Trump w ostatnich miesiącach trzymał nas w niepewności, a jego ludzie puszczali sprzeczne przecieki do mediów. Prawdopodobieństwo amerykańskiego ataku na Wenezuelę wydawało się więc spadać, a prezydent USA sugerował, że uderzenie może spaść na Iran. Jeszcze kilkanaście dni temu magister Bartosiusiak przekonywał, że "Maduro obnażył słabość USA".
Choć niektórzy wróżyli Ameryce "drugi Wietnam", to wojna okazała się tak krótka, że większość osintowców po prostu ją przespało.
Cała operacja wojskowa w Caracas trwała chyba tylko ze cztery godziny. Amerykanie nie ponieśli żadnych strat, a wenezuelskie straty w ludziach też raczej były niskie.
Amerykański oddział Delta Force po prostu wleciał helikopterami do centrum miasta i porwał Maduro oraz jego żonę.
Towarzyszyło temu szereg uderzeń w różne cele wojskowe. Użyto śmigłowców, rakiet i artylerii okrętowej. Według kolumbijskiego prezydenta Gustavo Petro:
Baza lotnicza La Carlota została wyłączona z użytku i zbombardowana.
Koszary Cuartel de la Montaña w Catia zostały wyłączone z użytku i zbombardowane.
Pałac Legislacyjny Federalny w Caracas został zbombardowany.
Fuerte Tiuna, główny kompleks wojskowy Wenezueli, został zbombardowany.
Lotnisko w El Hatillo zostało zaatakowane.
Baza F-16 nr 3 w Barquisimeto została zbombardowana.
Prywatne lotnisko w Charallave, niedaleko Caracas, zostało zbombardowane i wyłączone z użytku.
W pałacu Miraflores, siedzibie prezydenta w Caracas, aktywowano plan obrony.
Duże części Caracas, w tym Santa Mónica, Fuerte Tiuna, Los Teques, 23 de Enero oraz południowe dzielnice stolicy, pozostały bez prądu.
Zgłaszano ataki w centrum Caracas.
Baza śmigłowców wojskowych w Higuerote została wyłączona z użytku i zbombardowana.
Wenezuelska opozycja sugeruje, że doszło do "negocjowanego ewakuowania Maduro". Jeśli tak, to raczej nie negocjowano go z samym Maduro, tylko z jego generałami. Zobaczymy czy będziemy mieć teraz wdrożony plan transformacji ustrojowej, czy też kolejne uderzenia dekapitujące reżim. Możemy być jednak pewni, że usłyszymy straszliwe wycie różnego rodzaju onucowców, libkowskich pięknoduchów i "ekspertów" w rodzaju magistra Bartosiusiaka czy Romcia Kuźniara. Dochodzi już do zabawnych sojuszów - choćby
ortodoksyjnie balcerowiczowska Defratyka ramię w ramię z autystycznym chłopcem Memcenem broni komunizującego wenezuelskiego reżimu przed amerykańskim imperializmem :)
Faktem jest to, że Amerykanie po prostu wlecieli do Caracas i porwali Maduro. To była dużo sprawniej przeprowadzona operacja choćby od interwencji w Panamie w 1989 r. USA pokazały, że nadal są supermocarstwem i ośmieszyły wrogą oś geopolityczną, tak jak wcześniej Izrael totalnie ośmieszył Iran i Hezbollah, a wspierani przez Turcję rebelianci z HTS zrolowali reżim Assada.
Wielu Wenezuelczyków teraz świętuje i
niszczy portrety Maduro - podobnie jak diaspora kubańska w Miami. Teraz wystarczy zwiększyć presję na finansowane dotychczas przez Wenezuelę komunistyczne reżimy w regionie - Nikaraguę i Kubę. Na pewno Stolicy Apostolskiej też spodoba się, gdy antykatolicki, komunistyczny skurwysyn Ortega dostanie, na co zasłużył.
***




Planowałem, że ten wpis poświęcę
wielkiej aferze z Somalijczykami,
którzy ukradli z budżetu stanowego Minnesoty miliardy dolarów (sumę prawdopodobnie
większą od nominalnego PKB Somalii), za pomocą sieci lipnych przedszkoli. Aferę tę odkrył
koleś bawiący się w dziennikarstwo obywatelskie. Pokazał, że w tych somalijskich przedszkolach nie było żadnych dzieci. S
zyld na jednym z takich ośrodków wskazywał, że to
"Quality Learing Centre" - Somalijczycy zrobili więc błąd w słowie "Learning" :) Powstało na ten temat mnóstwo memów a
Somalijczycy wskoczyli na pierwsze miejsce najbardziej znienawidzonych grup etnicznych w USA. I trudno się temu dziwić - mocno na to zapracowali. Wielu Amerykanów pamięta też im incydent "Black Hawk Down" w Mogadiszu i uważa, za skandal, że wpuszczono do USA taką masę agresywnych, kryminogennych, osobników z kraju-shitholu, w którym przeciętne IQ wynosi 67. Ci, którzy organizowali przekręty z przedszkoli chyba reprezentowali somalijską elitę intelektualną. Przykładem jest tutaj
kongreswoman Ilhan Omar, która zdobyła amerykańskie obywatelstwo, po tym jak wzięła fikcyjny ślub ze swoim bratem. Zanim dostała się do Kongresu, jej majątek netto wynosił minus 45 tys. USD (miała po prostu długi), a obecnie sięga 30 mln USD.
 |
|
Przekręty nie mogłyby się zapewne odbywać, gdyby nie wsparcie od demokratycznej mafii. Minnesotą rządzi gubernator
Tim "Retard" Walz, który był w zeszłym roku kandydatem na wiceprezydenta u boku Kamali Harris. Przekonywałem wówczas, że ten koleś to straszny dupek, ale libkowskie trolle pisały: "NIEEEEEEE!!!! On i Kamala to wspaaaaaaniali kandydaaaaaci! Na pewno wygrają z Pomarańczowym Człowiekiem!". I co? I libki jak zwykle nie miały racji. Walz zastał w Minnesocie sporą nadwyżkę budżetową, a mimo to podniósł podatki o łącznie 9 mld USD i mocno ściął wydatki budżetowe -
poza tymi na przedszkola. Numer telefonu jednego z tych lipnych przedszkoli
był numerem telefonu do... biura Walza. Koleś albo jest więc rzeczywiście ostrym "retardem", którego Somalijczycy doją na kasę jak chcą, albo był ich wspólnikiem. Wiadomo, że informacje o somalijskich przekrętach pojawiały się w Minnesocie od lat, a za każdym razem Walz oraz jego współpracownicy atakowali "sygnalistów"
oskarżając ich o rasizm oraz islamofobię. Walz nawet zmienił flagę stanu Minnesota, bo Somalijczycy skarżyli się, że jest na niej krzyż. Wymienił ją na taką z białą gwiazdą na niebieskim tle, bardzo przypominającą flagę Somalii... Przypominam też, że Walz był finansowo bardzo blisko agentury ChRL. Pamiętajmy również o tym,
że w czerwcu 2025 r. zastrzelona została demokratyczna stanowa kongreswoman z Minnesoty Melissa Hortman oraz jej mąż, a ciężko ranny w zamachu został inny demokratyczny stanowy parlamentarzysta John Hoffmann. Sprawca miał być "antyaborcynym fanatykiem", który jednak zasiadał przez pewien czas w radzie ds. pracy przy gubernatorze Timie Walzu i prowadził działalność biznesową w Kongo. Ciekawe, czy to było likwidowanie świadków somalijskich przekrętów?

Propalestyńskie lewactwo twierdzi oczywiście, że ujawnienie gigantycznego, somalijskiego złodziejstwa w USA, to "kampania nienawiści" wobec Somalijczyków, mająca przykryć to, że Izrael uznał niepodległość Somalilandu, czyli separatystycznego terytorium będącego najlepiej zarządzaną częścią Somalii. Teraz Izraelczycy zainstalują tam swoje bazy -
naprzeciw jemeńskich Hutich i rzekomo przesiedlą tam Palestyńczyków (
tak przynajmniej twierdzi prezydent Somalii).
***
A na koniec specjalna tabelka, z dedykacją dla twierdzących, że "wierzę w wiele naiwnych prawicowych teorii". Co nam ta tabelka mówi? Pewnie to, że się w krajach Europy Zachodniej mocno zmieniły przez ostatnie 17 lat "czynniki socjoekonomiczne"? Czy to bieda powoduje gwałty, czy pornografia, a może patriarchat? Czemu jednak w państwach biedniejszych i bardziej patriarchalnych, takich jak Bułgaria, statystyki wyglądają inaczej? No bo chyba, nie da się tego wytłumaczyć "rasistowskimi" teoriami? Zwłaszcza, że Węgry, Czechy i Chorwacja również doświadczyły wzrostu tego wskaźnika... Jeśli na podwórku pod blokiem gryzą się pitbule, a nie golden retrievery, to czy winne temu są "czynniki socjoekonomiczne"?