Pokazywanie postów oznaczonych etykietą UE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą UE. Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 stycznia 2026

Turecka Republika Północnej Grenlandii

 


Obserwowanie w ostatnich dniach Światowego Forum Ekonomicznego w Davos było "absolutnym kinem". Nie tylko ze względu na nowy look Macrona przywodzący na myśl francuskie gangsterskie filmy z lat 60-tych...

Najwięcej rozrywki dostarczyło mi to, że różnego rodzaju Micki oraz "eksperci" sprowadzający OSINT do sprawdzania tego, co piszą Onet i "Wyborcza", zaliczyły spektakularny incydent kałowy. Nakręcali przez wiele dni histerię, że "już zaraz" zaczną spadać amerykańskie bomby na Grenlandię, a Polska musi wysłać wojska w obronie tej duńskiej kolonii. (Przy okazji Karolina Pajączkowska niestety potwierdziła krzywdzące stereotypy o biuściastych blondynkach.) Ostatecznie okazało się jednak, że cały ten spór o Grenlandię okazał się wrestlingowym teatrzykiem Trumpa, w którym mocno ośmieszyły się państwa Europy Zachodniej - najpierw wysyłając do ochrony tej kolonii przed Trumpem 38 żołnierzy zebranych z paru krajów, z których część (ta niemiecka) bardzo szybko się ewakuowała, później nakręcając histerię o nadchodzącej wojnie USA z UE, by na koniec otworzyć Amerykanom drogę do przejęcia Grenlandii w ramach tzw. mechanizmu cypryjskiego.

W Davos wynegocjowano bowiem, że amerykańskie bazy na Grenlandii  - istniejące i mające powstać w przyszłości - będą miały podobny status jak brytyjskie bazy na Cyprze (Akrotiri i Dhekelia). Będą więc terytoriami zamorskimi USA. Amerykanie, przy okazji budowy Złotej Kopuły, mogą więc przejąć kluczowe tereny na Grenlandii, pozostawiając Danii koszty utrzymywania swojej kolonii. Duński rząd był zaskoczony tym porozumieniem. Wygląda bowiem na to, że pryncypialna odmowa sprzedaży Grenlandii USA była błędem - mogli dostać co najmniej 700 mld USD i pozbyć się nierentownej kolonii, z którą nie bardzo wiedzą, co zrobić. A tak nie dostaną tej kasy, a Grenlandię i tak w dłuższej perspektywie stracą. Przypomina to historię z filmu "Aż poleje się krew".

A skoro już uzgodniono mechanizm cypryjski dla tej wyspy, to ruszyć do akcji powinien również Erdogan i utworzyć tam Turecką Republikę Grenlandii Północnej. Turcja dysponuje przecież własnym lotniskowcem oraz odpowiednio dużą armią i flotą, by przeprowadzić tam współczesny wariant operacji "Atilla". :)



Żarty, żartami, ale Trump po prostu kontynuuje starą jak Stany Zjednoczone politykę pozbawiania europejskich "mocarstw" ich posiadłości kolonialnych. Przejawem tej polityki były choćby groźby prezydenta Trumana, że Holandia zostanie wykluczona z Planu Marshalla, jeśli nie wycofa wojsk z Holenderskich Indii Wschodnich  (obecnej Indonezji). Przykładem tego były również groźby Eisenhowera, by Wielka Brytania i Francja przerwały agresję przeciwko Egiptowi. Nigel Farage porównał kryzys wokół Grenlandii do kryzysu sueskiego, ale oczywiście sytuacja była zupełnie inna. Wówczas Wielka Brytania i Francja były w stanie same przeprowadzić inwazję na odległy kraj w obronie swoich interesów ekonomicznych. Obecnie miałyby problemy ze skompletowaniem kilkutysięcznego kontyngentu ekspedycyjnego. Sześć amerykańskich niszczycieli klasy Arleigh Burke, dysponuje większą ilością wyrzutni rakietowych niż całe marynarki wojenne Niemiec, Francji i Włoch. Cięcia wydatków wojskowych dokonane po zakończeniu Zimnej Wojny przez państwa Europy Zachodniej przejawiały się nie tylko w redukcji liczby żołnierzy i sprzętu, ale też w dewastacji służb pomocniczych, bez których nie może działać prawidłowo choćby lotnictwo. Demonstracyjna europejsko-brytyjska wyprawa na Grenlandię (naruszająca umowę z 1951 r. regulującą obecność wojskową na tej wyspie) obnażyła kiepski stan europejskich sił zbrojnych i powinna wszystkim unaocznić, że narracja o strategicznej niezależności Unii Europejskiej jest propagandową mrzonką.




Baj de łej: W ostatnich tygodniach, Pentagon zatwierdził chyba ze siedem transakcji sprzedaży amerykańskiej broni dla Danii. "Osintowcy" jakoś tego nie zauważyli i snuli swoje wizje nadchodzącej wojny amerykańsko-duńskiej.


Amerykańscy decydenci: Trump, Vance, Rubio, Bessent i Lutnick, mówili w ostatnich dniach europejskim politykom, by w końcu uporządkowali sprawy obronności. Apelowali też do nich, by odeszli od samobójczej dla Europy polityki imigracyjnej oraz energetycznej. Co ciekawe, Amerykanom mocno wtórował Zełenski. Jego przemówienie w Davos było naprawdę roastem Europy Zachodniej. Wypominał jej wojskową słabość i dyplomatyczne niezdecydowanie. W wielu kwestiach przyznawał rację administracji Trumpa. Ten koniunkturalista czuje, skąd wieje wiatr. Ustawia się teraz bardziej pod Amerykanów - zachodnioeuropejskie libki będą miały z tego powodu zagwozdkę.

Obrotowością wykazał się też inny koniunkturalista - Mark Rutte, sekretarz generalny NATO i zarazem były premier Niderlandów. To on doprowadził do porozumienia w sprawie cypryjskiego mechanizmu na Grenlandii. Powiedział również, że można narzekać na Trumpa, ale faktem jest, że bez nacisków amerykańskiego prezydenta, wiele krajów NATO nie doszłoby do poziomu 3 proc. PKB wydatków na obronę. 




Trump prezentując swoją Radę Pokoju podziękował nieobecnemu wówczas na scenie prezydentowi Polski. Stwierdził, że "Karol Now-rocky" to "świetny gość, który wygrał ważne wybory". Spotkał się wcześniej z Nawrockim i potwierdził dalszą obecność wojskową USA w Polsce. Tusska na szczęcie w Davos nie było - pojechał sobie na ferie w Dolomity. Prosiniak-Kamysz spotkał się za to w kraju z szefem CIA i nie wiadomo, o czym rozmawiali. Wcześniej spotkał się z prezesem Palantira. Zwraca uwagę wypowiedź Prosiniaka o tym, że "Polska jest Transatlantykiem" łączącym Europę z USA. Zabrzmiało to trochę gombrowiczowsko :) Prosiniak powinien dodać: "Coś mi oczko tutaj strzela, zabij, ubij, idzie Grzela!" :)

Analizując samobójczą politykę Europy, warto zwrócić uwagę na sygnały, które napływały w ostatnich dniach. Starmer zatwierdził budowę gigantycznej chińskiej ambasady w centrum Londynu. Jedno z podziemnych jej pomieszczeń ma znajdować się kilka metrów od magistrali światłowodowej obsługującej londyńskie City. Macron mówił w Davos, że chce więcej chińskich inwestycji w Europie. Premier Kanady Mark Carney (były prezes Banku Anglii oraz Banku Kanady) wspomniał o Nowym Porządku Świata, w kontekście  podpisania porozumienia handlowego z Chinami. Można odnieść wrażenie, że o ile Kanadyjczycy (słusznie) nie chcą stać się kolejnym stanem USA, to dążą do tego, by swój kraj zmienić w kolejną chińską prowincję. Za rządów Justina Castro swobodnie budowały tam swoje wpływy chińskie triady, prowadzące interesy na wielką skalę z meksykańskimi kartelami i Hezbollahem. Justin Castro mocno też zmienił strukturę ludnościową Kanady, wpuszczając do niej miliony Hindusów z niższych kast, którzy srają na ulicach. Ciekawie, to co dzieje się z Kanadą przedstawiło Psyop Anime:



 

Kanadyjska armia ostatnio przeprowadziła grę sztabową mówiącą, że mogłaby stawiać opór wojskom amerykańskim przez dwa dni. Pamiętam jak w zeszłej dekadzie Marcin Rey oburzał się, że Waszczykowski skrytykował zachodnią politykę imigracyjną. Według Reya, obraził on tym ówczesnego kanadyjskiego ministra obrony, który był sikhijskim imigrantem, więc Kanada może nam nie pomóc w przypadku rosyjskiej inwazji. Mniejsza z tym, że sikhowie niezbyt lubią zarówno muzułmanów jak i hinduistów z niższych kast i przyznaliby rację Waszczykowskiemu. Sednem sprawy jest to, że Kanada i tak nie pomoże nam w wojnie z Rosją, bo jej siły zbrojne są zbyt małe, by mogła wysłać jakikolwiek kontyngent do Europy. To również skutek polityki wdrażanej przez lata przez tamtejszych libków. 

No niestety Trump w zeszłym roku całkowicie niepotrzebnie obrażał uczucia narodowe Kanadyjczyków, topiąc szanse wyborcze tamtejszej prawicy. Podobnie niepotrzebnie dał libkom amunicję w postaci głupiej wypowiedzi o żołnierzach NATO w Afganistanie. To jednak nie zmienia faktu, że w środowiskach lewicowo-liberalnych Europy jest silne lobby dążące do zerwania sojuszu z USA, zastąpienia NATO wspólną armią europejską oraz nowego resetu z Rosją i Chinami. Jak powiedział Bessent: niektórzy zdjęli maski. Trump musi natomiast grać na własny elektorat. Część środowisk republikańskich chciałaby "żadnych nowych wojen", a część chciałaby jeszcze większego zaangażowania militarnego USA w sprawie reszty świata, ale bez drażnienia innych w stylu chińskiej "wilczej" dyplomacji.

Warto również zwrócić uwagę na jeden z sukcesów Trumpa, który został przemilczany przez polskojęzyczne media.  Trump wymusił na Starmerze rezygnację z przekazania Wysp Czagos Mauritiusowi. Na jednej z tych wysp znajduje się wielka baza lotnicza Diego Garcia, bardzo pomocna choćby w razie potrzeby bombardowania Iranu. Mauritius to kraj mocno infiltrowany gospodarczo przez Chińczyków. Interwencję Trumpa w obronie bazy Diego Garcia pochwalił Nigel Farage.

Amerykanie gromadzą siły morsko-lotnicze, które mogą zostać wykorzystane w ataku na Iran. Jednym z hubów jest Jordania. W Szirazie padł kluczowy radar. Irańskie władze - tak jak przewidywałem - zaczęły pajacować. Ich parlament ogłosił oficjalny wyrok śmierci na Trumpa, na co amerykański prezydent oczywiście zwrócił uwagę. Izraelscy wojskowi zadeklarowali Amerykanom, że ich kraj gotów byłby przyjąć na siebie nawet salwę 700 irańskich rakiet, jeśli reżim w Teheranie upadłby.

Sam reżim jest obecnie w fazie pacyfikacji po protestach. 12 tys. zabitych okazało się bardzo ostrożnym szacunkiem. Władze przyznają się do 5 tys., a niezależne organizacje humanitarne szacują na co najmniej 14 tys. Zwykli Irańczycy mówią, że zabito co najmniej 30 tys.  Z rejestrów cywilnych w Iranie nagle wykreślono 45 tys. osób. Po ulicach irańskich miast grasują naćpani terroryści z szyickich milicji z Iraku i Pakistanu. Z Iranu wyciekają budzące grozę filmy z pacyfikacji protestów i z przepełnionych kostnic. Są też jednak filmy pokazujące, że irańscy powstańcy potrafili się ostro odgryźć resortowcom. Niektóre z tych filmów są drastyczne - choćby ten pokazujący bitego strażnika rewolucji rozebranego od pasa w dół. (Sądząc po mikro-katechoniku, to chyba dorwali jednego z silniczkowych zjebów rozlewających swój kał w komentarzach na tym blogu.) Nie słyszałem o tym, by Polacy w latach 80-tych podobnie potraktowali jakiegoś esbeka, milicjanta czy ormowca... Ostatnim momentem, gdy linczowano w Polsce ubeków, był czerwiec 1956 r. - wówczas dwóch z nich dosłownie wdeptano w peron poznańskiego dworca. Świadczy to o tym, że naród irański mimo wszystko jest bardziej żywotny od naszego - bo potrafi karać zdrajców i okupantów.

Lewarstwo nadal udaje, że w Iranie nie doszło do powstania ludowego przeciwko opresyjnemu reżimowi. Zgodnie ze stalinowską tradycją, w każdym zabitym demonstrancie widzi agenta CIA i Mossadu. Ma też straszny ból d... z tego powodu, że Irańczycy domagają się powrotu szacha. Przypominają więc absurdalną komunistyczno-islamską propagandę z lat 70-tych o strasznym Savaku używającym niedźwiedzi oraz gigantycznych wentylatorów do torturowania niewinnych komunistów i szyickich fanatyków. Zwykli Irańczycy pewnie myślą, że Savak był zbyt miękki. Wszak szef tej służby namówił szacha do ułaskawienia Chomeiniego, za co Chomeini odwdzięczył się skazaniem na śmierć owego szefa Savaku. Jakoś też nie widać, by feministki urządzały obecnie demonstracje w obronie irańskich dziewcząt katowanych, gwałconych i zabijanych przez funkcjonariuszów szyicko-bolszewickiego reżimu. (Stary pedryl Chomeini wręcz zalecał, by dziewice były gwałcone w więzieniach, bo w ten sposób będą miały zamkniętą drogę do raju. Wielu radykalnie lewicowych zjebów widzi w nim wciąż "wielkiego intelektualistę" i "bohatera, który się przeciwstawił amerykańskiemu imperializmowi".). Akademiccy "eksperci" nadal zaprzeczają też, że irańskie powstanie ma charakter monarchistyczny. "Bo szach nie ma w Iranie struktur partyjnych". Szkoda, że nie mam teraz linku do ciekawego wywiadu jakiego udzielił kilka lat temu Pahlavi... Alexowi Jonesowi, opowiadając jak jego propaganda dociera do Iranu i zdobywa tam poparcie. Pamiętam natomiast, jak w 2018 r., podczas swojej pierwszej wizyty w Gruzji, zauważyłem w Gori, przy muzeum Stalina, że jakiś gruziński dziadzio sprzedaje turystom magnesy przedstawiające m.in. Stalina z młodym szachem Rezą Pahlavim. Powiedział mi, że takie magnesy są bardzo chętnie kupowane przez Irańczyków. Widać więc było wówczas w Iranie nostalgię za dawnymi, przedrewolucyjnymi czasami. I akurat wówczas hasła powrotu szacha już zaczęły się pojawiać na antyreżimowych demonstracjach, co "eksperci" oczywiście pomijali, bo nie pasowało im to do treści podręczników sprzed 40 lat.

Specjalnego zainteresowania lewicy nie wzbudził też upadek Rodżawy, czyli quasi-państewka kurdyjskich komunistów z Syrii. Bydło na ulicach zachodnioeuropejskich miast robią za to kurdyjscy zadymiarze. SDF/YPG w sumie sama zainicjowała swoją klęskę. Amerykański ambasador Tom Barrack mówił im: porozumiejcie się z nowymi władzami Syrii. Ich guru Ocalan mówił im: porozumiejcie się z Turcją i nowymi władzami Syrii. Co zrobili ci komunistyczni debile? Sami zaczęli wojnę przeciwko centralnemu rządowi Syrii. Wojna ta była prowadzona na raty - za każdym razem, gdy SDF ponosiła klęski na froncie, zawierała porozumienie z władzami w Damaszku, które po kilku godzinach łamała, by znów dostać łomot na froncie. W wyniku tej genialnej strategii, SDF straciła w 48 godzin 80 proc. swojego terytorium. SDF się rozpadły, bo odszedł z nich komponent arabski, buntując się przeciwko politycznej tyranii kurdyjskich komunistów. Teraz przeciwko YPG buntują się asyryjscy chrześcijanie, którzy mają dość tego, że kurdyjscy komuniści profanują ich kościoły zamieniając je w stanowiska obronne. Przy okazji YPG straciła resztki poparcia w Pentagonie, bo jej dzielni bojownicy uciekając przed armią syryjską powypuszczali z więzień setki kolesi z ISIS. Rodżawa okazała się nieudanym projektem administracji Obamy. Padł mit o wielkiej wartości bojowej kurdyjskich komunistów. Ich wcześniejsze zwycięstwa nad ISIS były głównie skutkiem wsparcia zachodniego lotnictwa i sił specjalnych. Bez nich, YPG okazała się zbieraniną zindoktrynowanych nastolatków i nawet małych dzieci. Jakoś te słynne "feministyczne" oddziały nie uratowały Rodżawy, a dowódcy budowali sobie luksusowe bunkry za pieniądze z zachodniej pomocy...

Kurdyjscy komuniści liczyli na to, że uratuje ich Izrael - budując tzw. korytarz Dawida. W ich planie, Izrael miałby okupować pas ziemi szeroki na kilka-kilkanaście kilometrów idący od Wzgórz Golan, wzdłuż granicy jordańsko-syryjskiej i syryjsko-irackiej aż do Rodżawy. Problem w tym, że Izrael nie miał ochoty na realizację tego nierealnego planu. Asz-Szara zdołał na drodze dyplomatycznej uzyskać od Izraela zapewnienie, że nie będzie on interweniował w obronie kurdyjskich komunistów. Udana ofensywa na Rodżawę sprawiła, że wśród izraelskich polityków pojawiły się opinie, że czas zakończyć próby fragmentacji Syrii i dogadać się z nowymi, syryjskimi władzami. Ogólnie w regionie można usłyszeć opinię, że arabskim monarchiom podobało się to, że Izrael zmiażdżył Hamas i Hezbollah, osłabił Hutich i uderzył w zeszłym roku na Iran. Zarówno dla nich jak i dla Amerykanów, czerwoną linią był jednak zeszłoroczny atak Izraela na Damaszek. Tego Izrael nie powinien robić. 

Mieliśmy w Davos prezentację planu Jareda Kushnera dla Strefy Gazy. Co ciekawe, zaangażowały się w niego ZEA, które chcą zbudować w Gazie "smart city", w którym Palestyńczycy byliby poddani stałej inwigilacji. Na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej doszło do ciekawego ukształtowania się rywalizujących ze sobą bloków. Po jednej stronie ZEA, współpracujące z Izraelem oraz Indiami. Po drugiej Arabia Saudyjska, która zawarła nuklearny sojusz z Pakistanem i z Turcją. W obu blokach są kraje będące bliskimi sojusznikami USA.

Ciekawe, czy do podobnego podziału na rywalizujące bloki dojdzie również w Europie? Kluczowe mogą być ewentualne zmiany władzy w Polsce, we Francji i w Hiszpanii.

Tymczasem, Amerykanie oficjalnie przyznają, że mają "Direct Energy Weapons" , zapowiadają sprzedaż humanoidalnych robotów w tym roku i pokazują samolot wyglądający jak trójkątne UFO, Chińczycy znajdują na Księżycu nanorurki węglowe, a w Europie... feministyczna autorka twierdzi, że Szekspir był czarną kobietą. Różne drogi postępu...

I na koniec akcent historyczny - konfederacka prasa o Powstaniu Styczniowym (za profilem Dos Siestes).





sobota, 13 grudnia 2025

Opcja Pizarra

 


Śmiać mi się chcę, gdy obserwuję debatę polskojęzycznych "ekspertów" dotyczącą nowej amerykańskiej strategii bezpieczeństwa narodowego. Choć mowa jest w niej, że Europa "jest ważna" dla Amerykanów i nie zamierzają z niej rezygnować, a nawet są wzmianki o wzmocnionej współpracy wojskowej z krajami naszego regionu, to wszędzie słychać "olaboga, Amerykany opuszczają Europę!". Wygląda na to, że polscy komentatorzy po prostu powielają usprawiedliwiony ból d... niemieckich propagandystów, którym nie spodobała się wzmianka w nowej strategii o tym, że Europa popełnia samobójstwo forsując kretyńską politykę imigracyjną oraz niszcząc swoją gospodarkę w imię klimatycznych fanaberii. Jeśli ktoś jest natomiast szokowany wzmiankami o tym, że Europa powinna być bardziej samodzielna w kwestiach bezpieczeństwa, to chyba przespał ostatnie kilkanaście lat - dokładnie to samo mówią bowiem Amerykanie już od czasów Obamy.

Poruszenie wśród eurocucków wywołał też amerykański dokument mówiący o odciąganiu niektórych państw (wymieniono tam Polskę, Austrię, Węgry i Włochy) od Unii Europejskiej. Nie wiem skąd ten strach u eurocucków - chyba z ich głupoty. Włochy i Austria nie mogą przecież wyjść z UE, bo są członkami strefy euro, więc nie mają władzy nad swoją polityką monetarną, a jedynie bardzo ograniczoną jurysdykcję nad swoją polityką fiskalną.  Przykład brexitu pokazuje natomiast, że ewentualne wyjście z UE Węgier i Polski byłoby biurokratyczną makabrą, po przejściu której i tak bylibyśmy związani miliardem unijnych przepisów i regulacji. Poza tym chyba z 90 proc. mieszkańców Weichselgau nie chce opuszczać UE - wbrew libkowskiej propagandzie, nie chcą tego też ani PiS, ani Konfa, wyzwające jedynie do zreformowania Unii.



Faktem jest jednak, że wobec obecnej polityki Unii niewiele mogą zrobić nawet rządy najpotężniejszych europejskich państw. Polityka ta oficjalnie dąży do 90-procentowej dekarbonizacji gospodarki. Choć system ETS rozwala unijny przemysł, to UE szykuje się do wprowadzenia jego kolejnych odsłon, które w podobny sposób uderzą w transport, rolnictwo i budownictwo. Zapewne celem ostatecznym jest masowe wywłaszczanie Europejczyków z mieszkań i domów nie spełniających - całkowicie nierealnych - norm zeroemisyjnych. 

Oczywiście owo szaleństwo zeroemisyjności będzie coraz większą przeszkodą dla odbudowy europejskich zdolności obronnych. Systemy energetyczne oparte na wiatraczkach i panelach słonecznych są niestabilne i stosunkowo małe bombardowanie (rozwalenie nawet jednej podstacji energetycznej) może wywołać blackout podobny do tego z Hiszpanii. Wyobraźmy sobie logistykę na froncie opartą wyłącznie na pojazdach elektrycznych. Zabraknie stacji ładowania i logistyka stoi. A czy Komisja Europejska chce oprzeć armię europejską również na elektrycznych czołgach, samolotach i okrętach bojowych?

Ambitne plany Merza dotyczące budowy wielkiej armii mogą się rozbić właśnie o unijną politykę Zielonego Ładu. Merz niedawno skarżył się, że niemieckie hutnictwo umiera. Wprowadził więc czasowe subsydia na prąd dla przemysłu. Ale to tylko półśrodek. Merz nie cofa w Niemczech nawet najbardziej znienawidzonych przez elektorat regulacji ekologicznych. Jednocześnie niszczy infrastrukturę nuklearną. Na forum unijnym tylko nieśmiało zwraca uwagę: "A może byśmy zrezygnowali z tego zakazu produkcji samochodów spalinowych od 2035 r., bo to nam zniszczy przemysł motoryzacyjny?".

Bezsilność niemieckiego kanclerza wiele mówi. On nie chce w żaden sposób postawić się brukselskiej biurokracji. Ma też pewnie do czynienia z oporem biurokracji krajowej - liczącej na poziomie federalnym aż 960 tys. ludzi (dodajmy do tego biurokrację na poziomie landów).

Jak zauważył Jan Rokita, problemem w relacjach Polski z UE było w ostatnich latach nie to, że przegrywaliśmy tam jakieś głosowania. Owe głosowania nie miały bowiem żadnego znaczenia. Istotą problemu było to, że unijna biurokracja bezprawnie, wbrew traktatom, nadawała sobie kolejne uprawnienia. Tak było choćby z sądownictwem czy polityką imigracyjną, które są według traktatów wyłączną kompetencją państw członkowskich. Teraz Bruksela idzie jeszcze dalej, łącząc wypłatę środków unijnych z warunkami ideologicznymi. Kierunek jest wyraźny, a wszystkie unijne rządy - niezależnie od tego przez kogo są obsadzane - wydają się bezsilne. 

Ziemkiewicz stwierdził, że kiedyś Unia Europejska zostanie rozwiązana w podobny sposób jak ZSRR - zbiorą się gdzieś w pałacyku w jakiejś puszczy przywódcy Niemiec, Francji oraz Włoch i podpiszą akt rozwiązania UE. Obawiam się, że brukselska biurokracja po prostu nie uzna tego aktu i będzie podejmować działania sabotujące gospodarki "separatystów". Ciekawe, czy wówczas Niemcy, Francja i Włochy wyślą swoich spadochroniarzy do Brukseli?

Myśląc nad tym paradoksem, wymyśliłem scenariusz filmowy.

Wyobraźmy sobie, że w jednym z mniej znaczących państw UE przejmuje władzę przywódca podobnie bezwzględny jak Recep Erdogan, Nayib Bukele czy Rodrigo Duterte.

Służby specjalne owego państwa tworzą grupę terrorystyczną odwołującą się m.in. do dziedzictwa Andersa Breivika. Czy może do grupy Baader-Meinhof. Czy może do Państwa Islamskiego. Ta grupa to nie jacyś incele rekrutowani w necie. To profesjonalni najemnicy z doświadczeniem w wielu wojnach. To ludzie otrzaskani z zabijaniem.

W pewnym momencie drony FPV - uderzają w budynki Komisji Europejskiej, Parlamentu Europejskiego, TSUE oraz innych unijnych instytucji. Ochrona budynków szybko zostaje zlikwidowana, zwłaszcza, że terroryści zostali już wprowadzeni do środka. Zanim belgijska i luksemburska policja dojedzie na miejsce, rzeź się już rozkręci. Terroryści biorą zakładników spośród ludzi postronnych, ale mają przede wszystkim za zadanie likwidację unijnych komisarzy, eurodeputowych, eurosędziów i tylu urzędników, ilu się da. Prawdziwy cel zamachu, to nie wielkie szychy, które można zastąpić innymi marionetkami. Prawdziwym celem są starzy administracyjni wyjadacze, którzy pracują w Brukseli od dekad i bez których cała machina administracyjna pogrąży się w chaosie. Skutki tego dla Unii byłyby podobne jak skutki rzezi pod Batohem z 1652 r. dla Rzeczypospolitej.



Bardzo mogłoby to przypominać również bitwę pod Cajamarcą z 1532 r. Wówczas hiszpański konkwistador Francisco Pizarro, mając mniej niż 200 ludzi, pokonał armię liczącą ponad 80 tys. wojowników i obalił wielkie, "komunistyczne" imperium Inków. Po prostu już na samym początku bitwy dokonał dekapitacji dowództwa wrogiej armii, pojmując władcę Inków. Inkaska armia, pozbawiona dowództwa, po prostu się rozpadła, a bitwa zmieniła się w rzeź, w której zginęło 8 tys. Inków, a Hiszpanie mieli tylko jednego rannego sługę. 

Oczywiście, przedstawiony powyżej scenariusz ataku na siedziby władz UE jest tylko czysto hipotetycznym zarysem scenariusza filmowego. Czegoś w rodzaju "Olimpu w ogniu". Może to jakiś Bodo Kox kiedyś nakręci. No bo nawet w najdzikszych snach nie mogę sobie wyobrazić, że takiego ataku dokonałby jednooki Grzegorz Braun (wyglądający jak w Metal Gear Solid) z Jabłonowskim-Olszańskim.



sobota, 23 sierpnia 2025

Komediowy szczyt na Alasce

 



Generalnie odniosłem wrażenie, że Putina nie było na Alasce podczas szczytu z Trumpem. Był sobowtór - aktor, który nie potrafił się powstrzymać przed pajacowaniem i robieniem głupich min. Człowiek nadmiernie podekscytowany tym, że może przejechać się w limuzynie prezydenckiej. Trump pewnie też się zorientował, że to nie jest prawdziwy Putin - i odesłał gościa, rezygnując z obiadu na jego cześć. (Przygotował się jednak na prawdziwego Putina, któremu zorganizował przelot bombowców B2 nad głową. Putin musiał też przejść się na lotnisku obok szeregu amerykańskich myśliwców.)

Generał SWR pisał, że "Putin" przedstawił wówczas jednak Trumpowi bardzo obiecujący plan pokojowy, mający szanse na akceptację przez Ukrainę i Europejczyków. Do mediów wyciekały sprzeczne dezinformacje mówiące głównie, że Rassija przedstawiła sztywne żądanie: dajcie nam cały Donbas, a w zamian zamrozimy linię frontu w innych miejscach. Zapewne, gdyby na tym się skończyło, Trump nie wzywałby do Waszyngtonu plejady europejskich przywódców. 



Poniedziałkowy szczyt w Białym Domu również miał komediową otoczkę. Trump pokazywał unijnym przywódcom swoją kolekcję czapek i chwalił opaleniznę Merza. Wszyscy siedzieli przed nim na krzesłach jak uczniaki. O czym jednak dyskutowano za zamkniętymi drzwiami? Tego nie wiadomo, ale europejscy przywódcy wrócili do snucia planów wysłania nad Dniepr sił stabilizacyjnych. Szukano też miejsca na szczyt pomiędzy Putinem a Zełenskim, typując m.in. Budapeszt.

I nagle Ławrow wrzucił granat do szamba. Stwierdził, że Rassija nie zgodzi się na obce wojska na Ukrainie, której niepodległość będzie gwarantowała sama, za pomocą ustawy (!). Zaczął też stawiać absurdalne warunki dotyczące szczytu Putin-Zełenski, oddalając tą inicjatywę na "świętego nigdy". Stara szkoła kremlowskiej dyplomacji: nasraj na środek dywanu, a jak ci zwrócą uwagę, to krzycz: "A udowodnij, że to ja nasrałem!".

Niejako na potwierdzenie tej strategii srania na dywan, Rassija zbombardowała amerykańską fabrykę w zachodniej części Ukrainy oraz wysłała na kierunek brzesko-warszawski Shaheda z głowicą bojową (nie żadnego wabika!). Ciekawe, czy gdyby przypadkiem nie zawadził on o linię energetyczną, to uderzyłby w Zakłady Azotowe Puławy czy w lotnisko w Dęblinie?

Trump poczuł się więc sfurustrowany. Wkleił obrazek, w którym porównywał swoje spotkanie z "Putinem" na Alasce ze spotkaniem Nixona z Chruszczowem w Moskwie w 1959 r. i narzekał, że Biden nie pozwalał Ukrainie na uderzanie bezpośrednio w Rosję. (Jednocześnie oburzył się jednak na to, że Ukry odcięły dostawy ropy na Węgry atakując rurociąg "Drużba". Naskarżył mu na to jego kumpel Orban.) Zapowiedział, że daje Rosji kolejne dwa tygodnie...

Na Kremlu pewnie się cieszą, że zdołali znów skutecznie zagrać na czas zwodząc Trumpa widmem pokoju. Przez te dwa tygodnie pewnie nie zdobędą wiele terenu na Ukrainie, ale opóźnią sankcje. Później będą próbowali znów tego samego. I niech tak sobie jeszcze po pogrywają. Niech w końcu przestaną ich w USA uważać za poważnego partnera do rozmów. Nam się z zakończeniem wojny nie spieszy - im dłużej ona trwa, tym więcej strat Rassija będzie miała do odbudowania.

A z Trumpem jest tak jak zauważył Michael Wolff: traktuje on przywódców takich jak Putin, Kim Dżong Un czy Xi Jinping, jak klientów, którym chce sprzedać nieruchomości. Mocno więc im kadzi w negocjacjach i snuje wizje świetnego interesu, a jak złapią haczyk, to po miesiącu podwyższa im czynsz i odcina ogrzewanie. No, ale nie zawsze udaje się zawrzeć umowę...

Tymczasem Generał SWR twierdzi, że Trump realizuje "sprytną strategię" i może się wkrótce okazać, że na Białorusi nie będzie już więźniów politycznych (a przynajmniej tych, o których wiemy), Air Force One wyląduje w Mińsku, a Łukaszenka będzie się przedstawiał jako najlepszy przyjaciel amerykańskiego prezydenta.



Ale też szczyt amerykańsko-rosyjski może mieć nieoczekiwane konsekwencje dla wenezuelskiego reżimu. Trump wyznaczył 50 mln USD nagrody za głowę Maduro, który mobilizuję ćwierć miliona ludzi do milicji. Amerykanie wysłali flotę ku Wenezueli. Reżim w Caracas nagle zaś ogłasza, że wykrył wśród dowódców armii handlarzy narkotykami - a tyle lat zaprzeczał istnieniu wojskowego Kartelu Słońc. Jednocześnie administracja Trumpa wydała siłom zbrojnym rozkaz do przygotowania uderzeń przeciwko kartelom narkotykowym.

***

Tymczasem na jednej z propalestyńskich demonstracji w USA pojawił się taki transparent:


Byłoby zabawnie, gdyby dziadek lub pradziadek Trumpa był nieślubnym Hohenzollernem. Zwłaszcza, że późni przedstawiciele tej dynastii byli całkiem spoko i uczyli się polskiego.

W "Wyborczej" ktoś palnął ostatnio, że nie doceniamy wkładu Niemców w naszą historię. W pewnym stopniu rzeczywiście nie doceniamy tego - ale w innym kontekście niż uważają filogermańskie libki. W naszej historii wielokrotnie bowiem dochodziło do tego, że na naszej ziemi osiedlali się Niemcy szukający u nas lepszego miejsca do życia. Zazwyczaj w jednym pokoleniu polonizowali się. Unrug, Anders, Traugutt, Plater - to przykłady takich rodów. Polska była dla nich lepszą ojczyzną od Królestwa Prus i innych państw niemieckich. I za jakiś czas możemy mieć też emigrację ze zwijających się gospodarczo i cywilizacyjnie Niemiec do Polski. Dla wielu Niemców dosyć atrakcyjnym układem będzie dostawać emeryturę z Reichu a mieszkać po polskiej stronie Odry. No chyba, że niemiecka agentura sprawi, że w Polsce będzie taki sam syf jak w Niemczech. Paradoksalnie, w interesie zwykłych Niemców - dymanych przez władze z Berlina - jest więc to, by Polska była "zbazowanym", altrightowym krajem. W interesie pojednania polsko-niemieckiego należy więc niszczyć filogermańskich libków, chcących zrobić z Polski podobny shithole, jakim stają się współczesne Niemcy.

***

Przypominam również, że Jeffrey Epstein nie zabił się sam - bo pewnie wciąż żyje. I być może on nawet nie miał prawa umrzeć.


Ciekawe, że Woody Allen porównał Epsteina do "Drakuli obsługiwanego przez żeńskie wampiry'. :)


***

Na blogu z recenzjami książka Krzysztofa Drozdowskiego o medycznych zbrodniach nazistów.  Aktualnie czytam książkę Andrzeja Dudy - i jest dosyć fajna, szybko się ją czyta. 

Chodzi mi po głowie temat historiozoficzny - trochę w klimacie Demiurga, trochę przerwanej - i nie zrozumianej - serii o "zboczonych bogach". 


sobota, 2 sierpnia 2025

Wszyscy kochają (analnie) Unię Europejską

 


Wilk, który zjadł kucyka Ursuli von der Leyen, powinien być odznaczony. Doprowadzenie do płaczu najgorszej przewodniczącej Komisji Europejskiej w dziejach UE to bez wątpienia chwalebny.


Kilka dni temu, w wyniku wejścia w życie kretyńskiego Aktu Cyfrowego UE, użytkownicy platformy X, zaobserwowali, że część treści na tej platformie stała się dla nich niedostępna "ze względu na lokalne prawa i konieczność weryfikacji wieku". Komisja Europejska pozbawiła nas dostępu głównie do postów różnych twitterowych dziwek, które dostarczały nam rozrywkę. Różnego rodzaju cuckoldy i skopcy (takie jak złamasy  z antypornograficznego, dupoprawicowego Stowarzyszenia Twoja Sprawa) mogą się cieszyć, że UE uderzyła w obrazki z gołymi kobietami i że gdyby tego nie zrobiła, to nasza cywilizacja, by upadła z powodu "pandemii pornografii uprzedmiotowiającej kobiety". (Wyobraźmy sobie, co by było, gdyby tym "antypornograficznym" mamuśkom ktoś odebrał "50 twarzy Graya"....) Wreszcie eurocukowskie nastolatki będą uwolnione od tej złowrogiej, heteroseksualnej zgnilizny i będą miały więcej czasu na chłonięcie protransowej, pro-LPG i feministycznej propagandy w szkołach, mainstreamowych mediach, na Netflixie i Disney+. (Krześcijańskim madkom robiących aferę z tego, że ich nastoletni synek zobaczył goły biust jakiejś netowej dziwki, odpowiadam: nic się nie stanie, to naturalne, że w tym wieku eksploruje się seksualność, w dawnych epokach w tym wieku już mieli dzieci, a przynajmniej masz pewność, że chłopak nie zostanie gejem.) Oczywiście w tej cenzurze nie chodzi tylko o heteroseksualną erotykę. Cenzura zaczęła też dotykać treści historyczne - na przykład opisy niemieckich zbrodni uznawane za "drastyczne". Jej ostatecznym celem jest jednak blokowanie wszelakich treści politycznych uznawanych za niewygodnych dla eurocucków, pod pretekstem, że to "dezinformacja". Piszę, że von der Leyen jest beznadziejną szefową KE - "rosyjska dezinformacja!". Piszę, że UE jest gospodarką zacofaną w stosunku do USA i Chin - "amerykańska i chińska dezinformacja!".  Uważam, że rozwalenie europejskiej gospodarki, by obniżyć temperaturę o 0,01 stopnia C - "dezinformacja klimatyczna!". Wklejam mema - pojawia się eurockuck, który mówi "nie może pan tego zamieszczać, to nie jest śmieszne, proszę zamiast tego zamieścić jednego z  oficjalnie zatwierdzonych memów!". Wklejam fotkę z Sidney Sweeney - eurocuck, mówi, że nie mogę tego robić i bym zamiast tego wkleił zdjęcie monstrualnie grubej feministki, o której lokalny Subsaharyjczyk mówi, że "jest piękna".



Eurocucki zaczną płakać, że "rosyjska dezinformacja jest realna". Owszem. I w ostatnich kilkunastu latach pojawiała się ona najczęściej w mainstreamowych mediach takich jak Wyborcza czy TVN. Media te powtarzały choćby największe dezinformacyjne bzdury o ataku hybrydowym na naszą wschodnią granicę - przedstawiając dywersantów Łukaszenki jako "biednych ludzi, szukających swego miejsca na ziemi" i wciskając libkowskim debilom historyjki, o rasowym kocie, który na własnych łapach przyczłapał na Białoruś z Afganistanu czy o Ahmedzie "Aquamanie", co "sześć tygodni" płynął przez Bug. Przypominam, że "Wyborcza" swego czasu na pierwszej stronie wydrukowała tekst Putina. I co, ktoś ją zamyka? Nie, bo rosyjską dezinformację sprowadza się do niszowych kont na Twitterze, które bardziej ośmieszają niż propagują rosyjską narrację. "No, ale rosyjska ingerencja ustawiła wybory w USA, a później w Rumunii" - odezwą się Eurocucki. To akurat narracja liberalnych przegrywów, oparta tylko na wrzutkach spreparowanych przez służby. Czyli na dezinformacji. W Weischselgau mamy obecnie do czynienia z podobnym zjawiskiem - wysrywami cwelotrolli od Pińskiego, w które wierzą totalne debile-silniczki. I choć debile od Pińskiego często powtarzali rosyjską dezinformację (szczególnie na początku wojny na Ukrainie straszyły, że Rassija uderzy nuklearnie w Polskę w zemście za proukraińską politykę Dudy/Morawieckiego) to jednak żadne służby się nimi nie zajęły. Jak widać jest "zła rosyjska dezinformacja" i "dobra, liberalna rosyjska dezinformacja"...

Generalnie wprowadzenie cenzury za pomocą Aktu Cyfrowego Unii Europejskiej uderzy również w unijną gospodarkę. Akt Cyfrowy to podobny gniot legislacyjny, co dyrektywa RODO. Prowadzi on do przeregulowania europejskiego sektora cyfrowego. UE stanie się w jego wyniku jeszcze bardziej zacofana cyfrowo w stosunku do USA i Chin. Bruksela, zamiast wspierać rozwój sztucznej inteligencji oraz robotyki, zajmuje się tym, jak równo rozprowadzić po Europie Subsaharyjczyków z IQ poniżej 70. Subsaharyjczycy mają być unijną receptą na kryzys demograficzny. Rzeczywiście chętnie robią oni dzieci, które później masowo zaniżają poziom w szkołach publicznych. Piękna droga do Europy Innowacji!

O ile Unia robi wszystko, by sabotować rozwój technologii cyfrowych, to również niszczy swoje tradycyjne gałęzie przemysłu za pomocą różnych Zielonych Ładów, systemów ETS itp. "Planeta płonie", więc trzeba obniżyć rdzennym Europejczykom poziom życia do poziomu afrykańskiego. Jak nie będzie ich stać na samochód, zagraniczne wakacje, własny dom czy zakup mięsa, to średnia globalna temperatura spadnie o 0,00001 stopnia i klimat zostanie uratowany. Gospodarce nie pomaga też wspólna waluta niszcząca konkurencyjność wielu państw członkowskich (i pozbawiająca je możliwości zastosowania MMT) oraz kretyński reżim oszczędności fiskalnych. 



O ile jednym z celów powołania UE była ochrona europejskiego rolnictwa i tradycji kulinarnych, to teraz Unia będzie robiła wszystko, by tradycyjne rolnictwo zarżnąć - cięciem dopłat, podatkiem klimatycznym, bzdurnymi limitami dotyczącymi emisji, szerokim otwarciem rynku na żywność z krajów MERCOSUR... Wróćmy do wczesnego średniowiecza - niech pola uprawne zamienią się w bagna! A ty sobie europejski prolu żryj papkę ze zmodyfikowanej genetycznie soi, robaków, mikroplastiku i antydepresantów. Antydepresanty oczywiście będą potrzebne, bo unijna, feministyczna cenzura zarżnie wszelaką rozrywkę.

Nic dziwnego więc, że ten brukselski dom wariatów nie jest szanowany przez nikogo na scenie międzynarodowej. Trump ostatnio totalnie zmiażdżył Unię w czasie negocjacji handlowych. Unijne towary będą obłożone 15 proc. cłem w USA, a amerykańskie zerowym w Unii. Eurocucki odetchnęły z ulgą, że nie dostały większego wpierdolu od Trumpa i starają się wykręcić od obietnicy kupowania amerykańskiej ropy, gazu, paliwa nuklearnego i półprzewodników za 750 mld USD. Już następnego dnia buńczucznie twierdziły, że "to było tylko luźne zobowiązanie". Zapominają, że od jego realizacji jest uzależniony poziom ceł na unijne produkty i jak będą próbowali się migać, USA mogą im przywalić dużo większymi cłami. 

Wcześniej UE próbowała zagrać z Chinami - parę dni po tym jak przyznały one, że nie chcą zakończenia wojny na Ukrainie. Skończyło się dyplomatycznym upokorzeniem. Katar zagroził natomiast Unii wstrzymaniem dostaw gazu, jeśli UE będzie wobec niego stosować te bzdurne przepisy sprawozdawczości ESG dotyczące łańcuchów dostaw. Z Unią pogrywają sobie nawet afrykańscy dyktatorzy. Jest ona bezsilna wobec wojen toczących się w jej otoczeniu i głupotą jest oczekiwanie, że bez wsparcia USA obroni ona nas przed Rosją.

Za kilka lat staniemy się pewnie unijnym płatnikiem netto, czyli będziemy dopłacać do obecności w tej wspaniałej wspólnocie, zapewniającej nam wymienione wyżej atrakcje. No, ale będzie ona nam zapewniała wspólny rynek i Erasmusa dla Julek i (chyba) strefę Schengen (jeśli nie rozpieprzy ją kolejna fala nielegalnej imigracji). Więc opór przed Polexitem będzie silny, a przykład Wielkiej Brytanii pokazuje, że można wyjść z Unii niewolniczo trzymając się dalej znacznej większości unijnych regulacji oraz prowadząc totalnie kretyńską politykę w sprawie imigracji, bezpieczeństwa publicznego i niszczenia wolności słowa.



***

Tak jak wszyscy jojczyli, że "Trump zbyt miękki wobec Rosji" tak teraz jojczą, że "Trump wywoła III wojnę światową z Rosją". Wszystko z powodu wpisu, w którym prezydent USA stwierdził, że skierował dwa nuklearne okręty podwodne w pobliżu rosyjskich wybrzeży w odpowiedzi na głupi wpis Miedwiediewa (takiego żula, którego kiedyś wielbił Retarded Tomasz Lis). Trump napisał też o 112,5 tys. Rosjan, którzy zginęli na Ukrainie od 1 stycznia 2025 r.

Trzeba było się mnie słuchać, a nie jojczyć przez kilka miesięcy, że "Trump zdradził Ukrainę".


Nagle też wszyscy odkryli Sidney Sweeney. I znowu się czuję jakbym wyprzedzał trendy...

Jeśli chcecie więc szybciej zapoznawać się z nadchodzącymi trendami, to zapraszam na X. (Zauważyłem ostatnio, że po 21 postach X przycina oś czasu - więc dla pewności przeładujcie stronę, zwłaszcza jeśli nie widzicie żadnego repostu z często cytowanego przeze mnie ClashReport.) Warto zaprosić od obserwowania znajomego mainstreamowego prawicowca, czy nawet dupoprawicowca - niech dostaną mindufcku!

Zachęcam oczywiście do zakupów "Demonów nazizmu". Są one fajnie reklamowane przez czytelnicze  instagramerki. :)

Kupujcie zanim  cenzura zakaże!

sobota, 12 kwietnia 2025

You've been punked! + Końskie stolicą demokracji

 


Gdy Trump pisał  "Be cool!... To dobry dzień, by kupować!", ci co mieli wiedzieć, już wiedzieli i odpowiednio obstawili pozycje. Dobrze zarobili, gdy amerykańskie indeksy giełdowe wystrzeliły w górę, po tym jak Trump ogłosił 90-dniowy rozejm w wojnie handlowej i obniżył do 10 proc. cła wszystkim, poza Chinami. Czy taki był plan od początku?

Media przyjęły wersję mówiącą, że Trump złagodził swoje uderzenie handlowe pod wpływem wyprzedaży obligacji. Owa wyprzedaż została celowo zainicjowana przez Japonię. Zauważcie jednak, że rzekomy fake news - wypowiedź prezydenckiego doradcy ekonomicznego Kevina Hasseta o szykowanym 90-dniowym rozejmie handlowym, obejmującym wszystkich poza Chinami - pojawił się w poniedziałek późnym popołudniem. To było jeszcze zanim mocniej zauważalna stała się wyprzedaż obligacji. Myślę więc, że taki plan był od samego początku. Zresztą mówił o tym Bessent - wskazując, że to pułapka na Chiny oraz inne kraje nie chcące negocjować. Resztę krajów USA mocno postraszyły - nawet UE się ugięła słabo reagując na 20 proc. cło. Teraz więc wszyscy odetchnęli z ulgą, że Trump wprowadził 10 proc. cło na cały świat - czyli coś o czym mówił w kampanii wyborczej i co od początku preferował Bessent.

Chińczycy odwołali się do dziedzictwa Reagana, puszczając w necie jego wypowiedzi negatywnie oceniające cła. Pominęli jednak to, że Reagan wprowadził 100 proc. cło na Japonię. To doprowadziło wówczas do Porozumienia Plaza. Czy obecna wojna celna doprowadzi więc do Porozumienia z Mar-a-Lago?

Wielu ludzi jojczy, że cła podsycą inflację. A ja spodziewam się, że dadzą o sobie znać również siły deflacyjne. To, czego Chińczycy nie sprzedadzą w USA zostanie bowiem skierowane na inne rynki, w tym do Europy. Co robią w tej sytuacji Eurocucki? Deklarują chęć większej wymiany handlowej z Chinami i chcą obniżyć  cła na chińskie samochody elektryczne. 

Było sporo jojczenia, że "Rosja nie została objęta podwyżkami ceł". To nie ma znaczenia. Dużo ważniejsze jest to, że ucierpiała na wojnie celnej całkiem mocno. Dotykają ją przecież skutki spadku cen ropy - do poziomów nie widzianych od lutego 2021 r. Przypomnijmy: Trump na jesieni 2024 r. mówił, że Rosja nie będzie mogła prowadzić wojny przy cenie ropy wynoszącej 40 USD za baryłkę. W styczniu i lutym 2025 r. zapowiadał natomiast, że szybko doprowadzi do spadku cen ropy, a w ślad za tym spadkiem pójdą w dół stopy procentowe. Wszyscy się spodziewali, że po prostu będzie dążył do wzrostu produkcji surowca w USA, a on tego dokonał zupełnie inaczej. I te niższe ceny przez dłuższy czas z nami zostaną - gdyż nie ma na rynku impulsów mogących prowadzić do ich wzrostu, a OPEC+, mimo nadpodaży, powiększa wydobycie. Przypomnę, że główną rolę w tym kartelu odgrywa Arabia Saudyjska...

Ostatnio tutaj różni komentatorzy narzekają: "Czemu w tej kawie nie ma lodu?! Dlaczego muszę pić gorącą kawę!?" i "No i kiedy te putinistyczne USA wkurzą się na Rosję!? Ha ha ha... Czekamy na 20 kwietnia... Ha ha ha... Dlaczego nie wkurzają się teraz?!". No to odpowiem: nie każdy proces jest równie szybki jak seks, który uprawiacie ze swoimi Grażynkami. Pisałem, że negocjacje załamią się PO PEWNYM CZASIE. Nie wiem, czy rozumiecie pojęcie czasu? Wcześniej wskazywałem, że Trump wyznaczył "Putinowi" deadline do 20 kwietnia, czyli do Wielkanocy. I mimo, że ten deadline jeszcze nie minął, jojczycie, że Trump nie ukarał Rassiji za jego złamanie. Tymczasem serwis Axios podaje, że "jeśli do końca miesiąca nie dojdzie do zawieszenia broni, to Trump nałoży dodatkowe sankcje na Rosję lub pozwoli to zrobić Kongresowi". (Możecie teraz się spokojnie wysrać w komentarzach pod artykułem z Axios, że piszą głupoty, a wy wiecie lepiej, bo oglądacie TVN.) Wzmianka o pozwoleniu Kongresowi na ogłoszenie sankcji odnosi się zapewne do międzypartyjnego projektu ustawy napisanej przez senatora Lindseya Grahama przewidującego m.in. nałożenie 500-procentowych ceł na kraje, które kupują rosyjską ropę, gaz, uran i inne surowce. 

Niewątpliwie punktem do bramki Rosji było niedawne schwytanie obywatela ChRL na froncie w Donbasie, walczącego po stronie świniorosów. 

Dlaczego jednak Trumpowi tak się spieszy z wygaszeniem frontu rosyjsko-ukraińskiego do końca kwietnia? Czy coś planuje on po tym terminie?

Pierwsze, co mi przyszło na myśl, to zgrupowanie bombowców B-2 na wyspie Diego Garcia, które uczestniczy w manewrach polegających na bombardowaniu Hutich. Myślałem, że Trump naprawdę chce zaatakować irańskie instalacje nuklearne. To jednak tylko demonstracja. Zapowiedział bezpośrednie rozmowy z Iranem. Zależy mu więc na wyłączeniu tego kraju chińsko-rosyjskiej osi. Ograniczony atak lotniczy jest opcją na wypadek fiaska negocjacji. Iran w zeszłym roku totalnie się ośmieszył i pokazał, że jego obrona przeciwlotnicza praktycznie nie istnieje - Izraelczycy robili w jego przestrzeni powietrznej, to co chcieli. Amerykanie mogliby praktycznie bezkarnie uderzyć w wybrane cele w Iranie. Irańskim dronom dolecenie na Diego Garcia zajęłoby 20 godzin. Jeśliby nie zostały zniszczone irańskie rafinerie, to rynek naftowy średnio by to odczuł.

Dlaczego Iran ma zostać szybko wyeliminowany z gry? Bo w tej grze chodzi o kontrolę tras morskich oraz dostaw ropy do Chin.  Czemu jednak Trumpowi aż tak się spieszy?

Bo według funkcjonariuszy amerykańskich tajnych służb, siły zbrojne ChRL będą w ciągu pół roku gotowe na przeprowadzenie inwazji na Tajwan.  I to bardzo wiele tłumaczy.

Bonusowa ciekawostka: USA zawarły z Koreą Południową porozumienie dotyczące wspólnej budowy okrętów wojennych. 

***

Tymczasem nasza dupokracja srająca odniosła kolejny wiekopomny sukces. "Niezależna" sędzina "hy hy hy" na wniosek złożony przez jakiegoś Janusza (na razie nieprawomocnie) odebrała TV Republice i WPolsce24 koncesję na nadawanie na MUXie. Takie uderzenie w dwie popularne, opozycyjne stacje (Republika ma oglądalność większą niż TVN 24, a WPolsce24 większą niż Polsat News) akurat w trakcie kampanii wyborczej może się kojarzyć z Ukrainą późnego Kuczmy. Zobaczymy czy Priwislańcy i Weischlegauczycy wybiorą sobie uśmiechniętą, chemicznie pobudzoną wersję Kuczmy na prezydenta. Jeśli tak, to będą musieli się pożegnać z wolnością słowa - ale to akurat średnio odczują, bo wielu z nich nigdy nie miało nic mądrego do powiedzenia, a w TV interesowały ich tylko mecze i gówniane seriale. (W dalszej kolejności pożegnają się z pieniędzmi z PPK, a później z samochodami i mieszkaniami w ramach różnych "Zielonych Ładów". Ale to już będzie wówczas za późno na protesty...). Przesadzam? Wafelkowy Buc nie reagował, gdy jego ochroniarze bili dziennikarza Janusza Życzkowskiego, a posłowie PO wraz z ochroniarzami zachowywali się w Końskich jak tituszki wobec dziennikarzy (w tym tych z mediów lokalnych), członków sztabów wyborczych czy nawet kandydatów.



Ciekawi mnie tylko jedno: czy ekipa rządząca Weischlgau naprawdę myśli, że jak zlikwidują nam Republikę i WPolsce24 to zaczniemy oglądać TVP Info? Przecież każdego normalnego widza odstraszają te sfanatyzowane wariatki w wieku 50+, które tam obsadzono w roli prezenterek...

Na szczęście, niezależne media JESZCZE działają i wywołują potężny ból dupy u różnych waflowych dupiarzy. Nie wiem, czy oglądaliście debatę na rynku w Końskich prowadzoną wspólnie przez Republikę, WPolsce24 i Trwam. To było mistrzostwo!!! Naprawdę przednia rozrywka! Dużo lepsza od Fame MMA! Pomysł zorganizowania tego widowiska był czymś absolutnie genialnym! A późniejsza debata TVP w likwidacji, TVN i Polsatu była prawdziwym roastem Trzaskowskiego. Brakowało tylko, by na końcu Rafał krzyczał niczym Mugatu z Zoolandera : Nic w życiu nie osiągnęliście!!! Kompletnie nic!!! Ja przynajmniej wymyśliłem strefę relaksu! A wy co osiągnęliście?! NIC!!! 


Trafne memiczne podsumowanie debaty - tylko nie wiem czemu ktoś wrzucił do tego mema biełaruskiego onucowca Maciaka, którego już w 2019 r. obśmiewał dr Targalski. 

Debata Republiki, WPolsce24 i Trwamu dała szansę na zabłyśnięcie mniej popularnym kandydatom. Prawdziwym hitem było pojawienie się prof. Joanny Senyszyn, która odstawiała tam Big Mamę z "One Piece". Show robił Stanowski, a nawet Hołownia pozytywnie zabłysnął. Szkoda, że nie było tam dra Bartoszewicza. Dali d... na gigantyczną skalę Mentzen i Braun, bo się nie pojawili i stracili okazję do zabłyśnięcia. 



W Końskich widzieliśmy przepaść między prawdziwą, przypominającą słowiański wiec czy sarmacki sejmik demokracją, a posteuropejską dupokracją srającą.

***

A w moim blogu z recenzjami: "Wojna bez walnej bitwy" generała Kutrzeby, "Plac Zgody. Wieczyście neutralna Szwajcaria" oraz książki poświęcone Katyniowi: "Księża z Katynia" Patryka Pleskota i "Funkcjonariusze i pracownicy więziennictwa RP zabici w zbrodni katyńskiej" dra Szczepańskiego. 

Wkrótce więcej o mojej NOWEJ książce. Dostałem niedawno projekt okładki: jest zajebista!

sobota, 5 kwietnia 2025

Dupokracja srająca

 


Pamiętacie jak kilka tygodni temu Erdogan pod byle pretekstem wsadził do aresztu Ekrema Imamoglu, burmistrza Istambułu i zarazem lidera opozycji? Wcześniej, również pod byle pretekstem, anulowano dyplom uniwersytecki Imamoglu, formalnie uniemożliwiając mu start w wyborach prezydenckich. Wielu libków szczerze wówczas roniło łzy z powodu działań tureckiego reżimu.

Pamiętacie też pewnie, że na Białorusi przez ostatnie dwie dekady wielokrotnie, pod różnymi pretekstami, uniemożliwiano różnym kandydatom start w wyborach. Często stawiano im zarzuty kryminalne w zmontowanych sprawach. Słusznie się z tego powodu oburzaliśmy wraz z libkami.

Jak więc oceniać to, do czego doszło niedawno we Francji? Pod byle pretekstem uniemożliwiono tam start w wyborach prezydenckich przywódczyni opozycji - Marine Le Pen. "Jak możesz pisać, że pod byle pretekstem?! Słusznie ją przecież skazali za malwersacje!" - odezwą się libki. Przypomnę im więc, że Imamoglu i wielu białoruskich opozycjonistów ma również sprawy właśnie za "malwersacje". Na czym polegał ten straszliwy przekręt dokonany przez Le Pen? Na tym, że zatrudniała swojego asystenta partyjnego jako asystenta w Parlamencie Europejskim. To samo robią chyba wszyscy francuscy eurodeputowani, a karę w tak bzdurnej sprawie dostała tylko Le Pen. Francuski establiszment zastosował więc białoruskie metody wobec liderki opozycji. (Zróbcie eksperyment myślowy: w miejsce "Francji" wpiszcie  "Białoruś", a w miejsce "Le Pen", "Cichanowska".) "Jak możesz porównywać kraj taki jak Francja z Białorusią i Turcją?! Tam nie siedzą masowo więźniowie polityczni za kratami!" - no cóż, Łukaszenka i Erdogan też na początku swoich rządów prowadzili stosunkowo łagodną politykę wewnętrzną. (Liczba osób które zginęły w dziwnych okolicznościach za rządów Łukaszenki jest w zasadzie krótsza od liczby dziwnych zgonów za pierwszego Tusska.) "Fox, rzuciło ci się już totalnie na mózg! Jak możesz bronić Le Pen, która jest związana z Rosją!?" - odpowiedzą libki. No cóż, Łukaszenka również oskarża białoruskich opozycjonistów o związki z innymi państwami - USA, Wielką Brytanią czy Polską. Tak samo Erdogan powiązał Imamoglu z kurdyjskimi terrorystami. Powiązać zawsze można każdego z każdym. Tomasz Piątek pisał np. że amerykańskie koncerny zbrojeniowe "są związane z Rosją" :) Przed aferą we Francji, mieliśmy skandal w Rumunii z anulowaniem pierwszej tury wyborów prezydenckich w Rumunii. Upolityczniony Trybunał Konstytucyjny, na podstawie raportu jakiś jełopów ze służb, orzekł, że opozycyjny kandydat Calin Georgescu dostał wsparcie z Rosji w postaci reklam na TikToku. Później okazało się, że owe reklamy były wykupione przez rządzącą Partię Narodowo-Liberalną, która pompując Georgescu. chciała w ten sposób osłabić innego prawicowego kandydata. Gdyby w UE rzeczywiście panowała demokracja, to powinno być megaskandalem. Eurockucki cieszą się jednak z tego, co się wydarzyło w Rumunii i wskazują, że to scenariusz do zastosowania w innych krajach UE - choćby w Niemczech.

Czy więc w Unii Europejskiej mamy demokrację? Eurockucki twierdzą, że tak. Mamy demokrację, ale walczącą. Tak samo jak za komuny mieliśmy formalnie "demokrację ludową". Do tego dziwacznego ustroju dużo bardziej pasuje nazwa: dupokracja srająca.

Owa pseudodemokracja przede wszystkim nienawidzi wolności słowa. Grozi więc amerykańskim portalom społecznościowym, że nałoży na nie wielomiliardowe kary bądź je zablokuje, jeśli będą pozwalali ludziom swobodnie się wypowiadać. W tradycyjnych mediach również ma panować jednolity przekaz - więc we Francji zamknięto popularną prawicową telewizję C8.  W Niemczech BKA, czyli federalna policja kryminalna, zrobiła najście na dom kolesia, który napisał, że jedna z polityczek Zielonych jest "gruba".

No, ale może w zamian za te ograniczenia wolności politycznych i wolności słowa, dupokracja srająca coś zapewnia obywatelom? Może zapewnia im bezpieczeństwo? Francja akurat posiada broń jądrową, ale poza tym jej armia jest tak słaba, że nie mogła sobie poradzić z bandami Subsaharyjczyków w Sahelu. O innych państwach Europy Zachodniej nie warto nawet wspominać, bo ich armie są jeszcze słabsze. Państwa te nie są w stanie bronić się przeciwko większemu zagrożeniu zewnętrznego. Do tego ich granice są dziurawe. Bezpieczeństwo wewnętrzne? Dzięki masowej imigracji prymitywów z Trzeciego Świata, zachodnioeuropejskie miasta zamieniają się w trzecioświatowe shithole. Strach posyłać dzieci do syfnych szkół publicznych. A może jednak dupokracja srająca zapewnia poddanym dobrobyt? Większość państw Europy Zachodniej jest obecnie stosunkowo zamożna dlatego, że do bogactwa doszła w przeszłości, ale ostatnie dwie dekady oznaczały stagnację czy nawet regres w ich rozwoju. Wystarczy spojrzeć choćby na statystyki PKB per capita. Najbogatsze spośród większych gospodarek UE mają ten wskaźnik na poziomie najbiedniejszych amerykańskich stanów. UE jest zapóźniona technologicznie i pod względem rozwoju rynków finansowych. Przoduje jedynie w produkowaniu regulacji. Do tego w ostatnich latach zarzynała gospodarki państw członkowskich Zielonym Ładem i podobnymi fanaberiami. Dupokracja srająca zapewnia dobrobyt jedynie: oligarchom, pasożytniczym politykom i Subsaharyjczykom, którzy z chat ulepionych z bawolego gówna przenieśli się do podparyskich bloków. Wygląda na to, że dla rdzennej ludności przeznacza ona tylko jeden scenariusz: nic nie będziesz posiadał, wszystko będziesz wynajmował, będziesz jadł sojową papkę z robakami i będziesz szczęśliwy. Dupokracja srająca nie jest w stanie nawet zapewnić poddanym rozrywki. Jako rozrywkę widzi ona głównie: produkcje "woke" w stylu "Adolescence", gównianą sztukę nowoczesną i gejparady. Jeśli nie jesteś gejem lub transem, to nawet twoje życie seksualne ma być nudne i sztampowe. 

Dupokracja srająca jest więc ustrojem straszliwie lamerskim: nie zapewnia zwykłym ludziom żadnych korzyści, a generuje ogromne koszty i ogranicza ich wolność. To również reżim straszliwie nieefektywny, który upodabnia UE do RWPG i Układu Warszawskiego. 

Czy USA będą więc chciały bronić takiego parszywego sojusznika?

No cóż, w swojej historii wspierały one kraje o najróżniejszych ustrojach. Od monarchii niewolniczych (Etiopia), poprzez monarchie islamskie (Arabia Saudyjska), faszyzujące dyktatury (Hiszpania Franco) po stalinowski ZSRR i maoistowskie Chiny. Za Cartera Amerykanie wspierali nawet Czerwonych Khmerów Pol Pota. Są więc często w stanie przymknąć oko na kwestię praw człowieka. 

Oczywiście zdarzają im się mesjanistyczne odchyły - zwykle za rządów demokratów. W imię demokracji szkodzili choćby rządowi Republiki Chińskiej w czasach wojny. Zabili 200 tys. ludzi w Hiroszimie i Nagasaki, byle tylko nie zgodzić się na japoński warunek zachowania instytucji cesarstwa - warunek, który później przyjęli. Tak samo administracja Bidena wydała 200 mln USD poprzez USAID by ryć pod sojuszniczym pisowskim rządem, bo był "zbyt konserwatywny" i niezbyt pasował do wizji, w której Niemcy mieli wziąć odpowiedzialność za Europę.

Ogólnie jednak sojusznik musi być pożyteczny. Saudowie co prawda dosłownie srają na prawa kobiet i ćwiartują dysydentów w swoich ambasadach, ale ogólnie są cholernie użyteczni dla USA. A Eurocucki z mikroskopijnymi armiami?

W tym kontekście należy też widzieć wojnę handlową rozpętaną przez Trumpa.

Nie łudzę się - wiem, że libkowscy debile będą w tym wpisie czytać co trzecie zdanie (pomijając trudniejsze słowa) i nie zrozumieją, o co mi chodzi. Zaznaczę jednak, że: nie popieram wojny handlowej, ale będę tłumaczył o co w niej chodzi.

W długim terminie wojna handlowa może przynieść część oczekiwanych przez obecną administrację skutków: zmienić architekturę łańcuchów dostaw i doprowadzić do Porozumienia Mar-a-Lago, czyli do osłabienia dolara i spadku rentowności obligacji.

W krótkim terminie światu grozi jednak kryzys, być może porównywalny z tym z 2008 r., ale mniejszy od tego z 2020 r.  

"Ojeju! Olaboga! Kryzys! Upadek dolara!" - odezwą się ludzie biorący wiedzę ekonomiczną z filmików różnych youtubowych zjebów. Przypomnę więc, że kryzys kryzysowi nierówny, a recesja depresji. Recesja to normalna część cyklu koniunkturalnego i nie należy jej utożsamiać z totalnym załamaniem gospodarki. Recesję da się też łagodzić środkami fiskalnymi i monetarnymi. Jak na razie zapowiada się scenariusz recesji w USA wynoszącej dwa kwartały. 

Start wojny handlowej zaplanowano zgodnie z kalendarzem wyborczym. W tym roku nie ma w USA żadnych wyborów federalnych, w przyszłym są uzupełniające do Kongresu. Uznano też, że bezpieczniej jest dokonać takiego "kontrolowanego wyburzania" teraz - gdy gospodarka nadal jest silna (o czym świadczą choćby ostatnie dane z rynku pracy) a na giełdach niedawno ustanawiano rekordy - niż później. 

Wszyscy patrzą na zwałki na giełdach, a mało kto przygląda się rynkowi obligacji. Rentowność amerykańskich dziesięciolatek spadła wczoraj do 3,88 proc. Chodzi o to, by spadła jeszcze niżej. Tymczasem wbrew całemu zamieszaniu wokół DOGE, amerykańskie wydatki rządowe wcale nie spadają. Rosną w podobnym tempie jak za administracji Bidena. A Trump szykuje dużą obniżkę podatków. Może też powysyła Amerykanom czeki stymulacyjne, z pieniędzy zaoszczędzonych przez DOGE. Kampania przeciwko Homofobii nie dostanie wypłaty z USAID, bo pieniądze mające iść na grant trafią do jakiś rednecków z Apallachów, którzy kupią sobie za nie nowe strzelby do polowań na kryptydy :) Będziemy mieć więc stymulację fiskalną w USA, do której wcześniej czy później powinien przyłączyć się Fed. Słyszymy oczywiście, że cła "to podatek nałożony na konsumentów" i że "podsycą inflację". Za pierwszej kadencji Trumpa podwyżki ceł miały znikomy wpływ na ceny - teraz będą miały większe znaczenie, ale trzeba pamiętać również o dwóch siłach dezinflacyjnych. Ropa tanieje, a wraz ze spadkiem jej cen powinny spaść koszty wszystkiego, co jest transportowane samochodami i okrętami. To co, nie zostanie sprzedane na rynkach eksportowych, zostanie przekierowane na rynek krajowy, co będzie prowadziło do ograniczenia wzrostów cen lub nawet ich spadków.



Yanis Varoufakis zwrócił uwagę, że głupotą będzie odpowiadać na cła Trumpa podwyżkami swoich ceł. UE posiada bowiem dużą nadwyżkę w handlu z USA. Będzie więc bardziej tracić na eskalacji handlowej. Zdaniem Varoufakisa dużo lepszym rozwiązaniem jest pobudzanie popytu krajowego za pomocą stymulacji fiskalnej. Tyle, że ten scenariusz jest w Unii trudny do zrealizowania. W jej największej gospodarce - Niemczech - co prawda poluzowano sado-masochistyczny hamulec fiskalny nałożony przez Merkel - ale zrobiono to na pół gwizdka. 500 mld euro dodatkowych wydatków na infrastrukturę ma być rozpisane na 10 lat, z czego 100 mld euro ma iść na zielone szaleństwa zarzynające gospodarkę. Wszystkie kraje UE są objęte unijnymi regułami fiskalnymi przewidującymi, że deficyt finansów publicznych nie może przekraczać 3 proc. PKB, a dług publiczny nie może wynosić więcej niż 60 proc. PKB. Te reguły są wzięte totalnie z dupy i nie mają żadnego uzasadnienia ekonomicznego. Przez ostatnie dwie dekady skutecznie ograniczały one rozwój gospodarczy UE, uniemożliwiając ekspansję fiskalną potrzebną choćby do modernizacji infrastruktury i pobudzenia popytu wewnętrznego. Obecnie wszelkie próby ekspansji fiskalnej mogą być podobnie żałosne jak program KPO podczas pandemii - Komisja Europejska łaskawie pożyczy pieniądze jeśli wydacie je na głupoty, których ona chce, ale przy okazji musicie zgodzić się na szereg głupich warunków. Dodatkowo łagodzenie skutków kryzysu będzie ograniczane przez silne euro, uderzające w konkurencyjność eksportu. Ponadto do Europy zostanie przekierowane morze chińskiego taniego badziewia, które nie trafi do USA. Albo więc będziemy mieć wojnę handlową UE z Chinami (i katastrofę niemieckiego eksportu) albo deflację w Europie.

Trump pokazał właśnie co sądzi o Eurocuckach. Dając Wielkiej Brytanii (do której też ma zastrzeżenia) cła 10 proc., a Unii 20 proc., wynagrodził Brytyjczyków za brexit. Moim zdaniem popełnił jednak błąd nakładając podwyższone cła na UE już teraz. Mógł poczekać. I powiedzieć: podwyższam wam cła, gdyż łamiecie zasady demokracji we Francji, Rumunii i w Polsce. 

***

W blogu o recenzjach pojawiło się kilka nowych książek: "Nie patrz martwym w oczy", "Wielka wojna Izraela", "Manifestacje warszawskie 1916-1939". "Wojsko Polskie 1939. Organizacja i wyposażenie".