sobota, 11 lutego 2017

Największe sekrety: Prometeusz - Willa Szczęścia

Ilustracja muzyczna: Dawid Hallmann - Deprymujący deszcz



W sierpniu 1939 r. Ławrentij Beria w rozmowie ze swoim synem Sergo bardzo negatywnie ocenił pakt sowiecko-niemiecki. Użył przy tym zadziwiająco niesowieckiego argumentu: "On odetnie nas od cywilizacji zachodniej". Twierdził, że sprzeciwiał się temu układowi, ale Stalin oraz wielkoruska frakcja w partii na czele ze Żdanowem była bardzo mocno za nim. Nie wspominał oczywiście, że pakt był fundamentem strategii Stalina przewidującej rozpętanie drugiej wojny światowej - wplątanie Niemców w wojnę z mocarstwami zachodnimi a potem zadanie Trzeciej Rzeszy ciosu w plecy. Stalin nie mógł więc z paktu zrezygnować. Berii pozostało więc sabotowanie porozumienia dwóch diabłów.




Miał w tym zresztą doświadczenie. W 1925 r. podlegli mu funkcjonariusze gruzińskiej OGPU aresztowali grupę niemieckich inżynierów, co (wraz z podobną akcją Dzierżyńskiego w Moskwie) opóźniło o rok podpisanie porozumienia o współpracy Republiki Weimarskiej z ZSRR. W 1939 r. Beria, według prof. Francoise Thome, próbował sabotować niemiecko-sowieckie negocjacje przedstawiając Stalinowi raport wskazujący, że Jeżow spiskował przeciwko niemu wspólnie z niemieckimi generałami. Prawdopodobnie próbował również odciągnąć uwagę ZSRR od Europy i związać jego siły na Dalekim Wschodzie. Temu służył konflikt pod Nomonhan (w sowieckiej historiografii: bitwa pod Chałchyngoł), czyli mini-wojna sowiecko-japońska na pograniczu Mongolii oraz Mandżukuo. Jak szczegółowo wykazał Władimir Bieszanow, starcie to zostało sprowokowane przez mongolską kawalerię z wojsk pogranicznych, która zapuściła się kilkadziesiąt kilometrów w głąb Mandżukuo. Tak się akurat składało, że mongolscy pogranicznicy podlegali de facto NKWD a cała Mongolia była bardziej uzależniona od Sowietów niż Mandżukuo od Japonii. Nie ma więc mowy, by Mongołowie na własną rękę dokonali takiej prowokacji. Wojna na Dalekim Wschodzie - zakończona dopiero 16 września 1939 r. - była jednym z powodów opóźnienia sowieckiej inwazji na Polskę. Być może Beria mnożył również inne przeszkody, stąd nieustanne przesuwanie daty inwazji, która miała pierwotnie nastąpić już 8 września.



O tym, że III Rzesza i ZSRR podzieliły się Europą w tajnym protokole do paktu o nieagresji informował USA oraz kilka innych krajów (nawet Estonię) niemiecki dyplomata Hans-Heinrich Herwarth von Bittenfeld (Hans von Herwarth). Na Zachód przedostał się jednak również jakimś nieznanym kanałem stenogram z przemówienia rzekomo wygłoszonego przez Stalina 19 sierpnia 1939 r. na obradach Biura Politycznego. Stalin mówił tam otwarcie o tym, że za pomocą paktu skieruje uderzenie Niemiec na Zachód a później zaatakuje osłabione Niemcy. Prof. Thome twierdzi, że to był prawdopodobnie falsyfikat spreparowany przez Berię, który chciał w ten sposób ostrzec Zachód przed prawdziwymi zamiarami Stalina.



O tym, że dojdzie do sowieckiej inwazji wiedział we wrześniu marszałek Śmigły-Rydz i nasze tajne służby. Wiedzieliśmy to dzięki radiowywiadowi (w tym informacjom od Japończyków) i osobowym źródłom informacji. Na bieżąco dopływały do nas informacje o przesuwanych datach sowieckiego ataku, do czego musieliśmy dostosowywać swoją strategię. To była gra na czas: gdyby alianci zachodni uderzyli w porę, Sowieci nie zaatakowaliby. Pisałem o tym bardzo szczegółowo w serii Wrześniowa Mgła:

Flashback: Największe sekrety: Wrześniowa Mgła - Przewidziana inwazja



Systematycznie ewakuowano na południe wojska z zagrożonych obszarów (takich, na których zostałyby łatwo odcięte w razie sowieckiej inwazji) - np. z województwa wileńskiego. 16 września samoloty Brygady Pościgowej przewoziły polskim wojskom rozkazy nakazujące "opustoszenie wojenne kraju" i natychmiastową ewakuację na Przedmoście. Jak podaje Bogdan Konstantynowicz:
 "Godz. 04.45 rano dnia 17 września 1939 roku - Sztab Glowny Marszalka Rydza Śmigłego otrzymuje ostateczne potwierdzenie wiadomosci o agresji sowieckiej na Polske. O godz. 05.00 rano odebrano w Kołomyi informację szefa wywiadu KOP o działaniach Armii Czerwonej "z pewnością wzdłuż całej granicy Państwa". O godz. 05.00 rano gen. Stachiewicz telefonuje do Marszałka Rydza Śmigłego - omawiana jest agresja Armii Czerwonej, a pierwszy jednoznaczny rozkaz Marszałka Rydza - Śmigłego nakazuje walczyć z nowym agresorem, co potwierdzal pulkownik Jaklicz. Marszałek Rydz - Śmigły wydał dla generała Łuczyńskiego w Tarnopolu i Jatelnickiego w Mikulińcach jednoznaczne rozkazy do obrony rzeki Seret i rejonu Czortkowa w celu osłonięcia od wschodu Lwowa i Karpat Wschodnich. (...) Naczelny Wódz Marszałek Rydz Śmigły przybył ze swej kwatery w Kołomyi do Sztabu Głównego około godz. 06 rano 17 września i w obecności paru oficerów wysłuchał meldunków wywiadowczych o powstałej sytuacji: wzdłuż całej wschodniej granicy państwa nastąpiła inwazja armii sowieckiej; nikt z oficerów Sztabu Głównego, ani tez Marszałek, nie miał najmniejszych wątpliwości co do charakteru, w jakim Sowiety wkroczyły do Polski. Przekroczenie granicy przez Sowietów traktowano jako 'casus belli' i dlatego o godzinie 02.00 dnia 17 września 1939 roku ppłk Kotarba wydal rozkaz do walki z Armią Czerwoną na Podolu. O godzinie 06.00 rano rozkaz taki potwierdził KOP na Polesiu. Już wczesnym rankiem 17 września Marszałek Rydz Śmigły argumentował, ze po agresji sowieckiej "walka stawała się niemożliwa na własnej ziemi, ale ze trzeba ją kontynuować na terenie sojuszników i ze najracjonalniej będzie, jeżeli wszystkie siły, które tylko będą mogły, przejdą do Rumunii, względnie na Węgry, skąd można je będzie w ten czy inny sposób przetransportować do Francji, tam odtworzyć wojsko i u boku Francuzów dalej walczyć z Niemcami" (...) Naczelny Wódz z dużym opanowaniem i spokojem, wg generała Wacława Teofila Stachiewicza, rozważał nowo powstałą sytuację, ale "postanowień, do których doszedł w czasie rozmowy w Sztabie (godziny 06 - 09.00 rano dnia 17 września 1939 roku), nie ujął jeszcze w formie ostatecznej decyzji. Miał ją podać dopiero po odbyciu narady z premierem i ministrem spraw zagranicznych. Narada ta miała się odbyć niezwłocznie w jego kwaterze, dokąd też wyjechał".



Po naradzie, o godz. 21 Naczelny Wódz wydał ogólną dyrektywę: ""Sowiety wkroczyły. Nakazuję ogólne wycofanie na Rumunię i Węgry najkrótszymi drogami. Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony lub próby rozbrojenia oddziałów. Zadanie Warszawy i miast, które miały się bronić przed Niemcami - bez zmian. Miasta do których podejdą bolszewicy, powinny z nimi pertraktować w sprawie wyjścia garnizonów do Węgier lub Rumunii." Czemu nagle uznał, że z Sowietami DA SIĘ PERTRAKTOWAĆ w sprawie wyjścia naszych wojsk do Węgier i Rumunii? Dariusz Baliszewski wskazuje, że ta dyrektywa mówiąca, że należy unikać starć z Sowietami jakby przewidywała, że ZSRR może stać się sojusznikiem Polski a polskie wojsko walczyć u boku sowieckiego przeciwko Niemcom. Skąd jednak takie przekonanie? Czyżby nasze władze wiedziały, że ktoś na Kremlu podejmie się roli protektora polskich wojsk? Czy tajne kanały porozumienia z Berią działały również we wrześniu 1939 r. i złożył on takie zapewnienia? 


W każdym bądź razie Śmigły-Rydz zachował ostrożną postawę - ogólna dyrektywa mówiła de facto, by wojska opuściły kraj i nie dały się brać do niewoli. Pułkownik Jaklicz po jej wydaniu wydzwaniał do jednostek na Kresach i wydawał im konkretne rozkazy bojowe. Czemu więc polski rząd popełnił fatalny błąd nie wypowiadając wojny ZSRR? Żadnego błędu nie było. Wojny Niemcom też nie wypowiedzieliśmy. Zgodnie z prawem międzynarodowym strona napadnięta nie musi wypowiadać wojny napastnikowi. Przemówienie prezydenta Mościckiego oraz szereg aktów urzędowych polskich władz z tamtych dni jednoznacznie nazywał sowiecki postępek agresją. Sztab Naczelnego Wodza 21 września określił nawet Sowietów jako głównego wroga. Szczegółowo pisze o tym m.in. Konstantynowicz. ""Dnia 17 września 1939. Telefonogram do Konsulatu R.P. w Czerniowcach. Natychmiast nadać depeszę claris następującej treści do Paryza, Londynu, Rzymu, Waszyngtonu, Tokio, Bukaresztu: 'W dniu dzisiejszym wojska sowieckie dokonały agresji przeciwko Polsce przekraczając granicę w szeregu punktów znacznymi oddziałami. Polskie oddziały stawiły opór zbrojny. Wobec przewagi sił prowadzą walkę odwrotową. Założyliśmy w Moskwie protest. Działanie to jest klasycznym przykładem agresji.' Beck" 



Dawały o sobie znać jednak też inne siły. Już o 8.00 rano z tajemniczego źródła rozkaz "z Sowietami" nie walczyć dostaje gen. Mieczysław Smorawiński, dowódca zgrupowania we Włodzimierzu Wołyńskim. O 12.45 rozkazuje on swoim wojskom; "Żadnej walki nie przyjmować. Ja o zamiarach Rosji nic nie wiem, nie możemy posądzić ZSSR o agresję". 17 września rano, czyli na wiele godzin przed sformułowaniem ogólnej dyrektywy, oddziały znajdujące się we wschodnich województwach II RP otrzymują z równie tajemniczych źródeł rozkazy mówiące, by poddawać się Sowietom. Do niektórych strażnic KOP w nocy z 16 na 17 września ktoś dzwonił mówiąc, że za kilka godzin wkroczą Sowieci i by ich traktować jako sojuszników. 16 września w Tarnopolu władze cywilne miasta ogłaszały, że następnego dnia wkroczy do miasta armia sowiecka i by ją traktować jak sojuszniczą. Nieco wcześniej przebywał tam gen. Sikorski i konferował z cywilnymi władzami miasta.



Gen, Sikorski bierze udział 11 września we Lwowie w naradzie spiskowców planujących zamach stanu. "Na porannym, w dniu 11 września, zebraniu uczestniczyli Karol Popiel, gen. broni Józef Haller, gen. M. Kukiel, redaktor Zygmunt Nowakowski (brat Tempki, szefa Stronnictwa Pracy na Śląsku). Był prezes Adam Kułakowski, pulkownik Boguslawski i gen. Lucjan Zeligowski. Już 11 wrzesnia 1939 roku Zygmunt Tempka vel Nowakowski widział też w gronie nowej wladzy gen. dyw. Sosnkowskiego." Bogdan Konstantynowicz przytacza relacje mówiące, że ze spiskowcami spotkał się również gen. Iwan Sierow z NKWD, który przebywał rzekomo we Lwowie w przebraniu polskiego pułkownika. Nawet jeśli do spotkania nie doszło to spiskowcy związani z gen. Sikorskim i gen. Sosnkowskim sabotują rozkaz Naczelnego Wodza o ściągnięciu wojsk na Przedmoście Rumuńskie. Sosnkowski koncentruje je wokół Lwowa. Jak pisałem w czwartym odcinku serii Wrześniowa Mgła - Bracia Słowianie:

"b) spiskowcy ze Lwowa otrzymali zapewnienie, że Sowieci wejdą do Polski jako sojusznicy c) spiskowcy starali się zgromadzić jak największe siły we Lwowie i okolicach łamiąc rozkazy Naczelnego Wodza dotyczące ewakuacji na Przedmoście d) spiskowcy liczyli na to, że polskie wojska zostaną internowane przez Sowietów a potem w ZSRR powstanie nowa armia polska do walki przeciwko Niemcom. W tym scenariuszu doszłoby również do zawarcia sojuszu anglo-francusko-polsko-sowieckiego."



Gdy Sowieci podchodzą pod Lwów, miasto zostaje im poddane, mimo możliwości dalszej obrony przez jego komendanta gen. Władysława Langnera. Po podpisaniu dokumentów kapitulacyjnych gen. Langner mówi: ""Z Niemcami prowadzimy wojnę. Miasto biło się z nimi przez 10 dni. Oni, Germanie, wrogowie całej Słowiańszczyzny. Wy jesteście Słowianie...". Bracia Słowianie zapraszają go do Moskwy na rozmowy związane z "formalnościami kapitulacyjnymi". 20 listopada gen. Langner całkiem swobodnie przekracza jednak granicę z Rumunią i udaje się do Francji, gdzie nikt mu nie zadaje "zbędnych pytań". Z relacji rotmistrza Jerzego Klimkowskiego wynika, że w listopadzie 1939 r. generał Sikorski prowadził tajne rozmowy na temat utworzenia polskiej armii w ZSRR. Można uznać Klimkowskiego za autora mało wiarygodnego, ale przecież wybitny historyk Władysław Pobóg-Malinowski pisze, że w czerwcu 1940 r. Sikorski prowadził w Londynie rozmowy o utworzeniu armii polskiej w ZSRR z Sowietami poprzez Stefana Litauera. Czyli prowadził je z NKWD i Berią. Możliwe więc, że już w 1939 r. Beria utrzymywał kontakty z profrancuską opozycją w Polsce - środowiskiem gen. Sikorskiego. 



W nieco innym świetle wyglądają więc kontakty gen. Rómmla z sowieckimi dyplomatami i próba utworzenia przez niego prosowieckiego - ale jednocześnie antyniemieckiego - rządu w oblężonej Warszawie. Próbę tę storpedował prezydent Starzyński, który jednak 26 września objeżdżając Warszawę ostrzegał ludność, że "wraz z Niemcami wejdą do miasta Moskale, których nie należy jednak traktować wrogo, gdyż są naszymi sojusznikami"! (Warszawska Praga miała, według pierwszych wytycznych paktu niemiecko-sowieckiego przypaść Sowietom.) Powołanie prosowieckiego rządu przez Rómmla byłoby wyraźną prowokacją uderzającą w pakt niemiecko-sowiecki i zostałoby fatalnie odebrane przez Niemców.



Z relacji Sergo Berii oraz poszlak zebranych przez prof. Thome, że Beria ostro sprzeciwiał się decyzji Stalina o rozstrzelaniu polskich oficerów. Beria argumentował, że to znakomici wojskowi, którzy mogą przydać się Armii Czerwonej w planowanej wojnie przeciwko Niemcom. Szef NKWD wyraźnie chciał utworzenia polskiej armii w ZSRR. Problem leżał jednak w tym, że Bolszewią rządziła wówczas Partia a nie tajne służby (jak od czasów Andropowa) a żywoty szefów tajnych służb bywały krótkie. Stalin zaś miał wyraźny polski kompleks - nie tylko z 1920 r. Obawiał się polskiego spisku i doskonale pamiętał jak wielu Polaków i osób polskiego pochodzenia zetknęło się ze sprawą jego teczki (płk Bielecki z Ochrany, Malinowski, Dzierżyński, Mieńżyński, Tuchaczewski, Kosior, Balicki...). Na przełomie 1939 i 1940 r. namiętnie oglądał operę "Iwan Susanin", która opowiadała lipną historię o dzielnym ruskim chłopie, który uratował życie carowi przed polskimi żołnierzami wyprowadzając naszą konnicę na leśne bagna, gdzie się potopiła. (Historia ta została wymyślona przez rodzinę Susaninów, którzy w ten sposób wyłudzili od cara zasiłek.) Niczym zahipnotyzowany wpatrywał się sceny przedstawiające polskich jeźdźców ginących w lesie. (Podczas każdego przedstawienia jadł jaja na twardo, które obierał ze skorupek. Jeden z sowieckich psychiatrów widząc to przypomniał sobie przypadek seryjnego mordercy, paranoika, który jadł tylko jaja ugotowane na twardo uważając, że to jedyny artykuł spożywczy, którego nie da się zatruć.) Teraz pragnął odegrać tę scenę w rzeczywistości. Gdy więc Beria jako jedyny zagłosował na posiedzeniu Politbiura przeciwko rozstrzelaniu polskich oficerów, wywołał wściekłość Stalina, który zagroził, że na jego miejsce mianuje Żdanowa, który wykona ten rozkaz lepiej. Beria się ugiął, bo spełnienie groźby Stalina oznaczałoby załamanie jego planu zniszczenia ZSRR od środka. W drugim głosowaniu decyzję podjęto już jednomyślnie. Gdy przyszło do utworzenia trójki wydającej wyroki śmierci na oficerach, Beria wykreślił z niej swoje nazwisko i wpisał swojego zastępcę Kobułowa. Tak jak Piłat umywał od tej sprawy ręce. Pozostało mu jedynie sabotowanie decyzji Stalina.



Około 400 oficerów z trzech obozów jenieckich zostało ocalonych od śmierci, według niejasnych decyzji NKWD. Rotmistrz Józef Czapski pisał: "Nasuwa się pytanie, na podstawie jakiego kryterium zostali wybrani. Często zastanawiałem się nad tym i doszedłem do wniosku, że nie było żadnej wyraźnej przesłanki politycznej czy innej, która uzasadniałaby decyzję o ocaleniu właśnie tych 70 oficerów, których ze Starobielska przewieziono do Griazowca  (...) Była tam cała gama stopni i przekonań, od generała Wołkowickiego do szeregowca, od ludzi, którzy zrobili sobie krasnyj ugołok , do skrajnych zwolenników ONR".  Daniel Bargiełowski zauważył, że zastosowano zasadę "Arki Noego", wybrano "po dwóch przedstawicieli jednego gatunku": dwóch arystokratów, dwóch księży, dwóch endeków, dwóch Żydów, dwóch homoseksualistów... Prof. Thome wskazuje, że ocalono też wielu oficerów związanych z Ruchem Prometejskim. Zebrani w Griazowcu jeńcy z trzech obozów mieli okazję wymienić doświadczenia i zgromadzić ważne świadectwa zbrodni. Niektóre z tych przypadków były zadziwiające. Prof. Stanisław Swaniewicz został cofnięty prawie spod dołu śmierci - pozwolono mu obserować jak kolejne transporty jeńców są wywożone do lasu a później autobusy, które ich przewoziły wracały puste. (Dr. Baliszewski twierdzi, że kilku a być może kilkunastu Polakom udało się nawet uciec z miejsca egzekucji w Katyniu.) Tak jakby z premedytacją ocalono ważnych świadków Katynia, takich jak ks. Peszkowski.  Zbrodnię przeprowadzono zaś tak, by łatwo natrafiono na jej ślady. Sierow dziwił się "jak można było to tak spartolić, ja na Ukrainie sprawę załatwiłem tak, że nigdy ich nie znajdą". Według relacji premiera Leona Kozłowskiego, egzekucje w Katyniu obserwowali oficerowie niemieckich służb będący gościami NKWD. Po 1941 r. doskonale wiedzieli więc, gdzie szukać mogił. Zresztą nasza organizacja wywiadowcza "Muszkieterowie" już w 1940 r. zdobyła dowody masakry.




Obok tych około 400 uratowanych oficerów, ocalona została również grupa zgromadzona w tzw. Willi Szczęścia w Małachówce pod Moskwą. Na przywódcę tej grupy został wybrany płk Zygmunt Berling, który jednak nie spełnił pokładanych w nim przez Berię nadziei. W 1939 r. był postacią znajdującą się wyraźnie na bocznym torze i nie miał żadnego autorytetu w wojsku. Jak czytamy w "Kontrefekcie renegata" Daniela Bargiełowskiego, Berling zrażał też wszystkich swoją zbyt daleko idącą służalczością wobec Sowietów. Nie udało się więc zwerbować wielu oficerów do tej grupy mającej stanowić "kompanię kadrową" przyszłej armii polskiej w ZSRR. Było tam kilku oficerów o komunizujących poglądach i kilku wojskowych o słabym charakterze (np. pułkownik Nałęcz-Bukojemski, który był w 1939 r. bohaterem walk z Sowietami, ale był też alkoholikiem i dał się zwerbować do Małachowki, bo cierpiał bez wódki). Beria starał się dobrać do niej nieco lepszego materiału ludzkiego - np. rotmistrza Narcyza Łopianowskiego, który w 1939 r. w Grodnie i pod Kodziowcami skutecznie niszczył sowieckie czołgi. (Jak podaje Wikipedia:  Po wstępnej selekcji przeprowadzonej przez NKWD rtm. Łopianowski znalazł się na liście 395 polskich oficerów , którzy uniknęli śmierci w wyniku tzw.zbrodni katyńskiej. Decydującym argumentem za wpisaniem Łopianowskiego na tą listę miał być podziw władz radzieckich (zwłaszcza Ławrientija Berii) dla jego bohaterstwa w bitwie pod Kodziowcami.) Projekt można jednak uznać za porażkę.



 Beria miał w rezerwie kilku szanowanych polskich generałów, których uchronił od egzekucji: Władysława Andersa, Wacława Przeździeckiego, Mieczysława Borutę-Spiechowicza, Mariana Żegotę-Januszajtisa oraz Michała Karaszewicza-Tokarzewskiego. Negocjował z nimi utworzenie armii polskiej w ZSRR. Gen, Żegota-Januszajtis dzięki Berii zyskał nawet możliwość wygłaszania wykładów dla generałów Armii Czerwonej i NKWD poświęconych armii niemieckiej i wojnie z 1939 r. Po tym jak Niemcy zaatakowały w czerwcu 1941 r. ZSRR i doszło do zawarcia paktu Sikorski-Majski,  generałowie ci wyszli z więzienia na Łubiance i zaczęli organizować armię polską w ZSRR. Anders wyjechał z więzienia w samochodzie Berii. Według Sergo Berii mieszkał potem przez pewien czas u jego rodziny a opiekowała się nim Nina Beria.



Armia Andersa była fenomenem - oto bowiem więźniowie łagrów dostali broń do ręki, pozwolono im się zorganizować i stworzyć ośrodek władzy wewnątrz Związku Sowieckiego nie podległy Kremlowi. Prof. Thome przedstawia Berię jako protektora tej armii. Anders w swoich wspomnieniach bardzo ciepło wyraża się o przydzielonym mu przez niego do pomocy generała NKWD Gieorgija Siergiejewicza Żukowa. Twierdzi m.in., że należy mu się Order Polonia Restituta za zaangażowanie z jakim wyciągał Polaków z łagrów i więzień. Fraternizacja była daleko posunięta: gen. Boruta-Spiechowicz chwalił się pamiątkową szablą od NKWD. Beria miał swoje plany dotyczące armii Andersa. Chciał by stacjonowała ona na Kaukazie. W momencie klęski ZSRR w wojnie z Niemcami przejęłaby rolę podobną jak odegrał Korpus Czechosłowacki na Syberii w 1918 r. - to ona sprawowałaby władzę w tej części rozpadającego się imperium. Armia Andersa miała więc posłużyć odzyskaniu niepodległości przez Gruzję. Nie bez znaczenia było to, że w armii tej służyli gruzińscy oficerowie kontraktowi - np. prokurator mjr Aleksander Kipiani, znany przed wojną z działalności antybolszewickiej. 



W nieco innym świetle należy więc spojrzeć na epizod z jesieni 1941 r., gdy grupa polskich oficerów z organizacji Muszkieterowie przekroczyła front niemiecko-sowiecki i przekazała w Buzułuku gen. Andersowi rozkazy od marszałka Śmigłego Rydza nakazujące zaatakowanie, w stosownym momencie Sowietów. NKWD nie czyniło przeszkód w dotarciu tej misji do Andersa. Wszystko wskazuje również, że pomogło Muszkieterom w przerzuceniu z Moskwy do Warszawy premiera Leona Kozłowskiego, który w listopadzie i grudniu 1941 r. brał tam udział w rozmowach dotyczących utworzenia proniemieckiego rządu polskiego. 




Gdy w wyniku polityki Stalina armia Andersa była zmuszona opuścić ZSRR (pierwszy raz w historii grupa byłych więźniów Gułagu wyszła ze Związku Sowieckiego z bronią w ręku), Beria przyjął to z mieszanymi uczuciami. Za pozytywy uznał to, że będzie ona stacjonowała w Iranie oraz północnym Iraku. W razie potrzeby może więc wkroczyć na Kaukaz razem z wojskami brytyjskimi. W 1943 r. szef NKWD polecił zaś Ticie, by współpracował z Andersem jeśli jego armia znajdzie się na Bałkanach. Samemu Andersowi mówił zaś, by zostawił grupę zaufanych oficerów w ZSRR. Obiecywał, że uplasuje ich na szczytach władzy nowej Polski. 



Czy ludzie ci znaleźli się później w armii Berlinga? Poszlaki na ten temat są zbyt szczupłe. Zwraca uwagę jednak to, że Beria wyraźnie dążył, by władzę w podbitej Polsce sprawowali nie kominternowcy (z którymi Berling był skonfliktowany), ale wojskowi - jak za sanacji. Taki służalec jak Berling dążył do zachowania w swym wojsku przedwojennych polskich form, ceremoniału i kapelanów a w 1944 r. w memoriale do Stalina prosił, by Lwów znalazł się w granicach nowej Polski. Sam nie miałby odwagi, by wykazać się inicjatywą w tej sprawie - za tymi jego pomysłami musiała stać Łubianka. Beria podobny schemat wykorzysta tworząc inne formacje narodowe w ZSRR - Legion Czechosłowacki, rumuńską i węgierską dywizję, jugosłowiańską brygadę (stworzoną na bazie wziętego do niewoli chorwackiego pułku!) czy Komitet Wolne Niemcy

***



Berii nie udało się uratować państw bałtyckich, choć nieco przedłużył ich istnienie. To jego pomysł doprowadził do utrzymania przez odrębnego bytu z rządami kolaboracyjnymi, ale po niemieckim zwycięstwie nad Francją, Stalin postanowił skończyć z tymi "półśrodkami". Beria bezskutecznie próbował ratować przywódców państw bałtyckich - Laidonera i Ulmanisa, wciągając ich na papierze do swojej sieci agenturalnej. Zdołał za to uratować Finlandię. Po tym jak w marcu 1940 r. sowieckie wojska przełamały fińską obronę na Linii Mannerheima, przedstawił Stalinowi mocno podkręcony raport mówiący, że Francuzi chcą zaatakować instalacje naftowe w Baku. Wojnę szybko zakończono i przerzucono wojska na Kaukaz. 



Z kolei raport Berii dotyczący Turcji sprawił, że Mołotow zażądał w październiku 1940 r. od Niemców kontroli nad Cieśniną Dardanele i wspólnej okupacji Turcji. To było dla Berlina dzwonkiem alarmowym, co do sowieckich intencji i przesądziło o realizacji planu "Barbarossa".

***

W następnym odcinku serii Prometeusz o sowieckiej katastrofie militarnej z lat 1941-42 i o tym jak do niej przyczynił się Beria. Czy była wówczas szansa na zniszczenie sowieckiego komunizmu?

sobota, 4 lutego 2017

Największe sekrety: Prometeusz - Dwoista natura prowokatora

Ilustracja muzyczna: Kehlani - Gangsta (Suicide Squad OST)



- Stalinis deda bozi ikho! (gruz. Matka Stalina była kurwą!) - gdy wykrzyknął to młody Zwiad Gamsachurdia rzucił się na niego jego kolega z klasy Koba Egnataszwili. To nie była zwykła szkolna bójka. Gamsachurdia zostanie później prezydentem niepodległej Gruzji, a jego przeciwnik był synem Wasilija Egnataszwilego, redaktora naczelnego partyjnej gazety "Zaria Wostoka" i późniejszego przewodniczącego Rady Najwyższej Gruzińskiej SSR. Ten dygnitarz trafił na krótko do łagru, bo zbyt otwarcie chwalił się tym, że jest bratem Stalina. Jego drugi brat, Aleksander Egnataszwili był bardziej dyskretny (był oficerem ochrony Wodza, próbującym podawane na jego stół jedzenie), a mimo to jego koledzy z pracy nazywali go za plecami bratem przyrodnim Stalina. Wasilij i Aleksander byli synami Koby Egnataszwilego, kapłana Gruzińskiej Cerkwii Prawosławnej z miasta Gori. To właśnie Koba Egnataszwili udzielał w 1874 r. ślubu 24-letniemu szewcowi Wissarionowi Dzugaszwili i 16-letniej służącej Keke Geladze. Keke była matką Iosifa Dżugaszwilego, zwanego później Soso, Koba, Bessoszwili i Stalin. Sergo Beria wspominał, że była ona kobietą bezbożną i rozwiązłą, która bez żadnego skrępowania na starość opowiadała o tym jak dorabiała sobie świadcząc usługi seksualne bogatym klientom, u których była pokojówką. Sprzątała m.in. na plebanii u o. Egantaszwilego, który później okazywał Soso dużo dobrego serca. Pół Gori domyślało się, że ten pop jest prawdziwym ojcem dzieciaka Dżugaszwilich. Świadomość tego, połączona z praktycznie zamkniętą drogą do spełnienia zemsty rodowej (biedny szewc miałby zabić księdza?) sprawiły, że Wissarion zmienił się z lubianego przez wszystkich, wesołego gawędziarza w ponurego alkoholika, który tłukł Soso i Keke przy każdej okazji. W pewnym momencie pobił bękarta tak, że uszkodził mu lewą rękę, która później się źle zrosła i była wyraźnie krótsza od prawej. Stracił przez to prawa rodzicielskie. Młody Soso został wysłany do seminarium w Tyfilisie (Tbilisi), by zdobył wykształcenie. Przedstawicieli niższych klas społecznych niemal nigdy tam nie dopuszczano, więc pewnie doszło do protekcji ze strony Koby Egnataszwilego.



W seminarium młody Dżugaszwili przechodził kryzys psychiczny mający podłoże w perypetiach rodzinnych. W pewnym momencie zaczął pozować na rewolucjonistę. Zaprzyjaźnił się z Lado Ketszkowelim, który wyleciał z tbiliskiego seminarium za gruziński nacjonalizm i był wcześniej maltretowany przez ojca. W ich orbicie znalazł się również młody przestępca Kamo Ormianin, czyli Simon Ter-Petrosian. (Przezwisko Kamo wzięło się stąd, że kiepsko mówiący po rosyjsku Ter-Petrosian wymawiał w śmieszny sposób słowo "komu".) Podobnie jak Lado i Soso miał on też problemy z surowym ojcem. Cała trójka zorganizowała małą drukarnię. W 1898 r. Dżugaszwili zaczął namawiać swoich kolegów z seminarium, by wstąpili do organizacji rewolucyjnej. Gdy odmówili, umieścił w ich rzeczach wywrotowe ulotki wydrukowane w drukarni Lado, po czym doniósł władzom szkoły, że mogą znaleźć u nich takie materiały. 45 uczniów zostało relegowanych. To była pierwsza wielka prowokacja w życiu Stalina.



Lado wprowadził Dżugaszwilego do tyfiliskiej organizacji socjaldemokratycznej. Noe Żordania, późniejszy mieńszewicki przyjaciel Gruzji (i krewny Nino Berii), szybko jednak wyczuł w młodym Stalinie prowokatora i go wyrzucił. Miał rację. Lado pracował dla Ochrany, carskiej tajnej policji i wciągnął w swoją prowokatorską robotę Soso, który z kolei wykorzystywał Kamo jako swoją marionetkę i speca od czarnej roboty. Drukarnia którą prowadzili pracowała w ramach tajnej operacji Ochrany i była wykorzystywana do prowokacji przeciwko ruchowi socjalistycznemu. Po jednej z nieudanych akcji - związanych z ulotkami z tej drukarni - stracił stanowisko płk Samiedow, szef Ochrony w Tyfilisie. Samiedow lubował się w prowokacjach, stąd zawikłane tajne akcje przynoszące nieoczekiwane skutki jego koledzy z pracy nazywali chorobą Samiedowa. Jednym z nośników tej choroby był młody Dżugaszwili.





Przebieg kariery Stalina w Ochranie bardzo drobiazgowo odtworzył Roman Brackman w znakomitej książce "The Secret File of Joseph Stalin". (Brackman urodził się w ZSRR, siedział na początku lat 50-tych w łagrze i miał okazję osobiście poznać wielu bohaterów swojej książki.) Jest to zapis pracy niezwykle złośliwego i kreatywnego agenta. Szpiegował rewolucjonistów w Tyfilisie (m.in. Lwa Kamieniewa), Batumi, Baku, Moskwie i podczas zagranicznych kongresów partyjnych. Zabił partyjnego delegata z Gruzji, by zająć jego miejsce i dostać się na kongres partii. Nadano mu pseudonimy "Riaboj" ("Dziobaty") oraz "Iwanowski". Nie zawsze był jednak lojalny wobec bezpieki - nie informował jej np. o przygotowywanych przez siebie i Kamo napadach na banki, w tym o wielkim skoku w Tyflisie w 1907 r. Pieniądze zdobywane w ten sposób pozwoliły mu bowiem stać się ważną osobą dla bolszewików i zbliżyć się do otoczenia Lenina. Problemy z lojalnością sprawiały, że kilkakrotnie Dżugaszwili był zsyłany na Syberię, za której za każdym razem uciekał jednak dzięki pomocy Ochrany.



W 1906 r. w gruzińskiej miejscowości Teveli młody Dżugaszwili przypadkiem natknął się na swojego ojca Wissariona. Postanowił go zabić. Kamo zaczaił się w ciemnym zaułku obok knajpy na staruszka. Uderzył go siekierą owiniętą w mokrą kurtkę i dokończył sprawę nożem. Kilka tygodni później Soso napisał artykuł podpisany nowym pseudonimem - Bessoszwili, czyli syn Wissariona. Tak jakby zaczął identyfikować się ze swoim zamordowanym ojcem. W artykule tym nazywa Dumę "bękartem" i pisze o zadaniu jej wielokrotnych ciosów nożem, "ciosu z dołu", "ciosów z boku." Wkrótce potem odwiedza Gori. W czasie jego pobytu zostaje zatłuczony na śmierć o. Egnataszwili. Policja przesłuchuje młodego Stalina, ale uznaje, że nie miał motywu, by zabić swojego dobrodzieja.
W 1922 r. Kamo ginie rozjechany przez ciężarówkę, która celowo w niego uderzyła, gdy jechał rowerem. Kilkanaście lat później grób Kamo zostaje wysadzony w powietrze z rozkazu Stalina. Dyktator lubił wchodzić w rolę mściciela tych, których kazał zamordować - w tym wypadku mściciela Wissariona.



To były wówczas czasy wielkich prowokacji. Ochrana odgórnie tworzyła całe organizacje wywrotowe. Posiadała w ruchu rewolucyjnym więcej agentów niż było w nim autentycznych rewolucjonistów. Zabijała ich rękami ministrów i premiera Stołypina, organizowała nawet zamachy na cara. Tak jakby szykowała się do transformacji ustrojowej. A jednocześnie sama była infiltrowana przez polsko-bałtycko-kaukaską prometejską konspirację oraz zachodnie służby specjalne.

Flashback: Największe sekrety: Archanioł - Objawienie



Kariera Stalina w Ochranie wykoleiła się koło 1912 r. w związku z aferą Romana Malinowskiego. Płk Bielecki z moskiewskiego kierownictwa tajnej policji wpadł na pomysł uczynienia agenta bezpieki pierwszym bolszewickim deputowanym do Dumy. Wybór padł na Malinowskiego, polskiego bolszewika urodzonego pod Płockiem, będącego bliskim współpracownikiem Lenina. Malinowski był też TW Ochrany znanym jako "Krawiec" (był  krawcem, dekarzem, żołnierzem a później szpiegiem - czyli niczym jak u Johna Le Carre'a "Tailor, tinker, soldier, spy"). Malinowski i Stalin w jakiś sposób dowiedzieli się, że obaj pracują dla carskiej tajnej policji. Stalin uznał go za przeszkodę dla swojej kariery w partii i bezpiece - chciał zająć miejsce Malinowskiego. Sprzymierzył się więc z płk Wasiliewem, który chciał zdemaskować Malinowskiego, by zająć miejsce swojego zwierzchnika płka Bieleckiego. Skończyło się na tym, że Malinowski w 1914 r. nagle zrezygnował z zasiadania w Dumie a Stalin został wysłany na Syberię a jego akta zamknięte w sejfie płka Bieleckiego w kwaterze głównej ochrany w Sankt Petersburgu.



Akta ten dziwnym trafem nie zostały rozkradzione w czasie Rewolucji. Te dotyczące znanych działaczy takich jak Malinowski szybko posłużyły jako dowody ich zdrady i uzasadnienie rozstrzelania. Akta mniej ważnych działaczy trafiają do archiwum i leżą w skrzyniach przez wiele lat, przez nikogo nie niepokojone. Wśród nich jest teczka Iosifa Dżugaszwilego - działacza, którego nikt wówczas nie kojarzył po jego nazwisku rodowym. Dla wszystkich był znany jako Stalin, Koba lub Iwan Wasiliewicz.



Stalin pnie się jednak po szczeblach kariery. Nieopatrznie przyznano mu z pozoru mało ważne stanowisko kierownika partyjnej administracji - a więc człowieka od kadr. A kadry, jak mówił Lenin, decydują o wszystkim. Stalin ma dzięki temu wgląd do teczek osobowych członków partii i dzięki temu buduje swoją frakcję. Gromadzi wokół siebie głównie byłych agentów Ochrany. Są wśród nich: Mołotow, Woroszyłow, Kalinin i Gienrich Jagoda, jeden z zastępców Dzierżyńskiego. Jagoda jest szczególnie pomocny, gdyż jest specjalistą od trucizn. Przed wojną był aptekarzem.



Lenin po 1920 r. wyraźnie podupada na zdrowiu. Gdy mu się poprawia Stalin kłamliwie mówi partyjnym towarzyszom, że "Stary prosił o truciznę", by skrócić sobie życie. Lenin wszak pod koniec życia chce się pozbyć Stalina. Na początku stycznia 1924 r. stan zdrowia bolszewickiego przywódcy wyraźnie się poprawia. Przygotowuje się on do powrotu na Kreml. 21 stycznia 1924 r. doznaje jednak nagłego ataku i umiera. Przed śmiercią napisał swojemu sekretarzowi, że został otruty przez Stalina. Ciało zostaje szybko zabalsamowane, by nie można było przeprowadzić sekcji, a potem złożone do mauzoleum. Stalin wykorzystuje je jako magiczny symbol triumfu nad swoimi wrogami i z nad grobu Lenina przyjmuje wojskowe parady. Prawdy o śmierci męża dochodzi Nadieżda Krupska, bolszewicka działaczka o polskim, szlacheckim pochodzeniu. Stalin zastrasza ją, że "możemy znaleźć inną wdową po Leninie". Krupska w lutym 1939 r. zostaje w swoje urodziny odwiedzona przez wysłanników Stalina. Nie chce jeść tortu, który jej przynieśli, ale zostaje do tego zmuszona. Wkrótce potem umiera.



Teczka Stalina w lipcu 1926 r. trafia na biurko Dzierżyńskiego w partii dokumentów sukcesywnie wysyłanych z leningradzkich archiwów do Moskwy. Szef bezpieki jest w szoku. Jego strategia przetrwania w sowieckim reżimie leży bowiem w gruzach. Dotychczas obawiał się, że straci stanowisko, jeśli swoją władzę skonsolidują Żydzi tacy jak Trocki, Kamieniew czy Zinowiew. Jako przeciwwagę dla nich tolerował Stalina. (Jak stwierdził Beria, Stalin objął władzę, bo Żydzi z Kremla ostro walczyli o przywództwo po śmierci Lenina. Uznali, że Gruzin może być kandydatem kompromisowym, który porządzi kilka lat i potem zostanie odsunięty, jak sprawa się wyklaruje.) Dwa dni później Dzierżyński przemawia na partyjnym plenum. Jego mowa jest wołaniem o pomoc. Często sięga po stojącą na mównicy szklankę z wodą, która co jakiś czas jest uzupełniana płynem. Nagle umiera na zawał serca lub wylew (mataczono w diagnozie, więc nie wiadomo do końca, co go zabiło).



W 1929 r. Rabinowicz, zastępca kierownika departamentu politycznego GPU, odkrywa teczkę Stalina podczas porządkowania prywatnych dokumentów Dzierżyńskiego. Zszokowany przekazuje teczkę swojemu przyjacielowi  Jakowowi Blumkinowi, który został niedawno mianowany nowym rezydentem w Turcji. Blumkin dostał zadanie zabicia Trockiego, mieszkającego na wyspie Prinkipio na Morzu Marmara. Teraz jednak postanawia zdezerterować i dostarczyć Trockiemu teczkę Stalina. Dzieli się swoim planem z Karolem Radkiem, którego błędnie uważa za trockistę. Zostaje więc aresztowany przy próbie ucieczki z Moskwy. Teczka Stalina trafia w ręce polskiego szefa GPU, byłego mieńszewika Wiaczesława Mieńżyńskiego. On jednak uważa, że z jej wyciągnięciem na jaw należy poczekać na lepszym moment. Wkrótce potem Riutin, działacz partyjny z Moskwy rozpowszechnia broszurkę sugerującą, że Stalin pracował dla Ochrany. Mienżyński nie chce go aresztować, co wzbudza podejrzenia Stalina. Przeciwko prześladowaniu Riutina opowiadają się też Kirow, Ordżonikidze i Kujbyszew. Stalin to sobie zapamięta i każdego z nich zgładzi.



 Paranoja Wodza się pogłębia. Osobiście reżyseruje procesy pokazowe i wplata w nie elementy swojej resortowej biografii. Zaczyna się znęcać nad swoją żoną Nadieżdą Alliłujewą, która w 1932 r. popełnia samobójstwo i w ostatnim liście pisze do męża "Doskonale wiem, jaki z ciebie rewolucjonista!". Podczas wystawienia ciała na katafalku, wściekły Stalin bije pięściami w jej trumnę. Domyśla się, że wszyscy jego wrogowie wiedzą, że był TW Ochrany. Jednocześnie prowadzi operację dezinformacyjną. Porwanie carskich generałów Kutiepowa i Millera z Paryża ma służyć procesowi pokazowemu, w trakcie którego mieliby oni przyznać się do sfałszowania teczki Stalina. Aleksander Swanidze, brat Kato Swanidze, pierwszej żony Wodza, drukuje dokumenty z fałszywej teczki, będące oczywistymi fałszerstwami, które mają skompromitować tych, którzy szukają prawdziwej teczki. Ławrentij Beria kupuje sobie łaskę Stalina dostarczając mu dokumenty Ochrany z rozproszonych archiwów w Batumi i Baku. Redaguje również książkę o podziemnych rewolucyjnych drukarniach na Kaukazie, czyniącą ze Stalina głównego rewolucjonistę na tym terenie.




Mieńżyński umiera w maju 1934 r. Od kilku lat jest systematycznie podtruwany. Jego gabinet jest spryskiwany preparatem zawierającym m.in. rtęć. Później pomieszczenie te jest zamknięte i zapieczętowane na dwa lata. Następcą Mieńżynskiego staje się Jagoda, który jednak nie radzi sobie z fabrykowaniem dowodów na procesach pokazowych. Spieprzona zostaje m.in. sprawa Kirowa, gdyż zabójca tego działacza wskazał w obecności Stalina na enkawudzistę Zaporożca jako zleceniodawcę zamachu. Jagodę zastępuje "krwawy karzeł" Jeżow - pierwszy etniczny Rosjanin na stanowisku szefa sowieckiej bezpieki.





W 1936 r. zostaje otwarty gabinet Mieńżyńskiego. Izaak Stein, zastępca szefa departamentu politycznego NKWD, porządkując papiery byłego zwierzchnika, znajduje w nich teczkę Stalina. Jedzie z nią do Kijowa do swoich przyjaciół z bezpieki Kacnelsona i Balickiego. Kacnelson później ujawni swojemu krewnemu i zarazem bliskiemu współpracownikowi Berii Aleksandrowi Orłowowi (rezydentowi w Hiszpanii, który zbiegł później na Zachód i napisał demaskatorską książkę o Stalinie), że teczka została przekazana Stanisławowi Kosiorowi, polskiemu sekretarzowi partii na Ukrainie oraz generałom (piszę w uproszczeniu, gdyż Sowieci stosowali wówczas takie nazwy stopni dowódczych jak komkor czy komarm) Gamarnikowi i Jakirowi, którzy z kolei zapoznali z nią Tuchaczewskiego. Grupa wojskowych zaczęła przygotowywać zamach stanu, który miał usunąć Stalina. Mieli świadomość, że na Kremlu jest montowana przeciwko nim sprawa (w czym pomagały NKWD niemieckie tajne służby i stary idiota, prezydent Czechosłowacji Benesz), więc musieli działać szybko. Stalin miał zostać zwabiony na wielkie manewry urządzone na Białorusi przez generała Uborewicza i tam aresztowany a następnie przekazany pod sąd partyjny jako agent Ochrany i zdrajca idei leninowskiej. Generał Feldman nalegał, by Stalina zabić bez sądu, zanim jego ludzie będą mieli czas na reakcję.



19 maja 1937 r. NKWD podczas przeszukania mieszkania jednego z sowieckich oficerów w Mińsku znalazło fotokopię raportu płk Ochrany Eremina do płka Bieleckiego zawierającą opis przebiegu kariery Iosifa Dżugaszwilego w Ochranie. Dokument ten przekazano Karlowi Paukerowi, szefowi wydziału operacyjnego NKWD i zarazem przyjacielowi Stalina. Pauker był wcześniej fryzjerem we Lwowie i boyem w operze w Budapeszcie. Zabawiał Stalina na przyjęciach odgrywając śmierć Zinowiewa. Spekulowano również, czy nie jest gejowskim kochankiem Wodza. Nie znał on dobrze rosyjskiego i nie do końca zrozumiał treść raportu płka Eremina. W dobrej wierze wręczył go więc Stalinowi. Ten przestraszony uznał to za próbę szantażu i kazał natychmiast rozstrzelać Paukera oraz jego współpracowników. Kreml został nagle otoczony wojskami NKWD.  Wydano rozkazy aresztowania dużej grupy oficerów Armii Czerwonej. Aleksander Swanidze trafił do więzienia i w 1941 r. został rozstrzelany nie bardzo wiedząc co zawinił. 22 maja 1937 r. Michaił Frinowski, szef sowieckiego wywiadu wojskowego na Europę, mówił agentowi NKWD Walterowi Krywickiemu o wykryciu ogromnej konspiracji w armii. 26 maja został aresztowany marszałek Tuchaczewski, 29 maja Uborewicz. 30 maja zostaje zastrzelony w łazience swojego mieszkania przez dwóch funkcjonariuszy NKWD Gamarnik. Zaczyna się krwawy obłęd roku 1937. W tym Operacja Polska mająca na celu wyniszczyć prawdziwą lub domniemaną prometejską konspirację w ZSRR.
Czystki obejmują również funkcjonariuszy NKWD, którzy zetknęli się ze sprawą teczki Stalina bądź jej fałszowania. W 1937 r. zostaje zabity Ignacy Reiss, rezydent NKWD w Szwajcarii, podejrzany o przekazanie informacji o teczce Lwu Siedowowi, synowi Trockiemu. Siedow umiera w 1938 r. w Paryżu podczas operacji chirurgicznej. Tego samego dnia w Moskwie zostaje otruty Abram Słutski, dyrektor departamentu zagranicznego NKWD. W czerwcu 1938 r. Gienrich Liuszkow, szef NKWD na Dalekim Wschodzie, przestraszony czystkami uderzającymi w "gniazdo Balickiego" i "gang Gamarnika-Bulina", ucieka do Mandżukuo. Miał on wcześniej za zadanie przekazać emigracyjnej rosyjskiej prasie w Szanghaju sfałszowany list pułkownika Eremina. Stalinowi ta sprawa wbija się w pamięć tak mocno, że później mówi gen. Sikorskiemu, że polscy oficerowie ze Starobielska zbiegli do Mandżurii.



Stalin od czasu do czasu nie może się powstrzymać i daje sygnały dotyczące swojej przeszłości. I tak w filmie "Lenin w Październiku" głównym bohaterem jest robotnik Wasilij - noszący takie same imię jak jeden z pseudonimów Stalina w Ochranie i dokonujący podobnych czynów jak Stalin w 1917 r. W relacjach z NKWD Stalin używał pseudonimu "Iwan Wasiliewicz". Swojego drugiego syna nazwał Wasilij. W artykułach takich jak "Prowokator Anna Seriebriańska" rozwodził się natomiast nad "dwoistą naturą prowokatora". Podczas bitwy pod Stalingradem kazał Chruszczowowi szpiegować marszałka Rodiona Malinowskiego podejrzewając, że może być krewnym Romana Malinowskiego.



W 1940 r. przyszła pora na likwidację Trockiego. Stary dureń Trocki przez wiele lat zbywał wszelkie sygnały mówiące, że Stalin był prowokatorem Ochrany. W 1939 r. zaczął jednak pisać książkę, w której chciał podać szczegóły tej sprawy i wyświetlić okoliczności paktu niemiecko-sowieckiego. Stalin nakazał zabić Trockiego "siekierą owiniętą w mokrą kurtkę". Beria protestował wskazując, że Trocki jest politycznym zerem i nie ma sensu go zabijać. Enkawudziści przygotowujący zamach zbaraniali: "Kto nosi kurtkę w lipcu w Meksyku, w upale wynoszącym ponad 30 stopni?". Poszli jednak na kompromis, Ramon Mercader owinął czekan w płaszcz - który i tak wzbudzał duże podejrzenia. W 1948 r. Stalin każe zabić żydowskiego aktora Salomona Michoelsa również za pomocą siekiery owiniętej mokrą kurtką, a później przejechać po jego zwłokach ciężarówką - był to mix zabójstwa Wissariona Dżugaszwilego i likwidacji Kamo.

***

Historia teczki Stalina nieco przypomina historię teczki Lecha Wałęsy. Wałęsa stwierdził zaś ostatnio, że "Bolek to była maszyna". Philip K. Dick, twierdził swego czasu, że Lem nie był wcale autorem sci-fi, nie był nawet realnie istniejącym człowiekiem, tylko projektem komunistycznych tajnych służb o kryptonimie "LEM". Może więc "Bolek" jest maszyną? Mechem Wałęsą? Można by z tego zrobić scenariusz godny "Ghost in the Shell" czy "Łowcy androidów"...

***

W następnym odcinku serii "Prometeusz", będzie o pakcie niemiecko-sowieckim i jego sabotowaniu, o Katyniu oraz o pakcie Beria-Anders. Analizując działania głównego bohatera tego cyklu miejcie cały czas w pamięci odcinek drugi - i to, że żywoty szefów sowieckiej bezpieki zazwyczaj były krótkie.