poniedziałek, 31 grudnia 2012

Na Nowy Rok...



Na Nowy Rok od Radykalnego Centrum. Pokażmy bolszewickim pomiotom z Falangi, że  najlepsza Korea to Korea Południowa:)


piątek, 28 grudnia 2012

Gen. Norman Schwarzkopf (1934-2012). R.I.P.



Zmarł generał Norman Schwarzkopf, weteran Wietnamu i Grenady, dowódca wojsk koalicji w czasie wojny w Zatoce Perskiej, były dowódca Centcomu. Jeden z najbardziej błyskotliwych amerykańskich dowódców XX w. Ikona. Bohater dzieciństwa wielu z nas.

Konfederacja jordańsko-palestyńska?



Hucpa wokół podwyższenia statusu Palestyny w ONZ staje się zrozumiała. Zastanawiało mnie czemu Izrael opłaca administrację oraz siły bezpieczeństwa Fatahu, skoro Abbas mu tak bruździ na arenie międzynarodowej. Teraz mamy odpowiedź. Netanjahu rozmawiał z jordańskim królem Abdullahem nie tylko o syryjskiej broni chemicznej. Głównym tematem ich konwersacji było powstanie federacji palestyńsko-jordańskiej. To rozwiązywałoby ogromną część problemu palestyńskiego. Arabowie z Zachodniego Brzegu żyliby w arabskim państwie. Ich organizacje polityczne nie musiałyby uznawać Izraela. Izrael nie musiałby uznawać Palestyny. Uchodźcy żyliby w państwie palestyńskim, które byłoby akceptowalne do Izraela. To nie jest również nowe rozwiązanie. W 1987 r. podobne plany snuł jordański król Husajn II. Przypominam też, że traktat pokojowy izraelsko-jordański daje haszymidzkim monarchom specjalne prawa jako strażnikom muzułmańskich miejsc świętych w Jerozolimie. To otwiera więc drogę do uregulowania statusu Świętego Miasta - być może powrotu do planów Peresa z lat '90-tych: "watykanizacji" jerozolimskiego Starego Miasta (umiędzynarodowienia go, wprowadzenia tam wojsk ONZ i przyznaniu zwierzchności Stolicy Apostolskiej nad chrześcijańskimi miejscami świętymi).

Jest tylko jeden haczyk: jordańska monarchia znajduje się pod presją ulicy. W ciągu kilku lat może zostać obalona przez Bractwo Muzułmańskie. Izrael miałby wówczas wrogi reżim na Zachodnim Brzegu i we Wschodniej Jerozolimie.


Podsłuch u Erdogana. Resztki Głębokiego Państwa?



Turecki premier Recep Tayyip Erdogan ujawnił, że w jego biurze oraz samochodzie służbowym znaleziono cztery urządzenia podsłuchowe. Nie wiadomo, kto mógł je zainstalować, ale podejrzenia padają w stronę struktur Głębokiego Państwa, które według Erdogana nie zostało jeszcze do końca rozbite. Erdogan powiedział przy okazji coś bardzo ważnego: "Głębokie Państwo istnieje niemal w każdym kraju. Wiele zrobiliśmy, ale niestety okazuje się niemożliwe jego całkowite zniszczenie". Tym niemniej ekipa Erdogana poradziła sobie z tą mafią znakomicie. Głównie na zasadzie "ogień zwalczaj ogniem". U nas coś niemożliwego, bo przecież jesteśmy "cywilizacją łacińską" i "brzydzimy się turanizmami", a poza tym "tradycje Solidarności", "demokracja" etc. ...

wtorek, 25 grudnia 2012

Por. Mieczysław Paluch - pierwszy dowódca Powstania Wielkopolskiego, wymazany z historii przez endecję



Popularny, mocno propagowany przez endecję, Korwina Krula i konserwatystów różnej maści mit mówi, że: Powstanie Wielkopolskie to doskonały przykład legendarnych zdolności organizacyjnych i militarnych endeków. Zostało ono wywołane i doprowadzone do zwycięskiego końca wbrew woli socjalistycznego kacyka i niemieckiego agenta Józefa Piłsudskiego. Nic bardziej odległego od prawdy! Historia tego wspaniałego zrywu została mocno zafałszowana, by ten absurdalny mit mógł funkcjonować i krzepić endeckie serca. Z tego powodu wymazano z tej opowieści postać organizatora i pierwszego dowódcy Powstania - por. Mieczysława Palucha.



Paluch był oficerem niemieckiej artylerii, bohaterem spod Verdun. Wspólnie ze swoim szkolnym kolegą Bohdanem Hulewiczem, byłym cesarskim marine oraz grupą polskich oficerów kajzerowskiej armii a także działaczami POW zaboru pruskiego (tzw. radykalna grupa Nogaja) zorganizował w listopadzie 1918 r. konspirację wojskową mającą doprowadzić do wyzwolenia Wielkopolski i Kujaw spod niemieckiego panowania. Zarówno Paluch jak i Hulewicz byli piłsudczykami mającymi kontakt z tworzącym się Oddziałem II Sztabu Generalnego w Warszawie (szefem referatu niemieckiego w odrodzonych polskich wojskowych służbach był pewien wybijający się oficer dawnej armii carskiej - Władysław Anders). To nie jedyny powód, dla którego nie wspomina o nich endecka "historiografia". Rodząca się wojskowa konspiracja napotkała bowiem na duży opór cywilnych, endeckich polityków skupionych w Naczelnej Radzie Ludowej. Ci politykierzy byli z jednej strony sparaliżowani strachem przed niemiecką armią (w przeciwieństwie do polskich oficerów wywodzących się z tej armii i znających wszystkie jej niedomagania), z drugiej ich ciasne umysły nakazywały im ślepo zawierzyć Anglii i Francji i czekać, aż konferencja pokojowa odda Polsce bez szemrania wszystkie ziemie zachodnie. (Podobną służalczą mentalność wykazują politycy PO - jednego ze stadiów ewolucji doktryny "ciepłej wody w kranie" mającej korzenie w czasach saskich, ale również silnie manifestującej się w "myśli" endeckiej.) Endeccy politycy nie chcieli powstania i się go obawiali. Jedynym sojusznikiem spiskowców wewnątrz NRL był Korfanty, który podszedł do sprawy pragmatycznie - uznał, że "na wszelki wypadek", niech ludzie Palucha robią swoje. Por. Paluch szybko przystąpił do działania. Już w listopadzie dokonał zbrojnego ataku na niemiecką Radę Delegatów Żołnierskich i wymusił włączenie do niej żołnierzy-Polaków. W tym czasie berliński rząd wydał rozporządzenie nakazujące tworzenie na prowincji Służby Straży i Bezpieczeństwa. Paluch wykorzystał to jak Stauffenberg plan Walkiria. Zaczął organizować tą formację w Wielkopolsce obsadzając ją Polakami (dla zmylenia Berlina wielu z nich miało niemieckobrzmiące nazwiska). I tak ZA NIEMIECKIE PIENIĄDZE, w niemieckich koszarach, z użyciem niemieckiej broni, amunicji i mundurów zostało zorganizowane wojsko Powstania Wielkopolskiego. Zorganizował je Paluch wraz ze swoimi spiskowcami, wbrew endekom z NRL.

To Paluch wydał 27 grudnia 1918 r. rozkaz opanowania Poznania. Rozkaz ten został bardzo sprawnie wykonany - Służba Straży i Bezpieczeństwa od wielu tygodni ćwiczyła jego wykonanie pod okiem por. Palucha i innych doskonałych kajzerowskich oficerów. To Paluch kierował błyskotliwym atakiem na lotnisko Ławica. To on wydał rozkazy do wybuchu powstania w szeregu innych wielkopolskich miast. Endecy z NRL zareagowali na wybuch powstania z wściekłością. By udobruchać Niemców poszerzyli radę miejską Poznania o dwóch hakatystów. Nominowany przez NRL komendant miasta wzywał do przerwania walk i zachowania spokoju (!). Paluch uznał jednak zwierzchnictwo NRL (miał dobre kontakty z Korfantym i poprzez niego doprowadził do tego, że endecy w końcu zaakceptowali powstanie). NRL odwdzięczyła mu się pozbawiając go stanowiska i na jego miejsce mianując przybyłego z Warszawy, ze Sztabu Generalnego mjra Stanisława Taczaka. Minął jednak tydzień zanim Taczak zorganizował sobie pracę i podporządkował wszystkie oddziały. Do tego momentu Powstaniem faktycznie dowodził por. Paluch. Przydzielono go na front północny, gdzie jako szef sztabu płka Kazimierza Grudzielskiego odpierał dwie niemieckie ofensywy na Szubin. (Druga z tych bitew, z powodu dużych strat niemieckich została nazwana "rzezią pod Kcynią". W bitwie tej powstańców wspierało lotnictwo wojskowe II RP). Później dowodził też 8 pułkiem na froncie południowym.



Gen. Józef Dowbór-Muśnicki przybył w styczniu 1919 r. do Poznania praktycznie już na gotowe. Armia wielkopolska została właściwie już wcześniej zorganizowana przez Palucha i Taczaka.  Ludzie, którzy wywołali Powstanie źle przyjęli nominację gen. Muśnickiego na dowódcę zrywu. Pamiętali jak szybko poddał on w 1918 r. swój Korpus Niemcom. Gdy Paluch oraz inni frontowi oficerowie odwiedzali sztab w Poznaniu, rzadko słyszeli tam konkretne wytyczne - gen. Dowbór-Muśnicki urządzał im za to długie tyrady o tym jakim jest wojskowym geniuszem a Piłsudski jakim jest militarnym dyletantem. Oficerowie, którymi otaczał się Dowbór-Muśnicki rzadko wizytowali front, jak już tam się pojawiali to często stamtąd uciekali (jak wysłannik dowództwa w czasie bitwy pod Szubinem), lubili za to zabawiać się w kawiarniach z poznańskimi pannami (i młodymi chłopcami, poznańskimi "słowikami" :). To irytowało Palucha i innych frontowców do tego stopnia, że zorganizowali spisek przeciwko Dowbór-Muśnickiemu. Niestety wycofali się z tego planu. Dowbór-Muśnicki był wobec nich zadziwiająco łagodny, przeniósł ich tylko na inne stanowiska, ale po latach np. wystawił taką opinię jednemu z uczestników konspiracji płkowi Grudzielskiemu, błyskotliwemu dowódcy frontu północnego: "stary i niedołężny". (Warto przypomnieć, że w 1918 r. w I Korpusie zawiązał się spisek przeciwko gen. Dowbór-Muśnickiego, na jego czele stali Leopold Lis-Kula oraz Melchior Wańkowicz.)

Por. Paluch po zwycięstwie Powstania Wielkopolskiego, we współpracy z Oddziałem II, organizował II Powstanie Śląskie. Po wojnie przeszedł do sektora prywatnego. Zarządzał browarem. Zmarł w 1942 r. na Wyspie Bute, w Szkocji, w obozie internowania dla piłsudczyków. Dosyć skutecznie wymazano go z historii. W Poznaniu ma tylko małą uliczkę. Na oficjalnej stronie poświęconej Powstaniu Wielkopolskiemu nie ma jego sylwetki.

Ps. Drobna ciekawostka: Czen De-fu, chiński powstaniec wielkopolski.

niedziela, 23 grudnia 2012

Życzenia świąteczne 2012



Czytelnikom bloga wszystkiego najlepszego w święta Narodzenia Pańskiego!

Syria: Specnaz przejął broń chemiczną Assada?



Pijaczyna Ławrow, mówi, że syryjska broń chemiczna została zgromadzona w kilku miejscach i jest "pod kontrolą". Ponoć Specnaz przejął te WMD  nie dając im wpaść w ręce rebeliantów. Odebrany został w ten sposób antyassadowskiej koalicji jeden z pretekstów do interwencji. Ponoć również USA dogadują się z Ruskimi co do usunięcia Assada. Osobiście nie sądzę jednak, by Ruscy zdołali przejąć całość syryjskiej broni chemicznej. Mogli co najwyżej zaiwanić ją z bazy w al-Safira.


sobota, 22 grudnia 2012

Krótka historia sabotażu lotniczego cz. 17 : Zamach na Chomeiniego 1979



Andrzej Kiełczyński, agent CIA infiltrujący otoczenie premiera Menahema Begina, twierdzi, że na początku 1979 r. Mosad opracował plan zabójstwa ajatollaha Chomeiniego, ówczesnego przywódcy irańskiej opozycji. Do ataku miało dojść w Paryżu. Samolot, którym perski dziadzio (taka gra półsłówek) wracał do kraju miał zostać zestrzelony za pomocą przenośnej wyrzutni rakiet przeciwlotniczych. Plan został jednak niestety odwołany, gdyż w takim scenariuszu płonący samolot pasażerski spadłby na podparyskie przedmieścia. Reakcja międzynarodowa mogłaby być w takim przypadku dla Izraela zabójcza.

Chehelmut pytał w komentarzach pod jednym z wpisów o rewelacje dotyczące współpracy Chomeiniego z obcymi służbami. Pisałem już kiedyś o tym na swoim starym blogu:

" Na wygnaniu w Paryżu otoczał go zawsze wianuszek agentów tajnych służb: KGB, Stasi, CIA, MI6, DGSE. Enderdowscy bezpieczniacy, w zaciszu jego wilii nagrywali na magnetofonach kasetowych przesłania ajatollaha, które przerzucali później do Iranu. Chomeini rozpoczął zresztą karierę u boku walczącego z reformą rolną ajatollaha pracującego dla Stasi. Płk Michał Goleniewski, dezerter z wywiadu wojskowego PRL, który zdemaskował wielu sowieckich agentów na Zachodzie i w Izraelu (m.in. George'a Blake'a), twierdził, że "Chomeini jest wśród pięciu źródeł wywiadowczych, które służby Bloku Wschodniego, posiadają wśród wyższego irańskiego kleru". Rządowa irańska prasa przed rewolucją irańską wprost pisała, że Chomeini to "nie-Irańczyk (rzeczywiście, jego rodzina pochodziła z Indii - dop. HK), brytyjski agent i homoseksualista". 



Sporo o tym pisze również były agent WSI Krzysztof Mroziewicz (o dziwo!):

"Były rektor Uniwersytetu Teherańskiego prof. Houchang Nahavandi[1], uznawany przez Pierre Salingera za lojalnego opozycjonistę szacha, był on bowiem przewodniczącym grupy studyjnej, która zajmowała się nierozwiązanymi przez cesarza problemami Iranu, w książce „Upadek i śmierć szacha Iranu. Relacje i dokumenty”[2] ujawnia poza tą informacją wiele szokujących szczegółów na temat ajatollaha Chomeiniego, m.in. i tę, że najmłodszy premier w historii Iranu, 26 letni Amir Asadollah Amin aresztował w 1962 nikomu nieznanego mułłę Ruhollaha Chomeiniego, który przy poparciu komunistów i Egiptu Nasera podżegał do buntu przeciwko białej rewolucji szacha i narodu, zwłaszcza zaś przeciwko reformie rolnej i nadaniu praw kobietom. Sprzeciw partii Tudeh można zrozumieć – bo to nie jej pomysłu były reformy, skądinąd godne poparcia. Ale alians mułły i komunistów – tego zrozumieć nie podobna. Dopóki się nie wie, że Tudeh otrzymała instrukcję z ambasady ZSRR, albowiem Chomeini… był, mówiliśmy już, agentem Stasi. Dlaczego KGB i Stasi mąciły w Iranie na początku lat 60? Przypomnijmy – było to czas apogeum zimnej wojny po kryzysie rakietowym na Kubie. Gdzie mieli szukać lepszego miejsca na „zadymę” antyamerykańską w kraju sojuszniczym USA u granic ZSRR? Przecież nie w Turcji, bo tam znajdowały się już rakiety, które Chruszczow chciał zneutralizować, rozmieszczając swoje własne na Kubie. Lepszego miejsca na awantury uliczne od sąsiada Turcji nie było. Od początku lat 70 specjalistyczne publikacje na Zachodzie informują o powiązaniach Chomeiniego z NRD. Ale rewelacje te były znane Amerykanom – i tylko im - już od 1961 r. Pułkownik Michał Goleniowski, osoba druga co do rangi w kontrwywiadzie podówczas niemal wspólnym, polsko-radzieckim, zdezerterował w grudniu 1960. Przekazał CIA zaraz potem, że Chomeini był jednym z pięciu informatorów Moskwy donoszącym z samego centrum hierarchii szyickiej. CIA nigdy nie udostępniły tej informacji Iranowi. Ujawniono ją dopiero w 2000r.
A więc dowody na jego agenturalną przeszłość znane były już na początku lat 60., kiedy organizował rozruchy w świętym mieście Kom i w Teheranie. Skoro Amerykanie mieli twarde dowody od Goleniowskiego, to znaczy, że musieli natychmiast otoczyć Chomeiniego „specjalna troską”. Francuski biuletyn Europejskiego Ośrodka Informacji (CEI) czyli „pozarządowej” grupy studyjnej powiązanej z wywiadami wszelkiej maści z siedzibą w stolicy wolności, równości i braterstwa (albo śmierci), Paryżu, podał w 10 lat po rozruchach (dla wywiadu nigdy nie jest za późno), że oficerem prowadzącym mułłę był Amerykanin pochodzenia irańskiego, Ibrahim Jazdi. Po triumfie rewolucji islamskiej został u swego podopiecznego wicepremierem, szefem dyplomacji i prezesem Trybunału Rewolucyjnego, który posłał na drugi świat większość generałów armii szacha. Doradców Stasi, jak widać, nie zatrudnił, zresztą w stosunku do KGB pełniliby oni rolę służebną.
Przed powrotem do Iranu Chomeini mieszkał najpierw w Iraku, gdzie mógł się zetknąć bez trudu z Rosjanami czy też specjalistami z NRD, a nawet z PRL. Ale w Iranie był jeszcze nikim. Z Iraku pojechał, a raczej został przeniesiony przez dyskretnych manipulatorów z Waszyngtonu, Londynu i Paryża, którzy chcieli się pozbyć szacha, do Francji, gdzie urządzono mu rezydencję w Neauphle-de-Châteaux. Dookoła jego siedziby rozmieścili swoje „bezpieczne pudełka” czyli „kawalerki” obserwatorzy na usługach CIA, KGB, Savak i Stasi. Francuzi nie musieli mieć tam „kawalerki”, bo go nie spuszczali z oka, gdziekolwiek był, a był u nich.
Żona Chomeiniego – przypomina b.rektor Nahavandi - była uliczną tancerką. On sam okazał się nieukiem. Już jako ajatollah wydał rozkaz irańskim siłom powietrznym, aby zniszczyły amerykańskie satelity. I polecił zalać irańską pszenicą rynek USA, aby pogrążyć gospodarkę „Wielkiego Szatana”. W prasie francuskiej okrzyknięto go błyskotliwym filozofem. Uważał tak nawet Jean Paul Sartre.  (...) Ten „błyskotliwy filozof i teolog” pisał także o właściwych sposobach oddawania moczu oraz defekacji, a także o należnym postępowaniu kobiet w czasie okresu. W jego osiągnięciach myśliciela znajdziemy setki takich mądrości.
Amerykanie – przypuszcza rektor Nahavandi – manipulowali Chomeinim w roku rewolucji 1978 mając na niego strasznego haka. Tę właśnie agenturalność na rzecz Stasi i Moskwy."



A teraz cytacik ze spiskowego bloga:

"Szach powiedział kiedyś: “Jeśli podniesiesz brodę Khomeiniego, zobaczysz na jego podbródku pieczątkę Made In England .”
Powiedział też Davidowi Frostowi: “Czy myślisz że pan Khomeini, człowiek bez wykształcenia… mógł to wszystko zaplanować, obmyślić spisek, stworzyć wszystkie te organizacje…”
“Wiem że wydano na to ogromne pieniądze…”
“Wiem że czołowi eksperci od propagandy mieli przedstawić nas jako tyranów i potwory, a stronę przeciwną jako demokratycznych, liberalnych rewolucjonistów chcących ratować swój kraj.”
“Wiem jak podłe było wobec nas BBC… Wyglądało to na naprawdę dobrze zorganizowany spisek.”
Według dr. Ronena Bergmana, izraelskiego dziennikarza śledczego, to BBC wypromowało Khomeiniego. Napisał o tym w swojej książce ‘The Secret War with Iran’ z 2008.
“Narzędziem propagandy Khomeiniego były programy w języku perskim transmitowane przez BBC.”
“BBC udostępniała Khomeiniemu darmowe godziny nadawania z Paryża.”"

A tutaj informacje o tym, że prawdziwy ojciec Chomeiniego rzekomo był Brytyjczykiem o nazwisku Williamson. 



Czyli oskarżenia irańskiej rządowej prasy się sprawdzają: Chomeini to nie-Irańczyk, agent brytyjski, enerdowski, sowiecki i być może amerykański. Pojawia się pytanie, czy również oskarżenia dotyczące jego homoseksualizmu są prawdziwe. Nahavandi pisze, że Amerykanie manipulowali Chomeinim mając na niego "strasznego haka". Warto zastanowić się jak został on zwerbowany przez Stasi. Czyżby perski dziadzio mający obsesję na punkcie  defekacji miał słabość do młodych chłopców? Co wobec tego sądzić o dziarskich chłopcach z Falangi (na zdjęciu poniżej) sławiących go jako wielkiego bohatera walki przeciwko Systemowi? 





Gun Control: Jesse Ventura i Larry Pratt vs Piers Morgan



Piers Morgan z CNN zaprosił do studia Larry'ego Pratta, szefa organizacji Gunowners of America. Nie wytrzymywał nerwowo siły jego argumentów i próbował go zakrzyczeć. W końcu sam jednak został zglanowany siłą spokoju Pratta. W internecie już powstała petycja by deportować brytyjskiego obywatela Piersa Morgana za atak na Drugą Poprawkę do Konstytucji. I słusznie. Powinni również deportować nielegalnego imigranta Baracka Husseina Obamę za nieustanne łamanie tejże Konstytucji. Dla rozluźnienia atmosfery, przypominam legendarną potyczkę Jesse Ventury z Piersem Morganem, w której gwiazdor "Predatora" w grzeczny sposób rozwalił nadętą liberalną hienę.

czwartek, 20 grudnia 2012

Polskie siły specjalne w Jordanii?


Powyższa fotka co prawda z Iraku, ale z braku laku...

Polscy żołnierze w Jordanii, nad syryjską granicą? Fragment krótkiej notki z Debki:  A Saudi paper reports that the Jordanian army has been issued with gas masks against a possible chemical weapons attack from Syria. An emergency was also declared along the Jordanian-Syrian border. DEBKAfile: If this report is substantiated, it means that the US military and NATO have passed information to Amman indicating that the chemical threat from Syria is near. US, Czech and Polish special forces are stationed in Jordan ready to counter such an attack." Wcześniej serwis ten podawał (też w krótkiej notce) o czeskich, specjalistycznych oddziałach chemicznych. Ich obecność w Jordanii została już potwierdzona przez inne źródła. Co do naszych sił, to oficjalny serwis Wojska Polskiego podaje jedynie informację, o polsko-jordańskim forum biznesowym w Ammanie poświęconym współpracy wojskowej, do którego doszło w listopadzie.  Jeśli wiadomość Debki to nie dezinformacja, to pojawia się pytanie kto zdecydował o wysłaniu naszych wojsk w tamten region i czemu zrobił to wbrew interesom Rosji?
Ruscy dostarczają do Syrii Iskandery, a ich flota znowu się zbiera u syryjskich wybrzeży (oraz składa wizyty w irańskim porcie). Putin robi podobną demonstrację jak Aleksander II w czasie wojny secesyjnej. Możemy się pocieszać, że rosyjski car zginął później w zamachu bombowym...