sobota, 28 maja 2022

Jak w Rosji kopulują ośmiornice

 


Ilustracja muzyczna: Top Gun Maverick Anthem 

Skąd pomysł, by symbolem "specjalnej operacji" na Ukrainie uczynić literę, która nie występuje w rosyjskim alfabecie? Rusaki same tego nie wiedzą. "Z" jako symbol narzucono im przecież z góry. Niektórzy doszukują się więc tutaj kontekstu okultystycznego. "Z" ma być przeróbką hebrajskiej litery "zajin" i mieć znaczenie kabalistyczne. A może jest prostsze wyjaśnienie? Biorąc pod uwagę silną fascynację raszystów nazistowską symboliką, można literę "Z" traktować jako wariację na temat runy "sieg". Runa "sieg" oznacza zwycięstwo. Jeśli "Z" jest przewróconym "sieg", to magicznie można to zinterpretować jako znak klęski. Czyżby ktoś więc wpuścił Rosję w maliny z tą "zetką"?


Kamil Galijew podejrzewa, że tym, kto wymyślił "Z" jako symbol "operacji specjalnej" był Siergiej Kirijenko, wiceszef administracji prezydenckiej, odpowiedzialny m.in. za kontrolę nad gubernatorami regionów i nad marionetkowymi republikami doniecką i ługańską. Pięknie sylwetkę Kirijenki nakreślił Chehelmut w swoim wpisie I-"Z"-raitel. Kirijenko to były szef koncernu Rosatom, a także były premier. Sprawował on rządy w 1998 r. i to właśnie wtedy doszło do bankructwa Rosji na krajowym długu. Kirijenko posłuchał wówczas Sorosa, zdewaluował rubla i wpędził gospodarkę w jeszcze większy kryzys. Koleś reprezentował najgorszy liberalno-postkomunistyczny syf z lat 90-tych, co nie przeszkadzało mu zostać później zaufanym "katechona". Kirijenko pochodzi oczywiście z wielopokoleniowej komunistycznej rodziny, która używała nazwiska Izraitel. Z takim pochodzeniem idealnie się sprawdzał jako kurator Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji kierowanej przez turbogeja Żerynowskiego. Kirijenko chyba jednak traktował swoje pochodzenie jako obciążenie wizerunkowe, bo przyjął nazwisko swojej matki, która była Ukrainką. Chehelmut ciekawie opisał jego powiązania z różnymi rosyjskimi grupami okultystycznych pojebów. Nas obchodzą jednak jego związki z podobnymi resortowymi sekciarzami z USA. A konkretnie ze scientologami.

Kirijenko, gdy w połowie lat 90-tych, kierował Bankiem Garantija, odbył kurs menedżerski zorganizowany przez scientologów. Wysłał także pracowników swojego banku na szkolenie do Centrum im. L. Rona Hubbarda. Choć Kirijenko zaprzeczał związkom z tą sektą, to jej rosyjski szef Dietholm Alisicz określał Kirijenkę jako "sojusznika". Alisicz chwalił się w 1996 r., że w szeregach rosyjskich scientologów są: "byli gubernatorowie, reżyser najpopularniejszych telewizyjnych showów w Rosji, dyrektor jednego z rosyjskich banków i szefowie rad nadzorczych innych banków, pracownicy rządowi itp." W 1994 r. rosyjskie Ministerstwo Zdrowia zatwierdziło zaś metodę terapeutyczną L. Rona Hubbarda. Premiera rosyjskiego wydania "Dianetyki" Hubbarda miała miejsce na Kremlu, w sali, w której odbywały się zjazdy KPZR.  Scientolodzy mieli w swoich szeregach również funkcjonariuszy FSB, którzy byli ich "kretami" w tej organizacji.   


Sam generał Siergiej Stiepaszyn, szef FSK/FSB w latach 1994-1995, minister sprawiedliwości w latach 1997-1998, minister spraw wewnętrznych w latach 1998-1999 i premier przez kilka miesięcy w 1999 r., nazywał Hubbarda "najbardziej humanistycznym z humanistów świata".  Wiadomo również, że Alisicz zwrócił się do doradcy Anatolija Sobczaka, mera Sankt Petersburga, by zablokować dwa artykuły w prasie wymierzone w scientologów. Nazwiska tego doradcy nie znamy, ale bliskim współpracownikiem Sobczaka był przecież... Władimir Putin. (A jeśli nie o niego chodzi, to pewnie o jednego z jego znajomych.) To Kirijenko wręczał Putinowi nominację na szefa FSB, a później Putin uczynił Kirijenkę szefem Rosatomu i wiceszefem prezydenckiej administracji. Pomimo tego, że już w 1998 r. Duma próbowała badać związki Kirijenki ze scientologami.  (Charakterystyczne, że w linkowanym materiale, Żerynowski mówi, że związki premiera z tą sektą, to "nic takiego".) Kirijenko rozciągał później parasol ochronny nad koncesjonowaną opozycjonistką Ksenią Sobczak, córką Anatolija Sobczaka.



Czemu scientologia jest tak ważna w tej historii? Bo ma silne powiązania z amerykańskimi służbami wywiadowczymi. Z dokumentów znalezionych przez grecką policję podczas nalotu na siedzibę scientologów w Atenach wynika, że CIA wspierała rozwój tej grupy za granicą.  Departament Stanu lobbował zaś za scientologią w kilku krajach Europy. Scientologowie są oczywiście wygodni dla tajnych służb, bo rekrutują ludzi z elit. I poddają ich szczegółowym "audytom", podczas których muszą oni wyjawiać swoje najgłębsze tajemnice. Założyciel tej grupy L. Ron Hubbard miał oczywiście "bardzo interesujące" powiązania (o których wielokrotnie pisał Spiskolog). W trakcie drugiej wojny światowej był dowódcą niszczyciela i nie bez powodu nadał swojej sekcie cechy wojskowe. Widać wyraźnie, że zachował duży sentyment do marynarki wojennej...


Powyżej: Tom Cruise salutuje Davidowi Miscavigowi, obecnemu przywódcy scientologów.



I w tym miejscu warto zadać sobie pytanie: jak to się stało, że jednym z doradców Putina został koleś powiązany z taką organizacją? Koleś, który już raz pomógł wpędzić Rosję w kryzys finansowy? Nikt go nie prześwietlił? Co robiła w tym czasie FSB? Rosyjska propaganda rozpisuje się różnych amerykańskich spiskach mających na celu "zniszczenie Rosji" (takich jak polskie biolaby, w których uczono ptaki rozsiewać wąglika w rosyjskich miastach ":), a gdy mamy do czynienia z prawdziwym spiskiem, nagle odwraca wzrok... Chciałoby się zacytować pułkownika Girkina vel Striełkowa: "Władymirze Władymirowiczu, prowadzimy wojnę czy się masturbujemy"...



Być może mamy więc do czynienia z modelem, który Bogdan Konstantynowicz nazwał (omawiając okoliczności wybuchu rewolucji bolszewickiej), "modelem kopulujących ośmiornic". Mamy do czynienia z kłębowiskiem tych głowonogów i trudno się zorientować, która macka jest czyja... No ale, różni shit_eaterzy przekonują nas, że Rosja jest niepokalana, szlachetna i na Ukrainie tylko się broni przed szczepionkami...

***

Model kopulujących ośmiornic do pewnego stopnia da się zastosować również do opisu sytuacji w Polsce. Oczywiście w dużo mniejszym stopniu niż w przypadku Rosji. Ot pierwszy, przykład z brzegu. Czytelnik podesłał mi notkę (niestety z postkomunistycznej i zwykle nudnej jak flaki z olejem "Polityki") poświęconą bratu ciotecznemu Gerszoma Brauna.


Oczywiście narracja o kupowaniu poparciu Brauna w Sejmie brzmi naiwnie. Bo brat cioteczny naszego wielkiego reżysera ma duże doświadczenie w szeroko pojętej branży bezpieczeństwa. To weteran US Army, który później robił ciekawą karierę w dyplomacji kilku państw (niczym w XVIII wieku...). Ciekawe więc, czy Gerszom Braun robi z siebie prorosyjskiego idiotę tylko w ramach maskirowki? I czy jest spokrewniony z wielebnym Cleofasem Brownem? :)

***

Spotkałem kiedyś scientologów na Warszawskich Targach Książki. Przyjechała do nas ich ekipa z Węgier i mieli stoisko ze stosem egzemplarzy "Dianetyki" Hubbarda. Z ciekawości dałem się zbadać ich maszyną. Procedura jest prosta - trzyma się w dłoniach jakieś dwa metalowe cylindry. Wyszła mi maksymalna wartość tego, co mierzyli i byli bardzo zdziwieni (a przynajmniej udawali zdziwienie). 

***

Zaczyna się pora wakacyjnych wyjazdów, więc wpisy mogą się ukazywać rzadziej. W przyszłą sobotę być może się pojawi, ale już w następną na pewno nie. 

sobota, 21 maja 2022

50 twarzy Onucy

 


Ilustracja muzyczna: Dawid Hallmann: BWSU: Barszcz

Nie lubię, gdy Ruskich nazywa się hordą. To określenie jest bowiem obraźliwe. Obraźliwe dla Scytów, Sarmatów, Turków, Mongołów, Tatarów i innych ludów stepowych, które miały zadziwiające osiągnięcia militarne, a czasem też cywilizacyjne (wystarczy przyjrzeć się dziełom scytyjskich złotników). Porównywanie ich z bolszewickimi orkami, które najechały Ukrainę jest co najmniej historycznym nieporozumieniem. Rosyjskie orki dużo bardziej bowiem przypominają mutantów z horroru "Wzgórza mają oczy".  Otwarte wyrażanie sympatii dla takich mutantów jest totalnym obciachem. Zwłaszcza, że rosyjska propaganda jest odpychająca w swoim sowietyzmie. Najwięcej o niej mówi to, że za bohaterkę wybrała sobie jakąś zdemenciałą staruszkę, której się coś popierdoliło i wyszła na spotkanie ukraińskich wojsk z sowiecką flagą. Raszyści przedstawiają to jako symbol oporu przeciwko "współczesnym nazistom". Ale to wygląda jak symbol sowieckiej nędzy i beznadziei.


Nie zniechęca to jednak różnych Onuc do kolportowania najgłupszej raszystowskiej propagandy i żerowaniu na głupocie innych ludzi. O ile tego typu propaganda napotyka na oczywiste bariery w krajach, w których Rosja jest dobrze znana, to może ona być skuteczna w krajach, w których mieszka mnóstwo debili nie potrafiących nawet znaleźć Rosji na mapie. Na potrzeby takiego targetu wykorzystuje się osobników takich jak Scott Ritter


Ritter to były funkcjonariusz wywiadu amerykańskich marines. W 1991 r. służył w sztabie gen. Schwarzkopfa podczas operacji "Pustynna Burza". W latach 1991-1998 był główny inspektorem rozbrojeniowym ONZ w Iraku. Nieustannie tam jątrzył, twierdząc że Irak może w każdej chwili powrócić do masowej produkcji broni masowego rażenia. Jego działania mocno przyczyniły się do bombardowania Iraku w 1998 r. Przed wojną z 2003 r. Ritter zmienił jednak poglądy o 180 stopni i zaczął bardzo ostro krytykować amerykańską politykę zagraniczną. Obecnie równie mocno propaguje on rosyjską narrację. Pierwszy przykład z brzegu - jego wypowiedź dotycząca przystąpienia Finlandii do NATO.  Ritter (znający dobrze historię ZSRR - mający na koncie pracę dotyczącą powstania Basmaczy) wypomina Finom, że w 1941 r. sprzymierzyli się z Hitlerem i napadli na miłujący pokój ZSRR, prowadząc do blokady Leningradu. Oczywiście nie wspomina o sowieckiej napaści na Finlandię w 1939 r., ani tego, że Finlandia w 1941 r. mocno ograniczyła swoją ofensywę - pozwalając Sowietom utrzymać drogę zaopatrzeniową dla Leningradu. Ritter grozi Finom, że "przegrają jak w 1944 r." i twierdzi, że armia ukraińska została już "całkowicie zniszczona". Dziwne słowa jak na oficera amerykańskiego wywiadu, co nie?

Ritter twierdził również, że winnymi masakry w Buczy były wojska ukraińskie, które rzekomo zabijały cywilów oskarżanych o kolaborację. Jego zdaniem Ukraińcy zabijali tych, którzy handlowali żywnością z rosyjskimi żołnierzami. Oczywiście nigdy nie podał źródła tych "rewelacji". Jakiś czas później Ritter utrzymywał, że "dziennikarz śledczy" Gonzalo Lira został zabity w Charkowie przez "oddział Kraken batalionu Azow". Pułk Azow jest prawdopodobnie jedyną ukraińską jednostką wojskową, którą Onuce znają, ale nie wiem, czy kiedykolwiek miał on w Charkowie jakiś oddział o nazwie "Kraken". Wspomniany Gonzalo Lira jest oczywiście cały i zdrowy. To amerykańsko-chilijski "artysta podrywu", który kilka lat temu przeniósł się do Charkowa, a w lutym 2022 r. nagle ogłosił, że jest "dziennikarzem śledczym". Początkowo twierdził, że tylko ludzie o IQ mniejszym niż 90 twierdzą, że Rosja zaatakuje Ukrainę. (Ciekawa zbieżność z narracją Marcina Roli-Żymierskiego z telewizji wDupalu24...) Potem, że wojska rosyjskie nigdy nie atakują celów cywilnych a Rosja przeprowadza "jedną z najbardziej błyskotliwych operacji wojskowych w historii". Znana alkoholiczka Maria Zacharowa, rzeczniczka domu wariatów znanego jako rosyjskie MSZ, wydała oświadczenie, w którym nazwała Gonzalo Lirę "wybitnym reżyserem".

Wróćmy jednak do pokręconego życiorysu Scotta Rittera. Tak się dziwnie zdarzyło, że w 2001 r., czyli  niedługo przed tym jak gwałtownie zmienił on poglądy, został on aresztowany za umówienie się na seks z policjantem udającym 16-letnią prostytutkę. Sprawę jednak oddalono. W 2009 r. podczas podobnej operacji policyjnej złapano Lirę, jak obnażył swojego katechona podczas chatu z rzekomą 15-latką. Odsiedział za to dwa lata więzienia. 

Zastanawiam się więc, czy Ritter pracuje dla rosyjskich czy też jest prowokatorem amerykańskich tajnych służb, udającym prorosyjskiego idiotę? 

Podobne pytanie można zadać wobec wielu innych przedstawicieli opcji rosyjskiej na Zachodzie. Ilu z nich pracuje dla zachodnich tajnych służb? Przypominam, że w latach 60-tych holenderski kontrwywiad założył maoistowską partię, tylko po to, by otrzymywać dofinansowanie z Pekinu. Pisałem już wcześniej o resortowych powiązaniach klanu Le Pen (francuskie wojskowe tajne służby). Znacie pewnie też historię operacji Gladio we Włoszech i zdajecie sobie sprawę jak mocno niemieckie środowiska radykalnej prawicy są naszpikowane agenturą. Być może mamy obecnie do czynienia z odwróceniem operacji Trust. Moskwa ładowała ciężkie pieniądze w budowę prorosyjskiej prawicy i lewicy na Zachodzie, ale po wybuchu wojny wpływy tych środowisk okazały się mizerne. Zagłuszyła je natowska narracja. Czyżby więc Ruscy ładowali fundusze w grupy kontrolowane przez zachodnie służby?

Oczywiście w Polsce i innych krajach postkomunistycznych sytuacja jest inna. My mamy u siebie masę wielopokoleniowej agentury. Spora część z niej się obecnie kamufluje. Różni gejnerałowie, którzy rozwalali polską armię od środka i pisali książki o tym jak "przegramy wojnę z Rosją" obecnie występują jako "eksperci" od wojny na Ukrainie. Jest też agentura, która występuje jawnie po stronie Rosji. Zazwyczaj reprezentuje ona komuszą lewicę lub ubecką prawicę. Czasem ciężko jednak odróżnić agenta od zwyczajnego idioty.

Jak zakwalifikować bowiem takiego Augusta Grabskiego "naukowca" z Żydowskiego Instytutu Historycznego, który pisze, że "maksymalne straty wśród ludności cywilnej są w politycznym interesie banderowskiej ekipy Zełenskiego i NATO"? Grabski (zabawne, że takie endeckie nazwisko przyjęli jego przodkowie) otwarcie przyznawał się do trockizmu, ale chyba raczej stoi po stronie zabójców Trockiego...

Grabski to jednak karzełek w porównaniu do największej Onucy w polskojęzycznym internecie, czyli Piotra Panasiuka. Panasiuk (cóż za arcypolskie nazwisko...) kolportuje najgłupszą raszystowską propagandę - pisze nie tylko, że masakra w Buczy była inscenizacją, ale też, że Ruscy "strącają Bayraktary setkami" a krążownik Moskwa zatopił się sam :) Kolportował również skrajnie głupie manipulacje. Twierdził, że "banderowiec" Zełenski ustawił prezydenta Dudę na tle "banderowskiej" flagi - zdjęcie było oczywiście odpowiednio przycięte i przerobione w photoshopie. Flaga "banderowska" była... fragmentem flagi Litwy.


 Sowieciarz Panasjuk kręci się wokół środowisk tradsowskich. Niestety tradsom brakuje instynktu samozachowawczego i tolerują u siebie różnych giertychowców, brauniarzy i podobną ubecką prawicę. (Warto czasem przeprowadzić test. Spytać "prawicowca" o to, co sądzi o Żołnierzach Wyklętych. Ubecka prawica nie będzie mogła się wówczas powstrzymać przed pośmiechujkami lub wygłaszaniem kretyńskich frazesów potępiających Wyklętych.) No cóż, nie takie przebieranki widziała już ubecka prawica. Pamiętam szok u niektórych, gdy Falanga - przedstawiająca się jako integralna prawica - zaczęła współpracować z jakąś kanapową maoistowską organizacją. Ronald Robiący Laseczki sam siebie nazywa zaś "integralnym katolikiem". W stylu abpa Paetza?

Propaganda rozsiewana przez różnych Panasiuków jest oczywiście skrajnie głupia. Ale jest przez to idealnie skrojona do targetu. Ma ona przede wszystkim oddziaływać na totalnych idiotów. Dla normalnego człowieka Olszański vel Jabłonowski jest po prostu internetowym debilem, z którego można się pośmiać. Są jednak istoty, które jeździły na jego wiece i kupowały od niego cum-rackie gadżety za ciężką kasę. Z jakiegoś powodu rosyjski ambasador Andriejew spotykał się z Jabłonowskim - tutaj ten aktorzyna chwali w rozmowie z nim... Sierowa.  Są też idioci, którzy kupowali od lipnego hrabiego Potockiego (zabawne, że jego przodkowie wybrali sobie takie magnackie nazwisko) "dowody osobiste suwerena II RP" myśląc, że uchronią je one od szczepień. Jakieś dwie kretynki okazały nawet te lipne dokumenty podczas kontroli granicznej.  

Dlatego bardzo ważne są gesty rozbijające w puch narrację Sowieciarzy. Gesty pokazujące, że walka o Międzymorze ma sens. Gesty pojednania takie jak odsłonięcie przez mera Lwowa rzeźb lwów na Cmentarzu Orląt.


***

Nie wiem, na ile śledzicie sytuację na Sri Lance. Kraj ten w tym tygodniu oficjalnie zbankrutował, do czego przyczyniły się: 1) długi zaciągnięte u Chińczyków na potrzeby Nowego Jedwabnego Szlaku 2) korwinistyczna obniżka podatków z 2019 r. 3) załamanie ruchu turystycznego w trakcie pandemii 4) korupcja rządzącego klanu Rajapaksów. Niewiele się jednak mówi, że Sri Lanka wprowadzała też swoją wersję Zielonego Ładu. Rajapaksowie uznali, że będzie pierwszym na świecie krajem produkującym wyłącznie organiczną żywność. Zakazali więc stosowania nawozów sztucznych.  Teraz Sri Lance grozi głód, a kiedyś była krajem samowystarczalnym żywnościowo.

***


Ci, którzy są na moim blogu nowi (odkryli go dopiero po rozpoczęciu wojny), mogą być zaskoczeni, że zajmuje się też sprawami ufologicznymi. Oczywiście gdyby przeczytali moją serię Phobos, to dowiedzieliby się, że poważnie tą tematyką zajmowali się też wysokiej rangi wojskowi z obu stron Żelaznej Kurtyny. W serii Phobos wspominałem też o procesie stopniowego oswajania opinii publicznej z tą tematyką. I w tym tygodniu mieliśmy do czynienia z przejawem tego procesu. W Kongresie doszło bowiem do przesłuchań wojskowych oficjeli w sprawie UFO.

Przedstawiciele Pentagonu przyznali podczas tych przesłuchań, że siły zbrojne USA dokonały 400 obserwacji UFO, w tym 11 miało charakter bliskich spotkań.  Wywiad Marynarki Wojennej zaprezentował kongresmenom nowe nagrania sferycznego UFO, weterani opowiedzieli o swojej obserwacji NOL nad bazą wojskową na Synaju w 2014 r., a kongresmeni publicznie twierdzili, że UFO jest potencjalnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego.  Republikański kongresmen Tim Burchett powiedział nawet, że siły zbrojne USA mają w swoim posiadaniu wraki obcych pojazdów.

To jak mocno posuwa się do przodu sprawa ujawnienia wiedzy na temat UFO jest barometrem wpływów wojskowych w hierarchii władzy w USA. Obecnie widać, że siły zbrojne mocno zyskały w związku z wojną na Ukrainie. 

sobota, 14 maja 2022

Jaką niespodziankę zrobią światu Chiny?

 


Ilustracja muzyczna: Probass & Hardi feat Khayat - Do boju

Jeśli myśleliście, że wojna na Ukrainie jest kubłem zimnej wody na głowy chińskich komunistów, to jesteście w błędzie. Oni wcale nie zrezygnowali ze swoich agresywnych planów wobec Tajwanu. Co więcej, wyraźnie dają do zrozumienia, że szykują się do inwazji. 

Według sygnalisty z FSB publikującemu przecieki na portalu Gulaguniet, rosyjska inwazja była skoordynowana z planami chińskimi. Chińczycy uwierzyli jednak zapewnieniom Ruskich, że Kijów zostanie zajęty w kilka dni. Szybki podbój Ukrainy i nieskuteczna reakcja Zachodu miały być wielkim ciosem w morale mieszkańców Republiki Chińskiej (Tajwanu) oraz innych państw sprzymierzonych z USA. Zostałyby one natychmiast zalane "zychowiczowską" propagandą mówiącą, że Ameryka im nie pomoże, tak jak nie pomogła Ukrainie. Na jesieni, przed zjazdem partyjnym, miało dojść do inwazji na złamany moralnie Tajwan. Prawdopodobnie, uwagę Zachodu odciągnęłaby kilka dni wcześniej rosyjska inwazja na państwa bałtyckie i Polskę. 

Chińczycy musieli być w niezłej konfuzji, gdy świat obiegły filmy pokazujące skalę rosyjskiej klęski na Ukrainie. Już jednak z tego szoku się otrząsnęli. Świadczą o tym niedawne ruchy ich sił zbrojnych.

Kilka dni temu prowadzili wielkie manewry morskie WOKÓŁ Tajwanu. Wzrosła też liczba naruszeń tajwańskiej strefy identyfikacji powietrznej przez lotnictwo wojskowe ChRL. Po raz pierwszy strefę tę zaczęły naruszać również chińskie śmigłowce szturmowe.  Ewidentnie ćwiczona jest inwazja. 


Chińczycy wyraźnie też przygotowują się do swojej wersji Pearl Harbor. Na pustyni Taklamakan ćwiczą uderzenia rakietowe we wrogie lotniskowce oraz inne okręty. Ćwiczony jest tam scenariusz ataku na wrogą flotę w jej bazie. Zapewne celem ma być Guam lub Okinawa. 

Zewnętrznemu obserwatorowi może się to wydawać szaleństwem. Bo nim jest. Chiński plan może się posypać już na etapie transportu wojsk desantowych przez cieśninę i desantów spadochronowych. Jeżeli jednak te desanty osiągną sukces, to na samej wyspie Chińską Armię Ludowo-Wyzwoleńczą czeka ciężka przeprawa. Tajwan jest wyspą górzystą, której sporą część zajmują miasta. Będzie to więc walka w środowisku miejskim i górskim. Przeciwko dobrze przygotowanemu przeciwnikowi dysponującemu nowoczesnym uzbrojeniem i od 70 lat przygotowywał się na inwazję. Przypominam, że w indeksie Global Firepower Republika Chińska (Tajwan) zajmuje 21. miejsce i dysponuje m.in.: 288 myśliwcami, 1110 czołgami i blisko 3,5 tys. pojazdami opancerzonymi. 

Oczywiście Chiny mogą zarzucić tajwańską obronę masą wojska i sprzętu. Dla prowadzenia wojny kluczowe będą więc dostawy z USA. Chińscy komuniści wyraźnie liczą na to, że amerykańskie magazyny uzbrojenia w nadchodzących miesiącach opustoszeją - że sprzęt trafi na Ukrainę i że nie będzie go dla Tajwanu (już opóźnione są dostawy amerykańskich haubic dla Republiki Chińskiej). Liczą też na to, że uda im się zadać amerykańskiej flocie cios w jednej z jej baz już w pierwszych minutach wojny. To jest jednak plan dobry na kilkudniowy blitzkrieg - a takiego blitzkriegu nie będzie. Chiny muszą się więc liczyć z ciężkimi, wielomiesięcznymi walkami na wyspie. Podczas których Amerykanom uda się wyprodukować i dostarczyć Tajwańczykom wystarczająco dużo uzbrojenia, by zniszczyli chińskie wojska desantowe. 


Konieczne będzie więc opanowanie przez ChRL akwenów na zachód od Tajwanu. Bartosiakowskie "bąble antydostępowe" na Morzu Południowo-Chińskim będą miały znaczenie co najwyżej do blokowania południowych podejść do Tajwanu. Kluczowa będzie natomiast blokada portów na północy i na zachodzie wyspy. Przejście drogą północną oznacza forsowanie amerykańsko-japońskiej obrony na Okinawie i Wyspach Riukiu. To bardzo niebezpieczna droga dla Chińczyków. Dużo łatwiej im będzie opłynąć Tajwan od południa. Wówczas kluczowe dla ich planów będą Filipiny. Nie dziwmy się więc, że zarówno chińscy komuniści jak i administracja Bidena zabiegają o względy nowego filipińskiego prezydenta - Ferdinanda "Bongbong" Marcosa Jra, syna dyktatora Ferdinanda Marcosa (Sara Duterte została wiceprezydentem). 


Później ChRL będzie musiała stoczyć bitwę powietrzno-morską z połączonymi flotami USA, Australii oraz Japonii. Bitwa ta będzie toczyła się poza zasięgiem bartosiakowskich "bąbli antydostępowych". Obecnie Chiny mają dwa lotniskowce : postsowiecki Liaoning i własny - ale wzorowany na sowieckiej konstrukcji z lat 80-tych - Shandong. Amerykanie mają 11 lotniskowców, z czego 3 zwodowane w tym stuleciu.

Na niekorzyść Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej działa także brak doświadczenia bojowego jej dowódców. Tylko jeden z jej generałów kiedykolwiek dowodził w polu - był dowódcą kompanii podczas wojny z Wietnamem w 1979 r.

Inwazja na Tajwan byłaby dla Chin więc strategicznym szaleństwem. Takim samym jak  japońskie uderzenie na Pearl Harbor czy rosyjska inwazja na Ukrainę. Historia pokazuje jednak, że błędne kalkulacje strategiczne często prowadzą do skutków, których nie spodziewali się przywódcy i generałowie.

Za przykład szaleństwa można uznać również drakońskie lockdowny obowiązujące w Szanghaju i 40 innych chińskich metropoliach. Niektórzy je tłumaczą jako element spisku mającego destabilizować gospodarki Zachodu (poprzez zakłócenia w łańcuchach dostaw) - dla mnie to bardziej próba zbicia cen surowców poprzez "schładzanie" gospodarki. Mimo to widać tutaj ogromną nadgorliwość chińskich oficjeli. W Szanghaju nie dość, że zamknęli metro to jeszcze otoczyli drutem kolczastym bloki poddane kwarantannie. Dochodzi do tego, że drzwi do mieszkań zwykłych ludzi są zabijane przez władze gwoździami. Jeśli jedna osoba w bloku złapie omikrona, to na kwarantannę trafia cały blok.  Odciętym w ten sposób ludziom raz na dwa dni dostarcza się jakieś ochłapy do jedzenia. Nawet siedzący w kieszeni u Chińczyków szef WHO zjechał chińskie zarządzenia pandemiczne, za co został ocenzurowany w ChRL. I co na to Góralskie Veto?

Co ciekawe, w sąsiedniej Korei Północnej przyznano się do pierwszych zgonów covidowych a Kim Dżong Un pojawił się w telewizji w maseczce. Korea Płd zaoferowała dostarczenie Północy szczepionek.

Oznaki "dokręcania śruby" widać zarówno w Chinach kontynentalnych jak i w okupowanym Hongkongu. W Chinach dochodzi do przypadków, gdy obywatelom wracającym z zagranicy konfiskuje się paszporty na lotnisku.  W Hongkongu aresztowano 90-letniego kardynała Jospeha Zen. Represje zapewne się nasilą, gdy w lipcu szefem administracji Hongkongu zostanie John Lee, były policjant, obecnie sekretarz ds. bezpieczeństwa, odpowiedzialny za tłumienie protestów antykomunistycznych.

Zaostrzenie represji i oznaki nadciągającej wojny sprawiają, że pojawiły się pogłoski o ciężkiej chorobie Xi Jinpinga.  No cóż, Putin też jest chory - i nie mam na myśli tego, że jest pedofilem. Czyżby obaj spieszyli się z realizacją imperialnych planów, bo nie mają wiele czasu na ich realizację?

***

Oglądam rosyjską propagandę, byście nie musieli tego robić. I wczoraj zauważyłem w ich wiadomościach dwa materiały poświęcone Polsce. W pierwszym ambasador Andriejew bóldupił, że Polacy wypowiedzieli mu umowę najmu ośrodka "wypoczynkowego" nad Zegrzem. W drugim pokazywano budowę Muru na granicy z Białorusią. Ruscy bóldupili, że "niszczy on przyrodę" i cytowali "Wyborczą". Widać, że uszczelnianie polskiej granicy ich boli. 

A teraz wyobraźmy sobie, że rząd postąpiłby tak jak żądała Fundacja Ocipienie, Grupa Granica czy inna Grupa Wagnera i wpuściłby wszystkich nachodźców, których by nam Baćka z Putinem nasłali. Jak to by wpłynęło kilka miesięcy później na recepcję przez Polaków prawdziwych uchodźców z Ukrainy? Łatwo sobie wyobrazić, że dywersanci wtopieni w tłum łukaszystowskich nachodźców dokonywaliby ataków na ukraińskie kobiety i dzieci, a także na przypadkowych Polaków. Naprawdę nie trzeba było wiele, by wywołać chaos. Wystarczyłby jeden granat rzucony w tłum Ukraińców na peronie kolejowym.

***


Powyższe zdjęcie jest kwintesencją Rosji :) Nie znającym cyrylicy wyjaśniam, że lesbowato wyglądająca nastolatka ma na t-shircie napis "Pizda". To ponoć nawiązanie do "Pussy Riot". Na torbie ma jednak czerwoną gwiazdę i 9 maja. Obok - pułkownik Igor Girkin z typową dla siebie miną, zatroskany o losy operacji specjalnej na Ukrainie.

A Ukraińcy wykazują się dużym poczuciem humoru. Poniżej plakat - "9 maja. Podziękuj dziadkowi za zwycięstwo".



sobota, 7 maja 2022

Gówniane Z-wycięstwo

 


Ilustracja muzyczna: Intermarium Rats - Ja, Gieroj

Co nam szykuje karzełek Putin na 9 maja? Być może oficjalną aneksję zajętych terenów Ukrainy, łącznie z Chersoniem. Ukraińska ofensywa wyzwalająca te terytoria zostałaby uznana przez Rosję za atak na "swoje" terytorium i stałaby się pretekstem do mobilizacji. (Na portalach z ofertami pracy szukani są już specjaliści od mobilizacji - co świadczy o tym, że rosyjski system mobilizacyjny jest niesprawny.) Ukraińskie tajne służby twierdzą natomiast - a dotychczas wiele ich prognoz się sprawdzało - że na 9 maja lub następne dni jest operacja desantowa w Naddniestrzu. W poprzednim wpisie wskazywałem, że desant morski na wybrzeżu Budziaku skończyłby się dla Rosjan masakrą (i mamy tego potwierdzenie w postaci płonącej rosyjskiej fregaty, która została trafiona obok Wyspy Węży, zwanej ostatnio Wyspą Bayraktarów). Nie wziąłem jednak pod uwagę tego, że Ruscy mogą planować dokonać tam desantu spadochronowego.  Iły-76 miałaby z Krymu polecieć do Naddniestrza. Trasą, którą Ukraińcy znają, w miejsce docelowe, o którym Ukraińcy wiedzą. Nie wiem jaką mają na tym obszarze obronę przeciwlotniczą, ale zapowiada się niezły Jackass...

Na początku kwietnia wielu ekspertów wieszczyło wielką bitwę pancerną w Donbasie. Rosyjska ofensywa trwa już ponad dwa tygodnie i jak na razie do żadnej takiej bitwy nie doszło. Ruscy powoli wgryzają się w ukraińską obronę, metodycznie równając z ziemią poszczególne wioski za pomocą artylerii, a później zdobywając ich ruiny. Ta strategia zmęczenia przeciwnika przypomina trochę pomysł Niemców na bitwę pod Verdun i oczywiście kosztuje Rosję sporo w ludziach i w sprzęcie. (Nadal nie wiadomo, czy gen. Gierasimow, szef rosyjskiego sztabu generalnego, został lekko ranny podczas ukraińskiego ostrzału artyleryjskiego.) Straty będą jeszcze większe, gdy Ukraińcy podciągną amerykańskie i francuskie haubice mające znacznie większy zasięg od rosyjskich.  O rosyjskim morale wiele mówią przechwycone rozmowy żołnierzy z rodzinami:


— Mało, tato, zupełnie mało. Z 52 osobowego oddziału zostało nas 17. Ilu z nas było tam z BTR-ów, 350 przyjechało? Zostało ich mniej niż 100.

— Co za chu….. Czy są tam jacyś odpowiedni dowódcy?

— Normalnych już nie ma.

(...)



— W naszym pułku został jeden czołg. Rano sami zepsuliśmy nasz czołg, żeby nie musieć jechać. BTR bez nas pojechały, i tam było trzech „200” [zabitych] i wielu „300” [rannych] w ciężkim stanie.

— No i dzięki Bogu! Rozbierzcie go na części, oddajcie na złom, a zostaniecie przy życiu.

(...)

— Dziś rano poszliśmy do ataku. Zwiadowcy powiedzieli, że nie ma tam nikogo, nie ma nawet min. Weszli do środka. Jako pierwszy jechał czołg. Od razu został trafiony. Przesunął się w lewo – a tam mina. Załoga wyskoczyła i to wszystko – został spalony. A także dwa następne. W piechocie pozostało 5 osób. Reszta się dzisiaj poddała… Tu jest taka masakra. Generałowie – oni chcą, żebyśmy szli dalej i dalej. Wszyscy, nawet czołgiści, mówimy teraz: nigdzie się nie wybieramy.

(...)



— Rosgwardia z obwodu moskiewskiego i czołgiści z Bogucharska [z obwodu woroneskiego] po prostu pozabijali się nawzajem i tyle.

— Słyszałem o tym.

— Przez pierwszy miesiąc byliśmy po prostu w szoku. Bo przyjeżdżamy do nich, bijemy się nawzajem i wyjeżdżamy. Ci spadochroniarze, którzy siedzą, nie pojechali nawet do Iziumu. Siedzą gdzieś, elity, pilnują własnych krzaków.

(koniec cytatu)

Putin ponoć domagał się, by w ciągu tygodnia zdobyć Krzywy Róg - rodzinne miast Zełenskiego. To oczywiście było niemożliwe do realizacji. Nawet ze zdobyciem huty Azowstal w Mariupolu są problemy. Azow i piechota morska wciąż desperacko się tam bronią w warunkach przypominających walki o Stalingrad. Armia Orków nie będzie miała za bardzo czym się chwalić na 9 maja...

Jeszcze większą niekompetencją od armii wykazuje się rosyjska dyplomacja. Jej ogromnym sukcesem jest przekonanie Finów i Szwedów do idei przystąpienia do NATO. Zraziła ona nawet Bułgarię do Rosji i sprawiła, że nawet tacy tradycyjni rusofile jak czeski prezydent Zeman nazywają Rosję "szaleńcem, którego należy izolować". Profesjonalizm rosyjskich dyplomatołków widać choćby na przykładzie odpalonego przez Ławrowa "protokołu Hitlera" - uderzenia w czułą stronę kraju, którego rząd dotychczas nie palił się do wsparcia Ukrainy. No cóż, Ławrow jest zwyczajnym debilem i żulem, który gdy się zesra w spodnie na konferencji prasowej, będzie przekonywał, że spodnie osrał mu bojownik Azowa wspierany przez instruktorów z NATO. "Włączający myślenie" będą zamieszczali na Twitterze "analizy" wskazujące na to, że Ławrow nie mógł sam się osrać, a gówno na jego spodniach, to dowód na istnienie tajnych natowskich biolabów na Ukrainie...

(Przy okazji przypomnijmy, co obecnie 81-letnia aktorka Barbara Brylska mówiła o Ławrowie w 2011 r.: "Chciałabym podziękować, zwłaszcza panu ministrowi Ławrowowi. I powiedzieć mu, że go kocham. Bo kocham cały naród rosyjski. I kłócę się z tymi, którzy go nie kochają. Jedyne polityczne moje wywody to jest kłótnia z tymi, co was nie kochają, Nienawidzę ich. Naprawdę. Pan minister jest tak pięknym mężczyzną, że musiałam to powiedzieć.")




Jak wiadomo, rusofobia jest jak homofobia. Polega na olbrzymim bólu dupy. Ruscy nieustannie narzekają, że ich nie lubią. Zapominają jednak, że na tę niechęć pracowali przez wiele lat. Choćby takimi zupełnie kretyńskimi akcjami jak otrucie Skripala czy wysadzenie składu amunicji w Czechach. Teraz tylko zwiększają pogardę, jaką obdarzają ich ludzie cywilizowani. Putinowska Rosja jest bowiem wrogiem cywilizacji białego człowieka i wrogiem Słowian. Pokazuje to choćby niszcząc scytyjskie kurhany i stawiając pomniki Leninowi. 



Oczywiście wciąż są debile twierdzący, że Rosja walczy przeciwko "Globohomo" (gwałcąc małych chłopców - a nawet niemowlęta i wycinając mężczyznom "różyczki" na penisach). No cóż, przypomnę, że płk Aleksander Litwinienko został otruty polonem, kilka miesięcy po tym jak ujawnił, że Putin został w KGB nagrany podczas seksu z chłopcem. Jego kagiebowski kumpel, patriarcha Cyryl, nie bez powodu jest nazywany metropolitą sodomsko-gomorskim.  Dodajmy do tego ośmiokrotnie wyszczepionego żydowskiego turbogeja Żerynowskiego i przypadki działania "lawendowej mafii" w wojsku taki jak ten:

"dowódca 78.kompanii zwiadu 14.brygady specjalnego przeznaczenia Głównego Zarządu Sztabu Generalnego major Oleg Panow został zatrzymany przez żandarmerię - gwałcił swojego podwładnego trzonkiem łopaty. Wcześniej związał go ze swoim zastępcą kapitanem A. Jeruszewiczem, rozebrał i rozkazał wykonać żołnierzowi lewatywę. Ostatniego zabiegu wydało mu się mało, więc kontynuował penetrację trzonkiem łopaty. Całość procedur wychowawczych filmował jego zastępca. Zapis gwałtu stanowił następnie główne źródło dochodów oficerów - szantażowali ofiarę groźbą pokazania tego jego rodzicom, kolegom, dziewczynie i zabierali mu do końca pobytu w wojsku żołd. W końcu zgubili po pijaku telefon z tymi nagraniami, sprawa się wydała i upubliczniła w dobie internetu...

Takim i podobnym zabiegom seksualnym oraz rabunkowym było poddanych co najmniej 20 żołnierzy owej pary. Inny żołnierz został zimą, podczas pobytu na poligonie, rozebrany i przywiązany za jądra do drzewa. Nie chciał dobrowolnie oddać swojego żołdu "na potrzeby kompanii". Oleg Panow katował go po plecach, pośladkach, nogach. Groził mu ulubioną rozrywką alá major Panow - analną penetracją."

(koniec cytatu)

Pamiętajcie więc: 9 maja mamy w Moskwie największą paradę równości na świecie. Szkoda, że nie będzie na niej Gerszoma Brauna. Powitałby ją tradycyjnym "Szczęść Boże!".


sobota, 30 kwietnia 2022

Nadniestrzański Jackass i sekstaśma Sykulskiego

 


Seria prowokacji w Naddniestrzu - ostrzał z granatnika siedziby MSW i wysadzenie w powietrze masztu przekaźnikowego - jest aż zbyt oczywista. Sprawia wyraźne wrażenie, że Rosja chce włączenia tego mafijnego quasi-państewka do wojny. Tyle, że mafijne quasi-państewko się do tego nie pali. Dotychczasowy układ (pozwalający Naddniestrzu korzystać m.in. z umowy o wolnym handlu pomiędzy Mołdawią i UE) zadowala bowiem władze w Tyraspolu i kontrolujący je holding Sheriff. Wciągniecie Naddniestrza do wojny mogłoby natomiast zakończyć jego quasi-suwerenny byt.



Czy wejście Naddniestrza do wojny mogłoby jednak poważnie zmienić sytuację strategiczną? Rosyjskie siły stacjonujące w separatystycznej republice liczą 1,5 tys. ludzi. Na papierze. Gdyż sporą ich część stanowią lokalni pracownicy kontraktowi. FSB niedawno ponoć uznała ten kontyngent za niezdolny do walki. Trudno go wzmocnić, gdyż Naddniestrze nie posiada własnego lotniska z prawdziwego zdarzenia - korzysta z portu lotniczego w Kiszyniowie. Armia Naddniestrza liczy oficjalnie około 5 tys. żołnierzy, a w rezerwie jest 20 tys. ludzi. Jedną trzecią tej armii stanowią jednak etniczni Ukraińcy, a jedną trzecią rumuńskojęzyczni Mołdawianie. Jej uzbrojenie stanowi m.in. 18 starych czołgów T-64. Trudno się więc spodziewać, by ta siła zdobyła Odessę. Bardzo prawdopodobne, że po wejściu na teren Ukrainy rozpadłaby się z powodu dezercji.

Czyżby więc Rosja chciała aktywować siły w Naddniestrzu, by pomogły one w operacji zajęcia Budziaku, czyli południowo-zachodniego kawałka Ukrainy sąsiadującego z Rumunią i Mołdawią? O takim zamiarze może świadczyć niedawny atak rakietowy na strategiczny most nad Limanem Dniestru. Ruscy mają jednak jeden problem. Nie mogą dokonać operacji desantowej w Budziaku, bez narażania się na katastrofę. Podejścia do wybrzeża budziackiego są w zasięgu pocisków przeciwokrętowych z Odessy. Zatopienie krążownika "Moskwa" pokazało, że te pociski są śmiertelnie skuteczne. Ruscy dysponują wciąż kilkoma fregatami i korwetami na Morzu Czarnym, ale utrata kolejnych okrętów zdziesiątkowałaby ich siły na tym akwenie. Byłby też problem z przewiezieniem odpowiednio dużych sił. Flota Czarnomorska przed wojną dysponowała 7 dużymi desantowcami.  Wyeliminowano jej na pewno dwa, a prawdopodobnie jeszcze jeden. Piechota morska wykrwawiła się natomiast w walkach lądowych. 

Jedyną sensowną rzeczą, jaką Ruscy mogą zrobić w Naddniestrzu, to ograniczone uderzenie dywersyjne, które związałoby siły ukraińskie z okolic Odessy, tak by nie trafiły one na front w Donbasie.

***




Dotychczas myślałem, że Leszek Sykulski jest po prostu kolesiem, który ściga się z Jackiem Bartosiakiem o tytuł mistrza banału i pustosłowia. Nie uważałem go bynajmniej za debila. Ale niestety chyba będę musiał zmienić o nim zdanie. Gostek twierdzi bowiem, że polski rząd jest przychylny Ukrainie dlatego, że nasi politycy są szantażowani przez ukraińskie tajne służby taśmami z podkarpackich domów publicznych. 

Z Sykulskiego niby taki "wielki geopolityk", a nie rozumie podstawowych rzeczy. Tak jak wielu duporealistów powtarza, że nie powinniśmy się mieszać do wojny na Ukrainie i że w naszym interesie konflikt ten powinien być prowadzony jak najdalej od naszych granic. Zgadzam się - powinien być prowadzony jak najdalej na Wschodzie, najlepiej w obwodach briańskim, kurskim, biełgorodzkim i rostowskim. W naszym interesie jest, by rosyjski imperializm rozwalił tam swój głupi ryj i przestał nam zagrażać. Powinno więc nam zależeć na tym, by na Ukrainę trafiało jak najwięcej nowoczesnej broni. A uwarunkowania geopolityczne sprawiają, że Polska jest idealnym hubem logistycznym dla tych dostaw. 

Duporealiści w rodzaju Sykulskiego czy Matki Bzdurki jakoś nie pomyślą nad alternatywnym scenariuszem: co by było, gdyby wcielić ich rady w życie? Wyobraźmy sobie, że nagle odmawiamy przepuszczania przez nasze terytorium broni na Ukrainę i zamykamy granicę dla uchodźców. Co na tym byśmy zyskali? Zaoszczędzilibyśmy trochę na uchodźcach, ale osłabiliśmy Ukrainę w krytycznym momencie. Pomoglibyśmy Rosji w niszczeniu państwa będącego dla nas naturalną zaporą przed jej imperializmem. Narazilibyśmy się też na gniew Waszyngtonu, który mógłby nam realnie zaszkodzić choćby atakami spekulacyjnymi na naszą walutę, czy wstrzymaniem dostaw nowoczesnego uzbrojenia dla nas. Długofalowe straty byłyby o wiele większe niż pieniądze oszczędzone na uchodźcach czy koszty T-72 wysłanych na Ukrainę. No ale dla różnych Sykluskich i Kuraków, postępujemy obecnie w sposób "szaleńczy".

No cóż, Sykulski w 2011 opublikował książkę "Ku nowej Europie. Perspektywa związku Unii Europejskiej i Rosji", w której postulował m.in. rozwiązanie NATO i budowę wspólnej przestrzeni gospodarczej i "bezpieczeństwa" pomiędzy UE i Rosją.  Trzeba mu jednak przyznać, że ma ciekawy życiorys: kurs oficerów rezerwy, Komisja Weryfikacyjna ds. WSI (!), kandydowanie z list Nowoczesnej do Sejmu, startowanie z list Konfy, a w międzyczasie bycie biegłym sądowym opiniującym w sprawach dotyczących ekstremizmu politycznego. 

Nie mam akurat za złe Sykulskiemu wywiadu z sowiecką skamieliną, ambasadorem Andriejewem - robi się przecież czasem wywiady nawet z seryjnymi mordercami. Dużo gorszą rzeczą jest intoksykacja, którą Sykulski sączy od lat ubierając w banały. Ale przeprowadzenie ugrzecznionego wywiadu z rosyjskim ambasadorem akurat po tym jak podobny wywiad odbił się czkawką braciom Karnowskim, nie świadczy o wybitnej inteligencji Sykulskiego. Można odnieść zresztą wrażenie, że koty doktora Targalskiego są od niego mądrzejsze. One trzymały z dobrym człowiekiem, a z kim trzyma Sykulski - każdy widzi...

sobota, 23 kwietnia 2022

Specoperacja, czyli zawrót głowy od sukcesów

 


Ilustracja muzyczna: Luude feat. Colin Hay - Down Under

Wyobraźcie sobie, że w kwietniu 1945 r. Stalin wydaje rozkaz: "Izolować Reichstag, tak by nawet mucha nie przeleciała". Byłoby to dziwne, nieprawdaż? Jeśli Mariupol pełni w rosyjskiej propagandzie rolę Berlina - "ostatniej twierdzy faszystów", to huta Azowstal jest w tej narracji Reichstagiem. Dziwnie wygląda to, że karzełek Putin nagle zrezygnował ze zduszenia ostatniego bastionu pułku Azow. Zamiast tego, tik-tokowe wojsko Kadyrowa, na tle płonącego budynku ogłosiło, że "wypełniło zadanie zniszczenia Mariupola". Zapewne Putin uznał, że szturm Azowstalu - kompleksu rozległego jak Płońsk, rozbudowanego na wiele pięter w głąb ziemi i bronionego przez 2 tys. żołnierzy z doborowych jednostek - zakończyłby się katastrofą. Lepiej więc poczekać, aż jego obrońcy sami się poddadzą. (Do pewnego momentu obrońców skutecznie zaopatrywano drogą lotniczą, a oni potrafili śmiało kontratakować z twierdzy. Kontrola przez nich nad Azowstalem, oznacza również możliwość rażenia portu.) Dlaczego jednak karzełek Putin nagle uznał, że tym razem nie sprawdzi się zasada "u nas ludi mnogo"? Dlaczego postanowił, że należy oszczędzać siły na inne zadania?

O bitwie toczącej się w Donbasie wiemy niewiele. Eksperci wojskowi kłócą się, czy to mamy do czynienia już z właściwą ofensywą, czy dopiero z rozpoznaniem bojem. Słyszymy, że zyski terenowe po obu stronach są niewielkie. Wiemy, że Rosjanie mają tam jakieś 75 batalionowych grup taktycznych - z czego 15 stanowią świeże siły, a reszta zreorganizowane jednostki, które wcześniej poniosły straty. Do akcji rzucono tam m.in. tę samą jednostkę zmotoryzowaną, która była odpowiedzialna za masakrę w Buczy. Już na początku ofensywy w Donbasie wpadła w zasadzkę ukraińskiej brygady zmechanizowanej "Chołodnyj Jar" i zostawiła na polu walki trochę zniszczonego sprzętu. Zastanawia mnie jednak, czemu Ruscy nadal kontynuują nieudane natarcia na kierunku charkowskim? Być może jest tak, jak mówi prof. Włodzimierz Marciniak - Putin ma wyłącznie plan "maksimum" i domaga się od wojskowych niemożliwego. 

Nie wiem, jak rzeczywiście silni są Ukraińcy na kierunku donieckim. Nie wiem, czy zachodni sprzęt dotrze tam na czas. Ale ukraiński system mobilizacji, w połączeniu z dostawami od koalicji antybolszewickiej, mocno komplikuje zadanie rosyjskim generałom. "Pojebany pułkownik" Igor Girkin, nie ma w tej sprawie wątpliwości: bez mobilizacji, Rosji grozi klęska. Stwierdził:

" - I co zrobi nasze genialne dowództwo, kiedy Ukraińcy zgromadzą za kilka miesięcy te oddziały na granicy w rejonie Kurska i Biełgorodu ? Jak będzie chciało je odeprzeć, jeśli przeciwnik zdecyduje się przejść do ofensywy? Policją? Alko-kozakami ? Obroną terytorialną, której nikt nie zaczął jeszcze tworzyć?"

(koniec cytatu)



Rosyjski serwis Readovka (popierający władzę) przedwczoraj nieopatrznie zamieścił (i wkrótce usunął), artykuł, w którym wspomniano, że na "zamkniętym briefingu Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej" przedstawiono dane o rosyjskich stratach mówiące o 13 414 zabitych żołnierzach i około 7 tys. zaginionych (czyli też jeńców i dezerterów). Te straty raczej nie obejmują wagnerowców i tałatajstwa z Doniecka i Ługańska. Na krążowniku "Moskwa" miało być 116 poległych i ponad 100 zaginionych. Oficjalnie Rosjanie przyznali się tylko do jednego zabitego i 27 zaginionych na "Moskwie". 100 proc. potwierdzone straty w sprzęcie można sprawdzić na stronach firmy Oryx - na dzień dzisiejszy widnieje na tej liście m.in. 531 rosyjskich czołgów - to o kilka więcej niż posiada Francja. Google dał ostatnio w większej rozdzielczości zdjęcia rosyjskich baz wojskowych. Niektóre z nich - na przykład poniższe - dają wiele do myślenia.



***


Postawa niemieckiego kanclerza Olafa Scholza wobec wojny na Ukrainie nie powinna nikogo dziwić. W latach 80-tych często bowiem odwiedzał on NRD, gdzie spotykał się m.in. z Egonem Krenzem. Enerdowscy przywódcy dziękowali mu wówczas za organizowanie antyamerykańskich demonstracji. Scholz był wtedy blisko związany z marksistowskim skrzydłem młodzieżówki SPD. Oczywiście współczesna SPD jest opleciona mafijną siecią powiązań z Rosją. Jak zauważa natomiast prof. Bogdan Musiał - Rosja prawdopodobnie pomogła Scholzowi wygrać wybory, organizując kampanię trollowania szefowej Zielonych. W naszym interesie jest jednak, by pajac Scholz rządził jak najdłużej i psuł Niemcom wizerunek na świecie i relacje z USA.

Co do Marine Le Pen - nie sądzę, by wygrała (jedyną jej szansą jest demobilizacja wyborców Macrona). Zresztą ona nigdy nie miała wygrać. Front Narodowy to dzieło francuskich służb specjalnych. Zarówno starszy Le Pen jak i jego córka mieli za zadanie jedynie kanalizować elektorat niezadowolonych i przegrywać wybory. Gdyby jakimś cudem Le Pen udało się wygrać, to nic specjalnego by się nie stało w kwestii wojny na Ukrainie - stanowisko Le Pen wobec sankcji na Rosję i dostaw broni na Ukrainę i tak jest bowiem ostrzejsze niż stanowisko... Scholza. 

***

Rosyjska propaganda i antyfaszystowska dupoendecja nieustannie podkreślają, że Rosja toczy walkę ze straszliwymi ukraińskimi nazistami. Owi straszni naziści opanowali w szczególności straszliwy Pułk Azow. Wobec tego, wśród polskojęzycznych antyfaszystowskich dupoendeków można często spotkać się z twierdzeniami, że Azow to "banderowcy", "UPA" i "gloryfikatorzy Rzezi Wołyńskiej". Tak się jednak akurat składa, że środowisko azowskie akurat określiło Rzeź Wołyńską jako "ludobójstwo" i opowiada się ono za pojednaniem z Polską i za ścisłą współpracą z naszym krajem w ramach Międzymorza. Wiemy na przykład, że 11 lipca 2017 r. aktywiści ruchu azowskiego złożyli kwiaty na Skwerze Wołyńskim w Warszawie. 

Ciekawi mnie jednak, na ile obecni ukraińscy bohaterowie wojny z Rosją przyćmią "gierojów" z UPA. Na ich korzyść przemawia choćby to, że są bohaterami całej Ukrainy, gdy z upowcami mogli się mocniej identyfikować jedynie mieszkańcy jej zachodniej części (ci ze wschodniej, środkowej i południowej mieli dziadków w Armii Czerwonej). W porównaniu z żołnierzami Pułku Azow czy obrońcami Wyspy Węży, Bandera wydaje się być dzisiaj nieudacznikiem i warchołem (który jeszcze po wojnie zabijał innych ukraińskich nacjonalistów), który został "bohaterem" tylko dlatego, że dał się zabić KGB. I lepiej, by Ukraińcy czcili Ducha Kijowa niż tego nieudacznika. 

Ciekawe też, na ile zostanie zrewidowany kult Chmielnickiego? Przecież ten gostek, zawierając Umowę Perejasławską, podporządkował Ukrainę Rosji i rozpoczął serię nieszczęść. Od Chmielnickiego prowadzi cienka czerwona nić do Hołodomoru, Czarnobyla i Buczy. (Rozumiał to choćby Ławrientij Beria. Gdy poproszono go o patronat dla uroczystości związanych z Chmielnickim, wyśmiał to i spytał, co ten cały Chmielnicki zrobił, by go czczono? Beria kazał sobie sprowadzać książki polskich historyków, które czytał z dużym zainteresowaniem.) Coś czuję jednak, że w przypadku Chmielnickiego przypominać się będzie jedynie jego sukcesy militarne i plany państwowe, a Perejasław i Batoh zostaną wygumkowane z historii.

***

Wojna jest również czasem demaskowania wielu fałszywych autorytetów wśród polskich "ekspertów". Jednym z nich jest Leszek Sykulski - mistrz banału i pustosłowia, który 10 lat temu proponował ściślejsze związki Polski z Rosją i Niemcami w ramach trójkąta kaliningradzkiego (i był wielokrotnie obśmiewany przez doktora Targalskiego). Sykulski jest na tyle nadęty i głupi, by nadal się obnosić z kurwiozalnymi poglądami, choćby w kwestii masakry w Buczy.



No cóż, Sykulski przynajmniej jest stały w swoich poglądach. Nie to co Gerszom Braun, który z 10 lat temu - gdy jeszcze wyglądał jak główny bohater filmu "Falling down" - snuł plany reaktywowania unii polsko-ukraińskiej i twierdził, że ucieszyłoby go gdyby  Ukraińcy "wykupili połowę kamieniczek w Przemyślu".

Pamiętacie jeszcze Ronalda Robiącego Laseczki? Okazuje się, że często go cytują rosyjskie media. Kolesia, który od czasu do czasu pisze jakieś kocopały do niszowych portalików i do gazetki dla dupendeckich kretynów, robią one "czołowym polskim publicystą". :) Oczywiście nasz dzielny spartański wojownik narzeka w rozmowach z rosyjskimi mediami na panującą w Polsce homofobię rusofobię. Chciałbym go zobaczyć w otoczeniu kadyrowców, jak krzyczy cienkim głosikiem: Achmat Siła! :)



Specjalnie dla Ronalda, jego kumpli z xxxportalu i innych ruskich trolli, ciekawe znalezisko: trailer filmu "Firebird" - czyli osadzonej w realiach ZSRR lat 70-tych gejowskiej wersji "Top guna" - opartej na wspomnieniach sowieckiego lotnika myśliwskiego. Nie ma chyba bardziej prawdziwego filmu o Armii Sowieckiej. Tytuł filmu można przetłumaczyć na polski nie tylko jako "Ognisty ptak", ale także jako "Katechon" :) 




sobota, 16 kwietnia 2022

Moskwa na dnie

 

Ilustracja muzyczna: Probas & Hardi - Kozaki Idut

Zatopienie rosyjskiego krążownika Moskwa , okrętu flagowego Floty Czarnomorskiej, to klęska, której Rosja nie jest w stanie ukryć. To cios nie tylko w morale wroga, ale także w jego zdolności przeciwlotnicze. Kompromitacja tym większa, że na zatopionym okręcie mogły być głowice nuklearne. I także zły omen dla Rosji...

Sytuacja na froncie niewiele się zaś przez ostatni tydzień zmieniła. Ruscy wciąż próbują się przebić w okolicach Iziumu na południe, by odciąć siły ukraińskie w Donbasie. Czy jednak mają na to wystarczające siły? Według ocen Amerykanów, dysponują oni obecnie 65 batalionowymi grupami taktycznymi na Ukrainie, gdy na początku wojny mieli ich 130 (pytanie czy Amerykanie liczą w nich też Rosgwargię oraz inne tałatajstwo). Zawodowi żołnierze rosyjscy starają się migać od wyjazdu na Ukrainę - wszak oficjalnie nie ma tam wojny i mogą odmówić. Ostatnio sięgnięto więc po głębokie rezerwy, np. jednostki z bazy w Tadżykistanie. Mobilizacja w Doniecku i Ługańsku idzie opornie i ponoć została zrealizowana tylko w 20 proc. Generał Skrzypczak uważa więc, że Rosjanie nie mają już sił potrzebnych do przełamania w Donbasie, a ukraińskie ataki na skrzydła im przeszkadzają w ofensywie. O nadchodzącej wielkiej rosyjskiej ofensywie w Donbasie trąbi się już od tygodni, więc nie ma w niej już żadnego elementu zaskoczenia, a Ukraińcy mieli czas, by zaminować teren i przygotować obronę. Czy jednak Ruscy będą nadal próbowali ją przeprowadzić, by mieć jakiś sukces przed 9 maja czy skupią się tylko na zdobyciu Mariupola? Czy z niej zrezygnują i przejdą do wojny pozycyjnej?

Jest poważne niebezpieczeństwo prowokacji podobnych jak w 1999 r. SBU ostrzega, że rosyjskie służby szykują zamachy terrorystyczne i ostrzały rakietowe "pod fałszywą flagą" w miastach z przygranicznych rosyjskich obwodów. Takie zamachy dałyby Rosji pretekst do przeprowadzenia wielkiej mobilizacji. Czy jednak Rosja dysponuje odpowiednią ilością sprawnego sprzętu, by uzbroić zmobilizowane masy? Doniesienia o sprowadzaniu przez nią pocisków z... Iraku, stawiają jej zdolności pod dużym znakiem zapytania. 

Tymczasem dostawy broni z Zachodu na Ukrainę zaczynają płynąć szerszym strumieniem. Ponoć widziano tam 100 T-72, które nam ostatnio zginęły z magazynów, a przez stację kolejową w Gnieźnie szedł dziwny transport zachodnich haubic. Sprzęt wojenny na Ukrainę mają też dostarczyć... Japońskie Siły Samoobrony. Sekretarz obrony USA Lloyd Austin spotkał się ostatnio z prezesami ośmiu największych amerykańskich koncernów zbrojeniowych i powiedział im, by zapewnili Ukrainie broń na dwa lata wojny z Rosją.  No cóż, nastroje w USA stały się mocno prowojenne. O ile tylko 33 proc. Amerykanów pozytywnie ocenia prezydenta Bidena, to aż 68 proc. uważa, że USA robią "za mało", by pomóc Ukrainie pokonać Rosję.  Trump nazywa natomiast działania Rosji "ludobójstwem". Zauważmy też, że poparcie społeczeństw Europy Zachodniej dla Ukrainy (często wbrew linii ich rządów) to skutek kulturowej władzy Amerykanów nad Europą. 

***

Miałem nie pisać nic o Smoleńsku - wszak od 2010 r. zajmuje się tym tematem i nie chce mi się już dyskutować o tym z libkami oraz dupokonserwatystami - ale jednak muszę się odnieść do kilku zdarzeń z ostatniego tygodnia.

Publikacji raportu podkomisji smoleńskiej nie towarzyszyła oczywiście żadna merytoryczna dyskusja o jego treści. Co najwyżej odwoływano się do raportu Millera będącego ponoć prawdą objawioną niczym Koran. ("Nie ma eksperta lotniczego prócz Anodiny, a Lasek jest jej prorokiem" :) Nie odnoszono się więc do analizy dźwięku mającego być wybuchem na skrzydle, potwierdzenia przez kilka zachodnich laboratoriów znalezienia śladów materiałów wybuchowych na szczątkach, analiz dotyczących śladów powybuchowych na wraków i charakteru obrażeń u ofiar wskazujących na eksplozję. Ja też nie będę w to wchodził, ale to charakterystyczne, że w kontrze wobec raportu podkomisji głównie odgrzewano stare, głupie i już dawno obalone teorie o "pijanym generale". Ciekawe jest też to, że tyle osób jest przekonanych o tym, że Rosjanie w żaden sposób nie mogliby ingerować w treść zapisów dźwiękowych z czarnych skrzynek - choć funkcjonują różne wersje tych zapisów, w których występują m.in. różne odstępy czasowe pomiędzy wypowiadanymi słowami, a Rosjanie sami przyznawali, że rejestratory te znaleźli 10 kwietnia 2010 r. DWUKROTNIE i że dopiero za drugim razem obudowy tych rejestratorów były uszkodzone. No cóż, jesteśmy narodem naiwnym. 

Aż tak wielkiej wiary w dobre intencje Putina nie mają inni. Ukraińscy oficjele wyraźnie sugerują zamach, a Christopher Miller, były sekretarz obrony USA, otwarcie mówi, że "polska delegacja została zabita przez Putina". Mnie takie oświadczenia nie dziwią. Ładne parę lat temu spytałem o sprawę Smoleńska Yuvala Aviva - pierwowzór głównego bohatera filmu "Monachium"- odpowiedział, że "nie ma żadnych wątpliwości", że to był zamach. Nie upieram się, że zdarzenia z 10 kwietnia 2010 r. przebiegały tak jak to opisano w raporcie podkomisji smoleńskiej, ale z jakiegoś powodu Macierewicz dziękował administracji Trumpa za materiały, które pomogły dokładnie zlokalizować miejsce umieszczenia rzekomej bomby. A i sami Ruscy już specjalnie się nie kryją, o czym świadczył choćby nerwowy tweet Dmitrija Rogozina, szefa Roskosmosu i zarazem byłego ambasadora Rosji przy NATO, z "zaproszeniem do Smoleńska". 

Od samego raportu dużo ciekawsze są załączniki do niego. W jednym z nich było nawiązanie do telefonu, który miał wykonać poseł PSL Leszek Deptuła do swojej żony (ona sama o tym zeznała). Telefon ten mógł być wykonany w chwili eksplozji na skrzydle. Intrygująco brzmiał też załącznik poświęcony polsko-rosyjskim negocjacjom wojskowym:




"W tym celu w dniach 22-24 marca 2010 r. delegacja Sił Zbrojnych RP na czele z adm. Tomaszem Matheą, zastępcą Szefa Sztabu Generalnego, odbyła w Moskwie rozmowy z przedstawicielami armii rosyjskiej, którym przewodził Szef Sztabu Generalnego FR generał armii Nikołaj Makarow. Efektem rozmów było porozumienie przewidujące ścisłe związki obu armii w dziedzinie informacyjnej, transformacji sił zbrojnych, szkolenia i działań operacyjnych wszystkich rodzajów sił zbrojnych zwłaszcza w strefie przygranicznej, a przede wszystkim wspólne „prowadzenie operacji wspierania pokoju i operacji reagowania kryzysowego”.

Admirał Mathea po Smoleńsku został dowódcą Marynarki Wojennej, w miejsce admirała Andrzeja Karwety. Podpisanie porozumienia było zaplanowane na maj i wygląda na to, że miało ono poparcie Ministerstwa Obrony. Co sądził o nim jednak Szef Sztabu Generalnego gen. Gągor oraz inni dowódcy? Co sądziło prezydenckie BBN? Nie wiem, ale sprawę tę powinno się drążyć. Jeszcze wiele miesięcy po Smoleńsku rozmowy na temat tego porozumienia prowadził gen. Koziej. ("Shogun ka-yo!"). Wpisywałoby się ono w podobne inicjatywy Niemiec - na 2013 r. a później na 2014 r. planowano wspólne manewry Bundeswehry i Armii Rosyjskiej. Dlaczego jednak do podpisania tego dokumentu nie doszło? Czyżby - tak jak w przypadku kontraktu gazowego z Rosją mającego nas uzależnić od rosyjskiego gazu do 2037 r. - zainterweniowała jakaś siła zewnętrzna?

Przypomnijmy trochę z klimatu tamtych "resetowych" dni. Fragment wywiadu z Małgorzatą Wassermann:

"Początkowo niczego nie podejrzewałam… Zgodziłam się nawet na spalenie ubrań mojego taty w Moskwie, co do dzisiaj sobie wyrzucam jako błąd. Pierwsze podejrzenia, że śledztwo idzie w złym kierunku, nabrałam dwa miesiące po katastrofie. Zadzwonił do mnie dziennikarz z pytaniem, czy Rosjanie robili sekcje zwłok ofiar. Odpowiedziałam, że chyba tak, bo jak można zachować się inaczej po takim wypadku? Wybrałam numer do wojskowej prokuratury, a tam już poinformowano mnie - ot, tak - że nie mają o tym pojęcia! Gdy toczyłam własną walkę o rzetelne śledztwo, usłyszałam publiczną krytykę ze strony posła PO Andrzeja Halickiego, iż - uwaga - „bredzę”, bo rosyjskie dokumenty są autentyczne i nie podlegają wątpliwościom. Nie mogłam w to uwierzyć! W dokumencie z oględzin zwłok w przypadku ojca nic się nie zgadzało. Później okazało się, że to nie tylko naszą rodzinę tak potraktowano. Do protokołów rzekomych sekcji Rosjanie wpisywali np. organy, które zostały 30 lat temu wycięte. Dla rosyjskich służb i medyków nie miało to żadnego znaczenia. Dokument z sekcji zwłok jest oklauzulowany - nikt postronny, nawet pozostałe rodziny ofiar, nie uzyskały do niego dostępu. Tymczasem poseł Halicki miał czelność krytykować mnie, że rzekomo nie wiem, co mówię, bo jestem zrozpaczoną córką i bredzę…"

(koniec cytatu)

Ówcześni polscy wykonawcy "resetu" w relacjach z Rosją mogą się oczywiście bronić, że byli wówczas naiwni i szczerze wierzyli w nawrócenie Putina i jego ludzi na liberalną demokrację. Ale nie powinni już brnąć w obronę rosyjskiej narracji z tamtych dni. Niech już raczej wymyślą coś w stylu: "Od początku podejrzewaliśmy, że mogło dojść do zamachu, ale nie chcieliśmy wojny z Rosją." (Tylko wówczas pojawiłyby się pytania w stylu: "Skoro baliście się wojny z Rosją, to czemu minister Klich redukował liczebnie armię i zawalił jej modernizację sprzętową?")

Ekipę Tu-154M-ska można by jebać za jej politykę wobec Rosji do końca świata i jeden dzień dłużej, ale krytyka nie powinna się ograniczać tylko do niej. Warto się przyjrzeć choćby  działaniom prokuratury podległej wicepremierowi Ziobrze. Nie tylko dlatego, że jako eksperta w sprawie smoleńskiej zatrudniła ona kilka lat temu prorosyjskiego propagandystę. Działania prokuratury sprawiają przy tym wrażenie pozorowania pracy. Jak powiedział Andrzej Melak:


"Dowiedzieliśmy się niewiele. Tyle że śledztwo jest w toku, że instytuty zagraniczne badają sprawę, i właściwie nic więcej. Nie ma zatem żadnych nowych wiadomości. Usłyszeliśmy – kolejny raz – o kłopotach, że Rosjanie nie współpracują z polskimi śledczymi itd., ale nie przekazano nam nic nowego, co uzupełniłoby naszą wiedzę czy zmieniłoby nasze spojrzenie. Śledczy poinformowali także, że nie wykluczają żadnej hipotezy. Jak powiedział śledczy, który przejął śledztwo po zmarłym niedawno zastępcy prokuratora generalnego Marku Pasionku, w związku z 12. rocznicą katastrofy ma zostać wydany jakiś komunikat opisujący stan śledztwa, i tyle."

No cóż, niedawno zmarły (na kilka dni przed smoleńską rocznicą) prokurator Pasionek, mocno angażował się w śledztwo za rządów PO - i stawiano mu z tego powodu absurdalne zarzuty związane z kontaktowaniem się z FBI - a co robił za rządów Ziobry w prokuraturze? Co się stało? 

***

Jeśli czujecie dyskomfort z powodu dziwacznych wypowiedzi papieża Franciszka w kwestii wojny na Ukrainie, to przypomnę, że teologiem Domu Papieskiego i zarazem jednym z głównych doradców pontifexa jest o. Wojciech Giertych OP, ze słynnej rodziny Koniewów. Jego ojciec w kurwiozalnej broszurce o "Piłsudskim" bóldupił z powodu "antyrosyjskości" Wyprawy Kijowskiej, pisał, że 17 września 1939 r. Sowieci weszli na "bezpańskie" polskie Kresy i pochwalił stalinowską prokuraturę za wydanie wyroku śmierci na swojego kolegę z oflagu. 

A tymczasem Konstanty Gebert, syn sowieckiego szpiega Billa Geberta, stał się ofiarą czystki w "Wyborczej". Poległ, bo chciał napisać, zgodnie z rosyjską linią propagandową, że Azow jest "neonazistowski" (o niekompetencji Geberta może świadczyć to, że nazywa Azow "batalionem", gdy już od dawna jest on pułkiem). Na to nie zgodzili się jego kierownicy z "Wyborczej". Więc można powiedzieć, że Gebert dołączył do grona "ofiar Azowa". Olszański vel Jabłonowski, Gerszom Braun, Ozjasz, Michalkower, Panasiuk, Jachacy,  profesor Adam Wielodupski, Ronald Robiący Laseczki, Kurak i Warzecha mogliby połączyć siły i wspólnie zmówić za niego kadisz.





***

Wesołego Alleluja dla moich Czytelników!