sobota, 9 maja 2020

Niepodległość: Skała


Ilustracja muzyczna: Shanguy - Desole (Wyobraźcie sobie Hitlera zwiedzającego w 1940 r. i słuchającego tego utworu :)

„Skoro byliśmy zdecydowani pozwolić Hitlerowi na pożarcie Polski bez poważniejszej interwencji z naszej strony, nasuwa się pytanie, po co wypowiedzieliśmy wojnę we wrześniu 1939 roku?” – płk Adolphe Goutard, "Wojna straconych okazji".




Francja mogła w 1940 r. bez większego problemu pokonać Niemcy. Jeśli tego nie zrobiła, to głównie z powodu załamania morale i fatalnego przywództwa wojskowego i politycznego. Już po pierwszej porażce pod Sedanem (której dało się uniknąć - wystarczyło rzucić do boju dwie stojące bezczynnie dywizje pancerne!) władze kraju i dowództwo armii uznały, że nic nie da się już zrobić. Szybko przeszły do konkluzji, że pozostaje im już tylko stać się częścią niemieckiej Europy.



Totalnie nie popisało się wówczas też polskie kierownictwo polityczno-wojskowe. Generał Sikorski był człowiekiem ślepo zapatrzonym we Francję (wykonującym też dla niej pracę agenturalną). Jednocześnie jednak był człowiekiem, który totalnie nie rozumiał swojego francuskiego protektora. Tak więc na posiedzeniu rządu w dniu 28 maja 1940 r. zapewniał ministrów, że "nie ma mowy o załamaniu moralnym we Francji" i że "niezłomne postanowienie wytrwania za wszelką cenę aż do zwycięskiego końca jest mocniejsze niż kiedykolwiek".  7 czerwca przekonywał, że problemy  Francji są tylko przejściowe i że wkrótce dojdzie do całkowitego odwrócenia sytuacji. Kilka dni później przekonywał, że "Petain i Weygand symbolizują jedność w prowadzeniu wojny aż do zwycięstwa". Głosił taką tezę wówczas, gdy ci dwaj dowódcy szykowali już Francję do kapitulacji. 



10 czerwca opuszczając Paryż mówił, że jedzie do Weyganda, by przedstawić mu swój "zbawczy plan" uderzenia na flankę niemiecką wojskami z Linii Maginota. Przez tydzień błąka się po Francji, nie wiedząc, że Weygand przeniósł się do Bordeaux. 12 i 14 czerwca depeszuje do rządu  w Angers, by nie spieszyć się z ewakuacją, bo "sytuacja jest dobra i poprawia się". Przypomnijmy: 14 czerwca to dzień wkroczenia Niemców do porzuconego Paryża. W nocy z 16 na 17 czerwca rozmawia z prezydentem Władysławem Raczkiewiczem i próbuje go przekonywać, że "nie jest tak źle". Raczkiewicz krzyczy na niego, by "pozbył się złudzeń" i wracał jak najszybciej. Sikorski odpowiada, że nie może, bo ma następnego dnia ważną rozmowę z Weygandem. Prezydent zaskakuje go mówiąc, że Weygand jest w Bordeaux.



Sikorski wyjeżdżając na tydzień w poszukiwaniu Weyganda nie zostawił swojemu sztabowi żadnych rozkazów. Sterroryzował za to swój sztab wybuchając złością na sugestię, by wycofać niezaangażowane w walkę polskie oddziały i jednostki tyłowe za Loarę. Gen. Kukiel przez tydzień nie chce więc wydawać żadnych rozkazów polskim wojskom bez wiedzy Sikorskiego. A z Sikorskim nie jest w stanie się skontaktować. Naczelny Wódz po prostu zniknął. Dzisiaj krytykujemy np. gen. Rómmla za to, że "porzucił" Armię Łódź i wyjechał do Warszawy (Kutrzeby za to samo nie krytykujemy, bo wiadomo, jest bohaterem bez skazy) i straszliwie się zżymamy na marszałka Śmigłego-Rydza za ewakuację do Rumunii. Co jednak sądzić o Wodzu Naczelnym, który w ogniu walk na tydzień zrzeka się dowództwa i zrzuca mundur? Generał Sikorski pozbył się munduru, pod wpływem panicznej pogłoski o Niemcach zmierzających do miasteczka, w którym się zatrzymał. Później musiano instruować miejscowego krawca jak uszyć mundur polskiego Wodza Naczelnego...



Polskie wojsko toczy bohaterskie walki pod Lagarde, Montbard i Clou du Doubs. Nasze jednostki zostały jednak rzucone na front oddzielone od siebie. Sztab z gen. Kukielem na czele nic nie robi, by temu zapobiec. No może, poza prośbami do Francuzów, by bardziej rozumnie wykorzystywali nasze siły. Co więcej - nasze kierownictwo wojskowe marnuje Samodzielną Brygadę Strzelców Podhalańskich, którą ze zwycięskich walk w Norwegii zamiast do Anglii wysłano już w czerwcu do Bretanii! Liczące ponad 80 tys. wojsko zostaje zaprzepaszczone, dlatego że sztab nie przygotowuje jego ewakuacji. Ci sami sztabowcy drwili wcześniej z ewakuacji WP do Rumunii i na Węgry. No cóż, tamta ewakuacja była wzorem profesjonalizmu i dalekowzroczności.



Rząd ewakuuje się 14 czerwca z Angers do Libourne pod Bordeaux. Francuski premier Paul Reynoud  mówi ministrowi Augustowi Zaleskiemu (piłsudczykowi i znanemu masonowi), by polski rząd i wojsko w ciągu 3-4 dni ewakuowały się do Anglii. Zaleski zaczyna organizować ewakuację w porozumieniu z Brytyjczykami, ale oponuje znany idiota płk Izydor Modelski oraz...generał Sosnkowski. Twierdzą oni, że decyzję w tej sprawie może podjąć tylko gen. Sikorski. Kontakt z Sikorskim zostaje nawiązany dopiero w nocy z 16 na 17 czerwca a 17-go wydaje on zgodę na ewakuację rządu i prezydenta. Raczkiewicz i Zaleski w ostatniej chwili odpływają na brytyjskim okręcie, unikając niemieckich nalotów bombowych do Anglii. Prezydenta Raczkiewicza 21 czerwca król Jerzy V wita na londyńskim dworcu kolejowym. Sikorski przez parę dni nie wie, co ma robić ze sobą, aż przylatuje po niego "szara eminencja' Józef Rettinger i zabiera go wraz z gen. Sosnkowskim i paroma oficerami do Londynu. Z wojska udaje się przedostać do Wielkiej Brytanii tylko 15 tys. żołnierzy. Polskie rezerwy złota nie zostają ewakuowane - przechwytują je Francuzi i wywożą do Afryki. Przez kilka lat walczymy o nie w nowojorskich sądach - wygrywamy dzięki zaangażowaniu braci Dulles. 


Sikorski zapomniał co prawda o polskim złocie, ale nie zapomniał o swoich przeciwnikach politycznych więzionych w obozie internowania w Cerizey. Zapewnił im transport do Wielkiej Brytanii, tylko po to by wsadzić ich do obozu karnego na Wyspie Węży.  W obozie tym przebywają piłsudczycy, oskarżani o "sprawstwo klęski wrześniowej". W większości są to ludzie, którzy nie mieli żadnego wpływu na przebieg działań wojennych w 1939 r. a nawet byli wówczas poza wojskiem i polityką, ale przed laty czymś podpadli sitwie Sikorskiego. Wśród osadzonych są m.in.:  inicjator Powstania Wielkopolskiego - por. Mieczysław Paluch, inny bohater tego zrywu - dr. Wojciech Jedlina-Jacobson,  wojewoda śląski Michał Grażyński (bohater Powstań Śląskich), mjr Jerzy Niezbrzycki, kierownik wydziału "Wschód" w Oddziale II Sztabu Generalnego, czy gen. Stanisław Rouppert, naczelny lekarz Wojska Polskiego. Internowani są również niektórzy oficerowie Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, którzy krytykowali dowodzenie Sikorskiego we Francji - np. płk Władysław Dec z Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich. Znany pisarz i pilot Janusz Meissner trafia do obozu, za wydanie jednego numeru pisma satyrycznego "Spitfire". 



Sikorski stawia wyżej lojalność polityczną niż zdolności. Na przyjęcie na jakąś sensowne stanowisko dowódcze w wojsku nie mają co liczyć tacy bohaterowie Września jak płk Adam Epler czy płk Wilhelm Orlik-Ruckemann. Gdy były premier gen. Felicjan Sławoj-Składkowski prosi o możliwość przyjęcia do armii jako zwykły, szeregowy lekarz, dostaje w odpowiedzi chamski list od Sikorskiego. 



Żołnierzom polskim, którzy przybywali od 1939 r. we Francji kazano "trzymać głowę nisko" i pamiętać, że "reprezentujecie kraj pokonany". Emigracyjna prasa ówcześnie starała się maksymalnie zohydzać II RP. Podważano nawet legalność Konstytucji Kwietniowej - na podstawie której działały przecież władze RP na uchodźstwie! W wojsku zakazano śpiewać legionowe piosenki, ale namawiano by śpiewano pieśni o gen. Sikorskim, Kukielu czy nawet płk Modelskim. Modelski znany był z tego, że w czasie I wojny światowej prowadził działalność donosicielską dla austriackich władz a podczas zamachu majowego dowodził pułkiem na warszawskiej Cytadeli. Gdy ogłosił neutralność, żołnierze zamknęli go w kiblu i ruszyli na pomoc Piłsudskiemu. Komuniści uczynili tego prezesa Związku Hallerczyków (co ciekawe hallerczyka pochodzenia żydowskiego) attache wojskowym w Waszyngtonie w latach 1946-1949. Gdy chcieli go odwołać ze względu na rażącą nieudolność, przeszedł na stronę Amerykanów. 

Cofnijmy się jednak nieco w przeszłość, by lepiej oświetlić pewne sprawy...



Płk Józef Jaklicz wspominał jak 17 września 1939 r. gen. Sikorski zgłosił się do niego w Kołomyji. Znali się bardzo dobrze z wojny 1939 r. i bardzo lubili. Sikorski powiedział, że z upoważnienia gen. Sosnkowskiego chce się skontaktować z marszałkiem Śmigłym-Rydzem. Namawiał Naczelnego Wodza do ewakuacji poprzez Rumunię do Francji! Mówił, że ma we Francji liczne znajomości a jego przyjacielem jest generał Maurice Gamelin (ten sam, który nie pomógł nam w 1939 r. i zawalił sprawę w 1940 r.), więc chętnie pomoże marszałkowi w budowie armii polskiej na ziemi francuskiej. W tym momencie marszałek Śmigły-Rydz jeszcze nie myślał o ewakuacji do Rumunii - chciał szukać śmierci przebijając się z garstką oficerów pod Lwów.

18 września już po rumuńskiej stronie granicy Sikorski ponownie rozmawiał z Jakliczem. Sondował go co ma robić. Jaklicz odparł, że to co wcześniej ustalono z Naczelnym Wodzem. Sikorski przerwał rozmowę i bardzo chłodno się z nim pożegnał. Jaklicz później przez wiele miesięcy nie mógł się doprosić stanowiska w WP we Francji, aż w czerwcu 1940 r. powierzono mu dowództwo piechoty dywizyjnej 3 Dywizji Piechoty, która nie była jeszcze do końca uformowana. 

Po kampanii francuskiej został na terenie Francji, kierując tam do 1944 r. konspiracyjnym Wojskiem Polskim. Był więc wodzem polskiej tajnej wojny na terenie tego kraju.

A działo się tam wiele. Ale bardzo niewiele o tej tajnej wojnie wiemy. Dlaczego to francuskie ogniwo jest ważne? Choćby dlatego, że według ustaleń Dariusza Baliszewskiego, w grupie 95 polskich żołnierzy tzw. mirandczyków, z którymi widział się Sikorski na Gibraltarze 4 lipca 1943 r. był kilkunastu ludzi ze służb specjalnych z fałszywymi tożsamościami. Trzech z nich wykonywało wcześniej wyroki śmierci wydawane przez "oficerskie sądy kapturowe we Francji".

I jeszcze jedno: wielokrotnie pewnie czytaliście o majorze Galinacie, który 27 września w brawurowy sposób dostaje się samolotem ukradzionym z rumuńskiego lotniska do oblężonej Warszawy i wręcza gen. Rómmlowi rozkaz marszałka Śmigłego-Rydza o utworzeniu armii podziemnej. Wiecie co się z nim później stało? Był jednym z pierwszych więźniów Wyspy Węży. Gdy zostaje wypuszczony z obozu, zaczyna w lutym 1943 r. tworzyć Samodzielną Kompanię Grenadierów, czyli oddział komandosów przeznaczony do akcji w okupowanej Francji. A co jeżeli jej pierwsza akcja została przeprowadzona na Gibraltarze?



Odnaleziona przez Dariusza Baliszewskiego depesza płka Stanisława Karo z Oddziału II N.W. w Lizbonie do płka Michała Protasewicza, dowódcy Oddziału VI N.W. z 25 czerwca 1943 r. :

"Gralewski Jan pseudonim Pankracy wyjechał z Polski 8 lutego na rozkaz ZWZ, wyjechał 23 (czerwca) - odwołany z puczu na Gibraltar celem ewakuacji do Londynu pod nazwiskiem Nowakowski Jerzy, w Lizbonie nie był"

***

A w kolejnym odcinku serii Niepodległość przeniesiemy się do wojennej Lizbony i Madrytu.

***

Niektórzy hejterzy narzekają, że za dużo zajmuję się historią. Zwykle jednak ci sami ludzie tarzają się w historycznych analogiach, nazywając obecną ekipę rządzącą "grupą rekonstrukcyjną sanacji". No cóż, moim zdaniem porównywanie Zjednoczonej Prawicy do sanacji to dla niej zbyt duży komplement. Ale z punktu widzenia zwolenników tej formacji, przynajmniej Jarosław Gowin nie zachował się teraz jak generał Sosnkowski w 1939 r. i nie przeszedł na stronę "puczystów" chcących zdobyć władzę w wyniku kryzysowego chaosu.

Skoro jednak obecna władza ma być "grupą rekonstrukcyjną sanacji", to co rekonstruują partie opozycyjne? W przypadku PSL nie ma wątpliwości - rekonstruuje ono PSL "Piast" tak pięknie opisane w "Mateuszu Bigdzie". Mam na myśli oczywiście spryt polityków tej formacji - rozgrywają PO, tak jak dawny PSL rozgrywał endecję. Zresztą KO do pewnego stopnia jest grupą rekonstrukcyjną parlamentarnej endecji. Co prawda jej elektoratowi nie przejdą przez gardło słowa "Naród" czy "Bóg", ale jego oparta na mieszczaństwie struktura jest bardzo podobna. Oczywiście nie porównuje ich do NSZ czy ONR - to inne pokolenie. Widać jednak, że w obecnej kampanii wyborczej chwalili się pochodzeniem swojej kandydatki od Grabskich. Tych samych Grabskich, których Pękosławski idealnie obśmiał w swoich wspomnieniach za ich bezdenną głupotę.Mamy wreszcie też grupy rekonstrukcyjne niemieckiej piątej kolumny (niektórzy z nich przebierają się nawet na Śląsku w mundury Freikorpsów czy innych formacji LGBT) i KPP. Zastanawiam się jednak gdzie zakwalifikować byłego rezydenta Komorowskiego z jego groźbami, by Gowin uważał na siebie w ciemnym zaułku? Bo tak samo KPP groziła "zdrajcom" i "prowokom".

sobota, 2 maja 2020

Niepodległość: Teraz jest wojna!



"Pewnego dnia powiedział mi Jezus, że spuści karę na jedno miasto, które jest najpiękniejsze w Ojczyźnie naszej. Kara ta miała być, jaką Bóg ukarał Sodomę i Gomorę".

s. Faustyna Kowalska, "Dzienniczek", 39.

"Wrzesień. Pierwszy piątek. Wieczorem ujrzałam Matkę Bożą, z obnażoną piersią (!!! - dop. Fox) i zatkniętym mieczem, rzewnymi łzami płaczącą, i zasłaniała nas przed straszną karą Bożą."

s. Faustyna Kowalska, "Dzienniczek", 686

Kluczowe pytanie: Za co Bóg chciał tak mocno ukarać Polaków?

Ilustracja muzyczna: Run girls run! - Share the light - Assassin's Pride OP



W marcu 1939 r., w dniu hitlerowskiej aneksji Kłajpedy , płk Józef Jaklicz, zastępca Szefa Sztabu Generalnego, wezwał do siebie płka Józefa Szostaka, szefa Samodzielnego Referatu "Wschód" w Oddziale III Sztabu Generalnego. Szostak, w swoich znakomitych wspomnieniach "Moja służba Niepodległej", relacjonował, że Jaklicz spytał go o ocenę sytuacji strategicznej. "Myślę, że teraz przyjdzie kolej na nas." "A co my zrobimy?" - dopytywał się Jaklicz. "Wydaje mi się, że będziemy się bili. Będzie wojna". Jaklicz odparł: "Ale pan sobie zdaje sprawę, że dostaniemy w dupę!". "Tak, dostaniemy, gdyż są znacznie silniejsi od nas, ale w końcu będą pobici przez innych" - odrzekł Szostak. Jaklicz wówczas wypalił: "I do nas wejdą wojska sowieckie, a dużo czasu upłynie zanim się ich pozbędziemy".




Płk Jaklicz nie był jedynym pozbawionym złudzeń. Na jesieni 1938 r. kard August Hlond pyta marszałka Śmigłego-Rydza o to jak będzie wyglądała wojna polsko-niemiecka. Śmigły-Rydz nie jest optymistą. Mówi, że Polska wyjdzie z niej "skrwawiona, ale powiększona".



O tym, że do wojny ma dojść wiedzieliśmy od wielu lat. Już w 1932 r. Marszałek Piłsudski zmawiał się w kwestii likwidacji w zarodku niemieckiego niebezpieczeństwa z gen. Douglasem MacArthurem i prezydentem Herbertem Hooverem. W 1934 r. proponował Francji wojnę prewencyjną przeciwko Niemcom. "Sądząc z listów, jakie otrzymałem od Józia Makowieckiego z Paryża, francuskie koła wojskowe były tego zdania jak nasz Marszałek. Wykładowcy w Ecole de Guerre mówili Makowieckiemu o konieczności profilaktycznej wojny" - pisał Szostak. W 1936 r. marszałek Śmigły-Rydz ponownie zaproponował Francji wojnę prewencyjną przeciwko Niemcom. W 1938 r. rozważaliśmy zadanie Rzeszy ciosu w plecy w przypadku jej wojny z Czechosłowacją. Niestety, Czesi nie chcieli walczyć o swoją niepodległość i postanowili stać się częścią Niemiec...

Flashback: Wrześniowa Mgła - Uderz póki czas!

W lecie 1939 r. po powrocie z Paryża, płk Jaklicz podzielił się z Szostakiem opinią, że Francja nam nie pomoże. "Nie mają ciężkiej artylerii" - szepnął. Nie było to zgodne z prawdą - Francuzi mieli znakomitą ciężką artylerię, której Niemcy panicznie się bali. Jaklicz sygnalizował jednak, że nie będzie przełamania Linii Zygfryda.

Istniała też świadomość tego, że Stalin szykuje się do inwazji na nas. 8 września 1939 r. płk Pawło Szandruk, ukraiński oficer kontraktowy w WP, rozmawiał z Jakliczem i w swoich wspomnieniach "Siła męstwa" zapisał później, że Polacy byli świadomi ewentualnej sowieckiej inwazji. O tym, że wiedzieliśmy o niej bardzo dokładnie już wykazywałem w serii Wrześniowa Mgła.

Flashback: Wrześniowa Mgła - Przewidziana inwazja


Zresztą słowa Jaklicza z marca 1939 r. wyraźnie wskazują, że już wtedy doskonale zdawaliśmy sobie sprawę z tego jak potoczy się sytuacja. Ośmielę się stwierdzić, że ten scenariusz był nam znany o wiele wcześniej. Jak pisałem, w grudniu 1938 r. William Bullitt, długoletni ambasador USA w Moskwie i w Paryżu, powiadomił hrabiego Potockiego, naszego ambasadora w Waszyngtonie, o tym jak będzie wyglądać druga wojna światowa:




"W grudniu 1938 r. na urlopie w USA Bullitt znalazł czas na rozmowę z Jerzym Potockim, byłym adiutantem Marszałka Piłsudskiego, byłym senatorem BBWR a od 1936 r. naszym ambasadorem w Waszyngtonie. Rozmowa dotyczyła przyszłej wojny. Bullitt zapowiadał "wiele niespodzianek" na pierwsze miesiące 1939 r. Mówił, że wojna potrwa sześć lat, zakończy się klęską Niemiec i wprowadzeniem komunizmu w Europie. Kilka miesięcy później Bullitt w innej rozmowie precyzuje, że Stany Zjednoczone włączą się do wojny po stronie Wielkiej Brytanii i Francji. Nie będą się czynnie angażować od początku, ale po pewnym czasie włączą się, by wojnę zakończyć. Wszystkie jego prognozy się spełniły. Bullitt cały czas powołując się na autorytet Roosevelta zapewniał, że USA są zdeterminowane, by przystąpić do wojny. O tym, że USA włączą się do wojny przeciwko Niemców zapewniał również naszego attache wojskowego w Lizbonie, tamtejszy amerykański attache morski, będący przyjacielem Roosevelta.
Hrabia Potocki w innej swojej depeszy z 1938 r. pisze o wielkich programach zbrojeniowych rozkręcanych przez administrację Roosevelta, propagandzie prowojennej (rozkręcanej według niego przez "kontrolowaną przez Żydów" prasę i Hollywood) oraz o tym, że wojna będzie dla Roosevelta sposobem na zakończenie kryzysu gospodarczego i uniknięcie w USA konfliktów społecznych. Potocki wskazuje m.in. na Bernarda Barucha jako jednego z architektów kampanii prowojennej w USA.Ambasador Łukasiewicz w obszernej depeszy z Paryża z grudnia 1938 r. pisał o tym, że Francja związana sojuszem z Polską będzie szukała jakiegokolwiek pretekstu, by z tego aliansu się wycofać. Parę miesięcy później donosił jednak o zmianie nastrojów wśród francuskich elit, która się zbiegła z powrotem Bullitta z Waszyngtonu do Paryża. W rozmowie z amerykańskim ambasadorem zastrzegł, że Polska nie ma zamiaru zostać obarczona winą za wywołanie wojny. Dlatego domaga się od Wielkiej Brytanii i Francji konkretnych kroków mających zagwarantować ich przystąpienie do konfliktu przeciwko Niemcom i wsparcie dla Polski. Bullitt stwierdził, że będzie w tej sprawie mocno naciskał i zapowiedział, że ambasador w Londynie Joe Kennedy, odpowiednio ustawi brytyjski gabinet rządzący. Rzeczywiście, w ciągu kilku następnych tygodni rząd Chamberlaina przyspieszył przygotowania do wojny i dał Polsce gwarancje. Te dokumenty potwierdzają więc moją obserwację z serii Wrześniowa Mgła - to nie Anglia wciągnęła nas do wojny, tylko my ją."

Informacje dostawaliśmy też najprawdopodobniej od samego Kaukaskiego Prometeusza - Ławrientija Berii. Jak pisałem:



"Beria utrzymywał również bezpośrednie kanały tajnej komunikacji z polskimi służbami. Prof. Thome opisała jeden z nich: Apollona Uruszadze. Był on naczelnikiem policji w jednej z dzielnic Piotrogrodu za czasów Kiereńskiego, a później zasłużonym w zwalczaniu bolszewików naczelnikiem policji w Tyfilisie rządzonym przez gruzińskich mieńszewików. Był też powstańcem z 1924 r. Beria uczynił go dyrektorem Instytutu Stomatologicznego w Tbilisi i swoim osobistym dentystą. W 1936 r. wysłał go z misją do polskiego konsula w Tbilisi Ksawarego Zalewskiego. Przekazywał od tej pory polskim służbom raporty dotyczące sytuacji na szczytach władzy w ZSRR oraz zamiarów Berii. Sugerowano w nich już w 1937 r., że Beria trafi do Moskwy do GPU i będzie... następcą Stalina. (.,.) Kontakty z gruzińskimi emigrantami były o tyle ułatwione, że bazowały na związkach rodzinnych. Noe Żordania i Ewgenii Gegeczkori byli wszak krewnymi jego żony i zarazem przywódcami gruzińskiej emigracji w Paryżu. Byli oni w dobrych stosunkach z władzami Francji - wolnomularz Gegeczkori przyjaźnił się z socjalistycznym premierem Leonem Blumem. Jednocześnie ściśle współpracował z polskimi tajnymi służbami i Marszałkiem Piłsudskim. Od 1926 r. gruzińscy mieńszewicy byli finansowani przez Oddział II Sztabu Generalnego. Gegeczkori był jednym z głównych rozgrywających w stworzonym przez Oddział II i ppłka CharaszkiewiczaRuchu Prometejskim i jednym z twórców Konfederacji Kaukazu. Beria utrzymywał z tymi ludźmi kontakty za pomocą swoich osobistych agentów, takich jak np. szef rezydentury w Paryżu Aleksander Orłow, czy G. Gegelię, który był znanym działaczem gruzińskiej Partii Narodowo-Demokratycznej, choć od lat 30-tych cała emigracja doskonale wiedziała, że był agentem NKWD. Punktem kontaktowym był m.in. stambulski klasztor Notre-Dames-de-Lourdes należący do gruzińskich katolików meschetyńskich, zwanych "Frankami". Jego przeor, o. Szałwa Wardidze był w czasie I wojny światowej członkiem Komitetu Wyzwolenia Gruzji, a później łącznikiem między gruzińską emigracją a Stolicą Apostolską a także działaczem faszystowskiego, wspieranego przez Włochy, ruchu Tetri Giorgi. W tym klasztorze ludzie Berii spotykali się z przedstawicielami gruzińskiej emigracji a także przedstawicielami tureckich i niemieckich tajnych służb. Być może tą drogą Stolica Apostolska została poinformowana o szykowanym pakcie niemiecko-sowieckim, o którym informacje przekazała w styczniu 1939 r. znanemu masonowi, twórcy Ruchu Paneuropejskiego, hrabiemu Richardowi Coudenhowe-Kalergi. "

Skoro wiedzieliśmy, że grozi nam sowiecka inwazja i podejrzewaliśmy, że Francja nam nie pomoże, a także zdawaliśmy sobie sprawę z dysproporcji sił i tego, że nasze granice są nie do obrony, to czemu nie sprzymierzyliśmy się z Niemcami?

Właśnie dlatego, że wiedzieliśmy jak się sprawy potoczą. Niemcy nie miały szans na wygranie drugiej wojny światowej. Zwłaszcza w konfrontacji z USA. Naszą armię w ZSRR spotkałby ten sam los co Węgrów. (Niektórzy węgierscy jeńcy byli odnajdywani na Syberii jeszcze w latach 90.) Kraj zostałby okrojony jeszcze bardziej niż w 1945 r. - stracilibyśmy Kresy, a nawet Białystok i Chełm, a nie dostalibyśmy Ziem Zachodnich. Sowietyzacja byłaby dużo bardziej brutalna. I nie ma żadnej gwarancji, że Polska zachowałaby swoją państwowość. Wszak mogła stać się sowiecką republiką podobnie jak państwa bałtyckie. O ile w czasie wojny Zachód traktował nas jako niewygodnych sojuszników, to w takim scenariuszu traktowałby nas jako wrogów. Dzisiaj bylibyśmy pewnie drugą Mołdową.



Jak pisał Dariusz Baliszewski: "Jakkolwiek krzywdzące byłyby dla Polski decyzje podjęte przez sprzymierzonych w Jałcie czy Teheranie, to jednak, jak zapisał 12 grudnia 1939 r. w Brasow w Rumunii mądry Józef Beck: „Państwo polskie istnieje w obliczu prawa i w polityce. I nie trzeba nam znów zaczynać od Legionów i komitetów narodowych!”. I wydaje się, że o to właśnie im chodziło, gdy widząc w zbliżającej się wojnie groźbę kolejnych rozbiorów i kolejne niemiecko-sowieckie zamiary wymazania Polski z mapy świata, szli na tę z góry przegraną wojnę, by ocalić Polskę. I to się im udało."

Józef Szostak: "Nie mamy sił do pokonania Niemców. Może ich pokonać tylko ktoś inny. Trzeba, aby w przypadku napadu na Polskę wynikł konflikt ogólnoświatowy, to może po klęsce Niemiec odzyskamy niepodległość. Jeżeli słusznie oceniam położenie, to jedynym celem Polski, w przypadku napadu Niemców, będzie doprowadzenie do wojny światowej".




Pułkownik Jaklicz mówił w marcu 1939 r. o scenariuszu, w którym Sowieci wchodzą do Polski i mija bardzo dużo czasu, zanim się ich pozbywamy. A teraz wyobraźmy sobie jak świadomość tego geopolitycznego ciężaru oddziaływała na psychikę naszych dowódców we wrześniu 1939 r. Ilu z nich zaczęło wówczas myśleć, o tym by się dogadywać z Sowietami na własną rękę?


Weźmy przykład gen. Józefa Rómmla, dowódcy Armii Łódź.  W pierwszych dniach wojny dowodzi w sposób znakomity. Nie daje rozbić swoich sił, zadaje Niemcom poważne straty i świetnie prowadzi działania opóźniające na swoim kierunku operacyjnym. Współczesna historiografia robi z niego dezertera - bo opuścił zbombardowane stanowisko dowodzenia i przeniósł się do zapasowego, zostawiając w starym żandarma kierującego wszystkich do nowej kwatery. Rómmel jest krytykowany dokładnie za to, co zrobił gen. Kutrzeba po bitwie nad Bzurą, czyli za "porzucenie wojsk", z którymi nie miał łączności i dotarcie do Warszawy. Moim zdaniem jednak aż do przybycia do Warszawy Rómmlowi nie można nic zarzucić. Zmienia się on dopiero w stolicy - odwołuje szykowane kontruderzenia w kierunku zachodnim. Spotyka się wtedy z przedstawicielami ambasady sowieckiej, a 17 września próbuje utworzy w stolicy prosowiecki polski rząd. On już gra wyraźnie na bycie dyktatorem prosowieckiej Polski. A mówimy o znakomitym dowódcy, który w 1920 r. omal nie wziął do niewoli Stalina!

Polska historiografia jednym z głównych winowajców przegranej w 1939 r. uczyniła gen. Dęba-Biernackiego, dowódcę armii Prusy.  Nie wspomina się jednak, że jego wojska nie były w stanie się oprzeć silnemu niemieckiemu natarciu pancernemu - bo nie były do końca zmobilizowane! (Jaklicz wyjaśniał, że liczono się, że z chwilą mobilizacji powszechnej niemieckie bomby zaczną spadać na Polskę. 75 proc. naszych sił zmobilizowano więc do 23 sierpnia w trybie alarmowym. Mobilizacja powszechna zaczęła się 31 sierpnia - i tych sił nam zabrakło.) A to silne uderzenie przedwcześnie spadło na Armię Prusy dlatego, że w ekstemalny sposób dał dupy generał Antoni Szylling, dowódca Armii Kraków.



Szylling jest obecnie uznawany za jednego z najlepszych naszych dowódców w 1939 r. Nawet tą brednię powtarzał prof. Wieczorkiewicz. A co on zrobił? Już 2 września, w panice domagał się, by wycofać swoje siły z Górnego Śląska - czyli z miejsca, gdzie się świetnie opierały Niemcom i gdzie 55 Dywizja Piechoty Rezerwowej wraz z 23 Dywizja Piechoty i oddziałami nieregularnymi mogły wciągnąć Niemców w przedłużające się, krwawe i zacięte walki o śląską metropolię. Walki, w których Niemcy nie radzili sobie. Szylling powinien poświęcić te dwie dywizje, by broniły aż do wyczerpania amunicji Katowic. Zamiast tego nakazał bezsensowny odwrót. Jednocześnie nie pomógł swojej 7 Dywizji Piechoty pod Częstochową, która bohatersko stawiała opór pięciu dywizjom niemieckim. Odwrót Armii Kraków odsłonił flankę Armii Prusy i zdemolował cały polski plan obrony. Czy był to jego błąd, czy też działanie celowe?



Za wielkiego dowódcę września 1939 r. jest również mylnie uważany generał Kazimierz Sosnkowski. , któremu marszałek Śmigły-Rydz niestety powierzył dowodzenie Frontem Południowym. Sosnkowski dostał rozkaz ściągania wszystkich sił pod granice z Węgrami i Rumunią - ze względu na zbliżającą się sowiecką inwazję. Co zrobił? Postanowił iść na odsiecz Lwowa. Celowo nie odbierał rozkazów dostarczanych mu drogą lotniczą. Polscy historycy rozpływają się w zachwytach, że razem z żołnierzami szedł w ataku na bagnety pod Lwowem. Po jaką cholerę coś takiego jednak robił? Płk Jaklicz trafnie zauważył, że Sosnkowski zredukował się do roli dowódcy kompanii i olał dowodzenie całym frontem. Zostawił swoje jednostki samym sobie. Do Lwowa nie udało mu się dojść, bo wojsko samo mu się rozeszło na wieść o sowieckiej inwazji. Samotrzeć, w ubraniu cywilnym przekraczał granicę z Węgrami. (Zauważmy, że gen. Dąb-Biernacki jest potępiany jako "dezerter" za to, że nie chciał kapitulować ze swoimi wojskami w drugiej bitwie tomaszowskiej, tylko kazał je rozpuścić a sam w ubraniu cywilnym przedzierał się ku granicy. Sosnkowski jest uznawany za bohatera, bo olewał rozkazy, wpieprzał się do dowodzenia kompaniami, wojsko mu się samo rozeszło, a później zrzucił mundur i przedzierał się przez granicę. No cóż, to ludzie Sosnkowskiego pisali później historię września 1939 r.)



Czemu Sosnkowskiemu zależało tak bardzo na dotarciu do Lwowa, choćby na czele jednej kompanii? Bo tworzył się tam alternatywny polski rząd. "Na porannym, w dniu 11 września, zebraniu uczestniczyli Karol Popiel, gen. broni Józef Haller, gen. M. Kukiel, redaktor Zygmunt Nowakowski (brat Tempki, szefa Stronnictwa Pracy na Śląsku). Był prezes Adam Kułakowski, pułkownik Bogusławski i gen. Lucjan Żeligowski. Już 11 września 1939 roku Zygmunt Tempka vel Nowakowski widział też w gronie nowej władzy gen. dyw. Sosnkowskiego." Na razie spiskowcy boją się występować otwarcie. Gen. Sikorski jeździ jednak w tę i z powrotem po Galicji Wschodniej konferując z różnymi ludźmi, a jego współpracownik Stanisław Stroński (...) 12 września jest już w Rumunii i gdzie wspólnie z Francuzami i obsadą naszej ambasady w Bukareszcie przygotowuje pułapkę mającą uniemożliwić ewentualną ewakuację rządu (Francuski ambasador w Warszawie Leon Noel już 9 września namawia nasz rząd, by jak najszybciej ewakuował się przez Rumunię do Francji. Marszałek Phillipe Petaine wysyła Śmigłemu-Rydzowi przyjacielskie ostrzeżenie przed zastawioną pułapką.) 19 września Stroński publicznie wyraża radość z samobójstwa starosty lwowskiego Biłyka. Biłyk był namawiany przez Sikorskiego do przyłączenia się do spisku." "A co robił gen. Sikorski? Jeździł za Naczelnym Wodzem Śmigłym-Rydzem czekając na nominację. Nienawidził Śmigłego i knuł jak go zdradzić, ale jednocześnie właził mu w d..., byle tylko dostać jakieś stanowisko. Ludzie ze spotkania z Retingerem 11 września 1939 r. knuli zamach stanu we Lwowie. Wspólnie z wysłannikami Sowietów. A Sikorski dotarł aż do Kut i jeszcze przed 17 września przekroczył granicę. Z dokumentów z kolekcji płka Wacława Lipińskiego wiadomo, że starosta stanisławowski wydał 13 września Sikorskiemu paszport wraz z rozkazem od Śmigłego-Rydza mianującym Sikorskiego dowódcą legionu polskiego we Francji. Sikorski nie okazał jednak wdzięczności ani patriotyzmu. Jerzy Giedroyć z niesmakiem obserwował jego knowania z Francuzami w ambasadzie w Bukareszcie. Jak wiemy, 18 września 1939 r., po przekroczeniu granicy z Rumunią, polskie władze zostały internowane. W sierpniu francuski marszałek Petain pisał do polskiego posła w Madrycie Mariana Szumlakowskiego, że we Francji zawiązał się spisek generałów mający na celu oddanie władzy w Polsce Sikorskiemu. Gdyby Polskie władze musiały się ewakuować do Rumunii, zostaną tam internowane a Sikorski utworzy nowy rząd. Depesza została ukryta przez ambasadora w Bukareszcie Rogera Raczyńskiego. Plan zamachu stanu został wdrożony w życie a spiskowcy próbowali się porozumieć z Sowietami - poddając im m.in. Lwów. 20 września Sikorski ponownie pojawił się w Bukareszcie, gdzie dostał się drogą lotniczą. Skąd wracał? Według Bogdana Konstantynowicza z zajętej przez Sowietów Trembowli. Negocjacje chyba nie poszły, ale wkrótce potem utworzył w Paryżu nowy rząd."



Lwów zostaje poddany 22 września przez gen Władysława Langnera "Braciom Słowianom". Po prosowieckich deklaracjach, jedzie do Moskwy na jakieś rozmowy. Po czym spokojnie sobie z niej wyjeżdża do Rumunii a następnie do Francji.



W czasie gdy ówczesna opozycja totalna porozumiewa się z częścią środowisk piłsudczykowskich (ludźmi gen. Sosnkowskiego) i szuka zgody z Sowietami, marszałek Śmigły-Rydz inicjuje powstanie polskiej konspiracji, opartej w dużej mierze na przygotowanych przed wojną siatkach. Prosowiecki gen. Rómmel jakoś nie przeszkadza i korzystając z pełnomocnictw przekazanych przez majora Galinata, mianuje znanego teozofa gen. Michała Tokarzewskiego-Karaszewicza przywódcą polskiej konspiracji wojskowej. Tworzą je piłsudczykowscy wojskowi, ale kierownictwo polityczne cedują na polityków dotychczasowej opozycji. Generałowi Sikorskiemu to się nie podoba. Rozwiązuje Służbę Zwycięstwu Polski i tworzy Związek Walki Zbrojnej, którym kieruje z Paryża (!) gen. Sosnkowski. Tokarzewski-Karaszewicz zostaje mianowany szefem ZWZ na okupację sowiecką i wysłany do Lwowa - gdzie jest powszechnie rozpoznawalny i gdzie wiadomo, że konspiracja została zinfiltrowana przez agenturę.

***

Ta seria miała nosić nazwę "eXile", ale postanowiłem ją zmienić na "Niepodległość". W następnym odcinku: Francja 1940. 


sobota, 25 kwietnia 2020

Sny # 23: Dupameron


Instytut Wirusologii Wuhan, listopad 2019 r.

Ilustracja muzyczna: Flo Rida - Low

Generał Tsao Tsao obudził się na podłodze laboratorium. Strasznie bolała go głowa i nie pamiętał co robił przez ostatnie kilkanaście godzin. W powietrzu unosił się zapach wymiocin i alkoholu, a po podłodze walały się puste butelki. Jego koledzy leżeli nieprzytomni, tam gdzie popadnie. Z łazienki dobiegał ryk tygrysa. Jakaś goła panienka przemknęła się przez laboratorium zasłaniając sobie cipencję zmiętolonymi skrawkami ciuchów. Sprzęt laboratoryjny był rozpieprzony w drobny mak a w lodówce z wirusami chłodziło się piwo oraz czyjś obcięty palec. Generał Tsao Tsao już wszystko pojął. Wyciągnął z kieszeni komórkę i zadzwonił do towarzysza Xi Jinpinga:

- Yo Czarnuchu!... Mam złe wieści. Daliśmy dupy. Zgubiliśmy wirusa...


***

Z laboratorium w Wuhan została uwolniona chińska broń biologiczna - wirus supersraczki. Kilka tygodni później z Chin zaczęły napływać filmy pokazujące ludzi dostających rozwolnienia na ulicy.

***

Robert W. miał tremę, gdy zbliżał się do tronu ajatollaha. Czuł, że boli go brzuch. Szedł wolno, stąpając po pięknym perskim dywanie.
- Generał Sulejmani, był naprawdę wielkim człowiekiem... Jest mi naprawdę smutno, że zabili go ci amerykańscy bandyci... Chciałbym złożyć kondolencję...

Tama puściła. Na perski dywan.

***

Sytuacja stała się tak poważna, że w styczniu rząd ChRL wprowadził ostrą kwarantannę w Wuhan. A w tym czasie komunistyczne gówno zalewało cały świat zmuszając kolejne rządy do wprowadzania drakońskich obostrzeń. (W tym zakazu wychodzenia do lasu.) Wkrótce wszyscy musieli chodzić w maseczkach po ulicach, by wytrzymać ten zapach.

***

Ojciec Kurak wciąż nie był przekonany, że pandemia supersraczki jest realna. Choć fale gówna rozbijały się o okna jego domu, pisał: "Czas pokaże, że mamy do czynienia jedynie z wielkim eksperymentem socjotechnicznym. Po prostu nieco więcej osób starszych dostało chorób gastrycznych. Widać to szczególnie we Włoszech i Hiszpanii, gdzie dodatkowo takim dolegliwościom sprzyja dieta." Okna trzeszczały mu coraz mocniej pod naporem kaki.

***

Mirosław Salwowski przemierzał ulice w kaloszach i płaszczu przeciwdeszczowym. Uważał obecny kryzys za karę za grzechy "imprezowej chołoty". Napominał nielicznych przechodniów:
- Nie idźcie na tańce!
- Nie idziemy na tańce! Tańce są lamerskie. Idziemy do burdelu. Jesteśmy dziwkarskimi recenzentami i piszemy recenzje burdeli.

***

"Z przerażeniem skonstatowałem, że wszyscy wykupują ze sklepów Papier Toaletowa. Nie kupujcie Papieru Toaletowa. Papier Toaletowa został wymyślony przez pułkownika Iwana Toaletowa z Zarządu I KGB. To element strategicznej sowieckiej decepcji. Jeśli już koniecznie chcecie się podetrzeć, wykorzystajcie coś innego. Ja osobiście to robię tekstami Józefa Mackiewicza, zwłaszcza z archiwalnych wydań "Lwowa i Wilna" - pisał Michał Bonkowski, redaktor Wydawnictwa Piwnicznego.

Odchodził już od zmysłów na kwarantannie. Miał jednak to szczęście, że mógł prowadzić inteligentne konwersacje. Zasiadł do herbatki z Misiem Paddingtonem.
- Drogi Misiu Paddingtonie, co sądzisz o teorii Golicyna mówiącej, że rozłam sowiecko-chiński był falszywy? - mówiąc to nalewał misiowi herbatki do filiżanki.
- Myślę, że Golicyn nie miał w tym przypadku racji, gdyż nigdy nie pracował on na kierunku chińskim i słabo się orientował w tamtejszych sprawach. Relacje innych dezerterów zza Żelaznej i Bambusowej Kurtyny takich pułkownik Stanisław Łuniew wskazują, że rozłam sowiecko-chiński był wówczas autentyczny. Był prawdziwą walką o hegemonię wśród komunistów - odparł Miś Paddington.
- Misiu Paddingtonie, jesteś polrealistyczną kurwą - wycedził Bonkowski.

***



Wkrótce rozeszła się teoria mówiąca, że pandemia została wywołana przez sieci 5G. Nawet w tych krajach, w których o 5G nigdy nie było i nie będzie. Masowo palono maszty 3G mylone z masztami 5G.

***

Nawet, ci którzy nie zachorowali na chińską supersraczkę, czuli olbrzymi ból dupy.

Marcin Masło jak co dzień siedział w studiu telewizji internetowej wDupalu24. Miał na głowie kapelutek z folii aluminiowej i po raz kolejny przekonywał, że pandemia to ściema i że rząd chce nas wszystkich wykończyć za jej pomocą.

- Dzisiaj zaprosiłem do studia dwóch wybitnych, prawicowych, prokapitalistycznych ekspertów ekonomicznych, którzy podzielą się z państwem swoimi planami ratowania gospodarki: to Odbyteusz Jabłoński oraz Tomasz Hujbaś. Zabiorą nas w podróż do lat 90-tych, czyli czasów, gdy Polska była kapitalistyczną krainą mlekiem i miodem płynącą.

Odbyteusz wszedł tanecznym krokiem do studia, podśpiewując: "Americano, ksywa po tacie, handlował waflem na plaży w Juracie. Będę brał cię w aucie!". Na łysej głowie, zamiast kapelutka z folii aluminiowej miał prezerwatywę.

- Oj drogi Odbyteuszu, geniuszu ekonomii, przy którym Milton Friedman może się schować, kapitalistyczna solo tej ziemi, ekspercie Centrum im. Davida Ricardo, nie mający poza tym żadnego płatnego zajęcia, jaki masz plan na wydobycie naszej gospodarki z kryzysu? - Masło wpadł w ekstazę na samą myśl, że przebywa obok takiej krynicy mądrości.

- No cóż, receptą jest Ora et Labora. Musimy więcej pracować. Źródłem naszych nieszczęść jest to, że ci anykapitalistyczni, związkowi wichrzyciele w sierpniu '80 narzucili gospodarce wolne soboty oraz transmisję radiową mszy. To rozleniwiło tych roboli. My już 20 lat dokładamy do tego interesu a oni tylko są rozpieszczani socjałem - Odbyteusz mówiąc to przyjął typową dla siebie nadętą postawę.

- Muszę tutaj przerwać! Odkryłem bowiem tajny plan rządu! - ożywił się Hujbaś - Epidemia to ściema! Rząd chce doprowadzić do bankructwa wszystkich przedsiębiorców i zastąpić ich pisowskimi, na wzór Erdogana! A przecież ci wszyscy przedsiębiorcy z 1989 r. to bohaterowie! Ludzie tacy jak Aleksander Gawronik czy Ireneusz Sekuła, którzy doszli do majątków swoją ciężką pracą. Sekuła to nawet oddał życie za kapitalizm...

- Niesamowite, strasznie podła ta prometejska neosanacja, co nami rządzi... - zamartwiał się Masło.

- Tak, sanacyjna klika sprowadziła na nas klęskę, bo nie weszła w sojusz z niezwyciężonym Związkiem Sowieckim... - wciął się Odbyteusz.

- Będą teraz nasze nieruchomości przejmować za bezcen na licytacjach - lamentował Hujbaś. - A przecież tyle się natrudziliśmy znajdując w Ameryce Południowej 150-letnich Żydów, którzy nam je odstąpili za złotówkę.

- Dodajmy, że Tomasz Hujbaś jest wielkim ekspertem od ekonomii. Bo jak sam piszę, trochę się nią interesuje. Ma też wielkie osiągnięcia jako przedsiębiorca - wyjaśniał Masło.

- Tak, w 2001 r. moje stowarzyszenie skutecznie doprowadziło do wyroku Trybunału Konstytucyjnego likwidującego ograniczenia dla podwyżek czynszów w prywatnych kamienicach. Pomogliśmy w ten sposób wielu przedsiębiorcom, którzy wcześniej przez 20 lat tylko dokładali do tego interesu! W 2014 r. interweniowaliśmy w prokuraturze przeciwko ściganiu właścicieli kamienic, którzy pozbywali się z nich darmozjadów. Pisaliśmy wówczas: "Nawet drastyczne odcięcie dostaw wody nie pozbawia lokatorów dostępu do wody. Podkreślamy, że każdy dostawca wody jest zobowiązany posiadać zastępcze źródło poboru wody. Ponadto woda jest do nabycia praktycznie w każdym sklepie spożywczym." I teraz, nas, którzy tyle zrobiliśmy dla gospodarki ciąga się po sądach i komisjach! - żalił się Hujbaś. (Fragment przytoczonego pisma jest autentyczny. Dwunożna istota, którą tutaj obśmiewam, rzeczywiście coś takiego napisała.)

- Ale, są jacyś neosanacyjni, jakobińscy socjaliści, którzy tak wspaniałym przedsiębiorcom jak wy, chcą rzucać kłody pod nogi. Mówią, że wyrzucaliście na bruk powstańców warszawskich... - zauważył Masło.

- Powstańcy warszawscy to pisowscy socjaliści! Popierając ich, popierasz psucie pieniądza i rujnującą 3 proc. hiperinflację! - oburzył się Hujbaś.

- Właśnie, londyńska klika która wywołała Powstanie Warszawskie wbrew bohaterskiemu Związkowi Radzieckiemu i towarzyszowi Stalinowi jest winna zniszczenia Warszawy. Nie rozumiem, czemu się ją co roku czci 1 sierpnia. Tak samo nie rozumiem kultu tzw. Żołnierzy Wyklętych a już zupełną aberracją jest czczenie klechów-wichrzycieli takich jak Popiełuszko czy Blachnicki. Młodzież powinna czcić prawdziwych bohaterów. Ludzi takich jak generał Czesław Kiszczak - przekonywał Odbyteusz

- Oj, jakie mądre słowa, przez które przebija prawicowy realizm, nawiązujący do Aleksandra Bocheńskiego... - Masło aż dostał maślanych oczu.

JEBUT!!!

Jedna ze ścian studia się zawaliła. Przez gruzy wskoczył do niego koleś ubrany w tani czarnej marynarce ochroniarza. Rzucił na środek pomieszczenia futurystyczny granat. Masło, Odbyteusz i Hujbaś przerażeni skryli się pod biurkiem. Minęła minuta a granat nie eksplodował. Niepewnie wychylili się zza biurka.

- A psubraty! To był tylko mój termos! A ja jestem Hiperprekariusz! - oświadczył koleś w czarnej marynarce. - Byłbym Hiperrobociarzem, ale przenieśliście skurwysyny wszystkie fabryki do Chin w ramach swojej chorej, neoliberalnej ideologii!

W ślad za Hiperprekariuszem do studia wkroczyło dwóch mężczyzn ubranych w drogie garnitury. To byli Towarzysz Powell i Towarzysz X.

- A tutaj mamy ideologiczne rupiecie z lat 90. Tych, którzy nie zrozumieli mądrości etapu ani tego, że nauki ekonomiczne się rozwijają - tłumaczył Towarzysz Powell Towarzyszowi X.

Masło poczuł, że to ostatnia szansa, by się przeciwstawić banksterskiemu walcowi parowemu. Niemal płacząc, wyrzucił z siebie wszystkie żale:

- Nie możecie zwiększać bilansu Fedu poprzez nieograniczone QE, uniemożliwiacie znalezienie rynkowi poziomu równowagi cen, powinniście powrócić do zdrowego pieniądza opartego na złocie a przynajmniej na ropie naftowej...

- A drukarka robi BRRRRRRRRR....  - odparł Towarzysz Powell.


sobota, 18 kwietnia 2020

eXtinction: Globalne ocipienie


Ilustracja muzyczna: Wonder Woman Suite

"Naród nie jest kobiecy, ani męski"
 Eva Peron Duarte

"Nienawidzę feministek, nie cierpię tego, co one robią, nie chcę mieć z nimi nic wspólnego!"
 Marlene Dietrich

Jak myślicie, kto bardziej przyczynił się do polityczno-społecznej empancypacji kobiet w XX w.: Wonder Woman czy gen. Erich Ludendorff? Oczywiście, że bóg wojny totalnej ze Swarzędza. Nie ulega wątpliwości, że totalna mobilizacja narodów walczących w I wojnie światowej mocniej pchnęła sprawę kobiecą do przodu niż działania wszystkich feministek (czy też działaczek, które po kilkudziesięciu latach od ich śmierci zaliczono do feministek). Większy udział kobiet w życiu politycznym był koncesją za ich udział w wysiłku wojennym a większy ich udział w życiu gospodarczym stał się koniecznością. Sam wysiłek wojenny doprowadził do tego, że z mody zniknęły krępujące je stroje rodem z XIX wieku. Swoje też zrobiły prozaiczne wynalazki takie jak podpaski czy szampony trwale zmieniające życie kobiet. Postęp techniczny - napędzany przez obie wojny światowe i Zimną Wojnę - sprawił, że prace domowe stały się łatwiejsze. Bynajmniej nie deprecjonuje wysiłku nielicznych aktywistek, które przed 1918 r. walczyły o prawa kobiet. Uważam jednak, że ich wysiłek byłby jałowy, gdyby nie cieszyły się przychylnością potężnych mężczyzn. To, że w Polsce kobiety zyskały prawa wyborcze w 1918 r. było wyłącznie kaprysem Piłsudskiego i Moraczewskiego. To, że prezydent Wilson nadał im te prawa w USA też nie było wynikiem nacisków jakiś mitycznych feministek - jedyną znacząca organizacją feministyczną w USA była wówczas kobieca sekcja Ku Klux Klanu. W postępowo-masońskiej Francji było dużo więcej "bojowniczek o prawa kobiet" niż w "zacofanej Polsce" czy na amerykańskiej prowincji. I co? I prawa wyborcze kobiety uzyskały tam dopiero w 1946 r. Francuskie elity bały się wcześniej im je przyznać, bo uważały, że kobiety będą słuchać się księży zamiast barona Rothschilda.




Tak się jakoś dziwnie złożyło, że gdy w latach 60-tych tworzono kolejną falę feminizmu, kobiety już od dawna cieszyły się na Zachodzie wszelkimi możliwymi prawami. (No może poza prawem do wyskrobania własnego dziecka - ale i tak w wielu krajach je wprowadzono jeszcze zanim powstały tam jakieś znaczące ruchy feministyczne.) Zarówno w USA jak i w RFN, był to okres dobrobytu. Praca i mieszkania były tam wówczas o wiele bardziej dostępne niż w ostatnich latach. Nikt nie słyszał o śmieciówkach. Przeciwko czemu więc buntowały się te wszystkie radykalnie lewicowe ruchy? Przeciwko keynsowsko-newdealowskiej wersji kapitalizmu, która zapewniała im dobrobyt, możliwość swobodnego ćpania i słuchania Jima Morrisona. Ruchy te były częścią mechanizmu prowadzącego do rozmontowania ówczesnego systemu powszechnego dobrobytu i przekształcenia go w globalistyczny ład liberalny. (Widać to choćby po "dokonaniach" ruchu Black Power. Od jego powstania sytuacja czarnej społeczności w USA pogorszyła się.) Wśród tych nowych ruchów specyficzną rolę odegrał ówczesny feminizm. Warto więc zapytać przeciwko czemu się on tak właściwie buntował?



Na pewno nie przeciwko purytanizmowi obyczajowemu. Lata 60-te na Zachodzie były bowiem okresem niesamowitej swobody seksualnej. Wszyscy spali ze wszystkimi i mieli gdzieś, co sądzą na ten temat ich rodzice z "Najwspanialszego Pokolenia", nauczyciele, księża, pastorzy czy rabini. Lasencje od Charliego Mansona łaziły sobie nago po ulicach i nikomu to nie przeszkadzało. Antykoncepcja była równie powszechnie dostępna jak narkotyki. Gdzie więc ten "straszny purytanizm" i "opresyjny patriarchat"? Czasy współczesne są o wiele bardziej purytańskie a feministki w tym purytanizmie przodują bóldupiąc z powodu każdego obrazka na którym atrakcyjna seksualnie kobieta jest pokazana w kontekście erotycznym.




Za inaugurację "nowoczesnego" ruchu feministycznego w USA uznaje się  protesty z 1968 r. przeciwko wyborom Miss America. 1968 rok był w Stanach Zjednoczonych bardzo burzliwy. Wybuchały zamieszki związane z wojną wietnamską oraz sprawami rasowymi. A co było wówczas największym problemem działaczek feministycznych? Wybory Miss. Strasznie je oburzało, że jakieś ładne lasencje próbują robić karierę na swojej urodzie. W proteście przeciwko temu konkursowi feministki paliły m.in. biustonosze (wielu z nich raczej nie potrzebne), sztuczne rzęsy czy nawet lakiery do włosów (nie wiem, czy któraś z nich odniosła jakieś obrażenia po wrzuceniu takiego zasobnika w ogień). Ich aktywizm przejawiał się w tamtych czasach również w tym, że oskarżały o molestowanie seksualne lewackich, studenckich aktywistów. Część oskarżonych była gejami, inni nie musieli żadnych dziewczyn molestować - było przecież mnóstwo takich, które dobrowolnie nadstawiały im wszystkie otwory. Podobną oskarżycielską pasję wymierzoną w lewackich aktywistów można było zauważyć również u ówczesnych niemieckich feministek. I to ludzi dziwiło, bo szczególnie te niemieckie były wyjątkowo nieatrakcyjnie seksualnie. Pachniało to więc z daleka prowokatorską robotą.


Przypomnę zresztą, co pisałem w serii Euphoria:

"Dla CIA przez wiele lat pracowała również Gloria Steinem , jedna z "matek" ruchu feministycznego. Wiele wskazuje, że działała dla Agencji nawet wówczas, gdy głosiła swoje radykalne, feministyczne tezy. Oficerem prowadzącym Steinem był Cord Meyer, szycha z samego serca Agencji, były członek Unii Światowych Federalistów. (Jego była żona, malarka Mary Pinchot Meyer, została kochanką JFK i rzekomo dostarczała mu LSD od Timothy'ego Leary, twórcy "rewolucji psychoaktywnej" lat '60-tych. Została zamordowana w październiku 1964 r.) Steinem pracowała też z kubańskim uchodźcą Carlosem Bringierem zaangażowanym w ustawkę z Oswaldem, była dziewczyną Johna Stanleya Pottingera, szychy z Departamentu Sprawiedliwości w czasach Nixona, Forda i Cartera, którego obwiniano o tuszowanie sprawy zabójstwa Martina Luthera Kinga i kochanką Henry'ego Kissingera."

Steinem miała jeszcze w miarę "mieszczańskie' poglądy. I naprawdę za młodu nie wyglądała źle (na co wskazuje je zdjęcie jako króliczka Playboya). Później jednak na wierzch tej feministycznej zupy wypłynęły m.in. takie dziwaczne postacie jak Andrea Dworkin. Fotki nie wstawiam, byście mogli w spokoju zjeść obiad. W każdym bądź razie ta czołowa przedstawicielka antypornograficznego nurtu feminizmu co jakiś czas skarżyła się, że jest "molestowana seksualnie". Raz miał ją molestować kolega... "obcesowo podając słuchawkę telefoniczną". (W Polsce przez kompletnych debili antypornograficzne środowiska prawicowe mocno jest promowana jej koleżanka Gail Dines, która pokazała swoje podwójne standardy m.in. przy sprawie fałszywie oskarżonych o gwałt zawodników lacrosse z Uniwersytetu Duke.) W latach 70 zaczął się umacniać w ruchu feministycznym bardzo silny nurt antyseksualny a jednocześnie opowiadający się za rozwiązaniami depopulacyjnymi.



W Niemczech nestorką tego ruchu jest Alice Schwarzer - koleżanka znanego pedofila Daniela Cohn-Bendita.  Ostatnio jej gwiazda nieco przygasła, bo w 2016 r. skazano ją za to, że w latach 80-tych ukrywała równowartość 4 mln euro na tajnym koncie w Szwajcarii. Skąd miała te pieniądze? Nie wiadomo. W każdym bądź razie już w latach 70-tych została obwołana "papieżycą niemieckiego feminizmu". Tak się akurat składa, że kilka lat temu kupiłem od niemieckich nihilistów ("Nie wierzymy w nic, kompletnie w nic, rozumiesz?") książkę "Retrospektywa feminizmu" autorstwa dr Kerstin Steinbach. Autorka jest niemiecką ginekolog, a przy tym antychrześcijańską marksistką i reichstką. Bardzo ostro atakuje feminizm z proseksualnych pozycji ideologicznych Wilhelma Reicha. Wiele z jej poglądów może szokować, ale lektura była ciekawa (zwłaszcza, że w książce był bogaty materiał ilustracyjny :). Steinbach dogrzebała się do tego, co w latach 70-tych pisała Schwarzer i jej uczennice. I jak się okazuje, tamte feministki prezentowały stanowisko mocno purytańskie a przy tym silnie antynaukowe. Pisały np., że tampony mogą zabijać! Czasopismo "Courage" donosiło w 1981 r. o śmiertelnej chorobie przypominającej grypę wywoływanej przez tampony.

"Jednym z naszych sukcesów jest stosowanie miodu, czosnku i jogurtu zamiast dopochwowych lekarstw, tabletek, maści i kauteryzacji przy niektórych chorobach" - pisała Schwarzer w książce "Mała różnica" z 1975 r. Nie wiem ile kobiet  mnie czyta, ale może któraś z Was mnie oświeci. Czy wkładanie czosnku w waginę jest nadal zalecaną terapią? Kontynuujmy tę jazdę bez trzymanki. W tej samej książce Schwarzer pisała, że:

"orgazm pochwowy nie istnieje. Jest fizjologicznym absurdem, bowiem pochwa ma tyle zakończeń nerwowych co jelito grube, a to znaczy: prawie wcale. Jej główna część może być operowana bez znieczulenia".

I znów pytanie do dziewczyn: czy rzeczywiście pozwoliłybyście na operowanie swojej waginy bez znieczulenia? Pytanie do męskiej części czytelników: jak zareagowała wasza kobieta, gdy próbowaliście włożyć jej palec w tylną dziurkę? Na pewno w ciekawy sposób :) Więc jak można pisać, że jelito grube nie ma prawie zakończeń nerwowych?

Schwarzer z tego, że prawdopodobnie nigdy nie miała orgazmu wyciągnęła wniosek, że waginy u wszystkich kobiet są prawie pozbawione zakończeń nerwowych. Żadna kobieta nie osiąga więc przyjemności z seksu. Więc każdy heteroseksualny stosunek seksualny jest gwałtem. Jej kontynuatorki rozwinęły tę ideę twierdząc, że należy im się "zapłata za gwałt"! Na bzdurze mówiącej, że orgazm waginalny nie istnieje zbudowano teorię mówiącą, że seks to forma eksploatacji kobiet narzucona przez patriarchat panujący od tysięcy lat.

A co było wcześniej? Utopia  "szlachetnego dzikusa" podobna jak w pracach Rousseau i Weishaupta. Schwarzer pisała w "Małej różnicy", o tym, że rzekomo "przed naszą erą" istniały w Basenie Morza Śródziemnego "wysoko ucywilizowane ludy barbarzyńskie", w których "panował matriarchat" a mężczyźni byli "niżsi od kobiet", "od pierwszego dnia zajmowali się narodzonym potomstwem" i byli "bardziej kokieteryjni i bojaźliwi". Oczywiście archeolodzy nigdy nie natrafili na ślady żadnej z tych cywilizacji wziętych przez Schwarzer ze swojej "prawie niewrażliwej" kiszki stolcowej. Współczesna nauka dopuszcza to, że u zarania neolitu mogły w różnych miejscach występować społeczności matriarchalne, ale nie ma na to żadnych dowodów. Matriarchat przetrwał później tylko w kilku prymitywnych społecznościach takich jak Irokezi, ale i tam mocno różnił się od feministycznych fantazji Schwarzer. Oczywiście feministki nie uznają "patriarchalnej nauki' i nadal głoszą swoje brednie.

W przekazie dla normalsów feministki przekonują, że walczą o równość. Gdyby jednak walczyły o równość to opowiadałyby się za powszechną służbą wojskową kobiet - tak jak np. u kurdyjskich marksistów czy w Izraelu, a także za zrównaniem wieku emerytalnego obu płci, czy wprowadzeniem opieki naprzemiennej po rozwodach. Nie chodzi im jednak o żadną równość, tylko o przywileje dla jednej płci. Ale oczywiście nie dla wszystkich - bo starają się przecież utrudniać życie dziewczynom, które swoją pracę opierają na urodzie (np. doprowadziły do wyrzucenia z pracy przez F1 hostess).



Nie da się ukryć, że nasze role płciowe są zdeterminowane funkcjami biologicznymi. Historyk wojskowości Martin van Crevald zauważył, że męskie życie jest zwykle cenione mniej od kobiecego, dlatego, że kobiety są demograficznymi "wąskimi gardłami". Teoretycznie jedna może urodzić kilkanaście dzieci, gdy jeden mężczyzna może zapłodnić setki kobiet. Jeśli więc chcecie dokonać ludobójstwa - załatwiajcie w pierwszej kolejności kobiety wroga. Świadomość tego, że życie mężczyzny jest mniej warte od życia kobiety wymagała jednak stworzenia mechanizmu kompensującego - uznania, że osiągnięcia mężczyzny są więcej warte niż osiągnięcia kobiet. Poległych bohaterów wojen musimy celebrować dlatego, by następne pokolenia mężczyzn były gotowe w tych wojnach walczyć. (Zauważcie, że nawet kucharze, fryzjerzy i projektanci mody są bardziej cenieni od kucharek, fryzjerek i projektantek.) Pod wpływem feminizmu zaczęto jednak podważać męskie dokonania i forsować narrację o "opresyjnym patriarchacie" niosącym za sobą tylko "rasizm, seksizm i opresję". Młodzi chłopcy w krajach Zachodu są uczeni, by wstydzili się swojej "toksycznej męskości". Osiągnięcia mężczyzn są deprecjonowane a kobiet afirmowane. To sprawia, że płci męskiej mniej się chce wszystkiego. Więc do ich zastąpienia szykują się kolejne fali migracji agresywnych samców z krajów o średnim IQ poniżej 80.



Dr Steinbach twierdzi, że motywacja wielu feministek była prozaiczna. Chciały w latach 60-tych i 70-tych stłamszenia swobody seksualnej, po to by odzyskać szanse na rynku matrymonialnym. "Feminizm w jego społecznym wymiarze był wspomaganym przez państwo ruchem córeczek z klasy średniej i wyższej, które, licząc na dożywotnie utrzymanie przez płacącego ojca swej przyszłej rodziny, chciały wykorzystać uniwersytet jako targowisko małżeńskie. W obliczu spadku cen na rynku cip, który nastąpił w skutek humanizacji seksualności w Lepszych Czasach dzięki pigułce antykoncepcyjnej i pełnemu zatrudnieniu, feminiści niesamowicie szybko przystąpili do odkręcania koła historii" - pisze Steinbach.

Rzeczywiście, można odnieść wrażenie, że feminizm tego nurtu dążył przede wszystkim do zapędzenia mężczyzn w tryby życia rodzinnego - ale dla odmiany z dominującą rolą kobiety. To się jednak w dużym stopniu nie udało. Po co bowiem facetowi małżeństwo skoro seks jest stosunkowo łatwo dostępny, usługi sprzątające można wynająć, zjeść na mieście a potrzeby posiadania obsranego dzieciaka jakoś się nie ma? Po co komuś zrzędząca maciora, która deklaruje, że nie będzie nic w domu robić i jeszcze odmawia seksu? Wchodząc w związek małżeński ryzykuje się rozwód, czyli utratę majątku i dodatkowo możliwość wrobienia w przemoc domową czy pedofilię. Trudno się więc dziwić, że małżeństwo przegrywa obecnie z konkubinatami. Pojawiły się też trendy będące radykalną reakcją na feminizm typu ruch MGTOW czy incele.  Feministki próbują uszczelnić system walcząc z pornografią czy usługami seksualnymi. To jednak wywoła wyłącznie opłakane skutki. (Nie bez powodu św. Augustyn i św. Tomasz z Akwinu uznawali prostytucję za zjawisko, które powinno się do pewnego stopnia tolerować. I nie bez powodu za jedną z najważniejszych reform Solona uznano stworzenie w Atenach państwowego burdelu, który był dostępny cenowo dla wszystkich i w którym pracowały wyłącznie cudzoziemki.)

Widzimy więc też desperackie starania, by zmienić gusta seksualne mężczyzn. Propaguje się m.in. ruch "body positivity" przekonujący, że brzydsze panienki są tak naprawdę bardzo atrakcyjne. Zwłaszcza te monstrualnie grube. (Inna sprawa, że tym grubym robi się krzywdę zdrowotną przekonując je, że ich tusza jest "piękna".)



No cóż, problemem dla wielu kobiet może być to, gdy mężczyzna nie szuka sobie partnerki za wszelką cenę. Tylko czeka i mądrze wybiera. Przykład Silvio Berlusconiego - najbardziej prokobiecego polityka europejskiego :) - pokazuje, że nawet na stare lata można być otoczonym wianuszkiem kobiet. (Wróżbitka z taoistycznej świątyni Wang Tai-sina w Hongkongu powiedziała mi: "Będziesz dużo kłócił się z dziewczynami. Ale nie przejmuj się. Na starość charakter będzie ci łagodniał, a panienek będziesz miał dużo.").



A przecież technologia się rozwija i za jakiś czas będziemy mieć niesamowicie realistyczne seksroboty. Każdy będzie mógł kupić sobie robotyczną kobietę będącą pod względem dotykowym niemal nie do odróżnienia od prawdziwej - a przy tym dopasowaną do naszych preferencji pod względem wyglądu i osobowości. Kto by się wówczas decydował na szwedzki model życia rodzinnego?



Feminizm staje się też ideologią schyłkową za sprawą transgenderyzmu. Skoro mamy 56 płci, to czemu mielibyśmy akurat traktować wyjątkowo kobiety? Zwłaszcza, że przekonuje się nas teraz, że "kobieta też może mieć penisa"?  Widząc jak transpłciowy młody zapaśnik czy bokser robi na ringu mokrą plamę z biologicznej kobiety widzimy jak działa postęp. Pewna idea spełniła już swoje zadanie, czas więc ją wysłać na śmietnik historii i sięgnąć po nowy etap niszczenia gatunku ludzkiego.

Ale cóż, to jak się sprawy dalej potoczą zobaczymy dopiero po pandemii...

***

To już ostatni odcinek serii eXtinction. Została ona przyćmiona przez pandemię koronawirusa. Ale być może pozwoliła też zrozumieć pewne aspekty kryzysu trapiącego Ziemię.

W kwestii pandemii na pewno jeszcze wypłynie wiele bardzo ciekawych informacji, które Wam przybliżę. Kończąc tę serię chciałbym jednak zwrócić Wam uwagę na to, co może się wydarzyć po pandemii.

Moją uwagę zwróciły ostatnio filmy Dicka Allgire - "remote viewera", czyli człowieka, wyszkolonego w wojskowej technice "zdalnego widzenia" używanej przez parapsychicznych szpiegów. W poniższym filmie pokazuje on wizje pustych miast, które miał w zeszłym roku. Widział również kopanie masowych grobów. Zwróćcie uwagę na fragment od 6:57. Pokazuje on przekazanie władzy wojsku przez Kongres a także nowy system ekonomiczny - oparty zapewne na państwowej kryptowalucie. Mowa też o masowych przesiedleniach. Być może w związku zamieszkami w wielkich miastach (a może jakąś inną katastrofą?). Ten system oparty na pieniądzu elektronicznym jest zgodny z moimi intuicjami.


Na innym filmiku twierdzi, że obecny kryzys jest obserwowany przez... Obcych. Inny remote viewer twierdzi, że skutkiem tego załamania będzie powstanie "świata rodem z sci-fi". Czyżby miała się sprawdzić moja teoria Marszu Wyzwoleńczego z serii Phobos?



A już wkrótce kolejna seria: Exile.  Choć jestem namawiany też do kontynuacji serii Sny..,.