Wywołanie paniki w Polsce jest bardzo proste. Wystarczy paru gówniarzy z nożami. Nawet tylko dwóch zjebów, którzy kogoś zaatakują w szkołach. Następnie połączy się z nimi wszystkie podejrzane incydenty (zarówno działania różnych świrów jak i bandyckie napady), odpowiednio podkręci w mediach i mamy tabuny rodziców bojących się wysyłać dzieci do szkoły, rząd wysyłający policję do patrolowania szkół oraz nawoływania, by cenzurować internet i zakazywać posiadania noży. A do tego syreny alarmowe wyjące co godzinę w ramach "testów" i kretyńskie alerty RCB.
Szczytem wszystkiego było odgrzebanie przez dziadersa Tusska starożytnej narracji o "brutalnych grach" będących rzekomo przyczyną masakr szkolnych. Może by to pyknęło ćwierć wieku temu - grało się wówczas w Baldur's Gate, Mytha, Dooma, Quake'a, Counterstrike'a, pierwsze GTA czy Carmagedon. Teraz takich gier już nie robią... Co Tussk wskazał jako przykład straszliwej, ociekającej krwią i flakami gry? Minecraft. Grę w której układasz klocki. To jest tak idiotyczne, że chyba mu to Maciej Giertych podpowiedział. (Koleś zapewne nigdy w nic nie grał, więc podpowiem mu spokojną, pozbawioną brutalności grę: Postal. Tam wykonujesz misje w stylu: kup mleko, czy zanieś papierek do urzędu. :) Dziwię się, że nie zaczął straszyć demonicznymi pokemonami i Marylinem Mansonem. Ciut żenujące jest to, że boomerstwo tak łatwo przeszło od deklarowania chęci wysyłania młodych ludzi w kamasze do bóldupienia o to, że młodzi grają w gry, w których wcielają się w żołnierzy i strzelają do innych.
Oczywiście Tussk, nie mógł zmarnować okazji i zaczął znów stręczyć wprowadzenie cenzury internetu. Bo rzekomo bez niej nie będą w stanie zapobiegać masakrom w szkołach. Starszą panią, która napisała Owsiakowi "giń człowieku!" zlokalizowali błyskawicznie. Podobnie jak tego dziadzia, który rzekomo przygotowywał "zamach" na Tusska. Ale internetowych scamerów, ruskich dywersantów i pedofilów jakoś nie mogą zlokalizować. I jojczą, że za poprzedniego rządu za pomocą Pegasusa podsłuchiwano Rubcowa, ruskich dywersantów i Kokodziejczaka. Przynajmniej nie było wtedy szkolnych masakr i wymyślonych przez służby "zamachów", a jeśli chodzi o inwigilację Pegasusem, to się zgodzę, że była skandaliczna. Było jej skandalicznie za mało! Kokodziejczakowi to trzeba było zamontować kamerkę na katechonie, by wszyscy zobaczyli jak podawał kokainę "przez śluzówkę"...
Na zaprzyjaźnionym blogu Zapiski Czynione po Drodze opisano jak rosyjscy eksperci od psychomanipulacji internetowej inspirowali u siebie szkolne masakry - w ramach testów. My mieliśmy jednak w ciągu ostatnich 10 lat wiele przykładów podobnych psychomanipulacji. Znaczna część tego skretyniałego społeczeństwa znajdowała się w stanie indukowanej histerii. Libki wpadały w nią z powodu martwej wiewiórki na pniu drzewa, strzelania do dzików (!) czy zmiany zasad poruszania się dziennikarzy po Sejmie. Strzałem w dziesiątkę okazało się sięgnięcie przez rosyjskich specjalistów od psychomanipulacji po kwestię aborcji. Było to dla nich łatwe, gdyż mieli swoją agenturę wpływu zarówno wśród Strajku K..., jak i w środowiskach pro-life. (Po co towarzyszka Suchanow jeździła do Moskwy? Dlaczego Lempart nazywała polskich żołnierzy "mordercami w mundurach"? Dlaczego Dzierżawski zajął się wzywaniem do zakończenia wojny na Ukrainie?) Histeria dotycząca aborcji okazała się szczególnie silna, gdyż jesteśmy społeczeństwem kukoldów, stawiającym w centrum życia rodzinnego i społecznego kobietę, nadmiernie ją idealizującym i gotowym do spełnienia wszystkich jej zachcianek. W latach 2021-2022 byliśmy krajem autentycznie zagrożonym wojną wywołaną przez Rosję, a co było w centrum debaty publicznej w latach 2021-2022? Aborcja. Problem pod względem statystycznym marginalny. Dla 60-letnich lampucer oraz imprezowych Julek, śliniących się do ciapersów zza białoruskiej granicy, był to jednak problem egzystencjalny, wręcz metafizyczny.
"Ojejeju, jeju! Umrę w trakcie porodu!" - joczyły Julki. Trzeba było im odpowiedzieć: "W polskiej służbie zdrowia możesz umrzeć na tysiąc sposobów. Nie przejmuj się więc porodem. Jest dużo większe prawdopodobieństwo, że zdechniesz na SORze. A i tak twój zgon będzie tylko jedną jednostką statystyczną, bo twoje życie absolutnie nic nie wnosi do społeczeństwa, ani do historii".
Mądrym posunięciem ze strony rosyjskich specjalistów od psychomanipulacji jest również uderzanie w inny czuły punkt naszego skretyniałego społeczeństwa - w dzieci. To przez dzieci "nie możemy mieć ładnych rzeczy". Jesteśmy jednym z najbardziej rozbrojonych narodów w Europie. Za każdym razem, gdy ktoś postuluje poszerzenie dostępu do broni palnej, jest uciszany argumentem: "Chcesz szkolnych strzelanin takich jak w USA?". Odpowiada wówczas merytorycznie, przytaczając statystyki obalające hoplofobiczne mity, ale jego argumenty giną w pisku 60-letnich Grażynek. Dominuje więc w narodzie postawa wyrażona najlepiej przez byłą premier Ewę Kopacz: "Jestem kobietą i wolę się zamknąć w domu, jak ktoś biega z nożem po ulicy". Kwestią ochrony dzieci przez brutalnymi treściami i pornografią (ale tylko tą heteroseksualną!) uzasadniane są również wszelkiego rodzaju projekty cenzurowania internetu. (Przykładem na to jest działalność prawicowego kukoldowskiego Stowarzyszenia Twoja Sprawa, które od lat postuluje wprowadzenie w Polsce cenzury w stylu brytyjskim. A przeciwko Netflixowi i propagandzie transów jakoś głośno ono nie protestuje...) Kupując w kasie samoobsługowej energetyka musisz czekać na panią z obsługi na potwierdzenie wieku - bo inaczej jakiś dzieciak kupiłby puszkę takiego napoju i się po niej posrał.... Troską o dzieci można uzasadnić nawet największe legislacyjne gnioty, takie jak Ustawa Debilka.
Napiszę rzecz niepopularną: zbytnio się dziećmi przejmujemy. W tradycji konfucjańskiej z tonącego okrętu ratuje się w pierwszej kolejności starców, bo ich doświadczenie jest niezastąpione. Dzieci są ratowane na końcu - bo jeszcze nic nie wiedzą, a jak zginą, to można zrobić nowe. No i Chińczyków jest miliard... Pamiętam jak kiedyś małą gównoburzę wywołały nalepki z tekstem "Twoje dziecko umrze". Mało kto doczytywał dalszy ciąg: "Tak jak my wszyscy".
W pierwszym okresie wojny na Ukrainie irytowała mnie maniera podawania przez media, że w rosyjskich atakach zginęło "tyle i tyle dzieci". Nie mówiono o stratach wśród żołnierzy, w sprzęcie, czy infrastrukturze. Tylko o dzieciach. A tymczasem dla Ukrainy było korzystniej, gdy rosyjskie rakiety uderzały w przedszkola i szpitale położnicze, a nie w strategiczne mosty czy podstacje energetyczne. Fakt życia lub śmierci dzieci i kobiet na zapleczu nie miał bowiem żadnego znaczenia dla działań wojennych, a mógł być wykorzystywany w propagandzie pokazującej, że Moskale to barbarzyńcy. Napiszę cynicznie: gdyby rosyjska rakieta leciała ku Warszawie, wolałbym by trafiła w dom samotnej matki, a nie w elektrociepłownię "Kawęczyn".
Oczywiście takie cyniczne, "turańskie", obce syfilizacji judeo-łacińskiej i kukoldowskiej tradycji rycerskiej myślenie jest obce Polaczkom. Oni wciąż żyją w dawnych, boomersko-romantycznych czasach (czy raczej w ich mglistym, wyidealizowanym wspomnieniu). W czasach gdy na Titanicu elegancko puszczano przodem kobiety i dzieci do szalup ratunkowych, a w lodowatej wodzie zginęło wielu wartościowych mężczyzn - w tym John Jacob Astor IV i Benjamin Guggenheim. (Co ponoć zlikwidowało opozycję wobec powstania Rezerwy Federalnej). Zasada "mężczyźni ostatni opuszczają pokład" zawsze mnie dziwiła. Wyobraźmy sobie, że na tonącym statku mamy starego profesora bliskiego odkrycia lekarstwa na raka i bezdzietną dziewczynę przekładającą papierki w korpo, której jedynym zainteresowaniem jest oglądanie Netflixa. Zgodnie z tą kukoldowsko-rycerską zasadą, profesor ma się utopić, a bezwartościowa korpolasencja przeżyć. (Gdyby jednak był wybór pomiędzy Romciem Kuźniarem a Mróz-Gorgoniową, to oczywiście ratowałbym Mróz-Gorgoniową. Jest ona równie bezwartościowa dla nauki jak Kuźniar, ale przynajmniej dostarcza ludziom rozrywki - można się z niej pośmiać.)
Kobiety traktowano z taką troską i zwyczajowo starano się je oszczędzać w czasie wojen, bo były wąskim gardłem przetrwania gatunku. Bez kobiet nie ma przecież dzieci. O ile mężczyzna jest w stanie zapłodnić niezliczone tabuny niewiast, to kobieta jest w stanie swojego całego życia urodzić, z dużym wysiłkiem, najwyżej kilkanaścioro dzieci. Ten fakt jest również obecnie podstawowym argumentem za tym, by kobiet nie wcielać do armii, a w razie wojny ewakuować. Ów argument już się jednak mocno zdezaktualizował. Dzisiaj kobiety nie rodzą już po 5 czy 10 dzieci. Rodzą po jedno, dwoje lub coraz częściej: zero. W ten sposób nie odbudują populacji po wojnie. Jeśli nie zamknie się przed nimi granic w czasie konfliktu, to wyjadą na Zachód i będą mieć tam dzieci z bezdomnymi Murzynami, ciapersami czy Hindusami. Dużo łatwiej odbudować demografię pozwalając, by jeden mężczyzna mógł zapłodnić (bez konieczności płacenia alimentów!) nawet i 150 sprowadzonych Filipinek czy Wenezuelek. Niektórzy się oburzą na takie "rozwadnianie krwi narodu", ale niech zwrócą uwagę na historyczne przykłady. Turcy przetrwali jako naród biorąc sobie kobiety z zewnątrz. Gdy mieszkali w pobliżu Chin mieli skośne oczy, a obecnie są biali a wielu z nich ma greckie, słowiańskie czy ormiańskie rysy twarzy. Zachowali jednak swoją kulturę, tożsamość i język. Hiszpanie rozszerzyli zasięg swojego języka i kultury na trzy kontynenty - łącząc się z miejscowymi kobietami. W nie tak odległej przyszłości dojdzie również opcja designerskich seksrobotów oraz zaprojektowanych genetycznie dzieci ze sztucznych macic. AI oraz roboty wykoszą też tyle miejsc pracy, że ludzi będzie po prostu zbyt dużo.
Nie dramatyzujmy więc z powodu aborcji. Ostatnio rozwalił mnie krótki klip z debaty studenckiej w USA. Jakaś Julka argumentowała, że w wyniku aborcji spadła przestępczość. Jej prawicowy dyskutant uświadomił jej natomiast, że znaczna większość aborcji w USA jest przeprowadzana u czarnych kobiet... Naprawdę nie mamy powodu, by zwalczać aborcję w Niemczech, Rosji, na Bliskim Wschodzie czy w Afryce. U nas jak najbardziej tak - jeśli w jej wyniku są zabijane zdrowe dzieci. Emocje społeczne wywołuje oczywiście kwestia aborcji/zabijania dzieci niepełnosprawnych. To dziwne, bo IQ u niektórych osób z zespołem Downa dochodzi do 70, więc bywa wyższe niż średnia dla niemal wszystkich krajów Afryki Subsaharyjskiej. Ponadto człowiek z taką przypadłością genetyczną nikogo nie napadnie, nie okradnie, ani nie będzie podpalał samochodów w czasie zamieszek. Życie typowej osoby z zespołem Downa jest więc 1000 razy bardziej wartościowe od życia typowego uczestnika imigranckich zamieszek w Paryżu. Julki jednak na widok Subsaharyjczyków się ślinią i są gotowe rodzić małych Georgów Floydów, ale myśl o urodzeniu Downa je przeraża...
Oczywiście wszyscy tak się przejmują "kaszojadami" ich psychicznym komfortem w szkołach, ale zupełnie ich nie obchodzi degradacja systemu edukacji. Degradacja celowa oraz postępująca w Polsce i na Zachodzie według planu przewidującego, że szkoła ma być miejscem nie tyle zdobywania wiedzy, co tresowania do konformizmu społecznego. Ponieważ w każdym społeczeństwie większość stanowią idioci, to szkoły publiczne są tak zaprojektowane, by mądre i utalentowane dzieci równały do masy kretynów. Ciekawie o tym pisał ostatnio w "Rz" Tomasz Derecki:
"ta zbieżność nie jest przypadkowa, lecz jest efektem polityki realizowanej konsekwentnie od lat na całym Zachodzie. Polega ona na degradacji edukacji publicznej do roli ośrodków psychologiczno-pedagogicznych w oparciu o zasadę „róbta, co chceta”.
Gdyby chodziło o prosty błąd, wystarczyłoby przeprosić i zmienić politykę oświatową. Tymczasem kolejne rządy z różnych opcji politycznych z niebywałą determinacją kontynuują przebudowę edukacji publicznej. Gotowe są nawet przy tym zapłacić wysoką cenę w postaci protestów młodzieżowych, wzrostu agresji, demoralizacji i obniżenia poziomu społeczeństwa. (...)
Być może nie jest to świadome działanie na szkodę społeczeństwa. Może to tylko uboczny skutek totalnej niekompetencji wybieralnych polityków demokratycznych, biurokratycznej inercji państwa oraz wypaczonego pragmatyzmu opartego na przekonaniu, że obniżanie wymagań szkolnych jest popierane przez wyborców. Nawet jeżeli tak jest i nie ma w tym premedytacji, nadal postrzegam niszczenie edukacji jako spisek przeciwko społeczeństwu.
Bowiem edukacja publiczna została pomyślana jako mechanizm umożliwiający awans społeczny. Czyli coś w rodzaju wentyla bezpieczeństwa dla niższych warstw społecznych. Chłop, któremu udało się zdobyć wyższe wykształcenie, awansował do grona inteligencji. Znaczny odsetek współczesnych polskich elit pochodzi z takiego właśnie awansu. I teraz ta droga awansu społecznego staje się coraz bardziej zamknięta.
Aby edukacja mogła pełnić tę rolę, musi być trudna i wymagająca. Nie może być łatwa, gdyż wtedy nie może być traktowana jako droga awansu społecznego. Im więc niższe wymagania stawiamy uczniom szkół publicznych, tym bardziej edukacja publiczna staje się bezwartościowa dla społeczeństwa.
A konsekwencją jest budowanie społeczeństwa kastowego. Z jednej strony są elity, a z drugiej plebs roboczy. A przepływ pomiędzy nimi jest niemożliwy po zniszczeniu edukacji publicznej. (...)
Frustracja młodzieży ma być łagodzona przez tabuny psychologów i terapie psychologiczne, a nieoficjalnie także przez ułatwiony dostęp do narkotyków oraz tolerowanie zachowań naruszających tradycyjne normy obyczajowe. To wszystko jednak działa do pewnego poziomu. Gdy ten próg zostanie przekroczony, zaczyna działać odwrotnie. Nawet ja nie mogę już słuchać języka psychologów. Gdy słyszę o dzieciakach, szkolnej traumie i wsparciu, narasta we mnie gniew. Nie chcę więc nawet myśleć, co czuje młodzież, gdy słyszy ten bełkot.
A do tego dochodzi imigracja, która zmienia oblicze młodzieży także pod względem wizualnym. Bo kasta władzy i kasta niższa mają się od siebie różnić nie tylko poziomem wykształcenia, ale również wyglądem i sposobem mówienia. Ja to nazywam latynizacją społeczeństwa europejskiego."
(koniec cytatu)
Oczywiście, by wyrwać się z tej pętli, trzeba zmienić nie tylko paradygmaty dotyczące edukacji. Trzeba też skończyć z wynoszeniem na piedestał kobiety i dzieci. Trzeba ostatecznie pogrzebać tę kukoldowską tradycję rycerską. Zrobić jej nowe Azincourt albo Nikopolis!
Lata temu przeczytałem w jednym z katolickich tygodników wywiad z grubą, semicką feministką Gail Dines, w którym stwierdziła ona, że "kultura porno" sprawia, że dorasta pokolenie, które będzie mniej wrażliwe na potrzeby kobiet i dzieci. Można to skwitować: i dobrze. Jeśli tak się stanie, to będzie można stwierdzić, że pornografia przynosi też pozytywne skutki. Będzie wielkim paradoksem jeśli reichizm doprowadzi do zniszczenia matriarchalnego kukoldystanu i powrotu iście renesansowego dziwkarstwa.
Wielkim paradoksem jest to, że kobiety zawdzięczają swoją wysoką pozycję w naszej cywilizacji nie żadnemu feminizmowi, a chrześcijaństwu i kulturze kukoldowsko-rycerskiej. Feministki, atakując chrześcijaństwo, uderzają więc w podstawy specjalnego statusu kobiet. Są oczywiście też katolickie feministki, których działalność wewnątrz Kościoła sprawia, że Kościół traci atrakcyjność w oczach młodych mężczyzn. Inny paradoks polega na tym, że feministki demonizują męski popęd seksualny. Tymczasem bez tego popędu, kobiety stałyby w hierarchii społecznej niżej od psów. Tak jak w rządzonym przez gejowskich talibów Afganistanie. Byłyby z nich "worki na spermę i inkubatory bierne" odziane w worki na śmieci od stóp do głów.
***
O gównoburzy wokół Ukrainy, Trumpa i Rosji nie będę się rozpisywał, bo pewnie za kilka dni się ona uspokoi - tak jak poprzednie gównoburze. Sama ilość rosyjskiego diesla, która ma trafić na rynek amerykański ma być aczej symboliczna. Tu nie chodzi więc o samo paliwo. Zapewne Putin coś obiecał Trumpowi w kwestii Iranu przed midtermsami. A kokainowy karzełek Zełenski i jego dyplomacja, coś pewnie znów spieprzyli. Nagle im jednak przypominano, że bez Starshielda i Starlinka nie mogą skutecznie prowadzić wojny. I tyle.
Co do Jemenu i Arabii Saudyjskiej, to przeczytałem ciekawą interpretację, że MBS bardziej niż Hutich boi się o to, by własne F-15 nie zbombardowały mu pałacu, w ramach ewentualnego zamachu stanu. Ten sam odwieczny problem wojsk większości państw Bliskiego Wschodu - armia z przyczyn wewnętrznych nie może być zbyt silna.
W USA służby wzięły się za kongreswoman Ilhan Omar od somalijskich scamów. Są wątpliwości, co do uzyskania przez nią obywatelstwa - m.in. fałszerstwo daty urodzenia. Przy okazji wyszło też na jaw, że Omar kłamała na temat swojego ojca. Twierdziła przez wiele lat, że był on nauczycielem. Owszem był, ale wykładowcą w szkole wojskowym. Był pułkownikiem armii somalijskiej i bliskim współpracownikiem komunistycznego dyktatora Mohammeda Siada Barre.
***
Z okazji 80-tych urodzin Adama Mi...Mi...Mi....chnika recenzja książki "Narodowy komunizm po polsku. Partyzanci Moczara". Książka ta przedstawia Moczara w zadziwiająco dobrym świetle - zapewne wbrew intencjom autora.
Na koniec numer muzyczny:
W Brazylii mają jeszcze ciekawiej: Flavio Hipotetico. Po takich memach widać, że młodszy Bolsonaro wygra wybory z komunistycznym dziadersem Lulą.Dobrego Dnia 😉 https://t.co/XLxJxuWSE8
— Antyfarmazon 🇵🇱💪 (@ZaPLMundurem) October 12, 2026
O FLÁVIO HIPOTÉTICO ATACA NOVAMENTE! KKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKK EU QUERO O BOLSA DINOSSAURO KKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKK https://t.co/i4BOmiYkBv
— Serafim (@Serafim_zx) October 12, 2026

"szkoły publiczne są tak zaprojektowane, by mądre i utalentowane dzieci równały do masy kretynów." - to jest pół biedy. Inteligentne dziecko (często mądrzejsze od nauczycieli) i tak uczy się samo - kiedyś z książek, później doszła TV (np. "Sonda" - ktoś pamięta?), teraz internet.
OdpowiedzUsuńGorsze jest to, że nieliczne inteligentne, dobrze wychowane i wrażliwe dzieci umieszcza się w 1 budynku z bandą złośliwych, agresywnych debili, często wręcz patusów. Jak w pierdlu, ale za niewinność. Po 8 latach wychodzą z nerwicą, nabytym zaburzeniem uwagi, często wręcz z PTSD.
W populacji mamy 2,14% osób wybitnie inteligentnych (powyżej 2-giego odchylenia standardowego. Część z nich odnajduje się później jako naukowcy, przedsiębiorcy, specjaliści. Ale mam wrażenie, że nie wszyscy. Ten zasób jest marnowany. A bez problemu można takie dzieci zidentyfikować już na etapie przedszkola i zapewnić indywidualną naukę w bezpiecznym środowisku z najlepszymi nauczycielami. Może wystarczyłoby środków, żeby dołączyć jeszcze ze 2-3 % spod 2-giego odchylenia...
Najwięcej zła pod tym względem wyrządziły gimnazja i rejonizacja. Tylko idiota może uwierzyć że to nie było celowe i że nikt z tej bandy czerwonych kretynów z Warszawy nie wiedział. Wychowanie knajackie.
UsuńSwoją poprzednią wypowiedź uzupełnię jeszczę o takie spotrzeżenie:
Usuń20 lat po wątpliwej przyjemności uczęszcania do gimnazjum zaraz po reformie, miałem okazję porozmawiać w korpo z podstarzałą kurewką która jak się okazało należała do akytywu z ówczesnego SLD. Kurewka była święcie przekonana że wymieszanie ludzkich odchodów z normalnymi dzieciakami miało jakoś pomóc tym pierwszym. Oczywiście nie miała pomysły jak by to miało zadziałać, to było jak to słynne "???" z kreskówki South Park.
Podobieństwa do zniesienia segregacji rasowej w USA są szokujące.
Komunistyczne złogi z tzw. państwa polskiego nie zmieniły swojego programu o d lat 50tych, chcą zniszczyć w zarodku cokolwiek dobrego co mogłoby tu powstać.
Bardzo ciekawy reset w stosunkach USA - Rosja. Trump to jednak realista i dogadał się z Putinem ponad głowami polaczków. Co ciekawe gadzinówki polskojęzyczne takie jak TV Republika milczą na ten temat, już widocznie zapomniały, że zbrodniarz Putin stał za zamachem na śp. Lecha Kaczyńskiego.
OdpowiedzUsuń"Bardzo ciekawy reset " - którego za kilka tygodni pewnie nie będzie :)
Usuń"dogadał się z Putinem ponad głowami polaczków" - ta, tylko będzie tutaj swoją bazę stawiał.
" gadzinówki polskojęzyczne takie jak TV Republika milczą na ten temat" - ta, milczą, akurat Sowiecie :))))
Mi się podobał ból waszych sowieckich dup, gdy przez kilkanaście miesięcy Rassija była jebana przez Trumpa
UsuńCo będzie za kilka tygodni? Masz tam jaką szklaną kulę? To samo mówiliście o wojnie, że Ukraina padnie za kilka tygodni, a jednak opierają się wam już 6 lat. Baza amerykańska jest tylko po by golić polskich frajerów na hajs, a jak przyjdzie co do czego to Trump każe Nawrockiemu jechać do Moskwy dogadać się ze brodniarzem Putinem, bo inaczej ujawni kompromaty z czasów alfonsowania i będzie to jego koniec. Reset między USA i Rosją to fakt, i niestety istnieje duże prawdopodobieństwo, że ponad naszymi głowami dogadają się też co do Przesmyku suwalskiego.
UsuńJeżeli po wyborach 2027 nie będzie czystki POwskich szczurów we wszystkich instytucjach, jeżeli dalej będzie pisowskie udawanie że istnieje jakieś "państwo prawa" albo "konstytucja", to znaczy że państwo polskie to bajeczka dla kretynów i można stąd wyjechać bez bólu serca.
UsuńCzystki to beda, ale takich pissowskich bydlaków jak ty, deweloperska pis-tytutko od Baldemara Wudy i tego gudłaja morawieckiego-zawsze kłamcy.
UsuńKażdy świniopies który choćby krzywo spojrzał się na protestujących pod TK powinien zostać w 2028 ukarany odebraniem obywatelstwa, konfiskatą kapitału i deportacją na Białoruś, do podobnych sobie (pod)ludzi.
Usuń@ qwerty
Usuń"o samo mówiliście o wojnie, że Ukraina padnie za kilka tygodni, a jednak opierają się wam już 6 lat" - kto mówił? Ja nigdy niczego podobnego nie pisałem - wręcz przeciwnie :) Kremlacy bóldupili od lat, że jestem atlantystą. Republika tak mówiła? "Gazeta Polska" pisała? "Sieci"? TV Trwam? - one opowiadały się od początku za Ukrainą.
"Trump każe Nawrockiemu jechać do Moskwy dogadać się ze brodniarzem Putinem, bo inaczej ujawni kompromaty z czasów alfonsowania i będzie to jego koniec."
spierdalaj na Rakowiecką pedrylu z ABW, bo właśnie spaliłeś swoją przykrywkę jełopie
nie myślałeś Fox o założeniu discorda?
OdpowiedzUsuńTo by było traumatyczne przeżycie, widzieć takiego OstPola z tranime girl w avatarze
UsuńPrzy takim temacie to czekam na wpis kobyły Sylwii i jej pridupnika Piotra789.
OdpowiedzUsuńZa Moczara dzięki. Zamawiamy. Akurat między spotkaniami ze starszymi osobami z dwóch rodzin partyjnych, z zupełnie przeciwnych frakcji. Jedną z tej żydowskiej, co jako studenci się spotykali w Klubie Medyka i plotkowali o zmianach w KC, '68 widzą jako jakiś super zorganizowany opozycyjnie ruch, a słysząc o mojej pasji do moczarowskiej nitki się wzdrygają, a drugą, co za dzieciaka się przysłuchiwała rozmowom partyjnych w ośrodku w Łańsku, z Pierwszym śmigała na narty, a z opozycji to tylko KOD.