Irańscy decydenci wykazali się nieznajomością amerykańskiego systemu politycznego i za bardzo zaufali waszyngtońskiej wersji "silniczków" wierzących w to, że listopadowe wybory "połówkowe" do Kongresu będą wiekopomnym wydarzeniem, od którego zacznie się liczyć nowa era w dziejach Wszechświata, a nawet Multiwersum. Zwrócili im ostatnio na to uwagę Bessent, Rubio i sam Donald Trump. Sekretarz skarbu i sekretarz stanu stwierdzili, że Irańczycy źle zinterpretowali system polityczny USA. Trump przypomniał natomiast, że nigdzie nie kandyduje w tych wyborach. On już został wybrany. W listopadzie obsadzona zostanie część miejsc w Izbie Reprezentantów, Senacie i we władzach stanowych. Owszem, demokraci mają bardzo duże szanse na zdobycie większości w Izbie Reprezentantów i spore na przejęcie Senatu. (Choć trzeba brać poprawkę na to, że sondaże są mocno zrypane - te w stanach tradycyjnie republikańskich mówią o zwycięstwach demokratów, a w stanach tradycyjnie demokratycznych o zwycięstwach republikanów.) Zmiana władzy w Kongresie nie oznacza jednak, że zmieni się rząd. Władza wykonawcza w USA należy w pełni do administracji prezydenckiej. Izba Reprezentantów ma przede wszystkim władzę budżetową - może utrudniać życie administracji, ale trudno sobie wyobrazić, by na przykład znacząco cięła wydatki wojskowe. Senat zatwierdza nominacje i traktaty międzynarodowe. Prezydent może natomiast zaczynać i prowadzić wojny bez zgody Kongresu, zlecać tajne operacje i sprawować władzę za pomocą rozporządzeń. W kwestiach międzynarodowych ma ogromną swobodę. Amerykańskie silniczki oraz eurocucki jarają się tym, że po zwycięstwie demokratów zostanie wszczęta procedura impeachmentu wobec prezydenta. Nie wiedzą, że impeachment to coś równie skutecznego jak Trybunał Stanu w III RP. W pierwszej kadencji poddano Trumpa tej procedurze dwukrotnie. I co? I g... Odwołanie prezydenta wymaga większości kwalifikowanej w Senacie. Nawet jeśli uda się odwołać Trumpa, to wówczas prezydentem zostanie J.D. Vance. Jeśli później odwołają Vance'a, to prezydentem zostanie koleś, którego on wcześniej wybierze na swojego wiceprezydenta.
Irański reżim myślał, że podsycając kryzys naftowy doprowadzi do przegrania przez republikanów wyborów "połówkowych". Nie zastanowił się jednak, co te wybory rzeczywiście mogą zmienić. A mogli po prostu zawrzeć w kwietniu lub maju jakieś lipne porozumienie z USA, zyskać poluzowanie sankcji i po prostu poczekać do wyborów prezydenckich w 2028 r. A tak stracił swój największy atut - kontrolę nad Cieśniną Ormuz. Eksport ropy z rejonu Zatoki Perskiej sięgnął we wrześniu 16,5 mln baryłek dziennie. Czyli wrócił niemal do poziomu sprzed wojny. Niemal, bo Iran jest jedynym krajem regionu, który ropy nie eksportuje - z powodu amerykańskiej blokady morskiej. 20 jego tankowców dryfuje sobie po azjatyckich wodach. Oczywiście, tranzyt naftowy przez Cieśninę Ormuz nie powrócił jeszcze do normalności. To niebezpieczna robota. Choć Amerykanie zapewniają ochronę dla konwojów naftowych, to 1 na 20 statków może zostać zaatakowanych i trafionych. Przez Cieśninę Ormuz przepływają jednak już nawet gazowce z ładunkami LNG. Siły Kosmiczne USA ponoć zapewniły lasery, które zestrzeliwują irańskie drony. Zastosowano też systemy wykrywania ciepła, które lokalizują miejsca wystrzeliwania rakiet.
Gospodarka Iranu cierpi z powodu sankcji. Sprawiły one m.in., że w ciągu tygodnia ruch na międzynarodowym lotnisku w Teheranie spadł o 42 proc. Do sankcji przyłączają się nawet Turcja i Pakistan. (Ten drugi wysłał do Arabii Saudyjskiej 30 tys. - 40 tys. żołnierzy.) Nawet radykalni przedstawiciele reżimu przyznają, że dotychczasowa "strategia oporu" zawiodła i są pesymistyczni, co do przyszłości republiki islamskiej.
Trump ponoć powiedział doradcom, że spodziewa się wznowienia bombardowań Iranu w listopadzie, po wyborach "połówkowych". Ku Bliskiemu Wschodowi płynie lotniskowiec USS Theodore Roosevelt i dodatkowa grupa ekspedycyjna marines licząca 9 tys. - 10 tys. żołnierzy. Dopłyną tam w połowie listopada. Wówczas, na Morzu Arabskim mogą jednocześnie się znajdować trzy amerykańskie lotniskowce. By uspokoić Saudyjczyków, Amerykanie wysłali im dwie baterie rakiet Patriot. To zapewne nie wystarczy, ale wygląda na to, że kroi się jakaś skoordynowana akcja wojskowa z udziałem państw regionu. Na początku września, w amerykańskiej bazie w Niemczech, dowódca CENTCOMu konferował z dowódcami sił zbrojnych: Izraela, Arabii Saudyjskiej, ZEA, Bahrajnu, Kataru, Kuwejtu, Jordanii oraz Egiptu. Ponoć planowana jest m.in. duża ofensywa przeciwko Hutim. W międzyczasie Netanjahu wraz z szefem Mossadu odwiedził przywódcę ZEA w Dubaju.
Później grupa jakiś czarno-brązowych jełopów próbowała dokonać zamachu na bazę bombowców strategicznych Fairford w Wielkiej Brytanii. Jakiś lokalny, wiejski rasista zauważył ich jednak jak kręcili się po krzakach i zadzwonił na policję. Terrorystycznych brownoidów-jełopów wolny brytyjski sąd wypuścił następnie za kaucją.
Później omański pilot próbował porwać i rozbić samolot linii FlyDubai lecący z Dubaju do Tel Avivu. Dzięki bohaterstwu innego pilota oraz kilku pasażerów, udało się uniknąć tragedii. Ponoć Mosad zaniedbał wcześniejsze sprawdzenie omańskiego pilota... Omańskie linie lotnicze wcześniej odmówiły zatrudnienia tego pilota, ze względu na jego jawnie ekstremistyczne poglądy.
Tymczasem trwa nacisk na komunistyczną Kubę. Wyciekły dokumenty pokazujące, że SOUTHCOM szuka rezerwistów do służby policyjnej, medycznej i innych ról pomocniczych na tej wyspie w nadchodzących czterech miesiącach. Zobaczymy też wkrótce, jak potoczą się wybory w Brazylii. Bez pieniędzy z USAID i z kartelami narkotykowymi pod presją, lewicowym kandydatom w Ameryce Łacińskiej coś kiepsko szło w ostatnich kilkunastu miesiącach... Niektórzy nawet żartują, że bez pieniędzy z USAID ustały huragany w Zatoce Ameryki/Meksykańskiej.
Z sukcesem dla USA zakończyła się też niedawno sprawa Grenlandii - zawarciem bezterminowego porozumienia USA, Danii oraz lokalnego rządu grenlandzkiego, które zadowala wszystkie strony, a wyłącza Chiny oraz Rosję z inwestycji na tym terytorium. A różne Micki i Kamizele chcieli tam wysyłać polskich żołnierzy do obrony przed wrażą, rasistowską Ameryką... Odnosi się do nich powiedzenie Karola Zbyszewskiego: "I jak pan teraz wygląda? Jak ch... wielbłąda!".
Po drodze mieliśmy wizytę Xi Jinpinga w Waszyngtonie, podczas której przedłużono rozejm supermocarstw. Ponoć Xi - obserwując wojny na Ukrainie i na Bliskim Wschodzie - uznał, że Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza nie jest gotowa do przeprowadzenia inwazji na Tajwan. Chce więc poczekać na wynik tajwańskich wyborów w 2028 r. Przy okazji wyszło na jaw, że Xi miał jakieś problemy ze zdrowiem - na co wskazywały żądania Chińczyków dotyczące organizacji szczytu. Miał mu zostać udostępniony specjalny pokój do odpoczynku między spotkaniami.
Ukry ostatnio pokazały - w ramach operacji "Vivaldi", że manewr czołgowy wciąż jest możliwy do przeprowadzenia. W ramach tej operacji zrzucili też za linią frontu uzbrojone roboty, które zabiły mnóstwo Ruskich. Rosyjskie sołdaty uciekając porzuciły w błocie relikwie księcia Dymitra Dońskiego, czyli kolesia, który wsławił się biorąc udział w mongolskiej wojnie domowej i dostał od chana podziękowania za pokonanie buntownika w bitwie na Kulikowym Polu. Ruskie miały nieszczęście walczyć przeciwko Azowowi, który wziął sporo jeńców. Sołdaty w atakowanych odcinkach były już i tak zdemoralizowane z powodu fatalnych warunków okopowych i niewielkich dostaw żywności. Rosyjskie siły rakietowo-dronowe natomiast chyba trochę lepiej się przygotowały na jesienno-zimową kampanię bombardowań Ukrainy. Każda godzina alarmu lotniczego kosztuje gospodarkę ukraińską 45 mln USD. Tymczasem, rosyjski Tu-95, który wystrzelił rakietę, która niedawno spadła na Lubelszczyźnie (a miała dolecieć do zakładów Mesko w Kraśniku) rozbił się na rosyjskim Dalekim Wschodzie...
To chyba jednak cud, że państwo ukraińskie nadal istnieje, bo ekipa Zełenskiego wraz z walczącymi ze sobą frakcjami w służbach specjalnych mocno ciągnie je w dół - o czym barwnie pisze Maciek w Zapiskach Czynionych po Drodze. Ostatnio ukrakowa "dyplomacja" wkurwiła Koreańczyków. Ukry ujawniły bowiem tajną operacją prowadzoną wspólnie z seulskimi służbami polegającą na przekazywaniu Koreańczykom z Południa północnokoreańskich jeńców. Lewicowy południowokoreański prezydent Lee Myung-bak opowiada się akurat za próbami normalizacji relacji z Pyongyangiem, więc te ukrackie rewelacje zaszkodziły jego polityce. Zażądał od "little fuckera" Zełenskiego oficjalnych przeprosin. Ukraki przeprosiły w swoim stylu, czyli uruchamiając armię internetowych idiotów, zarzucającym Koreańczykom m.in.... masakrę nankińską. Zaczęli też nazywać Koreę Południową "Polską Azji", co Koreańczykom bardzo się spodobało i sprowokowało wysyp memów poświęconych przyjaźni polsko-koreańskiej. Co mnie oczywiście cieszy jako orędownika rozwijania relacji Polski z Dalekim Wschodem. Teraz Koreańczycy się śmieją, że Ukraki nie dostaną ich nowoczesnych systemów antydronowych...
United we stand, strong we remain, together we thrive. 🇵🇱🤝🇰🇷 pic.twitter.com/FTW6NnUkM1
— Rafał z Krakowa (@RafalzKrakowa) September 30, 2026
Europa żyje groźbą w postaci działań rosyjskich sabotażystów. Problem jednak w tym, że Europa - m.in. w wyniku polityki Angeli "Stasi" Merkel - nawpuszczała do siebie i wyhodowała w kolejnych pokoleniach miliony sabotażystów, którzy niszczą jej cywilizację od środka. Dowody na to mamy choćby we Francji, gdzie "młodzi ludzie protestują, domagając się lepszej edukacji". Protesty te polegają na paleniu szkół i samochodów strażackich, a także na ogólnym polowaniu na białych ludzi. Wszystko to oczywiście pod algierskimi i palestyńskimi flagami. (Można przyjąć, że palestyńska flaga jest na Zachodzie symbolem zjebanych, agresywnych lewackich i brązowych ekstremistów.) Do zamieszek przyłączył się nawet czarnoskóry, skrajnie lewicowy burmistrz jednej z podparyskich miejscowości. Gdybym był Francuzem, głosowałbym na tego, kto obieca ich deportacje do Strefy Gazy - w zamkniętych kontenerach, rozgrzanych od śródziemnomorskiego Słońca, z kilkoma przestrzelinami, by się tam wszyscy nie podusili. A jak już dotrą na miejsce, niech się nimi zajmą Izraelczycy... Baj de łej: gdyby ta dzicz robiła coś podobnego w większości krajów muzułmańskich, to tamtejsza policja, by po prostu do nich strzelała ostrą amunicją, a tych, którzy by przeżyli masakrę wpakowano by do naprawdę ciężkich więzień, gdzie czekałyby ich tortury, głód i żywot cwela. Dlatego w Dubaju mogą mieć ładne rzeczy, a w Paryżu nie.
Drobna dygresja: Po obaleniu reżimu Assada ustał napływ uchodźców z Syrii. Kryzysu imigracyjnego z 2014 r. dałoby się więc uniknąć, gdyby zachodnie mocarstwa zbombardowały w 2012 r. assadowskie wojska. Niestety przeciwko tym bombardowaniom działało wówczas potężne lobby. Upadku Assada nie chciał przede wszystkim Izrael - który dogadywał się w tej sprawie z Rosją - oraz administracja Obamy. Polecam zapoznać się z wypowiedziami izraelskich, amerykańskich i brytyjskich oficjeli na ten temat, zebranych przez konto x-owe Xumas. Przy okazji ów OSINT-owiec zebrał sporo wypowiedzi irańskich reżimowych decydentów wyraźnie przyznających, że Iran pomógł USA w obaleniu rządów Talibów w Afganistanie oraz w zniszczeniu saddamowskiego Iraku. Po raz kolejny okazuje się więc, że proassadowskie, niebinarne płciowo aktywiszcza z Fucklangi, to szebes goje...
W Stanach Zjednoczonych też są niestety oznaki zjebania społecznego. Przykładem na to sprawa egzekucji Christy Pike. 31 lat temu porwała ona, torturowała (wraz z jakimiś Murzynami) koleżankę z klasy. Wycięła jej na ciele satanistyczny symbol, rozstrzaskała czaszkę i wzięła sobie kawałek tej czaszki na pamiątkę. Była sadystyczną morderczynią bez szans na resocjalizację, co udowodniła próbując zabić w więzieniu inną więźniarkę. Pike poprosiła, by jej egzekucję przeprowadziła w całości kobieca ekipa od śmiertelnych zastrzyków. Ta ekipa DEI ową egzekucję spieprzyła. Głupia satanistyczna sucz trafiła więc pod respirator w stanie krytycznym. Nie rozumiem, czemu udzielono jej pomocy medycznej, zamiast wstrzyknąć jej jeszcze mocniejszą dawkę trucizny lub pęcherzyk powietrza. Głupie libki się jednak nad nią litują.
Równolegle wybuchła w USA gównoburza wokół rzekomego gwałtu w domu jednego z bractw na Uniwersytecie Cornella. Dziewczyna miała tam zostać odurzona i zgwałcona przez siedmiu kolesi - których tożsamość ujawniono. Problem jednak w tym, że po rzekomym gwałcie zeznała ona policji, że seks był w pełni dobrowolny i całkowicie dobrowolnie również ćpała. Dwa lata później zmieniła zdanie i uznała, że to był jednak gwałt, bo zrobiło się jej przykro, że nie została zaproszona na przyjęcie haloweenowe, bo koleżanki uznają ją za dziwkę. Teraz jest ona tłumaczona, że wzięła udział w gangangu, bo podobał jej się jeden z jego uczestników, a wyraziła zgodę na kolejną rundkę seksu zbiorowego, bo "po gwałcie zapadła na hiperseksualność". Jeden z internetowych rasistów zauważył, że jedyną różnicą między tą dziewczyną z Cornella a Bonnie Blue, jest to, że ta pierwsza nie zmonetyzowała swojego gangbangu.
Przy okazji wyszło na to, że Candance Owens miała cztery konta na lesbijskich portalach randkowych i zdradzała swojego męża z kobietami. Ktoś zażartował, że twierdząc, że żona Macrona ma penisa, ona po prostu liczyła, że wyłudzi jej nagie zdjęcia... Mówiąc jednak poważnie: to i jej powiązania biznesowe to kolejne poszlaki wskazujące, że to prowokatorka służb, która w pewnym momencie została przez nie kupiona.
Ciekawą obserwację miała natomiast Klaudia Krynicka:
"Brauniary - w większości to skrajne feministki, do tego najbardziej zawistne, maniakalne, agresywne, histeryczne, teatralnie pruderyjne, przerażająco wścibskie, nienawidzące mężczyzn kreatury. Często będąc blisko lub po 30-stce są nadal bezdzietnie, pogubione i sfrustrowane. Nie znoszą moich treści, bo nie znoszą czytać prawdy o sobie. Według nich o kobietach należy mówić albo dobrze, albo wcale. Najwięcej wyzwisk i bluzgów dostaję od nich, nie od lewaczek. To kobiety, które w imię własnego egoizmu robią z męża pantofla, a kiedy przyjdzie rozwód i podział majątku, bez większych skrupułów rozjeżdżają go w sądzie - wszystko oczywiście pod płaszczykiem miłości do „tradycyjnej rodziny, wartości, ojczyzny i Boga”. Brauniary liczą na to, że wystarczy nie popierać aborcji i pojawiać się w niedzielę w kościele, żeby automatycznie uznawać je za ultrakonserwatywne i z definicji antyfeministyczne. Nic bardziej mylnego, nie dajcie się nabrać. Dlatego też nie jestem w stanie przełknąć projektu Korwin - Braun. Skala utajonych feministek popierających Brauna jest po prostu zbyt odpychająca. "
***
A za tydzień może odcinek serii Sny. Obrazek poniżej odnosi się do jego fabuły.
Pamiętajcie też o blogu z recenzjami i książce Waszego Ulubionego Autora.





Skoro arabska ropa płynie bez przeszkód to dlaczego Amerykanie nadal drenują własną rezerwę strategiczną i "uprzejmie proszą" Europejczyków o wysłanie na rynek własnej rezerwy diesla (sugerując zakaz eksportu diesla do Europy ze Stanów)?
OdpowiedzUsuńSpiskolog
Zełenski prowadzi politykę zagraniczną jakby grał w gierkę z cyklu Europa Universalis, tylko jedyne co naciska w okienku dyplomacji to "Send Insult" :D
OdpowiedzUsuńTaktycznie chyba zapomniałeś Fox wspomnieć o Izraelu i postępach Huti, dodając wojnę Erytea - Etiopia robi się ciekawe zamieszanie, może cieśnina Ormuz się jakoś udrożni ale Wrota Łez będą zagrożone.
OdpowiedzUsuńI co gorsza, dostawy ropy może są jakoś wznowione to z gazem będą opóźnienia.
I ciągle jest aktualne pytanie ile jeszcze rakiet i dronów ma Iran... i jeśli nie w tankowce to może zacząć strzelać w infrastrukturę.
TT