sobota, 25 kwietnia 2026

Technofaszyzm kontra Państwo-Przedszkole

 


Nie będę mocno się rozpisywał na temat wojny irańskiej - bo mamy w niej interludium. Do jej wznowienia dojdzie pewnie na początku przyszłego tygodnia. Głównym celem będzie kadra dowódcza Korpusu Strażników Rewolucji - czyli frakcja sprzeciwiająca się rozejmowi - oraz siły Korpusu bawiące się w piractwo w Cieśninie Ormuz. Na początku tygodnia mieliśmy amerykański pokaz siły w postaci ostrzelania zajęcia płynącego z Chin kontenerowca z chemikaliami do produkcji paliwa rakietowego. Irańczycy nie mogli temu przeciwdziałać, choć do przechwycenia statku doszło bardzo blisko ich wybrzeża. Później doszło jednak do pokazu amerykańskiej bezsiły - Irańczycy bowiem bezkarnie zajęli dwa kontenerowce w Cieśninie Ormuz, a ostrzeliwali również statki w Zatoce Omańskiej. Co prawda rzekomy pokaz irańskiej siły w postaci 30 "szybkich łodzi" zapewne się nie odbył - wzięto za niego zdjęcia satelitarne pokazujące aktywność irańskich kutrów rybackich, ale dziwię się, że Amerykanie powstrzymują się od rozwalania z powietrza wszelkich podejrzanych, małych jednostek w Cieśninie Ormuz. Może zaczną to robić za kilka dni. W każdym bądź razie niezidentyfikowane wrogie myśliwce cały czas latają nad irańskimi miastami, testując ich obronę przeciwlotniczą. Żołnierze Korpusu Strażników Rewolucji skarżą się, że natomiast, że nie dostają wypłat...

W tle tego konfliktu dzieją się też jednak rzeczy o bardzo doniosłym znaczeniu. Oto bowiem Alex Karp, prezes firmy Palantir i Nicholas Zamiska, dyrektor tej spółki ds. korporacyjnych, napisali wspólnie książkę pt. "Republika technologiczna". Skopiec Dugin już się z jej powodu zesrał - wraz z innymi gówno-bricsowcami - i stwierdził, że to "manifest technofaszyzmu".

Palantir w swoich mediach społecznościowych streścił główne tezy tej książki. Oto one (tłumaczenie Grok, podkreślenia moje):

Dolina Krzemowa ma moralny dług wobec kraju, który umożliwił jej rozwój. Elita inżynierska Doliny Krzemowej ma pozytywny obowiązek uczestniczenia w obronie narodu.

Musimy zbuntować się przeciwko tyranii aplikacji. Czy iPhone jest naszym największym osiągnięciem twórczym, jeśli nie koronnym osiągnięciem naszej cywilizacji? Ten przedmiot zmienił nasze życie, ale może też teraz ograniczać i zawężać nasze poczucie tego, co możliwe.

Darmowa poczta elektroniczna nie wystarczy. Dekadencja kultury lub cywilizacji, a także jej klasy rządzącej, zostanie wybaczona tylko wtedy, gdy ta kultura jest w stanie zapewnić wzrost gospodarczy i bezpieczeństwo społeczeństwu.

Granice miękkiej siły i samej tylko wzniosłej retoryki zostały obnażone. Zdolność wolnych i demokratycznych społeczeństw do zwycięstwa wymaga czegoś więcej niż moralnego apelowania. Wymaga twardej siły, a twarda siła w tym stuleciu będzie budowana na oprogramowaniu.

Pytanie nie brzmi, czy broń oparta na sztucznej inteligencji zostanie zbudowana; pytanie brzmi, kto ją zbuduje i w jakim celu. Nasi przeciwnicy nie będą zwlekać, oddając się teatralnym debatom na temat zalet rozwijania technologii o kluczowym znaczeniu militarnym i dla bezpieczeństwa narodowego. Oni będą działać.

Służba narodowa powinna być powszechnym obowiązkiem. Jako społeczeństwo powinniśmy poważnie rozważyć odejście od w pełni ochotniczej armii i angażować się w następną wojnę tylko wtedy, gdy wszyscy podzielają ryzyko i koszty.

Jeśli amerykański Marines prosi o lepszy karabin, powinniśmy go zbudować; to samo dotyczy oprogramowania. Jako kraj powinniśmy być w stanie kontynuować debatę na temat stosowności działań militarnych za granicą, jednocześnie pozostając nieugiętymi w naszym zobowiązaniu wobec tych, których poprosiliśmy, by stanęli w obliczu niebezpieczeństwa.

Urzędnicy publiczni nie muszą być naszymi kapłanami. Każda firma, która wynagradzałaby swoich pracowników w taki sposób, w jaki rząd federalny wynagradza urzędników publicznych, miałaby trudności z przetrwaniem.

Powinniśmy okazywać znacznie więcej łaski tym, którzy poddali się życiu publicznemu. Likwidacja jakiejkolwiek przestrzeni na przebaczenie – porzucenie jakiejkolwiek tolerancji dla złożoności i sprzeczności ludzkiej psychiki – może pozostawić nas z obsadą postaci na mostku kapitańskim, której będziemy żałować.

Psychologizacja współczesnej polityki prowadzi nas na manowce. Ci, którzy szukają w arenie politycznej pożywienia dla swojej duszy i poczucia własnej tożsamości, którzy zbyt mocno polegają na tym, że ich życie wewnętrzne znajdzie wyraz w ludziach, których być może nigdy nie spotkają, zostaną rozczarowani.

Nasze społeczeństwo stało się zbyt chętne do przyspieszania, a często wręcz cieszy się ze śmierci swoich wrogów. Pokonanie przeciwnika to moment na chwilę refleksji, a nie na radość.
Era atomowa dobiega końca. Jedna era odstraszania – era atomowa – kończy się, a nowa era odstraszania zbudowana na sztucznej inteligencji właśnie się zaczyna.

Żaden inny kraj w historii świata nie przyczynił się bardziej do rozwoju wartości postępowych niż ten. Stany Zjednoczone są dalekie od doskonałości. Ale łatwo zapomnieć, jak dużo więcej możliwości istnieje w tym kraju dla tych, którzy nie są dziedzicznymi elitami, niż w jakimkolwiek innym narodzie na planecie.

Amerykańska potęga umożliwiła niezwykle długi pokój. Zbyt wielu zapomniało lub być może traktuje jako coś oczywistego fakt, że prawie stulecie pewnej wersji pokoju panowało na świecie bez konfliktu militarnego między wielkimi mocarstwami. Co najmniej trzy pokolenia – miliardy ludzi oraz ich dzieci i teraz wnuki – nigdy nie poznały świata wojny światowej.

Powojenne rozbrojenie Niemiec i Japonii musi zostać odwrócone. Rozbrojenie Niemiec było nadmierną korektą, za którą Europa płaci teraz wysoką cenę. Podobne i wysoce teatralne przywiązanie do japońskiego pacyfizmu, jeśli zostanie utrzymane, również zagrozi przesunięciem równowagi sił w Azji.

Powinniśmy oklaskiwać tych, którzy próbują budować tam, gdzie rynek nie zadziałał. Kultura niemal kpi z zainteresowania Muska wielką narracją, jakby miliarderzy powinni po prostu trzymać się swojego pasa wzbogacania się… Każda ciekawość czy autentyczne zainteresowanie wartością tego, co stworzył, jest zasadniczo odrzucana lub może czai się pod cienko zawoalowaną pogardą.

Dolina Krzemowa musi odegrać rolę w walce z przestępczością z użyciem przemocy. Wielu polityków w całych Stanach Zjednoczonych praktycznie wzrusza ramionami w obliczu przestępczości z użyciem przemocy, porzucając jakiekolwiek poważne wysiłki na rzecz rozwiązania problemu lub podjęcia jakiegokolwiek ryzyka wobec swoich wyborców czy darczyńców w poszukiwaniu rozwiązań i eksperymentów – co powinno być desperacką próbą ratowania ludzkiego życia.

Bezpardonowe ujawnianie prywatnego życia postaci publicznych odstrasza zbyt wiele talentów od służby publicznej. Arena publiczna – oraz płytkie i małostkowe ataki na tych, którzy ośmielają się robić coś innego niż wzbogacanie się – stała się tak bezlitosna, że republika pozostaje z pokaźną listą nieskutecznych, pustych skorup, których ambicję można by wybaczyć, gdyby kryła się w nich jakakolwiek autentyczna struktura przekonań.

Ostrożność w życiu publicznym, którą nieświadomie zachęcamy, jest destrukcyjna. Ci, którzy nie mówią niczego złego, często nie mówią niczego istotnego.

Powszechna nietolerancja wobec wiary religijnej w niektórych kręgach musi spotkać się z oporem. Nietolerancja elit wobec wiary religijnej jest być może jednym z najbardziej wymownych sygnałów, że ich projekt polityczny stanowi mniej otwarty ruch intelektualny, niż wielu z nich twierdzi.

Niektóre kultury wytworzyły istotne osiągnięcia; inne pozostają dysfunkcyjne i regresywne. Wszystkie kultury są teraz równe. Krytyka i oceny wartościujące są zakazane. Jednak ta nowa dogma pomija fakt, że pewne kultury, a nawet subkultury… wytworzyły cuda. Inne okazały się przeciętne, a co gorsza – regresywne i szkodliwe.

Musimy oprzeć się płytkiej pokusie pustego i wydrążonego pluralizmu. My, w Ameryce i szerzej na Zachodzie, od pół wieku opieraliśmy się definiowaniu kultur narodowych w imię inkluzywności. Ale inkluzywność wobec czego?

(koniec cytatu)

To wszystko brzmi bardzo w stylu "New Dealu". Cyfrowego New Dealu. Sojusz silnego państwa (kultywującego kulturę narodową i przyjaznego wobec religii) z innowacyjnym biznesem. Skupienie się na budowaniu potęgi militarnej i bezpieczeństwa publicznego prowadzące do stymulacji rozwoju technologicznego, który przyniesie korzyści całej ludzkości. Do tego odrzucenie bajeczek o równości kultur i bardzo niejasne sformułowania dotyczące roli funkcjonariuszy publicznych (wyraźne sugestie, że społeczeństwo nie powinno się interesować ich życiem prywatnym).

Ta wizja została już nazwana przez libków "technofaszyzmem". Nie dziwię się libkom, że się jej boją, bo uderza ona w obecnie dominującą na Zachodzie wizję "państwa-przedszkola".

Niedawno przeczytałem książkę Paolo Lionniego "Szkoła lipska i systematyczna destrukcja edukacji". Opisał on w niej, jak do amerykańskiego systemu edukacyjnego przeszczepiono idee niemieckiego psychologa Wilhelma Wundta, twórcy owej szkoły lipskiej. Wundt uważał, że człowiek nie posiada duszy, a jego osobowość kształtuje jedynie suma wpływających na niego bodźców zewnętrznych. By ukształtować człowieka w pożądany sposób, trzeba więc na niego wpływać za pomocą odpowiednich impulsów. Główną funkcją szkoły jest więc nie tyle dostarczenie młodym ludziom odpowiedniej i w miarę wszechstronnej wiedzy, tylko sprawienie, by dziecko dostosowało się do społeczeństwa. W praktyce oznacza to dostosowanie się do debili i podludzi, którzy stanowią większość w każdym społeczeństwie. Poziom nauki jest więc stale i stopniowo zaniżany, no bo przecież - według teorii Wundta - nie każdy ma być wybitnym naukowcem, artystą czy mężem stanu. Społeczeństwo potrzebuje przede wszystkim ludzi przeciętnych, którzy dobrze wykonywaliby proste polecenia. Więc uczy się ich przeciętności, ze stopniowym zaniżaniem jej poziomu. 

Teorie szkoły lipskiej zostały entuzjastycznie przyjęte przez amerykańskich progresywistów z początków XX w. Dzięki grantom od Rockefellerów i innych potentatów, propagowali je i wdrażali do amerykańskiego systemu edukacji. Przyniosło to opłakane skutki nawet ich sponsorom. Whinthrop i Nelson Rockefellerowie chodzili do eksperymentalnych szkół, w których wdrażano te teorie. Obaj, już jako dojrzali ludzie, skarżyli się, że mają problemy z czytaniem długich tekstów!

Szkoła lipska zakłada, że do procesu nauki potrzebne są pozytywne impulsy. Musi być ona atrakcyjna dla ucznia. Zgoda. Ale jak przekonać gnoja z ADHD, że nauka algebry jest dla niego bardziej atrakcyjna niż darcie mordy w klasie i dźganie ołówkiem innych dzieciaków? W dawnych czasach nauczyciel, by mu po prostu przypierdolił przy całej klasie. A później rodzice spuściliby mu lanie. Takich metod jednak zakazano, więc poziom kształcenia "szkoły lipskiej" też musiał się obniżyć.

W przypadku USA punktem przełomowym był moment, w którym Eisenhower wysłał wojsko na Południe, by wymusić desegregację rasową w szkołach. Prawie 70 lat później, biali i Azjaci jeszcze mocniej górują nad Czarnymi w wynikach testów szkolnych i testów IQ. W przypadku białych, wyniki szkolne są bliskie światowej czołówki. To Afroamerykanie straszliwie zaniżają wyniki testów. Nie wiem, jaka jest tego przyczyna, ale według szkoły lipskiej, to dzieci z wyższym IQ powinny dostosować się do tych z niższym. Efektem tego jest straszliwy syf w amerykańskim systemie szkolnictwa publicznego.

Być może, w podstawówce byliście świadkami lub doświadczaliście przemocy "rówieśniczej". Ona także wpisuje się w teorie szkoły lipskiej. Szkoła jest bowiem po to, by dzieciak dostosował się do społeczeństwa współtworzonego przez debili i podludzi. Jeśli więc jakoś odstaje od tej szarej masy, to są duże szanse na to, że masa będzie go gnębić. To jest wpisane w system. Gdy zacznie się bronić - to sam zostanie ukarany, a sfrustrowana raszpla będąca nauczycielką powie mu, że jak go biją, to powinien się skulić w kącie i być cicho, aż się napastnikom znudzi. I podobne zasady obowiązują również w społeczeństwie. Zrobisz krzywdę włamywaczowi - to ty będziesz musiał się z tego tłumaczyć w sądzie. Odstrzelisz jakiegoś niebezpiecznego patusa jak ten koleś z Bystrzycy - trafisz do aresztu, a w "Wyborcza" cię obsmaruje, choć powinieneś dostać medal za utylizację bezwartościowego śmiecia.

O ile Platon pisał o państwie rządzonym przez filozofów, to obecnie na Zachodzie (i w Polsce) dominuje model państwa-przedszkola. Na czym polega chodzenie do przedszkola? Na śpiewaniu głupich piosenek , braniu udziału w innych "grach i zabawach", integracji z dziećmi debili, jedzeniu jakiegoś shitu oraz przymusowych drzemkach w wyznaczonych godzinach. Państwo-przedszkole opiera się na przekonaniu, że masz być szczęśliwy w tym co każemy ci robić, a państwo dopilnuje, byś nie robił niczego, co może być dla ciebie "złe" lub "niezdrowe". 




Nie dziwmy się więc, że Obama z Mamdanim oraz inni lewicowo-liberalni politycy, tak często robią sobie sesje zdjęciowe w przedszkolach, podczas których śpiewają z dzieciakami głupie piosenki.

Na to nakłada się feminizacja społeczeństwa. Kobiety chętniej głosują nad rozwiązaniami przewidującymi model państwa-przedszkola. Ta idea wpływa też silnie na ich podejście do kwestii matrymonialnych. O ile straszy się społeczeństwo "zdradykalizowanymi chłopcami", to okazuje się, że to młode dziewczęta są o wiele bardziej zradykalizowane - tylko chyba 36 proc. z nich ma pozytywny obraz mężczyzn, podczas gdy 76 proc. młodych kolesi ma pozytywny obraz kobiet. 

Model państwa-przedszkola rozbija się jednak o masową, trzecioświatową imigrację. W takich krajach jak Somalia dzieciaki biegają z kałachami i zabijają ludzi. Jak więc zachodnioeuropejskie dzieciaki mają się do nich dostosować? Jakie pozytywne bodźce może im zapewnić młoda feministyczna nauczycielka? No chyba tylko seksualne, gdy będą ją zbiorowo gwałcić...

Model państwa-przedszkola trzeba więc zakończyć i zastąpić czymś, co nie będzie prowadziło do dalszej degradacji kultury. I być może ów model zostanie zastąpiony przez technofaszyzm w amerykańskim stylu. 

Tymczasem, śledztwo Departament Sprawiedliwości, wykazało, że "antyrasistowska" organizacja Southern Poverty Law Centre wypłaciła miliony dolarów swoim prowokatorom w organizacjach neonazistowskich i białosuprematystycznych. Płacono im za tworzenie neonazistowskiego zagrożenia. Podczas osławionych zamieszek w Chancellorville mieliśmy do czynienia z takimi opłaconymi aktorami. Są też ponoć związki SPLC z zamachem w Oklahoma City. Co ciekawe, gdy wybuchła afera SPLC, wielu amerykańskich, prawicowych podcasterów - w tym Candance Owens - zrobiło sobie wakacje. 

***


Nie wiem, czy też macie wrażenie, że wypadek, w którym zginął poseł Litewka był w takim białoruskim stylu (Paweł Maszerow, Marek Karp...). Koleś zajmował się psami, wypowiadał się ostro o aferze peofilsko-zoofilskiej w Kłodzku, może do jego biura poselskiego trafił ktoś z ciekawymi informacjami...

7 komentarzy:

  1. Co z tego ze ksiazka brzmi nawet dobrze jak napisali ja ludzie ktorzy jeszcze do niedawna(jesli nie do teraz)wspierali lewicowy zamordyzm swoja technologia?To to samoe kiedy zwolennicy Trumpa jarali sie ze big tech wspiera teraz Trumpa a nie woke-czyzby czy tylko chwilowo i taktycznie przylaczyli sie do wygrywajacej strony?Nie liczy sie co kto MOWI/PISZE-liczy sie tylko i WYLACZNIE co kto ROBI-i tu Dolina Krzemowa to ewidentnie wrog-to moze i sie nawet zmieni(ktoz wie)ale to co oni tam sobie teraz wypisuja i wygaduja w tym temacie ma absolutnie zerowe znacznie i zasluguje na zerowe zainteresowanie.Jak sie z 10 lat powykazuja wspieraniem demokracji i wolnego rynku a nie woke i Chinczykow to bedzie mozna pogadac a na razie won bo to sa wszytsko konie trojanskie globalistow.

    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
  2. Pytanie do Foxa:czy negocjatorów Irańskich zabito na rozkaz Amerykanów czy Natanchuja?Dopiero wczoraj to do mnie dotarło.Mieszkam w USA i jeśli to prawda to,że USA zabija ngocjatorów to tan fakt przyśpieszy mój powrót do Polski.Koalicja z satanistami do niczego dobrego nie doprowadzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słusznie mówicie towarzyszu. Wszystkie państwa na świecie są złe, to są sataniści i wyznawcy Baala i Molocha. Tylko Moskwa / Teheran / Pekin / ... są dobre.

      Usuń
    2. Wytłumaczcie mi,jeśli już przechodzimy na "towarzyszu",gdzie i od kiedy zabija się negocjatorów?Mnie przychodzi na myśl św.Andrzej Bobola.Ale pytanie było nie do towarzysza,dla którego takie drobnostki jak zamordowanie negocjatorów to normalka.
      Nie potrafię wkleić zdjęcia Trumpa,na którego głosowałem ze słynną,płaczącą żoną Charlie Kirka.Komu ona pokazuje satanistyczny znak?Trumpowi?Albo ta biskupka w WH,kogóż ona reprezentuje?

      Usuń
    3. To zdezorientowanie, brak uwagi, obracanie się wśród przypadkowych obrazków z neta, za którymi ukrywa się wielka tajemnica. Ta chęć wyrwania flamastrów wychowawcom, żeby dowiedzieć się co oni tam w tajemnicy malują przed nami, maluczkimi. Tak powinien właśnie myśleć dobry obywatel Państwa-Przedszkola (u Foucault to się nazywało "Władza Pastoralna"). Dziękujemy za prezentację.

      Usuń
  3. >Powinniśmy okazywać znacznie więcej łaski tym, którzy poddali się życiu publicznemu. Likwidacja jakiejkolwiek przestrzeni na przebaczenie – porzucenie jakiejkolwiek tolerancji dla złożoności i sprzeczności ludzkiej psychiki – może pozostawić nas z obsadą postaci na mostku kapitańskim, której będziemy żałować.

    Ludzie pokroju Thiela mają wielki ból dupy że normalni ludzie śmieją się z nich za plecami i nazywają ich narkomanami i pedziami.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dlaczego PiSS taką kurwą jest?

    OdpowiedzUsuń