Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mongolia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mongolia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 marca 2025

Wszystko będzie odwrócone?

 


Mam dla antytrumpowych libków teorię: wszystkim steruje nie tyle Putin i FSB/SWR/GRU tylko mongolscy szamani, których moskiewski przywódca się słucha podejmując decyzje. Stąd próba odwrócenia sojuszów i budowania porozumienia amerykańsko-rosyjskiego przeciwko ChRL. Nie jest żadną tajemnicą, że mongolskim szamanom zależy na oderwaniu Mongolii Wewnętrznej, Xinjangu i Tybetu od Chin. A można to się stać jedynie w wyniku III wojny światowej, w trakcie której USA i Rosja będą walczyć przeciwko ChRL. Libki pomyślcie o tym :)

A na poważnie: "odwrócony Kissinger" nie może się udać. Z jednego prostego powodu. Gdy w 1972 r. Nixon spotykał się z Mao w Pekinie, ChRL od ponad dekady była mocno skłócona z ZSRR. Oba kraje stoczyły nawet małą wojnę nad rzeką Ussuri. Obecnie natomiast nie ma żadnych oznak rozluźnienia sojuszu rosyjsko-chińskiego. Chiny mogą irytować się na nieskuteczność działań Rosji, ale nadal ją wspierają, o czym świadczy choćby obecność chińskich żołnierzy - rzekomych "ochotników" - w Donbasie, czy wspólne akcje w rodzaju sabotaży kabli podmorskich na Bałtyku.

Według Generała SWR, kremlowskie Politbiuro nabrało ostatnio wątpliwości, co do porozumienia z USA. Zwątpiło w sprawczość USA - którym nie udało się wymusić rozejmu na Zełenskim - i w to, czy Trump posiada jakikolwiek plan. Propozycje dzielenia stref wpływów w Europie miały wręcz wzbudzić nieufność, że USA chcą podpuścić Rosję do zrobienia czegoś głupiego. Nawet antynatowskie wypowiedzi Trumpa zostały odebrane z podejrzliwością, jako zapowiedź przejścia do modelu relacji, w którym USA będą miały bardziej hegemoniczną pozycję w Europie.

Mieliśmy też ostatnio dwie ciekawe wrzutki. Pierwszą z nich jest przeciek o tym, że USA mogą przenieść swoje wojska z krajów Europy zaniedbujących swoją obronność, do tych, które płacą odpowiednio dużo na zbrojenia. Czy na przykład z Niemiec do Polski. To oczywiście świetna wiadomość dla nas, a Kremlowi na pewno się nie spodoba. To wpisuje się też w zapowiedzi Trumpa ze spotkania z prezydentem Dudą. Drugą wrzutką są wczorajsze słowa Trumpa, że może zaostrzyć sankcje na Rosję.

To, że Ukraina w ostatnich dniach znalazła się chwilowo w dupie jest skutkiem działań karzełka-kokainisty Zełenskiego. Mógł spokojnie poczekać, aż rozmowy USA z Rosją się załamią. A postanowił pajacować. Do jego dotychczasowego zachowania pasuje przysłowie: głaszcz chama to cię kopnie, kop chama, to będzie cię głaskał. 




@mr.editor147 The white House yesterday #donaldtrump #selensky #vance #wolfofwallstreet #usa ♬ original sound - Viral-Videos


 Eurocucki zobowiązały się, że wreszcie zaczną się poważnie zbroić. Von der Leyen łaskawie pozwoliła państwom UE zwiększyć wydatki na ten cel o łącznie 800 mld euro - które nie będą się liczyć do procedury nadmiernego deficytu. 150 mld euro (co to jest!) łaskawie pożyczy na warunkach równie skomplikowanych jak w KPO. Skala zaniedbań do odrobienia jest ogromna, sposób finansowania jest jednym wielkim bullshitem, a Rheinmetall produkuje po 50 Leopardów rocznie. Norwegia swoją partię 54 czołgów ma dostawać ratami, w latach 2026-2031. 50 czołgów to na frontach Ukrainy jest tracone w mniej niż tydzień. Można by oczywiście rozbudować moce przemysłowe - ale nie wówczas, gdy jednocześnie wdraża się kretyński Zielony Ład i krępuje przemysł milionem debilnych regulacji ekologicznych, a wysokie ceny prądu sprawiają, że wszelka produkcja jest nieopłacalna. Europa nie będzie w stanie się obronić, jeśli nie zrezygnuje z ETS, Zielonego Ładu i podobnych idiotyzmów.

Tussk zapowiada "przeszkolenie wojskowe wszystkich dorosłych mężczyzn". Obiecywał też 60 tys. kwoty wolnej od podatku i wiele innych rzeczy. Czas na wymyślenie systemu tych szkoleń dał sobie do końca roku. W polskim necie słychać jednak wzburzenie. "A czemu przeszkoleniem nie będą też objęte kobiety?", "A czemu mam ginąć za Ukrainę?". Ten wkurw młodych mężczyzn może być pożyteczny - uderzy w poparcie dla Czaskowskiego. O przywróceniu poboru przebąkują też Niemcy, więc w necie pojawiła się teoria spiskowa mówiąca, że eurocucki chcą poboru po to, by wysłać buntujących się białych mężczyzn na front. No cóż, w czasie I wojny światowej ówczesne euro-monarcho-cucki kiepsko na tym wyszły. Frontowe doświadczenia zmieniły poczciwych, wierzących w swe rządy Europejczyków w faszystów, nazistów i bolszewików. Może i tym razem będzie podobnie.

Ja mam jednak rozwiązanie salomonowe (morelowe). Wysyłajmy na front nachodźców przypływających do Europy. Są młodzi, energia aż ich rozpiera, potrafią się posługiwać nożami i maczetami, więc mogą się wykazać w okopach pod Toreckiem. Nawiązując do tradycji można co drugiemu dać po starym Mosinie (a koledze magazynek do Mosina) i przegnać ich po polu minowym, nie zapominając o tym, by umieścić za nimi oddziały zaporowe. Ci, co przeżyją taki szturm, zostaną bohaterami. Da im się worek orderów, rentę weterana, mieszkanie a białe liberalne kobiety chętnie podziękują im za ich służbę. No i Netflix nakręci o nich serial - nie będzie nawet musiał zmieniać im koloru skóry.

Pomysł ten już od dawna realizują Rosjanie, chętnie wcielając czarne mięso armatnie do swoich szeregów. Zdarza się, że owi Czarno-Ruscy są przez swoich białych, śniadych i żółtych towarzyszy broni wiązani i wykorzystywani jako przynęty na ukraińskie drony.



Ciekawie, by było gdyby wojna na Ukrainie stała się konfliktem toczonym przez Subsaharyjczyków. Niektóre państwa afrykańskie mogłyby wręcz zwęszyć biznes w dostarczaniu obu stronom na front żołnierzy-niewolników. Później rosyjscy i ukraińscy oligarchowie (czy raczej amerykańskie firmy zarządzające aktywami, które będą inwestować w Rosji i na Ukrainie) mogliby wykorzystać zdemobilizowanych Subsaharyjczyków do zbierania bawełny na plantacjach w Eurazji. I jeszcze w raportach korporacyjnych doliczyliby sobie z tego powodu punkty ESG, za zastosowanie DEI. 

Mamy dzisiaj Dzień Kobiet. W Polsce jest on ostatnio obchodzony głównie za pomocą zalewu złośliwych wpisów i memów wypominającym Polkom nadmierną miłość do nachodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki (co mocno kontrastuje z ich niechęcią do Ukrainek). Ja się natomiast zastanawiam czemu wśród kobiet jest tak wiele masochistek. Nie żeby mi to jakoś przeszkadzało. Lubię masochistki. Są zabawne.







sobota, 28 października 2023

Spotkania z boskimi służkami

 


Dzisiejszy wpis został napisany tuż przed Haloween/Dziadami/Wszystkich Świętych/Dniem Zadusznym. Możecie go traktować jako fikcję literacką, albo jak 100 procentową prawdę. Możecie w nim dostrzegać mieszankę prawdy i zmyśleń. Być może przekazuje Wam coś bardzo ważnego. Być może sobie tylko z Was żartuje. Sam nie jestem w 100 proc. pewny autentyczności poniższej relacji.  Wiem, że jej autor rzeczywiście odwiedzał miejsca, w których byłem. Znam go i uważam go za dosyć wiarygodnego świadka. Dopuszczam jednak możliwość, że mogła go zwieźć wyobraźnia. Inna interpretacja mówi jednak, że niektóre starożytne miejsca kultowe przechowują "informacje" z przeszłości. Wszystko jest energią, także myśli i  emocje ludzi, którzy odwiedzali je przez tysiąclecia.

Wspomniałem, że mam dziwne szczęście do spotykania ezoteryków i okultystów. Zdziwilibyście się czasem kim są osoby interesujące się nadprzyrodzonym. To często prawicowcy, którzy na drodze zawodowej i prywatnej twardo stąpają po ziemi. Taką osobą jest również człowiek, który podzielił się ze mną swoimi doświadczeniami z "nadprzyrodzonym". To wierny czytelnik mojego bloga (który jednak chyba nigdy nie zostawił na nim komentarza). Tak wierny, że czasem podróżuje on w odwiedzane przeze mnie miejsca. Podczas jednej ze swoich wyprawy, jeszcze przed pandemią, pojechał on do Mongolii.





Kilkaset kilometrów na południe od Ułanbaatar, na granicy Pustyni Gobi, znajdują się ruiny buddyjskiego klasztoru Hamrin Hiid. To miejsce, zwane Oczami Shambali. Jest tam brama, na której sugestywnie namalowane są oczy. Legenda mówi, że gdy na nie patrzysz - a jesteś odpowiednią osobą, to możesz przez chwilę zobaczyć królestwo Shambali/Agharty/Shangri-La czyli utopijne państwo leżące w "wewnętrznej Ziemi". Oczywiście Shambala widzi też wówczas Ciebie. Mój znajomy chyba był wtajemniczoną osobą, gdyż podczas patrzenia na te oczy namalowane na bramie rzeczywiście miał krótką wizję. Właściwie to był przebłysk, podobny do tych jakie miał Frank Black w serialu "Milennium". Widział coś, co opisał jako "miasto z białymi wieżami". Unosiły się na nim jakieś cygarokształtne pojazdy. Więcej tam nie zobaczył. 




Jakiś czas później, niezależnie od niego, miejsce to odwiedzał inny mój znajomy, naukowo zajmujący się Mongolią. Przespał się w okolicy i miał ciekawy sen. Też widział miasto z białymi wieżami, widział też jakieś duże drzewo w nocy, wokół którego była zielona poświata (w tle przelatywały sekwencje liczb), widział też coś, co określił jako posąg "tancerki z gołym biustem". Owa "tancerka" przypominała pokazywane w mongolskich muzeach i klasztorach posążki Tary, czyli żeńskiej bodhisattvy miłosierdzia.





Kolejną podróż mój znajomy okultysta odbył do Armenii. Gdy ja tam byłem, poznany przypadkiem w hotelu Polak (też ezoteryk!), wskazał mi miejsce, gdzie "też są Oczy Shambali". To był klasztor Noravanq. A właściwie jego ruiny. Mój znajomy, korzystając z moich wskazówek, dotarł do owych "Oczu Shambali" w jednym z bocznych kościółków w tym kompleksie. Wyglądają one skromniej niż w Mongolii - są tylko detalem architektonicznym, który łatwo jest przeoczyć. By mieć wizję, trzeba dotknąć czołem tych "oczu", dotykając jednocześnie z obu stron dłońmi charakterystycznego rzeźbionego, swastycznego "wiru" (podobnego jak na ormiańskich monetach). Gdy mój czytelnik to zrobił, otrzymał dosyć intensywne "przebłyski". Na początku zobaczył kobietę tańczącą topless. Widział ją od szyi w dół. Miała duży biust i długi naszyjnik z koralikami w kształcie czaszek. Wyglądała bardzo "buddyjsko". Znów zobaczył też miasto z białymi wieżami. Tym razem na niebie nad nim pojawiały się zielonkawe, swastyczne wiry, z których wylatywały cygarokształtne statki. Widział też wielki posąg, przypominający Buddę, który drżał. Zobaczył jak na miasto z białymi wieżami spada deszcz meteorytów. Przerwał wizję, bo zaczęło mocno mu się kręcić w głowie...



Trzecią - najbardziej intensywną wizję - miał w Egipcie. W miejscu będącym częścią starożytnej Mapy Nieba rozciągającej się od Abu Rowasz, poprzez Gizę, Abusir i Sakkarę do Dahszur. (Pisałem o tych miejscach w serii Kemet.) Już idąc wzdłuż starożytnej drogi, miał przebłyski szpalerów strażników (starożytnych shemsu-hor?) stojących po obu jej stronach. Na końcu drogi stały dwie postacie przypominające egipską boską parę - Ozyrysa oraz Izydę. Widział jednak ich sylwetki z daleka, a po chwili one zniknęły. Gdy dotarł na miejsce w pewnym momencie poczuł, że ktoś go trzyma za rękę, w przyjazny sposób. Usiadł na kamiennej płycie i miał wrażenie jakby pod ziemią znajdował się kompleks tuneli. Przez chwilę czuł jakby na tej płycie wzniósł się w powietrze. Zobaczył boginię Izydę. Nie widział jej w sposób "ostry", ale dostrzegł, że miała ona na sobie czerwonawy, łuskowaty kombinezon, z którego rękawów rozpościerały się świetliste skrzydła. Miała też włosy "częściowo rude, częściowo czarne". Towarzyszyły jej służki. Były one ubrane zgodnie ze starożytną egipską modą - czyli były topless. Widok musiał być piękny :) Podczas wizji usłyszał on od Izydy: "Eksperyment zaczął się w Sakkarze". Zobaczył również jak w nocy przez Płaskowyż Gizy przewaliła się ogromna fala wody. Nie był w stanie dostrzec, czy piramidy były wówczas już skończonymi budowlami, czy dopiero je budowano.  

Sam nie wiem, co myśleć o tych wizjach. Zastanawiałem się choćby, czy powtarzająca się tam wizja służek/tancerek topless nie ma na celu "wzmocnienia sygnału", tego by umysł widzącego "złapał połączenie" i "skoncentrował się na nim". Wszak w Egipcie usłyszał on od osoby, która wielokrotnie odwiedzała tamto tajemnicze miejsce: "Tutaj objawia Ci się to, czego najbardziej potrzebujesz". No cóż, kobieca energia, też odgrywa pewną rolę w praktykach ezoterycznych, a niektórzy bardzo dobrze się nią pożywiają. (Casus buddyjskich mnichów otaczających się panienkami wyglądającymi jak luksusowe prostytutki...) 




Motyw boskich służek pozbawionych górnych części garderoby (i zwykle mających pokaźne biusty) występuje m.in. w wierzeniach hinduistycznych i buddyjskich. Takie niebiańskie służki są znane jako apsary. Ich przedstawienia możemy spotkać choćby w Indiach, na Sri Lance, w Kambodży, Wietnamie czy w Indonezji. Najbardziej znane są te z "erotycznych" indyjskich świątyń w Khajuraho


Mamy też je m.in. na freskach w Pałacu Rawany w Sigiriya na Sri Lance. (Rawana był królem, z którym walczył legandarny hinduski heros Rama.) Dziwnym zbiegiem okoliczności, jeśli poprowadzimy linię od klasztoru Noravanq do Hamrin Hiid, i z obu jej końców wyprowadzimy na południe po linii o tej samej długości, to te linie zejdą się na Sri Lance, w okolicach Sigiriya.



A jeśli chodzi o strój bogini Izydy - powyżej macie kopię jej wizerunku z grobowca Setiego I. Podejrzewam jednak, że jej strój został tam "unarodowiony". Podobne suknie - odsłaniające piersi - nosiły wówczas Egipcjanki. (Znajomy ze swojej wizji zapamiętał, że miała ona je zakryte przez kombinezon.)  Służki topless nie były tam niczym niezwykłym. Często wręcz pracowały one całkowicie nago lub w przezroczystych szatach. Ciekawe, czy było to zapożyczenie z boskich dworów? Pamiętajmy, że według Menatona i innych starożytnych autorów, ludzkie dynastie faraonów były w Egipcie poprzedzone dynastiami półboskimi, a te boskimi.


Przypominam również o podobnej modzie kobiecej na minojskiej Krecie... (O tamtejszych starożytnych tajemnicach pisałem w tym wpisie.)



Na starożytnych przedstawieniach Isztar/Asztarte/Aszery, ta bogini miłości i wojny też ma zwykle goły biust.


A wracając do bogini Izydy, niektórzy zwracają uwagę na podobieństwo jej wizerunków z małym Horusem, do wizerunków karmiącej Matki Boskiej. Być może w grę wchodził podobny mechanizm jak w przypadku polskich artystów, którzy po wojnie musieli się przestawić z malowania konnych portretów Marszałka Piłsudskiego na konne portrety marszałka Rokossowskiego. Egipscy koptyjscy artyści zastosowali podobne schematy, a skojarzenie Maryi z Izydą ułatwiało chrystianizację. Oczywiście durni amerykańscy ewengelikalni pastorzy ze zmacdonaldyzowanych "megakościołów" traktują to jako kolejny "dowód" na pogańskość Maryi...


Co ciekawe, gdy pokazałem egipskiemu sufiemu wizerunek rudowłosej Matki Boskiej z Gietrzwałdu, stwierdził, że widział obraz Maryi z podobnymi rudymi włosami w klasztorze na Synaju...



***




Generał SWR napisał, że w czwartek 26 października o godzinie 20.42 Putin zmarł w swojej rezydencji w Wałdaju. Jego ciało wsadzono do zamrażarki, w której chłodziło się jedzenie. Patruszew z resztą bandy zaczął debatować nad podziałem majątku zmarłego i sukcesją. Łukaszenka nagle zaczął zaś mówić o pokoju na Ukrainie i że będzie w nim rozjemcą. 

Generał SWR może oczywiście kłamać "jak naoczny świadek". Wcześniej puszczał przecież mało wiarygodne wiadomości takie jak, że Prigożyn żyje w Wenezueli. Dlaczego jednak nagle postanowił "uśmiercić" Putina? 

Może być tak, że podobnie jak w filmie "Sobowtór" Akiry Kurosawy, martwego władcę będzie zastępował żywy sobowtór. Gdyby jednak śmierć Putina została za jakiś czas (nawet za rok czy dwa) została oficjalnie potwierdzona, to dla nas zła wiadomość. Daje ona bowiem Rosji możliwość "wyjścia z twarzą" z wojny, zrobienia nowym przywódcą jakiegoś Nawalnego, rozpoczęcia kolejnego resetu z Zachodem i zebrania sił na nową wojnę. Wyjaśniałaby też modyfikację amerykańskiej strategii z ostatnich miesięcy. Mam więc nadzieję, że Generał SWR po prostu pisze bzdury. 


niedziela, 27 sierpnia 2017

Mongolia - relacja z wyprawy



Ktoś zauważył w komentarzu pod poprzednim wpisem, że muszę "niezłe gusła odprawiać na wyjazdach", bo moje wyprawy dziwnym trafem zbiegają się ze zgonami osób z nie lubianych przeze mnie opcji politycznych.... No cóż, śmierć Mao zbiegła się akurat z "ultrawymagającym", kilkudniowym rytuałem odprawionym przez Dalajlamę. W dniu śmierci przywódcy ChRL na Dharamsalę spadł deszcz a na niebie pojawiła się tęcza. Dalajlama przyglądał się jej z uśmiechem na ustach. Tak się akurat składa, że podczas wizyty w Mongolii odwiedzałem miejsca związane z lamaizmem, w tym miejsce mocy na skraju pustynii Gobi znane jako "Oczy Szambalii". Jak pisałem na Fejsie:










"Wróciłem z miejsca zwanego Oczami Szamballi - klasztoru Hamriin Hiid na skraju pustyni Gobi. To 8 godzin jazdy autem na południe od Ułanbaatar, za miastem Saishand. Dowiedziałem się o istnieniu tego miejsca zaledwie tydzień temu - od nowego rosyjskiego znajomego. Hamriin Hiid to ruiny starego klasztoru w miejscu mocy oraz nowy klasztor położony w pobliżu. Na bramie wejściowej do starego kompleksu klasztornego są namalowane przymrużone oczy. Legenda mówi, że Wtajemniczeni mogą przez nie zobaczyć Szamballę a Szamballa tego, kto się na nie patrzy. Jako człowiek, który pisał o Szamballi MUSIAŁEM tam pojechać i byłem bardzo podekscytowany, że tam dotarłem. Te oczy rzeczywiście robią niesamowite wrażenie. Nie widziałem fizycznie Szamballi, ale przez mój umysł przechodziły króciutkie przebłyski z jej wyobrażeniami. Cały kompleks wygląda klimatycznie. To plac otoczony białymi stupami, położony na wzgórzu. Wokół widać skalisto-piaszczyste pustkowie. Nad jedną z krawędzi wzgórza znajduje się podwyższenie z buddyjskim kopczykiem modlitewnym. Gdy tam byłem, na miejscu była też grupa mongolskich pielgrzymów. Udekorowali kopczyk niebieską flagą i pod kapliczką z Buddą zaintonowali religijną pieśń. Dziarsko nadawał im rytm jakiś dziadzio robiący za przewodnika. Śpiewał głośniej od całej grupy.Gdy skończyli, wzniosłem okrzyk po polsku: Chwała Szamballi!"






"Do Hamriin Hiid i z powrotem jechałem z miłym, starszym mongolskim kierowcą, który nie znał angielskiego ani rosyjskiego. A jakoś się dogadywaliśmy. :) Przejechaliśmy kawał "Kraju Bogów, ludzi i zwierząt". Niesamowite doświadczenie. Możesz przejechać 100 km jedną z głównych dróg i nie widzieć żadnego ludzkiego osiedla. Wszędzie tylko wzgórza pokryte zieloną trawą - jak w tapecie Windowsa :) A na tej trawie często pasą się zwierzęta. Szczególnie konie, które lubią sobie przebiegać przez jezdnię. Na południu widać czasem snujące się wielbłądy. Pustynia zaczyna się stopniowo - po prostu kępki traw stają się coraz rzadsze a piachu jest coraz więcej."











"Świątynia Chojin Lamy była główną państwową wyrocznią jeszcze w pierwszych latach... komunizmu. Zachowane tam rytualne maski robią wrażenie. Czaszki, demoniczne twarze, wizerunki buddyjskiego piekła, posąg Króla Szambalii dobijającego wroga, zwisające z sufitu zasłonki w kształcie skór zdartych z ludzi... Takiego buddyzmu niestety nie zobaczymy na Zachodzie. Muzeum Pamięci Ofiar Represji Komunistycznych niestety jest zamknięte, ale można obejrzeć z zewnątrz jego siedzibę - drewniany dom premiera Gendena, którego w 1937 r. Sowieci wywieźli wraz z całym rządem do Moskwy i rozstrzelali. Genden nie chciał wykonać rozkazu o czystkach. W muzeum narodowym bardzo ciekawa ekspozycja z dziwaczną narracją. "Komunizm wiele dał Mongolii, tylko nie wiadomo dlaczego ludziom się znudził". Obok munduru Czojbalsana i socrealistycznej sztuki przejmująca rzeźba dotycząca rzezi z 1937 r. Potem mamy ekspozycję poświęconą demokratycznej rewolucji z 1990 r. I znów mądrość etapu, bo demokracja i wolny rynek dobre a socjalizm zły. No cóż, przywódca rewolucji z 1990 r . Zorig był synem komunistycznego ministra i kształcił się w Moskwie. A cała rewolucja była odgórna. Ps. w Muzeum Narodowym jest gablota poświęcona Ungernowi. Choć jest on potępiony jako awanturnik, to prezentują tam jego but i łuski z miejsca ostatniej jego potyczki. Niczym relikwie."











"W 1944 r. znany pożyteczny idiota, wiceprezydent Henry Wallace chciał zobaczyć buddyjski klasztor w komunistycznej Mongolii. Wszystkie klasztory zamknięto w 1937 r., ale dla amerykańskiej szychy zrobiono wyjątek i ponownie otworzono Gandan, najważniejszy klasztor w Ułanbaator. Na pierwszy rzut oka miejsce to robi wrażenie zaniedbanego - zachwyt pojawia się dopiero w głównej świątyni, na widok ogromnego posągu Avalokiteśvary (?) i przejawów wielkiej dewocji mongolskiego ludu. Tutaj młode lasencje nabożnie obracają wałki modlitewne i biją czołem przed świętymi obrazami. Mnisi mruczą swe mantry i biją w instrumenty perkusyjne. Natomiast w pałacu Bogdo-gegena, dawnego teokratycznego władcy Mongolii, jest teraz ciut zakurzone muzeum pełne skarbów kultury. Moją uwagę zwróciły posągi Tary, żeńskiej bodhisatvy z obnażonym biustem (jak na oko, miseczka C) - widać buddyzm ma też takie oblicze. Obok buddyzmu czuć tu też jednak w powietrzu sowietyzm. Odwiedziłem Muzeum Dom Marszałka Żukowa. Oczywiście sporo tam propagandy, ale też ciekawe eksponaty - np. mongolski mundur paradny tego marszałka-rzeźnika. Zupełnie odjechane jest za to muzeum wojska mongolskiego. Niestety pilnowano mnie tam, bym nie robił zdjęć, więc musicie mi wierzyć na słowo, że obrazy przedstawiające podboje mongolskie i drugą wojnę światową są tam po prostu cymesem."







"Pięknie się prezentuje pomnik Dżingis-chana na schodach siedziby rządu mongolskiego. Taki mongolski Lincoln. Fajnie, że mu towarzyszą dwie potężne figury jeźdźców a na placu jest konny pomnik triumfującego Suchebatora. Wokół jednak budowle publiczne w sowieckim stylu z lat 40-tych, trochę wieżowców i buddyjski ogródek. Coś mało tego mitycznego turanizmu. Żadnych piramid z czaszek :) Przed pomnikiem Wodza Mongołów robią sobie kawaii focie dwie mongolskie dziewczyny w wieku studenckim. Turanizm może być przecież cool i sexy. W pobliżu pomnik Zoringa, zabitego przez miejscową ubecką mafię przywódcy protestów z 1990 r. A o rzut kamieniem od niego komunistyczny przywódca Cendebał rozparty na krześle. Jest tu również pomnik Predatora - turanizm da się łączyć z amerykańską popkulturą."












Silnie też są obecne w Mongolii sowieckie wpływy:
"Dzisiaj odwiedziłem górę Zaisan, z której widać dobrą panoramę Ułanbaator a na samym szczycie znajduje się surrealistyczny pomnik sowiecko-mongolskiego braterstwa broni. Są tam niesamowite, totalitarne murale. Jak się przejdziecie dalej po skałkach natraficie na kopczyk kamieni z buddyjskimi flagami modlitewnymi. Na miejscu brakowało tylko Sławomira Zakrzewskiego z transparentem "Koczownicy przestańcie szczuć na Rosję!" :))) A na dole pełen kapitalizm - knajpki dla turystów i dym z mongolskiego grilla zwiewany pod pomnik z czołgiem T-34. Zupełnie jak jakaś ofiara pokarmowa przed pogańskim bożkiem :) Później skoczyłem do muzeum dinozaurów z Gobi. Mała placówka, ale z unikalnymi zbiorami, m.in. tarbosaurus baatar, kuzynem t-rexa. Kawał historii od dinozaurów po Sowietów..."










"Wróciłem z parku narodowego Terej (to tam jest wielki pomnik konny Dżingis-chana). Ładne miejsce: skałki i zielone łąki na których się pasą "kunie, mućki, łowieczki i jaki". Niestety pogoda się popsuła, ale nic straconego, bo miałem okazję przenocować w ger, czyli mongolskim namiocie nazywanym u nas z tureckiego jurtą. Wielu Mongołów - nawet w Ułanbaator - wciąż tak pomieszkuje. Tyle, że w ger mają telewizory z płaskimi ekranami. Powiem, że taki nocleg był całkiem spoko. Piecyk węglowy na środku ger zapewniał przyjemne ciepło. Po 23 nagle słyszę pukanie do drzwi - młody Mongoł chciał po prostu porozmawiać sobie z cudzoziemcem. Rozmowę umililiśmy wódką Dżingis-chan. Mój nowy znajomy okazał się być szamanistą. Wyjaśnił, że okrągły kształt ger jest lepszy niż prostokątny kształt zachodniego mieszkania. Zła energia z zewnątrz gromadzi się w mieszkaniu w kątach, w ger wiruje i wypada na zewnątrz. Mongolscy i syberyjscy szamani posiadali setki lat temu wiedzę o dziedziczeniu chorób, którą zachodnia medycyna zaczęła zgłębiać o wiele później. Co ciekawe szamaniści narzekają na oficjalny buddyzm i jego wpływy kulturowe."

Mongolia jest również ciekawym krajem dla miłośników... znaczków i łamigłówek:





"Międzynarodowe Muzeum Intelektualne w Ułanbaator to placówka niezwykła. Pokazywane są w nim łamigłówki i gry. Niektórymi możecie się pobawić. Tak się akurat składa, że Mongołowie mają bogatą tradycję tworzenia łamigłówek. Muzeum założył artysta-geniusz, który m.in. tworzy niezwykle ozdobne szachy. Można tam zobaczyć m.in. ogromną szachownicę, na której figurami są mongolscy wojownicy, wozy z jurtami i siedzący na tronie Dżingis-chan. Specjalnością tego artysty są również składane drewniane figurki łamigłówki. Koleś był cholernie kreatywny..."






"Mongolia to raj dla filatelistów! Mogą się tutaj nieźle obłowić. Tutejsze znaczki pocztowe są po prostu piękne! Wiele z nich można obejrzeć w muzeum na poczcie głównej w Ułaanbaatar. Zaczyna się od znaczków z lat 20. z rewolucjonistami i Leninem. Potem jest Czojbalsan, a w latach 50. zaczyna się odwilż i następuje eksplozja kreatywności twórców znaczków. Czego tam nie ma: buddyjskie maski, ludowe stroje, przyroda, kosmonauci... W latach 90. kolejna eksplozja talentu: motywy historyczne, buddyjskie, pop kulturowe... Są znaczki z bohaterami Marvela, Elvisem i Janem Pawłem II. Są znaczki ze złotej folii, są znaczki z jedwabiu, holograficzne i "Mandala Pokoju" - największy znaczek świata. Specjaliści mówią, że lepsze znaczki miała tylko Republika Tuwy - ale ona została niestety wcielona do ZSRR w 1944 r."

I na koniec jeszcze spostrzeżenie muzyczne: mongolski gangsta rap wygląda niesamowicie. Poniższy kawałek to OST do jakiegoś ichniego filmu policyjno-gangsterskiego, który wygląda bardzo klimatycznie. Gdyby mongolscy gangsta spotkali w ciemnej uliczce czarnych gangsta z LA, to jak myślicie, jakby się to skończyło? Po ilu sekundach potomkowie wojowników Dżingis-chana rozsmarowaliby Afroamerykanów po chodniku?