sobota, 16 listopada 2019

Phobos: Duchy Pentagonu


Jaki jest życiowy cel ponad 80-letnich staruszków? Dla znacznej większości z nich jest nim cieszenie się drobnymi przyjemnościami ostatnich dni życia. Ludzie w tym wieku obawiają się, że stracą władzę nad swoim ciałem i umysłem. Oswajają się przy tym z perspektywą śmierci. Czasem stają się przez to bardziej religijni. Nie gonią za sławą i pieniędzmi. Zwłaszcza, jeśli mają życiorysy, którymi można by obdzielić kilka "zwykłych" osób.



O czym więc myślał w wieku 82 lat pułkownik Philip J. Corso? Na pewno wojennej sławy mu nie brakowało. Zdobył w armii USA 19 odznaczeń. Był weteranem II wojny światowej i Korei. W latach 1944-1945 kierował amerykańskim kontrwywiadem wojskowym w Rzymie. W Korei służył w sztabie gen. MacArthura. Za Eisenhowera pracował w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego (NSC), gdzie poznawał kulisy Zimnej Wojny. Później pracował w Pentagonie w Biurze ds. Obcej Technologii (obcej w znaczeniu zagranicznej). W swoim życiu codziennie się stykał z osobami tworzącymi historię. Weteranom zdarza się podkręcać opowieści o swoich dokonaniach - zazwyczaj zawyżają liczbę Niemców, których zabili i kobiet, z którymi się przespali. Corso sprawiał jednak wrażenie człowieka, który z zawodowego przyzwyczajenia wieloma ze swoich dokonanań się nie chwali. Trudno go też uznać za dezinformatora oddanego amerykańskiemu Głębokiemu Państwu. Był bardzo krytyczny wobec CIA, którą atakował z pozycji antykomunistycznych. W 1994 r. naraził się establiszmentowi zeznając w Kongresie w sprawie zaginionych jeńców z Korei (a właściwie pozostawionych Sowietom i Chińczykom). Dość powiedzieć, że jego zeznania wywołały wściekłość senatora Johna McCaina, który argumentował, że "znał Eisenhowera, i że Eisenhower, by do czegoś takiego nie dopuścił" (Corso też jednak znał Eisenhowera - zdecydowanie lepiej niż McCain, bo od co najmniej 1944 r.) Pułkownik Corso zachował też do końca życia dużą sprawność umysłu. Nie zachowywał się jak osoba z demencją czy ze schizofrenią. Nie był też żadnym szalonym newage'owym okultystą. Był katolikiem, który miał okazję poznać dwóch papieży. W każdej sprawie zostałby uznany za ultrawiarygodnego świadka. Co więc sprawiło, że w 1997 r., na rok przed śmiercią napisał wspomnienia "Day after Roswell" opowiadające o jego udziale w tajnej wojnie przeciwko tajemniczemu wrogowi zagrażającemu ziemskiej cywilizacji?


Ilustracja muzyczna: Harry Gregson- Williams - Life - Prometheus OST



Corso opisuje w tych wspomnieniach swoją pracę w Biurze ds. Obcej Technologii w Departamencie Obrony na przełomie lat 50. i 60. Zajmował się tam głównie analizowaniem sowieckiej i sojuszniczej technologii zbrojeniowych. Jeśli Sowieci mieli nowe rakiety przeciwlotnicze lub Francuzi nowe śmigłowce, to ich dokonaniom przyglądał się właśnie płk Corso ze swoim zespołem. Jego zwierzchnikiem był gen. Arthur Trudeau, bohater wojny w Korei, szef Działu Badań i Rozwoju Armii USA. Pewnego dnia Trudeau przyszedł do gabinetu Corso i poinformował go o pewnych artefaktach, które zalegają od ponad dekady w jednej z szaf, bo poprzednicy za bardzo nie wiedzieli co z nimi robić. Wówczas były zbyt zaawansowane technologicznie, by je skopiować, ale może teraz się uda. Trudeau nakazał potraktować zadanie z najwyższą tajnością. Te przedmioty byłyby bowiem nie tylko łakomym kąskiem dla sowieckich szpiegów. "Siły powietrzne będą tego chciały, bo uważają, że to do nich należy. Marynarka Wojenna, będzie tego pragnęła, bo chce wszystkiego, co mają siły powietrzne. CIA chce tego, by natychmiast to przekazać Sowietom" - stwierdził gen. Trudeau. Wyjaśnił, że chodzi o szczątki z katastrofy UFO w Roswell z lipca 1947 r.


W lipcu 1947 r. amerykańska prasa donosiła o rozbiciu się "latającego spodka" na ranczu pod Roswell. Początkowo potwierdzały to siły powietrzne armii USA. Porucznik Walter Haut, rzecznik bazy w Roswell (w której stacjonowała jedyna na świecie eskadra uzbrojona w bomby atomowe) wydał, na polecenie dowódcy bazy pułkownika Williama Blancharda (późniejszego zastępcy dowódcy amerykańskich sił powietrznych) oficjalny komunikat mówiący o znalezieniu wraku "latającego spodka". (Dlaczego podano tę wiadomość wyjaśnię w następnym odcinku.) Generał Roger Ramey, dowódca Eighth U.S. Army Air Force z Fort Worth, nakazał jednak szybko szybko zmienić wersję. Haut został zmuszony do zwołania konferencji, na której tłumaczył, że doszło do żenującej pomyłki - na ranczu pod Roswell znaleziono szczątki balonu meteorologicznego. (W ostatnich latach życia Haut utrzymywał, że pierwszy komunikat był prawdziwy. Widział wrak i ciała załogi tego pojazdu. W sprawie Roswell zebrano wiele relacji wojskowych i cywilów, które są zbieżne w najdrobniejszych szczegółach i potwierdzają wersję porucznika Hauta.) W latach 90. siły powietrzne ogłosiły, że pod Roswell rozbił się nie balon meteorologiczny ale balon do wykrywania sowieckich prób jądrowych z Projektu Mogul a poza tym wiatr tam przywiał manekiny wykorzystywane do testów... Nie wyjaśniono dlaczego wydano rozkazy dotyczące przewiezienia szczątków tego "balonu" do bazy w Fort Worth a stamtąd do bazy Wright-Patterson w Ohio, będącej miejscem, w którym analizowano przechwyconą zagraniczną technologię lotniczą. Zachowały się relacje pilotów - oficerów wysokiej rangi - który lecieli z wrakiem "balonu" do  bazy Wrigh-Patterson. Nie wiadomo również dlaczego gen. Nathaniel Twinning, szef Dowództwa Materiałowego Sił Powietrznych Armii USA, późniejszy dowódca sił powietrznych i szef połączonych sztabów, na początku lipca 1947 r. nagle przerwał zaplanowaną podróż do zakładów lotniczych w Seattle i zamiast tego poleciał do Nowego Meksyku, zapoznać się ze znalezionym "balonem". (Twinning we wrześniu 1947 r. napisał memorandum, w którym stwierdzał, że "latające spodki" to "realny fenomen" a nie wynik anomalii meteorologicznych czy przywidzeń.) Nie wiadomo też dlaczego o katastrofie "balonu" zbriefowano gen. Curtisa LeMaya i gen. Dwighta Eisenhowera. Nie wiadomo też dlaczego do bazy w Roswell nagle przywieziono kilku prominentnych niemieckich naukowców sprowadzonych do USA w ramach Operacji Paperclip. Trudzono ich tylko po to, by zapoznali się ze szczątkami balonu?



Corso był wówczas oficerem ds. bezpieczeństwa w bazie w Fort Riley w Kansas. Opisał jak w lipcu 1947 r. do bazy przyjechała wojskowa ciężarówka zmierzająca do Wright- Patterson. Oficjalnie wiozła "złom lotniczy". Zapewne będący szczątkami "balonu", których nie zebrano za pierwszym podejściem. Jedną ze skrzyń z ciężarówki przeniesiono jednak na jedną noc (podczas postoju) na teren laboratorium medycznego. Corso podczas nocnego obchodu bazy zauważył, że wokół tego budynku kręci się jeden ze znajomych podoficerów. Opowiedział on mu, że słyszał od kierowców ciężarówki o niesamowitej rzeczy kryjącej się w skrzyni. "Pan może to sprawdzić majorze!" . Corso na wszelki wypadek przyjrzał się tajemniczemu ładunkowi. Uchylił wieko skrzyni. Był zszokowany. Zobaczył zatopione w jakimś pojemniku humanoidalne ciało. Miało ono dużą głowę i wielkie, czarne, skośne oczy, mały otwór gębowy, niemal niewidoczny nos i brak uszu. Odcień jego skóry był zbliżony do szarego. Corso pomyślał w pierwszej chwili, że to jakaś medyczna anomalia lub zwłoki z Hiroszimy. Zajrzał do listu przewozowego przytwierdzonego do wewnętrznej ścianki skrzyni. Była w nim mowa o zwłokach znalezionych w okolicach Roswell w Nowym Meksyku. (Były funkcjonariusz CIA o pseudonimie "Kewper" w ostatnich latach życia udzielił wywiadu znanej ufolog Lindzie Moulton Howe, w którym potwierdził, że część szczątków z Roswell wieziona była poprzez Fort Riley.)



Gdy więc gen. Trudeau pokazał płkowi Corso szczątki z pojazdu, który rozbił się w Roswell, nie wywołał tym już większego szoku u niego. Co jednak te szczątki robiły w jednej z szaf w Pentagonie? No cóż, w 1947 r., w kilka miesięcy po katastrofie w Roswell, siły powietrzne oddzieliły się od armii i stały się samodzielnym rodzajem sił zbrojnych. Przed tym rozdzieleniem badaniem wraku i ciał z Roswell zajmowali się ludzie gen. Twinninga w bazie Wright-Patterson. Gdy doszło do wydzielenia sił powietrznych jako odrębnego rodzaju sił zbrojnych, siły powietrzne zatrzymały sobie wrak z Roswell i największą część z rozproszonych szczątków. Ale by nie wywoływać gniewu innych rodzajów sił zbrojnych, przekazały część szczątków i artefaktów Marynarce Wojennej i Armii. To co zobaczył płk Corso było właśnie "nędznymi ochłapami" przekazanymi przez siły powietrzne. No cóż, te ochłapy nie były takie "nędzne" jak wyglądało to na pierwszy rzut oka. Siły powietrzne skupiły się na analizie systemu napędowego statku obcych, armia dostała artefakty znalezione wewnątrz wraku. Było tam trochę szczątków wykonanych z cienkiego i lekkiego "metalu z pamięcią", który po próbach odkształcenia wracał do pierwotnego kształtu. Z dokumentacji wynikało, że we wraku nie zaleziono przewodów elektrycznych, były za to "dziwne kable" przewodzące światło. W szczątkach z Pentagonu były też coś wyglądającego na obwody scalone, mała "latarka" emitująca wiązkę światła, która potrafiła zapalać różne przedmioty, noktowizor oraz opaskę na głowę, co do której domyślano się, że pozwala na sterowanie pojazdem za pomocą fal mózgowych.



Corso skontaktował się z nazistowskimi naukowcami z Projektu Paperclip - a także ze współpracującymi z nimi doktorem Robertem Sarbacherem.  Część z nich przyznała, że zetknęła się z tymi szczątkami już w 1947 r. Według Corso UFO, które rozbiło się pod Roswell miało kształt nie tyle dysku, co półksiężyca. Dokładnie takie same pojazdy widział Kenneth Arnold, w czerwcu 1947 r. nad stanem Waszyngton, podczas incydentu, który dał początek manii "latających spodków". Gdy pytał niemieckich naukowców, czy to przypadek, że pojazd obcych był podobny do latającego skrzydła Hortena opracowanego przez Niemców w czasie drugiej wojny światowej, nazistowscy naukowcy uśmiechali się i odpowiadali, że to nie przypadek.



Corso i Trudeau postanowili, że najbardziej efektywnym sposobem na wykorzystanie artefaktów z Roswell będzie ich przekazanie do zaufanych ludzi w wybranych firmach zbrojeniowych. Naukowcy zatrudnieni w sektorze prywatnym mieli przyjrzeć się tym technologiom a jeśli ich one do czegoś zainspirują, to Pentagon nie widziałby problemu w tym, by wzięli oni dla siebie całą zasługę i zyski z patentów. Oczywiście pożądane było znalezienie wojskowych zastosowań dla tych technologii. Zaczęła się więc operacja "zasiewania" i okazała się bardzo owocna. Stosunkowo łatwo poszło z noktowizorem - obce rozwiązania technologiczne pomogły przyspieszyć amerykańskie prace nad doskonaleniem tych urządzeń. Akurat udało się je dopracować na potrzeby sił specjalnych w wojnie wietnamskiej. "Dziwne kable" przewodzące światło oczywiście pomogły w badaniach nad światłowodami. "Drukowane układy" przyspieszyły w latach 60. prace nad pierwszymi układami scalonymi. Naukowcy z Bell Laboratories nie byli jednak szczególnie zdziwieni, gdy Corso im je pokazał. Twierdzili, że widzieli je już w 1947 r. I ponoć bardzo ich zainspirowały podczas prac nad pierwszymi tranzystorami. "Latarka" pomogła oczywiście w pracach nad laserami. Tylko nad "metalem z pamięcią" głowiono się jeszcze w latach 90. Badając tę technologię przy okazji osiągnięto jednak postęp nad technologią stealth i zainspirowano się do stworzenia amunicji ze zubożonego uranu (punktem wyjścia były prace nad "niewidzialnym pociskiem"). Coś podobnego do opasek sterujących różnymi przedmiotami za pomocą fal mózgowych zostało opracowane zaś w latach 90. Dzisiaj można np. sterować za ich pomocą małymi dronami. ("Kewper" twierdził, że zetknął się z taką opaską w Strefie 51 na początku lat 60.) "Nędzne ochłapy" przekazane armii przez siły powietrzne przyczyniły się więc co znacznego przyspieszenia rewolucji w technice wojskowej i cywilnej. Corso nie widział jaki użytek ze swojej części szczątków zrobiły siły powietrzne i marynarka wojenna. Wskazywał jednak, że badania nad systemem napędowym statków obcych prowadzone były początkowo w bazie Wright-Patterson, a później także w bazie Norton w Kalifornii i w słynnej Strefie 51 w Nevadzie. Wrak z Roswell miał spocząć w bazie Norton, gdzie stanowił część swoistego "muzeum". A przynajmniej był tam na pod koniec lat 50., gdy Strefa 51 dopiero się rozbudowywała.



Pułkownik Corso przeglądał również dokumentację z sekcji zwłok załogi pojazdu z Roswell. Siły powietrzne podzieliły się z innymi rodzajami sił zbrojnych tymi raportami. Patolodzy przeprowadzający sekcje byli zaszokowani tym jak bardzo podobne organy wewnętrzne obcych były podobne do ludzkich. Oczywiście były też spore różnice w anatomii. Istoty z tamtego pojazdu nie posiadały np. układu pokarmowego i wydalniczego. Podejrzewano, że mogły odżywiać się przez skórę. Nie miały też układu rozrodczego. Wysunięto więc teorię, że były biorobotami stworzonymi specjalnie na potrzeby podróży kosmicznych. Jak wyglądali ich twórcy? Tego wówczas nie było wiadomo. (Corso zastanawiał się, czy ich panami nie były... układy scalone. Sztuczna inteligencja mogłaby przejąć kontrolę nad życiem biologicznym a katastrofa w Roswell i inne katastrofy UFO byłyby w takim scenariuszu próbą "zasiania zarodków" tej cywilizacji na Ziemi, tak by przejęły one kontrolę nad życiem biologicznym. Nie trudno zauważyć, że przekazanie nam w ten sposób układów scalonych, światłowodów i laserów stworzyło technologię, która nas coraz bardziej uzależnia...) Wysunięto koncepcję, że obcy stanowili "element spajający" ich pojazdu. Sterowali nim za pomocą mentalnego interfejsu. Z licznych relacji wynika też, że te "klasyczne szaraki" dysponują zdolnościami telepatycznymi. Jeden z żołnierzy zabezpieczających wrak w Roswell postrzelił uciekającą z niego obcą istotę. Chwilę potem poczuł w swoim umyśle, że ta istota czuje "ból i rozpacz".



Pułkownik Corso oraz inni wojskowi zaangażowani wówczas w tematykę UFO nie mieli żadnych wątpliwości, że owi obcy i ci, którzy za nimi stoją stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego. Corso dowodził bateriami rakiet przeciwlotniczych w Kalifornii i w RFN w latach 50. Wielokrotnie widział jak tajemnicze obiekty na radarach testują amerykańskie systemy obrony powietrznej. Dochodziły do niego informacje o tego typu incydentach z całego świata. O testowaniu przez UFO możliwości myśliwców, skanowaniu przez nich baz z bronią nuklearną, o niebezpiecznych incydentach i wypadkach sprowokowanych przez tych tajemniczych intruzów. Informacje o tym docierały również zza Żelaznej Kurtyny. W latach 50. zaczęto też zbierać informacje o okaleczeniach bydła dokonywanych przez obcych (później pod nich zapewne podszywały się siły powietrzne prowadzące tajne badania dotyczące skażenia nuklearnego) a także o porwaniach ludzi i przeprowadzanych na nich eksperymentach. Istniało dosyć silne podejrzenie, że obcy pracują nad bronią biologiczną mającą prowadzić do eksterminacji ludzi. W Pentagonie obawiano się też, że obcy... zawrą tajny pakt z Chruszczowem :) Jednocześnie jednak ponad zimnowojennymi podziałami istniało ciche porozumienie w kwestii obrony przed zagrożeniem z Kosmosu. Corso twierdził, że w razie gdyby obcy zajęli część ziemi, to to supermocastwo, które przetrwałoby pierwszą falę ataku, użyłoby całego swojego arsenału nuklearnego, by zniszczyć część planety okupowaną przez obcych.



Jednocześnie zaczęto prace nad systemami mającymi chronić Ziemię przed inwazją. O możliwości stoczenia w przyszłości wojny ze "złowrogimi siłami z jakiejś innej galaktyki" mówił w 1962 r. gen. Douglas MacArthur przemawiając do kadetów z West Point. A przynajmniej zadać obcym tak duże straty, by inwazja była dla nich mało opłacalna. Te tajne programy zaowocowały w latach 80. Przykrywką dla nich była SDI, czyli Gwiezdne Wojny Reagana. Oficjalnie ten program był wymierzony w Sowietów, ale Reagan zaproponował przecież Gorbaczowowi, że obejmie nim również terytorium ZSRR. Wcześniej Reagan dwukrotnie w swoich przemówieniach mówił o "teoretycznym" zagrożeniu z Kosmosu dla całej ludzkości.  Według pułkownika Corso lata 80. przyniosły przełom. To wtedy zaczęliśmy z Nimi wygrywać kosmiczną wojnę.

Oczywiście ta tajna wojna w przestworzach była utrzymywana z dala od opinii publicznej. Mniej więcej do 1953 r. "latające spodki" były tematem pojawiającym się mainstreamowych mediach a debatowali o nich poważni naukowcy. W 1953 r.  rządowe ciało doradcze znane jako Panel Robertsona (kierowane przez konsultanta CIA Howarda Robertsona) zarekomendowało, by prowadzić kampanię psychologiczną podważającą wiarę w obce cywilizacje. Każdy kto zgłębiał temat UFO miał być przedstawiany jako świr a realne obserwacje miały utonąć w absurdalnych opowiastkach o "zielonych ludzikach". Środowisko ufologiczne miało zostać poddane obserwacji i dezintegracji. Miano też przemycać do scenariuszów filmowych autentyczne informacje dotyczące UFO, tak by w razie przecieku tych informacji mogły zostać one łatwo zdyskredytowane jako fantazje człowieka, który "naoglądał się za dużo sci-fi". (O tym, które filmy i książki w ten sposób zainspirowano będzie być może w jednym z następnych odcinków.) Kwestię UFO potraktowano dokładnie tak samo jak wiele innych spraw kluczowych dla naszej cywilizacji: profanom rzucono tylko ochłapy. Na szczęście jednak tematyka ufologiczna nie pozostała jedynie w rękach prowokatorów i świrów. Byli też autentyczni, ultrawiarygodni świadkowie tacy jak płk Corso.

***

W kolejnym odcinku serii "Phobos" dowiemy się nieco więcej o tajnej wojnie w przestworzach toczącej się równolegle do Zimnej Wojny i... drugiej wojny światowej. A także dlaczego doszło do katastrofy w Roswell i dlaczego ją ujawniono.

***

Zacząłem pisać tę serię z pełną świadomością, że przyciągnie ona więcej świrów niż wszystkie moje pozostałe wpisy na tym blogu. Ale cóż, czytelnicy bardzo nalegali. Więc spełniłem ich życzenie :)

Zdaję sobie też sprawę z tego, że za chwilę pojawią się komentarze osób przekonujących, że "żadne UFO nie istnieje" a w Roswell "rozbił się balon" lub "eksperymentalny samolot pilotowany przez dzieci z wodogłowiem".  Mogą się też pojawić komentarze przekonujące, że UFO to zjawisko demoniczne, bo Aleister Crowley utrzymywał w latach 40. telepatyczny kontakt z istotą przypominającą "szaraka" a kompletny laik w sprawach ufologiczno-wojskowo-wywiadowczych, czyli prawosławny mnich z Kalifornii o. Serafin Rose twierdził, że UFO to demony. (A propagowała to jego teorię w Polsce w latach 90. "Fronda", która obok wielu wartościowych tekstów zastanawiała się nad demonicznością... Pokemonów.)  No cóż, a co jeśli zjawiska przez wieki uważane za demoniczne (dziwne światła na niebie, porwania małych dzieci, tajemnicze okaleczenia zwierząt) były przejawem działalności obcej cywilizacji? A co jeśli czciciele demonów tacy jak Crowley są po prostu kolaborantami pracującymi dla obcych istot (a wydaje im się, że kontaktują się z Szatanem)? Mam nadzieję, że Analbaptysta tego nie czyta...

52 komentarze:

  1. Fox zakładając, że kosmici rzeczywiście istnieją, to według Ciebie są nastawieni przyjaźnie czy wrogo do ludzkości? Bo jeżeli testują możliwości obronne armii USA to co im szkodziło podbić Ziemię w średniowieczu albo starożytności jak byliśmy słabsi militarnie? Z tymi kosmitami to jest tak, że mnóstwo osób niby ich widziało, ale nie ma dowodów w postaci choćby wyraźnych nagrań. Ciekawie o rzekomym istnieniu UFO pisał tu https://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2018/12/i-sowo-ciaem-sie-stao.html i tu https://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/06/chrystus-i-kosmici.html Michał Strzelczyk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piotr34 udzielił w komentarzach odpowiedzi, które to częściowo wyjaśniły.
      Ale dodam jeszcze jedną możliwość: a jeśli chcą, byśmy ich inwazję uznali za "marsz wyzwoleńczy"?

      Koleś w zlinkowanych postach nie pisze wcale ciekawie o UFO. W pierwszym z nich powtarza bzdury i dezinformacje.

      Usuń
    2. @fox

      Akurat "marsz wyzwolenczy" to bardzo ciekawa hipoteza-szczegolnie jesli faktycznie istnieja rozne "potegi niebieskie"."Marsz wyzwolenczy" moglby nie byc traktowany jako zlamanie traktatow,niesie niskie koszty dzialania oraz nie niszczy podbijanego terenu a moze nawet pozwala na uzycie "wyzwolonych" jako miesa armatniego...pardon "bojownikow jasnej strony" w "zmaganiach w niebiosach".

      Piotr34

      Usuń
  2. W kwestii UFO mógłbym powiedzieć tyle, że odkąd prawie każdy człowiek może w dowolnym momencie nagrać film czy zrobić zdjęcie, to żadnych zdjęć UFO nie ma. Dawniej 1 na 1000 chodził z aparatem i jakoś potrafili złapać UFO. No ale wiadomo, że UFO jest cwane i wie że ludzie mają telefony. Tak więc to niczego nie rozstrzyga, podobnie jak to że Cyganka zamiast wróżyć na ulicy za 5 zł nie puści sobie "szóstki" w Lotto, nie znaczy że Cyganka nie potrafi przewidzieć zdarzeń.

    Marian

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "o żadnych zdjęć UFO nie ma. "

      Wręcz przeciwnie. Nadal ich jest całkiem sporo.

      Usuń
  3. Moja najbardziej prawdopodobna hipoteza: te ludziki to bioroboty na usługach nielicznych przedstawicieli poprzedniej cywilizacji ziemskiej.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Marian
    Slabo Marian-bardzo slabo.Jak za darmo to jeszcze rozumiem ale jak za pieniedze to lepiej aby twoj szef nie widzial bo polecisz z roboty.A na przyszlos pomysl chocby o tworzonych obecnie metamaterialach ktore juz OBECNIE na mala skale zapewniaja niewidzialnosc.


    @Krusejder
    Co niektorzy tak twierdza i moim zdaniem to ma sens-no bo jak inaczej wytlumaczyc chocby czesciowa zgodnosc genetyczna(tworzenie hybryd)domniemanych obcych z nami ?Szczegolnie ze od takich roznych "atlandyt","mu",kaskar" itp to sie az roi w starozytnych mitologiach.Poza tym wiem ze w sredniowieczu istnialy legendy o malych szarych "diabelkach" ktore przychodza do ludzi w nocy i torturuja klujac iglami-wypisz,wymaluj pasuje do uprowadzen przez "szarych"-wydaje sie ze od tysiacleci "ktos" robi za "bogow","demony" itp-kto i po co to ciekawe pytanie.

    @Unknown
    Dobre pytanie ale moze byc na to z tysiac odpowiedzi.
    Moga byc tak dalego a podroz tak droga(energetycznie)i dluga ze nigdy nie beda w stanie miec tu wiecej niz niewielka grupe-zbyt nielicza aby podbic Ziemie a juz szczegolnie utrzymac okupacje.
    Moze tez istniec cos w rodzaju paktu wyzszych cywlizacji o nieingerencji wsrod nizej rozwinietych(chocby z powodow "geopolitycznych" i utrzymywnaia terytoriow buforowych miedzy roznymi potegami-zauwaz ze prawie wszystkie stare mity mowia o conajmniej dwoch roznych zwalczajacy sie "silach niebianskich").
    A moze wcale nie chca nas podbic a tylko obserwuja,badaja,hoduja.....albo cos jeszcze innego.
    Moze w koncu zwyczjanie sa cywilizacja pokojowa ktora aby przetrwac nauczyla sie powsciagac swoje agresywne zapedy?

    Ponizej ciekawy link na temat “cywlizacji pokojowych”

    https://blogpilastra.wordpress.com/2019/10/31/gwiezdne-wojny-i-krolestwo-niebieskie-v-2-0/

    Oraz na temat tzw.hipotezy niepelnego embarga ktora swietnie pasuje do obserwowanych faktow.

    https://www.youtube.com/watch?v=c33-HzRgWg4


    @Fox
    Fakt ze Amerykanie w ogole byli w stanie rozpoznac przeznacznie i ogolna budowe choc czesci obcej technologii sugeruje ze obcy nie wyprzedzaja nas zbyt wiele-moze ze 2-3 stulecia max od chwli obecnej.I wydaje sie ze od tysiacleci obserwuja sie u obcych te sama technologie a to juz daje do myslenia(stagnuja technologicznie?podrozuja w czasie?to tylko niedobitki z resztkami technologi ktorej juz nie potrafia budowac a tylko utrzymuja w ruchu?)

    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, to, że potrafimy od setek lat prawie zrozumieć te technologie wskazuje na zupełnie lokalne pochodzenie Obcych

      Usuń
    2. @SilentumUniversi

      To bardzo mozliwe.Jak sie zastanowic to wydaje mi sie ze ow techologiczny gap miedzy nami a nimi(kimkolwiek sa)jest nawet mniejszy i moze nawet wynosi obecnie tylko 100-150 lat i ciagle sie zmniejsza(wspomniany przez mnie powyzej fakt niemal stagnacji technologii obcych od dobrych paru tysiacleci-gdzies tak od czasu "swietlistych latajacych tarcz" widzianych w czasach Aleksandra Wielkiego).To plus fakt iz zdaje sie ze moga sie z nami jakos tam krzyzowac(co w przypadku istot calkowiecie obcych zdaje sie byc malo prawdopodobne)wskazuje wlasnie na ich "lokalne" pochodzenie-przy czym lokalne moze takze znaczyc z odleglej przeszlosci(niedobitki poprzedniej cywilizacji),sasiedniego wymiaru itp itd ale raczej NIE sa to typowi obcy z drugiego konca galaktyki czy chocby tylko Zety Reticuli.
      Mysle takze ze rzady powoli szykuja sie do ujawnienia tego faktu-technologiczny gap ciagle sie zmniejsza i za kilk dekad przewaga "obcych" bedzie na tyle niewielka ze nie beda w stanie krazyc tu niepostrzezenie-mysle wiec ze rzady prawdopodobnie poki co ciagna od "obcych" technologie a jednoczesnie szykuja sie na operacje Disclosure(i stad wysyp roznych "nawroconych" informatorow czy chocby seriali o obcych-oni oswajaja spoelczenstwo z tematem).
      No chyba ze to wszystko jedna wielka sciema i mistyfikacja ktora ma ukrywac rozne tajne programy i ewentualnie pomoc elitom wziac narody za twarz chocby pozorujac zagrozenie z kosmosu(sa i takie teorie).

      Piotr34

      Usuń
  5. "W latach 50. zaczęto też zbierać informacje o okaleczeniach bydła dokonywanych przez obcych (później pod nich zapewne podszywały się siły powietrzne prowadzące tajne badania dotyczące skażenia nuklearnego) a także o porwaniach ludzi i przeprowadzanych na nich eksperymentach."
    Sataniści też byli podejrzewani o okaleczenia bydła. Pisał o tym Ed Sanders - ten od najlepszej książki o Mansonie.

    "Zdaję sobie też sprawę z tego, że za chwilę pojawią się komentarze osób przekonujących, że "żadne UFO nie istnieje" a w Roswell "rozbił się balon" lub "eksperymentalny samolot pilotowany przez dzieci z wodogłowiem". Mogą się też pojawić komentarze przekonujące, że UFO to zjawisko demoniczne, bo Aleister Crowley"
    xD

    Annie Jacobsen pisała o dzieciach w nazistowskim samolocie testowanym przez Amerykanów. Jak dla mnie bardziej przekonujące niż tłum bezpieczniaków przekonujących, że "toto panie przyjechało z Andromedy i nam technologie zostawiło"

    "W 1953 r. rządowe ciało doradcze znane jako Panel Robertsona (kierowane przez konsultanta CIA Howarda Robertsona) zarekomendowało, by prowadzić kampanię psychologiczną podważającą wiarę w obce cywilizacje."
    Ale najpierw prowadzono odwrotną kampanię, żeby tą wiarę najpierw stworzyć i podsycić.

    "Dokładnie takie same pojazdy widział Kenneth Arnold, w czerwcu 1947 r. nad stanem Waszyngton, podczas incydentu, który dał początek manii "latających spodków"."

    21 czerwca 1947 - Maury Island, Harold A. Dahl płynie sobie z synem przez jezioro z synem. Nagle przelatuje sobie UFO, które zabiło mu psa. Sprawę od razu nagłośnił Fred Crisman z OSS, którego kumple z bezpieki zabili Kennedy'ego (sam Crisman zeznawał u Garrisona). Crisman kontaktuje się z wydawcą SF Raymondem Palmerem, żeby rozpropagować UFO.

    24 czerwca 1947 - Mount Rainier, kilkadziesiąt kilometrów dalej, incydent z Kennethem Arnoldem, nie ma żadnych dowodów ale sprawą interesuje się bezpieka wojskowa (William Davidson i Frank M. Brown)

    4 lipca 1947 - Roswell, po katastrofie na miejsce przyjeżdża gen. Walter Dornberger (ten od obozów koncentracyjnych i niemieckich rakiet)

    Jeszcze przed Roswell Ufoki pojawiają się na niebie(według Arnolda)w La Grande w Oregonie a Arnold i Dahl spotykają się bo Palmer chce sprzedać historyjki o UFO. Arnold konsultuje się jeszcze ze znajomym pilotem E. J. Smithem. Dochodzą do wniosku, że Crisman coś knuje. Po rozmowie United Press International otrzymało transkrypcje ich rozmów więc ktoś zainstalował podsłuch w pokoju.
    W końcu Arnold stwierdził, że chce gadać znowu z bezpieką wojskową (Davidsonem i Brownem), którzy nie bardzo chcieli się w to mieszać. Na lotnisku podszedł do nich Crisman i dał im skrzynkę z pozostałościami po UFO (które wyglądały jak skały).
    Potem polecieli samolotem, który miał awarię. Wszyscy wyskoczyli, oprócz Davidsona i Browna.

    Sprawę UFOków badał jeszcze miejscowy agent FBI Guy Banister, który na emeryturze skończył w Nowym Orleanie w tym samym budynku co Lee Oswald.
    Wszystkie osoby oprócz Dahla i Arnolda były powiązane z bezpieką wojskową, OSS lub FBI.

    W 1950 gazety kontrolowane przez amerykańskiego bezpieczniaka w Niemczech - Hansa Habe, wypuszczają serię artykułów o UFO w Prima Aprilis. Potem promocją UFO zajmuje się National Enquirer należący do Generoso Pope (wcześniej pracował w bezpiece przy operacjach psychologicznych).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "A co jeśli czciciele demonów tacy jak Crowley są po prostu kolaborantami pracującymi dla obcych istot (a wydaje im się, że kontaktują się z Szatanem)?"

      A kontakt z UFO zapewnia walenie w dupala na pustyni przez Victora Neuburga.
      xD

      Usuń
    2. "Sataniści też byli podejrzewani o okaleczenia bydła. Pisał o tym Ed Sanders" - a czy sataniści dysponowali w latach 50-tych małymi chirurgicznymi laserami?

      "Annie Jacobsen pisała o dzieciach w nazistowskim samolocie testowanym przez Amerykanów. " - Annie Jacobsen musi być totalną kretynką. Kto i po co wsadzałby dzieci do testowanego, awangardowego technologicznie samolotu? Wszędzie na świecie oblatywaniem takiego sprzętu zajmują się piloci o dużym doświadczeniu i umiejętnościach. Nikt na świecie nie wsadza dzieci za sterami samolotów wojskowych. Dzieci po prostu nie spełniają warunków fizycznych umożliwiających ich pilotowanie.

      "Ale najpierw prowadzono odwrotną kampanię, żeby tą wiarę najpierw stworzyć i podsycić." - najpierw ścierały się dwie frakcje z różnymi pomysłami na to jak podejść do tego zjawiska.

      "Dahl płynie sobie z synem przez jezioro z synem. Nagle przelatuje sobie UFO, które zabiło mu psa. Sprawę od razu nagłośnił Fred Crisman z OSS" - i to jest właśnie przypadek działań dezinformacyjnych prowadzonych przez CIA mających na celu ośmieszenie tego zjawiska.

      "Jeszcze przed Roswell Ufoki pojawiają się na niebie(według Arnolda)w La Grande w Oregonie" - latem 1947 r. było mnóstwo obserwacji UFO na terenie całych Stanów Zjednoczonych. Nie tylko w Oregonie.

      "Sprawę UFOków badał jeszcze miejscowy agent FBI Guy Banister," - nie tylko on. FBI podchodziła wówczas bardzo poważnie do tej sprawy.

      "W 1950 gazety kontrolowane przez amerykańskiego bezpieczniaka w Niemczech - Hansa Habe, wypuszczają serię artykułów o UFO w Prima Aprilis. Potem promocją UFO zajmuje się National Enquirer" - to właśnie przykłady działań ośmieszających i dezinformacyjnych prowadzonych przez CIA. Jeszcze przed Panelem Robertsona.

      Usuń
    3. O Annie Jacobsen:

      "Her 2011 book, Area 51: An Uncensored History of America's Top Secret Military Base, addresses the Roswell UFO incident.[3][4] The Pulitzer Prize-winning historian Richard Rhodes, reviewing the book in The Washington Post, called the book "error-ridden," pointing out that she relies on a single discredited source for her claim that that in the 1940s Soviet leader Joseph Stalin sent a Nazi-designed flying disc filled with 13-year-olds with surgically enlarged heads into the United States to scare Americans as part of a black propaganda hoax modeled after The War of the Worlds. He concluded that "Jacobsen shows herself at a minimum extraordinarily gullible or journalistically incompetent."

      Usuń
    4. "a czy sataniści dysponowali w latach 50-tych małymi chirurgicznymi laserami?"
      Nie wiem skąd info, że bydło było okaleczane laserami. Szczyt okaleczeń zwierząt to lata 70'. Poniżej masz link do śledztwa FBI i artykułu Sandersa.

      https://vault.fbi.gov/Animal%20Mutilation

      "Annie Jacobsen musi być totalną kretynką. Kto i po co wsadzałby dzieci do testowanego, awangardowego technologicznie samolotu?"
      A kto mówi, że to był test? Może jakiś regularny przelot?

      "Dzieci po prostu nie spełniają warunków fizycznych umożliwiających ich pilotowanie."
      No raczej nie.
      https://en.wikipedia.org/wiki/Youngest_pilot

      "to właśnie przykłady działań ośmieszających i dezinformacyjnych prowadzonych przez CIA"
      Żeby wiedzieć czy to działania dezinformacyjne trzeba mieć najpierw pewne informacje. Ja bym się zadowolił UFOkiem w słoiku albo chociaż jakimś wiarygodnym świadkiem niepowiązanym z bezpieką i zabójstwem Kennedy'ego.
      A Corso był doradcą jednego z senatorów w komisji Warrena.

      "O Annie Jacobsen"
      Ona też ma Pulitzera, napisała książkę o operacji Paperclip i najemnikach pracujących dla Amerykanów. A źródło zdyskredytowane niby w jaki sposób. Przez recenzenta z WaPo?

      Usuń
    5. "Nie wiem skąd info, że bydło było okaleczane laserami. " - ślady używania lasera chirurgicznego były bardzo wyraźne w wielu przypadkach. To było precyzyjne wycinanie określonych organów do badań. A nie rytuały.

      "A kto mówi, że to był test? Może jakiś regularny przelot?" - i po katastrofie regularnego przelotu sprowadzanoby do bazy w Roswell nazistowskich naukowców? I wrak zwykłego samolotu trafiłby do bazy Wright-Patterson? I gen. Twinning specjalnie by się pofatygował do Nowego Meksyku z tej okazji? I doświadczeni oficerowie z bazy w Roswell nie odróżniliby wraku zwykłego samolotu z czymś "nie z tego świata"? A może USA lub jakikolwiek inny kraj dysponował wówczas technologią "metalu z pamięcią"?

      "A Corso był doradcą jednego z senatorów w komisji Warrena." - a w swojej książce sugeruje on udział CIA w tym zabójstwie.

      "jakimś wiarygodnym świadkiem niepowiązanym z bezpieką" - będą i tacy świadkowie.

      :O Annie Jacobsen"
      Ona też ma Pulitzera, napisała książkę o operacji Paperclip i najemnikach pracujących dla Amerykanów. A źródło zdyskredytowane niby w jaki sposób. Przez recenzenta z WaPo?" - Annie Jacobsen w swojej książce napisała, że Sowieci wysłali do Roswell nazistowski latający spodek pilotowany przez dzieci z chirurgicznie powiększonymi głowami. Czy to rzeczywiście bardziej wiarygodne niż twierdzenia płk Corso, Huata, Marcela i wielu innych świadków?

      Usuń
    6. A co do świadków mówiących o Roswell:

      Gen. Arthur Exon, były komendant bazy Wright-Patterson:

      http://roswellproof.homestead.com/exon.html

      Gen Thomas Jefferson DuBose:

      http://roswellproof.homestead.com/dubose.html

      Usuń
    7. http://roswellproof.homestead.com/exon.html

      "Sources of the following material

      R&S: UFO Crash at Roswell, 1991 & The Truth About the UFO Crash at Roswell, 1994, by Kevin Randle & Donald Schmitt (Based on phone and personal interviews from July 1989 - July 1990)

      RUCU: Roswell UFO Crash Update; Kevin Randle, 1995; transcript of interview, June 18, 1990

      TS/M: Top Secret Majic, Stanton Friedman, 1996; (based on interviews 1989 - 1991) New!

      C&S: Witness to Roswell, 2007, by Tom Carey & Donald Schmitt New! 2007

      Breakthrough: Breathrough-- The Next Step; Whitley Strieber, 1995

      Confirmation: Confirmation--The Hard Evidence of Aliens Among Us; Whitley Strieber, 1998"


      Whitley Strieber.

      Koleś, który sam ma powiązania z bezpieką, satanistami i srogim praniem mózgu, które jak sam twierdzi mu robiono.

      Usuń
    8. "Whitley Strieber.

      Koleś, który sam ma powiązania z bezpieką, satanistami i srogim praniem mózgu, które jak sam twierdzi mu robiono." - ale to że się Strieber podłączył pod tę historię (w ramach akcji dezintegracyjnej CIA?) w żaden sposób nie rzutuje na świadectwo gen. Exona. Gen. Exon podzielił się swoim świadectem z Kevinem Randlem, Donaldem Schittem i Stantonem Friedmanem.

      Usuń
  6. Wszyscy już wiemy Hubert, że jesteś obcym. Szkoła nawigatorow cię zdemaskowala.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurde, inwazja na Ziemię się rypnęła..

      Usuń
    2. "To było precyzyjne wycinanie określonych organów do badań. A nie rytuały."
      Wycinanie jajec i penisów byków oraz krowich wagin. Kompletnie nie rytuały.

      "i po katastrofie regularnego przelotu sprowadzanoby do bazy w Roswell nazistowskich naukowców?"
      Może regularny przelot tajnego samolotu? Tajne bronie są testowane a potem używane w sposób regularny.

      "A Corso był doradcą jednego z senatorów w komisji Warrena." - a w swojej książce sugeruje on udział CIA w tym zabójstwie.

      Frank Sturgis także xD
      https://www.youtube.com/watch?v=C7-OBN6q0dk

      "jakimś wiarygodnym świadkiem niepowiązanym z bezpieką" - będą i tacy świadkowie.
      czekam z niecierpliwością i gratuluje pierwszego odcinka, chociaż coś czuję, że będziemy kręcić z siebie nawzajem niezłą bekę

      "Annie Jacobsen w swojej książce napisała, że Sowieci wysłali do Roswell nazistowski latający spodek pilotowany przez dzieci z chirurgicznie powiększonymi głowami. Czy to rzeczywiście bardziej wiarygodne niż twierdzenia płk Corso, Huata, Marcela i wielu innych świadków?"
      Ale ja nie wierzę, że to był sowiecki statek. Mengele, który eksperymentował z karzełkami był pod kontrolą Amerykanów. Podobnie jak inżynierowie lotniczy.

      Usuń
    3. "Wycinanie jajec i penisów byków oraz krowich wagin. Kompletnie nie rytuały." - wycinano też oczy, języki, organy wewnętrzne... Cięcia były bardzo precyzyjne, krawędzie ran "przypieczone", często nie było krwi. Co prawda najwięcej przypadków było w latach 70-tych, ale są też z lat 50-tych.

      "Może regularny przelot tajnego samolotu? Tajne bronie są testowane a potem używane w sposób regularny." - z karzełkami z wodogłowiem na pokładzie? Czemu więc wrak trafił do Wright-Patterson, gdzie szło wszystko co klasyfikowano jako technologię zdobytą na wrogu?

      "Frank Sturgis także" - Corso akurat wielokrotnie udowodnił, że z CIA mu nie po drodze. Szczególnie podczas przesłuchania w Kongresie w latach 90. To nie był człowiek Głębokiego Państwa.

      "Ale ja nie wierzę, że to był sowiecki statek." - ale wspaniała Jacobsen tak napisała. Dezinformatorka z bezpieki?

      "Mengele, który eksperymentował z karzełkami był pod kontrolą Amerykanów" - eksperymenty Mengele z karzełkami nie stanowiły żadnej wartości dla Amerykanów. Po co mieliby je kopiować? Po co wsadzać karzełki do tajnego samolotu? Kręcili Jackassa na pustyni?




      Usuń
    4. "czekam z niecierpliwością i gratuluje pierwszego odcinka," - dzięki!

      "chociaż coś czuję, że będziemy kręcić z siebie nawzajem niezłą bekę" -
      przynajmniej nie będziemy kółkiem wzajemnej adoracji :) Ciekawe jaka będzie reakcja Chehelmuta...

      A odcinków będzie siedem lub osiem.

      Usuń
    5. Nie powinna Cię dziwić, bo nie ukrywałem przecież swojego sceptycyzmu w tej materii, tak jak i mnie nie dziwi Twoje zainteresowanie UFO bo wpisy o takowej tematyce pojawiały się już pomnę na Twoim poprzednim blogu. Jako człek do bólu przyziemny [ chłopo-robotnicze pochodzenie się odzywa ] pozostanę przy przeświadczeniu, że gadanina o UFO, reptilach, iluminatach itd. robi za rodzaj kodu pozwalającego bezpiecznie komunikować w przestrzeni publicznej treści nie przeznaczone dla wszystkich bez obawy o ich dekonspirację, bo większość ludzi odruchowo cofa się przed zajmowaniem się tym z obawy przed ''szurostwem'', albo też bierze to literalnie. Nie przeczy temu, że może również robić za rodzaj akcji dezinformacyjnej, przetestowanie na grupie populacji jak daleko można posunąć się w manipulowaniu ludźmi, bo faktycznie podejrzanie wielu wojskowych i funkcjonariuszy służb specjalnych Wschodu jak i Zachodu kręci się przy takowej tematyce, a trudno uznać aby wszyscy oni byli świrami, ale też wybacz nie stanowi to dla mnie z ww. powodów żadnego dowodu, iż faktycznie mamy do czynienia z ''inwazją obcych'' [ niemniej rzecz b. ciekawa i czekam na kolejne wpisy z serii, a nuż może dam się jednak przekonać ].

      Usuń
    6. Pozwolę sobie lekko strollować notkę, ale też by okazać czemu nie zajmuję się UFO, bo to co wyprawia się obecnie w naszym ludzkim wymiarze jest aż nadto odjechane: jak przewidywałem zapowiedzi Kondomitów, że będą ''merytoryczną opozycją'' właśnie szlag trafił, za to narodziła się nowa mutacja histerycznej a la KOD tyle że w prawackim, narodowo-liberalnym wydaniu. Konkretnie idzie mi o prymitywną i skuteczną niestety grę na emocjach, rozpętanie masowej histerii np. pierdolenie, że PiS oddał lewactwu komisję rodziny - w poprzedniej kadencji Schetyna był szefem komisji spraw zagran., Stasiek Gawłowski środowiska bodajże, Arłukowicz - zdrowia a wszystko głosami PiS, jakoś nikt nie kręcił wtedy shitstormu z tego tytułu, ani pieprzył, że PiS oddał politykę zagraniczną PO. Nominacja ''gościni'' na przewodniczącą jest najlepszą możliwą decyzją, dzięki temu wszystkim okaże się jakim gównem jest lewactwo, ''niech hrabina pokaże rasę''. Braun przewodniczącym komisji ds. rodziny? Dobre sobie:

      ''W lecie roku 2014, po prawie trzydziestu latach życia razem, rozstaje się ze swoją partnerką. Ta nie podziela jego radykalnych poglądów, nie chce ślubu kościelnego i dzieci. On tymczasem zaczyna uczęszczać na msze po łacinie. Już w grudniu tego samego roku, w kościele na ul. Karolkowej na warszawskiej Woli, bierze ślub w rycie trydenckim z Aleksandrą G. swoją wieloletnią montażystką. Nowa żona jest mu już zupełnie podporządkowana. Szybko rodzi im się syn.''

      https://krytykapolityczna.pl/kraj/grzegorz-braun-witkowski/

      - lewacki paszkwil paszkwilem, ale nikt włącznie z Braunem nie przeczy akurat przytoczonym faktom, a niektórzy jak wylansowany przez pana reżysera Coryllus wprost potwierdzają, mimo swojej całej niechęci do prowoka Witkowskiego, uzasadnionej jak najbardziej. Radzę też zwrócić uwagę na diagram w tekście ukazujący drzewo genealogiczne Brauna - skoro jego matka po swojej rodzicielce z kolei jest z Wasiutyńskich to znaczy, że jednak rację ma ''mosadczyk'' Daniels i pan Grzegorz faktycznie posiada żydowskie pochodzenie a jego jest przodkiem nawrócony na katolicyzm malarz religijny Józef Buchbinder:

      http://kompromitacje.blogspot.com/2012/04/joanna-tokarska-bakir-cytuje-wojciecha.html#przyp10

      https://mojecmentarze.blogspot.com/2014/11/jozef-buchbinder-bohdan-i-wojciech.html

      https://pl.wikipedia.org/wiki/J%C3%B3zef_Buchbinder

      - tłumaczyłoby to jego dziwne z pozoru konszachty z kabalistami-konspiracjonistami o których onegdaj pisałem. Tak więc sorry, ale co mi po jakichś reptilach, skoro na tym padole i to tu i teraz nad Wisłą wyprawiają się takowe mecyje - k.., to jakiś matrix, tu nikt nie jest tym na kogo się wydaje: burżuje robią za działaczy robotniczych a ubecy ''wyklętych'', pederaści i pedofile bezczelnie zgrywają obojętnie już świeckie czy religijne autorytety moralne, Żydzi są zapiekłymi antysemitami itd. więc w tym sensie Grzegorz Braun jest ''obcym'':))).

      Usuń
    7. Chehelmucie,

      kontynuując offtop (i prosząc o wybaczenie Foxa; przyznam, że obcy mnie nigdy szczególnie nie zajmowali): argumentem szeroko rozumianej strony prawej w obronie Gerszoma Brauna jest jego „nawrócenie”, tzn. co on tam robił wcześniej, to robił, ale teraz zeń koszerny, stuprocentowy WPWP (Wielki Polak Wybitny Patriota). Powiązania osobiste można wyjaśnić „a, każdy kogoś tam zna — i co z tego?”
      Osobiście przyznam, że argument antyłożkowy do mnie nieco przemawia (nieco, bo warto jednak, przez wzgląd na ową belkę w oku, spuścić z diapazonu) (nb. porównanie tego, co spotkało ww. Coryllusa, a Gerszoma, zdaje się „symptomatyczne”), natomiast po liderze polskich antyjudejczyków można by się spodziewać większej transparentności.
      Zatem tym bardziej za Twoje niestrudzone poszukiwania i demaskacje — dziękuję!

      Na osłodę Foxowi wątkowy supełek: Gerszom Braun, jak wiemy, zajmuje się półprofesjonalnie egzegezą fantastyki naukowej. Być może warto byłoby pociągnąć wątek: czy GB wierzy w UFO? Czy pracuje dla obcych? Ile za to bierze?

      Pzdrwm srdczn

      Usuń
    8. @ Chehelmut

      Ależ nie obrażam się za offtopic. Informacje o sabatejskim reżyserze są zawsze w cenie!

      Nie do końca zdawałem sobie sprawę, że Coryllus to jego golem.

      A co do głównego tematu: ta seria jest akurat bardzo PRZY ZIEMNA, mimo, że wychodzi w Kosmos.

      I ona płynnie przyjdzie w serię o nazwie "eXtinction".

      @ A.Nonski

      " Być może warto byłoby pociągnąć wątek: czy GB wierzy w UFO? " - gdy spytałem go, czy lubi anime odparł: "Szanuję". Gdy spytałem się go o jakieś konkretne, to zaczął mówić, że aż tak to się nie zna, ale szanuje :)

      Usuń
  7. @Spiskolog

    "Rytualy".
    W mojej opini czesc okaleczen faktycznie wyglada na rytualy ale to tylko uprawiany przez stanistyczne elity kult cargo.Uprawiany chyba zreszta od tysiacleci-oni od tysiacleci siedzieli w roznych "gnozach" i "wiedzy dla wybranych"-tyle ze pewnie sami nie rozumieli z czym maja do czynienia-czy rozumieja teraz to kwestia otwarta.A dyski Adolfa to zwykly rewerse engeering-chyba zreszta niezbyt udany.

    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
  8. te tranzystory są bardzo ciekawe, tylko, że wynaleźli je japończycy a nie amerykanie ;)
    niestety wiele z jasnych dowodów to naciągane brednie. przemowienie regana o tym, ze powinnismy współpracować a nie walczyc ze sobą uznano tu za dowód tego, ze istnieje ufo ;)

    Nie wiem czy ufo istnieje, ale tak z 80% to naciągane teoryjki dla pensjonarek
    a szkoda, bo chciało by się by ktos nam w końcu pokazał trochę matematyki. Ale nie, lasery, swiatłowody i inne rzeczy ale zwykła instrukcja obsługi czy wzór na skyrmiony to juz tak łatwo kurcze nie chca pokazać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Anonimowy

      No ale od KOGO chcesz ten wzor na skyrmiony?Od MARTWEJ zalogi rozbitego statku?Czyzbys wierzyl w nekromancje?
      A jesli nawet czasem gdzies jakis pilot przetrwal to byl to tylko PILOT pewnie nie posiadajacy takiej wiedzy.
      A nawet jesli posiadajacy to niby dlaczego mialby sie nia dzielic?-szczegolnie jesli w hipotezie niepelnego embarga jest choc zdzblo prawdy to takie informacje NIGDY nie zostana ujawnioneObcy ich nie ujawnia bo niepelne embargo na to nie pozwala a ziemskie agencje(o ile w ogole takowe posiadaja) nawet jesli prowadza operacje typu disclosure to tez tego nie ujawnia-obie "procedury" zakladaja ujawnianie informacji "humanistycznych"-takich ktore jakby co sa nieweryfikowalne.
      A co do samych tranzystorow-posiadanie niesprawdzonej teorii dotyczacej dzialnia czegos a skopiowanie dzialajacej zaawansowanje technologii to dwie rozne sprawy z "zupelnie roznej ligi".
      Ja NAPRAWDE polecam ten film na temat hipotezy niepelengo embarga-bardzo dobrze pasuje do obserwowanej sytuacji.

      "Nie wiem czy ufo istnieje, ale tak z 80% to naciągane teoryjki dla pensjonarek"
      Jak nie wiecej-zdecydowana wiekszosc to oszustwa na kase,kretactwa,nieporozumienia,rozne inne nieznane zjawiska oraz po czesci celowa dezinformacja("chcesz ukryc lisc to posadz las").

      Piotr34


      Usuń
    2. Jeśli już to Polski Żyd Juliusz Lilienfeld - opatentował jako pierwszy tranzystor:
      https://pl.wikipedia.org/wiki/Julius_Edgar_Lilienfeld

      A co do tego 80% to owszem nawet eksperci z służb, wojska i prywatni znawcy tematu na tyle określają chłam a 20 % jest wartościowe, choć nawet wśród tych 80% mogą znajdować się pojedyncze źle (celowo lub nie) sklasyfikowane opisy "Czegoś ciekawego".
      Odkrywca

      Usuń
    3. "te tranzystory są bardzo ciekawe, tylko, że wynaleźli je japończycy a nie amerykanie ;)" - czyżby?

      "Pierwszy działający tranzystor ostrzowy został skonstruowany 16 grudnia 1947 r. w laboratoriach Bella przez Johna Bardeena oraz Waltera Housera Brattaina. W następnym roku William Bradford Shockley z tego samego laboratorium opracował teoretycznie tranzystor złączowy, który udało się zbudować w 1950. John Bardeen, Walter Houser Brattain oraz William Bradford Shockley, za wynalazek tranzystora otrzymali Nagrodę Nobla z fizyki w 1956 roku.

      W 1949 dwaj niemieccy fizycy (zaangażowani poprzednio w program radarowy) Herbert Mataré i Heinrich Welker pracując w paryskim oddziale firmy Westinghouse niezależnie zbudowali tranzystor (który nazwali transistronem)"

      Usuń
  9. Ufo to temat na którym łatwo dać się ośmieszyć, a tego nikt nie chce.
    Siłą Internetu jest jednak możliwość podzielenia się swoją wiedzą.
    W komentarzach dużo jest tutaj teoretyków, a za mało świadków,
    nie śmiać się, ale na przykład mnie przez pięć lat, do końca 2011 roku odwiedzało ufo każdego dnia.
    Co chciałbym napisać w pierwszej kolejności - rządy nie mogą tuszować ufo, gdyby ufo chciało się ujawnić wylądowałoby na czubku Pałacu Kultury i każdy by je widział.
    Jest to oczywiste, ale kryje się za tym inna racja o której mało kto mówi.
    Skoro ufo nie widać to znaczy, że się ukrywa. I tu trzeba mądrości - ono nie tylko się ukrywa, ale ukrywa się aktywnie, tzn. dba o to by być ukrytym - tuszuje sprawy, przekupuje, likwiduje. Jest to cały system, przemysł, skala i środki ich przedsięwzięcia są poza limitem tego co nam się wydaje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "ale na przykład mnie przez pięć lat, do końca 2011 roku odwiedzało ufo każdego dnia." - a jak wyglądało? Gdzie doszło do obserwacji?

      Usuń
    2. ufo = uśmiechnięty funkcjonariusz ormo

      Usuń
    3. Moja znajomą odwiedzali obcy przez tydzień, jakieś badania jej robili. Podobno nie ma się czego bać.

      Usuń
  10. Zapewne wiele osób, które znajdzie ciekawe informacje na tym blogu gdy zobaczy te bzdury machnie ręką na jakośc wszystkich tu zamieszczonych informacji i objawów klinicznych

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. https://allegro.pl/oferta/masc-na-bol-dupy-cudowny-lek-na-problemy-ludzi-7078876933

      Usuń
  11. Czy w tej serii pojawi się Wernher Von Braun i jego "przepowiednia" o wrogach USA?

    ~Marecki

    OdpowiedzUsuń
  12. Werner Von Braun w swych wspomnieniach z lat 70-tych mówił, że widział obiekt rozbity w Roswell i twierdził, że właśnie stamtąd pochodzi większość technologii "odkrytych" w USA. Zbieżność chwili odkrycia pierwszego tranzystora i katastrofy w Roswell daje asumpt do przypuszczeń, ze tranzystor , i owszem odkryto, ale we wraku. (coś jak w dowcipie o odkryciach Ruskich na strychu u Niemca)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Je3szcze jedno.
      O metalach pamiętających kiedyś było w jednym z programów "Sonda", jeszcze w latach 80-tych. Pokazano tam w studiu drut z takiego metalu i co się z nim dzieje, jak się to zachowuje. Pokazano również filmy obrazujące zastosowania takiego metalu.
      BTW: współcześnie, od ładnych paru lat,pewne elementy wykonywane z tworzyw również mają pamięć kształtu. Pod warunkiem, że ulegną tylko odkształceniu a nie rozbiciu czy złamaniu. Znam to z praktyki.

      Usuń
    2. . Co ciekawe Corso pisał w swoich wspomnieniach o tym, że tym, że von Braun był wśród tych, którzy zapoznawali się ze szczątkami z Roswell.

      Usuń
  13. Policzcie ile z nich popełniliście, podczas komentowania tego i pozostałych postów.
    Lista błędów poznawczych:
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Lista_b%C5%82%C4%99d%C3%B3w_poznawczych

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe ile bledow popelnil Kolumb jak odkrywal Ameryke-zdaje sie ze cala mase.

      Piotr34

      Usuń
    2. Penicylinę też odkryto w wyniku błędu :)

      Usuń
  14. بسم الله الرحمن الرحيم
    السلام عليكم و رحمة الله و بركاته.
    Jest to bardzo ciekawy wpis, chociaż przeniknięty niewiarą Autora i błędami, które z niej wynikają, szczególnie zaufaniem do ludzi, których zawodem jest kłamstwo, spiski i obrona bezbożnej tyranii. A do nich należał ten amerykański oficer Corso i inni szpiedzy pojawiający się się jako źródła na tym blogu.
    Tylko Allah subhanahu wa ta ala zna prawdę i tylko on jest bezinteresowny na tyle, aby tę prawdę przekazywać, ponieważ ludzkie gry i wojny nic dla niego nie znaczą. Wszystko co jest niezbędne do oddawania mu czci i prowadzenia godnego życia jest już dawno przekazane w Koranie i potwierdzone sunną Proroka Muhammada, salla`llahu alaihi wa salam. Spekulacje na temat UFO są więc w najlepszym razie tylko rozrywką, dozwoloną w wolnym czasie, o ile nie powodują odwrócenia się od prawdziwej religii. Jednak żeby wypełnić swój obowiązek w dawah pozwolę sobie napisać, co myślę na ten temat jako wierzący.
    Z Koranu wynika, że Allah subhanahu wa ta`ala stwarza to co mu się podoba i tylko on posiada wszelkie wiadomości o tym co, gdzie i kiedy stworzył. Stworzenie jest dowodem na Jego istnienie i potęgę.
    "Wśród Jego znaków jest stworzenie niebios i ziemi i żywych istot które na nich rozsiał, i jest On władny zebrać je razem kiedy tego zapragnie."
    ( przybliżone znaczenie, 21.30)
    Wiemy więc że do kontaktu może dojść wtedy, kiedy zażyczy sobie tego Allah subhanahu wa ta`ala. Ten kto by świadomie przeszkadzał takiemu kontaktowi sprzeciwiałby się woli Allaha subhanahu wa ta`ala, a tak postępują tylko zwolennicy szatana.
    Wnioskować można, że obcy, jeżeli istnieją, to zostali stworzeni przez Allaha subhanahu wa ta`ala, a więc zapewne otrzymali odpowiednią dla nich wersję islamu. Ze świętego Koranu (przybliżone znaczenie, 35.27-28 i 49.13) wynika, że róznorodność żywych stworzeń, w tym ras ludzkich pokazuje potęgę Allaha subhanahu wa ta`ala, a ludzie mają obowiązek się wzajemnie poznawać, a nie kłócić się czy ze sobą wojować, inaczej niż w obronie religii i ummy. Wydaje mi się, że można to przełożyć na nasz stosunek do tych hipotetycznych obcych istot, jeżeli dochodzi do spotkania z nimi. Podobne obowiązki mogliby mieć także obcy, jeżeli tak jak ludzie zostali obdarzeni rozumem i obowiązkiem czczenia Allaha subhanahu wa ta`ala. O ile z tych obowiązków by się wywiązują, to ich kontakt z ludźmi powinien mieć charakter pokojowy, bo dzięki rozumowi rozpoznaliby w muzułmanach swoich braci w wierze, i odwrotnie ludzcy muzułmanie rozpoznaliby ich, podobny sposób pokonując różnice w w wyglądzie, budowie czy języku. Zatem nie ma się co bać takiego pierwszego kontaktu, jeżeli do niego dojdzie, insza`Allah i nie okazywać agresji, ale życzliwość i ciekawość.
    Oczywiście Iblis będzie się starał zwieść i nas i ich na złą drogę, poprzez wzbudzanie strachu i nienawiści jednych wobec drugich. Wydaje się logiczne, że ci amerykańscy wojskowi, którzy są kafirami i nieprzyjaciółmi religii będą iść za tymi podszeptami i propagować ideę wojny między ludźmi, a tymi możliwymi obcymi istotami. Oczywiście możliwe jest też, że dotychczasowa historia UFO została zmyślona przez taghutów i ich sługusów, po to żeby zasiać zamęt i zastraszyć ludzi. Najlepszą receptą na udany kontakt będzie powrót całej ludzkości do islamu i zjednoczenie w sprawiedliwie prowadzonym kalifacie. Lan yusibana illa ma kataba Allahu lana huwa maulana. Wa Allahu a`lam.

    OdpowiedzUsuń
  15. To wszystko gra wywiadów, taki psikus, szukajcie czego nie ma i nie będzie, gdyż ufoludy na poziomie lotów międzygwiezdnych są absolutnie nie wykrywalne, to nie startrek, gdzie można było złapać załogę na nielegalnym pobycie na planecie o niższym stopniu rozwoju, gdyż odpadły wąsy. M.

    OdpowiedzUsuń
  16. To niewiarygodnie do czego prowadzi niezrozumiałe nauk ścisłych.
    Byłem przekonany, że tekst zostanie oparty o opublikowane kiła miesięcy temu oficjalne zapisy z USAF. Ale to nie blog naukowy.
    Fajnie widzieć, że jednak nie dostajemy kasy za darmo, a to co robimy to dla wielu magia/ dzieło obcych.
    BTW te wspomnienia 80latków to dość popularna choroba. Sam pewnie też będę siedział w kościele, albo opowiadał różne historie szczerze w nie wierząc.
    Jakoś nie ma świadectw zdrowych psychicznie wykształconych ludzi pokazujących filmiki w 4k, choć technika ta jest w ręku co najmniej miliarda ludzi od wielu lat. Są arcyciekawe zapisy z f18, o tamtych denomenach chętnie podyskutuję.
    O teorii strun sporo czytałem, gdy było to modne 10 lat temu i szczerze wierzę, że jest inny świat, ale ufo jarało mnie do 1995 roku i dostępu do wiedzy w Internecie. Że ludziom udaje się ciągle jej unikać po skończeniu 15 lat to mnie niesamowicie wciąż dziwi i usprawiedliwia moje wygodne życie mimo średniego zdrowia fizycznego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Wojtek inzynier

      Jakos nie zauwazylem abyscie wy inzynierowie(ze tak to ujme)potrafili robic obiekty wzlatujace z wody powietrze i z powrtoem z predkosciami naddzwiekowymi ani dokonujaymi skretow o 180 stopni w powietrzu czy hamowan rzedu setek g-a wszystko w absolutnej ciszy i juz od polwiecza.Jedyne co potraficie robic to paliwozerne i halasliwe gowno ktore ledwo przekracza od czasu do czasu predkosc dzwieku.Twoja pycha jest w zwiazku z tym nieuzasadniona i zwyczajnie nie najlepiej o tobie swiadczy.Ale zyj sobie wygodnie-ja tez nie narzekam to i innym nie zaluje(czego nie da sie zreszta powiedziec o wszystkich wyznawcach korwnizmu ktorym sie zdaje ze sa polbogami).

      Piotr34

      Usuń
  17. Packers And Movers Bangalore Local Household Shifting Service, Get Free Best Price Quotes Local Packers and Movers in Bangalore List, Compare Charges, Save Money And Time at
    Local Packers And Movers Bangalore

    OdpowiedzUsuń