sobota, 20 sierpnia 2016

Największe sekrety - Euphoria: Hexen



Ilustracja muzyczna: Rammstein - Du Riechst So Gut

System Globalnego Minotuara (w którym USA były największym generatorem popytu na dobra produkowane przez resztę świata a w zamian reszta świata lokowała kapitał w amerykańskie aktywa finansowe) wzbudzał zazdrość. Szczególnie u Francji. Jej socjalistyczny prezydent Francois Mitterand zazdrościł Amerykanom, że cały świat finansował ich deficyt handlowy i fiskalny. Chciał, by Francja korzystała z podobnego przywileju i w ten sposób uratowała swój model społeczny. Był tylko jeden problem - frank francuski nie był dla inwestorów wymarzoną walutą, w którą można lokować kapitał. Spośród walut europejskich najbliższa temu ideałowi była marka niemiecka. Mitterand porównywał ją do bomby atomowej. Nie podobało mu się, że wszystkie banki centralne kontynentalnej Europy Zachodniej dostosowywały swoją politykę do działań Bundesbanku.  – Niemcy odbudowały swoją potęgę gospodarczą, ale odmawiają podzielenia się nią – powiedział w 1988 r. kanclerzowi Austrii Franzowi Vranitzky’emu. Zdecydowano się więc na „rozbrojenie nuklearne”. W 1988 r. Rada Europejska zleciła grupie ekspertów kierowanej przez przewodniczącego Komisji Europejskiej, znanego aferzysty Jacquesa Delorsa (z pochodzenia Francuza) przygotowanie raportu o możliwości stworzenia europejskiej unii walutowej. Raport został opublikowany rok później i stał się podstawą do tworzenia strefy euro.

                                            




Mitterand zdobył w tym projekcie sojusznika w postaci chadeckiego kanclerza Niemiec Helmuta Kohla. Niemiecki przywódca posunął się nawet do tego, by wspólnie z prezydentem Francji spiskować przeciwko własnemu bankowi centralnemu. Gdy w 1987 r. powstała niemiecko-francuska Rada Finansowo-Gospodarcza, jedna z instytucji przygotowujących wspólną walutę, niemiecki minister finansów odmówił prezesowi Bundesbanku Karlowi Otto Pohlowi wglądu w dokumenty powołujące tę instytucję. Pohl uzyskał w nie wgląd dopiero u szefa francuskiego banku centralnego. Prezes Bundesbanku był izolowany, dlatego że ośmielił się mieć sceptyczne zdanie o idei powołania unii walutowej. – Na takim procesie mamy wiele do stracenia. Dla Republiki Federalnej oznaczałoby to złożenie marki niemieckiej w ofierze na europejskim ołtarzu. Wiemy, co mamy. Co dostaniemy, tego nie wiemy – ostrzegał w 1990 r.
Europejska machina była już wówczas wprawiona w ruch. Decyzje w sprawie budowy unii walutowej podjęto na szczycie w Maastricht w 1991 r. Kanclerz Kohl próbował tam przekonać innych przywódców, by unię walutową oparto na zasadach ścisłej dyscypliny fiskalnej. Przyjęto pod jego naciskiem tzw. kryteria konwergencji, czyli warunki, jakie państwa powinny spełnić, by móc przyjąć wspólną walutę. Kohl został jednak wymanewrowany przez sprytniejszych graczy. Francuski prezydent Mitterand i włoski premier Gulio Andreotti porozumieli się i wprowadzili Niemców w pułapkę. Zdołali wymóc na nich zobowiązanie, że 1 stycznia 1999 r. automatycznie i nieodwołalnie powstanie unia walutowa. Z góry przyjęto więc „rozkład jazdy euro", nie przejmując się specjalnie tym, że w wyznaczonym czasie może się zdarzyć, że nikt nie będzie spełniał kryteriów z Maastricht. Taki scenariusz był bardzo prawdopodobny – w 1996 r. warunki przyjęcia do unii walutowej spełniał jedynie Luksemburg. Rozkładu jazdy trzymano się jednak z niewolniczą wiernością. Choć można się było spodziewać, że Grecja nie zdąży na czas ze spełnieniem kryteriów konwergencji, już w 1996 r. zaczęto planować druk banknotów euro z napisami w greckim alfabecie.

Co prawda Niemcy po podpisaniu Traktatu z Maastricht domagali się ścisłego kontrolowania budżetów państw eurolandu, ale ich opór złamano za symboliczną cenę, godząc się na siedzibę przyszłego Europejskiego Banku Centralnego we Frankfurcie oraz na to, by nowy unijny pieniądz nazywał się euro zamiast ecu. Berlinowi nazwa ecu skojarzyła się z pierwszymi francuskimi złotymi monetami, więc upierał się on, by nową walutę nazwać inaczej. Sprzedał więc „za miskę soczewicy” stabilność strefy euro.




Strefa euro jest unią walutową mającą mniej sensu niż odrodzony ZSRR czy unia walutowa państw byłego Imperium Ottomańskiego. Tych słów nie wypowiedział były czeski prezydent Vaclav Klaus, ani brytyjski eurodeputowany Nigell Farage. To wniosek wypływający z raportu analityków banku JPMorgan Chase. Zbadali oni jak stabilne byłyby różne hipotetyczne unie walutowe na tle strefy euro. Wzięli pod uwagę 100 wskaźników gospodarczych i mierzyli dysproporcje pomiędzy państwami tworzącymi unie walutowe. W przypadku 12 głównych gospodarek strefy euro odchylenie standardowe, miara tych dysproporcji, wyniosło ponad 50 proc. Najniższe (mniej niż 20 proc.) było w przypadku unii gospodarek Ameryki Łacińskiej. Dla odrodzonego ZSRR sięgało 30 proc., a w przypadku nowego Imperium Ottomańskiego (w granicach z 1800 r.) zbliżało się do 40 proc. Lepszy wynik od strefy euro osiągnęły nawet „wszystkie państwa leżące na 5 równoleżniku szerokości północnej” oraz unia wszystkich krajów na literę M.
Po wybuchu kryzysu zadłużeniowego w strefie euro wielu analityków zaczęło wskazywać na to, że unia walutowa tak różnych państw jak Niemcy, Grecja, Finlandia i Hiszpania nie jest stabilna i nie ma szans na sukces. Dlaczego więc eksperci nie zwracali wcześniej uwagi na ten fakt unijnym decydentom? Ależ zwracali. W najlepszym przypadku ich nie słuchano, w najgorszym brano za wariatów.



Niemieckie dokumenty dyplomatyczne dotyczące przyjęcia Włoch do strefy euro rzucają dużo światła na proces powstawania tej unii walutowej. W latach 1997-1999 z ambasady RFN w Rzymie do Berlina płynął strumień raportów mówiących o tym, że Włochy są nie przygotowane na wejście do eurolandu. Nie radzą sobie z obniżką długu publicznego a podejmowane przez kolejne rządy wysiłki mające na celu naprawę finansów państwa mają często kosmetyczny charakter. W tych raportach pojawiają się znane nazwiska. I tak np. w 1997 r. Juergen Stark, wówczas sekretarz stanu w niemieckim ministerstwie finansów a później członek władz Europejskiego Banku Centralnego, donosił, że rządy Belgii i Włoch wywarły presję na szefów swoich banków centralnych, by przekonali inspektorów Europejskiego Instytutu Walutowego (poprzednika EBC), by „nie byli tak krytyczni wobec poziomu ich długu publicznego”.  W marcu 1998 r. Horst Koehler, ówczesny szef Stowarzyszenie Niemieckich Banków Oszczędnościowych, późniejszy szef Międzynarodowego Funduszu Walutowego i prezydent Niemiec, przesłał kanclerzowi RFN Helmutowi Kohlowi list w którym wskazywał, że Włochy nie spełniły warunków trwałego obniżenia deficytu budżetowego i długu publicznego oraz, że kraj ten stanowi duże ryzyko dla istnienia euro. Słowa Koehlera poparte były ekspertyzą Hamburskiego Instytutu Gospodarki Międzynarodowej. Kohl odpowiedział mu, że oczywiście są pewne problemy, ale jest pewny, że zostaną one pokonane w najbliższych latach. Niemiecki kanclerz oczywiście mylił się. O ile w 1998 r. włoski dług publiczny wynosił 114,2 proc. PKB, to przez następną dekadę spadł tylko nieznacznie nie schodząc poniżej 100 proc. PKB.
Lekceważono również opinie niezależnych ekspertów. W lutym 1998 r. 155 niemieckich profesorów ekonomii zażądało przesunięcia wprowadzenia wspólnej waluty. Argumentowali, że wiele państw nie jest gotowych na jej przyjęcie. Kilku z sygnatariuszy listy próbowało zablokować wprowadzenie euro za pomocą skargi do Federalnego Trybunału Konstytucyjnego. 
Na początku 1998 r. premier Holandii Wim Kok zwrócił uwagę niemieckiemu rządowi, że Włochy nie spełniają kryteriów przyjęcia do strefy euro. – Bez dodatkowych działań ze strony Włoch dających dowód trwałości konsolidacji fiskalnej, wejście Włoch do strefy euro jest obecnie nie do zaakceptowania – argumentował Kok. Kohl odmówił wywierania presji na Rzym twierdząc, że Francja zagroziła wycofaniem się z projektu euro jeżeli nie będą w nim uwzględnione Włochy. Czynniki polityczne więc przeważyły.
Niemcy przymykały oczy na łamanie reguł przez inne państwa również dlatego, że same miały problem z dyscypliną fiskalną. Niemiecki dług publiczny wynosił w 1999 r. 61,3 proc. PKB i przez poprzednie 10 lat nieustannie rósł. Urzędnicy kancelarii kanclerza wskazywali więc, że mogą pojawić się prawne przeszkody dla wejścia Niemiec do strefy euro. Niemcy po prostu nie spełniali kryteriów konwergencji. Kanclerz Kohl i minister finansów Theo Waigel zdołali jednak przekonać Komisję Europejską i pozostałe kraje tworzącego się eurolandu, że gdyby nie zjednoczenie Niemiec, dług publiczny RFN wynosiłby 45 proc. PKB”. Zarówno Niemcom jak i Włochom wybaczono te „drobne niedociągnięcia” tworząc precedens do przyjęcia w 2001 r. Grecji do strefy euro, pomimo nie spełniania przez nią kryteriów.
Mitterand i jego otoczeniu uważało wspólną europejską walutę za gospodarcze wunderwaffe, as w rękawie, który z czasem zdetronizuje dolara w roli głównej waluty rezerwowej świata. Czemu więc zamiast budować silną strefę euro składającą się z Niemiec, Francji i kilku stabilnych gospodarek zbudowano blok walutowy łączący państwa silne ze słabymi? Francja nie chciała, by unia walutowała została zdominowana przez Niemcy, postanowiła więc włączyć w nią kraje łacińskie takie jak Włochy i Hiszpania, które stałyby się jej sojusznikami w tym bloku.





Dlaczego jednak na pozbycie się marki i stworzenie strefy euro zgodziły się Niemcy? I to pomimo silnego sprzeciwu przedstawicieli, dawnych elit z Bonn? Musimy pamiętać, że Niemcy nie są krajem do końca suwerennym. Gen, Gerd-Helmut Komossa, były szef wywiadu wojskowego RFN, ujawnia w swojej książce "Karta niemiecka", że suwerenność Bundesrepubliki jest na podstawie tajnego układu z 1949 r. ograniczona przez aliantów aż do 2099 r. Gert Poli, były szef austriackiego wywiadu cywilnego BVT twierdzi, że Niemcy są wciąż de facto krajem okupowanym. Każdy nowy kanclerz RFN musi podpisać tzw. Dokument Kanclerski (polecam tę prelekcję dra Brzeskiego).  BND, wywiad cywilny RFN, został założony przez CIA i zgodnie z międzyrządowymi porozumieniami musi przekazywać CIA każdą informację, o którą Amerykanie poproszą (skutkiem tego była m.in. afera Panama Papers). BND inwigilowała niemieckich polityków, w tym kanclerz Merkel a także wykonywała zadania dla Amerykanów w takich miejscach jak Irak, Syria czy Libia. CIA wie więc o łapówkach i skandalach seksualnych z udziałem niemieckich polityków, zna szczegóły nazistowskiej przeszłości niemieckich elit (i może w każdej chwili uruchomić swoje psy gończe) a także przejęła Akta Rosenholz - zapisy elektroniczne dotyczące wysoko postawionej agentury Stasi. Amerykanie mogą więc szantażować Angelę Merkel (według pogłosek TW "Erika") dokumentami o jej współpracy ze Stasi. 

Niemcy to AMERYKAŃSKO-SOWIECKIE KONDOMINIUM POD POSTNAZISTOWSKIM ZARZĄDEM POWIERNICZYM. 







Niemcy przystąpili do euro, bo MUSIELI. To był jeden z tajnych warunków zjednoczenia. Wsparcie amerykańskich neoliberalnych ekonomistów dla projektu euro, wskazuje, że był on pułapką mającą na zawsze pogrzebać ambicje Francji do stworzenia konkurencyjnego systemu Minotaura. Francuzi zostali zgubieni przez własną głupotę - euro zaczęło zarzynać ich przemysł oraz gospodarkę. Zachowali niewydolny model socjalny, ale pozbawili się możliwości przeprowadzania dewaluacji waluty, które zwiększałyby konkurencyjność ich eksportu.





Na takiej samej zasadzie Niemcy rozpętali w Europie kryzys imigracyjny. Decyzję o otwarciu granicy dla nachodźców z Syrii Merkel podjęła bez zostawiania śladu na piśmie. 

Flashback: Gwałty w Kolonii - dwa poziomy spisku

Jest jednak również drugi poziom  spisku. Niemieckie elity biznesowe zgodziły się na euro, gdyż w ten sposób wykańczały konkurencję we Francji i północnych Włoszech. Kryzys w eurolandzie dał też im możliwość przeprowadzenia eksperymentu społecznego: w takich krajach jak Grecja czy Portugalia mogą sprawdzić jak mocno mogą zdemontować prawa socjalne, zanim ludzie zaczną się buntować. Po przetestowaniu tego na południu Europy, będą to testować u siebie (pisał o tym Juergen Roth w "Cichym puczu"). Skok na greckie aktywa został przećwiczony wcześniej na terenach byłej NRD. Przy zjednoczeniu Niemiec rząd kanclerza Kohla, wbrew protestom szefa Bundesbanku Karla Pohla, ustalił kurs bezwartościowej marki NRD do ultrasolidnej marki RFN na poziomie 1:1. Skutkiem tego, nowy Mercedes był tańszy od Trabanta. I tak już niekonkurencyjny przemysł dawnego NRD został dobity, a wschodnie landy stały się postindustrialną pustynią na którą do dzisiaj łożą zachodni Niemcy. Majątek po Wschodnich Niemcach został w kryminalny sposób sprywatyzowany (obszernie pisał o tym Juergen Roth w "Europie mafii"). Potentaci z RFN podzielili się nim z towarzyszami ze Stasi i SED, którzy przebrandowili się na działaczy CDU. Ta mafijna struktura z Kondominium zachowywała się w bardzo podobny sposób na południu Europy. Jak czytamy:





"Wielkie kontrakty związane z olimpiadą oraz innymi greckimi projektami infrastrukturalnymi dostawał często niemiecki koncern Siemens. Po  latach okazało się, że zdobywał je dzięki łapówkom, które mogły wynieść setki milionów euro. Tasos Mantelis, były minister transportu i telekomunikacji reprezentujący socjalistyczną partię PASOK, przyznał się, że w latach 1998-2000 dostał od Siemensa 450 tys. marek niemieckich a takich skorumpowanych polityków chodzących na pasku niemieckiego koncernu było bardzo wielu. Komisja greckiego parlamentu ustaliła, że łapówkarska działalność Siemensa przyniosła gospodarce szkody sięgające 2 mld euro. W sierpniu 2012 r. grecki parlament specjalną ustawą zrzekł się roszczeń wobec Siemensa. Koncern zapłacił Grecji w ramach ugody łącznie 330 mln euro i zapewniał później opinię publiczną, że czynnie walczy z korupcją i jest „czystą firmą”.
W śledztwie dotyczącym korupcyjnej działalności Siemensa przewijało się nazwisko greckiego oligarchy Sokratisa Kokkalisa, właściciela holdingu Intralot oraz przez wiele lat do 2010 r. klubu piłkarskiego Olimpiakos Pireus. Gdy Volker Jung, członek zarządu Siemensa odpowiadający m.in. za kontakty z Grecją, przeszedł na emeryturę trafił do rady nadzorczej Intralotu. Oligarcha nazywany przez pracowników Siemensa „Mister K.” miał silne związki z Niemcami, a szczególnie z ich wschodnią częścią. Przez wiele lat mieszkał bowiem w NRD a studiował w Berlinie Wschodnim i w Moskwie. W 1977 r. wrócił do Grecji, gdzie założył spółkę Intracom, która stała się później jednym z głównych greckich koncernów telekomunikacyjnych. Podejrzewano, że pieniądze na rozkręcenie interesu dał mu wschodnioniemiecki wywiad, zwłaszcza, że spółka prowadziła lukratywne interesy z enerdowskimi firmami. Po latach okazało się, że Kokkalis był tajnym współpracownikiem Stasi o pseudonimie „Rocco”, który chętnie donosił na kolegów ze studiów. Gdy wrócił do Grecji rzekomo przekupywał greckich urzędników, by kupowali enerdowski sprzęt telekomunikacyjny, a po upadku komuny robił interesy na rynku hazardowym w Rosji oraz w Rumunii.
Siemens ma akurat długą tradycję sięgania po „kontrowersyjne” osoby w ramach swoich interesów w Grecji. W latach 1941-1944 niemieckich interesów gospodarczych w Grecji pomagał pilnować Ioannis Voulpiotis, grecki inżynier, który ożenił się z córką Wernera von Siemensa i przed wojną kierował ateńskim biurem AEG Siemens Telefunken. Po wojnie został on skazany za kolaborację, ale uciekł do Niemiec. Do Grecji powrócił w latach 50-tych jako reprezentant Siemensa. Miał po swojej stronie rząd RFN, który w 1954 r. naciskał na Grecję, by dała Siemensowi kontrakt na modernizację greckiej sieci radiowej.

 
(...)

Grecka korupcja i system oligarchiczny są również wygodne dla europejskich możnych z innego powodu: łatwiej im przepychać ich interesy w Grecji. Widać to choćby na przykładzie kontraktów zbrojeniowych. W 2013 r. MFW i UE nakazały Grecji zlikwidować jej mały, ale rentowny i nowoczesny, przemysł zbrojeniowy. Zwolniono z pracy 2,2 tys. ludzi. Gdy dokonywano tych niepotrzebnych redukcji, grecki budżet wojskowy rósł (np. w 2012 r. zwiększył się aż o 18 proc.). Jeszcze w 2011 r. niemiecka kanclerz Angela Merkel i francuski prezydent Nicolas Sarkozy mówili ówczesnemu greckiemu premierowi Georgiosowi Papandreou, że Grecja dostanie wsparcie finansowe tylko w zamian za nowe zamówienia na samoloty z koncernu EADS (podejrzanego później o dawanie łapówek politykom w wielu krajach) oraz na niemieckie okręty podwodne (których grecka flota nie chciała przyjąć, bo były wadliwie wykonane). "

Europą rządzi oligarchia. Bardzo wąska oligarchia. Węższa niż się Wam wydawało. Jak czytamy:

"Najściślejszą europejską elitę przemysłowo-finansową tworzy zaledwie kilkunastu ludzi, z których większość osiągnęła już wiek emerytalny. To oni są zwornikami wielkiej korporacyjnej sieci.
Kto tworzy ścisłą europejską elitę finansowo- przemysłową? Z badań Eelke Heemskerka, profesora nauk politycznych na Uniwersytecie Amsterdamskim, wynika, że zaledwie 16 osób. Ta niewielka grupka ma generować połowę kontaktów finansowych i handlowych pomiędzy największymi europejskimi spółkami. Ludzie zaliczeni przez niego do ścisłej euroelity zasiadają w 67 zarządach i radach nadzorczych spółek. Firmy, w których władzach się znaleźli, tworzą jedną strukturę o 216 powiązaniach międzyzarządowych. To prawdziwa arystokracja pieniądza mająca wielkie oficjalne i zakulisowe wpływy. Co ciekawe, znaczna większość Europejczyków nie jest w stanie skojarzyć nazwiska żadnego z członków tego 16-osobowego kręgu przywódczego.
„Sieć międzykorporacyjnych powiązań w Europie pozostaje miejscem rozgrywek kilku paneuropejskich »wielkich łączników«. Co prawda, instytucje finansowe i bankierzy zajmują ważne miejsca w górnych częściach sieci, ale nie są na kluczowych pozycjach. To raczej byli i obecni prezesi wielkich europejskich korporacji niefinansowych tworzą razem wzajemnie się zazębiające dyrektoriaty. Sieć opiera się raczej na zlewaniu się ze sobą finansów i przemysłu niż na dominacji jednego nad drugim" – ocenia Heemskerk.



Na pierwszym miejscu jego listy przedstawicieli najściślejszej europejskiej elity gospodarczej znalazł się niemiecki menedżer Gerhard Cromme, od 2003 r. przewodniczący rady nadzorczej koncernu Siemens. W 2011 r., czyli w czasie, gdy Heemskerk prowadził swoje badania, Cromme zasiadał we władzach dziewięciu dużych korporacji, był częścią 18 powiązań międzyzarządowych i miał powiązania z 13 z 16 członków najściślejszej europejskiej elity korporacyjnej. W latach 1999–2001 był on prezesem koncernu ThyssenKrupp, a w latach 2001–2013 przewodniczącym jego rady nadzorczej. Zasiadał również m.in. we władzach Allianza, koncernu energetycznego E.ON Ruhrgas, grupy medialnej Axel Springer, firmy budowlanej Hochtief, Volkswagena, Lufthansy czy francuskiego banku BNP Paribas. Urodzony w 1942 r. niemiecki kolekcjoner stanowisk jest również przewodniczącym Europejskiego Okrągłego Stołu Przemysłowców (ERTI), grupy starającej się wpływać na to, by decydenci z Brukseli i rządów państw UE podejmowali działania korzystne dla europejskiej przemysłowej elity.



Drugie miejsce w zestawieniu Heemskerka zajmuje Louis Schweitzer, w latach 1992–2005 prezes francuskiego koncernu motoryzacyjnego Renault, obecnie zasiada we władzach m.in.: koncernu farmaceutycznego AstraZeneca, banku BNP Paribas, EDF, Veolia Environnement, Volvo, L'Oréal i Philips Electronics. W latach 70. i w pierwszej połowie lat 80. zajmował różne stanowiska we francuskiej administracji rządowej. Jest synem Pierre-Paula Schweitzera, dyrektora zarządzającego Międzynarodowego Funduszu Walutowego w latach 1963–1973. Wśród jego dalekich krewnych można znaleźć m.in. Alberta Schweitzera, lekarza, teologa i zarazem zdobywcę Pokojowej Nagrody Nobla w 1952 r. oraz francuskiego filozofa Jean-Paula Sartre'a. Na liście Heemskerka odnotowano, że odpowiada on za 15 powiązań międzyrządowych i ma związki z siedmioma innymi członkami najściślejszej europejskiej elity.



Trzecią pozycję w tym zestawieniu zajął francuski bankier Antoine Bernheim, były szef rady nadzorczej grupy Generali, uznawany za jednego z najbardziej wpływowych finansistów z Europy Zachodniej. Zmarł on już po publikacji pracy Heemskerka. Nie żyje również znajdujący się na czwartej pozycji tego zestawienia Karel van Miert, belgijski polityk, członek Komisji Europejskiej w latach 1986–1999, były komisarz europejski ds. konkurencji. Po zakończeniu służby publicznej zasiadał on we władzach sześciu dużych korporacji. Zginął w 2009 r., po tym jak spadł z drabiny w swoim ogrodzie.
Piąte miejsce w sieci tej europejskiej arystokracji gospodarczej zajął Marcus Wallenberg, od 2005 r. przewodniczący rady nadzorczej szwedzkiego banku SEB, koncernu Saab, dyrektor w AstraZeneca, Investor AB i singapurskim państwowym holdingu Temasek. Pracował wcześniej m.in. w Citigroup, Deutsche Banku i S G Warburg Co. Pochodzi ze znanej rodziny przemysłowców i finansistów, której najsłynniejszym przedstawicielem był Raul Wallenberg – w czasie drugiej wojny światowej szwedzki dyplomata zaangażowany w ratowanie Żydów i prawdopodobnie również w tajne negocjacje między Niemcami i Sowietami, aresztowany w 1945 r. w Budapeszcie przez NKWD i zaginiony."

Ta oligarchia wpędziła Europę w wielopoziomowy kryzys. Okazała się niezdolna do rządzenia. Ale kryzys dotknął też kręgi władzy w USA, Rosji czy Chinach. Pojawiła się konieczność Wielkiego Resetu, o którym będzie mowa w następnej części serii Euphoria (nie mylić z hentaiem "Euphoria").

***

Zachęcam też do czytania mojej powieści "Vril. Pułkownik Dowbor". Do nabycia m.in. w Księgarni Prusa. 

33 komentarze:

  1. Fox - piszesz, że Euro uderzyło w Niemiecką markę, ale dane pokazują że jest odwrotnie. To dzięki istnieniu Euro Niemcy zdobyli dominacyjną pozycję w Europie. Dzięki temu - jako największy producent-mogą sprzedawać swoje produkty bez ryzyka kursowego. Dzięki wspólnej walucie, rozwój innych państw strefy euro został "zamrożony" na niższym poziomie i spełniają one rolę zaplecza dla niemieckiego przemysłu(dostarczyciele komponentów). Jeśli euro ma szkodzić Niemcom, to niestety nie rozumiem jak :/ To jedyny kraj w Europie któremu EUR służy!

    Majkel

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy z faktu, że Niemcy zyskują na euro wynika, że nie mogli stracić (być może więcej niż zyskali) na odejściu od marki? No japierdykam za każdym razem to wypływa, ostatnio Helmut też miał ten problem.

      Przemko

      Usuń
    2. Jak powiedział mi niemiecki ekonomista Bruno Bandulet - Niemcy miały po stworzeniu strefy euro bardzo słabe tempo wzrostu gospodarczego. Duszono tam popyt wewnętrzny, płace itp. Do tego doszły "bailouty" innych państw - z kieszeni niemieckiego podatnika do skarbców banków. Jest też niebezpieczeństwo ogromnych strat w przypadku rozpadu unii walutowej - choćby strat wynikających z systemu Target2

      Usuń
    3. Niemcy zyskały na euro i to gigantycznie. Spójrz po prostu na wykres:

      https://www.google.pl/publicdata/explore?ds=d5bncppjof8f9_&ctype=l&strail=false&bcs=d&nselm=h&met_y=ny_gdp_mktp_cd&scale_y=lin&ind_y=false&rdim=region&idim=country:DEU:GBR:ITA:GRC:FRA:ESP:CZE:POL&ifdim=region&hl=pl&dl=pl&ind=false&icfg

      Porównaj lata 1999-2016

      Co zresztą nie neguje tego co napisałeś, jedynie wymaga drobnego uzupełnienia - UE i euro pozwoliły Niemcom na dwie dekady dodatkowego oddechu przed nadejściem bomby demograficznej. Spójrz(cie) na liczebność Niemiec przed I wojną, II i obecnie. A teraz rdzennych (powiedzmy) jest 90% a nie 100. Oni wymierają.

      To całe spowolnienie gospodarcze tuż po wejściu euro w dużej mierze spowodowane było inwestycjami kapitałowymi niemieckich firm na terenie EU a poza Niemcami. To były celowe i bardzo rozsądne działanie.

      s_s

      Usuń
    4. @Przemko - że hę ? A gdzież to ja napisałem, że Niemcy zyskali na odejściu od marki bo nie pomnę ? Jeśli o mnie idzie w pełni podpisuję się pod komentarzem s_s.

      Usuń
    5. @ Chehelmut - mowa była o Helmucie Kohlu :)))))))

      Usuń
    6. he he - a więc wyszła moja megalomania:)

      Usuń
    7. Helmut, jak linkowałem tekst tego folksdojcza Gabisia o euro to mówiłeś że plan by przez euro spowolnić gospodarkę Niemiec się nie udał, więc do ciebie to nie przemawia. No dobrze, a na jakiej podstawie wysnuwasz wniosek że Niemcy na euro nie straciły w stosunku do marki? To że zyskały nie oznacza że zostając przy marce nie zyskałyby bardziej, prawda? s_s wkleił fajny wykres który oczywiście źle zinterpretował bo tam jak wół widać jak gospodarka Niemiec rosła w latach 1984-1994. No i jak w takim razie interpretować powstanie euro - niemiecki plan podboju Europy? Chyba za cfany ten plan, prędzej uwierzę w zbieg okoliczności niż zaplanowane działanie.

      Przemko

      Usuń
  2. Foz sam chyba nie wierzysz w to co piszesz. Ludzie przecierają już oczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. K... mać, znowu to samo - nauczcież się wreszcie argumentować albo won ! Jeśli pozwalasz sobie na tak mocną krytykę to racz ją uzasadnić choćby w 2-3 zdaniach inaczej wychodzisz jeden z drugim na bezczelnego ignoranta, zwykłego dupka, co niby mam się domyślać o co ci idzie i bezdyskusyjnie przyjmować na wiarę twe objawione kocopoły proroku mniemany ?

      Usuń
    2. I jacyż to ''ludzie'', kto ci dał prawo wypowiadanie się w imieniu innych, Mojżesz się znalazł, cholera.

      Usuń
    3. "My, emerytowani pracownicy Departamentu IV-go, którzy w służbie Socjalistycznej Ojczyzny doznaliśmy wielu otarć okrężnicy, stanowczo protestujemy przeciwko reakcyjnym knowaniom Foxa oraz innych prowokatorów i pornografów idących na pasku ustaszy z Singapuru"

      Usuń
    4. Chehelmut nie denerwuj się, tu masz parę fajnych audycji
      https://www.youtube.com/watch?v=O_OOvZOLVyU&list=PLIMEUp3uz94PK6QmCFgiM4yRRoWVbhGz0

      Usuń
  3. Dobra robota Fox, nie ma co, wprawdzie wnioski i obserwacje jasne dla każdej cokolwiek ogarniętej jednostki ale dorzuciłeś sporo konkretów na ich poparcie. Korzystając z okazji rekomenduję dokument o tym w jakim stopniu UE jest polityczną wydmuszką i użytecznym narzędziem w rękach lobbystów, choć odnoszę wrażenie iż ukazano tu zaledwie wycinek rzeczywistości skrywającej się za unijną fasadą, niemniej dobre i to :

    https://www.youtube.com/watch?v=JjQ-hTb2vxY

    Trafnie zauważyłeś w konkluzji głębokie pęknięcie i walkę na szczytach władzy nie tylko w USA ale i Rosji czy Chinach, zwłaszcza te ostatnie mnie ciekawią gdyż o ile w Ameryce rzecz przybiera postać jawnej niemal konfrontacji, mimo iż paradoksalnie wrzask kampanii i towarzyszące temu idiotyzmy świetnie odgrywają rolę zasłony dymnej, o tyle tam nadal wszystko niemal rozgrywa się tradycyjnie za kulisami, stąd fałszywe wrażenie iż Stany za chwilę się rozpadną za to u Ruskich czy Chińczyków wszystko gra, ba niezadługo zdominują świat a Putin już decyduje kto będzie amerykańskim prezydentem, no nie wydaje mi się synek, dlatego oby następny odcinek przewietrzył co nieco przynajmniej w niektórych łbach. W każdym razie linia frontów zdaje się dziś przebiegać nie tyle między państwami co w poprzek nich, jedno jest pewne : obecny globalny kryzys polityczny zwiastuje może nie zaraz katastrofę ale potężne wstrząsy o charakterze bez mała cywilizacyjnym dla których zapaść finansów blisko dekadę temu była zaledwie preludium - wiem, że to brzmi jak te fałszywie patetyczne pitolenie, że ''świat po 11-ym września nie będzie już taki sam'' [ a i owszem tyle, że w nieco innym sensie niż chrzaniącym te kocopoły zwykle się wydawało ] ale tym razem naprawdę idzie na mocarne tąpnięcie, być może rozłożone na raty i całe dekady ślimaczących się a uporczywych konfliktów a nie skumulowane w jednej kilkuletniej zawierusze wojennej, niemniej.

    OdpowiedzUsuń
  4. "Dobra robota Fox, nie ma co, wprawdzie wnioski i obserwacje jasne dla każdej cokolwiek ogarniętej jednostki "

    Tak sie rozgladam wokolo i poza netem to za wielu tych rozgarnietych to ja nie widze.NIby lepiej niz kiedys ale szalu nie ma.
    @Fox
    Z przeslaniem wpisu sie zgodze-pulapka w pulapce w pulapce-jak w "Diunie".

    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - też tak mam ale zawsze tak było, albo ilość albo jakość.

      Usuń
  5. Dorzucam kuriozalny smaczek jak w pigułce pokazujący z czym mamy w przypadku UE do czynienia, serdeczniem się obśmiał przy lekturze tego sprokurowanego w zajeżdżającej naftaliną konwencji artykuliku niczym ze staromodnej powieści szpiegowskiej, ''Mr. Hezbollah'', dobre sobie :

    ''Czy w kontekście współczesnych zagrożeń Wspólnota potrzebuje jednolitej, agencji wywiadowczej? Plany są już gotowe. [...] Niestety funkcjonariusze europejskich służb wywiadowczych - BND, Sécurité i innych ciągle kierują się partykularnymi interesami i egoizmami narodowymi ku niezadowoleniu czołowych parlamentarzystów unijnych. [...] Gerhard Conrad wyjmuje chusteczkę i wyciera szkła w bezramkowych okularach. Dobrze zna specyfikę pracy służb, doświadcza jej każdego dnia. Problem w tym, że szef INTCEN nie dysponuje własnymi agentami. Centrum Wywiadowcze i Sytuacyjne UE nie zajmuje się klasycznymi działaniami szpiegowskimi. Stu podwładnych Conrada korzysta w swej pracy z powszechnie dostępnych źródeł informacji - artykułów prasowych, internetu oraz sprawozdań i analiz przedstawicielstw unijnych rozsianych na całym świecie. Ich wiedzę wzbogacają raporty Sztabu Wojskowego UE, odpowiedzialnego za unijne operacje i misje pokojowe, uzupełniane zdjęciami satelitarnymi i danymi obrazowymi z Europejskiego Centrum Satelitarnego pod Madrytem. [...] "Niemiecki James Bond" wysyła raporty i briefingi do stolic państw członkowskich w nadziei, że tamtejsi decydenci docenią znaczenie zgodnej współpracy wywiadowczej. Na razie to pobożne życzenia. Nikt nie wie tego lepiej niż unijny koordynator ds. zwalczania terroryzmu, belgijski profesor prawa europejskiego Gilles de Kerchove. Od 2007 roku dwoi się i troi w Radzie Europejskiej, by poprawić współpracę z narodowymi organami bezpieczeństwa. Jak na razie nie zdołał uzyskać od szefów państw i rządów żadnych konkretów, z wyjątkiem ogólnikowych deklaracji, składanych po kolejnym zamachu.''

    http://wiadomosci.onet.pl/prasa/misja-mr-hezbollaha/nsv9c4

    - k... mać, takim ''szpionem'' to i ja mogę być a właściwie już jestem, przecież także ''korzystam z powszechnie dostępnych źródeł informacji - artykułów prasowych, internetu'' a i zdarza mi się poczytywać różne ''sprawozdania i analizy'' rządowe krajowe jak i zagraniczne, a robię to wszystko jak ostatni dureń za darmo bo zwyczajnie mnie to interesuje, czas chyba przełożyć w takim razie pasję na praktykę, wyślę Mr. Hezbollahowi CV może wezmą mnie na unijny etat, bede se dżejmsobondował pierdząc w stołek produkując masę kompletnie bezużytecznego biurwokratycznego śmiecia na wzór dyrektyw przełożonych. Aczkolwiek trza przyznać iż sam facet sroce spod ogona nie wyskoczył - obok wspomnianej w artykule roli w negocjacjach między Izraelem a Hamasem nie dodali iż ''Dr. Conrad who speaks Arabic fluently, headed the BND's Damascus office between 1998 and 2002'' a to istotne jak sądzę info :

    http://www.adl.org/press-center/press-releases/miscellaneous/adl-honors-german-negotiator.html?referrer=https://www.google.pl/?referrer=http://www.adl.org/press-center/press-releases/miscellaneous/adl-honors-german-negotiator.html

    http://www.timesofisrael.com/german-spy-who-negotiated-with-israels-foes-to-head-eu-intel-agency/

    https://warsclerotic.com/2015/12/31/idf-russian-iranian-forces-on-war-alert-for-hizballah-attack-on-israel-and-backlash/

    - no i w całkiem ciekawych kręgach się obraca, niezły zestaw :

    https://www.securityconference.de/en/media-search/s_image/panel-discussion-daeshing-terror-and-safeguarding-liberties/

    OdpowiedzUsuń
  6. Kolejny symptom :

    ''Regulowana demokracja wymaga zaś regulatorów. W tej roli Zakaria widzi „niezależnych sędziów”, banki centralne czy Światową Organizację Handlu oraz „elitarny korpus ekspertów”. Rządy będą funkcjonowały lepiej, jeśli wyjmiemy to, co polityczne z polityki. Z tej pozycji krytykował niedawno w swoim programie w CNN polski rząd i jego traktowanie sędziów konstytucyjnych, z prof. Rzeplińskim na czele. Bronił też korporacji, znajdujących się „pod atakiem niebezpiecznych utopistów”, czyli antyglobalistów.

    Zakaria wskazuje przy tym na Unię Europejską jako udany przykład „niedemokratycznego prowadzenia polityki”. Demokratyczny deficyt europejskiej wspólnoty jest dla niego zaletą, a nie wadą, bowiem „izoluje Unię od politycznego nacisku” obywateli. Nie da się przy tym oprzeć wrażeniu, że Zakaria, który niegdyś stwierdził, że „Chińczycy są wdzięczni za pracę niewolniczą w fabrykach”, a odpowiedzią na kryzys finansowy jest „więcej kapitalizmu”, nie tyle broni efektywnych rządów i osobistych wolności, co przywilejów elitarnej, liberalnej kasty, obawiającej się, że przegrani procesu globalizacji dojdą do władzy i wyszarpią spod nich bogactwo i przywileje. Zakaria raz już tego doświadczył i najwyraźniej nie ma ochoty na powtórkę. Stąd jego słabo skrywana radość z upadku „Białej Ameryki” (okazana w programie „Global Public Square”, emitowanym w CNN w styczniu tego roku). „Biali Amerykanie z niższej klasy średniej wymierają w zastraszającym tempie, z powodu chorób, narkomanii, alkoholizmu” – mówił, dodając, że są to wyborcy Donalda Trumpa. „To oznacza, że Trumpowi nie uda się zrealizować swojego hasła wyborczego – »Przywrócić wielkość Ameryce« [„Make America great again]” – radował się. Biała Ameryka, ten ciemiężony „white trash” („biały śmieć”), pierwsza ofiara schyłku ładu waszyngtońskiego, już się nie podniesie. Ot, cała filozofia.''

    http://www.nowakonfederacja.pl/ideolog-liberalnego-zamordyzmu/

    OdpowiedzUsuń
  7. Fox - czyli wychodzi na to, że jankesi celowo dopuści do powstania unii walutowej w Europie, znając jej koniec (analizy JPMorgan), aby mieć w tej części świata względny spokój na długie lata. Nie wejście Polski do strefy euro wygląda raczej na przesądzone. II Wojna Światowa zmieniła nasz kontynent bardziej niż można było przypuszczać. Ciekaw jestem tylko, czy strefa zdemilitaryzowana w naszej części Europy nie jest wynikiem porozumienia ZSRR i USA i czy to porozumienie jest jeszcze aktualne ? I czy, w sumie logiczna i konsekwentna, ekspansja na wschód, jak widać siłowa, powinna być kontynuowana przez przyszłego prezydenta USA ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Analizy JPMorgana akurat powstały po wybuchu kryzysu w strefie euro, ale zapewne ktoś podobnych symulacji dokonał przed stworzeniem unii walutowej. Nie potrzeba tutaj było wielkiego wizjonerstwa. Porozumienie o "strefie zdemilitaryzowanej" zostało właśnie złamane - broń jądrowa w Rumunii

      Usuń
  8. fox napisz artykuł o tym kto wykopał Berlusconiego przed atakiem na Libie, kto nakręcił aferę z tym marokańskim lachonem, jak Berlusconi oberwał wieżą eiffla na facjatę, to był tylko atak psychola czy ostrzeżenie ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Berlusconiego wywalił cały europejski establiszment - od Merkel po EBC. Z wielu powodów był dla nich niewygodny

      Usuń
  9. Zajmowanie się jakimiś peryferyjnymi krajami typu Grecja czy Niemcy jest bezużyteczne.
    Wracajmy do trampka i jego kampani czyli bieżączki politycznej ��
    Czyżby zastępca szefa sztabu Trumpa byl agentem rosyjskiego GRU ?
    Czy trump jest zadłużony w bank of china ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. " zastępca szefa sztabu Trumpa byl agentem rosyjskiego GRU ?" - nie zastępca szefa kampanii, tylko gostek który był tłumaczem byłego szefa kampanii Manaforta w czasie gdy ten wykonywał usługi PR dla Janukowycza...

      Usuń
    2. ''peryferyjny kraj Niemcy''... ło matko - jeśli to jedynie w takiej mierze jak cała Europa faktycznie w zastraszającym tempie ulegająca marginalizacji tyle, że Zachód przynajmniej spada z tak wysokiego pułapu, iż jeszcze trochę im zostało do zaliczenia padu na ryj, doprawdy zadziwiające to zadupie, gdzie z pół świata pcha się drzwiami i oknami !

      Usuń
  10. No proszę jak to ładnie maski [ majtki ? ] opadają :

    http://monsieurb.ne.3lab.info/post/133388,powrot-wilczego-szanca

    ''Tematem programu „Minęła dwudziesta” w TVP Info było spotkanie Matteo Renziego, Francois Hollanda i Angeli Merkel na wyspie Ventotene na Morzu Tyrreńskim, gdzie rozmawiano o przyszłości Unii Europejskiej w związku z Brexitem. Wyspa, na której odbyło się spotkanie, ma symboliczne znaczenie, na jej terenie w 1941 roku trzech włoskich komunistów napisało manifest, w którym opisali przyszłość Europy bez granic, państw narodowych i wspólnej armii. [...] Nieco mniej optymistycznie sprawę widzi Krzysztof Karoń, który stwierdził, że „celem tego całego przedsięwzięcia jest możliwość zastosowania terroru”, o którym mówi wspomniany już dokument z 1941 roku, dotyczący zastosowania „wystarczających organów i środków, żeby w poszczególnych państwach związkowych wprowadzić zalecenie, mające na celu utrzymanie porządku ogólnego”, czyli , jak podkreślił publicysta, „stanu wyjątkowego”.''

    http://niezalezna.pl/85053-surowo-o-rozmowach-na-ventotene

    - jeśli oni tak na serio a wygląda że tak znaczy iż faktycznie kompletnie już odbiła im szajba, to nawet nie idzie o to czy rzecz jest możliwa do przeprowadzenia bo pewnie tak, euromotłoch już tak zdurniał do reszty od politpoprawnej tresury i wciąganego w hurtowych ilościach świństwa, że na nic poza zwalczaniem niechby i wyimaginowanych terrorystów kredkami i pluszaczkami go nie stać, stąd nawet nie trzeba będzie zbytnio się wysilać aby wziąć go za mordę, najwyżej na osłodę rzuci się mu kolejne ochłapy załatwiając darmową wyżerkę i ruchańsko w jakimś Magaluf, rzecz w tym co dalej ? Jaki jest program pozytywny bo na pewno nie stanowią go integracyjne farmazony i przede wszystkim kto niby miałby to pociągnąć bo ja takowego wśród eurokratów nie widzę, same pajace, aferzyści, kundle i figuranci czemu zresztą trudno się dziwić wskutek trwającej od dekad tresury. No chyba iż wykonują jedynie zlecenie Wielkiego Nadzorcy a im przypadła tylko rola kapo, to co innego ale taką razą niewesołe raczej nasze perspektywy, psiakrew.

    OdpowiedzUsuń
  11. Na koniec lata robi się coraz goręcej - znajomy siedzący w austriackiej prasie powiada, że pisano w niej iż to pieprzenie o superpaństwie na Ventotene było tak naprawdę jedynie pretekstem do tajnych ustaleń na czas nadchodzącego krachu strefy euro o ile nie czegoś gorszego jeszcze... Artykułu o dziwo znaleźć już nie można ale poniższy mówiący o gigantycznym zadłużeniu Włoch, Francji oraz Hiszpanii też jest nadto wymowny [ ostatecznie w Austrii jest ulokowanych zbyt wiele znaczących instytucji finansowych i nie tylko aby karmić ich takimi plewami jak nas ], tym bardziej, że pośrednio także wspomina o tym, że ''Die Schulden Italiens sind größer als jene Deutschlands (2,2 Billionen)'' - jak się zsumuje podane zadłużenie wspomnianych państw wyjdzie dobre ponad połowę całej UE, co ciekawe zresztą większość zeń i tak generowana jest przez strefę euro :

    http://www.krone.at/welt/krisen-alarm-in-italien-frankreich-und-spanien-hohe-schuldenberge-story-526085

    http://www.bankier.pl/wiadomosc/Zadluzenie-Unii-Europejskiej-przekracza-12-bln-euro-7300623.html

    Idzie na to, że Niemcy kolejny raz sprowadzą dziejową katastrofę tylko tym razem obejdzie się bez dawania im łupnia bo wzniesiona przez nich piramida finansowa sama zawali im się na łeb :

    http://pl.blastingnews.com/ekonomia/2016/02/deutsche-bank-bankrutem-czy-niemcy-pograza-swiatowa-gospodarke-00778521.html

    - bardzo ciekawie zwłaszcza brzmi tu info iż Deutsche Bank ''w 2017 r. osiągnie zdolność do spłaty zobowiązań na poziomie 4.3 biliony euro (o ile uda mu się sprzedać udziały w chińskim banku Hua Xia Bank)'' tyle że trąbią o tym od zeszłej jesieni, ogłoszona w grudniu transakcja miała zostać sfinalizowana ''w drugim kwartale 2016 r.'' a tu ch..., nigdzie nie mogę znaleźć potwierdzenia czy doszła do skutku, Niemcy mają nóż na gardle a Chinole najwidoczniej bawią się z nimi niczym kot z myszą, to pewnie dlatego Merkelowa doznała ostatnio cudownego prawoczłowieczego objawienia o którym wspominałem pod poprzednim postem :

    http://www.bankier.pl/wiadomosc/Olbrzymia-strata-Deutsche-Banku-Sprzatanie-trwa-7295837.html

    http://www.bankier.pl/wiadomosc/Deutsche-Bank-sprzedaje-udzialy-w-chinskim-banku-7292476.html

    A zaczynało się tak pięknie:) [ było zaś jedynie beznadziejną ucieczką do przodu ] ;

    ''Także Deutsche Bank ma wizję opartą na rozwijającym się rynku chińskim. Szef DB Azja, Robert Ranking, prognozuje, że w 2011 roku bank osiągnie przychód w wys. 4 miliardów euro. Inaczej niż w przypadku Commerzbanku, strategia drugiego niemieckiego giganta opiera się na klientach detalicznych. Jeszcze w 2006 roku bank stał się udziałowcem lokalnego banku Hua Xia, by w ten sposób lepiej poznać chiński rynek i przygotować strategię ekspansji.
    Na początku maja 2010 roku bank podwyższył swoje udziały w Hua Xia do prawie 20 procent. „Klienci detaliczni to nasza strategiczna działka inwestycyjna, a doświadczenia zebrane podczas dotychczasowej współpracy zaprocentują w przyszłości” - mówi bankowiec Deutsche Bank.''

    http://www.dw.com/pl/niemieckie-banki-inwestuj%C4%85-w-chinach/a-5663285

    OdpowiedzUsuń
  12. Tymczasem w samych Niemczech i ''bliskiej zagranicy'' serio mówi się o groźbie blackoutów wskutek ''terroryzmu'' :

    http://www.krone.at/oesterreich/so-ist-oesterreich-fuer-den-krisenfall-geruestet-blackout-terror-story-526018

    Chyba mi się w oczach mieni - Soros krytykuje Merkel za ''Willkommenspolitik'' ! [ przerzucając odpowiedzialność na nią za działania, które podejmowała wg instrukcji dyktowanych przez firmowany jego gębą konglomerat ] :

    http://www.krone.at/welt/willkommenspolitik-brachte-chaos-nach-europa-soros-ueber-merkel-story-517825

    ''Obywatele Niemiec jeszcze nie popadli w panikę. Są bardziej zainteresowani problemem imigrantów niż swoich oszczędności. Nie jest jednak wykluczone to, że w najbliższych miesiącach mieszkańcy Berlina, Drezna i Monachium ustawią się z walizkami w tasiemcowe kolejki do okienek bankowych, aby wypłacać swoje oszczędności życia.''

    http://pl.blastingnews.com/ekonomia/2016/02/czy-czesciowa-konfiskata-depozytow-bankowych-europejczykow-jest-realna-00778617.html

    - to by tłumaczyło stan wyjątkowy, usankcjonowanie już przed dobrych paru laty akcji pacyfikacyjnych Bundeswehry na terenie kraju w imię ''zwalczania terroryzmu'' czy absurdy niedawnego ''zamachu'' w Bawarii - to były ćwiczenia:) Wyjaśnia także czemu służą nachodźcy oraz dlaczego grzeją tą chryję państwa-bankruci jak Grecja, Włochy czy Niemcy... napuści się jednych na drugich a później przyjedzie walec i wszystko wyrówna.

    OdpowiedzUsuń
  13. Tylko jak na tym tle wygląda gorączkowe kupowanie przez PZU [ ?! ] Pekao od Włochów - czy ''repolonizacja banków'' to rzeczywiście szansa czy tylko ratujemy z własnej kieszeni tyłek pasożytom ? :

    http://www.polskieradio.pl/42/273/Artykul/1658645,PZU-i-PFR-beda-rozmawiac-z-UniCredit-w-czwartek-nt-odkupu-akcji-Pekao

    ''Dyrektor biura prasowego Kancelarii Prezydenta Marek Magierowski w czwartek w TVP Info w programie "Dziś Wieczorem" [...] Pytany, dlaczego ustawa została rozłożona na poszczególny etapy, odparł, że to reakcja na to, iż "zmieniła się sytuacja na rynkach finansowych". "Proszę zwrócić uwagę, że mamy do czynienia z kilkoma niezwykle istotnymi wydarzeniami, które mogą nadwerężyć kondycję finansową Europy, UE, poszczególnych krajów" - stwierdził. W tym kontekście Magierowski wymienił m.in. Brexit oraz kryzys banków włoskich. "Już widać efekty, niestety negatywne, wyjścia Wielkiej Brytanii z UE właśnie na rynkach kapitałowych" - ocenił. "Mamy do czynienia z bardzo poważnym kryzysem banków włoskich, jeżeli tam rzeczywiście ten kryzys będzie się pogłębiał, będziemy widzieli efekt domina" - podkreślił. "Jeżeli Włochy popadną w podobne tarapaty jak wcześniej Grecja czy Portugalia to będziemy mieli poważny problem" - zauważył.''

    http://wgospodarce.pl/informacje/28278-magierowski-ustawa-frankowa-podzielona-na-etapy-bo-zmienila-sie-sytuacja-na-rynkach

    Złośliwie ale czy słusznie ? :

    ''W komunikacie TVP Info, poświęconym ocenie działań prezesa TK, mamy komentarz rzecznika prezydenta, Marka Magierowskiego na temat ustawy frankowej. Okazuje się, że prezydent Andrzej Duda nie zgodził się na przewalutowanie kredytów frankowych, gdyż taki ruch mógłby doprowadzić do tąpnięcia na światowym rynku finansowym. Według prezydenckiej opowieści, włoskie banki są w poważnych tarapatach. Włochy są gospodarką nieporównywalnie większą od greckiej. Przewalutowanie kredytów frankowych doprowadziłoby do pogorszenia kondycji włoskich banków, które obecnie funkcjonują na granicy bankructwa. Ulżenie polskim kredytobiorcom doprowadziłoby więc do katastrofy na rynku kapitałowym w Mediolanie i Rzymie, która rozlałaby się na całą Europę i w konsekwencji – tak możemy domyślać się - na Wall Street, Tokio i giełdy azjatyckie. To, że Andrzej Duda z bólem serca wycofał się ze swojej obietnicy wyborczej, jest więc wynikiem jego wielkiej dalekowzroczności. Przewalutowanie doprowadziłoby do światowego kryzysu wszechczasów, który mógłby zakończyć się III Wojną Światową.''

    http://pl.blastingnews.com/felietony/2016/08/w-pierwszym-roku-prezydentury-andrzej-duda-uratowal-hostie-i-swiatowy-system-finansowy-001053439.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. > Tylko jak na tym tle wygląda gorączkowe kupowanie przez PZU [ ?! ] Pekao od Włochów - czy ''repolonizacja banków'' to rzeczywiście szansa czy tylko ratujemy z własnej kieszeni tyłek pasożytom ?

      Słowo-klucz Morawiecki, tajemnicza postać, bankier-idealista z najbardziej umoczonego w kredyty frankowe banku. Wygląda na rewizora banksterów który ma dopilnować np. repolonizacji.

      Przemko

      Usuń
  14. Blastingnews to jest zasadniczo totalne gó... i cytowanie tego mija się z celem. Równie dobrze można przytaczać rozmowy w przysłowiowym maglu.

    OdpowiedzUsuń
  15. Linkowanie Russia Today i Sputnika... o ku$%a!!!!!!!!! Człowieku, przebiłeś wszystko. Dalej już nie ma co czytać, masakra.

    OdpowiedzUsuń