Dywizjon artylerii przeciwlotniczej, Koszalin, 1965 r.
Noc na służbie wyraźnie dłużyła się kapralowi "Bolkowi". Siedząc w stróżówce, przy bramie koszar, próbował czymś zabić czas. Przydziałowy AK-47 stał w kącie, oparty o ścianę. Młody żołnierz z Kujaw trzymał w ręku książkę. Sylabizował tekst, wpatrując się w rzędy liter oświetlone słabą żarówką. Na okładce tej lektury widniały słowa: "Czesław Centkiewicz. Anaruk, chłopiec z Grenlandii" i rysunek małego Eskimosa. Choć ta lektura wydawała się "Bolkowi" trudna, to jednak mocno go wciągnęła i zawładnęła jego wyobraźnią.
Nagle żarówka zaczęła przygasać. - Co do chu... - rzucił "Bolek". Kątem oka dostrzegł, że światła zgasły w całej bazie. Wyszedł ze stróżówki, by sprawdzić korki. W tym momencie usłyszał nad sobą ciche, lekko metaliczne buczenie. Włosy mu naelektryzowane stanęły dęba, a furażerka zaczęła unosić się w powietrzu. On sam poczuł jakby stał się bezwładny. Omiótł go oślepiający snop białego światła.
***
Powoli zaczął otwierać oczy. Widział przed sobą mgłę z przebłyskami światła. I wysokie, chude, postacie z wielkimi głowami. Przez chwilę wydawało mu się, że mają one szarą skórę. Leżał nagi na jakimś podświetlonym stole. Wysoki szary obcy z dużymi, czarnymi, migdałowatymi oczami, zbliżył się do niego. - Ddddddddd.... - wydał z siebie odgłos i następnie włożył jeden ze swoich długich palców "Bolkowi" do tylnej dziury.
- Centkiewicz!!! - krzyknął przerażony "Bolek".
***
Grupa doradców, intelektualistów z Warszawy, nie mogła się nadziwić. "On nie może być przywódcą! Toż to analfabeta! Cały czas tylko mamrocze jakieś <<ddddddddd>> i rysuje kutasy!".
Nie zdawali sobie sprawy, że "Bolek" przekazywał w ten sposób przesłanie dla Ziemian w języku i alfabecie Kutanoidów.
***
Michał Kołodźwiejczak wyszedł nad ranem z latarką w dłoni. Zwabiło go tam metaliczne buczenie oraz jaskrawe, pulsujące światła, które szybko oddaliły się za horyzont. Nie wierzył własnym oczom. W jego polu kapusty jakaś potężna siła pozostawiła znak - wygniotła w nim wielkiego kutasa.
***
Sławek właśnie wrzucił na swoje media społecznościowe kolejne posty o Józefie Mackiewiczu i generale Sosnkowskim. Teraz postanowił wrzucić coś o swoim ukochanym piesku - Parówczaku.
- Kto jest najwspanialszym pieseczkiem na świecie? No kto? No wiadomo, że Parówczak! - mówiąc to przytulił się do swego pupila. - Właśnie wrzuciłem twoją fotkę w różowym sweterku. I w pelerynie w kolorze tęczy.
Pies się na niego spojrzał, błagając o litość.
- A teraz twoja fotka z analnym światełkiem LED, mieniącym się barwami tęczy i grającym piosenki Eltona Johna.
Parówczak poczuł się zbrukany.
- O sprawdzimy komentarze. 15 lajków od fanów, dwie uśmiechnięte buźki, 20 zdziwionych buziek, wyrazy poparcia od fanbazy, a także komentarz: "Twój pies Parówczak wygląda gejowsko" - Sławek aż stracił oddech z oburzenia. - Jak to gejowsko! Co za skurwysyn to napisał! "Fox"! Kurwa, dorwę go jak profesora Kieżuna! Zajebię go! Nie popuszczę!
Sławek spędził kolejne sześć tygodni w archiwach, szukając na Foxa brudów z czasów PRL. Dogłębnie przekopał się przez akta IPN, WBH, AAN oraz Instytutu Hoovera. Po sześciu tygodniach stwierdził:
- Te skurwysyn miał sześć lat, gdy powstawał rząd Mazowieckiego. Nic na niego nie ma! - dodając po chwili: - Sprawdzę jego ojca!
Po kolejnych sześciu tygodniach przekopywania się przez archiwa, doszedł do wniosku, że ojciec Foxa nie był w PRL nikim ważnym. Szukał więc materiałów na jego matkę. Po sześciu tygodniach pracy w archiwach, doszedł do takiego samego wniosku - nie była nikim ważnym. Kolejne sześć tygodni spędził na sprawdzaniu jego dziadków - z takim samym rezultatem. Zaczął więc analizować komentarze pod wpisami blogowymi Foxa. Jego uwagę zwrócił jeden z nich: "Batyr nie wygra wyborów, ty ufologu zajebany!".
- Więc jest ufologiem... - niepokojące myśli chodziły Sławkowi po głowie. Wgłębił się w lekturę jego serii Phobos. Przypomniał sobie jak "Bolek" wrzucił post zatytułowany "Przesłanie Ummitów". Coś mu zaczęło świtać...
Nagle usłyszał szmer pod drzwiami. Patrząc przez judasza nikogo nie zauważył, ale słyszał oddalające się kroki. Lekko uchylił drzwi. Na wycieraczce leżała duża koperta, a w niej stara, pożółkła teczka z pięczęciami WSW i tytułem "Gdynia 1959".
***
Nad Cmentarzem Prawosławnym na Woli zapadała ciemność. Padał deszcz ze śniegiem. Słychać było krok marszowy. To grupa półnagich, ubranych w skórzane spodenki i czapki, gejowskich zomowców niosła trumnę, a przed nią metalową, pięcioramienną gwiazdę,
Maria Teresa Kaszczak śpiewała na melodię "Alejandro" Lady Gagi:
Jarucwelski, Jarucwelski, Jaru-, Jaru-Cwelski,
Don't call my name, i'm not your Siwicki!
Don't wonna kiss, don't wonna touch,
Just smoke my cigarete and hush, Tuczapski!"
- Centkiewicz!!! - nagle "Bolek" przerwał jej występ.
***
Sławomir Memcem, lider Końpederacji, autystycznie perorował w telewizyjnym programie publicystycznym:
- To, co zrobił Jarosław Kwaczyński, to całkowite chamstwo! Jak mógł wykorzystać w celach politycznych moją chorobę! Jak mógł powiedzieć, że w drugiej klasie podstawówki, podczas biegu na wuefie zesrałem się w gacie!
- Ja srałem w polu! - wciął się marszałek Krzaczasty.
- Krucafuks! To już wiem, w co wdepnąłem za stodołą! - ożywił się Kołodźwiejczak.
- Ale... Jarosław Kwaczyński nie mówił o tym epizodzie... - wtrącił się zszokowany dziennikarz prowadzący program.
- To o czym mówił?
- O pańskim autyzmie...
- Aha...
Ewa Zającowa-Piernik oglądała ten program w aplikacji mobilnej. Aż się rozmarzyła. Wróciły wspomnienia. Chodziła do tej samej szkoły, co Memcen i była świadkiem tego, jak zrobił on kupę w gacie podczas zawodów sportowych. Uznała to za coś bardzo słodkiego. Podkochiwała się w nim wówczas. Podglądała również, gdy go myto o tym incydencie.
- Ah, to wtedy stałam się fetyszystką małych katechoników. Wyglądają tak słodko, dziecięco - oddała się wspomnieniom, ale wkrótce naszła ją refleksja - Wielkie katechony mnie przerażają...
Gdy tak rozmyślała, drogę zaszedł jej wysoki koleś w płaszczu, o końskiej twarzy. To był mecenas Koniew. Zagaił do niej:
- Fi faj fu fa! Chcesz może dzieweczko zobaczyć coś naprawdę wielkiego?
Rozchylił płaszcz, wywołując spazmatyczny krzyk Zającowej-Piernik: Aaaaaaaaaaa!!!
- Pierwszy raz coś takiego widzisz? Podziwiaj!
- Co robisz tej dziewczynie debilu! - krzyknął przechodzień.
- Stól ryja pisowcu! Mam immunitet i mogę pokazywać swojego Szczepana Twardocha komu chcę! - odkrzyknął Koniew. - A poza tym mam na oczach maskę Zorro. I nikt mnie w niej nie pozna! Hahaha! Jestem geniuszem zła!
- Aaaaaaa!!! - Zającowa-Piernik była autentycznie przerażona.
- Nikt na świecie nie ma tak dużego! Nawet Michelle Obama! - przechwalał się Koniew.
Dwa kilometry dalej, na dachu wieżowca, stał Michelle Obama. Rozpiął rozporek i wypuścił swojego katechona.
- Black Kutanga from Katanga...
Katechon zaczął się rozwijać w pełną długość. Niczym dron FPV podążył do celu.
- Fi faj fu fa! A jak skończysz podziwianie mojego endeckiego katechona, to wspólnie przeliczymy głosy w wyborach prezydenckich!
- Aaaaaaa!!! - wydzierała się Zającowa-Piernik.
Nagle Koniewowi oczy niemal wyszły na wierzch. Coś wbiło mu się w tylną dziurkę. "Dzida?!" - pomyślał przez chwilę. Po chwili chciał krzyknąć: "I can't breathe!". Nie mógł jednak tego zrobić, bo katechon Michelle Obamy wychodził mu przez usta. Następnie skręcił w bok i po gombrowiczowsku zgwałcił Koniewa przez uszy.
Zającowa-Piernik zemdlała z przerażenia.
Katechon Michelle Obamy leciał jednak dalej - wszak dopiero rozwinął się w ułamek swej pełnej długości.
Gershon Braun przemawiał na wiecu:
- Jeśli prawdą są insynuacje, że jestem sabatajczykiem-frankistą udającym polskiego katolika, to wielki czarny katechon mi w oko!
TRZASK!!!
***
Po tym incydencie Żydzi uznali Gershona Brauna za swojego Mesjasza. Braun zaprowadził pokój na Bliskim Wschodzie i zasiadł na tronie w odbudowanej Trzeciej Świątyni. Czyli został Antychrystem. Ale nie wyprzedzajmy jeszcze za bardzo akcji...
***
Mecenas Koniew leżał na SORze- w Szpitalu Południowym, z obandażowanymi uszami i zadem do góry. Z głośników radiowęzła leciała piosenka Jasia Kapeli "VIP SOR u Kasprzyka". Śnił mu się koszmar ze strasznych, pisowskich, czasów. CBA przeszukiwała wówczas jego rezydencję. W prywatnej kaplicy, pod tabernakulum miał schowane kilka roczników magazynu "Laski z fiutami". By powstrzymać przeszukanie, zaczął mówić agentom CBA, że kaplica jest objęta immunitetem dyplomatycznym i że stanowi terytorium Stolicy Apostolskiej, po czym symulował zemdlenie - przed upadkiem mówiąc: "Koń kuleje!" i dla lepszego efektu popuszczając w spodnie.
- Aaaaaaa!!! - jęknął Koniew. Poczuł jak ktoś wsadza mu w tyłek rzeźbę autorstwa Bartłomieja Kurzei.
- Doktorze Kasprzyk! Co pan robi! - mecenas nie mógł się otrząsnąć z szoku.
- Doktor Kasprzyk pracuje teraz w drugim szpitalu. Ja go zastępuje. Doktor Sendecki! A to za rozbicie LPR-u ty watykański WASPie! - wepchnął mu głębiej posążek.
- Ratunku!!! Medyka!!! Ratujcie mojego syna!!! - na SOR wbiegł senator partii rządzącej pchając na wózku swojego syna wyglądającego jak idiota. Syn ślinił się, jęczał, a smarki zwisały mu z nosa! - Doktorze!!! Ratuj!!! On ma wrastający napletek!
- Zaraz temu zaradzimy! - ochoczo oświadczył doktor Sendecki.
- Obrzezanie?
- Nie. Tu jest polski szpital narodowy. Tu nie będzie żadnego obrzezania. Lewatywa i płukanie żołądka!!! - zaordynował doktor Sendecki. Do sali wbiegł przebrany za pielęgniarkę "Jaszczur" (nie mylić z blogerem Jaszczurem) oraz sanitariusz Ludwiczek. Z dzikim śmiechem obskoczyli syna prominenta. Założyli mu na głowę żelazny nocnik i okładali ten "hełm" gumowymi, milicyjnymi pałami. Dziko wrzeszcząc popędzili z wózkiem ku schodom.
***
Tymczasem na jednym z placów zabaw w Warszawie leżało kilkumetrowe truchło olbrzymiego pająka.
Przed kamerą telewizyjną płakało lokalne aktywiszcze ekologiczne: - To był pająk Henio! Nikomu nie wadził! Przyszedł tutaj z Lublina! Książki pisał o Żydach!
Redaktor Gozdyła bawiła się z kotkiem, ciągnąc go za wąsy: - Boli? Nie? A tak? Teraz boli?
***
Był jednak ktoś, kogo nie śmieszyły żarty w serii "Sny". Był akurat na randce i usiłował zbajerować dziewczynę swoim słowotokiem:
- Więc, ci cholerni socjaliści z PiSu nie dali mi mieszkania za darmo. Przez to jestem sam i siada w Polsce demografia. Popieram Brauna, ale głosowałem na Rafała i ogólnie uważam, że jak powsadzają tych wszystkich pisowców do więzień, to będzie wolny rynek i dostanę mieszkanie za darmo i...
Siedząca naprzeciwko niego biuściasta panna strasznie się nudziła i kręciła w palacach pukle swoich rudych włosów. Dekolt odsłaniał krawędź jej koronkowego biustonosza.
- I w ogóle to Batyr był alfonsem i zaliczał panienki, a ja nie, więc trzeba policzyć głosy, a tak w ogóle to nie lubię blogu Foxa, ale codziennie na niego wchodzę , by się kłócić w komentarzach, bo nic nie mam do roboty, a telewizor mi nie odbiera sygnału cyfrowego..
- Chcesz się pierdolić, czy nie? - ruda piękność spojrzała na niego nieco skonfundowanym wzrokiem.
- A Batyr to się skompromitował tym snusem i wizytą na Filipinach, no bo przez niego ci cholerni socjaliści z PiSu nie dali mi mieszkania i demografia przez to siada...
Dwie godziny później...
- To, że Batyr wziął sobie ksywkę Batyr świadczy, że był alfonsem, bo niby kto nosi pseudonimy? Żaden z pisarzy, na pewno nie Bolesław Prus... - siedział w szafie, popijając "Mountain Dew" i patrząc jak ruda biuściasta dziewczyna, z którą siedział w kawiarni, uprawia ostry seks z lokalnym działaczem Rozwoju Plus. Była bardzo głośna.
- O tak! Rżnij mnie! O tak dobrze! Nie przestawaj! Morawiecki był najlepszym premierem od czasów Jaroszewicza! - (Miała na ścianie portrety Mateusza i Kornela Morawieckich, a na półce książki o Solidarności Walczącej oraz ekonomii solidarystycznej.)
- Trzask! Dostała potężnego klapsa w tyłek i poczuła szarpnięcie smyczą.
- Od Jaroszewicza suko? Tylko od Jaroszewicza?!
- A masz rację... od Sławoja-Składkowskiego! Nie przestawaj! Rżnij mnie...
Tymczasem z szafy dochodziło:
- Na szczescie powrót pisowskich spierdolin do władzy nie grozi. I takie miernoty jak piszacy tutaj pisowscy rodzyniarze moga juz tylko stękać w komentarzach o zlym Tusku. Pis w sondazach ma 17% poparcia, a wedlug przeciekow z badan opinii zleconych przez nich samych nawet spada do 16-15%, drugi pis, czyli Niedorozwój minus nie przekracza nawet progu wyborczego. Ale zapomnialem przeciez, ze ty i inni komentujacy tutaj zyjecie w alternatywnej rzeczywistosci gdzie Tusk ucieka przed armią takich spierdolin umyslowych do Brukseli.




.jpeg)







Czy to prawda, że Centkewicz jest tęczowy?
OdpowiedzUsuńMa żonę
Usuńposiadanie żony jest akurat najmniej istotne w kwestii powyższego głupiego pytania
UsuńCzy to prawda że Sylwia Tt Ivorsky Ostpol i Piotr1134 to liczne osobowosci jednej i tej samej osoby?
OdpowiedzUsuńTak. To prawda. A steruję nimi ja - Pasztet Geniusz Zła!
UsuńKto jest za wypierdoleniem Stanisława z sekcji komentarzy? Flooder gorszy od krOstPola.
OdpowiedzUsuńTy?
Usuń@anonimowy
UsuńNIe karm trolla.
Piotr1134
@Piotr1134
UsuńPrzypadek typowy zwolennika KO należy solidnie zbadać. Do tej pory nie potrafię zrozumieć motywacji tej bańki. Jedyna możliwość to go nakarmić.
TT
"Był jednak ktoś, kogo nie śmieszyły żarty w serii "Sny". Był akurat na randce i usiłował zbajerować dziewczynę swoim słowotokiem"
OdpowiedzUsuńparskłem i musiałem czyścić monitor z kawy
Taki tekst mogl sie zrodzic tylko w chorym pisowskim umysle.
OdpowiedzUsuńNo ba! Zdrowe umysły młodych wykształconych mogą wygenerować co najwyżej teksty w rodzaju "***** ***". No chyba, że który KOmunista jest z pochodzenia faszystą z LPR-u, to jeszcze da radę "Kto nie skacze - ten za PIS-em".
UsuńCzy to prawda że Polski przemysł hutniczy planuje wykorzystać żar bijący z tyłka tu obecnego anonimowego od spierdolin pisowskich w nowym typie pieca do wytopu surówki?
UsuńSydney Sweeney... ona ostatnio zaczyna przypominać nadmuchaną lalę w typie Pameli Anderson. Wystarczy obejrzeć film "Pewnego razu w Hollywood" (kto tego nie obejrzał jest kulturalnym zerem) by zauważyć, jak się zmieniła. Gdzie ona do tej blond Rumunki Antoni, która napastliwie mi się wyświetla na fb...
OdpowiedzUsuńTo UFO, co spadło do basenu portowego w Gdyni jest jednym z wątków powieści "Chodź ze mną" Orbitowskiego. Bardzo dobra lektura i kolejny przykład, jak bogate uniwersum stanowi fantastyka.
OdpowiedzUsuń"Fox (...) podał błędną datę dzienną katastrofy UFO pod San Augustin, w Nowym Meksyku w 1947" - to jest jedna z kilku metod sremagoga na deprecjonowanie niewygodnych informacji: znaleźć pomyłkę w nieistotnym szczególe. "Ta informacja jest fałszywa bo ...". Zresztą geneza tego "łytu erystycznego" jest pewnie znacznie starsza. Podejrzewam, że rabinacka.
OdpowiedzUsuń