Powyżej: wrak irańskiego dronowca IRIS Shahid Mahdavi, zatopionego w Zatoce Omańskiej.
Internetowy komentariat przechodził w ostatnich dniach niezłą huśtawkę nastrojów - od paniki (O mój Boże! Trump zapowiedział, że zniszczy cywilizację!!! Zbombarduje Iranowi elektrownie atomówkami i nadejdzie koniec świata!!!) po cyniczne kpiny (Ha! Ha! TACO! Co za cienias! Zabrakło mu odwagi rozwalić im elektrownie! Wycofał się! Iran jest niepokonany!!!). Ja to oglądałem jak dobry mecz - nie piłkarski, ale wrestlingowy.
Ci, co wpadli początkowo w panikę zapomnieli o kilku sprawach: Trump jest medialnym showmanem, który brał udział w meczach wrestlingowych i zna ich zasady. Zna też bliskowschodni język dyplomacji, którego integralną częścią są przesadzone groźby. Zapewne też wie, że JFK w czasie kryzysu kubańskiego groził komuchom wojną jądrową. Powinien też wiedzieć (a jak nie wiedział, to pewnie mu powiedział Roger Stone), że Nixon stosował różnego rodzaju ostre groźby - w tym nuklearne - w ramach swojej "strategii szaleńca", która doskonale zdała egzamin zarówno w 1972 r. w Wietnamie jak i w 1973 r. na Bliskim Wschodzie. Ale oczywiście publika o tym nie wie, więc daje się robić na takie sztuczki. Nie wie ona też pewnie, że ewentualne bombardowanie irańskich elektrowni nie stanowiłoby żadnego straszliwego precedensu. Clinton bombardował elektrownie w Serbii, a Obama w Państwie Islamskim - i dostał pokojowego Nobla. Moskale wielokrotnie bili w ukraińskie elektrownie, a Rusini w rosyjskie. I nic wielkiego się nie stało. W przypadku ewentualnego uderzenia w irańskie obiekty tego typu była jednak obawa, że Iran uderzy w arabskie zakłady odsalania wody morskiej, pola naftowe i gazowe. Skończyło się więc tylko na drobnej demonstracji - szybkiej i metodycznej izraelskiej kampanii bombardowań irańskich mostów kolejowych. (Ciekawa analiza Maćka.)
Zawieszenie broni zostało ogłoszone na półtorej godziny przed deadlinem Trumpa. Oczywiście nie oznaczało ono wstrzymania działań wojennych. Irańskie rakiety i drony nadal uderzały w państwa arabskie - a nawet doszło do nasilenia tego ostrzału. Cieśnina Ormuz nadal była przyblokowana - Irańczycy puszczali po 15 statków dziennie, domagając się myta w kryptowalutach. Najlepszy numer zrobiło jednak lotnictwo ZEA - podszywając się pod Izraelczyków zbombardowało irańską rafinerię Lavan (poważnie ją niszcząc) oraz cele w Buszerze i w Teheranie. Skąd wiadomo, że to lotnictwo z Emiratów? Bo Izraelczycy nie mają Mirage'y. Wcześniej dwa duże drony chińskiej produkcji rozbiły się w Iranie - jeden na lądzie, drugi na morzu. Takie maszyny mają w swoim arsenale akurat ZEA i Arabia Saudyjska. Władze ZEA twierdzą, że Iran musi zostać pokonany wszelkimi możliwymi środkami - jeśli trzeba, to nawet bronią nuklearną. Przypomnę, że już po pierwszych irańskich uderzeniach w infrastrukturę naftowo-gazową, pojawiły się doniesienia, że Saudyjczycy w odwecie bombardują irańskie rurociągi. A magister Bartosiusiak przekonywał, że arabskie monarchie odwrócą się od USA i przejdą pod chiński protektorat...
Zanim jednak przejdziemy do kwestii negocjacji pokojowych, które mają się dzisiaj zacząć w Islamabadzie, to dojdźmy do tego, jak zaczęła się ta wojna.
Niedawny artykuł z "New York Timesa" o sceptycyźmie CIA, co do możliwości kontrewolucji w Iranie a Vance przestrzegał przed wojną to oczywiście wrzutka mająca pokazać Vance'a w odpowiednim świetle zarówno dla elektoratu jak i dla irańskich negocjatorów.
Dlaczego twierdzę, że to wrzutka? Bo w NYT zwykle nie miał dobrych źródeł w administracji Trumpa, a w mediach pojawiło się przy okazji wojny dużo głupich fejków. (Choćby historia o tym jak przedstawiciele Pentagonu rzekomo grozili papieżowi Leonowi XIV "niewolą awiniońską" - turbogej Winnicki był jednym z tych, który uwierzył w tę historyjkę i zżymał się na "protestanckich syjonistów" z Pentagonu. Tego fejka zdementował jednak zarówno nuncjusz apostolski w Waszyngtonie, jak i Amerykanie. Eldrige Colby, z którym rozmawiał nuncjusz, to zaś nie żaden "syjonistyczny protestant", tylko wierzący katolik, który podjął nuncjusza bardzo kurtuazyjnie.) Ponadto historia o przygotowaniach do wojny ma poważną dziurę - przeczy rewelacjom, które zostały przemilczane niemal przez wszystkie media.
Trump w rozmowie z Fox News powiedział, że w styczniu USA wysłały do Iranu sporo broni i Starlinków dla tamtejszej opozycji. Broń i Starlinki zatrzymali sobie jednak pośrednicy, czyli kurdyjskie ugrupowania zbrojne. Przywódcy kurdyjskich komunistów z Iranu zaprzeczali, co prawda, że dokonali tej kradzieży i że gwałcą zwierzęta - tylko debil, by jednak im wierzył. Zwłaszcza, że kurdyjscy komuniści, sami chwalili się na TikToku bronią otrzymaną od Amerykanów.
Poleganie na Kurdach było poważnym błędem - ich iracki przywódca Barzani składał irańskiemu reżimowi kondolencje po śmierci Chameneia, a wcześniej robił interesy naftowe z ISIS. No ale, widocznie w CIA i waszyngtońskich think-tankach wciąż jest żywy mit romantycznego kurdyjskiego bojownika o wolność. To oczywiście mit stworzony w czasie wojny z Saddamem, a propagowany później przez różnych Repetowiczów liczących na to, że znajdą sobie dziewczynę w "feministycznych" jednostkach YPG. ( Aż mi się przypomniała jedna z części "Zemsty frajerów" - "To Mechtylda, frajerka z Kurdystanu" :)
To, że kurdyjscy komuniści przywłaszczyli sobie broń i Starlinki przeznaczone dla irańskiej opozycji przesądziły o tym, że styczniowe wielkie protesty społeczne zostały krwawo stłumione. Kurdyjskich komunistów obciąża więc śmierć tysięcy Irańczyków. I to ich działanie doprowadziło do wojny - skoro bowiem, nie udało się dokonać zmiany reżimu w Iranie rękami samych Irańczyków, to trzeba było sięgnąć po plan B, którego CZĘŚCIĄ jest wojna. Trump stwierdził, że ci kurdyjscy komuniści "sprowadzili na siebie śmierć". Dobry komunista, to martwy komunista.
Mamy więc wielki paradoks - Repetowicz ostro krytykuje wojnę z Iranem, a to przecież jego kumple do niej się mocno przyczynili. Nie tylko kurdyjscy komuniści, ale również szyiccy fanatycy z Iraku (podobne tałatajstwo, do tego, z którym walczyliśmy w 2004 r. w Karbali), których irański reżim w panice sprowadzał w styczniu do kraju, by utopić protesty we krwi. (Niedawno sprowadził ich więcej z Iraku oraz Afganistanu, bo aparat represji został zdziesiątkowany przez bombardowania. Część z nich już dostała, na co zasłużyła - kilkuset zginęło w bombardowaniu, gdy się stłoczyli po odprawie paszportowej na przejściu granicznym.)
Wróćmy jednak do tego, czym był plan B. Znaczna większość wojen nie jest prowadzona aż do totalnego wyniszczenia wroga, ale do zawarcia porozumienia politycznego. Po drugiej stronie musi być jednak ktoś gotowy na takie porozumienie. I tu dochodzimy do wielokrotnie powtarzanych przez Trumpa zapewnień, że prowadzone są "dobre i konstruktywne" rozmowy z Irańczykami. Tutaj trzeba zadać pytanie: z którymi Irańczykami?
Irańskie władze i dowództwo Korpusu Strażników Rewolucji zostały mocno przetrzebione w wyniku uderzeń dekapitacyjnych. Amerykanie wraz z Izraelczykami wyraźnie jednak oszczędzali dowództwo armii irańskiej, prezydenta Pezeszkiana i jego otoczenie, ministra spraw zagranicznych Araghchiego oraz przewodniczącego parlamentu Ghalibafa. Nazwisko tego ostatniego oficjela pojawiało się w kontekście tajnych negocjacji prowadzonych w Pakistanie. Oficjalnie im zaprzeczano, ale ostatecznie Ghalibaf pojawił się jawnie w Islamadzie wraz a Araghchim. Ich samolot był eskortowany przez pakistańskie myśliwce.
Czy ma on jednak zamiar negocjować w dobrej wierze? Po tym jak zostało zawarte bardzo ułomne zawieszenie broni, media zaczęły bezmyślnie powtarzać, że Amerykanie zgodzili się na 10 irańskich żądań obejmujących m.in. wycofanie wojsk USA z Bliskiego Wschodu i pozwolenie Iranowi na kontynuację programu nuklearnego. To oczywista bzdura - żadna amerykańska administracja nie przyjęłaby takich maksymalistycznych żądań. Owe 10 punktów podały irańskie państwowe media - co było podobną propagandą jak ich opowiastki o kilkakrotnym zatopieniu amerykańskiego lotniskowca. Z oficjalnego komunikatu Araghchiego wynikało, że podstawą do negocjacji będzie 15-punktowy plan amerykański oraz "szkielet" 10-punktowego planu irańskiego. Nie wiadomo jednak, o który 10-punktowy plan irański chodzi. Vance stwierdził, że początkowo Teheran przedstawił, coś jakby napisanego przez ChatGPT, co wyrzucono do kosza. Później pojawił się bardzo realistyczny plan, a potem media pisały o innym planie całkowicie od czapy. Źródła arabskie wskazywały natomiast, że irańscy negocjatorzy już wstępnie zaakceptowali 11 z 15 punktów planu amerykańskiego.
To dlaczego Cieśnina Ormuz nadal jest przyblokowana, a w regionie trwa wymiana ciosów? Bo USA negocjują tylko z jedną frakcją w irańskich władzach. Druga frakcja - której najprawdopodobniej przewodzi Ahmad Vahidi, dowódca Korpusu Strażników Rewolucji - chce kontynuowania wojny. To tłumaczy dlaczego irańskie, reżimowe silniczki wyszły ostatnio na ulicę i zaczęły wyzywać Ghalibafa od "zdrajców", a nawet obrażać Kartonowego Modżtabę. Takie demonstracje śmierdzą Resortem na wiele kilometrów...
Pojawiła się teoria, że Ghalibaf kupił zaufanie Amerykanów dostarczając im wcześniej dane wywiadowcze. Mógł on wystawić im Laridżaniego, których uchodził za jego głównego rywala, a po likwidacji Chameneia był człowiekiem, który de facto rządził Iranem.
Baj de łej: gen. Esmail Qaani, podejrzewany o pracę dla Mosadu dowódca Sił Quds, który przetrwał bombardowanie bunkra Nasrallaha, kampanię dekapitacyjną z czerwca 2025 r. i likwidację Chameneia, wciąż żyje, trwa na stanowisku i odgrywa nawet propagandowe szopki.
Tuż przed ułomnym zawieszeniem broni amerykańskie bombowce B2 zbombardowały natomiast bunkier, w którym miało zginąć 50 wysokiej rangi oficerów Korpusu Strażników Rewolucji planujących kolejne ataki wymierzone w państwa regionu. Trump postował film rzekomo z tego ataku, i napisał o śmierci "wielu irańskich przywódców wojskowych". Ciekawe, czy ktoś ich wystawił?
Ghalibaf reprezentuje bardziej "materialistyczną" frakcję w irańskich władzach. To właściwie mafiozo (pamiętajmy, że Korpus Strażników wraz z Hezbollahem jest bardzo mocno zaangażowany w handel narkotykami). Jego syn nie walczy w obronie reżimu, ale odpoczywa w Monaco na jachcie z przyjaciółmi.
O ile na co dzień irańscy oficjele krzyczą "Śmierć Ameryce!", to podobnie jak peerelowskie komuchy wysyłają dzieci do USA. Świat niedawno dowiedział się o siostrzenicy gen. Sulejmaniego - influencerce, która korzystała z uroków kapitalistycznego życia w "szatańskiej Ameryce", dopóki nie zaczęła publicznie okazywać radości ze śmierci amerykańskich żołnierzy i została deportowana. Rubio zapowiada, że 4 tys. członków rodzin reżimowych irańskich oficjeli może również stracić prawo pobytu w USA.
Zauważmy, że Trump od początku wojny wypowiadał się ostrożnie o zmianie reżimu w Iranie, a wielokrotnie sugerował, że chce się dogadać z frakcją wewnątrz irańskich władz.
Problem jednak w tym, że frakcja Ghalibafa-Pezeszkiana wcale nie musi zwyciężyć w wewnętrznej rywalizacji o władzę. Problemem jest to, że irańscy "twardogłowi" tacy jak Vahidi najprawdopodobniej myślą, że Iran wygrywa wojnę i nie ma powodów do ustępstw. Czy jednak jest tak w rzeczywistości?
Wielu wyciągniętych z dupy "ekspertów" twierdzi, że Iran "wyjdzie z tej wojny silniejszy niż był". Czyżby?
Amerykanie, kosztem 15 zabitych i 538 rannych żołnierzy (z czego 315 szybko wróciło do służby, a tylko 6 było poważnie rannych) oraz Izraelczycy kosztem 13 zabitych żołnierzy w Libanie, 418 rannych żołnierzy, 27 zabitych i 7415 cywilów z różnymi obrażeniami zdołali zabić ponad 6,6 tys. irańskich żołnierzy i funkcjonariuszy aparatu represji, a ponad 15 tys. ranić. Wyeliminowano kilkudziesięciu wysokich rangą dowódcą i oficjeli, łącznie z najwyższym przywódcą. (Tutaj podsumowanie 52 likwidacji z ostatnich lat.) Ponadto zabito ponad 1400 bojowników Hezbollahu i trochę szyickiego tałatajstwa z Iraku. Zniszczono irańskie lotnictwo wojskowe i 155 jednostek morskich. Amerykańskie straty lotnicze to 0,015 proc. względem liczby wykonanych lotów. W kwestii zniszczonych wyrzutni rakiet nie ma pewności - pesymistyczne oceny amerykańskiego wywiadu mówią o połowie pocisków, które zostały zniszczone. Zniszczono 90 proc. irańskiego przemysłu zbrojeniowego, a poważnie zdewastowano również m.in. irański przemysł chemiczny i stalowy. Reżim ocenia straty gospodarcze na 145 mld USD, podczas gdy nominalny PKB Iranu wynosił przed wojną 376 mld USD. Jedna trzecia irańskiej gospodarki została więc zniszczona w 40 dni. (O ile wcześniej Iran plasował się pod względem wielkości PKB między Egiptem a Portugalią, to obecnie plasuje się między Katarem a Ukrainą. PKB per capita spadł zapewne z poziomu "ukraińskiego" do "uzbeckiego".) "Ha, ha! Rozwaliliście nam tylko połowę armii i pocisków i nie doprowadziliście do zmiany władzy" - mogą się pocieszać zwolennicy irańskiego reżimu. Podobnie pocieszali się serbscy postkomuniści w 1999 r.
Jeśli Iran wygrał, to jest to "straszliwe zwycięstwo". Blokowanie Cieśniny Ormuz oraz uderzenia rakietowe w kraje ościenne, można traktować jako elementy zwycięstwa. Ciężką głupotą jest jednak mówienie o tym, że "Iran wyszedł z tej wojny silniejszy" lub, że "Amerykanie nie mają kart". Mają mnóstwo kart. Mogą bezkarnie zbombardować w Iranie wszystko, co chcą. Okazali jednak jak dotąd Irańczykom łaskę powstrzymując się od bombardowań elektrowni, rafinerii, rurociągów oraz innej infrastruktury krytycznej. Wojna prowadzona przez USA oraz Izrael jest też dosyć "czysta" jeśli chodzi o ofiary cywilne - zwłaszcza w porównaniu z izraelskimi działaniami w Strefie Gazy. 1030 zabitych, przy kilkunastu tysiącach uderzeniach lotniczych w terenach gęsto zaludnionych (w tym 160 po tym jak amerykański pocisk wystrzelony z okrętu lub irański interceptor spadł na szkołę leżącą w rogu działki z bazą wojskową), wskazuje na ostrożny dobór celów i chęć uniknięcia niepotrzebnych ofiar. Przed uderzeniami w irańskie mosty kolejowe, Izraelczycy dzwonili do maszynistów irańskich pociągów, by ich ostrzec przed atakiem.
havannah syndrome
— PsyopAnime (@PsyopAnime) April 8, 2026
the coolest part about all of this is i get to build these episodes with you in real time pic.twitter.com/qfFdW5VQVB
Akcja z uratowaniem nawigatora zestrzelonego F-15 pokazała też, że Amerykanie są w stanie przeprowadzać operacje specjalne na dużą skalę wewnątrz Iranu. Zorganizowali przecież prowizoryczne lotnisko ponad 300 km w głębi irańskiego terytorium, pod wielkim miastem jakim jest Isfahan. Uratowali lotnika, nie ponosząc żadnych strat ludzkich, a eliminując wielu uczestników irańskiej obławy. (Analizę tej operacji robił Maciek na swoim blogu.) To trochę tak, jakby startując z Estonii Amerykanie zrobili podobny wjazd Ruskim w okolicach Wałdaju - nic dziwnego, że "Putin" się nie pokazuje. Można krytykować tę akcję, za utratę sprzętu lotniczego. Amerykańskie siły zbrojne to nie jest jednak armia brytyjska, czy niemiecka, która nie może sobie pozwolić na utratę nawet jednej maszyny. Amerykanie mają sprzętu w ch..., a jak ponoszą straty, to po prostu składają zamówienia na nowe w swoich fabrykach. Sprzęt był dla nich mniej ważny od uratowania doświadczonego pułkownika lotnictwa, którego niewola byłaby katastrofą wizerunkową dla Stanów Zjednoczonych. A przy okazji mogą wypróbować nowe "zabawki" - takie jak urządzenie CIA pozwalające wykryć z bardzo daleka bicie serca człowieku na pustkowiu.
This is better than the Lego Movie.😂
— Grummz (@Grummz) April 7, 2026
Iran pilot rescue. pic.twitter.com/90kDp2Xlz1
W stronę Bliskiego Wschodu zmierzają nowe siły marines, elementy 82-giej Dywizji Powietrznodesantowej oraz m.in. brygada artylerii. Amerykanie mają więc karty w rękach. Ewentualna operacja zajęcia wysp w Zatoce Perskiej - przy dominacji w powietrzu - spotkałaby się pewnie z ograniczonym przeciwdziałaniem Irańczyków. Samymi atakami rakietowymi i dronowymi, nie byliby oni w stanie odbić terenu. Pamiętajmy też o sporej demoralizacji dotykającej nawet jednostki Korpusu Strażników Rewolucji.
Inną kwestią jest to, jak długo irański reżim przetrwałby po wojnie. Poparcie dla niego przed wojną nie przekraczało 20 proc. (jedno z badań dla biura prezydenta Pezeszkiana pokazało tylko 8 proc. poparcia). Negocjacje rozejmowe ujawniły rozłam wśród zwolenników reżimu. Na jakie poparcie mogą więc liczyć Ghalibaf a na jakie frakcja apokaliptycznych szyitów? Część funkcjonariuszy reżimu chce ratować życie i majątki, a część liczy na powrót Mahdiego i 72 dziewice w raju...
W momencie, w którym w Iranie zostanie odblokowany internet, zrobi się tam naprawdę ciekawie. Pahlavi - według "ekspertów" nie mający absolutnie żadnych wpływów w Iranie - wzywał "Nieśmiertelnych" do rozpoczęcia uderzeń w funkcjonariuszy reżimu. Jak na razie mamy jeden przypadek takiego udanego ataku, potwierdzony filmem wrzuconym do internetu. Może w ten sposób bawi się jakaś frakcja w irańskiej bezpiece. W Teheranie słychać było jednak w piątek wybuchy, mimo że na niebie nie było samolotów i dronów.
Co by mogła więc zrobić administracja Trumpa, by wzmocnić frakcję Ghalibafa-Pezeszkiana? (Poza dalszymi likwidacjami apokaliptycznych szyitów) Dać jej, coś, co mogłaby ona przedstawiać jako irańskie zwycięstwo.
Świat żyje kryzysem naftowo-nawozowym wywołanym przez przyblokowanie Cieśniny Ormuz. Dlaczego jednak Amerykanie, dysponując dominacją w powietrzu nie podjęli ŻADNEJ próby jej odblokowania? Rozumiem, że kraje NATO nie wysyłają tam okrętów - nie chcą, by ciapactwo wspólnie z propalestyńskim lewarstwem paliło im centra miast. (Okazuje się jednak, że pomimo publicznego sporu między Trumpem, a rządami państw Europy Zachodniej, rządy te PO CICHU wspierają USA w ich wysiłku wojennym. Robią tak m.in. Wielka Brytania, Francja, Włochy i Niemcy - tylko czerwona Hiszpania się buntuje.) Dlaczego podobnych prób NIE PODJĘŁY marynarki wojenne krajów regionu? Dlaczego przed wybuchem wojny Amerykanie wysłali dwa duże trałowce z Bahrajnu do Malezji? Dlaczego wszyscy udają, że wierzą w to, że Irańczycy zaminowali część Cieśniny Ormuz, mimo, że zniszczono im 95 proc. zapasów min morskich i okręty będące w stanie stawiać zapory minowe? Dlaczego przystań szybkich łodzi Korpusu Strażników Rewolucji na wyspie Larak została zbombardowana dopiero w tygodniu przed Wielkanocą? Dlaczego "punkty poboru myta" na wsypach Keszm i Larak nie zostały wypalone napalmem, białym fosforem i bombami termobarycznymi? Można by obie obrócić w dymiące skały, można obie zająć desantami powietrznymi lub morskimi. Amerykanie z jakiegoś powodu się jednak przed tym powstrzymali. Co więcej, zarówno Trump jak i przedstawiciele jego administracji sami zaczęli snuć wizję wspólnego pobierania myta w Cieśninie Ormuz wspólnie przez Iran, Oman oraz USA.
"Jesteś odklejonym od rzeczywistości MAGA-tardem i hasbarowcem!!! Jak możesz sugerować, że Amerykanie celowo pozwolili Irańczykom na blokadę Cieśniny Ormuz!?" - odezwie się część komentatorów.
Przypomnę więc ustawioną wojnę Yom Kippur z 1973 r. Izrael - działając w ramach planu ustalonego przez Henry'ego Kissingera - udawał, że nie widzi egipsko-syryjskich przygotowań do uderzenia. Pozwolono armii egipskiej zwyciężyć w pierwszej fazie wojny. Plan przewidywał, że Egipt zajmie kawał Synaju, a Syria Wzgórza Golan - Arabowie odzyskają swoją dumę i będą mogli zawrzeć trwały pokój z Izraelem.
Sprawa się wówczas rypnęła, bo armia Assada nie mogła przełamać heroicznego oporu izraelskich czołgistów na Golanie. Assad wpadł w panikę i wezwał na pomóc Sowietów oraz błagał Saddata, by rozszerzył ofensywę na Synaju. Skończyło się tym, że gen. Ariel Szaron przekroczył Kanał Sueski i otoczył armię egipską na pustyni. Amerykanie doprowadzili wówczas do rozejmu, który w ciągu kilku lat przekształcił się porozumienie pokojowe, w wyniku którego Egipt odzyskał Synaj. Sowieciarz Assad się do niego nie przyłączył - i wiemy, jak to się później skończyło.
Cała operacja polegała na daniu Arabom zwycięstwa nad Izraelem. Czyżby teraz też chodziło o daniu Iranowi pozorów strategicznego zwycięstwa, by doprowadzić do trwałego pokoju i przeorientowania geopolitycznego Iranu?
Zauważmy, że frakcja Ghalibafa zaczęła ostro uderzać w nacjonalistyczne tony - nawet odwołujące się do czasów szacha! Trzecioświatowi prawicowcy z uwagą czytają złośliwości wypisywane na koncie twitterowym Ghalibafa. Tyle, że Ghalibaf słabo zna angielski. Prawdopodobnie prowadzi mu te konto jakiś amerykański prawicowy podcaster- groyper. (Stąd też liczne aluzje do Epsteina - dziwne, bo Ghalibaf ożenił się z 14-latką. Baj de łej: na resortowej demonstracji wymierzonej w Ghalibafa pojawił się najbardziej znany irański homoseksualny pedofil - Saeed Tousi, recytator Koranu, który był nauczycielem młodego Modżtaby, posądzanego o gejostwo. Dodajmy, że wciąż nie pochowany ajatollah Ali Chamenei jako chłopiec pracował w łaźni.)
Skutkiem wojny z 1973 r. był szok naftowy - do którego doszło, po tym jak amerykańscy sojusznicy: szach oraz król Arabii Saudyjskiej podnieśli ceny ropy. Skutkiem ówczesnego szoku było niezwykłe wzbogacenie monarchii znad Zatoki Perskiej, którzy sporą część pieniędzy zainwestowali w USA, co przełożyło się na rzekę tanich kredytów, która zalała III świat i państwa komunistyczne. Po drugim szoku naftowym z 1979-1980 r. doszło do szokowej podwyżki stóp procentowych przez Fed i serii kryzysów zadłużeniowych w drugim i trzecim świecie.
Dziwnie brzmią więc wygląda wpis Trumpa o nadchodzącym "najpotężniejszym resecie na świecie". Osintpolowcy biorą to za takie tam gadanie "zdemenciałego, pomarańczowego orangutana". Ja radziłbym nie lekceważyć takich zakodowanych sygnałów... Być może mamy do czynienia z procesem zastąpienia liberalnej globalizacji przez zmilitaryzowaną technokrację.
"Co się stało Trumpowi?" - zastanawia się na łamach "Do Rzeczy" Michał "Dupa" Krupa. Ksywka zobowiązuje, więc gostek dziwi się, że Trump nie jest libertariańskim izolacjonistą zaprowadzającym pokój z Rosją, Pekinem i ich sojusznikami, a wojny ograniczającym jedynie do zniszczenia Izraela. Koleś chyba przegapił pierwszą kadencję Trumpa i pierwszy rok drugiej kadencji - dopiero teraz się "geniusz" ocknął. Ja od lat przekonywałem, że Trump to człowiek kompleksu wojenno-przemysłowego-technologicznego. Jego plany budżetu obronnego opiewającego na 1,5 bln USD (2,5 bln USD, gdy doliczymy bezpieczeństwo wewnętrzne) to potwierdzają. Trump to imperialny militarny keynsista w stylu Roosevelta, mający też sporo wspólnego z Nixonem. Gadki o jego "demencji" też są wzięte z dupy. RKF Jr. opowiadał, jak Trump z pamięci narysował flamastrem "idealną mapę" Bliskiego Wschodu i przy każdym państwie bezbłędnie napisał liczebność jego armii...
Nie śmiałbym się też z saudyjskich planów budowy futurystycznych miast takich jak Neom i The Line. To przykrywka do budowy w twardych, bazaltowych skałach Półwyspu Arabskiego, bunkrów dla elit na wypadek wydarzenia geofizycznego w stylu potopów sprzed 6 tys. i 12 tys. lat...
No, ale to przecież złe teorie spiskowe. Nie to, co dobre teorie spiskowe różnych Repetowiczów, Szewków, generałów-admirałów Micków i magistrów Bartosiusiaków...







Moskale i Rusini-podziwiam i popieram powrót do prawidłowych określeń.
OdpowiedzUsuńJakby to była jakaś wielka różnica ... chyba w odcieniu podniebienia.
UsuńPodsumowując, CIA to banda debili którzy nie potrafią znaleźć odpowiedniego pośrednika?
OdpowiedzUsuńW interesie amerykańskim jest uzyskanie przez Iran i Oman kontroli nad cieśniną Ormuz? - co akurat ma sens.
ZEA pali się pod d... - bajka Dubaju upadła, nie ma portu poza zasięgiem Iranu; może wykonywać różne akcje.
Iran ma kłopoty gospodarcze, susza - protesty w zimie były głodowe więc też nie może pozwolić sobie na długą wojnę.
Co do kłopotów USA to ciągle niska produkcja broni i ogólnie przemysłowa, polaryzacja społeczeństwa oraz ... coraz większa niekompetencja. (poprzednia wojna z Huti - utrata Raptora, teraz - podobno rzeź Repaerów i lotniskowiec odesłany do remontu z powodu pożaru w pralni).
Izrael ciągle NIE na smyczy... a jakikolwiek koniec tej wojny to koniec Jahu Natana - też będą dziwne ruchy.
Strasznie optymistyczne historie piszesz...
TT
Obie strony sie nie popisaly w tej wojnie ale kto wygral to BARDZO WYRAZNIE pokaza warunki zawartego wkrotce(mijemy nadzieje)pokoju-bo tam sie ukrywac prawdy nie da i ten kto wygral narzuci swoje warunki.
UsuńPiotr34
Z kazdym kolejnym tygodniem autor wykonuje coraz bardziej skomplikowane akrobacje retoryczne. Skoro jest tak dobrze (Trump oglosil zwyciestwo ponad miesiac temu) to dlaczego jest tak zle (negocjacje, wciaz zablokowana ciesnina i posiadanie uranu). To ja pisalem jakies 3 tygodnie temu ze USA wygrywa na poziomie taktycznym i operacyjnym ale przegrywa na strategicznym i politycznym. Dalej jestem tego samego zdania.
OdpowiedzUsuńPorownywanie strat to dziecinada. To nie jest wojna porownywalnych przeciwnikow.
Budzet militarny 2024
USA 997 miliardow $
Iran 8 miliardow $
USA jest hegemonem ktory chce narzucic swoja wole slabszemu. Jesli mu sie to nie uda to przestaje byc hegemonem, niezaleznie od tego jak bardzo zniszczony bedzie Iran.
Do tego dochodzi umowa z krajami zatoki perskiej. USA gwarantuja im bezpieczenstwo, a w zamian kraje te sprzedaja rope za $. Okazuje sie ze USA nie tylko nie potrafia zagwarantowac im bezpieczenstwa, ale teraz te kraje nie moga nawet sprzedac swojej ropy = koniec petrodolara.
Trump wdepnal w gowno. Nie ma teraz dobrego wyjscia dla USA.
Chrystus Zmartwychwstał!
OdpowiedzUsuńLiczę, że za 6 lat powstanie solidna tragifarsa filmowa o tej wojnie. Ze szczególnie solidnymi batami w stronę kurdyjskiego "przekazywania" broni i starlinków. Inspiracji do tego wątka szukałbym u Chrisa Morrisa w Czterech Lwach.