-Wielomską znanego szarlatana i psychopatycznego agenta bezpieki Józefa Kosseckiego.  Kossecki jako TW "X" i konsultant "Rybak" pozostawił po sobie kilkadziesiąt tomów donosów. Donosił na wszystkich swoich znajomych - od prymasa Wyszyńskiego po Michnika. Był też wykładowcą w Akademii Spraw Wewnętrznych i ormowcem - w latach 80. twórcą programu szkoleniowego dla ORMO. Ziętek-Wielomska chwali go jako twórcę "cybernetyki społecznej" - prawda jest jednak taka, że ta cała "cybernetyka społeczna" została przez Kosseckiego w części zerżnięta od innych a w części uzupełniona bełkotem. Kossecki to podobny szarlatan jak Tymochowicz, ale w III RP osiągnął jeszcze bardziej marne wyniki swoich zabiegów politycznych. Ziętek-Wielomska była zaś seminarzystką Kosseckiego.


Powyżej: Mem z profilu Czytam profesora Wielomskiego i konserwatyzm.pl dla beki

Małżeństwo Wielomskich jest znane również z apologii gejnerała Jarucwelskiego. Ciekawe, co było najbardziej etyczną rzeczą zrobioną przez gejnerała? Zabójstwo błogosławionego ks. Popiełuszki czy też może masakry z Grudnia '70? A może doprowadzenie milionów Polaków do nędzy w latach 80., wypchnięcie setek tysięcy młodych ludzi na emigrację i dogadanie się Rockefellerem w sprawie opylenia masy upadłościowej po gospodarce PRL?



Wielomscy są też wielkimi apologetami Putina - takiego gostka nieustalonej narodowości, który ma za zadanie rozkradać Rosję i sprawiać, by robiła za "czarnego luda" dla globalistów. Co takiego etycznego zrobił Putin, że Wielomscy tak go kochają? Może napadanie na w żaden sposób nie zagrażające Rosji kraje takie jak Gruzja i Ukraina tak spodobało się Wielomskim? Może wysadzanie w powietrze bloków mieszkalnych w Rosji i zwalanie to na Czeczenów? Może kumplowanie się z Kadyrowem? Może bezczeszczenie zwłok w Smoleńsku? A może bardzo etyczne jest bezczelne stosowanie sankcjonowanego przez państwo systemu dopingu w sporcie? A oskarżanie Polaków o udział w Holokauście?

(Baj de łej: Parę lat temu Episkopat podpisał porozumienie z kagiebowską Rosyjską Cerkwią Prawosławną. Tysiące rusofilskich durniów i pożyteczni idioci w stylu Terlikowskiego rozpływali się nad tym dokumentem i potępiali jego krytyków. Wyobrażali sobie, że wspólnie Kościół i Cerkiew nawrócą Europę. I po kilkunastu miesiącach z tego porozumienia został jeden wielki ch... Episkopat zapomniał o nim po tym jak Rosja napadła na Ukrainę.)

Wielomscy rozpływają się też w miłości do Chińskiej Republiki Ludowej. Toż to najbardziej etyczne państwo świata! Szczególnie etyczny jest tam System Kontroli Społecznej - czyli oryginalna odmiana technologicznego totalitaryzmu. Rozumiem, że Wielomscy przymykają oczy na wsadzanie Ujgurów do obozów koncentracyjnych czy na prześladowania "satanistów" z Tybetu, ale ciekawi mnie czy podoba im się też prześladowanie Kościoła Katolickiego w Chinach i przymusowe aborcje?

Wielkodupski roi nawet o "katechonicznej osi Paryż-Berlin-Moskwa". Rozumiem, że katechonem jest już dla niego Angela Merkel i niemieccy miłośnicy Grossraumwirschaft, niszczenia tożsamości narodowej, przyjmowania masowej imigracji z Trzeciego Świata oraz promowania LGBTQ? I że katechonem jest też kreatura Rotszyldów z Francji, która wysyła policję na ulice, by strzelała do protestujących strażaków?

No cóż, Wielomscy sami tych głupot nie wymyślili. Spora część kocopałów, które wypisują jest rozwinięciem "myśli" Macieja Giertycha (tego dziadzia od dinozaurów, co kadził Jarucwelskiemu licząc, że to jemu a nie Geremkowi i Wałęsie przekaże władzę) i Jędrzeja "Kretyna" Giertycha.

Flashback: Giertychowie - sowieccy endecy

Ale cóż, cieszy mnie przynajmniej to, że nawet część wyborców Konfederacji uważa Wielomskich za zjebów. Ponad dziesięć lat ich obśmiewania przeze mnie może okazało się kroplą drążącą skałę. :)
Cieszy mnie też to, że konfiarze zaczęli uważać Maxa Kolonkę za pojeba. Jak go za niego uważałem już w wtedy, gdy oni zachwycali się nim. "No bo przecież powiedział parę ciepłych słów o Ruchu Narodowym i robi loda Putinowi, więc musi mieć rację!" Czekam aż właściwe wnioski zostaną wyciągnięte przez nich również w przypadku innych guru wziętych z d...

***

A za tydzień może powrócę do sprawy koronawirusa. Z ciekawą hipotezą...




sobota, 25 stycznia 2020

Wirus Wuhan, czyli chiński Czarnobyl



Ilustracja muzyczna: Marylin Manson - Resident Evil Main Theme

Jeśli podejrzewacie, że władze ChRL ukrywają prawdziwą skalę epidemii koronawirusa, to nie jesteście odosobnieni - w Chinach mnóstwo ludzi to podejrzewa. Oficjalne dane o liczbie zachorowań i zgonów szybko rosną. W piątek było już 830 przypadków i 25 zgonów, w sobotę 1300 przypadków i 41 zgonów. Kwarantanną objętych jest już 14 miast, w których mieszka łącznie 56 mln ludzi. W miastach tych dochodzi do panicznego wykupywania artykułów pierwszej potrzeby, chorzy tracą przytomność na ulicach, zwłoki zarażonych leżą na korytarzach szpitali a władze nagle postanowiły w ciągu tygodnia zbudować w Wuhan szpital na 1000 łóżek.  Niezależni badacze mówią, że skala epidemii może być dziesięć razy większa niż SARS i że w ciągu 11 dni chorych może być 250 tys. ludzi w samym Wuhan.  Państwowe chińskie media starają się uspokajać, ale co mają innego robić w systemie totalitarnym?

Walka z wirusem jest o tyle utrudniona, że symptomy mogą być widoczne dopiero w późnym stadium choroby.  Są też poszlaki mówiące, że wirus może przenosić się przez oczy. 



Dlaczego wirus pojawił się akurat w Wuhan? Być może dlatego, że od 2017 r. działa tam rządowe laboratorium badające najbardziej śmiercionośne wirusy - w tym SARS i ebolę.  To laboratorium jest porównywane z ośrodkiem badawczy korporacji Umbrella w "Resident Evil".  Chińczykom zdarzało się już, że wirusy im uciekały z takich ściśle tajnych ośrodków. Np. w 2004 r. z laboratorium w Pekinie wydostał się wirus SARS.

Na ciekawy wątek zwróciła uwagę Hanna Shen:  "Od jakiegoś już czasu mówiło się, że Xu Jinping może usunąć ze stanowiska wiceprezydenta Chin Wang Qishana, Może się jednak teraz okazać, że Wang jest niezastąpiony. A to już było.




Gdy w 2003r. wybuchł SARS i burmistrz Pekinu nie radził sobie z jego opanowaniem na pomoc przybył z południowej prowincji Guangdong, nie specjalnie jeszcze wtedy znany, Wang Qishan. Wang poradził sobie w Pekinie – zaczęto nawet mówić że ocalił Pekin. Od tego czasu zaczęła się prawdziwa kariera polityczna Wang Qishana (za prezydentury Xi, Wang kierował min. organem zajmującym się walką z korupcją – sam będąc jednym z najbardziej skorumpowanych polityków w ChRL – a następnie stał się wiceprezydentem).Chińscy internauci twierdzą, że tak jak jeden wirus wyniósł do władzy Wanga, to tak teraz drugi może go uratować przed utratą władzy."


Powyżej: Corona-chan z Rabbid-chan i Ebolą-chan... Twórczość 4chanowców.


Powyżej: Inny wariant Corony-chan.

sobota, 18 stycznia 2020

Phobos: Zasiewanie Idei


Ilustracja muzyczna: Arkana - Ein Sof

"Morty: W Kosmosie są węże?!
 Rick Sanchez: W Kosmosie jest dosłownie wszystko Morty!"

   "Rick & Morty"

"Tom Cruise dowiedział się, że grał w tym filmie o wampirach dopiero trzy lata później"
  "Wielka heca Bowfingera"

"Bardzo lubię sci-fi. Bo można w nim przemycić wszystko"
   Amerykanin pochodzenia kolumbijskiego, sprawiający wrażenie kolesia z tajnych służb :), którego spotkałem na Okinawie (polecił mi książkę Uspieńskiego o Gurdżijewie)

Jak już pisałem w jednym z odcinków tej serii, Panel Robertsona, czyli specjalna grupa naukowców pracujących dla CIA, postanowił w 1954 r., że wszelkie doniesienia o UFO i obcych istotach (zwłaszcza tych stanowiących zagrożenie militarne) należy przede wszystkim wyśmiewać. Robić idiotę z każdego świadka, niezależnie od tego jak byłby wiarygodny - czy był szefem wywiadu wojskowego w Rzymie w trakcie wojny, czy kanadyjskim ministrem obrony, czy legendarnym generałem sił powietrznych. Takie były oficjalne wytyczne. Mówiły one jednak również o tym, że pewne treści związane z UFO należy przemycać do popkultury. To z jednej strony umożliwiało łatwą dyskredytację każdego świadka - poprzez mówienie, że naoglądał się za dużo sci-fi. Z drugiej strony pozwalało jednak po cichu oswoić opinię publiczną z realnością istnienia obcych cywilizacji, tak by ujawnienie wiedzy o nich nie wywołało w przyszłości dużego szoku. Wytyczne te zaczęto szybko wdrażać w życie. O ile jeszcze w 1952 r., o obserwacjach UFO podczas słynnej "bitwy nad Waszyngtonem" pisała mainstreamowa prasa, to kilka lat później temat był już zepchnięty do niszowych środowisk i wspieranych przez CIA tabloidów takich jak "National Enquirer".




Swoje zrobiły też popularne w latach 50. dziwaczne filmy o kosmitach i potworach z bagien. Wśród tych dziwacznych filmów zdarzały się jednak też zaskakująco inteligentne dzieła sprawiające wrażenie inspirowanych - np. "Invasion of the body snatchers" opowiadające o opanowaniu pewnego amerykańskiego miasteczka przez upodabniających się do ludzi Obcych, rządzonych przez coś w rodzaju sztucznej inteligencji. Uznano to wówczas za metaforę pokazującą rozprzestrzenianie się komunizmu.



W latach 60-tych, wraz z imperialnymi planami budowy baz wojskowych na Księżycu, pojawił się wielki fenomen w sci-fi: serial Star Trek. Opowieść o flocie Gwiezdnej Federacji to dzieło znanego scenarzysty Gene'a Roddenberry. Wcześniej pisał on głównie scenariusze do seriali policyjnych, a akurat przed stworzeniem Star Treka kiepsko mu szło. Hollywoodzki agent zaproponował mu więc, by napisał scenariusz do serialu sci-fi. Roddenberry zaczął się więc często pojawiać na planie serialu "The Outer Limits", którego twórcą był Leslie Stevens IV.  Było to dziwne, gdyż Roddenberry miał wówczas kontrakt z wytwórnią konkurencyjną wobec tej, która zatrudniała Stevensa. Obaj panowie często się jednak wówczas spotykali i coś omawiali. Mieli też wspólnego asystenta. Część autorów uważa więc, że to Stevens zainspirował Roddenberry'ego do stworzenia Star Treka, który był niejako rozwinięciem The Outer Limits.




Kim był jednak Leslie Stevens IV? W trakcie drugiej wojny światowej kapitanem wywiadu lotnictwa armii USA. Jako że miał na koncie wcześniej napisanie kilku sztuk teatralnych (w bardzo młodym wieku!), to brał udział w operacjach wojny psychologicznej. Po wojnie miękko przeszedł do sektora prywatnego i stał się legendarnym hollywodzkim producentem, scenarzystą i reżyserem. (Miał na koncie m.in. horror "The Incubus" z Williamem Shatnerem w roli głównej. Horror nakręcony całkowicie w języku esperanto :) Warto też wspomnieć, że jego ojcem był wiceadmirał Leslie Stevens III - człowiek, z wywiadu marynarki wojennej, który w latach 30. był przydzielony do ambasady USA w Londynie, a w czasie wojny zajmował się sprawami związanymi z technologiami lotniczymi. Po wojnie był attache morskim w Moskwie. Zachowały się też dokumenty mówiące, że pracował nad tajnymi projektami wspólnie z admirałem Rico Bottą, który już w 1942 r. mógł być zaangażowany w tajne projekty dotyczące UFO (jego współpracownikiem był William Tompkins znany z poprzednich odcinków serii Phobos). Flota Federacji ze Star Treka mogła więc być oparta na pomysłach dotyczących budowy sił kosmicznych USA...



W Star Treku pojawiło się oczywiście wiele ciekawych koncepcji. W jednym z odcinków serii z lat 60. załoga Enterprise trafia na planetę, na której toczy się wojna domowa. Partyzantka przypominająca amerykańskie ochotnicze milicje walczy przeciwko totalitarnemu społeczeństwu, w którym obowiązują ubiory na modłę koreańską. W późniejszych seriach ("Nowe Pokolenie") pojawia się rasa Borgów - totalitarna, całkowicie zunifikowana, działająca jak pszczeli ul pod rządami jednej królowej. Aż nazbyt wyraźna aluzja to koncepcji mówiącej, że obca cywilizacja (stojąca za Szarakami) została pochłonięta przez sztuczną inteligencję.


Powyżej: Jeri Ryan, grała w Star Treku postać nazywaną Siedem z Dziewięciu, czyli kobietę, która została wyzwolona spod władzy Borgów. Jej mężem był bankier inwestycyjny i zarazem republikański polityk Jack Ryan.  Ubiegał się on w 2004 r. o mandat senatora z Illinois. Ujawniono jednak dokumenty z jego sprawy rozwodowej. Okazało się, że zmuszał on swoją żonę do publicznego seksu, z odcieniem sado-maso, w różnych klubach. Ryan przegrał przez to wybory a senatorem został niejaki Barrack Hussein Obama. 




Star Trek to nie jedyna wielka kreacja specjalisty od wojny psychologicznej kapitana Lesliego Stevensa IV. Współpracował on również z Glenem Larsonem, reżyserem "Battlestar Gallactica". Napisał nawet scenariusz do pilotowego odcinka tego serialu. Tak w skrócie, to o czym opowiada Battlestar Gallactica? O tym jak zbuntowana rasa cyborgów (Cylonów) kierowana przez sztuczną inteligencję dokonuje eksterminacji ludzi w odległym systemie gwiezdnym. Niedobitki gromadzą się na jednym statku i uciekają licząc na to, że odnajdą zaginioną kolonię swojego imperium - Ziemię. Po drodze okazuje się, że mieszkańcy kolonii Ziemia stworzyli wcześniej biorobotyczne wersje Cylonów wyglądające jak ludzie. I ci Cylonowie, też chcą eksterminacji naszego gatunku... To co chciano za pomocą tego serialu przekazać jest aż nazbyt widoczne... (Jako ciekawostkę dodam, że Larson umieścił w tym serialu też... dogmaty Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych Dni Ostatnich, którego był wiernym. Mormonizm mówi, że Jezus mieszkał kiedyś wraz z Bogiem i Lucyferem na planecie Kolob oraz  dopuszcza istnienie innych, pomniejszych bogów, którzy brali udział w akcie stworzenia człowieka.)


Powyżej: Numer Sześć, czyli biorobot Cylon z remake'u serialu Battlestar Gallactica. W rolę tę wcieliła się kanadyjska aktorka Tricia Helfer. 


Motyw zbiorowej inteligencji próbującej eksterminować/wchłonąć naszą cywilizację pojawia się też w serialu "Dark Skies" ("Mroczne niebo") z lat 90. To produkcja w zimnowojennym klimacie w stylu pułkownika Corso! Jest tam zamach na JFK, gry z KGB, coś w stylu teorii konwergencji... I okazuje się, że Szaraki są kontrolowane przez pasożytniczych Obcych, którzy zdołali przejąć ich cywilizację.
"Mroczne niebo" zostało jednak przyćmione przez "X-Files". Czyli serial opowiadający o dwójce agentów FBI walczących przeciwko wielkiemu spiskowi globalistów sprzymierzonemu z obcą rasą dążącą do eksterminacji ludzkości i skolonizowania Ziemi (walczącą z inna obcą rasą, takim  czarnym szlamem przejmującym kontrolę nad innymi gatunkami w całej galaktyce. Tutaj macie infografikę wyjaśniającą mitologię "Archiwum X".) Ten serial zdefiniował dekadę i miał niesamowity wpływ psychologiczny na społeczeństwo. Wychowało się na nim całe pokolenie konspirologów. No, ale gimby tego chyba nie znają i ograniczają się do słuchania jakichś popierdoleńców z YouTube'a...




 Oczywiście, lata 90. przyniosły też inny hit poświęcony obcej inwazji - "Dzień niepodległości". Tam jednak walka przeciwko Obcym toczy się klasycznymi środkami militarnymi.


Siły Powietrzne USA początkowo obiecały wielkie wsparcie dla nakręcenia "Dnia Niepodległości". Żądały tylko jednej rzeczy - usunięcia wzmianek o Strefie 51. Reżyser na to się nie zgodził, więc ponoć wsparcie zostało cofnięte. A może to była tylko sztuczka marketingowa? Dwa lata przed "Dniem Niepodległości", Siły Powietrzne mocno zaangażowały się w powstanie filmu "Stargate". Udostępniły nawet na jego potrzeby jeden ze swoich ośrodków badawczych! Film zawiera silne wątki paleoastronautyczne. Amerykańscy wojskowi wyzwalają obcą planetę z rąk Obcego będącego dawnym egipskim bogiem Ra. Nie wiem czemu akurat się uwzięli na tego "Netheru", ale być może dlatego, że w czasach przedinternetowych ludzie zupełnie nie kojarzyli imion sumeryjskich bogów Annunaki...



Moim subiektywnym zdaniem mistrzostwem propagandy jest jednak inny film z lat 90. poświęcony walce przeciwko Obcym - "Starship Troopers" Paula Verhoevena (reżysera takich klasyków jak "Total Recall" i "Showgirls" oraz świetnej "Czarnej Księgi"). Opowiada on o walce ludzkości z insektoidalnymi Obcymi (dysponującymi wspólną świadomością?). Walkę tę prowadzi coś w stylu bardzo rozwiniętych trumpowskich Sił Kosmicznych. Ziemia jest tam zjednoczona, ale przy tym mocno zmilitaryzowana i tak jakby... nazistowska. Wizerunek Obcych nawiązuje tam jakby do wojennego plakatu "Żydzi, wszy, tyfus". "Dobry robal, to martwy robal!". "Starship Troopers" było jedną z wyraźnych inspiracji dla "Kapitana Bomby" :)



"Starship Troopers" oczywiście był ekranizacją książki Roberta Heinleina z 1959 roku. A kim był Heinlein? Nie tylko wybitnym pisarzem, ale również oficerem US Navy, który w latach 30. służył na lotniskowcu USS Lexington. W 1934 r. z przyczyn zdrowotnych przeszedł w stan spoczynku, ale nadal utrzymywał bardzo dobre relację z Marynarką Wojenną. W czasie drugiej wojny światowej pracował w zakładach badawczych Marynarki Wojennej w Filadelfii - razem z innym wybitnym pisarzem sci-fi/fantasy/historical fiction L. Sprague de Campem oraz.... Isaackiem Asimovem.   Poniżej macie ich wspólną fotkę z 1944 roku.



Powyżej: Zauważyliście, że kot Roberta Heinleina wygląda dokładnie tak jak kot doktora Targalskiego flerken z Kapitan Marvel?




Jeśli już jesteśmy przy znanych pisarzach sci-fi, to warto też wspomnieć o L. Ronie Hubbardzie. Hubbard  to dowódca niszczyciela w trakcie drugiej wojny światowej, człowiek tajnych służb, założyciel organizacji wywiadowczej Kościoła Scjentologicznego, okultysta zaangażowany w różne dziwne rytuały z wywoływaniem demonów (więcej szczegółów u Spiskologa). Miał też jednak na koncie książkę "Bitwa o Ziemię", o obcej okupacji naszej planety i jej odbiciu przez ruch oporu. (W latach 90. nakręcono na jej podstawie film ze scjentologiem Johnem Travoltą.) Hubbard uważał, że Kosmos jest zamieszkany przez liczne gatunki rozumne. Wyobraźnia czy też wiedza szefa organizacji wywiadowczej?

Ilustracja muzyczna: Predator Ending Credits

Jak widzimy w popkulturze inspirowano wizerunek Obcych jako wrogów ludzkości, z którymi przyjdzie nam się kiedyś zmierzyć. Motyw sztucznej inteligencji rządzącej Obcymi również wyraźnie pojawiał się w tych inspirowanych dziełach.



W poprzednim odcinku serii Phobos, pisząc o rasie podobnych do nas "nordyckich" Obcych wyraźnie walczących z inną frakcją (Szarakami/Insektoidami/Annunakami/Sztuczną inteligencją?) wspomniałem, że z doniesień "kontaktowców" wynika, że mogą oni pochodzić z układu Liry/Lutni oraz jej kolonii. Tak się akurat składa, że Carl Sagan, w powieści "Kontakt" opisał nawiązanie łączności przez Amerykanów z cywilizacją z układu Liry. Cywilizacja ta wysłała nam ciąg liczb pierwszych oraz zapis dźwiękowy przemówienia... Hitlera. A pamiętacie film "K-PAX"? Domniemany Obcy (ludzki z wyglądu), którego grał Kevin Spacey, twierdził, że pochodzi z planety K-PAX w gwiazdozbiorze... Liry.




No i oczywiście była też seria filmów "Gatunek" ostrzegających przed wiązaniem się z lasencjami z Kosmosu. Spełniała być może podobną rolę jak plakaty z drugiej wojny światowej ostrzegające przed zbytnim gadaniem przy panienkach. "Ona nie jest taka głupia!".



No cóż, a u nas tylko Grzegorz Braun mówi o Zakonie Jedi jako o "galaktycznej ubecji".... i sławi Galaktyczne Imperium  na przekór jojczeniom doktora Krajskiego o "okultyzmie" w "Gwiezdnych wojnach" :)

***

To już ostatni odcinek serii Phobos. (No chyba, że wpadnie mi do głowy jakiś pomysł na kolejne odcinki - może zostanie mi przekazany telepatycznie przez obce, nordyckie lasencje z Plejad :) Seria okazała się strzałem w dziesiątkę. Jestem naprawdę miło zaskoczony wysypem bardzo merytorycznych komentarzy pod wpisami. Widzę, że temat zainteresował nawet ludzi będących sceptykami. 

Jakie będą następne serie? Myślę o cyklu poświęconym idei depopulacji Ziemi. Idea ta zakiełkowała w głowach globalistów już ćwierć tysiąclecia temu. Warto więc opisać jak jest wdrażana. Bywalcy dawnego Forum Frondy i forum ExCathedra z pewnością z zainteresowaniem się z nią zapoznają. 

Może też sięgnę po jakąś serię dotyczącą historii Polski. Wbrew pozorom jest ogromna potrzeba, by takie cykle robić. Historyczny analfabetyzm na prawicy (i lewicy) się pogłębia. Mamy posłów będących posiadaczami jedynie (śmieciowych) matur, którzy nie potrafili nawet ukończyć (śmieciowych) studiów, którzy nas przekonują, że dosłownie wszystko jest obecnie jak "w czasach sanacji" (to czemu te barany nie siedzą w Berezie?) i że rychło przegramy wojnę z Iranem. Na jednym z portali przeczytałem niedawno, że "sanacja odpowiadała za haniebny traktat ryski". Nic nie przebije jednak artykułu na jednym z prawicowych portali w którym kilka lat temu napisano, że "Piłsudski zabił Witosa". Zmierzamy w stronę idiokracji szybciej niż nam się mogło wydawać jeszcze kilka lat temu...