Powstanie Warszawskie miało jak najbardziej szansę na zwycięstwo. Warszawa jednak została zburzona dlatego, że kompletny kretyn Mikołajczyk wypaplał Mołotowowi w Moskwie, że w Warszawie AK szykuje zryw. Stalin już 1 sierpnia nad ranem kazał więc zatrzymać natarcie na najważniejszym odcinku frontu wschodniego. Oczywiście później, sowiecka propaganda - a za nią różni moskalofile - wskazywała, że Armia Czerwona "nie była w stanie dojść do Warszawy" ( choć była już w Międzeszynie) bo przegrała "ogromną bitwę pancerną" pod Radzyminem, gdzie straciła kilkanaście czołgów. Moskalofile całkowicie pomijają to, że jeszcze przed wybuchem Powstania przeprawiła się przez Wisłę, na przyczółek warecko-magnuszewski 8 Armia Gwardyjska gen. Czujkowa. Mogła łatwo przeciąć linie komunikacyjne Niemców pod Warszawą - okrążając stolicę od południa i zachodu, tak jak w styczniu 1945 r. Niemcy zorientowali się o tym niebezpieczeństwie dopiero po kilku dniach i dopiero wtedy zaczęli w panice przerzucać siły pancerne - okrężną drogą spod Radzymina przez Modlin - pod Magnuszew. Jeśli mi nie wierzycie, to zajrzyjcie do klasycznej pracy "Powstanie Warszawskie" Jerzego Kirchmayera.
Ów przedwrześniowy oficer, wchodzący w skład Oddziału III KG AK, generał brygady LWP represjonowany w czasach stalinowskich, zamieścił te fakty niszczące oficjalną narrację w swojej książce w sposób bardzo inteligentny - w przypisach! Przyznał w nich m.in,, że wywiad AK szybko - szybciej niż Niemcy - zorientował się w tym, że Sowieci utworzyli przyczółek. Kilka dni wcześniej, decydenci z KG AK jednogłośnie uznali, że warunkiem militarnym wybuchu powstania będzie ruszenie sowieckiej ofensywy z tego spodziewanego przyczółku. Ofensywa miała ruszyć. Rokossowski chciał zdobyć Warszawę w pierwszych dniach sierpnia. Tylko Stalin mu zakazał.
Odsyłam choćby do artykułu Waszego Ulubionego Autora. (Przypominam też jego artykuł o szansach na dużo większe lotnicze wsparcie dla Powstania.)
Problemem było nie to, że planowano wywołać powstanie w Warszawie, ale to, że wywołano je PRZEDWCZEŚNIE.
Odpowiedzialnymi za PRZEDWCZESNE rozpoczęcie Bitwy o Warszawę byli: Chruściel z Rzepeckim, którzy wspólnie spiskowali i dezinformowali Bora-Komorowskiego w kwestii postępów sił sowieckich. Robili to, bo chcieli skoordynować wybuch Powstania z wizytą Mikołajczyka w Moskwie. Obaj byli zwolennikami Mikołajczyka, darzącymi niechęcią sanację.
Względy polityczne przesądziły też o zmianie miejsca stacjonowania KG AK w pierwszych dniach Powstania. Początkowo planowano, że będzie ono na Mokotowie, w jednej z tamtejszych willi. Na miejscu były przygotowane cztery radiostacje. Sprawdzono ich działanie. Bronić dowództwa miał pułk "Baszta" wraz z oddziałami Kedywu. Na kilka dni przed Powstaniem zdecydowano się przenieść jednak kwaterę główną do Fabryki Kammlera na Woli. Trzeba było tam szybko dostarczyć środki łączności. Już na miejscu okazało się, że radiostacja źle działa w tym fabrycznym otoczeniu - zakłócenia były zbyt duże. 1 sierpnia, jeszcze przed godziną "W" doszło do przypadkowego starcia z Niemcami pod tą fabryką. Dowództwo AK było bezpośrednio zagrożone, ale na odsiecz szli mu żołnierze batalionu "Miotła". Miejsce zbiórki sił Kedywu przesunięto z Mokotowa na Wolę, co bardzo mocno wpłynęło później na przebieg Powstania.
Dlaczego zdecydowano się na taką przeprowadzkę Komendy Głównej? Dlatego, że spodziewano się, że po wejściu Sowietów do Warszawy i braku porozumienia politycznego z nimi, KG AK będzie się przed nimi broniła w zabudowaniach Fabryki Kammlera. Willa na Mokotowie słabo się zaś nadawała na miejsce takiego "Alamo".
KG AK zdołała wysłać do Londynu i sił w kraju meldunki o wybuchu Powstania dopiero następnego dnia. 1 sierpnia wieczorem "Monter" Chruściel obserwując z dachu dymy, łuny pożarów i nasłuchując odgłosów strzelaniny w Warszawie był zadowolony. Widział też bowiem polskie flagi wywieszane w różnych punktach miasta. W tej chwili nie miał technicznych możliwości dowodzenia walką. Nie obchodziło go, czy punkty X, Y i budynek Z zostały zdobyte przez powstańców. W obliczu rychłego wejścia Sowietów do miasta, to nie miało znaczenie. Ważne, że w mieście doszło do rewolucji, w trakcie której Polacy sami wyzwolili jego część i ustanowili swoje władze. Ważne, że doszło do chaosu.
Czemu sądzę, że to właśnie on myślał? Bo taką teorię postawił inny historyk Powstania Antoni Przygoński. Był on komunistą: dyplomatą i partyjnym historykiem. W 1980 r. wyszła jego dwutomowa monografia "Powstanie Warszawskie w sierpniu 1944 roku". Z jakiegoś powodu została ona przetrzymana przez 10 lat przez cenzurę. Mimo, że Przygoński wyraźnie obsadzał dowództwo AK oraz jego politycznych zwierzchników w roli tych złych, "nieodpowiedzialnych". Jeśli jednak z jego dzieła przefiltruje się komunistyczną narrację, to otrzyma się bardzo solidną monografię. Przygoński zwrócił bowiem uwagę na szczegóły pomijane przez innych historyków.
Z książki Przygońskiego można się więc dowiedzieć, że "Monter" nie chciał, by budowano barykady na głównych trasach przelotowych miasta - w Alejach Jerozolimskich i na ulicy Wolskiej. Uważał bowiem, że te drogi należy zostawić wolne, tak by Niemcy mogli się szybko wycofać w chwili sowieckiego natarcia. To oczywiście miałoby sens, gdyby Sowieci kontynuowali ofensywę, zgodnie z wcześniejszymi planami Rokosowskiego. Niemcy w ciągu kilku dni ściągnęli jednak siły do pacyfikacji miasta, a te arterie stanowiły dla nich niemal otwarte drzwi. Niemal, bo zaczęto je spontanicznie grodzić barykadami. W Alejach Jerozolimskich spełniły one swoją rolę - wraz z opanowanym Dworcem Pocztowym - niemal blokując tę trasę. (Wcześniej natarcie idące Grójecką w Aleje przyblokowały dwie powstańcze reduty na Ochocie - Barska i Wawelska.) Na Woli, barykady na głównych arteriach były obsadzone słabiej - broniły ich lokalne siły AK (słabo uzbrojone, o niepełnych stanach i skrwawione po pierwszym boju), wspólnie z OW PPS (podporządkowanymi AK) oraz lokalnym oddziałem AL (którego część stanowili akowcy, którzy tam wcześniej przeszli w dziwnych okolicznościach).
W pobliżu stało jednak duże, elitarne zgrupowanie Kedywu. Bataliony "Zośka", "Parasol", "Miotła", "Pięść", "Czata" - Zgrupowanie "Radosław". Stało ono jednak na północ od głównej linii niemieckiego ataku, w rejonie cmentarzy protestanckich i blisko KG AK. To były siły stanowczo zbyt duże jak na ochronę dowództwa. Wsławiły się one w następnych dniach w walkach na Woli - m.in. zdobywając dwie Pantery i wyzwalając Gęsiówkę (KL-Warschau). Nie blokowały one jednak wroga wzdłuż głównej osi natarcia. Dlaczego je więc tam ustawiono?
Przygoński wyraźnie wskazywał, że chodziło o możliwość stawienia przez te siły oporu Sowietom lub realizację scenariusza przewidującego uratowanie przez Sowietami najlepszych sił warszawskiej AK poprzez wyprowadzenie ich do Kampinosu. Wariant z wyjściem Zgrupowania Radosław do Kampinosu był wielokrotnie omawiany podczas walk na Woli i Muranowie, a wracano do niego przed ewakuacją Starówki. Wówczas ustawienie sił Kedywu w tym miejscu, bliżej Powązek, miało jak najbardziej sens. Za Powązkami zaczynały się już tereny podmiejskie, przez które polskie oddziały mogły w ciągu sierpnia dosyć swobodnie przemieszczać się w nocy.
Główne uderzenie niemieckie poszło jednak ulicą Chłodną. Prowadziły je osławione oddziały Dirlewangera, a przeciwko sobie miały - oprócz wspomnianych wyżej lokalnych sił wolskich - oddziały Gustawa Bilewicza "Sosny" (również dosyć słabe). Natarcie szło w stronę Pałacu Saskiego, gdzie była niemiecka komendatura Warszawy (odcięta od reszty miasta). W większości książek owo natarcie jest źle datowane. Przygoński szczegółowo je jednak odtworzył, pisząc o ciężkich walkach, w których nasze siły próbowały je powstrzymać. Choć dużą rolę odegrał w nich oddział AL z Woli - nie specjalnie je upamiętniano w PRL i niemal zupełnie nie pamięta się o nich obecnie. Nasze siły zostały zepchnięte na Starówkę, którą uderzenie Dirlewangera odcięło od Śródmieścia Północnego. Dalsze niemieckie natarcia zostały jednak zablokowane przez Batalion "Nałęcz" z Korpusu Bezpieczeństwa, broniący m.in. Reduty Kanoniczek, Pałacu Jabłonowskich i Pałacu Radziwiłów. Gdyby jednak na drodze niemieckiego natarcia stanęło 5 i 6 sierpnia Zgrupowanie "Radosław", Niemcom nie udałoby się wówczas przebić do Placu Saskiego. Ich postępy opóźniłyby się być może o tydzień - jeśli nie dłużej. Wolskie oddziały kapitana "Hala", zepchnięte do Śródmiejskiej Dzielnicy Przemysłowej (obecnie stanowiącej część dzielnicy Wola) broniły się przecież twardo na tym terenie aż do kapitulacji Powstania. Niemiecka komendantura miasta mogła po tygodniu skapitulować z głodu lub próbować desperacko się przebić...
Czy dało się jednak zapobiec rzezi Woli? Byłoby to niezwykle trudne, nawet przy ustawieniu Zgrupowania "Radosław" na głównej osi niemieckiego natarcia. Dużą część tego ludobójstwa przeprowadzono bowiem na terenach, które nie były objęte zasięgiem Powstania - na obszarach na zachód o linii kolejowej. Niemcy metodycznie mordowali, zaczynając od pierwszych domów przy rogatkach miejskich. Mordów dokonywała głównie nie tyle SS, co niemiecka policja - zarówno volksdeutsche z Wielkopolski (często uczestnicy masowych mordów na Polakach w 1939 r.) i "podludzie" z formacji wschodnich. W czasie gdy esesmani-skazańcy od Dirlewangera byli zajęci walką (ale też "przy okazji" popełniali zbrodnie), największą część masowych rozstrzeliwań i gwałtów wzięły na siebie jednostki policyjne.
Szans na obronienie ludności zachodniej części Woli nie było. Postawienie Zgrupowania "Radosław" na osiach Chłodnej i Wolskiej pozwoliłoby jednak na uchronienie dużej części ludności wschodniej części Woli. "Twardy front" mógł się na wiele tygodni ustalić na linii ulicy Młynarskiej. Oczywiście, gdyby Sowieci nie zatrzymali ofensywy, rzezi Woli by nie było - bo Niemcy uciekaliby w panice z miasta, by się wyrwać z okrążenia, a jeśliby Himmler skierował policyjną odsiecz, to zostałaby ona rozbita pewnie gdzieś w okolicach Błonia czy Ożarowa.
***
Kilka dni temu stanęliśmy w obliczu eskalacji wojny ukraińsko-irańskiej. Po tym jak Ukraińcy uderzyli na Morzu Kaspijskim w statki za rosyjskim wsparciem dla Iranu, teherański reżim rozważał odwetowe uderzenie rakietowe w Odessę. No cóż, irański reżim chciałby mieć więcej wrogów, więc uderzył (dronem wysłanym przez Hezbollah) ostatnio też w statek z LNG w egipskim porcie Damietta, a także groził wojną Wielkiej Brytanii oraz... Bułgarii. Tolerancja USA i społeczności międzynarodowej wobec tego reżimu jest wręcz anielska - kampania bombardowań dekapitacyjnych powinna zostać już dawno wznowiona. Na razie jest ona prowadzona na mniejszą skalę w Iraku, gdzie giną wysocy rangą oficerowie Korpusu Strażników Rewolucji oraz lokalni gówno-szyiccy metroseksualni terroryści z dziwnymi fryzurami.
Weaponized migration in Spain pic.twitter.com/wXgK1A0N71
— PsyopAnime (@PsyopAnime) July 31, 2026








Ukraińcy przegrzali kampanię jak to ich w Polsce prześladują... będzie kontrskuteczna.
OdpowiedzUsuńGdzieś wczoraj padły jakieś dane ilu Ukraińców ma już polskie obywatelstwo, ilu się ubiega, ilu planuje a ilu nie planuje - dla Ukrainy większa katastrofa niż straty ludzkie na froncie. Zostaje mieć sensowną ofertę dla tych którzy są dla Polski przydatni i odsiać tych sprawiających problemy.
I chyba będzie w Polsce łatwiej o soliankę, pielmieni (całkiem smaczne); nie polecam zup serwowanych na sposób ukraiński - kleks ze śmietany zamiast zagotowania ze śmietaną.
TT
Folksdojcze i ukrofile z Warszawy będą tolerować największy syf, jednocześnie nasyłając psiarnię na Polaków którzy się przed nim bronią. Nie należy mnożyć potencjalnych problemów. Wszystkie ukraki płci męskiej powinny być deportowane na front w Donbasie.
Usuń@TT Ten kleks w barszczu jest faktycznie niesmaczny, ale ratuje go wkładka mięsna, jakiej w barszczach z polskich barów nie uświadczysz. W jarzynowej są dla odmiany wszystkie dostępne warzywa, co czyni ją bardziej pożywną.
UsuńWidzę Fox, że przyłączasz się do trolli Griszy Brauna i Olgino. Te filmiki nie pokazują tylko "jakichś żuli" ale i nakoksowanych patusów z Polski, którzy już od dawna szykowali różne akcje przeciw Ukraińcom. Tyl trzech lumpów z Wrocławia było już od dłuższego czasu naszykowanych na akcję. Znaleźli ofiarę i "bohatersko" w trójkę skatowali człowieka i podcięli gardło dziewczynie. Oczywiście ruskie bydło od konfederactwa momentalnie zaczęło głosić fejki, że rzekomo zostali sprowokowani a że trolle mają zasięgi i część narodu jest genetycznie upośledzona to wieść się niesie. Dziwi mnie tylko że ty się do tego przyłączasz. Dr Targalski jeśli patrzy na ciebie z zaświatów to chyba za głowę się łapie. Ja sam nie raz promowałem twój blog linkami na różnych stronach, ale z tym koniec bo zaczyna niestety walić od ciebie onucą. Tak onucą, bo to się dzieje w sieci to zorganizowana akcja Moskwy robiona rękoma ich trolli oraz zasobów Brauna, żeby wywołać większą tragedię przylepić Polsce łatkę szowinistycznych popierdoleńców. Oczywiście Ukraińcy zaczną wtedy uciekać, a kraje Zachodu się ucieszą że dostaną wreszcie wartościowych, białych migrantów.
OdpowiedzUsuńP.S. Zwiększona ilość filmików to właśnie sprawa mocnego pobudzenia hołoty w sieci przez trolli. "Gratuluję" ci Foxie do dołączenia do "doborowego" towarzystwa z Braunem i Olszańskim.
Słyszałem że ukrofilię można wyleczyć prądem elektrycznym o dostatecznie dużym napięciu.
Usuń@Anonimowy Braun ci do dupy wsadza elektrodę o dużym napięciu?
UsuńSzczęść Boże. Widać że blog zdobywa zasięgi. Koledzy z discorda nafo czy z myrotworec?
UsuńTej prowokatorce, która dzień po akcji nie ma śladów?
UsuńIdź być idiota gdzie indziej.
Zapomniałeś NAFOcfellu niedojebanego pieska w awatar wstawić. POpraw się.
Usuńolszański i ten świński ryj piskorski to cwele
UsuńNAFO - nie uczestniczę, ale widziałem jak pokazują kacapskie straty. Nie dziwne zatem, że fani Brauna mają ból dupy, że ich ukochana Kacapia też dostaje wpierdziel i inni się o tym dowiadują. Czego innego się spodziewać po narodowcach narodu rosyjskiego i zwykłych putinowych szmatach? Nie pozdrawiam was kolaboranckie gnojki.
UsuńPodcięli gardło dziewczynie? To już by nie żyła. Na filmie widać, że dostała pięścią. Nie ma tam śladu podcinania gardła.
UsuńTypowe banderopitki. Kłamią, ile się da.
Usuń"Choć dużą rolę odegrał w nich oddział AL z Woli - nie specjalnie je upamiętniano w PRL i niemal zupełnie nie pamięta się o nich obecnie" - Czemu w PRL nie?
OdpowiedzUsuńMoże dlatego, że po 1948 r. sporo tych z warszawskiej AL trafiło do więzienia na Rakowieckiej... (Oczywiście część z nich była też ubekami.)
UsuńUkry-srukry.
OdpowiedzUsuńLepsi oni niz jety od Brauniarzy-putinistow.
I jebac patusow / koksiarzy.
Fox pogodził wszystkich: można jebać Ukrów, Ruskich, Izrael, Palestynę, NAFOcweli i brauniarzy - wszyscy oni są ch... warci :)
UsuńA Pomaranczowego?
UsuńJak juz bedzie koalicja z Braunem to beda wpisy pt dlaczego Manjeet jest lepszy od Maksyma.
"W pełni się zgadzam z sunnitami, że szyizm nie jest prawdziwym islamem"
OdpowiedzUsuń- łopianie! muj borze!
W takich okolicznościach muszę się w pełni zgodzić z bolszewikami, że mienszewicy nie są prawdziwymi komunistami.
A, jeszcze się muszę zgodzić z SS na temat prawdziwości SA.
"Powstanie Warszawskie miało jak najbardziej szansę na zwycięstwo."
OdpowiedzUsuńTak. Przed 22 lipca, gdy w Lublinie powstał KOlaboracyjny "rząd" stalinowski. I pod warunkiem dogadania się ze szwabami, jak nie w samej centrali, to choć z lokalnym dowództwem.
Nawiasem mówiąc rzeź Warszawy dobitnie pokazuje, że szwaby to naród debili z silnym instynktem stadnym. Powstanie na kilka miesięcy zatrzymało główny odcinek kacapskiego natarcia. Należało je pielęgnować, strzelać niecelnie, żadnych bombardowań, zapewnić powstańcom wszelką pomoc militarną i humanitarną. Żeby trwało jak najdłużej. Przynajmniej do czasu aż Patton wejdzie do Wrocławia.