sobota, 27 października 2018

Dies Irae: Tajemnica Oradour, czyli złoto dla zuchwałych






Służba w okupowanej Francji była marzeniem każdego niemieckiego żołnierza. Wiadomo: było tam bezpiecznie (nie licząc nalotów, okazjonalnych rajdów komandosów i niewielkiego ruchu oporu), kwitł czarny rynek, na miejscu było dużo dobrego jedzenia i wina a przede wszystkim łatwych dziewczyn, które chętnie oddawały się zdobywcom. Niemcy czuli się więc we Francji dobrze i jeśli już stosowali terror, to robili to punktowo: uderzając w podejrzanych o pracę dla ruchu oporu i wrogich siatek wywiadowczych. Tym trudniej zrozumieć, to co się wydarzyło 10 czerwca 1944 r. w miasteczku Oradour-sur-Glenne.




Oficjalna wersja mówi, że batalion z 2 Dywizji Pancernej SS Das Reich dowodzony przez Adolfa Diekmanna otoczył rankiem miasteczko i zaczął jego pacyfikację. To miała być zemsta za śmierć dwóch żołnierzy w zasadzce na pobliskiej drodze. Dywizja Das Reich wówczas bardzo się spieszyła - szła z południa Francji do Normandii, gdzie była pilnie potrzebna do pilnowania desantu. Mimo to ze składu dywizji wydzielono duże siły do akcji pacyfikacyjnej. Ludzie Diekmanna zebrali w jednym miejscu wszystkich mężczyzn z miasteczka a w innym kobiety. Przeszukiwali domy a zakładników torturowali strzelając im w nogi. Później ich dobijali a kobiety z dziećmi spalili w miejscowym kościele. Puszczono z dymem całe miasteczko. W masakrze zginęło 642 ludzi. Jednakże esesmani byli bardzo selektywni w zabijaniu. Gdy zatrzymali przejeżdżający przez miasteczko tramwaj, sprawdzili papiery jego pasażerów - mieszkańców Oradour zabrali na tortury i rozwałkę, ludzi z innych miejscowości... puścili wolno. Z jakiegoś powodu zastrzelono również dwóch francuskich policjantów służących Diekmannowi jako tłumacze podczas przesłuchań. Esesmani z Das Reich byli na mieszkańców Oradour wyjątkowo wkurzeni. Czy chodziło tylko o pomszczenie kolegów zabitych w zasadzce?




 Ilustracja muzyczna: Lalo Schifin - Burning Bridges - Kelly's Heroes OST

W 1982 r. brytyjski autor Robin Mackness dotarł do niezwykle ciekawej relacji pokazującej te wydarzenia w nowym świetle. Pracował wówczas w jednym ze szwajcarskich banków i dostał zlecenie... przemytu złota z Francji do Szwajcarii. Jego klient był sefardyjskim Żydem, który w trakcie wojny służył we francuskim oddziale partyzanckim. Oddział ten w czerwcu 1944 r. napadł na niemiecki konwój i zdobył wówczas ciężarówkę ze złotem. Do zasadzki na konwój doszło właśnie w pobliżu Oradour-sur-Glenne. Mackness postawił więc hipotezę, że zrabowane złoto było przewożone przez Dywizję Das Reich. Mogło być prywatnym funduszem emerytalnym jej dowódcy, gen. Heinza Lammerdinga. 
Po pewnym czasie wraz innym brytyjskim autorem Guyem Pattonem natrafił jednak na inne wątki tej sprawy - dotyczące zarówno pochodzenia skradzionego złota jak i tego, kto mógł na nim położyć łapy.





Przed 6 czerwca 1944 r. Dywizja Das Reich odpoczywała na południu Francji po trudnej przeprawie na froncie wschodnim. Pisząc o południu Francji nie mam na myśli Lazurowego Wybrzeża, tylko region Pirenejów. Ktoś w niemieckim naczelnym dowództwie pchnął ją z jakiegoś powodu aż pod hiszpańską granicę. I to w momencie, gdy spodziewano się alianckiej inwazji poprzez Kanał La Manche. Mackness i Patton odkryli, że podczas tego "odpoczynku" dywizja chroniła m.in. tajemniczą wyprawę archeologiczną. Wyprawę z jakiegoś powodu ważną dla Himmlera. A co na południu Francji przede wszystkim interesowałoby dowódcę SS? Przede wszystkim zamki sekty katarów i legenda o św. Graalu. 
Himmler doskonale znał prace jednego ze swoich podwładnych - Otto Rahna 
(jednego ze "złych kolesi" w mojej powieści "Vril. Pułkownik Dowbor" :) dotyczące tej tematyki.




Rahn twierdził, że prawdziwym powodem krucjaty przeciwko albigensom było posiadanie przez tą sektę św. Graala. Graal nie był jednak w interpretacji Rahna kielichem z którego Chrystus pił podczas Ostatniej Wieczerzy. Był klejnotem z korony Lucyfera. Ten przedmiot miał zostać ukryty przez katarów podczas oblężenia ich ostatniej twierdzy Montsegur - dwóch rycerzy miało się wymknąć z zamku i ukryć go gdzieś w Pirenejach. Region, w którym prowadzono badania obfitował również w dawne zamki templariuszy, a jak wiadomo mit otaczający ten zakon rycerski równie silnie oddziaływał na wyobraźnię Himmlera. Mógł więc zlecić swoim archeologom szukanie zagionionego skarbu tego zakonu - zwłaszcza, że spekulowano skarbem tym mógł być Graal.



Z tym regionem wiąże się również inna tajemnica. Pod koniec XIX w. ksiądz Berenger Sauniere podczas renowacji średniowieczne kościoła w miasteczku Rennes-le-Chateau odkrył w kolumnie pod jedną ze świętych figur list z zaszyfrowanym przekazem. Zaczął badać sprawę i po pewnym czasie wszedł w posiadanie wielkich ilości pieniędzy. Z własnej kasy wyremontował i przebudował kościół - a planował zbudować tam jeszcze wielki kompleks pielgrzymkowy. Zaczął się obracać w gronie dziwnych i wpływowych ludzi a w policyjnych raportach pojawiły się wzmianki, że prawdopodobnie ksiądz Sauniere szmugluje złoto do Hiszpanii. Ale skąd się to złoto wzięło?



Ta się akurat złożyło, że Rennes-le-Chateau przez pewien czas było ważnym grodem Wizygotów (Wisłogotów - jak pisano w polskich kronikach w XVI w. :), którzy mieli w Pirenejach swoje królestwo. Gród ten nosił nazwę Rhedae (Reda). Jak wiemy Wizygoci w 410 r. złupili Rzym i wywieźli z niego ogromny złoty skarb (na który mogły się składać też artefakty zrabowane przez Rzymian w Jerozolimie w 70 r.). Skarb ten trafił w Pireneje. A później nie wiadomo co się z nim stało. Ponoć jego spora część została pochowana wraz z wizygockim królem w tej okolicy...

Podsumujmy więc: w miejscu gdzie historykom zniknął z oczu skarb Wizygotów, biedny ksiądz odnajduje jakieś złoto, które szmugluje do Hiszpanii i ma tego tyle, że szasta pieniędzmi.W 1944 r. w tym regionie Niemcy prowadzą wykopaliska archeologiczne osłaniane przez dywizję Das Reich. Dywizja ta przewozi później duże ilości złota i traci jedną ciężarówkę w zasadzce koło Oradour. Niemcy są bardzo emocjonalnie przywiązani do tego skarbu i chcą go odzyskać, więc szukają go w Oradour a jak nie znajdują, to dla przykładu zabijają tam wszystkich.

Część esesmanów biorących udział w masakrze w Oradour została później ułaskawiona przez francuskiego prezydenta Francois Mitteranda. Mitterand zrobił to niejako hurtowo: ułaskawił wszystkich Alzatczyków wcielonych do niemieckich sił zbrojnych w czasie wojny. Jedna trzecia żołnierzy pacyfikujących Oradour była zaś Alzatczykami, doskonale znającymi francuski. Dlaczego Mitterand to zrobił? Czy chodziło mu tylko o pojednanie narodowe?


 Tak się akurat złożyło, że Mitterand podczas wojny pracował w administracji Vichy. Na wysokim stanowisku w komisariacie ds. jeńców wojennych. Za swoją pracę został odznaczony i został nawet na jednej z kronik uchwycony podczas rozmowy z marszałkiem Petainem. Oczywiście po wojnie Mitterand tłumaczył się, że cały czas pracował dla ruchu oporu. Tak jak wszyscy Francuzi...





Oczywiście granice między obozem kolaboracji a ruchem oporu przebiegały często bardzo płynnie. Szef okrytej złą sławą Milice (głównej organizacji do zwalczania ruchu oporu) chciał dwukrotnie przystąpić do Resistance, ale za każdym razem mu odmawiano, więc się wkurwił i wziął do ostrego niszczenia podziemnych organizacji. Powstanie w Paryżu w sierpniu 1944 r. rozpoczęły "brudne gliny" - policjanci, którzy do niedawna wspólnie z Niemcami zwalczali siatki Resistance, wyłapywali Żydów i prowadzili czarnorynkowe interesy z Niemcami. We Francji było wówczas bardzo dużo ludzi, którzy jedną nogą byli w Vichy a drugą w Resistance. I jednym z nich był Mitterand ze swoimi kumplami.


Przez lata jednym z najbliższych współpracowników Mitteranda był Rene Bousquet (na zdjęciu powyżej uśmiechnięty). Ten socjalistyczny polityk nadzorował policję w Vichy i bezpośrednio odpowiadał m.in. za masowe deportacje Żydów. Był też doradcą premiera Lavala. W latach 70. bardzo pomógł Mitterandowi zostać prezydentem. Później jednak jego rola podczas wojny wyszła na jaw i groziło mu, że zostanie pierwszym Francuzem skazanym za zbrodnie przeciwko ludzkości. Więc w 1993 r. został zabity przez "samotnego szaleńca".

Jak myślicie, komu mógłby się najlepiej udać skok na konwój ze złotem Wizygotów przewożonym przez Niemców? Funkcjonariuszom jednostek kolaboranckich, którzy grali na dwie strony. I to ich donos skierował esesmanów z Das Reich ku miasteczku Oradour... A że wśród tych esesmanów byli Francuzi, współpracujący z tym gangiem kolaborantów/ruchu oporu...

Patton i Mackness sugerują, że napad zorganizowali ludzie związani z Mitterandem, którzy po wojnie nagle stali się ludźmi bogatymi. Na pewno ludzie związani z Mitterandem zaciemniali sprawę skarbu z Rennes. Człowiekiem Mitteranda był m.in. Pierre Plantard, były kolaborant z Vichy i człowiek ze służb specjalnych, który założył okultystyczny Zakon Syjonu i stworzył teorię, że prawdziwym skarbem z Rennes oraz Świętym Graalem były informacje o tym, że dynastia Merowingów wywodziła się od potomków Jezusa i Marii Magdaleny. Oczywiście Plantard przedstawiał się jako potomek Merowingów... Plantard był zamieszany w sprawę korupcyjną wokół bliskiego współpracownika Mitteranda - premiera Pierre'a Beregovoya. Beregovoy w związku z tą sprawą w 1993 r. "popełnił samobójstwo" dwukrotnie strzelając sobie w głowę w lesie.



A Mitterand w 1981 r. puścił oko do wtajemniczonych odwiedzając podczas kampanii wyborczej kościół księdza Souniera w Rennes-le-Chateau. To tyle jeśli o różne "Kody Leonarda da Vinci"...

***

A w następnym odcinku nie wiem jeszcze co, ale może udamy się do Włoch. Macie jakieś sugestie?

Everybody clap your hands!


***

Doktor Targalski (Nya! Nya! Nya!)  wygłosił świetną prelekcję na temat Jamala Khashoggiego (człowieka służb, kuzyna znanego handlarza bronią Adnana Khashoggiego) i sytuacji, w którą wpierdoliła się Arabia Saudyjska. Pominął niestety wątek turecki - a wygląda na to, że One Punch Man Erdogan znów jednym ciosem mocno przylał przeciwnikowi - jednocześnie Saudom i Amerykanom! Oneeeeeee Puuuuunch!!!

***

Spiskologu! Żyjesz czy Cię pizzamani dorwali?


sobota, 20 października 2018

Dies Irae: Nikt nie lubi Heydricha


Ilustracja muzyczna: Chainsmokers - Everybody Hates Me

Reinhard Heydrich został szefem Służby Bezpieczeństwa SS (SD) zupełnie przypadkowo. Jeden ze znajomych jego fanatycznie nazistowskiej żony szepnął słówko Himmlerowi, że zna zdolnego człowieka wyrzuconego z "Nachrichtendienst" marynarki wojennej. Himmler pomyślał, że wreszcie znalazł weterana służb wywiadowczych ("Nachrichtendienst"), który mu zorganizuje własną agencję szpeigowską. Problem w tym, że Heydrich służył w służbie łączności (po niemiecku również "Nachrichtendienst"). Był więc bardzo zdziwiony, gdy Himmler na rozmowie kwalifikacyjnej poprosił go o naszkicowanie propozycji schematu organizacyjnego przyszłej nazistowskiej bezpieki. Heydrich schemat narysował - pomysł wziął całkowicie z d... - a totalny amator Himmler był zachwycony. I tak "Blond Bestia" dostała posadę szefa służby, z której wykształci się SD a nazistowskie tajne służby zostały zorganizowane wokół całkowicie bezsensownego schematu.



Ta przypadkowo zdobyta robota pozwoliła mu w pełni pokazać  prawdziwe zdolności. Heydrich przekształcił małą komórkę wywiadowczą we wszechpotężny kompleks wywiadowczo-represyjny. Mocno przyczynił się do zdobycia władzy przez Hitlera i współorganizował Noc Długich Noży. Kolekcjonował tytuły (został m.in. szefem Gestapo) i powiększał władzę. Brał udział jako siła sprawcza we wszystkich większych niemieckich prowokacjach - od fałszywego dossier marszałka Tuchaczewskiego po Gliwice. 

Flashback: Dies Irae - Tajemnice Nocy Długich Noży




Heydrichowi udawało się nawet za pomocą ordynarnych prowokacji "meblować" dowództwo Wehrmachtu za plecami Hitlera. Mowa tu oczywiście o aferze Blomberga-Fritscha. Przypomnijmy pokrótce o co w niej chodziło: 59-letni minister wojny feldmarszałek Werner von Blomberg na spacerze w berlińskim zoo poznał 25-letnią lasencję "z prostego ludu", w której szybko się zakochał.  Na ich ślubie świadkiem był sam Hitler. Odkryto jednak, że wybranka feldmarszałka to była prostytutka, która pozowała też do zdjęć pornograficznych. Ot taka historyjka rodem z "Pretty Woman". (Wyobraźcie sobie w tej sytuacji generała Kozieja :) Georing i Himmler wykorzystali tą okazję, by rozpocząć nagonkę na nielubianego przez siebie dowódcę. Von Blomberg został zaatakowany jako "stary zboczeniec", który "naraził Fuehera na śmieszność" stracił stanowisko i wpływy w armii. Heydrich poszedł za ciosem i oskarżył jego najbliższego współpracownika, Naczelnego Dowódcę Wojsk Lądowych gen. Wernera von Fritscha o homosekualizm. Zdobył zeznania nastoletniej gejowskiej prostytutki. Fritsch bronił się, że raz w dupę to nie pedał nigdy nie widział tej młodej cioty na oczy. I miał rację. Bo młodzieniec obciążał w tych zeznaniach nie generała Fritscha, ale oficera o podobnym nazwisku. Po prostu ludzie Heydricha zmontowali prowokację równie niechlujnie, co demokraci oskarżenia wobec sędziego Kavanaugh.  Ale mało kto się przejmował takimi szczegółami. Oskarżenia o pedalstwo łatwo się zaś do ludzi przyklejają. Von Fritsch stracił więc stanowisko a inni wysoko postawienie homoseksualiści, od których roiło się w niemieckiej armii jakoś nie byli ścigani. Kilka miesięcy później von Fritsch został oczyszczony z zarzutów, ale posady już nie odzyskał.  Nasi ludzie zabili go we wrześniu 1939 r. w dość przypadkowym starciu pod Warszawą. Fritsch prawdopodobnie przygotowywał się wówczas do zamachu stanu w III Rzeszy. (Jego bratanek był funkcjonariuszem BND, w latach 2010-2014 ambasadorem RFN w Warszawie a teraz ambasadoruje w Moskwie.)

Flashback: Idy Lipcowe - Pechowy generał




We wrześniu 1939 r. został szefem nowo utworzonego Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy  (RSHA), instytucji centralizującej wszelkie gałęzie niemieckiej bezpieki. To on też rozkręcał od pierwszych dni wojny terror na terenach okupowanych i chętnie współpracował w tym dziele z "bratnimi" sowieckimi służbami. To on bezpośrednio odpowiadał za zbrodnie popełnione na Polakach w ramach operacji Tannenberg (wycinek z tych zbrodni, czyli egzekucje w Piaśnicy pokazano niedawno w filmie "Kamerdyner"). Wiele o niemieckiej skrupulatności mówi to, że listy proskrypcyjne Polaków przeznaczonych na rozstrzelanie Niemcy zaczęli tworzyć na kilka lat przed wojną, czyli wtedy gdy według części publicystów chcieli być z nami w antysowieckim sojuszu. (Charakterystyczne jest również to, że w 1940 r. SD miała podobne listy proskrypcyjne z nazwiskami przedstawicieli brytyjskich elit do rozstrzelania, choć szans na inwazję Wielkiej Brytanii nie było.) W 1941 r., po inwazji na ZSRR Einsatzgruppen Heydricha rozstrzelały setki tysięcy Żydów i jeńców sowieckich. Heydrich opieprzał przy tym dowódców SS, że "wykazują za mało inicjatywy" jeśli o represje. I pomyśleć, że mógł zawalić rozmowę kwalifikacyjną u Himmlera i do końca życia pracować np. w ministerstwie poczty...



Heydrich jest powszechnie kojarzony z Konferencją w Wannsee, mylnie uznawanej za początek "Ostatecznego Rozwiązania Kwestii Żydowskiej". Protokół z Konferencji w Wannsee znamy dzięki zapiskom jej uczestnika, pracownika niemieckiego MSZ o nazwisku (nomen omen) Martin Luther. Jak drobiazgowo wykazał Peter Longerich, podczas tej narady podjęto nie tyle decyzję, czy Żydów zabijać, co określono kiedy to zrobić. Heydrich był zwolennikiem strategii mówiącej, że na razie Żydów należy przesiedlać na tereny Polski i byłego ZSRR a tam stopniowo wyniszczać. Do ewentualnego masowego mordu miano przystąpić dopiero po wojnie. Pierwotnie planowano też, że centrum Zagłady wraz z obozami śmierci będzie na wschodniej Białorusi. Na konferencji zwyciężyło jednak stanowisko przedstawicieli Himmlera, że należy skorzystać z okazji, którą daje wojna i przystąpić do ludobójstwa już teraz. Co ciekawe, Heydrich miał częściowo żydowskie korzenie rodzinne, które metodycznie zacierał. Jego młodszy brat, choć był oficerem SS, po 1942 r. zaangażował się w ratowanie Żydów.

Flashback: Sabatejskie obozy zagłady




Warto zauważyć, że Heydrich w czasie przygotowywania Zagłady, był prezydentem Interpolu. Pełnił tę funkcję w latach 1940-1942. Po nim sprawował nią do 1943 r. szef Kripo Arthur Nebe, a potem do końca wojny Ernst Kaltenbrunner.  W latach 1968-1972 Interpolem kierował szef BKA Paul Dickopf, były oficer SD.  To, że do niedawna Interpolowi przewodniczył Meng Hongwei, wiceszef chińskiej bezpieki (w trakcie mojego urlopu porwany i sprowadzony do ChRL), jest więc tylko powrotem do tradycji.



We wrześniu 1941 r. Heydricha spotkał kolejny awans - został Protektorem Czech i Moraw. Łączył to stanowisko z kierowaniem bezpieką. Uczynił z Protektoratu swój ideologiczny poligon. W kilka miesięcy rozbił główną organizację czeskiego podziemia - siatkę wywiadowczą Trzech Królów. Jednocześnie zapewnił Czechom "marchewkę" - podwyżkę płac i zasiłków oraz wszystko to, co później nazywano "społeczną gospodarką rynkową". W Protektoracie eksperymenty ekonomiczne przeprowadzał Ludwig Erhard, twórca "cudu gospodarczego" w adenauerowskim RFN. "Blond Bestia" mogła się czuć jak następca Hitlera - wszak Czechy były przecież w przeszłości krajem koronnym Rzeszy. Heydrich otworzył sarkofagi czeskich królów z dynastii Przemyślidów i włożył sobie na głowę wydobytą z grobowca koronę. Legenda mówiła, że każdy uzurpator, który sam ją sobie założy, wkrótce zginie. W przypadku Heydricha to się sprawdziło.




Chyba wszyscy znamy historię Operacji "Anthropoid", czyli zamachu na Heydricha w Pradze.  Sam zamach został przeprowadzony w bardzo partacki sposób. Jak czytamy: " Gabčik zgodnie z planem wbiegł na jezdnię, jednak broń zawiodła i nie wystrzeliła. Kubiš rzucił z tyłu bombę pod samochód i odłamki trafiły Heydricha, jednocześnie adiutant tego ostatniego, Johannes Klein, rzucił się w pogoń za uciekającym Gabčikiem. W tym samym czasie Heydrich i Kubiš zaczęli strzelać do siebie nawzajem. Bardzo ciężko raniony (pęknięcie śledziony) protektor nie miał siły do walki i wkrótce stracił przytomność, a Kubiš zbiegł. Obaj - Gabčik i Kubiš - uciekli w przekonaniu, iż zamach na Heydricha nie powiódł się". To, że czeskim komandosom udało się go zranić to tylko skutek tego, że Reichsprotektor czuł się w czeskiej stolicy tak pewnie, że jeździł po niej otwartym samochodem bez jakiejkolwiek ochrony. Coś takiego było nie do pomyślenia w Polsce, Jugosławii, Grecji czy nawet w takiej Norwegii... To wiele mówi o skali oporu przeciwko nazizmowi w Czechach.


Flashback: Dies Irae: Stary dureń Benesz



Jak już wspomniałem w poprzednim odcinku tej serii, Benesz zdecydował się  na zamach na Heydricha po to, by sprowokować niemieckie represje przeciwko Czechom. Chciał w ten sposób pokazać, że naród czeski też walczy i cierpi pod okupacją. Zdecydował się na zamach również dlatego, że obawiał, że Heydrich pozbawi go ważnego atutu: dostępu do informacji wywiadowczych z Czarnej Orkiestry. Abwehra jeszcze przed wojną wykorzystywała czechosłowacki wywiad jako kanał przekazywania informacji Brytyjczykom i Francuzom. Heydrich wpadł na trop tego kanału i konsekwentnie szedł "po nitce do kłębka".



Jako bajeczkę dla idiotów należy jednak przyjąć wersję mówiącą, że Benesz samodzielnie zdecydował o zamachu i zorganizował całą imprezę bez wiedzy Brytyjczyków. Ot tak sobie pożyczył od nich samolot i przerzucił swoich komandosów do Pragi... O wszystkim musiała wiedzieć SOE. Brytyjczycy również obawiali się, że Heydrich zniszczy Czarną Orkiestrę i pozbawi ich cennego źródła informacji wywiadowczych.


 W śmierci Heydricha miała też interes oczywiście sama Czarna Orkiestra i Abwehra. Od kilku lat Heydrich polował na zdrajców chcących obalić Hitlera i szukał dowodów na zdradę szefa Abwehry admirała Canarisa. Jak czytamy: "
21 maja 1942 roku (6 dni przed zamachem na Reinharda Heydricha) Canaris przybył do Pragi na zaproszenie Protektora Czech i Moraw. Admirał zaniepokojony był przebiegiem walki Gestapo z czeskim podziemiem oraz aresztowaniem 22 lutego 1942 roku jego podwładnego, szefa praskiej rezydentury Abwehry, Paula Thummela (Thümmel)[40] (ur. 15 stycznia 1902, zm. 20 kwietnia 1945)[41], który był w rzeczywistości agentem o ps. Franta. 2 marca br. uniewinniony został przez sąd w Pradze, ale pozostał pod obserwacją agentów Gestapo. Ponownie aresztowany 22 marca.Podczas spotkania na zamku na Hradczanach Heydrich zarzucił Abwehrze (choć nie atakował bezpośrednio jej szefa) nieudolność, tchórzostwo i zdradę. Canaris, dość niechętnie, zgodził się na podział zadań wywiadowczych między jego organizację i SD. Po powrocie do Berlina poinformował swoich szefów wydziałów, że w ramach czynności służbowych nie powinni stosować się do tych ustaleń.
Odkrycie prawdziwej tożsamości agenta o ps. „Franta” przez Służbę Bezpieczeństwa i jego aresztowanie (22 lutego 1942 r.) groziło dekonspiracją Canarisa. Ponownie groźba dekonspiracji Canarisa wystąpiła 21 marca gdy w zasadzkę wpadł ostatni z Trzech Króli, kapitan Václav Morávek. Dzień później aresztowano ponownie Thummela. Heydrich był gotowy do ostatecznego ataku na Canarisa. Jednakże do niego nie doszło, zmarł 4 czerwca 1942 roku w wyniku ran odniesionych w zamachu w dniu 27 maja br. Canaris wziął udział w jego pogrzebie, do stojącego obok Schellenberga zwrócił się słowami: Mimo wszystko on był wielkim człowiekiem. Straciłem w nim przyjaciela[42]. (…) „W nikczenym zamachu Rzesza straciła dobrego i wielkiego człowieka".

Prywatnie Canaris i Heydrich... przyjaźnili się. Szef RSHA odwiedzał w weekendy szefa Abwehry. Urządzali sobie koncerty - jeden z nich grał na skrzypcach, drugi na fortepianie...



Warto zwrócić uwagę na to, że Heydrich nie został zabity w dniu zamachu. On umarł kilka dni później z ran odniesionych podczas tej strzelaniny. A dokładniej zmarł w wyniku zakażenia rany w szpitalu. Niedbalstwo? Wojenne braki? A może ktoś mu pomógł w zejściu?


Flashback: Pontifex - Mit brennender Sorge

Hitler publicznie obwiniał za śmierć Heydricha papieża Piusa XII. Jak pisałem w serii "Pontifex": "Kontakty niemieckiej opozycji (mającej w dużej mierze konserwatywny, chrześcijański charakter) ze Stolicą Apostolską trwały. Ich owocem były m.in. ostrzeżenia o zbliżającej się inwazji na Europę Zachodnią przekazywane via Watykan zachodnim tajnym służbom.W Niemczech działali pod przykrywką jezuiccy księża będący watykańskimi szpiegami oraz kurierami. Nazistowskie tajne służby deptały im zresztą po piętach. Nie bez powodu nadały siatce konserwatywnych „zdrajców” kryptonim „Schwarze Kapelle”, co tłumaczy się zwykle jako „Czarna Orkiestra”, choć powinno jako „Czarna Kaplica”. SS dopatrywało się udziału watykańskich agentów m.in. w zamachu na Reinharda Heydricha, protektora Czech i Moraw. Funkcjonariusze nazistowskich tajnych służb podejrzewali, że prawosławny kościół w którym schronili się zamachowcy tak naprawdę podlegał Watykanowi. Biskupem tego kościoła był bowiem były ksiądz rzymskokatolicki, który zmienił religię, by być kapelanem rodzin faszystowskiego stowarzyszenia dawnych syberyjskich legionistów. Pacelli dawał zaś wcześniej instrukcje dopuszczające udawanie przez księży katolickich duchownych prawosławnych w pracy misyjnej na Wschodzie. Za wspieranie czeskich zamachowców został stracony m.in. Robert Johannes Albrecht, niemiecki tłumacz wojskowy, który przyznał się, że był jezuitą w przebraniu."


Flashback: Idy Lipcowe - Miasteczko Venlo

W śmierci Heydricha interes miał również... Heinrich Himmler. Nie tylko dlatego, że Heydrich był dla niego niebezpiecznym rywalem skupiającym w swoich rękach coraz większą władzę. Himmler przez całą wojnę próbował zabić Hitlera, przejąć kontrolę nad Rzeszą i zawrzeć pokój z mocarstwami zachodnimi. Miał swoich agentów w niemieckiej opozycji i doskonale zdawał sobie sprawę z podejmowanych przez nią prób dokonania zamachów na Hitlera. Również z zamachu z 20 lipca 1944 r. Nadmierna ciekawość Heydricha mogła popsuć mu tą piramidalną kombinację. Odetchnął więc z ulgą, gdy groźny rywal zmarł.



 Odetchnął z ulgą pewnie również Hitler. Po Anschlussie Austrii to przecież Heydrich dorwał się do akt austriackich tajnych służb dotyczących przeszłości i powiązań rodzinnych Fuehrera. Przypominam, że austriackie służby były przekonane, że ojciec Hitlera był nieślubnym synem Salomona Meyera Rothschilda. A jeśli Heydrich miał na to papiery...

Flashback: Dies Irae: Hitler od NEETa do mandżurskiego kandydata

Tak więc nikt nie lubił Heydricha.

***

A w następnym odcinku zawitamy do francuskiej wioski Oradour i pokażemy jak starożytne sekrety łączą się ze współczesnymi karierami politycznymi.

Everybody clap your hands!