W tytule zeszłotygodniowego wpisu znalazło się określenie "deeskalacja przez eskalację". Niezależnie ode mnie o czymś podobnym napisał Krzysztof Wojczal, zwracając uwagę na ustępstwa obu stron: wstrzymanie się od dalszych uderzeń w instalacje wydobywcze oraz irański komunikat, że nie będą minować Cieśniny Ormuz, jeżeli Amerykanie nie zajmą im wyspy Chark. (Ustępstwem było również tymczasowe zwolnienie od sankcji irańskiej ropy znajdującej się już w transporcie morskim, nad którym tak mocno masturbowali się nasi trzecioświatowcy. Było to jednak nie ustępstwo wobec Iranu tylko wobec Indii. Iran już wcześniej dostał zapłatę za tę ropę - z chwilą jej załadowania na tankowce. Po zniesieniu sankcji, ładunki z tym surowcem zostały przekierowane z Chin do Indii.) Na oznaki deeskalacji mało kto jednak wówczas zwracał uwagę, bo wszyscy byli wystraszeni zapowiedzią Trumpa, że zniszczy irańskie elektrownie. W poniedziałek jednak Trump poinformował o przesunięciu tego ultimatum i o "konstruktywnych i dobrych" negocjacjach z Iranem. Propaganda Teheranu zaczęła gwałtownie zaprzeczać, że jakiekolwiek rozmowy są prowadzone, by wkrótce później przyznać, że jednak doszło do wymiany stanowisk poprzez pośredników i wydać komunikat, że "nie chcemy już negocjować z Kushnerem i Witkoffem, bo wolimy rozmawiać z J.D. Vancem". Choć libkowskie media promują z uporem maniaka wersję, że "ha, ha, głupi Trump negocjuje sam ze sobą", to jednak wiele źródeł z regionu wskazuje, że do realnych negocjacji rzeczywiście doszło. Do Pakistanu przyleciał na te rozmowy Mahommed Bagher Ghalibaf, czyli przewodniczący irańskiego parlamentu. Pakistańskie władze wręcz szczycą się, że pomogły Amerykanom w tej tajnej dyplomacji. W pośredniczeniu uczestniczyły też ponoć Turcja i Egipt. Generał SWR twierdzi natomiast, że w proces negocjacyjny mocno zaangażowany jest również Łukaszenka.
"Ha, ha, ha, głupi Trump, negocjuje, bo mocno dostał od Iranu!" - będą się brechtać libki i trzecioświatowcy. Oczywiście nie zauważyli oni licznych sygnałów wysyłanych przez amerykańską administrację od wielu miesięcy, że chętnie dogadałaby się z bardziej rozsądną frakcją we władzach w Teheranie. USA wielokrotnie dystansowały się od tego scenariusza przewidującego całkowitą zmianę reżimu (objęcie władzy przez irańską opozycję). Ponoć wątpiły w zdolność zwolenników szacha do przeprowadzenia przewrotu i objęcia władzy. Izrael był w tej kwestii bardziej optymistyczny, co wynikało z obserwacji dotyczących ostatniej fazy wielkich protestów antyreżimowych. Stąd też izraelska kampania systematycznego równania z ziemią baz Korpusu Strażników, milicji basaji, posterunków policyjnych, "bezpiecznych domów" bezpieki i posterunków kontroli drogowych (co doprowadziło do tego, że basiji śpią na kartonach pod mostami, jak bezdomni). Kielcczok w komentarzu pod poprzednim wpisem określił księcia Pahlaviego mianem "przegrywa". Tymczasem ten przegryw w ostatnich latach skutecznie zalewał totalitarny Iran swoją propagandą, tak że w czasie demonstracji zwykli Irańczycy zjednoczyli się pod dawną flagą i hasłami o powrocie Pahlavich. Chciałbym, by nasz "obóz patriotyczny" był choć w 10 proc. tak skuteczny w mobilizowaniu mas jak ten rzekomy "przegryw". "No to gdzie się podziała ta opozycja?!" - spytają niektórzy. Tak się składa, że szach sam apelował do Irańczyków, by nie wychodzili na ulice podczas bombardowań i by trzymali się z dala od obiektów takich jak posterunki policji. Czas na demonstracje miał nadejść w jednej z kolejnych faz. Dziennikarz, który jako pierwszy wskazał na tajny kanał negocjacyjny w Pakistanie, donosił również, że Pahlavi nawiązał również kontakty wśród irańskich wojskowych, którzy mieliby wystąpić przeciwko reżimowi. Problem jednak w tym, że amerykańsko-izraelskie bombardowania tak zdezorganizowały armię irańską, że nie jest zdolna do przeprowadzenia zamachu stanu. Trzyma się za to - mimo dużych strat - Korpus Strażników Rewolucji, czyli siła, która przed wojną była lepiej finansowana i uzbrojona niż armia. Netanjahu niedawno zasugerował Trumpowi, że czas zaapelować do Irańczyków o wyjście na ulice. Trump oponował, mówiąc że doszłoby wówczas do masakry irańskich cywilów. Izrael - obawiając się, że prezydent USA szybko ogłosi rozejm - zmodyfikował więc kampanię bombardowań, przesuwając akcenty z niszczenia infrastruktury aparatu represji na niszczenie potencjału wojskowego i przemysłowego Iranu.
Czytając o stosunku USA do irańskiej opozycji, czuje się jakbym czytał "Tajne pieniądze" Zyzaka. Tam również opisano jak różni "eksperci" z think-tanków deprecjonowali polską opozycję antykomunistyczną, a administracja Reagana kombinowała jak porozumieć się z jedną z rzekomo "reformatorskich" frakcji w reżimie, co zakończyło się ostatecznie na przejęciu części esbectwa przez CIA za administracji Busha. Podobny manewr mieliśmy też ostatnio w przypadku Wenezueli.
Czy rzeczywiście jednak w Teheranie istnieje frakcja gotowa porozumieć się z USA? Ghalibaf, czyli "irański Czarzasty", to koleś, który chwalił się, że jadąc na motocyklu lał dechą protestujących studentów. To mafiozo, więc materialista. Mógł rzeczywiście uznać, że nie ma co, ginąć za Kartonowego Modżtabę i upośledzonych umysłowo szyickich silniczków - lepiej zachować życie i majątek, nawet w scenariuszu, w którym doszłoby do oddania władzy. Problem jednak w tym, że inne irańskie frakcje pewnie myślą inaczej. Gdy wyszło na jaw, że Ghalibaf brał udział w rozmowach z Amerykanami, wylała się na niego rzeka hejtu w irańskich, reżimowych kanałach na Telegramie. Powszechnie oskarżano go o zdradę i życzono mu śmierci.
Warto jednak zwrócić uwagę na to, że na kilka dni przerwano kampanię uderzeń dekapitacyjnych. Wyjątek zrobiono tylko dla dowódcy floty Korpusu Strażników, czyli kolesia odpowiadającego za częściową blokadę Cieśniny Ormuz. To uderzenie mocno podłamało zwolenników reżimu. Dobrze byłoby wyeliminować również Vahidiego, który znalazł się na pierwszym miejscu w łańcuchu dowodzenia Korpusu Strażników.
Czasem można jednak odnieść wrażenie, że siłami irańskimi nikt już nie dowodzi na poziomie centralnym, a po prostu lokalni dowódcy Korpusu Strażników realizują nadal wytyczne sprzed wojny. Widać to choćby po sprzecznych działaniach dotyczących Cieśniny Ormuz - raz Irańczycy mówią, że żegluga jest swobodna dla statków z zaprzyjaźnionych krajów, innym razem cofają dwa chińskie kontenerowce. Resztki irańskich centralnych struktur dowodzenia oraz decydenci polityczne muszą mieć ograniczoną świadomość sytuacyjną. Mogą więc rzeczywiście uważać, że "Iran wygrywa".
Część komentatorów oburza się, że nie przyłączam się do antyamerykańskiej propagandy pałującej się każdą amerykańską stratą. No cóż, oprócz mnie o tym, że Iran wyraźnie przegrywa piszą m.in. Budzisz (polecam ten jego tekst), Wojczal, Grzegorz Kuczyński, płk Mariusz Kozłowski, Włodzimierz Wrzosek, Podczarski, bloger Jaszczur (nie mylić z Olszańskim) a przeciwnego zdania są magister Bartosiusiak, Repetowicz, postkomunista Szewko i tacy debile jak Romcio Kuźniar. To, że Iran wystrzeliwuje jeszcze rakiety, nie świadczy o jego zwycięstwie. III Rzesza ostrzeliwała Londyn rakietami V2 jeszcze 27 marca 1945 r. Z podobnym skutkiem. To, że jedna na sto rakiet trafi w jakąś bazę i zrani bądź zabije kilku żołnierzy, jest celebrowane przez gówno-trzecioświatowców jako "wielkie zwycięstwo Iranu". No cóż, Saddam w czasie I Wojny w Zatoce zdołał zestrzelić aliantom kilkadziesiąt samolotów i śmigłowców. Serbowie przynajmniej zestrzelili Amerykanom F-117 (który latał co dziennie po rutynowej trasie, na rutynowej wysokości, a dane o tym przekazał rosyjski szpieg w centrali NATO). Iranowi się to nie udało. Irańskie straty wojskowe i aparatu represji sięgają zapewne około 6 tys. zabitych (takie są oceny organizacji prawoczłowieczej Hengaw), a straty cywilne 640 zabitych (to zaskakująco mało, jeśli bierzemy pod uwagę to, że doszło do uderzeń lotniczych w kilkanaście tysięcy celów). Kill ratio: 1:200 i poważnie zdegradowane irańskie zdolności wojskowe. Jeśli to irańskie zwycięstwo, to jest naprawdę "straszliwe zwycięstwo".
Niektórzy wskazują, że Iran - pomimo klęski na poziomie taktycznym i operacyjnym - wygrywa strategicznie, bo zagraża żegludze w Cieśninie Ormuz. Jak to więc możliwe, skoro jego siły zbrojne zostały tak zdemolowane przez Amerykanów oraz Izraelczyków? Mamy do czynienia z sytuacją podobną jak w czasie wojny z Hutimi i z somalijskimi piratami. Oni też zagrażali żegludze we wrażliwych miejscach. Aktywność piratów mocno w ostatnich latach osłabła - co ma związek z tym, że USA ciągle, bez rozgłosu bombardują Somalię. Huti ograniczyli swoją aktywność, po krótkiej wymianie ciosów z US Navy w pierwszych miesiącach rządów Trumpa. Dodatkowo Izrael wykończył im cały rząd jednym atakiem lotniczym. Ostatnio znów przystąpili do walki - wystrzeliwując symbolicznie jedną rakietę na izraelską pustynię. Mogą znów narobić gnoju przy Bab el-Mendeb, ale na razie są dosyć spokojni.
Dyszą za to chęcią zemsty Saudyjczycy i władcy ZEA. MBS namawia Trumpa na kontynuowanie bombardowań, aż do urwania łba szyickiemu wężowi. ZEA rozważa oficjalne przystąpienie do wojny. Magister Bartosiusiak przekonuje, co prawda, że arabskie monarchie śmiertelnie obraziły się na USA, za to, że "nie ochroniły ich" przed irańskimi rakietami i dronami. No tak, o tej "śmiertelnej obrazie" świadczy choćby, to że zamówiły więcej amerykańskiej broni. Chińska bowiem "jakoś nie pykła" - na 52 rakiety przeciwokrętowe made in ChRL wystrzelone w USS Abraham Lincoln nie doleciała żadna. Gadanie o petrojuanie mającym zastąpić petrodolara jest też mocno przedwczesne. Juan musiałby najpierw stać się walutą w pełni wymienialną, nie podlegającą kontroli przepływu kapitału. Nie widać też, by kraje regionu odsuwały się od USA. Wręcz przeciwnie. Arabskie monarchie mówią Trumpowi, że przede wszystkim należy zniszczyć irański arsenał rakietowy. Irańczycy wystrzeliwują gdzieś tak po 10 rakiet dziennie, oszczędnie gospodarując zapasami. Amerykańskie służby oceniają, że zniszczono na pewno jedną trzecią ich arsenału rakietowego, dalsza jedna trzecia jest "uszkodzona" lub zasypana gruzem w podziemnych tunelach. Trump mówi o 3,5 tys. celów, które pozostały do zniszczenia. Rozważana jest opcja mocnego zakończenia wojny. Nie musi ona wcale obejmować zajęcia wyspy Chark (irańscy żołnierze czekają tam już w okopach z dronami FPV - nie ochroni ich to jednak przed bombami). Amerykanie mogą zająć trzy wyspy w Cieśninie Ormuz - i twierdzić, że nie dokonały inwazji lądowej na Iran, bo te wyspy są sporne (za swoje terytorium uważa je ZEA). Oprócz nich, celem inwazji mogłyby stać się irańskie wyspy u wejścia do Ormuzu - Qeshm (długa na 100 km) lub Larak (długa na 9 km), ewentualnie również wyspa Kish, stanowiąca irańską strefę wolnocłową i bezwizową. Oczywiście sama groźba zajęcia tych wysp może być jedynie argumentem prowadzonym w negocjacjach z irańską frakcją "szczurów opuszczających okręt".
Jeżeli Izrael zrezygnował z gry na zmianę reżimu, a USA dogadają się z Teheranem, to prawdopodobnie będziemy mieć później dogrywkę. Tak sądzi też Wojczal. Podobnie jak on, uważam, że trzecia wojna z Iranem, będzie toczyła się w szerszej koalicji obejmującej kraje arabskie. Mocniej się one zabezpieczą na wypadek powtórki blokady Cieśniny Ormuz. W ramach tych zabezpieczeń zneutralizowani zostaną Huti. Arabskie monarchie uruchomią też swoje służby specjalne, do uderzenia w irański reżim oraz jego regionalnych sojuszników, takich jak Hezbollah czy irackie milicje. (Przy okazji znów przekonujemy się jak wielkim błędem było obalenie Saddama. Mówcie o nim, co chcecie, ale on przynajmniej potrafił zająć się szyickim, terrorystycznym tałatajstwem.)
Trzeciej wojny z Iranem da się uniknąć, wspierając irańską opozycję i przeprowadzając do końca operacji zmiany reżimu. Wystarczyłoby zapewnienie wsparcia lotniczego (choćby i dronowego) demonstrantom - rozwalanie policyjnych sił prewencji, basijich i strażników na ulicach Teheranu. Można po zajęciu np. wyspy Kish - wysłać tam szacha, by utworzył rząd jedności narodowej. Problemem jednak jest czas. Amerykanie nie chcą, by ceny ropy rosły zbyt długo. Są więc gotowi tymczasowo dogadać się z jedną z frakcji rządzących Iranem. Takie dogadanie się nie zapewni jednak długoterminowego przetrwania reżimowi. Jedno z przedwojennych badań, przeprowadzonych dla prezydenta Pezeszkiana, wykazało ponoć, że reżim cieszy się poparciem tylko 8 proc. mieszkańców Iranu. Dodajmy do tego głęboki kryzys gospodarczy, zniszczoną infrastrukturę aparatu represji i likwidację szeregu prominentów - która może się powtórzyć.
Reżim więc wcześniej, czy później upadnie. Od USA zależy, to jak szybko się to stanie. Można to zrobić szybciej, ponosząc wyższe koszty teraz, a unikając ich w przyszłości, lub wznowić wojnę później, przedłużając problemy. Gdy po wybuchu rewolty w Syrii przekonywałem, że Turcja i USA powinny wspomóc zbrojnie tę rebelię i obalić Assada, straciłem sporo czytelników i byłem wyzywany od izraelskich agentów i zwolenników dżihadu. Po 10 latach okazało się, że miałem rację - reżim Assada został obalony w wyniku jednej ofensywy, a władze nowej Syrii dogadały się z Amerykanami. Nie doszło do apokaliptycznych rzezi, ani wprowadzenia kalifatu. Imigracja netto z Syrii do Europy stała się ujemna. Dało się to zrobić 12 lat wcześniej - uniknięto by w ten sposób kilkuset tysięcy ofiar śmiertelnych i powstania Państwa Islamskiego. Tak samo, da się obalić irański reżim - wystarczy nie słuchać think-tankowych "ekspertów".
W trakcie obecnej wojny z Iranem mamy do czynienia ze zbieżnością interesów kilku sił: USA (które uderzają w Chiny i szykują nowy ład pozwalający ograniczyć im w przyszłości obecność na Bliskim Wschodzie), Izraela (który eliminuje zagrożenie regionalne), arabskich monarchii (które też chcą likwidacji bliskiego zagrożenia) oraz irańskiej opozycji (która chce obalić reżim, który wpędził kraj w nędzę). Widzimy też pewną ewolucję stanowiska Europejczyków - Wielka Brytania i Francja zaczynają montować koalicję na rzecz odblokowania Cieśniny Ormuz. Chęć wysłania swoich okrętów na Bliski Wschód entuzjastycznie zapowiedziała Estonia. Ukraińcy chcą się przypodobać USA, wysyłając na Bliski Wschód swoje interceptory dronów i specjalistów od obrony przeciwlotniczej. (Przy okazji pozbawili Rosję okazji do zarobienia na wzroście cen ropy - niszcząc terminal naftowy w Primorsku i Ust-Łudze oraz eliminując 40 proc. rosyjskich możliwości eksportu surowca.) No tylko głupie, pańszczyźniano-peerelowskie Priwislańcy chcą być większymi Eurocuckami od swoich niemieckich panów i prześcigają się w deklaracjach, jak to dystansują się od złych, amerykańskich imperialistów. Może liczą na to, że Irańczycy będą na swoich rakietach naklejali ich zdjęcia tak jak fotki Pedro "Hijo de la Puta" Sancheza.
Rozśmieszył mnie na przykład generał Polko, który jojczy, że "Amerykanie powtórzyli wszystkie błędy z Iraku i Afganistanu razem wzięte". Wszystkie, czyli które? Polko wśród tych błędów wymienia, to że w Iraku rozwiązali wojsko i policję. Zaraz zaraz, czyżby jego zdaniem Amerykanie zrobili to samo już w Iranie? Czy już okupują Iran, a my to przegapiliśmy? Wydaje mi się, że po śmierci gen. Skrzypczaka, Polko objął funkcję dyżurnego generała, który bezmyślnie mieli jęzorem w mediach.
Mamy też całą masę prawicowców, którzy oburzają się na to, że ich święty, rewolucyjno-islamsko-bolszewicki Iran, dostaje bęcki od złowrogiego Izraela. Rozumiem ich stanowisko. Ja też nie lubię Netanjahu. Ostro krytykowałem Izrael za to, co robił w Strefie Gazy i w Syrii. Teraz nie podoba mi się, co robi w Libanie. Głęboko gardzę izraelskimi osadnikami i innymi świrami z tamtejszych ortodoksyjnych sekt. Wielokrotnie pisałem ostro krytyczne teksty na temat judaizmu - doprowadzając tym ewangelikalnych sekciarzy do krwawej sraczki w komentarzach. Podzielam jednak zdanie Machiavellego (którego wielcy prawicowcy chyba nie czytają), że zło czasem może owocować dobrem, a dobro złem. Polscy prawicowcy jojczą, że Trump nie odpowiada ich definicji wymarzonego ultraprawicowego kutechona, będącego ultratradycyjnym skopcem i w związku z tym, wszystko co robią USA (nie mówiąc o Izraelu) jest z gruntu złe. Ja twierdzę, że z Roosevelta był kawał skurwysyna, ale amerykańskie wojska zrobiły dobrą robotę rozwalając esesmanów z Dachau. Tak samo wietnamskie komuchy zrobiły dobrą robotę najeżdżając Kambodżę w 1979 r.
No cóż, u nas i w USA rozlewa się szeroko propaganda mówiąca, że to wojna, w którą Izrael wciągnął USA, a nawet, że to "wojna Epsteina", a to bogate arabskie monarchie - wraz z irańską opozycją - najmocniej się opowiadają za jej zaostrzeniem. Tymczasem Ehud Barak - kumpel Epsteina, czy też nawet jego oficer prowadzący - opowiada się przeciwko tej wojnie. Przypominam, że wcześniej Epstein sprzedawał broń Iranowi. Wykorzystywanie przez Iran w swojej propagandzie motywu blondwłosej dziewczynki na Wyspie Epsteina (nie było tam, aż tak młodych!) razem z Indianem, kowbojem, policjantem, marynarzem, budowlańcem, japońskim chłopcem z Hiroshimy, wietnamską wieśniaczką, Jemeńczykiem, gejnerałem Sulejmanim i starym pedofilem Alim Chameneim - obserwujących irańską rakietę lecącą na Nowy Jork, można interpretować jako zapowiedź zemsty za zabójstwo Epsteina :)
Baj de łej: Alexis Wilkins, piosenkarka country a zarazem dziewczyna dyrektora FBI Kasha Patela napisała ciekawą rzecz. Zwróciła uwagę na sieć trolli podlegającą generałowi Michaelowi Flynnowi. Owa sieć rozpowszechniała wcześniej o niej plotkę, że jest "czerwoną jaskółką" podstawioną Patelowi przez Mosad. Owa sieć trolli rozpowszechniała też wiele wrzutek uderzających w administrację Trumpa, które rezonowała z treściami rozpowszechnianymi przez duginistów. Związki z operacją prowadzoną przez Flynna ma również Candence Owens. Tuż po zabójstwie Kirka, Owens zaczęła operację osłaniającą radykalne lewactwo, kierując podejrzenia na Izrael, a następnie na wdowę po Kirku i ostatecznie ośmieszyła sprawę teoriami o tym, że Kirk był podróżnikiem w czasie mającym z nią sekretny romans. Gdy koleś z CIA Joe Kent nagle wyskoczył ze swoimi antywojennymi rewelacjami, to niemal natychmiast zostały one też rozpowszechniane przez trollownię Flynna i w ciągu 24 godzin miał już długi wywiad u Tuckera Curlsona.
Przed zamachem na Trumpa w Butler, zielony beret będący człowiekiem Flynna pisał, że Flynn może uczynić Trumpa "odpornym na zabójstwo".
Przypominam, że Flynn, szef wywiadu wojskowego DIA za Obamy i zarazem twórca ruchu QAnon, to uczeń płka Michaela Aquino - specjalisty od wojny psychologicznej, twórcy satanistycznej Świątyni Seta.
Podejrzewam, że siatka generała Flynna gra teraz na JD Vance'a, któremu ponoć mocno nie podoba się wojna z Iranem. Vance ostro opieprzył Netanjahu w rozmowie telefonicznej. Nie zdziwiłbym się, gdyby w ciągu kilku miesięcy ludzie Flynna przeprowadzili zamach na Trumpa (możliwe, że przy współpracy z Irańczykami), dający władzę ludziom Vance'a. (Który ostatnio stwierdził, że "UFO i obcy to demony", więc jednoznacznie postawił się po stronie tych, którzy chcą blokować ujawnienie w tych kwestiach.)
Trollownia Flynna zapewne bierze udział też w operacji netowego budowania sympatii dla niemieckiego nazizmu (nie żadnej skrajnej prawicy, czy faszyzmu, ale dla autentycznego, zbrodniczego nazizmu) wśród amerykańskiej młodzieży. Robiła to otwarcie m.in. Candence Owens (dobrze podsumowana przez Laurę Loomer jako "ghetto bitch"). Operacja ta ma podatny grunt, gdyż wcześniej przez wiele lat libki wpychały Amerykanom aż do odruchów wymiotnych tęczowo-transowo-feministyczno-BLMową propagandę, a wojna w Strefie Gazy niesamowicie wzmocniła propalestyńskie lewactwo.
Wasz Ulubiony Autor wspomniał o owej akcji "nazyfikacyjnej" w podcaście u Jaremy Jamrożka, dotyczącym jego książki "Demony nazistów".

"Ja twierdzę, że z Roosevelta był kawał skurwysyna, ale amerykańskie wojska zrobiły dobrą robotę rozwalając esesmanów z Dachau."
OdpowiedzUsuńRoosevelt już nie żył jak wyzwolono Dachau.
Szanowny Autorze, przesadzasz chyba w swej wierze w sprawczczość Jankesów, obalenie Asada zajęło długie 13 lat, Liban po '75 nigdy nie wrócił do normalności, Irak wciąż jest w procesie odbudowy (o Afganistanie lepiej nie mówić), a oczekujesz, że w Persji będzie cokolwiek lepiej?
OdpowiedzUsuńRaczej to Kieleccok ma rację co do szacha, pozostanie takim samym rekwizytem, jak wenezuelska alternatywna prezydentka, której chaviści nie chcą wpuścić do kraju.
No, może w ramach łaski władza ludowa pozwoli wrócić szachowi do kraju, w końcu nawet Putin toleruje obecność tytularnej carycy, a chińscy i kambodżańscy komuniści potrafili zapewnić jakieś fikcyjne stołki swoim dawnym monarchom.
"obalenie Asada zajęło długie 13 lat"
UsuńW necie do dzisiaj wiszą artykuły z wtedy, zarzucające Obamie brak wsparcia dla rebeliantów. Diabli wiedzą co wtedy planowali, może oddanie wszystkiego ruskim pachołkom, ale to było celowe działanie.
No dla większości ludzi to oczywiste, że to wojna tylko i wyłącznie w interesie Izraela. USA tylko rujnują sobie centrum swojej gospodarki, czyli Zatokę Perską. Poza petrodolarami, Saudowie i szejkowie bilionami baksów nakręcają tą całą banię spekulacyjną inwestując w nieruchomości, obligacje i giełdę.
OdpowiedzUsuńWidać, że to zwykłe wariactwo bez planu, a Hegseth to oszołom od trzeciej świątyni.
Co do trolli Flynna to mnie zaciekawiłeś. Jaki ma w tym wszystkim cel i dlaczego naziści? W sumie to by się zgadzało bo pamiętam, że w 2023 mieliśmy na tiktoku itp. zalew filmików z III Rzeszą, gdzie w tle leciał eurodance. Zbyt duża i skoordynowana akcja jak na paru chłopków.
W sumie sprawa z Aquino też jest bardzo ciekawa. To jakiś pionek w wielkim planie czy prowadził swoją grę i dlaczego satanizm?
OdpowiedzUsuń"W trakcie obecnej wojny z Iranem mamy do czynienia ze zbieżnością interesów kilku sił: USA (które uderzają w Chiny i szykują nowy ład pozwalający ograniczyć im w przyszłości obecność na Bliskim Wschodzie), Izraela (który eliminuje zagrożenie regionalne)"
OdpowiedzUsuńraczej: Izraela który chce zrealizować swój "Wielki Izrael"
Obejrzałem te film "Iran Fires 52 Chinese Hypersonic Missiles at US Carrier, Zero Hits—Xi Furious, Arrests Follow" z kanału China Observer.
OdpowiedzUsuńTemat nadaje się na osobny artykuł
Prawdą jest że chińska broń zawiodła w realnych konfliktach w 2025/2026,
w tym Pakistan, Wenezuela i Iran.
Pakistan (maj 2025, konflikt z Indiami)
JF-17 + PL-15E: Nie wykryły F-22/F-35, 0 trafień (Aegis-like jamming).
HQ-9B + radary: Zawiodły w testach – Pakistan kupuje AIM-120 od USA.
VT-4 tanki: Eksplodowały (woda zamiast paliwa?).
Wenezuela (styczeń 2026, areszt Maduro)
JY-27A radary + HQ-9: Nie wykryły F-35 podczas operacji USA – blackout radarowy.
JF-17 grounded: Problemy z awioniką.
Iran (luty/marzec 2026)
52x CM-302: 0 trafień w USS Lincoln – plasma sheath blokuje guidance, brak data-link mid-flight (hipersoniczne tracą kontrolę).
HQ-9B: Zawiodło vs izraelskie ataki (Tyrron).
Dlaczego zawiodły?
Eksportowe wersje: Słabsze chipy, bez kluczowych technologii (dual-use export restrictions).
Korupcja: Podróbki komponentów, woda w rakietach – Xi czystki 2025 (nie po Iran).
Jamming: Aegis/F-35 blokują GPS/komunikację – chińskie radary słabe vs stealth.
Chińska broń eksportowa słaba, zawodzi w boju.
Chiny ukrywają problemy i testują na sojusznikach swoją wadliwą broń.