sobota, 9 maja 2026

Czy przewrót majowy "zgubił Polskę"?

 


Za kilka dni minie setna rocznica przewrotu majowego - krótkiej wojny domowej na ulicach Warszawy, która zakończyła okres chaotycznej sejmokracji w II RP. Przy okazji pewnie usłyszymy wiele rytualnego jojczenia o tym, że "zły socjalista" Piłsudski "zniszczył w Polsce demokrację". Jojczyć będą wraz z libkami oraz komuchami oczywiście endecy - czyli prawicowcy słabo znający historię. Gdyby lepiej przykładali się do zgłębiania dziejów naszego narodu, wiedzieliby że demokracja załatwiła się u nas sama. Nawet gdyby nie było Piłsudskiego i tak by padła. Jej upadek był bowiem zaprogramowany w potworku legislacyjnym jakim była Konstytucja Marcowa - najbardziej kretyńskim akcie konstytucyjnym w naszych dziejach (stworzonym oczywiście przy współudziale endeków). Owa "konstytuta-prostytuta" dawała absolutną władzę Sejmowi, czyli organowi władzy w którym siły były tak podzielone, że nie dało się tej władzy efektywnie i stabilnie sprawować. 

Profesor Żaryn wraz z innymi endekami narzeka na to, że w ówczesnym Sejmie zbyt dużo miejsca zajmował blok mniejszości narodowych, a jednocześnie broni endeckiej konstytuty, która do takiej chorej sytuacji doprowadziła. No cóż, sami endecy później próbowali wyjść z tego klinczu, najpierw mordując pierwszego prezydenta wybranego na mocy ich konstytucji, a później snując w 1926 r. swoje własne plany zamachu stanu. Byli jednak zbyt wielkimi fujarami, by je wprowadzić w życie.

 Krytycznie na przedmajowe stosunki polityczne patrzył również inny ich kreator - premier Wincenty Witos. Sam dążył do "demokratury", w której działacze jego stronnictwa obsiedliby wszelkie możliwe stanowiska. (Pamiętajmy, że posłowie z jego partii kradli nawet sztućce w restauracji sejmowej.) Antykonstytucyjne i antydemokratyczne postulaty w dziedzinie gospodarczej (wymierzone w kapitalizm) miała również PPS, która - wraz z KPP - gorąco poparła zamach stanu Piłsudskiego. Rozczarowała się jednak do pomajowych rządów, bo nie wdrażały one jej antykapitalistycznych pomysłów. PPS była wśród partii, które przed majem głosowały za cięciami funduszów dla wojska - za odiberaniem ich na cele socjalne. Poszczególne gabinety z lat 1921-1926 ogólnie traktowały wojsko jak coś niepotrzebnego. Oficerowie byli więc opłacani podle - za co się panom (p)osłom odwdzięczyli po maju 1926 r., a zwłaszcza w Brześciu w 1930 r. Na to nakładała się chaotyczna, zagubiona we mgle polityka zagraniczna, której przejawami było kompletne zignorowanie niebezpieczeństw związanych z Rapallo i Locarno. 

Do przewrotu majowego musiało więc dojść i dobrze, że doszło. Oczywiście, można się kłócić o to, czy szanse na naprawę państwa, które dał ten przewrót zostały wykorzystane właściwie.

"Oczywiście, że nie! To sanacja doprowadziła do klęski wrześniowej!" - odpowiedzą endecy oraz inni liberalni, mieszczańscy miłośnicy dupokracji. Do klęski wrześniowej doprowadziła przede wszystkim: wielka różnica potencjałów wojskowych między Polską a Trzecią Rzeszą i ZSRR. Różnicy tej nie dało się nadrobić w 13 lat, nawet przy najgenialniejszej polityce gospodarczej i boomie demograficznym. Nawet gdyby kadra dowódcza WP byłaby w 1939 r. zupełnie inna, nawet gdybyśmy nie popełnili żadnych błędów wojskowych i przeprowadzili wymarzoną przez płka Porwita wielką, walną bitwę z Niemcami na zachód od Wisły, to i tak Polska zostałaby zmiażdżona sowieckim ciosem w plecy. "To polityka Becka doprowadziła do tej klęski!" - odezwą się dupokraci. A co chcielibyście w miejsce polityki Becka? Alternatywą było albo porozumienie się z Niemcami, albo z Sowietami. Nie będę snuł tutaj scenariuszy strategicznych dla obu wariantów, bo po prostu oba były niemożliwe w 1939 r. Każdy rząd, który postawiłby w 1939 r. na wejście do obozu niemieckiego, skończyłby jak władze Jugosławii, obalone w zamachu stanu z 1941 r. Sojusz z Niemcami nie miał wówczas poparcia, a ówczesna opizdycja z gen. Sikorskim na czele zarzucała Beckowi, że jest "niemieckim agentem". Każdy rząd, który poszedłby na wejście w orbitę sowiecką, skończyłby jak rządy państw bałtyckich w 1940 r. - czyli w więzieniu na Syberii. 

Oczywiście można się było do wojny totalnej lepiej przygotować. Obecnie jest moda na pisanie o sanacyjnej Polsce jako "krainie socjalistycznych absurdów". Autorzy tego typu publicystyki zwykle pomijają to, że znaczną większość owych absurdów gospodarczych wdrożyły rządy przedmajowe - w tym te z udziałem "wolnorynkowej" endecji. Prawdziwym błędem sanacji nie było sięgnięcie po interwencjonizm państwowy, tylko sięgnięcie po niego za późno - dopiero w 1935 r. Niestety do kształtowania polityki gospodarczej dopuszczono ludzi takich jak płk Matuszewski, którzy realizowali politykę deflacyjną, opartą na klasycznych - czyli mocno przestarzałych - teoriach ekonomicznych. Matuszewski niestety wygrał rywalizację z wiceministrem skarbu Stefanem Starzyńskim i jego "Pierwszą Brygadą Gospodarczą". Gdyby wówczas zwyciężył Starzyński, to Polska przeszłaby przez Wielki Kryzys dużo łagodniej. Może byśmy mieli swoje własne MMT i dużo szybszą modernizację sił zbrojnych.

Baj de łej: niedawno dokonano ciekawego odkrycia - wyliczono na nowo dane o PKB dla II RP i zakwestionowano przedstawiane przez Tomaszewskiego i Landaua "dane" mówiące, że poziom PKB Polski był w 1938 r. niższy niż w 1913 r. dla tych samych ziem. Okazało się, że był wyższy, a II RP rozwijała się dużo dynamiczniej niż PRL, niż ziemie polskie w XIX w. i niż reszta regionu. Co ciekawe, bardzo szybko rozwijały się Kresy. Pod koniec lat 30-tych wydajność tamtejszego rolnictwa stanowiła już 70 proc. wydajności rolnictwa wielkopolskiego.

Współcześni "rozwolnościowcy" przekonują jednak, że polityka gospodarcza wicepremiera Eugeniusza Kwiatkowskiego była "straszliwym socjalizmem" - mimo, że sama budowa COP przyniosła 1,5 mln nowych miejsc pracy i powiększyła PKB o 20 proc. Andrzej Krajewski w "Dzienniku" kilka lat temu pisał nawet, że budowa tych fabryk w ramach COP była szkodliwa, "bo skorzystali na nich później Niemcy" i że lepiej było wydać te pieniądze na zakupy sprzętu za granicą. Jakoś nie wyjaśnia od kogo ten sprzęt miałby być wówczas kupowany. Może chodziło mu o zakupy wojskowego złomu dokonywane przez 1926 r. przez generałów Zagórskiego i Żymierskiego?



Sanacja jest też powszechnie krytykowana za Brześć i Berezę. Ja też ją za to krytykuję. Po maju 1926 r. było zdecydowanie za mało Brześcia i Berezy. Bereza powinna być w każdym powiecie, a niektóre kategorie więźniów (komuniści i ounowcy) powinny być w niej traktowane dużo ostrzej. Państwo polskie okazało się zbyt łaskawe choćby dla Bandery - redukując mu karę do dożywocia w sanatoryjnych warunkach Świętego Krzyża, zamiast wykonać karę śmierci. Karą główną powinno być zagrożone już samo członkostwo we wrogich Polsce totalitarnych organizacjach takich jak KPP, OUN czy Partia Młodoniemiecka. I do tego - brytyjskim (przejętym przez Izraelczyków) sposobem - burzenie domów rodzin terrorystów.  Solidarnie płakaliby i srali z oburzenia feminista Chuj-Żeleński, lesbijka Maria Dąbrowska, duporealista Ksawery Pruszyński i antynacjonalistyczny pięknoduch Józef Mackiewicz. Każdy z tych dupokratycznych nudziarzy też powinien zostać zamknięty w Berezie. Mam pretensję do sanacji, że tego nie zrobiła.

"Nie można tak robić! Zabijanie komunistów i ukraińskich nacjonalistów dałoby im status męczenników i sprawiłoby tylko, że pojawiliby się nowi radykałowie!" - będą jojczyć dupokraci. Może i tak. Lenin jednak mawiał, że kadry decydują o wszystkim. Rozwalając kadry wroga, niszcząc jego zdolne kadry, osłabia się go - nie wzmacnia. W czasie wojny zdrajcy z mniejszości narodowych odpłacili nam za nasz liberalizm - a mogliśmy ich prewencyjnie likwidować ich wcześniej. Do Berezy powinni też trafiać prawosławni i grekokatoliccy duchowni przekonujący swoje trzódki, że "rezanie Lachów" to nie grzech, "bo święta księżna Olga też mordowała". 


Błędem na pewno nie było też pozbycie się generała Zagórskiego. Jeden Zagórski to za mało! Biorąc pod uwagę ogromne szkody jakie zrobiła Polsce po wrześniu 1939 r. ekipa Sikorskiego-Mikołajczyka, można dojść do wniosku, że zamach na Sikorskiego został przeprowadzony o 10 lat za późno. Warszawa nie zostałyby też pewnie zniszczona w 1944 r., gdyby wcześniej sanacyjni "nieznani sprawcy" wrzucili Mikołajczyka z workiem na głowę do jakiejś glinianki. Likwidacja takich szkodników jak Kott, Stroński, Modelski czy Kazimierz Banach, wyszłaby też Polsce wyraźnie na dobre. 



Sanacja okazała się jednak zbyt miękka na wdrożenie tak ostrego kursu. Bo w sumie sam Piłsudski nie chciał zamachu stanu i własnej dyktatury. Przemarsz kilku batalionów z poligonu w Rembertowie (z ćwiczeń, do których kierowania zaproszono Piłsudskiego jeszcze na długo przed upadkiem rządu Skrzyńskiego i powstaniem rządu Witosa!) miał być tylko demonstracją - odpowiedzią na głupie i prowokacyjne słowa Witosa, by Piłsudski sam wziął sobie władzę. Zdobywanie Warszawy tak małymi siłami nie miało prawa się udać. Przewrót wojskowy nie był w planach Piłsudskiego. Gdy doszło do eskalacji, Marszałek wręcz załamał się psychicznie i unikał podejmowania decyzji. To, że jego wojska rozpoczęły ofensywę było skutkiem energicznych działań jego podwładnych takich jak generał Gustaw Orlicz-Dreszer. Decyzyjnym dowódcą okazał się wówczas również gen. Edward Śmigły-Rydz, który szybko przesłał wsparcie z Wilna. A także dowódcy niższej rangi, tacy jak Zygmunt Berling. Mocno to kontrastowało choćby z postawą gen. Kazimierza Sosnkowskiego, który targany dylematami moralnymi, strzelił sobie w serce (chybiając). Sosnkowskiego podobny paraliż decyzyjny dotknie latem 1944 roku...




Pamiętajmy, że owa mini-wojna domowa została rozpoczęta przez siły wierne rządowi. I to rozpoczęta w zupełnie kretyńskim stylu - od całkowicie niesprowokowanego ostrzału z samochodu pancernego wojsk stojących po praskiej stronie Wisły, po drugiej stronie mostu Kierbedzia. Do eskalacji doszło w wyniku rozkazów ówczesnego ministra obrony gen. Juliusza Tarnawy-Malczewskiego, który najpierw nakazał (omijając łańcuch dowodzenia)  przerwać manewry w Rembertowie, a później dążył do zbrojnej konfrontacji z "buntownikami". Malczewski był wówczas niezwykle pobudzony - tak jakby dzień i noc wciągał do nosa kokainę - co tłumaczył później przed sądem dolegliwościami psychicznymi. Do eskalacji dążył też aferalny generał Zagórski, wspólnie ze swoim kumplem z austriackich służb Rozwadowskim. Ostatecznie jednak przegrali - wyraźnie nie radząc sobie w walce miejskiej. (Zagórski "wsławił się" bombardowaniem Warszawy. Przystosował do tego zadania nawet cywilne samoloty LOTu.)  Zostali później zgniecieni przez sanacyjną lekką dyktaturę - choć ów reżim będzie później obsypywał awansami i zaszczytami innych generałów dowodzących siłami wiernymi rządowi: m.in. Andersa i Paszkiewicza.

Mimo, że do zamachu majowego doszło 100 lat temu, to wciąż on kształtuje naszą scenę polityczną. Neoendecja ustawia się w roli grupy rekonstrukcji historycznej anty-sanacji - wzorując się na najgorszych tradycjach masońsko-liberalnego Frontu Morges i prosowieckiego szura Jędrzeja "Kretyna" Giertycha, ciężko przeżywając takie "zbrodnie socjalistycznej sanacji" jak budowa COP czy jędrzejewiczowska reforma edukacji :)  PiS, choć jest obwiniana przez tych doktrynerów o bycie "grupą rekonstrukcyjną sanacji", czerpie w dużym stopniu z dziedzictwa parlamentarnej endecji - czyli totalnych fujar mających na koncie Traktat Ryski i Konstytutę Marcową - a częściowo z dziedzictwa tej łagodniejszej, niedecyzyjnej części piłsudczyków, wstydzących się Brześcia, Berezy i zajęcia Zaolzia. Na piedestał postawiło więc strawnego dla pomajowej opizdycji gen. Sosnkowskiego (a przy okazji doceniło Dmowskiego nazywając jego imieniem warszawski Dworzec Wschodni i dając profesorowi Żarynowi dużą kasę do przepalenia w jego instytucie). Kto jest grupą rekonstrukcyjną KPP i niemieckiej V-tej kolumny nie będę wskazywał - sami dobrze to wiecie.

***

Dziwne rzeczy działy się ostatnio w okolicach Zatoki Perskiej. Najpierw, na początku tygodnia, Amerykanie przepłynęli tam dwoma niszczycielami. Irańczycy ich atakowali, co skutkowało pójściem na dno sześciu ich szybkich łodzi. Niszczyciele później eskortowały bez incydentów dwa amerykańskie kontenerowce. Trump ogłosił Projekt Wolność, czyli otwarcie Cieśniny Ormuz. Nagle, po kilkunastu godzinach go zawiesił (!), oficjalnie "na prośbę Pakistanu". Pojawił się przeciek, że to Arabia Saudyjska, Kuwejt, Katar i Oman oficjalnie sprzeciwiły się zbrojnemu otwarciu Cieśniny Ormuz i zabroniły Amerykanom korzystania ze swoich lotnisk. Wyraźnie chciały uderzyć w ZEA, które prowadziły wówczas wymianę ciosów z Iranem. W ciągu jednego dnia, znów jednak pozwoliły korzystać Amerykanom ze swoich lotnisk. W nocy z czwartku na piątek do Cieśniny Ormuz wpłynęły trzy amerykańskie niszczyciele. Irańczycy je wściekle atakowali - z zerowym skutkiem. Amerykanie odpowiedzieli ciężkimi bombardowaniami wyspy Qeshm i portu w Bandar Abbas. Doszło też prawdopodobnie do uderzeń w Teheranie. Jednocześnie toczyła się gra dyplomatyczna. 

Jeden z brytyjskich admirałów stwierdził, że Amerykanie są w stanie szybko, zbrojnie odblokować Cieśninę Ormuz. Opowieści o minach są prawdopodobnie kłamstwem - Iran najwyżej położył kilkanaście min w całym akwenie. 

Ja twierdzę od tygodni, że Amerykanie są w stanie zbrojnie zapewnić wolność żeglugi w Cieśninie Ormuz i Zatoce Perskiej. Wystarczy kilka niszczycieli i trałowców oraz osłona powietrzna. Czemu więc tego nie robią? Sugerowałem, że chcą dać symboliczne zwycięstwo tej irańskiej frakcji, z którą negocjują. Czemu jednak również Arabia Saudyjska, Kuwejt, Katar i Oman przestraszyły się zbrojnego otwarcia Ormuzu? Bo nie chcą, by irański reżim został zastąpiony przez proizraelską monarchię. Wolą pewnie reżim mocno osłabiony, ale wciąż mogący absorbować uwagę Izraela.

W ten sposób należy czytać raport CIA mówiący, że Iran może przetrwać kilka miesięcy blokady. Podważają go zdjęcia satelitarne pokazujące duże plamy ropy w okolicach wyspy Chark. To nie są skutki amerykańskich ataków. To skutek tego, że Irańczycy zaczęli ładować ropę na stare, przeciekające tankowce. W ten sposób radzą sobie z przepełnieniem zbiorników naftowych. Wkrótce będą gromadzić  ropę w dołach wykopanych w ziemi lub po prostu wlewać ją do morza... Amerykanie zablokowali im bowiem  70 tankowców mogących transportować łącznie 166 mln baryłek surowca. 

Amerykanie, wraz z Izraelczykami oraz lotnictwem ZEA, mogliby bez większego problemu zniszczyć z powietrza cały przemysł naftowy Iranu, jego elektrownie oraz infrastrukturę transportową. Nie robią tego jednak, bo rzeczywiście stawiają na negocjacje i są gotowi dać jednej z irańskich frakcji "symboliczne" zwycięstwo. Część decydentów z Teheranu nie rozumie jednak tej łaskawości.

Zwróćcie też uwagę na zapowiedzi Trumpa dotyczące uzbrajania irańskiej opozycji.

Baj de łej: opowiastki o tym, że USA "krytycznie wyczerpały swoje arsenały antyrakiet" są śmieszne, bo właśnie dostarczają arabskim monarchiom za grube miliardy amunicji z tych "krytycznie wyczerpanych" arsenałów. Słychać to jojczenie od tygodni. I co już się wyczerpały? Oczywiście, że każdy wojskowy logistyk zawsze będzie twierdził, że ma za mało broni i amunicji. I że jego departament dostaje za mało pieniędzy z budżetu. I że budżet wojskowy jest za mały - te 1,5 bln USD, to naprawdę nic. Osintpolowcy będą liczyli ile lat zajmie odbudowanie arsenałów antyrakiet. Przy założeniu, że ich produkcja będzie stała. Tymczasem dotychczasowo produkcja wynikała z zamówień. Prywatne zakłady produkowały, ile zamówiono. Zamówi się więcej, będzie się produkować więcej. Będzie problem z mocami produkcyjnymi, to się zbuduje nową fabrykę. Energia jest w USA wciąż dużo tańsza niż w Europie. Co więcej, "odbudowa arsenałów" po wojnie z Iranem może być impulsem wzrostowym dla gospodarki.

Coś nagle też ucichło jojczenie o midtermsy. Demokraci są bowiem w panice po tym, jak Sąd Najwyższy wydał orzeczenie pozwalające likwidować okręgi wyborcze tworzone wcześniej w ramach rasowej akcji afirmatywnej - czyli te preferujące Czarnych. Republikańskie stany zmieniają więc mapy wyborcze, wycinając jedyne okręgi, w których mieli przewagę demokraci. Skala tego jest tak duża, że pojawiła się perspektywa remisu w Izbie Reprezentantów. Ciekawe jak się role odwróciły. To bowiem demokraci byli aż do czasów Lyndona Johnsona partią "białych ludzi" na Południu. Później ten elektorat przejął w sprytny sposób Richard Nixon.

***

Administracja Trumpa zaczęła też powoli odtajniać kolejną partię dokumentów dotyczącą UFO. W nich m.in. zeznanie niemieckiego oficera o tym, że nazistom udało się zbudować w czasie wojny "latający spodek", ale ówczesna technologia uniemożliwiała wyposażenie go w amunicję. Były też zdjęcia przedstawiające dziwne obiekty nad Księżycem podczas misji Apollo, transkrypcje rozmów astronautów z misji Apollo 11 dotyczące niezidentyfikowanych obiektów, film z UFO w kształcie "piłki futbolowej" czy też zapis filmowy pokazujący UFO w kształcie gwiazdy - czy raczej koła Ezechiela, Dharmachakry lub "biblijnie poprawnego anioła".


Kongreswoman Anna Paulina Luna opublikowała następujący obrazek:



Zgodnie z zapowiedziami członków Kongresu, pierwsze dokumenty na temat UFO miały być takie sobie, a ciekawsze rzeczy mają zostać opublikowane w kolejnych dniach. 

10 komentarzy:

  1. Fox a czy wiesz coś o aferze Frankopolu?

    OdpowiedzUsuń
  2. Zamach jak zamach, niestety w całej Europie wówczas frontowicy/frontsoldaten walczyli z nieudolnymi parlamentami (te zawsze będą dysfunkcyjne, przy ordynacji proporcjonalnej i gabinecie wyłanianym z członków parlamentu).

    Endecy mieli dwie próby zamachowe - w listopadzie 1918 i styczniu 1919, Świeżyńskiego i Januszajtisa.

    No i obok dziennikarza Strońskiego, to generał Haller w grudniu '22 opowiadał, że naród "musi coś zrobić" z wyborem prezydenta Narutowicza, jego śmierć nie zmieniła wszak bojowych nastrojów w obu głównych wtedy obozach, czego powstanie krakowskie '23 przejawem.

    Krótko, bez akcji ziemiańskiej albo lewej strony, Chjeno-Piast prędzej czy później przeprowadziłby własny pucz.

    OdpowiedzUsuń
  3. >zapis filmowy pokazujący UFO w kształcie gwiazdy - czy raczej koła Ezechiela, Dharmachakry lub "biblijnie poprawnego anioła".

    Obstawiam że to filmowana od góry flara na spadochronie.
    UFO oznacza wszystkie obiekty których nie dało się zidentyfikować wizualnie lub radiowo, to nie oznacza od razu wizyty szarych ludzików.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czy to prawda, że Ukraina nie zaatakowała dzisiaj placu czerwonego (i w ogóle) moskwy, bo Trump im tego zabronił?

    OdpowiedzUsuń
  5. Fox, co lepsze/gorsze: swiatowy ZOG czy wladza ufonautow?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dejwid Ajk twierdzi, że to jedno i to samo.

      Usuń
  6. Pasztet Wigilijny10 maja 2026 02:48

    O Przewrocie Majowym czytałem kiedyś teorię spiskową, że przeprowadzono go w czasie gdy trwały tajne rozmowy z władzami Czechosłowacji na temat zawiązania ewentualnej unii czy federacji. Utrącenie tej idei było w interesie zarówno szwabów jak i kacapów, ale podobno czynna była też agentura brytyjska.
    I zastanawiająca sprawa z 1918 r. Niepodległą Polskę proklamowano w 1916 (5 listopada , jak dobrze pamiętam) jako królestwo pod protektoratem Austrii i Niemiec. Była Rada Regencyjna, administracja, pobór podatków, tworzono armię. I na to wjeżdża nagle Piłsudski cały na biało, zostaje naczelnikiem państwa a monarchia w dyrdy zmienia się w demokrację...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Pasztecie, bo taki był podówczas trend... Monarchiami przestały być Rosja, Niemcy, Austro-Węgry, które zresztą się rozleciały. Z gry wypadli Hohenzollernowie i Habsburgowie, nie mówiąc o Romanowach. Któż miałby zostać królem? Windsor? Wielka Brytania nie wiązała z Polską żadnych planów polit. (patrz linia Curzona). Powrót do wolnej elekcji? Piłsudski był patriotyczną odpowiedzią na przesunięcie nastrojów społ. po Wielkiej Wojnie na lewo. A co do rozmów federacyjnych (o ile to prawda), to łatwość, z jaką rozpadła się w '39, nie przekonuje, by w tamtych warunkach geopolitycznych i zaszłościach z '19 suma trzech narodów poddana presji niem. i ros. miała jakiś potencjał.

      Usuń
  7. Co tam Fox pierdolący coś o Super Berlingu, co ratował Zamach Majowy wrzucając kilka podejrzaych awiomarinów do szklanki osłabionego jazdą po wertepach Ziuka.
    Chehelmut w końcu jakiś wpis dłuższy dał! Równoważy antyendeckie foxenie pseudo-dysypatią chehelmucką.

    OdpowiedzUsuń