niedziela, 6 marca 2016

Największe sekrety: Hyperborea - Prometeusz


Czasem zdarza się, że nawet najbardziej mgliste i dziwaczne legendy są dalekim odbiciem cywilizacyjnie innej rzeczywistości. Dawne, całkiem normalne królestwa zamieszkane przez ludy mówiące niezrozumiałymi językami i posługujące się dziwnymi wynalazkami stają się mitycznymi krainami szczęścia bądź lądami zamieszkałymi przez demony. Dla starożytnych Greków taką legendarną krainą miała być położona na dalekiej Północy Hiperborea (Hyperborea). Stamtąd mieli pochodzić bóg Apollo podróżujący po niebie swoim rydwanem, patron lekarzy Asklepios i przewoźnik umarłych w Hadesie Charon. Dwa i pół tysiąca lat później indyjski nacjonalistyczny polityk Bal Gangadhar Tilak w swojej książce "Arktyczna ojczyzna Wed" wysunął teorię, że mityczna Hyperborea była praojczyzną Ariów - zniszczoną przez lodowy Potop około 10-8 tys. lat przed Chrystusem. Czy jednak było możliwe, by na dalekiej, mroźnej północy istniała jakakolwiek cywilizacja?



Współczesna nauka dała na to pytanie zadziwiającą odpowiedź: teoretycznie było to możliwe. Przed wielkimi zmianami klimatycznymi, do których doszło na Ziemi z nieznanych przyczyn około 10 tys. lat p.n.e. euroazjatyckie wybrzeża Oceanu Lodowatego były strefą klimatu... śródziemnomorskiego. Były one obmywane ciepłym prądem oceanicznym. Podczas gdy spora część Europy znajdowała się pod lodowcem, to właśnie tam panowały warunki idealne do wykształcenia się cywilizacji. Czy mamy jednak jakiekolwiek ślady istnienia takiego ośrodka cywilizacyjnego? Mamy, ale oczywiście mainstreamowi historycy podchodzą do nich sceptycznie. (Nikt przecież nie ma prawa burzyć im pieczołowicie sporządzanych tabelek.) Udają więc, że nie istnieje nic takiego jak np. megality z Górskiej Szorii na Ałtaju - olbrzymie, liczące nawet 40 m wysokości mury zbudowane z kamieni o wadze nawet do 3 tys. ton (największy kamień z Baalbek w Libanie ma 1,5 tys. ton.). Czy są to pozostałości Hyperborei? Gdzie miała być położona ta mityczna kraina?



O Hyperborei mogliśmy kilka miesięcy temu poczytać choćby w "Uważam Rze. Historia" w świetnym artykule Roberta Chedy "Słowiańska Atlantyda". Jak pisze Cheda:

"W V w. p.n.e. Herodot twierdził, że Hiperborejczycy mieszkają na północ od ludu Skifów, za górami dzisiejszego Uralu. Co ciekawe, Herodot nazywał również ów tajemniczy lud Arimaspi – co współcześni nam badacze kojarzą właśnie z południowo-syberyjskimi koczowniczymi plemionami Skifów epoki brązu. W kolejnym wieku grecki historiograf Teopomp z Chios pisał, że oprócz Europy, Azji i Afryki obmywanych oceanem, czyli poza znanym światem, znajduje się wielka wyspa zamieszkana licznie przez człowieka oraz mityczne stwory. Także w greckiej mitologii spotykać można legendy świadczące o wzajemnych kontaktach Hiperborei i świata śródziemnomorskiego, ponieważ kult Apollona wywodził się z tych nieznanych ziem. To Hiperborejczycy byli kapłanami, którzy wybudowali pierwszą świątynię boga w Delfach. Również oni nauczyli pradawnych Greków uprawy roli i posadzili pierwsze drzewa oliwne. To stamtąd dotarł do Hellenów obyczaj Igrzysk Olimpijskich. Nic dziwnego, że Apollon corocznie wracał do swojej północnej ojczyzny, odwiedzając boską rodzinę, a więc matkę Letę i wielką łowczynię – Artemidę.Geograf umieścił tajemniczy ląd na brzegach rzeki Istry, czyli we współczesnym syberyjskim dorzeczu Obu i Irtyszu. Co ciekawe, kult boga słońca łączył Hiperboreę ze światem umarłych, bo helleński przewodnik po tej krainie Charon był w istocie kolejnym kapłanem z Północy. Tajemnicza kraina fascynowała również antycznych Rzymian. Znany historyk Pliniusz Starszy w I w. n.e. pisał o Hiperborejczykach jak o realnie istniejącym starożytnym ludzie żyjącym na brzegach Morza Mlecznego,
identyfikowanego dziś jako Ocean Lodowaty. Jednak w odróżnieniu od pokojowych greckich przekazów Pliniusz twierdził, że tamtejsi mieszkańcy byli jednookimi potomkami Tytanów o ogromnym wzroście i masie ciała. Jako strażnicy nieprzebranych złotych skarbów prowadzili ciągłą walkę z Gorgonami i Gryfonami, dlatego mieszkali pod ziemią w ogromnych schronach i jaskiniach. To w Hiperborei mityczny Perseusz dokonał heroicznego aktu dekapitacji Meduzy Gorgony.

(...)

Wielki kartograf Merkator na słynnej mapie świata zarysował Hiperboreę jako kontynent w miejscu współczesnej Arktyki, którego centralnym miejscem była góra Meru. Jakież było zdziwienie czytelników indyjskich eposów, gdy w wielu opisach bohaterskich czynów bogów Brahmy i Wisznu odnaleźli także górę Meru i to ze wskazaniem na krainę Gwiazdy Polarnej. Rosyjscy naukowcy Bongard-Lewin i Grantowski, autorzy pracy „Od Skifii do Indii”, przeanalizowali zbieżności wschodniosłowiańskiej, perskiej oraz hinduskiej mitologii, stawiając tezę o migracji ludu Ariów z południa na północ Eurazji. W eposie „Mahabharata” nieznane miejsce nazwane państwem „wiecznego szczęścia” lub „krainą błogosławionych” znajduje się na północnych stokach góry Meru oraz na „białej wyspie” w wodach Mlecznego Oceanu, nazywanego także Północnym. Było to, podobnie jak w mitach śródziemnomorskich, miejsce o umiarkowanym klimacie, bo jego mieszkańcy „nie odczuwali ani chłodu, ani żaru”. W licznych lasach i na równinach żyły stada ptactwa i antylop. Równie szczęśliwi byli ludzie, żyjący w społecznej równości i boskiej niewiedzy, co to znaczy prawdziwe nieszczęście. Utopijny spokój zapewniali kapłani – znawcy praw i duchowi przewodnicy, którzy „szepcząc modlitwy” zjednywali przychylność bogów. Nadchodzący z południa Ariowie dotarli do nieznanej krainy w trakcie licznych wojen, podczas których przekroczyli Himalaje oraz kolejne pasmo gór, stykając się ze strażnikami ludu Północy. Byli to potężni wojownicy, którzy przestrzegli Ariów przed zbrojnym konfliktem z udziałem miejscowych bogów. Napastnicy porażeni wysokim poziomem życia, oraz, jak powiedzielibyśmy dzisiaj, wysoką technologią obronną, nie tylko odstąpili, ale zawarli z północną krainą przymierze. Autorzy pracy sugerują, że Hiperborea była w rzeczywistości częścią starożytnej Skifii, a jej realne położenie wyznaczały góry Uralu, rzeki Dunaj i Dniepr oraz północno-wschodnie wybrzeże Europy i Syberii. Kraina zajmowała zatem ogromny obszar geograficzny, zamieszkany także przez Prasłowian.

(...)



W XX w. tajemną wiedzą o Hiperborei zainteresowali się bolszewicy, z maniakalną uwagą poszukujący nowych technologii zbrojeniowych. Szef tajnej policji WCzka Feliks Dzierżyński podpisał w 1922 r. rozkaz o wszczęciu badań naukowych na temat paranormalnych zdolności szamanów Półwyspu Kolskiego i eksploracji jego naturalnych bogactw. Ekspedycja pod dowództwem ezoteryka Aleksandra Barczenki i znanego neurologa oraz psychiatry Władimira Biechtieriewa (twórca Instytutu Mózgu) badała niewyjaśnioną do dziś psychozę odnotowaną tylko na obszarze mitycznej Hiperborei. W okresie nocy polarnej mężczyźni z miejscowych plemion podlegali atakom zbiorowego szaleństwa, a jednym z objawów były hipnotyczne wizje z przeszłości, podczas których chorzy rozmawiali w wielu nieznanych językach kojarzonych z epoką antyczną. Ekspedycja badała także materialne artefakty, odnajdując, m.in. zagadkowe megalityczne bloki i budowle na wierzchołkach wzgórz oraz kurhany – „piramidy” i ślady wytyczonych niegdyś traktów handlowych. Megalityczne budowle promieniowały ponoć nadzwyczajną energią skoncentrowaną w formie pól. Niestety, o wynikach badań niewiele dziś wiemy, bo większość ekipy (na czele z Barczenką) została unicestwiona w 1937 r.
Współczesną Rosję opanowała swoista gorączka poszukiwań Hiperborei. Być może dlatego, że po rozpadzie ZSRR społeczeństwo poszukiwało nowej tożsamości, a bycie potomkami najstarszej cywilizacji świata brzmi dumnie. W każdym razie, początek dało opracowanie naukowe wiążące wschodniosłowiańskiego boga Słońca Koło-Koliada z Półwyspem Kolskim, rzeką Kołą i Karelią. W 2001 r. ekspedycja naukowca i miłośnika paleolitu Walerija Diomina przeprowadziła na Półwyspie Kolskim badania metodą radarowej geolokacji, które wykazały, że pod dnem jeziora Sejd znajdują się tunele prowadzące pod górę Ninczurt. Tam ujawniono obszerne podziemia, których kształt wskazał na sztuczne pochodzenie. W innych miejscach ekspedycja wykryła resztki fundamentów
oraz przewrócone kolumny i kamienneściany, wykonane tak dokładnie, że między poszczególne elementy nie wchodziło ostrze noża. Całość wskazuje więc, że w odległej przeszłości na półwyspie istniała rozwinięta cywilizacja techniczna, zdolna do budowy skomplikowanych konstrukcji architektonicznych. Na przykład podnoszenia obrobionych bloków skalnych o wadze 50 ton. Metody datowania wskazały, że obiekty te mają ok. 12 tys. lat.

W 2007 r. kolejna ekspedycja badająca wybrzeże Morza Białego odkryła na jednej z wysp ruiny starożytnego grodu nazwanego przez uczonych Północnym Miastem Słońca lub Północnym Heliopolis. Natrafiono m.in. na zagadkowy gigantyczny tron wykonany z kamienia oraz równie zagadkowe fragmenty labiryntów. "

(koniec cytatu)

Mamy więc wizję jakiejś starożytnej cywilizacji, z którą weszli w kontakt stojący wyraźnie cywilizacyjnie niżej Ariowie. Do kontaktu tego doszło na dalekiej Północy. Niektóre buddyjskie przekazy mówią, że to właśnie na dalekiej Północy miało znajdować się wejście do utopijnego, podziemnego królestwa znanego jako Agartha, Shamballah lub Shangri-La. Królestwa, którego mieszkańcy dysponują boskimi broniami oraz mocą parapsychiczną znaną jako Vril. Góra Meru, nazywana również Sumeru, była zaś centrum kosmologii buddyjskiej. Czemu więc pojawia się ona na mapach Mercatora jako centrum mitycznej Hyperborei?



Zwróćmy uwagę również na "zagadkowy gigantyczny tron wykonany z kamienia" w "Północnym Heliopolis" na Półwyspie Kolskim. Legendy o olbrzymach pojawiają się w wielu kulturach całego świata - od tubylców z Wysp Salomona poprzez Wikingów i Celtów do Indian Ameryki Płn. Legendy łączą rasę gigantów z megalitami na Malcie, Sardynii i w Baalbek. Od czasu do czasu można też przeczytać o odkrywanych szkieletach gigantów (dużo tego typu odkryć dokonano w USA) - ale oficjalna nauka twierdzi, że to wszystko to tylko oszustwa, pomyłki i nadinterpretacje, (Jakiś czas temu oglądałem program dokumentalny poświęcony gigantom z Sardynii - pokazano tam m.in. film z badań nadnaturalnie dużego ludzkiego zęba trzonowego. Badający go dentysta stwierdził, że człowiek, który zostawił po sobie ten ząb mógł mieć teoretycznie 2,5 m wzrostu. Ząb oddano do analiz do muzeum, gdzie został... zgubiony.) O gigantach pisze również Biblia. Księga Rodzaju, Rozdział 6: "2 Synowie Boga, widząc, że córki człowiecze są piękne, brali je sobie za żony, wszystkie, jakie im się tylko podobały. (...). 4 A w owych czasach byli na ziemi giganci; a także później, gdy synowie Boga zbliżali się do córek człowieczych, te im rodziły. Byli to więc owi mocarze, mający sławę w owych dawnych czasach."





Owi biblijni "giganci" to po hebrajsku: nephilim, co znaczy "ci, co zostali zrzuceni" lub "ci, którzy zstąpili z nieba". Księga Rodzaju w dużym stopniu koresponduje z mitami starożytnego Sumeru.  Tak się akurat składa, że sumeryjscy bogowie nazywani byli Annunaki, czyli "ci, którzy zstąpili z nieba". Znani też oni byli jako Strażnicy - Szumeru (w Egipcie "Neteru") i to od nich pochodzi nazwa Szumer - Sumer - Kraj Strażników. Byli oni często przedstawiani jako olbrzymi - z wyjątkiem niektórych bogów urodzonych już na Ziemi. (Po szczegóły odsyłam do książek Zecharii Sitchina a szczególnie do "Byli olbrzymi na Ziemi"). Byli istotami z krwi i kości. Choć żyli wiele tysięcy lat, to jednak starzeli się i umierali. A także mieszali się z ludźmi, tworząc m.in. półboskie dynastie. O olbrzymach będących przedstawicielami mieszanej bosko-ludzkiej rasy wspomina m.in. Biblia. Byli to choćby Synowie Anaka (Anakim) władający Hebronem, a po żydowskim najeździe zamieszkujący Gazę. To właśnie ich potomkiem był Goliat. 





Po upadku Sumeru, głównym bogiem Babilonu zostaje Marduk.  Z przekazów sumeryjskich wiemy, że był on synem "pana wód", boga Enki. Sitchin wskazuje, że Enki był tym samym bogiem, co egipski Ptah  a Marduk był znany w Egipcie jako Amon-Ra. Marduk miał zostać wygnany z Egiptu w związku z zabójstwem swojego krewnego, boga Dummuziego, znanego jako Tammuz.  Stichin w "Zaginionej księdze Enki" zasugerował, że Marduk trafił na daleką północ. Czyżby to dla niego zbudowano tron w Mieście Słońca na Półwyspie Kolskim? Dla ludów północy mógł się on stać pierwowzorem nordyckiego boga Thora i słowiańskiego Peruna/Jasza. Tak jak Marduk walczył z wężem Tiamat, tak Thor ma walczyć z wężem Jormungandem a Perun ze Żmijem. Enki, "pan wód" mógł się stać pierwowzorem nordyckiego Odyna i germańskiego Wodana oraz słowiańskiego Nyja, natomiast Dummuzi stał się źródłem dla mitu o Baldurze. Czyżby więc na dalekiej Północy nephilim bawili się w bogów? Czyżby bogowie ze słowiańskiego panteonu byli tymi samymi istotami, które Sumerowie i Egipcjanie czcili jako swoje bóstwa? Czy jeszcze przed nastaniem Sumeru i Egiptu wykreowali cywilizację, której mitologicznym wspomnieniem była Hyperborea? Czy była to cywilizacja z której osiągnięć czerpali wędrujący po Eurazji Ariowie, przodkowie zarówno Słowian jak i twórców cywilizacji wedyjskiej? Czy wogóle jest sens zadawać takie pytania? Przecież od ponad tysiąca lat czcimy bliskowschodniego Boga, który wypędził z Nieba (a może raczej z Ziemi?) tych wszystkich bogów.





***



PAMIĘĆ GENETYCZNA. Prowadzone na zlecenie Feliksa Dzierżyńskiego, członka polskiej konspiracji opisanej w serii Archanioł, poszukiwania śladów Hyperborei dają wiele do myślenia. Przypominają podobny epizod z działalności Feliksa Kona, o którym pisałem w serii Archanioł: "w Tuwie jest jaskinia znana jako Wrota do Agharty. Jest przy niej tablica upamiętniająca odwiedziny tego miejsca przez Feliksa Kona. Kon wybrał się tam w czasach carskich - w eskorcie dwóch szwadronów Kozaków. Tuwa była wówczas terytorium chińskim. I otopolsko-żydowski rewolucjonista w eskorcie carskiego wojska dokonuje rajdu na chińskie terytorium, do miejsca uznawanego za wejście do legendarnej, utopijnej buddyjskiej krainy Shangri-La. I później pisze o tym bardzo obszerny raport... dla Ochrany."
Stawiam więc hipotezę: Polska organizacja spiskowa, do której należeli m.in. Piłudski, Dzierżyński, Hutten-Czapski, Świętopełek-Mirski, Koziełł-Poklewski, dysponowała własną komórką do badania "zaginionej historii". Czymś takim, jak niemieckie stowarzyszenia okultystyczne Thule i Vril. Z komórką tą byli związani m.in. Jan Kubary i Bronisław Piłsudski, co tłumaczy ich dziwne zgony. Mógł do niej należeć również Ferdynand Ossendowski.  Sanacyjna elita pasjonowała się okultyzmem, podobnie jak członkowie romantycznych organizacji spiskowych. Czemu więc nie mieliby zająć się podobnymi poszukiwaniami jak okultyści nazistowscy czy bolszewicccy?
Prace tej struktury, "Polskiego Thule" zaowocowały m.in. modnymi w II RP teoriami o starożytnym, autochtonicznym pochodzeniu Słowian i stworzonym przez nich wielkim Imperium. Teoriom świetnie nadającym się do umacniania ducha narodu. Teorie te wracają i musimy je przejąć zanim Rosja wykorzysta je przeciwko nam.

***

Jeśli czytaliście już moją powieść  "Vril. Pułkownik Dowbor". , to zadajcie sobie pytanie: skąd Franciszek Dowbor oraz jego zwierzchnik Stefan Witkowski mieli tak dobre rozeznanie w prowadzonych przez Niemców poszukiwaniach Vrila i Shangri-La? Bo w tej historii też prowadziliśmy takie poszukiwania...

15 komentarzy:

  1. "Teorie te wracają i musimy je przejąć zanim Rosja wykorzysta je przeciwko nam." - gdy foxmulder proponuje stworzenie anty-duginizmu to wiedz, że coś się dzieje!

    W słabej formie jestem ostatnio i bardzo mnie kukle swędzą po odsłuchaniu ostatniej pogadanki Witolda Jurasza i Jacka Bartosiaka ze słuchaczami z Klubu Ronina, ale jakoś spróbuje się odnieść to tezy.

    Przede wszystkim bardzo wątpię by "teorie o starożytnym pochodzeniu Słowian" [...] "świetnie nadawały się do umacniania ducha narodu". Argument z historii polityczno-społecznej lat 30-tych temu wyraźnie przeczy. Tysiącletnia Rzesza potomków Ariów z Thule trwała (licząc od 1933) niecałe 12 lat. "Imperialnym neo-Rzymianom" pod wodzą Duce starczyło antycznej virtus na poobijanie cherlawych, trzecioświatowych Etiopczyków, a w przypadku konfrontacji z poważniejszym przeciwnikiem byli (i są do dziś) pośmiewiskiem. Nie znam skali oddziaływania mitomanii tego typu na przedwojenne elity polityczno-wojskowe, ale też jakoś wymiernych efektów nie mogę się dopatrzeć, a jak już spróbuję to widzę kultowy odcin 'Kariery Nikodema Dyzmy', w którym Nikodem został Wielkim Trzynastym w żeńskiej loży hrabiny Koniecpolskiej.

    Moim zdaniem, każdorazowe podjęcie tematu Słowian (nieważne czy turbo-, czy z innym mocarnym prefixem) to jest krok w stronę Wschodu, jego niedookreśloności, majaków, mistycyzmu, egzaltacji, emocjonalnych reakcji, romantyzmu i tego wszystkiego co skumulowane daje nam obraz całej Słowiańszczyzny jako krainy rodem z powieści P.K. Dicka - Klany Księżyca Alfy. To wejście do ringu, w którym już od 200 lat boksują się słowianofile z okcydentalistami. Można sobie wyobrażać, że wchodzi się jako pretendent do turbosłowiańskiego pasa mistrzowskiego, a wyjść jako poobijana hostessa, która przypadkiem zaliczyła lewy sierpowy. Tym bardziej, że nie mamy dostępu do terenu badań. Metodzie "poznasz yetisyna swego, po cyrylicy jego" też bym sukcesów nie wróżył, bo to ta sama metodologia jaką posługiwali się "Ariowie z Wielkiej Germanii" wobec nas 70 lat temu.

    Polska nie jest w dobrej kondycji, ani finansowej, ani społecznej, ani politycznej, ale nie jest też krajem, który by na gwałt potrzebował turbo-mitomanii. Takim krajem jest dzisiejsza Ukraina, której historycy coraz częściej przekraczają granice śmieszności przypisując sobie jako swoich, cudzych bohaterów historycznych (głównie naszych, ale ostatnio zaadoptowali sobie ponoć Krzysztofa Kolumba).

    Polski sebix został pod koniec lat 90-tych Murzynem i zaczął rapować. Zamiłowanie do ortalionu i wygolonej pały dumnie świecącej szramami zostało mu z tej hip-hopowej murzyńskości do dziś, choć w międzyczasie go uszlachcono, awansowano na Husarza-Obrońcę Okcydentu, potem na Neo-Wyklętego walczącego "skomuno" 50 lat po tym, jak w ziemi rozłożyły się zwłoki ostatniego ideowego komucha. Obawiam się że kolejny awans, tym razem na starożytnego Lechitę Ario-Słowianina może przypłacić ostrym rozstrojem psychosomatycznym w najlepszym przypadku, a w najgorszym w szeregach Eurazjatyckiego Związku Młodzieży.

    Bieda, która w naszej części świata często bywa niezawiniona z racji naszego peryferyjnego położenia, nie powinna być jakimś wielkim powodem do wstydu, bo państwie źle rządzonym bardziej wstyd być bogatym, aniżeli biednym, jak mawiali starożytni Ario-Słowianie. Jest jednak coś co niestety często w przypadku Polaków idzie w parze z biedą. Coś co Czesi (których nie znoszę!) nazywają "pańska żebrota".....i niestety mają tu sporo racji :( ...a będą mieć jej jeszcze więcej, gdy "przejmiemy te teorie" i zaczniemy "umacniać nimi" nasz bardzo podatny na mitomanię naród.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję i zarazem współczuję taką razą, żeś dał radę obejrzeć występ Jurasza i wcale nie dziwią twe obolałe kukle, ja jak zwykle dostałem piany przed ekranem i musiałem wyłączyć tą kanalię bo omal mnie szlag nie trafił [ taki ze mnie arcybuddyjski wzór samoopanowania:) ], nie wiem czy jest resortowym synalkiem PRLowskiego dyplomaty o tym samym imieniu i nazwisku ale jeśli w takim razie zgniłe jabłko nie padło daleko od zatrutej jabłoni - tak jak w swoim czasie tatuś terroryzował mentalnie rzekomą bezalternatywnością ''sojuszu'' z ZSRR i globalnego pochodu komunizmu tak dziś junior równie chamsko i arbitralnie narzuca sojusz z mitycznie pojmowanym Zachodem i globalny pochód prawoczłowieczyzmu. Doprawdy nie wiem czy kolo jest tylko pożytecznym idiotą Putina czy wręcz ruskim agentem wpływu ale na pewno jego wystąpienie nosi wszelkie znamiona prowokacji i stąd należy dać mu stanowczy odpór - to właśnie on i wtórujące mu zjeby są całkiem oderwani od rzeczywistości a najlepszym tego dowodem urządzenie parady równości w Kijowie w apogeum walk w Donbasie tak jakby kraj ten nie miał poważniejszych problemów niż ból tyłka paru kochających inaczej panów, to samo tyczy się innych krajów ''frontowych'' : Mołdawii, Gruzji czy nas wreszcie. Za każdym razem gdy idioci z Brukseli i Waszyngtonu zamiast udzielić realnego ekonomicznego wsparcia wegetującym w naszej części świata ludziom imającym się podłych zajęć a bywa, że i kurewstwa albo sprzedaży własnych narządów by jako tako związać koniec z końcem do pierwszego oferują w zamian ''związki partnerskie'' i ''dżenderyzm'' na Kremlu, w siedzibach GRU czy SWZ otwierają szampana, za każdym razem gdy kolejny durny ambasador amerykański udziela ostentacyjnie audiencji tej oślizgłej kanalii Biedroniowi przybywa w Polsce zwolenników ''katechona'' a w każdym razie ludzi obojętnych na hasło ''obrony Zachodu'' i doprawdy trudno się dziwić obserwując pokaz tak bezczelnej i bezgranicznej politycznej głupoty i krótkowzroczności. Dopóki Zachód nie porzuci tej idiotycznej polityki Putin może spać spokojnie odstawiając nadal szopkę ''obrońcy tradycyjnych wartości'', ''krześcijaństwa'' itd., niestety na otrzeźwienie raczej się nie zanosi. Niemniej tym bardziej jego rodzimi świadomi czy nie agenci wpływu tacy jak Jurasz i wtórująca mu czereda debili powinni być bezlitośnie flekowani gdzie i jak tylko można.

      Usuń
    2. Przechodząc do meritum :

      ''to jest krok w stronę Wschodu, jego niedookreśloności, majaków, mistycyzmu, egzaltacji, emocjonalnych reakcji, romantyzmu''

      - ejże, nie wiedziałem, że cała pomnikowa tradycja mistyki chrześcijańskiego Zachodu z takimi monumentalnymi postaciami jak mistrz Eckhart, Tomasz a Kempis, Teresa z Avila czy Jan od Krzyża to jakowyś ''Orient'', podobnie jeśli chodzi o romantyzm - no proszę, a więc Byron okazał się ukrytym ''turańczykiem''... Mam więc rozumieć, że Okcydent jest Blake'owskim Urizenem, przebudzonym Rozumem, największym ze wszystkich demonów ? Czepiam się nieco oczywizda, niemniej to co piszesz pobrzmiewa mi niestety koneczczyzną za którą tak flekowałem na tym forum Majkela, słusznie zresztą, bo podobnie uproszczona wizja cywilizacji zachodniej wyjałowionej z wszelkiej duchowości i uczuć odpowiada za owczy pęd ku dętej ''mistyce Wschodu'' choć doprawdy trudno się dziwić zdesperowanym ludziskom, gdy bodaj jedyne co obecnie jest im ona w stanie pod tym względem zaoferować to potwornie sterylna, szybka eutanazja albo w najlepszym razie infantylne pierdolety sprowadzające się do cieszenia się ''tu i teraz''. Zresztą nie tyczy to tylko religijności, która nieświadoma własnej potężnej tradycji karmi się nędznymi erzatzami tak rodzimymi jak i z ''bajecznego Wschodu'' czy Afryki, doskonale widać to też po fascynacji orientalnymi sztukami walki i towarzyszącej jej kompletnej niemal ignorancji względem wyrafinowanego fechtunku mieczem rodem ze średniowiecza przy którym osławiona samurajska katana wypada nader blado - coś więcej na temat :

      http://ryuuk.salon24.pl/491702,sztuka-walki-mieczem-a-szermierka-jarmarczna

      Usuń
    3. Sądzę, że źle odczytujesz intencje Foxa - jak dla mnie to uzasadniona reakcja na pewną realną modę ideologiczną na ''rodzimowierstwo'' i okultystyczne neopogaństwo oraz próba zneutralizowania towarzyszących temu zagrożeń, problem dotyczy nie tylko pewnych niszowych środowisk typu xxxportalowcy czy Niklot [ choć przypomnę że bolszewicy i naziole też początkowo byli jedynie kuriozalną grupką ''oszołomów'' których mało kto traktował poważnie, później już jakoś nie było do śmiechu, wprawdzie nic dwa razy nie zdarza się tak samo niemniej lepiej dmuchać na zimne ] ale staje się wręcz fenomenem społecznym obejmując także pomienionych sebów - wspomnij rapera Dojebatana bredzącego coś o ''wyzwolicielach'' z armii czerwonej i deklarującego ''rodzimowierstwo'' o którym wprawdzie nie jest w stanie wybełkotać nawet coś konkretnego ale zjeb nasącza swe klipy tandetną satanerką zatruwającą co słabsze umysły fanów a to już robi się groźne. Wygląda to na powtórkę numeru ze słowianofilstwem w przystosowanym do obecnych warunków popowym wydaniu, należy więc dać odpór póki nie jest za późno choć słusznie wytykasz możliwe na tej drodze mielizny. Stąd jeśli o mnie idzie zamiast masońskiej gnozy wolałbym zaproponować coś co na własny użytek nazywam ''neosarmatyzmem'', nie chodzi rzecz jasna o dorabianie sobie herbów i dętą tytulaturę - niestety taką formę zwykle to przybiera - a pewną syntezę kulturową czerpiącą to co najlepsze tak z własnej tradycji jak i obcych, rodzaj imperializmu kulturowego postulowanego przez polskich antynazistowskich faszystów ze ''Sztuki i Narodu'' na obecną modłę, innej drogi wyjścia z kryzysu nie widzę, w każdym razie nie wiem jak ty ale ja nie zamierzam pchać się na okopy św. Trójcy białego bantustanu czy białorycerzowanie w obronie wszetecznicy brukselskiej, która sika po nogach z ochoty dania zadu jurnym barbarzyńcom. Odnoszę wrażenie, że pojmujesz Zachód w anachroniczny sposób, o ile kiedykolwiek istniał on w zakreślonym przez ciebie kształcie już dawno zastąpił go kulturowy tumor otwarcie i z aprobatą definiujący się jako ''aksjologiczna próżnia'', trudno doprawdy nadstawiać kark za nic dosłownie, które jeszcze z bycia zerem czerpie dumę. Nawet to co piszesz w obronie Okcydentu nie brzmi zbyt zachęcająco bo wynika z tego, że Francją trzęsie jakowaś mafia satanistów przy której masoni to klub prawiczków a jeśli chodzi o perfidny Albion pewnie jest jeszcze gorzej - owszem, co tu ukrywać pewna doza skurwysyństwa jest konieczna dla przetrwania niemniej na czystym podszytym nihilizmem cynizmie daleko się jednak nie zajedzie, jeśli jakoś się nie ogarniemy czeka nas nieunikniony cywilizacyjny kolaps i wielkie zlodowacenie, tak sądzę. Postulowane ''spotkanie Wschodu i Zachodu'' wcale nie musi oznaczać tandetnego kulturowego miszmaszu i wyrzekania się własnych tradycji, przypomnę podstawowy że aż wstyd fakt iż chrześcijaństwo jest jakby nie było religią orientalną, Ziemia Święta nie leży w Górach Świętokrzyskich czy Alpach albo wzgórzach nad Missouri jak dla mormonów a na Bliskim wprawdzie jednak Wschodzie, to tam początkowo znajdowały się jego główne ośrodki zanim zmiotła je islamska nawała i kształtowały obowiązujące do dziś podstawy doktrynalne itd., warto rzecz rozważyć zamiast grzęznąć w uproszczonych na użytek bieżączki polaryzacjach.

      Usuń
    4. Zgoda, ale niezupełnie o to mi chodziło. Nie jestem Rycerzem Okcydentu tylko czepiam się orientalnej mitomanii. Wśród "badaczy" tematyki Ancient Aliens oraz ich turbo-ario-słowiańskich kolegów jest problem ze zrozumieniem różnicy między archeologią a mitologią. "Badacz" nie chce zrozumieć, że archeologia dostarcza nam informacji na temat naszych dziwnych znalezisk, a mitologia dostarcza tylko wyobrażeń starożytnych ludzi na temat ich dziwnych znalezisk, czy zjawisk, które im towarzyszyły. Dla "badacza" mitologia jest równouprawnionym dostawcą faktów :)

      W czasach paleolitu, klany łowców mamutów przemieszczały się za zwierzyną na znaczne odległości (jak Indianie za bizonami). To były klany, grupy spokrewnionych rodzin, żadne plemiona, czy żadne inne 'wyższe' formacje społeczne. Inny był klimat, inna linia brzegowa, prawdopodobnie gdzie indziej były bieguny magnetyczne. Kilkadziesiąt tych klanów przyszwędało się na Wyspy Brytyjskie (de facto ówczesne półwyspy) które nie były wtedy odcięte od Kontynentu kanałem.

      ale coś się..coś się popsuło.... i podniosły się oceaniczne wody zmieniając znacznie linię brzegową. Paleolityczni łowcy uwięzieni na Wyspach przeszli na osiadły tryb życia, zajęli się rolnictwem i gładzeniem kamienia. Weszli w nową epokę - neolitu. Gładzenie kamieni szło im dość dobrze, więc sobie gładzili coraz większe kamyki - menhiry i budowali z nich kurhany, obiekty sakralno-astronomiczne i podziemnie "lodówki" do przechowywania płodów rolnych z takim trudem wydzieranych ziemi.

      Wieki później na Wyspy przypłynęli Celtowie (dziś wiemy, że to byli turbosłowiańscy Lechici z Wielkiej Lechii) i zaskoczeni stwierdzili, że to co wydawało się bezludne, jest jednak zamieszkane. Tajemnicze lokalsy, raz po raz chowały się w pół-podziemnych megalitycznych budowlach, strzelały do Lechitów z procy, rzucały dzidy.... a nawet uroki, bo wódz Lechitów dostał podagry, a jego żona poroniła. Wniosek był prosty - to MUSIELI być bogowie, a co najmniej półbogowie, Lud Tuatha Dé Danann, lud bogini Danu, wielcy magowie, czarownice-Morrigany oraz Giganci. No bo przecież kto te wszyskie menhiry tak poukładał? ...Co? Obelix jakiś? Nie, kurwa! To byli Giganci z Tuatha Dé Danann. TAK BYŁO! Tak mówią nasze celtycko-lechickie księgi popiołów, bo taka jest wykładnia XX-wiecznych blogerów i youtuberów.

      Odkrycie neolitycznych budowli z gładzonych menhirów pochodzących sprzed 10 tysięcy lat(wszystko jedno czy na Syberii, w południowej Anglii, na Mazurach, Podlasiu, czy w tureckim Goebekli Tepe) niestety NIE JEST dowodem na obecność w tym miejscu "wysoko-zaawansowanej technicznie cywilizacji Ario-Słowianskich Annunaki-Gigantów z Nibiru tnących menhiry laserem, układających je za pomocą latających wimanów, a w wolnych chwilach łapiących motyle między swe półboskie pośladki" TYLKO jest dowodem na istnienie w tym miejscu neolitycznych budowli z gładzonych menhirów pochodzących sprzed 10 tysięcy lat. Bo wtedy mniej więcej większość paleolitycznych łowców przeszła w tryb neolitycznego rolnika, a nadmiar papu z tego tytułu pozwolił na wyodrębnienie się kasty kapłańskiej zajmującej się obserwacją gwiazd, konszachtami z "bogami" i blo(a)gowaniem

      Usuń
    5. To w/w jest jednak zbyt prostym i zbyt czytelnym kłamstwem. Turbo-Ario-Lechita Paweł herbu Wieniawa nie po to dokonał w swoim życiu tylu transgresji łącznie z ostatnią turbosłowiańską, by mógł się teraz wycofać. ON już WIE, że jest krewnym Długoszowskiego i może nawet zrobił magistra, ale co z tego skoro wszyscy już są herbowi, mają wyższe wykształcenie oraz wyższe stopnie oficerskie. Nawet Albin Siwak herbu Siwak, gen. bryg. Bractwa Świętego Stanisława (dalej BSS) Henryk Dziudek herbu Dziudek, gen. bryg. BSS Jan Henryk Baron Janczak herbu Pająk, ppłk BSS prof. dr hab. inż. Jerzy Lechowski herbu Szczęście, gen. bryg. BSS Jerzy Dżirdżis Murza Kniaź Szahuniewicz herbu Akszak, gen. bryg. BSS Arda Książę Yurdatapan herbu Kotromanić. Nawet właścicielka 2 tajskich restauracji w Warszawie może zostać nad Wisłą apgrejdowana na Księżniczkę Krittikę Truong-Manoch herbu Truong.

      ....reszta cyrkowej ekipy po linkiem

      http://www.sstanislaus.pl/pl/index.php?id=18

      Dlatego Paweł herbu Wieniawa MUSI szukać dalej, wśród starożytnych Ariów, a potem wśród Anunnakich z wimanów. MUSI, bo czuje na plecach oddech coraz bardziej utytułowanych i coraz bardziej szlachetnie urodzonych rodaków, a szelest ortalionu dobiegający zewsząd nie pozwala mu zasnąć. Nic to jednak! Niektórzy nie śpią, bo trzymają kredens, ale on - Paweł herbu Wieniawa wykorzysta każdą bezsenną noc, by tropem ruskich filmików z youtuba odkryć Prawdę o sobie i swoich niebiańskich przodkach. Jego PRAWDĘ.

      Usuń
    6. Jakaś hyberborejsko-ario-słowiańska telepatia chyba zadziałała, bo już miałem skrobnąć mały aneks odnośnie znanego w środowisku sztuk walki (i nie tylko) pewnego cosplayera mitomana, ale widzę, że w ostatnim wpisie blogowym już go uwzględniłeś.

      Już po tym jak wrzuciłem tu swój komentarz odnośnie "bractwa świętego Stanisława Patrona Polski" coś mnie tknęło, żeby sprawdzić kto jest dyrektorem tego obwoźnego cyrku klaunów rodem z castingu u Felliniego. To oczywiście pseudo-karateka Murat. Dorzucę tylko małą insajderską ploteczkę o tym przebierańcu, choć jak widzę już internety się wzięły za niego i te jego "biznes-wygłupy" na które musi chyba mieć jakąś kryszę, bo bawi się w ten sposób już od połowy lat 90-tych.

      Po raz pierwszy usłyszałem nazwisko tego cosplayera jakieś 15 lat temu, kiedy do sekcji Shotokan, do której chodziłem trafiły dwie dziewczyny chodzące wcześniej na to jego gówno Tsunami. Wtedy się dowiedziałem od starszych stopniem kolegów, że ten pajac wcześniej też trenował Shotokan i doszedł raptem do 6 kyu (zielony pas, coś co przeciętna Karyna robi podczas 2-letniego licencjatu), po czym odszedł (wywalono go?), założył własny styl, sam sobie nadał tytuł shihana i związany z nim 10 dan, teraz jeszcze używa tytułów soke i taishi czyli pełen odlot, szkoda że nie szogun, albo Chryzantemowy Bóg Wschodzącego Słońca, ale wszystko przed nim, więc czekajmy cierpliwie.

      To jest operetkowa organizacja. Zarówno ta pseudo-szkola karate jak i reszta stowarzyszeń założonych przez tego mitomana. Bardzo dobrze go zaorał ten komandos, w filmiku jaki załączyłeś do wpisu. Dowiedziałem sie sporo nowych rzeczy. Szczerze mówiąc nie miałem pojęcia, że ta pajacownia jeszcze działa...i to jak działa! To prawdziwy przemysł cosplayu, fabryka mitomanów i przebierańców. Rozdaje dany na lewo i prawo, jakimś frajerom, albo kolegom z SB, a teraz jeszcze, jak widzę rozszerzył działalność na "branżę kombatancko-heraldyczną", rozdając tak samo jak czarne pasy, stopnie wojskowe i herby szlacheckie. Nawet został tatarskim szlachcicem. No bo przecież skoro Bohuslän to prasłowiańska osada Bogu Wysłana, a Madonna śpiewając La Isla Bonita wzdycha do lechickiego kochanka Stanisława Bonity, to oczywistym jest, że Murat to z pewnością potomek sułtanów tureckich o tym imieniu, no bo przecież nie Joachima Murata syna oberżysty wyniesionego przez Napoleona do godności Marszałka Francji. Choć kto wie? Tamten Francuz też był klaunem oraz nosił się jak choinka obwieszony sznurami i orderami. Od razu przypomina mi się artykuł z kresów24 o przebierańcach z dnia Pabiedy. Towarzystwo od Murata jest wystrugane z tego samego kałolitu. Dziwne, że nikt się za to nie wziął od strony prawnej. Jeszcze sobie niech dokooptują potomka cesarza Walensa, który ma ostatnio kryzys tożsamości.

      Tak to właśnie funkcjonuje. Jeszcze mamy się zastanawiać jak im zaaplikować Ario-Słowiańskie idee? To już TERAZ jest świat bez klamek, Klany Księżyca Alfy, na żywo ale w studio. Idealny materiał na ubogacenie Foxowej serii SNY, choć tu bardziej straszno niż śmieszno, bo być może ci przebierańcy są celowo zadaniowani do tychże środowisk. Wiele na to wskazuje. Nawet śp. Prezydent Kaczyński dał się wrobić w nadanie Muratowi brązowego krzyża zasługi. Za co? Za cosplay? Litości ....

      Usuń
    7. To chyba pokazuje jacy ludzie byli w otoczeniu Kaczyńskiego. Podsunęli mu to podpisał i medal przyznał, nie mógł przecież osobiście prześwietlać każdego. Towarzystwo tam jest ciekawe: odtwórca Hubala Ryszard Filipski, abp kapuś Wielgus, no i po prostu przekroczenie wszelkich granic śmieszności Albin Siwak herbu Siwak. Może to nie powinno dziwić, że abp współpracownik w jednym towarzystwie z takim Siwakiem, kiedyś już grali do tej samej bramki.
      Górnoślązak

      Usuń
  2. Co do istnienia cywilizacji w obszarze obecnej Arktyki to pelna zgoda, bylo to mozliwe poniewaz przed zmianami "klimatycznymi", a bardziej przed ostatnia zaglada termojadrowa, slonce swiecilo tylko nad srodkowa czescia "ziemi", inni nazywaja to pólkula pólnocna. Zas na obrzezach plaskiej ziemi lub pólkuli poludniowej panowal wieczny mrok. Wedlug starozytnych Greków niewielu smialków zapuszczalo sie na poludnie..znamy te opowiesci z mitologii. Polecam fajny film po rusku:https://www.youtube.com/watch?v=Pxr-ShRCLMQ

    OdpowiedzUsuń
  3. Za wspomnienie o tajnym zespole powołanym pod auspicjami żelaznego Feliksa pod wodzą Barczenki wielki +, natomiast przyznam szczerze, iż to imponujące nagromadzenie faktów tworzy dla mnie żmut że tak powiem za Rymkiewiczem, nieprzejrzystą plątaninę wątków, które trudno mi zweryfikować, niemniej o ile dobrze odgaduję intencje - patrz wyżej - popieram strategię.

    ...a skoro już jesteśmy w takich klimatach i publicznie zadeklarowałem recenzję ''Vrila'' jestem ci winny wytłumaczenie : powstanie ona to pewne ale raz, że tzw. życie nieustannie odrywa mnie od lektury, dwa iż lubię wprawdzie długie teksty niemniej cała książka w pdf to już nieco insza inszość a przede wszystkim jak już zasiadam przy kompie niespodziewanie pojawiają się tematy wobec których trudno przejść obojętnie tak jak było z FACTA czy obecnie ubecką hucpą towarzyszącą świętu ''wyklętych'', wprawdzie już od jakiegoś czasu narastało we mnie podejrzenie graniczące z pewnością, że bezpieka bezczelnie je sobie przywłaszcza i podręcznikowo manipuluje naiwniakami ale stężenie ubolskiej błazenady i zwykłej głupoty podczas ostatnich obchodów przekroczyło ''masę krytyczną'' stąd właśnie prokuruję na dniach wpis o tej patologii, niestety ze względu na zagrożenie procesem muszę być nader oględny ale nawet to co w nim pomieszczę wystarczy aż nadto by nabrać zdrowej rezerwy jak sądzę [ choć sensacji jakiś proszę się nie spodziewać, będzie to jedynie porażający koncentrat butnego chamstwa i durnoty ]. W każdym razie niechże mi będzie wybaczone opóźnienie, jak już się czegoś podejmę to zwykle w końcu to robię, cierpliwości.

    OdpowiedzUsuń
  4. Seria miodzio, bardzo ciekawe to wszystko, ale ja się powtórzę: mamy na czym budować tożsamość, nie trzeba sięgać tysiące lat wstecz, można budować na historii oficjalnej pisanej przez profesorów z uniwersytetów. Rozumiałbym takich Finów czy Estończyków, którzy blisko tysiąc lat byli pod buciorem szwedzkim, niemieckim, rosyjskim, nawet polskim, oni mogą mieć powody aby sięgać do rzymskich kronikarzy i mówić "o, Tacyt o nas pisał". Chociaż jaka tam jest ich polityka historyczna nie wiem, na pewno nie nauczę się jakiegoś ugrofińskiego języka. Tacy Estończycy zdają się być dumni ze swojego chłopskiego pochodzenia, śpiewają sobie na festiwalach w strojach ludowych patriotyczne pieśni i nie ma obciachu. U nas oczywiście sami herbowi, a jak ktoś napisze, że Polacy są narodem chłopskim, to część się obraża, inni się cieszą, bo ten ktoś rzekomo strasznie dosrał tym zakompleksionym polaczkom. Władza widać nie zamierza budować ani na sarmatyzmie, ani na tym co wcześniej, tylko idą ostro w historię XX w. Jak ja byłem gówniarzem, to mojej gimbazie nadawali imię Armii Krajowej, o Żołnierzach Wyklętych mało kto słyszał, w szkole się nie mówiło. Turbosłowianizm, jakieś rodzimowierstwo totalna nisza, kto o tym wtedy słyszał? Nie chcę tu katolickich teorii spiskowych rozsiewać, ale to całe rodzimowierstwo śmierdzi atakiem na Kościół, sposób na odciągnięcie prostego, młodego luda od chrześcijaństwa, które nakłada tyle ograniczeń na bzykanie. Pogańska rozwiązłość i "radość życia" fajnie się sprzedaje. Inna sprawa, że dzisiejszy Kościół to jakaś totalna porażka, żal. Dziesięć lat temu z hakiem dużo było o AK, o Powstaniu Warszawskim, obchody w 2004 roku z pompą. Ale tak to wygląda jakby AK była dopieszczona przez III RP i dlatego nowa władza bardziej stawia na ŻW.
    Górnoślązak
    P.S. Co Piłsudski miał z tym pasjansem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Seria miodzio, bardzo ciekawe to wszystko, ale ja się powtórzę: mamy na czym budować tożsamość, nie trzeba sięgać tysiące lat wstecz, można budować na historii oficjalnej pisanej przez profesorów z uniwersytetów. "

      Pewnie ze tak-jak juz sie u gory "chlopaki" wypowiedzieli turboslowianiznm(nawet jesli mia jakies oparcie w realiach)to sliska sprawa.Dla mas wystarczy powszechna znajomosc takich w sumie prosciutkich ksiazeczek jak "Polskie imperium" czy "Badzo polska historia wszystkiego" tudziez paru monotematycznych jak chocby "Antoine krol fryzjerow" itp itd-wszystko czarno na bialym bez odlatywania "w kosmos" i wzglednie weryfikowalne i naukowe-zero niebezpieczenstwa mitomani i jakiegos "szamanizmu".
      BYC MOZE(?)elity potrzebuja czegos bardziej mistycznego/metafizycznego ale dla mas ktore maja przedewszytskim pracowac to jak najbardziej wystarczy(zreszta rozumiala to jakos zdaje sie komuna tak gloryfikujaca i Grunwald i Cedynie i obrone Czestochowy itp,jak sie doda to tego troche polskich naukowcow i odkrywcow a nawet KONIECZNIE Konecznego to bedzie w sam raz dla ogolu przynajmniej-kto bedzie chcial to pojdzie wyzej/glebiej.).
      A co do ruin Hyberporei czy Goebekli Tepe i innych to z MITOKREACJONISTYCZNEGO punktu widzenia sa dla mnie...nieinteresujace(bylo to prostu zbyt dawno i niewiele ma z kimkolwiek obecnie wspolnego).Interesuja mnie one od strony czysto archeologicznej-byla tam jakas cywilizacja czy nie i jakie miala osiagniecia i wplywy?No chyba ze znajdziemy tam te "lasery" co nimi cieli te tysiactonowe bloki-ale raczej nie bo choc na pewno dzikusy to nie byly to fakt istnienia owych "laserow" i innych bajerow jest dosc watpliwy.
      @Kamil T

      Przeslalem Twoje argumenty dotyczace Francji i sie nie zgodze.Ale to temat na inna i dluga dyskusje.

      Piotr34

      Usuń
    2. Zdjęcie Piłsudzkiego układającego pasjans to majstersztyk. Według znanej historii bądź legendy opartej bodajże, na wspomnieniach jego adiutanta, Piłsudzki wolną Polskę wywróżył. Siedział w kalesonach i układał pasjansa i powiedział ze jak ułoży to będzie wolna Polska, i ułożył.

      s_s

      Usuń
  5. Zajebiaszczy artykul i jeszcze lepsze komentarze. Przy tekscie "Obawiam się że kolejny awans, (...) może przypłacić ostrym rozstrojem psychosomatycznym w najlepszym przypadku(...)" po prostu kwikłem, zgodnie z zamierzeniem autora jak rozumiem. Resztę intelektualnego brandzlowania przy czytaniu komentrzy zostawiam sobie na deser który zjem za chwilę a na bieżąco to jedna uwaga:

    Czy jest jakiś rosyjski odpowiednik naszego geoportalu? Bo jak tak to te istnienie starożytnej twierdzy w górach Ałtaju da się zweryfikować jakieś 60 sekund (LIDAR).

    shape_shifter

    OdpowiedzUsuń
  6. Do teorii sumeryjskiej dodaj, że w tradycji hebrajskiej (za apokryficzną Księgą Henocha) aniołowie, którzy mieli opiekować się ludzkością, ale sprzeniewierzyli się temu i zaczęli nad nią panować, mieli być nazywani Czuwającymi. Spośród Czuwających byli też ci, którzy sprzeciwili się zdradzie i Michaela i Raphaela podjęli walkę z tamtymi pod wodzą.

    Natomiast na pewno mamy do czynienia z ogromnym poszukiwaniem tożsamości narodowej Polaków. Czy koncepcja proponowana przez Foxa jest dobra? Ma swój urok. Osobiście bardziej odpowiada mi inna, Polaków jako miksu kilku graniczących ze sobą ludów, w większości pochodzenia indoeuropejskiego. Język polski (i inne języki zachodniosłowiańskie) byłyby wtedy czymś w rodzaju mowy wspólnej łączącej Bałtów, Germanów, Słowian, ludy perskie, a nawet Ugrofinów, którzy na obrzeżach naszego terytorium przebywali i trochę nam w spadku językowo zostawili (to akurat wiem od kolegi językoznawcy, zajmującego się językami ugrofińskimi).
    Polacy w tym gronie zawsze byli na styku kultur i etnosów, przez co nie da się polskości zdefiniować kulturowo, religijnie, czy etnicznie, a tylko politycznie, bo od początku Polska była projektem politycznym, którego głównym założeniem była wolność, rzeczywista, a nie wymuszona tolerancja, pochodzenie władzy z woli szerzej lub węziej rozumianego narodu (pierwszym władcą z wyboru był Kazimierz Odnowiciel, a podstawy ideowe polskiego widzenia narodu i państwa dał w XII wieku Wincenty Kadłubek, który po raz pierwszy określił Regnum Poloniae jako Res Publica.
    I to jest u nas moim zdaniem fajne. Każdy w naszej kulturze i przeszłości znajdzie sobie to, co mu w duszy gra. Chce być potomkiem Wandalów i Gotów? Proszę, bardzo, ma na to naukową podbudowę. Pasuje mu odwołanie się do pokrewieństwa ze zdobywcami świata, Ariami? Ależ nic nie stoi na przeszkodzie. Leży mu pokrewieństwo z Imperium Perskim? Ma do tego pełne prawo.
    Nawet mitochondrialne DNA, które w różnych ludach różnie jest rozłożone, w Polsce ma rozkład dość równomierny. Za to dominująca mutacja R1a1 jest wyjątkowa i poza Polską w zasadzie nie spotykana.
    A język polski, choć jest językiem słowiańskim, ma bardzo mało słów słowiańskich, zaś większość polskiego słownictwa to indoeuropeizmy, czyli słowa wspólne ze wszystkimi językami rodziny indoeuropejskiej. I ta wyjątkowa zdolność asymilacji wyrazów obcojęzycznych, które po jednym pokoleniu są całkowicie spolonizowane. I ta ilość fonemów, które występują w języku. Prawie połowa wszystkich fonemów na świecie. Żaden inny język tak nie ma.
    Kto wie, może to właśnie dowodzi tego, że nasi przodkowie wywodzili się bezpośrednio z tej prastarej kultury?
    Można fantazjować. :-)

    OdpowiedzUsuń