sobota, 21 grudnia 2019

Phobos: Gwiezdna Flota


Powyżej: Strefa 51, kompleks przy Jeziorze Groom


Ilustracja muzyczna: Robotics: Notes - Main Theme

Ilustracja muzyczna: Fatboy Slim - Bird of Prey



 - Siły powietrzne USA dysponują obecnie technologią pozwalającą przewieźć człowieka w jakikolwiek punkt na Ziemi w mniej niż godzinę - stwierdził niedawno gen. Steven L. Kwast. To wojskowy w stanie spoczynku, były dowódca 47-mej Grupy Operacyjnej w Laughlin AFB i 4 Skrzydła Myśliwców w Seymur Johnson AFB, pilot mający za sobą 680 godzin lotów bojowych, a przy tym posiadacz dyplomów z inżynierii astronautycznej i administracji publicznej. Słowem: inteligent w armii. Gen. Kwast jest przy tym wielkim entuzjastą Sił Kosmicznych, który chwali się liczącymi 33 lata relacjami z naukowcami zajmującymi się technologiami kosmicznymi. Jest więc wątpliwe, by jego słowa o technologii pozwalającej zawieźć człowieka w dowolny punkt na Ziemi w ciągu godziny były przejęzyczeniem. Jeśli taka technologia rzeczywiście istnieje to Siły Powietrzne/Kosmiczne USA dysponują pojazdami zdolnymi do poruszania się z prędkością co najmniej 40 tys. km na godzinę. Nasuwa się więc pytanie: od kiedy nią dysponują i jak ją zdobyły?



Ronald Reagan wspomniał w swoim prezydenckim dzienniku w czerwcu 1985 r. o spotkaniu z "pięcioma najlepszymi naukowcami kosmicznymi", którzy opowiedzieli mu o rzeczach, które wydają się być sci-fi, ale są prawdziwe. Napisał, że dowiedział się wówczas, że "pojemność naszych promów jest taka, że możemy mieć na orbicie jednocześnie 300 ludzi". To zadziwiający wpis, bo pojemność wszystkich amerykańskich wahadłowców wynosiła wówczas łącznie maksymalnie 40 ludzi - a przecież nie dało się ich jednocześnie wystrzelić na orbitę! Stacja kosmiczna Skylab w latach 1973-1979 zwykle miała trzyosobową załogę. O jakim więc tajnym programie kosmicznym Reagan pisał?
Wiadomo, że w latach 60-tych NASA wspólnie z Departamentem Obrony przygotowywała się do budowy stacji kosmicznej MOL. Program ten jednak został oficjalnie zamknięty w 1969 r. Z dokumentów ujawnionych przez NRO (agencję wywiadu satelitarnego) wynika jednak, że nie zaniechano prac nad budową stacji bezzałogowej. W dokumentach tych pojawia się też jednak projekt dostosowania jej do przyjęcia 18 lub 40 astronautów. Zachowały się też dokumenty dotyczące kontraktu na budowę na tej stacji systemów podtrzymywania życia. Czy stacja jednak powstała? A jeśli tak, to czym wożono na nią załogę i zaopatrzenie? Przecież nie rakietami i wahadłowcami startującymi z Florydy w ramach oficjalnych misji NASA...



20 września 1983 r. Ben Rich, w latach 1954-1991 dyrektor Skunk Works (zakładów koncernu Lockheed Martin zajmujących się awangardowymi projektami), człowiek zwany "ojcem technologii stealth", wygłaszał wykład, podczas którego rozbawił publiczność mówiąc, że jego zakłady dostały nowy kontrakt: "Mamy zabrać E.T. z powrotem do domu". Ilustrował to slajdem rysunku przedstawiającego UFO. W 1993 r., już na emeryturze, stwierdził: "Mamy już środki, by podróżować wśród gwiazd, ale te technologie są zamknięte w czarnych projektach i potrzeba by siły wyższej, by je wydostać z korzyścią dla ludzkości. Wszystko, co możecie sobie wyobrazić, już wiemy jak robić". Czyżby więc kontrakt przyznany jego zakładom w 1983 r. doprowadził do powstania technologii pozwalającej na "podróżowanie wśród gwiazd"?



Płk Corso pisał, że po wyodrębnieniu się Sił Powietrznych jako odrębnego rodzaju Sił Zbrojnych USA w 1947 r. szczątki z Roswell zostały rozdzielone pomiędzy Armię, Marynarkę Wojenną i Siły Powietrzne. Oczywiście Siły Powietrzne zachowały sobie z tego najwięcej. Płk Corso nie wiedział do czego doszły, ale zdawał sobie sprawę, że pracowały nad odtworzeniem silnika pojazdu obcych istot. Ponoć najwięcej problemów wywoływało zrozumienie działania systemu sterowania. Pojazd miał być bowiem dostrojony do obcych istot - był sterowany ich falami mózgowymi. (To może wyjaśnić dlaczego udawało się prowokować katastrofy UFO za pomocą silnych radarów. Taka wiązka mogła być dla Szaraków podobnie nieprzyjemnym impulsem jak granat oślepiający dla komandosa noszącego gogle noktowizyjne. To pilot jest często najsłabszym ogniwem w pojeździe latającym.) Wygląda jednak na to, że w latach 50. i przynajmniej w pierwszej połowie lat 60. badania te nie zaowocowały przełomem. Incydent w Kecksburgu z 1965 r. - katastrofa czegoś, co bardzo przypominało "Die Glocke", czyli silnik rzekomych hitlerowskich podróbek UFO - wskazuje jednak, że w połowie lat 60. siły powietrzne miały już silnik antygrawitacyjny. Niedoskonały, bo niedoskonały, ale od czegoś trzeba zacząć. Jeszcze bardziej intrygujący jest incydent Cash-Landrum z 1980 r. Dwie mieszkanki Teksasu Betty Cash i Vickie Landrum zaobserwowały nad drogą na pustkowiu nisko lecący obiekt w kształcie diamentu. Biły od niego wyładowania elektryczne. Te dwie Teksanki były ewangelikalnymi chrześcijankami więc pomyślały początkowo, że to Drugie Przyjście Chrystusa (!). Zatrzymały się i wyszły z samochodu. Były jednak zbyt blisko tego obiektu i ich skóra została poparzona. Przez kilka miesięcy miały objawy czegoś podobnego do choroby popromiennej lub zatrucia chemicznego. Kongresmeni, do których pisały w tej sprawie poradzili im, by pozwały... bazę lotniczą Bergstrom. Obiekt w kształcie diamentu "eskortowała" grupa śmigłowców Ch-47 Chinook. Zapewne był on więc tajnym, antygrawitacyjnym pojazdem wojskowym, który prawdopodobnie miał problemy techniczne.


W 1989 r. dziennikarzowi lokalnej telewizji z Las Vegas George'owi Knappowi udzielił wywiadu Bob Lazar, inżynier utrzymujący, że pracował w Strefie 51 a konkretnie w kompleksie S4 nad Jeziorem Papoose. Lazar stwierdził, że pracował nad "inżynierią wsteczną" jednego z dziewięciu obcych latających talerzy trzymanych w S4. Obiekt, który badał nazywał "modelem sportowym". Miał on rzekomo silnik antygrawitacyjny oparty na "pierwiastku 115" (którego syntezy dokonano na Ziemi dopiero w 2003 r. i jest on znany jako... moscovium). Lazar nigdy nie twierdził, że widział tam jakichkolwiek obcych czy też ich zwłoki zatopione w pojemnikach. Swojej relacji nie zmienił przez 30 lat. Sceptycy zaczęli szybko ją podważać. Lazar twierdził np. że do pracy w S4 zwerbował go Edward Teller, gdy pracował w laboratoriach w Los Alamos. Laboratoria w Los Alamos zaprzeczały jednak, by go kiedykolwiek zatrudniały. Knapp dotarł jednak do wewnętrznego rozdzielnika telefonicznego z tej instytucji, w której wyraźnie widniało nazwisko "Robert Lazar"! O zatrudnieniu w Los Alamos mówiły też zeznania podatkowe Lazara. W okresie pracy w S4 jako pracodawca widniał w tych zeznaniach... ONI (wywiad marynarki wojennej)! Sprawa była o tyle dziwna, że uniwersytety, na których miał studiować Lazar też zaprzeczały, by kiedykolwiek był ich studentem. Jeśli jednak koleś nawet tam nie studiował, to był genialnym samoukiem - samodzielnie skonstruował samochód napędzany na paliwo wodorowe i samochód odrzutowy rozwijający prędkość 560 km/h. Za prawdomównością Lazara może przemawiać również to, że na swojej relacji o UFO... nic nie zarobił. Co więcej, wkrótce potem rządowi śledczy oskarżyli go o stręczycielstwo. Stręczycielstwo to polegało na... napisaniu programu komputerowego, z którego korzystał dom publiczny. (Było to w Las Vegas, gdzie prostytucja stanowi jedną z głównych gałęzi lokalnego biznesu. Dom publiczny, który korzystał z programu Lazara, oczywiście działał sobie później przez wiele lat bez żadnych nieprzyjemności ze strony władz.) Lazar, po ujawnieniu programów "inżynierii wstecznej" w S4 dostawał pogróżki a ktoś ostrzelał jego samochód.



O tym, że coś jest na rzeczy ze Strefą 51 oraz prowadzonymi tam programami inżynierii wstecznej, mówił też kapitan Bill Uhhouse, pilot-oblatywacz z USMC, a także inżynier pracujący w bazie Wright Patterson i w Strefie 51. Opowiadał on, że w latach 60. pracował tam nad pojazdem obcych istot a w zrozumieniu działania jego systemów pomagał... obcy jeniec nazywany kryptonimem "Jarod 2" (jakiś kosmiczny John McCain?).





Ciekawą relację na temat tej inżynierii wstecznej przekazał Mark McCandlish, ilustrator pracujący dla kilku amerykańskich koncernów zbrojeniowych przy projektach lotniczych. Jego kolega Brad Sorensen 12 listopada 1988 r. brał udział w pokazach lotniczych w bazie Norton w Kalifornii (tam gdzie miał siedzibę oddział audiowizualny sił powietrznych zaangażowany w kręcenie dokumentu poświęconego sprawie UFO za Nixona i tam gdzie, według płk Corso trafił "do muzeum" jeden z wraków z Roswell). Stamtąd został zabrany do bazy Edwards. Tam grupie osób (zapewne z przemysłu zbrojeniowego) pokazano trzy unoszące się nad ziemią pojazdy antygrawitacyjne a także film pokazujący osiągi małego, antygrawitacyjnego pojazdu w kształcie dzwonu (podobnego jak ten z Kecksburga). Sorensen opisał jeden z tych pojazdów, wraz z wnętrzem, McClandishowi, który na podstawie tego opisu sporządził rysunek. Pojazd ten nazwali ARV, czyli Alien Reproduction Vehicle. Miał on działać na zasadzie "elektrograwitacji". Według opisów Sorensena, mały ARV miał mieć 7,3 metra średnicy i 4-osobową załogę. Średni miał 18,3 metra i zabierał 8-16 osób. Duży miał 39 metrów i zabierał 20-40 osób. Nie znane były ich osiągi techniczne, ale czterogwiazdkowy generał sił powietrznych obecny na prezentacji stwierdził, że "mogą poruszać się z prędkością światła lub lepiej". Czy to był rezultat kontraktu ze Skunk Works, który miał pozwolić na "zabranie E.T. z powrotem do domu"? Wydaje się, że prezentowano wówczas stosunkowo nową technologię, opracowaną w latach 80. McCandlish w 1992 r. rozmawiał na pokazach lotniczych w bazie Edwards z Kentem Sellenem, emerytowanym podoficerem Sił Powietrznych, który twierdził, że brał udział tej bazie w 1973 r. w testach UFO. Opis zewnętrznego wyglądu pojazdu był zbieżny z tym, co opowiadał Sorensen a także z fotografią UFO z 1966 r., która znalazła się w aktach tzw. Komisji (nomen omen) Condona mającej za zadanie "udowodnić", że żadne UFO nie istnieją. Być może więc pojazd testowany w latach 60. i 70. miał dużo słabszy silnik, który nie pozwalał na misje w oddaleniu od orbity ziemskiej a tym bardziej na poruszanie się "z prędkością światła lub lepiej". W latach 80. przerobiono go, wrzucając w niego lepszy silnik antygrawitacyjny.





Edgar Fouche, służył w Siłach Powietrznych w latach 1967-1987, a kolejne osiem lat spędził w przemyśle zbrojeniowym. Choć oczywiście sceptycy kwestionowali jego cv, to przedstawiał dokumenty pokazujące m.in., że miał przydział do Nellis AFB, której częścią jest Strefa 51. W latach 90. napisał on powieść "opartą na faktach", w której opisywał w zbeletryzowanej formie tajne projekty lotnicze. Twierdził m.in., że następcą samolotu zwiadowczego SR-71 Blackbird  był Projekt Aurora. (Mimo oficjalnych zaprzeczeń, można wskazać, że ten projekt był już realizowany w latach 80. W budżecie na 1985 r. przeznaczono 455 mln USD na produkcję - produkcję, a nie na badania! - samolotu z tego projektu.) Program Aurora obejmował m.in. dwa samoloty hipersoniczne: SR-75 mogący rozwijać prędkość do 5 Machów, będący platformą startową dla SR-74 latającego z prędkością 18 Machów i mogącego umieszczać tajne satelity w Kosmosie. Oprócz nich zbudowano w ramach programu Aurora pojazd o nazwie TR3-B "Astra". Posiadał on silnik antygrawitacyjny a w zasadzie, zmniejszający grawitację o 89 proc. i dodatkowo silniki odrzutowe. Silnik antygrawitacyjny był oparty na kręgu plazmy rtęci (tak jak w rzekomych nazistowskich UFO, tylko większym i bardziej dopracowanym technicznie). Zbudowano prototypy w kształcie trójkątów o długości 250 stóp oraz maszyny zwiadowcze o długości 600 stóp. Na początku lat 90. jeden z nich miał się stacjonować nad Jeziorem Papoose, jeden w Szkocji a jeden na Wyspie Diego Garcia. Przez kilka miesięcy na przełomie 1989 i 1990 r. nad Belgią doszło akurat do fali obserwacji "wielkich czarnych trójkątów" wyglądających tak jak opisywał je Fouche. Belgijskie lotnictwo podrywało swoje F-16. Zapewne Amerykanie nie powiedzieli sojusznikom, że przerzucają swoje TR3-B do szkockiej bazy.





Od 1990 r. technika poszła oczywiście do przodu i można się spodziewać, że obecnie Amerykanie dysponują nieco bardziej zaawansowanymi pojazdami. Ciekawie przedstawia się w tym kontekście kwestia fali obserwacji UFO w pobliżu MacDill AFB na Florydzie w 2017 r. Człowiek posługujący się pseudonimem JP (zapewne wojskowy) zrobił tam wiele zdjęć przedstawiających snujące się po niebie czarne trójkąty, szare prostokąty, cygarokształtne statki i bardziej niekonwencjonalne obiekty. Czasem towarzyszyły im śmigłowce. MacDill to m.in. siedziba powietrznego komponentu sił specjalnych.




Czy jednak Amerykanom udało się zbudować coś więcej niż statki zwiadowcze/transportowe (bojowe?) zabierające maksymalnie kilkadziesiąt osób? Czy stworzyli coś, pozwalającego na prowadzenie większych operacji w Kosmosie? Jest rzekomy świadek, który twierdzi że tak - to nieżyjący już William Tompkins. Tompkins przez wiele lat pracował w think-tanku Advanced Design należący do koncernu zbrojeniowego Douglas. Zaczynał karierę w czasie drugiej wojny światowej jako współpracownik komandora Rico Botty z wywiadu marynarki wojennej. Tompkins miał oczywiście dokumenty, zdjęcia i świadków potwierdzających ścieżkę jego kariery. Pod koniec życia napisał książkę "Selected by extraterrestrials", w której utrzymywał, że pracował nad koncepcjami kosmicznych lotniskowców, krążowników i niszczycieli dla US Navy! Problem z relacją Tompkinsa jest jednak taki, że bogata jest ona w wątki, które brzmią zbyt nieprawdopodobnie (np. wspólne operacje ziemskiej gwiezdnej floty z "dobrymi" obcymi przeciwko "złym" obcym w innych częściach galaktyki). Tompkins to jednak człowiek dziwnie wysoko umocowany. Gdy na emeryturze otworzył w swoim miasteczku w Oregonie oddział Ligii Morskiej, to na jej inaugurację zaprosił admirała - i to dowódcę morskich operacji specjalnych. Admirał bez żadnego narzekania udał się do tej zapadłej dziury. A później załatwił Tompkinsowi i jego entuzjastom z Ligii Morskiej przejażdżkę atomowym okrętem podwodnym. Tompkins zastrzegał przy tym, że swoją książkę o UFO napisał z pełną akceptacją swoich zwierzchników z US Navy. Być może więc pozwolili mu ją napisać pod warunkiem, że wątki prawdziwe pomiesza on tam z nieprawdopodobnymi, by tylko "foliarze" wzięli tę książkę na poważnie...



U góry: Młody William Tompkins pokazuje zrobione przez siebie modele statków w lokalnym dowództwie floty w Los Angeles. Wcześniej zainteresował się nim kontrwywiad wojskowy, gdyż modele były zbyt dokładne. Młody Tompkins wykonał je z pamięci po jednej wizycie w porcie wojennym wraz ze swoim ojcem. Poniżej Tompkins z sekretarkami komandora Rico Botty w czasie wojny. 

Tompkins twierdził, ze już w latach 50. brał udział w ogólnych pracach koncepcyjnych nad flotą kosmiczną. To było wówczas tylko takie ogólne "rysowanie", bo możliwości budowych tych okrętów nie było. Planowano m.in. grupę bojową składającą się z: 2,5 km lotniskowca kosmicznego, 3-4 ciężkich kosmicznych krążowników mających 1,4 km, 4-5 kosmicznych niszczycieli liczących 1 km, dwóch 2-kilometrowych statków desantowych, dwóch 2-kilometrowych statków logistycznych i dwóch 2-kilometrowych transportowców. Prawdziwa gigantomania! I przeciwko komu? Bo chyba przecież nie przeciw ZSRR czy Chinom pod rządami Mao? Prace koncepcyjne kontynuowano w latach 60. A w latach 70. ponoć Marynarka Wojenna zdołała zbudować swój pierwszy statek z silnikiem antygrawitacyjnym. Silnik ten włożono do przerobionego okrętu podwodnego. Według Tompkinsa w latach 80. w podziemnym kompleksie w Górach Wasatch w Utah zaczęto budować kilometrowe statki kosmiczne. Ile jednak jest w tym prawdy?




W 2001 r. brytyjski haker Garry McKinnon włamał się do komputerów Pentagonu i NASA. Przez kolejne 11 lat bronił się przed ekstradycją do USA. Twierdził, że wśród plików, które odkrył po włamaniu do amerykańskich sieci była lista "oficerów stacjonujących poza Ziemią" oraz plik excella z danymi dotyczącymi "transferów między flotami". Chodziło o transfery między US Navy a flotą kosmiczną. Zdobył też zdjęcie dużego, cygarokształtnego obiektu na orbicie okołoziemskiej mającego być tajną stacją kosmiczną. Czy ten cygarokształtny obiekt nie był czasem kilometrowym statkiem? Czy jest podobny do jednego z dziwnych obiektów na orbicie sfotografowanych przez astronoma-amatora Jamesa Leonarda Walsona?



Może powołane przez Trumpa Siły Kosmiczne będą stopniowo nas karmiły "przełomowymi odkryciami" pozwalającymi na toczenie wojny w przestrzeni międzyplanetarnej. Czy jednak Amerykanie dysponują tą technologią jako jedyni? Dziwnie brzmią słowa gen. Kwasta mówiące, że "Chiny już budują flotę w Kosmosie" mającą "kosmiczne ekwiwalenty pancerników i niszczycieli". Czy to tylko straszenie, by wyciągnąć pieniądze na nowy rodzaj sił zbrojnych, czy też jest tutaj spore ziarno prawdy? A jeśli druga opcja, jest prawdziwa, to skąd Chiny wzięły na to technologię?

***

A w następnym odcinku serii Phobos o nazistowskim programie antygrawitacyjnym i o tym, co z niego zostało...

***


A czytelnikom proponuję nieco lżejszy eksperyment myślowy. Wszyscy robili sobie bekę z "Bolka", gdy zaczął mówić o starożytnych kosmitach i przypisywać im budowę piramid egipskich. Ale przecież Wałęsa cały czas się spotyka z różnymi globalistami. Czy to możliwe, że usłyszał od nich coś, co w przekręcony sposób później przekazał (tak jak kiedyś przeczytał o cesarzu Walensie...)? Czy jego słowa "mój bóg pochodzi z wysokiej klasy komputera" są deklaracją lojalności wobec obcej sztucznej inteligencji? Wałęsa kiedyś stwierdził: "Bolek był maszyną". 


***

A Czytelnikom mojego bloga życzę Wesołych Świąt Bożego Narodzenia! (A Gerszomowi Braunowi Wesołej Hanuki!)



36 komentarzy:

  1. To nie jest deklaracja. Lechu to po prostu jeden z obcych, czy też raczej obcy(bolek?) który przejął cialo jakiegoś stoczniowca zwanego kiedyś Lechem Wałęsą. Stąd ma lechu rację, że on niczego nie podpisywał bo to zrobił bolek-obcy. Stąd jego nienaturalny skok przez płot, czy pseudo rewelacje o dowozeniu motorówką(jakis miniaturowy napęd rakietowy?)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyłączam się do życzeń. Wesołych Świąt dla autora bloga oraz stałych bywalców.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wesołych Świąt i liczymy na jakiś wpis przed Nowym Rokiem! Może być oparty choćby na fantazjach Gadowskiego, a nawet Ziemkiewicza ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie wpis przed Nowym Rokiem. Ale będzie to kolejny odcinek serii Phobos :)

      Usuń
  4. Inszalah i udanej chanuki ��

    OdpowiedzUsuń
  5. A może być też tak, że to w 100% ziemska technologia od samego początku, ale puszczają fejki, żeby konkurencja (czytaj Rosja, Chiny) miała zagwozdkę. Taki chwyt strategiczno-marketingowy o wymowie - nawet się nie spinajcie bo i tak lepszego nie zrobicie, bo nasze jest 'made in UFO', więc nawet nie próbujcie bo się osracie tylko.
    Wesołych Szczodrych Godów!

    Świrosław z Wielkiej Lechii

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też rozważałem kiedyś ten scenariusz. I wydaje mi się jednak, że obawy przed inwazją z Kosmosu są u nich autentyczne.

      Usuń
    2. Wesołych Szczodrych Godów!

      Usuń
  6. @foxmulder

    Nie wierze w zadna ziemska/amerykanska gwiezdna flote.Jak sie ma zdolnosc do MASOWEJ produkcji floty klkukilometrowych gwiezndych krazownikow i statkow desantowych to sie NIE MARNUEJ miliardow na budowe floty "przestarzalych" F-22 czy F-35(anie zadne Space X itp).To tak jakby miec zdolnosc do masowej produkcji czolgow a budowac armie oparta na rydwanach-kompletny nonsens a koszty ukrywania tej technologii w takim wypadku przewyzszaja znacznie zyski z jej posiadania.Jak sie ma flote gwiezdnych krazownikow to sie z niej korzysta czyli zaczyna MASOWA(czytaj PUBLICZNA)kolonizacje/konkwiste/rekonkwiste pobliskich planet w ktora wrzuca sie tak duzo srodkow i ludzi jak sie da aby tylko przescignac konkurencja(ziemska czy obca).W najgorzym wypadku jesli cala okolica ma juz mocnych wlascicieli to rusza sie na MASOWY handel z sasiadami-masowy dlatego ze tylko taki ma sens jesli chce sie na tym zarobic naprawde duze pieniadze.Takie MASOWE akcje wymagaja srodkow angazujacych cale spoelczenstwa.Tak przynajmniej wygladalo to ZAWSZE dotychczas w historii i nie bez powodu-moim zdaniem jest to jedyna logiczna droga.
    I tu dochodzimy do tego ze taka flota musialby kosztowac 10 razy tyle ile sie kryje w czarnych budzetech i zatrudniac miliony ludzi(pomyslicie o calej zwiazenej z nia infrastrukturze i zasobach ktore by pochlaniala)-juz dawno temat by sie "wyspal".
    Ze nie wspomne o tym(o czym poniekad wspomnial Swiroslaw)iz Amerykanie juz nieraz zostali przylapani na znacznym przeklamywaniu osiagniec swojej technologi(na ogol zwyczajnie nie ma takich jakich osiagow jakimi sie lubia chwalic)-to zwykly straszak na inne supermocarstwa i samoreklama.
    Z drugiej strony rzeczywiscie jest sporo przeciekow ktore sugeruja iz cos tam maja i produkuja lacznie z relacjami swiadkow i nawet zdjeciami "obcych" obiektow w otoczeniu ziemskich samolotow(gdzie nie wlacza tylko "eskortuja" itp).

    Gdybym mial z tego wszystkiego cos zlozyc w miare tryzmjacego sie kupy to rzeklbym tak:cos tam Amerykanie(a pewnie i inne mocarstwa)maja ale nie sa to zadne wielkie floty kosmicznych superkrazownikow-raczej niewielkie eskadry niewielkich "gwiezdnych mysliwcow" i "kosmicznych barek desantowych".Czesc z tego to pewnie ich wlasne "dosc proste" konstrukcje skonstruowane w projektach odwroconej inzynierii a troche pewnie znalezione/ukradzione/wypozyczone od oryginalnych posiadaczy tej technologii.

    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście sądzę, że Amerykanie nie zbudowali żadnej porządnej grupy bojowej w Kosmosie. Mają tam pewnie 2-3 statki. (Koszt produkcji podobny pewnie jak lotniskowca, ale podzielmy to sobie na 30 lat.) Cylindryczne UFO znad bazy MacDill oraz podobne obserwacje (w tym zdjęcia dziwnych obiektów na orbicie), plus odkrycia MacKinnona, sugerują taki scenariusz.
      Czemu więc nadal produkują F-22 i F-35? Bo na tym się da zarobić. Dr Steven Greer twierdzi, że ujawnienie technologii antygrawitacyjnej doprowadziłoby do zbyt daleko idących zmian gospodarczych na Ziemi. Całe sektory gospodarki umarłyby, powstałyby nowe i zmieniłby się globalny układ sił.

      Usuń
    2. "Całe sektory gospodarki umarłyby, powstałyby nowe i zmieniłby się globalny układ sił."

      Poniewaz to elity kontroluja te produkcje "ufo" to nie sadze aby je to powstrzymalo(chocby dlatego ze uklad sil przchychylil by sie jeszcze bardziej na ich strone w takim wypadku).Oni produkuja i UZYWAJA F-22 poniewaz jak zauwazyles zadnej kosmicznej grupy bojowej nie maja-nie maja ergo zdolnosci do MASOWEJ produkcji tych "ufo"-osobiscie sadze ze maja nieco wiecej niz 2-3....moze z 10(za duzo tych zdjec gdzie "ufo" kooperuja z naszymi)-z czego wiekszosc to male "mysliwce" itp.

      Piotr34

      Usuń
    3. Raczej pieniądze nie stanowiłby w takim przypadku wielkiego problemu.
      Co innego logistyka. A swoją drogą to akurat w ostatnich latach nastąpiło pewne pół-oficjalne uchylenie rąbka tajemnicy tyczącej się UFO, w tym nawet zaawansowanej technologii, wspominano też, że Chiny pracują nad czymś podobnym więc pogląd, że: "zmieniłby się globalny układ sił." nie jest taki bezpodstawny. Tym bardziej, że też Rosja/ZSRR nad czymś pracowali i stale rozwijają technologię wojskową (od czasu do czasu szokując oficjalnie świat), a to, że głównie kopiują podobnie jak i Chiny tylko wzmacnia tą tezę, według której boją się
      Ujawnić bo ktoś zaraz by ukradł i wykorzystał. Tym bardziej, że o ile te dwa państwa mają swoją technologię wojskową/cywilną zbudowaną w dużym stopniu za cichym świadomym przyzwoleniem zachodu tak, obawiają, się, że taka kosmicznie zaawansowana technologia mogłaby wpaść w łapy nie tylko koncesjonowanej znajomej opozycji ale wszyscy chętni próbowaliby ją zdobyć (podobnie jak ma to dzisiaj miejsce w przypadku: dronów, rakiet, atomu) w tym państwa peryferyjne i podejrzane organizacje które choćby miały mieć tylko kopie chińskiej/ruskiej kopii to i tak byliby na znacznie wyższym poziom niż są dzisiaj.
      Odkrywca

      Usuń
    4. Zreszta jesli przyjmiemy do wiadomosci iz takie czarne projekty wstecznej inzynierii faktycnzie istnieja to jest to kolejny argument na to iz obcy nie wyprzedzaja nas technologicznie az tak bardzo.Zeby przeprowadzic projekt wstecznej inzynierii to roznica technologicnza miedzy stronami nie moze byc zbyt duza:starozytni Egipcjanie nie byliby zdolni dokonac wstecznej inzynierii silnika spalinowego ani sredniowieczna Europa nie bylaby w stanie zrekonstruowac(chocby w sposob przyblizony i prymitywny)laptopa-brak chocby dostepu do odpowiednich stopow i materialow czy chocby mglistej teoretycznej podstawy do zrozumieniaa dzialania tych urzadzen.
      Jednoczesnie taki Dahomej czy Japonia byly w stanie dokonac wstecznej inzynierii europejskich muszkietow i produkowac dobrej jakosci "podrobki"(choc w Dahomeju do konca uwazano takze iz do odpowiedniego dzialnia muszkietu przyczynia sie takze magia-i stad pieczolowiete kopiowanie takze napisow i znakow fabrycznych ktore uwazano za magiczne zaklecia niezbedne do dzialnia muszkietu).
      Jesli wiec jakies czarne projekty istnieja(jak sugeruja przecieki na tyle liczne iz chyba nie mozna ich zignorowac)i osiagaja jakis tam chocby ograniczony sukces(a wiekszosc przeciekow i logika-patrz powyzej-na takowy wlasnie ograniczony sukces wskazuja)to by potwierdzalo hipoteze iz obcy nie wyprzedzaja nas az tak bardzo technologicznie i do tego ow gap ciagle sie zmniejsza.
      A to jak slusznie zawuwazyl @Odkrywca predzej czy pozniej doporwadzi do tego iz rzady beda musialby ujawnic chocby czesc prawdy(nie da sie ukrywac aktywnosci obcych na orbicie jesli na tej samej orbicie beda liczne orbitalne hotele i fabryki-za duzo ludzi bedzie widziec rozne rzeczy).A poniewaz aktywnosc ludzka na orbicie rosnie juz teraz oraz biorac pod uwage fakt iz aby uniknac szoku kulturowego/religijnego najlepiej rozlozyc taka operacje "disclosure" na pare dekad mozna by ostroznie zalozyc iz takowac operacja "disclosure" JUZ sie rozpoczela(i stad whistblowerzy na ogole chodza sobie bezpiecznie po swiecie a nie gina w wypadkach i stad wysyp seriali o obcych-mentalne oswajanie z tematem).

      Piotr34

      Usuń
  7. Tak sobie mysle, gdyby w kosmosie faktycznie cos bylo, to czy Amerykanie dopusciliby do zlobu takiego Elona? Przeciez przy ktorejs z cywilnych wypraw na ksiezyc/orbite ktos moglby zobaczyc za duzo i co wtedy? Cala misterna mistyfikacja jak krew w piach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jeśli Elon z nimi współpracuje przy różnych projektach?

      Usuń
    2. Ci miliarderzy z branży kosmicznej mają różne wpływowe powiązania, a sam Elon współpracuje z wojskiem przy wynoszeniu satelitów, czy budowie sieci łączności internetowej itp.
      A np. taki Bieglow jawnie mówi o UFO, i współpracował z wojskiem przy badaniu tegoż tematu.
      Choć oczywiście też jestem ciekawy jak przedstawią sprawę aktywności UFO w kosmosie, w kontekście coraz większych planów budowy różnych hoteli, stacji orbitalnych, przemysłu w kosmosie (choćby górniczego), koloni na Księżycu i Marsie - w tym przypadku Elon chciałby w ciągu kilkudziesięciu lat umieścić tam milion ludzi. O ile na początku jak będą to względnie nie duże prywatne inicjatywy rzędu, kilku, kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu osób to da się to wyciszyć, ale w przypadku choćby 10 000 osób na orbicie czy Marsie widzących UFO to już jest sprawa nie taka łatwa, tym bardziej, że jeśli UFO do tej pory przeszkadzało to nadal będzie próbować zastopować ludzi. Możliwe, że to dlatego administracja USA wiedząc o tych zagrożeniach chce stworzyć jak najszybciej te kosmiczne siły; w celu ochrony ludzkich koloni i innych przyszłych cywilnych aktywności w przestrzeni kosmicznej. - Tym bardziej, że większość tych planów eksploracji i eksploatacji jest przewidziane na najbliższe 15 lat, więc muszą się pośpieszyć - nawet jeśli te plany by się opóźniły. Uważam, też, że przy tak dużej aktywności ludzi (wojskowej i cywilnej) oraz UFO w kosmosie powinno nastąpić jakieś oficjalne odtajnienie obcych. Oczywiście przez pewien czas pewnie będą tłumaczyć te obserwacje obiektów UFO jako elementy wojskowych i cywilnych programów kosmicznych (satelity, statki kosmiczne/ elementy kapsuł/rakiet itp) ale jeśliby obcy przestaliby się ukrywać (ponieważ ludzie oficjalnie staliby się zdolni do lotów międzyplanetarnych) lub ci o złych zamiarach jakoś widocznie odpowiedzi (a raczej zauważą taką ekspansję) to chyba, nikt nie miałby już wątpliwości i skończyłoby się to całe zaciemnianie.
      Odkrywca

      Usuń
    3. Elon i jego ludzie (część to ex pracownicy NASA) muszą być wtajemniczeni. Poza tym lepiej wpuścić jednego swojego, niż blokować 10 innych. W tej dziedzinie dużo firm ostatnio konkuruje. Więc ustawienie swojego człowieka daje możliwość kontrolowania tego rynku prywatnego podboju kosmosu.

      Usuń
  8. 20 tys km/h chyba wystarczy nie 40

    OdpowiedzUsuń
  9. Z bieguna na biegun jest 20 tys km

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak sadzicie - jak ewentualne ujawnienie rewelacji ws. UFO wplyneloby na religie?
    Kosciolowi rewolucja raczej nie w smak. Jak wiadomo, maja realny wplyw na polityke mocarstw, wiec moze i oni sa w grze? Swoja droga, widzieliscie Netflixowskie The Family - https://www.netflix.com/ae-en/title/80063867?
    Ciekaw jestem rowniez reakcji radykalnych organizacji islamskich - myslicie, ze zaczalby sie swiety jihad przeciwko kosmitom?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do islamu - jeden z czytelników wyjaśniał to z punktu widzenia islamskiego w komentarzach pod pierwszymi dwoma odcinkami serii. I wynika z tego, że islam by się z tym pogodził - bo przecież Obcy to też stworzenia Allaha i mogą znać Koran, a jak nie znają, to trzeba go nim zanieść.
      Co do Kościoła Katolickiego - też by się dostosował, tak jak dostosowywał się przez 2 tysiące lat do różnych ustrojów politycznych, kultur i filozofii. Szybko pojawiliby się jacyś jezuiccy księża głoszący "teologię Kosmosu".
      Problem byłby raczej z ewangelikalnymi protestantami. I organizacjami typu The Family.
      Mormoni szybko by się dostosowali i zaakceptowali obcych. Ich doktryna mówi przecież o tym, że Bóg pochodzi z innej planety.
      Hindusiści, buddyści i szintoiści nie mieliby problemu. Podobnie jak szamaniści.
      Problem mieliby wyznawcy judaizmu - istnienie Obcych istot pośrednio biłoby w ich przekonanie o byciu narodem wybranym. No i Mesjasz musiałby narzucić swoją dyktaturę całej galaktyce :)

      Usuń
    2. "teologię Kosmosu" - już jest taki teolog:
      https://wiadomosci.dziennik.pl/swiat/artykuly/458620,papiez-mowi-o-kosmitach-wierni-nie-chcialiby-marsjan-katolikow.html

      "Problem mieliby wyznawcy judaizmu" - bynajmniej nie mieli i nie mają, poniżej jest mowa nawet o biblijnych obcych:
      https://www.chabad.org/library/article_cdo/aid/3012/jewish/Is-There-Life-on-Other-Planets.htm

      "Mesjasz musiałby narzucić swoją dyktaturę całej galaktyce" = ten koncept został wykorzystany w ST w postaci sabatejskiego Dartha Vadera który swoją drogą trzymał obcych za mordę:).
      Przydałoby się by ktoś podobnie zaprowadził porządek w galaktyce - samo Imperium było cywilizacją typu 3 - z korzyścią dla nas.

      Skoro gwiezdna flota to i marsz floty imperialnej jest jak najbardziej na miejscu:
      https://www.youtube.com/watch?v=z56uEsUuUzo
      powinni go nadawać non stop w kierunku obcych, jako formę propagandy mielibyśmy u nich więcej szacunku :).
      Odkrywca

      Usuń
  11. https://youtu.be/tuUbvqsMm0M
    Pwyżej link do omówienia ciekawej analizy fundacji Ad Arma. Fox, co o tym myślisz ?
    Sznyc

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę jak podróbka Bartosiaka :) Wariant ze zrzuceniem rosyjskich spadochroniarzy w korytarzu nad Odrą pomija jedną ważną sprawę - broń antydostępową. Przeciwlotniczą i przeciwokrętową. Naszą i NATOwską. Byłby z pewnością duże straty rosyjskie. Zwłaszcza, że zrzucono by oddziały powietrznodesantowe na tereny z dużym nasyceniem baz - blisko baz amerykańskich. Jak długo rosyjscy desantnicy mogliby tam walczyć w okrążeniu i bez wsparcia broni ciężkiej? Z pewnością byliby świetnym celem dla amerykańskiego lotnictwa startującego z baz w Niemczech.

      Usuń
  12. Gory Bucegi w Rumuni jest tam opuszczona baza obcych a sprawe najbardziej wyciszali Usa i Watykan xd. Film Prometeusze powstal na podstawie relacji o tej bazie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moga wyciszac i ukrywac rozne rzeczy ale nie ukryja hieroglifow nazka mostu ramy miedzy indiami i cejlonem ruin bazy ufo pumapunku lub piramid. Gor Bucegi pilnuje wojsko jak strefy 51.

      Usuń
  13. dzis mamy tyle radio teleskopów (nawet prywatnych) i optycznych, ze jestesmy w stanie wykryc w poblizy ziemi wszystko od 50cm w górę a ty bredzisz o kilometrach ;)

    jedyne z czym sobie nie radzimy to bardzo szybko poruszajace sie obiekty, ktore nie swiecą. (sa za daleko by odbijac a jak sa juz blisko to jest za późno)

    Popytaj ludzi Piwnic oni sa strasznie otwarci, ostatnio dawali 50cm teleskop dla kogokolwiek kto przedstawi jakikolwiek sposób obserwacji.

    A fałszywki są zawsze, prężenie muskułów i odstraszanie to kwintesencja działań wojennych i politycznych.

    Zastanawiające jest co innego. Te wszystkie pojazdy ufo sa maleńkie, 2-4 osoby czasem 10. To sa taksówki do jeżdzenia na wakacje a nie pojazdy badawcze czy wyprawa survivalowa ze sprzetem do podtrzymywania obcego życia.
    To rower do podrózy z bardzo bliska. Ufoki musialy by być bardzo blisko, albo odległość w ogóle nie powinna miec znaczenia. Oba twierdzenia obali gimnazjalista.

    Zatem wszystkie tezy wygladają jak studium przypadku ludzi otumanionych i naiwnych do granic wszechswiata. Na prawde szybciej można uwierzyć w cokolwiek niż w te bzdury, ale to ciekawe ze istnieja mikrocefale ktore w to wierzą. Dla mnie to jest coś na co bym nie wpadł.

    Majak w

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. " jestesmy w stanie wykryc w poblizy ziemi wszystko od 50cm w górę a ty bredzisz o kilometrach ;)" - naprawdę? A jakoś parę tygodni temu przeleciała koło Ziemi spora asteroida. Wykrytą ją w ostatniej chwili.

      Poza tym jak pokazałem, te duże statki na orbicie są fotografowane.

      "Zastanawiające jest co innego. Te wszystkie pojazdy ufo sa maleńkie, 2-4 osoby czasem 10. " - są też obserwacje i zdjęcia dużych cygarokształtnych pojazdów.

      "To rower do podrózy z bardzo bliska. Ufoki musialy by być bardzo blisko" - są na Księżycu. Są na Marsie.

      Usuń
    2. A i zapomniałeś o jednej sprawie: systemach maskowania optycznego, które są dostępne już w ramach "oficjalnej" technologii.

      Usuń
    3. @Majak w

      Bardzo slabe argumenty przedstawiles-technologie maskowania optycznego(ze nie wspomne o radarowym)wlasnie wchodza do mainstreamu a ty gadasz o tym ze "widzimy wszystko powyzej 50 cm?"-no prosze cie to NONSENS!!!!Poczytaj o metamateriach zaginajaych swiatlo-JUZ takie produkujemy(choc na niewielka skale poki co).

      "Te wszystkie pojazdy ufo sa maleńkie, 2-4 osoby czasem 10. To sa taksówki do jeżdzenia na wakacje a nie pojazdy badawcze czy wyprawa survivalowa ze sprzetem do podtrzymywania obcego życia.".
      To juz znacznie ciekawsze twierdzenie i tez kiedys na to zwrocilem uwage.Ale mozliwe sa dwa wytlumaczenia.Pierwsze takie ze te "taksowki" maja tzw.jump drive dla ktorego odleglosc nie ma zadnego znaczenia-o ile sie orientuje istnieje kilka teoretycnzych opcji napedu FTL i jeden czy dwa z nich BYC MOZE beda wlasnie napedem typu jump drive(niektorzy nawet twierdza iz byc moze taki bedzie tez silnik Alcubiera ale to mniejszosc).
      Drugie wytlumaczenie(moim zdaniem bardziej przystajace do obserwacji)jest takie ze te "taksowki" to wlasnie tylko takie promy do lokalnych podrozy-biorac pod uwage dosc duza ilosc obserwacji duzych(kilku kilometrowych)obiektow ta opcja zdaje mi sie bardziej prawdopodobna-no bo po co komu bylyby wielkie parokilometrowe "krazowniki" jesli odleglosc nie bylaby problemem?Duze obiekty sluza do podrozy miedzygwiezdnych a male "taksowki" do lokalnych/planetarnych/orbitalnych.To dla mnie osobiscie bardziej logiczne wytlumaczenie.

      piotr34

      Usuń
  14. Temu Amerykańskiemu generałowi pewnie chodziło o to, że USA mają tyle baz i okrętów na całym świecie że to jakiegokolwiek miejsca na świecie mają max. godzinę.

    OdpowiedzUsuń